Tragiczne chwile w 164 odcinku tureckiego serialu Panna młoda na początku sierpnia. Hanser będzie o krok od utraty ciąży. Jak dojdzie do tego, że pojawi się ryzyko poronienia? Po ucieczce z domu brata znajdzie schronienie w starym domu na terenie posiadłości Ciana. Silny stres i strach przed tym, co ją czeka, mocno odbiją się na zdrowiu ciężarnej. W środku nocy w 164 odcinku panna młoda Hanser obudzi silny ból brzucha i krwawienie. Kiedy straci przytomność, znajdzie ją tam Cą i od razu zawiezie do szpitala. Czy dziecko tej pary przeżyje?

Noc nad Stambułem była wyjątkowo ciemna. Ciężkie chmury zasłoniły księżyc, a wiatr poruszał gałęziami starych drzew rosnących wokół posiadłości rodziny Develioglu. W wielkiej rezydencji większość domowników już spała, lecz kilkadziesiąt metrów dalej w opuszczonym domu stojącym na skraju ogrodu, Hanser nie potrafiła zmrużyć oka. Leżała na wąskim łóżku, przykryta cienkim kocem. Jedną dłoń trzymała pod głową, drugą delikatnie obejmowała zaokrąglony brzuch.

W starym pokoju panował półmrok. Hanser nie zapaliła światła, ponieważ bała się, że ktoś zauważy blask w oknie i odkryje jej kryjówkę. Każdy szmer sprawiał, że jej serce przyspieszało. Skrzypnięcie desek mogło oznaczać, że Cemil ją odnalazł. Szum opon na pobliskiej drodze mógł zwiastować przyjazd ludzi wysłanych przez brata. Nawet odgłos gałęzi uderzającej o szybę przypominał jej gwałtowne stukanie do drzwi.

Hanser zamknęła oczy i próbowała uspokoić oddech.

  • Nie bój się moje maleństwo — wyszeptała gładząc brzuch.
  • Mama jest przy tobie.
  • Nie pozwolę, żeby ktokolwiek nas rozdzielił.

Jej głos drżał jednak tak mocno, że sama nie wierzyła we własne zapewnienia. Jeszcze kilka godzin wcześniej była zamknięta w domu Cemila. Brat, gdy dowiedział się o ciąży, zupełnie stracił nad sobą kontrolę. Nie pytał, czego pragnie Hanser. Nie interesowało go, czy kocha ojca dziecka, ani czy chce wychodzić za mąż. Dla niego liczyło się tylko to, co powiedzą sąsiedzi i dalsza rodzina.

  • Nie wyjdziesz z tego domu dopóki nie zrozumiesz co zrobiłaś — krzyczał stojąc przed zamkniętymi drzwiami jej pokoju.
  • Niczego nie zrobiłam — odpowiadała przez łzy.
  • To moje życie i moje dziecko.
  • Właśnie dlatego muszę zdecydować za ciebie.
  • Sama nie potrafisz myśleć rozsądnie.
  • Chcesz mnie sprzedać pierwszemu mężczyźnie, który zgodzi się mnie poślubić.
  • Chcę uratować honor naszej rodziny.

Te słowa wciąż rozbrzmiewały w głowie Hanser. Honor rodziny — jakby jej uczucia nie miały znaczenia, jakby dziecko, które nosiła pod sercem, było plamą, którą należało ukryć pod ślubną suknią.

Hanser wykorzystała moment nieuwagi brata. Cemil wyszedł na podwórze, by porozmawiać przez telefon z mężczyzną, którego wybrał dla siostry. Deria stała w kuchni i przygotowywała herbatę. Hanser otworzyła okno, opuściła torbę na ziemię, a następnie z ogromnym wysiłkiem wydostała się na zewnątrz. Uciekła bez płaszcza, z niewielką ilością pieniędzy i telefonem, którego bateria była niemal całkowicie rozładowana.

Nie mogła udać się do Melia — Cemil z pewnością szukałby jej właśnie tam. Nie mogła również pójść do hotelu, bo nie miała wystarczająco dużo pieniędzy. Ostatecznie skierowała się w stronę posiadłości Ciana, choć świadomość, że będzie musiała znaleźć schronienie tak blisko byłego męża, napełniała ją jeszcze większym bólem.

Stary dom na skraju ogrodu był od dawna nieużywany. Hanser pamiętała go z czasów, gdy mieszkała w rezydencji. Służba przechowywała tam niepotrzebne meble, stare dywany i przedmioty, których rodzina nie chciała wyrzucić. Tego wieczoru nie miała jednak innego wyboru. Teraz leżała tam sama, otoczona ciszą i wspomnieniami.

