“Hanser stawia Cihanowi warunek. Rozwód, który miał zakończyć ich miłość, otwiera najboleśniejszy rozdział.
Hanser przed najtrudniejszym wyborem – jej warunek zmienia wszystko. Hanser przychodzi do firmy przekonana, że wystarczy jeden podpis, aby raz na zawsze zakończyć małżeństwo z Cihanem. Nie spodziewa się jednak, że w przygotowanym protokole rozwodowym znajdzie dom, udziały oraz majątek, którego nigdy nie chciała przyjąć. Kiedy Engin wyjawia, że za tymi warunkami stoi sam Cihan, oburzona kobieta natychmiast rusza do jego gabinetu. Ich spotkanie szybko zamienia się w pełną napięcia konfrontację. Cihan twierdzi, że gniew Hanser jest jedynie dowodem na to, że wciąż go kocha, i stanowczo odmawia pozostawienia jej bez żadnego zabezpieczenia. Gdy podchodzi do niej, chwyta ją za ramiona i przypomina o domu, w którym narodziła się ich wspólna historia. Między małżonkami ponownie pojawiają się emocje, których żadne z nich nie potrafi ukryć. Hanser nie zamierza jednak ustąpić. Patrząc Cihanowi prosto w oczy, wypowiada słowa, które mogą całkowicie zmienić warunki rozwodu: „W takim razie ja też mam jeden warunek”. Czego zażąda od mężczyzny? Czy jej decyzja ostatecznie ich rozdzieli? Czy stanie się początkiem niespodziewanego pojednania?
Napięcie na najwyższym piętrze.
Poranek w siedzibie firmy rozpoczął się spokojnie, lecz cisza panująca na najwyższym piętrze była jedynie pozorem. Za ogromnymi oknami rozciągał się widok na miasto, które już dawno obudziło się do życia. Samochody przesuwały się po ulicach niczym drobne punkty, ludzie spieszyli się do pracy, a świat funkcjonował według swojego zwyczajnego rytmu. Jednak w eleganckim gabinecie Cihana czas jakby się zatrzymał. Mężczyzna stał przy masywnym biurku wykonanym z ciemnego drewna. Na blacie leżały starannie uporządkowane dokumenty, srebrne pióro oraz filiżanka kawy, której Cihan nawet nie dotknął. Jego ciemny garnitur był nienagannie skrojony, koszula idealnie wyprasowana, lecz twarz zdradzała wszystko, czego nie chciał powiedzieć na głos. Nie spał prawie całą noc – pod jego oczami pojawiły się delikatne cienie. Szczęka pozostawała napięta, a palce lewej dłoni od kilku minut bezwiednie zaciskały się na oparciu fotela. Próbował zachować spokój, ale każdy dźwięk dochodzący z korytarza sprawiał, że natychmiast podnosił wzrok w stronę drzwi. Czekał, chociaż przed samym sobą nie chciał się do tego przyznać. Czekał właśnie na nią.

Drzwi otworzyły się bezgłośnie i do gabinetu wszedł Engin. W jednej ręce trzymał ciemną teczkę, drugą wsunął do kieszeni marynarki. Zatrzymał się kilka kroków od biurka i przez chwilę obserwował przyjaciela. — Hanser jest już v drodze — powiedział spokojnie. — Powinna pojawił się w firmie lada chwila.
Cihan nie odpowiedział od razu. Odwrócił się w stronę okna, jakby nagle bardziej interesował go widok miasta niż informacja, na którą czekał od rana. Jego odbicie w szybie wyglądało na opanowane, lecz Engin znał go zbyt długo, aby dać się oszukać. — Dzwoniła do ciebie? — zapytał w końcu Cihan. — Nie bezpośrednio. Rozmawiała z sekretariatem. Powiedziała, że przyjdzie podpisać dokumenty i chce jak najszybciej zamknąć tę sprawę.
Słowa „zamknąć tę sprawę” uderzyły w Cihana mocniej, niż chciał pokazać. Jego spojrzenie stwardniało. Dla Hanser ich małżeństwo stało się więc sprawą, którą należało zakończyć kilkoma podpisami. Czy naprawdę mogła wejść do tego budynku, podpisać protokół i odejść tak, jakby wspólne dni, noce, kłótnie, dotyk i obietnice nie miały żadnego znaczenia? Cihan powoli odwrócił się do Engina. — Dowiedz się, gdzie się zatrzymała.
Engin zmarszczył brwi. — Cianie… — dyskretnie przerwał mu mężczyzna. — Nie chcę, żeby pomyślała, że ją śledzę albo próbuję kontrolować. Muszę tylko wiedzieć, czy jest bezpieczna. — Hanser nie będzie zachwycona, kiedy odkryje, że wypytujemy o miejsce her jej pobytu. — Dlatego nie może tego odkryć. — W głosie Cihana nie było złości. Było w nim coś bardziej niepokojącego – determinacja człowieka, który nie zamierzał zrezygnować z ochrony ukochanej kobiety, nawet jeśli ona sama odrzucała każdą formę jego troski.
Engin westchnął. — Być może zatrzymała się u kogoś z rodziny. — Być może mi nie wystarcza. Ma przy sobie telefon, dokumenty i własne pieniądze. Jest dorosłą kobietą. — Jest moją żoną. — Po tych słowach w gabinecie zapadła cisza. Engin spojrzał na teczkę trzymaną w dłoni, a następnie ponownie na Cihana. — Jeszcze przez jakiś czas — zauważył ostrożnie.
Twarz Cihana skamieniała. — Dopóki sąd nie wyda decyzji, jest moją żoną. — A później?
