
Pierwsze promienie słońca powoli przebijały się przez delikatną mgłę unoszącą się nad Stambułem. Miasto budziło się leniwie, jakby jeszcze nie przeczuwało, ile bólu, gniewu i rozczarowań przyniesie rozpoczynający się dzień. Z oddali dochodził przeciągły głos Muezina, a złote światło odbijało się od kopuł meczetów i smukłych minaretów. Nad wodami Bosforu krążyły mewy, przecinając blade niebo. Samotna wieża panny zdawała się strzec tajemnic bohaterów, którzy tego ranka mieli dokonać wyborów zmieniających ich życie. Kamera przesunęła się nad dachami domów, ruchliwymi ulicami oraz pierwszemu promami, by w końcu zatrzymać się przed skromnym budynkiem, w którym przebywali Melih, Sinem i Mała Mine.
W salonie panowała ciężka, niemal nieznośna cisza. Melih siedział na kanapie pochylony do przodu, z dłońmi splecionymi między kolanami. Naprzeciwko niego siedział Ertugrul. Starszy mężczyzna miał surową twarz i przenikliwe spojrzenie kogoś, kto nie przyszedł na uprzejmą wizytę. Sinem stała nieco dalej przy oknie. Wydawała się blada i zmęczona. Od czasu do czasu spoglądała na Meliha, lecz on ani razu nie odwzajemnił jej spojrzenia. To bolało ją bardziej niż otwarta kłótnia.
Nagle ciszę przerwał tupot małych stóp. Wujku Melih! Rozległ się radosny głos Mine. Dziewczynka wbiegła do salonu z rozwianymi włosami i bez chwili zastanowienia rzuciła się Melihowi na szyję. Mężczyzna natychmiast się rozpromienił. Całe napięcie zniknęło z jego twarzy, jakby ktoś na moment zdjął z jego ramion ogromny ciężar. Moja księżniczka, powiedział podnosząc ją i obracając lekko. Gdzie ty się ukrywałaś od rana? Nigdzie, czekałam aż przyjdziesz, odpowiedziała Mine. Obiecałeś, że zjemy razem śniadanie. Melih posadził ją sobie na kolanach. Obiecałem, naprawdę tak. Mine zmarszczyła brwi: i mówiłeś, że nigdy nie łamiesz obietnic. Słowa dziecka sprawiły, że uśmiech na twarzy Meliha zgasł. Sinem odwróciła głowę. Ertugrul zmrużył oczy, jakby niewinne zdanie dziewczynki idealnie pasowało do rozmowy, którą zamierzał przeprowadzić.
W tej chwili do salonu weszła Mukadder. Poruszała się powoli, ostrożnie stawiając kroki. Mimo osłabienia próbowała zachować godność i spokój. Mine, podgrzałam ti zupę, powiedziała. Chodź, zanim wystygnie. Dziewczynka mocniej objęła szyję Meliha: zjem tutaj razem z wujkiem. Nie teraz, kochanie. Ale ja chcę. Innym razem zjecie wspólnie, zapewniła Mukadder. Teraz musisz zjeść coś ciepłego. Jesteś jeszcze dzieckiem i nie możesz cały dzień chodzić z pustym brzuchem. Mine zrobiła smutną minę: Wujku, przyjdziesz później? Melih pogładził ją po włosach: Przyjdę. Obiecujesz? Ponownie zapadła cisza. Obiecuję, odpowiedział w końcu Melih. Mukadder wyciągnęła do dziewczynki rękę. Mine niechętnie zsunęła się z kolan mężczyzny i ruszyła w stronę kuchni. Sinem poszła za nimi, ale zanim opuściła salon, obejrzała się przez ramię. Zobaczyła, że Ertugrul wpatruje się w Meliha z rosnącym gniewem.
Kiedy kobiety i dziecko zniknęły w głębi domu, Ertugrul odchrząknął. Dziecku łatwo coś obiecać, powiedział, gorzej dotrzymać słowa dorosłej kobiecie. Melih uniósł głowę: Nie rozumiem, do czego zmierzasz. Rozumiesz aż za dobrze. Jeżeli przyszedłeś tu, żeby mnie obrażać, nie musisz się wysilać. Nie przyszedłem cię obrażać. Przyszedłem zapytać, jak długo zamierzasz bawić się ludzkimi uczuciami. Melih zacisnął szczękę.
