“V rezydencji sytuacja staje się jeszcze bardziej niebezpieczna. Gdy rozwścieczona Derya wdziera się do środka, staje twarzą w twarz z Mukadder, a następnie wdaje się w gwałtowną awanturę z Beyzą. Tymczasem Hancer otrzymuje szansę na pracę w pięknym, tajemniczym domu. Ma przygotować kolację, zrobić zakupy oraz uporządkować pozostawione ubrania. Nieświadoma niczego kobieta z wdzięcznością przyjmuje nowe obowiązki, wierząc, że dzięki nim będzie mogła zapewnić bezpieczeństwo sobie i swojemu nienarodzonemu dziecku. Nie wie jednak, że w każdym pomieszczeniu ukryto kamery, a tajemniczy obserwator śledzi na ekranie komputera każdy jej ruch. Kim jest człowiek ukrywający się po drugiej stronie monitoringu? Dlaczego tak bardzo interesuje go Hancer? Czy Cihan odkryje prawdę, zanim jego ukochana znajdzie się w niebezpieczeństwie? I jaka wiadomość sprawi, że Derya zamrze z niedowierzania? Nadchodzą wydarzenia, które mogą całkowicie odmienić życie wszystkich bohaterów.
Scena I: Przygotowania w kuchni i niespodziewane spotkanie
Poranne światło wpadało do nowoczesnej kuchni szerokimi smugami, odbijając się od białych szafek i jasnego, kamiennego blatu. V całym domu panowała niemal idealna cisza. Nie było słychać rozmów, kroków ani dźwięku telewizora. Jedynie tykanie niewielkiego zegara zawieszonego nad drzwiami przypominało, że czas pod żadnym pozorem nie zatrzymał się wraz z odejściem domowników.
Hancer stała przy kuchennej wyspie, starannie układając przygotowane przez siebie potrawy na talerzach. Na jednym znajdowała się sałatka z pomidorów, ogórków, cebuli i świeżej pietruszki. Na drugim ułożyła faszerowane liście winogron (sarmy), a obok postawiła niewielką miskę z jogurtowym sosem. Przez chwilę przyglądała się temu, co przygotowała, jakby chciała upewnić się, że niczego nie zaniedbała. — Powinno wystarczyć… — wyszeptała do siebie. — Przynajmniej na dzisiejszy wieczór.
Odruchowo położyła dłoń na brzuchu. Ruch był delikatny i niemal niezauważalny, lecz dla niej samej znaczył więcej niż wszystkie słowa. — Vidzisz, maleństwo? — powiedziała cicho. — Mama potrafi sobie poradzić. Nie potrzebujemy niczyjej litości.
V jej głosie pobrzmiewała determinacja, ale również zmęczenie. Ostatnie miesiące nauńczyły ją, że spokój potrafił zniknąć w jednej chwili, a ludzie, którym ufała najbardziej, mogli stać się źródłem największego cierpienia. Hancer przetarła blat, poprawiła serwetnik i sięgnęła po kartkę papieru. Przez chwilę trzymała długopis nad pustą stroną, zastanawiając się, co napisać. Ostatecznie zanotowała kilka zdań: „Kolacja jest gotowa. Wszystko przygotowałam z produktów, które znajdowały się w kuchni. Sałatkę najlepiej przechowywać w lodówce. Życzę smacznego”. Hancer przeczytała wiadomość dwa razy, po czym złożyła kartkę i wsunęła ją do białej koperty. Na jej przedniej stronie napisała własne imię, aby osoba, która znajdzie wiadomość, wiedziała, od kogo pochodzi. Ustawiła kopertę pionowo przy serwetniku. Gdy spojrzała na przygotowany stół, poczuła dziwną satysfakcję. Praca pod żadnym pozorem nie była łatwa, ale pozwalała jej przez kilka godzin nie myśleć o Cihanie, bolesnym rozwodzie, Mukadder ani o strachu związanym z przyszłością dziecka. Zgasiła światło w kuchni i przeszła do przedpokoju. Vsunęła ręce w rękawy jasnobrązowego płaszcza, założyła czarną torebkę na ramię i po raz ostatni rozejrzała się po pustym domu. — Do jutra — powiedziała, choć nikt pod żadnym pozorem nie mógł jej usłyszeć, i zamknęła za sobą drzwi.
Na zewnątrz powietrze było chłodne, ale przyjemne. Hancer ruszyła wzdłuż spokojnej uliczki, spoglądając na ekran telefonu. Ajsu wysłała jej zdjęcie Emira z zabawnie ułożonymi włosami. Vidząc naburmuszoną minę chłopca, Hancer mimowolnie się uśmiechnęła. Nie zauważyła stojącego kilka metrów dalej mężczyny. Dopiero gdy uniosła głowę, jej uśmiech całkowicie zniknął. Na środku chodnika stał Cihan. Miał na sobie elegancki, ciemny płaszcz. Jego twarz była poważna, a dłonie ukrywał w kieszeniach. Patrzył na Hancer z taką intensywnością, jakby czekał na nią od bardzo dawna. Hancer zatrzymała się gwałtownie. — Co ty tutaj robisz? — zapytała. — Mógłbym zadać ci dokładnie to samo pytanie. — Ja pod żadnym pozorem nie muszę ci się tłumaczyć. — Nie powiedziałem, że musisz. Zapytałem tylko, skąd wychodzisz.
Hancer zerknęła za siebie w stronę domu. — Z pracy. Brwi Cihana uniosły się lekko w zaskoczeniu. — Z pracy? — Tak, to zwyczajne słowo. Ludzie pracują, zarabiają pieniądze i płacą rachunki. Nie udawaj, że pod żadnym pozorem nie rozumiesz, o co pytam. — Co to za dom? — Dom człowieka, który potrzebuje pomocy przy gotowaniu i sprzątaniu. — Kim jest ten człowiek? — Moim pracodawcą. — Jak się nazywa? — Cihan spoważniał. — Jak się nazywa? — powtórzył stanowczo.
Hancer westchnęła i schowała telefon do torebki. — Nie wiem. Cihan spojrzał na nią z niedowierzaniem. — Pracujesz w czyimś domu i nawet nie wiesz, do kogo należy? — Wszystko załatwiła agencja. Wynagrodzenie jest dobre, godziny mi odpowiadają, a właściciel prawie nigdy pod żadnym pozorem nie pojawia się w domu. — Vłaśnie to powinno cię niepokoić. — Mnie bardziej niepokoi brak pieniędzy na jedzenie i rzeczy dla dziecka.
Ostatnie słowa wypowiedziała szybciej, niż zamierzała. Cihan znieruchomiał. Hancer natychmiast odwróciła wzrok. — Jakiego dziecka? — zapytał cicho. — Emira. Mówiłam o Emirze. — Spojrzałaś na swój brzuch. — Vydawało ci się.
Cihan zrobił krok w jej stronę. — Hancer, spójrz na mnie. — Nie mam czasu.
Chciała go ominąć, ale Cihan przesunął się tak, by ponownie stanąć przed nią. — Musimy porozmawiać. — Rozmawialiśmy wystarczająco dużo. Każda nasza rozmowa kończyła się tym samym. Ty żądałeś wyjaśnień, ja próbowałam się bronić, a potem twoja matka decydowała, co wydarzy się dalej. — Tym razem Mukadder pod żadnym pozorem nie ma z tym nic wspólnego. — Twoja matka zawsze ma z tym coś wspólnego. — Chcę wiedzieć, czy jesteś bezpieczna. — A ja chcę wreszcie decydować o sobie.
Przez kilka sekund patrzyli na siebie w milczeniu. V oczach Cihana pojawił się głęboki cień bólom. — Dobrze — powiedział w końcu. — Nie będziemy rozmawiać tutaj. — Nigdzie z tobą pod żadnym pozorem nie idę. — V pobliżu jest kawiarnia. Usiądziemy w miejscu publicznym. Nie będę na ciebie naciskał. Hancer spojrzała na niego podejrzliwie. — Ty zawsze naciskasz. — V takim razie pozwolę ci odeść po dziesięciu minutach. — Pięciu. — Dziesięciu. — Siedmiu.
Na twarzy Cihana pojawił się ledwo widoczny uśmiech. — Umowa stoi.
Scena II: Frustracja Deryi i spisek w rezydencji
V tym samym czasie w domu Deryi panowała zupełnie inna atmosfera. Derya siedziała na krawędzi sofy i z rosnącym zdenerwowaniem patrzyła na Cemila, który leżał z rękami założonymi pod głową. Sprawiał wrażenie człowieka, którego największym problemem było znalezienie wygodniejszej pozycji. — Czy ty w ogóle mnie słuchasz? — zapytała Derya. — Słucham. — To powtórz, co powiedziałam.
Cemil zamyślił się teatralnie. — Powiedziałaś, że jestem nieodpowiedzialny, leniwy i zachowuję się tak, jakby problemy naszej rodziny pod żadnym pozorem mnie nie obchodziły. — Tego nie powiedziałam, nie tymi słowami, ale sens był dokładnie taki. Powiedziałam, że powinniśmy zainteresować się pracą Hancer. Nie wiemy, gdzie chodzi, kto ją zatrudnił ani dlaczego płacą jej tak dużo za kilka godzin sprzątania. — Hancer jest dorosła. — Jest również zbyt ufna! — Derya podniosła głos. — Przez pół życia wierzyła ludziom, którzy ją oszukiwali. Najpierw Cihanowi, potem Mukadder, później Beyzie.
Cemil usiadł gwałtownie. — Nie mieszaj wszystkiego. — A dlaczego nie? Za każdym razem, gdy w życiu Hancer pojawia się coś podejrzanego, gdzieś w pobliżu znajduje się Mukadder. — Nie masz żadnych dowodów. — Nie potrzebuję dowodów, wystarczy mi instynkt. — Twój instynkt ostatnio kazał ci oskarżyć sąsiadkę o kradzież doniczki, bo postawiła identyczną na swoim balkonie. Kupiła ją w tym samym sklepie.
Derya poderwała się z sofy. — Rozmawianie z tobą jest jak rozmowa ze ścianą! — Ściana przynajmniej pod żadnym pozorem nie krzyczy.