Odwróciła głowę w stronę zakurzonej szafki. Leżał na niej telefon. Ekran co kilka minut rozświetlał się od kolejnych połączeń: Cemil, Deria, Melich… Hanser nie odbierała. Bała się, że ktokolwiek usłyszy jej głos, zorientuje się, gdzie przebywa albo przekona ją do powrotu. Wiedziała, że Melich chciał jej pomóc. To on próbował zdobyć dla niej pieniądze na wyjazd ze Stambułu. Jednak właśnie jego obecność stała się powodem kolejnego upokorzenia — Cio podejrzewał, że to Melich jest ojcem jej dziecka.

Na samo wspomnienie oskarżeń byłego męża Hanser poczuła, jak do oczu napływają jej łzy. Kilka dni wcześniej Cong zastąpił jej drogę przed domem. Na jego twarzy malowały się gniew, rozczarowanie i zazdrość.

  • Dlaczego Melich ciągle jest przy tobie? — zapytał chłodno.
  • Bo jest moim przyjacielem.
  • Przyjacielem?
  • To dlatego zdobywa dla ciebie pieniądze.
  • To dlatego pomaga ci uciec.
  • Nie masz prawa mnie przesłuchiwać.
  • Mam prawo wiedzieć, czy człowiek, którego wpuszczałem do swojego domu, spotykał się za moimi plecami z moją żoną.

Hanser spojrzała na niego z niedowierzaniem.

  • Wtedy nie byłam już twoją żoną.
  • Nie odpowiedziałaś na pytanie.
  • Bo twoje pytanie jest obrzydliwe.

Cion zrobił krok w jej stronę.

  • Czy Melich jest ojcem twojego dziecka?

Hanser zamarła. Przez chwilę patrzyła mu prosto w oczy. Miała nadzieję, że dostrzeże w jego spojrzeniu cień wahania, odrobinę zaufania albo wspomnienie nocy, podczas której byli ze sobą tak blisko. Zamiast tego ujrzała podejrzliwość.

  • Naprawdę potrafisz tak o mnie myśleć? — zapytała cicho.
  • Powiedz mi prawdę.
  • Nie zasługujesz na nią.
  • Czyli mam rację.
  • Myśl sobie, co chcesz, Co.

Odwróciła się wtedy i odeszła, choć każdy krok rozdzierał jej serce. Teraz, w starym domu, Hanser po raz kolejny odtwarzała tę rozmowę w pamięci. Nie wiedziała, czy bardziej bolało ją to, że Cią uważał ją za zdolną do zdrady, czy to, że mimo wszystkiego nadal pragnęła, aby uwierzył w jej niewinność.

  • On cię nie chce — powiedziała do nienarodzonego dziecka, a po jej policzku spłynęła łza.
  • Nawet nie wie, że jesteś jego.
  • A może wie, tylko boi się w to uwierzyć.

Dziecko poruszyło się delikatnie. Hanser uśmiechnęła się przez łzy.

  • Czuję cię.
  • Jesteś ze mną.

Położyła obie dłonie na brzuchu.

  • Ty jesteś teraz moją rodziną.
  • Tylko ty.

Nagle z zewnątrz dobiegł odgłos silnika. Światła samochodu przesunęły się po ścianie pokoju. Hanser gwałtownie podniosła się na łokciach. Cemil? Z trudem zeszła z łóżka i podeszła do okna, ostrożnie odsunęła kawałek zasłony. Samochód zatrzymał się przed główną rezydencją. Po chwili wysiadł z niego Cą. Hanser natychmiast cofnęła się w głąb pokoju. Zobaczyłby światło, gdyby je zapaliła. Mógłby zauważyć ruch w oknie. Nie chciała, żeby ją odnalazł. Nie po tym, jak ją upokorzył. Nie po tym, jak odmówił jej zaufania.

W tym samym czasie Cong wszedł do rezydencji. Zdjął marynarkę i rzucił ją na oparcie fotela. Był zmęczony, lecz nie potrafił przestać myśleć o Hanser. Od rana coś nie dawało mu spokoju. Najpierw dowiedział się, że Cemil szuka siostry. Później Melich pojawił się przed firmą i zażądał z nim rozmowy.

  • Gdzie jest Hanser? — zapytał Melich bez powitania.
  • Dlaczego pytasz mnie?
  • Bo zniknęła.

