Noc spowiła Stambuł głębokim granatem, a tysiące świateł migotały nad Bosforem niczym rozsypane na czarnym aksamicie klejnoty. Oświetlony most wiszący przecinał td4729cieśninę długą, świetlistą linią. Samochody przesuwały się po nim w obu kierunkach, tworząc dwa niekończące się strumienie białych i czerwonych punktów. Miasto nie zasypiało nigdy. Nawet o tej późnej porze w oddali słychać było stłumiony szum silników, przeciągłe sygnały statków i cichy pomruk wielkiej metropolii.

Jednak z dala od zatłoczonych ulic, za wysokim ogrodzeniem i rzędem starannie przyciętych cyprysów, wznosiła się okazała trzykondygnacyjna rezydencja rodziny Develioglu. Budynek tonął w ciepłym świetle ogrodowych lamp. Refleksy przesuwały się po spokojnej powierzchni basenu, a marmurowe schody prowadzące do głównego wejścia lśniły po niedawnym deszczu.

Z zewnątrz dom wyglądał jak miejsce, w którym nie mogło wydarzyć się nic złego. Każdy balkon, każde okno i każdy fragment kamiennej elewacji świadczyły o bogactwie, porządku i bezpieczeństwie. Tej nocy pozory były jednak szczególnie mylące. Z jednego z pokoi na piętrze dobiegał rozpaczliwy płacz noworodka.

Dramat w pokoju dziecięcym

W pokoju dziecięcym paliła się niewielka lampka w kształcie księżyca. Jej łagodne światło padało na białą kołyskę, miękki dywan i starannie ustawione na półkach pluszowe zabawki. Na ścianach widniały delikatne, błękitne chmurki, a nad łóżeczkiem obracała się powoli karuzela z małymi gwiazdkami. Wszystko zostało urządzone z ogromną dbałością o szczegóły: drogie meble, najlepsze tkaniny, ubranka posegregowane według rozmiarów, kosmetyki dla niemowląt ustawione w równym rzędzie. Mimo to dziecko płakało tak, jakby w całym tym wielkim domu nie było nikogo, kto potrafiłby zrozumieć jego potrzeby.

Fadime stała przy oknie, trzymając chłopca w ramionach. Noworodek był owinięty w miękki niebieski kocyk. Jego maleńka twarz zrobiła się czerwona od wysiłku. Drobne dłonie zaciskały się w piąstki, a płacz przechodził chwilami w urywane, rozpaczliwe zawodzenie. Kobieta kołysała go delikatnie, raz w jedną, raz w drugą stronę.

— Cicho, maleńki, cicho, moje dziecko — td4729 szeptała, muskając ustami jego czoło. — Co się z tobą dzieje? Dlaczego tak bardzo płaczesz? Przecież ciocia Fadime jest tutaj. Nie zostawię cię samego.

Dziecko nie uspokajało się ani na moment. Fadime zmieniła pozycję, układając chłopca wyżej na ramieniu. Delikatnie poklepała go po plecach.

— Może brzuszek cię boli? A może jesteś głodny? — zastanawiała się głośno. — Wiem, że jesteś głodny, ale nie chcesz butelki. Dlaczego nie chcesz pić, kochanie?

Na stoliku obok kołyski stała przygotowana butelka z mlekiem. Fadime próbowała już kilkakrotnie podać ją dziecku, lecz chłopiec za każdym razem odwracał głowę i po chwili zaczynał płakać jeszcze głośniej. Kobieta westchnęła bezradnie. Pracowała w tej rezydencji od wielu lat, wychowała własne dzieci, pomagała przy wnukach krewnych i wielokrotnie zajmowała się niemowlętami. Wiedziała, że czasami maluchy płaczą bez wyraźnego powodu — bywały zmęczone, przebodźcowane albo potrzebowały jedynie bliskości matki. Jednak ten płacz nie przypominał zwykłego marudzenia. Był przejmujący, rozpaczliwy i pełen głodu.

— Twoja mama zaraz przyjdzie — td4729 mówiła Fadime, choć sama nie wierzyła już we własne słowa. — Na pewno zaraz się obudzi, nakarmi cię i wszystko będzie dobrze.

Kilkanaście minut wcześniej wysłała jedną z pracownic po Beyzę. Dziewczyna wróciła jednak z zakłopotaną miną i powiedziała, że pani domu śpi, a jej drzwi są zamknięte. Fadime poprosiła, aby zapukała ponownie, lecz bez rezultatu.

Nagle drzwi pokoju dziecięcego otworzyły się energicznie. W progu pojawił się Cihan. Mężczyzna miał na sobie elegancki, ciemny garnitur. Krawat poluzował, a górny guzik białej koszuli pozostawił rozpięty. Najwyraźniej dopiero co wrócił ze spotkania albo jeszcze nie zdążył przebrać się po długim dniu pracy. Na jego twarzy widoczne było zmęczenie, ale gdy usłyszał płacz dziecka, natychmiast całkowicie się rozbudził.

