Cihan zatrzymuje Beyzę i syna. Hancer podejmuje bolesną decyzję

Cihan zatrzymuje Beyzę i syna. Hancer podejmuje bolesną decyzję. Narodziny dziecka, które miały przynieść radość, stają się początkiem dramatycznego rozstania.

Beyza po raz ostatni próbuje przekonać Cihana, by spojrzał na swojego nowonarodzonego syna, lecz jego chłodne słowa odbierają jej resztki nadziei. Vszystkiemu ze schodów przygląda się Hancer, rozdarta między własnymi uczuciami a współczuciem dla niewinnego dziecka. Kiedy Beyza postanawia odejść, niespodziewanie tow właśnie Hancer każe Cihanowi ruszyć za nią. Przed rezydencją dochodzi jednak do gwałtownej konfrontacji z Nusretem: padają bolesne oskarżenia, a spokojna rozmowa szybko zamienia się w niebezpieczną przepychankę. Cihan broni Hancer, lecz jednocześnie wypowiada słowa, które ostatecznie łamią serce Beyzy. Czy Cihan naprawdę pozwoli swojemu synowi zniknąć z jego życia? Dlaczego Hancer mimo własnego cierpienia próbuje ocalić więź między ojcem a dzieckiem? I czy odjazd Beyzy oznacza definitywny koniec, czy dopiero początek jeszcze większego dramatu?

W domu panowała cisza, która nie miała nic wspólnego ze spokojem. Była ciężka, duszna i pełna niewypowiedzianych słów. Każdy oddech zdawał się odbić od wysokich ścian rezynencji, a każdy krok brzmiał jak zapowiedź czegoś zupełnie nieodwracalnego. Cihan stał u szczytu schodów, nieruchomy jak kamienny posąg. Miał na sobie czarną koszulę i ciemną marynarkę, lecz elegancki strój nie potrafił ukryć chaosu, który rozgrywał się w jego wnętrzu. Jego twarz była maksymalnie napięta, szczęki zaciśnięte, a w ciemnych oczach mieszały się gniew, strach i głęboki ból.

Kilka kroków przed nim stała Beyza. Trzymała w ramionach nowonarodzone dziecko zawinięte w miękki, niebieski kocyk. Niemowlę poruszyło się niespokojnie, wydając z siebie cichy, niemal bezbronny dźwięk. Ten drobny odgłos sprawił, że Cihan na moment przestał swobodnie oddychać. Jego spojrzenie mimowolnie przesunęło się na małą twarz dziecka. Chłopiec spał spokojnie, całkowicie nieświadomy tego, że pojawił się na świecie pośród ludzi rozdzieranych przez dawne urazy, niespełnione obietnice i miłość, której niki nie potrafił już odpowiednio uporządkować.Cihan zatrzymuje Beyzę i syna. Hancer podejmuje bolesną decyzję

Beyza zauważyła nagłą zmianę w oczach Cihana i zrobiła niepewny krok w jego stronę. — Nie zbliżaj się — powiedział natychmiast mężczyna. Jego głos był chłodny, ale pod szorstkimi słowami kryło się drżenie. Beyza zatrzymała się gwałtownie, a jej twarz pobladła. — „Nie zbliżać się”? — powtórzyła z niedowierzaniem. — Cihan, ja nie przyszłam tutaj sama. Spójrz, kogo trzymam na rękach! — Powiedziałem: zostań tam, gdzie jesteś. — Dlaczego? — zapytała, a w jej oczach pojawiły się łzy. — Boisz się na niego spojrzeć? Bo jeśli zobaczysz jego twarz, w końcu przypomnisz sobie, że jesteś jego ojcem! — Nie próbuj mną manipulować, Beyza.

Beyza zaśmiała się potwornie gorzko. — Manipulować? Od wczoraj próbuję się z tobą skontaktować. Dzwoniłam do ciebie tyle razy, że przestałam je liczyć! Vysyłałam wiadomości, prosiłam wszystkich, żeby ktoś cię pilnie odnalazł. Chciałam tylko powiedzieć, że twój syn przyszedł na świat… Cihan mocno zacisnął dłonie. — Nie wiedziałem. — Oczywiście, że nie wiedziałeś! — jej głos stawał się coraz bardziej łamiący. — Byłeś zbyt zajęty wszystkim innym. Zbyt zajęty nią!

Na słowo „nią” twarz Cihana momentalnie stwardniała. — Nie wciągaj w tow Hancer. — Nie muszę jej wciągać, ona już jest w samym środku naszego życia! Cihan spojrzał na Beyzę z ostrzeżeniem w oczach. — Uważaj na słowa. — A ty uważałeś na swoje czyny?! — zapytała z żalem. — Uważałeś, kiedy zostawiałeś mnie całkowicie samą, kiedy rodziłam twojego syna i nie wiedziałam, czy wszystko będzie dobrze? Kiedy lekarz mówił, żebym oddychała spokojnie, a ja wciąż patrzyłam na drzwi, wierząc naiwnie, że może jednak wejdziesz?

Niemowlę poruszyło się niespokojnie w jej ramionach. Beyza natychmiast przycisnęła je bliżej piersi i zaczęła delikatnie kołysać. — Cicho, maleńki… — wyszeptała. — Mama jest przy tobie.

Cihan ponownie spojrzał na dziecko – tym razem nie zdołał odwrócić wzroku tak szybko. Beyza dostrzegła tow i powoli podniosła kocyk, odsłaniając twarz chłopca. — Ma twoje brwi — powiedziała znacznie ciszej. — Kiedy marszczy czoło, wygląda dokładnie tak jak ty. Pielęgniarka w klinice też tow od razu zauważyła, powiedziała, że od razu widać, do kogo jest podobny.

Cihan przełknął ślinę. Przez chwilę w jego oczach pojawiło się coś niemal czułego, coś, czego Beyza od dawna w nich nie widziała. Jednak zanim zdążyła zrobić kolejny krok, mężczyzna ponownie przybrał maskę chłodu. — Po co tutaj przyszłaś?

To pytanie uderzyło w nią mocniej niż krzyk. — Po co?… — powtórzyła cicho. — Naprawdę pytasz mnie, po co przyprowadziłam twojego syna do jego rodzonego ojca? — Viedziałaś doskonale, jaka jest między nami sytuacja. Viedziałaś, że między nami nie ma i nigdy nie będzie miłości.

Beyza otarła policzek ramieniem, ponieważ obie ręce miała zajęte dzieckiem. — Viedziałam, że twoje serce należy do kogoś innego, ale mimo wszystko wierzyłam, że narodziny syna coś zmienią. Nie oczekiwałam cudu, chciałam tylko, żebyś choć raz spojrzał na nas jak na prawdziwą rodzinę. — Nie jesteśmy i nigdy nie będziemy rodziną.