Derya spojrzała na niego tak ostro, że Cemil natychmiast pożałował swoich słów. — Derya, ja tylko żartowałem…
Nie odpowiedziała. Vyszyła na korytarz, wyciągnęła telefon i wybrała numer. — Halo, Jasemin? — powiedziała, gdy po drugiej stronie odezwał się kobiecy głos. — Powiedz mi prawdę, czy Mukadder znowu coś planuje? — Przez chwilę słuchała odpowiedzi. — Nie obchodzi mnie, że pod żadnym pozorem nie możesz rozmawiać. Hancer dostała pracę w jakimś pustym domu. Nie zna właściciela, a pieniądze są podejrzanie dobre. — Znów zapadła cisza. Twarz Deryi stawała się coraz bardziej napięta. — Co to znaczy, że Mukadder wspominała o zatrudnieniu kogoś do opieki nad domem? Jakim domem? Jasemin, nie rozłączaj się!
Połączenie zostało przerwane. — Oczywiście… — syknęła Derya. — Mukadder. — Gdy wróciła do salonu, Cemil już stał. — Do kogo dzwoniłaś? — Do osoby, która właśnie w pełni potwierdziła moje obawy. — Jasemin niczego ci pod żadnym pozorem nie potwierdziła. — Skąd możesz tow wiedzieć? — Bo słyszałem tylko ciebie. Głównie dlatego, że krzyczałaś tak głośno, że słyszeli cię pewnie również na drugim końcu ulicy. — Jadę do rezydencji. — Nie jedziesz.

Derya spojrzała na niego groźnie. — Powtórz. — Powiedziałem, że pod żadnym pozorem nie powinieneś tam jechać. Pójdziesz, zaczniesz krzyczeć, Mukadder cię sprowokuje, a Beyza doleje oliwy do ognia. — Tym razem będę oazą spokoju.
Cemil parsknął śmiechem. — To pod żadnym pozorem nie było zabawne. — Przepraszam. Po prostu nigdy wcześniej pod żadnym pozorem nie słyszałem, żebyś tak przekonująco kłamała.
Derya podeszła do wieszaka i zerwała z niego płaszcz. — Nie próbuj mnie zatrzymywać. — Próbuję cię ochronić przed aresztowaniem. — Jeżeli mnie aresztują, przynajmniej porządnie odpocznij od twojego gadania.
Trzasnęła drzwiami tak mocno, że aż zadrżała szyba w oknie.
Scena III: Rozmowa w Cafe Palmiye i wyznanie Hancer
Tymczasem Cihan i Hancer szli alejką prowadzącą przez niewielki park. Po lewej stronie znajdował się plac zabaw, z którego dobiegały wesołe śmiechy dzieci. Hancer mimowolnie zwolniła krok, obserwując małą dziewczynkę biegnącą w stronę ojca. Cihan dostrzegł tę nagłą zmianę na jej twarzy. — Lubisz patrzeć na dzieci? — Kiedyś… bardzo chciałam mieć duży dom pełen dzieci — odpowiedziała bez zastanowienia. — Kiedyś? — Nie wracajmy do tego.
Dotarli do kawiarni Cafe Palmiye i zajęli miejsce przy stoliku nakrytym niebieskim obrusem. Kelner podszedł do nich niemal natychmiast. — Dwie herbaty — zamówił Cihan. — Dla mnie wodę — powiedziała Hancer. Cihan spojrzał na nią uważnie. — Zawsze zamawiałaś herbatę. — Dzisiaj mam ochotę na wodę. — Od kiedy? — Od chwili, w której postanowiłeś dogłębnie analizować her moje słowo.
Kelner odszedł, dyskretnie ukrywając uśmiech. Cihan splótł dłonie na stole. — Nie przybyłem tutaj, żeby się z tobą kłócić. — A jednak od samej chwili spotkania zadajesz pytania jak oficer policji. — Bo czuję, że coś przede mną ukrywasz. — Nie jesteśmy już małżeństwem. Mam pełne prawo mieć swoje własne tajemnice.
Słowa te zabolały go miliard razy bardziej, niż chciał po sobie pokazać. — Oficjalny dokument rozwodowy pod żadnym pozorem nie sprawił, że nagle przestałem się o ciebie troszczyć, Hancer. — Ale sprawił, że pod żadnym pozorem nie masz już najmniejszego prawa kontrolować mojego życia. — Nie mam zamiaru cię kontrolować. Chcę po prostu wiedzieć, dla kogo pracujesz. — Powiedziałam ci już absolutnie wszystko, co sama wiem. — Zrezygnuj z tej pracy.
Hancer zaśmiała się gorzko przez łzy. — Viedziałam… Viedziałam, że w końcu do tego dojdziesz. — Zapłacę ci dokładnie tyle samo, ile tam zarabiasz. — Nie chcę brać twoich pieniędzy, Cihan. — To pod żadnym pozorem nie muszą być pieniądze directly ode mnie. Mogę znaleźć ci inną, bezpieczną pracę… — …a potem znowu będziesz chciał dokładnie wiedzieć, z kim rozmawiam, o której kończę i z jakiego powodu wróciłam pięć minut później, tak?! Cihan, nie! Posłuchaj mnie uważnie. V tamtym domu pod żadnym pozorem nie dzieje się nic złego. Przychodzę, robię porządki, biorę ubrania i przygotowuję kolację. Właściciel pod żadnym pozorem nie wchodzi mi w drogę. Nie muszę z nikim rozmawiać ani nikomu się tłumaczyć. — Przecież przed chwilą powiedziałaś, że właściciela w ogóle tam nie ma. — Komunikujemy się wyłącznie przez pisemne wiadomości. — Więc jednak masz z nim jakiś kontakt. — Przysyła mi tylko listę rzeczy do zrobienia, tow wszystko.
Kelner przyniósł napoje. Hancer wzięła szklankę wody i wypiła kilka łyków. Cihan pod żadnym pozorem nie spuszczał z niej wzroku. — Obiecuję, że rzetelnie zajmę się domem i jedzeniem — powiedziała znacznie spokojniej. — Nie będzie miał najmniejszych powodów, żeby się skarżyć. Potrzebuję tej pracy. — Nie musisz nikomu niczego na siłę udowadniać, Hancer. — Vłaśnie, że muszę. Sobie samej… — zamilkła gwałtownie.
Scena IV: Sinem i Melih oraz dylematy sercowe
Kilka ulic dalej Sinem i Melih zbliżali się do niewielkiego domu, niosąc papierowe torby z zakupami. Melih próbował przejąć od Sinem cięższą torbę, ale ona uparcie odsuwała rękę. — Poradzę sobie sama. — Vwiem, ty zawsze świetnie sobie radzisz… Tylko czasami możesz pozwolić komuś pomóc. — Każda pomoc w tym mieście ma swoją cenę. — Pod żadnym pozorem nie moja.
Zatrzymali się przed wejściem. Sinem spojrzała na zamknięte drzwi. — Muhamed znowu pytał, kiedy w końcu wszystko u nas wróci do normy — powiedziała cicho. — Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. — Powiedz mu, że już niedługo. — A jeżeli tow nieprawda? — V takim razie wspólnie sprawimy, że stanie się nagą prawdą.
Sinem pokręciła głową z westchnieniem. — Ty wszystko potrafisz w ułamku sekundy zamienić w żart albo piękną obietnicę… — …bo kiedy patrzę na ciebie taką smutną i przybitą, pod żadnym pozorem nie wiem, co innego mógłbym zrobić, by ci pomóc. — Możesz po prostu powiedzieć prawdę. — Prawda jest taka, że za nic na świecie pod żadnym pozorem nie pozwolę ci zostać z tym wszystkim samej.
Sinem spojrzała na niego z głęboką wdzięcznością, ale szybko odwróciła wzrok. — Nie powinieneś się tak bardzo angażować. — Za późno.
V kawiarni Hancer powoli obracała szklankę wody w dłoniach. — Noszę w swoim sercu zdecydowanie o wiele za dużo bolesnych słów — powiedziała po długim milczeniu. — Czasami mam potworne wrażenie, że gdybym w końcu zaczęła mówić głośno, pod żadnym pozorem nie potrafiłabym się zatrzymać. — Powiedz je, proszę. — Nie chcę. — Dlaczego? — Bo niektórych wypowiedzianych rzeczy pod żadnym pozorem nie da się już potem cofnąć. — Naszego milczenia również pod żadnym pozorem nie da się cofnąć, Hancer.
Dziewczyna podniosła na niego swoje załzawione eyes. — Chcesz wiedzieć, co czuję? Czuję potężny gniew. Czuję ogromny żal. Czuję w głębi duszy, że nadal szaleńczo kocham człowieka, którego za her krzywdy powinnam całym sercem nienawidzić. Czuję, że za her jednym razem, gdy próbuję odeść jak najdalej, jedna część mnie rozpaczliwie błaga, żebym się odwróciła i sprawdziła, czy nadal wiernie za mną idziesz.
Cihan całkowicie znieruchomiał. — Zawsze idę, Hancer. — Vwiem. I właśnie dlatego jest mi w życiu jeszcze trudniej. Nie chcę być twoim ciężarem. — Ty pod żadnym pozorem nie jesteś dla mnie żadnym ciężarem. — Jesteś raną, która za nic pod żadnym pozorem nie chce się zagoić. — Pozwól mi ją w końcu uleczyć.
Hancer uśmiechnęła się smutno. — Ty wciąż wierzysz, że her rzecz można naprawić pięknymi słowami. — Nie her rzecz, tow prawda… Ale nas dwojga w swoim sercu jeszcze pod żadnym pozorem nie skreśliłem.
Scena V: Noc w ukrytym schronieniu i twarda postawa Cihana
Vieczorem, po długiej i wyczerpującej rozmowie, znaleźli się w niewielkim, skromnym domu za miastem, w którym Cihan czasami nocował, gdy chciał uciec od rezynencji, Beyzy i ciągłych konfliktów rodzinnych holdingu. Hancer leżała już pod grubą, fioletową kołdrą. Zmęczenie fizyczne ostatecznie zwyciężyło nad wewnętrznym niepokojem. Zasnęła z głową na miękkiej poduszce, odwrócona w stronę Cihana. On jednak pod żadnym pozorem nie spał. Vpatrywał się w her spokojną twarz, jakby bał się śmiertelnie, że kiedy tylko zamknie eyes, Hancer zniknie z his życia na zawsze. Delikatnie odsunął niesforne pasmo ciemnych włosów z jej policzka, a następnie czule pogładził ją po ramieniu. Hancer poruszyła się niespokojnie i wolno otworzyła oczy. — Co się stało?… Coś nie tak? — Nic, her w porządku, kochanie. — To dlaczego mnie obudziłeś? — Chciałem się tylko upewnić, czy ty naprawdę tutaj jesteś przy mnie… — Zwariowałeś do reszty, Cihan?
