
Cihan w kajdankach, Hanser odkrywa sekret Goncy. Spokojny poranek w rezydencji zamienia się w ciąg dramatycznych wydarzeń, które wstrząsną całą rodziną.
Wszystko zaczyna się od łez Mine, która nie chce wrócić do szkoły, bo czuje się odrzucona przez inne dzieci. Sinem próbuje chronić córkę, Cihan obiecuje interweniować, lecz zanim rodzina zdoła znaleźć rozwiązanie, w salonie pojawia się Ertuğrul z wiadomościami, które natychmiast zmieniają atmosferę w domu. Jego ostre słowa i bezlitosne ultimatum doprowadzają Sinem do rozpaczy. W tym samym czasie poza rezydencją wybucha kolejny dramat. Cemil widzi coś, co doprowadza Nusreta do furii, a chwilę później sam osuwa się na ziemię, chwytając się za serce. Wieść o jego stanie dociera do Deryi i Hanser, która mimo zakazu Mukadder postanawia natychmiast jechać do szpitala. Ale tam czeka ją nie tylko bolesne odrzucenie ze strony Cemila. Przed szpitalem Hanser wpada w pułapkę nachalnego dziennikarza, który próbuje wykorzystać skandal wokół jej małżeństwa z Cihanem. Gdy Cihan pojawia się na miejscu, emocje wymykają się spod kontroli. Jedna chwila gniewu kończy się brutalną bójką, interwencją policji i aresztowaniem. Tymczasem Gonca desperacko walczy o wolność, uciekając przed Nusretem i błagając obcych ludzi o pomoc. Finał na komisariacie połączy losy Cihana, Hanser, Goncy i Nusreta w jednym miejscu. A kiedy Hanser ukradkiem dostrzeże Goncę, zrozumie, że prawdziwa tajemnica dopiero zaczyna wychodzić na jaw.
Problemy szkolne i upór małej Mine.
W przestronnym salonie rezynencji panował ten szczególny poranny chaos, który nie był jeszcze burzą, ale już zapowiadał, że cisza tego dnia nie potrwa długo. Przez wysokie okna wpadało miękkie światło, ślizgając się po jasnej podłodze, po ozdobnych stolikach, po ciężkich zasłonach i twarzach kobiet siedzących na kanapach. Mukadder, wyprostowana, z rękami złożonymi na kolanach, obserwowała wszystko surowym, niemal nieprzeniknionym spojrzeniem. Beyza siedziała obok niej – niby spokojna, lecz w kącikach jej ust czaił się wyraz osoby, która z cudzych problemów potrafiła wyciągnąć własną satysfakcję. Hanser, bardziej wycofana, milczała, ale jej oczy śledziły każdy ruch Sinem i małej Mine.
Sinem w pomarańczowym hidżabie kucnęła przed dziewczynką i próbowała mówić łagodnie, choć w her jej głosie coraz wyraźniej pobrzmiewało zmęczenie. — Mine, kochanie, spóźnimy się. Proszę cię, załóż buty. Szkoła nie będzie czekać tylko dlatego, że ty dziś masz zły humor.
Mine stała przy fotelu z założonymi rękami. Jej mała twarz była napięta, usta zaciśnięte, a oczy błyszczały uporem i łzami. — Nie pójdę — powiedziała głośno. — Nie chcę szkoły, nie lubię szkoły. Nie pójdę i już!
Sinem westchnęła, poprawiając her jej kołnierzyk. — Wczoraj mówiłaś, że chcesz pokazać pani rysunek. Pamiętasz ten z domem i ogrodem? — Już nie chcę! — Mine odsunęła się gwałtownie. — Nie chcę niczego pokazywać, nie chcę ich widzieć!
Sinem zamarła na moment, her jej twarz spoważniała. Wtedy do salonu weszła Aysu, niosąc szkolny plecak dziewczynki. — Mine, zobacz, spakowałam ci kredki – te nowe, różowe, i kanapkę z serem. Tak, jak lubisz — powiedziała, próbując uśmiechnąć się zachęcająco.
Dziewczynka spojrzała na plecak tak, jakby był czymś groźnym. — Nie, nie chcę tego plecaka, nie chcę kredek, nie chcę kanapki! — zawołała, tupiąc nogą. — Mine… — głos Sinem stał się ostrzejszy, lecz natychmiast go złagodziła. — Przecież nie możesz codziennie zostawać w domu.
Dziewczynka nagle odwróciła głowę. Jej odwaga pękła, ustępując miejsca żalowi, który zbyt długo gromadził się v her jej małym sercu. — Oni mnie nie lubią — wyszeptała.
W salonie zapadła cisza. Hanser lekko uniosła głowę. Beyza odwróciła wzrok, jakby temat her jej nie dotyczył. Mukadder zacisnęła usta. — Kto cię nie lubi, córeczko? — zapytała Sinem cicho.