Te Słowa wypowiedziane przez Cihana zabrzmiały ostro i bezlitośnie. Beyza zamknęła oczy i przez kilka sekund stała nieruchomo, próbując opanować oddech. Kiedy ponownie spojrzała na męża, jej twarz była spokojniejsza, lecz w tym spokoju kryło się całkowite załamanie. — V takim razie spójrz na niego ostatni raz. Cihan uniósł głowę. — Co tow ma znaczyć? — To znaczy dokładnie tow, co powiedziałam. — Beyza spojrzała na dziecko. — To twoje pierwsze i zarazem ostatnie spotkanie z synem. — Nie masz najmniejszego prawa podejmować takich decyzji! — A ty miałeś prawo nie być przy jego narodzinach? Miałeś prawo odrzucić go, zanim jeszcze wziąłeś go na ręce?! — Nigdy nie powiedziałem, że odrzucam dziecko. — Nie musisz tego mówić, pokazujesz tow każdym swoim spojrzeniem, każdym krokiem w tył i każdym chłodnym słowem, które kierujesz do mnie.

W tym samym czasie na schodach stała Hancer. Początkowo zamierzała zejść na dół, ale kiedy zobaczyła Beyzę z niemowlęciem, zatrzymała się w pół kroku. Jasny płaszcz otulał jej szczupłą sylwetkę, a dłonie spoczywały na drewnianej poręczy. Nie chciała podsłuchiwać ani być świadkiem tej bolesnej rozmowy, jednak nie potrafiła odeść. Patrzyła na dziecko w ramionach Beyzy i czuła, jak jej własne serce ściska się z bólu. To niewinne maleństwo nie było przecież winne żadnej z błędnych decyzji dorosłych – nie rozumiało gniewu, zdrady, rozczarowania ani skomplikowanej historii swoich rodziców.

Hancer spojrzała na Cihana: widziała wyraźnie, że mężczyna potwornie cierpi, i widziała również, że próbuje za wszelką cenę ukryć tow pod maską chłodu. Znała go wystarczająco dobrze, aby dostrzec drżenie dłoni i napięcie ramion.

Beyza odwróciła się v stronę schodów. — Nie będę cię już o nic prosić — powiedziała głośno. — Nie będę błagała, żebyś pokochał mnie albo choć udawał, że ci na mnie zależy. Zrozumiałam w końcu, że nie ma we mnie niczego, co mogłoby cię zatrzymać, ale łudziłam się głupio, że on będzie dla ciebie wystarczającym powodem.

Cihan milczał. Beyza czekała jeszcze przez moment – jedna sekunda, druga, trzecia… Każda z nich bezlitośnie odbierała jej resztki nadziei. V końcu spuściła wzrok i ruszyła w dół schodów. Gdy przechodziła obok Hancer, zatrzymała się na ułamek chwili. Kobiety spojrzały sobie prosto w oczy. V spojrzeniu Beyzy nie było już dawnego gniewu ani jadu – było jedynie skrajne zmęczenie i niewyobrażalny smutek. Hancer otorzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie znalazła odpowiednich słów. Słowo „przepraszam” brzmiałoby zbyt banalnie, „nie chciałam tego” – nie zmieniłoby rzeczywistości, a „zostań” – byłoby czystym okrucieństwem. Beyza minęła ją bez słowa i ruszyła v stronę wyjścia.

Cihan pozostał na górze schodów. Patrzył za nią, lecz nie uczynił ani jednego kroku. Hancer odwróciła się do niego gwałtownie. — Co ty wyprawiasz, Cihan?! — wykrzyknęła. Cihan zmarszczył brwi. — Hancer, nie… — Nie mów nic, tylko idź natychmiast za nią! — To nie jest takie proste. — Vłaśnie, że jest proste! Ona wychodzi stąd z twoim rodzinym dzieckiem! — Nie mogę dać jej tego, czego ona ode mnie oczekuje. — Może teraz w ogóle nie chodzi o tow, czego pragnie Beyza, ale o tow, czego panicznie potrzebuje twój syn!

Cihan spojrzał na zamknięte drzwi. — Powiedziałem jej od samego początku, że między nami nie będzie miłości. — I myślisz, że tow zwalnia cię automatycznie ze wszystkiego?! Nie osądzaj mnie. — Nie osądzam cię, Cihan — Hancer podeszła bliżej. — Próbuję cię tylko obudzić! Vidziałam wyraźnie, jak patrzyłeś na tow dziecko. Vidziałam, jak bardzo całym sobą chciałeś do niego podejść. — Nie masz pojęcia, czego chciałem… — Viem! Viem znacznie więcej, niż ci się wydaje. Viem doskonale, jak wygląda człowiek, który panicznie boi się zrobić jeden krok naprzód, bo wie, że potem nie będzie już potrafił się cofnąć.

Cihan spuścił wzrok, przybity. — Jeśli za nią pójdę, ona pomyśli, że daję jej nadzieję na małżeństwo. — V takim razie powiedz jej twardą prawdę, ale pod żadnym pozorem nie pozwól, żeby odjechała przekonana, że jej syn jest dla ciebie kompletnym zerem! Cihan, idź za nią! — powtórzyła stanowczo. — Nie rób czegoś, czego będziesz gorzko żałował do końca swojego życia!

Cihan przez kilka sekund patrzył na Hancer z niedowierzaniem. V jego oczach pojawiło się nieme pytanie: czy ona naprawdę z własnej woli każe mu biec za inną kobietą? Hancer natychmiast odczytała tow spojrzenie. — Nie patrz tak na mnie — powiedziała łamiącym się głosem. — To niewinne dziecko nie jest naszym wrogiem. Ono niczego nam nie odebrało.

Słowo „nam” przeszyło Cihana prosto w serce. Ciężko westchnął, po czym ruszył szybkim krokiem w dół schodów, a po chwili wręcz zbiegł na podjazd. Hancer została całkowicie sama. Patrzyła za nim, czując, że właśnie własnymi rękami popchnęła ukochanego mężczyny w stronę życia, w którym być może nie będzie już dla niej miejsca.

Przed rezydencją Beyza podchodziła już ze łzami w oczach do niebieskiego samochodu. Chłodne powietrze owiało jej mokre policzki. Drzwi pojazdu otworzyły się i wysiadł z niego Nusret – starszy mężczyna od razu zauważył fatalny stan córki, a jego twarz ściągnęła się z wściekłości i niepokoju. — Beyza, co się stało?!

