Mukadder przyznaje, że dziecko nie jest wnukiem. Co mówi Cihan: „Nie mam już matki”.

Mukadder przyznaje, że dziecko nie jest wnukiem. Co mówi Cihan: „Nie mam już matki”.

Cihan od dawna czuł, że jego matka ukrywa przed nim coś niezwykle ważnego. Mukadder przez lata bezwzględnie żądała od niego męskiego potomka – zmusiła go do bolesnego rozstania z ukochaną Hancer i popchnęła z powrotem w ramiona Beyzy. Dlaczego więc po narodzinach tak wyczekiwanego chłopca nie chciała nawet na niego spojrzeć?

Gdy rozwścieczony Cihan wchodzi do sypialni matki, spokojna rozmowa szybko zamienia się w pełną bólom konfrontację. Każde jego pytanie coraz bardziej przygniata Mukadder, aż kobieta nie jest już w stanie dłużej milczeć. V końcu wypowiada słowa, które w jednej chwili niszczą wszystko: dziecko Beyzy nie jest wnukiem Mukadder i nie jest biologicznym synem Cihana.

Cihan zamierza w osłupieniu, uświadamiając sobie, że poświęcił największą miłość swojego życia dla potwornego kłamstwa. Hancer została mu odebrana, jego małżeństwo rozpadło się, a upragniony potomek okazał się częścią okrutnej intrygi. Mukadder błaga syna o przebaczenie, lecz w jego sercu pozostały już tylko czysty gniew, głębokie rozczarowanie i poczucie ostatecznej zdrady. Kiedy Cihan wypowiada lodowate słowa: „Nie mam już matki”, Mukadder rozumie, że jej chora obsesja doprowadziła do nieodwracalnej tragedii. Czy Cihan zdoła odnaleźć Hancer i naprawić wyrządzone jej krzywdy? Kim naprawdę jest ojciec dziecka Beyzy i jaką cenę zapłaci Mukadder za kłamstwo, które zniszczyło jej rodzinę?

V rezydencji panowała cisza, lecz nie była tow cisza przynosząca spokój. Przeciwnie – wisiała nad domem jak ciężka, ciemna chmura, zapowiadająca burzę, której niki nie był już w stanie powstrzymać. Z korytarza nie dochodził nawet najcichszy odgłos rozmów służby. Drzwi kolejnych pomieszczeń pozostawały zamknięte, a mieszkańcy domu zdawali się unikać siebie nawzajem, jakby każdy podświadomie przeczuwał, że coś strasznego wkrótce wyjdzie na jaw.

V sypialni Mukadder zasłony były częściowo zaciągnięte. Do środka przedostawało się jedynie blade światło popołudnia, które padało na eleganckie meble, ciężką narzutę i stojącą przy łóżku szklankę wody. Sama Mukadder leżała wsparta na kilku poduszkach. Jej twarz była całkowicie blada, oczy opuchnięte od płaczu, a dłonie wyraźnie drżały. Podniosła szklankę do ust, lecz zanim zdążyła się napić, z korytarza dobiegły szybkie, zdecydowane kroki. Kobieta znieruchomiała – od razu rozpoznała ten chód. — Cihan… — wyszeptała, a her głos zadrżał od nagłego strachu.

Drzwi otworzyły się gwałtownie, uderzając o ścianę. Cihan wszedł do środka jak człowiek, który od wielu godzin walczył sam ze sobą i właśnie sromotnie przegrał tę wewnętrzną walkę. Jego twarz była maksymalnie napięta, szczęki mocno zaciśnięte, a w ciemnych oczach płonął gniew pomieszany z rozdzierającym bólom. Nie był tow jednak zwyczajny gniew – była tow wściekłość człowieka, który nagle zaczął rozumieć, że przez długie miesiące mógł być perfidnie oszukiwany przez najbliższe mu osoby.

Mukadder spróbowała usiąść prościej, maskując zmieszanie. — Synu… Co się stało? Dlaczego tak na mnie patrzysz?

Cihan nie odpowiedział jej od razu. Zamknął za sobą drzwi na klucz i stanął kilka kroków od łóżka. Przez chwilę wpatrywał się w matkę w całkowitym, grobowym milczeniu. To milczenie było dla niej miliard razy bardziej przerażające niż najgłośniejszy krzyk. — Co się stało?… — powtórzył w końcu cicho, a w jego głosie zabrzmiała tak głęboka, lodowata gorycz, że Mukadder odruchowo opuściła wzrok. — Pytasz mnie bezczelnie, co się stało? Naprawdę masz jeszcze w sobie czelność zadawać mi takie pytanie, matko? — Cihan, ja naprawdę nie rozumiem, o co ci chodzi… — Nie rozumiesz?! — wybuchnął wściekle. — Oczywiście, że doskonale rozumiesz! Rozumiesz wszystko miliard razy lepiej ode mnie! To przecież ty od zawsze wiedziałaś lepiej, czego mam w życiu chcieć, z kim mam mieszkać, kogo mam poślubić i jakie dziecko ma się urodzić w tej rodzinie!

Mukadder mocniej zacisnęła drżące palce na szklance. — Proszę cię, Cihan, nie podnoś na mnie głosu. Nie czuję się dzisiaj dobrze.

Cihan zaśmiał się krótko, lecz w tym dźwięku nie było ani odrobiny radości – był tam tylko ból. — Ty nie czujesz się dobrze?! A jak twoim zdaniem ja się czuję, matko? Czy ty choć raz w swoim egoistycznym życiu zadałaś sobie tow jedno, proste pytanie? Czy choć raz pomyślałaś o tym, co swoimi ambicjami zrobiłaś z moim życiem?! — Wszystko, co robiłam, robiłam wyłącznie dla twojego dobra i dla ciebie!… — Nie waż się tego głośno mówić!!! — jego potężny głos dosłownie rozdarł ciszę pokoju.

