— Cion traci kontrolę. Gdy Hanser ucieka ze szpitala z Melichem, Cion czuwa przy szpitalnym łóżku Hanser, przekonany, że tym razem zdoła ochronić ją i ich nienarodzone dziecko przed każdym niebezpieczeństwem.

Nie wie jednak, że w rezydencji padają przerażające groźby, które przypadkiem słyszy Melich. Mężczyzna nie ma wątpliwości — Hanser musi zniknąć, zanim będzie za późno.

Wykorzystując chwilę nieobecności Ciona, osłabiona Hanser odłącza kroplówkę, zakłada płaszcz i potajemnie opuszcza salę. W szpitalnym korytarzu spotyka Melicha, który przekonuje ją, że nie chodzi już tylko o jej bezpieczeństwo.

— Zagrożone może być także życie dziecka. Razem ruszają w stronę udekorowanej ślubnej taksówki, wierząc, że zdążą uciec niezauważeni.

Wtedy przed bramą pojawia się Cion. Jedno spojrzenie na Hanser prowadzoną pod ramię przez Melicha wystarcza, by cały jego strach zamienił się w niepohamowaną furię.

— Melich staje przed kobietą, gotowy jej bronić, a między mężczyznami wybucha gwałtowna konfrontacja. Padają oskarżenia, groźby i słowa, których nie da się już cofnąć.

Gdy Cion uderza Melicha, Hanser po raz kolejny widzi człowieka, którego kochała, całkowicie tracącego nad sobą kontrolę.

— Dlaczego Hanser postanowiła zaufać właśnie Melichowi? Jaką groźbę usłyszał w rezydencji?

Czy Cion zrozumie, że jej ucieczka nie była zdradą, lecz desperacką próbą ratowania dziecka? I co zrobi, gdy ślubna taksówka odjedzie, zabierając kobietę, której nie potrafi przestać kochać?

— Tymczasem Sinem wraca do rezydencji. Mukader przeżywa wzruszające spotkanie z Mine, a Beyza i Nuśret rozpoczynają kolejną niebezpieczną rozgrywkę.

Sekrety wychodzą na jaw, sojusze zaczynają się rozpadać, a dramat Hanser i Ciona zmierza ku wydarzeniom, które mogą na zawsze odmienić ich życie.

— Szpitalny korytarz tonął w chłodnym, niemal martwym świetle jarzeniówek. Wszystko było tu białe, szare i bezosobowe: ściany, drzwi prowadzące do sal, metalowe wózki pozostawione pod oknami. Jedynie czarne skórzane kanapy ustawione przy ścianach odcinały się od sterylnego otoczenia.

Cion stał kilka kroków od poczekalni, trzymając telefon przy uchu. Miał na sobie elegancki czarny garnitur, lecz jego koszula była rozpięta pod szyją, jakby w ostatnich godzinach zupełnie przestało go obchodzić, jak wygląda.

— Twarz miał napiętą, oczy zaczerwienione ze zmęczenia, a głos niski i nieznoszący sprzeciwu.

“Chcę wiedzieć wszystko” — powiedział do telefonu. “Gdzie był, z kim rozmawiał i dlaczego nagle pojawił się w tej okolicy.”

Po drugiej stronie ktoś próbował coś wyjaśniać, jednak Cion natychmiast przerwał: “Nie interesują mnie wymówki. Melich nie robi niczego bez powodu. Jeżeli zbliży się do Hanser, macie mnie natychmiast powiadomić.”

— Przechodzący korytarzem lekarz zerknął na niego przelotnie, lecz szybko odwrócił wzrok. Pielęgniarka w bordowym uniformie poprawiała dokumenty na ladzie recepcji, udając, że nie słyszy rozmowy.

“I jeszcze jedno” — dodał Cion. “Sprawdźcie jego telefon, samochód, wszystkie miejsca, w których może się ukryć. Nie obchodzi mnie, ile to będzie kosztowało.”

Zakończył połączenie bez pożegnania.