W przedpokoju Sinem zatrzymała się. Chciała iść do kuchni, ale kiedy usłyszała podniesiony głos Ertugrula, nie potrafiła zrobić kolejnego kroku. Drzwi do salonu pozostały lekko uchylone. Kobieta stanęła obok ściany i zaczęła słuchać. O jakich uczuciach mówisz? Zapytał Melih. O uczuciach Sinem. O jej życiu. O tym, co z nią robisz. Niczego z nią nie robię. Właśnie to jest najgorsze. Ertugrul uderzył dłonią w poręcz fotela. Trzymasz ją przy sobie, ale nie dajesz jej żadnej pewności. Pozwalasz jej gotować, sprzątać, opiekować się tobą i twoim domem. Pozwalasz Mine nazywać cię najbliższą osobą, a kiedy przychodzi czas, żebyś zachował się jak mężczyzna, chowasz głowę w piasek. Nie prosiłem Sinem, żeby mi usługiwała. Nie musiałeś. Wystarczyło, że dawałeś jej nadzieję. Nie dawałem jej żadnej nadziei. Sinem zacisnęła dłoń na krawędzi ściany. Te słowa przeszyły ją na wskroś. Ertugrul pochylił się w stronę Meliha. A więc wszystko co robiłeś nic dla ciebie nie znaczyło. Wszystkie rozmowy, troska o Mine, te spojrzenia, wspólne plany. Pozwoliłeś tej kobiecie uwierzyć, że może zbudować z tobą dom. To ona tak pomyślała. Ja niczego jej nie obiecałem. Sinem zamknęła oczy. Po jej policzku spłynęła pierwsza łza. Zmieniłeś numer telefonu, kontynuował Ertugrul. Unikasz pewnej kobiety. Nie odbierasz połączeń. Nie wyjaśniasz niczego Sinem. Myślisz, że można uciekać od odpowiedzialności bez końca? Ta sprawa jest skomplikowana. Każdy tchórz mówi, że jego sytuacja jest skomplikowana. Melih gwałtownie wstał: Uważaj na słowa. A ty uważaj na swoje czyny. Ertugrul również się podniósł. Sinem nie jest twoją służącą. Nie jest kobietą, którą możesz trzymać obok siebie tylko po to, żeby nie czuć samotności. Jeśli jej nie kochasz, pozwól jej odejść. Nie łam jej serca każdego dnia po kawałku. Melih odwrócił się w stronę okna: Nie chciałem jej skrzywdzić. Ale skrzywdziłeś.
Sinem nie potrafiła już dłużej słuchać. Cofnęła się, lecz potrąciła stojący w przedpokoju wazon. Przedmiot zachwiał się, a ona w ostatniej chwili go złapała. Melih natychmiast spojrzał w stronę drzwi: Sinem. Kobieta otarła łzy i weszła do salonu. Próbowała wyglądać na spokojną, ale drżące usta zdradzały jej rozpacz. Wszystko słyszałaś? Zapytał Melih. Wystarczająco dużo. To nie wygląda tak jak myślisz. Sinem zaśmiała się gorzko. Naprawdę powiedziałeś, że niczego mi nie obiecywałeś, że sama sobie coś wyobraziłam. Co jeszcze mogłam źle zrozumieć? Sinem, nie chciałem… Nie chciałeś mnie zranić? Wszyscy mężczyźni mówią to samo po tym, jak już zniszczą kobietę. Nie niszczyłem cię. Nie… Jej głos się załamał. Każdego dnia patrzyłam na ciebie i wierzyłam, że w końcu przestaniesz się bać. Myślałam, że zobaczysz we mnie kobietę, która chce być z tobą nie dlatego, że cię potrzebuje, ale dlatego, że cię kocha. A ty widziałeś tylko kogoś, kto ugotuje obiad i zajmie się domem. To nieprawda. Powiedz mi więc prawdę. Kochasz mnie? Melih zamarł. Sinem czekała jedną sekundę, drugą, trzecią. Każda chwila milczenia stawała się odpowiedzią. Rozumiem, wyszeptała, odwróciła się i wyszła. Ertugrul spojrzał na Meliha z rozczarowaniem. Właśnie straciłeś kobietę, która była gotowa walczyć o ciebie ze wszystkimi, powiedział, i nawet nie próbowałeś jej zatrzymać.
W innym domu Derya leżała na kanapie przykryta grubym kocem. Sen miała niespokojny. Co kilka minut poruszała się, jakby nawet we śnie próbowała uciec przed dręczącymi ją myślami. Drzwi otworzyły się cicho. Do środka wszedł Cemil. Miał pogniecioną koszulę, zaczerwienione oczy i twarz człowieka, który przez całą noc nie zmrużył oka. Derya natychmiast się obudziła. Gdzie byłeś? Zapytała ostro. Cemil zdjął kurtkę i rzucił ją na krzesło. Nie zaczynaj, nie zaczynaj. Dzwoniłam do ciebie kilka razy. Nie odbierałeś telefonu. Myślałam, że coś ci się stało. Nic mi nie jest. W takim razie gdzie byłeś przez całą noc? Cemil usiadł ciężko. Chodziłem po ulicach, po ulicach do rana. Nie mogłem wrócić do domu. Nie mogłem patrzeć na te ściany, wiedząc, że Hanser gdzieś jest i nie wiadomo, co się z nią dzieje. Derya zmarszczyła brwi: Rozmawiałeś z Cihanem? Tak. I co? Nic. Szuka jej, ale jej nie znalazł. Oczywiście, prychnęła Derya. Wielki Cihan Develioglu potrafi kontrolować wszystkich, ale kiedy naprawdę trzeba kogoś odnaleźć, okazuje się bezradny. Cemil spojrzał na nią ostrzegawczo: To nie pora na twoje uwagi. A kiedy będzie odpowiednia pora? Kiedy przez problemy Hanser ktoś zapuka do naszych drzwi? Kiedy Cihan zacznie podejrzewać ciebie? Ona jest moją siostrą, a ja jestem twoją żoną. Derya odrzuciła koc i wstała. Nie zabraniam ti jej szukać. Mówię tylko, żebyś uważał. W tej historii wszyscy kłamią, oskarżają się i znikają. Nie chcę, żebyś przez cudze decyzje zniszczył własne życie. Cemil spuścił wzrok: Jeśli Hanser coś się stanie, nigdy sobie tego nie wybaczę. Derya złagodniała: Nie mówię, żebyś ją zostawił. Proszę jedynie, żebyś nie działał bezmyślnie. Cihan jest wściekły, a wściekły Cihan nie słucha nikogo.
