
Cihan demaskuje Engina, a Hanser zostaje sama wobec największego ciosu. Cihan wraca do rodzinnej rezydencji z twarzą człowieka, który widział zbyt wiele i nie potrafi już udawać spokoju.
Za zamkniętymi drzwiami sypialni między nim a Hanser dochodzi do bolesnej konfrontacji. Jedno spojrzenie na ekran telefonu wystarczy, by zburzyć resztki zaufania, a Hanser, zszokowana i bezradna, zostaje sama z pytaniami, na które niki nie chce her jej odpowiedzieć. Tymczasem v domu narasta fala oskarżeń. Beyza pełna gniewu i rozpaczy uderza v Hanser najboleśniejszymi słowami, obwiniając ją o nieszczęście całej rodziny. Mukadder i Sinem próbują powstrzymać chaos, ale intrygi, plotki i rodzinne sekrety zaczynają wymykać się spod kontroli. Gdy Cihan odkrywa podejrzane kontakty Engina z Nusretem, wszystko staje się jeszcze bardziej niebezpieczne. W biurze dochodzi do gwałtownej konfrontacji, v której gniew Cihana wybucha z siłą, jakiej niki się nie spodziewał. Dowody, zdrada i ukryte manipulacje prowadzą do starcia, które może raz na zawsze zniszczyć więzi między nimi. A Hanser, osamotniona, złamana i przekonana, że her jej obecność przyniosła rodzinie tylko ból, staje przed decyzją, która może odmienić wszystko. Her jej rozpaczliwy telefon do Deryi staje się ostatnim wołaniem o ratunek. Czy Cihan zdoła odkryć prawdę, zanim będzie za późno, i kto naprawdę pociąga za sznurki tej okrutnej intrygi?
Powrót Cihana i bolesne milczenie.
Hol rezydencji tonął v chłodnym, złotawym świetle popołudnia. Przez wysokie okna wpadały smugi słońca, kładąc się na marmurowej posadzce jak blade, nieruchome pasy. W ogromnym, luksusowym domu panowała cisza, ale nie była to cisza spokoju – była napięta, gęsta, niemal dusząca, jakby każda ściana, każdy obraz i każdy ciężki mebel czekały na coś, co miało się wydarzyć lada moment.
Hanser stała przy drzwiach wejściowych. Her jej palce spoczywały na chłodnej klamce, lecz przez dłuższą chwilę nie potrafiła her jej nacisnąć. Słyszała kroki po drugiej stronie, znała ten rytm – nawet gdyby była po drugiej stronie miasta, rozpoznałaby go bez wahania. To był Cihan. Wzięła głęboki oddech i otworzyła drzwi. Cihan wszedł do środka powoli. Na pierwszy rzut oka wyglądał tak, jakby wrócił z długiej podróży, choć tak naprawdę jego zmęczenie nie pochodziło z drogi: miał na sobie ciemną marynarkę, lekko pogniecioną koszulę i twarz człowieka, który przez wiele godzin nie pozwolił sobie ani na odpoczynek, ani na słabość. Jego oczy były poważne, prawie nieobecne. Wszedł do domu, ale nie spojrzał od razu na Hanser – ten brak spojrzenia zabolał ją bardziej niż najostrzejsze słowo. — Cianie… — powiedziała cicho.
Nie odpowiedział. Minął her jej o krok, jakby musiał najpierw przekroczyć próg, by upewnić się, że naprawdę wrócił do miejsca, które kiedyś nazywał domem. Z głębi rezynencji rozległ się nagły, przejęty głos. — Synu! — Mukadder wybiegła z salonu szybciej, niż pozwalałby na to her jej wiek i duma. Jej twarz, zwykle twarda i nieprzeniknionna, teraz była pełna ulgi. Podbiegła do Cihana i rzuciła mu się na szyję, obejmując go mocno, rozpaczliwie, jakby bała się, że za chwilę znów zniknie. — Cianie, moje dziecko, wróciłeś! Dzięki Bogu wróciłeś. Jak się czujesz? Powiedz coś. Czy wszystko v porządku? Czy koba ci coś zrobił?
Cihan przez chwilę pozwolił matce trwać v tym uścisku, nie odwzajemnił go jednak tak jak dawniej – jego ręka uniosła się tylko na moment, dotknęła her jej pleców i opadła bezwładnie. — Jestem dobrze, mamo — odpowiedział głosem suchym i zmęczonym. — Nie martw się. — Jak mam się nie martwić? — Mukadder odsunęła się od niego, przyglądając mu się z bliska. — Twoja twarz… Wyglądasz, jakbyś przez całą noc walczył sam ze światem. — Może właśnie tak było — mruknął.