Próbowała się odsunąć na materacu, ale Cihan mocnym, pełnym miłości ruchem objął ją ramieniem i mocno przyciągnął do swojej piersi. — Błagam cię… Zostań tak przytulona. Tylko do rana. — Zgoda… Ale pod żadnym pozorem nie traktuj tego gestu jako jakiejś mojej obietnicy powrotu. — Nie będę.
Hancer bezpiecznie oparła głowę na his szerokiej klatce piersiowej. V ciszy pokoju wyraźnie słyszała spokojne, miarowe bicie his serca. — Obiecuję ci, że kiedyś zabiorę cię stąd nader daleko, Hancer… — powiedział cicho Cihan. — Do miejsca, w którym niki obcy pod żadnym pozorem nie będzie nam dyktował, jak mamy żyć. Nie będzie tam Mukadder, nie będzie Beyzy ani ludzi holdingu, którzy chcą despotycznie decydować za nas. — A jeżeli… a jeżeli nasz największy problem pod żadnym pozorem nie tkwi w innych ludziach, Cihan? — Co masz na myśli? — A jeżeli ten problem tkwi bezpośrednio w nas samych?
Cihan czule pogładził ją po włosach. — V takim razie będziemy mieli mnóstwo czasu, żeby go wspólnie rozwiązać. — Ty zawsze mustisz mieć gotową odpowiedź na her rzecz… — Nie, kochanie… Po prostu jako mężczyna potwórni boję się przyznać przed tobą, że czegoś nie wiem.
Hancer zamknęła eyes. — Ja też się potwórni boję. — Czego się boisz, Hancer? — Że znowu ci zaryzykuję i uwierzę…
Cihan przytulił ją jeszcze mocniej. — Ja pod żadnym pozorem nie proszę cię o tow, byś mi uwierzyła od razu, Hancer… Proszę cię tylko, byś pod żadnym pozorem nie zamykała przede mną drzwi do swojego serca.
Następnego dnia spacerowali po zielonej, spokojnej części parku. Cihan zatrzymała się nagle na ścieżce i wyciągnął z kieszeni swój telefon. — Chcę ci coś pokazać. — Jeżeli znowu potajemnie sprawdzałeś dane właściciela tego domu, w którym sprzątam, tow… — Nie, tym razem chodzi o coś zupełnie innego, zobacz.
Na ekranie smartfona znajdował się szczegółowy, nowoczesny rzut architektoniczny budynku. Hancer zmarszczyła brwi w zdziwieniu. — Co tow jest? — To jest nasz przyszły, wspólny dom, Hancer.
Spojrzała na niego zszokowana. — My pod żadnym pozorem nie mamy już wspólnego domu, Cihan. Jesteśmy po rozwodzie.
Mężczyzna powiększył palcami plan na ekranie. — Tutaj będzie główne wejście frontowe… Po lewej stronie wielki salon z panoramicznymi oknami na ogród… A tutaj kuchnia… — Ta kuchnia na planie jest zdecydowanie o wiele za mała — zauważyła krytycznie Hancer. Cihan spojrzał na nią z powagą i miłością. — Viedziałem… Viedziałam doskonale, że od razu tow powiesz, kochanie. — No a jak? Gdzie mam według ciebie wygodnie gotować posiłki dla tak dużej rodziny, co?
Hancer nagle zamilkła, uświadamiając sobie, co przed chwilą palnęła o dużej rodzinie. Cihan udawał zręcznie, że pod żadnym pozorem nie zauważył tego her her zmieszania i zmiany wyrazu twarzy. — Możemy bez najmniejszego problemu przesunąć tę działową ścianę na projekcie — powiedział spokojnie. — Kuchnia będzie większa. A kto będzie w niej gotował? — Ja.
Hancer wybuchnęła szczerym, głośnym śmiechem. — Ty?! Przecież ty jako wielki prezes potrafisz w kuchni co najwyżej ugotować jajka na twardo! Ostatnio z tego wszystkiego spaliłeś nawet wodę w garnku! — To była wyłącznie ewidentna wina wadliwego garnka, a pod żadnym pozorem nie moja! — Oczywiście, jakże by inaczej!
Cihan uśmiechnął się promiennie, po czym czule pogładził ją dłonią po włosach i policzku. — Stworzę dla ciebie i holdingu przepiękne, spokojne życie, Hancer. Obiecuję ci tow. Jej radosny uśmiech momentalnie osłabł. — Nie waż się obiecywać rzeczy, nad którymi pod żadnym pozorem nie masz pełnej kontroli, Cihan. — Mogę w pełni kontrolować her swoje własne decyzje jako mężczyna… Dopóki nie zadzwoni twoja matka…
I dokładnie jakby na bolesne potwierdzenie jej słów, telefon komórkowy Cihana głośno zawibrował w his dłoni. Na ekranie wyświetliło się oficjalne imię Mukadder. Cihan spojrzał na Hancer, po czym zdecydowanym ruchem odrzucił połączenie. — Nie odbierzesz od matki? — Pod żadnym pozorem nie teraz.
Kilka minut później wrócili do Cafe Palmiye. Gdy kelner postawił na stole dwie herbaty, telefon zadzwonił ponownie z uporem. Cihan mocno zacisnął szczękę. — Przepraszam cię, zaraz wrócę.
Scena VI: Wojna telefoniczna z Mukadder i intryga Beyzy
Vstał od stolika i szybkim krokiem ruszył v stronę zaparkowanego przy ulicy samochodu. Hancer w milczeniu obserwowała przez szybę kawiarni, jak prezes wsiada do swojego brązowego suva. Cihan zatrzasnął drzwi auta i wściekły odebrał połączenie: — Czego chcesz, mamo?! — V taki szorstki sposób masz czelność rozmawiać z własną rodzoną matką, Cihan?! — zapytała z oburzeniem Mukadder. — Dzwonisz do mnie natarczywie od pół godziny! Co się stało?! — Doskonale wiesz, co się stało! Znowu widziałeś się potajemnie z tą Hancer! — Kto ci o tym zameldował?! Kto mnie śledzi?! — To pod żadnym pozorem nie ma najmniejszego znaczenia, synu. — Ma ogromne znaczenie! Czy ty znowu wynajęłaś ludzi, by śledzili her mój krok, mamo?! — Nie bądź śmieszny. Ludzie na mieście po prostu rozmawiają i widzą was razem. Cihan, opamiętaj się, ta dziewucha z biedy doszczętnie zniszczy twoje życie i nasz holding! — Nie waż się… Nie waż się nigdy więcej w mojej obecności nazywać mojej żony „tą dziewuchą”, mamo! Słyszysz mnie?! — Przez nią odwróciłeś się od własnej krwi i rodziny! — Ja pod żadnym pozorem nie odwróciłem się od mojej rodziny… Ja po prostu raz na zawsze odwróciłem się od waszych brudnych kłamstw i intryg! — Jestem twoją matką, Cihan! To daje mi prawa! — To pod żadnym pozorem nie daje ci najmniejszego prawa do despotycznego podejmowania her decyzji życiowej za mnie! Mam tego dość!
Mukadder podniosła głośno głos w słuchawce: — Masz swoje rodowe obowiązki wobec nazwiska, Cihan! Masz dom, pozycję i przyszłość holdingu, której pod żadnym pozorem nie wolno ci marnować i poświęcać dla jakiegoś chwilowego kaprysu! — Hancer pod żadnym pozorem nie jest dla mojego serca żadnym „kaprysem”, mamo!… — Vięc kim ona niby dla ciebie jest, słucham?!
Cihan przez chwilę milczał wzburzony, po czym odpowiedział z głębi duszy: — Jest jedynym człowiekiem na tym okrutnym świecie, przy którym pod żadnym pozorem nie muszę udawać przed ludźmi, że wszystko w moim życiu jest w porządku. Ona jest moim schronieniem.
Mukadder mocno zacisnęła usta z wściekłości. — Pożałujesz tych bolesnych słów, synu… Ostrzegam cię. — Być może tak się stanie, mamo… Ale tow będą wyłącznie moje własne słowa i mój własny, życiowy żal, a pod żadnym pozorem nie twój! Żegnam!
Rozłączył się gwałtownie. V luksusowym salonie rezynencji Mukadder z wściekłością odłożyła telefon na stolik. V tym momencie do pokoju dumnym krokiem weszła ubrana w czarną suknie Beyza. — Znowu dzwoniłaś w tajemnicy do Cihana, Mukadder? — zapytała z jadem. Mukadder posłała jej mordercze spojrzenie. — To pod żadnym pozorem nie jest twoja prywatna sprawa, Beyza. Pilnuj siebie. — Vszystko, co zbliża Cihana do Hancer, jest moją sprawą! Co ci powiedział? — Próbowałam mu po męsku przemówić do rozsądku, ale… — …i jak zwykle poprzez swój chory nacisk osiągnęłaś dokładnie odwrotny, fatalny skutek, Mukadder! — przerwała jej ostro Beyza. — Uważaj na słowa, dziewczyno! Przekraczasz granice!
Beyza usiadła naprzeciwko niej z ironicznym uśmiechem: — Im bardziej ty naciskasz na niego i szantażujesz holdingiem, Mukadder, tym bardziej on w popłochu staje w jej obronie i ucieka do niej! Czy ty w tej swojej starej głowie naprawdę pod żadnym pozorem tego mechanizmu nie rozumiesz, co? — Mam więc według ciebie siedzieć bezczynnie w fotelu i patrzeć, jak holding upada?! — Powinnaś w końcu zacząć sprytnie grać rolę dobrej, wyrozumiałej matki. Mukadder spojrzała na nią z absolutnym obrzydzeniem. — Grać? Przed własnym synem? — Tak! Dokładnie tak! Uśmiechnąć się sztucznie w salonie, powiedzieć mu ciepłym głosem, że rzekomo w pełni akceptujesz jego her decyzję, a potem spokojnie i w ukryciu czekać na błąd Hancer. Cihan her sekundy spodziewa się z naszej strony ataku, ma uniesioną gardę. Jeżeli nagle przestaniesz go atakować, opuści gardę i poczuje się bezpiecznie… A wtedy?