Mine zaczęła bawić się rąbkiem sukienki. — Dzieci nie chcą się ze mną bawić. Jak podchodzę, odchodzą. Jak siadam obok nich, śmieją się. Wczoraj jedna dziewczynka mnie popchnęła. Powiedziała, że mam iść sobie, bo niki mnie tam nie chce.
Sinem pobladła. — Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś? — Bo pani powiedziała, że mam nie przesadzać — odparła Mine, a łzy spłynęły po her jej policzkach. — A ty potem mówisz, że muszę chodzić do szkoły.
W tej chwili do salonu wszedł Cihan. Stanął przy wejściu, natychmiast wyczuwając ciężar atmosfery. — Co się tu dzieje? — zapytał. — Słychać was aż na korytarzu.
Mine odwróciła się do niego z rozpaczą. — Nie chcę iść do szkoły. Oni mnie popychają, nie bawią się ze mną!
Cihan spojrzał na Sinem. — Dlaczego ja dopiero teraz o tym słyszę?
Sinem wstała powoli. — Rozmawiałam z nauczycielką. Powiedziała, że dzieci czasem tak mają, że to przejściowe, że trzeba dać im czas. Ale ja widzę, co dzieje się z Mine. Każdego ranka jest gorzej. Ona boi się przekroczyć próg szkoły, Cianie.
Cihan podszedł bliżej, przykucnął przed dziewczynką i otarł her jej policzek. — Mine, posłuchaj mnie. Niki nie ma prawa cię popychać. Niki nie ma prawa sprawiać, że czujesz się niechciana, rozumiesz?
Dziewczynka skinęła głową. — Ale jak pójdziesz i porozmawiasz, oni potem będą jeszcze gorsi — wyszeptała.
Sinem zamknęła ogen, jakby te Słowa wbiły się v nią jak nóż. — Widzisz? — powiedziała do Cihana. — Ona się boi nawet pomocy.
Aysu podeszła do Mine i delikatnie objęła her jej za ramiona. — Chodź, umyjemy buzię, dobrze? Nie musimy jeszcze zakładać butów. Tylko chwilę odpoczniemy.
Mine nie protestowała. Pozwoliła się wyprowadzić z salonu, choć co chwilę odwracała głowę, patrząc na Sinem, jakby bała się, że zostanie sama z decyzją, której nie rozumiała.
Ultimatum Ertuğrula i panika Goncy.
Kiedy dzieci zniknęły, Mukadder odchrząknęła. — Dzieci bywają okrutne, ale nie można z każdego dziecięcego sporu robić tragedii — oznajmiła spokojnie.
Sinem spojrzała na nią z niedowierzaniem. — Tow nie jest zwykły spór. Moje dziecko każdego ranka płacze, bo boi się szkoły. — A jeśli będziesz her jej tak chronić przed wszystkim, nigdy nie nauczy się stawiać czoła życiu — odparła Mukadder. — Świat nie będzie głaskał her jej po głowie. — Ona ma kilka lat — powiedział Cihan zimno. — Nie musi jeszcze uczyć się, że świat jest okrutny.
Mukadder uniosła brwi, ale tym vezes nic nie odpowiedziała. Sinem zwróciła się do Cihana. — Nie wiem, co robić. Rozmowa z nauczycielką nic nie dała. Jeśli pójdę tam jeszcze raz, powiedzą, że jestem przewrażliwiona. Jeśli nie pójdę, Mine będzie cierpieć. — Ja pójdę — powiedział Cihan stanowczo. — Porozmawiam z dyrektorem, nie z nauczycielką. Z dyrektorem! I nie pozwolę, żeby to zlekceważono. — Cianie… — zaczęła Sinem ostrożnie. — Proszę, nie rób tam awantury. — Awantura zaczęła się wtedy, kiedy dorosły człowiek zignorował płacz dziecka — odpowiedział. — Ja tylko dopilnuję, żeby ktoś vreszcie potraktował sprawę poważnie.
W salonie przez chwilę panowała cisza – napięta i ciężka. I właśnie wtedy drzwi otworzyły się gwałtownie. Do środka wszedł Ertuğrul. Towarzyszyła mu kobieta o bladej twarzy, lecz tow nie ona przyciągnęła spojrzenia wszystkich obecnych – to Ertuğrul, wyprostowany, spięty, z twarzą zastygłą v gniewie, wniósł do salonu coś chłodnego i niepokojącego. Powietrze jakby zgęstniało. — Musimy porozmawiać — powiedział.
Cihan zmarszczył brwi. — Teraz? Właśnie teraz? — Tak — odparł Ertuğrul. — Bo są sprawy, których dłużej nie da się zamiatać pod dywan.
