
Początek lipca przyniósł głośne doniesienia dotyczące Daniela Martyniuka. Syn Zenona Martyniuka pokazywał w internecie zdjęcia mocno opuchniętej twarzy oraz wyniki badań głowy. Twierdził, że został zaatakowany przez członków swojej rodziny z Bielska Podlaskiego oraz osobę z ich otoczenia. Pisał wówczas o sytuacji, w której miało być „trzech na jednego”, a później zapowiadał również domaganie się zwrotu kosztów związanych z leczeniem i operacjami plastycznymi.
Przez kolejne tygodnie nie było jednak jasne, jak dokładnie wyglądał przebieg zdarzenia ani jak poważne były obrażenia Daniela. Jego żona, Faustyna Martyniuk, długo nie zabierała publicznie głosu. Teraz zdecydowała się opowiedzieć o tym, co wiedziała na temat stanu męża.
W rozmowie z Cezarym Wiśniewskim w podcaście „Wersja osobista” Faustyna przyznała, że konsekwencje pobicia były bardzo poważne.
— Daniel to powiedział publicznie, więc ja mogę tylko powtórzyć, że został pobity. I to dosyć poważnie. Tak, jak lekarz powiedział, była to walka o życie — wyznała.
Jej zdaniem wydarzenie miało również zniweczyć efekty wcześniejszej pracy specjalistów, którzy przez kilka miesięcy próbowali pomóc Danielowi uporządkować jego sytuację.
— Myślę, że to zmiotło pracę wszystkich specjalistów i terapeutów, którzy przez trzy miesiące się starali i coś porządkowali — dodała.
Sprawa prowadzona bez zgłoszenia Daniela?
Podczas rozmowy pojawił się również temat postępowania dotyczącego pobicia. Faustyna przekazała, że według posiadanych przez nią informacji Daniel nie musiał samodzielnie zgłaszać sprawy, ponieważ postępowanie zostało wszczęte z urzędu.
— Ta sprawa nie musiała być zgłaszana, bo jest prowadzona z urzędu, dlatego że był to uszczerbek na zdrowiu powyżej siedmiu dni — powiedziała.
To jeden z bardziej szczegółowych komentarzy Faustyny dotyczących wydarzeń z lipca. Wcześniej opinię publiczną informował przede wszystkim sam Daniel, publikując w mediach społecznościowych zdjęcia oraz kolejne relacje dotyczące swojego stanu.
Faustyna natychmiast ruszyła do Białegostoku
Żona Daniela wspomniała także o chwili, w której dowiedziała się o pobiciu. Przebywała wówczas w rodzinnym domu. Daniel próbował się z nią skontaktować, jednak nie usłyszała telefonu. Niedługo później zadzwoniła do niej jego mama.
— Rano zadzwonił do mnie Daniel, nie słyszałam tego połączenia. Za chwilę zadzwoniła jego mama, odebrałam i od niej dowiedziałam się, że Daniel został pobity — wspominała.
Faustyna nie zwlekała i wraz z synem Florianem pojechała pociągiem do Białegostoku. Chciała być przy Danielu podczas operacji, ponieważ jego stan miał być poważny.
— Przyjechałam pociągiem do Białegostoku z Floriankiem na czas operacji, bo stan Daniela był poważny. Dałam swoje wsparcie, bo uznałam to za rozsądne — powiedziała.
Jej słowa rzucają nowe światło na wydarzenia, o których do tej pory wiadomo było przede wszystkim z relacji samego Daniela Martyniuka.