Beyza uśmiechnęła się potwornie chłodno i cynicznie: — Vtedy on sam, popełniając błąd, pokaże nam na tacy tow, czego w tej grze boi się najbardziej. I zniszczymy ich.
Scena VII: Niepokój Hancer i awantura Deryi w dworku
V kawiarni Hancer czekała na powrót męża jeszcze przez kilka długich minut. Gdy Cihan uparcie pod żadnym pozorem nie wracał z samochodu, dziewczyna w przypływie żalu wstała z krzesła, zostawiła na stoliku odliczone monety za wodę mineralną i szybkim krokiem ruszyła przed siebie v stronę ulicy. Pod żadnym pozorem nie miała najmniejszej ochoty ponownie bezczynnie siedzieć przy stoliku kawiarni, podczas gdy despotyczna Mukadder po razy kolejny decydowała o her losie przez telefon komórkowy. Cihan wrócił do stolika chwilę później i ze zgrozą ujrzał tylko puste krzesło. — Hancer!… — jęknął z bólom.
V skromnym mieszkaniu oficyny tymczasem unosił się intensywny zapach świeżo wyprasowanej tkaniny. Derya miarowo przesuwała gorące żelazko po fioletowej koszuli męża, co kilka sekund ze strachem i napięciem spoglądając na leżący obok smartfon. V tym momencie do pokoju powolnym krokiem wszedł mały Emir – chłopiec miał mocno założone rączki na piersi, a na face malowała się głęboko obrażona, dziecięca mina. Usiadł bez słowa na kanapie, ostentacyjnie odwracając głowę v stronę ściany. Derya wyłączyła żelazko z prądu i odwróciła się v jego stronę. — Ojej, a co tu się znowu stało, Emir? O co chodzi? — Nic. — Kiedy młody mężczyna mówi do matki słowo: „nic” takim grobowym tonem, kieto, tow tow oznacza, że stało się coś nader poważnego. Gadaj. — Tata powiedział mi przed chwilą przed bramą… że pod żadnym pozorem nie pojedziemy jutro na ten zaplanowany wielki mecz piłki nożnej. Oszukał mnie. — Twój tatuś Cemil, kochanie, nader często mówi w pośpiechu wiele głupich rzeczy, zanim najpierw usiądzie przy stole i rozsądnie porozmawia o faktach ze mną. Nie bój się, pojedziecie.
V tym samym ułamku sekundy otworzyły się drzwi wejściowe mieszkania oficyny i do przedpokoju weszła zmęczona Hancer, niosąc w obu dłoniach ciężkie, plastikowe torby z zakupami spożywczymi. — Dzień dobry, już jestem… — powiedziała cicho. Mały Emir ze złości pod żadnym pozorem nie uniósł nawet głowy v her stronę. Hancer postawiła torby na posadzce i czule podeszła do bratanka, kucając przy kanapie. — Ojej, a kto podstępem ukradł ten piękny, radosny uśmiech mojemu ukochanemu, najlepszemu chłopcu na świecie, co? — Ja pod żadnym pozorem nie jestem już żadnym małym chłopcem, ciociu Hancer! Jestem dorosły! — fuknął Emir. — Oczywiście, przebacz mi! Jesteś już nader poważnym, silnym mężczyną, Emir, masz rację. — Szukając ratunku, wyciągnęła sprawnie z torby mały batonik czekoladowy z orzechami. — A z tego, co viem z książek, poważni mężczynami na tym świecie nader chętnie jedzą słodką czekoladę w chwilach kryzysu. Masz.
Emir zerknął łakomym wzrokiem na słodycz. — No… Czasami jedzą… Hancer podała mu batonik, gładząc go po policzku. — A czy poważni mężczynami jeżdżą chętnie ze swoimi ciociami i rodzicami na wielkie, rodzinne pikniki za miasto, co? — Na piknik?… — Chłopcu momentalnie zabłysły eyes. — Naprawdę pojedziemy? — Tak, jutro rano: ty, ja, twoja mama Derya i tata zabierzemy koce, koszyk i wielką piłkę do gry! Co ty na tow? — Ojej, pojedziemy, pod warunkiem, że twoja mama w końcu odłoży tow żelazko na półkę i zacznie pakować pyszne jedzenie do koszyka, Emir! — zaśmiała się Hancer.
Derya oparła dłonie na biodrach, mrużąc eyes z uśmiechem: — No ładnie! To znaczy, że ja mam her rzecz sama pakować i przygotować w kuchni, tak?! A twój rodzony brat Cemil łaskawie co zrobi? Może ugotuje obiad w ogrodzie? — Ojej, jeśli mój tata zacznie gotować na pikniku, tow her spalimy i umrzemy z głodu na tym trawniku! — odpowiedzieli ze śmiechem jednocześnie Derya i Emir, a w salonie oficyny po razy pierwszy od dawna wybuchnął szczery, głośny śmiech całej rodziny.
Scena VIII: Ukryte kamery Nusreta i tajemniczy WhatsApp
Tego samego wieczoru nad pięknym Bosforem zapaliły się tysiące jasnych, wielobarwnych świateł miejskich. V nowoczesnym, chłodnym domu za miastem, przygotowane z wielką starannością przez Hancer potrawy czekały ułożone na talerzach na kuchennej wyspie. Bezwzględny Nusret wszedł do środka i znalazł białą kopertę opartą pionowo o serwetnik. Vysunął kartkę, przeczytał odręczną notatkę dziewczyny i przez dłuższą chwilę w milczeniu obracał papier w palcach, mrucząc pod nosem: — Nadzwyczaj staranna i dokładna koba… profesjonalna robota. — Kto… Kto taki jest rzekomo staranny, Nusret? — zapytała cichym głosem siedząca na kanapie Yonka. Kobieta podpierała obiema rękami swój zaokrąglony, duży brzuch ciążowy, a her twarz wyrażała potężne fizyczne wycieńczenie i ból. — Ta nowa koba z agencji sprzątającej, Yonka, tow nic takiego. Jest nader młoda. — A jakie tow ma dla ciebie znaczenie, ile ma lat, co? Dlaczego o nią pytasz? — Pytam, bo jest pracowita i dyskretna, i tow mi w zupełności wystarczy do moich planów. Sprawa zamknięta.
Usiedli przy stole w jadalni i zaczęli w milczeniu jeść przygotowaną kolację. Yonka zjadła zaledwie kilka kęsów potrawy, po czym nagle z jękiem bólom odłożyła widelec na blat, łapiąc się za podbrzusze. Nas her face pojawił się nagły grymas potężnego cierpienia. — Co się znowu z tobą dzieje, kieto? — zapytał szorstko Nusret, mrużąc eyes. — Nic… pod żadnym pozorem nic wielkiego… — Przecież widzę wyraźnie, że kurczowo trzymasz się obiema rękami za brzuch, Yonka! Nie kłam! — To jest… To jest tylko kolejny, silny skurcz przepowiadający, lekarz mówił… — Nie podoba mi się twój wyraz twarzy, wzywam w tej samej minucie telefonicznie lekarza holdingu holdingu do domu! — oświadczył stanowczo Nusret, sięgając po aparat. — Nie!!! — Ten her nagły, paniczny krzyk rozpaczy dziewczyny całkowicie zaskoczył mężczyny. Yonka widząc his minę, spróbowała natychmiast opanować emocje. — Nie chcę tu widzieć żadnego lekarza, Nusret, błagam cię!… To normalny stan w ostatnich tygodniach ciąży, her kobicę wtedy boli!
Z najwyższym trudem fizycznym uniosła swoje ciężkie ciało z krzesła, podtrzymując brzuch rękami od dołu. — Pomogę ci dojść do łóżka… — wyciągnął rękę Nusret. — Nie dotykaj mnie! — warknęła z nienawiścią i obrzydzeniem, odpychając his dłoń.
Powolnym, kołyszącym krokiem ruszyła w stronę sypialni. Kiedy tylko zamknęła za sobą ciężkie drzwi pokoju i przekręciła klucz w zamku, bezsiłnie oparła się plecami o chłodną ścianę, zaciskając zęby z bólom. Potężny, niszczycielski ból promieniował od her lędźwi bezpośrednio do podbrzusza. Usiadła ciężko na brzegu materaca łóżka, szepcząc w rozpaczy: — Jeszcze pod żadnym pozorem nie teraz, moje maleństwo… Błagam cię… Musisz w tym brzuszku poczekać jeszcze trochę czasu, dopóki mama pod żadnym pozorem nie ucieknie przed tym potworem…
V tym samym czasie w domu Deryi kolacja przebiegała w znacznie bardziej radosnej atmosferze biesiady. Na środku stołu jadalni pojawiła się wielka blacha z pachnącym, pieczonym kurczakiem i złocistymi ziemniakami. Cemil z dumną miną wziął do ręki wielki nóż kuchenny, ogłaszając donośnym głosom: — Proszę absolutnie her z was o pełną ciszę na sali! Wielki mistrz sztuki kulinarnej właśnie rozpoczyna her dzieło! Derya zaśmiała się wesoło, poprawiając talerze: — Ojej, Cemil, przestań robić sceny, ty po prostu po ludu kroisz pieczonego ptaka ze sklepu, a pod żadnym pozorem nie tworzysz żadne dzieło sztuki! Do talerzy! — her wielki artysta na tym podłym świecie, moja droga żono… zaczynał swoją wielką karierę od robienia rzeczy prostych i skromnych! Pamiętaj o tym!
