Hanser wyznaje Cihanowi prawdę o dziecku, lecz on jej nie wierzy. Hanser wraca do starego domu nie dlatego, że tego pragnie, lecz dlatego, że nie ma już dokąd pójść. Wyczerpana, samotna i przerażona zasypia na kanapie, nieświadoma, że za chwilę stanie przed człowiekiem, którego wciąż kocha. Kiedy Congkrywa jej obecność, budzi ją w gniewie i żąda odpowiedzi.

Jest przekonany, że kobieta została porzucona przez innego mężczyznę i wróciła do posiadłości jedynie z wyrachowania. Hanser próbuje przebić się przez mur jego złości. Ze łzami w oczach zapewnia, że nigdy go nie zdradziła, a następnie chwyta jego dłonie i przykłada je do swojego brzucha. Padają słowa, które powinny zmienić wszystko: Cą jest ojcem jej dziecka.

Jednak zamiast radości pojawiają się oskarżenia. Mężczyzna uznaje wyznanie za kolejne kłamstwo i odrzuca kobietę w najbardziej bolesnym momencie. Chwilę później Hanser obserwuje przez okno, jak CO z czułością całuje dziecko trzymane przez Beę. Widok rodziny, której sama mogła być częścią, rozdziera jej serce.

Gdy nagle dopada ją silny ból brzucha, zostaje zupełnie sama. Czy wiadomość wysłana do Melia okaże się jej jedynym ratunkiem? I co zrobi Cią, kiedy pozna prawdę, której teraz nie chciał nawet wysłuchać? Cą odrzuca Hanser i nie wierzy, że nosi jego dziecko.

Poranek nad posiadłością Develoglu był chłodny i nieprzyjemnie cichy. Niebo miało stalowo-szary kolor, a ciężkie chmury przesuwały się powoli nad dachami luksusowej rezydencji. Wiatr poruszał nagimi gałęziami drzew i rozsypywał po kamiennym podjeździe suche liście, które wirowały przez chwilę, zanim zatrzymywały się przy schodach prowadzących do głównego wejścia. Wewnątrz domu panowała pozorna cisza.

Była to jednak cisza pełna niedopowiedzianych pretensji, ukrywanych sekretów i bolesnych wspomnień. Każdy korytarz, każde zamknięte drzwi i każdy pusty pokój zdawały się przechowywać ślady wydarzeń, o których mieszkańcy rezydencji najchętniej by zapomnieli. Nagle masywne drzwi wejściowe otworzyły się i na zewnątrz wyszedł Cio. Miał na sobie długi czarny płaszcz, ciemne spodnie i starannie zapiętą koszulę.

Wyglądał elegancko i pewnie, lecz jego twarz zdradzała głębokie zmęczenie. Między brwiami pojawiła się wyraźna zmarszczka, a spojrzenie mężczyzny było nieobecne, jakby od samego rana walczył z myślami, których nie potrafił uciszyć. Zatrzymał się na najwyższym stopniu i przez krótką chwilę spoglądał przed siebie. Lecz w rzeczywistości nie widział ani samochodu stojącego na podjeździe, ani ogrodnika pracującego przy żywopłocie.

W jego pamięci ponownie pojawiła się Hanser, jej twarz, jej łzy, jej słowa. Im bardziej próbował wyrzucić ją ze swoich myśli, tym częściej wspomnienia wracały. Nie chciał przyznać nawet przed samym sobą, że jej odejście pozostawiło po sobie pustkę. Wolał nazywać ją gniewem, zdradą, rozczarowaniem, co było łatwiejsze niż przyznanie, że nadal cierpiał.

Con ruszył w stronę zaparkowanego samochodu. Jego kroki były szybkie i zdecydowane, jakby spieszył się, by uciec przed własnymi myślami. Gdy jednak znalazł się w połowie drogi, zauważył jednego z pracowników posiadłości stojącego obok niewielkiego budynku gospodarczego. Mężczyzna trzymał w dłoni pęk kluczy.

Hasan zawołał Cią, a pracownik natychmiast odwrócił się w jego stronę. “Tak, panie Cianie.” Cion podszedł bliżej i zapytał: “Gdzie jest klucz do starego domu?” Hasan zawahał się, a jego spojrzenie uciekło w stronę oddalonego budynku, który znajdował się na skraju posiadłości, częściowo ukryty za drzewami.

