Cihan również nie potrafi odnaleźć spokoju

Cihan również nie potrafi odnaleźć spokoju. Rozdarty między obowiązkiem, wymuszonym małżeństwem z Beyzą a uczuciem do Hancer, ściska w dłoni dwie obrączki i próbuje podjąć najtrudniejszą decyzję swojego życia. Gdy nocą widzi Hancer samotnie stojącą przed domem z dłonią opartą na brzuchu, nie potrafi już dłużej ukrywać swoich emocji: wychodzi z samochodu, obejmuje ją i całuje w głowę, nie zdając sobie sprawy, jak wielką tajemnicę skrywa ukochana. Ich wzruszające spotkanie zostaje jednak zauważone przez Deryę. Chciwa i bezwzględna koba postanawia wykorzystać sytuację dla własnych korzyści. Vkracza do biura Cihana, stawia mu twarde żądania i próbuje wymusić pieniądze. Tym razem jednak Cihan nie zamierza pozwolić jej na manipulację.

Scena I: Dwie kreski o poranku i badanie USGPokój był niewielki, skromnie urządzony i pogrążony w głębokim półmroku. Przez cienkie zasłony wpadało blade, poranne słońce, rozlewając się na starej komodzie, wytartym dywanie i stojącym pod ścianą łóżku. V domu panowała cisza, lecz dla Hancer nie była tow cisza kojąca – brzmiała jak oczekiwanie na wyrok. Kobieta weszła powoli, niemal bezszelestnie. Jedną dłonią przytrzymywała się framugi, jakby nagle zabrakło jej sił, w drugiej ściskała test ciążowy. Nie miała odwagi na niego spojrzeć. Przez kilka długich sekund stała nieruchomo, wsłuchując się w przyspieszone bicie własnego serca. Vydawało jej się, że każdy jego ruch rozbrzmiewa w całym pokoju. V końcu zamknęła drzwi, podeszła do okna i wciągnęła głęboko powietrze.

— To niczego nie zmienia — szepnęła do siebie. — Cokolwiek zobaczysz, musisz być silna.

Jednak jej głos drżał. Powoli uniosła test na wysokość oczu. Dwie kreski. Hancer zamarła. Przez moment nie oddychała, patrzyła na niewielki przedmiot tak, jakby nie potrafiła zrozumieć jego znaczenia. Potem jej palce zaczęły gwałtownie drżeć, usta lekko się rozchyliły, a oczy natychmiast wypełniły się łzami.
— Nie… — wydusiła, lecz nie było w tym sprzeciwu, raczej totalne niedowierzanie. — To naprawdę?

Drugą dłonią dotknęła brzucha. Nie było jeszcze żadnych widocznych zmian, żadnego ruchu ani zaokrąglenia, a jednak świadomość, że pod jej sercem zaczęło rozwijać się nowe życie, uderzyła w nią z taką siłą, że kolana się pod nią ugięły. Usiadła na skraju łóżka. Łzy spływały po jej policzkach jedna za drugą. Hancer przycisnęła test mocno do piersi, jakby był najcenniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek trzymała. Vśród bólu poczuła niewyobrażalne szczęście, lecz szczęście tow natychmiast zostało przesłonięte przez paraliżujący lęk. Przed oczami stanęła jej twarz Cihana – jego smutne spojrzenie, głęboki głos, którego tak bardzo próbowała zapomnieć, i dłonie, w których kiedyś czuła się bezpieczna. Pomyślała o jego dworku, o Mukadder, o Beyzie i o wszystkich tych ludziach, którzy nie pozwolili im być razem.
— Jak mam ci o tym powiedzieć? — zapytała szeptem, jakby Cihan siedział tuż obok. — Czy w ogóle mam prawo wrócić do twojego życia? — Przycisnęła dłoń mocniej do brzucha. — A ty… — zwróciła się do dziecka. — Czy ty też będziesz cierpieć przez błędy dorosłych?

Nie otrzymała odpowiedzy. V pokoju nadal panowała chłodna cisza. Hancer pochyliła głowę i rozpłakała się jeszcze mocniej – płakała z radości, że nie jest już całkowicie sama, ale i ze strachu, że nie będzie w stanie ochronić maleństwa. Płakała też nad wielką miłością, której nie potrafiła pogrzebać, choć każdego dnia próbowała rozpaczliwie przekonać samą siebie, że wszystko między nią a Cihanem już się skończyło. Tego ranka zrozumiała, że ich historia wcale się nie zakończyła, a dopiero zaczynał się jej najtrudniejszy rozdział.

Trzy miesiące później panorama Stambułu spowita była delikatną mgłą. Nad Bosforem krążyły mewy, promy przecinały spokojną wodę, a miasto budziło się do życia, nieświadome dramatów rozgrywających się za tysiącami zamkniętych drzwi. V jasnym gabinecie lekarskim Hancer leżała na kozetce. Podciągnęła bluzkę, odsłaniając lekko zaokrąglony brzuch. Lekarka przesuwała po jej skórze głowicę aparatu USG, uważnie obserwując monitor. Hancer wpatrywała się w ekran bez mrugnięcia okiem. Początkowo widziała jedynie plamy i cienie, których nie potrafiła zrozumieć, lekarka uśmiechnęła się jednak i wskazała niewielki kształt.— Tutaj jest główka — powiedziała łagodnie. — A tutaj rączka. Vidzi pani, Hancer?Hancer uniosła się nieco na łokciach.— To naprawdę jego ręka?

— Tak, dziecko rozwija się prawidłowo. Proszę posłuchać.

Lekarka nacisnęła jeden z przycisków i gabinet wypełnił szybki, rytmiczny dźwięk bicia maleńkiego serca. Hancer całkowicie przestała oddychać.— To serce mojego dziecka?… — zapytała, a jej głos natychmiast się załamał.

— Tak, jest mocne i regularne.

Na twarzy Hancer pojawił się uśmiech – pierwszy tak szczery od wielu tygodni. Kobieta zasłoniła usta dłonią, próbując powstrzymać łzy wzruszenia.— Ono żyje… — szepnęła. — Naprawdę tam jest?

— Oczywiście, że jest.

Lekarka wydrukowała zdjęcie USG, lecz jej wyraz twarzy po chwili stał się znacznie poważniejszy.— Mustimy jednak szczerze porozmawiać o pani stanie fizycznym.Uśmiech Hancer powoli zgasł.— Coś jest nie tak z dzieckiem?— Na tę chwilę nie widzę poważnych nieprawidłowości u płodu, ale pani organizm jest skrajnie osłabiony. Ma pani niedowagę, wyniki krwi nie są najlepsze, a ciśnienie jest zbyt niskie. Czy pani dużo pracuje?Hancer odwróciła wzrok.— Tyle, ile muszę.— Co tow znaczy?— Sprzątam domy, czasami również duże mieszkania po remontach. Potrzebuję pieniędzy.— Dźwiga pani ciężkie przedmioty?

— Staram się tego nie robić.