Cihan nie odpowiedział. Odwrócił wzrok, jakby samo pytanie stanowiło przekroczenie granicy, za którą krył się ból zbyt wielki, by można go było nazwać. Engin podszedł do biurka i położył przed nim teczkę. Na pierwszej stronie widniał wyraźny nagłówek: „Anlaşmalı Boşanma Protokolü”. Protokół rozwodowy za porozumieniem stron. Kilka słów wystarczyło, aby uczynić ich rozstanie oficjalnym, urzędowym, nieodwracalnym. — Dokument jest gotowy — powiedział Engin. — Dodałem klauzulę majątkową dokładnie tak, jak sobie życzyłeś. Dom zostanie przepisany na Hanser. Otrzyma również udziały w firmie oraz zabezpieczenie finansowe.td4729
Cihan otworzył teczkę i zaczął przeglądać kolejne strony. Robił to powoli, niezwykle dokładnie, jak człowiek analizujący wielomilionowy kontrakt. Engin wiedział jednak, że przyjaciela nie interesowała wartość domu ani liczba udziałów – każdy zapis miał być gwarancją, że Hanser nigdy nie będzie musiała prosić kogokolwiek o pomoc. — Wszystko jest zapisane bezwarunkowo? — zapytał Cihan. — Tak, dom stanie się jej własnością po uprawomocnieniu rozwodu. Udziały również. Nie będzie zobowiązana do pozostania w firmie ani konsultowania z tobą żadnych decyzji. — Dobrze. — Nie jestem pewien, czy ona uzna to za dobre. — Cihan zamknął teczkę. — Przekonasz ją.
Engin spojrzał na niego z niedowierzaniem. — Ja? Ty przekażesz jej dokumenty? A ty gdzie będziesz? Tutaj? Zamierzasz ukrywać się we własnym gabinecie? — Nie chcę się z nią teraz widzieć. — Te Słowa zabrzmiały chłodno, ale Engin dostrzegł, że Cihan natychmiast odwrócił głowę. Nie chodziło o to, że nie chciał zobaczyć Hanser – bał się, co stanie się, gdy ją zobaczy. Bał się własnej słabości. — Cianie, tow nie jest zwykła formalność — powiedział Engin. — Rozmawiamy o zakończeniu waszego małżeństwa. Hanser może chcieć usłyszeć te warunki bezpośrednio od ciebie. — Nie. — Dlaczego?
Cihan oparł obie dłonie o biurko. — Ponieważ kiedy staje przede mną, zapominam o wszystkim, co powinienem zrobić. Zapominam o rozsądku, o dumie, o tym, że to ona zdecydowała się odejść. Widzę tylko ją.
Engin milczał. Było to jedno z najuczciwszych wyznań, jakie kiedykolwiek usłyszał z ust Cihana. — Jeżeli przyjdzie tutaj i spojrzy mi v oczy — kontynuował Cihan ciszej — nie wiem, czy pozwolę her jej podpisać te dokumenty. — Być może właśnie dlatego powinieneś się z nią spotkać. — Nie filozofuj, Engin. Jesteś prawnikiem, zajmij się protokołem.
Engin pokręcił głową. — Mogę wyjaśnić her jej przepisy, mogę powiedzieć, które punkty wymagają podpisu. Nie mogę jednak zmusić her jej do przyjęcia domu i udziałów. — Nie proszę cię, żebyś ją zmuszał. Masz her jej przekonać. — Hanser już wcześniej podpisała czystą kartkę, chciała zostawić wszystko za sobą. Nie pytała o pieniądze, nieruchomości ani firmy. Powiedziała wyraźnie, że niczego od ciebie nie chce. — A ja mówię wyraźnie, że nie pozwolę her jej odejść z niczym. — Może nie chodzi her jej o to, co dostanie. Może chodzi o to, od kogo to otrzyma.
Cihan podniósł wzrok. — Co chcesz przez to powiedzieć? — Że każde dobro, które her jej zapiszesz, może przypominać her jej o tobie. Dom szczególnie. Dobrze wiesz, ile wydarzyło się v tamtych murach. — Właśnie dlatego wybrałem ten dom. — Tow nie jest zabezpieczenie, tylko emocjonalna kotwica. Nazywaj to, jak chcesz. Chcesz zapewnić her jej przyszłość, czy nie pozwolić her jej zapomnieć?
Cihan zacisnął usta. Przez moment v jego oczach pojawił się gniew, lecz zaraz ustąpił miejsca zmęczeniu. — Jedno nie wyklucza drugiego.
Engin zrozumiał, że dalsza dyskusja nie ma sensu. Wziął teczkę i skierował się v stronę drzwi. — Spróbuję z nią porozmawiać. — Nie próbuj. Zrób to. Engin zatrzymała się przy wyjściu. — A jeżeli odmówi? — Powiedz her jej, że bez tej klauzuli ja nie podpiszę protokołu. — Tow brzmi jak szantaż. — Tow brzmi jak jedyny sposób, żeby her jej zabezpieczyć. — Cianie, czasami człowiek, którego kochamy, ma prawo nie przyjąć naszej pomocy, a czasami jest zbyt zraniony, żeby wiedzieć, czego naprawdę potrzebuje.
Engin popatrzył na niego przez chwilę, po czym wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Bolesna cisza i spotkanie na korytarzu.
