Cemil podszedł do niej:

— Właśnie dlatego nie możesz ciągle uciekać. — Ja nie uciekam! — Uciekasz przed nim, przed prawdą i przed własnymi uczuciami! — A co mam zrobić?! — Hancer uderzyła dłonią w swoją pierś. — Mam stanąć przed nim i powiedzieć: „Spójrz, Cihan, noszę pod sercem twoje dziecko, ale ty masz żonę i wychowujesz inne niemowlę”? Mam błagać, żeby do mnie wrócił?! Mam zniszczyć wszystko, co jeszcze zostało?!

Cemil chwycił ją za ramiona:

— Nie mówię, że masz błagać. Mówię, że on powinien znać prawdę.

Hancer odtrąciła jego dłonie:

— Prawda nie zawsze naprawia życie! Czasem niszczy je do końca! — To także jego dziecko! — To moje dziecko! — zawołała, kładąc dłonie na brzuchu. — To ja budzę się każdej nocy ze strachem, czy wszystko jest w porządku! To ja czuję każdy ból! To ja będę musiała odpowiedzieć kiedyś na pytanie, dlaczego jego ojca nie było przy nim! — Właśnie dlatego powinnaś mu powiedzieć… — A może chcę ochronić moje dziecko przed człowiekiem, który już raz mnie zostawił?!

Cemil cofnął się, jakby te słowa uderzyły również w niego:

— Cihan popełnił błędy, ale nie sądzę, żeby świadomie porzucił własne dziecko. — Ty nie sądzisz, Hancer? — roześmiała się przez łzy. — Wszyscy tak dobrze znacie jego serce! Tylko ja, kobieta, która go kochała, najwyraźniej niczego o nim nie wiem! — Nie powiedziałem tego. — Ale to właśnie myślisz! Uważasz, że jestem uparta, niewdzięczna i nierozsądna! — Uważam, że jesteś zraniona. — Jestem zraniona przez ludzi, którzy wciąż powtarzają, że chcą mojego dobra! — Łzy popłynęły po jej policzkach.

Cemil wyciągnął ręce, ale tym razem nie odważył się jej dotknąć:

— Hancer… — Zostaw mnie. — Nie mogę zostawić cię samej w takim stanie. — Właśnie tego potrzebuję! Samotności, ciszy… Chociaż przez chwilę chcę nie słyszeć imienia Cihana!

Cemil spojrzał na nią ze smutkiem:

— Możesz nie wypowiadać jego imienia, ale ono nadal jest w twoim sercu.

Hancer odwróciła twarz:

— Wyjdź. — Hancer, proszę… — Bracie, wyjdź, zanim powiem coś, czego oboje będziemy żałować.

Cemil przez moment się wahał, w końcu skinął głową i ruszył w stronę drzwi. Zanim wyszedł, spojrzał jeszcze na siostrę:

— Nie musisz walczyć sama, nawet jeśli teraz nie chcesz w to wierzyć.

Kiedy drzwi się zamknęły, Hancer opadła na kanapę i zakryła twarz dłońmi, pozwalając sobie na płacz, którego nie była już w stanie powstrzymać.

Napięcie w gabinecie Cihana

W tym samym czasie w nowoczesnym biurze Cihana panowała zupełnie inna atmosfera. Przez ogromne okna rozciągał się widok na miasto, lecz właściciel gabinetu nie zwracał na niego uwagi. Cihan stał przy biurku, opierając dłonie o jego blat. Naprzeciwko niego siedziała Derya. Kobieta założyła nogę na nogę i patrzyła na niego z uśmiechem, który miał być swobodny, lecz w rzeczywistości ukrywał zdenerwowanie.

— Nie rozumiem, dlaczego robisz z tego tak wielki problem — powiedziała. — Przyszłam tylko porozmawiać. — Nie prosiłem cię o rozmowę. — Ale jej potrzebujesz.

Cihan uniósł wzrok:

— Nie mów mi, czego potrzebuję. — Ktoś musi. Od miesięcy wszyscy chodzą wokół ciebie na palcach. — Przyszłaś tutaj rozmawiać o Hancer? — Przyszłam, ponieważ widzę, co się z nią dzieje. — I sądzisz, że masz prawo opowiadać mi o jej życiu bez jej zgody?

Derya wzruszyła ramionami:

— Gdyby podejmowała rozsądne decyzje, nie musiałabym tego robić.