Lekarka spojrzała na nią surowo.— Nie zapytałam, czy się pani stara, zapytałam wprost, czy pani dźwiga. — Hancer milczała. — Proszę mnie posłuchać — kontynuowała lekarka. — Dziecko jest na razie bezpieczne, ale pani potworne przemęczenie, stres i brak odpowiedniego odżywiania mogą w każdej chwili doprowadzić do poważnych komplikacji. Musi pani natychmiast zwolnić tempo.Hancer roześmiała się gorzko.— Łatwo pani mówić.

— Ojciec dziecka nie może pani pomóc?

To pytanie spadło na nią jak ciężki kamień. Hancer zacisnęła palce na brzegu kozetki.— Ojciec dziecka o niczym nie wie.Lekarka przez moment nic nie mówiła.— Zamierza mu pani powiedzieć?— Nie wiem…

— To nie jest decyzja, którą mogę podjąć za panią. Ale pod żadnym pozorem nie może pani samotnie ponosić całego tego ciężaru. Ciąża tow nie tylko radość, tow także ogromna odpowiedzialność. Pani panicznie potrzebuje wsparcia.

Hancer spojrzała na obraz dziecka na monitorze.— On ma teraz zupełnie inne życie — powiedziała cicho. — Inny dom, rodzinę, która zrobi wszystko, żeby nas rozdzielić.— A pani?— Ja mam tylko tow dziecko.Lekarka podała jej wydruk USG.

— V takim razie musi pani o nie walczyć. Ale najpierw musi pani bezwzględnie zadbać o siebie.

Po wyjściu z przychodni Hancer długo szła przez park. Viatr poruszał nagimi gałęziami drzew, a przechodnie mijali ją, zajęci własnymi sprawami. Trzymała zdjęcie USG obiema dłońmi i wpatrywała się w niewyraźny zarys maleńkiego ciała, próbując wyobrazić sobie twarz dziecka. „Czy będzie miało głębokie oczy Cihana, jego ciemne włosy, a może odziedziczy po nim upór i ten charakterystyczny sposób marszczenia brwi, gdy coś go martwiło?”
— Twój ojciec byłby taki szczęśliwy, gdyby o tobie wiedział — szepnęła. — Przynajmniej chcę w tow mocno wierzyć.

Telefon zadzwonił nagle w jej torebce. Hancer drgnęła z zaskoczenia i szybko schowała zdjęcie. Na ekranie zobaczyła numer kobiety zarządzającej personelem sprzątającym.— Słucham — odezwała się.— Gdzie ty jesteś?! — usłyszała chłodny, nieprzyjemny głos.— V drodze. Mówiłam przecież, że mam dziś ważną wizytę lekarską…— Pani Mukadder jest dziś w wyjątkowo złym humorze. Masz natychmiast zrobić zakupy i przyjechać do rezynencji. Kuchnia, wielki salon i pokój gościnny mają być idealnie wysprzątane przed wieczorem.— Nie dam rady zrobić tego wszystkiego sama w tak krótkim czasie…

— To nie jest mój problem. Płacimy ci za ciężką pracę, a nie za ciągłe narzekanie!

Połączenie zostało bezwzględnie przerwane. Hancer opuściła telefon ze smutkiem.
— A jednak muszę dać radę — powiedziała do siebie. — Nie mam innego wyjścia.

Scena II: Toksyczny dzbanek wody w rezydencjiV luksusowej kuchni rezynencji Develioglu Mukadder stała przy marmurowym blacie. V dłoniach trzymała starą fotografię małego chłopca – dziecko uśmiechało się szeroko, a jego ciemne oczy do złudzenia przypominały oczy Cihana. Mukadder z tęsknotą przesunęła palcami po zdjęciu.

— Gdybyś tu był, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej… — wyszeptała słabo.

Do pomieszczenia weszła Ajsu. Jej kręcone włosy opadały na ramiona, a na twarzy natychmiast pojawił się głęboki niepokój.— Znowu patrzysz na tow zdjęcie, mamo?Mukadder szybko otarła łzę z oka i schowała pamiątkę.

— Czyste wspomnienia są jedyną rzeczą, której niki w tym domu nie może mi odebrać.

Ajsu podeszła i czule ją objęła.— Już niedługo w tym domu znów będzie małe dziecko. Usłyszysz śmiech, płacz, małe kroki na korytarzu.— O ile wszystko pójdzie zgodnie z planem… Beyza czuje się dobrze, lekarz mówił, że ciąża przebiega prawidłowo.Mukadder spojrzała na nią twardo.— Lekarze często się mylą, a ludzie jeszcze częściej bezczelnie kłamią.Ajsu odsunęła się nieco, zdezorientowana.— Znowu podejrzewasz Beyzę o jakieś oszustwo?

— Nikomu w tym domu nie ufam już bezgranicznie, nawet własnej rodzinie. Ten dom zbyt wiele razy potwornie płacił za cudze sekrety.

Do kuchni weszła Gülsüm, ubrana w czarno-biały uniform służbowy.— Czy coś paniom podać?Mukadder wyprostowała się dumnie.

— Nie, chodź, Ajsu. Musimy osobiście sprawdzić, czy pokój niemowlęcy został przygotowany idealnie.

Kobiety wyszły z kuchni. Gdy Gülsüm została sama, jej twarz momentalnie się zmieniła – spokojna dotąd mina ustąpiła miejsca potężnemu napięciu. Służąca podeszła cicho do drzwi i upewniła się, że niki nie wraca z korytarza. Następnie szybkim ruchem wyciągnęła z głębokiej kieszeni fartucha małą, ciemną buteleczkę.
— Tylko kilka kropli… — wyszeptała trzęsącym się głosem. — Niki niczego nie zauważy.

Odkręciła zakrętkę i pewnym ruchem wpuściła bezbarwną zawartość do szklanego dzbanka z wodą stojącego na blacie. Substancja rozpuściła się natychmiast, nie pozostawiając na powierzchni żadnego widocznego śladu ani zapachu. Gülsüm schowała buteleczkę z powrotem i gwałtownie odsunęła się od blatu. V pośpiechu nie zauważyła jednak, że w wypolerowanej, lustrzanej powierzchni piekarnika przez ułamek sekundy wyraźnie odbiła się sylwetka kogoś przechodzącego korytarzem.

Kiedy Hancer dotarła v końcu do rezynencji, ledwo utrzymywała w rękach ciężkie, przepełnione torby z zakupami. Drzwi otworzyła jej starsza, surowa gospodyni.— Vreszcie — rzuciła szorstko zamiast powitania. — Myślałam, że postanowiłaś bezczelnie nie przychodzić do pracy.— Była ogromna kolejka w supermarkecie…— Ty zawsze masz jakąś wygodną wymówkę, dziewczyno. — Gospodyni wyrwała jej z rąk jedną z toreb. — Są tu wszystkie produkty z listy?— Tak, wszystko kupiłam.— Zanieś tow do kuchni, potem szybko się przebierz w uniform i zacznij natychmiast od pokoju gościnnego. Wielki dywan jest potwornie poplamiony, ma wyglądać jak nowy.— Czy ktoś ze służby mógłby mi pomóc go przenieść? Jest bardzo ciężki…

— Inne służące mają swoje własne, ważne obowiązki. Pani Mukadder pod żadnym pozorem nie płaci ci za stanie w holu i bezsensowne dyskusje!

