
- W 169 odcinku serialu Panna młoda granica między rozpaczą a szaleństwem zostanie przekroczona.
Mukader osłabiona chorobą i przykuta do łóżka stanie twarzą w twarz z Nuśretem. Gdy mężczyzna odsłoni ukryty za paskiem pistolet, starsza kobieta zrozumie, że jego słowa nie są jedynie pustą groźbą. Przerażona nie odważy się jednak powiedzieć Cihanowi, co wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami jej sypialni.
- Czy jej milczenie sprowadzi na rodzinę jeszcze większe niebezpieczeństwo?
Tymczasem Hanser, wycieńczona pobytem w szpitalu i kolejnymi bolesnymi przeżyciami, spróbuje odciąć się od przeszłości. Ze łzami w oczach odda Cihanowi dwie złote obrączki, które jeszcze niedawno były symbolem ich miłości.
Ich pożegnanie szybko przerodzi się jednak w pełną napięcia konfrontację. Kiedy Cihan mocno chwyci Hanser za nadgarstek i przyciągnie ją do siebie, oboje na moment zapomną o wszystkich pretensjach. W ich spojrzeniach ponownie pojawi się uczucie, którego żadne z nich nie potrafi ostatecznie pogrzebać.
Najbardziej dramatyczne chwile nadejdą po zmroku. Rozwścieczony Cemil zjawi się przed rezydencją z kanistrem benzyny.
Na oczach Cihana i przerażonych domowników rozleje paliwo przed wejściem, a następnie rzuci zapaloną zapalniczkę. W jednej chwili przed domem wybuchną potężne płomienie.
Beyza, Fadime, Aju i Mukader zaczną krzyczeć, a Hanser obserwująca wszystko z okna wyrwie się Melihowi i pobiegnie prosto w stronę niebezpieczeństwa. Cihan rzuci się na Cemila, próbując powstrzymać mężczyznę, zanim wydarzy się tragedia.
Po ugaszeniu ognia emocje wcale nie opadną. Beyza oskarży Hanser o sprowadzenie zagrożenia do rezydencji i zażąda od Cihana radykalnych decyzji.
Następnie wtargnie do sypialni Mukader, gdzie urządzi jej bezwzględną demonstrację siły, rzucając lekarstwo na podłogę i miażdżąc tabletkę obcasem. W tym samym czasie Derya dokona zaskakującego odkrycia: w ukrytej torbie znajdzie niemowlęce ubranka, które mogą naprowadzić ją na długo skrywany sekret.
Załamana Hanser otrzyma od Meliha telefon i stanie przed decyzją, która może odmienić los wszystkich bohaterów. Czy odważy się wykonać najważniejsze połączenie w swoim życiu?
Co Melih wyjawi Cihanowi podczas nocnego spotkania w ogrodzie? I jak długo Mukader będzie w stanie ukrywać prawdę o groźbach Nuśreta?
- Odcinek zakończy się pełnym lęku spojrzeniem Hanser, która zza firanki będzie obserwować Cihana z przeczuciem, że nad rezydencją zawisło jeszcze większe niebezpieczeństwo.
Panna młoda – odcinek 169. Ogień przed rezydencją, groźba Nuśreta i obrączki, których Cihan nie potrafi zapomnieć.
W bogato zdobionej sypialni panowała ciężka, niemal dusząca cisza. Zasłony były częściowo zaciągnięte, przez co do pomieszczenia wpadało jedynie blade światło popołudnia.
- Złote zdobienia mebli, kryształowy żyrandol i starannie dobrane dekoracje nie potrafiły ukryć ponurej atmosfery, która od kilku dni ogarniała całą rezydencję.
Mukader leżała na szerokim łóżku, wsparta na kilku miękkich poduszkach. Jej twarz była blada, a pod oczami pojawiły się ciemne cienie. Kobieta oddychała płytko, od czasu do czasu zaciskając dłoń na materiale koszuli nocnej w okolicy klatki piersiowej.
Obok łóżka stała Fadime, trzymając w rękach niewielką tacę ze szklanką wody i lekami. „Proszę pani, musi pani coś zjeść” – powiedziała łagodnie. „Chociaż kilka łyżek zupy, lekarz wyraźnie powiedział, że nie wolno przyjmować tych tabletek na pusty żołądek.”
Mukader odwróciła głowę w stronę okna. „Zabierz to! Powiedziałam, żebyś zabrała!”