Stary dom od dawna nie był używany, meble przykrywała warstwa kurzu. Drewniane schody skrzypiały przy każdym kroku, a zniszczone zasłony przepuszczały niewiele światła. Miejsce to jednak nadal miało ogromne znaczenie dla rodziny, gdyż przechowywało wspomnienia, których nikt nie chciał poruszać. “Klucz jest u mnie,” odpowiedział Hasan.

Conion zmrużył oczy: “Ale co? Drzwi chyba nie są zamknięte.” “Jak to nie są zamknięte?” Hasan przełknął nerwowo ślinę: “Pani Hanser zostawiła je otwarte.” Samo imię kobiety sprawiło, że twarz Ciana nagle stężała. “Hanser, widziałem ją wczoraj wieczorem,” wyjaśnił pracownik.

“Było już ciemno. Myślałem, że ma pańską zgodę. Weszła do środka, a później światło na piętrze paliło się przez kilka godzin.” W oczach Ciana pojawił się gniew: “Dlaczego nikt mnie o tym nie poinformował?” “Nie wiedziałem, że powinienem. Pani Hanser wcześniej tutaj mieszkała. Sądziłem…” “Nie powinieneś sądzić,” przerwał mu ostrym tonem.

“Powinieneś pytać.” Hasan spuścił głowę: “Przepraszam, panie Cianie.” Cą wyciągnął rękę: “Daj mi klucz.” Pracownik bez słowa zdjął z metalowego kółka niewielki stary klucz i położył go na otwartej dłoni mężczyzny. Cion zacisnął palce.

Początkowo zamierzał wsiąść do samochodu i pojechać do firmy. Wiedział jednak, że po tym co właśnie usłyszał nie potrafiłby skupić się na żadnym spotkaniu. Obecność Hanser w Starym Domu była niczym iskra rzucona na wysuszoną trawę. Mężczyzna odwrócił się w stronę budynku.

“Panie Cianie,” odezwał się ostrożnie Hasan, “może powinienem pójść z panem?” “Nie, ale jeśli wydarzyło się coś, powiedziałem, że nie.” Cią ruszył przed siebie. Z każdym kolejnym krokiem jego gniew narastał.

Nie wiedział, czego bardziej nienawidził: tego, że Hanser wróciła bez jego zgody, czy tego, że wiadomość o jej obecności przyspieszyła bicie jego serca. “Po co wróciłaś?” pytał ją w myślach. Czy została porzucona, czy zabrakło jej pieniędzy? A może rzeczywiście wierzyła, że wystarczy kilka łez i słów, aby wszystko zostało zapomniane?

Cio nie zamierzał pozwolić, by ponownie nim manipulowała. Drzwi starego domu były lekko uchylone, a wiatr poruszał nimi, powodując ciche, rytmiczne skrzypienie. Mężczyzna wszedł do środka. Wewnątrz było zimno, a powietrze pachniało wilgotnym drewnem, kurzem i dawno niewietrzonymi pomieszczeniami.

Na podłodze znajdowały się ślady błota, które prowadziły w stronę schodów – ślady drobnych, kobiecych butów. Cong zatrzymał się przy pierwszym stopniu: “Hanser!” Odpowiedziała mu cisza. “Hanser!” – nadal nic. Zacisnął szczękę i ruszył na piętro.

Stare deski uginały się pod ciężarem jego kroków. Im bliżej był salonu, tym wyraźniej dostrzegał bladą smugę światła wpadającą przez częściowo odsłonięte okno. W końcu stanął w drzwiach pokoju. Na różowej, nieco wyblakłej kanapie spała Hanser.

Leżała zwinięta na boku, z dłońmi przyciśniętymi do brzucha. Nie miała nawet koca, jej włosy były potargane, twarz blada, a pod oczami widniały ciemne cienie. Wyglądała, jakby od wielu dni nie zaznała prawdziwego odpoczynku. Na niewielkim stoliku leżał telefon, prawie pusta butelka wody i kawałek suchego chleba.

Widok ten na moment osłabił gniew Ciana i w jego spojrzeniu pojawiło się coś przypominającego troskę. Zrobił krok do przodu, lecz natychmiast przypomniał sobie wszystko, o co ją oskarżał: jej ucieczkę, tajemnicę, mężczyznę, z którym rzekomo opuściła miasto. Troskę ponownie zastąpiła wściekłość. Podszedł do kanapy: “Hanser!” Kobieta nie zareagowała.

