Panna młoda odc. 167: Cihan porywa i więzi Meliha! Hancer bierze winę na siebie!


Melih zabrał Hancer do niewielkiej stołówki położonej na uboczu. W środku było ciepło, a w powietrzu unosił się zapach świeżo ugotowanej zupy. Przy kilku stolikach siedzieli nieliczni goście, zajęci własnymi sprawami. Tutaj nikt nie zwracał na nich uwagi.

Usiedli naprzeciwko siebie przy stoliku nakrytym niebiesko-białym obrusem w kratę.

Hancer milczała. Powoli zanurzyła łyżkę w miseczce z gorącą zupą, lecz nie miała apetytu. Wpatrywała się w unoszącą się parę, próbując opanować emocje.

Wciąż słyszała w uszach słowa Deryi.

„Wynoś się stąd.”

To nie gniew bratowej bolał najbardziej. Bolała świadomość, że nie mogła nawet zobaczyć się z Cemilem. Przyjechała do jedynej osoby, którą uważała za rodzinę, a została odprawiona od drzwi jak intruz.

Łzy ponownie napłynęły jej do oczu. Melih obserwował ją przez chwilę w milczeniu.

— Hancer… proszę cię, nie płacz — powiedział łagodnie. — Wiem, że jest ci ciężko, ale teraz musisz przede wszystkim zadbać o siebie i o dziecko.

Dziewczyna spuściła wzrok.

— Nie spodziewałam się, że nawet brat nie będzie chciał mnie wysłuchać.

— To nie Cemil cię odrzucił — odparł spokojnie Melih. — Derya nie dopuściła cię do niego. Nie wiesz, jak zachowałby się, gdyby sam otworzył drzwi.

Hancer zacisnęła palce na łyżce.

— Może masz rację… ale i tak boli.

Melih skinął głową ze zrozumieniem.

— Wiem.

Przez chwilę siedzieli w ciszy.

— Mam przyjaciela z wojska — odezwał się w końcu. — Razem z żoną prowadzi niewielki motel niedaleko Kadıköy. To nie jest luksusowe miejsce, ale jest spokojne, czyste i bezpieczne. Nikt nie będzie ci tam przeszkadzał.

Hancer podniosła na niego wzrok.

— Chcesz mnie tam zabrać?

— Tak. Zostaniesz tam przez jakiś czas, dopóki wszystko trochę się nie uspokoi. Musisz zniknąć z oczu ludzi. Wiesz przecież, że pan Cihan nie odpuści. Będzie cię szukał wszędzie.

Na wspomnienie Cihana serce ścisnęło się jej boleśnie.

— A ty? — zapytała cicho. — Co będzie z tobą?

Melih odchylił się na krześle.

— Ja też wyjadę.

— Dokąd?

— Zrezygnuję z pracy na taksówce. Spakuję swoje rzeczy i zaciągnę się na statek. Jutro rano wypływam.

Hancer spojrzała na niego zaskoczona.

— Tak po prostu?

— Tak będzie najlepiej.

— Uciekasz przeze mnie.

Melih pokręcił głową.

— Nie. Podejmuję decyzję, którą i tak powinienem był podjąć wcześniej.

Na jego twarzy pojawił się słaby uśmiech.

— Poza tym morze zawsze pomagało mi uporządkować myśli.

Po chwili spoważniał.

— Ale nie wyłączaj telefonu. Będę do ciebie dzwonił, kiedy tylko będę mógł. Ty też dzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebowała. Nie zostaniesz sama, obiecuję.

Hancer poczuła nagły ucisk w gardle.

— Znoszę to wszystko dla dobra dziecka — wyszeptała. — Ale ty… Ludzie będą o tobie mówić. Będą cię oskarżać. Będą plotkować.

Melih wzruszył ramionami.

— Niech mówią.

— To nie jest takie proste.

— Dla mnie jest. — Spojrzał jej prosto w oczy. — Nigdy nie żyłem dla opinii innych ludzi.