Fadime westchnęła bezradnie. Znała Mukader od wielu lat i wiedziała, że kiedy starsza kobieta mówiła takim tonem, dalsze przekonywanie jej nie miało sensu. Tym razem jednak sytuacja była poważniejsza niż zwykły kaprys czy gniew.
„Martwimy się o panią” – szepnęła służąca. Mukader zacisnęła powieki.
„Nikt nie martwi się o mnie naprawdę, każdy czegoś chce. Każdy czeka, aż przestanę mieć siłę, by się bronić.”
Fadime spojrzała na nią ze zdziwieniem: „Kto miałby chcieć pani krzywdy?”. Mukader nie odpowiedziała, a jej palce zaczęły nerwowo poruszać się po kołdrze. W tym samym momencie drzwi sypialni otworzyły się i do środka wszedł Cihan.
Miał na sobie elegancki granatowy garnitur, jednak jego twarz zdradzała zmęczenie. Od wielu godzin próbował zajmować się sprawami firmy, rezydencji i rodziny, ale myślami nieustannie wracał do matki oraz Hanser.
„Jak się czujesz?” – zapytał, podchodząc do łóżka. „Tak samo.” Cihan spojrzał na nietknięte lekarstwa: „Nie wzięłaś tabletek?”.
Mukader milczała. Fadime odezwała się ostrożnie: „Próbowałam ją przekonać, ale pani Mukader nie chce nawet napić się wody.”
Cihan wyciągnął rękę: „Daj mi je.” Fadime podała mu tacę. Mężczyzna usiadł na brzegu łóżka, wziął tabletkę i przybliżył szklankę do dłoni matki.
„Mamo, proszę, nie utrudniaj tego.” Mukader gwałtownie odsunęła rękę: „Nie chcę!”. „To nie jest kwestia tego, czego chcesz, musisz zadbać o zdrowie.”
„O moje zdrowie?” – powtórzyła gorzko. „Teraz sobie o nim przypomniałeś?”. Cihan zmarszczył brwi: „Co masz na myśli?”.
„Cały ten dom się rozpada, a ty zachowujesz się, jakbyś niczego nie widział. Ludzie wchodzą tu bez zaproszenia, grożą nam, kłamią, wykorzystują twoją słabość, a ty wciąż myślisz tylko o niej.”
Cihan natychmiast zrozumiał, kogo miała na myśli. „Nie zaczynajmy znowu rozmowy o Hanser.” „Dlaczego? Bo boisz się usłyszeć prawdę?”.
„Nie, bo jesteś chora i potrzebujesz spokoju.” „Nie traktuj mnie jak dziecka!” Mukader usiadła gwałtowniej, niż pozwalał jej stan.
Natychmiast złapała się za klatkę piersiową i syknęła z bólu. Cihan odstawił szklankę i podtrzymał ją za ramiona.
„Uspokój się, połóż się.” „Nie dotykaj mnie! Mamo, wszystko straciłam!” – krzyknęła. „Straciłam władzę nad tym domem, straciłam szacunek, a teraz tracę również własnego syna.”
W jej oczach pojawiły się łzy. „Nie straciłaś mnie” – odpowiedział Cihan ciszej. „Już dawno cię straciłam, od chwili, kiedy pozwoliłeś tej dziewczynie wejść do naszego życia.”
Cihan zacisnął szczękę. „Hanser nie jest odpowiedzialna za wszystko, co wydarzyło się w tej rodzinie.” „Oczywiście, że nie!” – zawołała Mukader. „Według ciebie zawsze jest niewinna.”
„Nawet kiedy jej brat przychodzi pod nasz dom i wszczyna awantury, ty znajdujesz dla niej usprawiedliwienie.” „Cemil odpowiada za własne decyzje.”
„Nie, Hanser jest źródłem wszystkich problemów.” Cihan podniósł wzrok na Fadime: „Zostaw nas samych.” Służąca skinęła głową i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Cihan ponownie spojrzał na matkę: „Posłuchaj mnie uważnie. Hanser jest chora, ostatnio znalazła się w szpitalu i jej stan nadal nie jest stabilny. Nie pozwolę, by ktokolwiek dodatkowo ją obciążał.”
Mukader patrzyła na niego ze zdumieniem: „A więc przyznajesz, że ją chronisz?”. „Chronię kobietę, która potrzebuje pomocy.” „Kobietę, którą nadal kochasz.”