W tym samym czasie Cihan stał w swoim gabinecie zakładając czarny płaszcz. Jego ruchy były szybkie i nerwowe. Na biurku leżały wydruki, zdjęcia i zapisane adresy. Od wielu godzin próbował znaleźć choćby najmniejszy ślad Hanser. Wybrał numer Engina. Gdzie jesteś? Zapytał bez powitania. Na drugim końcu miasta sprawdziłem dworce, hotele, dom jej znajomej i wszystkie adresy, które mi podałeś. I? Po drugiej stronie zapadła cisza. Nic. Cihan zacisnął pięść. Jak to nic? Hanser jakby zapadła się pod ziemię. Ludzie nie zapadają się pod ziemię. Ktoś musiał ją widzieć. Może nie chce, żebyśmy ją znaleźli. Co chcesz przez to powiedzieć? Engin zawahał się: Musimy brać pod uwagę każdą możliwość. Mów jasno. Mogła wyjechać z kimś. Twarz Cihana stężała. Z kim? Nie wiem. Z jakimś mężczyzną? Kimś, komu ufa? Może od dawna planowała… Zamknij się! Krzyknął Cihan. Próbuję tylko myśleć logicznie. To nie jest logika, tylko brednie. Hanser nie uciekła z żadnym mężczyzną. Skąd możesz mieć pewność? Bo ją znam. Ostatnio sam twierdziłeś, że ciągle cię okłamuje. Może kłamać, może mnie nienawidzić, może uciekać przede mną, ale nie zrobiłaby czegoś takiego. Cihan, szukaj dalej, sprawdź wszystko jeszcze raz: kamery, terminale, postoje taksówek, prywatne kliniki. Nie interesuje mnie ile to będzie kosztowało. A ty dokąd jedziesz? Odzyskać to, co przede mną ukrywają. Rozłączył się i niemal wybiegł z biura.
Sinem siedziała na brzegu łóżka, trzymając dłonie na twarzy. Płakała tak mocno, że z trudem łapała oddech. Przez lata znosiła upokorzenia, samotność i niepewność. Wydawało jej się, że przy Melihu odnalazła coś prawdziwego. Teraz każde wspomnienie bolało. Drzwi otworzyły się. Mukadder weszła do sypialni: Wiedziałam, że cię tu znajdę, powiedziała cicho. Sinem szybko otarła łzy: Chcę zostać sama. Samotność jest dobra tylko wtedy, gdy człowiek szuka spokoju. Ty siedzisz tutaj, żeby karać samą siebie. Mukadder usiadła obok niej. Dlaczego jestem taka głupia? Wyszeptała Sinem. Dlaczego uwierzyłam, że ktoś może mnie naprawdę pokochać? Miłość nie jest głupotą. W moim przypadku jest. Nie. Głupotą byłoby błagać o uczucie mężczyzny, który nie potrafi go dać. Sinem spojrzała na nią przez łzy: Myślałam, że Melih po prostu potrzebuje czasu. Mężczyzna, który cię kocha, może potrzebować odwagi. Może się bać, może popełniać błędy, ale nie pozwoli, żebyś każdego wieczoru zastanawiała się, kim dla niego jesteś. Co mam zrobić? Mukadder ujęła ją za rękę: Przypomnieć sobie kim byłaś, zanim zaczęłaś czekać na jego decyzję. Jesteś matką, jesteś kobietą, masz godność. Nie jesteś cieniem stojącym obok Meliha. Sinem zaczęła płakać jeszcze mocniej. Mukadder przytuliła ją. Wypłacz się dzisiaj, szepnęła, ale jutro wstań i już nigdy nie płacz przez człowieka, który nie umie cię docenić.