“Wstawaj!” – nadal spała. C chwycił ją za ramię i gwałtownie potrząsnął: “Powiedziałem: Wstawaj.” Hanser otworzyła oczy i z przerażeniem poderwała się do pozycji siedzącej. Przez kilka sekund nie rozumiała, gdzie się znajduje.

Oddychała szybko, a jej spojrzenie błądziło po pokoju. Dopiero gdy zobaczyła stojącego przed nią Ciana, znieruchomiała. “Co…?” “Nie wypowiadaj mojego imienia takim tonem.” Hanser przesunęła się na skraj kanapy: “Nie wiedziałam, że przyjdziesz.”

“Naprawdę?” zapytał ironicznie. “Włamałaś się do domu należącego do mojej rodziny, ale nie pomyślałaś, że ktoś może cię tutaj znaleźć?” “Nie włamałam się. Drzwi były otwarte.” “To ma być twoje usprawiedliwienie?”

Kobieta spuściła wzrok: “Potrzebowałam tylko miejsca na jedną noc.” “Jedną noc?” powtórzył. “Z jaką twarzą tutaj wróciłaś, Hanser?” Jego głos był coraz głośniejszy: “Czego szukasz? Pieniędzy, schronienia? A może znów chcesz odegrać przede mną rolę bezbronnej kobiety?”

“Nie chcę od ciebie pieniędzy.” “W takim razie, czego chcesz?” Hanser otworzyła usta, lecz żaden dźwięk nie wydostał się z jej gardła. Cong pochylił się nad nią: “Odpowiedz.”

Kobieta drgnęła: “Nie miałam dokąd pójść.” Na jej policzkach pojawiły się łzy. Con roześmiał się gorzko: “Nie miałaś dokąd pójść. A gdzie jest człowiek, dla którego zostawiłaś wszystko? Gdzie jest ten mężczyzna, z którym uciekłaś?”

“Nie uciekłam z żadnym mężczyzną.” “Nadal będziesz kłamać?” “To nie jest kłamstwo.” “Widziano cię!” krzyknął Cią.

“Zniknęłaś bez wyjaśnienia, ukrywałaś przede mną prawdę. Odwróciłaś się ode mnie, a teraz pojawiasz się tutaj i oczekujesz, że uwierzę w twoją niewinność.” Hanser podniosła się z kanapy: “Nie oczekuję, że zapomnisz o wszystkim w jednej chwili.” “Dobrze, bo niczego nie zapomnę.”

“Chcę tylko, żebyś mnie wysłuchał.” “Słuchałem cię wystarczająco długo.” “Nie, nigdy naprawdę mnie nie wysłuchałeś.” Słowa kobiety sprawiły, że C na moment zamilkł.

Hanser otarła łzy wierzchem dłoni: “Za każdym razem, gdy próbowałam powiedzieć ci prawdę, ktoś pojawiał się między nami. Mukader, Beyza, Nuśre… Zawsze ktoś mówił ci, co masz o mnie myśleć. Nigdy nie zapytałeś, co naprawdę czuję.” “Nie obwiniaj innych za własne decyzje.”

“Nie obwiniam ich, obwiniam siebie, ponieważ zbyt długo milczałam. Myślałam, że chronię ciebie i ludzi, których kocham. Tymczasem swoim milczeniem zniszczyłam wszystko.” “Wygodna historia.” “Cią, proszę…”

“Mężczyzna, z którym odeszłaś, porzucił cię w połowie drogi, prawda?” mówił bezlitośnie. “Zostałaś sama, bez pieniędzy i bez domu. Dopiero wtedy przypomniałaś sobie o mnie.” Hanser pokręciła głową: “Nie było żadnego mężczyzny.”

“Nie wierzę ci.” “Przysięgam.” “Twoje przysięgi nic już dla mnie nie znaczą.” Te słowa zraniły ją bardziej niż krzyk.

Kobieta objęła się ramionami, próbując powstrzymać drżenie: “Jestem zmęczona,” powiedziała cicho. “To odejdź i odpocznij gdzie indziej.” “Nie mówię o zmęczeniu po jednej nocy. Jestem zmęczona kłamstwami, oskarżeniami i udowadnianiem rzeczy, których nigdy nie zrobiłam.”

