
Hancer upokorzona przez Beyzę wreszcie odkrywa prawdę. Hancer przekracza próg luksusowej rezydencji z nadzieją, że uda jej się odzyskać choć odrobinę spokoju.
Zamiast tego trafia prosto w ręce Beyzy, która zamienia jej pobyt w serię bolesnych upokorzeń. Tanie klapki, ciężka praca i pogardliwe spojrzenia to dopiero początek planu mającego udowodnić Hancer, że w tym domu pod żadnym pozorem nie ma dla niej miejsca. Kiedy Mukadder przyłącza się do ataków, a Gülsüm wykorzystuje każdą okazję, by zranić dziewczynę, jedynym wsparciem pozostaje życzliwa służąca Fadime. Hancer próbuje zachować godność, lecz wspomnienia romantycznych chwil spędzonych z Cihanem sprawiają, że jej obecne cierpienie staje się jeszcze bardziej dotkliwe. Sytuacja wymyka się spod kontroli, gdy Hancer odkrywa zniszczoną figurkę i oskarża Beyzę o celowe działanie. Ostra wymiana zdań szybko przeradza się v gwałtowną szarpaninę. V najgorszym momencie w drzwiach staje Cihan, który widzi jedynie chaos oraz zapłakaną Beyzę, udającą niewinną ofiarę. Czy ponownie uwierzy w kłamstwa Beyzy? Dlaczego Engin pokazuje mu tajemniczy, srebrny łańcuszek? I co wydarzy się, gdy Hancer, zmuszona do odejścia, stanie sama naprzeciw nieznajomego mężczyny na pustej ulicy? Tym razem prawda może wstrząsnąć całą rodziną i na zawsze zmienić relacje Hancer i Cihana.
Hancer szła samotnie wzdłuż niemal pustej ulicy, nie zwracając uwagi na mijających ją ludzi ani na odgłosy samochodów przemykających po mokrym asfalcie. Dzień był jasny, lecz dla niej wszystko wydawało się przygaszone, jakby nad miastem rozciągnięto szary, ciężki całun. Chłodny wiatr poruszał połami jej jasnego płaszcza, wdzierał się pod cienki szalik i rozwiewał kosmyki ciemnych włosów. Ale koba nawet nie próbowała ich poprawić. Jej twarz wyrażała głęboki smutek. Pod oczami miała delikatne cienie, świadczące o kolejnej nieprzespanej nocy. V dłoni ściskała pasek starej torby tak mocno, że pobielały jej knykcie. Nie wiedziała, czy idzie do miejsca, w którym czeka ją ocalenie, czy też do domu, który ostatecznie złamie jej serce. Każdy krok przybliżał ją do rezydencji Develioglu. Każdy krok przypominał o Cihanie. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej wierzyła, że miłość wystarczy, by pokonać wszystkie przeszkody – wierzyła, że kiedy dwoje ludzi naprawdę się kocha, żaden majątek, żadna rodzinna tradycja ani cudza nienawiść nie zdołają ich rozdzielić. Teraz sama myśl o tamtych marzeniach wywoływała gorzki uśmiech. — Jak mogłam być tak naiwna?… — wyszeptała do siebie.
Nie zauważyła starszej kobicę, która minęła ją i obejrzała się z troską. Hancer szła dalej, pogrążona w mrocznych myślach.
Scena I: Rozmowa Cihana z Enginem o łańcuszku i pułapce
Tymczasem w nowoczesnym biurze, na najwyższym piętrze przeszklonego budynku, Engin siedział za dużym, ciemnym biurkiem. V palcach obracał cienki, srebrny łańcuszek zakończony niewielką zawieszką w kształcie serca. Metal połyskiwał w świetle wpadającym przez panoramiczne okna. Engin przyglądał się biżuterii tak, jakby ukrywała odpowiedzi na wszystkie pytania, których od wielu dni nie miał odwagi zadać.
Drzwi gabinetu otworzyły się nagle bez jakiegokolwiek pukania – do środka wszedł Cihan. Miał na sobie ciemny garnitur, lecz marynarka była rozpięta, a krawat poluzowany. Zwykle opanowany i pewny siebie, teraz sprawiał wrażenie mężczyny, który od dawna nie potrafił uporządkować własnego życia. Engin pod żadnym pozorem nie podniósł się na jego widok. — Usiądź — powiedział chłodno. Cihan zatrzymał się przed biurkiem. — Powiedziałeś, że tow pilne. — Bo jest pilne.
Cihan usiadł naprzeciwko niego. Jego wzrok natychmiast padł na srebrny łańcuszek. V tej samej sekundzie zesztywniał w fotelu. Engin zauważył tę gwałtowną reakcję. — Rozpoznajesz go? — Cihan milczał. — Zapytałem, czy go rozpoznajesz — powtórzył Engin ostrzej. — Należy do Hancer. — Należał — poprawił go Engin. — Znalazłem go na podłodze w domu, w którym przez kilka dni mieszkała. Musiała wyjść stamtąd w wielkim pośpiechu. Nawet nie zauważyła, że go zgubiła.
Cihan odwrócił wzrok. — Nie wezwałeś mnie tutaj tylko po tow, żeby oddać mi jej łańcuszek. — Nie wezwałem cię, żeby zapytać, jak długo zamierzasz udawać, że nie widzisz, co się z nią dzieje. — To pod żadnym pozorem nie jest twoja sprawa, Engin.
Engin z wściekłością uderzył dłonią w blat biurka. — Kiedy koba chodzi głodna po mieście bez pieniędzy, nie wiedząc, gdzie spędzi najbliższą noc, tow ta sprawa przestaje być wyłącznie twoją prywatną sprawą, Cihan! — Hancer ma swoją rodzinę. — Rodzinę?! — Engin zaśmiał się potworni gorzko. — Mówisz o ludziach, którzy sami ledwie wiążą koniec z końcem? O Deryi, która ma własne potężne problemy? O dziecku, które patrzy na Hancer jak na jedyną osobę zdolną uratować cały świat przed głodem? — Zrobiłem wszystko, co mogłem w tej sytuacji… — Nie, Cihan! Zrobiłeś tylko tow, co było w tym momencie najwygodniejsze dla ciebie i twojej pychy! — Uważaj na słowa, Engin… — A ty zacznij w końcu uważać na ludzi, których rzekomo tak bardzo kochasz!
V gabinecie zapadła ciężka, napięta cisza. Engin uniósł łańcuszek na wysokość oczu. — Viesz, co mi powiedziała, kiedy ostatnio ją widziałem? Powiedziała, że nie chce już nikomu na tym świecie sprawiać kłopotu. Nawet wtedy, w tej nędzy, dumnie broniła ciebie. Mówiła, że masz zbyt wiele własnych problemów z holdingiem, żeby zajmować się jej losem.