Cihan został sam. Przez kilka sekund stał nieruchomo, potem rozluźnił krawat, odsunął się od biurka i powoli przeszedł v stronę okna. Oddychał ciężej, niż powinien. Uniósł dłoń do karku i zaczął masować napięte mięśnie. Przed oczami pojawił mu się obraz Hanser opuszczającej ich dom. Nie krzyczała, nie błagała, nie próbowała się tłumaczyć. Spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i odeszła z godnością, która bolała go bardziej niż najokrutniejsze oskarżenia. Wolałby, żeby rzuciła v niego czymś ciężkim. Wolałby usłyszeć, że go nienawidzi – nienawiść oznaczałaby, że nadal coś czuje. Najgorsza była cisza. Cihan zamknął ogen. — Gdzie jesteś, Hanser? — wyszeptał. — I dlaczego nie pozwalasz mi cię chronić?
W tym samym czasie Engin przemierzał szeroki korytarz. Przez szklane ściany gabinetów widział pracowników pochylonych nad komputerami, lecz myślami pozostawał przy rozmowie z Cihanem. Był prawnikiem i znał wiele rozwodów: widział małżonków walczących o każdy przedmiot – od luksusowych samochodów po porcelanowe filiżanki; obserwował ludzi, którzy jeszcze kilka miesięcy wcześniej przysięgali sobie miłość, a później obrzucali się oskarżeniami przed sądem. Historia Cihana i Hanser była jednak inna – ona chciała odejść bez niczego, on chciał oddać her jej wszystko poza własnym sercem, którego i tak nie potrafił odzyskać.
Gdy Engin skręcił za rogiem, ujrzał Hanser. Szła v jego stronę spokojnym, lecz zdecydowanym krokiem. Miała na sobie elegancki płaszcz i prostą sukienkę. Jej włosy opadały miękko na ramiona, ale twarz pozostawała poważna. W dłoni trzymała niewielką torebkę, przyciskając her jej do siebie trochę mocniej, niż było to konieczne. Kiedy go zauważyła, zwolniła. Jej wzrok natychmiast przesunął się v stronę drzwi gabinetu Cihana, widocznych na końcu korytarza. — Dzień dobry — powiedział Engin. — Dzień dobry. Dziękuję, że przyszłaś. — Nie przyszłam dla uprzejmości. Chcę zakończyć formalności. — Jej głos był chłodny, ale Engin dostrzegł v nim napięcie. — Rozumiem. Przejdźmy do mojego gabinetu.
Hanser ponownie spojrzała v stronę drzwi Cihana. — Jego nie będzie, ma teraz inne obowiązki. — Oczywiście — odpowiedziała, a v jej tonie zabrzmiała gorzka ironia. — W takim dniu zapewne znalazł wiele pilniejszych spraw. — Hanser, nie musisz go tłumaczyć. — Tow już nie ma znaczenia.td4729
Engin otworzył drzwi swojego gabinetu i przepuścił her jej przodem. Pomieszczenie było mniejsze od gabinetu Cihana, lecz równie eleganckie: na jednej ze ścian znajdowały się regały z kodeksami, na drugiej wisiały dyplomy i licencje. Hanser usiedli na krześle naprzeciwko biurka. Engin zajął miejsce i położył przed nią teczkę. — Przygotowałem protokół rozwodowy.
Hanser spojrzała na dokumenty, ale ich nie otworzyła. — Nie rozumiem, przecież złożyłam już podpis. — Podpisałaś czystą kartkę z własnej woli, wiem. Jednak podpis in blanco nie zastępuje kompletnego protokołu. Istnieją procedury, których musimy przestrzegać. — Myślałam, że Cihan uzupełni dokument i przekaże go do sądu. — Sprawa okazała się bardziej skomplikowana.
Hanser zaśmiała się krótko, bez radości. — Z Cihanem wszystko zawsze okazuje się bardziej skomplikowane. — Otworzyła teczkę i zaczęła przeglądać kolejne strony. Nie czytała ich dokładnie, szukała miejsca przeznaczonego na podpis. — Gdzie mam podpisać? — Najpierw powinnaś zapoznać się z treścią. — Nie chcę niczego zmieniać, nie będę żądała alimentów ani majątku. Chcę jedynie rozwodu. — Sięgnęła po leżący na biurku długopis i przyłożyła go do dolnej części ostatniej strony.
Engin natychmiast zasłonił dokument dłonią. — Zaczekaj. Hanser spojrzała na niego z irytacją. — Co jeszcze? — Przeczytaj punkt dotyczący podziału majątku. — Powiedziałam już, że niczego nie chcę. — Mimo wszystko przeczytaj. — Engin przesunął dokument v jej stronę i wskazał długopisem odpowiednią sekcję.
Hanser westchnęła, po czym zaczęła czytać. Początkowo her jej twarz pozostawała obojętna. Po kilku sekundach brwi kobiety uniosły się ze zdumienia, następnie na her jej policzkach pojawił się rumieniec gniewu. Przeczytała zapis jeszcze raz, jakby podejrzewała, że źle zrozumiała jego znaczenie. — Co to jest? — zapytała. — Klauzula majątkowa. — Widzę, że tow klauzula majątkowa. Pytam, dlaczego zapisano tutaj dom na moje nazwisko?
Engin milczał. Hanser przewróciła następną stronę. — Udziały w firmie, zabezpieczenie finansowe, stały dochód z inwestycji… Czy wy obaj postradaliście rozum? — Tow decyzja Cihana. — Nie zgadzam się! — Hanser, pozwól mi wyjaśnić. — Nie ma czego wyjaśniać! — Gwałtownie odsunęła dokumenty. — Powiedziałam ci wyraźnie, że nie chcę od niego ani domu, ani pieniędzy, ani jednego udziału. Nie chcę nawet rzeczy, które zostawiłam v jego posiadłości. — Tow także był twój dom. — Już nie jest. — Formalnie nadal… — Nie mów mi o formalnościach! — przerwała mu. — Nie przyszłam tutaj po to, żeby otrzymać nagrodę pocieszenia za nieudane małżeństwo.