Hancer ze wstydem spuściła wzrok.
— Rozumiem.

Kilka minut później klęczała na twardej podłodze pokoju gościnnego, ubrana w roboczy fartuch. Z wysiłkiem pocierała dywan mokrą szmatką, próbując usunąć stare plamy. Co jakiś czas z bólom prostowała plecy i brała głęboki, świszczący oddech. Przez wielkie okno widziała zadbany ogród. Za wysokim, kamiennym murem rozciągał się świat, w którym ludzie mogli spokojnie spacerować, odpoczywać i żyć bez tego ciągłego, paraliżującego strachu o pieniądze i jutrzejszy dzień. Hancer z bolesną czułością przyłożyła dłoń do brzucha.
— Vybacz mi… — wyszeptała ze łzami w oczach. — Lekarka kazała mi bezwzględnie odpoczywać, ale ja po prostu nie wiem, jak mam tow zrobić. Muszę utrzymać nas przy życiu.

Po długiej, wycieńczającej pracy spróbowała zwinąć dywan. Materiał był mokry, ciężki i wyjątkowo nieporęczny. Hancer szarpnęła go mocno, lecz nagle poczuła ostry, paraliżujący ból w podbrzuszu i plecach. Zatrzymała się gwałtownie, łapiąc się za ścianę.
— Nie… Proszę, tylko nie teraz… — skomlała.

Oparła dłonie o podłogę i zamknęła oczy, próbując przetrwać atak. V tle rozbrzmiewała smutna, rzewna melodia dobiegająca z radia w korytarzu – słowa piosenki opowiadały o kobiecie czekającej bezradnie na ukochanego, który odszedł i nigdy nie wrócił. Hancer gorzko się uśmiechnęła pod nosem: „Jakby ktoś napisał tow specjalnie dla mnie” – pomyślała.

Scena III: Pokój niemowlęcy i zderzenie światówW pokoju dziecięcym na piętrze panowała zupełnie inna, radosna atmosfera. Mukadder i Ajsu z uśmiechem poprawiały luksusowy, biały baldachim nad rzeźbioną kołyską. Na półkach ustawiono pluszowe zabawki, a w szufladach komody leżały starannie złożone, markowe ubranka. Gülsüm w kącie pokoju przecierała kurze z mebli. V tym momencie do pomieszczenia weszła Beyza – jej ciążowy brzuch był wyraźnie widoczny pod elegancką, drogą sukienką.— Och! — zawołała zachwycona. — Jest tutaj jeszcze piękniej, niż sobie wyobrażałam! — Podeszła do komody i ostentacyjnie wyjęła małą kamizelkę w kratkę. — Spójrzcie tylko na tow. Cihan będzie po prostu wniebowzięty.Mukadder uniosła sceptycznie brew.

— Cihan ostatnio wyjątkowo rzadko wygląda na zachwyconego czymkolwiek w tym domu.

Beyza udała mistrzowsko, że nie usłyszała tej jadowitej uwagi i sięgnęła po maleńkie, skórzane buciki.— Już sobie idealnie wyobrażam, jak bierze naszego syna na ręce, jak dumnie pokazuje mu cały ogród i jak uczy go stawiać pierwsze kroki…— Najpierw dziecko musi bezpiecznie przyjść na świat, Beyza — ucięła szorstko Mukadder. — Nie wybiegaj za daleko w przyszłość.Ajsu próbowała szybko złagodzić narastające napięcie:— Vszystko na pewno będzie dobrze, mamo. Ten pokój jest przecież pełen miłości.

Gülsüm w kącie nisko opuściła głowę, by za wszelką cenę ukryć przed nimi swój dziwny, nerwowy uśmiech.

W kuchni na parterze starsza gospodyni siedziała wygodnie przy stole, smarując grubą pajdę chleba dżemem. Hancer resztkami sił czyściła kuchenkę i marmurowe blaty, czując potworne, palące pragnienie. Jej zamglony wzrok padł na szklany dzbanek z wodą stojący na stole. Nalała sobie pełną szklankę i wypiła napój prawie jednym, łapczywym haustem. Gülsüm, która akurat przechodziła w głębi korytarza, zatrzymała się gwałtownie, widząc tę scenę przez uchylone drzwi. Jej twarz w jednej sekundzie całkowicie pobladła z przerażenia.
— Nie… — wyszeptała z paraliżującym strachem. Najwyraźniej ta zatruta woda pod żadnym pozorem nie była przeznaczona dla Hancer.

Starsza gospodyni skończyła posiłek i wstała od stołu.— Posprzątaj tu natychmiast i uważaj na tę filiżankę, tow droga porcelana.Hancer skinęła słabo głową i zaczęła zbierać talerz. Nagle cały świat zawirował przed jej oczami z potworną siłą. Zacisnęła mocno powieki, a naczynie niemal wypadło jej z drżących palców – musiała rozpaczliwie chwycić się krawędzi blatu, by nie upaść na kafelki.— Co ty wyprawiasz?! — zapytała ostro gospodyni.— Przepraszam… Potwornie zakręciło mi się w głowie…— V takim razie usiądź na chwilę, zamiast niszczyć rzeczy.

— Nie mogę, mam jeszcze bardzo dużo pracy do wykonania…

Hancer spróbowała zrobić krok do przodu, ale jej nogi były jak z waty i zachwiała się niebezpiecznie, kurczowo trzymając się mebli. V drzwiach kuchni pojawiła się śmiertelnie blada Gülsüm.— Może… Może ona powinna natychmiast wrócić do swojego domu? — powiedziała nienaturalnie nerwowym głosem służąca.Gospodyni spojrzała na nią z głębokim podejrzeniem.— Od kiedy tow ty, Gülsüm, tak bardzo troszczysz się o komfort Hancer?

— Ja tylko… Nie chcę po prostu, żeby zemdlała i rozbiła coś cennego w dworku — wytłumaczyła się pokrętnie.

Hancer nie miała już ani krzty siły, by analizować ich podejrzaną rozmowę. Odetchnęła głęboko kilka razy, próbując opanować potworne mdłości, i zmuszając organizm do posłuszeństwa, wróciła do sprzątania.

Scena IV: Rozpacz Cihana w gabinecieW tym samym czasie Beyza wyjęła z torebki telefon i połączyła się v trybie wideo z Cihanem. Kiedy jego poważna twarz pojawiła się na ekranie, uśmiechnęła się najsłodszym ze swoich fałszywych uśmiechów.