Cihan wyprostował się powoli. Jego twarz natychmiast stwardniała:

— Uważaj na słowa. — Dlaczego? Bo powiem prawdę? Hancer cierpi, a jednocześnie robi wszystko, żeby cierpieć jeszcze bardziej. — Hancer ma prawo decydować o sobie. — Naprawdę? — zakpiła Derya. — Teraz nagle tak bardzo szanujesz jej decyzje?

Cihan obszedł biurko:

— Nie przyszłaś tutaj, żeby jej pomóc. Chcesz coś osiągnąć. — Oczywiście. Chcę, żeby przestała być ciężarem dla mnie i Cemila.

W gabinecie zapadła cisza. Derya zrozumiała, że powiedziała za dużo, ale było już za późno. Cihan pochylił się nad nią:

— Powtórz to. — Nie zrozumiałeś mnie… — Doskonale cię zrozumiałem. — Chodziło mi o to, że Hancer potrzebuje własnego życia. Nie może wiecznie mieszkać z nami, płakać, odmawiać jedzenia i traktować całego świata jak wroga. — Jeżeli jej obecność jest dla ciebie problemem, powinnaś powiedzieć to Cemilowi, a nie przychodzić do mnie. — Cemil jej nie wyrzuci, jest jej bratem. Cokolwiek zrobi, zawsze ją usprawiedliwi. — I co według ciebie mam zrobić ja?

Derya uśmiechnęła się znacząco:

— Zabrać ją.

Szczęka Cihana napięła się:

— Nie jest przedmiotem, który można przenosić z jednego domu do drugiego. — Ale ty jesteś jedynym człowiekiem, którego posłucha. — Nie masz pojęcia, o czym mówisz. — Wiem, że nadal cię kocha. — Dosyć! — I wiem, że ty nadal kochasz ją.

Cihan uderzył dłonią w biurko:

— Powiedziałem: dosyć!

Derya drgnęła, lecz szybko odzyskała pewność siebie:

— Możesz krzyczeć, ale prawda się od tego nie zmieni.

Cihan wskazał palcem na drzwi:

— Wyjdziesz stąd i nigdy więcej nie będziesz wykorzystywać Hancer do swoich planów. — Moich planów?! Ja próbuję ratować tę rodzinę! — Ty próbujesz pozbyć się kobiety, która ci przeszkadza. — Nie znasz mnie. — Znam ludzi takich jak ty. Najpierw nazywają egoizm troską, później manipulację pomocą, a na końcu oczekują wdzięczności.

Derya wstała:

— Grozisz mi? — Ostrzegam cię. Jeżeli skrzywdzisz Hancer, jeżeli wywrzesz na nią presję albo użyjesz jej dziecka przeciwko niej, odpowiesz przedemną.

Kobieta pobladła:

— Jakiego dziecka?

Cihan spojrzał na nią podejrzliwie. Przez krótką chwilę oboje milczeli. Derya odwróciła wzrok, ale jej reakcja nie uszła jego uwadze.

— Co przede mną ukrywasz? — zapytał. — Nic. — Kłamiesz! — Nie wiem, dlaczego wspomniałeś o dziecku.

Cihan zrobił krok w jej stronę:

— Powiedziałem to ogólnie, ale twoja twarz zdradziła, że pomyślałaś o czymś konkretnym. — Widzisz tajemnice tam, gdzie ich nie ma! — Derya, jeżeli wiesz coś o Hancer… — Nie wiem niczego! — Nie wierzę ti. — To twój problem. — Derya rozłożyła teatralnie ręce i uśmiechnęła się szeroko. — Skoro jesteś tak pewny, że wszyscy wokół ciebie kłamią, może powinieneś sam zapytać Hancer?

Ruszyła w stronę drzwi, lecz zanim wyszła, zatrzymała się tuż obok niego:

— Tylko przygotuj się na to, że odpowiedź może ci się nie spodobać.

Drzwi zamknęły się z cichym trzaskiem. Cihan pozostał nieruchomy. Wpatrywał się w miejsce, w którym przed chwilą stała Derya, czując narastający niepokój.

Groźba w sypialni Mukadder

W rezydencji Develioglu Fadime siedziała na brzegu łóżka Mukadder. Starsza kobieta była blada i osłabiona. Jej dłonie drżały tak mocno, że nie potrafiła samodzielnie utrzymać szklanki.

