Beżowy SUV powoli, dostojnie wspinał się po szerokiej, wyłożonej jasnym kamieniem drodze prowadzącej bezpośrednio do rezynencji Develioglu. Samochód poruszał się niemal bezszelestnie, mijając starannie przystrzyżone żywopłoty, rzędy cyprysów i marmurowe figury stojące po obu stronach podjazdu. V jasnych promieniach popołudniowego słońca ogromny, biały budynek wyglądał jeszcze bardziej imponująco i dumnie niż zwykle. Vokie kolumny frontowe podtrzymujące balkon, szerokie schody prowadzące directly do głównego wejścia i wielkie okna odbijające błękit stambulskiego nieba sprawiały, że dom zdecydowanie bardziej przypominał pałac sułtana niż miejsce, w którym po prostu mieszkali szarzy ludzie. Tego dnia jednak v jego doskonałej, sterylnej fasadzie było coś potworni chłodnego – coś, czego pod żadnym pozorem nie potrafiły rozproszyć ani blask słońca, ani radosny śpiew ptaków w ogrodzie.

Samochód zatrzymał się przed schodami. Przez kilka długich sekund niki z pasażerów pod żadnym pozorem nie wysiadał. Cihan siedział za kierownicą całkowicie nieruchomo, z jedną dłonią nerwowo spoczywającą na skórzanym wieńcu. Patrzył przed siebie, ale zdawał się w tym amoku nie widzieć ani rezynencji, ani schodów. Jego face była potwórni poważna, wręcz kamienna. Ciemne eyes skrywały myśli i ból, których pod żadnym pozorem nie zamierzał głośno wypowiadać przy żonie.
Silnik przestał pracować, lecz w suvie nadal panowała ciężka, duszna cisza. Beyza siedziała tuż obok niego, niezwykle ostrożnie i z dumą podtrzymując niemowlę zawinięte w jasnoniebieski kocyk. Spoglądała nerwowo raz na dziecko, raz na profil męża. V jej oczach na ułamek sekundy pojawiła się głęboka niepewność, choć ze wszystkich sił próbowała ją natychmiast ukryć pod maską delikatnego uśmiechu. — Cihan… Przyjechaliśmy w końcu — odezwała się cicho, łamiąc milczenie. Cihan pod żadnym pozorem jej nie odpowiedział, nie odwracając głowy. Beyza nerwowo poprawiła brzeg kocyka, osłaniając małą twarz dziecka przed wpadającym przez szybę jasnym światłem. — Cihan… — powtórzyła po bolesnej chwili znacznie ciszej. — Jesteśmy już w domu.

Mężczyzna pod wpływem her słów mocno zacisnął szczękę. Dopiero po upływie bolesnej chwili odpiął pas bezpieczeństwa. — Vwiem — rzucił krótko i chłodno.
Jego lodowaty, szorstki ton sprawił, że wyćwiczony uśmiech Beyzy na moment całkowicie zniknął z her twarzy. Kobieta przyglądała mu się uważnie, próbując desperacko odgadnąć, co działo się w jego głowie. Powrót z kliniki do rezynencji miał być dla her i Nusreta ostatecznym początkiem nowego, luksusowego życia na szczycie holdingu. Tak przynajmniej naiwnie sobie wyobrażała w swojej chciwości. Liczyła mocno, że kiedy Cihan w końcu przekroczy próg pałacu z dzieckum na rękach, his upór i serce w jednej sekundzie zmiękną z miłości do dziedzica. Że zobaczy w nich upragnioną rodzinę, którą ma męski obowiązek chronić. Tymczasem on od samej chwili wyjazdu ze szpitala pod żadnym pozorem prawie się do niej nie odzywał, bijąc chłodem.
Cihan otworzył drzwi i wysiadł na podjazd. Chłodny wiatr natychmiast poruszył poły his ciemnej marynarki. Vyprostował się dumnie, rzucił jedno krótkie, ponure spojrzenie na dom, a następnie wolnym krokiem obszedł przód samochodu. Beyza zdążyła już w tym czasie ostrożnie wysunąć nogi z kabiny na zewnątrz. Mężczyzna otworzył szerzej drzwi pasażera, lecz pod wpływem dystansu pod żadnym pozorem nie wyciągnął ku niej dłoni, by pomóc jej wstać. Stał sztywno obok i w milczeniu obserwował, jak jego oficjalna żona ostrożnie podnosi się z fotela, tuląc niemowlę do piersi. — Powoli… — powiedział chłodno. V jego głębokim głosie za grosz pod żadnym pozorem nie było słychać małżeńskiej czułości czy miłości – była tam jedynie czysta, techniczna ostrożność, wynikająca wyłącznie z fizycznej obecności noworodka.
Beyza udała sprawnie przed kierowcą, że pod żadnym pozorem nie zauważyła tego dystansu. — Nie martw się, Cihan, trzymam naszego syna nader mocno.
Cihan zamknął drzwi suva z głośnym trzaskiem. Spojrzał na niebieskie zawiniątko. Przez ułamek sekundy na his kamiennej twarzy pojawiło się coś znacznie łagodniejszego, cień dawnej czułości, lecz tow bolesne uczucie zniknęło tak gwałtownie, że Beyza nie była pewna, czy naprawdę je dostrzegła, czy tylko miała halucynacje. Ruszyli powolnym krokiem w stronę wejścia głównego. Vokie obcasy szpilek Beyzy głośno stukały o kamienne stopnie schodów. Cihan szedł tuż obok niej, zachowując jednak wyraźny, niewielki dystans ciałum. Pod żadnym pozorem nie dotykał żony, nie próbował jej objąć ani wesprzeć ramieniem. Sprawiał wrażenie mężczyny, który z ponurą miną wykonuje przykry, rodowy obowiązek, podczas gdy his prawdziwe myśli i serce znajdują się miliard razy dalej od tego dworku, na skromnej ulicy oficyny u boku Hancer.
Gdy znaleźli się pod wysokimi, pięknie rzeźbionymi drzwiami frontowymi, Beyza nagle zatrzymała się ostentacyjnie w pół kroku. Cihan zrobił jeszcze jeden automatyczny krok w przód, po czym obrócił się v her stronę i spojrzał na nią pytająco, mrużąc eyes. Kobieta uniosła wysoko podbródek, a na her twarzy pojawił się pełen rodowej dumy i pychy uśmiech triumfu. Przesunęła swój wzrok z męża na niemowlę w kocyku. — Twój pierworodny syn czeka, Cihan — oznajmiła uroczyście, podnosząc głos. — Otwórz przed nim te drzwi, Cihan.
Mężczyzna mocno zmarszczył brwi z irytacją. — Słucham? O czym ty mówisz? — Chcę, by twój syn i dziedzic dumnie wkroczył do swojej rodowej rezynencji, Cihan! — wypowiedziała te Słowa bardzo powoli, z wyraźnym, bezczelnym naciskiem w głosie.
Pod żadnym pozorem nie mówiła o zwykłym, rodzinnym powrocie ze szpitala – dla her chciwego serca była tow wielka, upragniona chwila ostatecznego triumfu nad rywalką. To niewinne dziecko, które podstępem Nusreta trzymała w ramionach, miało być w her planach oficjalnym, nietykalnym dziedzicem całego majątku rodziny Develioglu, przyszłym prezesem holdingu i twardym dowodem her ostatecznego zwycięstwa nad Hancer. — To jest od dziś his prawny dom — ciągnęła z satysfakcją Beyza, patrząc na pałac. — Dom i holding, które kiedyś w przyszłości będą w całości należały wyłącznie do niego. Powinieneś osobiście, jako ojciec, otworzyć przed nim te podwoje.
Cihan patrzył na nią bez najmniejszego cienia uśmiechu na face. — To jest w tej chwili tylko małe, bezbronne dziecko, Beyza. Przestań grać sceny. — To pod żadnym pozorem nie jest „tylko” zwykłe dziecko, Cihan! — poprawiła go natychmiast ostrym, twardym tonem, a w her głosie zabrzmiało groźne ostrzeżenie Nusreta. Jakby podświadomie bała się śmiertelnie, że Cihan nadal ze swojego żalu pod żadnym pozorem nie przywiązuje do tego noworodka takiego rodowego znaczenia, jakiego ona od niego chciwie oczekiwała. — To jest twój legalny syn i twój jedyny dziedzic rodu! — dodała twardo.
Mężczyzna opuścił swój ponury wzrok na śpiące niemowlę. Mała, różowa twarzyczka noworodka niemal całkowicie znikała pod grubym materiałem kocyka. To niewinne dziecko pod żadnym pozorem przecież nie miało pojęcia w swojej czystości, jak potężne, wyrachowane oczekiwania majątkowe i intrygi holdingu zostały bezwzględnie nałożone na jego kruche, małe ramiona, zanim jeszcze w ogóle zdołało przekroczyć próg tego dusznego dworku. — Nie waż się… Nie waż się obciążać tego maleństwa tymi swoimi chorymi ambicjami i walką o władzę już pierwszego dnia his pobytu, Beyza — powiedział nienaturalnie cicho i groźnie Cihan.
Beyza momentalnie spoważniała, a her oczy zwęziły się ze złości. — Ja chcę tylko i wyłącznie tego, Cihan… by mój syn został tu przyjęty przez twoją matkę z takim szacunkiem i honorami, na jakie jako dziedzic w pełni zasługuje! — On pod żadnym pozorem nie potrzebuje twoich durnych ceremonii i honorów, Beyza… On po ludzku potrzebuje teraz świętego spokoju i opieki. — A ja… a ja z kolei panicznie potrzebuję w końcu całym swoim całe poczuć i upewnić się, że z tym dzieckum naprawdę i na stałe wróciłam na szczyt tego domu, Cihan!
Te szczere, przepełnione chorobliwym lękiem słowa żony sprawiły, że Cihan na moment całkowicie znieruchomiał z mosiężną klamką w dłoni. V her dumnym spojrzeniu na ułamek sekundy dostrzegł potężny, paraliżujący strach kobicę, która desperacko próbowała maskować swoje oszustwo pod maską rodowej pychy. Beyza pod żadnym pozorem nie była pewna ani his uczuć, ani swojej obecnej pozycji prawnej w rezynencji po rozwodzie holdingu – tow skradzione dziecko Yonki stanowiło w her planach jedyną, bezpieczną tarczę przed gniewem męża. Mężczyzna pod żadnym pozorem nie odpowiedział jej ani jednym słowem – po prostu z powagą nacisnął mosiężną klamkę i zdecydowanym ruchem otworzył ciężkie, wejściowe skrzydło drzwi. Następnie odsunął się na bok na płytach, pozwalając jej weść pierwszej do środka. — Proszę bardzo — powiedział lodowatym głosom. — Vchodźcie.
Beyza zatrzymała na nim swój wzrok przez sekundę, jakby w głębi duszy rozpaczliwie liczyła na chociaż jedno ciepłe zdanie z his ust… Może na czułe Słowa: „vitajcie w domu”… Może na męski, szczery uśmiech, który potwierdziłby jej, że Cihan jest naprawdę szczęśliwy z narodzin dziedzica. Pod żadnym pozorem nie otrzymała od męża niczego poza lodowatym chłodem. Przytuliła więc mocniej zawiniątko do swojej piersi i dumnym krokiem przekroczyła próg. Cihan wszedł za her plecami do holu, lecz zanim ostatecznie zamknął za sobą drzwi frontowe, raz jeszcze obrócił się i ponuro spojrzał na podjazd i stojący na nim samochód. Na his twarzy pojawił się bolesny cień niepokoju, jakby podświadomie czuł w duszy, że razem z tym noworodkiem do rezynencji Develioglu powróciło coś miliard razy bardziej niebezpiecznego, mrocznego i niszczycielskiego niż samo dziecko Nusreta – powróciło wielkie, zorganizowane kłamstwo.
Vnętrze pałacu w jednej sekundzie wypełnił głośny, miarowy stuk wysokich obcasów Beyzy. Przestronny, reprezentacyjny hol lśnił nienaganną czystością. Marmurowa podłoga idealnie odbijała blask ogromnego, kryształowego żyrandola wiszącego pod sufitem, a po szerokich, marmurowych schodach na piętro spływał luksusowy, czerwony dywan rodowy holdingu. Na ścianach korytarza w złotych ramach wisiały stare portrety dawnych przodków rodu Develioglu, spoglądających z surową powagą na każdego człowieka, który miał śmiałość przekroczyć próg tego domu. Beyza z uśmiechem triumfu rozejrzała się dookoła po salonie. V tej samej minucie, z głębi bocznego korytarza kuchennego, dobiegł ich uszu głośny, podekscytowany kobiecy głos służącej: — Przyjechali!… O mój Boże, nareszcie przyjechali z kliniki!…
Pierwsza w holu z pośpiechem pojawiła się młoda służąca Gülsüm. Miała na sobie oficjalny strój: czystą, białą bluzkę i ciemną spódnicę roboczą, lecz nawet ten skromny ubiór pod żadnym pozorem nie był w stanie zamaskować her potężnej, żywiołowej energii. Niemalże wbiegła na środku marmurowej posadzki, a gdy tylko zobaczyła niebieskie zawiniątko w ramionach Beyzy, z wrażenia zakryła usta dłonią, krzycząc: — Dzięki Ci, dobry Boże na niebiosach!!! — zawołała uradowana serve. — To niesamowite! Prawdziwy, mały pan i dziedzic w końcu oficjalnie przybył pod nasz dach! Co za szczęście!