Cio natychmiast zesztywniał.

  • Co znaczy zniknęła?
  • Uciekła z domu brata.
  • Cemil zamknął ją w pokoju, kiedy dowiedział się o ciąży.
  • Chciał wydać ją za jakiegoś obcego człowieka.
  • Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałeś?

Melich roześmiał się gorzko.

  • Tobie, człowiekowi, który oskarżył ją o to, że nosi moje dziecko?
  • Nie powiedziałem, że jestem tego pewien, ale chciałeś w to uwierzyć.

Cion podszedł bliżej.

  • Uważaj na słowa.
  • To ty powinieneś uważać.
  • Hanser jest sama, przerażona i w ciąży.
  • Zamiast jej pomóc, sprawiasz, że czuje się jeszcze bardziej opuszczona.
  • Pomogę jej, gdy tylko ją odnajdę.
  • Ona nie chce twojej pomocy.
  • Nie pytałem cię o jej zgodę.
  • Właśnie na tym polega twój problem, CO.
  • Nigdy jej nie pytasz, rozkazujesz, decydujesz, podejrzewasz, a później dziwisz się, że przed tobą ucieka.

Po tej rozmowie Cią wysłał ludzi, by szukali Hanser na dworcach, w hotelach i w miejscach, w których mogła się ukryć. Sam odwiedził kilka dzielnic, lecz nie znalazł po niej żadnego śladu. Teraz powinien odpocząć, lecz nie potrafił. Wszedł do salonu i sięgnął po telefon — żadnych nowych wiadomości.

Z górnego piętra dobiegł płacz niemowlęcia. Co uniósł głowę, przez chwilę stał bez ruchu, a potem spojrzał na elektroniczną nianię pozostawioną na stole. Urządzenie było połączone z nadajnikiem w pokoju dziecka. Z głośnika dochodził szum, cichy płacz, a następnie kobiecy głos śpiewający kołysankę. Melodia była spokojna i przepełniona tęsknotą. C wsłuchał się w nią uważnie.

  • Fadajm — mruknął.
  • Dobrze, że zajęła się małym.

Nie wiedział, że w pokoju na piętrze nie było Fadajm. Do rezydencji zakradła się Jonka. Zrozpaczona kobieta, wykorzystując otwarte drzwi prowadzące do kuchni, przemknęła niezauważona przez korytarz i weszła na piętro. Wiedziała, w którym pokoju znajduje się jej syn. Od wielu dni obserwowała rezydencję. Zapamiętywała godziny pracy służby i momenty, kiedy Bea wychodziła z domu. Kiedy ujrzała dziecko w kołysce, jej nogi ugięły się pod ciężarem emocji.

  • Mój synku! — wyszeptała.

Podeszła do kołyski i drżącymi rękami uniosła chłopca. Dziecko najpierw zapłakało głośniej, lecz gdy Jonka przytuliła je do piersi, uspokoiło się niemal natychmiast.

  • Poznałeś mamę? — zapytała przez łzy.
  • Wiedziałam, że mnie poznasz.
  • Choć zabrali mi ciebie, choć kazali mi milczeć, ty nadal pamiętasz bicie mojego serca.

Pocałowała chłopca w czoło.

  • Przepraszam, przepraszam, że nie ochroniłam cię przed bejzą.
  • Byłam słaba, przestraszona, ale wrócę po ciebie.
  • Obiecuję.

Zaczęła śpiewać kołysankę, którą nuciła podczas ciąży. Nie zauważyła włączonej elektronicznej niani. Jej głos dotarł na dół do Ciana, lecz biznesmen uznał, że to jedna ze służących.

Po chwili płacz ucichł. Cion odłożył urządzenie, ale nie ruszył w stronę schodów. Zamiast tego podszedł do okna. Wiatr poruszał koronami drzew. W oddali widział zarys starego domu. Od kilku minut czuł dziwny niepokój, którego nie potrafił wyjaśnić. W pamięci pojawiła się twarz Hanser. Przypomniał sobie dzień, w którym po raz pierwszy weszli razem do starego domu, gdy służył jeszcze jako magazyn. Hanser śmiała się wtedy, wskazując stare pianino pokryte kurzem.

  • To miejsce jest smutne — powiedziała.
  • Domy nie są smutne.
  • Są ściany pamiętają ludzi którzy w nich mieszkali a ten dom od dawna jest pusty.
  • Dlatego właśnie jest smutny.

Tamto wspomnienie uderzyło w niego z niezwykłą siłą. Cion zmarszczył brwi.