“Jestem zmęczona tym, że patrzysz na mnie jak na obcą kobietę.” “Sama wybrałaś, żeby stać się dla mnie obca.” “Nie wybrałam tego. Odeszłaś, bo nie pozostawiłeś mi żadnego innego wyjścia.”

W pokoju zapadła ciężka cisza. Cion patrzył na nią z niedowierzaniem: “Teraz to moja wina?” “Nie powiedziałam tego.” “Właśnie to powiedziałaś.”

“Powiedziałam tylko, że byłam zagubiona. Bałam się. Każdy mój krok prowadził do kolejnego problemu. Gdy próbowałam cię chronić, raniłam cię jeszcze bardziej.” Cio odwrócił wzrok: “Nie potrzebowałem twojej ochrony.”

“A ja potrzebowałam twojej.” Mężczyzna spojrzał na nią ponownie. Hanser stała przed nim blada i zapłakana. Jej głos drżał, lecz po raz pierwszy od dawna mówiła bez strachu przed konsekwencjami.

“Potrzebowałam, żebyś stanął obok mnie,” kontynuowała, “żebyś spojrzał mi w oczy i powiedział, że mi wierzysz. Tymczasem zawsze wybierałeś gniew.” “Ponieważ dawałaś mi powody do gniewu!” “A ja wybaczałam ci wszystkie chwile, kiedy mnie raniłeś. Nie próbuj teraz przedstawiać siebie jako ofiary.”

Hanser zrobiła krok w jego stronę: “Nie jestem ofiarą. Jestem kobietą, która popełniła wiele błędów, ale nigdy cię nie zdradziłam.” CON zacisnął pięści: “Dosyć.” “Kochałam tylko ciebie.”

“Zamilcz.” “Od dnia, kiedy pojawiłeś się w moim życiu, nie było w moim sercu nikogo innego.” “Powiedziałem, żebyś zamilkła.” “Żaden inny mężczyzna nigdy mnie nie dotknął.”

Cion zamarł. Słowa Hanser odbiły się echem w pustym pokoju. Kobieta podeszła jeszcze bliżej: “Spójrz na mnie, poprosiłam.” “Nie mam na co patrzeć.”

“Spójrz mi w oczy i powiedz, że naprawdę wierzysz, że mogłabym oddać się innemu mężczyźnie.” “Nie znam cię już.” “Znasz mnie lepiej niż ktokolwiek.” “Znałem kobietę, za którą byłbym gotów poświęcić wszystko. Ty nie jesteś już tą kobietą.”

Hanser zamknęła oczy, a łzy spłynęły po jej twarzy: “Nadal nią jestem,” wyszeptała, “tylko ty przestałeś ją widzieć.” Cion ruszył w stronę drzwi: “Wynoś się stąd przed moim powrotem.” Hanser nagle chwyciła go za rękę: “Zaczekaj!”

Mężczyzna wyrwał dłoń: “Nie dotykaj mnie.” “Muszę ci coś powiedzieć.” “Nie interesuje mnie nic. Co masz do powiedzenia?” “To nie dotyczy tylko mnie.”

Zatrzymał się, lecz nie odwrócił. Hanser przycisnęła dłoń do brzucha. Przez moment walczyła sama ze sobą, wiedząc, że ta chwila może zmienić wszystko. Wierzyła, że gdy Cą pozna prawdę, choć na chwilę odłoży gniew, spojrzy na nią jak dawniej i dostrzeże szczerość.

Podeszła do niego i ponownie chwyciła jego dłonie. “Co robisz?” zapytał ostro. Nie odpowiedziała, przyłożyła jego dłonie do swojego brzucha. Cą zesztywniał: “Puść mnie!” “Proszę, tylko przez chwilę nic nie mów. Hanser… to twoje dziecko.”

Mężczyzna spojrzał na nią, jakby nie zrozumiał wypowiedzianych słów: “Co powiedziałaś?” Jej głos załamał się: “Jesteś ojcem tego dziecka.” Cong gwałtownie cofnął ręce. Przez kilka sekund na jego twarzy widoczne było czyste oszołomienie.

W jego oczach pojawiło się coś, czego Hanser nie potrafiła rozpoznać: strach, nadzieja i niedowierzanie walczyły ze sobą, zanim wszystkie zostały przykryte kolejną falą gniewu. “Nie,” powiedział CO, “nie próbuj tego robić.” “Mówię prawdę.” “Jesteś kłamczynią.”