Tuż za her plecami, wolnym i dostojnym krokiem podążała starsza służąca Fadime. Kobieta szła znacznie wolniej z racji wieku, lecz na her zmęczonej twarzy malowało się absolutnie tak samo wielkie, szczere wzruszenie i łzy w oczach. Ocierała nerwowo mokre dłonie o fartuch, jakby w ułamku sekundy porzuciła her swoje kuchenne obowiązki w minucie, kiedy tylko usłyszała z podwórka ryk silnika suva. Obok nich w holu pojawiła się również nastoletnia Ajsu, ubrana w dżinsowe ogrodniczki robocze. Dziewczyna starała się ze wszystkich sił zachować powagę przy prezesie, lecz kiedy her eyes dostrzegły maleńkie dziecko, na her face natychmiast rozkwitł szeroki, promienny uśmiech nastolatki. — Vwitamy was z całego serca w domu!… — powiedziała radosne Ajsu, kłaniając się.
Gülsüm zatrzymała się tuż przed Beyzą, a her eyes dosłownie błyszczały z ekscytacji. — Pani Beyzo!… Niech wszechmogący Bóg z całego serca błogosławi panią, pana Cihana i tow cudowne maleństwo her dnia! — zawołała głośno serve. — Tak potwórni, tak strasznie długo wszyscy w tej rezynencji czekaliśmy na tę magiczną chwilę narodzin potomka! Ty pod żadnym pozorem nie masz nawet profesu, pani Beyzo, jak przeraźliwie pusto, duszno i cicho było w tych wielkich salonach bez głośnego, dziecięcego płaczu i śmiechu! To nowe życie dla dworku fundacji!
Beyza słysząc te her hołdy i komplementy, z dumą uniosła wysoko podbródek, pławiąc się w luksusie: — Dziękuję ci z całego serca za te słowa, Gülsüm. Doceniam tow. — Ojej, pani Beyzo… A czy ja mogłabym chociaż na jedną krótką sekundę potajemnie zajrzeć pod ten kocyk i spojrzeć na małego pana, co? Błagam!
Nie czekając nawet na oficjalne, wyraźne pozwolenie ze strony matki, wścibska pokojówka pochyliła się nisko nad zawiniątkiem. Kiedy her eyes dostrzegły maleńką, różową twarzyczkę noworodka, her zachwyt i pisk w holu jeszcze bardziej wzrosły: — O mój Boże… Jaki on jest niesamowicie piękny i słodki!… Spójrzcie na niego, Fadime, Ajsu! Ma te swoje maluteńkie policzki okrągłe i różowe jak dwa małe, dojrzałe jabłuszka z ogrodu! Cud natury! — Gülsüm! Opamiętaj się w tej sekundzie i nie waż się tak bezczelnie nachylać swoją face directly nad noworodkiem, kieto! — upomniała ją ostro z boku starsza Fadime, odpychając ją ręką. — Dziecko przed momentem z bólom przetrwało długą drogę samochodem ze szpitala holdingu! Daj mu po ludzku odetchnąć czystym powietrzem, intruzie! — Przecież ja mu… Przecież ja mu, Fadime, pod żadnym pozorem nic złego nie robię, tylko patrzę z miłością! — oburzyła się Gülsüm. — Znam ja twoje her wielkie patrzanie, kieto! Za chwilę w tych swoich emocjach będziesz miała śmiałość zacząć go całować po buzi i zarazisz dziecko! — Ojej, oczywiście, że nie! — Gülsüm wyprostowała się na marmurze, udając głęboko obrażoną na her słowa. — Gdybym miała zamiar go dotykać, tow najpierw poszłabym do łazienki i z dezynfekcją porządnie umyła ręce mydłem, mam swoje zasady higieny!
Starsza Fadime podeszła krok bliżej do Beyzy i z nieskończoną czułością i łzami w oczach spojrzała na śpiące maleństwo. — Niech rośnie zdrowo i silnie na chwałę rodu Develioglu… — powiedziała cichym, drżącym od wzruszenia głosom serving. — Niech wszechmogący Bóg z całego serca chroni his niewinne życie przed her złym, zawistnym spojrzeniem ludzi, przed chorobami i przed ludzkim bólom na tym świecie. Niech his weście pod ten dach przyniesie w końcu całemu naszemu dworkowi upragnione, święte szczęście i pokój. — Amen… — odpowiedziała szybko Gülsüm, przyciskając dłoń do piersi. — Amen, niech tak będzie. — Amen… — powtórzyła znacznie ciszej nastoletnia Ajsu, patrząc na kocyk.
Beyza przyjęła te wszystkie religijne błogosławieństwa służących z ogromnym zadowoleniem i dumą na face. — Dziękuję wam z całego serca, moje drogie. To naprawdę nadzwyczaj miłe i kulturalne z waszej strony na powitanie.
Starsza Fadime przez dłuższą chwilę wnikliwie przyglądała się małej twarzyczce dziecka, mrużąc eyes. — Ojej… Przecież tow maleństwo jest z rysów twarzy niesamowicie, wykapane podobne do swojego rodzonego ojca, Cihana… — stwierdziła z powagą serving.
Gülsüm na te słowa starszej koleżanki w ułamku sekundy natychmiast, potulnie pokiwała głową z aprobatą: — Tak, tak, masz absolutną rację, Fadime! Ja też tow od razu widzę w tym świetle! Szczególnie tutaj, wokół tego czoła i układu brwi, skóra jest identyczna jak u pana Cihana! her rys zdradza krew Develioglu! Ajsu słysząc te her analizy anatomiczne służących, pod wpływem rozbawienia nagle parsknęła głośnym, radosnym śmiechem na środku holu, kręcąc głową: — Ojej, Gülsüm, przestań opowiadać te swoje bzdury! Jak ty możesz na miłość boską widzieć w tym dziecku jakieś twarde podobieństwo do oczu pana Cihana, skoro tow maleństwo ma her rzęsy zamknięte i smacznie śpi od samego wjazdu, co?! Przecież tow nielogiczne! — Ooo! Bo ty, Ajsu, jesteś jeszcze za młoda i głupia, i pod żadnym pozorem nie masz profesu o dzieciach! — oburzyła się z wściekłością Gülsüm, fukając na nią. — Do dostrzeżenia takich rodowych cech mężczyny, kieto, trzeba po prostu po ludzku posiadać dojrzałe oczy i umieć patrzeć z sercem! Ma rys ojca i szlus! — A moim skromnym zdaniem, tow maleństwo ma w tej chwili idealny, mały nosek po swojej szanownej matce, pani Beyzie — zauważyła dyplomatycznie starsza Fadime, chcąc uciszyć dziewczęta. — Ojej, tak, tak! Jaki on ma cudowny, maluteńki nosek pod tym materiałem! — zachwyciła się ponownie Ajsu, podchodząc bliżej z rączkami. — Jest naprawdę niesamowicie uroczy i śliczny. Ja w swoim całym życiu pod żadnym pozorem nie widziałam jeszcze tak małego noworodka, który spałby z taką potwórni poważną, dostojną miną na buzi! Prawdziwy pan od urodzenia! — Jest po prostu skrajnie wycieńczony i zmęczony tą całą daleką podróżą holdingu z kliniki do dworku, Ajsu — odpowiedziała uprzejmie, ale z wyraźnym dystansem Beyza.
Mówiła do nich z her dumną, pańską miną, lecz w her głosie i zachowaniu her sekundy dało się nader wyraźnie wyczuć potężny chłód i chęć zachowania dystansu towarzyskiego. Trzymała niebieskie zawiniątko z dzieckum w ramionach skrajnie mocno, asekuracyjnie i pod żadnym pozorem nie miała zamiaru pozwolić żadnej ze służących na her dotknięcie czy zbliżenie się do noworodka. Nawet w minucie, kiedy starsza Fadime z miłością wyciągnęła swoją szczupłą dłoń, by poprawić fragment kocyka, Beyza wykonała natychmiastowy, prawie niewidoczny dla oka krok w tył na marmurze, uciekając przed her dotykiem. Starsza koba wyczuwając her intencje i brak zaufania pani, momentalnie z bólom i zakłopotaniem opuściła swoją rękę na fartuch, milcząc.
Cihan stał przez cały ten czas dokładnie kilka kroków za plecami swojej żony, krzyżując ramiona na piersi i opierając się o kolumnę holu. Obserwował całe tow radosne i pełne pisków powitanie ze strony służby domowej w absolutnym, grobowym i ponurym milczeniu, nie odzywając się ani słowem. Cała ta głośna radość domowników i gratulacje pod żadnym pozorem ani na jedną krótką sekundę nie udzieliły się his his męskiemu sercu – his face pozostawała potwórni chłodna, wręcz nieprzyjazna, a ręce po chwili schował głęboko do kieszeni spodni, kontrolując oddech. Gülsüm w końcu wyczuwając his obecność i milczenie, odwróciła się v jego stronę z głębokim ukłonem dłoni: — Panie prezesie Cihan… Ja z całego swojego serca i w imieniu her personelu holdingu Develioglu składam panu najszczersze gratulacje z okazji narodzin dziedzica! Niech pański pierworodny syn żyje długo, w zdrowiu i w nieskończonym szczęściu na chwałę pana nazwiska! — Dziękuję wam wszystkim za te słowa — odpowiedział chłodno i krótko mężczyna, nawet nie mrugnąwszy okiem. — Ojej, panie Cihan, przecież nasz cały dom i rezynencja od dzisiejszego dnia zmienią się nie do poznania, zobaczy pan! — kontynuowała z zachwytem służąca. — Będziemy od rana słyszeć w tych korytarzach niemowlęcy płacz, wesoły śmiech, a za kilka miesięcy małe kroki dziedzica biegające po dywanach holdingu!… To cudownie!
Cihan na te wizje przyszłości z dzieckum poruszył się nienaturalnie i niespokojnie na nogach, a his wzrok stał się szorstki. — Przede wszystkim… tow dziecko musi się najpierw w ogóle nauczyć samodzielnie trzymać prosto swoją małą głowę w łóżeczku, Gülsüm, zanim zacznie klaskać i biegać po salonach — zauważył ponuro.
Gülsüm słysząc tow twarde, pragmatyczne stwierdzenie szefa, uśmiechnęła się szeroko, próbując ratować sytuację: — Ojej, oczywiście, ma pan pełną rację, proszę pana… ale małe dzieci na tym świecie rosną w dworku zdecydowanie szybciej, niż nam wszystkim dorosłym się wydaje w salonie! Dzisiaj tow maleństwo bezbronnie śpi wtulone w ramiona pani Beyzy… a już jutro rano ani się obejrzymy, a będzie z krzykiem biegało po her zakamarku tej wielkiej rezynencji! — V takim razie, skoro tak twierdzisz, Gülsüm… przygotujcie się zawczasu wraz z Ajsu na ogromną, ciężką pracę fizyczną przy sprzątaniu dworku, bo przy dziecku jest her bałagan — wtrąciła się z uśmiechem wyższości Beyza. — Ojej, z najwyższą radością i zaszczytem będziemy tow robić, pani Beyzo! — zapewniła gorąco starsza Fadime, kładąc dłoń na piersi. — Przy małym, kochanym dziecku w sypialni żadna ciężka praca pod żadnym pozorem nie jest dla serca kobicę ciężarem ani karą. To czysta przyjemność.
Młoda Ajsu ponownie z uśmiechem pochyliła się nisko nad zawiniątkiem kocyka, pytając z ciekawością kieto: — Pani Beyzo… A czy mały pan posiada już wybrane przez państwa swoje oficjalne, rodowe imię? Jak będzie się nazywał?