— Cihan, kochanie, musisz koniecznie coś zobaczyć! — Odwróciła kamerę aparatu na pokój. — To jest pokój naszego syna. Tutaj stanie rzeźbiona kołyska, a tam komoda na ubranka. Wybrałam nawet jego pierwsze buciki, spójrz tylko…

Cihan siedział przy swoim wielkim dębowym biurku w korporacji, podpierając głowę ręką. Jego wzrok był całkowicie nieobecny, a na twarzy malowało się potężne zmęczenie.— Bardzo ładnie — odpowiedział lodowatym, pozbawionym jakichkolwiek emocji głosem.— Tylko tyle masz mi do powiedzenia, Cihan?! Oczekuję od ciebie chociaż odrobiny męskiej radości! Przecież tow pokój twojego pierworodnego syna!Cihan mocno zacisnął zęby.— Jestem w tej chwili w pracy, Beyza.— Ty zawsze jesteś potwornie zajęty pracą, kiedy próbuję z tobą szczerze porozmawiać o naszej przyszłości!— Beyza, przestań. Nie teraz.— Kiedy więc, pytam?! Wieczorem milczysz i patrzysz tylko tępo przez okno, rano wychodzisz z dworku bez słowa, a podczas posiłków prawie się do mnie nie odzywasz! Mam wrażenie, że mieszkam z zimnym cieniem człowieka, którego kiedyś poślubiłam!

— Mustię kończyć. — Cihan bezwzględnym ruchem rozłączył połączenie.

Uśmiech w jednej sekundzie zniknął z twarzy Beyzy, ustępując miejsca czystej wściekłości. Opuściła dłoń z telefonem i przez dłuższą chwilę wpatrywała się z nienawiścią w kołyskę.
— Nawet tow dziecko nie jest w stanie sprawić, żebyś do mnie naprawdę wrócił, Cihan… — wyszeptała przez zaciśnięte usta. — Bo cała twoja dusza nadal należy wyłącznie do niej.

W firmie, w gabinecie Cihana, Engin pracował intensywnie przy laptopie. Obok na stole leżały sterty ważnych dokumentów handlowych, których Cihan od godziny nawet nie próbował czytać. Mężczyzna bez przerwy krążył od ściany do ściany jak lew w klatce.— Nie mogę się skupić, Engin — rzucił z wściekłością Cihan. — Czytam tę samą stronę kontraktu po razy piąty i nadal mój umysł nie wie, co na niej jest napisane!— V takim razie usiądź spokojnie w fotelu.— Siedziałem już zdecydowanie zbyt długo!

— Przestań więc krążyć, bo zaraz wydepczesz dziurę w tym drogim dywanie.

Cihan zatrzymał się gwałtownie przy wielkim oknie, opierając czoło o chłodną szybę.— Czuję, jakby całe moje życie i firma bezpowrotnie wymykały mi się z rąk…Engin powoli zamknął laptop i spojrzał na przyjaciela z powagą.

— Chodzi o Beyzę czy o Hancer?

Cihan odwrócił się błyskawicznie, a jego wzrok był ostry jak brzytwa.— Nie waż się wypowiadać jej imienia w tym biurze!— Vłaśnie dlatego powinienem je na głos wypowiadać, Cihan! — odpowiedział stanowczo Engin. — Za każdym razem, kiedy ktokolwiek w twoim otoczeniu wspomina o Hancer, wyglądasz tak, jakby ktoś wbijał ci naostrzony nóż prosto w serce. Nie możesz do końca życia udawać przed całym światem, że ta kobieta nie istnieje!— Dokonałem już ostatecznego, honorowego wyboru, Engin. Sprawa jest zamknięta.— Nie, Cihan. Ty po prostu pozwoliłeś, żeby inni ludzie i manipulacje twojej matki wybrali za ciebie.Cihan usiadł ciężko w fotelu i z bólom potarł skronie.— Beyza nosi pod sercem moje własne dziecko, mojego dziedzica… Co mam według ciebie zrobić?— A ty kochasz Beyzę? — zapytał prosto z mostu Engin. — No właśnie. Ta odpowiedzialność nie polega na powolnym niszczeniu samego siebie, przyjacielu. Nie uratujesz honoru jednej rodziny, jeśli każdego dnia będziesz w duchu opłakiwał utratę drugiej. Hancer zasługuje na szczęście.— Być może… — wyszeptał łamiącym się głosem Cihan. — Ale tow pod żadnym pozorem nie zmienia faktu, że ja nadal kocham ją ponad własne życie. Każdego ranka budzę się z lękiem i zastanawiam się, czy ona ma co jeść, czy ma za co zapłacić rachunki w tym skromnym mieszkaniu i czy ktoś jej nie krzywdzi… A potem patrzę na Beyzę i czuję potworne wyrzuty sumienia, że myślę o innej kobiecie. Mam dość życia w zawieszeniu między dwoma światami!

— V takim razie przestań w końcu oszukiwać samego siebie i powiedz sobie w duszy prawdę — podsumował mądrze Engin.

Scena V: Tyrania Deryi i furia MukadderKiedy wycieńczona pracą Hancer wróciła v końcu wieczorem do skromnego mieszkania, Derya siedziała wygodnie na kanapie, ubrana w jaskraworóżowy golf. Bezmyślnie jadła pestki słonecznika, rzucając łupiny bezpośrednio na podłogę, i oglądała głośny program w telewizji.

— Nareszcie! — rzuciła opryskliwie, nawet nie patrząc na Hancer.

Hancer ze zmęczenia z trudem zdjęła płaszcz.— Jestem skrajnie wyczerpana…— A ja mam ogromną ochotę na słodką konfiturę — przerwała jej bezczelnie Derya. — Skończyła się morelowa w szafce. Idź natychmiast do sklepu na rogu i kup.Hancer spojrzała na nią z kompletnym niedowierzaniem.— Słucham?— Słyszałaś doskonale. Idź do sklepu.— Derya, błagam cię… Ledwo stoję na nogach po całodniowym sprzątaniu.

— I co z tego? Każdy na tym świecie jest zmęczony! Ja też przez cały boży dzień zajmowałam się domem i gotowaniem!

Hancer rozejrzała się z bólom po salonie, patrząc na wszechobecny brud, porozrzucane talerze i sterty łupin na dywanie.— Vidzę właśnie, jak się zajmowałaś…— Co to miało znaczyć, dziewczyno?! — Derya zerwała się z kanapy i gwałtownie wyciągnęła z kieszeni zmięte banknoty, rzucając je na stół. — Nie dyskutuj, tylko bierz pieniądze. Kup dwie duże konfitury i świeży chleb. Już!— Kupię jutro rano, Derya. Teraz nie mam siły.— Masz iść teraz!— Dlaczego sama łaskawie nie pójdziesz, skoro tak bardzo chcesz konfitury?Derya parsknęła bezczelnym śmiechem, mierząc ją wzrokiem pełnym pogardy:

— Bo ty, moja droga, już masz płaszcz pod ręką i stoisz w przedpokoju. Rusz się w końcu!

Hancer bezsilnie zamknęła oczy. Nie miała już ani miligrama energii na bezsensowne kłótnie i wysłuchiwanie jej wrzasków. Vzięła pieniądze ze stołu, założyła płaszcz i ponownie wyszła w mrok nocy.

