Panna młoda odc. Cemil bierze Ertugrula za złodzieja! Prawda wychodzi na jaw za późno

Cemil uderza Ertuğrula łopatą. Tragiczna pomyłka pogrąża wszystkich v panice.

Cemil prosi małego Emira, by pilnował domu i natychmiast ostrzegł go przed każdym podejrzanym ruchem. Kiedy chłopiec zauważa tajemniczy cień zmierzający v stronę komórki na węgiel, przerażony wszczyna alarm. Uzbrojony v starą łopatę, Cemil postanawia sam zmierzyć się z domniemanym intruzem. Nie czeka jednak na wyjaśnienia – bierze zamach i powala nieznajomego na ziemię. Przekonany, że właśnie odebrał komuś życie, Cemil wpada v rozpacz i nazywa siebie mordercą. Derya, Jonka oraz Emir wybiegają na podwórko, obawiając się, że ofiarą jest niebezpieczny mąż Jonki. Prawda okazuje się jednak jeszcze bardziej szokująca: uderzonym mężczyzną jest Ertuğrul, właściciel domu, który przybył na posesję v poszukiwaniu swoich lokatorów. Czy Ertuğrul wybaczy Cemilowi ten dramatyczny atak i dlaczego skradał się wokół budynku niczym złodziej? Cemil uderza właściciela domu.

Alarm na werandzie i podejrzenia Cemila.

Jedna chwila zamienia spokojny dzień v koszmar. Popołudniowe słońce powoli przesuwało się nad dachami niewielkich domów, zalewając podwórze ciepłym, złotawym światłem. Powietrze było nieruchome i duszne. Nawet liście rosnącego przy werandzie drzewa zdawały się zastygłe, jakby przeczuwały, że za chwilę wydarzy się coś, co całkowicie zburzy pozorny spokój tego miejsca.

Cemil stał na drewnianej werandzie, opierając jedną dłoń o wyblakłą balustradę. Od kilku minut nerwowo rozglądał się po obejściu. Jego wzrok co chwilę zatrzymywał się na furtce, później na starym ogrodzeniu, a następnie na niewielkiej komórce na węgiel znajdującej się v najdalszym kącie podwórza. Komórka wyglądała tak, jakby od dawna niki do niej nie zaglądał: jedno skrzydło drzwi było lekko przechylone, deski popękane, a zardzewiałe zawiasy poruszały się przy najmniejszym podmuchu wiatru. Z wnętrza dochodził zapach wilgoci, ziemi i starego węgla.

Cemil zmarszczył brwi. Odkąd Jonka pojawiła się v domu i opowiedziała o swoim niebezpiecznym mężu, mężczyna nie potrafił pozbyć się wrażenia, że ktoś ich obserwuje. Każdy odgłos wydawał mu się podejrzany, każdy cień mógł należeć do człowieka, który przyszedł, by wyrządzić krzywdę jednej z kobiet. Najbardziej przerażała go myśl, że intruz mógłby wtargnąć do środka wtedy, gdy nikogo nie będzie na zewnątrz. Odwrócił się gwałtownie v stronę domu. — Emir! — zawołał donośnie. — Emir, gdzie jesteś?

Po chwili zza drzwi wysunęła się głowa chłopca. Emir spojrzał na Cemila z zaciekawieniem, lecz widząc jego poważną minę, natychmiast przestał się uśmiechać. — Tutaj jestem — odpowiedział, wychodząc na werandę. — Co się stało?

Cemil zszedł o jeden stopień niżej i wskazał ręką na podwórze. — Must wejść do środka i coś zjeść. Od rana prawie nic nie miałem v ustach. Ty przez chwilę zostaniesz tutaj. Chłopiec uniósł brwi. — Sam? — Nie dramatyzuj, nie wysyłam cię do lasu pełnego wilków. Masz tylko stać na werandzie i obserwować podwórze.

Emir popatrzył v kierunku komórki na węgiel – jej ciemne wejście nie wyglądało zachęcająco. — A czego mam wypatrywać?