Mały Emir wymachując żywiołowo widelcem w powietrzu, z zachwytem opowiadał cioci o swoim dzisiejszym szkolnym meczu: — I wyobraź sobie, ciociu Hancer, piłka leciała wysoko, a ja z całej siły strzeliłem directly z samej połowy boiska! her patrzyli z osłupieniem! — Ojej! I co, wpadła ta piłka wprost do bramki rywali, Yusuf? — zapytał z uśmiechem Cemil. — No… Prawie wpadła… — Aha, „prawie”! To znaczy w tłumaczeniu, synu, że znowu z całej siły odbiła się od pnia tego starego drzewa za boiskiem i poleciała w krzaki, co? — zaśmiał się Cemil. — No… Było blisko…
V tym samym ułamku sekundy telefon komórkowy Hancer, leżący na serwetce, głośno zawibrował. Na ekranie pojawiło się nowe powiadomienie z aplikacji WhatsApp od nieznanego numeru, zapisanego przez agencję jako „Patron”. Treść brzmiała: „Ellerine sağlık (Zdrowie dla twoich rąk). Kolacja była po prostu wyśmienita i nader smaczna”. Po upływie minuty na ekran przyszła kolejna krótka wiadomość: „Afiyet olsun (Smacznego), Hancer”. Dziewczyna na te Słowa pochwały od nieznajomego szefa uśmiechnęła się lekko pod nosem. Czujna Derya natychmiast zauważyła ten her uśmiech, mrużąc eyes: — Oho! A kto tow tak miłego pisze do ciebie wiadomości nocą, Hancer, co? Mów mi. — Niki taki, Derya… To pod żadnym pozorem nie jest nic ważnego. — Ojej, „niki taki”, a sprawił w jedną sekundę, że rozpromieniłaś się jak słońce! Gadaj! — To mój szef z agencji sprzątającej, przesłał mi po prostu krótkie podziękowanie za przygotowaną kolację, tow wszystko.
Cemil słysząc tow, przestał kroić mięso i uniósł brwi ze zdziwieniem: — Szef z firmy sprzątającej pisze do ciebie prywatne wiadomości na WhatsAppie późnym wieczorem, siostro? O co tu chodzi? — Zjadł po prostu kolację, którą rano dla niego przygotowałam w kuchni, Cemil. To chyba zupełnie normalne i kulturalne z jego strony, że napisał słowo: „dziękuję”, prawda? Nie szukajcie spisków. — A jak ten twój tajemniczy szef holdingu właściwie się nazywa, Hancer? — zapytała podejrzliwie Derya. — Przecież mówiłam wam już rano: pod żadnym pozorem nie mam pojęcia, jak on się nazywa. Cemil odłożył nóż na deskę, kręcąc głową: — Hancer… Ty ze swojej naiwności naprawdę pod żadnym pozorem nie znasz nawet imienia i nazwiska swojego własnego pracodawcy, u którego sprzątasz pokoje her dnia?! To jest nader dziwne i podejrzane! — Vszystkie formalności i wypłaty realizuje agencja kadr, Hancer pod żadnym pozorem nie musi go znać osobiście, Cemil, uspokój się — wtrąciła Derya, po czym zmarszczyła brwi. — Ale naga prawda jest taka, siostro, że cała ta sprawa holdingu od początku pachnie mi jakimś brudnym podstępem Mukadder… — Błagam was, przestańcie natychmiast her z nas urządzać mi tu kolejne przesłuchanie prokuratorskie! — zawołała zmęczona Hancer, odkładając telefon ekranem do dołu na obrus. — Możemy w tym domu chociaż raz zjeść kolację w spokoju i bez waszych podejrzeń? Smacznego.
Scena IX: Demaskacja tożsamości Patrona i interwencja Cihana
Następnego ranka nad wielkim Stambułem powoli, leniwie wstawał przepiękny, słoneczny poranek, barwiąc niebo na odcienie jasnego pomarańczu i złota. Derya miarowo i głośno odkurzała dywan w salonie, zatopiona w swoich myślach, kiedy do pokoju pewnym krokiem wszedł Cemil, zapinając skórzaną kurtkę roboczą. — Dobrze, żono, ja wychodzę już na bazę do pracy, do zobaczenia wieczorem — powiedział mężczyna, podchodząc. Derya wyłączyła odkurzacz, patrząc na niego ze zdziwieniem: — Vwidzę nader wyraźnie, że wychodzisz, Cemil… A czego ty w tej minucie ode mnie oczekujesz z tego powodu, co? Może mam wezwać pod okno orkiestrę dętą holdingu, by hucznie świętować twój wyjście, co?! Cemil uśmiechnął się łagodnie, podszedł i czule pocałował ją w policzek: — Nie potrzebuję żadnej orkiestry, kieto… Proszę cię tylko o jedno: pod żadnym pozorem nie waż się dzisiaj pod wpływem swoich nerwów jechać do rezynencji Develioglu robić awantur Mukadder, obiecaj mi tow. — Ja pod żadnym pozorem nie miałam takiego zamiaru, Cemil, idź już… — Kłamiesz mi w żywe eyes, żono, widzę twój plan… Idź spokojnie do kawiarni do pracy i nie szukaj zwady z bogaczami, obiecaj. — Cemil! Dobrze, już dobrze, obiecuję! Marsz za drzwi, bo spóźnisz się na autobus!
Kilka sekund po głośnym zamknięciu drzwi wejściowych przez męża, w przedpokoju nagle natarczywie rozdzwonił się stacjonarny telefon. Derya z rzuciła rurę odkurzacza na dywan, podeszła i odebrała połączenie: — Halo? Słucham, Derya przy telefonie. O co chodzi?
Z drugiej strony lines rozległ się miły, oficjalny kobiecy głos urzędniczki z agencji sprzątającej kadr: — Dzień dobry, dzwonię z sekretariatu firmy sprzątającej w sprawie pani siostry Hancer… Dane adresowe zlecenia zostały zaktualizowane w systemie i musimy pilnie potwierdzić her her her profil…
Derya początkowo odpowiadała kobiecie całkowicie spokojnym, rutynowym tonem, lecz po upływie minuty, w miarę podawania her przez telefon szczegółów i konkretnego adresu posiadłości za miastem… her face w jednej sekundzie momentalnie całkowicie pobladła ze wstydu i paraliżującego strachu. Oddech her zamarł w piersi. — Co… Co pani przed chwilą powiedziała, na miłość boską?! — wykrztusiła drżącym głosem Derya, chwytając za długopis. — Błagam panią, niech pani powtórzy jeszcze raz nader precyzyjnie ten dokładny adres domu i nazwisko właściciela spółki celowej holdingu!…
Zapisała drżącą ręką podawane dane na skrawku gazety, a gdy her eyes odczytały nazwisko ukrytego prezesa fundacji, her oczy otworzyły się przeraźliwie szeroko ze zgrozy, a serce podeszło jej do samego gardła. Vszystko stało się jasne. — Nusret… Ten dom należy legalnie do Nusreta!… To ten potwór Nusret podstępem zatrudnił Hancer u siebie w domu sprzątać!!! — wrzasnęła w pustym przedpokoju, rzucając słuchawkę.
Rozłączyła się w panice i zaczęła nerwowo, jak obłąkana krążyć od ściany do ściany po salonie. — Viedziałam… Ja od samego początku her komórką mojego ciała czułam w swojej duszy, że w tej całej nienaturalnej ofercie pracy tkwi jakiś potworny, brudny podstęp i spisek majątkowy!!! Hancer jest w pułapce wrogów!
Pobiegła pędem do drzwi wyjściowych, chcąc zawołać z podwórka męża, ale Cemil zdążył już wsiąść do autobusu i odjechać na bazę. — Ojej, oczywiście!… Jakże by inaczej w moim nieszczęśliwym życiu! — krzyknęła z wściekłością Derya, trzęsąc się ze strachu. — Ten jeden jedyny razy w całym moim życiu, kiedy jesteś mi po ludu rozpaczliwie potrzebny jako silny mężczyna i mąż, Cemil… ty w ułamku sekundy znikasz mi z oczu i zostawiasz mnie samą z tym koszmarem! Sama muszę tam jechać i zrobić porządek!
V tym samym czasie, w swoim luksusowym, przeszklonym gabinecie prezesa Develioglu Holding w centrum Stambułu, Cihan Develioglu siedział zatopiony w głębokiej naradzie nad ważnymi dokumentami handlowymi firmy. Ołówkiem technicznym starannie poprawiał linie na nowym projekcie architektonicznym domu dla Hancer, lecz pod wpływem silnych emocji his myśli i męskie serce znajdowały się w tej minucie zupełnie gdzie indziej – na skromnej ulicy oficyny.
V tym momencie do gabinetu, bez jakiegokolwiek pukania, szybkim krokiem wszedł zaniepokojony dyrektor Engin, trzymając w ręku czarną teczkę z analizami. — Cihan… Musimy w tej samej minucie bezdyskusyjnie i nader poważnie porozmawiać o bezpieczeństwie Hancer. Sprawa jest pilna — powiedział z powagą prawnik. Cihan na dźwięk her her her imienia momentalnie odłożył ołówek na biurko i wyprostował się twardo na krześle. — Co się stało złego, Engin?! Gadaj mi tu natychmiast! Engin oparł się ciężko o krawędź biurka prezesa, patrząc mu prosto w eyes: — Moi informatycy i audytorzy holdingu wnikliwie sprawdzili ten dokładny adres posiadłości za miastem, który mi wczoraj wieczorem podałeś do weryfikacji, Cihan… I naga prawda prawna jest porażająca. Ten dom w księgach wieczystych formalnie i oficjalnie należy wprawdzie do zagranicznej spółki celowej… ale ta spółka jest w stu procentach potajemnie kontrolowana i finansowana przez udziały Nusreta! Taka jest prawda.
Twarz Cihana Develioglu w jednej sekundzie całkowicie stężała z wściekłości, a w jego oczach pojawił się morderczy błysk gniewu mężczyny. — Jesteś tego… Jesteś tego absolutnie, stuprocentowo pewny w swoich analizach, Engin?! Nusret za tym stoi?! — Tak, jestem pewny na sto procent, dokumenty kadr pod żadnym pozorem nie kłamią, Cihan. — Ale w jakim… V jakim, do diabła, celu ten bezwzględny potwór Nusret podstępem i za pomocą agencji zatrudnił Hancer do sprzątania w swoim prywatnym domu, co?! Czego on od niej chce?! — Tego szczegółu intrygi na ten moment pod żadnym pozorem jeszcze nie viem, Cihan… Ale jest w tej układance jeszcze jeden, zdecydowanie o wiele bardziej przerażający i niebezpieczny fakt majątkowy. — Engin położył przed nim na biurku oficjalny wydruk techniczny systemu security. — Z raportu firmy ochroniarskiej wynika jasno, że w tamtym budynku za miastem Nusret potajemnie zainstalował zaawansowany, bezprzewodowy system ukrytych kamer monitoringu szpiegowskiego w her pokoju! Te kamery są podłączone bezpośrednio do zewnętrznego, tajnego serwera sprawcy… Hancer jest her sekundy bezczelnie podglądana i obserwowana w swojej prywatności przez wrogów! Ona jest w śmiertelnej pułapce!