— Proszę wypić jeszcze trochę — powiedziała łagodnie Fadime. — Lekarz mówił, że nie może pani przyjmować lekarstw na pusty żołądek.

Mukadder wypiła niewielki łyk mleka i odwróciła głowę:

— Nie mogę więcej. — Chociaż odrobinę… — Powiedziałam, że nie mogę!

Fadime nie nalegała. Odstawiła szklankę, a następnie poprawiła poduszkę za plecami chorej. Wtedy drzwi sypialni otworzyły się bez pukania. W progu stanął Nusret. Na jego widok twarz Mukadder natychmiast się zmieniła — w jej oczach pojawił się strach.

— Fadime — powiedział mężczyzna. — Zostaw nas.

Opiekunka spojrzała na Mukadder:

— Ale pani nie czuje się najlepiej… — Powiedziałem, żebyś wyszła! — Fadime… — wyszeptała Mukadder.

Nusret przeniósł wzrok na służącą:

— Nie zmuszaj mnie, żebym powtarzał.

Fadime wstała i niechętnie opuściła pokój, zamykając za sobą drzwi. Nusret zbliżył się do łóżka.

— Wyglądasz coraz gorzej — stwierdził. — Starość nie jest łaskawa. — Czego chcesz? — Przyszedłem sprawdzić, czy pamiętasz naszą rozmowę.

Mukadder zaczęła ciężej oddychać:

— Nie zrobię tego. — Zrobisz. — Cihan jest moim synem! Nie będę dłużej go okłamywać!

Nusret pochylił się nad nią:

— Okłamywałaś go przez całe życie. Jedno kłamstwo więcej nie zrobi różnicy. — To zaszło za daleko! — Zaszło dokładnie tam, gdzie miało zajść. — Beyza nie może być matką tego dziecka! Oboje wiemy, do kogo ono należy!

Nusret chwycił poręcz łóżka:

— Uważaj. — Yonca jest jego matką! — powiedziała Mukadder, walcząc z oddechem. — Odebraliście jej syna! Zmusiliście mnie, żebym milczała! — A dzięki temu twoja rodzina nadal istnieje. — To nie jest rodzina! To więzienie zbudowane z kłamstw!

Nusret uśmiechnął się chłodno:

— Dopóki Cihan wierzy, że dziecko jest Beyzy, wszystko pozostanie na swoim miejscu. Ty także. — Powiem mu prawdę! — Nie powiesz. — Nie boję się ciebie!

Nusret wyprostował się i powoli odchylił połę marynarki. Za paskiem spodni ukryty był pistolet. Mukadder spojrzała na broń, a jej usta zadrżały.

— Być może nie boisz się o siebie — powiedział Nusret. — Ale pomyśl o Cihanie, o Sinem, o małej Mine… Wypadki zdarzają się każdego dnia.

Mukadder złapała się za klatkę piersiową:

— Jesteś potworem! — Jestem człowiekiem, który chroni interesy swojej rodziny. — Niszczyłeś wszystkich, których dotknąłeś! — A mimo to nadal żyję. — Nusret zasłonił broń. — Odpoczywaj. Potrzebujesz sił, żeby dalej milczeć.

Kiedy wyszedł, Mukadder została sama. Próbowała zawołać Fadime, lecz z jej gardła wydobył się jedynie słaby jęk. Łzy napłynęły jej do oczu. Zacisnęła dłoń na pościeli, usiłując uspokoić szalejące serce.

Niepokojące wieści i poszukiwania

W skromnym domu ojca Sinem panowała cisza. Mahmut siedział na kanapie obok starszej kobiety w hidżabie. Mówił spokojnie, lecz jego głos przepełniała troska.

— Nie chcę, żeby Sinem cierpiała — powiedział. — Już raz zaufała niewłaściwemu człowiekowi. — Melih nie jest taki jak tamten — odpowiedziała kobieta. — Widać, jak na nią patrzy. — Uczucia nie wystarczą. — Ale bez uczuć żadne małżeństwo nie przetrwa.

Mahmut spuścił wzrok:

— Rodzina Cihana nigdy go nie zaakceptuje. — Być może nie chodzi o ich zgodę. — Dla Sinem chodzi. Ona kocha brata, nawet jeśli się z nim kłóci. Nie będzie szczęśliwa, wiedząc, że małżeństwo z Melichem rozdzieliło ich na zawsze.