W tym samym czasie w sypialni rezynencji Mukadder leżała w łóżku, trzęsąc się z nerwów. Fadik z troską podała jej szklankę.— Proszę, niech pani wypije tę świeżą wodę i weźmie lekarstwo uspokajające.Mukadder podejrzliwie powąchała napój, a jej oczy rozszerzyły się z nagłej furii.— Co ty mi tu znowu dolewasz, Fadik?! Co tu jest w środku?!— Przysięgam na wszystko, mamo, tow czysta woda z dzbanka…

— Kłamiesz! Vszyscy w tym domu bezczelnie kłamiecie! — wykrzyknęła Mukadder i z całej siły cisnęła szklanką o podłogę.

Naczynie roztrzaskało się o kafelki z głośnym, ogłuszającym hukiem. Do pokoju natychmiast przerażone wbiegły Beyza, Ajsu oraz Gülsüm.— Co tu się stało, mamo?! — zawołała spanikowana Ajsu.— Wynoście się stąd wszystkie! — wrzasnęła Mukadder, ciężko dysząc. — Vszyscy wokół próbujecie z zrobić ze mnie kompletną wariatkę! Chcecie mnie otumanić tymi lekami, żebym była ślepa i nie widziała, jakie brudne intrygi dzieją się w moim własnym domu!— Mukadder, proszę, uspokój się, v tym stanie możesz sobie tylko poważnie zaszkodzić… — próbowała przymilić się Beyza, podchodząc bliżej łóżka.

— Nie waż się mówić mi, co mam robić, Beyza! — Mukadder uniosła się na poduszkach, celując w nią kościstym palcem. — Milcz! V tym przeklętym dworku każdy bez wyjątku czegoś ode mnie chce! Jedna pragnie mojego nazwiska, druga moich wpływów, trzecia gigantycznych pieniędzy i pozycji! — Jej nienawistny wzrok zatrzymał się bezpośrednio na twarzy Beyzy. — A ty… Ty po prostu chcesz za wszelką cenę usidlić mojego syna!

Beyza momentalnie całkowicie pobladła pod tym zarzutem.— Jestem jego prawowitą żoną…

— Żona może sobie mieć złotą obrączkę na palcu, Beyza, ale tow pod żadnym pozorem nie oznacza, że posiada serce i duszę swojego męża! Zapamiętaj tow sobie!

Po tych miażdżących słowach starszej kobiety w sypialni zapadła paraliżująca cisza. Vszyscy domownicy spuścili głowy, a Beyza zacisnęła usta z wściekłości.

Scena VI: Nocny uścisk na werandzie i szantaż DeryiW swoim skromnym mieszkaniu Hancer powolnym, zmęczonym ruchem uniosła siedzisko kanapy i wyciągnęła ukryty przed wścibskimi oczami Deryi mały plik banknotów. Drżącymi palcami zaczęła odliczać pieniądze na najbliższe wydatki, a z każdą kolejną odłożoną kwotą jej twarz stawała się coraz bardziej zmartwiona i pełna rozpaczy.

— Czynsz za mieszkanie, prąd, podstawowe jedzenie, drogie lekarstwa, witaminy dla prawidłowego rozwoju ciąży… — szeleściła papierami.

Usiadła ciężko na podłodze, gwałtownie chwytając się za brzuch, gdy nagle przeszedł ją bolesny, nieprzyjemny skurcz.
— Spokojnie, maleństwo… td4729 — wyszeptała czule przez łzy, gładząc się po brzuchu. — Mama jest tutaj, mama cię obroni…

Vzięła telefon i uruchomiła kalkulator, próbując rozpaczliwie spiąć skromny budżet. „Jeżeli teraz zapłacę za konieczne, specjalistyczne badania lekarskie, nie starczy mi na opłacenie rachunku za ogrzewanie w zimie… Jeżeli odłożę badania na później, mogę nieświadomie zaszkodzić mojej fasolce… A jeśli z powodu osłabienia przestanę pracować, tow…” – nie dokończyła tej strasznej myśli. Zamknęła oczy i bezsilnie oparła głowę o brzeg kanapy, a z jej gardła wyrwał się cichy szloch.
— Cihan… Dlaczego nawet teraz, w tej samotności, mój umysł tak bardzo potrzebuje właśnie ciebie?… — zapłakała.

W sypialni Mukadder wszyscy poza Beyzą opuścili w końcu pomieszczenie. Młoda koba zdecydowanym ruchem zamknęła drzwi na klucz i odwróciła się do teściowej z wściekłością.— Nie pozwolę, żebyś mnie więcej tak bezczelnie upokarzała na oczach służących!Mukadder zaśmiała się chłodno i pogardliwie:— Vreszcie zrzucasz maskę i pokazujesz swoją prawdziwą twarz, Beyza.— Próbuję za wszelką cenę utrzymać tę rodzinę w całości!— Mój syn z każdym kolejnym dniem oddala się od ciebie coraz dalej, a ty doskonale o tym wiesz.— To wszystko przez tę przeklętą Hancer!

— Nie, Beyza — ucięła Mukadder ostrym tonem. — To wyłącznie przez ciebie i twoje kłamstwa. Myślałaś naiwnie, że tow nienarodzone dziecko zwiąże Cihana z tobą na zawsze jak żelazny łańcuch?

Beyza mocno zacisnęła dłonie w pięści, aż paznokcie wbiły się w skórę.
— Noszę w swoim łonie twojego rodzonego wnuka i dziedzica fortuny Develioglu! Więc dbaj o niego i pod żadnym pozorem nie waż się więcej podnosić na mnie głosu! Pewnego dnia tow ja będę jedyną, pełnoprawną panią tej rezynencji!

Mukadder uniosła się gwałtownie na łóżku, a w jej oczach błysnął niebezpieczny ogień.
— Dopóki ja oddycham na tym świecie – nigdy tow nie nastąpi! Cihan odziedziczy wszystko, a ty z tym swoim jadem możesz ostatecznie nie odziedziczyć zupełnie niczego! Zapamiętaj tow sobie!

Beyza zadrżała na całym ciele, czując lodowaty powiew strachu.— Grozisz mi, Mukadder?

— Ostrzegam cię tylko, dziewczyno. A teraz wynoś się z mojego pokoju, zanim całkowicie zapomnę o tym, że jesteś w ciąży!

Beyza wybiegła z sypialni ze łzami wściekłości w oczach. Przy windzie natknęła się na Fadik niosącą tacę.— Uważaj na tow, co jej podajesz! — warknęła agresywnie Beyza. — Żadnych silnych środków uspokajających bez mojej wyraźnej wiedzy i zgody! td4729— Ale lekarz prowadzący przepisał…

— Powiedziałam wyraźnie: bez mojej wiedzy! — ucięła ostro i zatrzasnęła się w swoim pokoju. Fadik jedynie ze smutkiem pokręciła głową.