Cihan znieruchomiał. Przez chwilę żadne z nich się nie odezwało. „Nie rozmawiajmy o moich uczuciach” – powiedział w końcu.
„Bo wstydzisz się przyznać, że kochasz byłą żonę, chociaż pod tym samym dachem mieszka moja synowa.” „Moje małżeństwo z Beyzą nie jest teraz tematem rozmowy.”
„Dla mnie jest, dla całej tej rodziny jest!” Mukader zaczęła ciężko oddychać. Cihan chciał ponownie podać jej wodę, ale wtedy rozległo się pukanie.
Drzwi otworzyły się i zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, do środka wszedł Nuśret. Starszy mężczyzna ubrany był w ciemny garnitur. Poruszał się spokojnie, lecz jego twarz pozostawała nieprzenikniona.
„Mam nadzieję, że nie przeszkadzam” – powiedział. Cihan wstał: „Matka potrzebuje odpoczynku.” „Nie zajmę jej dużo czasu, chciałbym porozmawiać z nią na osobności.”
Mukader spojrzała na Nuśreta z wyraźnym niepokojem: „Nie mamy o czym rozmawiać.” „Myślę, że mamy.” Cihan przeniósł wzrok z jednego na drugie.
„Co się dzieje?” „Nic, czym powinieneś się martwić” – odpowiedział Nuśret. „To sprawa między mną a twoją matką.”
Cihan nie ruszył się z miejsca: „Jeśli dotyczy tego domu, dotyczy również mnie.” „Cihan” – odezwała się nagle Mukader – „wyjdź.” Mężczyzna spojrzał na nią z zaskoczeniem: „Jesteś pewna?”.
„Tak, chcę porozmawiać z Nuśretem.” Cihan wciąż miał wątpliwości, ale ostatecznie skinął głową: „Będę w gabinecie. Gdybyś czegoś potrzebowała, zawołaj.” Wyszedł, pozostawiając drzwi lekko uchylone.
Nuśret podszedł i zamknął je starannie. Kiedy zostali sami, uprzejmy wyraz zniknął z jego twarzy. Mukader wyprostowała się, próbując ukryć lęk.
„Czego chcesz?” „Chcę przypomnieć ci, gdzie jest twoje miejsce.” „Nie masz prawa przychodzić do mojego pokoju i przemawiać do mnie w ten sposób.”
„A ty nie masz prawa ingerować w moje sprawy.” „Wszystko, co dzieje się pod tym dachem, jest moją sprawą.”
Nuśret roześmiał się cicho: „Wciąż udajesz panią tej rezydencji. Nie zauważyłaś, że twoje czasy już minęły?”. Mukader zacisnęła dłonie na kołdrze: „Wynoś się!”.
„Najpierw mnie wysłuchasz.” „Zawołam Cihana!” „Możesz zawołać, możesz mu nawet powiedzieć wszystko — opowiedzieć o naszych dawnych układach, o kłamstwach, którymi przez lata chroniłaś rodzinę.”
„Tylko zastanów się, co się stanie, kiedy twój syn pozna całą prawdę.” Mukader zbladła jeszcze bardziej.
„Nie odważysz się.” „Nie muszę, wystarczy, że ty zrobisz kolejny nierozważny krok.” Nuśret podszedł bliżej łóżka.
„Przestań wypytywać o dziecko. Przestań interesować się Jonką. I przede wszystkim nie próbuj nastawiać Cihana przeciwko Beyzie.”
„To dziecko…” „Uważaj!” W jego głosie zabrzmiała otwarta groźba.
„Co z tym dzieckiem?” – zapytał. „Chcesz coś powiedzieć?”. Mukader patrzyła na niego z mieszaniną gniewu i przerażenia: „Jesteś potworem.”
„Być może, ale potwory długo żyją, ponieważ ludzie rozsądni wiedzą, że nie należy ich drażnić.” Nuśret odchylił połę marynarki. Za paskiem spodni widoczny był pistolet.
Mukader wciągnęła gwałtownie powietrze: „Ty przyniosłeś broń do mojego domu?”. „Chciałem jedynie mieć pewność, że zrozumiesz powagę sytuacji.” „Grozisz chorej kobiecie?”.
„Ostrzegam kobietę, która zbyt długo uważała się za nietykalną.” Mukader zaczęła drżeć: „Jeżeli coś stanie się mnie albo Cihanowi…”. „Nic się nie stanie pod warunkiem, że zachowasz milczenie.”