Sinem poczuła nieprzyjemny ucisk v żołądku. Jeszcze przed chwilą myślała tylko o Mine: o szkolnym strachu swojej córki, o dziecięcej samotności. Teraz nagle spojrzenie Ertuğrula – twarde i oskarżycielskie – spadło na nią jak cień. — O czym mówisz? — zapytał Cihan.
Ertuğrul przeszedł kilka kroków i zatrzymał się pośrodku salonu. — O wstydzie, o kłamstwach, o tym, że każdy v tym domu myśli, iż może postępować, jak mu się podoba, a potem oczekiwać, że nazwisko rodziny wszystko przykryje.
Mukadder wyprostowała się jeszcze bardziej. — Uważaj na Słowa, Ertuğrułu. — Ja właśnie dziś zamierzam mówić bardzo uważnie — odparł — i bardzo jasno.
Nim jednak zdołał powiedzieć więcej, obraz tego dnia przeniósł się daleko od luksusu rezynencji. W skromnym, słabo oświetlonym pokoju Gonca siedziała na podłodze, skulona przy ścianie. Jej włosy były v nieładzie, twarz mokra od łez. Oddychała szybko, jakby każde wzięcie powietrza sprawiało her jej ból. Drzwi otworzyły się z hukiem – do środka wszedł mężczyzna v garniturze. Jego kroki były ciężkie, pewne, pełne władzy człowieka, który przyzwyczaił się, że strach innych jest jego najskuteczniejszą bronią. — Myślałaś, że możesz mnie oszukać?! — warknął.
Gonca poderwała głowę. — Proszę, ja nic nie zrobiłam, przysięgam! Ja tylko chciałam… — Milcz! — krzyknął, aż drgnęła. — Tyle razy ci mówiłem, że masz robić to, co ci każę. A ty nadal próbujesz być sprytna!
Gonca przesunęła się na kolanach v jego stronę. — Błagam cię, zostaw mnie. Nie dla mnie – dla dziecka! Ja jestem v ciąży, nie możesz…
Mężczyzna roześmiał się krótko, bez cienia litości. — Właśnie dlatego masz siedzieć cicho, rozumiesz? Bo teraz nie odpowiadasz już tylko za siebie. — Nie krzywdź nas — łkała. — Zrobię wszystko, tylko proszę, nie zabieraj mnie z powrotem. Nie zamykaj mnie. — Podniosła ręce v błagalnym geście, ale on odtrącił her jej brutalnie.
Gonca straciła równowagę i upadła bokiem na podłogę. — Masz ostatnią szansę — powiedział zimno. — Jeśli jeszcze raz spróbujesz uciec, niki cię nie znajdzie.
Po tych słowach odwrócił się i wyszedł. Drzwi zatrzasnęły się za nim. Gonca została sama. Przez kilka sekund siedziała bez ruchu, potem chwyciła się za głowę i wydała z siebie zdławiony szloch, pełen bezradności, bólu i przerażenia.
Konfrontacja w ogrodzie i bezsilność Sinem.
Tymczasem v rezydencji kłótnia nabierała coraz większej siły. — Nie możesz wejść do mojego domu i rzucać oskarżeń bez wyjaśnienia — powiedział Cihan. — Twojego domu? — Ertuğrul zaśmiał się gorzko. — Dom tow nie tylko ściany, Cianie. Dom to honor, zasady, odpowiedzialność. A tutaj wszyscy zachowujecie się tak, jakby te Słowa nic już nie znaczyły.
Sinem spojrzała na niego z narastającym lękiem. — Jeśli masz coś do mnie, powiedz to wprost.
Ertuğrul odwrócił się ku niej. — Wprost? Dobrze, to powiem wprost: twoje decyzje zaczęły niszczyć nie tylko ciebie, ale wszystkich wokół. Najpierw chowasz problemy pod dywan, potem płaczesz, gdy wracają większe, a teraz chcesz, żeby inni ponosili konsekwencje twojej słabości. — Dość! — wtrącił Cihan. — Nie będziesz mówił do niej v ten sposób. — Będę mówił tak, jak trzeba, skoro niki inny nie ma odwagi!
Mukadder nagle wstała. — Wystarczy, Ertuğrułu. Możesz być zły, możesz mieć pretensje, ale nie zapominaj, gdzie jesteś. — Właśnie dlatego tu jestem — odpowiedział — bo zbyt długo udawaliście, że problemy znikną same.
W tym momencie przez salon przebiegł mały Emir, nieświadomy ciężaru rozmowy. Zatrzymał się na sekundę, widząc napięte twarze dorosłych, po czym szybko pobiegł dalej, jakby instynktownie rozumiał, że nie powinien zostać. Sinem wyglądała coraz bardziej jak osoba, która traci grunt pod nogami. — Nie wiem, czego ode mnie chcesz — powiedziała cicho. — Chcę, żebyś vreszcie poniosła odpowiedzialność — odparł Ertuğrul — i żebyś przestała zasłaniać się łzami.