Kobieta westchnęła:

— Dzieci dorastają, Mahmut. W pewnym momencie muszą wybrać własną drogę.

Mahmut pokiwał głową, ale w jego oczach pozostał niepokój.

Kilka godzin później siedział już przy małym stoliku na postoju taksówek. Naprzeciwko niego znajdował się Melih. Mężczyźni pili herbatę, rozmawiając o Sinem.

— Przyjdę do twojego domu oficjalnie — zapewnił Melih. — Nie chcę robić niczego za plecami rodziny. — Cihan nie zaakceptuje tego. — Wiem. — Więc dlaczego nadal próbujesz?

Melih spojrzał mu prosto w oczy:

— Bo nie kocham jego zgody. Kocham Sinem.

Mahmut po raz pierwszy tego dnia lekko się uśmiechnął. W tym momencie podszedł do nich jeden z taksówkarzy.

— Melih, szukała cię jakaś kobieta — powiedział. — Młoda, z długimi ciemnymi włosami. Wyglądała na zdenerwowaną. — Hancer? — zapytał Melih. — Chyba tak. Powiedziała, że musi gdzieś natychmiast jechać. Wsiadła do taksówki Hakana.

Melih wstał:

— Dokąd pojechali? — Do centrum. Ale chwilę później Hakan zadzwonił, że musiał zjechać na stację, bo kobieta źle się czuła.

Mahmut natychmiast sięgnął po telefon:

— Zadzwoń do niej!

Melih próbował, lecz telefon Hancer był wyłączony:

— Nie odpowiada. — Jedź jej szukać — polecił Mahmut. — Ja zadzwonię do Cemila.

Kolejna burza w domu i konfrontacja z Deryą

Derya wróciła do mieszkania, roztrzęsiona po rozmowie z Cihanem. Zaledwie zdjęła płaszcz, gdy z salonu wyszedł Cemil:

— Gdzie byłaś? — Na mieście. — Nie kłam! — Nie jestem dzieckiem, żeby się przed tobą tłumaczyć!

Cemil wskazał na jasne pudełko leżące na stole:

— Co to jest?

Derya zerknęła na pudełko i pobladła:

— Nic ważnego. — Znalazłem je w twojej torbie. — Grzebałeś w moich rzeczach?! — To test ciążowy. — Derya milczała. — Hancer jest w ciąży? — zapytał Cemil. — Nie wiem. — Derya, nie krzycz na mnie! Odpowiedz! — Tak! — wybuchła. — Jest w ciąży! Zadowolony?!

Cemil cofnął się oszołomiony:

— Dlaczego mi nie powiedziałaś? — Bo ona tego nie chciała! A mimo to pobiegłeś do Cihana! — Ktoś musiał coś zrobić! — Obiecałaś jej milczenie! — Mam dość jej obietnic, jej płaczu i problemów! Nasz dom obraca się tylko wokół Hancer!

Cemil spojrzał na żonę z niedowierzaniem:

— Więc właśnie o to chodzi? Chcesz, żeby odeszła? — Chcę odzyskać własne życie! — Kosztem mojej siostry?! Twoja siostra jest sama, w ciąży i przerażona! — Nie byłaby sama, gdyby przestała zachowywać się jak męczennica i powiedziała Cihanowi prawdę! — To jej decyzja! — I zła decyzja! Nie masz prawa jej zdradzać!

Derya chwyciła płaszcz i torebkę:

— Skoro tak bardzo ją kochasz, mieszkaj sobie z nią! Ja nie zamierzam dłużej uczestniczyć w tym szaleństwie! — Dokąd idziesz?! — Tam, gdzie nie będę musiała słuchać twoich oskarżeń!

Trzasnęła drzwiami tak mocno, że stojąca na półce filiżanka zadrżała. Kilka minut później Derya znalazła się w mieszkaniu Hancer. Weszła bez zaproszenia i natychmiast zaczęła mówić:

— Musisz iść do Cihana.

Hancer spojrzała na nią zmęczonym wzrokiem:

— Nie. — Nawet mnie nie wysłuchałaś! — Wiem, co chcesz powiedzieć. On ma prawo wiedzieć, ty nie masz prawa mu mówić. — Jeszcze tego nie zrobiłam. — Ale byłaś u niego! — Derya zamilkła. — Skąd wiem? Cemil mi powiedział. — Cemil zawsze wszystko psuje! — Nie obwiniaj mojego brata za własne decyzje!