— Co się dzieje? — zapytał, podchodząc szybkim krokiem. — Dlaczego on tak płacze? — Nie wiem, panie Cihanie — Fadime odwróciła się w jego stronę. — Próbuję go uspokoić, ale nic nie pomaga.

Cihan pochylił się nad dzieckiem. Jego zazwyczaj surowe rysy natychmiast złagodniały.

— Hej, mały — powiedział ciszej. — Co ci jest?

Chłopiec płakał dalej, zaciskając powieki. Cihan wyciągnął rękę i ostrożnie dotknął jego policzka. Nie był przyzwyczajony do takiej bezradności. W firmie potrafił rozwiązać niemal każdy problem — wydawał polecenia, podejmował decyzje i kontrolował sytuację. Tutaj nie pomagały ani pieniądze, ani nazwisko, ani autorytet.

— Może to kolka? — zapytał z rosnącym niepokojem. — Jego twarz jest cała czerwona. Powinniśmy zadzwonić do lekarza albo od razu pojechać na pogotowie. — Nie sądzę, żeby to była kolka — odpowiedziała Fadime. — Jego brzuszek nie jest twardy. Nie ma też gorączki. Sprawdzałam kilka razy. — Więc co mu jest?

Fadime zawahała się: — Jest bardzo głodny.

Cihan spojrzał na stojącą na stoliku butelkę: — Przecież mleko jest przygotowane. — Nie chce ssać z butelki. Próbowałam różnych smoczków. Podgrzewałam mleko, przygotowywałam nowe… Za każdym razem odwraca głowę.

Cihan zmarszczył brwi: — W takim razie powinien zostać nakarmiony przez matkę.

Fadime spuściła wzrok: — td4729 Właśnie dlatego posłałam po panią Beyzę. — I? — milczała przez kilka sekund, nadal kołysząc dziecko. — Fadime, pytam, co się stało? — Pani Beyza nie przyszła.

W oczach Cihana pojawiło się zdumienie: — Jak to nie przyszła? Powiedziano mi, że odpoczywa. — Odpoczywa — ton mężczyzny stał się chłodniejszy. — Gdzie ona jest? — W pokoju dla gości. — Dlaczego śpi w pokoju dla gości? — Powiedziała, że w swojej sypialni nie może zasnąć. Chciała mieć spokój.

Płacz dziecka przeszył pomieszczenie kolejną rozpaczliwą falą. Cihan zacisnął szczękę.

— Słyszy go cały dom — wypalił. — Chcesz mi powiedzieć, że ona śpi, kiedy jej syn od dłuższego czasu płacze z głodu? — Panie Cihanie, być może jest bardzo zmęczona… Ostatnio skarżyła się na bezsenność. — My wszyscy jesteśmy zmęczeni! — przerwał jej ostro. — Ty jesteś na nogach od rana. Ja dopiero wróciłem z pracy. Ale nikt z nas nie odwraca się plecami do płaczącego dziecka! — Może spróbuję obudzić ją jeszcze raz? — Nie. — Jedno słowo wystarczyło, by Fadime zamilkła. Cihan wyprostował się, a jego spojrzenie stało się twarde: — Ja to zrobię.

Odwrócił się gwałtownie i ruszył do drzwi.

— Panie Cihanie! — zawołała za nim Fadime. Mężczyzna zatrzymał się na moment. — Proszę nie denerwować się przy dziecku — powiedziała ostrożnie. — Ono wyczuwa napięcie.

Cihan spojrzał na syna. Przez sekundę w jego oczach pojawił się żal.

— Właśnie dlatego zamierzam zakończyć tę sytuację — odparł, po czym wyszedł z pokoju.

Konfrontacja w pokoju gościnnym

Korytarz na piętrze był pusty. td4729 Pod ścianami paliły się dekoracyjne lampy, a ich światło odbijało się w wypolerowanej posadzce. Cihan szedł szybko, z każdym krokiem czując, jak narasta w nim gniew. W pamięci odtwarzał słowa Fadime: Pani Beyza odpoczywa. Jak można było odpoczywać przy takim płaczu? Jak można było zamknąć drzwi i udawać, że problem nie istnieje?

Cihan próbował przez ostatnie tygodnie zachowywać cierpliwość. Wmawiał sobie, że Beyza potrzebuje czasu. Poród był dla niej trudnym doświadczeniem, jej życie zmieniło się gwałtownie — mogła czuć się przytłoczona, zagubiona albo wyczerpana. Ale zrozumienie miało swoje granice, a granicą Cihana było bezpieczeństwo dziecka.

Zatrzymał się przed drzwiami pokoju gościnnego i nacisnął klamkę. Drzwi były zamknięte. Zapukał mocno:

— Beyza! — Nie usłyszał odpowiedzi. Zapukał ponownie: — Otwórz drzwi!