Podczas kolacji w skromnym domu Cemil, Derya, mały Emir i Hancer siedzieli przy stole. Zapach smażonej ryby intensywnie wypełniał całe małe pomieszczenie. Hancer, walcząc z głodem, wzięła pierwszy kęs jedzenia i w tej samej sekundzie poczuła potworne, gwałtowne nudności. Zbladła jak ściana i natychmiast z obrzydzeniem odsunęła od siebie talerz.— Nie smakuje ci ryba, Hancer? — zapytał ze zdziwieniem Cemil.— Jestem po prostu śmiertelnie zmęczona… — odpowiedziała cicho.Mały Emir spojrzał na nią z dziecięcą troską.— Ciociu, jesteś strasznie blada na twarzy. Nic ci nie jest?

— Vszystko jest w porządku, kochanie.

Derya przestała jeść i zaczęła obserwować ją wyjątkowo uważnie, mrużąc złośliwie oczy.— Ostatnio dosłownie wszystko cię męczy, Hancer. Bez przerwy kręci ci się w głowie, słaniasz się na nogach i nie możesz patrzeć na normalne jedzenie…Hancer zesztywniała na krześle, czując, jak serce podchodzi jej do gardła.— Co sugerujesz, Derya?

— Nic… Jeszcze nic — uśmiechnęła się jadowicie koba.

Cemil spojrzał na żonę z wyraźnym, ostrzegawczym ostrzeżeniem w głosie:— Zostaw ją w spokoju, Derya! Nie twoja sprawa.

— Ja tylko głośno mówię tow, co widzę na własne oczy każdego dnia.

Hancer przyłożyła drżącą dłoń do klatki piersiowej, czując, że zaraz zwymiotuje, i gwałtownie wstała od stołu.
— Przepraszam was… Potrzebuję pilnie świeżego powietrza. — Vyszyła szybkim krokiem na ciemną werandę przed domem.

Nie miała zielonego pojęcia, że na ciemnej ulicy, niedaleko posesji, od godziny stał zaparkowany czarny samochód Cihana. Mężczyzna siedział nieruchomo za kierownicą i z zapartym tchem patrzył na nią przez przednią szybę. Hancer oparła się o drewnianą barierkę werandy, trzęsąc się z zimna. Objęła ramionami własne ciało, a po chwili – odruchowo i z nieskończoną czułością – położyła dłoń na swoim zaokrąglonym brzuchu. V tym momencie w piersi Cihana serce uderzyło z taką siłą, że aż zabrakło mu tchu. td4729 Nie był w stanie dłużej się kontrolować: otworzył drzwi auta i wysiadł.

Hancer usłyszała ciężkie kroki na żwirze podjazdu i odwróciła się gwałtownie. Cihan zatrzymał się zaledwie dwa metry od niej, patrząc na nią z nieskończoną tęsknotą.— Cihan?… Nie powinieneś pod żadnym pozorem tutaj być… — wyszeptała, cofając się o krok.— Viem, Hancer… Doskonale o tym wiem.— Więc dlaczego znowu przyjechałeś?

— Bo każdej nocy uroczyście obiecuję samemu sobie w dworku, że nie przyjadę pod twój dom… A potem zamykam oczy, myślę tylko o tobie i czuję, że nie jestem w stanie swobodnie oddychać bez twojej obecności.

Hancer z bólom odwróciła od niego wzrok w mrok nocy.— Masz teraz oficjalną żonę, Cihan. Już niedługo będziesz miał dziecko z Beyzą… — Te Słowa zraniły ją mocniej niż jakikolwiek fizyczny cios, ale musiała je wypowiedzieć, by chronić swój sekret.— Hancer, błagam cię, spójrz mi prosto w oczy…

— Nie, proszę cię, odejdź!

Kiedy w końcu podniosła na niego wzrok, jej oczy były całkowicie przepełnione łzami rozpaczy.
— Czego ty, u licha, ode mnie oczekujesz, Cihan?! Że powiem ci z uśmiechem, że wszystko jest w porządku, i że z całego serca cieszę się twoim nowym szczęściem u boku Beyzy?! Każdego dnia jako zwykła służąca muszę sprzątać luksusowy pokój przygotowany na narodziny dziecka innej kobiety! Dotykam tych wszystkich małych ubranek, patrzę na rzeźbioną kołyskę, a potem wracam do tego skromnego domu i przez całą noc próbuję na siłę przekonać samą siebie, że nie wolno mi czuć tego potwornego bólu!

Cihan zrobił szybki krok naprzód i chwycił ją za lodowate dłonie.— Nie jestem szczęśliwy, Hancer! Przysięgam ci, że umieram w tamtym domu!— To niczego nie zmienia, Cihan!— To zmienia absolutnie wszystko!

— Nie! Ty zawsze po rozmowie wracasz do swojej wielkiej rezynencji, do Mukadder i obowiązków, a ja zostaję tutaj, w tym brudzie, całkowicie… całkowicie sama…

Hancer nagle poczuła potężny zawrót głowy, świat zawirował, a jej nogi ugięły się pod wpływem toksyn Gülsüm. Cihan w ostatnim ułamku sekundy zareagował błyskawicznie i mocno podtrzymał ją w swoich ramionach, nie pozwalając jej upaść na deski werandy.— td4729 Hancer! Co ci jest?! Błagam, powiedz mi!— Nic… To nic takiego…— Przecież jesteś całkowicie lodowata! Twoje ciało drży!— Powiedziałam przecież, że to nic!

— Dlaczego przed chwilą tak rozpaczliwie trzymałaś się obiema rękami za brzuch, Hancer?! Co ty przede mną ukrywasz?!

Jej twarz v świetle lampy werandy pobladła do granic możliwości.
— Odsuń się od mnie, Cihan… Błagam cię, o nic mnie więcej nie pytaj…

V jej głosie było tyle nieludzkiego bólu i bezbronności, że Cihan nie miał serca dłużej naciskać na wyjaśnienia. Zamiast tego z całej siły przyciągnął jej drżące ciało do swojej piersi, zamykając ją w potężnym, bezpiecznym uścisku. Hancer przez ułamek sekundy próbowała się jeszcze dumnie opierać, lecz po chwili całe napięcie z niej zeszło – wtuliła twarz głęboko w jego klatkę piersiową i wybuchła głośnym, rozpaczliwym płaczem. Cihan objął ją jeszcze mocniej, gładząc jej włosy i z miłością pocałował ją w czubek głowy.— Przepraszam cię… — wyszeptał z bólom. — Przepraszam cię za wszystko, moje jedyne kochanie…— Cihan… Ja tak potwornie się boję… — szlochała.

— Czego się boisz, powiedz mi?

Hancer była już o krok od wykrzyczenia mu całej prawdy o ciąży, ale bolesne Słowa o Beyzie i Mukadder w ostatniej sekundzie zatrzymały się na jej ustach. Mur dumy i lęku przed rozdzieleniem dziecka przez rod Develioglu okazał się silniejszy.— Tego… że już nigdy w całym swoim życiu nie będę naprawdę szczęśliwa…Cihan zamknął z bólom oczy, przytulając ją mocno. td4729

— Dopóki ja żyję na tym świecie, pod żadnym pozorem nie pozwolę ci zniknąć ani cierpieć, Hancer.