Derya usiadła obok niej:

— Posłuchaj mnie, Cihan nadal cię kocha. Widziałam jego twarz, gdy wypowiedziałam twoje imię. — Nie interesuje mnie jego twarz! — Hancer zacisnęła dłonie. — Nawet jeśli coś do mnie czuje, to niczego nie zmienia. Ma żonę, ma dziecko… — Dziecko, które może nawet nie być jego!

Hancer spojrzała na nią gwałtownie:

— Co powiedziałaś?

Derya zrozumiała, że ponownie posunęła się za daleko:

— Wszyscy w tej rodzinie coś ukrywają, nie bądź naiwna. — Nie wykorzystuj plotek, żeby mną manipulować! — Próbuję otworzyć ci oczy! — Moje oczy są otwarte, to dlatego nie chcę tam wracać! — A twoje dziecko nie zasługuje na ojca? — Nie używaj mojego dziecka przeciwko mnie! — Hancer wstała. — Wyjdź. — Jeszcze nie skończyłam! — Ja skończyłam! — Hancer, jeżeli teraz odrzucisz Cihana, później możesz żałować! — Żałuję już wystarczająco wielu rzeczy. Najbardziej tego, że ufałam ludziom, którzy mówili, że chcą mojego dobra.

Derya wyjęła z torebki telefon:

— Zostawiłaś go u nas. — Położyła urządzenie na stole. — Kiedy zmienisz zdanie, zadzwoń do niego. — Nie zmienię.

Derya prychnęła i wyszła. Hancer została sama. Przez długą chwilę patrzyła na telefon, aż ekran nagle się rozświetlił. Pojawiła się wiadomość od Cihana: „Musimy porozmawiać. Przyjdź do biura, proszę.”

Bolesne spotkanie w gabinecie

Hancer długo wahała się przed wejściem do gabinetu Cihana. Kiedy w końcu otworzyła drzwi, zobaczyła Deryę stojącą przy jego biurku. Kobieta trzymała Cihana za ramię i z szerokim uśmiechem próbowała namówić go do wyjścia. Na widok Hancer natychmiast cofnęła dłoń.

— Hancer… nie wiedziałam, że przyjdziesz. — Widzę.

Derya poprawiła sweter:

— Właśnie wychodziłam.

Minęła ją szybko i opuściła gabinet. Cihan oraz Hancer pozostali sami. Mężczyzna przez dłuższą chwilę patrzył na nią w milczeniu. W jego oczach było tyle pytań, że Hancer nie potrafiła wytrzymać tego spojrzenia.

— Dlaczego mnie wezwałeś? — zapytała.

Cihan usiadł za biurkiem i ukrył twarz w dłoniach, jakby próbował zebrać siły:

— Derya powiedziała kilka rzeczy. — Derya mówi zbyt wiele. — Zapytałem, czy wie coś o tobie. Przestraszyła się, gdy wspomniałem o dziecku.

Serce Hancer zamarło:

— O jakim dziecku? — Właśnie tego próbuję się dowiedzieć. — Nie rozumiem.

Cihan podniósł się:

— Hancer, spójrz na mnie. — Nie zrobiła tego. — Spójrz na mnie — powtórzył łagodniej.

Powoli uniosła wzrok. W jednej chwili oboje przypomnieli sobie inne spotkanie — korytarz, na którym Cihan chwycił ją za ramiona, pełen desperacji i bólu. „Nie odchodź” — błagał wtedy. „Możesz mnie nienawidzić, ale nie znikaj.” Przyciągnął ją do siebie tak mocno, jakby tylko ten uścisk powstrzymywał świat przed rozpadem. Hancer płakała w jego ramionach, a on gładził ją po włosach, powtarzając, że wszystko naprawi.

Teraz stali kilka kroków od siebie, oddzieleni biurkiem, przeszłością i małżeństwem Cihana.

— Czy jest coś, co powinnam mi powiedzieć? — zapytał.

Hancer przełknęła ślinę:

— Nie. — Nie wierzę ti. — To nie mój problem. — Jesteś chora? — Nie. — Ktoś ti grozi? — Nie! — Więc dlaczego Derya zachowuje się tak, jakby znała tajemnicę, która dotyczy nas obojga? — Zapytaj ją. — Pytam ciebie! — Jego podniesiony głos sprawił, że drgnęła. Cihan natychmiast tego pożałował. — Przepraszam — powiedział. — Nie chciałem krzyczeć. — Właśnie dlatego nie powinniśmy rozmawiać. — Nie możesz ciągle przede mną uciekać! — Nie uciekam! Próbuję przeżyć! — Bez mnie? — Tak.