Gdzieś indziej Derya wpadła do pokoju jak burza. Jej oddech był urywany, oczy szeroko otwarte. — Nie, nie, tow niemożliwe! — mówiła do siebie, rozglądając się chaotycznie. — Gdzie jest telefon? Gdzie ja go położyłam? Must zadzwonić, must komuś powiedzieć…
Jej dłonie drżały tak mocno, że kiedy chwyciła komórkę, niemal wypuściła her jej z palców. — Boże, niech tow nie będzie prawda — wyszeptała. — Nie teraz, nie tak.
W salonie Ertuğrul podniósł głos po raz ostatni. — Posłuchaj mnie uważnie, Sinem. Tow koniec pobłażania. Jeśli jeszcze raz przekroczysz granicę, jeśli jeszcze raz sprowadzisz na tę rodzinę hańbę albo cierpienie, ja sam dopilnuję, byś poniosła konsekwencje. Nie będę pytał o zgodę, nie będę czekał na wasze narady. Tow moje ultimatum. — Nie masz prawa — powiedziała Sinem bladymi ustami. — Mam większe prawo, niż ci się wydaje.
Cihan stanął między nimi. — Ertuğrułu, uspokój się. — Uspokój? — Starszy mężczyzna spojrzał na niego z rozczarowaniem. — Ty powinieneś być pierwszy, który zaprowadzi tu porządek.
Po tych słowach odwrócił się i ruszył do wyjścia. Sinem przez chwilę stała nieruchomo, jakby nie rozumiała, że on naprawdę odchodzi. Dopiero gdy drzwi salonu zamknęły się za nim, poderwała się i pobiegła. Dogoniła go v ogrodzie, na kamiennej alejce prowadzącej v stronę bramy. Wiatr poruszył liśćmi palm, a v oddali śpiew ptaków brzmiał niemal absurdalnie spokojnie wobec dramatu, który rozgrywał się między nimi. — Ertuğrułu! — zawołała, łapiąc go za ramię. — Proszę, poczekaj. Nie możesz tak odejść, nie po takich słowach!
Odwrócił się powoli. — Powiedziałem wszystko, co miałem powiedzieć. — Ale ty mnie osądzasz, zanim mnie wysłuchasz! — Głos Sinem się załamał. — Wszyscy mnie osądzają: ty, Mukadder… nawet Cemil milczy wtedy, kiedy najbardziej potrzebuję, żeby coś powiedział. Ja nie jestem potworem, ja tylko próbuję utrzymać wszystko w całości.
Za palmą, kilka kroków dalej, stał Melih. Widział łzy Sinem, widział obojętność Ertuğrula, ale nie ruszył się z miejsca. Jego twarz była napięta, jakby bił się z własnymi myślami. — Całości nie utrzymuje się kłamstwem — powiedział Ertuğrul. — Tow nie było kłamstwo, tow był strach. — Strach nie usprawiedliwia wszystkiego.
Sinem ścisnęła jego rękaw. — Błagam cię, zmień decyzję. Daj mi czas, daj mi chociaż szansę naprawić to, co się stało.
Ertuğrul spojrzał na her jej dłoń, potem odsunął her jej stanowczym ruchem. — Czas się skończył. — I odszedł.
Sinem została na alejce sama z dłonią zawieszoną v powietrzu, jakby nadal próbowała zatrzymać coś, co właśnie bezpowrotnie wymknęło się z her jej życia. Kiedy wróciła do salonu, była blada i wyraźnie złamana. — Mamo… — zaczęła, ale Mukadder nie pozwoliła her jej mówić. — Nie, teraz ty posłuchasz. — Sinem zatrzymała się. Mukadder podeszła do niej powoli. — W tym domu każdy nosi jakiś ciężar. Każdy ma swoje cierpienie, swoje tajemnice, swoje rany, ale nie każdy robi z tego powód, by działać bezmyślnie. Ty ciągle mówisz, że się boisz, że jesteś sama, że niki cię nie rozumie. A ja pytam: czy ty kiedykolwiek pomyślałaś, jakie skutki mają twoje decyzje dla innych?
Sinem spuściła głowę. — Ja chciałam chronić Mine. — Mine potrzebuje matki silnej, nie matki, która załamuje się przy każdej burzy.
Cihan stał obok i milczał. To milczenie bolało Sinem bardziej niż Słowa Mukadder.
Zwrócona paczka pieniędzy od Cemila.