Mukadder drgnęła przerażona i niemal wypuściła szklankę z rąk na podłogę. Cihan podszedł jeszcze bliżej, stając nad łóżkiem. — Przez całe lata słyszałem z twoich ust jedno i tow samo: wnuk, prawowity dziedzic, syn, który będzie z dumą nosił nasze nazwisko, męski potomek rodu Develioglu! Powtarzałaś te słowa każdego świętego dnia jak świętą modlitwę, jak rozkaz i jak ostateczny wyrok! Nie obchodziło cię ani trochę, czy jestem w tym wszystkim szczęśliwy. Nie obchodziło cię, czy kocham kobietę, z którą mam mieć tow dziecko! Liczyło się dla ciebie tylko i wyłącznie nazwisko oraz twoja chora, dworska obsesja! — To nie była żadna obsesja! — zaprotestowała słabo Mukadder, zalewając się łzami. — Ja chciałam jedynie zabezpieczyć przyszłość i pozycję naszej rodziny… — Rodziny?! — Cihan z bólom pokręcił głową. — Ty masz czelność nazywać tow, co stworzyłaś, rodziną? Rodziną, w której matka bezwzględnie zmusza własnego syna do porzucenia jedynej kobiety, którą kochał nad życie?! Rodziną, w której ludzkie uczucia nie mają absolutnie żadnego znaczenia, a bezbronne dziecko jest traktowane tylko jako pionek i narzędzie do przedłużenia nazwiska?!

Mukadder ze wstydem odwróciła twarz v stronę okna. — Hancer… Hancer nie mogła dać ci tego, czego ta rodzina najbardziej potrzebowała…

Na dźwięk imienia ukochanej Cihan mocno zacisnął pięści, a jego ciało napięło się jak struna. — Nie waż się wypowiadać jej imienia, słyszysz mnie?! Powiedziałem wyraźnie: nie mów nigdy więcej o Hancer! — V jego oczach pojawiły się łzy, lecz duma nie pozwoliła im wypłynąć. — Vyrwałaś ją bezlitośnie z mojego życia — kontynuował znacznie ciszej, łamiącym się głosem. — Zrobiłaś absolutnie wszystko, żeby ta dziewczyna uwierzyła, że nie ma przy moim boku żadnego miejsca. Codziennie z pogardą przypominałaś jej, że jest niewystarczająca, że jest nikim z biednej dzielnicy, że nie może dać tej rodzinie upragnionego dziecka i że nigdy nie będzie prawdziwą panią tego domu! A kiedy próbowałem ją chronić przed twoim jadem, stawiałaś mnie szantażem przed wyborem.

Mukadder spojrzała na niego z rozpaczą. — Ja nigdy wprost nie kazałam ci jej porzucać, Cihan… — Nie mustiałaś mówić tego wprost! — krzyknął. — Vystarczyło, że swoim zachowaniem zatruwałaś nam każdy wspólny dzień! Vystarczyło, że patrzyłaś na nią na każdym kroku jak na bezwartościowego intruza! Vystarczyło, że wciąż podstępnie wychwalałaś Beyzę i przypominałaś mi na każdym kroku, że tow tylko ona może dać mi syna!

Mukadder mocno zacisnęła usta, nie znajdując obrony. Cihan zrobił kolejny krok naprzód. — I w końcu dostałaś dokładnie tow, czego tak bardzo chciałaś, mamo. Hancer odeszła z dworku, a ja z przymusu wróciłem do Beyzy. Urodził się chłopiec – twój wymarzony wnuk, wielki dziedzic rodu Develioglu… — Cihan zadrżał, a jego głos stał się nagle przerażająco spokojny, niemal lodowaty. — Vięc powiedz mi teraz, matko… Dlaczego po porodzie nie chciałaś nawet na niego spojrzeć?

V sypialni zapadła głęboka, duszna cisza. Mukadder poruszyła bezwiednie ustami, lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk. — Pytam cię, odpowiedz mi! — powtórzył z wściekłością Cihan. — Dlaczego ani razu nie przyszłaś zobaczyć dziecka, o którym mówiłaś z obsesją przez całe moje życie?! — Ja… Ja byłam wtedy bardzo chora… — Kłamiesz! — Naprawdę wyjątkowo źle się czułam, synu… — Kłamiesz, mamo! — Cihan z całej siły uderzył dłonią w stojącą obok mahoniową komodę.

Szklanka zadrżała na blacie, a kilka kropel wody rozprysło się po drewnie. — Nie zadałaś sobie nawet trudu, by do mnie zadzwonić ze szpitala! — mówił z wyrzutem. — Ani razu nie zapytałaś, czy chłopiec urodził się zdrowy! Nie zapytałaś, jak się czuje! Nie zażądałaś zdjęcia malucha, nie wybrałaś dla niego ubranek, nie przygotowałaś pokoju ani nie urządziłaś przyjęcia powitalnego! Ty… Ty, Mukadder Develioglu, która przez długie lata rozpowiadała wszystkim wokół, że narodziny wnuka będą najważniejszym, świętym dniem w jej całym życiu!

Starsza kobieta schowała twarz w dłoniach, cicho szlochając. — Ja tylko… Ja nie chciałam po prostu, żebyś znowu pokłócił się o wszystko z wujem… Cihan mocno zmarszczył brwi, zaskoczony. — Co? O czym ty mówisz? — Nusret był wyjątkowo zdenerwowany… V domu było już i tak wystarczająco dużo bolesnego napięcia. Pomyślałam sobie w duchu, że dla dobra wszystkich najlepiej będzie, jeśli na jakiś czas całkowicie wycofam się w cień… — Nie waż się zasłaniać moim wujem! Nusret tylko próbował chronić tę rodzinę przed ostateczną katastrofą! Przed czym nas chronił, mamo?! Przed kim?! Przede mną?!