Melih wyszedł przed dom. Potrzebował powietrza. Słowa Ertugrula i pytanie Sinem wciąż rozbrzmiewały w jego głowie: Kochasz mnie? Nie potrafił odpowiedzieć. Nie dlatego, że nic nie czuł. Przeciwnie, czuł zbyt wiele. Bał się odpowiedzialności, przeszłości i tego, że zniszczy życie Sinem dokładnie tak, jak wcześniej niszczył własne. Za jego plecami otworzyły się drzwi. Melih! Zawołała Mukadder. Mężczyzna odwrócił się: Czego chcesz? Mukadder podeszła do niego i wyciągnęła z kieszeni złotą obrączkę: Tego już nie potrzebuję. Melih pobladł: Skąd to masz? Sinem mi oddała. Nie miała prawa. Nie miała prawa, przerwała Mukadder. To ty nie miałeś prawa wkładać jej tego pierścionka, jeśli nie byłeś gotowy spełnić obietnicy. To sprawa między mną a nią. Nie, to sprawa każdego, kto patrzy, jak ta kobieta przez ciebie cierpi. Mukadder rozwarła jego dłoń i położyła na niej obrączkę. Weź ją, niech ci przypomina, co zniszczyłeś. Nie chciałem jej skrzywdzić. Krzywda nie znika tylko dlatego, że nie była zaplanowana. Mukadder, nie tłumacz się. Albo walcz o Sinem jak mężczyzna, albo odejdź i pozwól jej odzyskać życie. Odwróciła się i wróciła do domu. Melih został sam. Wpatrywał się w obrączkę, czując jak niewielki kawałek złota ciąży mu bardziej niż kamień. Nagle podniósł wzrok. Za firanką na piętrze stała Sinem. Jej twarz była mokra od łez. Ich spojrzenia spotkały się. Melih chciał coś powiedzieć, ale szyba dzieląca ich oboje wydawała się symbolem wszystkiego, czego nie potrafił przekroczyć. Sinem zasunęła firankę.
Luksusowy samochód Cihana zatrzymał się przed ogromną białą rezydencją położoną na obrzeżach miasta. Mężczyzna wysiadł i niemal natychmiast podszedł do pracownika stojącego przy bramie: Jest w środku? Zapytał. Kto, proszę pana? Kobieta, która przyjechała tu wczoraj. Pracownik skinął głową: Tak. Odpoczywa w salonie na piętrze. Cihan bez słowa ruszył do wejścia. Wbiegł po schodach. W przestronnym salonie na różowej kanapie spała Hanser. Miała bladą twarz i podkrążone oczy. Wyglądała tak, jakby przez wiele godzin płakała, zanim wyczerpanie zmusiło ją do snu. Cihan stanął nad nią. Przez moment tylko patrzył. Ulga, że ją znalazł, trwała zaledwie sekundę. Zaraz potem powrócił gniew podsycany słowami Engina i własną zazdrością. Wstawaj, powiedział. Hanser poruszyła się lekko. Powiedziałem wstawaj! Chwycił ją za ramię. Kobieta otworzyła oczy i z przerażeniem usiadła: Cihan? Zaskoczona. Jak mnie znalazłeś? To ja zadaję pytania. Co tu robisz? Hanser rozejrzała się, jakby próbowała odzyskać świadomość: Nie miałam dokąd pójść. Nie kłam! Nie kłamię. Gdzie on jest? Kto? Mężczyzna, z którym uciekłaś. Hanser patrzyła na niego z niedowierzaniem: Postradałeś rozum? Odpowiedz! Nie uciekłam z żadnym mężczyzną! Zniknęłaś bez słowa. Nie odbierałaś telefonu. Nikt nie wiedział, gdzie jesteś. Zostałam porzucona w połowie drogi! Krzyknęła Hanser. Samochód odjechał, a ja zostałam sama. Nie miałam pieniędzy, nie wiedziałam gdzie jestem. Trafiłam tutaj, bo ktoś pozwolił mi przenocować. I mam w to uwierzyć? Nie obchodzi mnie, w co wierzysz. Oczywiście, nigdy cię to nie obchodziło. Szukałeś mnie tylko po to, żeby mnie oskarżać! Cihan podszedł bliżej: Szukałem cię całą noc. Nie prosiłam cię o to! Bo wolisz pomoc obcych mężczyzn? Przestań! Kto dał ci ten wisiorek? Cihan zauważył błyszczący łańcuszek na jej szyi. Jego spojrzenie stało się lodowate. Hanser odruchowo zakryła biżuterię dłonią: To nie twoja sprawa. Czyli jednak ktoś był. Nie wszystko, czego nie rozumiesz jest zdradą. Powiedz od kogo go dostałaś! Nie masz prawa mnie przesłuchiwać. Nie jesteś już moim mężem.
Te słowa uderzyły Cihana mocniej niż chciał pokazać. Masz rację, odpowiedział chłodno. Nie jestem twoim mężem, dlatego nie muszę już tolerować twoich kłamstw. Chwycił ją za ramię. Hanser syknęła z bólu: Puść mnie! Najpierw powiesz prawdę. To ty całe życie ukrywasz prawdę! To ty decydujesz, co inni mogą wiedzieć, gdzie mogą mieszkać i z kim rozmawiać. A kiedy ktoś wymyka ti się spod kontroli, oskarżasz go o zdradę! Dość! Cihan gwałtownie ją odepchnął. Hanser straciła równowagę, uderzyła biodrem o krawędź stolika, a następnie upadła na dywan. W salonie zapadła martwa cisza. Cihan patrzył na nią szeroko otwartymi oczami. Przez chwilę wyglądał, jakby chciał podejść i ją podnieść. Hanser uniosła jednak twarz. W jej spojrzeniu było tyle bólu i rozczarowania, że mężczyzna nie potrafił się ruszyć. Wyjdź! Wyszeptała Hanser. Wyjdź! Cihan zacisnął pięści, odwrócił się i opuścił dom.
