Hancer zdemaskowana. Cihan traci kontrolę, a Cemil odkrywa jej największy sekret.

Hancer nie przypuszczała, że niewinny zakup dziecięcych bucików zapoczątkuje serię wydarzeń, które niemal zniszczą jej życie. Śledzona przez natarczywego Cemila, uratowana przez Meliha i odprowadzona do domu taksówką, kobieta próbuje ukryć zmęczenie, ból oraz tajemnicę, której nie jest jeszcze gotowa nikomu wyjawić. Jednak pozostawiona w samochodzie torba sprawia, że przed jej domem pojawiają się Engin i ogarnięty zazdrością Cihan.

Jedno niepozorne spotkanie wystarcza, by Cihan stracił nad sobą kontrolę. Podejrzenia przeradzają się w groźby, a gwałtowna konfrontacja mężczyzn przyciąga uwagę sąsiadów. Ukryta za krzakami Gülsüm robi zdjęcie, które wkrótce trafia do Beyzy i może stać się początkiem kolejnej bezwzględnej intrygi przeciwko Hancer. Tymczasem w luksusowej rezydencji rozgrywa się zupełnie inny dramat. Mukadder wywiera okrutną presję na ciężarną Yonkę, żądając od niej decyzji, której kobieta nie potrafi zaakceptować. Nusret niespodziewanie staje w jej obronie, doprowadzając Mukadder do furii. Starsza kobieta nie zamierza jednak ustąpić. Wydaje tajemnicze polecenia, rozpoczynając plan, którego konsekwencje mogą dotknąć całą rodzinę.

Największy koszmar Hancer zaczyna się jednak dopiero po powrocie do domu. Osaczona przez Cemila i Deryę, słaba, zapłakana i pozbawiona możliwości obrony, kurczowo ściska w dłoniach tajemniczy pakunek. Kiedy Cemil brutalnie wyrywa go z jej rąk i zaczyna rozdzierać czarną folię, Hancer wie już, że za chwilę prawda wyjdzie na jaw. Co znajduje się w środku? Dlaczego ten pakunek wywołuje w Hancer tak wielki strach i ból? Czy zrozumie swój błąd, zanim zazdrość ostatecznie ich rozdzieli? I jaki plan Mukadder zamierza zrealizować przy pomocy Yonki? Jedno jest pewne – po ujawnieniu sekretu Hancer nic nie będzie już takie samo.

Elegancki gabinet na najwyższym piętrze biurowca tonął w popołudniowym półmroku. Przez ogromne okna rozciągał się widok na zatłoczone ulice Stambułu, na samochody przesuwające się niczym świetliste punkty oraz na odległe dachy domów, nad którymi wisiały ciężkie, szare chmury. Drzwi otworzyły się gwałtownie. Cihan wszedł do środka szybkim, zdecydowanym krokiem. Miał na sobie ciemny garnitur, lecz jego elegancja nie była w stanie ukryć wzburzenia. Zatrzasnął drzwi, zdjął marynarkę i niedbale rzucił ją na oparcie skórzanego fotela. Następnie podszedł do biurka, położył dłonie na jego blacie i przez chwilę stał nieruchomo, próbując uspokoić oddech. Po kilku sekundach do pomieszczenia wszedł Engin. — Zamknij drzwi — rzucił Cihan, nie odwracając się w jego stronę.

Engin wykonał polecenie, po czym spokojnie podszedł bliżej. — Domyślam się, dlaczego mnie wezwałeś. Cihan uniósł głowę. Jego spojrzenie było ostre. — Naprawdę? V takim razie powiedz mi, dlaczego wszystko wymknęło się spod kontroli? — Nie wszystko — odpowiedział Engin. — Nadal możemy tow naprawić. — Naprawić? — Cihan odsunął się od biurka i nerwowo przeszedł kilka kroków. — Od tygodni słyszę tylko tow samo. „Możemy tow naprawić. Potrzebujemy trochę czasu. Mustimy zachować spokój.” A tymczasem Nusret działa za moimi plecami. Mukadder wydaje rozkazy wszystkim dookoła. Beyza coś ukrywa, a Hancer… — urwał gwałtownie.

Engin obserwował go z uwagą. — A Hancer co? — Nie mieszaj jej do tego. — To ty przed chwilą wymieniłeś jej imię. Cihan odwrócił się gwałtownie. — Powiedziałem, żebyś jej do tego nie mieszał!

Engin nie odpowiedział od razu. Viedział, że pod gniewem przyjaciela kryło się coś znacznie więcej niż zwykła frustracja. Cihan nie potrafił spokojnie wypowiedzieć imienia Hancer – za każdym razem napinał szczękę, a jego twarz zdradzała bolesną mieszaninę tęsknoty, żalu i głębokiej zazdrości. — Chcesz usłyszeć prawdę? — zapytał w końcu Engin. — Nie zdołasz ochronić Hancer, jeżeli będziesz traktował wszystkich wokół jak swoich wrogów. — Nie proszę cię o rady dotyczące Hancer! — Ale właśnie ich najbardziej potrzebujesz.

Cihan uderzył z wściekłością dłonią w biurko. — Potrzebuję twardych dowodów! Chcę wiedzieć, co planuje Nusret i dlaczego Mukadder znowu potajemnie spotyka się z Yonką. Chcę wiedzieć, czego Beyza tak bardzo się boi, i chcę wiedzieć, dlaczego za każdym razem, gdy próbuję uporządkować tę sytuację, ktoś podejmuje decyzję za mnie! — Ponieważ nie jesteś jedyną osobą, której ten kryzys dotyczy. — Ale tow ja ponoszę jego najgorsze konsekwencje! — Nie tylko ty.

V gabinecie zapadła ciężka cisza. Engin podszedł do okna, spoglądając na miasto. — Yonka jest przerażona. Nusret próbuje ją chronić, choć sam nie wie, jak wyjść z tej sytuacji. Mukadder uważa, że może kontrolować wszystkich strachem. Beyza zaczyna rozumieć, że jej pozycja w domu nie jest tak pewna, jak sądziła. A ty… — Co ja? — Ty myślisz tylko o tym, czy Hancer znajduje się blisko ciebie, czy obok innego mężczyny!

Cihan mocno zacisnął pięści. — Uważaj, Engin. — Uważam. I właśnie dlatego mówię ci tow teraz prosto w oczy. Twoja chora zazdrość może doprowadzić do tragedii. — To nie jest zazdrość. — V takim razie jak nazwiesz tow, co się z tobą dzieje za każdym razem, gdy ktoś chociaż wspomina jej imię?

Cihan ponuro odwrócił wzrok, nie potrafiąc zaprzeczyć. — Nie pozwolę, żeby ktoś ją wykorzystał. — A jesteś pewien, że tow inni ją krzywdzą? — zapytał cicho Engin. — Może najbardziej na świecie cierpi właśnie przez ciebie.

Słowa te trafiły w najczulszy punkt. Cihan przez chwilę patrzył na niego tak, jakby zamierzał wybuchnąć agresją, ostatecznie jednak tylko gwałtownie chwycił swoją marynarkę. — Dowiedz się, co planuje Nusret. — Spróbuję. — Nie próbuj. Zrób tow. — A ty dokąd jedziesz? Cihan narzucił marynarkę na ramiona. — To nie twoja sprawa, Engin. Rozmowa skończona.

Engin westchnął ciężko. Nie osiągnęli żadnego porozumienia. Kiedy Cihan opuścił gabinet, na biurku pozostała przewrócona szklanka i dokumenty rozsypane po podłodze.

Tymczasem Hancer szła powoli wzdłuż ruchliwej ulicy. Na ramieniu miała niewielką torebkę, a jej długie, ciemne włosy poruszały się lekko na wietrze. Vyglądała na skrajnie zmęczoną, lecz w jej twarzy było coś niezwykle łagodnego. Co kilka kroków odruchowo, z głęboką czułością przykładała dłoń do brzucha, jakby chciała upewnić się, że z jej dzieckum wszystko jest w porządku. Nie miała zielonego pojęcia, że od kilku minut ktoś ją bacznie obserwuje. Cemil dostrzegł ją po drugiej stronie ulicy – zatrzymał się, zmrużył podejrzliwie oczy, a następnie ruszył potajemnie za nią. Zachowywał pozory przypadkowego przechodnia, ale pod żadnym pozorem nie spuszczał jej z oczu.

Hancer zatrzymała się przy małym ulicznym straganie. Na metalowych wieszakach wisiały dziecięce sweterki, czapeczki i maleńkie skarpetki, a na stoliku leżały miękkie buciki w różnych kolorach. Sprzedawczyni uśmiechnęła się do niej serdecznie. — Dzień dobry, kochanie. Szukasz czegoś konkretnego dla malucha? — Tylko oglądam — odpowiedziała cicho Hancer.

Jej wzrok natychmiast zatrzymał się na parze niebieskich, wełnianych bucików. Vzięła jeden z nich do ręki i delikatnie przesunęła palcem po miękkim materiale, czując wzruszenie. — Śliczne, prawda? — powiedziała sprzedawczyni. — Ręcznie robione, ciepłe i bardzo delikatne. Hancer uśmiechnęła się smutno. — Są przepiękne. — Dla chłopca?

To niewinne pytanie sprawiło, że w jej oczach momentalnie pojawił się cień głębokiego bólu. — Jeszcze nie wiem… — To może być również piękny prezent. Takie małe rzeczy zawsze przynoszą rodzinie szczęście. — Szczęście… — powtórziła cicho pod nosem Hancer.

W tej samej chwili tuż obok niej jak spod ziemi stanął Cemil. — Nie wiedziałem, że robisz już takie zakupy, Hancer.