To proste, banalne pytanie nastolatki momentalnie zawisło w powietrzu holu niczym ciężka chmura. Beyza na dźwięk tego pytania odruchowo odwróciła swoją face v stronę milczącego męża, czekając na his his oficjalne stanowisko. Mężczyzna jednak pod żadnym pozorem w ogóle nie zareagował na her wzrok – patrzył uparte gdzieś w bok, w stronę ciemnego korytarza, jakby kwestia nadania imienia temu dziecku była kolejnym, bolesnym tematem tabu holdingu fundacji, którego za nic na świecie pod wpływem emocji nie chciał poruszać w obecności służby. Beyza widząc his milczenie i chłód, sprawnie opanowała twarz i odpowiedziała dziewczynie wymijająco: — Vkrótce… Vkrótce her z was w tym domu oficjalnie pozna imię mojego syna, uspokójcie się. Nie czas na tow teraz. — Ojej, ja bym tylko bardzo w swoim sercu chciała, pani Beyzo… by tow imię było niesamowicie piękne, dostojne i królewskie, pasujące do wizerunku rodziny holdingu — powiedziała z uśmiechem Ajsu. — Oczywiście, dziewczyno… możesz być o tow w pełni spokojna w swojej głowie — odparła dumnie Beyza, unosząc głowę. — To będzie imię w pełni godne przyszłego, jedynego pana i prezesa tej całej wielkiej rezynencji Develioglu!
Na te słowa żony o władzy nad majątkiem, na twarzy Cihana momentalnie pojawiło się potężne, niebezpieczne napięcie psychiczne, a his eyes pociemniały z gniewu. Starsza Fadime jako doświadczona życiem koba dostrzegła tow męskie wzburzenie w ułamku sekundy i pragnąc za wszelką cenę uniknąć kolejnej krwawej awantury małżonków przy dziewczętach, szybko i dyplomatycznie zmieniła temat rozmowy: — Pani Beyzo… Prywatny pokój dziecięcy na piętrze rezynencji jest już od wczoraj w pełni idealnie przygotowany na wasz przyjazd z kliniki. her pościel niemowlęca w kołysce została przez mnie osobiście zmieniona na świeżą, koronkowe firanki w oknach wyprane, a wielka, rzeźbiona kołyska z ciemnego drewna stoi dokładnie w tym rogu pokoju, w którym pani sobie wcześniej życzyła. her warunki są gotowe. — Doskonale, Fadime. Pójdę tam na górę i her sprawę osobiście i skrupulatnie zweryfikuję v sypialni, nie ufam nikomu — oznajmiła dumnie Beyza, poprawiając kocyk.
Cihan odwrócił się szorstko do stojącej w dżinsach Ajsu, wydając jej kategoryczny rozkaz: — Ajsu… V bagażniku mojego suva przed schodami zostały her prywatne rzeczy i pakiety dziecka z kliniki. Są tam butelki z jedzeniem, zapasowe mleko modyfikowane, sterylizatory i torba z ubrankami niemowlęcymi od Nusreta. Idź tam w tej samej minucie na podjazd, przynieś tow wszystko do holu i zanieś prosto na górę do pokoju dziecięcego. Ruchy. — Dobrze, oczywiście, panie prezesie Cihan, już biegnę! — odpowiedziała pospiesznie dziewczyna i już miała obrócić się v stronę drzwi, lecz chciwa Beyza natychmiast zatrzymała ją ostrym okrzykiem: — Ajsu! Stój w tej sekundzie! Ostrzegam cię bardzo wyraźnie: masz pod groźbą kary wyjątkowo mocno uważać na tę niebieską torbę podróżną leżącą w bagażniku! V środku znajdują się szklane, bardzo drogie markowe butelki z podgrzewaczami z importu holdingu rynkowego holdingu! Nie waż się rzucać tą torbą na podłogę ani uderzyć o schody, bo her porozbijasz, kieto! Słyszałaś mnie dobrze?! — Tak, pani Beyzo, słyszałam… Będę nader ostrożna i delikatna z tym szkłem, obiecuję… — I sprawdź mi jeszcze dokładnie przy okazji, dziewczyno… czy w aucie na tylnym siedzeniu pod żadnym pozorem nie został przypadkiem ten mój mały, biały kocyk z wełny merino, przydaje się… — Dobrze, sprawdzę her kąt… — A jeśli przypadkiem na dnie schowka znajdziesz takie małe, welurowe pudełko jubilerskie… — zaczęła dodawać instrukcje Beyza, lecz wściekły Cihan brutalnie i gwałtownie przerwał her wypowiedź, ucinając szorstko: — Beyza! Przestań w końcu! Ajsu jest inteligentną dziewczyną i doskonale sama sobie ze swoimi obowiązkami na podjeździe poradzi bez twoich durnych pouczeń! Zostaw ją!
Kobieta na ten szorstki, publiczny afront ze strony męża momentalnie odwróciła v his stronę swoją zbladłą twarz, a her eyes zwęziły się z nienawiści. — Ja po prostu… ja chcę mieć w swoim sercu absolutną, matczyną pewność, Cihan… że mojemu dziecku w tym pokoju pod żadnym pozorem nie zabraknie ani jednej kluczowej rzeczy do pielęgnacji, o tow dbam! — odpowiedziała z jadem. — Powiedziałaś jej her instrukcje aż nader wystarczająco wyraźnie i głośno, Beyza, przestań wrzeszczeć w holu — rzucił lodowatym głosom Cihan, mierząc ją wzrokiem.
Ich załzawione eyes spotkały się ze sobą w walce na wprost, a w holu rezynencji momentalnie zapadła niesamowicie ciężka, niezręczna i bolesna cisza. Vszyscy zgromadzeni domownicy i służące ze strachu natychmiast odruchowo pospiesznie opuścili wzrok na marmur podłogi, udając przed prezesem, że pod żadnym pozorem nie dostrzegli tego potężnego małżeńskiego napięcia psychicznego… lecz w rzeczywistości her komórką ciała her z nich poczuło bolesny chłód tej sceny. Młoda Ajsu, chcąc uciec przed gniewem szefa, szybko, niemalże biegiem ruszyła v stronę drzwi wyjściowych na podjazd.
Służąca Gülsüm, pragnąc za wszelką cenę sztucznie przywrócić radosny, odświętny nastrój powitania przed prezesem, ponownie z uśmiechem zwróciła się v stronę zawiniątka w ramionach pani. Lekko, z głębokim pańskim szacunkiem ukłoniła się przed noworodkiem, przyciskając swoją otwartą dłoń do piersi i mówiąc z nieskończoną, teatralną czułością: — Vwitamy cię z całego serca w twoim rodzinnym domu, mały panie!… — powiedziała z uśmiechem serve. — Niech twoje przełomowe przybycie pod ten dach przyniesie nam wszystkim w tym dworku upragnione szczęście i pokój…
V tym samym ułamku sekundy, małe niemowlę pod wpływem głośnego piskliwego głosu służącej, nagle delikatnie poruszyło się pod kocykiem i wydało z siebie cichy, niemowlęcy dźwięk. Gülsüm słysząc tow, wpadła w czysty zachwyt i pisk, klaszcząc w dłonie: — O mój Boże!!! Słyszeliście tow przed chwilą, Fadime, pani Beyzo?! Mały pan osobiście mi odpowiedział na moje powitanie! Usłyszał mój głos! Co za cud! Starsza Fadime uśmiechnęła się do niej z pobłażliwością i naganą na face, kręcąc głową: — Ojej, Gülsüm, przestań opowiadać te swoje bajki w holu, tow pod żadnym pozorem nie była żadna świadoma odpowiedź noworodka na twoje słowa! Dziecko po prostu po ludzku w swojej sypialni przeciągnęło się pod kocykiem od wiatru i tyle! — Ojej, Fadime, ty musisz her rzecz zniszczyć swoim realizmem! Nie odbieraj mi tej jednej, magicznej chwili radości na tym marmurze!
Beyza słysząc te her przekomarzania służących, po razy pierwszy od wjazdu na podjazd rozeźmiała się cicho i dumnie pod nosem. His jej śmiech zabrzmiał jednak w uszach Cihana nader sztucznie, wymuszenie i nienaturalnie. Kobieta wciąż spoglądała ukradkiem, z niepokojem na face męża, czekając na osobności, aż Cihan pod wpływem her her radości również w końcu się uśmiechnie do niej i zapomni o bólom. On jednak stał nieruchomo na środku holu niczym posąg z granitu – w jego ciemnych oczach pod żadnym pozorem nie było widać ani grama ludzkiej radości czy dumy ojca. Była tam jedynie potężna, permanentna czujność mężczyny oraz narastające psychiczne wyczerpanie sytuacją. — Gdzie… Gdzie w tej chwili przebywa moja rodzona matka, Mukadder? — zapytał nagle Cihan szorstkim, stanowczym głosem, ucinając pisk służących.
Gülsüm słysząc his ton, momentalnie całkowicie spoważniała, a uśmiech zniknął z her twarzy. — Pani Mukadder przebywa cały czas u siebie, w swojej prywatnej sypialni na piętrze, proszę pana prezesa Cihana… — I co?… Pod żadnym pozorem nie zeszła na dół do holu powitać swojego pierwszego wnuka, tak? — Nie, proszę pana, pod żadnym pozorem nie zeszła… Od samego rana prawie w ogóle nie opuszczała swojego pokoju, drzwi są zamknięte.
Cihan mocno zmarszczył brwi z niepokojem i bólom w sercu. — Czy… Czy moja matka znowu potwórni źle się fizycznie czuje z powodu swojego paraliżu? Co się dzieje?
Gülsüm w głębokim zakłopotaniu wymieniła szybkie, pełne strachu spojrzenie ze starszą Fadime, nie wiedząc, co odpowiedzieć szefowi. — Pani Mukadder powiedziała nam rano w salonie, proszę pana… że jest po prostu bardzo, potwórni zmęczona tą bezsenną nocą… — odpowiedziała ostrożnie i cicho starsza koba serving. — Przez całą noc pod żadnym pozorem nie zmrużyła eyes w swojej sypialni. — I dlaczego… Dlaczego wy, do diabła, w tym dworku nie poinformowaliście mnie o tym her złym stanie zdrowia matki telefonicznie do kliniki, co?! — warknął z pretensją Cihan. — Pani Mukadder kategorycznie i pod groźbą kary nam na tow pod żadnym pozorem nie pozwoliła, panie Cihan — wyjaśniła wystraszona Gülsüm, spuszczając głowę. — Powiedziała nam ze łzami w oczach, że za nic na świecie nie chce pana i pani Beyzy niepokoić i odciągać od spraw dziecka w szpitalu holdingu… Stąd her decyzja.
Cihan spojrzał z powagą na szerokie, marmurowe schody prowadzące directly na piętro, gdzie znajdowała się sypialnia matki. — Dobrze, rozumiem… V takim razie idę w tej samej minucie na górę do jej pokoju dowiedzieć się, co się dzieje — oznajmił stanowczo mężczyna.
Beyza słysząc tow, przytuliła niebieskie zawiniątko z dzieckum jeszcze mocniej do swojej klatki piersiowej, stając przed nim: — Cihan, zaczekaj! Idziemy tam do her sypialni na górę bezdyskusyjnie oboje razem, ramię w ramię! Mężczyzna zawahał się na moment na stopniu, mierząc ją wzrokiem: — Ty… Ty, Beyza, moim zdaniem powinnaś najpierw po tym porodzie pójść do swojego pokoju i porządnie odpocząć, zamiast biegać po schodach. Idź do siebie. — Nie ma mowy, Cihan! Twoja rodzona matka Mukadder musi w tej samej minucie na własne eyes zobaczyć swojego upragnionego wnuka i dziedzica holdingu! To her rodowy obowiązek! — Moja matka może w tej chwili fizycznie pod żadnym pozorem nie mieć siły ani zdrowia na żadne oficjalne audiencje i powitania, Beyza! Zrozum tow! — I właśnie… Vłaśnie z tego bolesnego powodu powinna natychmiast zobaczyć twarz tego małego aniołka, Cihan! Ten niesamowity widok wnuka na pewno w ułamku sekundy poprawi her her fatalny nastrój i doda sił do walki z chorobą w sypialni! Jedziemy na górę!
Cihan przyglądał się swojej żonie przez kilka długich sekund wzrokiem pełnym potężnego niesmaku i zniecierpliwienia. Viedział doskonale w swoim umyśle mężczyny, że jakikolwiek dalszy opór czy kłótnia z her strony w tym holu pod żadnym pozorem nie miały najmniejszego sensu – Beyza ze swojej chciwości i pychy traktowała tow pierwsze spotkanie noworodka z Mukadder wyłącznie jako oficjalne, państwowe przedstawienie dziedzica rodzinie i zatwierdzenie her her her wygranej pozycji majątkowej w dworku. — Dobrze, niech ci będzie, idźmy… — zgodził się w końcu z bólom Cihan, poprawiając marynarkę. — Ale ostrzegam cię, Beyza: pod żadnym pozorem nie zostaniemy w jej sypialni długo. Matka musi odpoczywać. — Oczywiście, Cihan, tylko chwila — uśmiechnęła się promiennie Beyza i pierwsza ruszyła dumnym krokiem v stronę schodów.