Hanser cofnęła się, jakby została uderzona: “Nie kłamie.” “Właśnie dlatego wróciłaś?” zapytał z pogardą. “Zostałaś sama i nagle przypomniałaś sobie, że możesz wykorzystać dziecko.” “Nie wykorzystuję naszego dziecka!”

“Nie nazywaj go naszym!” “Ale ono jest twoje!” “Dosyć.” Cą przeszedł kilka kroków po pokoju, oddychając ciężko.

Wiadomość o ciąży uderzyła w niego z ogromną siłą, lecz nie chciał dopuścić do siebie żadnych innych uczuć poza gniewem. Dziecko, jego dziecko… Przez krótką chwilę przed oczami pojawił mu się obraz Hanser trzymającej niemowlę oraz wspomnienie ich dawnych rozmów o rodzinie, przyszłości i wspólnym domu. Obraz był tak bolesny, że natychmiast go odrzucił.

“Myślisz, że nie rozumiem, co robisz?” zapytał. “Wiesz, że dziecko jest moim słabym punktem. Wiesz, że nie odwróciłbym się od własnego syna albo córki, dlatego wymyśliłaś te historię.” “Niczego nie wymyśliłam.”

“Masz mnie za głupca?” “Nigdy.” “Wróciłaś w chwili, kiedy nie masz już niczego: nie masz domu, pieniędzy ani człowieka, dla którego mnie zostawiłaś. Teraz próbujesz wmówić mi, że nosisz moje dziecko.”

“Nie próbuję ci niczego wmówić. To prawda.” “Prawda?” powtórzył, śmiejąc się gorzko. “Ty nie wiesz już, czym jest prawda.” “Możemy zrobić badania.”

“Nie potrzebuję żadnych badań.” “Dlaczego? Bo boisz się, że potwierdzą moje słowa?” Cong gwałtownie odwrócił się w jej stronę. “Uważaj, ja też się boję!” wykrzyknęła Hanser.

“Każdego dnia boję się o to dziecko. Nie mam bezpiecznego miejsca, nie mam pieniędzy, nie wiem, co stanie się jutro. A mimo to przyszłam tutaj, ponieważ jego ojciec ma prawo wiedzieć.” “Ojcem może być mężczyzna, z którym uciekłaś.” “Powiedziałam ci, że nie było żadnego mężczyzny!”

“Nie próbuj wrobić mnie w ojcostwo cudzego dziecka.” Hanser pobladła jeszcze bardziej: “Jak możesz tak mówić?” “Ponieważ już raz mnie oszukałaś.” “Nigdy nie zdradziłam cię ani sercem, ani ciałem.”

“Nie wierzę w ani jedno twoje słowo.” Kobieta podeszła do niego: “Spójrz na mnie, proszę. Przypomnij sobie tamtą noc. Przypomnij sobie, co było między nami.”

“To dziecko zostało poczęte z miłości, nawet jeśli później wszystko zniszczyliśmy.” C zacisnął szczękę: “Przestań.” “Byliśmy wtedy razem. Wiesz, że to możliwe.” “Zamilcz.”

“Cią, błagam, nie odrzucaj własnego dziecka tylko dlatego, że jesteś na mnie zły.” “Powiedziałem, żebyś zamilkła.” “Ono nie jest winne naszym błędom!” Krzyk Hanser wypełnił pokój.

Cion stracił panowanie nad sobą: “Wynoś się!” “Nie odejdę, dopóki mnie nie wysłuchasz.” “Wynoś się z mojego domu!” “To dziecko jest częścią ciebie.”

“Dosyć!” Mężczyzna gwałtownie ją odepchnął. Nie zamierzał zrobić jej krzywdy, chciał jedynie odsunąć ją od siebie i przerwać rozmowę, która rozrywała jego serce. Nie kontrolował jednak własnej siły.

Hanser straciła równowagę, jej noga zahaczyła o brzeg starego dywanu. Kobieta próbowała złapać się oparcia kanapy, lecz jej palce ześlizgnęły się z materiału. Upadła z impetem na podłogę, a z jej ust wydobył się stłumiony krzyk.

Przez ułamek sekundy twarz Ciana się zmieniła. Zrobił pół kroku w jej stronę, jego dłoń uniosła się, jakby chciał jej pomóc. Hanser spojrzała na niego z podłogi. W jej oczach widoczny był nie tylko ból, ale również szok.