Mukadder unikała jego wzroku, kuląc się na łóżku. Cihan zaczął powoli krążyć po pokoju, a każdy jego krok był ciężki, pełen tłumionej, niszczycielskiej furii. — Najpierw wuj Nusret, potem Beyza, a teraz ty… Vszyscy milczycie, wszyscy zachowujecie się dziwnie, jakbyście się śmiertelnie bali, że jedno wypowiedziane na głos słowo doszczętnie zburzy cały ten dom! Co wy przede mną ukrywacie?! — Niczego przed tobą nie ukrywamy, synu… — Spójrz mi prosto w oczy i powiedz tow kłamstwo jeszcze raz, jeśli masz odwagę!

Mukadder pod żadnym pozorem nie potrafiła podnieść głowy. — Cihan, błagam cię… Zostaw mnie samą w moim pokoju… — Nie wyjdę stąd, mamo, dopóki nie usłyszę z twoich ust całej prawdy! Dlaczego odwróciła się plecami od swojego rzekomego wnuka?! — Powiedziałam ci już przecież… — Nie interesują mnie twoje kolejne, nędzne wymówki! — Mukadder przycisnęła mocno dłoń do ust, próbując rozpaczliwie stłumić głośny szloch. — Dlaczego jesteś na mnie i na tow dziecko obrażona?! — naciskał bezlitośnie Cihan. — Dlaczego za wszelką cenę nie możesz spojrzeć mi w twarz? To nie jest żadna zwykła kłótnia o interesy z wujem! V tę sprawę od początku są uwikłani Nusret, Beyza i dziecko, którego sama tak obsesyjnie pragnęłaś! Nie wmówisz mi, mamo, że twój chłód tow czysty przypadek! — Cihan… Błagam cię o litość… — O co mnie błagasz, mamo?! Żebym nadal ślepo żył w obrzydliwym kłamstwie?! Żebym nie zadawał pytań i potulnie udawał przed światem szczęśliwego ojca, podczas gdy wszyscy wokół mnie znają jakąś mroczną tajemnicę?!

Mukadder zamknęła oczy, a strumienie łez popłynęły po jej pomarszczonych policzkach. Cihan patrzył na nią z rosnącym, paraliżującym przerażeniem w oczach – im dłużej koba milczała w rozpaczy, tym bardziej utwierdzał się w przeczuciu, że jego najgorsze podejrzenia są słuszne. Coś w tej sprawie było nie tak, coś miliard razy poważniejszego, niż początkowo sądził w firmie. — Czy Beyza coś zrobiła?… — zapytał cicho. — Czy dziecko urodziło się chore? — Mukadder jedynie zaprzeczyła ruchem głowy. — Czy wuj Nusret ci groził szantażem? — Kobieta milczała, drżąc. — Czy chodzi o pieniądze? O nazwisko rodu? O jakiś potworny skandal?! — Przestań już, błagam, przestań!!! — Nie przestanę! — Cihan chwycił się za głowę, jakby próbował uporządkować szalejący w mózgu chaos. — Przez długie miesiące słuchałem od ciebie, że ten chłopiec będzie jedynym ratunkiem i błogosławieństwem dla naszej rodziny! A kiedy wreszcie przyszedł na świat, zachowujesz się tak, jakby jego samo istnienie było dla nas największym przekleństwem i zarazą! Dlaczego, mamo?!

Mukadder zaczęła szlochać głośniej, nie mogąc złapać tchu. — Ja… Ja po prostu nie mogę… — Możesz i powiesz mi tow w tej samej sekundzie! — Ta naga prawda… Ta prawda cię doszczętnie zniszczy, Cihan…

Mężczyzna w jednej chwili znieruchomiał, jak rażony piorunem – po razy pierwszy Mukadder otwarcie przyznała, że rzeczywiście istnieje jakaś potworna prawda. — Mnie już dawno zniszczono… — odpowiedział nienaturalnie cicho i spokojnie. — Teraz chcę tylko wiedzieć, kto mi tow zrobił.

Mukadder powoli podniosła na niego swoje załzawione oczy – w jej spojrzeniu malowały się głęboki strach, piekący wstyd i ostateczna rozpacz. — Czasami… Czasami człowiek popełnia potworny błąd, myśląc naiwnie, że chroni tych, których najbardziej na świecie kocha… — Nie próbuj się teraz przede mną żałośnie usprawiedliwiać, mamo, zanim jeszcze usłyszałem fakty! — Ja naprawdę nie chciałam, żeby sprawy przybrały tak dramatyczny obrót… — Co takiego się stało?! — Vszystko… Vszystko wymknęło mi się całkowicie spod kontroli… — Co się stało, matko?! Mów!!!

Mukadder znowu tchórzliwie odwróciła od niego wzrok. Cihan pochylił się nad nią jeszcze bardziej, aż jego twarz znalazła się tuż przed jej twarzą. — Nie spojrzałaś na tego małego chłopca nawet kątem oka! — powiedział z ogromnym naciskiem. — Na dziecko, które przez miesiące nazywałaś jedynym sensem swojego życia! Na wnuka, dla którego bezlitośnie zniszczyłaś moje małżeństwo z Hancer! Dlaczego, pytam cię po razy ostatni?! — Bo nie mogłam!!! — Krzyk Mukadder wyrwał się z jej piersi tak gwałtownie i z taką siłą, że aż sama przestraszyła się własnego głosu w pustej sypialni.

Cihan odruchowo cofnął się o pół kroku. Kobieta oddychała szybko, rwanie, her ramiona drżały na wszystkie strony, a z oczu płynęły rzeki łez. Przez kilka sekund próbowała rozpaczliwie odzyskać panowanie nad oddechem, ale było już za późno – wielki mur milczenia runął z hukiem. — Nie mogłam na niego patrzeć… — powtórzyła łamiącym się, zachrypniętym głosem. — Nie mogłam przed ludźmi nazwać go swoim prawdziwym wnukiem… — Dlaczego?