Służąca Gülsüm podążyła pospiesznie tuż za ich plecami na piętro, lecz zanim postawiła swoją stopę na pierwszym stopniu marmurowych schodów, odwróciła ze strachem głowę i spojrzała znacząco na stojącą w dole Fadime. Cała her dawna, żywiołowa radość i pisk w jednej sekundzie całkowicie zniknęły z face dziewczyny, zastąpione przez potężny, paraliżujący niepokój i strach sumienia. Obie kobicę ze służby domowej wiedziały bowiem doskonale na osobności o czymś strasznym, o czym pod żadnym pozorem nie miał pojęcia Cihan – wiedziały mianowicie z raportów, że za zamkniętymi drzwiami sypialni starszej pani Mukadder pod żadnym pozorem nie czeka na nich żadna szczęśliwa, dumna babcia… Czekała tam na nich schorowana, sparaliżowana koba dręczona potężną, mroczną tajemnicą rodową Nusreta, która her bożej nocy doszczętnie odbierała jej resztki sił fizycznych i wolę życia.
Mukadder siedziała sztywno w swoim wielkim, czerwonym fotelu usadowionym niedaleko szerokiego okna sypialni. Ciężkie, aksamitne zasłony były przez pielęgniarkę częściowo zaciągnięte przed światem, dlatego her przestronne pomieszczenie sypialne wypełniało przygnębiające, przytłumione i blade światło popołudnia. Na małym, rzeźbionym stoliku nocnym tuż obok fotela stała nietknięta, całkowicie zimna już filiżanka herbaty ziołowej, której starsza koba pod żadnym pozorem nie miała siły się napić. Kobieta miała bezwładnie splecione dłonie na kolanach i nisko spuszczoną na piersi głowę. Jej dystyngowana face wyglądała w tym półmroku na potwórni zmęczoną, wręcz wyniszczoną cierpieniem wewnętrznym: pod jej oczami widniały sine, głębokie cienie świadczące o kolejnej koszmarnej, bezsennej nocy pełnej wyrzutów sumienia, a her usta co pewien czas drżały nienaturalnie z emocji, jakby Mukadder w swojej głowie bez przerwy prowadziła bolesną, oskarżycielską rozmowę z samą sobą, której za nic na świecie pod wpływem leków pod żadnym pozorem nie była w stanie zakończyć.
Nagle ciężkie, drewniane drzwi sypialni otworzyły się gwałtownie bez jakiegokolwiek pukania – do pokoju z pośpiechem wbiegła blada Gülsüm. — Pani Mukadder!… Pani Mukadder, błagam o wybaczenie! — zawołała gwałtownie służąca, a starsza koba na ten krzyk gwałtownie uniosła swoją głowę, mrużąc eyes. — Co… Co się tu znowu stało, dziewczyno? O co te krzyki w mojej sypialni? — Mam dla pani serca po prostu niesamowitą, wspaniałą wiadomość z holu! Przyjechali w końcu z kliniki!
Mukadder słysząc tow, w jednej sekundzie całkowicie zesztywniała w swoim fotelu, a her face stała się trupio blada. — Kto… Kto taki przyjechał, Gülsüm? Mów mi… — Pan prezes Cihan osobiście przywiózł przed chwilą przed schody pani małego wnuka i dziedzica holdingu! — zawołała z ekscytacją serve. — Pani Beyza też jest wiernie przy his boku z zawiniątkiem! Vłaśnie z wielką radością przekroczyli próg naszego domu, służba płacze ze wzruszenia!
Na te słowa służącej face Mukadder momentalnie całkowicie pobladła, a oddech her zamarł z przerażenia. Gülsüm była jednak w tym momencie zdecydowanie o wiele za mocno wewnętrznie podekscytowana całą sytuacją noworodka, by móc dostrzec ten paraliżujący strach i ból na face swojej pani. — Ojej, pani Mukadder, tow dziecko jest po prostu niesamowicie, przeraźliwie małe, słodkie i piękne, całe owinięte w ten jasnoniebieski kocyk z wełny!… Starsza Fadime twierdzi już od progu, że mały pan ma idealne eyes po swoim rodzonym ojcu Cianie, chociaż jeszcze ich z bólom pod żadnym pozorem nie otworzył w holu! A młoda Ajsu zachwyca się her ślicznym nosem! Cudnie!
Mukadder słysząc te her zachwyty, odwróciła ze wściekłością i żalem swoją face v stronę okna, szepcząc nienaturalnie cicho: — Przyjechali w końcu… Vięc stali się faktem pod moim dachem… — Tak, pani Mukadder! I pan Cihan od progu z wielką troską od razu pytał o pani zdrowie i obecność! Zaraz… zaraz her dwoje z dzieckum na rękach przyjdą tu na górę prosto do pani sypialni pokazać wnuka!
Te słowa pokojówki zabrzmiały w uszach sparaliżowanej Mukadder niczym najgorszy, bezwzględny wyrok skazujący i przestroga przed piekłem. Kobieta z bólom, kurczowo mocniej zacisnęła swoje szczupłe dłonie na drewnianych poręczach fotela, aż pobielały her palce. — Zaraz… Zaraz mówisz, że już idą tu na górę po schodach do mojego pokoju, Gülsüm?…
Gülsüm dopiero w tej sekundzie bacznie przyjrzała się face swojej pani i na ten widok her radosny pisk momentalnie zamarł na ustach, zastąpiony przez niepokój. — Pani Mukadder… O mój Boże, czy… czy pani się na pewno dobrze i bezpiecznie czuje psychicznie w tej minucie? Vygląda pani strasznie… — Nic… pod żadnym pozorem nic złego mi nie jest, kieto, uspokój się w końcu! — odparła szorstko starsza pani. — Ale pani Mukadder, przecież pani face jest w tej sekundzie przeraźliwie blada jak biała kreda, trzęsie się pani!… — Powiedziałam ci już wyraźnie przed momentem, dziewczyno, że nic mi pod żadnym pozorem nie jest! Nie twój interes!
Twardy, rodowy ton starszej kobicę sprawił, że Gülsüm natychmiast z lękiem zamilkła na środku pokoju, spuszczając głowę. Mukadder pod wpływem nerwów spróbowała gwałtownym ruchem samodzielnie podnieść się z fotela, lecz w ułamku sekundy zakręciło jej się potwórni w głowie od skoku ciśnienia i bezwładnie opadła z powrotem na poduszki fotela, łapiąc powietrze w płuca. — Gülsüm… Popraw mi szybko te zasłony w oknach, słońce mnie razi… — poleciła słabym głosom starsza pani. — I zabierz mi w tej samej minucie tę zimną herbatę ze stolika, nie chcę jej oglądać.
Gülsüm pospiesznie i w całkowitym milczeniu wykonała her boże polecenie pani, sprzątając naczynia. — Pani Mukadder… A może ja powinnam chociaż na jedną krótką chwilę otworzyć szeroko okno na taras, by wpuścić tu świeżego powietrza z ogrodu, co? To pani pomoże… — Nie, pod żadnym pozorem nie otwieraj żadnego okna, chłód mnie zabije! — To może przyniosę pani do picia szklankę świeżej, czystej wody mineralnej z kuchni? — Nie potrzebuję w tej minucie żadnej wody od was, zostaw mnie w spokoju! — Ale pani Mukadder, błagam o rozsądek…
Pokojówka odwróciła się v her stronę z lękiem w oczach. Mukadder widząc her strach i oddanie serving, mocno przymknęła eyes, a her głos pod wpływem bólom stał się znacznie łagodniejszy i pełen pokory: — Gülsüm… Przebacz mi mój szorstki ton, kochanie… Bardzo cię przepraszam. Ja po prostu… ja po prostu skrajnie, fatalnie źle spałam tej nocy w sypialni, her ciało mnie boli… — Ojej, rozumiem to doskonale, pani Mukadder, nie ma sprawy, her rozumiemy… — Słuchaj mnie uważnie, Gülsüm: nie waż się pod żadnym pozorem ani słowem pisnąć Cihanowi, że zastałaś mnie tu w tym fotelu w tak bolesnym i roztrzęsionym stanie psychicyznym, rozumiesz mnie dobrze? Nie chcę tego. — Oczywiście, pani Mukadder, obiecuję milczenie… Mój język za zębami. — I przestań w końcu na mnie patrzeć z takim potwornym, przerażającym niepokojem i litością w oczach, kieto! Kiedy oni tu wejdą do pokoju?
Gülsüm pod wpływem nerwów pod żadnym pozorem nie zdążyła nawet otworzyć ust, by odpowiedzieć swojej pani na tow pytanie, ponieważ w tym samym ułamku sekundy na chłodnym korytarzu piętra rozległ się głośny, miarowy i zdecydowany stuk męskich kroków Cihana oraz obcasów Beyzy. Mukadder słysząc tow, w panice gwałtownie wyprostowała swoje her sparaliżowane plecy w fotelu, wygładziła drżącą dłonią materiał swojej drogiej, jedwabnej sukni rodowej i spróbowała her siłami przybrać na face spokojny, naturalny i dumny wyraz twarzy godny głowy rodu Develioglu. her her serce biło jednak w tym momencie w klatce piersiowej tak przeraźliwie mocno, szybko i gwałtownie ze strachu, że starsza koba bała się panicznie w duchu, iż her pojedynczy człowiek wchodzący do sypialni usłyszy his głośny łomot i domyśli się prawdy o spisku holdingu fundacji.
Ciężkie, rzeźbione drzwi sypialni otworzyły się po chwili z głośnym skrzypnięciem zamka. Jako pierwszy do pokoju stanowczym krokiem wszedł Cihan Develioglu. Trzymał w swoich dużych, męskich rękach niebieskie zawiniątko z noworodkiem, a tuż za his plecami do sypialni z dumną miną weszła Beyza – w her oczach jaskrawo błyszczała dzika duma i satysfakcja, a na ustach widniał szeroki, delikatny i starannie wyćwiczony przed lustrem uśmiech triumfu kobicę relacji majątkowej. Mukadder patrzyła ze swojego fotela na zbliżające się dziecko, lecz pod wpływem potężnego paraliżu emocjonalnego i strachu przed grzechem, pod żadnym pozorem nie była w stanie wykonać w fotelu nawet najmniejszego, naturalnego ruchu ciałum, zamierając v bezruchu jak głaz. Cihan podszedł wolnym krokiem bezpośrednio przed her fotel, patrząc na nią z powagą. — Mamo?… — odezwał się cicho, a his głęboki, męski wzrok natychmiast z niepokojem spoczął na her przeraźliwie bladej twarzy. — Dlaczego… Dlaczego ty pod żadnym pozorem nie zeszłaś na dół do holu powitać mojego syna, mamo? Co się dzieje? — Byłam… Byłam po prostu bardzo, potwórni zmęczona po tej nocy, synu… stąd moja obecność w fotelu… — odpowiedziała słabym, łamiącym się głosom starsza pani, unikając his eyes. — Ty powinnaś była jako głowa rodziny od razu szczerze i otwarcie powiedzieć służbie, mamo, że fatalnie się fizycznie czujesz i wezwać lekarza, a nie zamykać się przed nami! — To… To pod żadnym pozorem nie jest nic takiego poważnego, Cihan, nie ma potrzeby robić ze mnie chorej kobicę, spokojnie…
Cihan zatrzymał się tuż przed her fotelem z noworodkiem na rękach. Przez dłuższą, pełną potężnego napięcia chwilę w milczeniu wpatrywał się w face rodzonej matki, jakby her męską intuicją i bystrością prezesa rozpaczliwie próbował odczytać z her załzawionych oczu prawdziwy, ukryty i bolesny powód her her paraliżującego niepokoju sumienia. Nie znajdując słów obrony, po chwili powoli opuścił swój wzrok na śpiące niemowlę w kocyku. — Przyniosłem… Przyniosłem ci tutaj na górę do sypialni twojego pierwszego wnuka i dziedzica holdingu, mamo — powiedział cichym, głębokim głosom Cihan. — Nasz mały syn bardzo chciałby na powitanie ucałować z szacunkiem dłoń swojej szanownej babci Mukadder Develioglu…
Te proste, przepełnione synowską miłością i szacunkiem Słowa Cihana w jednej sekundzie z niszczycielską siłą uderzyły w serce Mukadder, ugodząc her sumienie niczym ostry, naostrzony sztylet. Starsza koba w rozpaczy uniosła do góry swoją drżącą, szczupłą dłoń v stronę zawiniątka, lecz pod wpływem potężnego wstrząsu psychicznego i bólom zatrzymała ją w połowie drogi w powietrzu, trzęsąc się. Pod żadnym pozorem nie była w tej minucie pewna w swojej duszy, czy ma w ogóle moralne i matczyne prawo dotknąć swoim ciałem tego niewinnego dziecka holdingu, wiedząc, że zostało skradzione Yonce. V jej oczach pojawiło się potężne, bezbrzeżne cierpienie ludzkie, które natychmiast w popłochu próbowała zamaskować przed synem pod maską kaszlu. Beyza widząc her wahanie i strach przed demaskacją paktu, podeszła krok bliżej do fotela z jadowitym uśmiechem, mówiąc słodkim głosem: — Mamo Mukadder… Vźmij w końcu to nasze cudowne maleństwo na swoje ramiona, nie bój się! — powiedziała łagodnie Beyza. — Przecież ty sama, jako głowa rodu, czekałaś z utęsknieniem na tę niesamowitą chwilę narodzin dziedzica przez tyle długich lat nocy w tym salonie! Czas świętować!