To jedno słowo zraniło go bardziej niż krzyk. Cihan odwrócił się, żeby ukryć łzy. Przetarł oczy:

— Czasami myślę, że gdybym wtedy zatrzymał cię choć minutę dłużej, wszystko wyglądałoby inaczej. — Nie wyglądałoby. — Skąd wiesz? — Bo nie brakowało nam czasu. Brakowało nam zaufania. — Nadal cię kocham.

Hancer zamknęła oczy:

— Nie mów tego. — To prawda. — Masz żonę. — Małżeństwo nie sprawiło, że przestałem cię kochać. — Ale sprawiło, że nie masz prawa mi tego mówić! — Odwróciła się i ruszyła do wyjścia. — Hancer… — Zatrzymała się, lecz nie spojrzała za siebie. — Gdybyś miała dziecko… — zaczął Cihan. — Gdyby istniało coś, co łączyłoby nas na zawsze, powiedziałabyś mi?

Dłoń Hancer spoczęła na klamce:

— Nie wiem.

Wyszła, pozostawiając Cihana samego. Mężczyzna opadł na fotel, a wspomnienie jej ciała w jego ramionach wróciło z całą siłą. Otarł łzy, lecz pojawiały się kolejne.

Płacz dziecka i zazdrość Beyzy

W rezydencji płacz niemowlęcia rozchodził się po całym piętrze. Beyza, ubrana w zieloną sukienkę z białym kołnierzykiem, usiłowała nakarmić dziecko.

— No już, przestań! — mówiła nerwowo. — Masz mleko, dlaczego nie pijesz?!

Niemowlę odwracało głowę i płakało coraz głośniej. Fadime wyciągnęła ręce:

— Może jest zmęczony? Proszę pozwolić, spróbuję go uspokoić. — Nie! — warknęła Beyza. — Jestem jego matką!

Do pokoju wszedł Cihan. Jego twarz była zmęczona po spotkaniu z Hancer.

— Co się dzieje? — Nic — odpowiedziała Beyza. — Dziecko płacze. Niemowlęta płaczą.

Cihan spojrzał na Fadime:

— Zostaw nas. — Proszę pana… — Powiedziałem, żebyś wyszła!

Fadime posłusznie opuściła pokój. W sąsiednim pomieszczeniu, ukryta za firanką, siedziała Yonca. Kuliła się na kanapie, ściskając w dłoni dziecięcy smoczek. Słysząc płacz syna, zasłaniała usta, żeby nikt nie usłyszał jej szlochu.

W pokoju dziecięcym Cihan podszedł do Beyzy:

— Daj mi go. — Nie, Beyza! Dziecko nie może złapać oddechu! — Powiedziałam, że sobie poradzę!

Cihan odebrał jej niemowlę i przytulił do piersi. Zaczął powoli kołysać malucha. Płacz nie ustał od razu, ale stopniowo stawał się cichszy. Beyza obserwowała ich z rosnącą złością.

— Przy niej też byłeś taki cierpliwy?

Cihan znieruchomiał:

— O kim mówisz? — Dobrze wiesz! O Hancer! — Nie wypowiadaj jej imienia. — Dlaczego? Boli cię?! — Ostrzegam cię! — Nadal ją kochasz, prawda? — Beyza… — Widziałam cię dzisiaj! Wróciłeś z biura ze łzami w oczach! Była tam! — Cihan nie odpowiedział. — Była! — zawołała. — Spotkałeś się z nią za moimi plecami!

Dziecko ponownie zaczęło płakać.

— Ciszej — powiedział Cihan. — Przerażasz niemowlę. — Nie rozkazuj mi! To moje dziecko!

Cihan spojrzał na nią chłodno:

— Matką nie zostaje się przez powtarzanie tych słów.

Beyza pobladła:

— Co chcesz przez to powiedzieć?! — Chcę powiedzieć, że od wielu dni nie interesowałaś się nim, a teraz traktujesz go jak narzędzie w kłótni. Zabierasz go ode mnie, bo myślisz o dziecku, które mógłbyś mieć z Hancer!