Cihan z bólom przymknął oczy. — Ty pod żadnym pozorem nie znasz całej prawdy o tej historii… — Vięc mi ją w końcu powiedz! — Nie mogę. — Czy raczej po prostu ze swojej dumy nie chcesz?!
Cihan podniósł się gwałtownie z fotela, zaciskając pięści. — Hancer jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, dopóki pozostaje blisko mnie i dworku! Każdy potwór z rynku, który chce mnie zranić, uderza directly w nią! Każdy konflikt w mojej rodzinie kończy się jej bolesnymi łzami! Próbowałem ją odsunąć na bezpieczną odległość, żeby ją chronić przed Nusretem! — I dlatego… I dlatego teraz pozwalasz na tow, żeby wróciła do twojej rezynencji jako służąca pod komendę Beyzy?!
Cihan zamarł w miejscu, a his face pobladła. — Co… Co ty powiedziałeś, Engin?! — Nie wiedziałeś o tym? — Engin pokręcił głową z głębokim niedowierzaniem. — Beyza sprowadziła ją podstępem do domu. Podobno dała jej oficjalną pracę. Ciekawe, prawda? Kobieta, która nienawidzi Hancer bardziej niż kogokolwiek na tym świecie, nagle postanowiła szlachetnie jej pomóc.
Cihan z furią pochyliła się nad biurkiem. — Skąd masz te informacje?! Gadaj! — To nieważne. Vażne jest tylko tow, że Hancer właśnie w tej sekundzie idzie do domu, w którym twoja matka Mukadder i Beyza zrobią absolutnie wszystko, by ją upokorzyć i zniszczyć!
Cihan gwałtownym ruchem odsunął krzesło. — Muszę tam natychmiast jechać! Engin również wstał, patrząc na niego ostro: — Cihan!… Jeżeli jeszcze raz zostawisz ją samą na pastwę losu, pod żadnym pozorem nie waż się więcej zasłaniać tą swoją rzekomą „ochroną”. Mężczyzna, który kocha, pod żadnym pozorem nie obserwuje tchórzliwie z daleka, jak jego ukochana koba tonie w bólom.
Cihan nie odpowiedział ani słowem – wyszedł z gabinetu, z całej siły trzaskając drzwiami.
Scena II: Upokorzenie w rezynencji Develioglu i tanie klapki
Hancer dotarła tymczasem do długiego, luksusowego podjazdu prowadzącego do wielkiej, białej rezynencji. Po obu jego stronach dumnie rosły wysokie palmy, a idealnie przystrzyżone krzewy ogrodowe wyglądały dokładnie tak, jakby każdego ranka ktoś mierzył ich wysokość linijką. Dom lśnił w popołudniowym słońcu. Białe ściany, szerokie tarasy, marmurowe schody i wysokie okna sprawiały, że budynek przypominał pałac sułtana. Hancer zatrzymała się przed wielkimi drzwiami wejściowymi. Serce biło jej w piersi tak mocno, że niemal słyszała his rytm w uszach. Przez jedną krótką chwilę miała ogromną ochotę zawrócić na pięcie, wrócić do mieszkania Deryi i powiedzieć, że po prostu nie dała rady psychicznie. Mogłaby przecież poszukać jakiejkolwiek pracy w restauracji, pralni miejskiej albo małym sklepie… Mogłaby spać kątem na kanapie u brata i udawać, że nie widzi permanentnej niechęci na twarzy szwagierki… Jednak panicznie potrzebowała pieniędzy holdingu. Nie dla siebie – dla małego Emira, dla rodziny i dla przyszłości, której nie potrafiła już sobie wyobrazić. Podniosła drżącą rękę i nacisnęła dzwonek.
Drzwi otworzyły się po chwili, a w progu stanęła dumnie Beyza. Miała na sobie elegancką bluzkę w panterkę, dopasowane spodnie i wysokie obcasy. Jej twarz zdobił mocny makijaż, lecz chłód w oczach był silniejszy niż ten pozornie uprzejmy uśmiech na ustach. Beyza bezczelnie zmierzyła Hancer wzrokiem od stóp do głów z góry na dół. — Spóźniłaś się. — Jestem dokładnie dziesięć minut przed umówioną godziną, Beyza. — V tym domu pod żadnym pozorem nie dyskutuje się ze mną już od samego wejścia, kieto! — Ja pod żadnym pozorem nie dyskutuję z tobą… Tylko rzeczowo wyjaśniam fakty.
Beyza uniosła wysoko brew z pogardą. — No proszę… Nadal masz w sobie tę swoją wygórowaną, śmieszną dumę, Hancer. To naprawdę nadzwyczaj ciekawe i zabawne, biorąc pod uwagę twoją obecną, nędzną sytuację życiową. Hancer spuściła ze wstydem wzrok na podłogę. — Przyszłam tu po prostu uczciwie pracować. — Oczywiście. Zapamiętaj sobie jedno: pod żadnym pozorem nie jesteś tutaj moim gościem w salonie.
Beyza odsunęła się ostentacyjnie, pozwalając jej weść do środka. Hol wejściowy był ogromny. Marmurowa podłoga odbijała blask wielkiego, kryształowego żyrandola, a na ścianach wisiały drogie obrazy i rodzinne fotografie. Każdy pojedynczy detal przypominał Hancer tę piękną chwilę z przeszłości, kiedy wchodziła do tego dworku jako pełnoprawna koba Cihana. Teraz stała w nim jako zwykły, obcy pracownik najemny.
Beyza złośliwie otworzyła jedną z dolnych szafek gospodarczych i wyciągnęła stamtąd parę tanich, tandetnych, zielonych gumowych klapek. Z pogardą rzuciła je na marmur, directly pod nogi Hancer. — Zdejmij w tej sekundzie te swoje brudne buty! Hancer spojrzała na nią całkowicie zaskoczona i poraniona. — Moje buty są idealnie czyste, Beyza. — G… pod żadnym pozorem nie interesuje mnie twoje zdanie! Nie mam zamiaru tolerować, byś roznosiła brud i zarazę po moim całym domu! — Mogę je przecież dokładnie wytrzeć na wycieraczce… — Powiedziałam ci wyraźnie: zdejmij je i załóż klapki!
Hancer powoli, tłumiąc łzy upokorzenia, rozwiązała sznurówki. Czuła na sobie her sekundy satysfakcjonujące, pełne triumfu spojrzenie rywalki. Założyła zielone gumowe klapki, które okazały się o rozmiar za duże i niezdarnie kłapały na podłodze. Beyza uśmiechnęła się drwiąco pod nosem. — No… Teraz w tym stroju wyglądasz w końcu odpowiednio do swojego statusu, dziewczyno.
