Hanser traci przytomność. Cion znajduje ją w ostatniej chwili. Noc w luksusowej rezydencji miała być spokojna, lecz dla Hanser zamienia się w desperacką walkę z bólem i własną słabością. Kobieta budzi się ledwo mogąc złapać oddech. W ciemności oświetlając drogę jedynie latarką telefonu, próbuje wydostać się z pokoju i odnaleźć lekarstwa.

Każdy kolejny krok kosztuje ją coraz więcej sił, a drżące dłonie nie pozwalają nawet wyjąć tabletki z opakowania. W tym samym czasie CON samotnie rozmyśla o przeszłości. wspomina dom, który niegdyś był pełen światła, radości i nadziei. Teraz widzi wokół siebie jedynie mrok i zadaje sobie bolesne pytanie, czy to właśnie on skazał ich oboje na życie w ciemności, z której nie potrafią znaleźć wyjścia?

Nie wie jeszcze, że zaledwie kilka kroków dalej Hanser przegrywa walkę z własnym ciałem. Kobieta osuwa się na podłogę i traci przytomność. Gdy CON dostrzega jej nieruchomą sylwetkę, jego chód znika w jednej chwili. Przerażony rzuca się na kolana, dotyka jej twarzy i błaga, by otworzyła oczy.

Hanser, słyszysz mnie? Proszę, spójrz na mnie. Jednak odpowiedzi nie ma. Cong bierze ją na ręce i wybiega z domu, krzycząc, by natychmiast przygotowano samochód.

Jego rozpaczliwe wołanie budzi wszystkich mieszkańców rezydencji. Bea, i Mukader stają w drzwiach zszokowane widokiem ciana niosącego bezwładną Hanser. Dlaczego stan kobiety nagle tak bardzo się pogorszył? Czy C zdąży dowieźć ją do szpitala?

I co poczuje Bea widząc, że mężczyzna bez chwili wahania rusza na ratunek swojej dawnej ukochanej? Tej nocy ukrywane emocje ponownie wychodzą na powierzchnię, a jeden dramatyczny upadek może na zawsze zmienić relacje wszystkich mieszkańców rezydencji. Przebudzenie i walka z bólem. Noc spowiła posiadłość ciężką, niemal nieprzeniknioną ciszą.

Nawet wiatr, który zwykle poruszał gałęziami drzew rosnących tuż za oknami, tego wieczoru jakby zamilkł. W domu nie paliło się prawie żadne światło. Długie korytarze tonęły w ciemności, a wysokie ściany i masywne meble rzucały niewyraźne, niepokojące cienie. W jednym z pokoi na piętrze spała Hanser.

Leżała zwinięta pod grubą kołdrą z twarzą zwróconą w stronę okna. Jej oddech był niespokojny, początkowo cichy, z każdą kolejną chwilą stawał się szybszy i bardziej urywany. Kobieta poruszyła się przez sen, jakby próbowała uciec przed koszmarem, którego nie potrafiła przerwać. Nagle jej oczy otworzyły się szeroko.

Przez kilka sekund nie wiedziała, gdzie jest. Widziała jedynie ciemny sufit i wąską smugę księżycowego światła wpadającą przez niedomknięte zasłony. Potem poczuła ból ostry, przeszywający skurcz rozszedł się po całym jej ciele. Hanser gwałtownie wciągnęła powietrze i zacisnęła dłonie na pościeli.

Ach, wyrwało się z jej ust. Próbowała zmienić pozycję, lecz nawet najmniejszy ruch tylko pogorszył sytuację. Ból powrócił z jeszcze większą siłą, odbierając jej oddech. Kobieta przycisnęła jedną rękę do brzucha, a drugą do boku.

Na jej czole natychmiast pojawiły się krople zimnego potu. Nie, proszę, tylko nie teraz. Wyszeptała. Przez chwilę leżała nieruchomo, próbując przekonać samą siebie, że to minie. zacisnęła powieki i zaczęła powoli odliczać.

Jeden, dwa, trzy. Ból jednak nie ustępował. Przeciwnie, narastał, rozlewał się po jej plecach i podbrzuszu, a każdy oddech przychodził jej z coraz większym trudem. Hanser otworzyła oczy.