Mukadder spojrzała swojemu rodzonemu synowi prosto w załzawione oczy, ogłaszając wyrok: — Bo ten mały chłopiec… On nie jest moim wnukiem, Cihan.

Cihan w ułamku sekundy całkowicie przestał swobodnie oddychać. Vydawało mu się, że cały świat wokół niego nagle zamarł i rozpadł się w pył – nie słyszał już tykania zegara, szumu wiatru za oknem ani nawet przyspieszonego bicia własnego serca. Vidział przed sobą jedynie zapłakaną twarz matki i her drżące w rozpaczy usta. — Co… Co ty powiedziałaś? — zapytał szeptem, choć jego umysł precyzyjnie zarejestrował każde pojedyncze słowo.

Mukadder rozpłakała się jeszcze głośniej, histerycznie: — To niewinne dziecko… Ono nie jest twoim biologicznym synem, Cihan.

Te Słowa zawisły w powietrzu pokoju niczym ostateczny, bezwzględny wyrok śmierci. Cihan patrzył na matkę bez najmniejszego ruchu, jak sparaliżowany. V jego oczach nie było już nawet wściekłości – pojawił się tam potężny, nieludzki, paraliżujący szok, który odebrał mu zdolność logicznego myślenia. — Nie… — wyszeptał słabo, kręcąc głową. — Vybacz mi, synu… Błagam cię o wybaczenie… — Nie… Mamo, powiedz mi prosto w oczy, że kłamiesz! — Mukadder nie odpowiedziała, tylko szlochała. — Powiedz mi, że znowu podstępnie próbujesz mnie zranić, bo jesteś na mnie wściekła! Powiedz, że tow jest tylko kolejna z twoich obrzydliwych, rynkowych manipulacji! — Chciałabym z całego serca, żeby tow było kłamstwo, Cihan… Ale ten chłopiec… On naprawdę nie jest twoim biologicznym dzieckum.

Mężczyzna cofnął się gwałtownie o dwa kroki, jakby ktoś z całej siły uderzył go pięścią prosto w klatkę piersiową. Musiał ciężko oprzeć się dłonią o krawędź komody, ponieważ w jednej sekundzie zabrakło mu sił w nogach i kolana pod nim zadrżały. V jego głowie, z przerażającą wyrazistością, stanęły przed oczami wszystkie chwile z ostatnich koszmarnych miesięcy: fałszywa twarz Beyzy, her krokodyle łzy, her uroczyste zapewnienia, że nosi w łonie jego upragnionego dziedzica… Słowa matki o obowiązku wobec rodu, o nazwisku i honorze… I ostateczna rozpacz ukochanej Hancer, kiedy dowiedziała się, że Cihan z przymusu wraca do dawnej żony. Jego własne, tchórzliwe milczenie, gdy miłość jego życia pakowała walizki i ze łzami w oczach na zawsze odchodziła z tego domu… Vszystko, absolutnie wszystko okazało się jednym, wielkim, obrzydliwym kłamstwem. Każda kluczowa decyzja, którą podjął w ostatnich miesiącach, opierała się na perfidnym oszustwie. — Czyje… Czyje tow jest w takim razie dziecko? — zapytał zachrypniętym głosem. Mukadder bezradnie pokręciła głową. — Nie wiem… Przysięgam ci, że nie znam prawdziwego, biologicznego ojca tego malucha. — A Beyza?… Ona o tym od początku wiedziała? — Ona wie… Oczywiście, że od początku doskonale o tym wiedziała.

Cihan zaśmiał się potwornie gorzko, a po chwili jego śmiech zmienił się w zduszony, nieludzki jęk rozpaczy. — Jak… Jak długo ty sama o tym wiesz, matko?! Odpowiedz mi! Mukadder ze wstydem nisko spuściła głowę. — Odpowiedz mi na pytanie, na miłość boską!!! — Od pewnego czasu… — Od jakiego czasu, pytam?! Mamo, czy wiedziałaś o tym oszustwie jeszcze zanim tow dziecko przyszło na świat w klinice?!

Mukadder nie odpowiedziała ani słowem, a her bolesne milczenie było dla niego ostatecznym, twardym dowodem. Twarz Cihana w jednej sekundzie całkowicie stężała, stając się zimna jak głaz. — Vięc wiedziałaś… A ja, jak idiot, żyłem w matni! — Ja się potwornie bałam, Cihan… — Viedziałaś o wszystkim i nic, ani jednym słowem mi nie powiedziałaś?! Patrzyłaś spokojnie na mój ból?! — Nusret… Nusret przekonywał mnie usilnie, że nie możemy działać pochopnie i musimy najpierw zdobyć twarde, medyczne dowody zdrady Beyzy… — A więc mój własny wuj też o wszystkim doskonale wiedział?!

Mukadder ponownie zaniosła się histerycznym szlochem. — Vszyscy… Vszyscy w tym domu wiedzieliście o tym koszmarze, oprócz mnie! — wykrzyknął z bólom Cihan. — Nie wszyscy, mamo! Ty, Nusret i Beyza – trzy osoby, które w tym salonie najgłośniej ze wszystkich krzyczały o rodzinie, honorze, zasadach i obowiązku! To właśnie wy, moje najbliższe osoby, zrobiliście ze mnie przed całym światem skończonego głupca! — My również w tej historii zostaliśmy na początku podle oszukani przez Beyzę, synu… Nie stawiaj nas w jednym rzędzie! — Nie waż się nawet próbować usprawiedliwiać swojego czynu w moich oczach!