— Przez chwilę wpatrywał się w wygaszony ekran telefonu, jakby oczekiwał, że urządzenie poda mu odpowiedź na pytanie, którego bał się zadać na głos. Czy Hanser naprawdę była bezpieczna? Czy dziecko przetrwało?

I dlaczego, mimo wszystkiego, co między nimi zaszło, wciąż czuł, że za chwilę może ją stracić?

Schował telefon do kieszeni i ruszył w głąb korytarza. Usiadł ciężko na kanapie, splótł dłonie i pochylił głowę.

— Każda sekunda oczekiwania była dla niego torturą. “Nie możesz mi tego zrobić, Hanser” — wyszeptał. “Nie teraz.”

Kilka kilometrów dalej, w skromnej sypialni rozgrywało się zupełnie inne pożegnanie.

Sinem stała przy drzwiach, mocno ściskając rączkę walizki. Miała na sobie granatową bluzkę i różowy hidżab, a jej policzki były mokre od łez.

— Próbowała oddychać spokojnie, lecz każdy oddech drżał, zdradzając ból, którego nie potrafiła już ukryć.

Obok niej stała Mine. Dziewczynka patrzyła na matkę szeroko otwartymi oczami, nie rozumiejąc, dlaczego spakowane walizki muszą oznaczać kolejne rozstanie.

— Ertuğrul zrobił krok w stronę Sinem. “Córko, przemyśl to jeszcze raz” — poprosił łagodnie. “Nie musisz podejmować decyzji w gniewie. Ten dom zawsze będzie dla ciebie otwarty.”

Sinem pokręciła głową: “To nie jest gniew, tato. Gniew minął już dawno. Zostało tylko zmęczenie.”

— “Ale dokąd pójdziesz?” “Tam, gdzie nie będę codziennie zastanawiała się, czy jestem ciężarem.”

Kobieta w czarnym hidżabie stojąca przy oknie spuściła wzrok. W pokoju zapadła ciężka cisza.

— Mine podeszła do matki i objęła ją w pasie. “Mamo, nie odchodź” — powiedziała drżącym głosem. “Możemy zostać tutaj. Dziadek powiedział, że zawsze możemy tu mieszkać.”

Sinem zamknęła oczy. Dłonie zadrżały jej na ramionach córki.

— “Moja kochana, ja będę grzeczna, nie będę nikomu przeszkadzać. Tylko nie płacz.”

Te słowa ostatecznie złamały Sinem. Przykucnęła i mocno przytuliła dziewczynkę.

— “To nie twoja wina, nigdy tak nie myśl. Jesteś najlepszą rzeczą, jaka przydarzyła mi się w życiu.”

“To dlaczego wyjeżdżamy?”

Sinem długo nie potrafiła odpowiedzieć. Bo czasami trzeba odejść z miejsca, w którym nie ma już miłości ani bezpieczeństwa.

— Ertuğrul podszedł bliżej. “Miłość nie zawsze wygląda tak, jak sobie wyobrażamy. Czasami jest ukryta pod dumą, strachem albo złością.”

“A czasami jej po prostu nie ma” — odpowiedziała Sinem. “Czekałam wystarczająco długo. Nie chcę już błagać kogokolwiek, żeby mnie wybrał.”

— Ponownie chwyciła walizkę. Spojrzała na ojca, później na kobietę w czarnym hidżabie.

“Dziękuję za wszystko. Za dach nad głową, za opiekę nad Mine, za każdą chwilę, w której próbowaliście mnie przekonać, że jeszcze mam dokąd wracać.”

— “Masz” — zapewnił Ertuğrul. “Zawsze będziesz miała.”

“Nie, tato. Powrót jest możliwy tylko wtedy, gdy gdzieś naprawdę na ciebie czekają.”

Otarła łzy i wyszła z pokoju. Mine pobiegła za nią, oglądając się jeszcze przez ramię.

— Ertuğrul pozostał na środku sypialni, bezradnie patrząc na zamykające się drzwi.