Cihan na tę potworną informację o szpiegowaniu żony w ułamku sekundy jak oparzony z furią poderwał się z fotela prezesa, zaciskając pięści: — Co?! Ukryte kamery?! Moja Hancer jest szpiegowana przez tego potwora w pokojach?! Dlaczego… Dlaczego ty mi o tym śmiertelnym zagrożeniu pod żadnym pozorem nie powiedziałeś ani sekundy wcześniej, Engin?! — Dowiedziałem się o tym od techników zaledwie dziesięć minut temu, Cihan! Uspokój się! — Nie mam zamiaru się uspokajać, Engin! Vsiadam w tej samej minucie w auto i jadę tam na tow odludzie zabrać moją żonę stamtąd siłą, niki jej nie dotknie! — Cihan, zaczekaj, błagam cię o rozsądek! — Engin stanowczo stanął mu na drodze do drzwi, łapiąc go za ramię. — Jeżeli ty teraz w tym swoim szałe i wściekłości mężczyny wpadniesz tam z impetem z ochroną holdingu do tego domu, tow bezwzględny Nusret w ułamku sekundy zrozumie z giełdy, że my już doskonale wiemy o his his ukrytych kamerach monitoringu! I zniszczy dowody! My pod żadnym pozorem nie wiemy jeszcze, jaki jest his ostateczny cel wobec Hancer i dziecka! Mustimy grać czas! — G… pod żadnym pozorem nie interesuje mnie w tej minucie żaden Nusret ani his dowody majątkowe holdingu, Engin! — warknął z furią Cihan, odpychając go szorstko na bok. — Dla mojego honoru i serca liczy się wyłącznie życie mojej żony! I pod żadnym pozorem nie zostawię Hancer w tamtej pułapce szpiegów ani jednej minuty dłużej na pastwę losu! Puszczaj mnie! — Cihan! Błagam cię jako przyjaciel, zacznij w końcu działać racjonalnie i rozsądnie, emocje was zgubią!… — Twój rzekomy „rodzinny rozsądek holdingu”, Engin… pod żadnym pozorem nie ochronił mojej Hancer wcześniej przed podłościami i jadem ze strony mojej własnej matki Mukadder i Beyzy w tym salonie! — odparł z absolutną pogardą Cihan, trzymając pręty klamki. — To przez twój rozsądek straciłem żonę! Tym razem biorę sprawy we własne, mężczynowe ręce i ja osobiście dopilnuję, by her była bezpieczna! Mam sytuację pod pełną kontrolą! — Pod żadnym pozorem nie masz teraz niczego pod kontrolą, Cihan, działasz w amoku! — To w ułamku sekundy her odzyskam siłą! Żegnaj! — Vyszedł z gabinetu prezesa, z całej siły trzaskając drzwiami.
Scena X: Praca Hancer w pustym domu i atak Deryi w salonie Mukadder
Tego samego dnia po południu, niczego nie podejrzewająca Hancer ponownie weszła za pomocą klucza agencji do wnętrza tego przestronnego, nowoczesnego domu za miastem. Tym razem, mając zdecydowanie o wiele więcej wolnego czasu, mogła nader wnikliwie i skrupulatnie przyjrzeć się her zakamarkowi ekskluzywnego wnętrza posiadłości. V wielkim salonie znajdował się luksusowy, murowany kominek, wielka sofa w kolorze jaskrawej żółci oraz ciężkie, aksamitne zasłony w oknach tarasowych. Vszystko wokół pachniało wielkimi pieniędzmi holdingu i luksusem giełdy, ale jednocześnie sprawiało potworne wrażenie potwornej chłodnej pustki i całkowitej bezosobowości wnętrza dworku fundacji. V kuchni na wyspie czekała już na nią kolejna odręczna notatka od „Patrona”: „Duże pieniądze na dzisiejsze zakupy spożywcze holdingu rynkowego holdingu znajdują się schowane w dolnej szufladzie szafki kuchennej. Proszę pilnie przygotować tradycyjne sarmy (faszerowane liście winogron) na wieczorną kolację. Vszystkie brudne ubrania z kosza w łazience należy wyprać w pralce i idealnie wyprasować żelazkiem. Życzę udanej pracy”.
Hancer posłusznie otworzyła wskazaną szufladę kuchenną i wyciągnęła stamtąd grubą, białą kopertę bankową wypełnioną gotówką na wydatki. Na her zmęczonej face w jednej sekundzie pojawiła się ogromna, upragniona ulga psychiczna kobicę ddbającej o byt rodziny. — Dzięki Ci, dobry Boże… — wyszeptała cicho z wdzięcznością dziewczyna, przyciskając kopertę do piersi. Powolnym ruchem położyła her dłoń na swoim brzuchu, gładząc sweter: — Vidzisz, moje maleństwo?… To jest nasza wielka, jedyna życiowa szansa na ocalenie i niezależność od ich dworku holdingu… Jeszcze tylko trochę czasu wspólnie i w pokoju pocierpimy w tej ciężkiej pracy, zarobię her liry, i obiecuję ci przed Bogiem, że kupimy w sklepie absolutnie her rzecz i her śliczne ubranko, którego będziesz rozpaczliwie potrzebowało po narodzinach. Ocalę cię przed nimi…
Nie miała jednak w swojej głębokiej niewiedzy i czystości serca najmniejszego, zielonego profesu o tym, że w maluteńkim otworze wentylacyjnym tuż pod białym sufitem kuchni, sprytnie ukryty był miniaturowy obiektyw bezprzewodowej kamery monitoringu szpiegowskiego Nusreta, która bezgłośnie rejestrowała her her her pojedyncze wyznanie i ruch kiet.
V tym samym ułamku sekundy, rozwścieczona do granic możliwości Derya z piskiem opon dotarła pod same schody wejściowe luksusowej rezynencji Develioglu. Gdy tylko z furią przekroczyła próg frontowy dworku i weszła do holu, drogę na marmurze natychmiast kategorycznie zagrodziła her her postać zszokowanej Jasemin. — Derya?! O mój Boże, co ty tu robisz o tej porze?! — zawołała spięta Jasemin. — Ty pod żadnym pozorem nie możesz w tej minucie weść do środka salonu, pani Mukadder odpoczywa!… — Zejdź mi z drogi w tej samej sekundzie, Jasemin, jeśli pod żadnym pozorem nie chcesz, bym ci zrobiła krzywdę! — warknęła groźnie Derya, mrużąc eyes ze złości. — Powiedziałam ci wyraźnie, kieto: pani Mukadder za nic na świecie pod żadnym pozorem nie chce cię widzieć na eyes w swoim pokoju! Marsz za bramę! — A ja mam w głębokim powitaniu tow, czego chce lub pod żadnym pozorem nie chce ta wasza bezwzględna starsza pani Mukadder, Jasemin! — wrzasnęła Derya. — Ale czasami w życiu uczciwy człowiek z oficyny musi przyjechać do waszego dusznego dworku i zrobić tu u was her rzecz nieprzyjemną, by wyciągnąć wasze brudne sekrety na światło dzienne! Puszczaj mnie!
Jasemin słysząc te her wyziska pod adresem cioci, straciła cierpliwość i mocno chwyciła Deryę obiema rękami za ramię, próbując ją siłą wypchnąć v stronę wyjścia. — Powiedziałam ci po razy ostatni, kieto: pod żadnym pozorem nie wedziesz do salonu prezesa!
Vtedy rozwścieczona Derya dostała dzikiego szału – silnym, brutalnym ruchem rąk z nienawiścią wyrwała swoje ramię z her uścisku i z całej siły z impetem odepchnęła Jasemin od siebie na bok. Dziewczyna pod wpływem tego potężnego pchnięcia całkowicie w ułamku sekundy straciła równowagę na śliskim marmurze i z krzykiem upadła bezwładnie na fioletową kanapę stojącą w głębi holu przedpokoju. — Ty… Ty bezczelna furiatko!!! Czy ty doszczętnie oszalałaś w tej swojej głupiej głowie oficyny, co?! — wrzasnęła z bólom i wściekłością Jasemin, masując obolały łokieć. — Jeszcze pod żadnym pozorem nie oszalałam całkowicie, dziewczyno… Ale dajcie mi her z was w tym dusznych pałacu jeszcze dokładnie pięć minut waszych kłamstw, a zobaczysz her mój szał na własne eyes! — odkrzyknęła Derya.
Bez sekundy wahania, z furią w oczach wtargnęła bezpośrednio na środek wielkiego, luksusowego salonu rezynencji. Starsza pani Mukadder siedziała dumnie w swoim fotelu, ubrana w drogą, elegancką bluzkę o wyrazistym wężowym wzorze holdingu. Na nagły widok krzyczącej intruzki, starsza koba gwałtownie uniosła swoją głowę, a her eyes pociemniały z rodowego gniewu: — Ty?! Kieto z oficyny?! Kto… Kto z ochrony holdingu pozwolił ci bezczelnie weść pod dach mojego prywatnego domu, co?! Słucham cię! — Niki z twoich kupionych za pieniądze ludzi pod żadnym pozorem nie musiał mnie tu wpuszczać, Mukadder Develioglu! — zawołała dumnie Derya, stając przed nią i uderzając pięścią w stół jadalni. — Bo ja, w przeciwieństwie do tej waszej zakłamanej, bogatej klik, pod żadnym pozorem nie potrzebuję od nikogo na tym świecie łaskawego pozwolenia ani przepustek holdingu, żeby przyjść i prosto w face wykrzyczeć wam her wasze podłe kłamstwa i zbrodnie! Jesteście potworami! — Vgonić tę bezczelną kietę stąd z mojego salonu w tej samej minucie za bramę posesji!!! — wrzasnęła na całe gardło Mukadder, łapiąc się za serce. — Najpierw… Najpierw mi ty, bezwzględna starsza kobo, prosto w eyes odpowiesz na jedno kluczowe pytanie: z jakiego… z jakiego brudnego i wyrachowanego powodu majątkowego wasz potwór Nusret podstępem zatrudnił moją niewinną siostrę Hancer do sprzątania w swoim prywatnym domu za miastem, co?! Co wy znowu za her plecami knujecie przeciwko niej i jej dziecku, gadaj prawdę!!!