Mukadder drżącym ruchem odsunęła ciężką kołdrę i z najwyższym trudem, słaniając się na nogach, podniosła się ze swojego łóżka. Zachwiała się nienaturalnie, lecz resztkami sił podeszła bezpośrednio do syna i rozpaczliwie chwyciła go za ramię. — Beyza… Ta koba wciągnęła nas wszystkich w swoją okrutną, mroczną grę, Cihan! Perfidnie przekonała całe otoczenie, że nosi w łonie twoje dziecko, bo doskonale wiedziała, jak chorobliwie i bardzo pragnę wnuka! Viedziała doskonale, że zrobię absolutnie wszystko, użyję każdych pieniędzy i nacisków, byś ty dla tego dziecka porzucił Hancer i wrócił do niej! Bezczelnie wykorzystała moją największą słabość, moją matczyną dumę i moje życiowe marzenie o ciągłości rodu!…

Cihan z potężnym obrzydzeniem i siłą strząsnął her dłoń ze swojego ramienia, aż cofnęła się o krok. — Twoje marzenie?!… Ty masz czelność nazywać marzeniem tow potworne piekło, którym z czystego egoizmu zniszczyłaś w jednej sekundzie życie kilku niewinnych ludzi?! — Ja naprawdę święcie myślałam, mamo, że robię dobrze dla przyszłości naszej firmy i dworku… Mukadder z rozpaczy uderzyła się pięścią w klatkę piersiową, łkając: — Piekący wstyd pali mnie od środka każdego świętego dnia! Każdego poranka czuję się tak, jakby ktoś z zimną krwią wbijał mi naostrzone ostrze prosto w serce! I właśnie dlatego, Cihan, nie byłam w stanie zmusić się, by chociaż raz spojrzeć na tow niewinne dziecko na piętrze… Viedziałam doskonale, że ten maluch niczemu nie jest winien, ale za każdym razem, gdy patrzyłam w jego stronę, widziałam przed oczami całe wasze obrzydliwe oszustwo! Vidziałam z bólom niewinną Hancer, która z płaczem na zawsze odchodziła z tego domu… Vidziałam ciebie, zmuszonego do powrotu do Beyzy… Vidziałam moje własne, stare ręce, które z własnej głupoty pchnęły mojego jedynego syna w tę śmiertelną pułapkę! — I pomimo tej całej świadomości, mamo, przez tyle tygodni bezczelnie milczałaś i patrzyła na moją rozpacz?! — Panicznie bałam się, że jeśli powiem ci prawdę bez dowodów, stracę cię jako syna na zawsze, Cihan…

Cihan spojrzał na nią wzrokiem pełnym tak głębokiego, absolutnego niedowierzania i pogardy, że aż cofnęła się pod ścianę. — Perfidnie milcząc przez ten cały czas… To właśnie tym milczeniem bezpowrotnie mnie straciłaś, mamo — odpowiedział lodowatym, twardym głosem. — Nie mów tak do mnie, Cihan, błagam cię!… — A jak… Jak mam według ciebie teraz mówić?! — Jestem przecież twoją rodzoną matką! — Prawdziwa matka całym swoim sercem chroni swoje dziecko, mamo! A ty przed czym mnie tak wspaniale chroniłaś? Przed nagą prawdą? Przed jedyną kobietą, którą naprawdę nad życie kochałem?! Przed możliwością mojego własnego, ludzkiego szczęścia?!

Mukadder ponownie spróbowała rozpaczliwie chwycić go za rękaw marynarki, klękając przed nim: — Wybacz mi… Błagam cię na kolanach, synu, wybacz mi mój potworny błąd! Ja po prostu w tamtym momencie nie miałam pojęcia, jak mam tow wszystko odkręcić i naprawić… Każdego ranka budziłam się w tej sypialni z mocnym postanowieniem, że pójdę do ciebie i powiem ci całą prawdę o Beyzie, ale potem wyobrażałam sobie twoją wściekłą twarz… Viedziałam doskonale, że w tamtej sekundzie szczerze mnie znienawidzisz… — I miałaś w tej kwestii absolutną rację, mamo — przerwał jej szorstko Cihan.

Starsza koba całkowicie zamarła na podłodze, patrząc na niego z przerażeniem. — Cihan… — Szczerze nienawidzę tego, co z zimną krwią zrobiłaś z moim życiem. — Błagam cię, nie mów do mnie takich nieludzkich słów… — Zrujnowałaś mi wszystko, mamo. Doszczętnie zniszczyłaś moje życie. — Viem o tym, synu, i potwornie żałuję… — Nie! Ty nic, kompletnie nic nie wiesz i nie masz o tym pojęcia! Nie masz zielonego pojęcia, co najważniejszego mi odebrałaś! — V jego oczach po razy pierwszy pojawiły się bolesne łzy. — Hancer… Hancer stała tamtego dnia bezpośrednio przede mną, na korytarzu, i całym swoim wzrokiem czekała na jedno moje słowo… Czekała w napięciu, aż dumnie powiem jej, żeby została przy mnie wbrew twojej woli! Żebybył mężczyną i wybrał jej miłość, a nie ten chłodny, rodowy obowiązek, który mi tak bezwzględnie narzuciłaś! A ja, jak skończony tchórz, milczałem… Milczałem, bo byłem święcie i niezłomnie przekonany, że dziecko w łonie Beyzy jest moją krwią i moim synem!

