
Haner chciała tylko jednego spokoju. Nie pieniędzy Chiana, nie jego domu, nie wielkich obietnic, które pięknie brzmią przy świecach, ale następnego dnia znów zostają zdeptane przez kłamstwa, przeszłość i cień Bejzy.
Tego wieczoru wszystko miało wyglądać inaczej. Na stole płonęły świece. Kolacja była przygotowana niemal jak początek nowego życia. Cihan siedział naprzeciwko kobiety, którą kochał, próbując odnaleźć w jej oczach choć odrobinę dawnego ciepła.
Ale Hanser nie patrzyła już na niego jak żona, która czeka na słowa miłości. Patrzyła jak kobieta, która zbyt długo milczała i właśnie zaczynała rozumieć, że miłość może być więzieniem.
Witajcie kochani, jestem Nikodem. Dzisiaj opowiem wam historię wieczoru, w którym jedna kolacja zamieniła się w wyrok. Wieczoru, w którym Cihan błagał Hancer, by nie odchodziła, Beza wróciła do domu jak cień z przeszłości, a jedna decyzja miała złamać serce człowieka, który za późno zrozumiał, co naprawdę traci.
Hanser siedziała przy stole, ale nie dotknęła jedzenia. Przesuwała widelcem po talerzu, jakby próbowała czymkolwiek zająć dłonie, żeby nie wybuchnąć płaczem. Jej twarz była blada, zmęczona, pełna bólu, którego nie dało się już ukryć.
Cihan obserwował ją w milczeniu. Wiedział, że jedno złe słowo może rozpalić kolejną kłótnię, ale cisza bolała jeszcze bardziej.
— Hancer, proszę. Spójrz na mnie.
Kobieta powoli uniosła wzrok. Nie było w nim czułości. Był żal. Taki żal, który nie rodzi się w jeden dzień. Taki, który człowiek nosi w sobie miesiącami, aż w końcu przestaje mieć siłę udawać.
— Patrzę na ciebie od dawna — odpowiedziała cicho. — Tylko coraz mniej rozumiem to, co widzę.
Cihan próbował tłumaczyć się błędami. Mówił, że żałuje, że wszystko naprawi, że Beza nie ma miejsca w jego sercu.
Ale dla Haner te słowa były już puste, bo Beza może i nie mieszkała w sercu Cihana, ale wciąż mieszkała w jego życiu, w jego domu, w jego decyzjach.
— Za każdym razem, gdy próbowałam poczuć się bezpiecznie, Beza obrażała mnie, prowokowała i niszczyła wszystko między nami — powiedziała Hanser z narastającym bólem. — A ty za każdym razem mówiłeś mi tylko, żebym jeszcze trochę wytrzymała.
Cihan odpowiedział, że chciał uniknąć skandalu. I właśnie to słowo zraniło ją najmocniej.
Skandal.
Dla niego skandalem mogły być krzyki, prawnicy, dokumenty i rodzinne awantury.
Dla niej skandalem było własne życie. Życie kobiety, która każdego ranka budziła się z pytaniem, czy jest żoną, ukochaną, czy tylko przeszkodą w historii, której Cihan nigdy nie potrafił zakończyć.
— Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu — powiedział Cihan.
Hanser uśmiechnęła się smutno.
— Gdyby tak było, nie musiałbyś mnie o tym ciągle przekonywać.
Te słowa uderzyły go mocniej niż krzyk, bo były spokojne. A spokój kobiety, która przestała walczyć, bywa groźniejszy niż gniew.
W tym samym czasie, daleko od posiadłości, w skromnym domu Daria próbowała nakarmić małego Emira. Chłopiec marudził, odpychał jedzenie i domagał się tostów, jakby dziecięcy kaprys mógł odwrócić uwagę dorosłych od prawdziwego dramatu.
Daria starała się zachować cierpliwość, ale jej wzrok co chwilę uciekał w stronę Cemila.
Cemil siedział na kanapie jak człowiek, który przeczuwa katastrofę. Nie jadł od rana, nie odpowiadał. Myślami był przy Hancer.
Daria wiedziała, że ten dom niszczy jej bliską osobę kawałek po kawałku.
— Sama miłość nie wystarczy — powiedziała gorzko. — Kiedy człowiek nie ma odwagi chronić ukochanej osoby, ta miłość zaczyna ranić.
Cemil bał się jednego: że Hanser wróci nie dlatego, że będzie chciała, ale dlatego, że zostanie tak zraniona, iż nie będzie miała dokąd pójść.
Daria, patrząc na niego, wypowiedziała słowa, które zabrzmiały jak zapowiedź nieszczęścia.
— Przygotuj się na najgorsze. Czuję, że nadchodzi coś, czego nikt z nas nie zatrzyma.
Tymczasem w posiadłości Cihan nie wytrzymał. Wstał, podszedł do Hancer i zatrzymał się tuż obok niej.
— Nie zostawiaj mnie.
Hancer drgnęła, jakby te słowa dotknęły miejsca, które wciąż krwawiło.
Cihan mówił, że bez niej znowu stanie się pustym człowiekiem. Że zanim ją poznał, tylko istniał. Żył gniewem, podejrzliwością i ciemnością. To ona przypomniała mu, że może być kimś innym.
Ale Hanser nie mogła już dźwigać odpowiedzialności za jego duszę.
— Nie możesz oczekiwać, że zostanę tylko dlatego, że boisz się znów stać zgorzkniałym człowiekiem — wyszeptała. — Miłość nie powinna boleć każdego dnia.
Cihan uklęknął przy jej krześle. Dumny, silny, zawsze kontrolujący wszystko mężczyzna nagle wyglądał jak ktoś, kto traci grunt pod nogami.
— Daj mi ostatnią szansę. Zakończę wszystkie sprawy z Bezą. Tym razem ci to udowodnię.
Przez chwilę między nimi zapadła cisza.
Haner patrzyła na niego i w jej oczach pojawiło się coś niebezpiecznego.
Tęsknota.
Tęsknota za mężczyzną, którego kochała. Za życiem, które mogłoby istnieć, gdyby nie kłamstwa, intrygi i ciągły powrót kobiety z przeszłości.
Cihan zbliżył twarz do jej twarzy. Przez sekundę wydawało się, że ją pocałuje, ale zatrzymał się.
Widział, że Hancer nie jest gotowa. Nie chciał odbierać jej kolejnej rzeczy — prawa do własnych granic.
— Wrócę za chwilę.
— Dokąd idziesz?
— Muszę zaczerpnąć powietrza, zanim powiem coś, czego będę żałował.
Otworzył drzwi i zamarł.
Na progu stała Beza. Elegancka, chłodna, z walizką obok siebie, jakby nie przyszła do cudzego domu, tylko wróciła po coś, co od zawsze uważała za swoje.
— Co ty tutaj robisz? — zapytał Cihan.
Beza spojrzała na niego bez cienia wstydu.
— Wracam do domu.
Dla Cihana to był cios.
Dla Hancer, która zobaczyła walizkę, był to koniec złudzeń.
Bo właśnie w chwili, gdy miała uwierzyć w ostatnią szansę, przeszłość znów weszła przez drzwi.
A najgorsze miało dopiero nadejść.