  • Hanser…

W tym samym momencie w starym domu Hanser obudził nagły ból. Był ostry, przeszywający i tak silny, że kobieta gwałtownie usiadła na łóżku. Chwyciła się za brzuch. Nie próbowała oddychać spokojnie, lecz ból narastał.

  • Proszę, nie teraz…

Zsunęła nogi na podłogę. Chciała sięgnąć po telefon, ale urządzenie leżało zbyt daleko. Przypomniała sobie o lekach, które lekarz przepisał jej po ostatnim pobycie w szpitalu. Zostawiła je w torbie w salonie. Powinna zapalić światło, ale tego nie zrobiła — strach przed odnalezieniem był silniejszy od rozsądku.

Opierając się dłonią o ścianę, wyszła z sypialni. Każdy krok powodował kolejną falę bólu. Hanser zacisnęła zęby, by nie krzyczeć.

  • Wytrzymaj, kochanie! — mówiła do dziecka.
  • Jeszcze tylko kilka kroków.
  • Mama weźmie lekarstwo.
  • Wszystko będzie dobrze.

Dotarła do schodów. Stary dom pogrążony był w ciemności, tylko przez okna wpadało słabe światło z ogrodu. Hanser postawiła stopę na pierwszym stopniu. Nagle zakręciło jej się w głowie. Zatrzymała się i mocniej chwyciła poręcz.

  • Nie mogę zemdleć.

Powoli zeszła na dół. Gdy dotarła do salonu, ból stał się niemal nie do zniesienia. Usiadła na brzegu kanapy i odnalazła torbę. Drżącymi palcami zaczęła szukać pudełka z lekami. Zamiast niego wyciągnęła dziecięce skarpetki — małe, białe, z delikatnym haftem. Hanser spojrzała na nie i wybuchnęła płaczem.

  • Nie zostawiaj mnie — błagała.
  • Jesteś wszystkim, co mi zostało.

Nagle poczuła coś ciepłego spływającego po wewnętrznej stronie uda. Zamarła, powoli spojrzała w dół. Na jasnej tkaninie jej sukienki pojawiła się ciemna plama.

  • Krew… — wyszeptała.

Odłożyła skarpetki i próbowała wstać. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Osunęła się na podłogę.

  • Pomocy…

Jej głos był zbyt cichy, by ktokolwiek mógł go usłyszeć.

  • Cio…

Nie wiedziała, dlaczego właśnie jego imię pojawiło się na jej ustach. Może dlatego, że mimo gniewu, żalu i wszystkich ran nadal wierzyła, że tylko on potrafił ją odnaleźć.

  • Ratuj nasze dziecko…

Wyciągnęła rękę w stronę telefonu, lecz urządzenie znajdowało się na piętrze. Przed oczami pojawiły się ciemne plamy. Ból na chwilę osłabł, ale zastąpiło go przerażające uczucie chłodu. Hanser położyła dłoń na brzuchu.

  • Mama jest tutaj — szepnęła ostatkiem sił.
  • Nie odchodź.

Jej powieki zamknęły się. Straciła przytomność.

W rezydencji Cią nadal stał przy oknie. Próbował przekonać samego siebie, że nie ma powodu, by iść do starego domu. Obiekt był zamknięty, nikt go nie używał. Mimo to niepokój narastał.

  • To niedorzeczne — powiedział do siebie.

Odwrócił się od okna, lecz po dwóch krokach zatrzymał się. Przypomniał sobie słowa Melia: “Hanser jest sama, przerażona i w ciąży.” Bez dalszego zastanowienia chwycił klucze i wyszedł z rezydencji.

Kilka minut później stanął przed starym domem. Drzwi wyglądały na zamknięte, lecz gdy nacisnął klamkę, ustąpiły. Cong wszedł do środka.

  • Jest tu ktoś?

Odpowiedziała mu cisza. W powietrzu unosił się zapach kurzu i wilgoci. Cong włączył latarkę w telefonie. Światło przesuwało się po starych meblach, obrazach i stosach pudeł.

  • Hanser! — zawołał, choć nadal nie miał pewności, że mogła się tam znajdować.

Zrobił kilka kroków. Nagle zobaczył leżącą na podłodze sylwetkę. Hanser! Dopadł do niej i uklęknął. Jej twarz była blada, usta niemal bezbarwne. Cion dotknął jej policzka.

  • Hanser, otwórz oczy.
  • Słyszysz mnie?