Engin odmierzył się na krześle. — Niki nie nazywa tego nagrodą. — A czym to jest? Zapłatą za milczenie, odszkodowaniem za łzy, ceną za to, żebym zniknęła z jego życia i nie sprawiała problemów? — Dobrze wiesz, że Cihan nie próbuje kupić twojego milczenia. — Nie wiem już, do czego jest zdolny. Chcę mieć pewność, że po rozwodzie będziesz bezpieczna. Nie potrzebuję jego opieki. — Możliwe, ale on uważa inaczej.
Hanser wstała. — W takim razie niech nauczy się, że nie może decydować za wszystkich. — Usiądź, proszę, porozmawiajmy spokojnie. — Byłam spokojna, kiedy przyszłam. Chciałam złożyć podpis i wyjść – tow wy znowu zmieniliście warunki. — Cihan nie zaakceptuje rozwodu bez tego zabezpieczenia.
Hanser spojrzała na niego ostro. — Co powiedziałeś? — Odmówi podpisania protokołu, jeżeli usuniemy klauzulę majątkową. — Czyli mnie szantażuje. — On nazywa to troską. — Oczywiście. Cihan zawsze potrafi nadać swoim rozkazom piękne nazwy: kontrolę nazywa ochroną, zazdrość nazywa miłością, a teraz szantaż nazywa troską. — Nie jestem jego rzecznikiem, ale… — …ale wykonujesz jego polecenia. — Jest moim klientem i przyjacielem. Jednocześnie próbuję uchronić was oboje przed kolejną wojną.
td4729Hanser wzięła protokół do ręki. — Gdzie on jest?
Engin natychmiast zrozumiał jej zamiar. — Hanser, nie rób tego. — Zapytałam: gdzie jest? — W swoim gabinecie, ale nie chciał się teraz z tobą spotykać.
Te Słowa przelały czarę goryczy. — Nie chciał się ze mną spotykać, ale chce decydować, gdzie będę mieszkała i z czego będę żyła? — Jest zdenerwowany. — On jest zdenerwowany? — Hanser zaśmiała się, lecz v her jej oczach zalśniły łzy, które natychmiast powstrzymała. — Mam podpisać rozwód z człowiekiem, którego kochałam bardziej niż samą siebie. Mam opuścić dom, w którym próbowałam zbudować rodzinę. Mam udawać, że wszystko, co przeżyliśmy, było jedynie pomyłką… a on jest zdenerwowany! — Hanser, nie… — Zatrzymaj mnie. — Odwróciła się i ruszyła v stronę drzwi.
Engin podniósł się. — Proszę, zaczekaj. Rozmowa w tym stanie tylko pogorszy sytuację. — Gorzej już być nie może. — Może. W przypadku was dwojga zawsze może.
Hanser jednak go nie słuchała. Wyszła na korytarz, trzymając v dłoni protokół rozwodowy.
Konfrontacja twarzą w twarz w gabinecie.
Szła szybko, niemal biegiem. Pracownicy firmy dyskretnie odwracali wzrok, wyczuwając narastające napięcie. Engin podążał za nią i próbował ją powstrzymać. — Hanser, zaczekaj! — Nie zatrzymała się. — Nie rozwiązujcie tego w gniewie. — Tow on stworzył ten problem. — Chcę ci pomóc.
Hanser stanęła przed drzwiami gabinetu Cihana i odwróciła się do Engina. — W takim razie zaraz mu podziękuję.
Nie zapukała – otworzyła drzwi i weszła do środka. Cihan stał przy oknie, lecz kiedy usłyszał gwałtowne otwarcie drzwi, natychmiast się odwrócił. Przez ułamek sekundy v jego oczach pojawiło się zaskoczenie. Zaraz potem twarz mężczyzny przybrała spokojny, niemal nieprzenikniony wyraz. Hanser zatrzymała się kilka kroków od niego, oddychała szybko. W jednej dłoni trzymała dokumenty, drugą miała zaciśniętą v pięść. Engin pojawił się za nią, lecz Cihan wykonał ledwie zauważalny gest, nakazując mu pozostać na zewnątrz. Prawnik zawahał się, po czym zamknął drzwi – zostali sami.
Cisza pomiędzy nimi była tak ciężka, że zdawała się wypełniać cały gabinet. Hanser rzuciła dokumenty na biurko. — Jak śmiesz?!
Cihan przesunął wzrok z protokołu na her jej twarz. — Dzień dobry, Hanser. — Nie udawaj uprzejmego! — Przyszłaś do mojego gabinetu bez pukania. Pomyślałem, że przynajmniej jedno z nas powinno zachować maniery. — Nie żartuj sobie ze mnie! — Nie żartuję. — Jego chłód rozwścieczył her jej jeszcze bardziej. — Jak masz czelność stawać przede mną i zmuszać mnie do przyjęcia twojego domu oraz pieniędzy? — Nie zmuszam cię. — Nie podpiszesz rozwodu, jeżeli odmówię. Jak inaczej mam to nazwać? — Rozsądnym warunkiem. — Rozsądnym? — Hanser podeszła bliżej. — Chcesz kupić sobie spokojne sumienie? Sądzisz, że jeśli przepiszesz na mnie dom, będziesz mógł powiedzieć wszystkim, że zachowałeś się honorowo?
