Początkowo nic nie wskazywało na to, że sytuacja może zakończyć się tragedią. Trzyletni Kacper miał objawy przypominające powszechną infekcję żołądkowo-jelitową. W ciągu kilku godzin jego stan gwałtownie się pogorszył, a rodzice znaleźli się w samym środku koszmaru, którego nie mogli przewidzieć.
Jak opisano w materiale programu „Uwaga!” TVN, chłopiec zaczął wymiotować w nocy. Jego ojciec, pan Adam, początkowo sądził, że syn przechodzi popularną infekcję jelitową. Wkrótce jednak dziecko zaczęło skarżyć się na silny ból brzucha.
Przed godziną 23 sytuacja stała się dramatyczna. Kacper wymiotował żółcią, był bardzo blady, a jego usta zaczęły sinieć. Zaniepokojony ojciec wezwał pogotowie ratunkowe.
Ze względu na długi czas oczekiwania w warszawskich placówkach zdecydowano o przewiezieniu chłopca do szpitala w Grodzisku Mazowieckim. Według przedstawionych relacji wybór uzasadniano dostępnością najbliższego szpitala z oddziałem pediatrycznym. Specjaliści zwracali jednak uwagę, że przy tak poważnych objawach istotne jest również zapewnienie dostępu do chirurgii dziecięcej.
W szpitalu lekarze podejrzewali zakażenie meningokokowe i rozpoczęli leczenie w tym kierunku. Jak wynika z reportażu, nie wykonano wówczas badania USG ani RTG jamy brzusznej.
Około trzech godzin po przyjęciu stan chłopca stał się krytyczny. Mimo podjętych działań jego życia nie udało się uratować.
Ojciec był przy synu do ostatnich chwil. W rozmowie z TVN wspominał ich ostatnie pożegnanie i prośbę dziecka o przytulenie oraz buziaka. Był to moment, który na zawsze pozostał w jego pamięci.
Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było zadzierzgnięcie jelita prowadzące do martwicy. W materiale dr Aleksandra Jasińska podkreślała znaczenie badań obrazowych przy występowaniu tego rodzaju objawów.
Sprawą zajmuje się prokuratura, która bada okoliczności tragedii. Szpital współpracuje ze śledczymi. Odpowiedzi na pytania dotyczące przebiegu diagnostyki i podejmowanych decyzji mają pomóc ustalić, czy postępowanie medyczne było prawidłowe.
Śmierć małego Kacpra to dramat jego rodziny, ale także sprawa, która stawia ważne pytania o rozpoznawanie nagłych stanów zagrożenia życia u dzieci. W takich sytuacjach szybka i właściwa diagnostyka może mieć kluczowe znaczenie.