Tymczasem przed budynkiem, który miał stać się miejscem szczęśliwego początku, czekał człowiek przekonany, że właśnie przeżywa koniec.

Na podjeździe stała żółta taksówka udekorowana jak samochód ślubny. Na masce umocowano bukiet białych kwiatów, lusterka owinięto wstążkami, a na szybie widniał napis: EVLENİYORUZ (Pobieramy się).

— Melich ubrany w garnitur krążył wokół pojazdu. Co chwilę spoglądał na telefon.

Żadnej wiadomości, żadnego nieodebranego połączenia, żadnego znaku, że kobieta, na którą czekał, zamierza się pojawić.

— “Sinem” — wyszeptał i wybrał jej numer. Sygnał zabrzmiał kilka razy, po czym połączenie zostało przerwane.

Melich zacisnął szczękę. “Chociaż powiedz, że nie przyjdziesz” — powiedział do pustego ekranu. “Nie zostawiaj mnie tutaj jak głupca.”

— Wyciągnął z kieszeni niewielkie pudełeczko, otworzył je i wyjął obrączkę. Przez chwilę obracał ją między palcami, patrząc, jak złoto błyszczy w świetle dnia.

“Miałaś ją dziś założyć” — szepnął. “Mieliśmy zacząć wszystko od nowa.”

— Zamknął obrączkę w dłoni tak mocno, że metal wbił mu się w skórę. Następnie schował ją do kieszeni, jakby razem z nią ukrywał resztki nadziei.

W innym domu Jonca nakrywała do stołu. Poruszała się spokojnie, niemal beztrosko.

Czerwony sweter podkreślał jej pewność siebie, a delikatny uśmiech sugerował, że wszystko przebiegało zgodnie z jej planem.

— Do salonu wszedł Tayyar. Wycierał twarz jasnym ręcznikiem, usiadł ciężko na turkusowej kanapie i westchnął.

“Wyglądasz, jakbyś wrócił z wojny” — zauważyła Jonca.

“Niektóre wojny toczą się bez broni.”

— Usiadła obok niego. “Nadal myślisz o tej sprawie?”

Tayyar nie odpowiedział od razu. “Nie lubię mieć długów” — powiedział w końcu. “Zwłaszcza długów wdzięczności. Człowiek, któremu coś zawdzięczasz, może pewnego dnia zażądać zapłaty.”

— Jonca położyła dłoń na jego dłoni. “Zawsze można znaleźć inne rozwiązanie.”

“Nie znasz tych ludzi.”

“Za to znam ciebie. Zawsze wychodzisz cało z najgorszych sytuacji.”

— Tayyar spojrzał na nią podejrzliwie: “Dlaczego tak bardzo zależy ci, żebym był spokojny?”

Jonca uśmiechnęła się: “Bo niespokojny mężczyzna podejmuje złe decyzje. A ja potrzebuję, żebyś podejmował właściwe.”

“Dla siebie czy dla mnie?”

“Czy to naprawdę ma znaczenie, jeżeli oboje dostaniemy to, czego chcemy?”

— Tayyar zmrużył oczy, ale nie cofnął dłoni.

W kuchni rezydencji napięcie było znacznie bardziej wyczuwalne. Fada kroiła warzywarzywa przy blacie, gdy do pomieszczenia weszła Aysu. Dziewczyna zamknęła za sobą drzwi i natychmiast podeszła do matki.

— “Dłużej tego nie wytrzymam” — oznajmiła.

Fada nawet się nie odwróciła: “Mów ciszej.”

“Wszyscy coś podejrzewają! Mukader ciągle zadaje pytania, a Beyza patrzy na mnie tak, jakby wiedziała.”

— Fada odłożyła nóż i spojrzała na córkę. “I co z tego?”

“Co z tego?! Jeżeli prawda wyjdzie na jaw, powiedzą, że pomagałyśmy ich oszukać!”

“Przestań panikować. Dziecko, ani słowa więcej.”

— Fada chwyciła Aysu za nadgarstek.