Natychmiast objęła brzuch obiema rękami: “Moje dziecko,” wyszeptała. Te słowa ponownie uruchomiły w Cianie mechanizm obronny. Zamiast podejść, cofnął się: “Nie próbuj mną manipulować.”

Hanser nie mogła uwierzyć, że naprawdę to powiedział. “Co…?” “Zniknij stąd, zanim wrócę.” Odwrócił się i wyszedł, a jego szybkie kroki odbijały się echem na drewnianych schodach.

Nie obejrzał się ani razu. Dopiero gdy znalazł się na zewnątrz, zatrzymał się i zacisnął dłonie w pięści. Przez chwilę walczył z pragnieniem, by wrócić na górę. W jego uszach wciąż rozbrzmiewały słowa Hanser: “To twoje dziecko.”

Oddychał ciężko, próbując odzyskać kontrolę. “Kłamie,” powiedział sam do siebie, “znowu kłamie.” Jednak im częściej powtarzał te słowa, tym mniej przekonująco brzmiały.

Tymczasem Hanser nadal leżała na podłodze. Łzy spływały jej po policzkach i kapały na stary dywan, a całe ciało kobiety drżało. Najpierw próbowała usiąść, ale ostry ból przeszył jej klatkę piersiową. Zaczerpnęła gwałtownie powietrza i ponownie opadła na rękę.

“Spokojnie,” wyszeptała do siebie, “muszę się uspokoić.” Położyła dłoń na brzuchu: “Nic ci nie jest, maleństwo. Mama jest przy tobie, nie pozwolę, żeby coś ci się stało.” Nie wiedziała jednak, czy te słowa uspokajały dziecko, czy ją samą.

Z ogromnym wysiłkiem podniosła się z podłogi, podparła się o kanapę i usiadła na jej brzegu. Oddychała ciężko, przyciskając jedną dłoń do klatki piersiowej, a drugą do brzucha. Słowa Ciana nadal rozbrzmiewały w jej głowie: “Nie próbuj wrobić mnie w ojcostwo cudzego dziecka.”

Nigdy nie przypuszczała, że człowiek, którego kochała bardziej niż własne życie, może spojrzeć na nią z taką pogardą. W głębi serca wierzyła, że wyznanie prawdy zmieni jego nastawienie. Spodziewała się szoku, pytań, a nawet gniewu, lecz nie była przygotowana na całkowite odrzucenie.

“Jak mogłeś?” wyszeptała, spoglądając w stronę drzwi. “Jak mogłeś uwierzyć, że należałam do kogoś innego?” Na zewnątrz CON szybkim krokiem zmierzał w stronę samochodu.

Nie zauważył, że przed wejściem do głównej rezydencji pojawiła się Bejza. Kobieta miała na sobie elegancki płaszcz, a w ramionach trzymała niemowlę szczelnie owinięte w jasnoniebieski kocyk. Gdy dostrzegła Ciana, ruszyła w jego stronę: “Co…?” Mężczyzna zatrzymał się, a Bejza zauważyła jego napiętą twarz.

“Co się stało?” zapytała. “Dlaczego wychodzisz ze starego domu?” “Nic ważnego.” “Wyglądasz, jakbyś przed chwilą się z kimś kłócił.”

“Powiedziałem, że nic się nie stało.” Beyza nie zamierzała naciskać, bo wiedziała, że gdy CON znajdował się w takim stanie, każde pytanie mogło sprowokować kolejny wybuch. Spojrzała w stronę bramy: “Ten obcy mężczyzna nadal tam czeka.”

Cion zmarszczył brwi: “Jaki mężczyzna?” “Ten, który rano kręcił się przy bramie. Strażnik powiedział, że o kogoś pytał. Martwię się, że przyszedł wywołać skandal.”

“Porozmawiam ze strażnikami. Nie chcę, żeby ktoś poniżał cię przed pracownikami albo sąsiadami. Wiesz, jak szybko rozchodzą się plotki.” “Bejza, poradzę sobie.”

Kobieta spojrzała na niego z udawaną troską: “Wiem. Po prostu nie chcę, żeby ktokolwiek zranił twoją dumę.” Cion zerknął na dziecko. Niemowlę spało spokojnie, nieświadome napięcia panującego między dorosłymi.

“Jest zimno,” powiedział łagodniejszym tonem, “zabierz go do środka.” “Dopiero wyszliśmy.” “Wiatr jest silny, nie powinien tutaj przebywać.”