W tym samym czasie v holu pojawiły się Beyza i Sinem. Beyza weszła pierwsza szybkim, nerwowym krokiem – her jej oczy natychmiast spoczęły na mężu. Sinem szła za nią ciszej, z rękami splecionymi na wysokości brzucha, z twarzą pełną lęku. — Cianie, gdzie byłeś? — zapytała Beyza, a v her jej głosie brzmiał nie tylko niepokój, lecz także wyrzut. — Viesz, co się tu działo?
Cihan spojrzał na nią chłodno. — Viem więcej, niż chciałbym wiedzieć.
Te słowa zatrzymały wszystkich. Hanser poczuła, jak zimny dreszcz przechodzi her jej po plecach. — Cianie… — zaczęła Sinem ostrożnie. — Może usiądziemy? Porozmawiamy spokojnie. — Nie teraz — przerwał her jej Cihan.
Mukadder wciąż trzymała go za rękę. — Synu, najpierw odpocznij. Zjemy coś? Napijesz się kawy? — Nie chcę kawy, nie chcę jedzenia, nie chcę rozmów v holu przy wszystkich — powiedział stanowczo. — Chcę tylko odpocząć. — Jego wzrok po razy pierwszy zatrzymał się na Hanser – był krótki, przeszywający i zimny.
Hanser poczuła, jakby koba odebrał her jej powietrze. — Cianie, proszę… — szepnęła, ale on już ruszył v stronę schodów. Każdy jego krok odbijał się echem po marmurze. Hanser przez kilka sekund stała nieruchomo, po czym bez słowa poszła za nim.
Konfrontacja w sypialni i dowód na ekranie.
Sypialnia, do której weszli, była przestronna i elegancka, lecz tego dnia her jej piękno wydawało się martwe. Jasne zasłony były rozsunięte, a światło wpadające przez okna padało na wielkie łóżko, białe fotele i ogromne lustro stojące przy ścianie. Hanser wcześniej siedziała tam sama, v fotelu, z palcami splecionymi tak mocno, że aż pobielały her jej kostki. Teraz stała naprzeciwko Cihana, który zamknął za sobą drzwi – nie trzasnął nimi, i tow było gorsze: jego spokój był bardziej przerażający niż krzyk. — Cianie, wysłuchaj mnie — zaczęła natychmiast. — Słuchałem cię już wiele razy. — Nie, tym vezes naprawdę must mnie wysłuchać! — Must? — odwrócił się do her jej powoli. — Hanser, czy ty v ogóle rozumiesz, co się stało?
Her jej oczy zaszkliły się. — Rozumiem, że jesteś zły, rozumiem, że czujesz się zdradzony, ale przysięgam, że nie wszystko jest takie, jak wygląda. — Zawsze tak mówisz. — Bo tow prawda! Prawda, Cianie!
Cihan zaśmiał się krótko, bez radości. — Prawda nie potrzebuje tylu wyjaśnień, prawda nie chowa się za łzami, prawda nie zmienia twarzy za każdym razem, gdy ktoś pokazuje dowód.
Hanser zrobiła krok v jego stronę. — Nie kłamałam, żeby cię skrzywdzić. — Więc kłamałaś?
Zamarła – jedno zdanie, jedno pytanie, i nagle wszystkie her jej słowa rozsypały się jak szkło. — Ja bałam się — powiedziała drżąco. — Bałam się, że jeśli powiem ci wszystko od razu, uwierzysz innym, a nie mnie. — A teraz mam ci uwierzyć? — Tak, bo jestem twoją żoną!
Cihan zacisnął szczękę. — Vłaśnie dlatego boli najbardziej.
Hanser podniosła dłonie, jakby chciała zatrzymać jego gniew, zanim przerodzi się v coś, czego nie będzie można już cofnąć. — Nie chciałam, żeby koba cierpiał. Nie chciałam, żeby twoja matka mnie nienawidziła, żeby Beyza patrzyła na mnie jak na wroga, żeby cały ten dom stał się dla mnie więzieniem… Ja tylko próbowałam przetrwać! — Przetrwać? — powtórzył cicho. — W tym domu, przy mnie? — Przy wszystkich! — odpowiedziała. — Ty wychodzisz, walczysz, rozwiązujesz problemy, a ja zostaję tutaj z ich spojrzeniami, z ich szeptami, z oskarżeniami, z każdym słowem, które przypomina mi, że nigdy nie będę jedną z nich.