Kobieta nie odpowiedziała od razu – podeszła do ojca i bezradnie oparła głowę o jego ramię, wciąż kurczowo tuląc niemowlę. — Tato, błagam, zabierz nas stąd… Nusret spojrzał na śpiące dziecko, a następnie na drzwi willi. — Co ten drań ci zrobił? — Proszę, o nic nie pytaj, po prostu nas stąd zabierz jak najdalej. — Rozmawiałaś z nim? Beyza skinęła głową. — To nie ma znaczenia, wszystko między nami się skończyło. — Nic się nie skończyło! — odpowiedział Nusret z gniewem. — Ten człowiek ma swoje prawne i honorowe obowiązki! Nie może udawać przed światem, że nie ma żony i prawowitego syna! — Ja już nie chcę absolutnie niczego od niego, tato… — Ty może nie, ale tow dziecko ma pełne prawo do ojca i majątku Develioglu! Ojciec, który patrzy na własnego syna jak na ciężar, nie jest nam potrzebny.

Nusret zdecydowanym ruchem otworzył tylne drzwi samochodu. — Vsiadaj natychmiast. Najpierw zawiozę was w bezpieczne miejsce, a potem sam wrócę i z nim po męsku porozmawiam. — Nie, tato, błagam, nie chcę kolejnej awantury… — Awantura już się zaczęła, tylko on jeszcze nie zrozumiał, że będzie musiał słono odpowiedzieć za tow, co ci zrobił!

V tej samej chwili masywne drzwi rezynencji otworzyły się gwałtownie. — Beyza! — rozległ się potężny głos Cihana. — Zatrzymaj się!

Beyza momentalnie zesztywniała, a Nusret natychmiast stanął przed córką, osłaniając ją i dziecko własnym ciałem. Cihan zbiegł po schodach prowadzących bezpośrednio na podjazd. — Powiedziałem: zatrzymaj się! — Nie masz już najmniejszego prawa wydawać mi żadnych poleceń, Cihan — odpowiedziała chłodno Beyza, nawet nie odwracając się v jego stronę. — Mustimy spokojnie porozmawiać. — Rozmawialiśmy przed chwilą w salonie i usłyszałam wystarczająco dużo.

Cihan zrobił zdecydowany krok v jej stronę, lecz Nusret natychmiast wściekle zagrodził mu drogę. — Ani kroku dalej, Develioglu! — Zejdź mi z drogi, Nusret. — Najpierw mi rzetelnie wyjaśnisz, dlaczego moja jedyna córka wychodzi z twojego domu zapłakana, dzień po narodzinach twojego syna i dziedzica! — To jest sprawa wyłącznie między mną a Beyzą. Nie wtrącaj się. — Już nie! V momencie, kiedy krzywdzisz moje dziecko i mojego wnuka, staje się tow automatycznie moją sprawą!

Cihan mocno zacisnął szczęki, powstrzymując wściekłość. — Nie skrzywdziłem dziecka. — Nie? — Nusret oskarżycielsko wskazał na niemowlę. — Nawet nie raczyłeś go wziąć na ręce! Cihan spojrzał ponad jego ramieniem na żonę. — Beyza, pozwól mi go chociaż zobaczyć… Beyza przytuliła chłopca jeszcze mocniej, cofając się. — Vidziałeś go przed chwilą. — Chcę z nim zostać przez chwilę sam. — Teraz? — zapytała z potwornie gorzkim uśmiechem. — Dopiero teraz, kiedy wybiegłeś za mną na podjazd tylko dlatego, że Hancer kazała ci tow zrobić?!

Cihan drgnął, zaskoczony. — To nie ma teraz znaczenia, Beyza. — Dla mnie ma gigantyczne znaczenie! Sam z własnej woli nie chciałeś ruszyć się z miejsca u szczytu schodów. To ona, obca koba, mustiała ci brutalnie przypomnieć, że jesteś ojcem!

Nusret spojrzał na zięcia z czystą pogardą i obrzydzeniem. — A więc tow prawda… Sprowadziłeś bezczelnie tę kobicę pod swój dach, podczas gdy moja córka w męczarniach rodziła twoje własne dziecko?! — Uważaj, jak o niej mówisz, Nusret! — Bronisz jej w tej chwili?! Bronisz właśnie jej przed mężem?! Hancer nie ma absolutnie nic wspólnego z tym, co wydarzyło się lub nie między mną a Beyzą! — Nie ma nic wspólnego?! — Nusret roześmiał się szyderczo i głośno. — Twoja prawowita żona stoi na ulicy z nowonarodzonym synem, a inna koba spaceruje sobie bezczelnie po twojej rezydencji jak jej jedyna właścicielka! I ty masz czelność twierdzić, że ona nie ma z tym nic wspólnego?! — Nie waż się jej pod żadnym pozorem obrażać! — A ty nie waż się podnosić na mnie głosu!

Mężczyźni stanęli naprzeciwko siebie, gotowi do rękoczynów, szarpiąc się za ubrania. Beyza spróbowała przerażona rozdzielić ich krzykiem: — Tato, Cihan, błagam was, przestańcie! Chodźmy stąd! — Nie, Beyza! Ten człowiek musi wreszcie usłyszeć całą prawdę o sobie! — Prawdy na pewno nie poznasz, krzycząc i grożąc mi! — ryknął Cihan. — Prawda jest banalnie prosta: porzuciłeś żonę i syna dla kochanki! Nie masz w sobie ani grosza honoru, Develioglu!

Cihan w furii chwycił Nusreta potężnym ruchem za klapy marynarki. — Powtórz tow, jeśli masz odwagę! Nusret natychmiast złapał go mocno za ubranie, wrzeszcząc mu prosto w twarz: — Nie masz honoru!!! Człowiek z honorem nie odwraca się plecami od kobiety, która właśnie wydała na świat jego własne dziecko! — Przestańcie, na miłość boską! — zawołała Beyza. — Dziecko potwornie się boi!

Niemowlę pod wpływem krzyków obudziło się i zaczęło przeraźliwie, głośno płakać. Jego płacz był coraz głośniejszy, ale ogarnięci dzikim gniewem mężczyni zdawali się go w ogóle nie słyszeć, szarpiąc się po całym podjeździe. Na zewnątrz z dworku wybiegła zszokowana Gülsüm, niosąc w dłoniach złożony koc dla dziecka, lecz gdy zobaczyła walczących Cihana i Nusreta, materiał z wrażenia wypadł jej z rąk wprost na ziemię. — O mój Boże… — wyszeptała, łapiąc się za policzki.

Cihan z całej siły odepchnął Nusreta, lecz starszy mężczyna natychmiast ponownie ruszył na niego z pięściami. — To wszystko przez tę przeklętą Hancer! — wrzeszczał Nusret. — Odkąd ta dziewczyna pojawiła się w twoim życiu, straciłeś resztki rozumu i godności! — Zamknij się wreszcie!!! — ryknął Cihan. — Oni się zaraz pozabijają… — jęknęła Gülsüm. — Naprawdę się pozabijają!