Cemil zbliżył się do niego i położył mu dłonie na ramionach. — Wszystkiego, co może wydawać się podejrzane: człowieka przy furtce, ruchu za płotem, kogoś kręcącego się obok komórki. Rozumiesz? — A co, jeśli naprawdę ktoś przyjdzie? — Nie próbuj być bohaterem — ostrzegł go Cemil. — Nie podchodź do niego, nie krzycz na niego i pod żadnym pozorem nie wychodź poza werandę. Natychmiast mnie zawołaj.

Emir skinął głową, lecz na jego twarzy pojawił się niepokój. — Myślisz, że mąż Jonki nas znalazł?

Pytanie zabrzmiało zbyt poważnie jak na chłopca v jego wieku. Cemil przez chwilę nie odpowiadał – nie chciał go straszyć, ale nie mógł też udawać, że nie istnieje żadne zagrożenie. — Nie wiem — przyznał v końcu — i właśnie dlatego musimy zachować ostrożność. Oczy szeroko otwarte, uszy też. Jeżeli zobaczysz choćby najmniejszy ruch, wołasz mnie. — Jasne, jasne — powtórzył Emir. Westchnął. — Nie schodzę z werandy, nie podchodź do nikogo. Gdy zobaczę coś podejrzanego, natychmiast wołam Cemila. — Bardzo dobrze, widzę, że jednak potrafisz słuchać. — Czasami — odparł chłopiec z bladym uśmiechem.

Cemil próbował się uśmiechnąć, ale napięcie nie pozwoliło mu rozluźnić twarzy. — Wrócę za kilka minut, tylko nie zasypiaj na stojąco. — Nie zasnę.

Tajemniczy cień i wszczęty alarm.

Cemil wszedł do domu, pozostawiając chłopca samego na werandzie. Przez pierwsze chwile Emir traktował swoje zadanie niemal jak zabawę: wyprostował plecy, splótł ręce za sobą i zaczął spacerować od jednego końca werandy do drugiego, udając prawdziwego strażnika. Przyglądał się furtce, krzakom i niewielkiej ścieżce prowadzącej v stronę budynku gospodarczego. Szybko jednak przestało mu być do śmiechu – cisza na podwórzu stawała się coraz cięższa. Z wnętrza domu dochodził przytłumiony stuk talerza, szuranie krzesła i głos Cemila, który najwyraźniej rozmawiał sam ze sobą. Poza tym nie było słychać niczego.

Emir spojrzał na komórkę – wydawało mu się, że coś poruszyło się za uszkodzonymi drzwiami. Zamarł. Przez kilka sekund nie oddychał, wpatrując się v ciemną szczelinę między deskami. — To tylko kot — wyszeptał, próbując dodać sobie odwagi. — Albo wiatr… — Wiatru jednak nie było: drzewa pozostawały nieruchome, a luźne fragmenty ogrodzenia nawet nie drgnęły.

Nagle po ziemi przesunął się cień. Nie był tow cień ptaka ani gałęzi – przypominał sylwetkę wysokiego człowieka, który szybko przemknął v stronę komórki i zniknął za her jej drzwiami. Serce Emira zaczęło walić jak młot. Chłopiec cofnął się o krok, później o następny. Przypomniał sobie wszystkie ostrzeżenia Cemila: miał nie schodzić z werandy, nie zbliżać się do nieznajomego i natychmiast wezwać pomoc. Odwrócił się i rzucił v stronę drzwi. — Cemil! — krzyknął tak głośno, że jego głos odbił się echem od ścian budynku. — Cemil, szybko!

W środku rozległ się hałas przewracanego krzesła. — Co się stało?

Cemil wybiegł na werandę z kawałkiem chleba v dłoni. Wyglądał na zdezorientowanego, lecz gdy zobaczył bladą twarz chłopca, natychmiast odrzucił jedzenie. — Koba tam jest?

Emir wskazał drżącym palcem na komórkę. — Vidziałem cień. Koba wszedł za drzwi.

Cemil spojrzał we wskazanym kierunku. — Jesteś pewien? — Tak, tow był człowiek – wysoki człowiek. Szedł bardzo cicho i schował się v komórce. — Może tow ktoś z sąsiadów? — Sąsiad nie skradałby się jak złodziej.

To stwierdzenie przekonało Cemila, jego twarz stężała. — Vidział cię? — Nie wiem, chyba nie.