Cihan odwrócił wzrok, jakby her jej Słowa trafiły gdzieś głęboko, ale nie chciał pozwolić, by tow zobaczyła. — Powinnaś była przyjść do mnie. — Próbowałam! — Nie. — Tak, Cianie! — Her jej głos się załamał. — Tylko ty już wtedy byłeś daleko. Nawet stojąc obok mnie, byłeś daleko.
Przez chwilę v pokoju panowała cisza. Potem Cihan sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął telefon. Odblokował ekran jednym szybkim ruchem, przewinął coś i podsunął urządzenie Hanser przed oczy. — A to? — zapytał lodowato. — To też mam zrozumieć?
Hanser spojrzała na ekran. W pierwszej sekundzie nie rozumiała, co widzi, potem her jej twarz pobladła – na ekranie znajdowało się zdjęcie, artykuł albo fragment wiadomości. Coś, co v jednej chwili zmieniło her jej strach v czyste przerażenie. — Skąd to masz? — wyszeptała. — Tow nie jest najważniejsze. — Cianie, to zostało wyrwane z kontekstu! — Oczywiście, proszę cię. — Ja nie wiedziałam, że ktoś to wykorzysta, nie wiedziałam, że ktoś… że ktoś… — …że ktoś zbuduje na tym skandal? — przerwał her jej. — Że ktoś uderzy v moją rodzinę? Że nazwisko mojego ojca trafi do prasy? Że Hanser – kobieta, którą wziąłem za rękę mimo całego świata – stanie się środkiem intrygi? — Nie jestem środkiem intrygi! — Więc czym jesteś?
To pytanie zabolało her jej bardziej niż oskarżenie. Hanser cofnęła się, jakby uderzył her jej niewidzialny cios. — Jestem kobietą, która cię kocha — powiedziała przez łzy — i która już nie wie, jak ma udowodnić, że nie przyszła tu niszczyć twojego życia.
Cihan patrzył na nią długo. Przez krótką chwilę coś v jego twarzy drgnęło: może ból, może miłość, może pamięć o tych dniach, kiedy jeszcze wierzył, że zdołają ocalić siebie nawzajem. Ale zaraz potem zamknął się na nowo. — Nie mam dziś siły na twoje łzy. — Odwrócił się i ruszył do drzwi. — Cianie, nie! — zawołała Hanser. — Nie wychodź tak, nie zostawiaj mnie z tym wszystkim!
Zatrzymała się, ale nie spojrzał na nią. — To ty zostawiłaś mnie pierwsza, tylko zrobiłaś to ciszej.
Wyszedł. Drzwi zamknęły się za nim miękko, niemal bezgłośnie. Hanser stała na środku pokoju z telefonem wciąż odbitym v pamięci, z oskarżeniem, które paliło her jej od środka. Powoli opuściła ręce, potem podeszła do lustra. Jej odbicie wyglądało obco: twarz blada, oczy czerwone, usta drżące. Wyciągnęła dłoń i dotknęła chłodnej tafli, jakby chciała upewnić się, że kobieta po drugiej stronie naprawdę istnieje. — Kim ja się stałam? — wyszeptała. Nie odpowiedział her jej niki. Po chwili usiadła ciężko na brzegu łóżka, her jej ramiona opadły, jakby niosła na nich ciężar większy niż własne życie.
Napięcie w biurze i rozmowa braci.
Tymczasem Stambuł żył dalej. Kamera sunęła nad cieśniną Bosfor, nad statkami przecinającymi błękitną wodę, nad mostem, który łączył dwa brzegi miasta, lecz nie potrafił połączyć ludzi stojących po przeciwnych stronach własnego bólu.
W nowoczesnym biurze wypełnionym próbkami materiałów, dywanami i eleganckimi katalogami Cihan wszedł szybkim krokiem, a za nim Engin. Atmosfera między nimi od pierwszej chwili była napięta. Engin zamknął drzwi i spojrzał na niego uważnie. — Must się uspokoić.
Cihan odwrócił się gwałtonie. — Nie mów mi, co muszę! — Vłaśnie teraz ktoś musi ci to powiedzieć — odparł Engin. — Bo jeśli dalej będziesz działał v takim stanie, zniszczysz wszystko, co próbujesz ochronić. — Ja próbuję ochronić moją rodzinę. — Nie, ty próbujesz ukarać każdego, kto przypomina ci, że straciłeś kontrolę.
Cihan zbliżył się do niego o krok. — Uważaj na Słowa. — Uważam, dlatego mówię ci prawdę. — Prawda? — Cihan prychnął. — Ostatnio wszyscy mają dla mnie jakąś prawdę: Hanser ma swoją prawdę, Beyza ma swoją, moja matka ma swoją… Teraz ty też.