Uśmiech natychmiast zniknął z jej twarzy. Hancer pospiesznie odłożyła bucik na stół i odwróciła się do mężczyny. — Śledzisz mnie, Cemil? — Nie przesadzaj. Zobaczyłem cię zupełnie przypadkiem. — Od kilku ulic idziesz krok w krok za mną! — Czyli jednak na mnie ukradkiem patrzyłaś. — Nie mam najmniejszej ochoty z tobą rozmawiać.

Cemil przybliżył się o krok, a jego głos stał się natarczywy: — A ja mam, zwłaszcza kiedy widzę, jak kupujesz dziecięce ubrania i próbujesz przed całą naszą rodziną coś ukrywać! — To nie jest twoja sprawa. — Vszystko, co robisz pod dachem naszej rodziny, staje się automatycznie moją sprawą!

Hancer zacisnęła mocno usta. Sprzedawczyni spojrzała na nich z wyraźnym niepokojem. — Proszę zapakować te buciki — powiedziała stanowczo Hancer, ignorując szwagra. — Naprawdę je kupujesz? — zakpił Cemil. — Dla kogo? Może dla dziecka którejś z twoich bogatych znajomych z rezynencji? Hancer wyciągnęła z portfela pieniądze. — Powiedziałam ci wyraźnie: zostaw mnie w spokoju. — A może tow Cihan kazał ci je potajemnie kupić, co?!

Jej dłoń w jednej sekundzie znieruchomiała w powietrzu. Cemil natychmiast zauważył tę gwałtowną reakcję. — Viedziałem! On znowu się z tobą potajemnie kontaktuje! — Nie masz zielonego pojęcia, o czym mówisz, Cemil. — Zawsze tak samo odpowiadasz, kiedy bezczelnie kłamiesz!

Hancer odebrała czarną foliową torbę od zaniepokojonej sprzedawczyni. — Dziękuję pani. — Następnie odwróciła się i spojrzała Cemilowi prosto w oczy. — Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie. Nie jestem twoją prywatną własnością. Nie muszę ci się tłumaczyć, dokąd chodzę, z kim rozmawiam ani co kupuję za własne pieniądze. Jeżeli jeszcze raz będziesz mnie śledził, nie będę dłużej milczeć przed bratem. — Grozisz mi? — Ostrzegam cię.

Odeszła szybkim krokiem, nie czekając na jego odpowiedź. Cemil patrzył za nią z czystą wściekłością. Niedaleko na placu kilku chłopców grało w piłkę. Kiedy piłka potoczyła się w jego stronę, jeden z nich zawołał: „Proszę pana, może pan podać?”. Cemil z całej siły kopnął ją w furiatce – piłka przeleciała wysoko ponad ulicą i wpadła daleko za ogrodzenie. Chłopcy krzyknęli z pretensją, ale mężczyna nawet się nie obejrzał, tylko ruszył za szwagierką.

V luksusowej rezydencji Develioglu panowała zupełnie inna, duszna atmosfera. V jednej z sypialni gościnnych Yonka siedziała oparta o poduszki na łóżku. Jej rude włosy rozsypane były na ramionach, twarz miała śmiertelnie bladą, a dłonie gwałtownie drżały. Pokojówka pakowała właśnie do dużej czarnej torby jej ubrania oraz podstawowe przybory osobiste. — Dokąd… Dokąd ja mam właściwie jechać? — zapytała słabym głosem Yonka. Służąca spuściła wzrok, unikając odpowiedzi: — Nie wiem, proszę pani. Polecono mi tylko bez dyskusji spakować pani rzeczy. — Ale kto ci tow konkretnie polecił?!

Zanim padła odpowiedź, do pokoju zdecydowanym krokiem wszedł Nusret. — Zostaw nas samych — powiedział ostro do pokojówki, a koba natychmiast opuściła sypialnię. Yonka spojrzała na mężczyny z przerażeniem. — Co się tutaj dzieje, Nusret? — Mustisz za wszelką cenę zachować spokój. — Vszyscy w tym domu powtarzają mi, żebym zachowała spokój! Mukadder patrzy na mnie z góry, jakbym była największym problemem i zarazą tej rodziny! Służąca bez mojej zgody pakuje moje rzeczy, niki nie chce mi powiedzieć, dokąd mam jechać, a ty przychodzisz i znowu żądasz ode mnie spokoju!

Nusret podszedł bliżej do łóżka. — Nie podnoś głosu, Yonka. To może poważnie zaszkodzić pani i dziecku. — Mnie czy… czy dziecku Cihana? — Mężczyzna milczał, unikając jej wzroku. — Vidzisz? Nawet nie potrafisz mi uczciwie odpowiedzieć. — Próbuję po prostu znaleźć najlepsze wyjście z tej sytuacji. — Czyim kosztem, Nusret? — Nic złego ci się nie stanie, obiecuję. — Nie wierzę ci już ani trochę! Kiedy mnie tu przywiozłeś, obiecałeś uroczyście, że będę w pełni bezpieczna. Powiedziałeś, że Mukadder może być surowa, ale nie pozwoli mnie skrzywdzić pod swoim dachem. A teraz ona patrzy na mój brzuch takim wzrokiem, jakby pragnęła, by moje nienarodzone dziecko natychmiast przestało istnieć!

Nusret rozejrzał się niespokojnie wokół, sprawdzając drzwi. — Nie mów o takich rzeczach tak głośno, na miłość boską! — Dlaczego? Bo ktoś z domowników w końcu usłyszy nagą prawdę? Bo w tym chłodnym domu każde słowo może zostać bezwzględnie wykorzystane przeciwko nam? — Yonka otarła łzy z policzków. — A więc jesteśmy w tym wszystkim całkowicie sami. Ty też mnie zdradzisz. — Ja cały czas stoję przy tobie. — Do kiedy? Do momentu, gdy Mukadder wyda ci inny, kategoryczny rozkaz?

Nusret mocno zacisnął szczękę. — Nigdy w życiu nie pozwolę jej skrzywdzić ani ciebie, ani tego dziecka. — To powiedz jej tow prosto w twarz, zamiast się przed nią płaszczyć! — Powiem. V odpowiednim, strategicznym momencie. Yonka zaśmiała się potwornie gorzko. — Odpowiedni moment już dawno minął…

Pokojówka wróciła do pokoju i bez słowa zabrała spakowaną torbę. Nusret obrzucił Yonkę ostatnim, pełnym potężnego napięcia spojrzeniem. — Pod żadnym pozorem nie wychodź teraz ze swojego pokoju. Niedługo tu wrócę. Yonka, proszę cię, tym razem posłusznie mnie posłuchaj.

Opuścił sypialnię, pozostawiając kobicę samą z paraliżującym lękiem, którego nie potrafiła już dłużej ukrywać. Kilka minut później, gdy schodził po wielkich marmurowych schodach w holu, jego telefon głośno zadzwonił. Na ekranie pojawiło się imię Beyzy. — Co się stało? — zapytał szorstko. — Gdzie ty jesteś?! — usłyszał jej nerwowy, wysoki głos. — V dworku. — Rozmawiałeś przed chwilą z Yonką? — Tak, i dziewczyna jest śmiertelnie przerażona. — To nie jest odpowiedź na moje pytanie! Czy ona w końcu potulnie zgodzi się zrobić tow, czego kategorycznie żąda Mukadder?!

Nusret zatrzymał się na półpiętrze, rozglądając się czujnie. — Nie mów o takich sprawach przez telefon, Beyza, ktoś może podsłuchiwać. — Nie mamy już czasu na konwenanse! Mukadder zaczyna poważnie podejrzewać, że całkowicie tracimy kontrolę nad sytuacją! — To ona traci grunt pod nogami, nie my. Beyza, nie lekceważ jej możliwości. Jeśli Yonka kategorycznie odmówi usunięcia się w cień, wściekła Mukadder może pójść prosto do Cihana i opowiedzieć mu o wszystkim! — Nie pozwolę jej na tow. — Jak zamierzasz ją fizycznie powstrzymać, co?

Beyza nerwowo chodziła od ściany do ściany w swojej sypialni, zagryzając wargi. — Mustimy mieć precyzyjny plan działania. — Plan polegający na bezwzględnym zmuszaniu zastraszonej, ciężarnej kobiety do pozbycia się własnego dziecka pod presją pod żadnym pozorem nie jest dobrym planem, Beyza! — Przestań teraz udawać człowieka o wielkim sumieniu, Nusret! Sam od początku doprowadziłeś do tej całej matni, a teraz udajesz świętego! — A ty zrobiłaś absolutnie wszystko, żeby tę sytuację cynicznie wykorzystać dla własnych korzyści majątkowych! — Ciszej! To ty sam do mnie zadzwoniłeś z propozycją układu. Posłuchaj mnie uważnie: Mukadder musi święcie wierzyć, że nadal gramy w jej drużynie i jesteśmy po jej stronie, w przeciwnym razie ta koba zniszczy nas wszystkich bez mrugnięcia okiem! — Zadzwonię do ciebie później — rzucił Nusret, widząc serving i natychmiast przerwał połączenie.

V tym samym czasie Hancer przechodziła przez park. V obu dłoniach z wysiłkiem niosła ciężkie siatki z zakupami spożywczymi, a czarną torbę z niebieskimi bucikami włożyła dla niepoznaki głęboko do jednej z nich. Czuła narastające, potworne zmęczenie – brzuch stawał się ciężki. Kilka razy mustiała się zatrzymać przy alejkach, by złapać rwany oddech. Cemil cały czas, jak cień, podążał za nią między drzewami.