Cihan patrzył na nią bez słowa. — Odpowiedz! — zażądała. — Skończyłaś? — Nawet nie zaczęłam! — W takim razie mów dalej, widzę, że bardzo tego potrzebujesz. — Nie traktuj mnie protekcjonalnie! — Nie traktuję. — Patrzysz na mnie tak, jakbym była rozkapryszonym dzieckiem. — Patrzę na ciebie jak na kobietę, która weszła tutaj rozwścieczona, chociaż twierdzi, że już nic do mnie nie czuje.
Hanser znieruchomiała. Cihan zrobił krok v her jej stronę. — Wiesz, co jest najbardziej interesujące? — zapytał spokojnie. — Gdybyś naprawdę była wobec mnie obojętna, podpisałabyś dokument albo go odrzuciła. Nie wpadłabyś tutaj jak burza. Nie drżałyby ci ręce. Nie patrzyłabyś na mnie tak, jakbyś jednocześnie chciała mnie uderzyć i objąć. — Jesteś niewiarygodnie arogancki. — Być może, ale nie jestem ślepy. — Niczego o mnie nie wiesz! — Wiem więcej, niż chciałabyś przyznać. — Cihan zbliżył się o kolejny krok. — Twój gniew nie bierze się z tych dokumentów. Jesteś wściekła, ponieważ nadal mnie kochasz.
Hanser otworzyła usta, ale przez chwilę nie potrafiła wydobyć głosu. — Nie wypowiadaj tych słów. — Dlaczego? Bo są prawdziwe? — Ponieważ nie masz prawa mówić o moich uczuciach. — Twoje oczy robią to za ciebie. — Moje oczy mówią, że tobą gardzę.
Na her twarzy Cihana pojawił się słaby, smutny uśmiech. — Nie, gdybyś mną gardziła, patrzyłabyś spokojnie. Tymczasem twoje serce bije tak mocno, że niemal je słyszę. — Tow z gniewu! — Gniew jest jedynie drugą twarzą miłości, której nie pozwalasz sobie okazać.td4729
Hanser odwróciła wzrok. — Przestań. — Spójrz na mnie. — Nie rozkazuj mi. — Nie muszę, i tak zaraz to zrobisz. — Rzeczywiście, po kilku sekundach ponownie spojrzała mu v oczy. Cihan mówił ciszej, lecz każde jego słowo trafiało v miejsce, którego Hanser desperacko próbowała bronić. — Przestań rzucać mi te zimne spojrzenia — powiedział. — Nie pasują do ciebie. Gdybyś naprawdę się mnie bała, marszczyłabyś brwi, cofałabyś się i drżała. Ale ty nie drżysz ze strachu, drżysz, ponieważ stoję przed tobą i nadal potrafię poruszyć twoje serce. — Myślisz, że wszystko kręci się wokół ciebie? — Nie, mój świat kręci się wokół ciebie. I właśnie dlatego wiem, kiedy kłamiesz.
Na moment opadła z niej cała złość – zostało tylko zranienie. — Gdyby twój świat naprawdę kręcił się wokół mnie, nie znaleźlibyśmy się tutaj — powiedziała cicho.
Te Słowa dotknęły Cihana. Jego spojrzenie złagodniało, lecz nie odwrócił wzroku. — Być może popełniłem błędy… Popełniłem błędy — poprawił się — więcej, niż potrafię policzyć. Ale nie pozwolę, żebyś zapłaciła za nie resztą swojego życia. — Nie potrzebuję twojej litości. — Tow nie jest litość. — Więc co? — Odpowiedzialność. — Za kogo? Za bezradną kobietę, która bez ciebie nie potrafi sobie poradzić? — Za kobietę, którą kocham.
Hanser zacisnęła powieki. Nie chciała usłyszeć tego wyznania: nie teraz, kiedy przyszła zakończyć ich małżeństwo; nie v chwili, w której próbowała zebrać v sobie resztki siły. — Nie mów, że mnie kochasz! — wyszeptała. — Dlaczego? Bo miłość nie wygląda tak jak to, co mi zrobiłeś? — A jak wygląda? Jak odejście bez słowa? Jak ukrywanie przede mną miejsca, w którym mieszkasz? Jak podpisanie czystej kartki, żeby jak najszybciej wymazać mnie ze swojego życia? — Nie wymazałam cię. — Słowa wymknęły się jej, zanim zdążyła je powstrzymać. Cihan natychmiast to zauważył. — Wiem — odpowiedział.
Hanser pokręciła głową. — Nie wykorzystuj każdego mojego słowa przeciwko mnie. — Nie walczę z tobą. — Cały czas walczysz, nawet teraz. Nie potrafisz przyjąć mojego… — Nie. Must zwyciężyć, postawić na swoim, zmusić mnie do przyjęcia twoich warunków. — Nie chodzi o zwycięstwo. — Więc usuń klauzulę. — Nie, właśnie o tym mówię: możesz krzyczeć, obrażać mnie i nienawidzić, dom oraz udziały pozostaną zapisane na ciebie. — Nie zamieszkam v tym domu. — Tow będzie twoja decyzja. — Sprzedam go.
Na her twarzy Cihana pojawił się cień bólu. — Jeżeli będziesz chciała, możesz to zrobić. — Oddam pieniądze potrzebującym. — Zrobisz z nimi, co uznasz za właściwe. — Nie przyjmę od ciebie nawet jednej monety! — Przyjmiesz zabezpieczenie, ponieważ nie pozwolę ci odejść v niepewność. — Nie masz już prawa o mnie decydować! — Dopóki jesteś moją żoną, mam obowiązek zadbać o twoje bezpieczeństwo. — Niedługo przestanę nią być. — Dlatego robię to teraz.