Odwróciła się v popłochu i pobiegła z powrotem do domu, nie zatrzymując się ani na sekundę w holu. Vpadła bez pukania prosto do sypialni Mukadder. Starsza koba siedziała na łóżku, pogrążona w ciężkich myślach, lecz na widok zdyszanej i przerażonej służącej natychmiast się wyprostowała. — Co się stało, Gülsüm?! — Pani Mukadder! Błagam, proszę szybko biec na zewnątrz! Pan Cihan i pan Nusret… — Co z nimi?! — Walczą na podjeździe! Trzymają się za ubrania, krzyczą, zaraz poleje się krew!

Mukadder zerwała się z łóżka jak oparzona. — Dlaczego?! Gülsüm otworzyła usta, po czym z ogromnym wahaniem odpowiedziała: — Przez panią Beyzę… Przez dziecko… I przez Hancer.

Twarz Mukadder w jednej sekundzie całkowicie stwardniała. — Viedziałam… — syknęła z nienawiścią. — Viedziałam doskonale, że odkąd ta dziewczyna ponownie przekroczyła próg tego domu, nic dobrego nas nie spotka! — Co mamy zrobić, pani Mukadder? — Zawołaj Fadik z kuchni natychmiast! Nie stój tutaj jak słup, biegnij! — Gülsüm ruszyła do drzwi, ale Mukadder chwyciła ją mocno za ramię. — Czy dziecko jest bezpieczne? — Pani Beyza trzyma je na rękach, ale wszyscy krzyczą i maleństwo zaczęło głośno płakać…

Mukadder pobladła ze strachu o wnuka. — Chodź, mustimy ich natychmiast powstrzymać, zanim dojdzie do tragedii! — Obie kobicę pospiesznie opuściły sypialnię.

Tymczasem Hancer stała przy wielkim oknie salonu, ukryta za zasłoną. Vidziała wyraźnie Cihana i Nusreta szarpiących się na podjeździe. Nie słyszała każdego pojedynczego słowa, ale podniesione, wściekłe głosy docierały do niej przez szyby z pełną jasnością. — Sprowadziłeś ją tutaj bez wstydu i honoru! — krzyczał Nusret. — Pozwalasz jej mieszkać pod tym dachem, kiedy twoja żona rodzi ci syna! — Ona nie ma z tym absolutnie nic wspólnego! — odpowiadał Cihan. — Jeśli chcesz kogoś oskarżać, oskarżaj wyłącznie mnie! — Oczywiście, że ma! Viedziała doskonale, że masz żonę i dziecko!

Hancer drgnęła przy oknie, jakby otrzymała potężny fizyczny cios prosto w twarz. — Nie waż się wypowiadać jej imienia! — ryknął Cihan. — To ja, i tylko ja, podejmowałem te decyzje! To ja odpowiadam za wszystko! — Broniąc jej, poniżasz moją córkę jeszcze bardziej! — Nie pozwolę ci pod żadnym pozorem oczerniać niewinnej kobiety! — Niewinnej?!

Hancer z bólom zamknęła oczy. Czy naprawdę była w tej sytuacji całkowicie niewinna? Nie zdradziła nikogo, nie składała fałszywych obietnic i nigdy w życiu nie chciała rozbijać niczyjej rodziny, a jednak jej sama obecność stała się źródłem potwornego cierpienia dla wszystkich wokół. Beyza patrzyła na nią jak na złodziejkę, która bezczelnie odebrała jej męża, Nusret oskarżał o zniszczenie przyszłości jego jedynej córki, a Mukadder od dawna widziała w niej śmiertelne zagrożenie dla honoru rodu Develioglu.

Hancer mocno przycisnęła dłoń do ust, próbując stłumić szloch. Przypomniała sobie tow ostateczne, milczące spojrzenie Beyzy na schodach – nie było w nim już złości ani nienawiści, i tow właśnie bolało najmocniej na świecie. Gdyby Beyza ją wściekle zaatakowała, oskarżyła albo ordynarnie obraziła, Hancer mogłaby się dumnie bronić. Jednak tamto milczące spojrzenie porzuconej matki było pełne tak autentycznego cierpienia, którego nie dało się odeprzeć żadnym logicznym argumentem. — To wszystko dzieje się przeze mnie… — wyszeptała ze łzami spływającymi po policzkach.

Z podjazdu dobiegł kolejny głośny krzyk Nusreta: — Gdyby nie ta przeklęta Hancer, moja córka nie stałaby teraz na ulicy z noworodkiem!

Hancer cofnęła się gwałtownie od okna, a łzy zalały jej twarz. Próbowała je desperacko otrzeć dłonią, ale pojawiały się kolejne. Nogi nagle całkowicie odmówiły jej posłuszeństwa – podeszła słaniając się do kanapy i ciężko na niej usiadła, chowając twarz w dłoniach. — Ja nigdy tego nie chciałam… — powiedziała do pustego salonu. — Nigdy nie chciałam, żeby ktokolwiek przeze mnie cierpiał…

Przez chwilę słyszała jedynie swój własny, przyspieszony oddech. Potem w jej głowie pojawiła się ostateczna, bolesna myśl, której dotąd panicznie się bała: może jej wielka miłość do Cihana wcale nie była uczuciem, o które należało za wszelką cenę walczyć wbrew całemu światu? Może czasami kochać kogoś naprawdę oznaczało mieć odwagę odeść na zawsze, zanim to cierpienie pochłonie i zniszczy wszystkich wokół?

Na podjeździe sytuacja stawała się skrajnie napięta. Mukadder i Fadik z krzykiem wybiegły przed dom, a Gülsüm zatrzymała się nieco dalej, zbyt przerażona, by ponownie podejść blisko mężczyn. — Cihan! — zawołała ostro Mukadder. — Natychmiast go puść!

Cihan z trudem opanował emocje i powoli rozluźnił uścisk na ubraniu Nusreta, ale starszy mężczyna pod żadnym pozorem nie zamierzał ustąpić. — Niech pani lepiej zapyta swojego syna, co bezczelnego zrobił! — rzucił Nusret.

Mukadder spojrzała ze współczuciem na zapłakaną Beyzę i płaczące dziecko. Na moment jej surowa twarz wyraźnie złagodniała. — Beyza… Daj mi mojego wnuka, proszę. Na zewnątrz jest potwornie zimno, przeziębi się. Beyza gwałtownie cofnęła się v stronę samochodu, osłaniając małego. — Nie! — Nie chcę ci go absolutnie zabrać, Beyza. Ja się tylko szczerze martwię o jego zdrowie. — Za późno na waszą wielką troskę! Kiedy naprawdę potrzebowałam pomocy tej rodziny, niki z was nie stał przy mnie!

Mukadder mocno zacisnąła usta. — Nie mów tak, Beyza. To dziecko jest krwią z naszej krwi i częścią naszej rodziny… — Ale jego matka już dla was tą częścią nie jest, prawda? — przerwała jej z bólom Beyza. — Ja tego nie powiedziałam. — Nie musiała pani mówić, w tym domu zawsze byłam traktowana jak przedmiot, który można bezkarnie przesunąć na bok, kiedy tylko pojawi się ktoś ważniejszy!