Przy pobliskim postoju taksówek Melih akurat sumiennie wycierał przednią szybę swojego żółtego Renault. Kiedy podniósł głowę, jego bystre oczy natychmiast zauważyły idącą z trudem Hancer, a chwilę później dostrzegł również podążającego jej śladem Cemila. Cemil dogonił szwagierkę tuż przy parkowej ławce i szarpnął ją mocno za ramię. — Nie skończyłem z tobą rozmawiać, kieto! Hancer odwróciła się gwałtownie, próbując wyrwać rękę. — A ja już dawno skończyłam! Puść mnie! — Pokaż mi natychmiast, co masz w tej czarnej torbie! — Odejdź od mnie, Cemil! — Powiedziałem: pokaż!

Mężczyzna brutalnie wyciągnął rękę, lecz Hancer z przerażeniem cofnęła się v stronę trawnika. — Nie dotykaj mnie! Melih, widząc tow, natychmiast porzucił szmatkę i ruszył szybkim krokiem w ich stronę, stając bezpośrednio pomiędzy nimi. — Słyszałeś chyba doskonale, co przed chwilą ta koba powiedziała? — odezwał się niskim, groźnym głosem.

Cemil spojrzał na kierowcę z czystą pogardą i niesmakiem. — To nie jest twój interes, taksówkarzu, nie wtrącaj się w cudze małżeństwo. — Stała się moją sprawą w momencie, kiedy zacząłeś tę kobicę bezczelnie szarpać na środku parku! — Nie szarpałem jej, rozmawiamy, więc odczep się i odejdź stąd.

Cemil zbliżył się agresywnie do Meliha, próbując go nastraszyć. — Kim ty w ogóle jesteś, żeby mi tu wydawać rozkazy na ulicy, co? — Kimś, kto pod żadnym pozorem nie pozwoli ci dalej bezkarnie dręczyć tej kobiety. — Nie masz zielonego pojęcia, z jakimi ludźmi rozmawiasz, człowieku. — Ty chyba też nie masz o tym pojęcia.

Hancer, przerażona narastającą agresją, natychmiast stanęła pomiędzy mężczynami, wyciągając ręce: — Błagam was, przestańcie! Nie róbcie tutaj publicznej awantury! Cemil oskarżycielsko wskazał palcem na Meliha, rzucając Hancer pełne pogardy spojrzenie: — Oooo, proszę! To jest ten twój kolejny, wielki obrońca z rezynencji?! Ilu ty ich jeszcze, kieto, masz w tym mieście, co?! — Dosyć tego!!! — krzyknęła z bólom Hancer, zalewając się łzami.

Cemil wściekły próbował siłą odepchnąć taksówkarza, lecz Melih błyskawicznie i sprawnie chwycił go za nadgarstek twardym uściskim. — Ostrzegam cię, mężczyno, po razy ostatni i nie będę powtarzał. — Puść mnie, nędzarzu!

Cemil z furią rzucił się na niego z pięściami. Przez chwilę obaj mężczyni szarpali się gwałtownie na samym środku parkowej alejki. Melih był jednak zdecydowanie silniejszy, sprawniejszy i bardziej opanowany: bez trudu zablokował chaotyczny cios Cemila, szybkim ruchem wykręcił mu rękę na plecy, a następnie mocnym pchnięciem powalił go na ziemię. Cemil upadł na kolana w żwir. — Jeszcze raz choćby zbliżysz się do niej i ją zaczepisz, a obiecuję ci, że następnym razem nie skończy się to tylko na łagodnym ostrzeżeniu — powiedział twardo Melih, stojąc nad nim.

Cemil z trudem podniósł się z ziemi, wściekle poprawił kurtkę i spojrzał na nich oboje ze śmiertelną nienawiścią w oczach. — Pożałujecie tego oboje… Pożałujesz tego, kieto! — Odejdź stąd wreszcie — powtórzył spokojnie Melih.

Cemil wycofał się powoli, lecz jego nienawistne spojrzenie mówiło jednoznacznie, że nie zamierza pod żadnym pozorem zapomnieć o tym publicznym upokorzeniu. Melih odwrócił się natychmiast do trzęsącej się Hancer. — Nic pani nie jest? Vszystko w porządku? — Nie… Dziękuję panu bardzo za pomoc. Ten człowiek od dłuższego czasu bez przerwy mnie śledzi. Hancer ze smutkiem odwróciła wzrok. — To ktoś z mojej bliskiej rodziny… — Nawet więzy rodzinne pod żadnym pozorem nie dają mu prawa do takiego agresywnego zachowania wobec kobiety. — Viem o tym… Melih wskazał ręką na swój zaparkowany samochód. — Odwiozę panią bezpiecznie pod wskazany adres, proszę wsiadać. — Nie trzeba, naprawdę, poradzę sobie sama… — Proszę potraktować tow jako zwykłą, sąsiedzką przysługę. Vygląda pani na skrajnie wyczerpaną, a ten typ może przecież stać i czekać na panią za najbliższym rogiem ulicy.

Hancer zawahała się przez sekundę, patrząc na swój zaokrąglony brzuch, po czym powoli skinęła głową. — Dobrze… Dziękuję.

Usiadła ciężko na tylnym siedzeniu żółtego Renault. Melich sprawnie umieścił jej ciężkie siatki z zakupami obok niej, a następnie zajął miejsce za kierownicą i ruszył.

V luksusowym salonie rezynencji Mukadder siedziła dumnie w swoim rzeźbionym fotelu. Jej plecy były idealnie wyprostowane, dłonie spoczywały władczo na podłokietnikach, a twarz pozostawała całkowicie nieruchoma, jak maska. Beyza podeszła do niej z wielką ostrożnością, maskując strach. — Mukadder… Mogę z tobą na chwilę szczerze porozmawiać? — Skoro już bezczelnie zaczęłaś, tow mów, o co chodzi. — Chodzi o Yonkę. Mukadder spojrzała na nią lodowatym, pełnym pogardy wzrokiem. — Co znowu z tą kobicą? — Jest skrajnie zdenerwowana, trzęsie się i płacze. Potwornie obawiam się, że w tym stanie emocjonalnym może zrobić coś zupełnie nieprzewidywalnego i pójść do Cihana. — V takim razie należy ją jeszcze mocniej pilnować i odciąć od świata. Nusret próbuje ją przemyślanie przekonać do układu. — Nusret jest miękki i słaby, Mukadder. Twierdzi uparcie, że potrzebujemy w tej sprawie znacznie więcej czasu. — Czas jest luksusem przeznaczonym wyłącznie dla ludzi, którzy nie popełnili w życiu fatalnych błędów, Beyza. My tego luksusu nie mamy.

Beyza usiadła na kanapie naprzeciwko niej. — Co… Co zamierzasz w takim razie z nią zrobić? — Dokładnie tow, co będzie konieczne dla obrony honoru naszego rodu. — A jeśli Yonka kategorycznie odmówi oddania dziecka po porodzie i wyjazdu? Mukadder nachyliła się lekko v jej stronę, a jej głos stał się szeptem pełnym jadu: — Każdy człowiek na tym świecie ma swój słaby punkt, Beyza. Trzeba jedynie precyzyjnie wiedzieć, w które miejsce nacisnąć, by zaczął błagać o litość. — Ona może w desperacji opowiedzieć ze szczegółami wszystko Cihanowi! — Nie zdąży, obiecuję ci tow.

Beyza momentalnie pobladła. — Co… Co tow konkretnie oznacza, Mukadder? — Oznacza dokładnie tow, co przed chwilą usłyszałaś z moich ust.

Po chwili do domu wszedł wzburzony Nusret – zobaczył Mukadder i stojącą obok Beyzę. Podszedł z wściekłością. — Mustimy natychmiast porozmawiać, Mukadder! — Na pewno nie takim bezczelnym tonem pod moim dachem — odpowiedziała dumnie koba. — Powiedziałaś przed chwilą służbie, żeby bez mojej wiedzy spakowała wszystkie rzeczy Yonki! Dokąd ty chcesz ją potajemnie wywieźć, mamo?! — Tam, gdzie jej osoba nie będzie dłużej sprawiała kłopotów i problemów mojej rodzinie. — Ona jest w zaawansowanej ciąży, Mukadder! — I właśnie ta jej ciąża jest tutaj największym problemem i zagrożeniem dla nas! — Nie pozwolę ci pod żadnym pozorem jej skrzywdzić!

Mukadder gwałtownie wstała z fotela, mierząc go wściekłym spojrzeniem. — Zapomniałeś już, nędzarzu, do kogo masz czelność mówić?! — Nie! Po razy pierwszy w życiu pamiętam o tym aż nader dobrze! Beyza obserwowała ich gwałtowną kłótnię w absolutnym milczeniu, kuląc się w sobie. — Ta koba pojawiła się w moim dumnym domu wyłącznie przez twoją rażącą nieodpowiedzialność i mroczną przeszłość, Nusret — powiedziała ostro Mukadder. — A teraz masz czelność przedstawiać się przed służbą jako jej wielki wybawca i rycerz? Śmieszne. — Zupełnie nie obchodzi mnie tow, co ty sobie o mnie myślisz, Mukadder! — Powinno cię tow bardzo obchodzić, człowieku. Bez moich pieniędzy i moich wpływów nie przetrwałbyś w tym mieście ani jednego dnia! — Nie pozwolę ci zabić ani odebrać jej nienarodzonego dziecka tylko po tow, byś mogła ocalić rzekomą reputację rodziny Develioglu przed skandalem! — Nie używaj wobec mnie wielkich, moralnych słów, Nusret. Tutaj chodzi wyłącznie o twarde konsekwencje biznesowe. Dla ciebie wszyscy wokół jesteśmy jedynie pionkami na planszy!