Cisza. Jedynym dźwiękiem był dochodzący z oddali płacz noworodka. Cihan poczuł, jak krew uderza mu do głowy. Odszukał klucz, który znajdował się w niewielkiej szufladzie konsoli stojącej przy ścianie, wsunął go do zamka i przekręcił.

W pokoju panował półmrok. Ciężkie zasłony zasłaniały okna, a jedynym źródłem światła była mała lampka przy łóżku. Beyza spała spokojnie pod pościelą ozdobioną kolorowymi motylami. Na oczach miała jedwabną opaskę, a na nocnym stoliku obok łóżka stała szklanka wody, telefon oraz niewielkie pudełko tabletek.

Cihan zatrzymał się w progu. td4729 Przez chwilę nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Kobieta rzeczywiście spała — nie poruszała się, nie reagowała na płacz dziecka ani na odgłos otwieranych drzwi. Podszedł do łóżka:

— Beyza! — Nie odpowiedziała. — Beyza, obudź się!

Poruszyła lekko głową, ale nadal nie otworzyła oczu. Wtedy Cihan bez wahania zdjął opaskę z jej twarzy. Beyza gwałtownie się obudziła, poderwała do pozycji siedzącej i odruchowo zasłoniła oczy dłonią.

— Co robisz?! — krzyknęła przestraszona. — Zwariowałeś?! — Wstawaj. — Która jest godzina? — Słyszysz go?

Beyza zamrugała, próbując przyzwyczaić wzrok do światła: — Kogo?

To pytanie sprawiło, że twarz Cihana stężała. — Własne dziecko.

Dopiero wtedy Beyza zwróciła uwagę na dobiegający z korytarza płacz. Jej mina zmieniła się, ale nie wyglądała na zaniepokojoną — raczej zirytowaną, że ktoś przerwał jej sen.

— Fadime jest z nim — powiedziała, poprawiając poduszkę. — To wszystko, co masz do powiedzenia? — A co mam powiedzieć? Fadime zajmuje się dzieckiem. Właśnie po to tutaj jest.

Cihan wpatrywał się w nią z niedowierzaniem: — On płacze z głodu.

Beyza westchnęła: — Butelka stoi w pokoju. — Nie chce ssać z butelki. — Więc niech Fadime spróbuje ponownie. — Posłała po ciebie. — Spałam. — Wiem, że spałaś! — głos Cihana zabrzmiał tak gwałtownie, że Beyza drgnęła. — Właśnie dlatego tutaj jestem! Jak możesz spokojnie leżeć w łóżku, kiedy twój syn zanosi się od płaczu?! — Nie krzycz na mnie! — Mam nie krzyczeć?! — Tak, masz nie krzyczeć! —td4729 odpowiedziała, podnosząc głos. — Nie jestem jedną z twoich pracownic! Nie możesz wpadać do mojego pokoju, zrywać mi opaski z oczu i wydawać rozkazów! — W takim razie zachowuj się jak matka, a nie jak rozkapryszone dziecko!

Beyza zamarła: — Co powiedziałeś? — Słyszałaś. — Nie masz prawa oceniać mnie jako matki! — Mam prawo reagować, kiedy dziecko cierpi! — Ono nie cierpi, jest po prostu głodne! — Dla noworodka głód jest cierpieniem! — Nie przesadzaj.

Cihan spojrzał na nią tak, jakby po raz pierwszy zobaczył przed sobą obcą osobę: — Nie przesadzam. To ty nie rozumiesz powagi sytuacji.

Beyza odrzuciła kołdrę i usiadła na brzegu łóżka: — Myślisz, że nie wiem, czym jest zmęczenie? Od wielu dni prawie nie śpię! Kiedy zamykam oczy, on zaczyna płakać! Kiedy zasypia, ja nie mogę zasnąć! Całe ciało mnie boli, nie mam siły nawet przejść z jednego pokoju do drugiego! — Powinnaś była powiedzieć, że potrzebujesz pomocy. — Mówiłam! — Nie. Ty wydawałaś polecenia służbie i zamykałaś się w pokoju. — Ponieważ nikt mnie nie słucha! Każdy patrzy tylko na dziecko! Fadime pyta, czy dziecko jadło! Lekarz pyta, czy dziecko śpi! Ty pytasz, dlaczego dziecko płacze! A czy ktokolwiek zapytał, jak ja się czuję?!

Cihan milczał przez chwilę. W słowach Beyzy mogła kryć się prawda — jej twarz była blada, oczy miała podkrążone, a dłonie lekko drżały. Jednak nawet jeśli przeżywała kryzys, nie usprawiedliwiało to obojętności wobec głodnego niemowlęcia.

— Pytam cię teraz — powiedział spokojniej. — Co się z tobą dzieje?

Beyza odwróciła wzrok: — Nic. — Przed chwilą twierdziłaś, że jesteś na skraju wyczerpania. — Jestem zmęczona, to wszystko. — W takim razie pojedziemy do lekarza.