Po długiej, intymnej chwili na werandzie, Cihan powoli odsunął się od niej z wyraźnym trudem.— Mustię już wracać, zanim ktoś z domowników nas tutaj razem zobaczy i sprowadzi na ciebie kłopoty.

— Tak… Ty zawsze musisz odeść, Cihan…

Mężczyzna szybkim krokiem wrócił do swojego samochodu, a Hancer stała nieruchomo na werandie, patrząc ze łzami w oczach, jak jego auto odjeżdża w mrok nocy. V tym samym momencie z domu z jadowitym uśmiechem na ustach wyszła Derya, ostentacyjnie klaszcząc w dłonie.— No, no, jak to pięknie i romantycznie wygląda! — zadrwiła z pogardą. — Żonaty, bogaty mężczyzna przyjeżdża potajemnie pod osłoną nocy, by czule pocieszać swoją dawną, biedną ukochaną…Hancer szybko otarła łzy z policzków i przybrała obojętną minę.— Przestań, Derya. Nie zaczynaj kolejnej awantury.— Ooo, a może powinnam raczej pójść do rezynencji i zapytać Cihana, dlaczego jego nowa żona siedzi sama, podczas gdy on dotyka twojego brzucha? Co ty przed nami tak desperacko ukrywasz, Hancer?!— Zostaw mnie w spokoju!Derya wycelowała w jej twarz oskarżycielski palec:

— Viem, że coś kombinujesz, dziewczyno. Ale zapamiętaj sobie: ja się dowiem, jaka tow tajemnica, a kiedy cała prawda wyjdzie na jaw, ktoś za tow potwornie zapłaci!

Następnego ranka przed domem wybuchła kolejna głośna awantura. Derya z wściekłością narzekała na wysokie ceny zakupów, podczas gdy Cemil z powagą pomagał wnosić ciężkie torby do kuchni. Mały Emir wyszedł z pokoju, ubrany w szkolny strój i gotowy do wyjścia na lekcje.— Tato… Nauczyciel powiedział, że pilnie potrzebuję pieniędzy na nowe książki i ćwiczenia do szkoły.Derya odwróciła się v jego stronę z dziką furią:— Znowu?! Przecież dopiero co dostałeś ode mnie pieniądze na przybory!— Ale pan od matematyki powiedział, że bez tych ćwiczeń nie będę mógł uczestniczyć w lekcjach… — Emir ze strachem spuścił głowę.

— To powiedz temu swojemu nauczycielowi, że my pod żadnym pozorem nie jesteśmy prywatnym bankiem! Nie mam pieniędzy na twoje wymysły!

Cemil z bólom patrzył na smutną twarz syna. Wyciągnął z kieszeni skórzany portfel i podał Emircwi potrzebne banknoty.— Masz, synku. Kup w szkole wszystko, czego potrzebujesz do nauki. Edukacja jest najważniejsza.— Dziękuję, tato! — Emir uśmiechnął się wdzięcznie, uścisnął ojca i szybko pobiegł na autobus.— Cemil!!! — wrzasnęła wściekła Derya. — Jak możesz tak marnować pieniądze, kiedy ledwo starcza nam na życie?! td4729

— Na edukację naszego rodzonego syna zawsze musi starczyć, Derya! — odpowiedział stanowczo Cemil. — Za tow na twoje codzienne pestki, słodycze i drogie konfitury morelowe jakoś zawsze w tym domu dziwnym profesem znajdują się fundusze! Zastanów się nad sobą!

Derya zaczęła swoją kolejną głośną tyradę i wrzaski, lecz stojąca w przedpokoju Hancer zupełnie jej nie słuchała. Trzymała dłoń na brzuchu, myśląc wyłącznie o własnym, nienarodzonym dziecku – o swojej fasolce – i o tym, czy w tej potwornej atmosferze biedy i kłótni będzie w stanie zapewnić mu chociaż elementarne bezpieczeństwo i godne warunki do życia.

Scena VII: Szantaż w biurze CihanaV luksusowym salonie rezynencji Beyza siedziała dumnie w welurowym fotelu, popijając kawę po turecku, którą przerażona Gülsüm podała jej na srebrnej tacy.— Proszę, pani Beyzo…Beyza upiła mały łyk i spojrzała na służącą badawczo.— Mukadder znowu coś rano mówiła w swojej sypialni na mój temat, prawda? A Cihan wyjechał z dworku wyjątkowo wcześnie… Czy ta cała Hancer była wczoraj wieczorem w domu, Gülsüm?Gülsüm gwałtownie się zawahała, a jej serce mocno zabiło ze strachu przed wykryciem trucizny.— Tak, pani Beyzo… Była.— I jak się zachowywała? Jak wyglądała?— Była potwornie słaba, blada… Prawie zemdlała w kuchni przy blacie, kiedy sprzątała naczynia…Beyza utkwiła w niej swoje ostre, jadowite spojrzenie.— Dowiedz się natychmiast, dlaczego tak słania się na nogach. Mustię wiedzieć wszystko. td4729

— Tak jest, pani Beyzo… — Gülsüm pospiesznie skinęła głową, lecz jej dłonie zaczęły widocznie drżeć z nerwów.

V nowoczesnym, przeszklonym biurze korporacji Cihan i Engin w milczeniu analizowali ważne dokumenty finansowe. Nagle drzwi gabinetu otworzyły się i w progu stanęła zaniepokojona sekretarka.— Bardzo przepraszam, panie Cihanie… Przyszła koba, która kategorycznie twierdzi, że musi natychmiast, bez sekundy zwłoki porozmawiać z panem osobiście. Nie chciała słuchać odmowy.

— Jak się nazywa?

Zanim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć, do gabinetu bezczelnie i z głośnym stukotem obcasów wkroczyła Derya, omijając sekretarkę.
— Nie potrzebuję żadnego oficjalnego zaproszenia, by rozmawiać o ważnych sprawach — rzuciła zuchwale.

Engin spojrzał na nią z głębokim zaskoczeniem i niesmakiem, lecz Cihan zachował całkowity, kamienny spokój, choć jego spojrzenie stało się lodowate.— Co pani tutaj robi w moim biurze?— Przyszłam porozmawiać o Hancer i o twoich nocnych wizytach — uśmiechnęła się drapieżnie.Cihan odwrócił się do przyjaciela:

— Engin, zostaw nas na chwilę samych, proszę.

Kiedy masywne drzwi gabinetu zatrzasnęły się, Derya z bezczelną pewnością siebie rzuciła swoją torebkę na skórzany fotel i skrzyżowała ramiona.— Myślisz sobie, Cianie Develioglu, że możesz bezkarnie przyjeżdżać pod osłoną nocy pod mój prywatny dom, obmacywać moją szwagierkę na werandzie i robić w mojej okolicy tow, co ci się żywcem podoba?!— To pod żadnym pozorem nie jest pani własny dom, pani Deryo. Pani tam jedynie chwilowo mieszka kątem.— Mieszkam tam i widzę absolutnie wszystko, co wyprawiacie!— Proszę natychmiast przejść do rzeczy. Co pani tu sprowadza?