Hanser została na podłodze, objęła brzuch ramionami i rozpłakała się. Spokojnie, maleństwo, szeptała. Mama jest tutaj. Nic ci się nie stanie. Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić. Z trudem podniosła się i usiadła na kanapie. Ból w podbrzuszu nie ustępował. Drżącą dłonią sięgnęła po telefon. Otworzyła wiadomości, ale nie wiedziała do kogo napisać.
Cihan siedział już w samochodzie, lecz nie odjeżdżał. Trzymał ręce na kierownicy, próbując uspokoić oddech. Widział przed oczami moment, w którym Hanser upadła. Wtedy pod rezydencję podjechała taksówka. Wysiadła z niej Beyza z niemowlęciem owiniętym w niebieski kocyk. Podeszła do samochodu Cihana i zapukała w szybę. Mężczyzna niechętnie ją opuścił. Co ty tutaj robisz? Zapytała Beyza. To samo mógłbym zapytać ciebie. Przywiozłam dziecko. Powiedziano mi, że mamy tu zostać. Spojrzała na dom: Jest tam jakaś kobieta? Cihan nie odpowiedział. Cihan, pytam poważnie. Nie wejdę z dzieckiem do domu, w którym przebywa ktoś obcy. Nic ti nie grozi, a mojemu synowi… Wejdź do środka i przestań zadawać pytania. Kim ona jest? Powiedziałem: wejdź. Beyza zmrużyła oczy, ale nie chciała kłócić się na podjeździe. Ruszyła w stronę drzwi. Cihan uruchomił silnik i odjechał.
Na piętrze Hanser stała przy oknie. Widziała jego samochód znikający za bramą. Potem dostrzegła Beyzę z niemowlęciem. Jej serce pękło po raz kolejny. Wróciła na kanapę i spojrzała na telefon. Na ekranie widniało stare zdjęcie ze ślubu. Ona i Cihan stali obok siebie, jeszcze nieświadomi, jak wiele krzywd sobie wyrządzą.
Kilka godzin później Cihan siedział w zaparkowanym samochodzie na jednej z zatłoczonych ulic. Z ukrycia obserwował Meliha stojącego obok straganu z warzywami. Melih wybierał produkty, rozmawiał ze sprzedawcą i co chwilę spoglądał na listę w telefonie. Cihan przycisnął aparat do ucha: To on, powiedział cicho. Sprawdź gdzie chodzi, z kim rozmawia i co kupuje. Głos po drugiej stronie zapytał o powód. Nie musisz znać powodu. Cihan patrzył jak Melih bierze awokado, mleko i kilka innych produktów. Nie spuszczaj go z oczu, chcę wiedzieć wszystko. Rozłączył się, a w jego oczach pojawiła się podejrzliwość. Był przekonany, że Melih wie więcej o Hanser niż mówi.
Hanser siedziała w salonie rezydencji, trzymając oprawione zdjęcie ze ślubu. Wspomnienia wracały do niej z brutalną siłą. Widziała stół zastawiony jedzeniem. Engin jadł przygotowaną przez nią potrawę z takim zachwytem, jakby nigdy wcześniej nie próbował domowego obiadu. Hanser, to jest niesamowite, mówił Cihan. Jeśli będziesz narzekał na takie jedzenie, zabieram ją do siebie. Yasemin śmiała się: Najpierw naucz się sam gotować. Cihan patrzył na Hanser z ukrytą dumą: Nie oddam jej nikomu, powiedział wtedy.
Wspomnienie zniknęło. Pojawiło się kolejne. Hanser stała w gabinecie i opowiadała Cihanowi o przygotowaniach do rodzinnego wydarzenia. Aysu zajmie się dekoracjami, tłumaczyła. Powiedziała, że wszystko będzie gotowe przed wieczorem. Ufasz jej? Tak. Zbyt łatwo ufasz ludziom. A ty nie ufasz nikomu. Dzięki temu jeszcze żyję. Ale przez to nie potrafisz być szczęśliwy.
Następne wspomnienie było najboleśniejsze. Hanser stała przed Cihanem ze łzami w oczach. Położyła dłoń na jego klatce piersiowej. Tutaj mnie zapamiętasz? Zapytała. Cihan przykrył jej dłoń swoją. Nie muszę cię zapamiętywać. Nie potrafię o tobie zapomnieć. Nawet kiedy się rozstaniemy? Nawet wtedy. Obiecaj mi, że nie będziesz mnie nienawidził. Nie umiem ci tego obiecać. Dlaczego? Bo nienawiść jest czasem jedynym sposobem, żeby przetrwać miłość.