Kobieta natychmiast się spięła: — td4729 Nie potrzebuję lekarza. — Ktoś, kto nie potrafi zareagować na płacz własnego dziecka, potrzebuje pomocy. — Przestań mnie poniżać! — Nie próbuję cię poniżyć. Próbuję zrozumieć, czy jesteś chora, czy po prostu celowo zachowujesz się w ten sposób.

Beyza powoli uniosła głowę: — Celowo? — Tak. Myślisz, że celowo pozwalam mu płakać? — Nie wiem już, co mam myśleć. — Oczywiście, że nie wiesz! Przecież przez cały dzień nie ma cię w domu! Wracasz wieczorem, słyszysz kilka minut płaczu i nagle zachowujesz się jak najlepszy ojciec na świecie!

Cihan zacisnął dłonie: — Nie zmieniaj tematu. — To jest temat! Ty nie wiesz, jak wygląda moje życie! Nie wiesz, ile razy wstaję w nocy! Nie wiesz, ile razy próbuję go nakarmić! Nie wiesz, jak długo siedzę przy jego łóżeczku! A dzisiaj? Dzisiaj chciałam spać! On jest głodny, i co mam zrobić? Zmuszać swoje ciało do czegoś, czego nie potrafi?! Myślisz, że wszystko zależy ode mnie?! — Powinnaś przynajmniej przy nim być. — Jest z nim Fadime, jest bezpieczny. — Potrzebuje matki.

Na twarzy Beyzy pojawił się gorzki uśmiech: — Nagle tak bardzo przejmujesz się tym, czego potrzebuje dziecko?

Cihan zmrużył oczy: — Uważaj, co mówisz. — Dlaczego? Bo prawda cię boli? — Jaka prawda? — Jeszcze wczoraj szukałeś swojej zaginionej kochanki!

W pokoju zapadła ciężka cisza. Płacz dziecka nadal dobiegał z oddali, lecz przez kilka sekund oboje zdawali się go nie słyszeć. Cihan patrzył na Beyzę nieruchomo.

— Nie nazywaj jej w ten sposób. — Dlaczego? — zapytała prowokacyjnie. — Bo nadal coś do niej czujesz? — To nie ma nic wspólnego z tym, co dzieje się teraz. — Ma wszystko wspólne! Kiedy chodzi o Hancer, rzucasz wszystko! Biegasz po mieście, wypytujesz ludzi, sprawdzasz kamery, zachowujesz się jak szaleniec! A kiedy ja mówię, że nie mam siły, traktujesz mnie jak potwora! — Szukałem zaginionej osoby, której mogło grozić niebezpieczeństwo. — Zawsze znajdziesz dla niej usprawiedliwienie! — Nie wciągaj Hancer w rozmowę o naszym synu. — Naszym synu? — Beyza zaśmiała się nerwowo. — Teraz nagle jest nasz? Przez cały dzień jest mój! Kiedy płacze, jest mój! Kiedy nie śpi, jest mój! Kiedy trzeba go przewinąć, nakarmić albo uspokoić, wszyscy patrzą na mnie! Ale kiedy ty chcesz odegrać troskliwego ojca, nagle staje się nasz! — Dość. — Nie, nie dość! — krzyknęła. — Masz odwagę przychodzić tutaj i mówić mi, jak mam być matką, podczas gdy sam myślami jesteś przy innej kobiecie?!

Cihan zrobił krok w jej stronę: — Powiedziałem: dość.

W jego głosie było coś tak lodowatego, że Beyza zamilkła. Mężczyzna przez moment próbował opanować oddech. Nie chciał wypowiedzieć słów, których później mógłby żałować. Jednak słysząc nieustający płacz dziecka, wiedział, że ta rozmowa nie może ciągnąć się bez końca.

— Teraz mnie posłuchasz — powiedział — i tym razem nie będziesz mi przerywać. — Beyza patrzyła na niego wyzywająco, ale nic nie odpowiedziała. — Jeżeli naprawdę jesteś tak wyczerpana, jak twierdzisz, potrzebujesz pomocy lekarza. Nie kolejnej zamkniętej sypialni, nie tabletek i nieudawania, że nic się nie dzieje. Jutro zostaniesz zbadana. — Nie zgadzam się! — To nie jest prośba. — Nie możesz mnie zmusić! — Nie będę musiał. Jeżeli zależy ci na dziecku, sama zrozumiesz, że obecna sytuacja jest niebezpieczna.

Beyza wstała z łóżka: — Nie waż się mówić, że jestem dla niego niebezpieczna! — Pozwalasz mu płakać z głodu, a kiedy ktoś cię budzi, twoją pierwszą reakcją jest złość. Jak mam to nazwać? — Chwilą słabości! — Chwila słabości trwa minutę. To nie jest pierwszy raz, kiedy odpychasz go od siebie. — Kłamiesz! — Fadime nie kłamie. Służba nie kłamie. Wszyscy widzą, co się dzieje.