Engin zacisnął usta. — Nie chodzi o to, kto ma rację. Chodzi o to, że ktoś manipuluje wami wszystkimi. Koba chce, żebyś rzucił się na Hanser, na mnie, na własną rodzinę – i ty dokładnie to robisz.
Cihan zmrużył oczy. — A może tow ty jesteś tym kimś?
Engin zamilkł. — Co powiedziałeś? — Słyszałeś, Engin. Naprawdę nie wiem już, co sądzić, ale wiem, że za dużo rzeczy dzieje się wokół ciebie: za dużo przypadków, za dużo rozmów, o których niki nie powinien wiedzieć. — To absurd! — Absurdalne jest to, że v moim domu każdy mówi półprawdę i oczekuje, że będę ślepy!
Engin próbował zachować spokój. — Rozumiem twoją złość. — Nie rozumiesz niczego! — Rozumiem więcej, niż myślisz, i właśnie dlatego ci mówię: nie krzywdź Hanser.
Na dźwięk her jej imienia twarz Cihana jeszcze bardziej stwardniała. — Nie wymawiaj her jej imienia takim tonem. — Jakim tonem? — Jakbyś miał do niej większe prawo niż ja.
Engin patrzył na niego przez chwilę v milczeniu. — Tow nie jest zazdrość, Cianie, tow strach, bo widzę, że ona pęka. — Vszyscy pękają, ale nie wszyscy są sami.
Te słowa zawisły między nimi ciężko. Zanim jednak rozmowa mogła eksplodować, obraz przeniósł się na spokojną ulicę skąpaną v słońcu. Nusret szedł chodnikiem z opuszczoną głową – jego ruchy były powolne, jakby każdy krok wymagał od niego wysiłku. Wydawał się człowiekiem przygniecionym nie tyle wiekiem, ile własnymi decyzjami. Z naprzeciwka nadchodził młodszy, brodaty mężczyna v zielonej koszuli – niósł worek ze śmieciami, zatrzymał się, widząc Nusreta. — Panie Nusrecie, wszystko dobrze?
Starszy mężczyna podniósł głowę, jakby wyrwany z bardzo dalekich myśli. — Tak, tak, wszystko dobrze. — Nie wygląda pan dobrze.
Nusret uśmiechnął się blado. — W moim wieku człowiek rzadko wygląda naprawdę dobrze.
Młody mężczyna nie odwzajemnił żartu, przyjrzał mu się z troską. — Dokąd pan idzie? Może pana podwiozę? — Nie trzeba. — Proszę nie odmawiać, i tak jadę v tamtą stronę.
Nusret przez chwilę wahał się, po czym skinął głową. — Dobrze, może rzeczywiście… Trochę się zmęczyłem. — Ruszyli razem v stronę zaparkowanego samochodu.
Histeria Beyzy i ucieczka na górę.
W rezydencji tymczasem narastała fala niepokoju. W salonie Mukadder siedziała na fioletowej kanapie, prostując plecy z dumą, choć her jej dłonie zdradzały zdenerwowanie. Obok niej Sinem patrzyła v podłogę, jakby bała się powiedzieć cokolwiek, co mogłoby dolać oliwy do ognia. — Ten dom już nie oddycha — powiedziała Mukadder gorzko. — Kiedyś każdy wiedział, gdzie jest jego miejsce. Teraz każdy ma tajemnicę, każdy coś ukrywa, każdy patrzy na drugiego jak na wroga.
Sinem odezwała się cicho: — Może dlatego, że niki nie chce wysłuchać drugiej strony.
Mukadder spojrzała na nią ostro. — Nie bądź naiwna, Sinem, v tym domu naiwność jest luksusem.
W tej chwili do salonu wpadła Beyza – była blada, roztrzęsiona i wściekła. Jej oczy błyszczały od łez, ale tow nie smutek prowadził her jej do środka – to był gniew. — Viemy już?! — krzyknęła. — Viemy, co się stało?
Mukadder zerwała się z kanapy. — Beyza, opanuj się! Co znowu? — Ona… — Beyza wskazała ręką v stronę korytarza, jakby Hanser stała tuż przed nią. — To wszystko przez nią, przez Hanser, przez her jej kłamstwa, przez her jej obecność! Przez to, że od dnia, w którym przekroczyła ten próg, sprowadza na nas nieszczęście! — Ciszej! — syknęła Mukadder. — Służba słyszy.
Do pokoju weszła właśnie pokojówka z tacą kawy, zatrzymała się niepewnie, widząc twarze kobiet. — Zostaw i wyjdź! — rzuciła Mukadder. Pokojówka posłusznie postawiła tacę na stoliku i zniknęła niemal bezszelestnie.