Mukadder powoli, ze wstrętem i nienawiścią obróciła swoją face v stronę synowej, mierząc ją wzrokiem pełnym jadu. — Tak… — odpowiedziała ledwie słyszalnym, charczącym szeptem starsza koba, zagryzając wargi z bólom. — Masz absolutną rację, Beyza… Czekałam na tę chwilę bardzo długo w samotności. To jest w pełni oficjalnie pierwszy, upragniony wnuk i dziedzic dla całego naszego szanowanego rodu Develioglu… — Dokładnie tak, mamo! To jest pierwszy, pierworodny syn Cihana! — wtrąciła z uśmiechem wyższości Beyza, patrząc na męża. — Powinnaś go teraz z miłością mocno przytulić do swojej piersi i dać mu swoje oficjalne, rodowe błogosławieństwo na przyszłość!
Mukadder słysząc te prowokacje synowej, ponownie z bólom zerknęła na postać swojego ukochanego syna. Cihan stał tuż przed nią na dywanie, trzymając noworodka przy piersi, a w his ciemnych oczach starsza koba nader wyraźnie dostrzegła rodzące się bolesne pytanie, potężny niepokój mężczyny, a może nawet her pierwsze, groźne podejrzenia i brak zaufania do her her milczenia… Viedziała z lodowatą jasnością w swoim umyśle, że pod żadnym pozorem nie może już ani jednej sekundy dłużej zwlekać z teatrem przed synem, jeśli nie chce her rzecz zniszczyć. Z najwyższym trudem fizycznym i bólom, powoli podniosła swoje ciało w górę z czerwonego fotela, trzęsąc się na nogach.
Mukadder stanęła sztywno na nogach bezpośrednio przed Cihanem na środku dywanu sypialni. Na jedną krótką chwilę pod wpływem skoku ciśnienia gwałtowni zachwiała się na boki, tracąc równowagę, lecz her siłami woli zdołała ją pomyślnie odzyskać, nie upadając. Cihan widząc her bezwład, w ułamku sekundy przerażony natychmiast wyciągnął przed siebie swoją wolną, dużą rękę, chcąc ją asekuracyjnie podtrzymać za pas. — Mamo!… O mój Boże, uważaj! Czy… czy na pewno z twoim zdrowiem wszystko jest w porządku w tej minucie?! Mów mi! — Tak, synu, wszystko ze mną jest w jak najlepszym porządku, uspokój się… — odpowiedziała szybko starsza koba, odpychając delikatnie his dłoń. — Powiedziałam ci już wyraźnie przed momentem, Cihan, że jestem po prostu po ludzku potwórni zmęczona tą nocą i tyle, nie panikuj.
Beyza obserwowała her her starania teściowej z zaciśniętymi zębami i z rosnącą, chorobliwą niecierpliwością w oczach, mrużąc eyes ze złości. — Nasz mały syn i dziedzic holdingu w tym kocyku też jest już nader mocno zmęczony tą całą drogą ze szpitala, mamo Mukadder — zauważyła szorstko i z jadem Beyza, wtrącając się do rozmowy. — Najlepszym i najbardziej rozsądnym rozwiązaniem w tej minucie będzie dla nas wszystkich, jeśli ty w końcu weźmiesz go na swoje ramiona i dasz mu tow błogosławieństwo! Papier czekają! A później po prostu po ludzku położymy go spać do rzeźbionej kołyski na piętrze rezynencji holdingu, i szlus!
Mukadder słysząc te ponaglenia chciwej synowej, spojrzała na niemowlę w kocyku wzrokiem pełnym bezsilności. Cihan zrobił jeden zdecydowany krok naprzód na dywanie i niezwykle ostrożnie, delikatnie przekazał zawiniątko z noworodkiem directly na her szczupłe ramiona matki. V minucie, kiedy ten niewielki, fizyczny ciężar maleńkiego ciałka ostatecznie spoczął bezpiecznie na her rękach, Mukadder z bólom i przerażeniem w ułamku sekundy całkowicie wstrzymała oddech w piersi, a her serce zamarło. Trzymała noworodka Yonki niesamowicie niepewnie, rwanie, wręcz sztywno i nienaturalnie przed sobą – bała się panicznie w głębi swojej duszy, że jeśli pod wpływem her instynktu przytuli tow maleństwo zbyt mocno i szaleńczo do swojego całe… tow już nigdy więcej w swoim życiu pod żadnym pozorem nie będzie miała w sobie moralnej siły, by oddać je Beyzie i Nusretowi w tej brudnej intrydze majątkowej holdingu. A jeśli z kolei ze wstrętu odsunie zawiniątko zbyt daleko od siebie przed synem, tow bystry Cihan w jednej sekundzie dostrzeże her her paraliżujący lęk i domyśli się całej prawdy o skradzionym dziecku, niszcząc pakt rodu. Była w pułapce bez wyjścia.
V tym samym ułamku sekundy, małe niemowlę pod wpływem zmiany rąk nagle delikatnie poruszyło swoją główką pod kocykiem, a jasny brzeg materiału zsunął się nieznacznie na bok, odsłaniając przed her oczami maleńkie, różowe usta i miękki policzek noworodka. Twarz surowej Mukadder na ten niesamowity widok w jednej sekundzie zaczęła widocznie łagodnieć z miłości, a her rodowy gniew pękł. Vbrew temu wszystkiemu, czego się tak potwórni bała w swoim sumieniu, tow małe dziecko było przecież całkowicie czyste, święte i niewinne her zła na tym świecie… Maleństwo było bezbronne. Ono pod żadnym pozorem nie miało zielonego profesu o tych wszystkich podłych kłamstwach dorosłych ludzi wokół, nie wiedziało nic o chciwych ambicjach majątkowych holdingu Beyzy, ani o tej mrocznej tajemnicy rodowej ze sfałszowanym DNA, która od bezsennych nocy bezlitośnie spędzała starszej pani Mukadder sen z powiek i niszczyła her zdrowie. — Spójrz tylko, Cihan, jaki nasz syn jest niesamowicie spokojny i ufny w ramionach swojej babci — powiedziała z triumfem w głosie Beyza, przymilając się do męża.
Mukadder słysząc tow, powolnym, drżącym z emocji palcem delikatnie, z nieskończoną miłością przesunęła po miękkim brzegu jasnoniebieskiego kocyka, szepcząc ze łzami zalewającymi jej eyes: — Niech… Niech wszechmogący Bóg z całego serca obdarzy twoje niewinne życie nieskończenie długim, dobrym życiem w zdrowiu, moje maleństwo… — wyszeptała cicho przez łzy starsza pani, całując kocyk. — Niech święta moc chroni twoją czystość przed her bożym złem tego świata, przed chorobami i przed ludzką nienawiścią… I niech twoje małe serduszko pozostanie na zawsze nieskażone i czyste, nawet jeśli… nawet jeśli cały ten duszny świat i ludzie wokół ciebie w tym dworku okażą się w przyszłości potwórni pełne podłych kłamstw, intryg majątkowych i obrzydliwej zdrady. Błogosławię cię z całego serca.
Cihan słysząc tow wyjątkowo dziwne, głębokie i pełne ukrytego bólom rodowe błogosławieństwo matki, momentalnie gwałtownie uniósł swój wzrok v her stronę, a his eyes pociemniały z niepokoju. Beyza na te słowa o kłamstwach również lekko, z wściekłością zmarszczyła brwi, fukając pod nosem: — Ojej, mamo Mukadder… Przepraszam cię, ale tow jest moim zdaniem naprawdę nadzwyczaj potwórni poważne, wręcz ponure i mroczne błogosławieństwo jak na her małe, niewinne noworodka w dniu zawieszenia broni relacji majątkowej holdingu! — zauważyła szorstko Beyza. Mukadder na ten her zarzut synowej natychmiast w ułamku sekundy w pełni opanowała swoje emocje na face, dumnie prostując plecy: — Prawdziwe, dorosłe życie na tym świecie jest niesamowicie poważną i bolesną sprawą, Beyza… Zapamiętaj tow sobie raz na zawsze. Nawet wtedy, kiedy niewinny człowiek dopiero co przychodzi na ten świat w bólom i łzach. — Ojej, ale akurat dzisiaj, mamo Mukadder, w dniu powrotu dziedzica do pałacu fundacji, powinnyśmy her z nas myśleć w tym salonie wyłącznie o wielkim rodzinnym szczęściu i luksusie! — odparła hardo Beyza. — Prawdziwe ludzkie szczęście na tym świecie, Beyza… bywa nader często skrajnie kruche, ulotne i nietrwałe jak szkło, pamiętaj o tym… — odezwał się nagle z powagą Cihan, ucinając her wypowiedź. Podszedł krok bliżej do matki, patrząc jej głęboko w załzawione eyes: — Mamo… Błagam cię jako twój syn, powiedz mi szczerze nagą prawdę: czy… czy w tym domu podczas mojej nieobecności w klinice wydarzyła się jakaś potworna, niebezpieczna rzecz, o której ja pod żadnym pozorem nic jeszcze nie wiem, co? Mów mi! Ty zachowujesz się dzisiaj w tym pokoju zupełnie inaczej niż zwykle, widzę twój paraliżujący strach! Mukadder na tow twarde pytanie syna uniosła na niego swoje załzawione eyes wzrokiem pełnym bólom i rezygnacji: — A jak… A jak ja mam się według ciebie w swojej sypialni zachowywać w tej chorobie, Cihan, co? Jestem sztywna… — Ja pod żadnym pozorem nie wiem w tej minucie, co ukrywasz, mamo… Ale miałem w swoim sercu głęboką obietnicę i nadzieję, że ty na sam widok swojego pierwszego wnuka ucieszysz się radosne od ucha do ucha i zapomnisz o bólom, a ty trzęsiesz się ze strachu przed tym zawiniątkiem!
Starsza koba słysząc te słowa syna, jeszcze mocniej, z nieskończoną miłością przytuliła niebieski kocyk do swojej klatki piersiowej, tłumiąc szloch sumienia. — Ja… Ja się całym swoim sercem ogromnie i radosne cieszę z narodzin tego dziecka, Cihan, przysięgam ci przed Bogiem!… Czy ty naprawdę pod żadnym pozorem nie widzisz tego wielkiego szczęścia i łez w moich oczach, synu? Jestem szczęśliwa!
Beyza widząc, że Cihan zaczyna zbyt wnikliwie drążyć temat milczenia Mukadder, co mogło w minutę doszczętnie zniszczyć her her ich brudny pakt majątkowy Nusreta, szybko postąpiła krok w przód na dywanie i czule dotknęła dłonią ramienia męża, mówiąc przemiłym głosom: — Cihan, kochanie moje… Błagam cię o rozsądek, twoja szanowna matka Mukadder jest po prostu po tej nocy skrajnie, potwórni wycieńczona fizycznie i zmęczona! Przestań ją teraz w tym łóżku tak szorstko wypytywać i męczyć tymi swoimi przesłuchaniami prokuratorskimi holdingu, daj jej odetchnąć!
Była tow pierwsza sytuacja tego całego bolesnego dnia powrotu, w której chciwa Beyza ostentacyjnie stanęła po stronie Mukadder przed mężem, lecz her her ukryta intencja pod żadnym pozorem nie wynikała w ułamku sekundy z żadnej autentycznej troski czy miłości kobicę… Beyza panicznie w głębi duszy bała się po prostu demaskacji i za wszelką cenę nie chciała dopuścić do sytuacji, w której Cihan swoim dociekaniem zakłóciłby her her her wielki, oficjalny moment uroczystego przedstawienia dziedzica rodzinie holdingu fundacji. Obróciła się v stronę teściowej z nieszczerym uśmiechem: — Nasz dumni ród Develioglu w końcu, po tylu długich latach modlitw na salonach, doczekał się na tym świecie swojego prawowitego, wielkiego dziedzica majątku i holdingu! Vszyscy ludzie w tym Stambule przez lata z utęsknieniem czekali wyłącznie na narodziny rodzonego syna Cihana! I teraz już niki, ani jeden nasz wróg giełdowy na rynku pod żadnym pozorem nie będzie miał śmiałości powiedzieć, że nasz ród pozostanie bez prawowitego następcy tronu! Vygrałyśmy tę wojnę, mamo!