W tej chwili drzwi otworzyły się i do pokoju ponownie wszedł Cihan. Nuśret natychmiast poprawił marynarkę: „Skończyliśmy” – oznajmił spokojnie. Cihan spojrzał na matkę: jej twarz była nienaturalnie blada, a oczy szeroko otwarte.
„Co się stało?” „Nic” – odpowiedział Nuśret. „Twoja matka jest po prostu zmęczona.” Minął Cihana i wyszedł.
Cihan podszedł do łóżka: „Mamo…”. Mukader odwróciła wzrok: „Zostaw mnie.” „Co powiedział Nuśret?”.
„Powiedziałam: zostaw mnie!” „Dlaczego się trzęsiesz?” „Wyjdź! Krzyknęła. Natychmiast wyjdź z mojego pokoju!”
Cihan cofnął się o krok: „Nie rozumiem.” „Nie musisz wszystkiego rozumieć, po prostu wyjdź.” Mężczyzna patrzył na nią przez kilka sekund, wyraźnie rozdarty między troską a podejrzliwością.
„Dobrze, ale ta rozmowa jeszcze się nie skończyła.” Opuścił sypialnię, powoli zamykając drzwi. Na korytarzu zatrzymał się i spojrzał w stronę, w którą odszedł Nuśret — czuł, że w pokoju wydarzyło się coś bardzo poważnego.
- Nie wiedział tylko, że jego matka właśnie została zmuszona do milczenia pod groźbą broni.
W tym samym czasie Sinem stała przy oknie w swoim pokoju. Miała na sobie musztardowo-żółtą sukienkę i jasnobrązowy hidżab. Delikatnie odsunęła firankę, obserwując pustą ulicę.
Telefon zawibrował w jej dłoni, a na ekranie pojawiło się imię Meliha. „Halo?” – odezwała się natychmiast. „Co z Hanser?”.
„Nadal jest w szpitalu” – odpowiedział mężczyzna. „Pielęgniarka właśnie zmienia jej kroplówkę.” Melih stał na korytarzu przed przeszklonymi drzwiami sali, obserwując przez szybę Hanser leżącą na łóżku.
Kobieta wyglądała na skrajnie wyczerpaną. Jej skóra była blada, a dłonie nieruchomo spoczywały na białej kołdrze. Pielęgniarka poprawiła poduszkę pod jej głową.
„Boli panią brzuch?” – zapytała. Hanser pokręciła głową. „Nie, ale mam trochę zawroty głowy.” „Proszę odpoczywać, lekarz zaraz przyjdzie.”
Pielęgniarka wyszła z sali, mijając Meliha. „Czy lekarz coś powiedział?” – zapytała Sinem przez telefon. „Jeszcze nie, Hanser prawie się nie odzywa i patrzy w sufit, jakby nie słyszała, co do niej mówią.”
„To przez stres.” „Wiem.” „Czy Cihan jest w szpitalu?”.
Melih zawahał się: „Nie, musiał wrócić do rezydencji, podobno jego matka znowu źle się czuje.” Sinem opuściła firankę: „Wszystko się rozpada.”
„Każde z nich cierpi osobno, a mimo to żadne nie potrafi zrobić kroku w stronę drugiego.” „To nie jest takie proste, nic w ich życiu nigdy nie było proste.” Melih przetarł dłonią twarz.
„Boję się o Hanser. Lekarz mówił wcześniej, że musi unikać silnych emocji, ale ona nie ma nawet jednego spokojnego dnia.” „Zostań przy niej. Nie pozwala mi wejść, więc stój za drzwiami, niech wie, że nie jest sama.”
Melih spojrzał przez szybę — Hanser powoli zamknęła oczy. „Zostanę.” „Zadzwoń, kiedy dowiesz się czegoś więcej.”
„Dobrze, Melih. I nie pozwól jej wrócić do Cemila, on jest teraz nieobliczalny.” „Zrobię wszystko, co będę mógł.” Po zakończeniu rozmowy Melih zauważył lekarza idącego korytarzem.
„Panie doktorze!” Lekarz zatrzymał się: „Jest pan członkiem rodziny pacjentki?”. „Jestem jej bliskim przyjacielem. Proszę mi powiedzieć, co się z nią dzieje.”
„Pacjentka jest osłabiona, jej organizm bardzo źle reaguje na przewlekły stres. Wyniki nie są tragiczne, ale wymaga obserwacji.” „A dziecko?”.