Po chwili dodał spokojniej:

— A poza tym i tak mnie tu nie będzie.

Hancer westchnęła ciężko.

— Ja też chcę już tylko odejść. Zniknąć. Zostawić wszystko za sobą.

— I właśnie to powinnaś zrobić.

Zapadła krótka cisza.

— W oczach pana Cihana sprawa jest zamknięta — powiedział ostrożnie. — Uwierzył, że dziecko ma ojca. Skupi całą swoją uwagę na mnie. Dzięki temu przynajmniej przestanie cię ścigać.

Hancer opuściła wzrok. Nie odpowiedziała.

Myśl o Cihanie nadal rozdzierała jej serce, ale wiedziała, że nie może już zawrócić z obranej drogi.

Melih przesunął w jej stronę koszyk z pieczywem.

— O resztę będziemy martwić się później. Teraz musisz coś zjeść.

— Nie jestem głodna.

— Nie pytam, czy jesteś głodna.

Na jego twarzy po raz pierwszy pojawił się cień rozbawienia.

— Pani doktor powiedziała, że masz jeść regularnie. A ja zamierzam dopilnować, żebyś stosowała się do zaleceń.

Hancer spojrzała na niego bezradnie.

Po chwili po raz pierwszy od długiego czasu na jej ustach pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech.

— Jesteś niemożliwy.

— Słyszałem to już wiele razy.

W końcu ponownie sięgnęła po łyżkę i nabrała trochę zupy.

Melih odetchnął z ulgą.

To nie rozwiązywało żadnego z ich problemów.

Ale było pierwszą rzeczą, jaką Hancer zrobiła tego dnia dla siebie i dla dziecka.


Gulsum, Fadime i Aysu przekroczyły bramę rezydencji. Na dziedzińcu panował pozorny spokój, ale napięcie między kobietami można było wyczuć w powietrzu. Każda z nich wracała z ciężarem własnych myśli, jednak tylko jedna zdawała się czerpać satysfakcję z całego zamieszania.

Gulsum poprawiła torebkę na ramieniu i spojrzała na towarzyszki z wyraźnie zadowoloną miną.

— Słyszałyście, co powiedział pan Cihan — odezwała się niemal śpiewnym tonem. — Kazał wszystkim wybrać stronę. Dzięki Bogu ja nie mam z tym problemu. Wszyscy wiedzą, po czyjej stronie stoję.

Przystanęła na moment i zmierzyła Fadime oraz Aysu badawczym spojrzeniem.

— Ale wy? To już zupełnie inna historia. Jeśli naprawdę pomagałyście Melihowi, radzę wam nie zwlekać. Spakujcie walizki i uciekajcie, póki jeszcze możecie. Pan Cihan prędzej czy później odkryje prawdę. A kiedy to się stanie, nikt was nie uratuje. Nie mówcie potem, że was nie ostrzegałam.

Fadime zatrzymała się gwałtownie. W jej oczach pojawił się niepokój.

— Aysu, zadzwoń do brata.

Dziewczyna natychmiast wyciągnęła telefon i wybrała numer. Po chwili z głośnika dobiegł chłodny, automatyczny komunikat:

Wybrany numer jest obecnie niedostępny.

Aysu zacisnęła usta.

— Nie odbiera…

— Fadime, sama słyszałaś pana Cihana — ciągnęła Gulsum, najwyraźniej doskonale bawiąc się sytuacją. — Twój syn zrobił coś niewybaczalnego.

— Co niby miał zrobić? — obruszyła się Aysu. — Jeśli już pomagał Hancer, to najwyżej przynosił jej jedzenie albo załatwiał jakieś drobiazgi. Myślisz, że nie znam własnego brata?

— Widocznie nie tak dobrze, jak ci się wydaje.

Na twarzy Gulsum pojawił się złośliwy uśmiech.

— Dawno nie widziałam pana Cihana w takim stanie. W jego oczach był taki gniew, że aż mnie przeszedł dreszcz. Gdyby znalazł winnego, rozerwałby go na kawałki.