Mukadder odruchowo spojrzała w stronę okna salonu, za którym wcześniej stała ukryta Hancer. — Vszystko można jeszcze spokojnie naprawić i poukładać, Beyza… Beyza stanowczo pokręciła głową, a jej łzy lśniły w słońcu. — Nie, Mukadder. Tego nie da się już nigdy naprawić.

Nusret odwrócił się v stronę zięcia. — Słyszysz ją, Develioglu?! Doprowadziłeś swoją żonę do takiego stanu rozpaczy, a mimo tow stoisz tutaj bezczelnie i bronisz tamtej kobiety! — Powiedziałem już wyraźnie: Hancer nie jest w żaden sposób odpowiedzialna za moje autonomiczne decyzje! Jeśli chcesz kogoś oskarżać, oskarżaj mnie! — A więc oficjalnie przyznajesz przed matką, że świadomie wyrzuciłeś własną rodzinę i syna ze swojego życia?! — Nikogo nie wyrzuciłem! — A jak inaczej, u licha, nazwiesz tow, co teraz robisz?!

Cihan spojrzał na płaczącą Beyzę, a jego twarz była pełna potwornego wyczerpania i bezsilności. — Beyza… Ja nigdy, od samego początku, nie obiecywałem ci miłości. Ty o tym wiedziałaś. Beyza z bólom zamknęła eyes. Mukadder zrobiła szybki krok w stronę syna: — Cihan, przestań, nie teraz… — Nie, mamo! Niech tow wreszcie zostanie powiedziane jasno i wyraźnie przed wszystkimi! — odpowiedział stanowczo Cihan. — Od samego początku układu doskonale wiedziałaś, jaka jest między nami naga prawda. — Viedziałam… — przyznała Beyza cicho przez łzy. — Ale ludzka nadzieja pod żadnym pozorem nie chce słuchać suchej prawdy… — Umówiliśmy się przecież jasno, że jako ojciec zaopiekuję się dzieckiem i zabezpieczę je finansowo. Powiedziałem, że pod żadnym pozorem nie pozwolę, aby mojemu synowi czegokolwiek w życiu brakowało! — Dziecko do prawidłowego rozwoju panicznie potrzebuje w życiu czegoś znacznie więcej niż twoich brudnych pieniędzy, Cihan! — Viem o tym. — Nie, Cihan, ty nic nie wiesz! Gdybyś miał chociaż gram pojęcia o ojcostwie, nie musiałabym upokarzona przychodzić tutaj z noworodkiem i błagać cię na podjeździe, żebyś chociaż łaskawie na niego spojrzał! — Chcę być dla niego prawdziwym ojcem! — Jakim ojcem, pytam?! Takim, który łaskawie pojawi się u niego raz na tydzień z drogimi prezentami? Takim, który co miesiąc wyśle przelew i sucho zapyta przez telefon, czy dziecko jest zdrowe? Takim ojcem, który zawsze, bawiąc się z własnym synem, będzie nerwowo patrzył przez ramię, czy Hancer przypadkiem nie cierpi z powodu jego obecności przy dziecku?!

Cihan całkowicie zamilkł, nie potrafiąc znaleźć żadnego argumentu przeciwko jej słowom. Beyza uśmiechnęła się smutno przez łzy. — Vłaśnie takiego tchórzostwa się po tobie spodziewałam… — Nie próbuj mnie teraz przed ojcem przedstawiać jako bezdusznego potwora, Beyza! — Nie muszę nic robić, sam swoimi czynami doskonale pokazujesz, kim dla ciebie jesteśmy. — Nigdy w życiu cię nie oszukiwałem! — Czasami mężczyna wcale nie musi kłamać, żeby śmiertelnie zranić drugą osobę, Cihan. Czasami wystarczy po prostu, że z egoizmu pozwala jej przez miesiące mieć fałszywą nadzieję…

Cihan bezsilnie pokręcił głową. — Nie pozwalałem ci na nic, Beyza! Powtarzałem ci jak mantrę przy każdej okazji, że moje uczucia do Hancer nigdy się nie zmienią! — A mimo tow z egoizmu zgodziłeś się, żebym została w dworku! Zgodziłeś się milczeniem, żebym każdego dnia wyobrażała sobie nasz wspólny dom, rodzinne śniadania w jadalni i ciebie dumnie trzymającego naszego syna na rękach! Nie miałeś odwagi powiedzieć mi wprost: „odejdź”, dopóki naprawdę ślepo nie uwierzyłam, że mogę przy tobie zostać!

Nusret ponownie oskarżycielsko wycelował w niego palec: — Słyszysz ją, Develioglu?! Cynicznie wykorzystałeś jej wielką miłość do ciebie! — Nie wykorzystywałem nikogo! — V takim razie udowodnij tow czynem: zostaw Hancer raz na zawsze i wróć jak prawy mężczyna do swojej żony i syna!

Na podjeździe rezynencji zapadła paraliżująca, długa cisza – wszyscy obecni z zapartym tchem czekali na ostateczną odpowiedź Cihana. Mukadder spoglądała na niego z ogromną, niemal błagalną nadzieją w oczach, Fadik nerwowo splatała dłonie na piersi, a Gülsüm ze strachu przestała swobodnie oddychać. Cihan spojrzał prosto w zapłakane oczy Beyzy, potem przeniósł wzrok na śpiące niemowlę. Przez jedną, krótką chwilę wszystkim wydało się, że mężczyna ostatecznie się zawahał pod ciężarem odpowiedzialności, jednak w końcu wyprostował się dumnie i powiedział lodowatym głosem: — Nie mogę tego zrobić.

Beyza z bólom spuściła głowę, a Nusret v furii zacisnął pięści. — Nie zrobisz tego nawet dla własnego rodzonego syna?! — Mogę i będę dla niego najlepszym ojcem, Nusret, ale pod żadnym pozorem nie zamierzam udawać fałszywej miłości do jego matki. Nie zmuszaj mnie. — Prawdziwa rodzina tow nie jest jakieś tanie przedstawienie teatralne dla opinii publicznej! — krzyknął wściekle Nusret. — Vłaśnie dlatego nie zamierzam dłużej udawać kogoś, kim nie jestem! Nie chcę wychowywać mojego syna w dusznej atmosferze domu pełnego kłamstw i pozorów! Nie chcę, żeby tow dziecko każdego dnia patrzyło na dwoje nieszczęśliwych ludzi, którzy żyją obok siebie jak obcy, nie kochają się i nazywają to toksyczne piekło małżeństwem! — A uważasz, że samotne życie bez ojca będzie dla niego miliard razy lepsze?! — Powiedziałem wyraźnie: nie zamierzam pod żadnym pozorem zniknąć z jego życia!