Lekarz spojrzał na niego uważnie: „Na tę chwilę nie widzimy bezpośredniego zagrożenia, jednak nie oznacza to, że może ignorować zalecenia.” „Potrzebuje odpoczynku, regularnych posiłków i przede wszystkim spokoju.”
Melih uśmiechnął się gorzko: „Spokój jest jedyną rzeczą, której nikt nie potrafi jej dać.” Lekarz wszedł do sali, a Melih pozostał za uchylonymi drzwiami.
„Pani Hanser” – odezwał się lekarz. „Jak się pani czuje?”. Kobieta otworzyła oczy: „Dobrze.”
„To nie jest przekonująca odpowiedź.” „Chcę wyjść.” „Zdecydujemy o tym po kolejnych badaniach.”
„Nie mogę tu zostać.” „Dlaczego?”. Hanser milczała, a lekarz usiadł na krześle obok łóżka.
„Pani organizm wysyła wyraźne sygnały, że jest przeciążony. Jeżeli chce pani chronić siebie i dziecko, musi pani zacząć traktować te sygnały poważnie.” Hanser przesunęła dłonią po brzuchu: „Chronię je.”
„Ochrona dziecka nie polega tylko na unikaniu fizycznego niebezpieczeństwa — silny lęk, ciągły płacz, bezsenność i brak jedzenia również mają znaczenie.” W jej oczach pojawiły się łzy: „Nie potrafię przestać się bać.”
„Czego?”. „Tego, że wszystko, czego dotknę, zostaje zniszczone.” Lekarz spojrzał na nią ze współczuciem: „Nie jest pani odpowiedzialna za decyzje innych ludzi.”
Hanser odwróciła głowę: „Wszyscy tak mówią, a potem patrzą na mnie, jakbym była źródłem każdego nieszczęścia.” Melih słyszał jej słowa i opuścił wzrok, czując bezsilność.
Przed niewielkim jasnoniebieskim domem Ertugrul spokojnie podlewał rośliny ustawione w glinianych donicach. Strumień wody spływał po zielonych liściach. Kiedy na podwórze wszedł Cemil w szarej marynarce, jego krok był szybki, a twarz napięta.
„Musimy porozmawiać.” Ertugrul nawet się nie odwrócił: „Nie musimy.” „To dotyczy Hanser.”
Starszy mężczyzna zakręcił butelkę i postawił ją obok donic. „Wszystko, co robisz, podobno dotyczy Hanser, a jednak to ona zawsze płaci za twoje decyzje.” Cemil zacisnął pięści: „Próbuję ją chronić.”
„Przed kim? Przed Cihanem czy przed tobą samym?”. „Nie masz prawa mnie osądzać, sam przyszedłeś do mojego domu.” Usiedli naprzeciwko siebie przy niewielkim stole na zadaszonym tarasie.
Cemil pochylił się do przodu: „Cihan ją zabrał, znowu wciągnął ją do swojej rezydencji. Trzyma ją blisko siebie, chociaż ma żonę.”
„Hanser jest dorosła, jest zagubiona i nie wie, co robi.” „A ty wiesz?”. „Jestem jej bratem.”
„Brat nie oznacza właściciel.” Cemil uderzył dłonią w stół: „Nie pozwolę, żeby znowu ją skrzywdził!”. „W takim razie przestań podejmować działania, przez które Hanser jeszcze bardziej się boi.”
„On musi zrozumieć, że nie może bezkarnie niszczyć naszej rodziny.” „Groźby nie naprawią rodziny.” „Czasem człowiek musi zrobić coś radykalnego.”
Ertugrul zmrużył oczy: „Co zamierzasz?”. Cemil odchylił się na krześle: „To nie twoja sprawa.” „Kiedy mężczyzna przychodzi do mnie z taką złością w oczach, staje się to moją sprawą.”
„Chcę tylko, żeby Cihan się przestraszył.” „Człowiek, który chce jedynie przestraszyć innych, często robi coś, czego później nie da się cofnąć.” „On odebrał mi siostrę!”
„Nie, to twoja złość ją od ciebie odsunęła.” Cemil gwałtownie wstał: „Wszyscy jesteście po jego stronie!”. „Nie jestem po stronie Cihana, jestem po stronie rozsądku.”
„Rozsądek nie ochronił Hanser.” „A twoja furia ją ochroniła?”. Cemil przez chwilę patrzył na niego w milczeniu, po czym odwrócił się i odszedł.