— Ugryź się w język! — syknęła Fadime.

Jednak Gulsum nie zamierzała przestać. Wręcz przeciwnie.

— Przynajmniej wszystko stało się jasne — rzuciła z udawaną niewinnością. — Teraz już wiadomo, dlaczego Melihowi nie podobały się żadne wolne dziewczyny. Najwyraźniej interesują go wyłącznie kobiety z bagażem doświadczeń. Wdowy, rozwódki… najlepiej takie, które mieszkają w rezydencji… 

Aysu spojrzała na nią z niedowierzaniem.

— Co ty wygadujesz?!

— Czy powiedziałam coś nieprawdziwego?

Gulsum rozłożyła ręce.

— A to przecież nie wszystko.

Pochyliła się lekko w stronę Fadime.

— Gdyby pan Cihan dowiedział się jeszcze o Sinem…

Nie zdążyła dokończyć.

Fadime zatrzymała się jak wryta. Przez długą chwilę patrzyła na Gulsum w milczeniu. Jej twarz pozostawała nieruchoma, ale w oczach pojawił się błysk furii.

— Powiedz jeszcze jedno słowo — ostrzegła cicho.

— Dlaczego? Bo prawda boli? — zakpiła Gulsum. — Jestem pewna, że gdyby pan Cihan poznał całą historię, Melih nie miałby gdzie się schować…

Miarka się przebrała.

Fadime rzuciła się na nią z całą furią. Jedną ręką chwyciła ją za włosy, drugą za kołnierz kurtki.

— Ty podła kobieto!

Gulsum wrzasnęła z bólu.

— Puść mnie! Zwariowałaś?!

— Ostrzegałam cię!

Fadime szarpała ją z całej siły.

— Spróbuj tylko otworzyć usta i wspomnieć o moich dzieciach, a wtedy zobaczysz, co naprawdę znaczy strach!

— Aaa! Puść mnie!

Aysu natychmiast podbiegła do matki.

— Mamo! Mamo, wystarczy!

Próbowała odciągnąć ją od Gulsum, ale Fadime była oślepiona gniewem.

— Jeszcze jedno słowo! Jedno jedyne słowo! — krzyczała. — A sama cię zniszczę!

W końcu, ciężko dysząc, puściła przeciwniczkę.

Gulsum zachwiała się i odskoczyła kilka kroków do tyłu, przyciskając dłonie do rozczochranych włosów.

Po jej policzkach płynęły łzy.

Fadime rzuciła jej ostatnie, pełne pogardy spojrzenie.

— Trzymaj się z dala od mojej rodziny.

Potem odwróciła się i ruszyła przed siebie.

Aysu pospieszyła za matką.

Gulsum została sama na środku dziedzińca.

Patrzyła za nimi z mieszaniną szoku, upokorzenia i wściekłości, po czym rozpłakała się jeszcze głośniej.


Fadime siedziała na skraju łóżka, nerwowo ściskając dłonie. Po bójce z Gulsum jej emocje wcale nie opadły. Wręcz przeciwnie — z każdą kolejną minutą niepokój stawał się coraz silniejszy. Melih nie odbierał telefonu, a słowa Cihana nie przestawały dźwięczeć jej w uszach.

Aysu po raz kolejny spojrzała na ekran telefonu i westchnęła ciężko.

— Nadal nic… — mruknęła. — Telefon jest wyłączony.

Fadime poderwała głowę.

— Spróbuj jeszcze raz.

— Mamo, próbowałam już chyba dziesięć razy.

W pokoju zapadła cisza. Nagle Aysu zmarszczyła brwi, jakby przyszła jej do głowy pewna myśl.

— Chwileczkę…

— Co takiego?

— Od dawna zastanawiałam się, dlaczego brat nagle zmienił numer. — Spojrzała na matkę. — A jeśli zostawił stary telefon Hancer?

Fadime natychmiast wyprostowała się na łóżku.