Hanser podeszła do biurka, wzięła protokół i uniosła go przed jego twarzą. — Ten dokument nie daje mi wolności, tow kolejny łańcuch. — Dom nie jest łańcuchem. — Ten konkretny jest. — Cihan zesztywniał. — Dlaczego? — Ponieważ każda ściana przypomina mi o tobie. — Głos Hanser zadrżał, ale tym razem nie przerwała. — W salonie nadal widzę dzień, kiedy po raz pierwszy spojrzałeś na mnie bez gniewu. Na schodach słyszę nasze kroki. W kuchni przypominam sobie poranki, podczas których przez kilka minut mogliśmy udawać, że jesteśmy zwyczajnym małżeństwem. W sypialni… — urwała. W her jej oczach pojawiły się łzy. — W sypialni pamiętam wszystkie obietnice, których nie potrafiliśmy dotrzymać.
Cihan oddychał ciężko. — Myślisz, że dla mnie ten dom jest pustymi murami? Ty nadal możesz v nim mieszkać, ja nie potrafię. — Hanser spojrzała na niego zaskoczona. — Od chwili, gdy odeszłaś, prawie tam nie wracam — przyznał. — Każde pomieszczenie jest martwe. Nie ma twojego głosu, twojego zapachu, twoich kroków. Nawet cisza brzmi inaczej. — Więc go sprzedaj. — Nie chcę go sprzedać. — Dlaczego?
Cihan ruszył v jej stronę. Tym razem nie zatrzymał się v bezpiecznej odległości – podszedł tak blisko, że Hanser mogła poczuć jego oddech. Cofnęła się o pół kroku, lecz za her jej plecami znajdowało się biurko. Cihan delikatnie, lecz stanowczo chwycił ją za ramiona. Hanser drgnęła. — Puść mnie! — Najpierw mnie wysłuchaj. — Nie dotykaj mnie!
Jego dłonie rozluźniły uścisk, ale nie odsunęły się całkowicie. — Ten dom jest pełen naszych wspomnień — powiedział — dobrych i złych. Tam popełnialiśmy błędy, tam uczyliśmy się sobie ufać. Tam po raz pierwszy zrozumiałem, że przestałaś być dla mnie przypadkową kobietą, a stałaś się całym moim życiem. Cianie, tam napisaliśmy naszą historię. — Nasza historia się kończy. — Historia nie znika tylko dlatego, że sędzia podpisze dokument.
Hanser spojrzała mu głęboko v oczy. — Właśnie dlatego nie chcę tego domu. — A ja właśnie dlatego chcę ci go oddać. Należy do ciebie bardziej niż do mnie. — Nie chcę żyć wśród duchów. — W takim razie stwórz tam nowe wspomnienia. — Bez ciebie? — To pytanie zabrzmiało niemal jak oskarżenie.
Cihan zamilkł. Przez chwilę oboje patrzyli na siebie, wiedząc, że za formalnościami, udziałami i nieruchomościami kryje się jedno pytanie, którego żadne nie miało odwagi zadać: czy naprawdę potrafią żyć osobno? Cihan przesunął dłonie nieco wyżej, jakby chciał upewnić się, że Hanser nie zniknie, zanim skończy mówić. — Nie umiałbym dalej żyć ze świadomością, że zostawiłem kobietę, którą kocham, bez domu i bez ochrony — powiedział. — Nie obchodzi mnie, jak bardzo będziesz się na mnie gniewać. Nie zgodzę się, żebyś każdego dnia zastanawiała się, gdzie zamieszkasz i komu możesz zaufać. — Potrafię o siebie zadbać. — Wiem. Nie zachowujesz się tak, jakbyś wiedziała. Twoja siła nie zwalnia mnie z odpowiedzialności. — Po rozwodzie nie będziesz za mnie odpowiedzialny. — Może dla prawa nie, dla własnego sumienia zawsze. — Więc chodzi o twoje sumienie. — Chodzi o ciebie! — Po raz pierwszy podniósł głos, echo jego słów odbiło się od ścian gabinetu. — O ciebie chodzi od samego początku! — kontynuował. — O to, czy jesteś bezpieczna, czy masz gdzie spać, czy nie płaczesz sama v obcym pokoju, czy ktoś jest przy tobie, kiedy budzisz się v środku nocy? Myślisz, że potrafię spokojnie funkcjonować, nie wiedząc nawet, gdzie jesteś?
Hanser wpatrywała się v niego z bólem. — Sam doprowadziłeś do tego, że nie chcę ci powiedzieć. Cihan opuścił głowę. — Wiem. — Nie, nie wiesz. Gdybyś wiedział, nie wysyłałbyś Engina, żeby dyskretnie ustalał miejsce mojego pobytu.
Cihan znieruchomiał. — Skąd… — Znam cię, wiedziałam, że to zrobisz. — Martwię się o ciebie! — A ja duszę się od twojej troski. — Poinformowałem już twojego brata o zabezpieczeniu. Wie, że dom i udziały zostaną przepisane na ciebie. — Rozmawiałeś z moim bratem za moimi plecami?! — Chciałem, żeby miał pewność, że nie zostaniesz sama. — Tow moje życie i moja odpowiedzialność! Nie jestem częścią twojej firmy, którą można przekazać wraz z majątkiem! — Nigdy tak o tobie nie myślałem. — Więc dlaczego nadal próbujesz wszystko kontrolować? — Bo boję się, że kiedy przestanę, stracę cię całkowicie.