Później, v nowoczesnym biurze, Cihan siedział za wielkim biurkiem, wpatrując się v nieruchomy punkt przed sobą. Na jego twarzy odbijały się zmęczenie, gniew i poczucie winy. Engin wszedł po cichu, ale Cihan nawet nie podniósł wzroku. — Nadal o tym myślisz? — zapytał Engin. — A potrafiłbyś przestać?
Engin usiadł naprzeciwko. — Ertuğrul przesadził, ale niektóre sprawy wymknęły się spod kontroli.
Cihan zaśmiał się krótko. — Wszyscy mi to mówią, jakby kontrola była czymś, co można po prostu wyjąć z szuflady i położyć na stole. — Nie chodzi tylko o rodzinę: artykuły, plotki, szkoła Mine, sprawa Hanser… To wszystko zaczyna się łączyć. Ludzie patrzą, czekają na błąd. — Niech patrzą — wyszeptał Cihan. — Moja rodzina nie jest przedstawieniem.
Wtedy rozległo się pukanie. Do biura weszła Yasemin, a za nią Cemil. Mężczyzna był wyraźnie spięty, jego twarz miała ziemisty kolor, a spojrzenie uciekało na boki. — Panie Cianie — powiedziała Yasemin — Cemil chciał z panem porozmawiać.
Cemil podszedł do biurka. Bez długiego wstępu położył na nim czarny foliowy worek. Engin zmarszczył brwi, rozwiązał go i zajrzał do środka – w worku leżały grube pliki banknotów. Cihan powoli podniósł wzrok. — Co to ma znaczyć?
Cemil przełknął ślinę. — Nie chcę tych pieniędzy. — Jakich pieniędzy? — Tych, które miały zamknąć mi usta; tych, które miały sprawić, że będę udawał, że nic nie widzę i nic nie wiem.
Engin spojrzał ostro na Cihana. — Kto ci je dał?
Cemil pokręcił głową. — Nie mogę, nie pytajcie mnie. Ja mam rodzinę, mam syna, ja nie chcę kłopotów. — Już jesteś w kłopotach — powiedział Cihan lodowato. — Skoro przyniosłeś to tutaj…
Cemil cofnął się o krok. — Zrobiłem, co trzeba. Reszta nie należy do mnie. — Odwrócił się i wyszedł niemal biegiem.
Cihan i Engin zostali sami, patrząc na pieniądze jak na dowód czegoś znacznie większego niż zwykła próba przekupstwa.
Tego samego dnia Sinem siedziała samotnie v sypialni. Nie płakała już – była zbyt zmęczona na łzy. Patrzyła przed siebie pustym wzrokiem, jakby wszystkie wydarzenia przeszły przez nią i zabrały ze sobą resztki siły. Drzwi otworzyły się, weszła Mukadder. — Nadal siedzisz? — zapytała chłodno. Sinem nie odpowiedziała. — Milczenie nie naprawi błędów, płacz też ich nie naprawi. Must zrozumieć jedno: v tej rodzinie każdy krok ma znaczenie. Jeśli chcesz być traktowana poważnie, zacznij zachowywać się jak ktoś, kto potrafi udźwignąć konsekwencje.
Sinem słuchała bez słowa. Każde zdanie spadało na nią jak kamień, ale nie miała już siły się bronić.
Atak serca Cemila i prowokacja Beyzy.
Tymczasem przed lokalnym sklepem grupa mężczyzn siedziała przy stolikach, rozmawiając i śmiejąc się z czegoś, co jeszcze przed chwilą wydawało się zwykłą, codzienną plotką. Cemil v koszuli v kratę trzymał telefon. Obok niego Nusret, brodaty, v czarnej koszulce, popijał wodę i śmiał się głośno. — Patrzcie na to — powiedział Cemil nagle, pokazując ekran. Na telefonie widniał artykuł: zdjęcie Cihana, nagłówek – krzykliwy i bezwstydny – sugerował skandal: „Fałszywe małżeństwo. Układ. Kłamstwo dla nazwiska”.
Nusretowi twarz stężała. — Co to jest? — warknął. — Plotkarska strona — odpowiedział jeden z mężczyzn. — Piszą bzdury. — Bzdury?! — Nusret zerwał się z miejsca. — To ty nazywasz bzdurami?! — Rzucił się v stronę Cemila, jakby sam fakt, że to on pokazał artykuł, czynił go winnym. — Uspokój się! — krzyknął mężczyzna v białej koszulce, łapiąc go v pół. Nusret szarpał się, czerwony na twarzy. — Oni nas zniszczą, rozumiesz?! Zniszczą nas wszystkich!
Cemil chciał coś powiedzieć, ale nagle zamilkł. Jego dłoń powędrowała do klatki piersiowej, twarz wykrzywił grymas bólu. Butelka wody wypadła mu z ręki i potoczyła się po chodniku. — Cemil? — ktoś zapytał. Mężczyzna osunął się na ziemię. Śmiech zgasł natychmiast – została panika. — Dzwońcie po karetkę! — krzyknął jeden z mężczyzn. — Cemil, słyszysz mnie? Cemil!