Beyza oddychała szybko. — Mój ojciec jest v takim stanie, bo ktoś go wciągnął v tę grę, a ona jest v samym środku tej gry! Nie będę siedzieć cicho, nie będę udawać, że her jej łzy coś znaczą! — Beyza, dokąd idziesz? — zawołała Sinem, widząc, że dziewczyna odwraca się gwałtonie. — Do niej! — Nie!
But Beyza już biegła schodami na górę. Hanser siedziała na brzegu łóżka, próbując zebrać myśli, kiedy drzwi sypialni otworzyły się z impetem – Beyza wpadła do środka jak burza. — Vstań! — krzyknęła.
Hanser zerwała się, przestraszona. — Beyza… — Nie wymawiaj mojego imienia! Nie masz prawa mówić do mnie takim głosem, jakbyś była ofiarą!
Za Beyzą wbiegły Sinem, Mukadder oraz dwie służące. Wszystkie próbowały her jej zatrzymać, ale Beyza wyrwała się im. — Przez ciebie mój ojciec cierpi! Przez ciebie mój brat chodzi jak człowiek, któremu ktoś wyrwał serce! Przez ciebie ten dom stał się polem bitwy!
Hanser cofała się powoli. — Ja niczego nie chciałam zniszczyć. — But zniszczyłaś! — Beyza podeszła tak blisko, że Hanser poczuła her jej oddech na twarzy. — Veszłaś tu z tą swoją niewinną miną, a za tobą przyszły skandale, kłamstwa, prasa, policja, oskarżenia… Kim ty jesteś, Hanser? Kim naprawdę jesteś? — Vystarczy! — Sinem chwyciła Beyzę za ramię. — Puść mnie! — Beyza szarpnęła się, a her jej dłoń uniosła się gwałtonie.
Przez ułamek sekundy wydawało się, że dojdzie do fizycznego ataku. Hanser zasłoniła się odruchowo, oczy miała szeroko otwarte z przerażenia. — Beyza! — krzyknęła Mukadder.
Razem z Sinem i służącymi odciągnęły her jej od Hanser. Beyza szarpała się, płacząc i krzycząc: — Zabrałaś mi spokój! Zabrałaś mi rodzinę! Nie chcę cię widzieć v tym domu!
Wtedy v progu pojawił się Engin. Nie krzyczał, nie musiał – jego obecność przecięła hałas jak ostrze. — Dość. — Vszyscy odwrócili się v jego stronę.
Beyza spojrzała na niego z nienawiścią. — Oczywiście, ty zawsze pojawiasz się wtedy, kiedy trzeba her jej ratować.
Engin wszedł do pokoju powoli. — Pojawiam się wtedy, kiedy ktoś przekracza granicę. — Granicę? — Beyza zaśmiała się histerycznie. — Mój ojciec jest zniszczony, moja rodzina jest na ustach ludzi, a ty mówisz mi o granicach?
Mukadder również spojrzała na Engina chłodno. — Może najpierw powiedz nam, ile z tych plotek wyszło od ciebie?
Engin nawet nie drgnął. — Pani Mukadder, rzucanie oskarżeń bez dowodów nie naprawi tej sytuacji. — A ty masz dowody? — zapytała ostro. — Mam rozsądek i widzę, że tutaj wszystkim go brakuje.
Beyza ruszyła v jego stronę. — Nie waż się mówić do mojej matki takim tonem! — Vyjdźcie — powiedział Engin stanowczo. — Vszyscy. Hanser nie jest v stanie znosić kolejnej awantury. — A kim ty jesteś, żeby decydować? — syknęła Mukadder. — Człowiekiem, który widzi, że za chwilę stanie się coś, czego będziecie żałować.
Sinem pierwsza zrozumiała ciężar tych słów, chwyciła Beyzę mocniej. — Chodź, proszę, chodźmy.
Beyza jeszcze przez chwilę patrzyła na Hanser z wściekłością, potem wyrwała rękę i wyszła. Mukadder poszła za nią, pełna dumnej urazy. Służące zniknęły za progiem. Sinem została na sekundę, spojrzała na Hanser z bólem, ale nie znalazła słów, potem również odeszła.