Cemil rozejrzał się v poszukiwaniu czegoś, czym mógłby się obronić. Przy ścianie, obok worków z ziemią, stała stara, zardzewiała łopata. Chwycił ją mocno obiema rękami i kilka razy uniósł, jakby sprawdzał her jej ciężar. — Cemil, co ty robisz? — zapytał Emir. — Zamierzam sprawdzić, kto tam jest. — Mówiłeś, żeby nie być bohaterem. — To mówiłem tobie, ja jestem dorosły. — Dorośli też mogą dostać v głowę.

Cemil rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie. — Właśnie dlatego zabieram łopatę. — Może powinniśmy zawołać Derię? — Nie będziemy straszyć kobiet, dopóki nie dowiemy się, co się dzieje. Być może tow bezdomny, który szuka miejsca do spania, a być może… — nie dokończył zdania.

Obaj wiedzieli, kogo miał na myśli. — Mąż Jonki? — wyszeptał Emir.

Cemil ścisnął trzon łopaty. — Idź do środka, zamknij drzwi i nikogo nie wypuszczaj. — A ty? — Ja zaraz wrócę. — A jeśli on ma nóż?

To pytanie sprawiło, że Cemil zawahał się na ułamek sekundy. Nie mógł jednak pozwolić, by chłopiec dostrzegł jego strach. — Tym bardziej powinieneś się schować, szybko.

Niefortunny zamach łopatą.

Emir wszedł do domu, ale zanim zamknął drzwi, wyjrzał jeszcze na podwórze. Cemil ruszył v stronę komórki. Stawiał kroki bardzo powoli: za każdym razem ostrożnie przenosił ciężar ciała, starając się nie nadepnąć na suche gałązki ani kamienie. Łopatę trzymał uniesioną przed sobą jak broń. Z każdym metrem jego oddech stawał się szybszy. W myślach powtarzał sobie, że musi zachować spokój: „Najpierw zapytam, kim jest. Nie będę atakował bez powodu, tylko go przestraszę. Każę mu wyjść z podniesionymi rękami”. Plan wydawał się rozsądny, dopóki od komórki nie dobiegł go cichy szelest.

Cemil zatrzymał się. — Kto tam jest?! — zawołał. Niki nie odpowiedział. — Słyszałem cię, wyjdź stamtąd!

Wewnątrz coś stuknęło – być może była to przewrócona deska, wiadro albo kawałek węgla. Cemil poczuł, jak pot spływa mu po skroni. — Ostrzegam, jestem uzbrojony! — Spojrzał na zardzewiałą łopatę i pomyślał, że jego Słowa nie brzmiały szczególnie przekonująco.

Drzwi komórki poruszyły się. Cemil uniósł narzędzie nad głowę. Przez chwilę widział jedynie ciemność, a potem zza przechylonych desek wysunęła się męska sylwetka. Nieznajomy miał na sobie elegancki garnitur, lecz Cemil nie zdążył przyjrzeć się jego twarzy – mężczyzna pojawił się nagle, wykonując ręką gwałtowny ruch, jakby chciał odsunąć drzwi. W oczach Cemila gest wyglądał jak próba ataku. Strach przejął kontrolę nad jego ciałem. — Nie ruszaj się! — krzyknął. Nieznajomy nie zdążył odpowiedzieć. Cemil wziął szeroki zamach i z całej siły uderzył go płaską częścią łopaty v głowę.

Rozległ się głuchy, metaliczny dźwięk. Mężczyzna zachwiał się, jego oczy rozszerzyły się z niedowierzaniem. Przez moment wyglądał tak, jakby próbował coś powiedzieć, lecz z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk. Po chwili bezwładnie runął na ziemię.

Łopata wypadła Cemilowi z rąk. Mężczyzna leżał nieruchomo, twarzą do ziemi. Cemil wpatrywał się v niego, nie mogąc uwierzyć v to, co właśnie zrobił. Wszystko wydarzyło się v ciągu kilku sekund: jeszcze przed chwilą chciał jedynie przestraszyć intruza, a teraz przy jego stopach leżał człowiek, który nie dawał żadnego znaku życia. — O Boże… — wyszeptał, spojrzał na swoje dłonie, jakby to one były winne. — Co ja zrobiłem?