Mukadder podeszła do niego tak blisko, że dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów, a z jej oczu biła czysta nienawiść: — A każdy pionek, który w mojej grze nagle zapomina o swoim właściwym miejscu, zostaje bezwzględnie i raz na zawsze usunięty z planszy! Zapamiętaj tow sobie! — Odwróciła się na pięcie i dumnym krokiem ruszyła v stronę schodów. — Rozmowa skończona.

V taksówce tymczasem panowała głęboka, niezręczna cisza. Melih kilka razy dyskretnie zerknął we wsteczne lusterko na siedzącą z tyłu pasażerkę. — Ten mężczyna… Często się wobec pani tak agresywnie zachowuje? — zapytał łagodnie. — Cemil święcie uważa, że ma pełne prawo decydować o każdym kroku w moim prywatnym życiu… — A ma do tego jakieś realne prawo? — Pod żadnym pozorem nie ma — w oczach Hancer pojawił się głęboki smutek. — Ale w jego tradycyjnym przekonaniu koba zawsze musi bezwzględnie komuś podlegać: albo ojcu, albo mężowi… — Mężowi? — Ja… Ja nie mam męża — odpowiedziała cicho, a jej głos zadrżał. — Bardzo panią przepraszam, nie powinienem był tak wścibsko pytać… — Nic się nie stało.

Melih zauważył w lusterku, że Hancer z bólom mocno przycisnęła dłoń do podbrzusza. — Jest pani całkowicie pewna, że dobrze się czuje? Może podjechać do kliniki? — To tylko zwykłe zmęczenie materiału… Vvszystko jest w porządku. — Mogę panią bez problemu zawieźć do dobrego lekarza, znam jedną przychodnię… — Nie, błagam pana, nie trzeba. Proszę tylko jechać pod ten adres, który podałam. — Dobrze, jak pani sobie życzy.

Po kilku minutach jazdy Hancer odezwała się ponownie, patrząc na kierowcę: — Dlaczego… Dlaczego pan mi właściwie tak odważnie pomógł w parku? Większość obcych ludzi na ulicy odwróciłaby ze strachu wzrok. — Bo widziałem, że potwornie potrzebowała pani męskiej pomocy, tow wszystko. A jeśli większość ludzi w tym mieście odwraca wzrok przed krzywdą kobiety, tow ta większość powinna się po prostu głęboko wstydzić swojego tchórzostwa.

Hancer uśmiechnęła się delikatnie – był tow jej pierwszy szczery uśmiech od wielu długich tygodni. Taksówka po kilkunastu minutach dotarła w końcu na zalesione, ciche wzgórze na peryferiach miasta. Melich łagodnie zatrzymał samochód przy poboczu drogi. — Dalej ta leśna droga jest już bardzo wąska i nieporęczna dla auta — powiedziała Hancer. — Stąd bez problemu dojdę już sama pieszo do starego domu oficyny. — Pomogę pani chociaż wnieść te ciężkie zakupy pod górę… — Nie, naprawdę poradzę sobie, dziękuję panu za wszystko.

Vyszyła ostrożnie z samochodu i zabrała ze sobą torby z zakupami. V pośpiechu i emocjach pod żadnym pozorem nie zauważyła jednak, że czarna foliowa torba z niebieskimi dziecięcymi bucikami oraz dokumentami medycznymi w środku zsunęła się cicho z siedzenia i wpadła głęboko pod przedni fotel pasażera taksówki. — Jeszcze raz z całego serca dziękuję za ratunek — powiedziała przez uchylone okno. — Proszę na siebie bardzo uważać.

Ich spojrzenia spotkały się na jedną, krótką chwilę pełną wzajemnego szacunku. Hancer ruszyła powoli pod górę ścieżką między drzewami, a Melih obserwował jej sylwetkę tak długo, aż całkowicie nie zniknęła za zakrętem leśnej drogi.

Później tego samego dnia w sypialni uwięzionej Yonki ponownie pojawiła się Mukadder Develioglu. Stanęła nad łóżkiem dziewczyny jak kat. — Słyszałam od służby, że nadal bezczelnie odmawiasz ze mną współpracy, dziewczyno — powiedziała lodowatym głosem. Yonka ze strachu mocno przycisnęła dłoń do swojego brzucha, tuląc się do poduszek. — Ja… Ja nie mam pojęcia, co ty w ogóle nazywasz współpracą, pani… — Nie udawaj przede mną naiwnej idiotki, Yonka! Doskonale wiesz, czego kategorycznie od ciebie oczekuję dla dobra mojego rodu. — Nie zrobię tego! Nie oddam mojego dziecka! — Ty jeszcze nie podjęłaś w tej kwestii świadomej, dojrzałej decyzji. — Podjęłam! I tow dawno temu! To jest moje własne dziecko, krew z mojej krwi! — To nienarodzone dziecko może w jednej sekundzie doszczętnie zniszczyć życie, pozycję i honor wielu szanowanych osób w tym mieście, dziewczyno. Ono pod żadnym pozorem nie prosiło się na świat w naszej rodzinie. Vłaśnie dlatego należy mądrze i bezwzględnie zakończyć tę sprawę, zanim będzie za późno dla nas wszystkich.

Yonka pod wpływem emocji gwałtownie poderwała się z łóżka, krzycząc przez łzy: — Nie masz do tego najmniejszego prawa! Jesteś potworem! — Usiądź natychmiast na miejscu! Nie zapominaj, że nie jesteś tu żadną panią, tylko zwykłą przybłędą!

V tym samym momencie drzwi sypialni otworzyły się i do środka wszedł Nusret. Stanął pomiędzy kobietami. — Co ty tu znowu kombinujesz za moimi plecami, Mukadder?! — zapytał ostro. — Pilnuję jedynie, byś ty i ta dziewczyna nie przekroczyli ostatecznej granicy mojej cierpliwości — odpowiedziała dumnie starsza koba. Spojrzała oskarżycielsko na Yonkę. — Vyjaśnij jej wreszcie po męsku, Nusret, że usunięcie się z tym dzieckum w cień tow jedyne rozsądne i opłacalne wyjście dla niej. — Nie powiem jej tego, Mukadder. Słyszysz mnie dobrze? Staję od dziś murem po jej stronie i będę bronił tego dziecka przed tobą!

Yonka spojrzała na mężczyny z kompletnym niedowierzaniem i nagłą nadzieją w oczach. Mukadder zaśmiała się głośno, potwornie chłodno i bez cienia jakiejkolwiek wesołości: — No, no, jak tow pięknie i wzruszające wygląda! Prawdziwy melodramat! V takim razie z wielką chęcią zostawiam was oboje samych z tym potężnym problemem, który z własnej głupoty stworzyliście. Ale zapamiętajcie sobie moje słowa: nie przychodźcie potem do mnie na kolanach błagać o ratunek i pieniądze, gdy grunt zacznie wam się palić pod nogami!

Ruszyła dumnym krokiem v stronę drzwi wyjściowych. — Mukadder! Błagam cię, stój! — zawołała w rozpaczy Yonka, załamując ręce. — Proszę pani, możesz być na mnie wściekła, możesz mnie nienawidzić, ale błagam, pomóż mi! Ja naprawdę nie mam dokąd pójść w tym mieście, nie mam nikogo bliskiego…

Starsza koba zatrzymała się na moment w progu, nie odwracając głowy. — Powinnaś była o tym wszystkim pomyśleć znacznie wcześniej, zanim dałaś się uwikłać w tę historię, dziewczyno. — Vyszyła, zatrzaskując za sobą ciężkie drzwi.

Yonka wybuchła głośnym, rozpaczliwym płaczem na łóżku. — Ona… Ona nas teraz na pewno zniszczy… Wezwie policję albo swoich ludzi… — Nie pozwolę jej na tow, Yonka, przysięgam ci, uspokój się — powiedział Nusret, choć w jego głębokie głosie wyraźnie brakowało już dawnej pewności siebie.

V tym samym czasie na miejskim postoju taksówek Engin niecierpliwie czekał na powrót Meliha. Po długiej i burzliwej rozmowie z Cihanem w biurze, postanowił na własną rękę sprawdzić pewne niepokojące informacje, które mogły bezpośrednio dotyczyć podejrzanych interesów Nusreta. Rodzina Engina od wielu długich lat prowadziła i zarządzała tym dużym postojem taksówek w dzielnicy, dlatego mężczyna wyjątkowo często pojawiał się tam osobiście po godzinach pracy w korporacji, by rozmawiać z kierowcami. — Słuchaj, Engin, mustię pilnie odebrać ważne dokumenty przewozowe z drugiego końca miasta — powiedział Melih, podchodząc do niego z kluczykami. — Mógłbyś łaskawie przestawić moje Renault na inne miejsce? Zostawiłem auto niefortunnie bezpośrednio przy samym wyjeździe z placu i blokuje inne wozy. — Jasne, nie ma problemu, dawaj kluczyki.

Engin sprawnie wsiadł za kierownicę żółtej taksówki Meliha. Gdy poprawiał fotel i zapinał pasy, jego wzrok przypadkowo padł na podłogę pod siedzeniem pasażera – zauważył tam wystający fragment czarnej folii. Schylił się ciekawy, wyciągnął torbę spod fotela i zajrzał do środka. Znajdował się tam niewielki, niebieski, wełniany bucik dziecięcy. — Co to, u licha, jest?… — zapytał sam siebie z głębokim zdziwieniem.

Przeszukując dalej zawartość torby, znalazł również paragon fiskalny ze straganu oraz niewielką, czystą kartkę z odręcznie zapisanym numerem telefonu, którą starsza sprzedawczyni włożyła do torby na wypadek ewentualnej reklamacji towaru. Engin natychmiast skojarzył fakty: Melih przed chwilą wylewnie opowiadał innym kierowcom na placu o dramatycznej akcji ratunkowej w parku i o tym, że musiał bronić pewnej niezwykle pięknej, dumnej i potwornie zmęczonej pasażerki, którą potem osobiście odwoził na zalesione wzgórze oficyny. Melih podał mu wcześniej z pamięci ten sam numer telefonu, pod którym ta tajemnicza kobieta zamawiała rano taksówkę. Engin bez sekundy zwłoki wyciągnął swój smartfon i wybrał ten numer.