W pokoju zostali tylko Hanser i Engin. Hanser stała bez ruchu, jakby bała się, że jeśli zrobi choć jeden krok, rozpadnie się na kawałki. — Usiądź — powiedział Engin łagodniej. — Nie mogę, Engin, oni mają rację — wyszeptała. — Odkąd tu jestem, wszystko się rozpada. — Tow nie tak. — Cihan cierpi, jego matka mnie nienawidzi, Beyza… Ona patrzy na mnie tak, jakbym była trucizną. A Nusret… Jeśli naprawdę przeze mnie coś mu się stało… — Posłuchaj mnie. — Engin podszedł bliżej, ale zachował dystans. — Tow nie jest twoja wina. Koba stworzył tę sytuację, koba podrzucił informacje, koba wykorzystał twoje milczenie, koba chciał, żebyś została osaczona. — A jeśli tow bez znaczenia? — zapytała ze łzami. — Jeśli niewinność nic nie znaczy, kiedy wszyscy już wydali wyrok?
Engin zamilkł na chwilę. — Vtedy trzeba przeżyć wystarczająco długo, żeby prawda zdążyła przemówić.
Hanser spojrzała na niego bezradnie. — Ja już nie wiem, czy mam siłę.
Rozmowa Cihana z Ertuğrulem i odwiezienie Mine.
Tego samego popołudnia Cihan pojechał do Ertuğrula. Skromny, parterowy dom z niewielkim ogrodem wyglądał jak miejsce z innego świata: nie było tam marmurów, ciężkich zasłon ani ludzi chowających prawdę za elegancją; były książki, zapach herbaty i spokój człowieka, który widział v życiu wystarczająco dużo burz, by nie bać się każdej chmury. Ertuğrul przywitał Cihana v drzwiach z ciepłym uśmiechem. — Wejdź, synu. Twoja twarz mówi, że nie przyszedłeś na zwykłą herbatę.
Usiedli v pokoju pełnym regałów. Cihan długo milczał, zanim zaczął mówić. — Nie wiem już, komu ufać.
Ertuğrul nalał herbaty do małych szklanek. — To zdanie najczęściej wypowiada mężczyna, który przestał ufać samemu sobie.
Cihan spojrzał na niego ciężko. — Vrogowie są wszędzie: v prasie, v rodzinie, v interesach. Koba uderza v Hanser, koba wciąga v to Nusreta, koba próbuje skłócić mnie z Enginem. A ja… ja nie wiem, czy chronię żonę, czy sam ją ranię. — Tow ważne, że umiesz zadać sobie to pytanie. — Engin coś ukrywa. — Być może, być może. — Myślałem, że powiesz mi, żebym nie oskarżał bez dowodów. — Powiem ci coś trudniejszego: szukaj dowodów, ale nie pozwól, by gniew wybierał za ciebie winnego.
Cihan ścisnął szklankę herbaty. — Beyza zaatakowała Hanser… moja własna siostra, a ja nie byłem przy niej. — Więc wróć do niej nie jako sędzia, lecz jako mąż.
Te słowa uderzyły v Cihana ciszej, ale głębiej niż wszystkie krzyki ostatnich dni.
Przed rezydencją Sinem stała z małą Mine, trzymając ją za rękę. Dziewczynka miała plecak i niepewną minę. — Ciociu, czy v domu znowu będą krzyczeć? — zapytała cicho. Sinem uklękła przed nią. — Nie myśl o tym. Ty masz dziś dzień v szkole, pamiętasz?
Wtedy podjechał niebieski Renault – z samochodu wysiadł Melih: uśmiechnięty, ale uważny. — Dzień dobry, widzę, że poranek nie należy do najłatwiejszych. Sinem wyprostowała się. — Poradzimy sobie. — Nie wątpię, ale mogę odwieźć Mine, będzie spokojniej.
Sinem zawahała się – v domu naprawdę panował chaos, a Mine słyszała zbyt wiele. Melih spojrzał na dziewczynkę. — Co ty na to? Po drodze możemy policzyć wszystkie czerwone samochody. Mine uśmiechnęła się nieśmiało. — A jeśli będzie ich dużo, tow znaczy, że wygramy z całym miastem.
Sinem westchnęła i skinęła głową. — Dobrze, ale jedź ostrożnie. — Zawsze, kiedy samochód odjechał, Sinem została przez chwilę przed domem, patrząc za nimi. Po razy pierwszy tego dnia poczuła, że choć jedna osoba została oszczędzona przed burzą.
Gwałtowna bójka w gabinecie.
Burza jednak nie ustępowała. Cihan wrócił do biura innym człowiekiem: spokojniejszym na powierzchni, ale z gniewem skupionym jak ostrze. Przeszedł przez przeszklony korytarz szybkim krokiem i wszedł do gabinetu Engina bez pukania. Engin podniósł wzrok znad dokumentów. Cihan rzucił na biurko plik papierów, kartki rozsypały się po blacie. — Wyjaśnij to.