W ciemności jej spojrzenie zdradzało strach, którego nie potrafiła już przed sobą ukryć. Muszę wstać. Powiedziała do siebie. Muszę znaleźć leki. Ostrożnie odsunęła kołdrę.

Sam ruch materiału po jej nogach wydawał się nieznośnie głośny. Hanser uniosła się na łokciach, lecz natychmiast zamarła, kiedy kolejny skurcz przeszył jej ciało. Przygryzła wargę tak mocno, że poczuła smak krwi. Dasz radę? Szeptała drżącym głosem.

Wstawaj, nie możesz tu zostać. Przesunęła nogi na skraj łóżka. Stopy dotknęły zimnej podłogi. Pokój zawirował jej przed oczami.

Przez moment widziała tylko czarne plamy. Hanser pochyliła głowę i oddychała głęboko, próbując odzyskać równowagę. Spokojnie, spokojnie. Sięgnęła po telefon leżący na nocnym stoliku.

Ekran rozświetlił jej bladą twarz. Była głęboka noc. W domu wszyscy powinni spać. Przez krótką chwilę zawahała się, czy zadzwonić po pomoc. Jej palec przesunął się po ekranie, lecz zaraz się zatrzymał.

Do kogo miała zadzwonić? Do Cemila, który mógł znajdować się daleko. Do Deryi, która z pewnością wpadłaby w panikę. A może do Ciana? Na samą myśl o nim serce Hanser zabiło szybciej.

Nie wiedziała nawet, czy mężczyzna znajdował się w domu. Po wszystkim co wydarzyło się między nimi, nie chciała ponownie uzależniać od niego własnego bezpieczeństwa. Nie chciała go wołać. Nie chciała, by zobaczył ją słabą. Włączyła latarkę w telefonie.

Wąski strumień białego światła przeciął ciemność i oświetlił fragment podłogi. Hanser spróbowała się podnieść. Jedną ręką trzymała telefon, drugą chwyciła drewnianą ramę łóżka. Pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem.

Jej kolana ugięły się, a ona z ciężkim oddechem opadła z powrotem na materac. Nie, nie możesz się poddać. powiedziała do siebie stanowczej, choć głos miała słaby. Spróbowała ponownie. Tym razem udało jej się stanąć, ale natychmiast musiała oprzeć się o ścianę.

Zrobiła jeden krok, potem drugi. Poruszała się bardzo powoli, szurając stopami po podłodze. Każdy ruch wymagał ogromnego wysiłku. Światło telefonu drżało razem z jej dłonią, przesuwając się niespokojnie po meblach, zasłonach i zamkniętych drzwiach.

Hanser dotarła do wyjścia z pokoju. Chwyciła klamkę, lecz zabrakło jej siły, żeby ją nacisnąć. Oparła czoło o drzwi. Proszę! Wyszeptała.

Jeszcze tylko kawałek. zebrała resztki energii i otworzyła drzwi. Za nimi rozciągał się długi, mroczny korytarz. Hanser zrobiła krok do przodu, podpierając się o ściany.

Jej oddech odbijał się echem w pustej przestrzeni. Nikt go jednak nie słyszał. Jeszcze nie. W innej części posiadłości CON właśnie wszedł do eleganckiego salonu połączonego z przestronnym aneksem kuchennym.

Miał na sobie czarny garnitur, lecz krawat zdążył już poluzować. Górny guzik białej koszuli pozostawił rozpięty. Jego twarz zdradzała zmęczenie, choć sam mężczyzna od dawna nie zwracał na nie uwagi. Nie spał prawie wcale.

Kiedy zamykał oczy, wracały do niego wspomnienia, głosy, których już nie słyszał. Śmiech, który zniknął z tego domu. Spojrzenie Hanser, pełne zawodu i bólu, podszedł do ekspresu do kawy. Włączył niewielką lampkę nad kuchennym blatem.

Ciepłe światło rozjaśniło jedynie mały fragment pomieszczenia, pozostawiając resztę salonu w półmroku. Cion wyjął filiżankę i postawił ją pod ekspresem. Maszyna cicho zabrzęczała. Mężczyzna oparł dłonie o blat i spuścił głowę.