Nusret, przed chwilą gotów do bójki, stał jak sparaliżowany. Jego gniew zniknął, ustępując miejsca przerażeniu.
W rezydencji Sinem siedziała przy łóżku Mine v różowym pokoju dziecięcym. Dziewczynka spała niespokojnie, co jakiś czas marszcząc czoło. Sinem gładziła her jej po włosach. — Niki cię już nie skrzywdzi — szeptała — obiecuję. — Ale sama nie wierzyła już v łatwe obietnice.
Później v swoim pokoju przechadzała się nerwowo, gdy zauważyła kopertę wsuniętą pod drzwi. Podniosła her jej powoli – w środku znajdował się list. Z każdym przeczytanym zdaniem her jej twarz bladła coraz bardziej: nie było podpisu, były tylko groźby, aluzje, ostrzeżenie, że jeśli nie przestanie mieszać się v sprawy, których nie rozumie, ucierpią ci, których kocha. Sinem przycisnęła list do piersi. — Nie — wyszeptała. — Tylko nie Mine…
W tym samym czasie Derya stała przed zielonym domem, przeglądając telefon, gdy nagle zobaczyła biegnącego chłopca. — Derya! Derya Abla! — krzyczał. — Co się stało? Chłopiec zatrzymała się przed nią, ledwo łapiąc oddech. — Cemil Abi upadł przed sklepem. Zabrali go, wszyscy mówią, że tow serce!
Telefon wypadł Deryi z ręki. — Nie… Cemil! — Bez chwili namysłu ruszyła biegiem wzdłuż drogi, nie patrząc na nic, jakby całe her jej życie znalazło się nagle v jednym miejscu, do którego musiała dotrzeć, zanim będzie za późno.
W luksusowej sypialni Hanser nerwowo chodziła od okna do drzwi. Jej telefon zadzwonił ostro. Odebrała – tow była Derya. Po drugiej stronie słychać było płacz i urywany oddech. — Hanser… Cemil, on jest v szpitalu! Upadł, ja nie wiem, co będzie… Proszę, przyjedź!
Hanser zakryła usta dłonią. — Już jadę! — Chwyciła torebkę i zbiegła po schodach. W salonie siedziały Mukadder, Sinem i Beyza. — Muszę wyjść — powiedziała Hanser gorączkowo. — Cemil jest v szpitalu, Derya dzwoniła. Tow poważne.
Mukadder spojrzała na nią chłodno. — Nie wyjdziesz. Hanser zamarła. — Co? — Wiesz, co dzieje się na zewnątrz? Wiesz, co piszą? Każdy twój krok będzie obserwowany. — Człowiek może umierać! — krzyknęła Hanser. — Nie będę siedzieć tutaj, bo ktoś boi się plotek!
Beyza opuściła wzrok, ale na her twarzy pojawił się cień satysfakcji. — Hanser, poczekaj — powiedziała Sinem niepewnie. — Nie mogę! — Hanser wybiegła z domu, ignorując surowe wezwanie Mukadder.
Beyza po chwili wstała i poszła korytarzem. Gdy znalazła się sama, wyjęła telefon. — Tow ja — powiedziała cicho, uśmiechając się przebiegle. — Hanser właśnie wyszła, jedzie do szpitala. Jeśli ktoś chce her jej złapać na gorącym uczynku, teraz ma okazję.
Bolesne odrzucenie w szpitalu i pułapka reportera.
W szpitalnym korytarzu Derya siedziała na ławce, płacząc v dłonie. Gdy zobaczyła Hanser, zerwała się i rzuciła her jej v ramiona. — On jest taki blady — szlochała. — Lekarze mówią, że trzeba czekać. Ja nie mogę czekać! Hanser, ja nie umiem oddychać, kiedy on tam leży.
Hanser sama była bliska płaczu, ale zebrała v sobie siły. — Pójdę do niego, porozmawiam.
W sali Cemil leżał podłączony do kroplówki. Był słaby, jego twarz straciła kolor. Hanser usiadła przy łóżku i chwyciła go za rękę. — Cemilu, tak bardzo się przestraszyłam…
Otworzył oczy i spojrzał na nią bez ciepła. — Po co przyszłaś? — Jak to po co? Derya dzwoniła, martwiłam się. — Nie trzeba było.
Hanser poczuła ukłucie bólu. — Nie mów tak. Wiem, że jesteś zły, wiem, że wszystko się skomplikowało, ale… — Wyjdź — powiedział Cemil cicho. — Cemilu… — Powiedziałem: wyjdź! Nie chcę cię widzieć. Twoje przyjście niczego nie naprawi, przynosi tylko więcej problemów.