Szczerość tego wyznania odebrała jej głos. Dłonie Cihana powoli zsunęły się z her jej ramion. Cofnął się o krok, jakby v przeszłości wreszcie zabrakło mu siły. — Tego chciałaś usłyszeć? — zapytał. — Tak, boję się. Boję się dnia, w którym przestaniesz nosić moje nazwisko. Boję się, że obudzę się i nie będę miał już żadnego prawa, by zapytać, czy nic ci nie jest. Boję się, że pojawi się ktoś inny, kto da ci spokój, którego ja nie potrafiłem ci zapewnić.
Hanser otarła łzę z policzka. — Nie masz prawa mówić mi tego teraz. — Kiedy miałem powiedzieć? Gdy odchodziłaś, nie chciałaś mnie słuchać. — Ponieważ wcześniej nie słuchałeś mnie ty. Teraz słucham. — Jest za późno. — Być może, ale tow nie zmienia mojej decyzji. Dom i udziały będą twoje.
Ostateczny warunek Hanser.
Hanser spojrzała na leżący na biurku protokół. Przez dłuższą chwilę milczała. Jej gniew nie zniknął, ale stał się cichszy – pod nim znajdowało się zmęczenie, żal i uczucie, którego oboje próbowali się wyrzec. W końcu uniosła głowę. — A jeśli ich nie przyjmę, nie będzie rozwodu za porozumieniem stron? Naprawdę jesteś gotów przeciągać tę sprawę? — Jestem gotów zrobić wszystko, żebyś nie została bez niczego. — Nawet zatrzymać mnie przy sobie wbrew mojej woli? — Nie zatrzymuję ciebie, zatrzymuję jedynie możliwość, że pewnego dnia będziesz cierpieć dlatego, że pozwoliłem ci odejść z pustymi rękami. — Nie rozumiesz, że ja nie odchodzę z pustymi rękami? — Co zabierasz?
Hanser położyła dłoń na piersi. — Wszystko, co wydarzyło się między nami: każde słowo, każdy dotyk, każdą chwilę, v której wierzyłam, że możemy być szczęśliwi. Tow jest cięższe niż jakikolwiek dom.
Cihan patrzył na nią z mieszaniną bólu i czułości. — Więc przyjmij dom jako miejsce, w którym to wszystko się zaczęło. — A ty? — Ja zabiorę ze sobą konsekwencje własnych błędów. — Tow zbyt łatwe. — Nic w tym nie jest łatwe.
Hanser ponownie podniosła dokumenty. Przejrzała pierwszą stronę, a potem sekcję majątkową. Jej palce lekko drżały. Cihan obserwował her jej v milczeniu – nie wiedział, czy zaraz rozerwie protokół, rzuci go na podłogę, czy po prostu odejdzie. Wreszcie Hanser położyła dokument na biurku. — Dobrze — powiedziała. Cihan zmarszczył brwi. — Co znaczy „dobrze”? — Przyjmijmy, że zgodzę się na twoją klauzulę.
W oczach mężczyzny pojawiła się ostrożna nadzieja, lecz natychmiast ją ukrył. — Podpiszesz? — Jeszcze nie, Cianie. Ty postawiłeś swoje warunki, teraz wysłuchasz moich.
Cihan wyprostował się. — Jakich? Kobieta zrobiła krok v jego stronę. Tym razem to ona zmniejszyła dzielącą ich odległość. Nie odrywała od niego wzroku, choć v her jej oczach nadal lśniły łzy. — Powiedziałeś, że nie potrafiłbyś żyć z poczuciem hańby, wiedząc, że zostawiłeś ukochaną kobietę bez opieki. — Tak. — Powiedziałeś też, że dom jest pełen naszych wspomnień, bo jest, i że właśnie tam napisaliśmy naszą historię miłosną. — Nie cofam żadnego z tych słów.
Hanser zacisnęła palce na krawędzi biurka. Jej głos stał się cichy, lecz twardy – było v nim coś, co sprawiło, że Cihan całkowicie znieruchomiał. — W takim razie ja też mam jeden warunek.
Cihan wpatrywał się v nią, próbując odgadnąć, co zamierza powiedzieć. — Jaki?
Hanser przez kilka sekund milczała. Muzyka, która mogłaby towarzyszyć tej chwili, narastałaby powoli, podkreślając każde drgnienie ich twarzy, każdy niewypowiedziany lęk i całą miłość ukrytą pod warstwą dumy. Kobieta przesunęła protokół v stronę Cihana. — Przyjmę dom i udziały — powiedziała. — Podpiszę dokument dokładnie v takiej formie, jakiej żądasz.
Cihan nie poruszył się – wiedział, że tow nie koniec, ale zapytał: — Hancer…
Hanser uniosła podbródek. — Ale zanim podpiszę rozwód, wrócimy razem do tego domu.
Na her twarzy Cihana pojawiło się zaskoczenie. — Po co? — Skoro twierdzisz, że tam znajduje się cała nasza historia, chcę usłyszeć her jej od początku: bez kłamstw, bez przemilczeń, bez twoich rozkazów i bez moich ucieczek. Cianie, spędzimy tam jedną noc.
Cihan wstrzymał oddech. — Jedną noc? — powtórzył. — Nie taką, jak myślisz. Będziemy rozmawiać. Pójdziesz ze mną przez każdy pokój i odpowiesz na wszystkie pytania, których dotąd unikałeś. Powiesz mi, kiedy po raz pierwszy mnie okłamałeś? Kiedy naprawdę się we mnie zakochałeś? Dlaczego mnie zraniłeś i dlaczego mimo wszystkich swoich deklaracji nie potrafiłeś mi zaufać? — Cion patrzył na nią, jakby próbował znaleźć ukrytą pułapkę. — A ty? — Ja odpowiem na twoje pytania. Na wszystkie. — Powiesz mi, gdzie teraz mieszkasz?