“Posłuchaj mnie uważnie: jeżeli ktokolwiek zapyta, nic nie widziałaś i niczego nie słyszałaś. Byłaś w kuchni, zajmowałaś się domem. Nie wiesz, kto wchodził do pokoju ani kto wychodził.”

— “Ale przecież…”

“Ustaliłyśmy wersję wydarzeń i będziesz się jej trzymać.”

“A jeżeli Melich zacznie mówić?”

— Na twarzy Fady pojawił się cień niepokoju. “Melich ma teraz własne problemy.”

“On nie jest głupi, domyśli się.”

“W takim razie dopilnujemy, żeby nie miał okazji nikomu o tym powiedzieć.”

— Aysu cofnęła się przestraszona. “Co chcesz zrobić?”

“Chcę uratować naszą rodzinę. A ty, jeśli nie potrafisz pomóc, przynajmniej nie przeszkadzaj.”

— Melich rzeczywiście miał już zupełnie inne problemy. Nadal ubrany w ślubny garnitur pojawił się na tyłach rozległej posesji. W jednej ręce trzymał foliową reklamówkę z ubraniami i kilkoma dokumentami.

Rozejrzał się, upewnił, że nikt go nie obserwuje, po czym wspiął się na mur. Zeskoczył po drugiej stronie, chwycił pień drzewa i zsunął się po nim na ziemię.

— “Świetnie” — mruknął, poprawiając marynarkę. “Człowiek miał dziś brać ślub, a zamiast tego włamuje się do własnego domu.”

Szybko podniósł reklamówkę i ruszył w kierunku bocznego wejścia. W środku panowała pozorna cisza.

— Melich wszedł na schody i zaczął skradać się na piętro. W połowie drogi usłyszał podniesiony głos Beyzy i natychmiast przykucnął za balustradą.

W salonie Beyza chodziła w kółko, podczas gdy Mukader siedziała w fotelu, blada i wyczerpana.

— “Zdradził mnie!” — krzyczała Beyza. “Po wszystkim, co dla niego zrobiłam! On chce odejść do niej!”

“Uspokój się” — poprosiła Mukader. “Ktoś może cię usłyszeć.”

“Nie obchodzi mnie to!”

“Beyza, w tym domu jest dziecko.”

— Kobieta zaśmiała się nerwowo. “Właśnie — dziecko! Jedyna rzecz, która miała zatrzymać Ciona przy mnie.”

“Nie mów tak.”

“A jak mam mówić? Mam udawać, że nie widzę, jak patrzy na Hanser? Mam czekać, aż zabierze ją razem z jej brzuchem i zostawi mnie samą?”

— Mukader zamarła. “Nie waż się jej skrzywdzić.”

“To ona skrzywdziła mnie! Hanser leży w szpitalu, jej dziecko może nie przeżyć.”

“Tym lepiej.”

Mukader poderwała głowę. “Beyza!”

— “Nie pozwolę im odejść razem, rozumiesz? Jeżeli Cion mnie zostawi, nie będzie miał ani jej, ani żadnego dziecka.”

“Przestań natychmiast!”

Beyza pochyliła się nad Mukader: “Mogę zabić siebie, mogę zabić tego bachora. Mogę zrobić wszystko, jeśli to jedyny sposób, żeby Cion zrozumiał, że nie wolno mnie porzucać.”

— Ukryty na schodach Melich pobladł. Każde słowo Beyzy wbijało się w jego pamięć.

“Ona oszalała” — wyszeptał.

Powoli wycofał się na górę. Wiedział już, że nie może dłużej czekać — musiał odnaleźć Hanser przed Beyzą.

— W szpitalnej sali Hanser leżała podłączona do kroplówki. Była blada, słaba i wyczerpana. Jej dłonie spoczywały ochronnie na brzuchu, jakby nawet przez sen próbowała osłonić dziecko przed całym światem.

Pielęgniarka poprawiła poduszkę: “Proszę odpoczywać. Lekarz wróci za kilkanaście minut.” Hanser skinęła głową.