W drzwiach pojawiła się Derya. Hanser powoli puściła dłoń Cemila, her jej twarz rozpadła się v bólu. — Rozumiem — wyszeptała. Wybiegła na korytarz i dopiero tam pękła całkowicie: płakała głośno, nie dbając o ludzi, o spojrzenia, o godność. Derya objęła her jej, próbując uspokoić. — On jest chory, Hanser, mówi rzeczy, których nie myśli. — Nie — szepnęła Hanser. — On powiedział dokładnie to, co czuł.
W rezydencji Sinem nie mogła znaleźć sobie miejsca – wspominała scenę z salonu: zimny głos Mukadder, triumfujący uśmiech Beyzy, desperację Hanser. W końcu chwyciła telefon i zadzwoniła do Cihana. W biurce Cihan odezwał natychmiast. — Sinem? — Hanser pojechała do szpitala. Cemil miał atak, Mukadder próbowała her jej zatrzymać. Beyza… ja nie wiem, Cianie, ale mam złe przeczucia. Wszystko wymyka się spod kontroli.
Cihan zacisnął szczękę. — Gdzie dokładnie jest Hanser? — W szpitalu miejskim.
Obok niego stanął Engin, widząc zmianę na jego twarzy. — Co się stało? — zapytał. Cihan odłożył telefon. — Jedziemy.
Przed szpitalem Hanser wyszła powoli, z twarzą mokrą od łez, pogrążona v bólu, tak że nie zauważyła mężczyzny z aparatem, który wyszedł zza rogu. — Hanser Hanim! — zawołał. — Czy to prawda, że pani małżeństwo z Cihanem jest tylko umową?
Hanser zatrzymała się jak rażona. — Proszę mnie zostawić. — Czy Cihan zapłacił pani rodzinie? Czy Cemil trafił do szpitala przez ten skandal? Czy boi się pani, że prawda wyjdzie na jaw? — Powiedziałem: proszę mnie zostawić!
Dziennikarz szedł za nią krok v krok, aparat błyskał raz za razem. — Czy zaprzecza pani, że tow małżeństwo jest fałszywe?
Nagle między nimi pojawił się Cihan. — Odsuń się od niej! Reporter uśmiechnął się arogancko. — Panie Cianie, społeczeństwo ma prawo wiedzieć. — Społeczeństwo nie ma prawa nękać kobiety pod szpitalem! — A pan nie ma prawa ukrywać prawdy.
Cihan podszedł bliżej. — Usuniesz zdjęcia, usuniesz artykuł i nigdy więcej nie zbliżysz się do Hanser. A jeśli nie…
W tej samej chwili, gdzieś daleko, Gonca wykorzystała swoją jedyną szansę. Nusret wszedł do zamkniętego pokoju z tacą jedzenia. — Jedz — burknął — i nie rób problemów.
Gonca stała przy oknie, her jej dłoń zacisnęła się na ciężkim szklanym wazonie. Gdy Nusret pochylił się, by postawić tacę, zamachnęła się z całych sił – wazon uderzył go v tył głowy. Nusret runął na podłogę, jęcząc z bólu. Gonca, drżąca i przerażona, chwyciła torebkę, szarpnęła za klamkę i wybiegła.
Brutalna bójka i aresztowanie Cihana.
Przed szpitalem prowokacja reportera doprowadziła Cihana do granicy – chwycił mężczyznę za ubranie. — Ostrzegałem cię!
Hanser krzyknęła: — Cianie, nie! — Ale było za późno: reporter upadł na ziemię, aparat uderzył o chodnik. Cihan, zaślepiony gniewem, uderzył go. Hanser próbowała odciągnąć go za ramię, płacząc i błagając: — Przestań! Proszę cię, przestań!
Po chwili na miejscu pojawili się policjanci – odciągnęli Cihana siłą. Reporter miał zakrwawioną twarz, a jego aparat leżał rozbity obok. — Jest pan zatrzymany — powiedział funkcjonariusz.
Cihan spojrzał na Hanser – w jego oczach był gniew, ale też żal. — Nie bój się — powiedział tylko, zanim skuli mu ręce.
Na stromej, brukowanej uliczce Gonca biegła, trzymając się za ciążowy brzuch. Oddychała z trudem, potykając się o nierówne kamienie. Za nią rozległ się krzyk: — Gonca!
Nusret dogonił her jej i brutalnie chwycił za ramię. — Wracasz ze mną! — Puść mnie! — krzyczała. — Pomocy! Jestem v ciąży, on mnie skrzywdzi!