Hanser wróciła do teraźniejszości. Po jej policzkach płynęły łzy. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Odłożyła zdjęcie i ruszyła do wejścia. Na progu stał Melih z torbami pełnymi zakupów. Co ty tutaj robisz? Zapytała zaskoczona. Przyniosłem ci kilka rzeczy. Skąd wiedziałeś, że tu jestem? Aysu mi powiedziała. Hanser zawahała się, ale w końcu wpuściła go do środka. W salonie Melih zaczął wypakowywać zakupy: Awokado, oznajmił, ma zdrowe tłuszcze i kwas foliowy. Mleko, bo potrzebujesz wapnia. Czekolada, bo podobno poprawia humor. Hanser spojrzała na niego ze zdziwieniem: Od kiedy znasz się na diecie ciężarnych? Od kilku godzin. Sprzedawca miał mnie już dość. Nie powinieneś był przyjeżdżać. Powinnaś coś jeść. Nie jestem dzieckiem. Wiem, ale czasem zachowujesz się, jakbyś chciała udowodnić wszystkim, że nie potrzebujesz pomocy. Pomoc zawsze ma swoją cenę. Moja nie. Hanser spuściła wzrok: Cihan cię śledzi. Melih znieruchomiał: Skąd wiesz? Bo Cihan śledzi każdego, kto zbliża się do mnie. Pokłóciliście się? Hanser dotknęła obolałego ramienia: Nie chcę o tym rozmawiać. Melih zauważył ten gest: Zrobił ti krzywdę? Powiedziałam, że nie chcę o tym mówić. Hanser, jeśli on cię dotknął, to co zrobisz? Pójdziesz się z nim bić? Tym właśnie wszystko rozwiązujecie. Jeden mężczyzna krzyczy, drugi uderza, a kobieta zostaje między nimi i zbiera odłamki. Melih umilkł. Masz rację, powiedział po chwili, ale nie zostawię cię samej. Właśnie tego potrzebuję: samotności. Nie, potrzebujesz bezpieczeństwa. To nie jest to samo.
W biurze Develioglu Holding atmosfera była równie napięta. Cihan chodził po gabinecie, podczas gdy Engin próbował przemówić mu do rozsądku. Do środka wszedł pracownik z teczką: Panie Cihan, dokumenty do podpisu. Wyjdź! Ale termin… Powiedziałem: wyjdź! Pracownik położył dokumenty na biurku i szybko opuścił gabinet. Engin westchnął: Nie możesz terroryzować całej firmy tylko dlatego, że jesteś zazdrosny. Nie jestem zazdrosny. Oczywiście, dlatego śledzisz Meliha. Cihan spojrzał na niego ostro: Spotkał się z Hanser i przyniósł jej zakupy. Skąd wiesz? Bo twój człowiek zadzwonił również do mnie. Najwyraźniej uznał, że ktoś powinien wiedzieć, co wyprawiasz. Melih coś ukrywa. A może po prostu pomaga kobiecie, którą ty wyrzuciłeś ze swojego życia? Nie wyrzuciłem jej! Rozwiodłeś się z nią. Ożeniłeś się z Beyzą. Oskarżasz Hanser o zdradę, a jednocześnie zachowujesz się jakby nadal była twoją własnością. Cihan uderzył dłonią w biurko: Nie mów o rzeczach, których nie rozumiesz. Rozumiem więcej niż myślisz. Kochasz ją, ale zamiast to przyznać, ranisz ją za każdym razem, gdy boisz się, że ją stracisz. Ona już odeszła. Nie, to ty cały czas ją odpychasz.
Po wyjściu z rezydencji Melich przeskoczył przez niski murek i zauważył Aysu idącą ulicą z ciężkimi siatkami. Aysu, zaczekaj! Kobieta zatrzymała się: Czego chcesz? Melih przejął od niej jedną z toreb: Musisz mi pomóc. Ostatnim razem, kiedy ti pomogłam, miałam przez tydzień problemy. Chodzi o Hanser. Aysu spoważniała: Co z nią? Nie jest dobrze. Cihan ją kontroluje. Muszę wiedzieć, czy ktoś może zabrać ją w bezpieczne miejsce. Dlaczego ty się tym zajmujesz? Bo ktoś musi. A Sinem? Melih zamarł: Co Sinem? Może najpierw powinieneś zająć się kobietą, której dałeś pierścionek? To inna sprawa. Dla ciebie wszystko jest inną sprawą, kiedy przychodzi moment odpowiedzialności. Melih spojrzał na obrączkę, którą nadal trzymał w kieszeni: Wiem, że ją skrzywdziłem. Wiedzieć to za mało. Pomóż mi najpierw ochronić Hanser, potem naprawię resztę. Uważaj, żeby nie było za późno.
Hanser weszła do sypialni i otworzyła szafę. W lustrze zobaczyła własną bladą twarz. Wyglądała jak cień kobiety, którą była kiedyś. Przesuwała dłonią po ubraniach, aż zatrzymała się przy jasnoniebieskiej koszuli Cihana. Zdjęła ją z wieszaka. Natychmiast wróciło wspomnienie ich kłótni. Cihan ściskał ją za ramię: Dlaczego zawsze przede mną uciekasz? Bo kiedy jestem obok ciebie, przestaję poznawać samą siebie. Nie pozwolę ti odejść. Nie możesz zatrzymać człowieka siłą.