— Cion stał przy oknie. Gdy zadzwonił jego telefon, spojrzał na ekran i wyszedł na korytarz.

“Zaraz wrócę” — powiedział do Hanser.

Poczekała, aż drzwi się zamkną, po czym natychmiast usiadła. “Muszę stąd odejść.”

— Drżącymi palcami odłączyła kroplówkę. Skrzywiła się z bólu, lecz nie zatrzymała się. Podeszła do szafy, wyjęła ciemny płaszcz i zaczęła się ubierać.

“Wybacz mi, Cion” — wyszeptała. “Ale przy tobie nigdy nie będę wolna.”

— Kiedy opuszczała salę, każdy krok sprawiał jej trudność, mimo to szła dalej.

W domu Tayyara Jonca wróciła do salonu z tacą. Postawiła przed nim filiżankę kawy.

— “Bez cukru” — powiedziała. “Tak jak lubisz.”

“Dobrze mnie obserwujesz.”

“Obserwacja pomaga przetrwać.”

— Usiadła obok. “A więc nasz układ nadal obowiązuje?”

Tayyar napił się kawy: “Zależy, co nazywasz naszym układem.”

“Ty pomagasz mi odzyskać to, co mi zabrano, a ja pomagam tobie pozbyć się problemów.”

— “Mówisz o dziecku?”

Uśmiech Joncy zgasł. “O moim dziecku. Dziecko jest teraz w miejscu, do którego nie wejdziesz bez ryzyka.”

“Dlatego mam ciebie. A co dostanę w zamian?”

— Jonca pochyliła się bliżej: “Wdzięczność kobiety, która nigdy nie zapomina ani przysługi, ani krzywdy.”

Tayyar spojrzał na nią długo. “Nie wiem, czy to obietnica, czy groźba.”

“Jedno i drugie.”

— Wkrótce żółta taksówka ruszyła spod bramy z piskiem opon. Białe wstążki trzepotały na wietrze, a napis “Pobieramy się” wyglądał teraz jak ponury żart.

W szpitalnym korytarzu Cion rozmawiał z Enginem.

— “Sprawdziłem Melicha” — powiedział Engine. “Dziś miał być w urzędzie. Przygotował samochód, obrączki, dokumenty.”

“Z kim miał się żenić?”

Engine zawahał się: “Najprawdopodobniej z Sinem.”

— Cion zmarszczył brwi.

“Najprawdopodobniej do ślubu nie doszło. Melich zniknął, a później widziano go w pobliżu rezydencji.”

“Dlaczego mi tego wcześniej nie powiedziałeś?”

“Bo nie miałem pewności.”

— “Nie płacę ti za pewność, Engine. Płacę ci za informacje.”

Engine zacisnął szczękę. “Jest jeszcze coś. Melich mógł usłyszeć rozmowę Beyzy z Mukader.”

“Jaką rozmowę?”

“Tego nie wiem.”

— Cion zrobił krok w jego stronę: “Dowiedz się.”

W tym samym momencie Melich wbiegł do szpitala i podszedł do recepcji.

“Hanser Develioğlu. W której leży sali?”

— Pielęgniarka spojrzała na monitor: “Czy jest pan członkiem rodziny?”

“Tak… to znaczy jestem jej przyjacielem. To pilne!”

“Nie możemy udzielać takich informacji.”

— Melich uderzył dłonią w ladę: “Grozi jej niebezpieczeństwo!”

Kilka metrów dalej za rogiem stała Hanser. Rozpoznała głos Melicha i ostrożnie wyszła z ukrycia.

“Melich?”

— Mężczyzna odwrócił się i podbiegł do niej. “Hanser! Co ty tutaj robisz? Powinnaś leżeć!”

“Muszę odejść, zanim Cion wróci.”

“Właśnie dlatego tu jestem. Słyszałem Beyzę.”

— Hanser pobladła: “Co słyszałeś?”

“Groziła tobie i dziecku. Powiedziała, że jeżeli Cion ją zostawi, zrobi wszystko, żebyście nie byli razem.”