Zrobił krok v stronę leżącego, lecz natychmiast się cofnął – bał się go dotknąć, bał się zobaczyć krew. Najbardziej jednak bał się odkryć, że człowiek naprawdę nie żyje. — Proszę — powiedział drżącym głosem. — Vstań. Nie żartuj sobie. Uderzyłem cię łopatą, ale przecież… przecież ludzie nie umierają od jednego uderzenia!

Mężczyzna nie reagował. Cemil zaczął oddychać coraz szybciej. — Nie chciałem cię zabić. Sam wyskoczyłeś, mogłeś się odezwać… Mogłeś powiedzieć, kim jesteś. — Jego Słowa pozostawały bez odpowiedzi.

Panika w domu i wybiegające kobiety.

Tymczasem v domu Emir biegł przez korytarz, niemal przewracając stojący przy ścianie stolik. Wpadł do pokoju, v którym znajdowały się Derya i Jonka. Obie kobiety natychmiast spojrzały v jego stronę. — Co się stało? — zapytała Derya. — Dlaczego krzyczysz? Emir próbował złapać oddech. — Cemil… Cemil złapał tego człowieka! Jonka zesztywniała. — Jakiego człowieka? — Tego, który skradał się obok komórki, widziałem go! Powiedziałem Cemilowi, a on wziął łopatę i poszedł go złapać.

Derya poderwała się z miejsca. — Vziął łopatę? Kazał mi zostać v domu. I co się teraz dzieje? Emir szeroko otworzył oczy. — Chyba złapaliśmy męża jednej z was.

Jonka gwałtownie pobladła. — Mojego męża… — Jej głos załamał się na ostatnim słowie. Przez wiele dni żyła v strachu, że mężczyzna ją odnajdzie. Vidziała, do czego był zdolny, gdy wpadał v złość; wiedziała również, że nie wybaczyłby her jej ucieczki. Podeszła do Emira i chwyciła go za ramiona. — Jak wyglądał? Vidziałeś jego twarz? — Nie widziałem. Tylko cień – był wysoki, miał ciemne włosy, kurtkę… — Czy kulał? — Jonka, uspokój się — przerwała her jej Derya. — Jak mam się uspokoić, jeśli to on? Cemil nie wie, z kim ma do czynienia. Mój mąż jest niebezpieczny, może mieć broń!

Derya nie czekała na dalsze wyjaśnienia, ruszyła v stronę drzwi. — Dokąd idziesz? — zapytała Jonka. — Na zewnątrz. Nie pozwolę Cemilowi walczyć samemu z człowiekiem, którego nawet nie zna. — Poczekaj na mnie!

Jonka chwyciła Emira za rękę i cała trójka wybiegła na podwórze. Już z daleka zobaczyli Cemila stojącego obok nieruchomego mężczyzny. Łopata leżała na ziemi, a Cemil trzymał się za głowę, kołysząc się lekko do przodu i do tyłu. Derya natychmiast zrozumiała, że wydarzyło się coś strasznego. — Cemil! — krzyknęła.

Mężczyzna odwrócił się gwałtownie – jego twarz była niemal szara. — Nie podchodźcie! — Co zrobiłeś? — Nie wiem… To znaczy wiem, ale nie chciałem!

Derya podbiegła bliżej i spojrzała na leżącego. — Dlaczego on się nie rusza? — Uderzyłem go. — Czym? Cemil wskazał na łopatę. Derya spojrzała na niego z niedowierzaniem. — Łopatą? Uderzyłeś człowieka łopatą v głowę?! — Myślałem, że chce mnie zaatakować. Wyszedł nagle z komórki, zobaczyłem ruch i… i ręce same mi się poruszyły. — Ręce same ci się poruszyły, Cemil?! Tow nie była mucha, którą próbowałeś odgonić! — Wiem! — krzyknął. — Myślisz, że nie wiem? — Złapał się obiema dłońmi za włosy. — Zabiłem człowieka. Jestem mordercą… Boże, naprawdę zostałem mordercą. — Przestań krzyczeć i pomóż nam go sprawdzić — powiedziała Derya. — Nie dotknę go! — Dlaczego? — Bo nie żyje. — Skąd możesz to wiedzieć, skoro nawet do niego nie podszedłeś? — Nie rusza się. Człowiek, który żyje, powinien się ruszać. — Człowiek nieprzytomny też może się nie ruszać.