Nie odpowiadała. Dopiero wtedy zobaczył krew na podłodze, na sukience, na jej dłoni spoczywającej na brzuchu. C ją pobladł.

  • Nie, nie, proszę.

Podniósł jej głowę i położył ją sobie na kolanach.

  • Hanser, spójrz na mnie.

Kobieta poruszyła powiekami. Po chwili uchyliła oczy, lecz jej spojrzenie było nieobecne.

  • Co…
  • Jestem tutaj.
  • Dziecko…
  • Zabiorę cię do szpitala.
  • Krew… — wyszeptała.
  • Ja je tracę.
  • Nie mów tak.
  • Ratuj je, proszę, ratuj nasze dziecko.

Cą znieruchomiał na ułamek sekundy. “Nasze dziecko” — nie wiedział, czy Hansel użyła tego określenia świadomie. Nie miał czasu, by pytać.

  • Nic mu się nie stanie — powiedział stanowczo.
  • Słyszysz mnie?
  • Nie pozwolę na to.

Wziął ją na ręce. Hanser jęknęła z bólu i wtuliła twarz w jego pierś.

  • Boję się.
  • Wiem.
  • Jeśli je stracę…
  • Nie stracisz.
  • Nie możesz tego wiedzieć.

Cion przycisnął ją mocniej.

  • W takim razie sprawię, że tak będzie.

Wybiegł ze starego domu. W tym samym czasie Jonka usłyszała kroki na korytarzu rezydencji. Położyła syna w kołysce, pocałowała go w czoło i otarła łzy.

  • Mama wróci — obiecała.
  • Nie zapominaj o mnie.

Otworzyła drzwi i przemknęła w stronę schodów. Nie zauważyła, że z jednego z pokojów wyszła Beza. Kobieta była rozdrażniona płaczem dziecka i zamierzała zawołać służącą. Jonka ukryła się za ciężką zasłoną, gdy Bejza weszła do sypialni.

  • Znowu płakałeś? — rzuciła chłodno do niemowlęcia.
  • Ile razy mam cię uspokajać?

Chłopiec poruszył rączkami. Bejza spojrzała na niego bez czułości.

  • Przez ciebie wszyscy patrzą na mnie jak na matkę, którą nigdy nie chciałam być.
  • Ale przynajmniej dzięki tobie Cong jest mój.

Wzięła dziecko na ręce, nie wiedząc, że jego prawdziwa matka słyszy każde słowo. Jonka zacisnęła dłoń na ustach, by nie zapłakać.

Na dole rozległ się odgłos otwieranych drzwi. Cong wbiegł do holu z nieprzytomną Hanser na rękach. Chciał dotrzeć do głównego wyjścia, ponieważ jego samochód stał przed rezydencją. Bea usłyszała zamieszanie i wyszła na korytarz. Spojrzała w dół. Na widok Ciana niosącego Hanser jej twarz momentalnie stężała.

  • Co?! — krzyknęła.
  • Co się stało?

Mężczyzna nawet na nią nie spojrzał.

  • Zadzwońcie do szpitala! — zawołał do służby.
  • Niech przygotują lekarza.

Bea zeszła kilka stopni.

  • Dlaczego ona jest tutaj?

Cion zatrzymał się tylko na moment.

  • Krwawi.
  • Muszę ją zabrać do szpitala.
  • Ale nasze dziecko…
  • Teraz nie mam czasu!

Hanser poruszyła się w jego ramionach.

  • Co…
  • Jestem przy tobie — odpowiedział natychmiast.

Bejza usłyszała czułość w jego głosie. Ujrzała sposób, w jaki patrzył na byłą żonę, jak obejmował ją i chronił przed każdym wstrząsem. Gniew przesłonił jej rozsądek.

  • Nie możesz ciągle do niej biec! — krzyknęła.
  • Jestem twoją żoną!

Cą odwrócił głowę.

  • Ona może stracić dziecko.
  • To nie jest twoje dziecko!

W holu zapadła cisza. Hanser otworzyła oczy, spojrzała w stronę Bey, lecz nie miała siły się odezwać. Cion zacisnął szczękę.

  • Zejdź mi z drogi.
  • CO…
  • Powiedziałem: zejdź mi z drogi.

Beja cofnęła się zszokowana tonem jego głosu. Cong wybiegł na zewnątrz. Przez okno na piętrze Jonka zobaczyła, jak umieszcza Hanser w samochodzie. Następnie sama wymknęła się tylnym wyjściem, wykorzystując panujące w rezydencji zamieszanie.