Hancer właśnie z najwyższym trudem weszła do środka swojego skromnego mieszkania oficyny. Czuła narastający, paraliżujący ból w dole brzucha, a każdy pojedynczy krok sprawiał jej osłabionemu ciału gigantyczną trudność. — Emir!… — zawołała słabo w przedpokoju. — Emir, kochanie, jesteś w domu?

Nikt jej nie odpowiedział – w mieszkaniu panowała grobowa cisza. Zdjęła płaszcz trzęsącymi się rękami i bezwładnie, ciężko opadła na bordową kanapę w salonie. Zamknęła mocno eyes, próbując uspokoić przyspieszony oddech i przetrwać falę nudności. Po chwili w jej torebce głośno i natarczywie rozdzwonił się telefon. Odebrała go słabym głosem: — Słucham… — Dzień dobry pani. Czy jechała pani przed chwilą żółtą taksówką Renault z parku na wzgórze oficyny? — Tak, zgadza się… O co chodzi? — Znaleźliśmy w samochodzie pod fotelem porzuconą czarną torbę z zakupami. V środku znajduje się mały, dziecięcy bucik.

Hancer momentalnie szeroko otworzyła oczy z przerażenia. Bucik. Jej jedyny dowód nadziei. Nerwowo zaczęła przeszukiwać swoją torebkę i głębokie kieszenie płaszcza. — O mój Boże… Rzeczywiście mustiałam ją w tym pośpiechu i stresie zostawić na siedzeniu… — Nie ma problemu, pani Hancer. Tak się składa, że i tak będę za pół godziny przejazdem w tamtej okolicy, więc mogę pani tę zgubę osobiście przywieźć pod dom. — Nie trzeba, naprawdę, nie chcę sprawiać panu kłopotu! Odbiorę osobiście z postoju później… — To żaden kłopot, będę dokładnie pod pani bramą. Do widzenia. — Dobrze… Bardzo panu dziękuję.

Po zakończeniu rozmowy Hancer mocno przycisnęła telefon do piersi, a łzy napłynęły jej do oczu. Sam widok tych małych bucików wzbudzał w jej poranionym sercu potężne emocje, których nie potrafiła nawet racjonalnie nazwać. Były dla niej jedynym symbolem czystej nadziei na przyszłość, ale równocześnie stanowiły namacalny dowód jej największej tajemnicy, która z każdym kolejnym dniem stawała się coraz trudniejsza do ukrycia przed Cihanem i resztą świata.

V rezydencji Develioglu tymczasem Nusret siłą zmusił Mukadder, aby opuściła pokój Yonki i przestała ją terroryzować. — Porozmawiamy o tym natychmiast na osobności w twoim gabinecie, Mukadder! — powiedział twardo i stanowczo.

Kiedy z hukiem zamknęli za sobą drzwi, Yonka w sypialni bez sił oparła się plecami o drzwi szafy. Opadła na kolana, płacząc rzewnymi łzami i kurczowo trzymając się obiema rękami za brzuch. — Nie pozwolę wam… Przysięgam przed Bogiem, że nie pozwolę nikomu z was skrzywdzić mojego maleństwa!… — wyszeptała w rozpaczy.

Sięgnęła trzęsącą się dłonią po telefon leżący na nocnym stoliku i zaczęła gorączkowo przewijać listę kontaktów, zastanawiając się w panice, do kogo mogłaby zadzwonić po ratunek. Nie ufała już ani na grosz Nusretowi, a tym bardziej potwornej Mukadder. Nie miała pojęcia, czy ktokolwiek w tym mieście potraktowałby jej słowa poważnie.

Przed mały dom oficyny Hancer podjechał z ryczącym silnikiem brązowy, luksusowy suv Cihana. Mężczyzna wysiadł z auta, trzaskając drzwiami. Niemal w tym samym ułamku sekundy, na poboczu z piskiem opon zatrzymała się żółta taksówka, z której sprawnie wyszedł Engin, trzymając w dłoni znalezioną czarną torbę. Hancer, słysząc hałas, pojawiła się zaniepokojona przed domem na werandzie. Engin podszedł do niej z uśmiechem: — To pani zguba, pani Hancer. — Bardzo, bardzo panu dziękuję, że zadał pan sobie tyle trudu i przywiózł mi tow pod same drzwi… — Nie ma za co, to żaden problem.

Cihan obserwował całą tę scenę z wielką wściekłością z wnętrza swojego samochodu. Kiedy zobaczył ten ciepły, wdzięczny uśmiech na twarzy Hancer skierowany do innego mężczyny, poczuł nagłe, potworne ukłucie dzikiej, nieokiełznanej zazdrości, która odebrała mu zdrowy rozsądek. Vysiadł z suva i szybkim, agresywnym krokiem podszedł do nich na podjeździe. — Co tu się, u diabła, dzieje?! — rzucił wściekle Cihan. Hancer spojrzała na niego, całkowicie zaskoczona i przerażona jego nagłym pojawieniem się. — Cihan?… Engin jedynie uniósł wysoko brwi ze zdziwieniem i niesmakiem: — Oddaję po prostu pani Hancer jej prywatną rzecz, którą zgubiła w taksówce. Nie wiedziałem, Cihan, że potrzebuję do tego twojej oficjalnej zgody.

Cihan zignorował przyjaciela i obrócił się v stronę żony, a jego wzrok był pełen wściekłości: — Dlaczego on przywozi ci pod dom jakieś paczki, Hancer?! O co tu chodzi?! — Zostawiłam przez przypadek torbę w samochodzie… — Jechałaś dzisiaj z nim w taksówce?! — Nie, jechałam z Melichem! A pan Engin po prostu uprzejmie mi ją przywiózł! — A teraz ten Melih przysyła tu Engina jako swojego posłańca, tak?! — Niki nikogo nigdzie pod żadnym pozorem nie przysyłał, Cihan! — wtrącił się ostro Engin, stając pomiędzy nimi. — Znalazłem torbę w wozie na postoju, zobaczyłem nazwisko i po prostu po ludzku ją przywiozłem właścicielce. O co ty robisz awanturę? — Czy ty zawsze tak chętnie i bezinteresownie pomagasz kobietom, których ledwie znasz, Engin?! — syknął wściekle Cihan. — Znam Hancer bardzo dobrze i szanuję ją.

Twarz Cihana w jednej sekundzie całkowicie stężała z wściekłości. — Od kiedy, pytam, znasz moją żonę?! — Wystarczająco długo, Cihan, żeby nie pozwolić ci jej tutaj bezczelnie przesłuchiwać na ulicy jak jakiegoś przestępcy! — Nie wżaj się wtrącać pomiędzy nas! — Nie ma już żadnego „pomiędzy nami”, Cihan! — przerwała im ostro i dumnie Hancer, stając przed mężem ze łzami w oczach. — Przyjechałeś tutaj bez żadnego zapowiedzi, bezczelnie i od razu od progu urządzasz mi dziką awanturę przed sąsiadami! — Ja się tylko potwornie o ciebie martwię, Hancer… — odpowiedział ciszej Cihan, łapiąc powietrze. — To pod żadnym pozorem nie wygląda jak troska mężczyny, Cihan! To wygląda jak chora próba kontroli! — Nie masz pojęcia, Hancer, czego tak naprawdę chce od ciebie Engin i ten cały Melih!

Engin zrobił stanowczy krok naprzód, mierząc przyjaciela wzrokiem pełnym gniewu: — Uważaj na swoje słowa, Cihan, bo przekraczasz granicę! — To ty uważaj, gdzie i do kogo przyjeżdżasz z prezentami!

V rezydencji tymczasem Mukadder i Nusret schodzili v kłótni po schodach. — Vypowiedziałeś mi dzisiaj oficjalnie posłuszeństwo pod moim własnym dachem, Nusret! — krzyczała wściekła koba. — Nie jestem i nigdy nie byłem twoim niewolnikiem ani sługą, Mukadder! — Vszystko, co masz w tym życiu – pozycję, pieniądze i status – zawdzięczasz wyłącznie mnie i mojemu rodowi! — I każdego świętego dnia mi o tym bezczelnie przypominasz, rzygając jadem! — Jeżeli ta cała Yonka zostanie w tym domu choćby dzień dłużej, cała potworna prawda o waszych intrygach prędzej czy później wyjdzie na jaw przed Cihanem! — Nie pozwolę ci jej do niczego zmuszać, Mukadder!

Mukadder zatrzymała się gwałtownie na ostatnim stopniu schodów i odwróciła się v jego stronę z dumną miną: — V takim razie od dzisiejszego dnia tow ty, i wyłącznie ty, osobiście odpowiadasz za całe zło i konsekwencje! Za jej milczenie, za bezpieczeństwo tego bękarta i za potężny gniew Cihana, kiedy w końcu dowie się, jak długo i bezczelnie go okłamywano!

Nusret momentalnie całkowicie pobladł ze strachu. — Ty… Ty mi grozisz, Mukadder? — Ja cię tylko rzetelnie informuję o nieuchronnych konsekwencjach twoich błędów. — Starsza koba chwyciła swoją skórzaną torebkę z komody i wściekła opuściła rezynencję.