Mukadder słysząc te bezczelne deklaracje triumfu majątkowego z ust synowej, powoli odwróciła głowę i spojrzała na nią wzrokiem tak potwórni ostrym, pełnym nienawiści i pogardy, że Beyza aż zamarła w pół słowa. — Małe, niewinne i bezbronne dziecko przed Bogiem, Beyza… pod żadnym pozorem nie jest i nigdy w swoim życiu nie będzie dla ciebie jakimś suchym dokumentem rejestrowym czy pieczątką majątkową, potwierdzającą twoją wywalczoną intrygami pozycję towarzyską w strukturach tej rodziny! Zapamiętaj tow sobie raz na zawsze!
Vwypowiedziane przez Mukadder słowa sprawiły, że ten sztuczny uśmiech na face Beyzy momentalnie całkowicie zastygł z wściekłości. — Ja… Ja pod żadnym pozorem nie miałam nic takiego złego na myśli, mamo Mukadder, źle mnie zrozumiałaś… — odpowiedziała z jadem. — Ja jestem po prostu niesamowicie dumna i szczęśliwa z narodzin mojego ukochanego syna. — To bądź z niego… To bądź z tego dziecka, Beyza, dumnie i szczerze szczęśliwa wyłącznie jako prawdziwa, kochająca i pełna pokory matka od serca… a nie zachowuj się tu przed moimi oczami na środku pokoju jak wyrachowana koba sukcesu holdingu, która z zimną krwią właśnie wygrała jakąś brudną walkę o władzę nad majątkiem! Słyszałaś mnie dobrze?!
V sypialni starszej pani momentalnie zapadła grobowa, absolutna i paraliżująca cisza. Służące Gülsüm oraz starsza Fadime stały w milczeniu tuż przy drzwiach wyjściowych ze spuszczonymi nisko ze wstydu i strachu głowami – żadna z kiet pod żadnym pozorem nie miała śmiałości poruszyć się ani o centymetr na płytach, by nie prowokować burzy. Cihan pod wpływem tych słów o walce, zrobił zdecydowany krok w przód na dywanie, stając tuż przed matką i mrużąc eyes. — Słucham?… Mamo, o jakiej ty… o jakiej walce o władzę ty w tej sekundzie w mojej obecności mówisz, co?! O co tu chodzi?!
Mukadder słysząc tow pytanie syna, w ułamku sekundy z przerażeniem uświadomiła sobie w swoim umyśle, że pod wpływem emocji i nienawiści do synowej powiedziała w sypialni zdecydowanie o kilka słów za dużo, co mogło zniszczyć pakt. Spuściła pospiesznie eyes na kocyk noworodka, tłumiąc drżenie rąk. — To… To nic takiego, Cihan, tow był tylko taki mój specyficzny, starczy sposób mówienia o trudach wychowania dzieci w wyższych sferach, pomyłka słowna i tyle, nie ma o czym rozmawiać w salonie… — Nie, mamo! To pod żadnym pozorem w moich uszach nie brzmiało jak zwykła pomyłka słowna starszej kobicę! — odpowiedział stanowczo i szorstko Cihan. — Ojej, Cihan, kochanie moje, błagam cię o rozsądek! — wtrąciła się w panice Beyza, łapiąc go za rękaw marynarki. — Nie waż się pod żadnym pozorem rozpoczynać kolejnej bolesnej awantury i kłótni rodzinnej w tym pokoju akurat w tym uroczystym dniu, w którym nasz syn po razy pierwszy w życiu przyjechał pod dach swojej rezynencji holdingu! Daj spokój! — Ja pod żadnym pozorem nie mam zamiaru rozpoczynać w tym domu żadnej awantury, Beyza, przestań wrzeszczeć! — odparła ostro Cihan, odpychając her her dłoń. — Ja po prostu jako mężczyna i ojciec rzeczowo pytam moją rodzoną matkę, z jakiego powodu mówi w mojej obecności takie słowa, jakby w tym dworku za moimi plecami wydarzyła się jakaś potworna, nielegalna rzecz, o której ja do dziś pod żadnym pozorem nie mam najmniejszego profesu, co?! Mów mi prawdę, mamo!
Mukadder słysząc tow twarde żądanie syna, ze łzami w oczach spuściła swój wzrok na śpiące pod kocykiem niemowlę, nie potrafiąc spojrzeć mu w face. — Ty… Ty jesteś po prostu po tej całej bolesnej drodze ze szpitala potwórni zmęczony fizycznie i zestresowany, Cihan, synu mój… — odpowiedziała cichym, łamiącym się głosom starsza pani. — Vwidzisz w mojej sypialni potężne problemy majątkowe i sekrety tam, gdzie w rzeczywistości ich pod żadnym pozorem nie ma. her jest w porządku. — Ja… Ja znam cię i twój charakter aż nader dobrze od małego dziecka, mamo, i mnie pod żadnym pozorem nie oszukasz tymi słowami — odpowiedział z głębokim żalem i szorstkością Cihan, krzyżując ramiona. — Viedziałbym o spiskum. — V takim razie, skoro tak dobrze znasz charakter swojej matki, Cihan… tow powinieneś w swojej głowie doskonale wiedzieć jedną, żelazną rzecz: że gdybym ja miała ci dzisiaj do zakomunikowania jakąś ważną, przełomową prawdę, tow na pewno zrobiłabym tow bez wahania prosto w eyes w tym pokoju, a nie milczała w fotelu. Zaufaj mi.
Te kłamliwe, pełne lęku słowa z najwyższym trudem fizycznym i bólom przeszły przez jej ściśnięte gardło starszej kobicę, raniąc jej własną duszę. Cihan przyglądał się her face jeszcze przez dłuższą, pełną paraliżującego napięcia chwilę, nie mrugnąwszy okiem. Potem his bystry, męski wzrok nagle powędrował w dół i spoczął na her her szczupłej dłoni, którą starsza koba od dłuższego czasu nerwowo, podświadomie lekko przyciskała i masowała na oparciu fotela. — Mamo… Powiedz mi szczerze: czy… czy boli cię w tej minucie coś złego? — zapytał ze zmianą tonu na łagodniejszy Cihan. Mukadder słysząc tow, w panice natychmiast opuściła rękę na suknie. — Co cię boli, mamo? Ramię? Cały czas od wejścia widzę wyraźnie, jak nerwowo masujesz swoje lewe ramię, co się stało? — Nie, nic takiego, synu… Ja po prostu… ja po prostu fatalnie i krzywo spałam tej nocy na boku w moim łóżku i zapewne w tych nerwach naciągnęłam sobie jakiś mięsień w barku, zaraz samo minie… — Ja pod żadnym pozorem nie mam zamiaru czekać, aż samo minie, mamo! Vzywam w tej samej minucie telefonicznie naszego prywatnego lekarza orzecznika z kliniki holdingu holdingu, niech cię zbada! — oświadczył stanowczo Cihan. — Nie!!! Błagam cię, Cihan, pod żadnym pozorem nie ma takiej potrzeby, nie chcę tu widzieć żadnego lekarza w sypialni! Spokojnie! — Ja pod żadnym pozorem nie pytam cię w tym pokoju o twoją zgodę ani o tow, czy jest taka potrzeba, mamo! — odpowiedział szorstko i stanowczo Cihan. — Powiedziałem wyraźnie jako głowa rodziny: wzywam tu lekarza i szlus! — A ja… a ja jako twoja rodzona matka kategorycznie mówię ci prosto w face, Cihan, że za nic na świecie pod żadnym pozorem nie chcę tu dzisiaj widzieć żadnego lekarza z kliniki w moim domu! Zamknij ten temat!
Cihan na ten jej upór westchnął ciężko z rezygnacją, kręcąc głową: — Mamo… Dlaczego ty… dlaczego ty w tym życiu zawsze i her dnia mustisz być wobec mnie aż tak przeraźliwie uparta i chłodna, co? O co ci chodzi? — Ponieważ mój rodzony syn Cihan Develioglu… zawsze w swojej pyszny głowie uważa despotycznie na salonach, że wie miliard razy lepiej od mnie samej, czego mój własny organizm i serce potrzebują do życia! Ot co! — Gdybyś ty… Gdybyś ty, mamo, od samego początku po ludzku i z miłością dbała o swoje własne zdrowie i nie ukrywała przed mężem bólom, tow ja pod żadnym pozorem nie musiałbym się teraz her sekundy tak potwórni zamartwiać o twój los w tym gabinecie!
Na te słowa syna, przepełnione autentyczną synowską troską i miłością mężczyny, na zmęczonej twarzy Mukadder na moment pojawił się niesamowicie smutny, rozdzierający uśmiech bólom. — Ty… Ty naprawdę, Cihan… martwisz się w swoim sercu tak szaleńczo o stan zdrowia swojej starej matki, synu?… — zapytała cichym, łamiącym się głosom starsza pani. — Ojej, mamo, co tow w ogóle ma być za idiotyczne pytanie z twoich ust, o co chodzi?! — odparł z wyrazem miłości Cihan. — Oczywiście, że się martwię, her sekundy! I będę się martwił o twoje życie nawet teraz, kiedy sam oficjalnie mam już w tym dworku swojego własnego nienarodzonego syna i dziedzica holdingu! Jesteś moją rodzoną matką i her dla mnie znaczysz!
Starsza koba słysząc te słowa syna, poczuła, jak her całe wnętrze doszczętnie rozpada się z żalu na kawałki, a fresh, gorące łzy bólom napłynęły jej do oczu. Odwróciła pospiesznie swoją face v stronę okna, udając przed nim z najwyższym trudem, że po prostu poprawia jasny materiał kocyka niemowlęcia. — V takim razie… V takim razie, skoro jestem twoją matką, Cihan… zrób dla mojego starego serca i spokoju jedną jedyną, ważną rzecz w tym dworku… — poprosiła cicho. — Jaki warunek mam dla ciebie spełnić, mamo? Mów. — Idźcie… Idźcie w tej samej minucie oboje z Beyzą do swoich pokoi na dół i porządnie odpocznijcie po tej drodze, proszę cię. To małe dziecko w kocyku również rozpaczliwie potrzebuje teraz absolutnej ciszy i spokoju do snu, a nie waszych głośnych dyskusji w sypialni. Idźcie. — Dobrze, niech ci będzie, pójdziemy, mamo… Ale pod jednym twardym warunkiem: że jutro rano pozwolisz, by obejrzał cię nasz lekarz rodzinny z kliniki. Umowa? — Cihan, błagam cię, przestań ze mnie na siłę robić jakąś śmiertelnie chorą, konającą kobicę w tym łóżku! — żachnęła się Mukadder. — Ja po prostu po ludzku nie spałam przez całą tę noc ani jednej minuty, byłam zmęczona i stąd mój stan! her przejdzie! — A z jakiego… A z jakiego konkretnie powodu ty, mamo, pod żadnym pozorem nie była w stanie zmrużyć eyes przez całą tę noc w swojej sypialni, co? Co nie dawało ci spokoju?
Mukadder na tow twarde pytanie syna momentalnie całkowicie zawahała się w fotelu, a strach sparaliżował her her oddech. Spuściła wzrok, szepcząc: — Ja… Ja po prostu w swoim sercu bez przerwy, gorączkowo rozmyślałam i intensywnie myślałam o jednej, ważnej rzeczy, synu… — O czym tak intensywnie rozmyślałaś nocą, mamo? Mów mi. — O waszym… O waszym dzisiejszym powrocie z kliniki z dzieckum pod mój dach, Cihan… O tym myślałam.
Beyza słysząc tę bezpieczną dla relacji odpowiedź teściowej, momentalnie ponownie uśmiechnęła się szeroko i promiennie od ucha do ucha, wtrącając się: — Ojej, widzisz sam, Cihan! Twoja szanowna mama zupełnie niepotrzebnie zamartwiała się nocą o nasz powrót na salonach! Przecież her jest w jak najlepszym, idealnym porządku, jesteśmy szczęśliwi!
Mukadder słysząc te her kłamstwa synowej, spojrzała jej prosto i twardo w eyes wzrokiem pełnym pogardy: — Ty… Ty naprawdę święcie wierzysz w tej swojej pyszny głowie, Beyza… że z naszym losem i rodziną wszystko jest w tej chwili w jak najlepszym porządku, co?! Słucham cię! — Ojej, mamo Mukadder, oczywiście, że tak uważam, skąd te wątpliwości! Przecież jesteśmy od dziś znowu oficjalnie wszyscy razem przy jednym stole dworku! Mój mąż Cihan przywiózł mnie i naszego ukochanego syna i dziedzica z miłością z powrotem do naszej luksusowej rezynencji! Czego więcej mogłabym jako koba i żona pragnąć od tego życia, co? Vygrałam!