Bea pozostała na schodach z dzieckiem w ramionach.

  • Zawsze ona — wyszeptała.
  • Zawsze Hanser.

Nuśre, który właśnie wszedł do holu, spojrzał na nią uważnie.

  • Co się wydarzyło?
  • Cio ją znalazł.
  • Kogo?
  • Hanser krwawiła.
  • Zabrał ją do szpitala.

Nuśre zmrużył oczy.

  • Musisz zachować spokój.

Bea gwałtownie odwróciła się w jego stronę.

  • Spokój?
  • Widziałeś jak ją trzymał?
  • Jak patrzył na nią?
  • Jakby od jej życia zależało jego własne.
  • To tylko odruch.
  • Nie, to miłość.
  • Cią jest twoim mężem.
  • Na papierze.
  • Jego serce nadal należy do niej.

Nuśre podszedł bliżej.

  • Nie rób niczego głupiego.

Bejza spojrzała na dziecko, a następnie na drzwi, przez które wyszedł Cio.

  • Jeżeli dziecko Hanser przeżyje, wszystko się skończy.
  • Nadal nie ma dowodu, że Cią jest ojcem.
  • Nie potrzebuję dowodu.
  • Wystarczy, że w to uwierzy.

Nuśre obniżył głos.

  • Posłuchaj mnie.
  • Nie możesz zwracać na siebie uwagi.

Bea uśmiechnęła się lodowato.

  • Nikt nie będzie zwracał na mnie uwagi.
  • Wszyscy będą patrzeć na Hanser.

W samochodzie Cion prowadził z ogromną prędkością. Co kilka sekund zerkał na Hanser leżącą na tylnym siedzeniu.

  • Nie zasypiaj! — wołał.
  • Hanser, słyszysz mnie?
  • Tak, mów do mnie.
  • Co mam powiedzieć?
  • Cokolwiek, tylko nie zamykaj oczu.

Hanser próbowała unieść głowę.

  • Dlaczego przyszedłeś do starego domu?

Cion spojrzał w lusterko.

  • Nie wiem.
  • Czułem, że muszę tam pójść.
  • Zawsze pojawiasz się wtedy, kiedy próbuję od ciebie uciec.
  • A ty zawsze uciekasz tam, gdzie mogę cię znaleźć.

Mimo bólu na twarzy Hanser pojawił się słaby uśmiech. Po chwili zacisnęła palce na brzuchu.

  • Boli…
  • Jesteśmy prawie na miejscu.
  • Cio…
  • Tak?
  • Jeśli dziecko nie przeżyje…
  • Przeżyje.
  • Wysłuchaj mnie.
  • Nie, proszę.

Cio mocniej ścisnął kierownicę.

  • Nie będę słuchał, jak się z nim żegnasz.
  • Chcę tylko, żebyś wiedział… — jej głos się urwał.
  • Co mam wiedzieć?

Hanser zamknęła oczy. Nie odpowiedziała.

  • Hanser, otwórz oczy!

Con cisnął klakson i wyprzedził kolejny samochód. Kilka minut później zatrzymał się przed wejściem do szpitala. Wyskoczył z auta, otworzył tylne drzwi i wziął Hanser na ręce.

  • Pomocy! — krzyknął wbiegając do budynku.
  • Ona jest w ciąży, krwawi!

Personel natychmiast podbiegł z noszami.

  • Który miesiąc? — zapytał lekarz.

Cion zawahał się.

  • Nie wiem dokładnie.
  • Jest pan mężem pacjentki, byłym mężem, ojcem dziecka?

Cion zamarł. Spojrzał na nieprzytomną Hanser.

  • Nie wiem.

Lekarz nie komentował. Polecił pielęgniarkom przewieźć pacjentkę na oddział. Cą ruszył za noszami.

  • Proszę zostać tutaj.
  • Nie zostawię jej!
  • Musimy natychmiast wykonać badania.
  • Przeszkadza nam Pan.
  • Uratujcie ją!
  • Zrobimy wszystko, co w naszej mocy.
  • I dziecko — dodał Co.
  • Musicie uratować także dziecko.

Drzwi sali zabiegowej zamknęły się przed jego twarzą. Cong został sam na korytarzu. Na rękach miał krew Hanser. Patrzył na nią, jakby dopiero teraz rozumiał powagę sytuacji. Usiadł na krześle i pochylił głowę. W jego pamięci pojawiały się obrazy z przeszłości: Hanser w sukni ślubnej, Hanser śmiejąca się w ogrodzie, Hanser płacząca po kolejnej kłótni, Hanser odchodząca z walizką, Hanser patrząca mu w oczy, kiedy pytał, czy Melich jest ojcem jej dziecka…

“Naprawdę potrafisz tak o mnie myśleć?”