Ertugrul obserwował go z niepokojem. Słowa o radykalnym kroku nie dawały mu spokoju.
Cihan siedział samotnie w swoim gabinecie. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające statki walczące z wysokimi falami. Przez długi czas patrzył na jeden z nich, dostrzegając w nim odbicie własnego życia.
Na biurku leżały dokumenty, ale żaden nie został otwarty. W dłoni trzymał dwie złote obrączki: jedna należała kiedyś do niego, druga do Hanser. Przesunął kciukiem po chłodnej powierzchni metalu i natychmiast powróciło wspomnienie dnia, którego nie potrafił wyrzucić z pamięci.
Stali wtedy przed budynkiem, otoczeni chłodnym zimowym powietrzem. Hanser miała zaczerwienione oczy, ale usiłowała nie płakać. „To już koniec” – powiedziała.
Patrzył na nią, jakby nie rozumiał znaczenia tych słów: „Nie musi tak być.” „Musi.” „Kto ci to powiedział? Cemil, moja matka, Beyza?”.
„Nikt nie musiał mi tego mówić.” Hanser powoli zdjęła obrączkę ze swojego palca, a Cihan obserwował każdy jej ruch. „Nie rób tego.”
„Nie mam prawa jej nosić.” „To ja dałem ci to prawo, a potem sam mi je odebrałeś.” Położyła obrączkę na jego otwartej dłoni, a Cihan poczuł, jak zimny metal dotyka jego skóry.
Hanser sięgnęła po drugą obrączkę, którą wcześniej przechowywała: „Ta również należy do ciebie.” „Nie chcę ich.” „Ja też już ich nie chcę.”
Jej głos zadrżał. „Kłamiesz, Hanser” – powiedział. Podniosła na niego wzrok: „Co?”. „Kłamiesz, gdyby były ci obojętne, nie drżałabyś tak bardzo.”
„Drżę, bo jest zimno.” „Nie, drżysz, bo wciąż pamiętasz wszystko, co wydarzyło się między nami.” „Właśnie dlatego muszę odejść.”
Odwróciła się, ale Cihan chwycił ją za dłoń: „Spójrz na mnie.” „Puść.” „Spójrz mi w oczy i powiedz, że nic do mnie nie czujesz.”
„Nie muszę ci niczego udowadniać.” „Powiedz to! Powiedz, że mnie nie kochasz!” Hanser gwałtownie uniosła rękę, próbując go odepchnąć.
Cihan błyskawicznie chwycił ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie — dzieliły ich zaledwie milimetry. Oddech Hanser przyspieszył. W jej spojrzeniu mieszały się gniew, ból i uczucie, którego mimo wszystko nie potrafiła zgasić.
„Nie masz prawa mnie zatrzymywać!” – wyszeptała. „A ty nie masz prawa udawać, że to wszystko nic dla ciebie nie znaczyło.” „Znaczyło, właśnie dlatego tak bardzo boli.”
Cihan nieco poluzował uścisk: „Zostań.” Jedno słowo wystarczyło, by w oczach Hanser pojawiły się łzy: „Nie mogę.” „Dlaczego?”.
„Bo za każdym razem, kiedy zostaję przy tobie, tracę część siebie.” „Mogę to naprawić?” „Nie wszystko można naprawić.”
„Pozwól mi spróbować.” „Masz żonę.” Te słowa spadły między nimi jak lodowaty mur.
Cihan powoli puścił jej rękę, a Hanser cofnęła się: „Właśnie dlatego musisz pozwolić mi odejść.” Wspomnienie zniknęło, a Cihan ponownie znajdował się w gabinecie. Obracał obrączkę między palcami, coraz mocniej zaciskając szczękę.
W końcu położył ją na zamkniętej klapie laptopa. „Dlaczego nie potrafię cię zostawić?” – wyszeptał. Nie otrzymał odpowiedzi.
Po opuszczeniu szpitala Hanser czekała przed nowoczesnym budynkiem. Była osłabiona, a każdy krok kosztował ją wiele wysiłku. Podjechała żółta taksówka.
Kobieta otworzyła tylne drzwi i usiadła na kanapie. Dopiero wtedy spojrzała na kierowcę: „Melih?”. Mężczyzna odwrócił głowę: „Sinem poprosiła, żebym cię odebrał.”