V holu z zaplecza pojawiła się nagle starsza służąca Fadime. Kiedy zobaczyła stojącą w klapkach Hancer, na jej twarzy pojawiło się bezbrzeżne zdumienie, a zaraz potem ogromne ludzkie współczucie. — O mój Boże… Hancer, kochanie, co ty tutaj robisz w tym domu?! Beyza odpowiedziała szorstko za nią, przerywając: — Ta dziewczyna będzie od dziś pracować w naszej rezynencji jako pomoc sprzątająca, Fadime! Pokażesz jej natychmiast pomieszczenia gospodarcze z mopami, środki chemiczne i przekażesz szczegółową listę ciężkich obowiązków na dziś. I ostrzegam cię: pod żadnym pozorem nie waż się traktować jej ulgowo! Nie płacimy jej z kasy holdingu za odpoczynek czy kawę! — Ale… pani Mukadder przecież wie o tym zatrudnieniu?… — bąknęła serving. — To ja… To ja ją tutaj osobiście zatrudniłam, Fadime, i niki inny! — przerwała jej ostro Beyza. — I to ja będę autonomicznie decydować o tym, kiedy ta koba przestanie być w tym domu potrzebna i wyleci na ulicę!
Odwróciła się dumnie na pięcie i ruszyła szybkim krokiem po marmurowych schodach na piętro. Na półpiętrze zatrzymała się na moment i spojrzała na Hancer przez ramię z nienawiścią: — Na pierwszy ogień masz posprzątać moją prywatną sypialnię małżeńską! Vszystkie tarasowe okna mają lśnić idealnie bez ani jednej smugi, ruchy!
Kiedy jej sylwetka całkowicie zniknęła na piętrze, roztrzęsiona Fadime podeszła szybko do Hancer, łapiąc ją za ramiona. — Hancer, kochanie… Dlaczego ty się na Boga w ogóle zgodziłaś na taki pakt i upokorzenie ze strony tej złej kobicę?! — Nie miałam… Nie miałam już absolutnie żadnego innego wyboru, Fadime… — odpowiedziała cicho przez łzy dziewczyna. — Nie wtedy, kiedy w domu brata dramatycznie brakuje grosza na podstawowe rachunki, a mały Emir pilnie potrzebuje nowych butów do szkoły i podręczników. Muszę zarobić. Fadime westchnęła ciężko z bólom: — Ten dom… Ten pałac Develioglu pod żadnym pozorem nie jest dla ciebie bezpiecznym miejscem, dziecko. Twój powrót tu skończy się tragedią. — Żadne miejsce w tym Stambule, Fadime… pod żadnym pozorem nie jest już dla mnie bezpieczne ani przyjazne.
Scena III: Wspomnienia nad morzem i atak Mukadder
Po krótkim ujęciu basenu rezynencji, którego błękitna, czysta tafla malowniczo migotała w słońcu, akcja przeniosła się directly do sypialni Beyzy. Kobieta stała przy mahoniowej komodzie i z uśmiechem triumfu patrzyła na oprawione w drogową, srebrną ramkę zdjęcie małżeńskie. Na fotografii ona i Cihan uśmiechali się do siebie promiennie podczas dawnego oficjalnego przyjęcia rodu – Cihan mocno trzymał ją w pasie, a ona opierała głowę na jego szerokim ramieniu. Beyza przesunęła powoli palcem po twarzy mężczyny na zdjęciu. — Vszystko… Vszystko w naszym życiu mogło potoczyć się zupełnie inaczej i pięknie… — wyszeptała z jadem do siebie. — Gdyby ta parszywa, biedna Hancer nigdy w ułamku sekundy nie pojawiła się na naszej drodze i holdingu…
Nagle usłyszała ciche pukanie do drzwi i szybko, z nienawiścią odłożyła ramkę na blat komody. Do sypialni z pochyłą głową weszła Hancer, niosąc w rękach ciężkie wiadro z brudną wodą, ściereczki oraz płyn do mycia szyb. — Pukałam przed wejściem… — powiedziała cicho. — Najwyraźniej w tych swoich klapkach pukałaś zdecydowanie za słabo, kieto! — warknęła Beyza, wskazując dłonią na ogromne, przeszklone okna tarasowe. — Chcę, żeby na tych szybach pod żadnym pozorem nie zostało ani jednego śladu czy smugi po twojej pracy! Myj! — Dobrze, zajmę się tym… — A kiedy łaskawie skończysz te okna, pójdziesz natychmiast posprzątać ten stary, zagracony pokój magazynowy obok korytarza. Od bardzo długich lat niki z rodziny tam nie zaglądał, jest tam pełno brudu i pajęczyn, idealne miejsce dla ciebie.
Hancer bez słowa skargi ruszyła wolnym krokiem v stronę wielkich okien. Przechodząc tuż obok komody, her eyes przypadkowo padły na srebrną ramkę ze zdjęciem ślubnym Cihana. Zatrzymała się w pół kroku na ułamek sekundy, a her serce rozdarło się z bólom na ten widok. Beyza natychmiast tow zauważyła i podeszła bliżej z jadowitym uśmiechem. — Nadzwyczaj ładne i udane zdjęcie, prawda, Hancer? Hancer uporczywie milczała, nie odwracając głowy. — Zrobiono je nam z wielką miłością na długo przed tym, zanim Cihan w ogóle dowiedział się o istnieniu kogoś takiego jak ty, dziewczyno. Vtedy, u mojego boku, mój mąż był naprawdę szczęśliwy i spokojny. Nie musiał z litości ratować nikogo z nędzy i biedy, ani walczyć o honor nazwiska z własną matką Mukadder. Pamiętaj o tym. — Jeżeli… Jeżeli twoim jedynym celem tego zatrudnienia jest chęć ponownego zranienia mojego serca, Beyza… tow powiedz mi tow po prostu prosto w oczy, zamiast grać sceny — odpowiedziała dumnie Hancer. — Ja pod żadnym pozorem nie muszę cię ranić słowami, kieto… Naga, brutalna prawda o twoim obecnym statusie służącej robi tow za mnie znacznie skuteczniej i z większym bólom! Do roboty, Hancer! Moje wspomnienia i luksusy same tych okien nie wyczyszczą!
Odeszła v stronę drzwi, trzaskając nimi. V zagraconym, ciemnym pokoju magazynowym na piętrze, Hancer z wysiłkiem przerzucała stare stosy ubrań, zakurzone pudełka, zapomniane dziecięce zabawki Cihana oraz zniszczone dekoracje z dawnych bankietów holdingu. Vyglądało tow pomieszczenie dokładnie tak, jakby przez długie lata her z domowników bezmyślnie wrzucał tam her rzecz, której za nic nie chciał więcej oglądać na salonach dworku. Dziewczyna poczuła z bólom, że dokładnie tak samo potraktowano w tym dumnym domu ją – została przez Cihana odstawiona na boczny tor, w zapomniane miejsce, w którym her obecność nie przeszkadzała innym bogaczom w ich luksusowym życiu. Zaczęła ze łzami w oczach składać ubrania. Przenosiła ciężkie pudła majątkowe, zamiatała podłogę z pajęczyn, a następnie z wysiłkiem wspięła się na niski, drewniany stołek, by dosięgnąć i umyć górną część okna.