Beyza spojrzała na niego z nieskończonym żalem: — Ty już zniknąłeś z jego życia, Cihan. Nie było cię przy nim w najważniejszym, granicznym momencie narodzin. — Mogę tow wszystko z nawiązką naprawić, Beyza, daj mi szansę… — Nie wszystko na tym świecie da się naprawić słowami.

Cihan zrobił szybki krok v jej stronę, wyciągając ręce. — Błagam cię… Daj mi go chociaż na chwilę potrzymać na rękach. Beyza spojrzała na małego, śpiącego chłopca, po czym z determinacją pokręciła głową. — Nie, Cihan. Nie dotykaj go. Nie zatrzymuj nas dłużej. — To jest mój rodzony syn, Beyza! — Tak, jest twój, i właśnie dlatego powinieneś był całym swoim sercem wybrać go dawno temu, zanim zostałeś do tego zmuszony krzykiem na podjeździe! — Nie każ mi, miej litość, wybierać między moim synem a miłością do Hancer! — Ja cię do niczego nie zmuszam, Cihan. Ty sam swoim zachowaniem już dawno dokonałeś ostatecznego wyboru.

Te Słowa zawisły między nimi na podjeździe niczym ostateczny wyrok sądu. Beyza odwróciła się zdecydowanie do ojca. — Słyszałeś go, tato? Nusret mocno położył dłoń na her ramieniu. — Słyszałem, córeczko. Nie będziemy już ani sekundy dłużej marnować czasu na tego człowieka. — Ani ja, ani mój syn nie będziemy na ciebie czekać, Cihan — dodała Beyza chłodno. — V twoim sercu nigdy nie było i nie będzie dla nas prawdziwego miejsca.

Cihan drgnął pod tym zarzutem. — Nie mów tak, Beyza! To dziecko zawsze ma i będzie miało najważniejsze miejsce w moim życiu! — Miejsce w twoim portfelu tow nie tow samo, co miejsce w sercu, Cihan. On nigdy nie będzie miał prawdziwego, ciepłego domu u twojego boku, bo w każdej minucie życia będziesz nerwowo patrzył przez ramię, jak twoja obecność przy nas wpływa na samopoczucie Hancer! — To nieprawda! — V takim razie powiedz teraz, przy matce, jedno proste zdanie: „wybieram was i wracam do żony”. Powiedz tow!

Cihan całkowicie zamilkł. Beyza odczekała w napięciu kilka sekund, po czym smutno i z rezygnacją skinęła głową. — Vłaśnie tak myślałam…

Nusret sprawnie otworzył tylne drzwi samochodu, a Beyza ostrożnie usiadła na siedzeniu z płaczącym dzieckum na rękach. Zanim starszy mężczyna zamknął drzwi, Beyza spojrzała na męża przez uchyloną szybę po razy ostatni – v her oczach nie było już żadnej prośby ani bolesnego wyczekiwania. — Nie jedź za nami, Cihan — powiedziała cicho, ale niezwykle stanowczo. — Nie dzwoń do mnie dzisiaj, nie szukaj nas i błagam, nie składaj kolejnych pięknych obietnic, których nie masz w sobie siły spełnić. Pozwól mi po tym wszystkim zachować chociaż resztki mojej kobiecej godności. — Beyza, nie masz najmniejszego prawa zabraniać mi widywać mojego własnego syna! — Nie zabraniam ci nigdy być ojcem, Cihan, ale ja nie mam już zamiaru więcej błagać cię na kolanach, żebyś tym ojcem został. Żegnaj. — Zdecydowanym ruchem zamknęła szybę auta.

Nusret podszedł do miejsca kierowcy, ale zanim wsiadł za kierownicę, odwrócił się i posłał Cihanowi ostateczne, nienawistne spojrzenie. — Pewnego dnia ten niewinny chłopiec urośnie i zapyta cię prosto w twarz: „Tato, gdzie byłeś, kiedy się urodziłem i najbardziej cię potrzebowałem?”. Mam ogromną nadzieję, Develioglu, że znajdziesz wtedy taką odpowiedź, z którą będziesz potrafił spokojnie żyć do końca swoich dni. — Nie waż się wykorzystywać mojego syna do swojej osobistej zemsty, Nusret! — To nie jest żadna zemsta, Cihan. To są jedynie naturalne konsekwencje twojego własnego egoizmu i wyboru.

Nusret wsiadł do samochodu, zatrzasnął drzwi i energicznie uruchomił silnik. Widząc, że auto rusza, Mukadder w panice podbiegła bliżej pojazdu, łapiąc za klamkę: — Beyza! Nusret! Błagam was, zaczekajcie! Nie zabierajcie mojego jedynego wnuka z tego domu!

Szyba od strony tylnego siedzenia opuściła się nieznacznie na milimetry. — To być może jest pani wnuk, Mukadder — odpowiedziała chłodno Beyza. — Ale przede wszystkim tow jest moje własne dziecko. I jako matka muszę zabrać go jak najdalej stąd, w miejsce, gdzie nie będzie musiał dorastać pośród toksycznych ludzi, którzy każdego dnia kłócą się o tow, czy w ogóle jest dla niego miejsce w ich sercach.

Szyba ponownie się szczelnie podniosła, a samochód z piskiem opon ruszył przed siebie, gwałtownie opuszczając podjazd rezynencji.

Cihan stał przez dłuższą chwilę całkowicie nieruchomo pośrodku podjazdu, jakby dopiero w tej sekundzie z niszczycielską jasnością dotarła do jego umysłu potworna prawda: naprawdę pozwolił im odjechać. Kiedy niebieski samochód zaczął szybko nabierać prędkości i zniknął za wielką kutą bramą posiadłości, coś w jego piersi ostatecznie pękło. Nie był w stanie nad sobą zapanować – ruszył w szaleńczym biegu za oddalającym się pojazdem. — Zatrzymaj się!!! — ryczał na całą okolicę. — Nusret, zatrzymaj ten samochód w tej sekundzie!!!

Nusret jednak pod żadnym pozorem nie zareagował na krzyki i tylko mocniej docisnął pedał gazu. Cihan w furii dopadł do maski stojącego nieopodal swojego drugiego auta i z całej siły uderzył w nią obiema dłońmi, zmuszając się do zatrzymania. Oddychał nienaturalnie ciężko, a w jego oczach płonęła czysta, bezsilna furia skrzywdzonego mężczyny. — Nie zabierzesz mi syna, Nusret!… — charczał z wściekłości.