W teraźniejszości Hanser przytuliła koszulę do twarzy. Materiał wciąż zachował delikatny zapach Cihana. Dlaczego wciąż za tobą tęsknię? Wyszeptała. Dlaczego moje serce nie potrafi nauczyć się tego, co rozum już dawno wie.
Tego samego dnia Hanser pojawiła się w biurze Cihana. Miała na sobie jasny płaszcz, a jej twarz wyrażała determinację. Cihan wstał zza biurka, gdy tylko ją zobaczył: Co ty tutaj robisz? Przyszłam zapytać, dlaczego śledzisz Meliha? Kto ti powiedział? Czy to ma znaczenie? On nie powinien się do ciebie zbliżać. Nie ty o tym decydujesz. Nie wiesz, czego od ciebie chcę. A ty wiesz? Wiesz wszystko o wszystkich. Próbuję cię chronić. Przed czym? Przed człowiekiem, który przyniósł mi jedzenie? Czy przed możliwością, że ktoś okaże mi troskę, której ty nie potrafisz okazać bez ranienia mnie? Cihan zacisnął szczękę: Nie przyszłaś tutaj rozmawiać o Melihu. Przyszłam powiedzieć ti, żebyś trzymał się z dala od mojego życia. A potem wracasz do mojego domu, śpisz w mojej sypialni i przytulasz moją koszulę? Hanser pobladła: Byłeś tam? Nie musiałem. Znam cię. Nie znasz mnie już. W takim razie spójrz mi w oczy i powiedz, że nic do mnie nie czujesz. Hanser uniosła głowę: Uczucia nie zmieniają faktów. Jesteś mężem Beyzy. To nie była odpowiedź. To jedyna odpowiedź jaką dostaniesz. Odwróciła się i wyszła, zanim Cihan zobaczył łzy w jej oczach.
Noc spadła nad Stambuł gwałtownie. Most nad Bosforem rozświetliły tysiące świateł, a biała rezydencja Develioglu pogrążyła się w pozornym spokoju. W pokoju dziecięcym mały chłopiec płakał rozpaczliwie. Fadime chodziła po pomieszczeniu, kołysząc go w ramionach: Cicho, maleńki, proszę, uspokój się, szeptała bezradnie. Do pokoju wszedł Cihan: Dlaczego on tak płacze? Nie wiem. Nakarmiłam go, przewinęłam, sprawdziłam temperaturę. Gdzie jest Beyza? Fadime spuściła wzrok: Śpi. Cihan natychmiast ruszył do jej sypialni. Beyza leżała pod kołdrą z opaską na oczach. Cihan zapalił światło: Wstawaj! Kobieta nie zareagowała. Cihan gwałtownie ściągnął z niej kołdrę. Beyza zerwała opaskę: Zwariowałeś? Twoje dziecko od godziny płacze! Fadime się nim zajmuje. To nie jest dziecko Fadime! Jestem zmęczona. Zmęczona czym? Spaniem, wydawaniem rozkazów, udawaniem matki, kiedy ktoś patrzy? Beyza usiadła: Nie będziesz mnie poniżał! Sama się poniżasz. Kobieta, która urodziła dziecko, nie śpi spokojnie, kiedy ono krzyczy w sąsiednim pokoju. Na twarzy Beyzy pojawiło się napięcie: Nie pouczaj mnie o macierzyństwie! Cihan wskazał na nią palcem: Posłuchaj mnie uważnie. To dziecko nie będzie cierpieć przez twoje kaprysy. Jeśli jeszcze raz zobaczę, że je ignorujesz, podejmę decyzje, których bardzo pożałujesz. Grozisz mi? Ostrzegam. Myślisz, że możesz wszystkim rozkazywać? W tym domu nie pozwolę krzywdzić dziecka, nawet tobie!
Cihan wyszedł trzaskając drzwiami. W pokoju dziecięcym wydał Fadime dokładne instrukcje: Nie zostawiaj go samego. Jeśli Beyza odmówi karmienia albo opieki, natychmiast mnie zawiadomisz. Tak, panie Cihan. Bez względu na porę. Rozumiem. Fadime ostrożnie położyła dziecko w białej okrągłej kołysce.
Cihan wrócił do swojej sypialni, usiadł na brzegu łóżka i na moment zamknął oczy. W wyobraźni zobaczył Hanser śpiącą za jego plecami w bladoróżowej koszuli nocnej. Odwrócił się, przykrył ją kołdrą i położył obok. Hanser przysunęła się do niego, wtulając twarz w jego klatkę piersiową. Nie śpisz? Pytała szeptem. Nie mogę. Dlaczego? Boję się, że kiedy zamknę oczy, znikniesz. Hanser pogładziła go po policzku: Jestem tutaj. Obiecaj, że rano też będziesz. Rano, jutro i każdego dnia, dopóki będziesz chciał mnie przy sobie.
Cihan otworzył oczy. Łóżko było puste. To było tylko wspomnienie. Wstał i przeszedł do pokoju z ciemnofioletową tapetą. Wziął biały pilot od klimatyzacji. Przez chwilę patrzył na niego bezmyślnie, a potem nacisnął przycisk.