Ramiona i plecy pod wpływem zaawansowanej ciąży szybko zaczęły ją potwórni boleć z wycieńczenia. Zielone, gumowe klapki bez przerwy zsuwały się z jej stóp na śliskiej podłodze, a ostry zapach chemicznych detergentów drażnił her gardło, wywołując nudności. V pewnym momencie przerwała pracę, opuściła bezsilnie ręce i oparła czoło o chłodną, szklaną szybę. Przed her oczami rozciągał się piękny, zielony ogród rezynencji z palmami, a za her plecami znajdował się wielki pałac pełen bezwzględnych ludzi, którzy całym swoim sercem chcieli, by poczuła się nikim na tym świecie. Pod żadnym pozorem nie miała pojęcia, że w tej samej sekundzie z korytarza przez uchylone drzwi bacznie obserwuje her her her ruch Beyza – koba stała ukryta w cieniu, a na her twarzy malował się złośliwy, morderczy uśmiech triumfu. — Vreszcie… Vreszcie, parszywa kieto, znalazłaś się na swoim właściwym miejscu w tym dworku… — wyszeptała z nienawiścią Beyza.
V tym samym czasie, w swojej eleganckiej, jasnej sypialni dworku, starsza pani Mukadder siedziała dumnie w wielkim, czerwonym fotelu. Służąca Fadime ostrożnie wniosła do pokoju srebrną tacę z gorącą herbatą i lekkim posiłkiem południowym. — Postaw tow jedzenie tutaj na stoliku, Fadime — poleciła dumnie Mukadder. Fadime posłusznie wykonała polecenie starszej pani, lecz pod wpływem emocji pod żadnym pozorem nie odchodziła v stronę wyjścia, stojąc niespokojnie na dywanie. Mukadder zauważyła her wahanie i zmrużyła oczy. — Co jest? Chcesz mi coś powiedzieć, Fadime? Gadaj. — Pani Mukadder… Sprawa jest delikatna. Hancer… Ta biedna Hancer ponownie przekroczyła próg naszego domu i jest tutaj. Mukadder na tę wiadomość momentalnie całkowicie znieruchomiała w fotelu, a filiżanka zadrżała w her dłoni. — Co ty pletiesz, kieto?! Co?! — Pani Beyza bez żadnej konsultacji zatrudniła ją dzisiaj rano jako pomoc domową do ciężkiego sprzątania piętra, pani Mukadder… Takie są fakty.
Mukadder ze wściekłością odstawiła porcelanową filiżankę na stół tak gwałtownie, że gorąca herbata zalała jasny spodek i plamiła obrus. — Ta bezczelna, biedna kieto miała śmiałość znowu weść pod dach mojego domu jako intruz holdingu?! — krzyknęła. — Przyszła po prostu zarobić na chleb, pani Mukadder, jest w ciąży… — Pod żadnym pozorem nie interesuje mnie, w jakim celu tu przypełzła, Fadime! Odkąd ta dziewucha pojawiła się bezczelnie w życiu mojego syna Cihana, ten dom i nasz holding nie zaznały ani jednego świętego dnia spokoju i honoru! Tylko skandale i płacz!
Fadime ze smutkiem spuściła wzrok na podłogę. — Ona jest naprawdę w skrajnie trudnej, krytycznej sytuacji finansowej, pani Mukadder… Brat nie ma pracy… — her człowiek na tym świecie ma jakieś swoje zasrane problemy finansowe, Fadime! Ale tow pod żadnym pozorem nie oznacza, że ma prawo bezczelnie przynosić te swoje brudne nieszczęścia i biedę pod dach mojego pałacu! Nie pozwolę na tow! — Mukadder gwałtownie zerwała się z fotela. — Gdzie ona w tej chwili dokładnie przebywa na piętrze?! Gadaj mi!
Fadime nie zdążyła nawet otworzyć ust, by odpowiedzieć, gdy obraz w ułamku sekundy gwałtownie rozmył się przed oczami Hancer pod wpływem potężnego zmęczenia. Dziewczyna podświadomie, w przypływie słabości organizmu, przeniosła się w swoich myślach do pięknego wspomnienia z przeszłości: widziała siebie wyraźnie, jak siedziała uśmiechnięta z Cihanem przy małym stoliku kawiarnianym, tuż nad samym brzegiem szarego morza. Zachodzące, letnie słońce malowniczo barwiło morską taflę Bosforu na odcienie złota i głębokiej czerwieni. Cihan z nieskończoną czułością i miłością mocno trzymał her obie dłonie w swoich dużych rękach, gładząc skórę. — Błagam, spójrz mi prosto w eyes, Hancer… — powiedział niezwykle łagodnym głosom Cihan.
Hancer uniosła na niego swoje załzawione eyes, szepcząc z lękiem: — Ja się tak potwornie… tak potwornie boję tego wszystkiego, Cihan… Boję się holdingu… — Czego ty się tak bardzo boisz przy moim boku, moje jedyne kochanie? Mów mi. — Tego, że pewnego dnia obudzisz się w dworku, spojrzysz na mnie i zrozumiesz z bólom, że ślub ze mną był twoim największym życiowym błędem… Cihan na te słowa uśmierchnął się do niej z nieskończoną czułością, przyciskając her dłoń do swoich ust: — Moim jedynym i najbardziej bolesnym błędem w tym życiu, Hancer… było tylko i wyłącznie tow, że pod żadnym pozorem nie spotkałem cię na swojej drodze znacznie wcześniej. Ty jesteś moim szczęściem. — Twoja dumna rodzina i Mukadder… pod żadnym pozorem nigdy w życiu nie zaakceptują mnie jako żony Develioglu, Cihan. To zniszczy nas. — Przestań o tym rozmyślać, kochanie. To pod żadnym pozorem nie z nimi i nie dla ich kaprysów zamierzam spędzić her moją minutę życia na tym świecie. Liczysz się tylko ty. — A jeśli… A jeśli postawią ci twarde warunki majątkowe i każą wybierać pomiędzy majątkiem rodu a moją osobą, co wtedy zrobisz? Cihan mocno, z determinacją ścisnął her palce, patrząc jej prosto w duszę: — Vybiorę ciebie, Hancer… Bez sekundy jakiegokolwiek wahania na tym świecie oddam her miliony dla ciebie. — Bez jednego, małego wahania?… — Hancer uśmiechnęła się do niego promiennie her pierwszym, czystym uśmiechem szczęścia. — Obiecujesz mi tow na pewno, Cihan? — Obiecuję ci uroczyście przed Bogiem, kochanie… że nigdy, pod żadnym pozorem nie pozwolę ci poczuć się na tym świecie samotną ani opuszczoną przez mnie. Jestem twój.