Na twarzy Beyzy pojawił się strach, który natychmiast próbowała ukryć gniewem: — Rozmawiasz o mnie ze służbą?! — Nie muszę. Wystarczy, że mam oczy . td4729 — Chcesz odebrać mi syna, Cihan?! — Beyza podeszła bliżej. — O to chodzi? Szukałeś pretekstu, żeby mnie od niego odsunąć? — To ty dajesz mi ten pretekst. — Jestem jego matką! — W takim razie zacznij zachowywać się jak matka.

Beyza uniosła rękę, jakby chciała go uderzyć, ale zatrzymała ją w połowie ruchu. Cihan nawet nie drgnął.

— Zrób to — powiedział cicho. — Pokaż mi, jak daleko zamierzasz się posunąć.

Kobieta opuściła dłoń. W jej oczach pojawiły się łzy, lecz Cihan nie wiedział, czy wynikały z bólu, gniewu, czy upokorzenia.

— Nienawidzisz mnie — wyszeptała. — Nie chodzi o ciebie ani o mnie. Chodzi o dziecko. — Wszystko sprowadzasz do dziecka, bo boisz się powiedzieć prawdę! — A jaka jest prawda według ciebie? — Że żałujesz tego małżeństwa! Że każdej nocy myślisz o Hancer! Że kiedy patrzysz na mnie, widzisz tylko przeszkodę!

Cihan odwrócił na chwilę wzrok. Jego milczenie sprawiło, że twarz Beyzy pobladła jeszcze bardziej.

— Widzisz? — powiedziała drżącym głosem. — Nawet nie potrafisz zaprzeczyć. — Moje uczucia nie mają teraz znaczenia. — Dla mnie mają! — A uczucia głodnego dziecka mają znaczenie dla ciebie?

To pytanie uderzyło ją mocniej niż krzyk. Beyza cofnęła się o krok. Cihan podszedł do drzwi, ale zanim je otworzył, odwrócił się ponownie:

— Od tej chwili zostajesz w tym pokoju. — Co? — Możesz tu jeść, pić, spać, krzyczeć i oskarżać mnie o wszystko, co przyjdzie ci do głowy. — Nie możesz mnie zamknąć! — Nie zamykam cię na klucz, ale nie zbliżysz się do dziecka, dopóki lekarz nie potwierdzi, że jesteś w stanie się nim zajmować. — Nie masz prawa! — Mam obowiązek go chronić! Przed tobą, przed każdym, kto zaniedbuje jego potrzeby. Nawet jeśli jest jego matką.

Beyza patrzyła na niego z przerażeniem: — Chcesz powiedzieć, że odbierasz mi dziecko? — Przejmuję nad nim opiekę do czasu, aż weźmiesz się w garść. — Cihan! — Koniec rozmowy. — Nie możesz po prostu wejść tutaj i decydować o wszystkim! — Właśnie to zrobiłem. — Będziesz pracował, prowadził firmę i opiekował się niemowlęciem?! Myślisz, że sobie poradzisz?!

Cihan położył dłoń na klamce: — Wolę nie spać ani minuty, niż pozwolić mu cierpieć, podczas gdy ty leżysz z opaską na oczach. — Robisz to, żeby mnie ukarać?! — Nie. Robię to, żeby uratować dziecko przed naszym konfliktem. — To nie jest twój syn! — rzuciła nagle Beyza.

Słowa wyrwały się z jej ust tak gwałtownie, jakby sama nie zdążyła ich zatrzymać. Cihan znieruchomiał. Beyza również zamarła. Przez moment w pokoju panowała absolutna cisza. Mężczyzna powoli odwrócił głowę.

— Co powiedziałaś?

Beyza przełknęła ślinę: — Powiedziałam… że zachowujesz się tak, jakby był tylko twój. — To nie były twoje słowa. — Źle mnie usłyszałeś!

Cihan wpatrywał się w nią długo, próbując odczytać prawdę z jej twarzy. Beyza odwróciła wzrok, poprawiając nerwowo rękaw nocnej koszuli.

— Jesteś zmęczony — powiedziała. — Oboje jesteśmy zdenerwowani. Nie ma sensu ciągnąć tej rozmowy. — Powtórz dokładnie, co powiedziałaś. — Niczego nie będę powtarzać! Beyza, wyjdź z mojego pokoju! — w jej głosie brzmiała panika.

Cihan zrobił krok ku niej, lecz w tej samej chwili z pokoju dziecięcego dobiegł jeszcze głośniejszy krzyk noworodka. Mężczyzna zacisnął szczękę. Nie mógł zostać tutaj ani chwili dłużej — każda kolejna minuta kłótni odbywała się kosztem dziecka.

— Ta rozmowa jeszcze się nie skończyła — powiedział. — Dla mnie się skończyła. — Nigdy więcej nie próbuj wystawiać mojej cierpliwości na próbę. Zwłaszcza kiedy chodzi o niego.