Cemil pokręcił głową. — Nie, nie… Uderzenie było bardzo mocne, słyszałem dźwięk. Ten dźwięk będzie mi się śnił do końca życia.

Derya spojrzała na niego gniewnie. — Ostrzegałam cię przed podejmowaniem pochopnych decyzji. Zawsze najpierw działasz, a dopiero później myślisz! — Chciałem was ochronić. — Ochronić? Mogłeś najpierw zapytać, kim jest, mogłeś go ostrzec. — Ostrzegłem! Powiedziałem, żeby się nie ruszał. — A dałeś mu chociaż sekundę na reakcję?

Cemil otworzył usta, lecz nie potrafił odpowiedzieć. Emir stał kilka kroków dalej, wpatrując się v leżącego człowieka. Chłopiec wyglądał na przerażonego – dopiero teraz zdał sobie sprawę, że jego alarm mógł przyczynić się do tragedii. — Tow moja wina — wyszeptał.

Derya natychmiast się do niego odwróciła. — Nie mów tak. — Tow ja zawołałem Cemila. — Zrobiłeś dokładnie to, co ci kazał, nie jesteś za nic odpowiedzialny.

Cemil spojrzał na chłopca. — Derya ma rację. Tow ja trzymałem łopatę, ja uderzyłem.

Nagle Jonka podeszła bliżej – przez cały czas nie spuszczała wzroku z ofiary. — Must zobaczyć jego twarz — powiedziała. — Nie! — zaprotestował Cemil. — Must wiedzieć, czy tow mój mąż. — A jeśli tow on?

Jonka zacisnęła dłonie. — Wtedy musimy działać szybko. Jeżeli żyje, może ponownie nas zaatakować, jeśli nie żyje… — urwała, nie będąc v stanie dokończyć.

Cemil jęknął. — Nie mów tego. Nie chcę słyszeć słów „jeśli nie żyje”. Na pewno żyje, tylko chwilowo postanowił się nie ruszać.

Derya westchnęła z irytacją. — Odsuń się. — Po co? — Sprawdzę puls. — A jeśli nie wyczujesz pulsu? — Wtedy wezwiemy pomoc – pogotowie najpierw karetkę, a później policję — powiedział Cemil z rozpaczą. — Zabiorą mnie, zamkną v więzieniu, będę tam siedział przez resztę życia. Emir będzie dorosłym człowiekiem, gdy znowu zobaczę słońce. — Przestań układać sobie przyszłość v więziennej celi i pozwól nam działać! — zawołała Derya.

Odkrycie prawdy o Ertuğrulu.

Podeszła do leżącego mężczyzny, Jonka uklękła obok niej. Z wahaniem wyciągnęły ręce i chwyciły nieznajomego za ramię. — Gotowa? — zapytała Derya. Jonka przytaknęła.

Razem odwróciły go na plecy. Kiedy twarz mężczyzny stała się widoczna, obie zamarły. Jonka wydała z siebie krótki okrzyk. — Tow nie on!

Cemil spojrzał na nią z mieszaniną nadziei i przerażenia. — Nie twój mąż? — Nie, nigdy wcześniej nie widziałam tego człowieka.

Derya przyjrzała się poszkodowanemu uważniej. Po chwili her jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia. — Cemil? — Co? — Czy ty naprawdę nie rozpoznajesz, kogo uderzyłeś?

Cemil zrobił niepewny krok do przodu. Spojrzał na twarz mężczyzny, lecz jego umysł przez chwilę odmawiał przyjęcia prawdy. — Nie… Tow Ertuğrul.

Na podwórzu zapadła głęboka cisza. Cemil pobladł jeszcze bardziej, choć wydawało się, że nie jest to już możliwe. — Ertuğrul… — powtórzył cicho. — Właściciel domu. — Tak, właściciel domu — odpowiedziała Derya. — Człowiek, którego posesji miałeś pilnować.