„Mogłam wrócić sama.” „W twoim stanie?”. „Nic mi nie jest.”
„Lekarz powiedział coś innego.” Hanser spojrzała przez okno: „Wszyscy wiedzą o mnie więcej niż ja sama.” Melih ruszył.
Przez kilka minut jechali w milczeniu. Co jakiś czas spoglądał na nią w lusterku: „Dokąd mam cię zawieść?”. „Nie wiem.”
„Do Cemila?”. Hanser natychmiast pokręciła głową: „Nie.” „Do rezydencji?”.
Hanser nie odpowiedziała. „Hanser, musisz gdzieś pojechać.” „Jedź przed siebie.”
„Nie mogę wozić cię bez końca po Stambule.” „Dlaczego nie? Przecież za kurs zapłacę.” Melih westchnął: „Nie mówię do ciebie jak taksówkarz.”
„Właśnie dlatego wolałabym, żebyś milczał.” „Możesz się na mnie złościć, ale nie zostawię cię samej.” „Wszyscy obiecują, że mnie nie zostawią, a potem przychodzi chwila, kiedy staję się dla nich ciężarem.”
„Dla mnie nie jesteś ciężarem.” Hanser spojrzała na niego przez lusterko: „A dla Cihana?”. Melih zawahał się: „Powinnaś jego o to zapytać.”
„Nie chcę z nim rozmawiać.” „Boisz się odpowiedzi?”. „Boję się, że znowu mu uwierzę.”
Melih nic więcej nie powiedział. Ostatecznie skierował samochód w stronę rezydencji.
Wieczorem nad Bosforem zapłonęły tysiące świateł. Most Męczenników 15 Lipca odbijał się w ciemnej wodzie, a wielkie miasto zdawało się żyć własnym, obojętnym rytmem. Rezydencja Cihana również była jasno oświetlona.
Z zewnątrz wyglądała spokojnie i bezpiecznie. Nikt, kto patrzyłby na luksusowy budynek i znajdujący się przed nim basen, nie domyśliłby się, ile sekretów, lęku i nienawiści kryło się w środku.
Mukader ponownie leżała w łóżku. Fadime podała jej wodę i tabletkę: „Proszę chociaż tę jedną.” Tym razem starsza kobieta przyjęła lekarstwo.
Jej ręka drżała tak bardzo, że część wody rozlała się na pościel. „Co się stało podczas rozmowy z panem Nuśretem?” – zapytała Fadime. Mukader spojrzała na drzwi: „Nic.”
„Od jego wyjścia zachowuje się pani inaczej.” „Powiedziałam, że nic się nie stało.” Fadime skinęła głową, ale nie uwierzyła.
Mukader zamknęła oczy. Przed sobą wciąż widziała broń ukrytą pod marynarką Nuśreta. Nie wiedziała, jak długo zdoła milczeć.
Kilka godzin później spokój rezydencji został brutalnie przerwany. Przed głównym wejściem pojawił się Cemil. W jednej dłoni trzymał czerwony kanister, w drugiej zapalniczkę.
Ochroniarz próbował go zatrzymać, ale mężczyzna odepchnął go i zaczął krzyczeć: „Cihan, wyjdź do mnie! Nie chowaj się w swoim pałacu!”. Drzwi otworzyły się i na zewnątrz wyszedł Cihan.
„Co ty wyprawiasz?” „Przyszedłem zabrać siostrę. Hanser nie jest więźniem, więc niech wyjdzie!”.
„Jest chora, potrzebuje spokoju.” Cemil uniósł kanister: „Spokoju? Przy tobie nigdy nie zazna spokoju!”.
Z wnętrza domu sytuację obserwowały Beyza, Fadime i Aju. Mukader mimo słabości również wyszła na korytarz i stanęła kilka kroków za nimi. Cihan podszedł bliżej Cemila: „Odłóż kanister.”
„Nie rozkazuj mi!” „To nie jest prośba. Zabrałeś ją ode mnie, nastawiłeś ją przeciwko własnej rodzinie.”
„To ty ją przestraszyłeś — każdym krzykiem, każdą groźbą i każdą próbą decydowania za nią.” Cemil odkręcił kanister: „Cofnij się, Cemil.” „Nie rób niczego, czego będziesz żałował.”
„To ty będziesz żałował!” Benzyna zaczęła rozlewać się na kamiennych płytach przed wejściem. Beyza zakrzyknęła: „On oszalał! Cihan, zrób coś!”.