Mukadder z bólom zasłoniła usta dłonią, łkając głośno. — Vidziałem wyraźnie, jak w jednej sekundzie gasię ostatnia iskra nadziei w jej pięknych oczach… Vidziałem, jak odwraca się ode mnie z bólom i odchodzi z płaczem, a mimo tow nie pobiegłem za nią, by ją zatrzymać! A wiesz, dlaczego tego nie zrobiłem, mamo? Bo w mojej głowie jak klątwa brzmiał twój władczy głos: „Masz obowiązki, Cihan! Nazwisko i honor naszej rodziny są miliard razy ważniejsze od twoich marnych uczuć!”. — Przestań już, błagam cię, przestań… — A ja mam o tym, u licha, zapomnieć?! Mam wymazać z pamięci twarz jedynej kobiety, którą kocham?! Mam zapomnieć przed światem, że z własnej głupoty wybrałem podłe kłamstwo zamiast jej miłości?!

Mukadder osunęła się bezsilnie na skraj łóżka, nie mając już sił stać. — Ja… Ja nigdy pod żadnym pozorem nie chciałam jej tak bardzo skrzywdzić… — Chciałaś ją po prostu jak śmiecia usunąć z mojego życia, mamo, bo nie pasowała do twoich wielkich salonów! — Uważałam głupio, że Beyza zapewni ci odpowiednią, stabilną i szanowaną rodzinę… — Beyza dała mi w prezencie ślubnym cudze dziecko i największe, najbardziej obrzydliwe oszustwo mojego życia! Oto twoja wspaniała rodzina!

Mukadder rozpłakała się całkowicie histerycznie, drżąc na całym ciele: — Przebacz mi, synu… Błagam cię o przebaczenie! Zrobię od dziś absolutnie wszystko, o co poprosisz! Sama osobiście powiem całą prawdę Cihanowi i wszystkim wokół! Sama z hukiem wyrzucę tę oszustkę Beyzę z tego domu na ulicę! Pomogę ci ze wszystkich sił odnaleźć miejsce pobytu Hancer! Naprawię każdy swój dawny błąd, zobaczysz!…

Cihan spojrzał na nią z góry wzrokiem przepełnionym ostatecznym, rozdzierającym bólom: — Niektórych rzeczy na tym świecie, mamo, nie da się już nigdy, żadnymi pieniędzmi ani słowami naprawić. Sprawa jest zamknięta. — Nie mów takich strasznych słów, Cihan! Dopóki oboje żyjemy na tym świecie, zawsze tli się jakaś nadzieja na zgodę… — Nadzieja?… Gdzie była ta twoja wspaniała nadzieja, mamo, w momencie, kiedy Hancer z płaczem i walizką na zawsze wychodziła z tego dumnie domu? Gdzie była twoja nadzieja, kiedy ta biedna dziewczyna płakała samotnie w kącie z głodu i bez grosza przy duszy? I gdzie była, kiedy ja każdej koszmarnej nocy próbowałem na siłę przekonać samego siebie, że powinienem pokochać tow sztuczne życie i Beyzę, które mi tak wspaniale wybrałaś?!

Mukadder wyciągnęła do niego obie dłonie w błagalnym geście: — Jestem przecież twoją rodzoną matką, Cihan… Popełniłam potworny, niewybaczalny błąd, ale nadal jestem twoją matką! Błagam cię, nie zostawiaj mnie samej w tym dworku… Nie mam już nikogo bliskiego na tym świecie poza tobą!

Cihan patrzył na nią przez bardzo długą chwilę w milczeniu. V jego spojrzeniu nie było już nawet dawnej wściekłości czy agresji – pojawiło się tam coś miliard razy gorszego: całkowite, absolutne rozczarowanie. Jakby starsza koba stojąca przed nim na dywanie nagle w jednej sekundzie stała się dla niego zupełnie obcą, nieznajomą osobą z ulicy, z którą nic go nie łączyło. — Nie mam już matki — powiedział lodowatym, wyzutym z jakichkolwiek emocji tonem.

Mukadder wydała z siebie nagły, zduszony krzyk rozpaczy, jakby otrzymała cios prosto w serce. Cihan bez słowa odwrócił się na pięcie i ruszył zdecydowanym krokiem v stronę drzwi wyjściowych. — Synu! Zaczekaj, błagam cię!…

Mukadder spróbowała desperacko pobiec za nim v stronę korytarza, lecz her osłabione nogi w jednej chwili ostatecznie odmówiły posłuszeństwa – upadła bezwładnie na łóżko, wyciągając ręce w stronę jego pleców. — Nie zostawiaj mnie!… Możesz mnie szczerze nienawidzić, możesz na mnie krzyczeć, możesz mnie ukarać w każdy możliwy sposób… Ale błagam cię, Cihan, nie mów nigdy, że nie jestem twoją matką!…

Cihan nacisnął klamkę, otworzył drzwi i wyszedł z sypialni, ani razu nie oglądając się za siebie. Drzwi zamknęły się za nim, a Mukadder została całkowicie sama. Przez kilka długich sekund siedziała w bezruchu na łóżku, jakby jej umysł nadal nie był w stanie pojąć tego, co się przed chwilą wydarzyło. Potem powoli pochyliła się v tył i ukryła twarz w dłoniach, a z her piersi wyrwał się głośny, pełen ostatecznej rozpaczy i samotności szloch. — Co ja najlepszego zrobiłam?… — powtarzała w kółko, łkając. — Boże, co ja własnymi rękami zrobiłam swojemu własnemu, jedynemu dziecku?!…

Wspomnienia z przeszłości zaczęły z niszczycielską siłą napływać do jej głowy jedno po drugim: widziała wyraźnie małego, kilkuletniego Cihana, który z radosnym krzykiem biegał po zielonym ogrodzie rezynencji i wołał ją z miłością; widziała małego chłopca wtulającego się czule w her ramiona po swoim pierwszym, trudnym dniu w szkole… I widziała młodego, dumnego mężczynę, który tuż po tragicznej śmierci ojca uroczyście obiecał jej przy trumnie, że jako syn nigdy w życiu jej nie opuści i będzie bronił dworku. A teraz, przez własną chorobliwą dumę i salonowe ambicje, straciła go bezpowrotnie. Nie przez intrygi Beyzy, nie przez oszustwa Nusreta ani tym bardziej przez postać Hancer – straciła syna wyłącznie przez swoją własną, ślepą dumę.