Cion zamknął oczy.

  • Co ja zrobiłem? — wyszeptał.

Po kilkunastu minutach na korytarzu pojawił się Melich. Widząc zakrwawioną koszulę Ciana, zatrzymał się gwałtownie.

  • Gdzie jest Hanser?
  • Lekarze się nią zajmują.
  • Co się stało?
  • Znalazłem ją w starym domu.
  • Straciła przytomność.

Melich zacisnął pięści.

  • Wiedziałeś, że tam jest?
  • Nie.
  • Jak długo leżała sama?
  • Nie wiem.
  • Jak mogłeś do tego dopuścić?

Cong wstał.

  • To nie ja zamknąłem ją w domu.
  • Ale to przez ciebie bała się poprosić o pomoc.
  • Uważaj.
  • Nie będę uważał!
  • Hanser kochała cię bardziej niż kogokolwiek, a ty odpłacałeś jej podejrzeniami.
  • Nie wiesz, co było między nami.
  • Wiem, że dziś może stracić dziecko, bo wszyscy próbowali decydować za nią.

Cong podszedł do niego.

  • Dlaczego pomagałeś jej zdobyć pieniądze?
  • Chciała wyjechać.
  • Z tobą?

Melich spojrzał na niego z pogardą.

  • Nadal o to pytasz?
  • Nawet teraz?
  • Odpowiedz.
  • Nie, nie ze mną.
  • Chciała uciec przed Cemiłem, przed Bejzą i przede wszystkim przed tobą.

Te słowa zabolały Ciana bardziej niż chciał przyznać. Drzwi sali otworzyły się i wyszedł lekarz. Obaj mężczyźni natychmiast ruszyli w jego stronę.

  • Co z nią? — zapytał Cią.
  • Pacjentka straciła dużo krwi.
  • Udało się ustabilizować jej stan, ale ciąża jest poważnie zagrożona.
  • A dziecko?

Lekarz milczał przez moment.

  • W tej chwili serce dziecka bije.

Cion wypuścił powietrze, które nieświadomie wstrzymywał.

  • Czyli przeżyje?
  • Nie mogę tego zagwarantować.
  • Najbliższe godziny będą decydujące.
  • Pacjentka musi pozostać pod ścisłą obserwacją.
  • Silny stres, wyczerpanie i brak odpowiedniego odpoczynku mogły doprowadzić do krwawienia.

Melich spuścił głowę. C ją zapytał:

  • Mogę ją zobaczyć na chwilę?
  • Nie wolno jej denerwować.

Kilka minut później wszedł do sali. Hanser leżała nieruchomo pod białą kołdrą. Jej twarz nadal była bardzo blada. Co usiadł przy łóżku, przez chwilę nie mówił nic. Delikatnie dotknął jej dłoni. Hanser otworzyła oczy.

  • Dziecko? — zapytała natychmiast.
  • Żyje.

Po jej policzkach spłynęły łzy.

  • Naprawdę?
  • Lekarz słyszał bicie serca.
  • Dzięki Bogu.

Zamknęła oczy i przycisnęła dłoń do brzucha.

  • Musisz odpoczywać — powiedział Cio.
  • Nie powinieneś tutaj być.
  • Znalazłem cię nieprzytomną.
  • Przywiozłem cię do szpitala.
  • Nie odejdę dopóki nie będę pewien, że jesteś bezpieczna.
  • Jestem bezpieczna, kiedy nie ma cię w moim życiu.

Cofnął dłoń, jakby go uderzyła.

  • Naprawdę tak myślisz?
  • Kiedy jesteś blisko, przypominasz mi, że mi nie wierzysz.
  • Hanser, nawet dziś, kiedy lekarz zapytał, czy jesteś ojcem, odpowiedziałeś, że nie wiesz.

Cion zamarł. Nie miał pojęcia, że słyszała tę rozmowę.

  • Byłaś nieprzytomna.
  • Słyszałam głosy.
  • Nie chciałem kłamać.
  • A ja nie chcę już niczego ci udowadniać.

Cion spojrzał na jej brzuch.

  • W starym domu nazwałaś je naszym dzieckiem.

Hanser natychmiast odwróciła twarz.