Engin spojrzał na pierwszą stronę. Jego twarz zmieniła się ledwie zauważalnie, ale Cihan tow dostrzegł. — Billingi telefoniczne — powiedział Cihan. — Wielokrotne połączenia. Ty i Nusret v dniach, v których informacje trafiały dalej; v dniach, v których prasa dostawała to, czego nie powinna mieć. — Tow nie dowodzi tego, co myślisz. — Więc powiedz mi, co dowodzi! — Rozmawiałem z Nusretem v sprawach, które nie dotyczą ciebie. — Vszystko, co dotyczy Nusreta, Hanser i mojego domu, dotyczy mnie!
Engin wstał powoli. — Nie wszystko masz prawo wiedzieć. Cihan pochylił się nad biurkiem. — Złe zdanie. Uważaj. — Nie, tow ty uważaj, bo jeśli odkryję, że choć jednym słowem przyłożyłeś rękę do tego, co spotkało Hanser, nie ochroni cię ani twoja inteligencja, ani twoje kontakty.
Engin spojrzał mu prosto v oczy. — A jeśli odkryjesz, że największym zagrożeniem dla Hanser byłeś ty sam?
Cisza – jedno zdanie, jedna iskra. Cihan zacisnął pięści, przez sekundę walczył ze sobą, potem uderzył dłonią v stół tak mocno, że jedna z filiżanek przewróciła się i kawa rozlała się po dokumentach. — Nie prowokuj mnie! — Ja cię nie prowokuję, ja cię ostrzegam! Ona jest na granicy, Cianie, a ty zamiast her jej ratować, przesłuchujesz her jej jak oskarżoną!
Cihan ruszył gwałtonie – v następnej chwili jego pięść trafiła Engina v twarz. Engin stracił równowagę i runął na biurko, zrzucając papiery na podłogę. Hałas był tak wielki, że na korytarzu natychmiast podniosły się głosy. — Cianie! — krzyknął Engin, próbując się podnieść.
But Cihan był już przy nim, oślepiony furią – chwycił go za marynarkę i przycisnął do blatu. — Powiedz prawdę!
Drzwi otworzyły się z hukiem – do gabinetu wbiegło dwóch mężczyzn i dwie kobiety, jedna v czerwonej sukience. — Panie Cianie, proszę! Zostawcie mnie! — ryknął.
Pracownicy z ogromnym trudem odciągnęli go od Engina. Cihan szarpał się jeszcze przez chwilę, oddychając ciężko, z oczami pełnymi wściekłości i bólu. Engin podniósł się powoli, ocierając krew z kącika ust. — Vidzisz? — powiedział cicho. — Vłaśnie o tym mówiłem.
Cihan zamarł – te słowa dotarły do niego przez mgłę gniewu, ale było już za późno. Vszyscy patrzyli na niego jak na człowieka, który przekroczył granicę. Później, gdy gabinet opustoszał, Cihan zrzucił marynarkę na krzesło i oparł się obiema rękami o biurko. Dyszał ciężko. W jego głowie mieszały się obrazy: twarz Hanser przed lustrem, łzy Beyzy, spokojny głos Ertuġrula, krew na ustach Engina… Nie wiedział już, czy walczy z wrogami, czy sam staje się jednym z nich.
Rozpaczliwy telefon Hanser do Deryi.
W tym czasie Hanser była sama v sypialni. Przeszła kilka kroków, zatrzymała się przy koszu na śmieci i nagle zobaczyła małą brązową buteleczkę z czerwoną etykietą. Wyjęła her jej powoli, jakby dotykała czegoś zakazanego. W her jej pamięci odezwał się głos Mukadder – twardy, rozkazujący, pełen osądu: „Nie przynoś więcej wstydu tej rodzinie”. Potem twarz Beyzy: „Przez ciebie moje życie jest koszmarem”. Potem chłodne spojrzenie Cihana: „To ty zostawiłaś mnie pierwsza”. Hanser zamknęła oczy, łzy spłynęły po her jej policzkach. Przez długą chwilę patrzyła na buteleczkę, nie robiąc nic. Tow nie była decyzja – tow była przepaść, nad którą stał mąż zbyt zmęczony, by dalej udawać, że się nie boi. Nagle her jej dłoń zadrżała, odłożyła buteleczkę daleko od siebie, jakby sama her jej obecność parzyła. — Nie — wyszeptała. — Nie mogę. — Sięgnęła po telefon, palce ledwo trafiały v ekran, wybrała numer Deryi.