Bejaza poprawiła kocyk: “Martwisz się o niego?” “Oczywiście, że się martwię.” “W takim razie czegoś zapomniałeś.” C spojrzał na nią pytająco, a na twarzy Bey pojawił się delikatny uśmiech: “Dziś rano jeszcze go nie pocałowałeś.”

Przez chwilę mężczyzna milczał. Następnie pochylił się nad niemowlęciem i ostrożnie dotknął ustami jego główki. Jego twarz złagodniała: “Śpij spokojnie,” powiedział cicho.

Beyza obserwowała go z satysfakcją, wiedząc, jak ważne było dla niego dziecko. Wiedziała również, że właśnie ten obraz powinien widzieć każdy, kto próbowałby wkroczyć pomiędzy nich. Nie miała pojęcia, że kilka metrów dalej za szybą starego domu stała Hanser.

Kobieta znalazła w sobie wystarczająco dużo siły, by podejść do okna. Jedną dłonią opierała się o parapet, drugą nadal trzymała na brzuchu. Widziała wszystko: Ciana pochylającego się nad dzieckiem, Bejzę stojącą przy nim jak żona i matka tworząca z nim szczęśliwą rodzinę. Czuły pocałunek, łagodność, której dla niej przed chwilą zabrakło.

Hanser poczuła, jakby coś pękło w jej sercu. “Potrafisz kochać dziecko?” wyszeptała. “Tylko nie potrafisz uwierzyć, że moje również jest twoje.” Nie zazdrościła niemowlęciu czułości, bo żadne dziecko nie było winne błędom dorosłych.

Bolało ją jednak, że Cią potrafił w jednej chwili przejść od brutalnego odrzucenia jej nienarodzonego dziecka do delikatnego pocałunku złożonego na głowie innego niemowlęcia. Cong wyprostował się i powiedział coś do Bejzy, lecz Hanser nie słyszała słów przez zamknięte okno. Widziała jedynie, jak mężczyzna kieruje się do samochodu.

Otworzył drzwi, wsiadł za kierownicę i uruchomił silnik. Przez chwilę siedział nieruchomo – być może zastanawiał się, czy spojrzeć w stronę starego domu. Ostatecznie tego nie zrobił.

Samochód ruszył, a Beyza stała na podjeździe i odprowadzała go wzrokiem, kołysząc dziecko w ramionach. Dopiero gdy pojazd zniknął za bramą, odwróciła się w stronę rezydencji. Hanser cofnęła się od okna.

Nagle jej twarz wykrzywił grymas bólu, ostry skurcz przeszył podbrzusze. Kobieta chwyciła się parapetu, ale jej nogi odmówiły posłuszeństwa. Zrobiła dwa chwiejne kroki w stronę kanapy, po czym osunęła się na kolana, nawet nie jęcząc.

“Proszę, nie teraz…” Objęła brzuch obiema rękami i pochyliła się do przodu. Ból był tak silny, że na moment zabrakło jej tchu, a przed oczami pojawiły się ciemne plamy. Hanser próbowała nabrać powietrza, lecz każdy oddech powodował kolejne ukłucie w klatce piersiowej.

“Maleństwo, zostań ze mną…” W pokoju nie było nikogo, kto mógłby ją usłyszeć: Cią odjechał, pracownicy znajdowali się daleko, a Beyza wróciła do rezydencji. Hanser była całkowicie sama.

Przez kilka minut klęczała przy kanapie, czekając, aż ból choć trochę ustąpi. Kiedy w końcu zdołała się wyprostować, chwyciła oparcie i powoli podniosła się z podłogi. Usiadła, drżąc na całym ciele.

Telefon leżał na stoliku tuż obok, lecz nawet sięgnięcie po niego wymagało ogromnego wysiłku. Wyciągnęła rękę, ale za pierwszym razem jej palce nie dosięgły urządzenia. “Jeszcze trochę,” powiedziała do siebie.

Przesunęła się bliżej krawędzi kanapy i w końcu chwyciła telefon, którego ekran rozświetlił jej zapłakaną twarz. Przez moment zastanawiała się, do kogo zadzwonić. Nie mogła wezwać Ciana, bo po tym co wydarzyło się przed chwilą, prawdopodobnie nie odebrałby telefonu.