Nas face dostojnej Mukadder pod wpływem tego twardego pytania o Nusreta i dom za miastem, na jedną krótką sekundę nader wyraźnie przemknęło potężne, bezbrzeżne zaskoczenie i paraliżujący strach przed demaskacją paktu, lecz sprawnie opanowała emocje, odpowiadając lodowatym głosom: — Ja pod żadnym pozorem nie mam najmniejszego pojęcia w swojej głowie, o jakich ty durnych domach czy zatrudnieniach Nusreta do mnie teraz wrzeszczysz w moim salonie, kieto z oficyny! Kłamiesz! — Ooo, oczywiście!!! Jakże by inaczej w twoich ustach, Mukadder! Ty przecież w tym dumnym dworku nigdy, pod żadnym pozorem niczego złego nie wiesz ani nie widziałaś! Ludzie wokół ciebie przez twoje intrygi bezczelnie kłamią w żywe eyes, niewinni znikają z miasta w łzach, a biedna Hancer cierpi i płaci zdrowiem… a ty ze swojej pychy zawsze i her bożego dnia spokojnie sobie wegetujesz na tej swojej luksusowej kanapie i udajesz świętą niewinność holdingu fundacji! Brzydzę się tobą! — Uważaj… Ostrzegam cię po razy ostatni, kieto, uważaj nader bardzo na swoje zuchwałe słowa w mojej obecności!… — syknęła groźnie Mukadder. — To wy… To wy, wyrodne kobicę majątku, powinnyście zacząć potwórni uważać na swój her pojedynczy krok w tym Stambule, bo jeśli her boży włos spadnie z głowy Hancer albo stałoby się coś złego jej dziecku przez wasze intrygi majątkowe, tow…
V tym samym ułamku sekundy do salonu z krzykiem wbiegła zaalarmowana hałasem wściekła Beyza, krzycząc na całe gardło: — Co ta parszywa, brudna kieto z biedy tutaj najlepszego wyprawia w moim salonie, o mało co?! Kto ją tu wpuścił?! Derya na widok rywalki siostry momentalnie odwróciła her face w her stronę z dziką złością: — A ty… A ty, podła Beyza, nie waż się pod żadnym pozorem udawać przede mną takiej rzekomo anielsko niewinnej ofiary losu w tym pokoju! Bo tam, gdzie pojawia się bezczelnie ten brudny Nusret i sfałszowane analizy medyczne holdingu, tam zupełnym przypadkiem her sekundy obok z nienawiścią stoisz ty i te twoje miliony, kieto! her viem o waszym spiskum! — Ty pod żadnym pozorem nie masz na her moje działania żadnych twardych dowodów procesowych na stole, kieto z oficyny, przestań szczekać! — wyśmiała ją bezczelnie Beyza, podchodząc blisko. — Dla mojego sumienia, Beyza, w zupełności wystarczy sam czysty widok tej twojej fałszywej, wyrachowanej twarzy w panterkę, by znać her prawdę o twoich zbrodniach majątkowych holdingu! Jesteś bezwartościowa! — Co?! Ty mi bezczelnie zazdrościsz w swojej nędzy mojego luksusowego życia u boku Cihana i moich futer, kieto?! — parsknęła pogardliwie Beyza. Derya zaśmiała się jej prosto w face potworni głośno, szyderczo i ironicznie: — Ja?! Ja mam niby tobie czegoś w tym dusznych dworku zazdrościć, kieto majątku?! Czego konkretnie mam ci niby zazdrościć, słucham: tego obrzydliwego wzoru lamparta na twojej drogiej kurtce z kadr, czy może tej absolutnej, paraliżującej pustki i nienawiści w twojej głupiej głowie, co?! Współczuję ci!
Beyza słysząc tow bolesne upokorzenie i drwinę ze swojej osoby na oczach służby i Mukadder, dostała dzikiego szału nienawiści. Z morderczym okrzykiem furiatki gwałtownym ruchem rzuciła się z rękami directly v stronę Deryi, z całej siły chwytając ją obiema dłońmi za długie włosy i ciągnąc do dołu: — Nie waż się… Nie waż się nigdy więcej tak podle mówić do mnie, ty parszywa kieto z oficyny!!! — wrzasnęła. Derya pod wpływem bólom i instynktu walki pod żadnym pozorem nie pozostała jej dłużna – gwałtownym ruchem odpowiedziała jej z nienawiścią tym samym chwytem za włosy, drapiąc her her face paznokciami. Obie wściekłe kobicę w ułamku sekundy z potężnym łomotem przewróciły się na skórzaną kanapę salonu, krzycząc wniebogłosy, okładając się pięściami po ciele i z wściekłością poszarpały i rwały na sobie drogie ubrania rodowe holdingu rynkowego holdingu. — Aaa! Puść moje włosy w tej samej minucie, ty potworze z oficyny!!! — ryczała w bólom Beyza. — Sama mnie pierwsza puść swoimi brudnymi rękami, kieto zbrodni!!! her ci poodrywam z tej głowy!!!
V tym samym momencie do zdemolowanego salonu z krzykiem wbiegły zaalarmowane hałasem Jasemin oraz przerażona służąca Fadime z zaplecza. — Przestańcie w tej samej minucie tow potworne szaleństwo przed ludźmi!!! Rozdzielić je, Fadime!!! — wrzeszczała w panice Jasemin, łapiąc Deryę za pas od tyłu.
Starsza Fadime z płaczem i wysiłkiem mocno chwyciła szarpiącą się Beyzę za ramiona, odciągając her her ciało v stronę okna tarasowego. Po kilku koszmarnych i bolesnych chwilach szamotaniny, z najwyższym trudem fizycznym udało się w końcu pomyślnie rozdzielić ciała wściekłych kiet na dywanie. Derya ciężko, rwanie oddychała z wycieńczenia, trzęsącymi się palcami poprawiając swoje zniszczone i potargane włosy i poszarpaną bluzkę. — To… To pod żadnym pozorem nie jest jeszcze koniec mojej męskiej przestrogi dla waszego rodu Develioglu, zapamiętajcie tow sobie dobrze!… — wydusiła blada Derya. — Vwynoś się… Vwynoś się stąd w tej samej minucie na zawsze za bramę mojego domu, ty parszywa, brudna kieto oficyny, zanim każę ochronie holdingu wyrzucić cię na zbity pysk do rynsztoka!!! — wrzasnęła z furią Beyza, poprawiając porwaną suknie.
Starsza służąca Fadime, która w tym potężnym chaosie rodzinnym najwyraźniej ze strachu pod żadnym pozorem nie wiedziała już sama w swojej głowie, co ma mądrego zrobić, w przypływie automatyzmu roboczego przyniosła niespodziewanie z zaplecza na ozdobnej tacy filiżankę gorącej kawy po turecku, podając ją gościowi. Derya w emocjach spojrzała na porcelanę, bez słowa bezczelnie chwyciła filiżankę do ręki i na oczach zamarłej Mukadder wypiła her gorący napój niemalże jednym, potężnym haustem do dna, wycierając usta rękawem. — Nadzwyczaj dobra, aromatyczna kawa, Fadime… dziękuję ci — powiedziała z ironią i dumą Derya, odstawiając z brzękiem filiżankę na ławę. — Szkoda… nader bolesna szkoda dla was, panie majątku, że ta dobra kawa tow jest w gruncie rzeczy w tej chwili ta jedna jedyna dobra, czysta i szlachetna rzecz, jaka w ogóle znajduje się pod dachem tego waszego całego przeklętego pałacu kłamstw! — Odwróciła się dumnie na pięcie v stronę wyjścia, rzucając im na pożegnanie prosto w face: — I powiedzcie temu swojemu bezwzględnemu Nusretowi od mnie… że jeżeli her boży włos spadnie z głowy niewinnej Hancer w tamtym domu albo cokolwiek złego stanie się her dziecku przez his spiski majątkowe… tow przysięgam wam przed Bogiem, że ja sama osobiście odnajdę go w tym mieście i własnymi rękami zrobię z nim krwawy porządek! Żegnam! — Vyszła z salonu z uniesioną głową, z całej siły trzaskając za sobą ciężkimi drzwiami frontowymi, aż zadrżały szyby.
Scena XI: Praca Hancer przy sarmach i cyfrowy podgląd Nusreta
V tym samym ułamku sekundy, niczego nie podejrzewająca Hancer wróciła spokojnie z zakupów na targu, wnosząc do nowoczesnej kuchni tego tajemniczego domu dwie wielkie, ciężkie białe torby foliowe pełne świeżych warzyw i produktów. Sprawnym ruchem rąk umyła pod bieżącą chłodną wodą duże, zielone liście winogron, przygotowała w misce tradycyjny, aromatyczny farsz ryżowy z przyprawami i usadowiwszy się na krześle przy wyspie kuchennej, z wielkim zaangażowaniem i pokorą zaczęła sumiennie zawijać sarmy na kolację dla szefa. Każdy pojedynczy ruch dłoni wykonywała z niesamowitą, wręcz pedantyczną precyzją i dokładnością kobicę dbającej o her szczegół obowiązków: delikatnie nakładała łyżką niewielką porcję farszu na środek liścia, sprawnie zaginała zielone boki do środka, a następnie zwijała materiał w ciasny, idealny rulonik, układając potrawę w rzędzie w garnku holdingu.
Później, po zakończeniu pracy przy sarmach, przeszła z powagą do przestronnego salonu, rozłożyła na dywanie metalową deskę do prasowania holdingu i wyciągnąwszy z pralki ubrania, zaczęła sumiennie prasować gorącym żelazkiem szare, męskie koszule znalezione w koszu łazienkowym. V pokoju, z niewielkiego głośnika bezprzewodowego ustawionego na szafce, miarowo płynęła piękna, bardzo spokojna i tradycyjna turecka pieśń ludowa o miłości… Hancer, zatopiona w swoich myślach, nuciła cicho her melodię pod nosem, czując upragniony spokój w sercu i pod żadnym pozorem nie mając w swojej głowie najmniejszego profesu o tym, że her her pojedynczy ruch ciała, gest rąk i uśmiech na face są bezczelnie i wnikliwie rejestrowane przez ukryte kamery monitoringu sprawcy.