Przez kilka sekund wsłuchiwał się w jednostajny dźwięk urządzenia, próbując zagłuszyć nim własne myśli. “Nie udało się. Kiedyś ten dom wyglądał inaczej.” pomyślał. Nie chodziło o meble ani o kolory ścian. Nie chodziło nawet o ludzi, którzy przez lata przychodzili i odchodzili.

Chodziło o światło. Dawniej każde pomieszczenie wydawało mu się jaśniejsze. Z kuchni dochodziły odgłosy rozmów, z salonu śmiech, a na korytarzach rozbrzmiewały szybkie kroki. Hanser otwierała okna, nawet gdy było chłodno, twierdząc, że dom musi oddychać.

Teraz wszystko było zamknięte. Okna, drzwi, serca. Cio uniósł filiżankę, lecz nie napił się kawy. Patrzył na czarną powierzchnię napoju, jakby widział w niej własne odbicie.

Co ja zrobiłem? Zapytał cicho. Jego głos zabrzmiał obo. W pustym pomieszczeniu. Przed oczami stanęła mu Hanser sprzed lat. Uśmiechnięta, uparta, czasami nieznośnie szczera.

Wchodziła do jego gabinetu bez pukania. stawiała przed nim herbatę i mówiła, że człowiek nie może żyć samą pracą. Wtedy ją odpychał, później próbował zatrzymać, a kiedy wydawało mu się, że znów jest blisko, kolejne kłamstwa, tajemnice i decyzje rozdzielały ich jeszcze bardziej. Na jak wielką ciemność skazałem nas oboje, przemknęło mu przez myśl.

Cion zacisnął palce na filiżance. Myślałem, że chronię rodzinę. Szepnął. Myślałem, że mam wszystko pod kontrolą. Zaśmiał się gorzko.

Kontrola. Słowo, za którym ukrywał własny strach. Kontrolował ludzi, sytuacje, pieniądze i każdy szczegół życia w posiadłości. Lecz nie potrafił kontrolować tego, co czuł do Hanser.

Nie umiał również cofnąć krzywd, które jej wyrządził. Czy jest jeszcze droga powrotna? zapytał samego siebie. Nie otrzymał odpowiedzi. Podniósł filiżankę do ust, lecz kawa zdążyła już stracić część aromatu.

C wypił mały łyk i skrzywił się. Napój był gorzki, dokładnie taki jak myśli, od których nie potrafił się uwolnić. Odstawił filiżankę, spojrzał w stronę ciemnego korytarza prowadzącego do wyjścia. Potrzebował powietrza.

Potrzebował choć przez kilka minut znaleźć się poza murami domu, który stał się więzieniem pełnym wspomnień. Nie wiedział, że w tej samej chwili zaledwie kilka pomieszczeń dalej Hanser walczyła o każdy kolejny krok. Cion zgasił lampkę i wyszedł. Hanser przesuwała się wzdłuż korytarza, trzymając jedną dłoń na ścianie.

Światło telefonu drżało coraz bardziej. Do komody pozostało jej zaledwie kilka metrów, lecz dla niej ta odległość wydawała się nieskończona. Zatrzymała się, kiedy kolejna fala bólu ścisnęła jej ciało. Ach, telefon niemal wypadł jej z dłoni.

Hanser przycisnęła plecy do ściany i powoli zsunęła się o kilka centymetrów, lecz w ostatniej chwili zdołała wyprostować nogi. Nie upadaj, rozkazała sobie. Tylko nie upadaj. Spojrzała w stronę komody.

wiedziała, że przechowywano tam podstawowe leki, tabletki przeciwbólowe, środki na gorączkę, bandaże i różne preparaty, które mieszkańcy domu odkładali bez większego porządku. Musiała do nich dotrzeć. Zrobiła kolejny krok. W głowie szumiało jej coraz mocniej.

Miała wrażenie, że korytarz porusza się razem z nią, a ściany zbliżają się i oddalają w rytmie jej przyspieszonego oddechu. Jeszcze trochę mówiła do siebie. Jeden krok, potem następny, dotarła do komody i oparła na niej obie dłonie. Telefon położyła na blacie, ustawiając latarkę tak, aby oświetlała szuflady.