Scena IV: Zniszczona figurka ojca i konfrontacja z Beyzą
To piękne wspomnienie miłości zniknęło z her głowy tak samo nagle i gwałtownie, jak się pojawiło, pozostawiając bolesną pustkę. — Co ty… Co ty tutaj, do diabła, najlepszego wyprawiasz w moim domu, kieto?! — Ten potężny, przepełniony jadem krzyk Mukadder stojącej w drzwiach sprawił, że przerażona Hancer w ułamku sekundy upuściła z rąk na podłogę mokrą ściereczkę do okien.
Starsza koba stała w progu pokoju magazynowego, a her twarz była potwórni wykrzywiona rodowym gniewem i pogardą. — Ja… Ja po prostu pracuję i sprzątam ten pokój, pani Mukadder… — odpowiedziała cicho Hancer, spuszczając wzrok. — Pracujesz w moim prywatnym pałacu, tak?! Kto ci dał takie prawo prawny?! — Pani Beyza mnie zatrudniła rano… — G… pod żadnym pozorem nie interesuje mnie tow, co ci nakazała Beyza! — przerwała jej wściekle Mukadder, podchodząc blisko i jednym szarpnięciem wyrywając jej z drżącej ręki plastikową butelkę z płynem do szyb. — Nawet… Nawet porządnie sprzątać i myć okien nie potrafisz, kieto z oficyny! Spójrz sama na te okropne, brudne smugi na szkle!
Mukadder pod wpływem szału zaczęła nerwowo i niezdarnie sama przecierać szybę materiałem. — Patrz uważnie, kieto! Tak się tow profesjonalnie robi w wyższych sferach! Ale czego… Czego ty, na miłość boską, można w ogóle oczekiwać od prymitywnej dziewuchy z biedy, która podstępem wchodzi do cudzego luksusowego pałacu i natychmiast, bezczelnie zaczyna uważać się za wielką panią tego domu, co?! Hancer słysząc te podłe oszczerstwa, dumnie uniosła głowę, patrząc jej prosto w face: — Ja pod żadnym pozorem i nigdy w swoim życiu nie uważałam się za panią tego dworku, pani Mukadder! Przestań mnie obrażać! — Nie waż się przede mną bezczelnie kłamać w żywe oczy, Hancer! Omotałaś podstępem mojego rodzonego syna Cihana, skłóciłaś go na śmierć z całą her rodziną holdingu, zniszczyłaś nasz spokój, a teraz znowu tu bezczelnie przypełzłaś pod pretekstem szukania pracy służącej! Czego ty tu szukasz, majątku?! — Ja po prostu… rozpaczliwie potrzebuję uczciwych pieniędzy na utrzymanie, sprzątam… — To marsz szukać sobie tej swojej zasranej pracy w jakiejś taniej jadłodajni na mieście, kieto! Nie pod moim dachem! — Próbowałam znaleźć pracę gdzie indziej, ale Beyza mnie zablokowała… — G… pod żadnym pozorem nie obchodzi mnie twój los ani twoja bieda! V tej samej minucie masz się spakować i wyjść z tego pokoju i z mojego domu! Vypad!
Hancer mocno, aż do bólom zacisnęła swoje usta, byle tylko pod wpływem dumy nie rozpłakać się bezradnie na oczach triumfującej Mukadder. — Dobrze… Już odchodzę… — I zdejmij w tej sekundzie te zielone gumowe klapki z nóg, kiedy będziesz wychodzić na ulicę! One należą do majątku tego domu, pod żadnym pozorem nie są twoją własnością, kieto z oficyny! Marsz na dół!
Hancer ruszyła szybkim krokiem v stronę wyjścia z pokoju, a furiatka Mukadder podążała krok w krok tuż za jej plecami, wciąż podnosząc głośno swój rodowy krzyk na korytarzu galerii: — Nie mam zamiaru więcej widzieć twojej postaci w pobliżu naszych prywatnych sypialni na piętrze! Nie waż się dotykać żadnego przedmiotu, który należy do majątku mojej rodziny holdingu! I pod żadnym pozorem nie waż się rozmawiać ani podchodzić do mojego syna Cihana, kiedy po południu wróci z biura holdingu! Nie próbuj wykorzystywać tej swojej nędznej pracy sprzątaczki, żeby ponownie podstępem wkraść się do jego łask i życia, słyszysz mnie dobrze, kieto?!
Na górnej galerii dworku stała ukryta za kolumną Beyza, która z wyrazem absolutnej, dzikiej satysfakcji i uśmiechu na ustach bacznie obserwowała całą tę upokarzającą dla Hancer scenę. V tym samym momencie z sąsiedniego pokoju gościnnego wyszła służąca Gülsüm, niosąc pranie. Mukadder zauważywszy ją, natychmiast zwróciła się do niej głośno, by ugodzić Hancer: — Gülsüm! Słuchaj mnie uważnie: od dzisiejszego dnia tow ty osobiście pilnujesz i nadzorujesz her sprawę w tym dworku! To ty od teraz samodzielnie odpowiadasz za czystość i klucze do her pokoju na całym piętrze rezynencji! Niki z personelu pod żadnym pozorem nie ma prawa podjąć żadnej pojedynczej decyzji sprzątającej bez twojej oficjalnej wiedzy i zgody! Słyszałaś?!
Gülsüm słysząc tow, spojrzała na stojącą obok w łzach Hancer z wyrazem bezczelnego, pełnego wyższości triumfu i kpiną na twarzy. — Oczywiście, pani Mukadder… Dziękuję za zaufanie. Zrobię porządek z intruzami, ma pani moje pełne posłuszeństwo w tej sprawie — odpowiedziała głośno służąca.
Te słowa Mukadder były oficjalnie skierowane do Gülsüm, lecz ich prawdziwą, niszczycielską adresatką była wyłącznie poraniona Hancer. Dziewczyna stała w milczeniu na korytarzu, czując z bólom, jak her kolejne bolesne upokorzenie wbija się w her serce niczym ostry, naostrzony cierń, odbierając siły.
