
Śmierć Adriana Szymaniaka wstrząsnęła widzami programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”. Uczestnik trzeciej edycji popularnego formatu zmarł 5 września, mając zaledwie 39 lat. Przez długi czas walczył z ciężką chorobą nowotworową, a w tej niezwykle trudnej drodze towarzyszyła mu żona Anita Szydłowska-Szymaniak.
Dzień po jego śmierci pamięć Adriana została uczczona w programie „Dzień Dobry TVN”. Specjalnie przygotowany materiał wspomnieniowy poruszył jego żonę do głębi. Anita przyznała, że nie była przygotowana na tak emocjonalny moment.
Adrian Szymaniak pojawił się w programie „Ślub od pierwszego wejrzenia” w 2018 roku. To właśnie udział w telewizyjnym eksperymencie sprawił, że poznał Anitę, z którą eksperci połączyli go w małżeństwo.
Ich relacja okazała się jednak czymś znacznie więcej niż tylko historią stworzoną na potrzeby programu. Po zakończeniu emisji para postanowiła pozostać razem i przez kolejne lata budowała wspólne życie.
W obliczu późniejszych trudności zdrowotnych zdecydowali się również spełnić jedno ze swoich ważnych marzeń. W grudniu 2025 roku wzięli ślub kościelny w Szczecinie.
Z czasem Anita i Adrian zostali rodzicami dwójki dzieci – syna Jerzego oraz córki Bianki. To właśnie rodzina była dla niego jednym z najważniejszych źródeł siły podczas walki z chorobą.
Walczył do końca
W 2025 roku Adrian usłyszał dramatyczną diagnozę. Lekarze wykryli u niego glejaka IV stopnia, agresywny nowotwór mózgu.
Mężczyzna nie ukrywał swojej sytuacji przed osobami, które od lat obserwowały jego życie w mediach społecznościowych. Wraz z żoną opowiadał o kolejnych etapach leczenia, trudnościach i momentach nadziei.
W jednym z telewizyjnych wystąpień mówił otwarcie, że stara się nie rezygnować z walki, choć choroba wystawiała jego psychikę i siły na ogromną próbę. Podkreślał, że nawet najbardziej zdeterminowany człowiek może w pewnym momencie poczuć bezradność i zmęczenie.
Mimo kolejnych prób leczenia choroby nie udało się pokonać. Adrian Szymaniak zmarł 5 września, pozostawiając pogrążoną w żałobie żonę, dzieci, rodzinę i tysiące osób, które śledziły jego historię.
„Nie spodziewałam się takiego pożegnania”
W niedzielny poranek, 6 września, widzowie „Dzień Dobry TVN” zobaczyli materiał poświęcony pamięci Adriana. W reportażu przypomniano jego historię, relację z Anitą oraz walkę, którą prowadził przez ostatnie miesiące życia.
Twórcy programu skupili się nie tylko na chorobie, ale również na jego życiu rodzinnym i osobowości. Dla wielu widzów był to moment szczególnie poruszający.
Anita Szydłowska-Szymaniak obejrzała materiał i niemal natychmiast podzieliła się swoją reakcją w mediach społecznościowych. Opublikowała czarno-białe zdjęcie męża oraz odnośnik do reportażu.
Jej krótka wiadomość pokazała, jak ogromne emocje wywołało w niej telewizyjne wspomnienie.
Nie byłam przygotowana na takie pożegnanie. To bardzo mnie poruszyło.
W tych kilku słowach zawarły się emocje kobiety, która zaledwie dzień wcześniej straciła ukochanego męża.
Pogrzeb będzie prywatny
Po śmierci Adriana jego najbliżsi przekazali również informacje dotyczące ostatniego pożegnania. Anita zwróciła się do mediów i internautów z prośbą o uszanowanie prywatności rodziny.
Uroczystość pogrzebowa ma odbyć się w kameralnym gronie. Rodzina chce, aby ten szczególny moment należał wyłącznie do osób najbliższych zmarłemu.
W oficjalnym komunikacie podkreślono, że w czasie żałoby najważniejsze są spokój, obecność rodziny oraz możliwość pożegnania Adriana bez medialnego zainteresowania.
Bliscy poprosili również o niewykonywanie zdjęć i nagrań podczas uroczystości. Zaapelowali o ograniczenie kontaktu telefonicznego i wiadomości, aby rodzina mogła przeżyć pierwsze dni po stracie w możliwie najbardziej spokojnych warunkach.
Śmierć Adriana Szymaniaka zakończyła niezwykle trudny rozdział w historii jego rodziny, ale pozostawiła po nim wspomnienie człowieka, który przez lata zdobywał sympatię widzów swoją otwartością i szczerością.
Dla Anity oraz ich dzieci rozpoczął się teraz czas żałoby. Reakcja wdowy na materiał wyemitowany w telewizji pokazuje, że wspomnienia o Adrianie nadal wracają w najmniej spodziewanych momentach i wywołują emocje, z którymi trudno się pogodzić.