— Myślisz?

— Nie wiem. Ale nic nie stracimy, jeśli spróbujemy.

Bez dalszej zwłoki Aysu odnalazła dawny numer Meliha i nacisnęła zieloną słuchawkę.

Telefon zadzwonił raz.

Drugi.

Trzeci.

Po chwili ktoś odebrał.

— Halo? To ty, Melihu?

Fadime i Aysu natychmiast rozpoznały głos Hancer.

— To nie Melih! — wykrzyknęła Fadime, wyrywając córce telefon z ręki.

Hancer zamarła.

— Siostro Fadime…

— Mój syn zniknął! — przerwała jej. — Odszedł i nie daje znaku życia! Nie wiem, co się między wami wydarzyło. Nie wiem, dlaczego wciągnęłaś go w swoje problemy. Wiem tylko jedno — pan Cihan jest wściekły.

Głos Fadime załamał się.

— Powiedział, że Melih za to zapłaci.

Hancer zamknęła oczy.

Każde słowo wbijało się w nią niczym kolejne ostrze.

— Bardzo mi przykro — wyszeptała. — Przysięgam, nie chciałam, żeby do tego doszło.

— Ale doszło! — odpowiedziała Fadime. — I teraz tylko ty możesz to naprawić.

Aysu patrzyła na matkę ze smutkiem. Nigdy wcześniej nie widziała jej tak bezradnej.

— Hancer… — ciągnęła Fadime już znacznie ciszej. — Mój syn jest dobrym człowiekiem. Pomagał ci, bo nie potrafił odwrócić wzroku od czyjegoś nieszczęścia. Nie zasłużył na to, żeby płacić za cudze błędy.

Po policzku kobiety spłynęła łza.

— Błagam cię jako matka. Zrób coś. Idź do pana Cihana. Porozmawiaj z nim. Powiedz mu prawdę, cokolwiek to jest. Spraw tylko, żeby zostawił mojego syna w spokoju.

Po drugiej stronie słuchawki zapanowało długie milczenie.

Hancer zacisnęła palce na telefonie.

Myśl o spotkaniu z Cihanem budziła w niej lęk, ale jeszcze bardziej przerażała ją świadomość, że przez nią Melih może znaleźć się w niebezpieczeństwie.


Hancer wpadła do gabinetu Cihana jak burza. Drzwi uderzyły o ścianę, a ona sama stanęła przed nim, dysząc ciężko po biegu przez korytarze firmy. W dłoni wciąż ściskała telefon. Jej oczy płonęły gniewem i strachem.

— Dałeś upust swojej złości. Uderzyłeś go i upokorzyłeś — powiedziała, patrząc mu prosto w oczy. — Czego jeszcze od niego chcesz? Nie masz problemu z Melihem. Masz problem ze mną. Więc jestem. Pytaj. Odpowiem na wszystko, co chcesz wiedzieć.

Cihan oparł dłonie o biurko i przyjrzał jej się uważnie.

— Widzę, że jesteś zdenerwowana. — Na jego ustach pojawił się gorzki uśmiech. — Czyżby twój ukochany zniknął? Mężczyzna, któremu oddałaś serce, zostawił cię samą?

Hancer pobladła.

— Co powiedziałeś?

— Widziano go w porcie. Podobno miał wejść na statek i odpłynąć. Wygląda na to, że postanowił ratować własną skórę.

— Skąd o tym wiesz? — zapytała gwałtownie. — Kto ci powiedział? Gdzie go widziałeś?

Zrobiła krok w jego stronę.

— Nic mu nie zrobiłeś, prawda? Odpowiedz mi! Gdzie jest Melih? Co mu zrobiłeś?!

Cihan nie odpowiedział od razu.

— Najpierw ty opowiesz mi waszą historię.

Hancer bezradnie rozłożyła ręce.

— Czego jeszcze ode mnie oczekujesz? Ile razy mam ci powtarzać to samo? Co mam powiedzieć, żebyś wreszcie uwierzył?