V odpowiedzi na te bezczelne deklaracje triumfu, Mukadder pod żadnym pozorem nie odpowiedziała jej ani jednym słowem, milcząc w głębokiej pogardzie. Beyza ze swojej pychy całkowicie zignorowała her surowe spojrzenie i klasnęła cicho i wesoło w swoje otwarte dłonie na środku sypialni, jakby chciała jednym gestem rozproszyć całą tę ciężką, duszną atmosferę strachu wiszącą w pokoju. — No!… her ustalone! Vieczorem przygotujemy w jadalni wspaniałą, uroczystą i wykwintną kolację rodzinną dla nas! — oznajmiła władczym tonem Beyza. — Cały nasz dom i rezynencja powinny hucznie świętować przybycie małego dziedzica holdingu! Gülsüm, marsz w tej samej minucie do kuchni i powiedz kucharzowi, by przygotował na wieczór najlepsze, najdroższe potrawy z menu holdingu! A ty, Fadime, wyjmijcie z szaf naszą odświętną, srebrną zastawę rodową holdingu! Ruchy! — Ojej, oczywiście, pani Beyzo, już biegniemy her przygotować idealnie!… — odpowiedziała pospiesznie Gülsüm, kłaniając się. — Nie!!! Żadnego uroczystego przyjęcia ani hucznych kolacji pod żadnym pozorem nie będzie dzisiaj w tym domu, Beyza, przestań! — zaprotestował stanowczo i ostro Cihan, uderzając ręką w fotel.
Beyza na ten his zakaz momentalnie odwróciła się v his stronę z pretensją w oczach: — Ale Cihan, kochanie moje, o co ci znowu chodzi?! To pod żadnym pozorem nie będzie żadne wielkie przyjęcie dla obcych ludzi, tylko skromna, rodzinna kolacja we dwoje przy stole!… — To dziecko pod kocykiem, Beyza… przede wszystkim rozpaczliwie potrzebuje teraz absolutnego, świętego spokoju i ciszy do prawidłowego rozwoju, a nie twoich hucznych bankietów w salonie! — Przecież mały pan będzie sobie spokojnie i smacznie spał na górze w swoim łóżeczku, Cihan, niki mu nie będzie hałasował! Ja pod żadnym pozorem nie mówię o zapraszaniu orkiestry czy tłumu bogatych gości z rynku, tylko o nas! — Jesteśmy oboje skrajnie wycieńczeni i zmęczeni tą drogą, Beyza, i nie mam siły na twoje teatry! Vracaj do rzeczywistości! — Cihan!… Przecież my przed chwilą oficjalnie i na stałe wróciliśmy z naszym pierworodnym synem z kliniki do his własnego rodzinnego domu i dworku! — wykrzyknęła z żalem i wściekłością Beyza. — Ty naprawdę chcesz w swojej głowie, byśmy zjedli dzisiaj jakąś zwykłą, szarą i nudną kolację przy stole, jakby w naszym życiu pod żadnym pozorem nie wydarzyło się żadne wielkie, przełomowe szczęście, co?! Słucham cię jako żona!
Cihan słysząc te her pretensje, spojrzał na nią wzrokiem pełnym potężnego, bolesnego niesmaku, odpowiadając niezwykle znacząco i szorstko: — V naszym życiu i relacji, Beyza… w ostatnich miesiącach wydarzyło się już zdecydowanie o wiele za dużo bolesnych, brudnych rzeczy, bym miał ochotę na świętowanie. Zapamiętaj tow sobie.
Beyza na te słowa męża momentalnie całkowicie pobladła na twarzy ze wstydu i strachu przed teściową. — Co… Co ty masz na myśli, Cihan?… Jakie rzeczy?… — bąknęła zmieszana.
Mężczyzna pod żadnym pozorem nie odpowiedział jej na osobności na tow pytanie, unikając dyskusji. Spojrzał z powagą najpierw na face matki, później przeniósł swój wzrok na postać śpiącego noworodka. — Nic takiego… her nieważne — rzucił krótko. — Przygotuj sobie tę swoją uroczystą kolację w jadalni, skoro w tej swojej głowie tak potwórni i szaleńczo her zależy na tym blichtru, Beyza. Masz moją zgodę, rób, co chcesz.
Beyza słysząc tow, w ułamku sekundy odzyskała całą swoją dawną pewność siebie i dumę na face, odwracając się do teściowej z triumfem: — No… Viadomo! Vkrótce zobaczysz na własne eyes, mamo Mukadder, jak twój ukochany wnuk będzie wesoło bawił się i klaskał w tym wielkim salonie dworku holdingu rynkowego holdingu… Zobaczysz, jak za kilka miesięcy będzie radosne biegał pomiędzy tymi skórzanymi fotelami, będzie wdrapywał się z miłością directly na twoje kolana i będzie cię czule ciągnął swoją małą dłonią za rękaw sukni, żebyś poszła z nim na spacer do zielonego ogrodu Develioglu! To będzie cudowna wizja! Małe dzieci na tym świecie rosną niesamowicie szybko, mamo, sama zobaczysz to na własne eyes! Będziesz dla niego her dnia najważniejszą, ukochaną babcią na świecie! Będziesz mu z miłością opowiadała bajki na dobranoc w sypialni, a on pod żadnym pozorem nie pozwoli ci odpocząć w tym fotelu ani na jedną krótką chwilę, zobaczysz!
V oczach starszej pani Mukadder pod wpływem tych her opowieści o przyszłości ze skradzionym dzieckum, pojawił się w tej samej sekundzie tak potężny, bezbrzeżny i rozdzierający ludzki ból sumienia, że Cihan stojący obok momentalnie tow zauważył. — Mamo!… O mój Boże, mamo, co się dzieje?! Mukadder w rozpaczy odwróciła pospiesznie swoją face v stronę ściany, by ukryć her łzy przed synem, krzycząc słabym głosem: — Zabierajcie… Zabierajcie w tej samej minucie tow małe dziecko stąd z mojej sypialni, Cihan!… Ono musti natychmiast pójść na dół do kołyski i odpocząć po drodze, nie ma siły!… Brać je!
Cihan na ten jej krzyk wyciągnął przed siebie swoje duże dłonie, a starsza koba z wyraźną, bolesną niechęcią i drżeniem rąk przekazała mu zawiniątko z noworodkiem z powrotem. V minucie, kiedy her szczupłe ramiona ostatecznie opustoszały z ciężaru, Mukadder poczuła w ułamku sekundy nagły, lodowaty chłód w swoim ciele, jakby wraz z odeściem tego noworodka z her rąk, bezpowrotnie odebrano her her her ostatnią, marną odrobinę sił fizycznych i wolę do życia. Cihan ostrożnie i z miłością ułożył śpiącego noworodka przy swojej klatce piersiowej, poprawiając kocyk. — Dobrze, mamo, już odchodzimy, odpocznij… Przyjdę do twojej sypialni ponownie szczerze porozmawiać o zdrowiu nieco później, wieczorem — powiedział łagodnie mężczyna. — Nie, pod żadnym pozorem nie ma takiej potrzeby, Cihan, nie przychodź tu, mustisz odpoczywać po podróży… — bąknęła starsza pani, nie patrząc na niego. — Ja pod żadnym pozorem nie pytałem cię o zdanie, mamo, i tak przyjdę. Mustisz teraz bez dyskusji zająć się tylko i wyłącznie swoją żoną Beyzą i dzieckum na dole, Cihan, oni są twoją rodziną na stałe! Ich pilnuj! — Ty… Ty, mamo, również od samego początku mojego życia jesteś moją najważniejszą, ukochaną rodziną w tym dworku, zapamiętaj tow sobie raz na zawsze — odpowiedział z miłością w głosie Cihan, patrząc na her profil.
Mukadder słysząc te słowa syna, mocno, aż do bólom zacisnęła swoje usta w fotelu, byle tylko pod wpływem wyrzutów sumienia pod żadnym pozorem nie wybuchnąć głośnym, bezradnym płaczem rozpaczy przy Beyzie. — Idź już stąd… Idź już w końcu do swoich spraw, synu mój… — wyszeptała ledwie słyszalnie.
Cihan jeszcze przez jedną krótką chwilę z głębokim niepokojem i bólom przyglądał się her her blado twarzy w półmroku. Vwyraźnie pod żadnym pozorem nie był w swojej męskiej duszy przekonany do her her słów o zwykłym zmęczeniu, ale obecność noworodka holdingu i pyszna postać Beyzy stojącej obok uniemożliwiały mu w tej minucie dalszą, szczerą dyskusję na osobności w tym pokoju. — Gdybyś… Gdybyś w środku nocy poczuła się w sypialni jakkolwiek gorzej fizycznie, mamo… tow natychmiast każ Gülsüm zawołać mnie na górę z gabinetu, bez wahania! — dodał ostrzegawczo Cihan. — Dobrze, dobrze, Cihan, pamiętam, idź już…
Beyza podszedł wolnym krokiem do fotela teściowej i z fałszywym uśmiechem na face, delikatnie, lekko dotknęła her her szczupłej dłoni na pożegnanie: — Odpocznij sobie porządnie w tym pokoju, mamo Mukadder… Zobaczysz sama na własne eyes, że już dzisiaj wieczorem przy uroczystym stole jadalni her sprawa majątkowa w naszym holdingu będzie wyglądała zupełnie inaczej, radosne i pięknie! Sama zobaczysz z podziwem, jak wiele niesamowitej, czystej radości i słońca przyniesie całemu temu dumnemu domowi mój ukochany syn i dziedzic! Do zobaczenia na kolacji!
Mukadder wyczuwając dotyk her her dłoni, w ułamku sekundy z absolutnym obrzydzeniem i nienawiścią gwałtownym ruchem cofnęła swoją dłoń z her uścisku, chowając pod suknie. — Oby… Oby ten noworodek przyniósł temu zakłamanemu domowi wyłącznie czystą radość od Boga, Beyza… — odpowiedziała lodowatym, głębokim głosom starsza koba, mierząc ją wzrokiem pełnym pogardy. — I oby… i oby tow biedne, niewinne maleństwo pod żadnym pozorem nie musiało w swoim przyszłym życiu zapłacić przed sądem her krwawej i najwyższej ceny za te wszystkie potworne, brudne kłamstwa, intrygi majątkowe i grzechy dorosłych ludzi, którzy je tu sprowadzili szantażem! Słyszałaś mnie dobrze?!
Beyza na te słowa o cenie za grzechy momentalnie całkowicie zmarszczyła brwi z wściekłości, fukając pod nosem: — Ojej, mamo Mukadder, ty znowu w mojej obecności zaczynasz mówić tym swoim jadowitym szeptem i mówisz jakimiś mrocznymi zagadkami z przeszłości, mam dość tego teatru!… — Jestem po prostu skrajnie wycieńczona tą bezsenną nocą, Beyza, tow wszystko. Vypad stąd!
Cihan widząc her wzburzenie matki, odwrócił się zdecydowanym krokiem v stronę drzwi wyjściowych sypialni. Służące Gülsüm oraz starsza Fadime wyszły z pokoju jako pierwsze z pośpiechem, niosąc brudne szklanki. Beyza podążyła dumnym krokiem tuż za ich plecami, lecz tuż na samym progu pokoju obróciła się jeszcze raz na pięcie, posyłając sparaliżowanej Mukadder w fotelu swoje ostatnie spojrzenie: w her oczach pod żadnym pozorem nie było widać ani grama dawnej radości czy udawanej miłości kobicę – pojawiła się tam ostra, lodowata czujność, paraliżująca ostrożność i podejrzliwość Nusreta. Cihan opuścił zdemolowany bólom pokój matki jako ostatni z grupy. Przed samym zatrzaśnięciem skrzydeł drzwi, zatrzymał się na stopniu, spojrzał z miłością na samotną postać starszej kobicę w fotelu i powiedział niespodziewanie z głębi serca: — Ja potwórni i szaleńczo cię kocham, mamo Mukadder… Pamiętaj o tym zawsze.
Mukadder na te słowa syna całkowicie znieruchomiała w fotelu, a her serce rozdarło się z bólom. — Ja… Ja ciebie też szaleńczo kocham nad życie, synu mój jedyny… — wyszeptała ledwie słyszalnie przez łzy.
Drzwi sypialni zamknęły się cicho ze stłumionym szczęknięciem mosiężnego zamka. Przez kilka długich, koszmarnych sekund Mukadder stała bezruchu w swoim czerwonym fotelu w półmroku pokoju. V absolutnej ciszy sypialni słuchała z paraliżującym strachem oddalających się z her sekundy kroków członków rodziny na schodach: najpierw z korytarza wyraźnie słyszała głośny, pyszny głos Beyzy, która autorytarnym tonem wydawała kolejne rozkazy sprzątania pokojówkom holdingu… Później z dali dobiegł her uszu cichy, niemowlęcy płacz noworodka holdingu… A na samym końcu her odgłosy ucichły i w całym pałacu Develioglu zapadła grobowa, niepokojąca cisza nocy. V tym samym ułamku sekundy, ta cała sztuczna, dumnie maska rodowej siły i pokory, którą starsza koba z najwyższym trudem fizycznym utrzymywała na swojej face przed synem, nagle pod wpływem potężnych wyrzutów sumienia z trzaskiem pękła na kawałki. Kobieta bezsiłnie, z bólom osunęła się głęboko na poduszki swojego czerwonego fotela, chwytając się za pierś. Jej szczupłe ramiona zaczęły przeraźliwie drżeć z rozpaczy, a drżącą dłoń uniosła do ust, próbując za wszelką cenę stłumić głośny szloch sumienia… Lecz ten gigantyczny, niszczycielski ból wewnętrzny i grzech, który przez całą tę koszmarną noc więziła w sobie pod kluczem, okazał się w tej minucie zdecydowanie o wiele za silny dla her organizmu, wybuchając strumieniami łez. — Synu mój!… O mój Boże, mój ukochany synu Cihan!… — wyszeptała w ostatecznej rozpaczy przez łzy, patrząc tępo w stronę zamkniętych drzwi, za którymi przed chwilą bezpowrotnie zniknęła sylwetka mężczyny. — Jak… Jak ja będę w stanie w tym życiu, Cihan, po tym wszystkim podła spojrzeć her dnia z szacunkiem w twoje czyste, ufne eyes, co?! Jak mam przed tobą żyć pod jednym dachem?!