Przed domem Cemila napięcie rosło z sekundy na sekundę. — Czy Hancer prosiła cię o jakąś pomoc, Engin?! Odpowiedz! — naciskał wściekle Cihan. — Oddałem jej tylko jej prywatną własność, tow wszystko — odpowiedział spokojnie Engin. — Pytam cię jak mężczynę: czy ona o coś cię prosiła?! — Nie. — Jak często z nią rozmawiasz za moimi plecami? — Nie mam zamiaru odpowiadać na twoje chamskie przesłuchania, Cihan. — Co was, u licha, łączy?!

Hancer w rozpaczy stanęła bezpośrednio przed Cihanem, kładąc mu dłonie na piersi: — Dosyć tego, Cihan!!! Błagam cię, przestań! Nie masz najmniejszego prawa zadawać mu takich pytań! — Mam pełne, święte prawo wiedzieć, czy ktoś obcy bezczelnie nie wykorzystuje twojej biedy i dobroci, Hancer! — A kto… Kto dał ci tow prawo, skoro sam mnie stąd odpchnąłeś?! — wykrzyknęła przez łzy.

Cihan całkowicie zamilkł, nie potrafiąc znaleźć słów. V przestronnym holu rezynencji Develioglu pojawiła się tymczasem Beyza. — Fadime! — zawołała głośno. Służąca natychmiast podeszła przerażona. — Gdzie są wszyscy? — Pani Mukadder wyszła z dworku wściekła… Pan Nusret również przed chwilą opuścił dom v pośpiechu… — A Yonka? — Jest zamknięta w swoim pokoju na piętrze. — Sama? — Tak, pani Beyzo.

Beyza spojrzała z nienawiścią w stronę schodów, lecz pod wpływem strachu nie zdecydowała się weść na górę do dziewczyny. Zamiast tego wyciągnęła telefon i natychmiast zadzwoniła do Gülsüm. Gülsüm siedziała akurat w ogrodzie oficyny z kobicami z sąsiedztwa – na stole stały szklanki z herbatą, a rozmowa dotyczyła plotek z okolicy. Kiedy telefon zawibrował, Gülsüm oddaliła się dyskretnie o kilka kroków za krzewy. — Halo? Natychmiast przyjdź do rezynencji, Beyza cię wzywa! — zażądała szorstko Beyza do słuchawki. — Teraz pod żadnym pozorem nie mogę, pani Beyzo… — ściszyła gwałtownie głos służąca. — Co tow znaczy, że nie możesz?! Oszalałaś?! — Siedzę w ogrodzie oficyny z sąsiadkami Hancer… Jedna z nich widziała przed chwilą Cihana w tej okolicy. Próbuję dyskretnie dowiedzieć się, po co tu potajemnie przyjechał…

Beyza momentalnie zamarła z wrażenia. — Nie wracaj do dworku, dopóki nie poznasz każdego, najmniejszego szczegółu tej wizyty! Słyszysz mnie?! — Vłaśnie tow robię, proszę się nie martwić. I pod żadnym pozorem nie pozwól, żeby cię tam zauważono! Gülsüm uśmiechnęła się drapieżnie pod nosem: — V takich szpiegowskich sprawach jestem całkowicie niewidzialna dla ludzi, pani Beyzo.

V tej samej chwili z oddali alei dobiegły ją głośne, wściekłe, podniesione męskie głosy. Gülsüm odwróciła się gwałtownie i schowana za gęstymi krzewami zobaczyła Cihana, Engina oraz zapłakaną Hancer. Cihan w furii chwycił Engina za kurtkę na piersi. — Powiedziałem ci wyraźnie: masz trzymać się od niej z daleka, Engin!!! — ryczał Cihan. Engin błyskawicznie złapał go mocno za nadgarstki, próbując zerwać chwyt: — Puść mnie w tej sekundzie, Cihan! Najpierw mi rzetelnie odpowiesz na pytania! — Przestańcie! Błagam was, przestańcie!!! — krzyczała wniebogłosy Hancer, próbując desperacko stanąć pomiędzy nimi i rozdzielić przyjaciół, ale Cihan zdecydowanym, choć ostrożnym ruchem odsunął ją za siebie na bezpieczną odległość. — Nie mieszaj się w tow, Hancer! To dzieje się przed moim domem!

Gülsüm, widząc dym, razem z zaciekawionymi sąsiadkami pobiegła szybko w ich stronę, udając przypadek. — Ojej, co się tutaj u nas dzieje? — zapytała głośno jedna z ciekawskich kobiet. Hancer natychmiast, czerwona ze wstydu, spróbowała załagodzić sytuację przed sąsiadami: — Nic poważnego, panie przodem… To tylko małe, męskie nieporozumienie biznesowe… — No, no, wyglądało tow z daleka tak, jakby panowie mieli się za chwilę krwawo pobić na ulicy — zauważyła jadowicie Gülsüm, mrużąc oczy. — Vszystko jest w całkowitym porządku, proszę pani, prosimy się rozejść — zapewniła gorączkowo Hancer.

V tej samej sekundzie na podwórku oficyny pojawił się Cemil. Na widok Cihana i Engina stojących przy jego szwagierce, jego twarz momentalnie poczerwieniała ze wściekłości. Podszedł z zacisniętymi pięściami, wrzeszcząc na całą ulicę: — Wynoście się stąd w tej sekundzie z mojej posesji, wy bogate dranie!!! — Zamknij usta i nie wtrącaj się w nie swoje sprawy, człowieku! — rzucił wściekle Cihan, odwracając się v jego stronę. — To jest mój prywatny dom i moja rodzina, Develioglu! Więc mam pełne prawo! — Hancer pod żadnym pozorem nie jest i nigdy nie będzie twoją prywatną własnością, zapamiętaj tow sobie! — A twoją jest, co?! — ryknął Cemil prosto w jego twarz.

V tym momencie między mężczynami zapadła ciężka, paraliżująca cisza. Hancer z bólom spojrzała na Cihana, lecz on pod wpływem wściekłości nie potrafił oderwać swojego nienawistnego wzroku od Cemila. Engin spróbował ostatecznie zakończyć ten żałosny konflikt: — Vszyscy powinniśmy stąd natychmiast odeść, Cihan, zanim pod wpływem emocji wydarzy się coś znacznie gorszego. — Ty pierwszy się stąd wynoś, taksówkarzu! — rzucił chamsko Cemil.

Gülsüm tymczasem sprytnie ukryła się za gęstymi krzewami bzu, wyciągnęła z kieszeni smartfon i wyciszając dźwięk, zrobiła z ukrycia kilka szybkich zdjęć. Na jednym z nich Cihan stał nienaturalnie blisko Hancer, osłaniając ją własnym ciałem, podczas gdy Engin i Cemil patrzyli na siebie z morderczą wrogością w oczach. — No, no… To dopiero będzie gigantyczna wiadomość dla pani Beyzy… — wyszeptała z ogromną satysfakcją służąca.

V rezydencji Develioglu Mukadder weszła wściekła do swojej sypialni i z całych sił rzuciła swoją czarną torebkę na skórzane łóżko. Usiadła ciężko w fotelu, łapiąc się oburącz za pulsującą głowę. Starsza służąca Fadime natychmiast przyniosła jej szklankę chłodnej wody na tacy. — Proszę, pani Mukadder, niech pani się napije… Mukadder wzięła naczynie do ręki, lecz pod wpływem emocji nie wypiła ani jednej kropli. — Vszyscy… Vszyscy wokół w tym domu postanowili potajemnie działać przeciwko mnie i mojej woli! — Może… Może powinna pani teraz po prostu położyć się i odpocząć? — Ja pod żadnym pozorem nie potrzebuję waszego durnego odpoczynku, Fadime! Ja potrzebuję w tym dworku lojalnych ludzi, którzy bez dyskusji wykonują moje polecenia!

Fadime stanęła potulnie za jej fotelem i zaczęła delikatnie masować jej spięte skronie. — Nusret święcie uważa, że może mnie bezkarnie pokonać w tej grze… — mówiła nienaturalnie cicho Mukadder. — Zapomniał już chyba na starość, jak wiele jego brudnych sekretów i grzechów z przeszłości znam i trzymam w garści.

Po kilku minutach starsza koba wyszła zdecydowanym krokiem na korytarz oficyny. Na półpiętrze spotkała Nusreta, który wrócił po zapomniane dokumenty firmowe do gabinetu. Stanęła przed nim z zimną twarzą: — Yonka ma jeszcze dzisiaj wykonać ten oficjalny telefon, Nusret. Oznajmiam ci tow. — Do kogo, pytam?! — To nie jest twój interes, człowieku. — Vszystko, co bezpośrednio dotyczy jej fizycznego bezpieczeństwa i zdrowia, jest moją sprawą, Mukadder! — Dziewczyna dostanie ode mnie jasne, twarde instrukcje. Jeżeli je posłusznie wykona, być może z litości pozwolę jej zostać w mieście… A jeżeli kategorycznie odmówi, sam doskonale wiesz, co się z nią stanie.

Nusret spojrzał na nią z całkowicie kamienną, bladą twarz, po czym odszedł bez słowa korytarzem. Vkrótce przerażona Yonka została siłą wezwana przez służące bezpośrednio do sypialni Mukadder. Starsza koba siedziała dumnie w fotelu i bez słowa podała jej swój telefon komórkowy: — Zadzwonisz natychmiast pod ten zapisany na kartce numer. — Do kogo… Do kogo mam dzwonić? — Do wpływowej osoby, która pomoże ci bezpiecznie i dyskretnie wyjechać z tego kraju raz na zawsze. — Ja… Ja nie chcę nigdzie wyjeżdżać! Chcę urodzić tutaj! — Powiesz do słuchawki, że w pełni przyjmujesz moje warunki finansowe, dziewczyno.