Jej głos zadrżał.

— Zostaw mnie w spokoju, Cihanie. Mnie i Meliha.

Na twarzy mężczyzny pojawił się grymas.

— Od kiedy to trwa? — zapytał lodowato. — Spotykaliście się za moimi plecami, kiedy byłem w pracy? A może nocami?

Nagle podszedł bliżej i chwycił ją mocno za ramiona.

— Kiedy do mnie strzeliłaś… — wycedził przez zaciśnięte zęby. — Kiedy leżałem w szpitalu i walczyłem o życie… wtedy też był przy tobie?

Potrząsnął nią.

— Odpowiedz!

Jego oczy płonęły bólem.

— Kiedy pojawił się w twoim życiu? Kiedy zaszłaś z nim w ciążę?!

Hancer spojrzała na niego długo. W jej oczach nie było już gniewu. Było tylko zmęczenie.

— Wtedy, kiedy zrozumiałam, że nie powinnam cię kochać — odpowiedziała cicho. — Wtedy, kiedy musiałam z ciebie zrezygnować.

Przez moment czas jakby się zatrzymał.

Cihan puścił jej ramiona i cofnął się o krok. Na jego twarzy pojawił się szok.

Potem szok ustąpił miejsca furii.

Zacisnął pięści tak mocno, że pobielały mu knykcie.

— Zabiję go — wycharczał. — Przysięgam, że go zabiję!

Odwrócił się gwałtownie i ruszył do wyjścia.

— Cihanie! — krzyknęła Hancer.

Wybiegła za nim.

Dogoniła go dopiero przed budynkiem.

— Nie rób tego! — zawołała. — Przestań wreszcie!

Ale Cihan zdawał się jej nie słyszeć. Podszedł do samochodu i otworzył drzwi kierowcy.

Hancer rzuciła się przed pojazd. Oparła dłonie o maskę i stanęła nieruchomo.

— Nie ruszysz stąd!

Cihan spojrzał na nią przez przednią szybę.

— Zejdź mi z drogi.

— Nie.

— Hancer…

— Nie zejdę!

Zacisnął dłonie na kierownicy.

— Ostatni raz cię ostrzegam.

— A ja ostatni raz proszę. Zostaw Meliha w spokoju.

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem.

W końcu Cihan gwałtownie otworzył drzwi i wysiadł z samochodu. Stanął tuż przed nią.

— Powiedziałem ci, żebyś zeszła mi z drogi.

— A ja powiedziałam, że będę tu stała tak długo, jak będzie trzeba.

— Naprawdę? — zaśmiał się gorzko. — Tak bardzo się o niego martwisz?

Hancer nie spuściła wzroku.

— Tak.

To jedno słowo uderzyło go mocniej niż policzek.

— Zostaw go w spokoju — dodała. — Jeśli ktoś ma zostać ukarany, ukarz mnie.

Przez twarz Cihana przemknął cień.

— Rozumiem.

Kiwnął głową.

— Chcesz go chronić za wszelką cenę.

Nagle chwycił ją za ramię.

— Dobrze. W takim razie zabiorę cię do niego.

Hancer znieruchomiała.

— Co?

— Sama zobaczysz.

Pociągnął ją w stronę samochodu.

— Powiem ci tylko jedno — dodał chłodno. — To, co zobaczysz, bardzo ci się nie spodoba.

Otworzył drzwi pasażera i niemal siłą posadził ją w środku. Potem obszedł samochód, usiadł za kierownicą i uruchomił silnik.

Hancer spojrzała na jego kamienną twarz. Po raz pierwszy od chwili, gdy weszła do gabinetu, poczuła prawdziwy strach. Nie o siebie.

O Meliha.


Cihan pchnął ciężkie drzwi magazynu i wszedł do środka. Hancer podążyła za nim, czując, jak serce wali jej w piersi coraz mocniej. W półmroku ogromnego pomieszczenia unosił się zapach kurzu, drewna i smaru. Między stosami skrzyń oraz metalowych elementów panowała grobowa cisza.