Fadime przyciągnęła Aju do siebie: „Proszę pana, niech pan przestanie!” – wołała. Na piętrze Hanser usłyszała krzyki. Podeszła do okna i odsunęła firankę.
Kiedy zobaczyła brata z kanistrem, zamarła. Odwróciła się i ruszyła do drzwi, a w tej chwili do pokoju wszedł Melih. „Dokąd idziesz?”.
„Muszę go powstrzymać.” „Nie wyjdziesz tam.” „To mój brat.”
„Właśnie dlatego nie możesz się tam pokazać. Kiedy cię zobaczy, stanie się jeszcze bardziej nieprzewidywalny.” Hanser próbowała go ominąć: „Odsuń się.”
Melih chwycił ją za ramiona: „Posłuchaj mnie, jesteś osłabiona. Myśl o dziecku.” „Na dole są ludzie, on może ich skrzywdzić!”
„Cihan sobie poradzi.” „Nie znasz Cemila!” „Ty również go teraz nie poznajesz.”
Na podjeździe Cihan wyciągnął dłoń: „Daj mi zapalniczkę.” Cemil roześmiał się nerwowo: „Boisz się?”. „Boję się tego, co twoja siostra poczuje, kiedy zobaczy, do czego byłeś zdolny.”
„Nie wypowiadaj jej imienia!” Cemil zapalił zapalniczkę. „Cemil!” – krzyknął Cihan.
Płomień pojawił się nad metalową obudową. Przez jedną sekundę wszyscy zamarli, a potem Cemil rzucił zapalniczkę na ziemię. Ogień wybuchł z potężną siłą.
Płomienie natychmiast przecięły przestrzeń przed wejściem, odcinając kobietom drogę ucieczki. Beyza i Aju zaczęły krzyczeć. Fadime cofnęła się, osłaniając twarz.
Mukader zachwiała się i złapała framugi. „Pożar!” – rozległo się w całej rezydencji. Hanser zobaczyła przez okno gwałtowny blask.
„Nie!” Zebrała wszystkie siły, wyrwała się Melihowi i wybiegła na korytarz. „Hanser, stój!”.
Zbiegła po schodach, a Melih ruszył za nią. Na zewnątrz Cihan rzucił się na Cemila, chwycił go za kołnierz i odepchnął od płomieni. „Co ty zrobiłeś?”.
„Puść mnie!” „Mogłeś ich wszystkich zabić!” Cemil próbował się wyrwać, ale Cihan był silniejszy.
Jeden ze starszych pracowników posiadłości nadbiegł z gaśnicą i skierował strumień białej piany na ogień. Po kilku dramatycznych sekundach płomienie zaczęły słabnąć. Dym wypełnił wejście.
Z jego gęstej chmury wyłoniła się Hanser. Zatrzymała się, widząc brata trzymanego przez Cihana: „Cemil…”. Mężczyzna spojrzał na nią: „Hanser, chodź ze mną.”
„Co ty zrobiłeś?” – zapytała drżącym głosem. „Zrobiłem to dla ciebie.” „Dla mnie?”.
„Chciałem cię uwolnić.” Łzy spłynęły po jej twarzy: „Uwolnić mnie, podpalając dom pełen ludzi?”. „Nie chciałem nikogo skrzywdzić.”
„Rzuciłeś zapalniczkę na benzynę!” „Straciłem panowanie.” „Zawsze tracisz panowanie!” – krzyknęła.
„A potem mówisz, że robisz to dla mnie?”. Cemil pobladł: „Jestem twoim bratem.” „Właśnie dlatego boli jeszcze bardziej.”
Hanser zachwiała się. Melih natychmiast objął ją ramieniem: „Chodź, musisz usiąść.” „Nie chcę, proszę.”
Odprowadził ją do domu. Cihan nadal trzymał Cemila za ubranie. „Posłuchaj mnie uważnie” – powiedział lodowatym głosem.
„Jeszcze raz zbliżysz się do tego domu z zamiarem skrzywdzenia kogokolwiek, a nie będę z tobą rozmawiał. Wezwę policję i dopilnuję, żebyś poniósł konsekwencje.” „Grozisz mi?”.
„Nie, ostrzegam cię.” Po ugaszeniu pożaru wszyscy zgromadzili się w przestronnym holu. W powietrzu wciąż unosił się zapach dymu i spalonej benzyny.
- Cemil stał pośrodku.