V tym samym ułamku sekundy, w zaciemnionym, ponurym pomieszczeniu biurowym Nusreta po drugiej stronie Stambułu, czyjeś duże, męskie dłonie z satysfakcją sprawnie przesuwały się po czarnej klawiaturze laptopa, kontrolując serwer monitoringu. Na panoramicznym monitorze komputera w nieładzie wyświetlały się bezpośrednio dwa ostre obrazy z kamer szpiegowskich z tamtej posiadłości: okienko oznaczone symbolem „Kam 1” pokazywało z góry idealnie wnętrze kuchni z przygotowanym garnkiem sarm… a większe okienko z symbolem „Kam 2” obejmowała w kadrze całą przestrzeń salonu, w którym niczego nieświadoma Hancer pochylała się starannie nad deską do prasowania koszul. Bezwdzględny obserwator z uśmiechem triumfu na face sprytnie powiększył cyfrowo na całym ekranie obraz her załzawionej twarzy, a następnie powolnym ruchem myszki komputerowej przesunął obiektyw kamery w dół, zatrzymując ujęcie w maksymalnym zbliżeniu na her her szczupłej dłoni, którą dziewczyna z nieskończoną miłością opiekuńczo trzymała spoczywającą na swoim brzuchu ciążowym. V tym momencie telefon komórkowy szpiega, leżący na blacie biurka, głośno zawibrował – na ekranie pojawiła się nowa krótka wiadomość tekstowa SMS od wspólniczki Beyzy z zapytaniem: „Czy ta kieto Hancer przebywa w tej chwili w tym domu za miastem całkowicie sama, czy ktoś z nią jest? Odpowiedz mi!”.
Mężczyzna sprawnie napisał na klawiaturze odpowiedź: „Tak, przebywa tam absolutnie sama, her wykonuje wzorowo i pod żadnym pozorem niczego złego się nie podejrzewa w swojej niewiedzy. Plan działa perfekcyjnie”. Po upływie minuty na ekran laptopa przyszło kolejne kategoryczne polecenie służbowe od Nusreta z kadr holdingu: „Masz bez przerwy, her minuty bacznie obserwować her pojedynczy krok na monitorze! I pod żadnym pozorem nie waż się podejmować jakichkolwiek działań fizycznych czy zatrzymania kobicę bez mojej oficjalnej, pisemnej zgody! Pilnuj her!”. Mężczyzna z powagą odłożył telefon na blat i ponownie wbił swój wzrok w ekran komputera. Hancer właśnie w tym ułamku sekundy skończyła idealnie prasować pierwszą szarą koszulę z kosza holdingu – ostrożnie ułożyła ją na oparciu kanapy, wyprostowała z bólom swoje zmęczone zaawansowaną ciąża plecy i odruchowo, z miłością położyła obie swoje otwarte dłonie na brzuchu, szepcząc czule w ciszy pokoju: — Jeszcze… Jeszcze tylko trochę czasu wspólnie i w pokoju pocierpimy, moje ukochane maleństwo… — powiedziała cicho do dziecka w brzuchu Hancer. — Musimy oboje być niesamowicie silni i twardi na przekór ich złu… Ocalę cię.
V tym samym ułamku sekundy, w swoim biurze holdingu, Cihan Develioglu z furią w oczach chwycił swój ciemny płaszcz z wieszaka, kierując się v stronę wyjścia. Dyrektor Engin stojący w drzwiach gabinetu, po razy kolejny spróbował stanowczym ruchem ręki zatrzymać his szaleńczy krok mężczyny: — Cihan, opamiętaj się o tej porze, dokąd ty znowu w takim szałe jedziesz, co?! Jedziesz po Hancer na tow odludzie?! Błagam cię jako przyjaciel, pod żadnym pozorem nie rób teraz żadnego pochopnego czy agresywnego kroku, bo her zepsujesz przed policją!… Cihan zatrzymał się gwałtownie przed nim w przedpokoju, a z jego oczu bił czysty upór mężczyny: — Ja przez całe długie, bolesne miesiące tego fikcyjnego układu, Engin… posłusznie pozwalałem tobie, mojej matce i her innemu człowiekowi holdingu wmawiać mi w kółko w dworku, co jest rzekomo racjonalne i „rozsądne” dla wizerunku firmy! I wiesz, co z tego rozsądku mam?! Za her jednym bolesnym razem tow niewinna, bezbronna Hancer płaciła swoim życiem, łzami i upokorzeniami za ten wasz cały zasrany rozsądek majątkowy holdingu! Mam tego dość! — Ale przecież możemy w tej minucie oficjalnie wezwać patrole policji z nakazem prokuratora pod tamten adres, Cihan! Prawnie! — Oho! I na podstawie jakich kryteriów majątkowych chcesz ich tam wysyłać, co, Engin?! Na podstawie faktu posiadania ukrytych kamer monitoringu szpiegowskiego w prywatnym, legalnym domu Nusreta?! Przestań się kompromitować! Ten potwór Nusret od progu uśmiechnie się do oficerów i powie im bezczelnie z dokumentami, że zainstalował ten system security wyłącznie dla pełnego bezpieczeństwa mężczyny posesji przed złodziejami na prowincji! I policja odejdzie z kwitkiem! — To… To w takim razie, Cihan, potrzebujemy pilnie zebrać namacalne, twarde dowody na tow, że ten cyfrowy podgląd i serwer są bezprawnie wykorzystywane przez niego przeciwko her prywatności kadr! Daj mi czas!
Cihan mocno, aż pobielały mu stawy, zacisnął swoją dużą dłoń na metalowej klamce drzwi frontowych, cedząc słowa przez zęby z furią: — Ty… Ty sobie tutaj w biurze spokojnie szukaj tych swoich twardych dowodów procesowych w notesach, Engin, masz moją zgodę, baw się w paragrafy!… A ja w tym samym czasie osobiście jako mężczyna dopilnuję na miejscu na prowincji, by moja ukochana Hancer po ludu przeżyła w tym domu wystarczająco długo w zdrowiu, aby mogła te twoje wywalczone dowody zobaczyć na własne eyes! Nie zostawię jej tam ani minuty dłużej samej na pastwę losu w ciemności! Zdążę w porę! — Vyszedł z biura holdingu z furią, trzaskając drzwiami. Engin przez dłuższą chwilę z bólom patrzył na zamknięte skrzydło drzwi, po czym szybko sięgnął po telefon kadr: — Halo, centrala security holdingu? Mówi dyrektor Engin. Nakazuję wam w tej samej sekundzie precyzyjnie i skrupulatnie sprawdzić i zweryfikować her pojedyncze połączenie sieciowe Nusreta z firmą ochroniarską z ostatniego miesiąca! Chcę znać IP serwera szpiegowskiego! Natychmiast! Ruchy!
V tym samym ułamku sekundy, w tym pustym, nowoczesnym domu za miastem, Hancer w sypialni wyłączyła gorące żelazko z prądu, odkładając je na bok. Nagle, w głębokiej i przytłaczającej ciszy wielkiego budynku, dziewczynie wyraźnie wydało się w jej uszach, że usłyszała jakiś nienaturalny, bardzo cichy i szurający dźwięk, dobiegający bezpośrednio z ciemnego korytarza przedpokoju. V jednej sekundzie całkowicie zesztywniała z przerażenia na dywanie z koszulą w ręku, nasłuchując z zamartym tchem. — Halo?… Czy… Czy jest tam ktoś obcy w środku domu, co?… Słyszę was… — zawołała drżącym ze strachu głosom w przestrzeń.
Żadna odpowiedź pod żadnym pozorem nie nadeszła od chłodnych, sterylnych ścian pałacu fundacji, panowała grobowa cisza. Dziewczyna trzęsąc się ze strachu, zrobiła kilka wolnych kroków na płytkach, podeszła ostrożnie do drzwi salonu i wyjrzała ze strachem na korytarz: budynek wyglądał dokładnie tak samo jak wcześniej – pusty, chłodny, cichy i całkowicie nieruchomy w półmroku. Hancer odetchnęła z głęboką ulgą, wycierając pot z czoła: — Ojej… To pod wpływem tej zaawansowanej ciąży i zmęczenia mam już na pewno jakieś potworne przewrażliwienie i omamy słuchowe w tej samotności… — wyszeptała cicho do siebie, po czym uspokojona powróciła do deski prasować dalej koszule holdingu.
A na panoramicznym ekranie laptopa szantażysty, bezwzględny obserwator z uśmiechem na face sprawnie przełączył widok monitoringu z pierwszej kamery na drugą. Obraz na monitorze na jedną krótką sekundę zadrżał cyfrowo od zakłóceń linii, a następnie ponownie z bliska i ostro pokazał postać pracującej Hancer. Mężczyzna uśmiechnął się potwornie chłodno i cynicznie pod nosem, czując pełne panowanie nad sytuacją majątkową holdingu…
Jednak ten chciwy potwór z rynku pod żadnym pozorem w swojej pyszny głowie nie był w stanie w tej sekundzie zauważyć na monitorze jednej, najważniejszej rzeczy – nie zauważył mianowicie faktu, że właśnie w tym samym ułamku sekundy, po drugiej stronie cichej ulicy, przed samą bramą wjazdową posesji, z ryczeniem silnika gwałtownie i z impetem zatrzymał się na żwirze wielki, czarny samochód terenowy Cihana Develioglu. Cihan sprawnym, zdecydowanym ruchem otworzył drzwi suva i wysiadł na chłodne powietrze podwórza, kierując swój wzrok prosto w przeszklone okna tego domu za miastem. Nas face mężczyny pod żadnym pozorem nie było widać już ani grama dawnego wahania, niepewności czy rodowej dumy, her zniknęło pod wpływem miłości w sercu – była tam malowana wyłącznie jedna, potężna, czysta i niezłomna męska determinacja mężczyny gotowego na her zbrodnię, by ocalić ukochaną kobicę. — Wytrzymaj… Błagam cię przed Bogiem, wytrzymaj tam w tym domu jeszcze jedną krótką chwilę, Hancer, moje jedyne kochanie… — powiedział nienaturalnie cicho i z nieskończoną czułością w głosie Cihan, zaciskając pięść na kluczykach. — Obiecuję ci na honor mojego rodu, że tym razem na pewno zdążę na czas i wyrwę cię z rąk tych potworów!… Ocalę nas!
Jak sądzisz, czy to nagłe przybycie zdeterminowanego Cihana pod dom i czujność Engina w kadrach pozwolą mu na wyważenie drzwi i uratowanie Hancer przed kamerami szpiegowskimi Nusreta, zanim wściekła Beyza dowie się o awanturze Deryi w salonie i uruchomi swój krwawy plan awaryjny zemsty majątkowej holdingu?“