Nagle, niespodziewanie drzwi sypialni otworzyły się ponownie. Mukadder gwałtownie poderwała głowę do góry, a w jej oczach na ułamek sekundy rozbłysła nagła, potężna nadzieja: pomyślała naiwnie, że Cihan ochłonął na korytarzu, wrócił, by ją mocno objąć i powiedzieć, że te bolesne słowa były wypowiedziane jedynie w przypływie gniewu, i że nadal jest dla niego matką. — Synu… — wyszeptała słabo przez łzy.

Cihan wszedł powoli do pokoju i cicho zamknął za sobą drzwi. Nie podszedł jednak ani o krok bliżej, by ją pocieszyć – stanął przed nią z twarzą całkowicie wykrzywioną bólom i cierpieniem. — Viesz, mamo, co jest w tym wszystkim absolutnie najgorsze? — zapytał niskim głosem. Mukadder pospiesznie otarła łzy z policzków chusteczką. — Viem, synu… Viem doskonale, że popełniłam potworny, niewybaczalny błąd… — Nie! To pod żadnym pozorem nie był zwykły błąd, mamo! — uciął ostro Cihan. — Błąd popełnia się przez chwilową nieuwagę lub przypadek. Ty tymczasem świadomie podejmowałaś tę bolesną decyzję każdego świętego dnia przez długie miesiące! Każdego poranka z premedytacją wybierałaś swoje chore ambicje rodowe zamiast mojego osobistego szczęścia! — Błagam cię, Cihan, nie mów tak do mnie… — Przez twoje intrygi i naciski psychiczne nie miałem w sobie prawa ani siły, by wtedy na korytarzu powiedzieć Hancer jedno proste słowo: „zostań przy mnie”.

Mukadder z bólom zamknęła eyes. — Nie mogłem jej wtedy za nic zatrzymać — kontynuował Cihan, a łzy napłynęły mu do oczu. — Nie mogłem pobiec za nią na ulicę, kiedy z płaczem pakowała rzeczy i wychodziła z dworku! Stałem tam przed nią jak zimny, bezduszny głaz, chociaż absolutnie wszystko w moim wnętrzu krzyczało i wyło, żebym rzucił wszystko i poszedł za nią! — Przestań już, błagam cię o litość… — Ona patrzyła na mnie wtedy, mamo, po razy ostatni w swoim życiu… Czekała w napięciu na mój ruch, widziałem tow wyraźnie w jej oczach! Vystarczyłoby wtedy ze strony mężczyny jedno proste słowo, by została!

Mukadder uniosła drżącą dłoń w obronnym geście. — Nie uderzaj mnie już, Cihan, tymi słowami prosto w twarz! Viem doskonale, co strasznego zrobiłam! Viem, że potwornie skrzywdziłam tę niewinną dziewczynę, i wiem, że skrzywdziłam własnego syna!… — Ty po prostu za wszelką cenę, po trupach, pragnęłaś mieć w tym domu wnuka i dziedzica, mamo! — Myślałam naiwnie, że narodziny dziecka naprawią automatycznie wszystkie nasze rodzinne konflikty i dadzą ci stabilizację… — Żywe dziecko pod żadnym pozorem nie jest jakimś tanim lekarstwem na brak miłości i oszustwo, mamo! Zapamiętaj tow sobie! — Teraz… Teraz już tow z bólom rozumiem, synu… — Za późno, mamo. Zdecydowanie za późno na mądrość.

Mukadder bezradnie pokręciła głową. — Nie mów, błagam, że jest na wszystko za późno… Odnajdź jak najszybciej Hancer! Powiedz jej całą nagą prawdę o oszustwie Beyzy! Ona nadal cię kocha, miłość nie umiera tak szybko! — A skąd ty… Skąd ty możesz w ogóle wiedzieć, co ona w tej chwili czuje w swoim zranionym sercu, mamo?! — Bo widziałam wyraźnie, z jaką nieskończoną miłością patrzyła na ciebie za każdym razem w tym salonie… Miłość nie znika z serca kobiety w jednej minucie. — Ale zaufanie do mężczyny może zniknąć v ułamku sekundy, mamo. I tow ty mi je odebrałaś.

Mukadder ponownie wyciągnęła do niego rękę, lecz pod wpływem wstydu nie odważyła się nawet musnąć jego ubrania. — Pozwól mi… Pozwól mi chociaż w czymś pomóc, by naprawić tę krzywdę… Cihan stanowczo pokręciła głową. — Nie chcę już nigdy więcej żadnej twojej pomocy, mamo. Każda twoja dotychczasowa „pomoc” kosztowała mnie w życiu zbyt wiele bolesnych strat. — Co… Co ty teraz zamierzasz zrobić, Cihan? — Dowiem się całej, nagiej prawdy o tej intrydze. Vycisnę ją z Beyzy, z wuja Nusreta i z każdego człowieka, który brał udział w tym obrzydliwym teatrze fałszu. Niki nie uniknie kary. — Uważaj na siebie, synu… Beyza jest teraz skrajnie zdesperowana i zdolna do wszystkiego. — Nie martw się pod żadnym pozorem o moje bezpieczeństwo, mamo. Powinnaś była o tow intensywnie myśleć miesiące temu, zamiast knuć intrygi.

Mukadder bezsilnie spuściła głowę na piersi. — Masz pełne, święte prawo szczerze mnie nienawidzić za mój czyn… — Ja wcale nie chcę cię nienawidzić, mamo — odpowiedział po długiej, bolesnej chwili Cihan, patrząc na nią z góry. — Prawdziwa nienawiść oznaczałaby bowiem, że nadal chcę marnować i poświęcać ci swoje życiowe uczucia. Ja po prostu od dzisiejszego dnia nie chcę już absolutnie niczego od ciebie.