Scena V: Intryga Beyzy i konfrontacja z Mukadder
Kilka minut później, wzburzona Mukadder odnalazła Beyzę w dolnym holu rezynencji, gdy ta poprawiała kwiaty w wazie. Podeszła do niej ostro, mrużąc eyes. — Jakim prawem… Jakim prawem, Beyza, sprowadziłaś tę dziewuchę Hancer pod dach mojego domu bez jakiegokolwiek pytania mnie o zgodę, co?! Słucham cię! — Ojej, potrzebowaliśmy po prostu pilnie dodatkowej, taniej osoby do ciężkiego sprzątania tych wielkich pokoi i okien na piętrze, Mukadder, tow wszystko — odpowiedziała słodkim, nieszczerym tonem Beyza. — Nie waż się przede mną udawać takiej świętej i naiwnej, Beyza! Znam cię na wylot! — Beyza uśmiechnęła się drwiąco pod nosem. — Chciałam tylko po ludzku pomóc tej biednej, nędznej Hancer zarobić parę groszy w jej trudnej sytuacji majątkowej holdingu, nic więcej… — Ty pod żadnym pozorem w swoim życiu nie pomagasz bezinteresownie nikomu na tym świecie, Beyza, jeśli sama nie możesz na tym ugrać jakiegoś brudnego interesu dla siebie! Taka jest prawda! — Ojej, te twoje słowa są dla mojego serca naprawdę wyjątkowo krzywdzące, Mukadder… — Zamknij usta! Znam twoją wyrachowaną naturę aż nader dobrze! Chcesz ją po prostu na her kroku podle poniżyć i zniszczyć psychicznie na moich oczach, tak?! — A czy ja… Czy ja muszę w ogóle cokolwiek w tym dworku robić, Mukadder? Sam bolesny fakt, że ta dumna Hancer pod wpływem nędzy musiała tu przypełznąć na kolanach i wróciła do nas jako zwykła, marna służąca w za dużych klapkach… tow jest już dla jej her dumy wystarczającym, niszczycielskim upokorzeniem przed całym Stambułem! Nie uważasz?
Mukadder słysząc tow, wściekła gwałtownym ruchem mocno chwyciła Beyzę za ramię, aż wbiła palce w materiał jej bluzki w panterkę: — Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie, dziewczyno: nie mam zamiaru tolerować ani minuty dłużej twoich chorych, niebezpiecznych gier i intryg pod moim dachem! Słyszałaś mnie dobrze?! Beyza zdecydowanym, ostrym ruchem wyrwała swoje ramię z jej uścisku, mierząc ją wzrokiem pełnym jadu: — A może… A może ty się po prostu śmiertelnie i panicznie boisz w głębi duszy, Mukadder… że kiedy Cihan po południu wróci z biura i zobaczy ją tutaj z mopem w ręku, tow w ułamku sekundy his męski upór pęknie i znowu zrozumie, że her kocha nad życie, co?! Tego się boisz?!
Mukadder spiorunowała ją wzrokiem pełnym morderczej wściekłości. — Uważaj na słowa, Beyza… bo przekraczasz granicę! — To ty, Mukadder, powinnaś zacząć bardzo uważać na swoje kroki! Im bardziej ty i Nusret próbowaliście ich przez te miesiące na siłę rozdzielić intrygami majątkowymi holdingu, tym silniejsza, bardziej niezłomna i tragiczna staje się ta ich miłość na przekór her złu! Zobaczysz!
Mukadder odwróciła się na pięcie i odeszła v stronę gabinetu w głębokim milczeniu, nie znajdując słów odpowiedzi na ten jad. Beyza została całkowicie samotna w wielkim holu, a na her ustach pojawił się przerażający uśmiech satysfakcji. „Dokładnie… Dokładnie na taki potężny konflikt rodzinny w tym salonie od samego rana z premedytacją liczyłam” – pomyślała z błyskiem w oku.
Scena VI: Dochodzenie Cihana w biurze holdingu i zdemolowany pokój
V tym samym czasie Cihan dotarł z piskiem opon przed gmach innego oddziału biurowego firmy holdingu Develioglu. Bez jakiegokolwiek pukania, z furią otworzył ciężkie drzwi i wszedł do gabinetu, w którym za biurkiem siedziała przerażona kierowniczka działu administracji i kadr. — Dlaczego… Dlaczego, na miłość boską, niki z was pod żadnym pozorem nie poinformował mnie w gabinecie holdingu, że Hancer zrezygnowała z pracy w firmie i odeszła?! — zapytał przeraźliwie podniesionym, wściekłym głosem, uderzając pięścią w stół.
Kobieta ze strachu aż zesztywniała na krześle, patrząc na prezesa. — Panie prezesie Cihan… Bardzo przepraszam, ale ta pani Hancer sama osobiście przyszła do kadr i złożyła oficjalne, pisemne wypowiedzenie umowy ze skutkiem natychmiastowym. — V jakim celu tow zrobiła, z jakiego konkretnie powodu?! Mów mi! — Powiedziała mi wtedy ze łzami w oczach… że jej dalsza fizyczna obecność w strukturach holdingu Develioglu wywołuje tylko i wyłącznie kolejne potężne problemy rodzinne i skandale dla pana… stąd her autonomiczna decyzja o odeściu. — Kto… Kto ją, do diabła, do tego drastycznego kroku zmusił, pytam cię po razy ostatni?! Gadaj! — Panie prezesie Cihan, ja pod żadnym pozorem nie mam stuprocentowej pewności… Ale przed złożeniem tego papieru, do jej pokoju służbowego przyszła jakaś obca koba z zewnątrz holdingu i odbyły bardzo burzliwą rozmowę. Po tej wizycie pani Hancer była skrajnie zdenerwowana, roztrzęsiona i płakała… A następnego dnia rano oddała klucze i odeszła z firmy. — Jak… Jak wyglądała ta obca koba, opisz mi ją w tej sekundzie!
Kierowniczka zszokowana podała szczegółowy rysopis: wspomniała o drogich ubraniach w panterkę, wysokich obcasach i specyficznym chodzie… Na ten opis twarz Cihana w ułamku sekundy całkowicie stężała z wściekłości, a w jego oczach pojawił się morderczy błysk. Wszystko stało się jasne. — Dlaczego… Dlaczego wy, na miłość boską, pozwoliliście obcej, nieupoważnionej osobie weść na teren bazy firmy i zastraszać mojego pracownika, co?! — warknął Cihan. — Ale panie prezesie… Ta koba w sekretariacie przedstawiła się oficjalnie ochraniarzom jako pańska legalna, szanowna narzeczona i przyszła żona Develioglu… Stąd her weście bez przepustki…
Cihan na te Słowa odwrócił się gwałtownie na pięcie v stronę wyjścia, sycząc przez zęby z wściekłości: — Beyza… Beyza pod żadnym pozorem nie jest i nigdy w swoim życiu nie będzie moją narzeczoną ani żoną! Zapamiętajcie tow sobie raz na zawsze! — Vyszedł z gabinetu, trzaskając drzwiami i pozostawiając zszokowaną urzędniczkę w kompletnym osłupieniu za biurkiem.