W tym samym czasie po korytarzu cicho przemykała zakapturzona postać. Czarne spodnie, sportowe buty i pasma jaskraworudych włosów wystające spod kaptura zdradzały, że była to Yonca. Kobieta zakradła się do pokoju dziecięcego, podeszła do kołyski i wyjęła z niej niemowlę. Gdy tylko poczuła ciężar dziecka w ramionach, rozpłakała się: Mój syneczku, mama przyszła, szeptała. Wiem, że nie powinnam, ale nie mogłam dłużej bez ciebie żyć. Całowała jego główkę i tuliła go do piersi.
W innej sypialni Hanser spała pod bordową kołdrą. Nagle zaczęła niespokojnie się poruszać. Otworzyła oczy, próbując złapać oddech. Serce biło jej gwałtownie, a ciało pokrył zimny pot. Nie, wyszeptała. Ból przeszył jej klatkę piersiową i brzuch. Sięgnęła po telefon, włączyła latarkę i zsunęła się z łóżka.
Tymczasem Yonca zaczęła śpiewać cichą, smutną kołysankę. Jej głos niósł się po korytarzu. Cihan stanął przy drzwiach swojego pokoju, usłyszał śpiew. Na jego twarzy pojawiło się zdumienie i ból.
Hanser oparła się plecami o ścianę. Nie mogła oddychać. Telefon wypadł jej z dłoni. Pomocy, wyszeptała. Próbowała czołgać się w stronę drzwi, lecz z każdą sekundą traciła siły.
Cihan schodził po schodach, kierując się do pokoju dziecka. Yonca usłyszała jego kroki. Zamarła, kiedy klamka się poruszyła, szybko odłożyła niemowlę do kołyski. Cihan otworzył drzwi. Yonca stała obok łóżeczka, blada jak ściana. Co ty tutaj robisz? Zapytał lodowatym tonem. Ja… Jak weszłaś do domu? Chciałam tylko zobaczyć dziecko. Odsuń się od niego. To mój syn! Krzyknęła Yonca przez łzy. Cihan zesztywniał.
W tej chwili z góry dobiegł głuchy odgłos upadku. Cihan spojrzał w stronę korytarza. Zostań tutaj! Rozkazał Yoncy. Pobiegł na piętro. W sypialni znalazł Hanser leżącą na podłodze. Hanser! Klęknął obok niej i uniósł jej głowę. Otwórz oczy. Słyszysz mnie? Hanser oddychała płytko. Dziecko, wyszeptała Cihanowi. Nasze dziecko. Mężczyzna znieruchomiał: Co powiedziałaś? Hanser straciła przytomność. Cihan wziął ją na ręce i położył na łóżku. Drżącymi dłońmi wybrał numer lekarza. Po kilkunastu minutach, które dla niego trwały jak wieczność, Hanser zaczęła oddychać spokojniej. Lekarz przez telefon polecił obserwować jej stan i natychmiast zawieźć ją do szpitala, jeśli ból się powtórzy. Cihan przykrył ją grubą zieloną kołdrą. Usiadł obok i przez długi czas patrzył na jej twarz. Nasze dziecko, powtórzył cicho. Nie wiedział, czy usłyszał prawdę, czy tylko słowa wypowiedziane w gorączce. Wiedział jednak, że od tej chwili nic nie będzie już takie samo. Delikatnie pogładził Hanser po włosach: Nie pozwolę ti znowu zniknąć, wyszeptał. Nawet jeśli będziesz mnie za to nienawidzić. Wyszedł z pokoju i cicho zamknął drzwi.
Yonca tymczasem wymknęła się z rezydencji przez wielkie przeszklone drzwi. Nerwowo rozejrzała się na boki, a potem zniknęła w mroku.
W pokoju dziecięcym Cihan siedział na łóżku z niemowlęciem w ramionach. Patrzył na chłopca z mieszaniną smutku i podejrzliwości. Do środka weszła Fadime: Panie Cihan, co się stało? Gdzie byłaś? Poszłam tylko po wodę. Od tej chwili nie zostawiasz dziecka ani na minutę. Dlaczego? Cihan podał jej niemowlę: Yonca była tutaj. Fadime pobladła: Jak to możliwe? Tego się dowiem. Czy zabrała dziecko? Próbowała. Fadime przytuliła chłopca i ostrożnie położyła go do kołyski. Cihan ruszył do drzwi, lecz zatrzymał się na progu: Fadime. Tak? Jeśli Hanser się obudzi, natychmiast mnie zawołaj. Oczywiście. Mężczyzna wyszedł. Fadime poprawiła kocyk niemowlęcia, nie wiedząc jeszcze, że tej nocy w rezydencji ujawnione zostały dwa sekrety. Yonca nazwała dziecko swoim synem, a półprzytomna Hanser powiedziała Cihanowi słowa, które mogły oznaczać tylko jedno.
Na piętrze Hanser otworzyła oczy, położyła dłoń na brzuchu i spojrzała w stronę zamkniętych drzwi. Usłyszał, wyszeptała przerażona. W korytarzu stał Cihan, nie odszedł. Słyszał każde jej słowo.