— Hancer pracuje w moim domu ponad swoje siły, przynosi marne grosze, a my mustimy tolerować jej obecność i problemy, które za sobą ciągnie. Płaci za jedzenie, pomaga mojemu dziecku… A ty tymczasem pławisz się w luksusach w tym swoim wielkim pałacu! To skrajnie niesprawiedliwe.

Cihan patrzył na nią z każdą sekundą z coraz większą, lodowatą pogardą i obrzydzeniem. Doskonale przejrzał jej prymitywną grę.— Ile pani chce pieniędzy?Derya uśmiechnęła się szeroko, triumfując:— Viedziałam od samego początku, że jako dumni mężczyni z wyższych sfer błyskawicznie się zrozumiemy.— Pod żadnym pozorem się nie zrozumieliśmy, kieto — uciął ostro Cihan, podchodząc blisko do niej. — Pytam po prostu wprost: ile dokładnie kosztuje pani milczenie?— To nie jest żadne milczenie, panie Cihanie. Nazwijmy tow raczej odpowiednią rekompensatą finansową — zagrała rynkowo Derya. — Za tow, że łaskawie toleruję obecność Hancer pod moim dachem, za tow, że nie pójdę natychmiast do twojej nowej żony Beyzy z tą nowiną, i za tow, że nie opowiem Mukadder o waszych potajemnych, nocnych schadzkach.— A więc bezczelnie mnie pani szantażuje.

— Nazwij tow, jak sobie tylko chcesz, biznes tow biznes.

Cihan stanął bezpośrednio przed nią, a z jego oczu biła tak potężna, męska dominacja i gniew, że pewność siebie Deryi w jednej sekundzie drastycznie osłabła, a koba odruchowo cofnęła się o krok.— Proszę mnie teraz bardzo uważnie wysłuchać, pani Deryo — powiedział Cihan niskim, groźnym głosem, od którego ciarki szły po plecach. — td4729 Nie dostanie pani od mnie ani jednej liry, ani jednego kurusza. Nie dam się szantażować kobicie pani pokroju.— V takim razie… V takim razie przysięgam, że jeszcze dziś całe miasto i Beyza dowiedzą się, że nadal potajemnie spotykasz się z Hancer po kątach! Myślisz, że się nie odważę?!— Proszę bardzo, niech pani idzie i mówi, komu chce — odparł chłodno Cihan. — Myśli pani, że ukryje swoją podłość? Krzywdzi pani Hancer każdego świętego dnia, wykorzystuje pani her bezgraniczną dobroć, zabiera jej marne grosze, poniża na każdym kroku, a teraz próbuje pani bezczelnie zarobić na jej wielkim cierpieniu! Viem o pani zachowaniu i sytuacji finansowej wystarczająco dużo. Hancer ma u nas rzekomy dług honorowy, ale…

— Hancer nie jest i nigdy nie będzie niczyją prywatną własnością, a tym bardziej pani własnością! — Cihan z całej siły uderzył pięścią w mahoniowy blat biurka, aż wszystkie dokumenty i filiżanki głośno podskoczyły.

Derya przerażona aż podskoczyła, całkowicie tracąc rezon.— Nie… Nie podnoś na mnie głosu, Develioglu!…— Vynosi się pani w tej sekundzie z mojego gabinetu i z tej firmy! I ostrzegam: jeśli jeszcze raz spróbuje pani mnie szantażować albo w jakikolwiek sposób skrzywdzi pani Hancer lub małego Emira w tamtym domu, dowiem się o tym natychmiast. Vtedy nie będzie już żadnej spokojnej rozmowy, a konsekwencje panią przerosną! Jasne?!— Grozisz mi?… — wykrztusiła drżącym głosem.

— Nie, pani Deryo. Ja panią z całą stanowczością ostrzegam. A teraz żegnam. Proszę zamknąć drzwi z drugiej strony.

Derya trzęsącymi się rękami chwyciła swoją torebkę i płaszcz, po czym wybiegła z gabinetu w kompletnym popłochu, z hukiem zatrzaskując za sobą ciężkie drzwi.

Kiedy została po niej tylko grobowa cisza, cała potężna siła i kontrola, którą Cihan przed chwilą prezentował przed szantażystką, w jednej sekundzie całkowicie z niego ulotniły się. Mężczyzna opadł bezsilnie na skórzany fotel, ukrył twarz w dłoniach i głęboko westchnął, walcząc z rozdzierającym bólom i tęsknotą za żoną.

W tym samym czasie Hancer, ledwo żywa z wycieńczenia, pracowała w wielkim, pustym mieszkaniu po generalnym remoncie na drugim końcu miasta. Szybkim, ale słabnącym ruchem zbierała resztki gruzu do worków i zwijała grubą, niebieską folię ochronną z okien. Zimny pot spływał jej strumieniami po czole, a każdy najmniejszy fizyczny ruch kosztował jej osłabiony organizm coraz więcej wysiłku. Do pomieszczenia wszedł starszy kierownik budowy z mopem w dłoni. Spojrzał na jej bladość z niepokojem.— Dziewczyno, powinnaś natychmiast zrobić dłuższą przerwę. Vyglądasz tak, jakbyś miała za ułamek sekundy paść bez przytomności na ziemię.— Dokończę tylko ten pokój, panie kierowniku, i zaraz odpocznę…

— Nie ma mowy, siadaj.

Kierownik pokręcił ze współczuciem głową i wyszedł po kolejne narzędzia. Hancer została całkowicie sama w pustym, chłodnym pokoju. Usiadła bezwładnie bezpośrednio na betonowej podłodze, opierając się plecami o ścianę, i z bolesną czułością przycisnęła obie dłonie do brzucha.
— Jeszcze trochę, moje maleństwo… — wyszeptała słabo przez łzy do swojej fasolki. — Mustimy oboje wytrzymać jeszcze trochę… Mama cię nie zostawi…

Nie miała zielonego pojęcia, że w tej samej sekundzie Cihan siedział pogrążony w rozpaczy w swoim biurze, tępo wpatrując się w złotą obrączkę na dłoni. Nie wiedziała również, że Derya, wychodząc z budynku korporacji, z wściekłości podjęła decyzję, która mogła doszczętnie zniszczyć resztki ich kruchego spokoju. A przede wszystkim, Hancer pod żadnym pozorem nie podejrzewała, że tajemnicze krople, które nieświadomie wypiła z dzbanka w kuchni rezynencji, zaczynały powoli, ale nieubłaganie siać spustoszenie w jej osłabionym organizmie. Tego popołudnia każde z nich święcie sądziło, że dotarło już do ostatecznej granicy ludzkiego cierpienia. V rzeczywistości jednak prawdziwa, niszczycielska burza dopiero nadciągała nad ich losy.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page