
Magdalena Cielecka przez dobę powtarzała tę samą scenę z setką partnerów, zjadła sto porcji makaronu ryżowego i zatańczyła sto razy. Ta kobieta jest z żelaza. Po zejściu ze sceny wcale nie myślała o pójściu spać. — Przycelebrować to może, nawet do upadłego — stwierdziła po zejściu ze sceny. Nie obyło się jednak bez interwencji medyków.
he Second Woman” to absolutnie niezapomniany performance teatralny. Magdalena Cielecka spędziła 24 godziny na scenie w ramach Malta Festivalu w Poznaniu. Zagrała z setką różnych partnerów — mężczyzn, kobiet, osób niebinarnych, a także dobrze wszystkim znanych dziennikarzy i aktorów. Cieszyłam się jak dziecko, że zobaczę Cielecką na scenie. A ona cieszyła się na to wyzwanie. Ciekawe, czy wytrzyma? — zastanawiali się niektórzy. Wytrzymała. I to jak.
Magdalena Cielecka pobiła rekord
Magdalena Cielecka weszła na scenę w piątek, o godz. 18. Na całą dobę. Każda ze 100 scen trwała niecałe 10 minut. Najpierw Magda czeka. Później wchodzi mężczyzna, przeprasza ją, a ona pyta: ”No co tam? O czym myślisz?” Potem piją, tańczą, ona dopytuje, czy jest wystarczająca, bo chciałaby być wystarczająca, a następnie zrywa z partnerem na odchodne, wręczając mu 50 zł. Wychodząc każdy z partnerów ma jej powiedzieć, czy ją kochał czy nie. Większość kochała. No bo jak tu nie kochać Cieleckiej.
W każdej scenie, która z założenia była taka sama, aktorka była zupełnie inna, bo inni byli jej partnerzy. Raz wybuchała śmiechem, innym razem nie mogła powstrzymać łez, raz była zniechęcona i rzeczywiście czuć było, że chce, żeby partner już sobie poszedł, innym razem czuć było chemię między aktorami na scenie. Cielecka przyznaje, że miała spadki energii, ale nie było tego widać. Zmęczenie jakby zupełnie jej nie dotykało. — Przez cały ten czas nie spałam, właściwie nie jadłam, tylko to, co na scenie, bo nie byłam głodna — mówiła już po spektaklu.
100 partnerów, 24 godziny na scenie, a Cielecka wciąż na nogach
Wiele osób pewnie się spodziewało, że po zejściu ze sceny aktorka padnie ze zmęczenia. Ale nic z tego. Po godzinie oczekiwania wyszła do dziennikarzy. Nie miała już na sobie czerwonej sukienki, szpilek i blond peruki, tylko prostą czarną sukienkę na ramiączkach, adidasy i ani śladu makijażu. Po 24 godzinach na scenie była świeża, pełna energii i uśmiechnięta.
— Nie sądzę, żebym teraz zasnęła, żebym poszła do hotelu. Nawet nie wiem, czy jestem zmęczona. Trzeba to w sobie jakoś rozpuścić i cieszyć się tym, celebrować, może nawet do upadłego. Jak padnę, to są ze mną bliscy, którzy zaniosą mnie do łóżka i tam odeśpię
— mówiła po zejściu ze sceny w sobotę, 27 czerwca wieczorem.
Odmieniona Cielecka wybrała się na rowerową randkę
Przychodzi z plastrem na lewym przedramieniu. Przez całą dobę za kulisami czekali ratownicy, na wypadek, gdyby aktorce potrzebna była pomoc. Sama Cielecka mówiła przed wejściem na scenę, że najbardziej boi się tego, że zemdleje. Nie zemdlała, pomimo tego, że zatańczyła sto razy, sto razy upadła i sto razy się podniosła.
— Panowie ratownicy, którzy 24 godziny siedzieli bezczynnie i ja im tak tylko machałam, że wszystko jest ok, no teraz chcieli mnie doposażyć zbawiennymi sokami
— opowiadała, pokazując plaster na ręce. — Jestem osobą zdrową, ale okazało się, że skoczył mi cukier. To prawdopodobnie ten makaron ryżowy, który zjadłam w ilości 100 porcji, spowodował takie zaburzenie mojego metabolizmu — śmiała się.
Na scenie Magdzie Cieleckiej towarzyszyło 100 partnerów.
— Moje serce skradł strażak, opiekuńczy, a jednocześnie bardzo męski, przeciepły i odpowiadający na każde spojrzenie, niuans
— przyznała. — Pamiętam takiego młodego chłopaka o azjatyckim pochodzeniu, który był wspaniały. Pamiętam wielu i myślę, że to będzie wracać i pracować w mojej głowie. Mam nadzieję, że ci mężczyźni się do mnie odezwą — dodała. Zdradziła też, że w jej głowie skrystalizował się pewien obraz mężczyzny. — Mężczyźni są bardzo honorowi w Polsce — śmiała się, wspominając, że większość nie chciała wziąć pieniędzy dawanych na koniec.