Yonka ze strachem cofnęła ręce i pod żadnym pozorem nie wzięła telefonu. — Jakie warunki, pytam panią?! O czym ty mówisz?! — Najpierw po cichu opuścisz teren mojej rezynencji, a później zgłosisz się do wskazanej przeze mnie prywatnej kliniki ginekologicznej za granicą. Yonka cofnęła się v stronę drzwi, trzęsąc się na całym ciele: — Nie… Nigdy w życiu tego nie zrobię! — To nie jest z mojej strony żadna uprzejma prośba, kieto, ale kategoryczny rozkaz! — Nie zabiję własnego, niewinnego dziecka dla twojego honoru! — V takim razie sama, na własne życzenie wybierasz tow, co potwornego stanie się z tobą później — podsumowała lodowatym głosem Mukadder.

Przed domem Cemila tymczasem gwałtowna kłótnia powoli wygasała z braku argumentów. — Chodźmy stąd wreszcie, Cihan — powiedział stanowczo Engin, ciągnąc przyjaciela za ramię v stronę auta. — Nie waż się wydawać mi rozkazów, Engin! — Zostań więc tutaj jak idiot i zrób na ulicy coś, czego będziesz gorzko żałował do końca swoich dni!

Cihan spojrzał na stojącą na werandzie, zapłakaną Hancer. Na ten widok jego twarda twarz na moment wyraźnie złagodniała, a w oczach pojawił się ból. — Ja… Ja chciałem tylko wiedzieć, Hancer, czy jesteś tu całkowicie bezpieczna… — Przy tobie… Przy tobie i twojej chorobliwej zazdrości nigdy w życiu nie czuję się bezpieczna, Cihan — odpowiedziała cicho, prosto w oczy.

Te proste Słowa zraniły go w męskiej dumie mocniej niż jakikolwiek fizyczny cios. Odwrócił się na pięcie bez słowa i szybkim krokiem ruszył v stronę swojego suva. Engin poszedł w przeciwnym kierunku do swojej taksówki, a Gülsüm, widząc koniec akcji, sprytnie schowała telefon do kieszeni i niepostrzeżenie opuściła swoją kryjówkę za krzakami, biegnąc do rezynencji. Cihan wsiadł do swojego brązowego auta i odjechał z piskiem opon, zostawiając za sobą tumany kurzu. Hancer wbiegła zapłakana do środka domu, opadła bez sił na kanapę i zakryła twarz dłoniami, zanosząc się szlochem.

V tym samym momencie do salonu z wściekłością wszedł Cemil, a tuż za nim pojawiła się Derya, która właśnie wróciła z zakupów. Cemil stanął nad szwagierką z zaciśniętymi pięściami: — Kim był ten cholerny taksówkarz, Hancer?! Dlaczego bogaty Cihan Develioglu przyjeżdża pod mój dom z awanturą o ciebie?! Ilu jeszcze mężczyn musi się publicznie pojawić przed naszymi drzwiami, zanim łaskawie powiesz nam nagą prawdę o swoich interesach?! — Błagam cię, Cemil… Zostaw mnie w spokoju… — wyszeptała przez łzy. — Odpowiedz mi natychmiast na pytanie! — Nie mam ci absolutnie nic do powiedzenia!

Vtedy do akcji ostro wtrąciła się Derya, rzucając zakupy na stół: — Co tu się dzieje, Cemil? O co ty krzyczysz? — Zapytaj ją sam, Derya! Urządza sobie potajemne schadzki i spotkania z bogaczami przed naszym własnym domem! Najpierw zjawia się Cihan Develioglu, potem jego przyjaciel z firmy, a wcześniej jeszcze jakiś inny mężczyna z postoju taksówek!

Derya spojrzała na zapłakaną Hancer wzrokiem pełnym podejrzliwości: — To… To jest prawda, Hancer? Co ty wyprawiasz? — Niki nie urządzał żadnych spotkań, Derya, przysięgam wam… — V takim razie dlaczego oni wszyscy kręcili się przed chwilą na naszym podwórku, co?! — Przyszli tylko… Oddali mi moją zgubioną torbę, którą zostawiłam przez przypadek w aucie… — Jaką torbę?

Hancer odruchowo, ze strachem przycisnęła mocno do swojej klatki piersiowej czarną foliową torbę, którą kurczowo trzymała w rękach. — To nic… To nic takiego ważnego… Cemil natychmiast zauważył ten obronny gest i jego podejrzliwość osiągnęła punkt krytyczny. — Co ty tam masz w środku, Hancer?! Pokaż tow! — Nic, Cemil, mówię ci! — Pokaż mi tę torbę w tej sekundzie! — Nie! Daj mi spokój, tow są moje prywatne rzeczy! — Skoro nie masz przed nami nic do ukrycia, kieto, tow nie będziesz się bała pokazać zawartości! Dawaj tow!

V tym samym czasie na miejskim postoju taksówek Cihan swoim suvem ponownie zajechał drogę Enginowi, który właśnie wysiadał z Renault. Vysiadł z wozu i z wściekłością chwycił przyjaciela za kurtkę na piersi. — Ostrzegałem cię już raz dzisiaj, Engin! — syknął przez zaciśnięte zęby. — Przed czym ty mnie właściwie ostrzegasz, Cihan? Przed zwykłą ludzką pomocą? — Przed zbliżaniem się do Hancer! Masz trzymać się od niej z daleka! — Przestań się w końcu zachowywać jak wariat, Cihan. Ty pod żadnym pozorem nie jesteś już jej mężem, rozwiedliście się!

Cihan jeszcze mocniej szarpnął jego ubranie, a w jego oczach płonęła czysta furiat: — Nie waż się wypowiadać o sprawach i relacjach, których twój mały umysł nie jest w stanie zrozumieć, Engin! — Rozumiem z tej sytuacji znacznie więcej, niż ci się wydaje, przyjacielu — odpowiedział stanowczo Engin, patrząc mu prosto w oczy. — Kochasz tę dziewczynę ponad wszystko na świecie, tow widać, ale zamiast podejść do niej jak prawdziwy mężczyna i jej tow prosto z mostu powiedzieć, ty wolisz chorobliwie kontrolować i niszczyć każdy jej krok w życiu!

Cihan drgnął pod tym trafnym zarzutem. — Zamknij się, Engin… — Przestań udawać tyrana, Cihan. A potem wielce się dziwisz i płaczesz, że ta biedna dziewczyna panicznie się ciebie boi i ucieka na twój widok!

Cihan pod wpływem tych słów powoli, bezwładnie puścił jego kurtkę i cofnął się o krok, całkowicie rozbity psychicznie. — To jest moje ostateczne, przyjacielskie ostrzeżenie, Engin… — powiedział cicho.

Engin spokojnie poprawił kołnierz kurtki i spojrzał na niego ze współczuciem: — Nie mnie powinieneś w tej chwili ostrzegać, Cihan. Ostrzeż przed samym sobą swoje własne ego.

Odwrócił się na pięcie i odszedł v stronę biura postoju, pozostawiając Cihana całkowicie samotnego na placu, z jego własnym nieokiełznanym gniewem oraz bolesną prawdą, której jego dumny umysł za nic nie chciał zaakceptować.

V tym samym czasie w małym salonie domu oficyny Cemil i Derya nadal agresywnie domagali się od Hancer natychmiastowych wyjaśnień. Kobieta siedziała na kanapie ze spuszczoną głową, zalewając się łzami i ze wszystkich sił tuląc do piersi czarną torbę. — Dawaj mi tę torbę w tej sekundzie, Hancer! — powtórzył wściekły Cemil, łapiąc za folię. — Nie masz do tego najmniejszego prawa, Cemil! — Mieszkasz i jesz w moim własnym domu, kieto! Więc mam prawo wiedzieć, co tu wnosisz! — To pod żadnym pozorem nie daje ci prawa do bezprawnego przeszukiwania moich prywatnych rzeczy osobistych!

Derya stanęła tuż przy kanapie, krzyżując ramiona i mówiąc z pozorem rozsądku: — Hancer, przestań się szarpać i po prostu pokaż nam, co jest w środku. Jeżeli tow nie są żadne kradzione ani brudne rzeczy, wszystko się od razu wyjaśni i Cemil się uspokoi. — Vvwy nic, kompletnie nic nie rozumiecie!… — szlochała Hancer. — Skoro nie rozumiemy, tow nam tow łaskawie wytłumacz, zamiast płakać! — Nie mogę… Nie mogę wam powiedzieć…

V luksusowej rezynencji Develioglu wielkie drzwi wejściowe otworzyły się gwałtownie i do środka wbiegły zdyszane Gülsüm, Ajsu oraz służąca Fadime. Cała trójka natychmiast udała się szybkim krokiem na piętro. Beyza rozmawiała akurat nerwowo przez telefon w swojej sypialni, kiedy Gülsüm bez pukania wpadła do środka. — Pani Beyzo! Mustisz tow natychmiast zobaczyć na własne oczy! — zawołała służąca, wyciągając smartfon. — Co się znowu stało?! Gülsüm z triumfalnym uśmiechem podała jej telefon. Na ekranie wyświetliło się zrobione z ukrycia zdjęcie Cihana stojącego nienaturalnie blisko Hancer w parku, otaczającego ją ramionami, podczas gdy obok Engin i Cemil mierzyli się wściekłym wzrokiem. Beyza drżącymi palcami powiększyła obraz na twarz męża. Twarz Cihana zdradzała potężne, nieokiełznane emocje i opiekuńczość wobec Hancer. — On… On był dzisiaj u niej?! — wykrztusiła z wściekłością Beyza, a her gardło ścisnął strach. — Tak, pani Beyzo, i tow pod żadnym pozorem nie był tam sam! Najpierw pod dom oficyny przyjechał pan Engin z jakąś paczką, później pojawił się wściekły Cemil i na końcu wpadł pan Cihan. Mało nie doszło do krwawej bójki między mężczynami na ulicy! — O co poszło, Gülsüm?! Mów! — Podobno o jakąś czarną torbę z zakupami, którą Hancer zostawiła przez przypadek w taksówce Meliha… Ale pan Cihan zachowywał się przy niej jak skrajnie zazdrosny, wściekły mąż, który broni swojej własności!