Cihan zbliżył się do niej:

— Nigdy więcej nie używaj imienia Hancer, żeby mnie prowokować! — Odpowiedz! Gdyby wróciła, zostawiłbyś mnie?! — Uważaj na to, co mówisz. — Czy nadal chcesz z nią być?!

Cihan patrzył na Beyzę, lecz ostatecznie odwrócił się i wyszedł z dzieckiem. Beyza została sama. Z wściekłością strąciła butelkę ze stolika, a mleko rozlało się po dywanie.

Zniknięcie Hancer i pościg

Kiedy Cemil wrócił do domu, Derya czekała na niego w salonie.

— To wszystko twoja wina! — krzyknęła, zanim zdążył zdjąć marynarkę. — Co znowu zrobiłem? — Powiedziałeś Hancer, że byłam u Cihana! — Miała prawo wiedzieć! — Teraz mnie nienawidzi! — Sama do tego doprowadziłaś.

Derya rozejrzała się po mieszkaniu:

— Dlaczego jest tak cicho? — Hancer pewnie odpoczywa.

Derya ruszyła do jej pokoju. Po chwili wróciła blada:

— Nie ma jej! — Może wyszła na spacer? — Płaszcz zniknął! Torebki też nie ma! — Derya otworzyła drzwi na korytarz: — Hancer! — zawołała. Odpowiedziała jej cisza. Podbiegła do okna, nerwowo wypatrując dziewczyny na ulicy. — Zniknęła! — krzyknęła. — Znowu ją porwali! — Przestań panikować. — To przez ciebie! — zaczęła bić Cemila pięściami w klatkę piersiową. — Puściłeś ją samą! Jest w ciąży, mogło jej się coś stać!

Cemil złapał żonę za nadgarstki:

— Uspokój się, zadzwonię do niej!

Telefon Hancer był wyłączony. W tej samej chwili zadzwonił Mahmut:

— Cemil, Melih szuka Hancer. Podobno źle się czuła i pojechała w stronę centrum.

Twarz Cemila straciła kolor:

— Gdzie dokładnie? — Melih właśnie ją znalazł. Są w taksówce.

Rozpacz w parku i dramatyczny zwrot akcji

Hancer siedziała na tylnym siedzeniu żółtej taksówki, przyciskając dłonie do brzucha. Melih prowadził szybko, ale ostrożnie.

— Zawiozę cię do domu — powiedział. — Zatrzymaj samochód! — Nie powiedziałaś, żebym się zatrzymał! Jesteś blada i ledwo stoisz, nie zostawię cię na ulicy! — Nie chcę wracać do Cemila i Deryi! — To pojedziemy do Sinem. — Nie chcę widzieć nikogo! — Hancer, uspokój się! — Nie mów mi, żebym się uspokoiła! — Zdjęła z palca stary pierścionek, który mimo rozwodu nadal czasami nosiła. — To koniec — wyszeptała. — Muszę przestać żyć przeszłością. — Pierścionek nie jest problemem. — Jest symbolem wszystkiego, czego nie potrafię zostawić! — Nie wyrzucaj go w takim stanie! — Zatrzymaj samochód!

Melih zjechał na pobocze obok niewielkiego parku. Hancer wysiadła i szybkim krokiem ruszyła w stronę placu zabaw. Melih pobiegł za nią:

— Hancer, zostaw mnie! — Nie mogę! — Wszyscy ciągle to powtarzacie! Nikt nie może mnie zostawić, ale nikt też nie potrafi mnie wysłuchać! — Ja cię słucham! — Więc usłysz, że nie ma już dla niego miejsca w moim życiu! — Mówisz o Cihanie? — Nie wypowiadaj jego imienia! — Możesz oszukiwać wszystkich, ale nie siebie.

Hancer zatrzymała się:

— Byłam dziś u niego. — Melih zamilkł. — Powiedział, że nadal mnie kocha — kontynuowała. — A ja chciałam mu powiedzieć o dziecku… Przez jedną sekundę naprawdę chciałam. Widziałam nas razem: jego, mnie i nasze dziecko. — Dlaczego nie powiedziałaś? — Bo przypomniałam sobie Beyzę, niemowlę w jego domu, wszystkie kłamstwa, cały ból! To dziecko nie jest winne temu, co zrobili dorośli! — Wiem… — Właśnie dlatego muszę odejść! — Jej głos załamał się. — Muszę zdjąć ten pierścionek i przestać czekać na człowieka, który już wybrał inne życie! — Nie musisz dziś podejmować żadnej decyzji! — Podjęłam ją!

