
Jedno z ostatnich posiedzeń Sejmu przyniosło scenę, która szybko stała się tematem gorącej dyskusji w mediach społecznościowych. W centrum zainteresowania znalazła się Dominika Chorosińska. Posłanka Prawa i Sprawiedliwości podczas wystąpienia Władysława Kosiniaka-Kamysza zaczęła wydawać odgłosy kojarzące się ze szczekaniem.
Nagrania z sali sejmowej błyskawicznie zaczęły krążyć w internecie. Sprawa nie zakończyła się jednak wraz z zakończeniem obrad. Kolejne komentarze wywołało bowiem wyjaśnienie samej posłanki, która postanowiła publicznie wytłumaczyć motywy swojego zachowania.
Do całej sytuacji odniosła się również Agnieszka Gozdyra.
Nietypowa scena podczas obrad Sejmu
Do zdarzenia doszło 4 września podczas burzliwego posiedzenia Sejmu. Tego dnia atmosfera na sali była wyjątkowo napięta. Parlamentarzyści zajmowali się kilkoma ważnymi sprawami, które wywoływały liczne emocje i ostre wymiany zdań.
Wśród tematów znalazły się między innymi kwestie związane z prezydenckim wetem dotyczącym ustawy o rynku kryptowalut oraz wyborem Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
W pewnym momencie na mównicę wyszedł Władysław Kosiniak-Kamysz. W trakcie jego przemówienia z części sali zajmowanej przez polityków PiS zaczęły dochodzić nietypowe dźwięki.
Odgłosy przypominały szczekanie. Nagrania z posiedzenia szybko pozwoliły internautom wskazać, że jedną z osób wydających charakterystyczne dźwięki była Dominika Chorosińska.
„Hau, hau” trafiło do sejmowego stenogramu
Nagranie błyskawicznie zdobyło popularność w mediach społecznościowych. Użytkownicy internetu komentowali zachowanie posłanki, a fragmenty sejmowej transmisji były wielokrotnie udostępniane i analizowane.
Sytuacja nabrała jeszcze większego rozgłosu, gdy okazało się, że charakterystyczne odgłosy zostały odnotowane również w oficjalnym zapisie przebiegu obrad.
To sprawiło, że cała sytuacja przestała być jedynie krótkim viralem z internetu. Nietypowy incydent znalazł swoje odzwierciedlenie także w oficjalnej dokumentacji posiedzenia Sejmu.
Na zachowanie polityków reagowali przedstawiciele obozu rządzącego. Władysław Kosiniak-Kamysz po zakończeniu obrad ostro skomentował sytuację, uznając ją za przykład pogarszającego się poziomu politycznej debaty.
Agnieszka Gozdyra zabrała głos
Wśród osób komentujących wydarzenie znalazła się Agnieszka Gozdyra. Dziennikarka i prowadząca programy publicystyczne zwróciła uwagę na zachowanie Dominiki Chorosińskiej oraz na późniejsze wyjaśnienia posłanki.
Gozdyra udostępniła w mediach społecznościowych fragment nagrania z Sejmu. Jej reakcja szybko wywołała kolejną falę komentarzy.
Dziennikarka od lat zajmuje się tematyką polityczną i prowadzi rozmowy z przedstawicielami różnych środowisk. Tym razem również nie pozostawiła całej sytuacji bez komentarza.
Sprawa zyskała dodatkowy wymiar, ponieważ głos w tej kwestii zaczęli zabierać także politycy związani z PiS.
Nie wszyscy w PiS poparli zachowanie posłanki
Wśród przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości również pojawiły się krytyczne głosy. Część polityków otwarcie przyznała, że zachowanie Dominiki Chorosińskiej nie było odpowiednie.
Jeden z parlamentarzystów jej ugrupowania zaznaczył, że posłanka powinna przeprosić za to, co wydarzyło się na sali plenarnej.
Inni komentatorzy podkreślali, że nawet w czasie wyjątkowo ostrych sporów politycznych istnieją sposoby wyrażania sprzeciwu, które nie wymagają podobnych gestów.
Sama Chorosińska początkowo nie zdecydowała się jednak na przeprosiny. Zamiast tego po kilku dniach postanowiła wyjaśnić, dlaczego podczas sejmowego wystąpienia zdecydowała się na tak nietypową formę protestu.
Chorosińska wyjaśniła, co miało oznaczać jej zachowanie
Posłanka opublikowała wpis, w którym odniosła się do wydarzeń z Sejmu. Z jej wyjaśnienia wynikało, że odgłosy wydawane podczas przemówienia Władysława Kosiniaka-Kamysza nie były przypadkowe.
Dominika Chorosińska powiązała swoje zachowanie z konkretną sprawą polityczną i użyła określenia odnoszącego się do „psów z Kłodzka”.
Napisała, że w jej ocenie właśnie taki język miał być jedynym, który – jak twierdziła – rozumieją Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz.
Tym samym posłanka jasno zasugerowała, że jej zachowanie w Sejmie było świadomym działaniem, a nie spontaniczną reakcją na atmosferę panującą podczas obrad.
Wyjaśnienie nie zakończyło dyskusji
Publikacja Dominiki Chorosińskiej zamiast uspokoić sytuację, wywołała kolejną falę komentarzy. Tym razem dyskusja nie dotyczyła już wyłącznie samego nagrania z Sejmu.
Internauci i komentatorzy zaczęli analizować również argumentację przedstawioną przez posłankę oraz sposób, w jaki próbowała uzasadnić swoje zachowanie.
Do jej słów ponownie odniosła się także Agnieszka Gozdyra. Dziennikarka zwróciła uwagę, że sprawa nabrała zupełnie nowego wymiaru po tym, jak Chorosińska publicznie potwierdziła, iż jej zachowanie miało być politycznym komunikatem.
Incydent z sali sejmowej stał się więc jednym z najgłośniejszych momentów ostatnich obrad. Najpierw emocje wywołało samo nagranie, później reakcje polityków, a następnie tłumaczenie posłanki.
Jedno wydaje się pewne – po publikacji wyjaśnienia Dominiki Chorosińskiej dyskusja wokół jej zachowania wcale nie ucichła. Wręcz przeciwnie, jej słowa sprawiły, że temat ponownie znalazł się w centrum zainteresowania mediów i internautów.