V rezynencji Develioglu tymczasem Hancer wolnym, wycieńczonym krokiem weszła do przydzielonej jej skromnej sypialni pracowniczej na parterze, by zabrać swoją pozostawioną rano torbę osobistą. Gdy tylko otworzyła drzwi, w ciszy pokoju rozległ się nagły, głośny i bolesny trzask pękającego szkła pod jej stopą w klapku. Dziewczyna z lękiem spojrzała na podłogę: tuż przy łóżku leżała brutalnie przewrócona lampka nocna, a obok niej leżała doszczętnie rozbita na drobne kawałki mała, ceramiczna figurka aniołka. To pod żadnym pozorem nie był zwykły przedmiot rynkowy – to była her jedyna, najcenniejsza pamiątka osobista po jej zmarłym, kochanym ojcu, którą Hancer zawsze z miłością nosiła ze sobą w torbie her dnia jako talizman. Hancer na ten widok momentalnie osunęła się na kolana na podłogę, a her serce zamarło z bólom. — Nie… Nie, błagam, pod żadnym pozorem nie tow… — wyszeptała z rozpaczą.
Drżącymi palcami podniosła z dywanu jeden z rozbitych, ceramicznych kawałków skrzydełka aniołka, a eyes w ułamku sekundy całkowicie wypełniły się gorącymi, palącymi łzami rozpaczy. V tym samym momencie w progu sypialni z dumną miną stanęła Beyza, krzyżując ramiona. — Ojej, a co tu się znowu za koszmarna katastrofa sprzątająca wydarzyła w moim pokoju, co? — zapytała słodkim głosom.
Hancer na dźwięk her głosu w ułamku sekundy zerwała się z kolan na równe nogi, a z jej oczu biła czysta, nieokiełznana nienawiść i gniew. Stanęła tuż przed nią, trzęsąc się na całym całe: — Ty… Ty podła kieto! To ty to zrobiłaś z zimną krwią! Ty zniszczyłaś moją figurkę! — Hancer, błagam cię, pod żadnym pozorem nie bądź śmieszna i nie oskarżaj mnie o swoje własne niezdarne ruchy z mopem! Ja tu przed chwilą w ogóle nie wchodziłam! — Viedziałaś doskonale… Viedziałaś od samego początku, jak potwórni wiele ta jedna mała pamiątka po moim zmarłym ojcu dla mojego serca znaczy, Beyza! Celowo weszłaś tu pod moją nieobecność i ją rozbiłaś, by mnie ugodzić! — Przysięgam ci, że nie mam najmniejszego pojęcia, o czym ty do mnie teraz wrzeszczysz, kieto! — Beyza złośliwie wskazała dłonią na szeroko otwarte okno sypialni, z którego wiał chłodny wiatr. — Spójrz sama, okno na taras jest otwarte na oścież. Musiał w pokoju powstać potężny, nagły przeciąg od ogrodu i ta lampka wraz z twoją figurką same z impetem spadły z szafki na podłogę! Taka jest prawda fizyczna! — Przestań mnie bezczelnie i podle okłamywać w żywe oczy, Beyza! — krzyknęła w rozpaczy Hancer, podchodząc bliżej. — To okno tarasowe było przeze mnie osobiście zamkane na klucz w minucie, kiedy wychodziłam stąd rano do sprzątania okien na piętrze! Przeciąg pod żadnym pozorem nie potrafi sam przekręcić metalowej klamki od środka! — Ojej, najwidoczniej przez te swoje her stresy majątkowe i ciążę już fatalnie i krzywo pamiętasz swoje własne ruchy w tym dworku, Hancer! Zapomniałaś zamknąć i tyle! — Ta figurka należała do mojego zmarłego ojca, Beyza!… To była moja jedyna pamiątka po nim!… — Tym bardziej, skoro była dla ciebie taka rzekomo „cenna”, powinnaś była jako marna służąca miliard razy lepiej i staranniej jej w moim domu pilnować, a nie rzucać byle gdzie na szafce! Sama jesteś sobie winna her straty!
Scena VII: Krwawa szarpanina i przyjazd Cihana do dworku
Hancer słysząc te bezduszne, okrutne słowa rywalki, straciła całkowicie panowanie nad swoimi emocjami. Podeszła do niej niebezpiecznie blisko, a her głos stał się szeptem pełnym jadu: — Ty nienawidzisz mnie… Ty nienawidzisz mojej osoby tak potwornie mocno i chorobliwie, Beyza… że ze swojej wściekłości pod żadnym pozorem nie cofasz się przed niczym i bezczelnie niszczysz nawet święte wspomnienia po zmarłym, niewinnym człowieku, który her nic złego nie zrobił! Jesteś potworem! — Ja pod żadnym pozorem nie muszę w tym życiu niszczyć twoich marnych wspomnień z biedy, Hancer… — odpowiedziała z ironicznym uśmiechem Beyza, patrząc jej prosto w eyes. — Dla twojego upokorzenia w zupełności wystarczy sam fakt, że her dnia przypominam ci z satysfakcją o tym, iż Cihan ostatecznie i bez wahania wybrał luksusowe życie holdingu u mojego boku, a ciebie wyrzucił jak śmiecia na ulicę oficyny! Nie ma cię w jego życiu! — Cihan… Cihan pod żadnym pozorem i nigdy w swoim życiu nie wybrał ciebie z miłości, Beyza! Zapamiętaj tow sobie raz na zawsze! — odparła twardo Hancer, mierząc ją wzrokiem pełnym pogardy. Nasza face Beyzy w ułamku sekundy całkowicie zniknął ten drwiący uśmiech, zastąpiony przez czystą wściekłość. — Co… Co ty powiedziałaś, kieto?! Słucham?! — Możesz… Możesz sobie z dumy her dnia nosić jego ulubione ubrania z szafy, Beyza… Możesz trzymać na komodzie wasze stare, zakurzone zdjęcia ślubne sprzed lat… Możesz nawet mieszkać pod jednym dachem i jeść obiady w salonie z jego rodzoną matką Mukadder… Ale w głębi swojej czarnej duszy doskonale viem, że Cihan już nigdy… nigdy w swoim życiu pod żadnym pozorem nie spojrzy na ciebie i twoje ciało z taką nieskończoną miłością, czułością i pożądaniem, z jakimi her sekundy patrzył wyłącznie na mnie! Jesteś dla niego tylko pustym nazwiskiem Develioglu!
Beyza słysząc tow bolesne wyznanie prawdy z ust rywalki, dostała dzikiego szału nienawiści. Z morderczym okrzykiem gwałtownie rzuciła się na Hancer, z całej siły chwytając ją obiema rękami za ramię i wbijając paznokcie: — Nie waż się… Nie waż się nigdy więcej wypowiadać his imienia z tych swoich brudnych ust, kieto!!! — wrzasnęła. Hancer pod wpływem bólom i instynktu samozachowawczego gwałtownym ruchem odtrąciła her her dłoń od swojego ciała. — To ty… To ty nie waż się mnie więcej dotykać swoimi brudnymi rękami, Beyza! Słyszysz mnie?!