Otworzył drzwi i wyszedł. Beyza została sama w półmroku. Przez kilka sekund stała bez ruchu. Dopiero gdy kroki Cihana ucichły na korytarzu, opadła na łóżko. Jej dłonie zaczęły drżeć. Spojrzała na drzwi, jakby obawiała się, że mężczyzna za chwilę wróci i ponownie zapyta o słowa, które wypowiedziała.

— Głupia — wyszeptała do siebie. — Jak mogłaś to powiedzieć?

Sięgnęła po telefon, ale zawahała się przed odblokowaniem ekranu. Nie wiedziała, do kogo mogłaby zadzwonić. Nusret ostrzegał ją wielokrotnie, żeby panowała nad emocjami. Powtarzał, że jedno nieostrożne zdanie może zniszczyć wszystko, a ona właśnie niemal zdradziła sekret, od którego zależała cała jej przyszłość.

Ojciec i syn — nauka nowej roli

Tymczasem Cihan wrócił do pokoju dziecięcego. Gdy tylko wszedł, Fadime spojrzała na niego pytająco. Nie musiala jednak pytać, jak przebiegła rozmowa — wystarczyło zobaczyć napięcie na jego twarzy.

— Nie przyszła? — zapytała cicho. — Beyza zostaje w pokoju dla gości.

Fadime uniosła brwi: — Na jak długo? — Dopóki nie zdecyduję inaczej. — Panie Cihanie… — Jutro pojedzie do lekarza. Jeżeli rzeczywiście jest wyczerpana albo dzieje się z nią coś poważnego, dostanie pomoc. Ale do tego czasu nie zostanie sama z dzieckiem.

Fadime przytuliła malucha mocniej: — Rozumiem, że jest pan zły, ale matka i dziecko… — Nie próbuj jej bronić. — Nie bronię. Po prostu wiem, że po porodzie kobiety czasami zachowują się inaczej. Mogą być smutne, zagubione, nawet odpychać własne dziecko. To nie zawsze oznacza, że go nie kochają.

Gniew w oczach Cihana na moment osłabł: — Właśnie dlatego zabiorę ją do specjalisty. — To rozsądne. — A do tego czasu ja zajmę się małym.

Fadime spojrzała na niego zaskoczona: — Tej nocy? — Tak. — Pan? Dlaczego patrzy pan na mnie, jakbym powiedziała coś niemożliwego? — Ma pan rano spotkania, powinien pan odpocząć. — Ty też powinnaś. — To moja praca. — Pracujesz od świtu. Cały dzień zajmowałaś się domem, Mukadder i dzieckiem. Ledwo stoisz na nogach. — Jestem przyzwyczajona. — Przyzwyczajenie nie sprawia, że człowiek przestaje być zmęczony.

Fadime uśmiechnęła się lekko: — Nie spodziewałam się, że pan to zauważy. — Zauważam więcej, niż wszystkim się wydaje. — Podszedł bliżej i spojrzał na dziecko: — Pokaż mi, gdzie są wszystkie rzeczy. — Jakie rzeczy? — Mleko, pieluszki, ubrania… wszystko, czego może potrzebować w nocy. — Panie Cihanie, naprawdę nie musi pan tego robić. — Muszę. — Mogę zostać… — Nie. — Ale dziecko może płakać długo, może nie zasnąć. Trzeba będzie sprawdzać pieluszkę, odbijać je po jedzeniu… — Nauczę się. W jedną noc każdy kiedyś zaczynał.

Fadime zawahała się, po czym wskazała wysoką komodę: — W pierwszej szufladzie są pieluszki, obok chusteczki i krem. W drugiej ubranka na zmianę. Mleko jest w kuchni, ale tutaj znajduje się zapas. Woda została wcześniej przygotowana.

Cihan słuchał z niezwykłą uwagą: — Ile miarek? — Trzy na 90 ml. Ale musi pan sprawdzić temperaturę na nadgarstku. Nie może być zbyt gorące. — Dobrze. — Po jedzeniu trzeba potrzymać go pionowo, dopóki mu się nie odbije. — Jak długo? — Czasami kilka minut, czasami dłużej. A jeżeli nadal nie będzie chciał butelki, proszę nie zmuszać. Najpierw trzeba go uspokoić. Być może teraz jest już tak zdenerwowany, że nie potrafi spokojnie ssać.

Cihan spojrzał na płaczącego syna: — Daj mi go.

Fadime zawahała się: — Proszę podtrzymać główkę. — Wiem. — Jedną ręką tutaj, pod karkiem, drugą pod plecami.

Cihan wyciągnął ramiona. Jego ruchy były ostrożne, niemal sztywne. Fadime powoli przełożyła dziecko w jego objęcia. Przez pierwszą chwilę chłopiec zapłakał jeszcze głośniej. Cihan zesztywniał:

— Robię coś źle? — Nie. Musi przyzwyczaić się do pana zapachu i głosu. — Do mojego głosu? — Dzieci rozpoznają głosy, które często słyszą. Proszę do niego mówić.

Cihan spojrzał na maleńką twarz: — Co mam powiedzieć? — Cokolwiek, najważniejsze, żeby spokojnie.