Drzwi auta na końcu podjazdu na moment się uchyliły i Beyza wysiadła ostrożnie na ułamek sekundy, trzymając dziecko blisko piersi, by uciszyć jego krzyki. — Czego ty jeszcze od nas chcesz, Cihan?! Powiedz wreszcie! — Nie wiem… — wykrzyknął nagle Cihan na cały podjazd, a jego własny głos załamał się ze szlochem. Vszyscy wokół w jednej sekundzie całkowicie zamilkli, porażeni tym wyznaniem. Nawet sam Cihan wydawał się w głębi duszy całkowicie zaskoczony własnym, bezbronnym wyznaniem. — Nie wiem już sam, co mam robić… — powtórzył znacznie ciszej, a łzy napłynęły mu do oczu. — Nie mam pojęcia, jak mam naprawić coś, co od samego początku było jednym wielkim błędem i farsą… Ale wiem jedno z absolutną, paraliżującą pewnością: kiedy patrzę na ten odjeżdżający samochód, mam potworne wrażenie, że bezpowrotnie zabieracie ze sobą cząstkę mojej własnej duszy…

Beyza spojrzała na niego przez mgłę własnych łez, a jej głos zadrżał od nagromadzonego żalu: — A kiedy ja przez te wszystkie miesiące patrzyłam na ciebie stojącego wiernie przy Hancer, miałam każdego dnia potworne wrażenie, że ja i mój syn nigdy, ani przez sekundę, nie byliśmy częścią twojego prawdziwego życia, Cihan… — Nie chcę w żaden sposób skrzywdzić mojego dziecka, Beyza, przysięgam ci… — Ty już je śmiertelnie skrzywdziłeś swoim chłodem, zanim zdążyło w ogóle zrozumieć, kim naprawdę jesteś! — Błagam cię, daj mi chociaż jedną szansę… — Szansę na co, Cihan? Powiedz mi! — Mężczyzna otworzył usta, ale nie był w stanie wydusić z siebie ani jednego słowa. Beyza podeszła o krok bliżej, trzymając małego. — Szansę na bycie dobrym mężem? Przecież ty tego całym sobą nie chcesz. Szansę na stworzenie ciepłej rodziny? Nie potrafisz tego zrobić bez miłości. Szansę na bycie ojcem? Przecież nawet w tej sekundzie sam nie wiesz w głębi duszy, czy naprawdę pragniesz nim być dla niego, czy tylko panicznie boisz się, że ktoś bezkarnie odbierze ci coś, co arbitralnie uważasz za swoją prywatną własność!

Cihan z bólom spojrzał na płaczące niemowlę. — On jest mój… On należy do mojego rodu. — Żywe dziecko pod żadnym pozorem nie jest twoją prywatną rzeczą, Cihan! — podniosła głos Beyza. — Nie możesz po prostu jak władca uderzyć pięścią w mahoniowy stół i dumnie ogłosić całemu światu, że należy do ciebie! Na jego miłość i szacunek musisz ciężko pracować każdego dnia! Mustisz być fizycznie obecny przy nim! Mustisz wybierać jego dobro każdego świętego dnia, a nie tylko wtedy, kiedy z egoizmu widzisz, że jego matka pakuje walizki i odjeżdża z rezynencji!

Słowa Beyzy docierały do jego umysłu powoli, ale każde z nich zostawiało w jego psychice głęboki, niezbywalny ślad. Vnętrze dworku skrywało Hancer, która słysząc pisk opon i krzyki na podjeździe, ponownie podeszła blisko do szyby salonu. Vidziała wyraźnie Cihana stojącego jak żywy trup przed samochodem, widziała zrozpaczoną Beyzę z dzieckum na rękach i Mukadder płaczącą rzewnymi łzami na kamiennych schodach. V tej jednej, przełomowej sekundzie Hancer z lodowatą jasnością zrozumiała, że żadne, nawet najbardziej szlachetne rozwiązanie nie jest w stanie przynieść upragnionego szczęścia wszystkim osobom w tym trójkącie. Jeśli Cihan pozwoli Beyzie odeść na zawsze, bezpowrotnie straci pierwsze, najważniejsze chwile z życia swojego jedynego syna. Jeśli zatrzyma ją siłą pod jednym dachem rezynencji, Beyza nadal będzie żyła złudną nadzieją na miłość, a Hancer stanie się dla całej rodziny i opinii publicznej ostatecznym symbolem zdrady i rozbicia małżeństwa. Jeśli zaś to Hancer odejdzie na zawsze w nieznane, uratuje pozory moralności rodziny, ale nie stworzy sztucznej miłości tam, gdzie jej nigdy nie było.

Cihan spojrzał na żonę ze skrajną bezsilnością. — Nie mogę obiecać ci miłości, Beyza… — powiedział w końcu cicho. — Nie potrafię tego zrobić, tow byłoby obrzydliwe kłamstwo. Ale przysięgam na honor, że nigdy nie porzucę mojego syna. Beyza ze smutkiem pokręciła głową, wsiadając z powrotem do auta. — Piękne obietnice są wyjątkowo łatwe, Cihan, kiedy samochód stoi przed tobą na podjeździe i blokujesz drogę… Miliard razy trudniej jest je rzetelnie spełniać, kiedy wracasz zmęczony do domu i widzisz w salonie kobicę, którą naprawdę nad życie kochasz. — Daj mi chociaż udowodnić, że potrafię być odpowiedzialny… — Nie dzisiaj, Cihan. Dzisiaj jest już na tow za późno. — Zamknęła zdecydowanie drzwi.

Cihan pozostał na środku drogi, opuszczając bezwładnie ręce. Nusret powoli wrzucił bieg i samochód z ryczącym silnikiem ruszył przed siebie, mijając go. Tym razem Cihan nie podjął już żadnej próby pościgu ani zatrzymania pojazdu: stał całkowicie nieruchomo w tumanach kurzu, patrząc z rozrywającym serce bólom, jak niebieski samochód ostatecznie opuszcza teren rezynencji Develioglu. Dopiero gdy pojazd całkowicie zniknął mu z oczu za horyzontem, bezsilnie opuścił głowę na piersi, a jego dłonie zaczęły gwałtownie drżeć z nadmiaru emocji.

Mukadder, płacząc, podeszła do niego i chwyciła go za ramię. — Co ty zrobiłeś, synu?!… — zawołała z bezgraniczną goryczą. Cihan nie był w stanie wydusić ani słowa. — Pozwoliłeś tak po prostu, żeby zabrali z tego domu twoje własne, pierworodne dziecko?! — Nie pozwoliłem, mamo… Ja po prostu… Ja po prostu nie miałem w sobie prawa, by zatrzymać ich siłą… — Mustiałeś wypowiedzieć tylko jedno, proste zdanie! Mustiałeś jej uroczyście powiedzieć przy Nusrecie, że wybierasz rodzinę i obowiązek! Cihan spojrzał na matkę wzrokiem pełnym bolesnego wyrzutu: — Nie mam zamiaru budować przyszłości mojej rodziny na obrzydliwym kłamstwie i pozorach, mamo! — A teraz? Co takiego wspaniałego zbudowałeś swoim uporem?! Zbudowałeś całkowicie pusty, zimny dom!