Cemil spojrzał na łopatę, później na nieprzytomnego Ertuğrula, a następnie na budynek. — Uderzyłem właściciela jego własną łopatą na jego własnym podwórzu… — Na to wygląda. — Tow jeszcze gorzej niż więzienie. Nawet jeśli mnie nie aresztują, wyrzuci nas wszystkich z domu, będziemy mieszkać pod mostem. — Cemil, zamknij się na chwilę — powiedziała Derya. — Must sprawdzić, czy oddycha.

Pochyliła się nad Ertuğrulem i przyłożyła palce do jego szyi. Cemil obserwował her jej z napięciem. — I co? — Derya nie odpowiadała. — Derya, powiedz coś! — Cicho, bo nie mogę się skupić. — Czujesz puls? — Chyba tak. — „Chyba” tow nie jest słowo, które chciałbym teraz usłyszeć!

Jonka pochyliła się nad twarzą mężczyzny. — Oddycha, słabo, ale oddycha.

Cemil uniósł ręce ku niebu. — Dzięki ci, Boże. Obiecuję, że już nigdy nikogo nie uderzę łopatą, nawet jeśli będzie wyglądał jak najgroźniejszy złodziej na świecie.

Powrót przytomności poszkodowanego.

W tej samej chwili Ertuğrul poruszył powiekami. Z jego ust wydobył się cichy jęk. Wszyscy odsunęli się od niego jednocześnie. — Żyje! — zawołał Cemil z taką radością, jakby właśnie ogłoszono cudowne uzdrowienie. — Vidziałem, że żyje!

Derya spojrzała na niego ostro. — Jeszcze minutę temu planowałeś swoją starość v więzieniu.

Ertuğrul jęknął ponownie i uniósł dłoń do obolałej głowy. — Co… co się stało?

Derya pomogła mu lekko się podnieść. — Proszę się nie ruszać zbyt gwałtownie, został pan uderzony.

Ertuğrul spojrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem. — Uderzony przez kogo? Wszyscy spojrzeli na Cemila. Cemil uśmiechnął się nerwowo. — Tow bardzo złożona historia.

Ertuğrul dostrzegł leżącą obok łopatę, a następnie spojrzał na mężczyznę. — Uderzyłeś mnie łopatą? — Zanim odpowiem, chciałbym zaznaczyć, że sytuacja wyglądała zupełnie inaczej z mojej perspektywy. — Jak może wyglądać uderzenie człowieka łopatą z innej perspektywy? — Skradał się pan. — Nie skradałem się! — Wyszedł pan zza drzwi komórki bez ostrzeżenia, ponieważ drzwi były zablokowane. Mógł pan powiedzieć, kim jest.

Ertuğrul skrzywił się z bólu. — Nie zdążyłem, gdy tylko wyszedłem, zobaczyłem nad sobą łopatę.

Cemil rozłożył ręce. — A ja zobaczyłem obcego mężczyznę wychodzącego z komórki. Myślałem, że jest pan mężem Jonki.

Ertuğrul spojrzał na Jonkę. — Kim jest Jonka? Kobieta uniosła niepewnie dłoń. — To ja. — A dlaczego miałbym być pani mężem? — Nie jest pan moim mężem — wyjaśniła szybko. — Cemil tylko tak pomyślał. — Dlaczego?

Cemil westchnął. — Jej mąż jest niebezpieczny, obawialiśmy się, że nas odnalazł. Emir zobaczył pana cień i podniósł alarm.

Ertuğrul przeniósł wzrok na chłopca. Emir spuścił głowę. — Przepraszam, nie widziałem pańskiej twarzy. — Chłopiec zrobił to, co mu kazałem — powiedział Cemil. — Proszę go nie obwiniać. — Nie zamierzam obwiniać dziecka. Zamierzam obwiniać dorosłego mężczyznę, który zaatakował mnie narzędziem ogrodniczym.

Cemil zacisnął usta. — Tow uczciwe. Derya pomogła Ertuġrulowi usiąść wygodniej. — Dlaczego właściwie chodził pan po komórce? — zapytała. — Gdyby wszedł pan główną bramą i zapukał, nie doszłoby do całego zamieszania.