Nie chciała również dzwonić do Cemila ani Deryi, wiedząc, że ich życie już teraz było pełne problemów. Pozostał Melich – człowiek, który wielokrotnie okazywał jej życzliwość, nie oczekując niczego w zamian. Hanser wpisała nowy numer.

Jej dłonie drżały tak mocno, że kilka razy nacisnęła niewłaściwą cyfrę. W końcu zapisała kontakt pod imieniem Melich i wpatrywała się w ekran. Nie chciała go przestraszyć ani przyznać, że znajduje się w starym domu i właśnie została odrzucona przez Ciana.

Postanowiła więc wysłać zwyczajną wiadomość, jakby wszystko było w porządku. Nacisnęła ikonę nagrywania: “Halo, Melich,” zaczęła, próbując opanować drżenie głosu. “To mój nowy numer. Zapisz go, proszę.”

Przerwała i wzięła głęboki oddech: “Idę później zrobić zdjęcia u fotografa. Gdybyś czegoś potrzebował, napisz do mnie.” Zawahała się, chcąc dodać: “A jeśli nie odezwę się przez dłuższy czas, przyjedź po mnie.”

Nie zrobiła tego. Zakończyła nagranie i nacisnęła przycisk wysyłania. Wiadomość zniknęła z ekranu, a obok niej pojawił się mały znak potwierdzający dostarczenie.

Hanser opuściła telefon na kolana: “Dlaczego nawet teraz kłamie, że wszystko jest dobrze?” zapytała samą siebie. W pokoju znów zapanowała cisza, a kobieta wpatrywała się w imię Melia na ekranie. W głębi serca miała nadzieję, że mężczyzna usłyszy w jej głosie coś niepokojącego i zrozumie, iż wiadomość nie była zwyczajną informacją o zmianie numeru.

Ponownie dotknęła brzucha: “Twój ojciec jest teraz bardzo zły,” szepnęła do dziecka. “Nie wie, co mówi. Nie zna całej prawdy.” Po chwili jej głos się załamał: “A może po prostu nie chce jej znać?”

Zamknęła oczy i przypomniała sobie chwilę, w której przyłożyła dłonie Ciana do brzucha. Przez ułamek sekundy widziała w jego oczach poruszenie i była pewna, że coś poczuł – może nie ruch dziecka, bo było na to zbyt wcześnie, ale ciężar prawdy, której tak bardzo się obawiał. “On cię pokocha,” powiedziała cicho.

“Kiedyś zrozumie. Musi zrozumieć.” Nie była jednak pewna, czy wypowiada obietnice, czy błaga los o litość. Tymczasem samochód Ciana oddalał się od posiadłości, a mężczyzna trzymał dłonie mocno zaciśnięte na kierownicy.

Jechał szybciej niż zwykle, prawie nie zwracając uwagi na drogę. Przed oczami nadal miał Hanser leżącą na podłodze. Wiedział, że ją odepchnął i że mogła się zranić.

Co kilka sekund jego prawa dłoń przesuwała się w stronę telefonu, jakby zamierzał zadzwonić do Hasana i polecić mu sprawdzenie starego domu. Za każdym razem jednak cofał rękę: “To tylko kolejna gra,” powtarzał. “Gdybym wrócił, dałbym jej dokładnie to, czego chce.”

Ale inny głos w jego wnętrzu pytał: “A jeśli mówi prawdę?” Przyspieszył, próbując zagłuszyć tę myśl odgłosem silnika. Nie wiedział jeszcze, że jego gwałtowne odrzucenie może mieć konsekwencje, których nie będzie potrafił cofnąć.

Nie wiedział, że Hanser walczy właśnie z bólem w całkowitej samotności. Nie wiedział również, że wysłana do Melia krótka wiadomość może stać się jedynym śladem prowadzącym do kobiety, która w tym momencie najbardziej potrzebowała pomocy. W starym domu telefon Hanser nagle zawibrował. Kobieta otworzyła oczy, a na ekranie pojawiła się odpowiedź.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Marcin Kwaśny jest bratem prezydenta popularnego miasta. Oto co wyjawił

Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat” Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat”, by opowiedzieć o swoim debiυcie reżyserskim, którym jest film “Odzyskaпy”. Towarzyszyła mυ…

Odrzucony posiłek i wyznanie wobec braku wyboru Gdy Gülsüm przychodzi do salonu z powiadomieniem o kolacji przygotowanej z inicjatywy Beyzy, Cihan w chłodnych słowach odrzuca posiłek i…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page