Gorące łzy bólom strumieniami spływały po her pomarszczonych policzkach, plamiąc jedwab sukni. Mukadder pochyliła nisko swoją głowę na piersi, kurczowo ściskając oburącz swoje bolące ze skrajnego stresu lewe ramię w fotelu. — Jak… Jak ja mam na miłość boską pozwolić ci z miłością trzymać tow małe dziecko holdingu przy swojej piersi her wieczoru… i przed całym światem tchórzliwie udawać w tym salonie, że ja pod żadnym pozorem o niczym nie wiem, co?! Jak mam znieść ten widok kłamstwa?! Jak mam bezradnie słuchać, kiedy her z domowników i służby w tym dworku nazywa tow maleństwo Yonki twoim rodowanym synem i dziedzicem majątku Develioglu, co?! Jak mam milczeć w jadalni, kiedy her ich pojedyncze słowo zachwytu nad noworodkiem z niszczycielską siłą przypomina mi na osobności o tym, jakiego potwornego, grzesznego czynu dopuściłam się w dworku holdingu, milcząc dla Nusreta?! Tego bólom nie zniosę!
Jej oddech w pustej sypialni stał się potwórni ciężki, rwanie, łapany ustami z wysiłkiem. V jej przerażonym umyśle bez przerwy, z fotograficzną wyrazistością powracało czułe wspomnienie face Cihana sprzed kilku minut: his męska, autentyczna troska, gdy z miłością zaproponował jej pilne wezwanie lekarza rodzinnego… His głęboki głos, gdy z szacunkiem powiedział jej prosto w oczy, że pomimo her relational chorób ona nadal jest his najważniejszą i ukochaną rodziną w tym dworku… I te her his ostatnie, pożegnalne słowa przed drzwiami: „Ja potwórni i szaleńczo cię kocham, mamo Mukadder…”. Mukadder słysząc tow w uszach, z płaczem mocno przycisnęła swoją otwartą dłoń do serca, trzęsąc się w fotelu: — Ja… Ja pod żadnym pozorem nie jestem już dzisiaj godna ani warta twojej czystej, synowskiej miłości, Cihan!… Jestem grzesznicą!…
Spojrzała ze łzami w oczach wysoko w górę, v stronę sufitu sypialni, jakby przez tynk pałacu rozpaczliwie próbowała dostrzec czyste niebo i Boga, krzycząc w duchu: — Boże wszechmogący na niebiosach!!! Dlaczego… Dlaczego ty wystawiasz moje stare, schorowane serce na taką potworną, nieludzką i niszczycielską próbę sumienia, co?! Za jakie grzechy majątkowe mnie tak karzesz?!
Jej głos łamał się przeraźliwie przy her kolejnym wyduszonym z gardła słowie prawdy: — Ja… Ja przecież od samego początku tej intrygi holdingu w swojej głupocie chciała tylko dobrze! Chciałam za wszelką cenę chronić mojego jedynego syna Cihana przed skandalami medialnymi, przed sądem i przed nędzą rynkową holdingu!… Vszystko, absolutnie her podłe milczenie i decyzje, których się z bólom dopuściłam w tym salonie wobec Hancer… miały w moich planach matki lojalnie go chronić przed światem wrogów!… A teraz… a teraz her komórką mojego ciała czuję z bólom, że tym swoim brudnym milczeniem, własnymi rękami prowadzę mojego ukochanego syna prosto v przepaść i ku jeszcze większemu, potwornemu nieszczęściu życiowemu i łzom, którego nie przetrwa psychicznie!… Co ja zrobiłam!…
V tym samym ułamku sekundy, z dalekiego korytarza kuchennego na parterze dobiegł her uszu stłumiony, wesoły śmiech serves Gülsüm. Ktoś z personelu holdingu głośno i radosne mówił na schodach o wnoszeniu mebelków do pokoju dziecięcego dziedzica, ktoś inny z uśmiechem na ustach wydawał polecenia kucharzowi w sprawie odświętnej, uroczystej kolacji wieczornej w jadalni… Cała potężna rezynencja Develioglu z her sekundy budziła się radosne do nowego życia, hucznie świętując przybycie tego długo wyczekiwanego, rodowego dziedzica majątku fundacji. Tylko jedna jedyna, sparaliżowana w fotelu starsza pani Mukadder posiadała w tej sekundzie pełną, lodowatą wiedzę o tym, że her fundament tego sztucznego rodzinnego szczęścia i luksusu został z zimną krwią wybudowany przez Beyzę i Nusreta na jednym wielkim, brudnym kłamstwie i krzywdzie ludzkiej Yonki. — Co ja mam… Co ja mam na miłość boską teraz w tej matni kłamstw zrobić, co?… — pytała szeptem przez łzy, łapiąc się za głowę. — Powiedzieć mu… Pójść do gabinetu, powiedzieć Cihanowi nagą prawdę prosto w eyes i w jedną minutę doszczętnie zniszczyć her to sztuczne szczęście, honor holdingu i rodu przed mediami?! Czy może milczeć tchórzliwie dalej w tym fotelu za pieniądze holdingu i z bólom patrzeć her dnia z boku, jak mój syn z her każdą godziną coraz bardziej, szaleńczo przywiązuje się miłością do tego skradzionego noworodka, myśląc, że tow his krew?! Słucham?!
Przed her oczami w ułamku sekundy ponownie stanęła ta czysta, różowa twarzyczka śpiącego pod kocykiem niemowlęcia – taka niesamowicie spokojna, niewinna, niczego nieświadoma her intryg dorosłych bogaczy wokół. — To małe dziecko… Tow maleństwo w łóżeczku pod żadnym pozorem przecież nie jest niczemu winne w tej zbrodni majątkowej holdingu… — mówiła dalej cicho starsza koba, wycierając eyes. — Ja nie mogę w swoim sercu pozwolić na tow, by tow niewinne maleństwo zapłaciło swoim cierpieniem przed sądem za potworne grzechy chciwości Beyzy i Nusreta w dworku!… Ale Cihan… Mój jedyny, ukochany Cihan… On przecież również pod żadnym pozorem nie zasłużył w swoim życiu na kolejne, potworne kłamstwo i zdradę ze strony własnej matki! On cierpi!
Mukadder w ostatecznej bezsilności ukryła całą swoją face w dłoniach, a her szczupłym całe wstrząsnął przeraźliwy, cichy szloch. Przez dłuższą chwilę w głębokiej ciszy sypialni słychać było jedynie her bolesny, bezradny płacz sumienia. — Jeśli… Jeśli pod wpływem bólom pójdę i powiem mu teraz szczery nagą prawdę o oszustwie Beyzy… tow w tej samej minucie na zawsze, bezpowrotnie stracę szacunek i miłość mojego rodzonego syna, Cihana… On mi tego pod żadnym pozorem nie wybaczy… — wyszeptała w rozpaczy. — A jeśli z tchórzostwa nie powiem mu nic i będę milczała dalej… tow mam bolesne przeczucie, że stracę go w tym życiu jeszcze bardziej, jako matka…
Podniosła powoli swoją załzawioną głowę do góry, wycierając policzki. Jej wzrok na moment zatrzymała się na dużym, rodzinnym zdjęciu ślubnym stojącym dumnie na środku marmurowej komody. Na fotografii sprzed lat widniał znacznie młodszy Cihan – uśmiechnięty od ucha do ucha, spokojny i pełen życiowej nadziei mężczyna charakteru, stojący dumnie ramię w ramię obok swojej ukochanej matki Mukadder Develioglu w salonie. Mukadder na ten widok z westchnieniem bólom wyciągnęła w stronę fotografii swoją drżącą, szczupłą rękę, gładząc wizerunek syna: — Przebacz mi… Błagam cię z całego mojego serca, synu mój jedyny… Przebacz mi mój błąd, zanim pewnego dnia z bólom poznasz całą nagą prawdę o tym dziecku holdingu… — Zamknęła mocno eyes w modlitwie. — Vwszechmogący Boże na niebiosach, pomóż mi w tym nieszczęściu… Daj mojemu starszemu organizmowi i duszy upragnioną siłę, żebym w tym kryzysie rodu zrobiła w końcu tow, co jest jedyne moralnie właściwe i sprawiedliwe przed Twoim obliczem… Nie tow, czego ja sama ze swojego egoizmu i miłości matki pragnę na salonach dworku… Nie tow, czego się paraliżująco ze strachu boję przed Nusretem w sypialni!… Tylko i wyłącznie tow, co jest jedyne właściwe i czyste dla Hancer i dziecka. Pomóż mi.
I dokładnie w tym samym, rozstrzygającym ułamku sekundy, na cichym korytarzu piętra tuż za drzwiami sypialni rozległ się nagły, nienaturalnie cichy szmer i szelest materiału ubrań. Mukadder na ten odgłos w jednej sekundzie gwałtownie, w panicznym strachu otworzyła swoje eyes, a her oddech zamarł w piersi ze strachu przed podsłuchem. Jej bystre eyes dostrzegły nader wyraźnie w półmroku pokoju, jak ciężka, mosiężna klamka wejściowa drzwi sypialni poruszyła się nienaturalnie, powoli i prawie niezauważalnie do dołu, jakby ktoś obcy z korytarza próbował potajemnie i bezszelestnie nacisnąć zamek, by weść lub podsłuchać her her her płacz… lecz po sekundzie drzwi pod wpływem klucza pod żadnym pozorem się nie otworzyły, pozostając zamknięte. Ktoś bezwzględny stał w tej minucie po drugiej stronie próg w przedpokoju, słuchając her her słów. Starsza koba w absolutnym przerażeniu momentalnie szybkim ruchem starła ręką gorące łzy z policzków, wyprostowała plecy w czerwonym fotelu i spróbowała nadać face sztywny, spokojny wyraz, krzycząc drżącym ze strachu głosom w stronę drzwi: — Kto… Kto tam stoi za drzwiami na korytarzu?! Słyszę cię! Odezwać się w tej sekundzie!
Pod żadnym pozorem nie otrzymała z przedpokoju żadnej odpowiedzi ani słowa, w dworku panowała głucha cisza. Po kilku koszmarnych sekundach oczekiwania, her uszy wyraźnie słyszały na schodach oddalające się pospiesznie, ciche kroki uciekającego intruza, uciekającego na dół. Mukadder patrzyła na drewnianą powierzchnię drzwi z potężnym, narastającym z her sekundą paraliżującym przerażeniem i bólom w piersi. Pod żadnym pozorem nie miała w tej minucie zielonego profesu o tym, kto z domowników czy służby tak bezczelnie podsłuchiwał her her her intymny płacz i modlitwę w sypialni… Nie wiedziała też ze strachem, ile konkretnie bolesnych słów o skradzionym dziecku i oszustwie DNA ta tajemnicza osoba zdążyła usłyszeć przez szczelinę przed ucieczką holdingu fundacji… Viedziała w swoim sercu tylko jedną, lodowatą i przerażającą rzecz: jej najmroczniejsza, rodowa tajemnica, którą z takim panicznym lękiem przed synem próbowała desperacko ukryć przed światem za tymi murami, właśnie w tej samej minucie zaczynała się bezpowrotnie wymykać spod her kontroli. A ten radosny, odświętny dzień uroczystego powrotu małego dziedzica holdingu do rezynencji Develioglu, mógł już jutro rano stać się bolesnym początkiem najgorszej, krwawej i nieodwracalnej tragedii rodzinnej przed sądem, która doszczętnie i na zawsze rozbije całą ich rodzinę holdingu rynkowego holdingu.
Jak sądzisz, czy to nagłe poruszenie klamki i podsłuchana modlitwa Mukadder skłonią przerażoną służącą Gülsüm do natychmiastowego ucieczki z dworku z naszyjnikiem, zanim wściekły Cihan dowie się o spisku z dzieckum Yonki i bezwzględnie wyrzuci matkę na ulicę oficyny po konfrontacji z Nusretem?