Przez moment po prostu stała, próbując zaczerpnąć powietrza. Jej twarz była niemal zupełnie pozbawiona koloru. Włosy przykleiły się do wilgotnych policzków. Dolna warga drżała.

Mimo że starała się nad tym zapanować, Hanser wysunęła pierwszą szufladę. W środku leżały klucze, stare dokumenty, rachunki i kilka drobnych przedmiotów. Nie tutaj. zamknęła ją i sięgnęła do następnej.

Szuflada zacięła się. Hanser szarpnęła raz, ale zabrakło jej siły. Otwórz się. Syknęła przez zaciśnięte zęby.

Spróbowała ponownie. Drewniana szuflada wysunęła się gwałtownie, a jej zawartość przesunęła się z głośnym szelestem. Były tam leki. Hanser zaczęła gorączkowo przekładać opakowania. nie potrafiła skupić wzroku na napisach.

Litery rozmazywały jej się przed oczami. Które, gdzie one są? Wyjęła jedno pudełko, lecz widząc niewłaściwą nazwę, rzuciła je z powrotem. Potem drugie, trzecie.

Jej ruchy stawały się coraz bardziej chaotyczne. Musi tu być coś przeciwbólowego. Musi być. Jedno z opakowań wyślizgnęło się z jej dłoni i spadło na podłogę. Dźwięk uderzenia rozszedł się po korytarzu.

Hanser spojrzała w dół, lecz nie miała siły się schylić. Przez chwilę rozważała, czy nie zawołać pomocy. Otworzyła usta. C głos zamarł jej w gardle.

Nie potrafiła wypowiedzieć jego imienia. Być może powstrzymała ją duma. być może strach przed tym, co wydarzyłoby się później. A może nie miała już wystarczająco dużo siły?

Znalazła blister z tabletkami, wyjęła go z pudełka i uniosła przed twarz. Dobrze, tylko jedna. Nacisnęła na plastikową wypukłość kciukiem. Tabletka nie wyszła.

Spróbowała mocniej. Jej dłonie drżały tak bardzo, że blister uderzał o drewniany blat. Hanser zmieniła chwyt, próbując użyć obu kciuków. No dalej, proszę.

Folia pod tabletką nie chciała pęknąć. Kobieta zaczęła szarpać opakowanie paznokciami. Jej oddech zmienił się w serię krótkich, rozpaczliwych westchnień. Muszę tylko ją wyjąć.

Kolejny skurcz sprawił, że pochyliła się gwałtownie. Blister ponownie wysunął się z jej dłoni, ale tym razem zdołała złapać go na krawędzi komody. Hanser zacisnęła powieki. Przez kilka sekund widziała pod nimi twarz swojego dziecka, choć jeszcze nie znała jej naprawdę.

Wyobrażała sobie maleńką dłoń, którą kiedyś miała trzymać. Pierwszy płacz, pierwszy uśmiech. Ta myśl dała jej odrobinę siły. Nie pozwolę, żeby coś ci się stało.

Wyszeptała. Słyszysz mnie? Mama się nie podda. Nacisnęła na tabletkę jeszcze raz.

Folia zaczęła pękać, lecz jej palce nagle straciły siłę. Blister spadł na podłogę. Hanser spojrzała na niego bezradnie. Tabletka leżała wciąż zamknięta w opakowaniu, zaledwie kilkadziesiąt centymetrów od jej stóp.

Tak blisko, a jednak poza jej zasięgiem, wyszedł przed posiadłość i zaczerpnął chłodnego nocnego powietrza. Ogród był skąpany w delikatnym świetle lamp rozmieszczonych wzdłuż kamiennej alejki. W oddali majaczyła zamknięta brama, a za nią rozciągała się pusta droga. Mężczyzna wsunął dłonie do kieszeni spodni i ruszył powoli przed siebie.

Próbował uporządkować myśli, ale każda z nich prowadziła go z powrotem do Hanser. Przypomniał sobie jej ostatnie spojrzenie. Chłodne, pełne dystansu, lecz ukrywające coś więcej. być może żal, być może uczucie, którego żadne z nich nie potrafiło całkowicie zabić.