“Może mówiła w gniewie…”

“Powiedziała, że może zabić ciebie, siebie albo dziecko!”

— Hanser chwyciła się ściany: “Nie…”

“Nie mamy czasu, musisz pójść ze mną.”

“Dokąd?”

“Gdziekolwiek, byle daleko stąd.”

— Hanser spojrzała w stronę korytarza prowadzącego do swojej sali. “Cion będzie mnie szukał.”

“Niech szuka. Jeżeli zostaniesz, Beyza cię znajdzie pierwsza.”

Po chwili Hanser skinęła głową. Melich chwycił ją za ramię i poprowadził w stronę wyjścia.

— Kilka minut później Cion wrócił do sali. Łóżko było puste. Na podłodze leżał przewód od kroplówki, a drzwi szafy pozostawały otwarte.

Zajrzał do łazienki — Hanser tam nie było. Wybiegł na korytarz.

— “Gdzie jest pacjentka z tej sali?!” — krzyknął do pielęgniarek.

“Przed chwilą tam była” — odpowiedziała jedna z nich. “Może poszła na badania?”

“Bez kroplówki i w płaszczu?!”

— Cion podszedł do recepcji: “Kto z nią rozmawiał?”

Pielęgniarki spojrzały na siebie. “Był tu jakiś mężczyzna” — przyznała jedna. “Pytał o panią Hanser.”

“Jak wyglądał?”

“Ciemne włosy, garnitur…”

— Cion wyrwał przed siebie i ruszył korytarzem, zatrzymując się przy kobiecie w czarnej kurtce.

“Widziała pani kobietę w ciemnym płaszczu? Była osłabiona, szła z mężczyzną.”

Kobieta wskazała wyjście: “Wyszli tamtędy.”

— Cion pobiegł.

Na podjeździe Hanser i Melich zbliżali się do udekorowanej taksówki. Melich podtrzymywał kobietę, widząc, że z każdym krokiem traci siły.

“Jeszcze trochę” — mówił. “Zaraz usiądziesz.”

— Nagle zza bramy wybiegł Cion: “Hanser!”

Oboje zatrzymali się. Hanser odwróciła się powoli. Kiedy zobaczyła Ciona, w jej oczach pojawiły się łzy.

— Cion patrzył na ślubne dekoracje, na garnitur Melicha i na jego dłoń obejmującą ramię Hanser. W jednej chwili zrozumiał wszystko zupełnie inaczej, niż powinien.

“Co to ma znaczyć?” — zapytał lodowato.

“Cion, posłuchaj mnie…” — zaczęła Hanser.

— “Uciekasz ze szpitala z nim? Wsiadasz do ślubnego samochodu?!”

Melich puścił ramię Hanser i stanął przed nią: “Odejdź.”

Cion spojrzał na niego z niedowierzaniem: “Co powiedziałeś?”

“Powiedziałem, żebyś odszedł. Ona nie chce z tobą jechać.”

— “Zejdź mi z drogi.”

“Nie! Melich, proszę” — odezwała się Hanser. “Nie pogarszaj tego.”

Cion zrobił krok naprzód: “Co jej powiedziałeś? Czym ją zastraszyłeś?”

— “To nie ja jej zagrażam.”

“Uważaj na słowa!”

“Słyszałem Beyzę! Groziła Hanser i dziecku!”

Twarz Ciona stężała: “Kłamiesz.”

“Zapytaj własną matkę!”

— “Milcz!”

“Prawda boli, prawda? Łatwiej oskarżyć mnie niż przyznać, że nie potrafisz ochronić kobiety, którą podobno kochasz.”

Cion chwycił go za ramię: “Nie wypowiadaj się o moich uczuciach!”

— Melich wyrwał się: “Twoje uczucia niemal ją zabiły!”

Hanser stanęła między nimi: “Przestańcie, oboje!”

Cion patrzył tylko na Melicha: “Od dawna na to czekałeś. Chciałeś ją zabrać.”