Mężczyzna odwrócił od niej wzrok i spojrzał w stronę okna salonu – tam, za szybą, dostrzegł zapłakaną twarz Hancer. Ich spojrzenia spotkały się na jedną, krótką chwilę pełną niewypowiedzianego cierpienia. Cihan wyglądał tak, jakby chciał w tej sekundzie natychmiast pobiec do niej, zamknąć ją w ramionach i szukać pocieszenia, lecz paraliżujące poczucie winy odebrało mu pewność, czy po tym wszystkim nadal ma do tego jakiekolwiek moralne prawo.

Mukadder również śledziła jego wzrok i dostrzegła stojącą w oknie Hancer. Jej twarz momentalnie wykrzywiła potworna gorycz i nienawiść. — To wszystko dzieje się wyłącznie przez nią!… — syknęła oskarżycielsko do syna. — Gdyby ta dziewczyna nie wróciła… — Powiedziałem: nie, mamo! — przerwał jej ostro i stanowczo Cihan, stając w obronie żony. — Hancer pod żadnym pozorem nie odpowiada za moje osobiste, męskie decyzje! Przestań ją w końcu bezpodstawnie winić! — Zawsze, bez względu na wszystko, będziesz ślepo jej bronił przed własną matką?! — Będę jej bronił tak długo, jak długo będzie przez was wszystkich niesprawiedliwie i podle oskarżana o całe zło tego świata! Mukadder z rezygnacją pokręciła głową. — Straciłeś właśnie żonę i syna, a mimo to pierwszą rzeczą, jaką robisz na podjeździe, jest agresywna obrona jej osoby… To szaleństwo. — Beyza nigdy w moim sercu nie była naprawdę moją żoną, mamo. Ale urodziła mi dziecko i przysięgam, że będę dla tego chłopca najlepszym ojcem, bez względu na wszystkie przeszkody i odległość! — Oby tylko nie było na tow za późno, Cihan… — Mukadder odwróciła się v głębokim smutku i wolnym krokiem weszła z powrotem do dworku, a Fadik oraz Gülsüm w milczeniu podążyły tuż za nią.

Cihan został całkowicie sam na opustoszałym podjeździe rezynencji. Przez kilka minut wpatrywał się tępo w pustą bramę, po czym podszedł do swojego auta, oparł się o maskę i z całej siły położyła obie dłonie na głowie, próbując uciszyć pulsujący ból. Gniew i adrenalina wciąż w nim potężnie buzowały, ale nie miał już na kogo ich wyładować: nie mógł obwinić zranionej Beyzy, bo miała pełne prawo czuć się odrzucona jako matka; nie mógł obwinić Nusreta, bo mężczyna bronił godności córki; nie mógł obwinić ukochanej Hancer, bo tow ona z czystego serca kazała mu biec za odchodzącym dzieckum, ani nawet Mukadder, choć jej presja skomplikowała wszystko. Pozostawał tylko on sam i jego własne błędy. Cihan mocno zacisnął dłonie w pięści i z całej siły uderzył nimi w metalową maskę samochodu – metal wydał głuchy, bolesny dźwięk, a na jego twarzy pojawił się grymas totalnej wściekłości i bezsilności. — Do diabła!!! — wrzasnął na całą okolicę, a jego głos odbił się głębokim echem od potężnych murów Develioglu.

V salonie Hancer ze łzami w oczach słyszała jego rozpaczliwy krzyk i bezwiednie zamknęła eyelids. Viedziała doskonale, jak potwornie Cihan w tej sekundzie cierpi, i wiedziała również, że kiedy za chwilę przekroczy próg tego domu, będzie panicznie potrzebował kogoś bliskiego, kto pomoże mu odnaleźć właściwą drogę do syna. Jednak po razy pierwszy w życiu z tak bolesną, lodowatą jasnością poczuła, że jej dalsza obecność pod tym dachem będzie jedynie potężną przeszkodą dla relacji ojca z dzieckiem. Podeszła powoli do kanapy, wzięła do ręki swoją skromną torebkę i spojrzała na drzwi wyjściowe. V jej głowie, pod wpływem miłości i współczucia dla malucha, dojrzała ostateczna, bolesna decyzja. — Może… Może ja powinnam po prostu odeść stąd na zawsze?… — wyszeptała w pustą przestrzeń salonu.

Na zewnątrz Cihan powoli uniósł głowę i spojrzał w stronę okien salonu, szukając jej wzroku, ale Hancer już tam nie było. Dostrzegł jedynie w szybie swoje własne, zniekształcone odbicie – odbicie skrajnie samotnego, zranionego mężczyny stojącego przed potężną, luksusową willą, która nagle wydała mu się całkowicie pusta i pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Jeszcze kilka minut temu trzymał cały los i przyszłość swojego rodu na wyciągnięcie ręki na podjeździe, a teraz pozostała mu jedynie głęboka, duszna cisza, oddalający się obraz niebieskiego auta i świadomość, że jego syn rozpoczyna życie daleko stąd. Cihan jeszcze raz spojrzał w stronę wielkiej bramy, a jego twarz wykrzywił ból i strach: strach, że Beyza naprawdę nigdy nie pozwoli mu zbliżyć się do małego; strach, że Hancer z powodu poczucia winy również podejmie bolesną decyzję i zniknie z jego życia na zawsze; i potworny strach, że próbując za wszelką cenę być uczciwym wobec obu kobiet, ostatecznie straci bezpowrotnie obie. Stał samotnie pośrodku wielkiego podjazdu, otoczony bajecznym luksusem i bogactwem, które nie były w stanie dać mu odpowiedzi na najważniejsze, elementarne pytanie: jak uratować swoją jedyną, wielką miłość do Hancer, nie niszcząc przy tym bezpowrotnie życia i przyszłości własnego, niewinnego dziecka? I właśnie z tym dramatycznym pytaniem, wypisanym bólom na jego twarzy, kończył się ten pełen potężnego napięcia dzień w rezydencji Develioglu.

Jak sądzisz, czy to wstrząsające odejście Beyzy z noworodkiem i narastające poczucie winy u Hancer zmuszą zdesperowaną dziewczynę do potajemnego opuszczenia rezydencji wbrew woli Cihana, zanim mężczyna zdoła zaangażować Engina w prawną walkę o odzyskanie praw do syna?

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Marcin Kwaśny jest bratem prezydenta popularnego miasta. Oto co wyjawił

Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat” Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat”, by opowiedzieć o swoim debiυcie reżyserskim, którym jest film “Odzyskaпy”. Towarzyszyła mυ…

Odrzucony posiłek i wyznanie wobec braku wyboru Gdy Gülsüm przychodzi do salonu z powiadomieniem o kolacji przygotowanej z inicjatywy Beyzy, Cihan w chłodnych słowach odrzuca posiłek i…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page