Dlaczego wszystko między nami musi być takie trudne? Zapytał cicho. Zatrzymał się przy fontannie. Woda odbijała światło niczym rozbite szkło.

Si patrzył na jej powierzchnię, nieświadomy, że wewnątrz domu Hanser właśnie przegrała walkę z własną słabością. Kobieta nadal opierała się o komodę. Jej palce ześlizgiwały się z gładkiego drewna. Oddech stawał się coraz płytszy.

W uszach słyszała narastający szum, który zagłuszał wszystkie inne dźwięki. Spróbowała zrobić krok w stronę leżącego na podłodze leku. Kolana ugięły się pod nią. Hanser zdołała jeszcze chwycić krawędź komody, lecz jej dłoń nie utrzymała ciężaru ciała.

Co wyszeptała nieświadomie po raz pierwszy tej nocy naprawdę wypowiedziała jego imię. Było jednak za późno. Jej palce rozluźniły się. Telefon zsunął się z blatu i uderzył o podłogę, obracając się tak, że światło latarki oświetliło fragment ściany.

Hanser osunęła się tuż obok komody. Jej ramię uderzyło o dywan, a włosy zasłoniły część twarzy. Przez krótką chwilę jej klatka piersiowa nadal unosiła się szybko. Potem kobieta znieruchomiała.

Cong wrócił do domu kilka minut później. Chłodne powietrze nie przyniosło mu ulgi. Przeciwnie, czuł coraz większy niepokój, którego źródła nie potrafił wyjaśnić. Jakby coś niewidzialnego ściskało go w piersi i zmuszało do szybszego kroku.

Zamknął za sobą drzwi wejściowe i ruszył w stronę schodów. W domu nadal panowała cisza. Wszedł na pierwszy stopień, potem na kolejny. Kiedy znalazł się w połowie schodów, zauważył dziwną smugę światła na ścianie korytarza.

Zatrzymał się. Kto tam jest? Zawołał. Nie odpowiedział mu żaden głos.

Con zmarszczył brwi i wszedł szybciej na piętro. Dopiero gdy znalazł się na ostatnim stopniu, zobaczył leżącą na podłodze postać. Na początku nie rozpoznał jej twarzy. Ciemne włosy zakrywały policzek, a ciało pozostawało częściowo ukryte w cieniu komody.

Potem dostrzegł jasny materiał nocnej koszuli. Jego serce na moment przestało bić. Hanser nie poruszyła się. Cong rzucił się w jej stronę.

Hanser upadł na kolana obok kobiety i odsunął włosy z jej twarzy. była przerażająco blada. Jej usta pozostawały lekko rozchylone, ale oddech był tak słaby, że początkowo mężczyzna nie potrafił go wyczuć. Nie, nie rób mi tego powiedział drżącym głosem przyłożył dłoń do jej policzka.

Hanser, słyszysz mnie? Delikatnie poklepał ją po twarzy. Otwórz oczy. Spójrz na mnie. Brak reakcji.

Cio pochylił się niżej, próbując usłyszeć jej oddech. Kiedy poczuł delikatny ruch powietrza, przez ułamek sekundy ogarnęła go ulga. Zaraz jednak zobaczył porozrzucane opakowania leków oraz blister leżący obok dłoni. Hanser, co próbowałaś wziąć?

Zapytał, choć wiedział, że nie odpowie. Co się stało? Jego wzrok przesunął się na brzuch kobiety. Lęk stał się jeszcze silniejszy.

Hanser, proszę, słyszysz mnie? Powiedz coś. Ujął jej twarz w obie dłonie. Możesz być na mnie zła. Możesz mnie nienawidzić.

Możesz już nigdy nie chcieć ze mną rozmawiać, ale teraz otwórz oczy. Jego głos załamał się na ostatnich słowach. Sią nigdy nie sądził, że zobaczy ją w takim stanie. Hanser zawsze wydawała mu się silna.

Nawet kiedy cierpiała, prostowała plecy i patrzyła mu prosto w oczy. Walczyła z nim, z rodziną, z całym światem. Teraz leżała bezwładnie w jego ramionach. Bezbronna, cicha.