— “Chciałem ją uratować! Przede mną, przed całym piekłem, które wokół niej stworzyłeś!”

Cion błyskawicznie ruszył do przodu i uderzył Melicha głową w twarz. Melich runął na ziemię, chwytając się za krwawiący nos.

— “Melich!” — krzyknęła Hanser i przykucnęła przy nim. “Nic ti nie jest?”

“Wszystko dobrze” — odpowiedział z trudem.

Cion nadal próbował się do niego dostać: “Wstawaj, jeszcze nie skończyłem!”

— “Cion, przestań!”

Hanser zasłoniła Melicha własnym ciałem: “Błagam cię, odsuń się.”

“Nie.”

To jedno słowo zabolało Ciona bardziej niż jakiekolwiek uderzenie.

— Z budynku wybiegło kilku mężczyzn. Dwóch chwyciło go za ramiona i zaczęło odciągać.

“Puśćcie mnie!” — ryknął. “Hanser, nie wsiadaj do tego samochodu!”

— Melich podniósł się, wycierając nos chusteczką. “Chodź” — powiedział do Hanser. “Musimy jechać.”

“Cion…” — wyszeptała.

“Nie odchodź!” — krzyczał Cion. “Hanser, spójrz na mnie!”

— Spojrzała. W jej oczach nie było nienawiści — był strach, żal i uczucie, którego wciąż nie potrafiła zabić.

Melich otworzył drzwi taksówki. Hanser wsiadła, a on zajął miejsce obok niej.

— Samochód ruszył. Przez zamkniętą szybę Hanser patrzyła na Ciona, dopóki nie zniknął jej z oczu.

W tym samym czasie Beyza wpadła do gabinetu Nusreta i uderzyła dłońmi w biurko: “Obiecałeś, że nad wszystkim panujesz!”

— Nusret spokojnie odłożył dokumenty: “Nie krzycz.”

“Hanser uciekła ze szpitala, Melich jej pomaga!”

“Skąd wiesz?”

“Zadzwoniłam do kliniki. Cion jej szuka. Kiedy ją znajdzie, zabierze ją z powrotem!”

— Nusret oparł brodę na dłoniach: “Więc trzeba dopilnować, żeby jej nie znalazł.”

Beyza zamilkła: “Co zamierzasz zrobić?”

“Najpierw ty powiesz mi całą prawdę.”

“O czym?”

“O dziecku. O Mukader i o tym, dlaczego boisz się Hanser bardziej niż własnej śmierci.”

— Twarz Beyzy pobladła.

Później Sinem i Mine dotarły do rezydencji. Walizki pozostawiły w jasnym holu, a służąca powitała je ze zdumieniem: “Pani Sinem, nie wiedzieliśmy, że pani wraca…”

“Ja też nie wiedziałam” — odpowiedziała Sinem.

— Weszła do sypialni Mukader. Starsza kobieta leżała na łóżku, obok stał wózek inwalidzki.

“Sinem…” — wyszeptała Mukader.

“Wróciłam, bo nie miałam dokąd pójść.”

Mukader otarła łzę: “Ten dom zawsze był również twoim domem.”

“Domem może być tylko miejsce, w którym człowiek czuje się bezpiecznie.”

— Nagle do pokoju wbiegła Mine: “Babciu!”

Mukader wyciągnęła ramiona: “Moja maleńka!”

Dziewczynka wdrapała się na łóżko i przytuliła do niej. Mukader wybuchnęła płaczem, całując jej włosy i policzki: “Tak bardzo tęskniłam!”

“Ja też, babciu.”

— Sinem patrzyła na nie ze wzruszeniem, lecz w jej oczach pojawił się również smutek. Wiedziała, że powrót do rezydencji nie oznaczał końca problemów — był jedynie wejściem do kolejnego rozdziału pełnego sekretów.

Taksówka zatrzymała się niedaleko parku. Hanser i Melich usiedli na ławce.