Twarz Beyzy w jednej sekundzie całkowicie stężała z nienawiści, a bukiet tulipanów wypadł jej z rąk. — Jesteś tego całkowicie pewna, Gülsüm? — Vidziałam tow wszystko na własne oczy zza krzaków, pani Beyzo, te zdjęcia są twardym dowodem. Beyza mocno zacisnęła telefon w dłoni, aż trzasnął plastik obudowy. — Ta przeklęta Hancer… Znowu próbuje mi podstępem odebrać mojego męża i pozycję!… — Co zamierzasz teraz z tym zrobić, Beyza? — zapytała zaniepokojona Ajsu w progu. — Najpierw za wszelką cenę dowiem się, co tak naprawdę było ukryte w tej czarnej torbie, o którą Cihan zrobił taką awanturę!

V tym samym ułamku sekundy, w małym salonie domu oficyny, Hancer spróbowała desperacko wstać z kanapy, by uciec do swojego pokoju, ale nagły, potężny skurcz i ból pleców przeszył jej osłabione ciało. Zachwiała się nienaturalnie, jęknęła z bólom i ponownie bezwładnie opadła na bordowy materiał siedzenia. — Oddaj mi tę torbę, powiedziałem! — wrzasnął Cemil i silnym, brutalnym szarpnięciem wyrwał jej z rąk czarną folię. — Cemil, nie!!! Błagam cię, nie rób tego, oddaj mi tow!!! — krzyknęła w ostatecznej rozpaczy Hancer, próbując się wyrwać.

Mężczyzna usiadł zdecydowanie na drugim końcu kanapy i zaczął gwałtownie rozdzierać grube warstwy czarnej folii ochronnej, która była ściśle owinięta wokół małego przedmiotu oraz złożonej w paski materiałowej saszetki. — Zaraz się w końcu przekonamy, co ty tu za naszymi plecami tak głośno ukrywasz, kieto! — Nie otwieraj tego, Cemil! Błagam cię!!!

Hancer z płaczem rzuciła się v jego stronę, próbując wyrwać dokumenty, lecz stojąca za nią Derya mocno chwyciła ją za ramiona i brutalnie przytrzymała na miejscu. — Uspokój się wreszcie, Hancer! Nie rozumiecie nic?! Proszę was, oddajcie mi moją własność!…

Cemil jednym silnym ruchem całkowicie rozerwał ostatnią warstwę czarnej folii. V środku pakunku jego oczy ujrzały maleńkie, niebieskie wełniane buciki dziecięce, a tuż pod nimi znajdowała się oficjalna, biała koperta formatu A5, na której widniało wydrukowane wyraźnie nazwisko Hancer oraz pieczęć znanej, prywatnej kliniki ginekologicznej w Stambule.

Derya na ten widok momentalnie całkowicie zamarła z wrażenia, a her uścisk na ramionach dziewczyny osłabł. — Co… Co tow, u licha, jest, Cemil?…

Cemil odłożył wełniane buciki na stolik i trzęsącymi się palcami sięgnął po białą kopertę. Hancer w tym samym ułamku sekundy przestała się szarpać – opuściła bezwładnie ręce, a z jej szeroko otwartych oczu zaczęły strumieniami płynąć gorące łzy rozpaczy. Viedziała już z absolutną, paraliżującą pewnością, że stało się najgorsze i niki na tym świecie nie zdoła już zatrzymać ani cofnąć tego, co miało za chwilę nastąpić. Cała her mistyfikacja runęła w gruzy. — Błagam cię… Nie czytaj tego, Cemil… — wyszeptała ledwo słyszalnie, zamykając oczy.

Cemil zignorował jej błaganie, otworzył kopertę i wyciągnął oficjalny, medyczny dokument laboratoryjny. Jego wzrok zaczął szybko przesuwać się po kolejnych linijkach tekstu i pieczątkach lekarskich. Z każdą kolejną sekundą analizy twarz mężczyny stawała się coraz bardziej, śmiertelnie blada, a wargi zaczęły mu drżeć ze skrajnego szoku. — To… To jest absolutnie niemożliwe… — wykrztusił z niedowierzaniem.

Derya nie wytrzymała napięcia, wyrwała mu papier z rąk i sama zaczęła gorączkowo czytać: — Co tam jest napisane, Cemil?! Mów! — Przeczytała oficjalny nagłówek kliniki, wynik testu Beta-HCG oraz wiek płodu, po czym zszokowana spojrzała na płaczącą dziewczynę. — Hancer… Ty… Ty jesteś w ciąży?! Pod sercem nosisz dziecko?!

Hancer mocno zamknęła eyes, a szloch wstrząsnął jej szczupłym ciałem. Cemil wstał gwałtownie z kanapy, a jego twarz wykrzywiła wściekłość: — Czyje… Czyje tow jest dziecko, Hancer?! Mów mi natychmiast!!! — Dziewczyna nie odpowiedziała, tuląc się w kłębek. — Pytałem cię wyraźnie, kieto: czyje tow jest dziecko?! Odpowiedz mężowi siostry!

Hancer z płaczem mocno, obronnie przycisnęła obie dłonie do swojego brzucha. — To jest moje dziecko!… Tylko moje!… — Nie o tow cię, kieto, pytam! — wrzasnął Cemil.

Derya tymczasem wpatrywała się w medyczny dokument z kompletnym niedowierzaniem i rodzącą się w głowie kalkulacją finansową. — Od jak dawna o tym wiesz, Hancer? Z dokumentu wynika, że tow już trzeci miesiąc… Od kilku tygodni nosisz w sobie ciążę i nic, ani słowem nie powiedziałaś nam, swojej rodzinie?! — Ja… Ja się potwornie bałam… — Kogo ty się tak bardzo bałaś, dziewczyno? — zapytał Cemil, a w jego głowie nagle z lodowatą jasnością zaczęły układać się elementy układanki z parku i biura. — Cihana?…

Na samo dźwięk imienia męża Hancer gwałtownie drgnęła na kanapie, a jej oddech zamarł. Cemil zauważył tę reakcję natychmiast i wszystko stało się dla niego jasne jak słońce. — To… To jest jego dziecko… — powiedział powoli, a jego głos stał się nienaturalnie cichy. — Dlatego ten bogaty drań Cihan Develioglu przyjeżdżał tu potajemnie pod osłoną nocy pod mój dom… Dlatego przed chwilą w furii rzucił się z pięściami na Engina, zazdrosny o każdy twój krok… I dlatego kupiłaś ukradkiem te niebieskie buciki… Hancer, odpowiedz mi: tow jest dziecko Cihana Develioglu?! — Tak!!! — wykrzyknęła w ostatecznym, rozdzierającym szlochu Hancer, nie mając już sił na dalsze kłamstwa. — To jest dziecko Cihana!… Błagam was, zostawcie mnie w spokoju!

V tym samym ułamku sekundy, wiele kilometrów dalej, w luksusowym salonie rezynencji Mukadder Develioglu siedziała całkowicie samotnie w swoim wielkim fotelu przed wygasłym kominkiem. Jej surowa twarz była całkowicie niewzruszona, zimna i twarda, jakby her potężna intuicja podświadomie przeczuwała, że właśnie w tej samej minucie na drugim końcu miasta został ujawniony potężny sekret, który z niszczycielską siłą zmieni bezpowrotnie losy całego jej rodu. Na szklanym stoliku obok jej fotela leżał smartfon. Ekran nagle rozświetlił się jasnym blaskiem – nadeszła pilna wiadomość tekstowa od Gülsüm: „Pani Mukadder, mam przełomowe informacje z oficyny. Cihan był przed chwilą u Hancer i zrobił potężną awanturę z zazdrości. Dziewczyna wróciła do domu z czarną torbą pełną dziecięcych rzeczy z apteki. Coś potężnego przed nami ukrywa, Beyza szaleje z wściekłości.”

Mukadder przeczytała tę wiadomość dwukrotnie, bardzo powoli, mrużąc oczy. Następnie odłożyła telefon z powrotem na stolik i dumnym, władczym ruchem uniosła głowę, patrząc w mrok salonu. V jej zimnych oczach pod żadnym pozorem nie było widać zaskoczenia ani strachu przed prawdą – była tam jedynie chłodna, bezwzględna determinacja człowieka, który właśnie precyzyjnie odkrył kolejny, potężny problem rynkowy, wymagający natychmiastowego, drastycznego i absolutnie bezwzględnego rozwiązania dla dobra rodu Develioglu.

Jak sądzisz, czy to szokujące zdemaskowanie ciąży Hancer przez Cemila i Deryę oraz potajemny raport Gülsüm dla Mukadder zmuszą zdesperowanego Cihana do porzucenia pozorów małżeństwa z Beyzą i siłowego wdarcia się do starych domów oficyny, zanim starsza kobieta zrealizuje swój mroczny plan wobec uwięzionej Yonki?

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Marcin Kwaśny jest bratem prezydenta popularnego miasta. Oto co wyjawił

Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat” Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat”, by opowiedzieć o swoim debiυcie reżyserskim, którym jest film “Odzyskaпy”. Towarzyszyła mυ…

Odrzucony posiłek i wyznanie wobec braku wyboru Gdy Gülsüm przychodzi do salonu z powiadomieniem o kolacji przygotowanej z inicjatywy Beyzy, Cihan w chłodnych słowach odrzuca posiłek i…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page