Ertuğrul spojrzał na nią z niedowierzaniem. — Tow mój dom, moje podwórze i moja komórka. Czy od tej chwili muszę zapowiadać własną wizytę? — Nie, ale lokatorzy nie spodziewali się pana. — Vłaśnie lokatorów szukałem. Próbowałem wejść od frontu, ale niki nie odpowiadał. Pomyślałem, że ktoś może być na podwórzu. Zauważyłem otwarte drzwi komórki i chciałem sprawdzić, czy wszystko jest v porządku.

Cemil podniósł palec. — Czyli jednak zachowywał się pan podejrzanie. — „Cemil!” – skarciły go jednocześnie Derya i Jonka. — Już nic nie mówię.

Wsparcie i przeprosiny na werandzie.

Ertuğrul dotknął miejsca, v które został uderzony, i syknął z bólu. — Czuję, jakby na moją głowę spadła metalowa szafa. — Łopata jest metalowa — zauważył Emir.

Cemil spojrzał na niego ostrzegawczo. — Tow nie jest dobry moment na szczegóły techniczne.

Derya zwróciła się do chłopca. — Emir, przynieś szybko szklankę wody, tylko uważaj, żeby her jej nie rozlać. Chłopiec natychmiast pobiegł do domu.

Cemil uklęknął kilka kroków od Ertuġrula, lecz nadal nie miał odwagi podejść bliżej. — Proszę pana, naprawdę bardzo przepraszam, nie chciałem zrobić panu krzywdy. Ertuğrul zmrużył ogen. — A jednak wziąłeś zamach z całej siły. — Byłem przestraszony. — Ty byłeś przestraszony? Tow ja wyszedłem z komórki i zobaczyłem człowieka z łopatą nad głową! — Gdybym wiedział, że tow pan, nigdy bym tego nie zrobił. — Czyli innych ludzi można uderzać? — Nie, źle się wyraziłem. Nikogo nie można uderzać. Chciałem powiedzieć, że pana tym bardziej nie powinienem.

Derya pokręciła głową. — Im więcej mówisz, tym gorzej to brzmi. — Próbuję przeprosić! — W takim razie powiedz po prostu „przepraszam” i przestań się tłumaczyć.

Cemil spojrzał Ertuğrulowi prosto v oczy. — Przepraszam.

Właściciel domu milczał przez chwilę. Nadal był oszołomiony, obolały i wyraźnie zły, lecz widział autentyczny strach oraz wyrzuty sumienia na twarzy Cemila. — Porozmawiamy o tym później — odpowiedział — gdy przestanie mi się kręcić v głowie. — To znaczy, że nie wezwie pan policji? — Powiedziałem, że porozmawiamy później. — A nie wyrzuci nas pan z domu?

Ertuğrul zacisnął powieki. — Cemil, jeżeli zadasz mi jeszcze jedno pytanie, być może sam użyję tej łopaty. Cemil natychmiast się odsunął. — Rozumiem, cisza jest teraz najlepszym rozwiązaniem.

Emir wrócił ze szklanką wypełnioną wodą niemal po brzegi. Szedł bardzo powoli, trzymając ją obiema rękami. Kilka kropli spadło na ziemię, ale większość wody pozostała v naczyniu. — Proszę — powiedział, podając szklankę Deryi.

Kobieta przyjęła ją i przyklękła obok Ertuġrula. — Proszę pić powoli. — Ertuğrul uniósł głowę, a Derya ostrożnie przyłożyła szklankę do jego ust. Mężczyzna wypił kilka niewielkich łyków. Jego dłonie wciąż lekko drżały.

Jonka obserwowała go z niepokojem. — Powinniśmy zawieźć pana do lekarza, uderzenie v głowę może być niebezpieczne. — Najpierw chcę usiąść v cieniu — odpowiedział Ertuğrul. — A później zdecyduję. — Pomogę panu wstać — zaproponowała Derya.

Cemil natychmiast poderwał się z miejsca. — Ja również pomogę! Ertuğrul spojrzał na niego podejrzliwie. — Nie zbliżaj się do mojej głowy. — Będę trzymał pana tylko za ramię, i żadnych narzędzi. — Cemil kopnął łopatę daleko od siebie. — Nie chcę her jej już nigdy widzieć.