Mężczyzna chrząknął, wyraźnie zakłopotany: — Posłuchaj mnie, mały — zaczął cicho. — Wiem, że to nie jest najlepsza noc. Dla mnie też nie. Ale spróbujemy sobie poradzić.

Fadime uśmiechnęła się szerzej: — Dobrze. Właśnie tak.

Cihan zaczął powoli kołysać dziecko. Początkowo robił to niezgrabnie, lecz po chwili jego ruchy stały się bardziej naturalne.

— Nie musisz krzyczeć na cały dom — mówił. — Jestem tutaj. Nie wiem jeszcze, czego ode mnie potrzebujesz, ale jeżeli dasz mi chwilę, zrozumiem.

Płacz chłopca zaczął słabnąć. Fadime obserwowała ich z czułością: — Widzi pan? Poznaje pana. — Albo jest zmęczony krzykiem. — Niech pan nie odbiera sobie zasługi.

Cihan przesunął dłonią po kocyku: — Idź odpocząć, Fadime. Zostanę z nim. — Dobrze, już idę, ale proszę mnie obudzić, gdyby cokolwiek się działo. — Obudzę. — Nawet jeśli będzie środek nocy. — Powiedziałem, że obudzę.

Kobieta ruszyła do drzwi, ale zatrzymała się jeszcze na moment: — Panie Cihanie? — Tak? — Dziecko nie potrzebuje doskonałego ojca. Potrzebuje ojca, który zostanie przy nim, kiedy jest trudno.

Cihan popatrzył na syna: — Nigdzie nie odchodzę. — W takim razie obaj sobie poradzicie.

Fadime opuściła pokój, życząc mu spokojnej nocy. Drzwi zamknęły się cicho. Cihan został sam z dzieckiem.

Pierwsze sukcesy i cienie wątpliwości

Przez chwilę stał pośrodku pokoju, nie wiedząc, co powinien zrobić dalej. Chłopiec wciąż cicho popłakiwał, ale nie był to już ten sam rozpaczliwy krzyk. Mężczyzna podszedł do fotela stojącego obok kołyski i ostrożnie usiadł.

— No dobrze — powiedział. — Jesteśmy sami.

Dziecko poruszyło ustami, szukając pokarmu. Cihan spojrzał na butelkę: — Czyli jednak jesteś głodny.

Sięgnął po mleko, sprawdził temperaturę na nadgarstku — dokładnie tak, jak pokazała Fadime — a następnie delikatnie przyłożył smoczek do ust chłopca. Noworodek odwrócił głowę.

— Oczywiście — mruknął Cihan. — Ze mną też nie zamierzasz współpracować.

Spróbował ponownie, tym razem bez pośpiechu przesunął smoczkiem po dolnej wardze dziecka. Chłopiec uchwycił go na sekundę, po czym znów puścił i zapłakał. Cihan poczuł narastającą bezradność.

— Nie wiem, jak mam ci pomóc — wyszeptał. — Gdybyś tylko potrafił powiedzieć, czego chcesz.

W jego pamięci pojawiły się słowa Beyzy: To nie jest twój syn. Próbował wmówić sobie, że źle usłyszał, że kobieta powiedziała coś innego pod wpływem złości. Jednak zdanie powracało nieustannie, ostre i wyraźne.

Spojrzał na dziecko. Chłopiec miał zamknięte oczy, drobny nos i ciemne włosy. Cihan wielokrotnie próbował odnaleźć w jego twarzy podobieństwo do siebie. Każdy mówił, że noworodki szybko się zmieniają i na tym etapie trudno cokolwiek stwierdzić. Czy Beyza mogła coś ukrywać? Natychmiast zganił się za tę myśl. Dziecko nie było winne żadnym sekretom dorosłych. Niezależnie od odpowiedzi, tej nocy potrzebowało go bardziej niż ktokolwiek inny.

— Nie obchodzi mnie teraz, co powiedziała twoja matka — szepnął. — Jesteś tutaj. Trzymam cię w ramionach i dopóki mnie potrzebujesz, nie zostawię cię.

Spróbował podać butelkę po raz trzeci. Tym razem dziecko zaczęło ssać. Cihan znieruchomiał, jakby bał się, że nawet najmniejszy ruch przerwie ten sukces.

— Właśnie tak — powiedział cicho. — Powoli.

Chłopiec pił łapczywie, wydając ciche, urywane dźwięki. Jego dłonie stopniowo się rozluźniły, a twarz przestała być napięta. Cihan patrzył na niego, czując nieznane dotąd wzruszenie. Wszystkie konflikty, oskarżenia, tajemnice i gniew zostały na chwilę poza tym pokojem. Istniało tylko maleńkie dziecko i jego spokojniejący oddech.

— Byłeś po prostu głodny — powiedział. — Tyle krzyku przez odrobinę mleka.