— Melich przyciskał chusteczkę do nosa, a jego koszula była rozpięta po bójce.

“Przepraszam” — powiedziała Hanser.

“Zostałeś uderzony przeze mnie.”

“Nie przez ciebie — przez jego dumę.”

— “Cion nie wiedział, dlaczego uciekłam.”

“A gdyby wiedział, uwierzyłby ci?”

Hanser spuściła wzrok: “Nie wiem.”

“Właśnie. Melich, co teraz zrobimy?”

— “Znajdę bezpieczne miejsce.”

“Beyza mnie odnajdzie.”

“Nie, jeśli znikniemy.”

Hanser spojrzała na udekorowaną taksówkę: “Ten samochód miał dziś zawieść cię na ślub.”

— Melich uśmiechnął się gorzko: “Miał. Z Sinem.”

Skinął głową: “Nie przyszła.”

“Przykro mi.”

“Mnie też. Ale może tak miało być? Może nigdy nie powinienem był wierzyć, że mogę zacząć od nowa.”

— “Każdy może. Ty też.”

Hanser położyła dłonie na brzuchu: “Ja nie zaczynam od nowa. Ja tylko próbuję ocalić to, co ještě mi zostało.”

Melich popatrzył na nią poważnie: “W takim razie pozwól mi ci pomóc.”

— “Dlaczego to robisz?”

“Bo ktoś musi stanąć po twojej stronie, nie żądając niczego w zamian.”

Przez dłuższą chwilę milczeli. Później Melich wstał i podszedł do taksówki.

— Zdjął marynarkę, odczepił bukiet z maski i przez chwilę trzymał go w dłoniach. Białe kwiaty — symbol początku — stały się dla niego przypomnieniem wszystkiego, co utracił.

Odwrócił się w stronę ławki. Hanser już wstawała.

— “Dokąd idziesz?” — zapytał.

“Nie mogę cię w to wciągać.”

“Już jestem w to wciągnięty.”

“Straciłeś dziś Sinem. Nie pozwolę, żebyś przeze mnie stracił ještě więcej.”

— “Hanser, sama nie dasz sobie rady.”

“Muszę spróbować.”

Ruszyła w dół schodów prowadzących z parku. Melich stał przy taksówce z bukietem w dłoni.

— “Cion będzie cię szukał!” — zawołał.

Hanser zatrzymała się w połowie drogi: “Wiem. Beyza również.”

Odwróciła się — jej twarz była spokojna, ale oczy wypełniał lęk.

— “Wiem, Melich. Właśnie dlatego nie mogę zostać blisko żadnego z vás.”

“Dokąd pójdziesz?”

Hanser przez chwilę milczała: “Tam, gdzie moje dziecko nie będzie kartą przetargową w cudzej wojnie.”

— Odwróciła się i zeszła niżej.

Melich patrzył za nią, czując, że powinien pobiec i ją zatrzymać. Nie zrobił jednak ani jednego kroku. Wiedział, że Hanser nie odchodziła dlatego, że mu nie ufała.

Odchodziła, ponieważ przestała wierzyć, że ktokolwiek potrafi ją ochronić.

— A gdzieś daleko Cion szukał jej z narastającą furią, przekonany, że Melich odebrał mu kobietę i dziecko.

Nie wiedział jeszcze, że największe zagrożenie nie odjechało żółtą taksówką. Pozostało w rezydencji — ukryte pod jednym dachem, wśród szeptów, tajemnic i fałszywych uśmiechów, czekając na odpowiedni moment, by uderzyć.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Marcin Kwaśny jest bratem prezydenta popularnego miasta. Oto co wyjawił

Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat” Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat”, by opowiedzieć o swoim debiυcie reżyserskim, którym jest film “Odzyskaпy”. Towarzyszyła mυ…

Odrzucony posiłek i wyznanie wobec braku wyboru Gdy Gülsüm przychodzi do salonu z powiadomieniem o kolacji przygotowanej z inicjatywy Beyzy, Cihan w chłodnych słowach odrzuca posiłek i…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page