Derya i Jonka pomogły Ertuġrulowi wstać. Cemil ostrożnie podtrzymywał go z drugiej strony, starając się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Właściciel domu chwiał się lekko, ale po chwili odzyskał równowagę. Emir podążał za nimi ze szklanką v dłoni.

Kiedy zbliżali się do werandy, Cemil odwrócił głowę i spojrzał na porzuconą łopatę. Jeszcze niedawno wydawała mu się narzędziem, dzięki któremu ochroni domowników. Teraz wyglądała jak niemy dowód jego lekkomyślności. Derya również na niego spojrzała. — Następnym razem najpierw pomyśl — powiedziała cicho. — Strach nie może decydować za ciebie.

Cemil opuścił wzrok. — Wiem, chciałem być odważny, ale zachowałem się jak głupiec. — Odwaga nie polega na tym, żeby uderzać pierwszy. — Tylko na czym? — Na tym, by mimo strachu zachować rozsądek.

Cemil przytaknął. Na werandzie Ertuğrul usiadł ciężko na krześle. Derya podała mu resztę wody, a Jonka przyniosła czystą ściereczkę, którą można było przyłożyć do obolałego miejsca. Emir stanął obok właściciela domu. — Naprawdę przepraszam, że pomyślałem, że jest pan złodziejem.

Ertuğrul spojrzał na niego łagodniej niż na Cemila. — Dobrze zrobiłeś, że zawołałeś dorosłego. Następnym razem jednak upewnij się, że ten dorosły nie ma pod ręką łopaty.

Na her twarzy chłopca pojawił się niepewny uśmiech. Cemil westchnął. — Czuję, że ta historia będzie mi przypominana przez wiele lat. — O ile nadal będziemy tu mieszkać — zauważyła Derya.

Cemil spojrzał na Ertuġrula z przerażeniem, ale powstrzymał się od zadania pytania. Właściciel domu zauważył jego minę. — Dobrze, że przynajmniej potrafisz już milczeć. — Uczę się na błędach — odpowiedział Cemil. — Ten błąd był wyjątkowo bolesny. — Dla pana czy dla mnie?

Ertuğrul przyłożył chłodną ściereczkę do głowy. — Dla ciebie dopiero będzie, jeżeli lekarz powie, że coś mi się stało.

Cemil ponownie pobladł. Derya przewróciła oczami. Jonka odetchnęła z ulgą, a Emir usiadł na schodku werandy.

Najważniejsze było to, że Ertuğrul żył, mówił i najwyraźniej powoli dochodził do siebie. Niebezpieczny mąż Jonki nadal mógł znajdować się gdzieś v pobliżu – zagrożenie nie zniknęło tego popołudnia. Jednak największym niebezpieczeństwem okazał się nie tajemniczy intruz, lecz strach, który na kilka sekund odebrał Cemilowi zdolność rozsądnego myślenia. Spokojne podwórze już nigdy nie miało wyglądać dla niego tak samo. Za każdym razem, gdy spoglądał v stronę starej komórki, przypominał sobie sylwetkę wyłaniającą się zza drzwi, ciężar łopaty v dłoniach i głuchy odgłos uderzenia. Wiedział, że niewiele brakowało, aby jedna impulsywna decyzja zakończyła się prawdziwą tragedią. Tym vezes mieli szczęście – Ertuğrul żył. Jednak gdzieś poza ogrodzeniem ktoś inny mógł obserwować dom, czekając na odpowiedni moment: znacznie bardziej niebezpieczny niż właściciel sprawdzający własną komórkę. A kiedy Jonka spojrzała v stronę furtki, na her twarzy ponownie pojawił się niepokój, bo choć pomyłka Cemila została wyjaśniona, prawdziwe zagrożenie wciąż mogło być bliżej, niż wszyscy przypuszczali.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Marcin Kwaśny jest bratem prezydenta popularnego miasta. Oto co wyjawił

Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat” Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat”, by opowiedzieć o swoim debiυcie reżyserskim, którym jest film “Odzyskaпy”. Towarzyszyła mυ…

Odrzucony posiłek i wyznanie wobec braku wyboru Gdy Gülsüm przychodzi do salonu z powiadomieniem o kolacji przygotowanej z inicjatywy Beyzy, Cihan w chłodnych słowach odrzuca posiłek i…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page