Hanser zawahała się. — Jeżeli dotrzymasz swojej części umowy. — Powiesz, dlaczego naprawdę ode mnie odeszłaś? — Tak. — I czy nadal mnie kochasz?
Jej spojrzenie zadrżało, ale nie odwróciła wzroku. — Jeżeli odważysz się zadać tow pytanie tam, gdzie wszystko się zaczęło, usłyszysz odpowiedź.
Cihan powoli podszedł do niej. — A co wydarzy się rano?
Hanser spojrzała na protokół. — Rano podejmę ostateczną decyzję. — Mówiłaś, że podpiszesz. — Powiedziałam, że podpiszę, jeżeli zaakceptujesz mój warunek. Nie powiedziałam, że podpiszę bez względu na to, co usłyszę.
Cihan milczał. — Boisz się? — zapytała Hanser.
Na jego twarzy pojawił się ledwo zauważalny uśmiech. — Tylko jednej rzeczy. — Jakiej? — Że po tej nocy nadal będziesz chciała odejść.
Hanser przełknęła ślinę. — A ja boję się, że nie będę potrafiła.
Ich spojrzenia spotkały się ponownie – tym razem nie było v nich złości, pozostała jedynie prawda, której żadne nie umiało już ukrywać. Rozwód miał być końcem ich historii. Tymczasem jeden majątkowy zapis, jeden dom pełen wspomnień i jeden nieoczekiwany warunek Hanser sprawiły, że przed Cihanem i jego żoną otworzyła się ostatnia szansa – nie na łatwe pojednanie, nie na zapomnienie wszystkich krzywd, ale na rozmowę, na noc, podczas której każde kłamstwo miało zostać ujawnione, każda rana nazwana, a każde uczucie poddane najtrudniejszej próbie.
Cihan wyciągnął rękę. — Zgadzam się.
Hanser spojrzała na jego dłoń, lecz her jej nie ujęła. — Nie traktuj tego jak obietnicy powrotu. — Nie będę. — Nie próbuj mnie zatrzymać siłą. — Nie spróbuję. — I nie ukryjesz przede mną niczego. Niczego, nawet jeśli prawda wszystko zniszczy.
Cihan spojrzał her jej głęboko v oczy. — Jeżeli kłamstwa już nas zniszczyły, tylko prawda może nas uratować.
Hanser wreszcie podała mu dłoń. Ich palce zetknęły się, a prosty gest przypominał przypieczętowanie umowy znacznie ważniejszej niż protokół rozwodowy. W tej samej chwili za drzwiami gabinetu stał Engin, który nie słyszał całej rozmowy, ale widział przez szklaną ścianę ich złączone dłonie. Nie wiedział, czy właśnie uzgodnili warunki rozwodu, czy rozpoczęli walkę o uratowanie małżeństwa. Jedno było jednak pewne: Hanser nie przyszła do firmy wyłącznie po to, żeby złożyć podpis – przyszła po prawdę. A Cihan po razy pierwszy musiał zrozumieć, że miłości nie można zabezpieczyć domem, udziałami ani pieniędzmi. Można her jej ocalić jedynie szczerością – nawet jeśli cena tej szczerości okaże się wyższa niż wszystko, co posiadał.
Hanser powoli wycofała dłoń. — Dzisiaj wieczorem — powiedziała — przyjadę po ciebie. — Nie, spotkamy się na miejscu. — Hanser, tow także część mojego warunku: nie musisz jeszcze wiedzieć, gdzie mieszkam.
Cihan niechętnie skinął głową. — O której? — O 20:00. — Będę czekał.
Kobieta zabrała kopię protokołu i skierowała się do wyjścia. Przy drzwiach zatrzymała się jednak i odwróciła. — Cianie… — Tak? — Nie przygotowuj odpowiedzi. — Co masz na myśli? — Nie chcę usłyszeć tego, co twoim zdaniem powinnam usłyszeć. Chcę prawdy… nawet jeżeli będzie brzydka.
Cihan patrzył na nią długo. — W takim razie ty również nie przygotowuj ucieczki.
Hanser spuściła wzrok. — Zobaczymy, kto pierwszy straci odwagę.
Otworzyła drzwi i wyszła na korytarz. Engin odsunął się, robiąc her jej miejsce. Chciał zapytać, co się wydarzyło, ale wyraz her jej twarzy powstrzymał go przed wypowiedzeniem choćby jednego słowa. Hanser minęła go i odeszła.
Engin wszedł do gabinetu. Cihan nadal stał przy biurku i patrzył na zamknięte drzwi. — Podpisała? — zapytał prawnik. — Nie, odmówiła. Postawiła warunek. — Jaki?
Cihan spojrzał na dokument rozwodowy, po czym na miasto za oknem. — Dzisiaj wracamy do domu.
Engin zmarszczył brwi. — Razem? Na jedną noc? Tow brzmi niebezpiecznie. — Jest niebezpieczne. — A rano?
Cihan powoli zacisnął dłoń, v której jeszcze przed chwilą czuł dotyk Hanser. — Rano albo podpiszemy rozwód, albo po raz pierwszy naprawdę zaczniemy ze sobą rozmawiać.
Za oknem miasto nadal żyło swoim rytmem, nieświadome, że w jednym z biur dwoje ludzi właśnie odłożyło decyzję o zakończeniu małżeństwa na zaledwie kilka godzin – kilka godzin, które mogły nie zmienić niczego albo zmienić wszystko.