Po kilku minutach chłopiec przestał pić. Cihan przypomniał sobie instrukcję Fadime — ostrożnie ułożył dziecko pionowo na swoim ramieniu i zaczął lekko poklepywać je po plecach.

— Podobno teraz powinno ci się odbić. Nie wiem, ile to potrwa, więc postaraj się nie przeciągać.

Minęła minuta, potem druga. Cihan chodził powoli po pokoju, patrząc przez okno na nocny Stambuł. W szybie widział własne odbicie: mężczyznę w drogim garniturze, trzymającego niemowlę i próbującego niezdarnie utulić je do snu. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie wyobrażał sobie takiej sceny. Jego życie wyglądało wtedy zupełnie inaczej. Hancer była blisko, choć jednocześnie oddalała się od niego z każdym kolejnym kłamstwem i niedopowiedzeniem. Beyza walczyła o miejsce w rezydencji, Mukadder próbowała kontrolować wszystkich. Każdy dzień przynosił nowy konflikt. Teraz trzymał w ramionach dziecko, które miało być symbolem nowego początku. A jednak zamiast spokoju pojawiało się coraz więcej pytań.

Nagle chłopiec cicho odbił. Cihan spojrzał na niego z zaskoczeniem: — Czyli to wszystko?

Dziecko przestało płakać. Jego powieki opadły, a policzek spoczął na ramieniu ojca. Cihan nie odważył się od razu odłożyć go do kołyski — usiadł ponownie w fotelu i delikatnie otulił kocyk wokół małego ciała.

— Śpij — wyszeptał. — Przynajmniej ty nie musisz jeszcze rozumieć, jak skomplikowani są dorośli.

Noworodek poruszył ustami, lecz nie otworzył oczu. Cihan oparł głowę o fotel. Zmęczenie zaczęło dawać o sobie znać, ale nie zamierzał zasypiać. Bał się, że dziecko znów zacznie płakać, a on nie zauważy tego wystarczająco szybko.

Na korytarzu rozległ się cichy szelest. Cihan uniósł głowę. Przez szczelinę pod drzwiami przesunął się cień. Ktoś stał po drugiej stronie.

— Kto tam? — zapytał.

Cień zniknął. Mężczyzna ostrożnie wstał i podszedł do drzwi. Otworzył je gwałtownie, lecz korytarz był pusty. W oddali dostrzegł jedynie lekko poruszającą się zasłonę i zamykające się drzwi pokoju gościnnego. Beyza najwyraźniej przyszła sprawdzić, co dzieje się z dzieckiem, ale nie odważyła się wejść.

Cihan patrzył w stronę jej pokoju przez dłuższą chwilę. Nie wiedział, czy powinien czuć ulgę, że jednak zainteresowała się synem, czy jeszcze większy niepokój z powodu jej wcześniejszych słów. Zamknął drzwi i wrócił do fotela.

Dziecko nadal spało spokojnie. Cihan dotknął delikatnie jego maleńkiej dłoni, a chłopiec odruchowo zacisnął palce wokół jego palca. Ten prosty gest sprawił, że mężczyzna znieruchomiał.

— Trzymasz mnie mocno — szepnął.

Przypomniał sobie wszystkie osoby, które w ciągu ostatnich miesięcy odchodziły z jego życia. Jedni uciekali, inni kłamali, jeszcze inni zmuszali go do podejmowania decyzji, których nigdy nie chciał podejmować. To dziecko niczego od niego nie żądało poza obecnością. Cihan pochylił się i pocałował je w czoło.

— Nie wiem, jaką prawdę poznam jutro — powiedział. — Nie wiem, co ukrywa twoja matka, ani dokąd zaprowadzą mnie jej słowa. Ale jednej rzeczy możesz być pewien: nie pozwolę, żeby ktokolwiek uczynił z ciebie narzędzie zemsty.

Za oknami rezydencji Stambuł nadal błyszczał tysiącami świateł. Samochody nieprzerwanie sunęły po moście, statki przecinały ciemne waters Bosforu, a noc powoli zbliżała się ku świtowi. W pokoju dziecięcym zapanowała wreszcie cisza. Cihan siedział z synem w ramionach, czuwając nad jego snem.

Nie wiedział jeszcze, że jedno zdanie wypowiedziane przez Beyzę w gniewie otworzy drzwi do tajemnicy, która mogła zburzyć całą rodzinę. Tej nocy był jednak tylko ojcem — zmęczonym, zaniepokojonym i pełnym pytań, ale zdecydowanym pozostać przy dziecku bez względu na wszystko.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Marcin Kwaśny jest bratem prezydenta popularnego miasta. Oto co wyjawił

Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat” Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat”, by opowiedzieć o swoim debiυcie reżyserskim, którym jest film “Odzyskaпy”. Towarzyszyła mυ…

Odrzucony posiłek i wyznanie wobec braku wyboru Gdy Gülsüm przychodzi do salonu z powiadomieniem o kolacji przygotowanej z inicjatywy Beyzy, Cihan w chłodnych słowach odrzuca posiłek i…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page