Hanser zawołał głośniej. Otwórz oczy. Kobieta wydała z siebie niemal niesłyszalny jęk. Cong zamarł.

Tak, jestem tutaj. Powiedział natychmiast. Słyszysz mnie? To ja. Powieki Hanser zadrżały, lecz nie otworzyły się.

Mężczyzna przesunął rękę pod jej kark, drugą obejmując ją w pasie. Zabiorę cię do szpitala. Przez jego głowę przemknęła myśl o wezwaniu karetki, lecz wiedział, że każda minuta może mieć znaczenie. Samochód stał przed domem.

Szpital znajdował się stosunkowo blisko. Wszystko będzie dobrze. Mówił, choć nie wiedział, czy przekonuje ją, czy samego siebie. Nie pozwolę, żeby coś ci się stało tobie ani dziecku.

Ostrożnie wsunął jedną rękę pod jej kolana. Hanser była lekka, zbyt lekka. Cong podniósł ją z podłogi i przycisnął do piersi. Jej głowa opadła na jego ramię.

Trzymaj się. Wyszeptał przy jej włosach. Proszę cię, tylko się trzymaj. Ruszył w stronę schodów.

Schodząc, spoglądał co chwilę na jej twarz. Bał się, że przestanie oddychać. Bał się, że zamknie oczy na zawsze, zanim zdąży naprawić choć jedną z rzeczy, które między nimi zniszczył. Słyszysz mnie, Hanser?

Mówił pospiesznie. Pamiętasz jak mówiłaś, że nigdy nie pozwolisz mi decydować za siebie? Teraz też ci nie pozwolę. Nie pozwolę ci odejść.

Nie w taki sposób. Kobieta nie odpowiadała. Ci ją przyspieszył. Kiedy dotarł na parter, jego kroki i ciężki oddech przerwały nocną ciszę.

Osman Effendi krzyknął Osman. Jego głos odbił się echem od wysokiego sufitu. Przynieś kluczyki do samochodu natychmiast. Jedne z drzwi na parterze otworzyły się gwałtownie.

Na korytarz wybiegła Aju, narzucając na ramiona cienki szlafrok. Jej włosy były rozpuszczone, a twarz zdradzała zdezorientowanie. Chwilę później z sąsiedniego pokoju wyszła bejeza. Co to za krzyki?

Zapytała poirytowanym głosem. Czy w tym domu nikt nie potrafi zachowywać się normalnie nawet przez jedną noc? Au spojrzała w stronę holu. To głos ciana.

Doskonale słyszę, że to cią. Odparła beza. Pytam, dlaczego wrzeszczy? Nie wiem, pójdę sprawdzić.

Au ruszyła w stronę schodów, ale zanim do nich dotarła, zobaczyła cię niosącego Hanser. Zatrzymała się gwałtownie. Hanser Bea stanęła tuż za nią. Jej zirytowana mina natychmiast zastygła.

C nawet na nie spojrzał. Osman zawołał ponownie. Co jej się stało? Zapytała Aju. Nie wiem.

Znalazłem ją nieprzytomną na piętrze. Oddycha? Tak, ale bardzo słabo. Au chciała podejść, lecz Cią odsunął się, chroniąc Hanser w swoich ramionach.

Otwórz drzwi. Polecił. Au pobiegła do wejścia i szeroko je otworzyła. Bej zapatrzyła na bladą twarz Hanser, nie potrafiąc ukryć niepokoju zmieszanego z zazdrością.

Najbardziej uderzył ją jednak sposób, w jaki Cion trzymał kobietę, jakby niósł najcenniejszą osobę na świecie. Oczywiście mruknęła. Znowu wszystko kręci się wokół niej. Iu odwróciła się do niej z niedowierzaniem.

Bea, ona jest nieprzytomna. A skąd mamy wiedzieć, co naprawdę się wydarzyło? Może to kolejny problem sprowadzony przez jej rodzinę? Jeżeli znów pojawił się tutaj Cemil i zrobił awanturę, wystarczy.

Przerwał jej Cą tak ostro, że kobieta zamilkła. Spojrzał na nią tylko przez sekundę, lecz w jego oczach dostrzegła gniew. Hanser potrzebuje pomocy. To jedyne, co ma teraz znaczenie.