  • Byłam przerażona.
  • Czy to było tylko słowo wypowiedziane ze strachu?
  • Wyjdź.
  • Hanser, spójrz na mnie.
  • Lekarz powiedział, że nie wolno mnie denerwować.

Cion zacisnął szczękę. Wiedział, że nie może naciskać. Wstał z krzesła.

  • Dobrze, wyjdę, ale nie opuszczę szpitala.
  • Nie potrzebuję twojej opieki.
  • Możesz mnie nienawidzić, możesz odmawiać odpowiedzi, możesz próbować uciekać.
  • Tym razem jednak nie zostawię cię samej.

Ruszył do drzwi.

  • Cią… — odezwała się cicho.

Odwrócił się. Hanser patrzyła na niego ze łzami w oczach.

  • Dziękuję, że mnie znalazłeś.

Cong przez chwilę nie potrafił odpowiedzieć.

  • Zawsze cię znajdę — powiedział w końcu.
  • Nawet kiedy nie będziesz tego chciała.

Wyszedł na korytarz.

Tymczasem Bea stała w ciemnym pokoju rezydencji i obserwowała z daleka światła miasta. W kołysce spało dziecko Jonsi. Nuśre próbował przekonać ją, by położyła się i zaczekała na powrót męża. Bea jednak nie zamierzała czekać.

  • Hanser znów próbuje mi go odebrać — powiedziała.
  • Nie wiesz nawet czy jej dziecko przeżyje.
  • Właśnie dlatego muszę działać teraz.
  • Co zamierzasz zrobić?

Odwróciła się w stronę wuja. W jej oczach nie było strachu ani wahania.

  • Jeżeli wróci ze szpitala z tym dzieckiem, Co nigdy już nie spojrzy na mnie tak jak wcześniej.
  • Co nie wie, że jest ojcem, ale zaczyna podejrzewać.
  • Bea, powstrzymaj się.
  • Nie! Zbyt wiele poświęciłam, żeby zostać panią tego domu.

Podeszła do kołyski i spojrzała na niemowlę.

  • Zdobyłam dla niego syna.
  • Zostałam jego żoną.
  • Usunęłam wszystkich, którzy stali mi na drodze.
  • A mimo to wystarczy jedno spojrzenie Hanser, by zapomniał o całym świecie.

Nuśre chwycił ją za ramię.

  • Groźby niczego nie rozwiążą.

Bejza wyrwała się.

  • To nie jest groźba.

Na jej ustach pojawił się przerażająco spokojny uśmiech.

  • To obietnica.

Spojrzała w stronę pogrążonego w ciemności ogrodu.

  • Hanser i jej dziecko nie wrócą do tej rezydencji.
  • Nawet gdybym miała sama dopilnować, żeby nie opuścili szpitala.

W szpitalnej sali Hanser objęła brzuch obiema rękami. Aparatura obok łóżka wydawała ciche, regularne dźwięki.

  • Zostań ze mną maleństwo — wyszeptała.
  • Musisz przeżyć.

Za szybą w drzwiach stał Cą. Obserwował ją z korytarza, nie wiedząc, że w tej samej chwili Bejza podjęła decyzję, która mogła zagrozić zarówno Hanser, jak i ich nienarodzonemu dziecku.

Nagle urządzenie monitorujące zaczęło wydawać szybszy sygnał. Hanser otworzyła szeroko oczy.

  • Co się dzieje?

Do sali wbiegła pielęgniarka. Spojrzała na ekran i natychmiast nacisnęła przycisk alarmowy.

  • Proszę wezwać lekarza!

Cią szarpnął za klamkę.

  • Co się dzieje z dzieckiem?

Pielęgniarka zasłoniła mu wejście.

  • Proszę zostać na zewnątrz!

Hanser wyciągnęła dłoń w jego stronę.

  • Cio!

Drzwi zamknęły się przed nim, a po korytarzu ponownie rozległ się dźwięk alarmu. Cong uderzył dłonią w szybę.

  • Hanser!

Lekarze otoczyli łóżko. Jeden z nich spojrzał na monitor, a jego twarz stała się niezwykle poważna.

  • Tętno dziecka spada — powiedział.

Hanser pobladła jeszcze bardziej.

  • Nie, proszę, uratujcie je!

Za drzwiami Cią stał bezradnie, słysząc jej rozpaczliwy głos. Po raz pierwszy nie myślał już o Melichu, zdradzie ani o tym, kto jest ojcem. Liczyło się tylko jedno — aby serce dziecka Hanser nie przestało bić.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page