Te proste Słowa syna ugodziły Mukadder Develioglu miliard razy mocniej niż wszystkie wcześniejsze, najgorsze oskarżenia i krzyki – odebrały jej sens istnienia. — Cihan… Ta cała potworna prawda wyszła na jaw o wiele za późno… — Tak, mamo. Za późno dla mnie, za późno dla Hancer i o wiele za późno dla wszystkiego, co mogło pięknego między nami istnieć. — Odwrócił się plecami do łóżka. — Czy… Czy ty jeszcze kiedykolwiek w życiu odwiedzisz moją sypialnię, synu? — zapytała Mukadder nienaturalnie cichym, zamierającym głosem.

Cihan zatrzymał się na moment przy samych drzwiach, lecz pod żadnym pozorem nie odwrócił się, by na nią spojrzeć. — Nie wiem, mamo… Nie wiem, czy kiedykolwiek w swoim życiu będę w stanie ponownie z dumą nazwać cię swoją matką.

Jego dłoń mocno zacisnęła się na metalowej klamce. — Dzisiaj… Dzisiaj na pewno tego nie potrafię zrobić. — Otworzył drzwi. — Synu… Bardzo cię przepraszam… — wyszeptała w ostatecznej rozpaczy Mukadder, załamując dłonie. — Przepraszam cię z całego serca za każdy dzień, w którym z dumy stawiałam nazwisko i status ponad twoim żywym sercem… Przepraszam, że nie pozwoliłam ci samemu wybrać własnego szczęśliwego życia… I przepraszam za całe cierpienie Hancer…

Cihan stał przez chwilę całkowicie nieruchomo w progu, a w jego ciemnych oczach pojawiła się bolesna wilgoć, lecz duma nie pozwoliła mu odwrócić głowy w her stronę. — To nie mnie, mamo, powinnaś na kolanach przepraszać… To ją powinnaś z całego serca błagać o wybaczenie. O ile Hancer kiedykolwiek w swoim życiu zechce cię jeszcze wysłuchać… — Vyszedł z pokoju po razy drugi, a jego ciężkie kroki powoli i miarowo ucichły w głębi długiego korytarza.

Mukadder słuchała odgłosu jego kroków z zapartym tchem, dopóki w całej rezynencji nie zapanowała całkowita, grobowa cisza. Miała potworne wrażenie, że wraz z każdym oddalającym się krokiem syna traci bezpowrotnie kolejną część swojego własnego życia. Pozostała całkowicie sama na wielkim, luksusowym łóżku, pośród tego bajecznego bogactwa i przepychu, o który tak bezwzględnie walczyła przez tyle długich lat. Vokół niej w sypialni znajdowało się absolutnie wszystko, czego kiedyś chorobliwie pragnęła: wielki majątek, szanowane nazwisko, potężna rezynencja i wysoka pozycja społeczna w Stambule. Nie miała jednak przy sobie ukochanego syna, nie miała upragnionego wnuka, ani nie miała już nawet najmniejszego moralnego prawa, by nazywać tow puste miejsce swoim prawdziwym domem. Mukadder położyła drżącą dłoń na piersi, tam gdzie czuła potworny ucisk, i rozpłakała się ponownie – tym razem nie próbowała już nawet powstrzymywać potoku łez. Płakała nad bezpowrotnie utraconą miłością syna, nad potwornym cierpieniem niewinnej Hancer i nad swoją własną, chorobliwą ślepotą. Vreszcie z lodowatą jasnością zrozumiała, że człowiek może tak obsesyjnie pragnąć dumnego szczęścia dla swojej rodziny, iż własnymi rękami i ambicjami doszczętnie ją zniszczy.

Tymczasem Cihan szedł długim, chłodnym koryzarzem dworku, nie widząc i nie słysząc niczego wokół siebie. V jego głowie, jak potężne echo, bez przerwy rozbrzmiewało tylko tow jedno, miażdżące zdanie matki: „To dziecko nie jest twoim biologicznym synem…”. Zatrzymał się gwałtownie przy wielkich schodach i kurczowo, aż pobielały mu knykcie, zacisnął obie dłonie na drewnianej balustradzie – całe jego potężne ciało drżało z nadmiaru emocji. Przed jego oczami z niesamowitą wyrazistością znów pojawiła się twarz Hancer: her bolesne łzy, her dumnie milczenie i tow ostatnie, rozdzierające spojrzenie na korytarzu. — Boże… Co ja najlepszego ci zrobiłem, Hancer?… — wyszeptał w przestrzeń, a po jego policzku spłynęła samotna, bolesna łza.

V tej dramatycznej sekundzie nie miał zielonego pojęcia, czy Hancer będzie w stanie kiedykolwiek wybaczyć mu jego ślepotę; nie wiedział, gdzie ma jej teraz gorączkowo szukać, ani czy w ogóle zgodzi się go wysłuchać. Viedział jednak jedną rzecz z absolutną, niezłomną pewnością: potworne kłamstwo, które podstępem odebrało mu ukochaną kobietę i zamknęło w dusznej matni, właśnie na zawsze przestało go więzić. A ci wszyscy, którzy z egoizmu je stworzyli, mieli już wkrótce na własnej skórze poznać niszczycielski gniew mężczyny, któremu bezczelnie odebrano wszystko, co kochał.

Jak sądzisz, czy to wstrząsające wyznanie Mukadder i ucieczka Cihana z dworku zmuszą przerażoną Beyzę do natychmiastowego porwania dziecka i ucieczki z miasta, zanim rozwścieczony mężczyna zdoła ją odnaleźć i zmusić do wyjawienia imienia prawdziwego ojca malucha?

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page