Z zewnątrz dobiegły szybkie kroki. Osman, starszy pracownik posiadłości, przybiegł w pośpiechu z kluczykami w dłoni. Cong Bay, co się stało? Czy pani Hansel?

Nie, teraz przerwał mu Co. Otwórz samochód. Może powinienem zadzwonić po karetkę? Sam zawiozę ją szybciej.

Otwieraj. Osman pobiegł w stronę czarnego sufa. C wyszedł z domu, nie przestając mówić do nieprzytomnej kobiety. Jeszcze chwila. Wytrzymaj.

Bea patrzyła za nim z coraz większym napięciem. Zacisnęła dłonie na pasku szlafroka. Nie rozumiem. Powiedziała cicho.

Dlaczego ona w ogóle była na piętrze? Dlaczego znajdowała się w tej części domu? Aj spojrzała na nią chłodno. Teraz naprawdę tylko to cię interesuje?

Pytam, bo mam prawo wiedzieć, co dzieje się w moim własnym domu. To jest także dom Ciana. Jestem jego żoną. Au popatrzyła w stronę samochodu, przy którym Cią ostrożnie układał Hanser.

Patrząc na niego w tej chwili, trudno byłoby w to uwierzyć. Bejza zesztywniała. Osman otworzył tylne drzwi samochodu. Con pochylił się i bardzo ostrożnie ułożył Hanser na siedzeniu.

Podtrzymywał jej głowę, aby nie uderzyła o zagłówek. Powoli, Bay. Ostrzegł Osman. Przytrzymam drzwi.

Pomóż mi ułożyć jej nogi. Razem przesunęli kobietę tak, by mogła leżeć bezpiecznie. C zdjął marynarkę i wsunął ją pod jej głowę. Dotknął palcami jej szyi, sprawdzając puls.

Był słaby, ale wyczuwalny. Hanser powiedział cicho. Jedziemy do szpitala. Słyszysz mnie?

Jej powieki nawet nie drgnęły. Cion zacisnął szczękę. Nie zamykaj się przede mną teraz. Możesz zrobić to później.

Możesz wyrzucić mnie ze swojego życia, ale najpierw musisz otworzyć oczy. Osman popatrzył na niego z troską. Może powinienem prowadzić? Nie, ty zostań tutaj.

Poinformuj ochronę, żeby otworzyli bramę. Dobrze. C zamknął tylne drzwi i obiegł samochód. Wsiadł za kierownicę, uruchomił silnik i natychmiast spojrzał w lusterko.

Widział twarz Hanser spoczywającą na jego marynarce. W drzwiach posiadłości stały Beza i A ISU. Obie obserwowały wydarzenia w milczeniu. Wtedy w głębi holu pojawiła się mu kader.

Opierała się na lasce, a na ramiona narzuciła ciemny szal. Co się dzieje? Zapytała. Dlaczego wszyscy stoją przed domem?

Au odwróciła się do niej. Hanser straciła przytomność. Mukader spojrzała na samochód. Przez szybę dostrzegła kobiecą sylwetkę na tylnym siedzeniu.

Czy to naprawdę Hanser? Tak. odpowiedziałau. Con znalazł ją na piętrze. Twarz mu kader pobladła.

Na piętrze. Co ona tam robiła? Czy z dzieckiem wszystko w porządku? Bejaza gwałtownie spojrzała na starszą kobietę.

Skąd wiesz o dziecku? Mukader natychmiast zamilkła, zdając sobie sprawę, że powiedziała zbyt wiele. O czym ty mówisz? Naciskała beje.

Jakim dziecku? Aju przeniosła zaskoczone spojrzenie z Mukader na samochód. Co nie słyszał ich rozmowy. Całą uwagę skupiał na Hanser, wrzucił bieg i nacisnął gazu.

Silnik ryknął, a potężny SUF ruszył w stronę otwierającej się bramy. Co, zawołała mu kader. Mężczyzna nawet się nie obejrzał. Koła zapiszczały na kamiennej nawierzchni.