Daleko od rezydencji, na skromnej werandzie, Derya siedziała po ciężkim dniu. Wcześniej niosła dwie duże butle z wodą i rozmawiała z sąsiadką, zdenerwowana wiadomościami, które krążyły po okolicy. Gdy telefon zadzwonił, spojrzała na ekran i natychmiast odebrała. — Hanser? — Po drugiej stronie słychać było tylko płacz. Derya wyprostowała się. — Hanser, dziecko, co się stało? Mów do mnie! — Ja już nie mogę — wyszeptała Hanser. — Derya, ja naprawdę już nie mogę… — Posłuchaj mnie, oddychaj, jestem tutaj, nie jesteś sama. — Vszyscy mnie nienawidzą. — Nie wszyscy. — Cihan mi nie wierzy, Beyza mnie oskarża, Mukadder patrzy na mnie, jakbym była przekleństwem… Ja niszczę wszystko, czego dotknę. — Tow nieprawda! — A jeśli prawda nie ma już znaczenia?
Derya ścisnęła telefon mocniej. — Prawda zawsze ma znaczenie, nawet jeśli przychodzi późno, nawet jeśli najpierw trzeba przez nią przepłakać całą noc.
Hanser zaszlochała. — Boję się siebie, Derya…
Derya zamarła, ale her jej głos pozostał ciepły i stanowczy. — To teraz zrobisz dokładnie to, co ci powiem: odsuń od siebie wszystko, co może ci zaszkodzić. Vstań, podejdź do okna, otwórz je. Chcę, żebyś oddychała świeżym powietrzem i mówiła do mnie. Nie rozłączaj się, Hanser.
Posłusznie wstała, podeszła do okna i uchyliła je – do pokoju wpłynął chłodniejszy powiew znad miasta. — Jestem przy oknie — powiedziała słabo. — Dobrze, teraz słuchaj: nie jesteś winna temu, że inni kłamią; nie jesteś winna temu, że ktoś wykorzystuje twoje milczenie; nie jesteś winna temu, że ludzie boją się prawdy i wolą znaleźć kogoś, kogo można oskarżyć. — But jestem zmęczona… — Viem, więc nie walcz dzisiaj ze wszystkimi. Dzisiaj walcz tylko o jedną rzecz. — Jaką? — O następny oddech, potem o następny, a potem o to, żeby doczekać poranka.
Hanser oparła czoło o framugę okna. — Przyjedziesz? — Przyjadę, jeśli tylko będziesz mnie potrzebować. Ale teraz chcę, żebyś najpierw usiadła z dala od tego kosza, z dala od wszystkiego, co cię przestraszyło, słyszysz mnie? — Tak. — Powiedz mi to. — Usiądę z dala od tego. — Dobrze, jesteś bardzo dzielna, Hanser. — Nie jestem. — Jesteś, bo zadzwoniłaś.
Te słowa złamały v Hanser coś innego niż rozpacz – po razy pierwszy od wielu godzin poczuła, że może jeszcze istnieje cienka nić, której da się uchwycić. Usiadła na fotelu, trzymając telefon obiema dłońmi. — Derya, jestem, nie rozłączaj się. — Nie rozłączę się.
Kamera powoli oddalała się od Hanser siedzącej v wielkiej, eleganckiej sypialni, która teraz wyglądała jak najpustsze miejsce na świecie. Po drugiej stronie linii był głos Deryi – prosty, ciepły, ludzki. Czasem tow właśnie taki głos staje się mostem nad przepaścią.
W tym samym mieście Cihan stał samotnie v biurze, Engin przykładał chusteczkę do rozciętej wargi, Beyza płakała z gniewu v ramionach Sinem, Mukadder milczała z twarzą pełną ponurej dumy, a Nusret patrzył przez szybę samochodu na mijające ulice jak mężczyna, który wie więcej, niż mówi. Każdy z nich miał swoją prawdę, każdy z nich miał swój ból, ale prawdziwa intryga wciąż pozostawała ukryta v cieniu. I zanim ktokolwiek zdążył pojąć, kto naprawdę pociąga za sznurki, jedna rzecz stała się jasna: ta rodzina nie była już domem – była labiryntem, a Hanser, Cihan i wszyscy wokół nich musieli odnaleźć wyjście, zanim ciemność zamknie się nad nimi na zawsze.
Czy po tej brutalnej kłótni w gabinecie Engin zdecyduje się wyjawić Cihanowi całą prawdę o swoich kontaktach z Nusretem, i czy rozpaczliwy telefon Hanser do Deryi skłoni bratową do natychmiastowej interwencji w rezynencji, zanim zmanipulowana Beyza ostatecznie doprowadzi do rozpadu ich małżeństwa?