Hancer zrobiła krok, lecz nagle znieruchomiała. Na jej twarzy pojawił się grymas bólu.

— Co się stało? — zapytał Melih.

Hancer chwyciła się za brzuch:

— Nie wiem…

Ból nasilił się, a pod kobietą ugięły się kolana. Hancer spojrzała w dół — po wewnętrznej stronie jej nogi spływała cienka stróżka krwi, docierając aż do buta. Oczy dziewczyny rozszerzyły się z przerażenia.

— Nie, nie, proszę…

Melih podtrzymał ją:

— Jedziemy do szpitala! — Moje dziecko! — krzyknęła Hancer. — Melih! Moje dziecko! — Spokojnie, jestem przy tobie! — Nie pozwól mu umrzeć!

Zaczęła tracić przytomność. Melih złapał ją, zanim upadła na ziemię, wziął ją na ręce i pobiegł w stronę taksówki:

— Wytrzymaj! — wołał. — Hancer, otwórz oczy!

Jej głowa opadła na jego ramię:

— Cihan… — wyszeptała.

Telefon, który zmienił wszystko

W sypialni Mukadder panował półmrok. Starsza kobieta leżała wyczerpana po wizycie Nusreta. Fadime siedziała obok niej, nie wiedząc, co wydarzyło się podczas jej nieobecności. Do pomieszczenia wszedł Cihan z płaczącym niemowlęciem.

— Co się stało? — zapytała Fadime. — Beyza znowu urządziła awanturę.

Płacz dziecka drażnił Mukadder. Starsza kobieta skrzywiła się i zakryła uszy:

— Zabierzcie je! — Proszę, matko, już wychodzę — powiedział Cihan.

Fadime podeszła do niego:

— Proszę mi go dać, spróbuję uspokoić dziecko w drugim pokoju.

Cihan przekazał jej niemowlę. Wtedy zadzwonił jego telefon — na ekranie pojawiło się imię Meliha.

— Słucham.

W słuchawce rozległ się urywany, zdenerwowany głos:

— Cihan, jestem z Hancer. Jedziemy do szpitala.

Cihan wyprostował się:

— Co się stało? — Krwawi. Straciła przytomność. — Dlaczego krwawi?!

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

— Jest w ciąży.

Świat wokół Cihana nagle zamilkł. Nie słyszał płaczu dziecka, oddechu Mukadder ani głosu Fadime.

— Co powiedziałeś?! — Hancer jest w ciąży. Sytuacja wygląda źle.

Telefon niemal wypadł Cihanowi z dłoni:

— Czyje to dziecko? — zapytał, choć w głębi serca już znał odpowiedź.

Melih milczał przez sekundę:

— Twoje.

Cihan spojrzał przed siebie, jakby wszystkie ściany pokoju nagle runęły. W jego oczach pojawił się szok, ból i rozpaczliwe zrozumienie. Hancer nosiła jego dziecko, była sama, a teraz mogła je stracić.

— Do którego szpitala jedziecie?! — zapytał drżącym głosem.

Gdy Melih podał nazwę, Cihan wybiegł z pokoju. Mukadder patrzyła za synem przerażona. Wiedziała, że w tej jednej chwili wszystko zaczęło się rozpadać — kłamstwa, które miały chronić rodzinę, właśnie zwróciły się przeciwko wszystkim.

Na korytarzu Cihan chwycił klucze do samochodu. Jego dłonie drżały:

— Wytrzymaj, Hancer — wyszeptał. — Proszę, wytrzymaj… Ty i nasze dziecko.

Chwilę później drzwi rezydencji zatrzasnęły się za nim, a odgłos szybko odjeżdżającego samochodu przeciął nocną ciszę.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Marcin Kwaśny jest bratem prezydenta popularnego miasta. Oto co wyjawił

Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat” Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat”, by opowiedzieć o swoim debiυcie reżyserskim, którym jest film “Odzyskaпy”. Towarzyszyła mυ…

Odrzucony posiłek i wyznanie wobec braku wyboru Gdy Gülsüm przychodzi do salonu z powiadomieniem o kolacji przygotowanej z inicjatywy Beyzy, Cihan w chłodnych słowach odrzuca posiłek i…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page