Nagle jej wzrok zatrzymał się na postaci siedzącej pośrodku magazynu.

Melih był przywiązany do krzesła grubymi linami. Głowę miał opuszczoną, a na twarzy widniały ślady brutalnego pobicia — rozcięta warga, siniec pod okiem i zaschnięta krew na policzku.

Gdy usłyszał kroki, uniósł głowę.

— Hancer…? — wyszeptał z niedowierzaniem. Jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia. — Co ty tutaj robisz?

Hancer pobladła.

Przez chwilę nie mogła wydobyć z siebie głosu. Patrzyła tylko na jego posiniaczoną twarz, a w jej oczach natychmiast pojawiły się łzy.

— Boże… — szepnęła. — Co oni ci zrobili?

Ruszyła ku niemu, lecz zaraz odwróciła się do Cihana. W jej spojrzeniu nie było już strachu — tylko gniew.

— Natychmiast go uwolnij!

Cihan pozostał niewzruszony. Stał z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, jakby widok skrępowanego człowieka nie robił na nim najmniejszego wrażenia.

— Obawiam się, że to nie jest takie proste — odparł chłodno. — Najpierw pan Melih opowie nam swoją wielką historię miłosną. Od początku do końca. A jeśli w którymś momencie zabraknie mu słów albo zacznie się mylić… — spojrzał na Hancer — ty dokończysz za niego.

— To ze mną masz problem! — warknął Melih, szarpiąc więzy. — Zostaw Hancer w spokoju! Jeśli chcesz się na kimś wyładować, wyładuj się na mnie!

Na twarzy Cihana pojawił się cień gorzkiego uśmiechu. Powoli zdjął marynarkę i podał ją jednemu ze swoich ludzi. Następnie podwinął rękawy koszuli.

Hancer poczuła, jak lodowaty dreszcz przebiega jej po plecach.

— Cihanie… — zaczęła ostrzegawczo.

Ale było już za późno.

Pierwszy cios uderzył w szczękę Meliha z taką siłą, że krzesło zachwiało się niebezpiecznie.

Drugi sprawił, że z rozciętej wargi trysnęła świeża krew.

Trzeci odrzucił jego głowę do tyłu.

— Cihanie, przestań! — krzyknęła Hancer.

Jej głos odbił się echem od ścian magazynu.

— To kłamstwo!

W pomieszczeniu zapadła cisza.

Pięść Cihana zatrzymała się w pół ruchu. Powoli odwrócił głowę i spojrzał na nią.

Hancer oddychała ciężko, walcząc ze łzami.

— To wszystko jest kłamstwem — powiedziała drżącym głosem. — Melih nic nie zrobił.

Cihan zmrużył oczy.

— Nic nie zrobił?

— Nie. — Pokręciła głową. — To ja jestem winna. Ja zrobiłam pierwszy krok. Ja go w to wciągnęłam.

Jej głos załamał się, ale zmusiła się, by mówić dalej.

— Jeśli szukasz winnego, patrz na mnie. Jeśli chcesz kogoś ukarać, ukarz mnie. Ale zostaw Meliha w spokoju.

Przez kilka długich sekund nikt się nie odezwał.

Cihan patrzył na nią nieruchomo.

A im dłużej milczał, tym bardziej niebezpieczny stawał się wyraz jego twarzy.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 122.Bölüm i Gelin 123.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Marcin Kwaśny jest bratem prezydenta popularnego miasta. Oto co wyjawił

Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat” Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat”, by opowiedzieć o swoim debiυcie reżyserskim, którym jest film “Odzyskaпy”. Towarzyszyła mυ…

Odrzucony posiłek i wyznanie wobec braku wyboru Gdy Gülsüm przychodzi do salonu z powiadomieniem o kolacji przygotowanej z inicjatywy Beyzy, Cihan w chłodnych słowach odrzuca posiłek i…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page