Samochód minął bramę i zniknął na ciemnej drodze. Wewnątrz pojazdu panowała napięta cisza, przerywana jedynie odgłosem silnika i nierównym oddechem ciana. Mężczyzna co kilka sekund spoglądał w lusterko. Wytrzymaj.

Powtarzał. Już niedaleko. Światła ulicznych latarni przesuwały się po twarzy Hanser. Raz rozjaśniały jej zamknięte oczy.

Po chwili ponownie pozostawiały ją w ciemności. Co mocniej ścisnął kierownicę. Przed nimi pojawiło się czerwone światło. Rozejrzał się.

Droga była pusta. Nie zwalniając, przejechał przez skrzyżowanie. Nie obchodzi mnie, co będzie później. Mówił. Możesz na mnie krzyczeć.

Możesz powiedzieć, że znów próbuję tobą rządzić. Tylko się obudź. Z tylnego siedzenia nie dobiegła żadna odpowiedź. Nie możesz mnie teraz zostawić.

Ciągnął, a w jego głosie pojawiła się rozpacz. Nie po tym wszystkim, nie po tylu niewypowiedzianych słowach przez moment wróciło do niego wspomnienie ich ostatniej poważnej rozmowy. Hanser stała wtedy naprzeciwko niego i powiedziała, że nie boi się samotności. Boi się jedynie ponownie uwierzyć człowiekowi, który może ją zranić.

Cion zrozumiał teraz, że przez cały czas uważał, iż ma jeszcze wiele okazji, by odzyskać jej zaufanie. Jutro za tydzień, kiedy sprawy się uspokoją, kiedy znajdzie właściwe słowa, a jeśli żadnego jutra miało nie być. Hanser, posłuchaj mnie. Powiedział drżącym głosem.

Wiem, że nie zasłużyłem na twoje przebaczenie. Wiem, że zniszczyłem wszystko, co mogło być między nami dobre, ale nie pozwolę, żeby nasza historia skończyła się tej nocy. Jego oczy zaszkliły się, lecz nie mógł pozwolić sobie na łzy. Musiał widzieć drogę.

Ocalę cię. Wyszeptał. Nawet gdybym miał oddać za ciebie wszystko, w oddali pojawiły się światła szpitala. Cio nacisnął mocniej gazu.

W tym samym czasie przed posiadłością Mukader nadal stała nieruchomo, patrząc w stronę drogi, na której zniknął samochód. Bea odwróciła się do niej powoli. Powtórz to, co przed chwilą powiedziałaś. Mukader udawała, że nie rozumie.

Co takiego? Zapytałaś czy z dzieckiem wszystko w porządku? Au również spojrzała na starszą kobietę. Mukader Hanim.

Czy Hanser jest w ciąży? Cisza, która zapadła po tym pytaniu, była cięższa niż noc otaczająca posiadłość. Mukader zacisnęła palce na lasce. Teraz najważniejsze jest jej życie.

odpowiedziała wymijająco. Czyje to dziecko? Zapytała Bea. Jej głos był cichy, ale pełen narastającego gniewu.

Mukader nie odpowiedziała. Bejaza spojrzała w stronę bramy, za którą zniknął Cią. Nagle wszystkie elementy zaczęły układać się w jej głowie. Sekretne spojrzenia.

Niepokój ciana. Jego obecność w pobliżu Hanser. Sposób w jaki trzymał ją przed chwilą w ramionach. Nie wyszeptała.

To niemożliwe. Aj zrobiła krok w jej stronę. Bejza, powiedzcie mi prawdę. Krzyknęła.

Czy to dziecko Ciana? Mukader spuściła wzrok. Ta reakcja była dla Bey wystarczającą odpowiedzią. Kobieta cofnęła się, jakby ktoś uderzył ją w twarz.

Tymczasem czarny SUW zatrzymał się gwałtownie przed wejściem na szpitalny oddział ratunkowy. Cion wyskoczył zza kierownicy. Pomocy! Zawołał: “Potrzebuję lekarza.”

Dwóch sanitariuszy wybiegło z budynku z noszami. Co się stało? Straciła przytomność. Miała silne bóle i problemy z oddychaniem.

Jak długo jest nieprzytomna? Nie wiem. Znalazłem ją na podłodze kilk

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page