Przechodnie zatrzymali się. Trzech mężczyzn podbiegło i odciągnęło Nusreta. — Zostaw kobietę! — Tow moja sprawa! — ryczał Nusret, szarpiąc się. — Już nie — starsza kobieta objęła zapłakaną Goncę. — Dziecko, co on ci zrobił?
Gonca drżała całym ciałem. — Chciał mnie zabić — wyszeptała. — Zamknął mnie, ja tylko chciałam uciec.
Po krótkich ujęciach Stambułu: jego zatłoczonych ulic, mostów i ciemniejącego nieba, akcja przeniosła się na korytarz komisariatu. Hanser siedziała na ławce, blada i samotna, her jej dłonie spoczywały nieruchomo na kolanach. Engin podszedł do niej powoli, usiadł obok. — Co z Cihanem? — spytała. — Sytuacja nie jest prosta. Pobity dziennikarz złoży skargę. Do tego zniszczony aparat, świadkowie, nagrania z telefonów. Możemy próbować wykazać prowokację, nękanie, naruszenie prywatności, ale… — …ale Cihan go uderzył — dokończyła cicho. Engin westchnął. — Tak.
Hanser zamknęła ogen. — Wszystko przeze mnie. — Nie mów tak, tow przez ludzi, którzy żerują na cudzym cierpieniu. — Ale gdybym nie wyszła z domu… — Cemil był v szpitalu, każdy człowiek z sercem zrobiłby to samo.
Spotkanie na komisariacie pod okiem Hanser.
W prywatnym mieszkaniu Cemil stał v drzwiach: blady i rozkojarzony. Emir podbiegł do niego. — Tato!
Cemil pogłaskał syna po głowie, ale jego myśli były daleko. Derya natychmiast zauważyła jego stan. — Co się stało? Lekarz pozwolił ci wrócić, ale ty wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha.
Cemil usiadł ciężko. — Widziałem rzeczy, których nie powinienem widzieć. Ludzi, którzy myślą, że mogą kupić każdego, i takich, którzy zniszczą wszystko, byle prawda nie wyszła na jaw. — O czym ty mówisz? — zapytała Derya z lękiem. Cemil spojrzał na nią. — O tym, że od dziś musimy bardzo uważać.
Na komisariacie napięcie narastało. Funkcjonariusze wprowadzili skutego Nusreta – mężczyzna wciąż kipiał złością, ale na her twarzy widać było też strach. Hanser spojrzała v jego stronę, nie rozumiejąc jeszcze, dlaczego znalazł się tutaj właśnie teraz.
Chwile później na korytarzu pojawiła się Gonca v asyście policjantki. Była blada, roztrzęsiona, obejmowała się ramionami, jakby chciała ochronić siebie i dziecko przed całym światem. Usiadła niedaleko Hanser. Engin wstał. — Muszę sprawdzić, co z przesłuchaniem Cihana. Zostań tutaj. — Hanser skinęła głową.
Wtedy policjanci wyprowadzili Cihana – miał skute ręce, ale szedł wyprostowany. Gdy zobaczył Hanser, zatrzymał spojrzenie na her twarzy. Nie powiedzieli nic, nie musieli – w tym jednym spojrzeniu było wszystko: przeprosiny, strach, gniew, troska i niewypowiedziane pytanie. Czy jeszcze można ocalić cokolwiek z życia, które właśnie rozpadało się na oczach wszystkich?
Policjanci poprowadzili go dalej, Hanser została na korytarzu. Po chwili wstała i odsunęła się v stronę dużej rośliny doniczkowej. Schowana częściowo za her jej liśćmi, spojrzała na Goncę. Kobieta siedziała skulona, z dłonią na brzuchu, a her jej oczy były pełne tego samego strachu, który Hanser znała aż za dobrze. I wtedy Hanser zrozumiała, że ten dzień nie połączył ich przypadkiem.
W domu płakała Mine, bo dzieci v szkole nauczyły her jej samotności. W szpitalu Cemil odrzucił pomoc, bo wstyd i strach były silniejsze niż wdzięczność. W ogrodzie Sinem błagała o litość człowieka, który nie chciał już słuchać. Na ulicy Gonca walczyła o życie swoje i dziecka. A Cihan, próbując obronić Hanser przed światem, sam został przez ten świat zakuty v kajdanki. Każdy z nich był więźniem czegoś innego: strachu, dumy, kłamstwa, milczenia. A nad tym wszystkim wisiało jedno pytanie, ciężkie jak noc nad Stambułem: ile jeszcze serc musi pęknąć, zanim prawda vreszcie zostanie wypowiedziana na głos?
Czy to dramatyczne starcie pod szpitalem i spotkanie wszystkich bohaterów na komisariacie zmusi Goncę do wyjawienia sekretu, a Cihan po odzyskaniu wolności zdoła wreszcie odkryć mroczną prawdę o kłamstwach Beyzy?