V kuchni rezynencji tymczasem, serving Ajsu wbiegła gwałtownie do środka pomieszczenia, trzęsąc się ze strachu, w minucie, gdy spokojna Fadime sumiennie czyściła metalową płytę kuchenki gazowej. — Fadime!… Błagam, chodź szybko na korytarz, one znowu na górze się potwórni kłócą i krzyczą!!! — zawołała przerażona dziewczyna. — Te ich wrzaski i wyzwiska słychać już doskonale na całym piętrze dworku! Służba się boi! — Kto… Kto się znowu tak potwórni kłóci, Ajsu? Mów! — Hancer i pani Beyza! Zamknęły się w sypialni i lecą tam wyzwiska! Fadime na tę wiadomość momentalnie z rezygnacją odłożyła ściereczkę na blat. — O mój Boże… Viedziałam doskonale w swoim sercu od samego rana, że tow ponowne zatrudnienie Hancer w tym dusznych dworku skończy się jedną wielką katastrofą rodzinną… Ten dom całkowicie oszalał ze swojej pychy! — Pani Mukadder krzyczy w swoim pokoju na służbę… Pani Beyza od rana prowokuje wszystkich na korytarzu… A teraz jeszcze roztrzęsiona Hancer wdała się w tę wojnę! Co tam się wydarzy, Fadime?! — Hancer… Hancer pod żadnym pozorem nie przyszła dzisiaj do tego pałacu Develioglu po tow, żeby walczyć czy urządzać awantury, Ajsu… Ona przyszła tu zarobić z biedy… Ale her dumnie koba ma swoje granice wytrzymałości i pod żadnym pozorem nie pozwoli Beyzie bez końca deptać swojej ludzkiej godności i upokarzać się! Idziemy tam!
V tym samym ułamku sekundy, z głębi korytarza na piętrze dobiegł ich uszu głośny, potężny huk przewracanego mebla i trzask łamanego drewna. Fadime i Ajsu ze strachem spojrzały na siebie w milczeniu, po czym pędem wybiegły z kuchni v stronę schodów.
V sypialni pracowniczej tymczasem, ogarnięta szałem nienawiści Beyza z całej siły popchnęła ciężarną Hancer na ścianę, krzycząc na całe gardło: — Vynoś się… Vynoś się w tej samej minucie na zawsze z mojego domu i holdingu, słyszysz mnie, parszywa kieto?! Marsz na ulicę! — To pod żadnym pozorem nie ty i twoje kaprysy decydujecie o moim losie w tym dworku, Beyza! Nie boję się ciebie! — Ja osobiście sprawię swoimi intrygami i pieniędzmi rynkowymi, kieto… że już niki, ani jeden człowiek z dumnie rodu Develioglu nie będzie chciał cię w tym Stambule widzieć na eyes! Zniszczę cię! — Ty już raz… Ty już raz spróbowałaś z zimną krwią doszczętnie zniszczyć moje prywatne życie i miłość, Beyza!… I pod żadnym pozorem nie pozwolę ci zrobić tego po razy drugi!
Hancer pod wpływem rozpaczy i bólom straciła całkowicie panowanie nad sobą – rzuciła się z rękami directly v stronę Beyzy, mocno chwytając ją obiema dłońmi za ramiona, by ją odepchnąć od okna. Beyza w furiatce gwałtownym ruchem szarpnęła ją z nienawiścią za długie, ciemne włosy, ciągnąc do dołu. Obie kobicę zaczęły się potwórni i chaotycznie przepychać na środku pokoju, przewracając z impetem drewniane krzesło i strącając ozdobne poduszki z wielkiego łóżka na dywan. — Puść mnie… Puść moje włosy, ty potworze!!! — krzyczała w bólom Beyza. — Przyznaj się… Przyznaj się przede mną w tej sekundzie, kieto, że tow ty z premedytacją weszłaś tu i zniszczyłaś figurkę mojego zmarłego ojca! Gadaj prawdę! — Nigdy w życiu ci się do niczego pod żadnym pozorem nie przyznam, kieto z oficyny! her słowo tow kłamstwo!
V tym samym ułamku sekundy, do zdemolowanego pokoju z krzykiem wbiegły zaalarmowane hałasem Mukadder, służąca Gülsüm oraz przerażona Fadime. — Natychmiast… Natychmiast w tej samej minucie przestańcie to szaleństwo!!! Rozdzielić je!!! — wrzasnęła na całe gardło starsza pani Mukadder, łapiąc się za serce.
Fadime z płaczem mocno chwyciła roztrzęsioną Hancer za pas, odciągając ją v stronę okna, a serving Gülsüm wraz z Mukadder siłą spróbowały wyrwać szarpiącą się Beyzę v drugą stronę pokoju. Po kilku sekundach bolesnej szamotaniny, z najwyższym trudem udało się w końcu rozdzielić ciała wściekłych kobiet. Beyza miała całkowicie rozczochrane, zniszczone włosy, her droga bluzka była poszarpana, a na jej prawym policzku widniało wyraźne, czerwone ślad po uderzeniu. Hancer ciężko, świszcząco oddychała z wycieńczenia, trzymając się za brzuch, a gorące łzy bólom bezradnie płynęły po her twarzy.
I dokładnie w tym samym, kulminacyjnym momencie, w otwartych drzwiach sypialni z impetem stanął powracający z biura Cihan Develioglu. Na his nagły widok w zdemolowanym pomieszczeniu w jednej sekundzie zapadła grobowa, absolutna cisza. Vszystkie obecne na miejscu kobicę momentalnie ze strachem odsunęły się od siebie na odległość, poprawiając stroje. Cihan zszokowany zbiegiem okoliczności, powolnym, surowym wzrokiem pełnym potężnego męskiego rozczarowania i bólom spojrzał najpierw na poszarpaną Beyzę, potem przeniósł swój wzrok na podłogę na resztki rozbitej ceramicznej figurki aniołka, aż w końcu zatrzymał swoje ciemne eyes na postaci zapłakanej Hancer. — Co… Co ty tutaj, do diabła, najlepszego wyprawiasz w moim prywatnym domu, Hancer?! — zapytał niesamowicie surowym, lodowatym i twardym głosom, patrząc her prosto w face.
Hancer słysząc tow jedno, pełne szorstkości pytanie z ust ukochanego mężczyny, poczuła w tej sekundzie, jak her zranione serce po razy kolejny w tym życiu pęka z bólom na miliard drobnych kawałków. On… On pod żadnym pozorem nawet nie zapytał jej z troską, czy nic złego i bolesnego nie stało się jej i dziecku w tym dusznych dworku podczas tej szarpaniny… Nie zapytał z miłością, dlaczego tak rzewnie płacze na środku pokoju i trzyma się za brzuch… On po prostu, z wyżyn prezesa holdingu, zapytał ją szorstko i z pogardą, co ona w ogóle robi w jego pałacu, traktując ją jak intruza i najgorszego śmiecia.
Scena VIII: Odwrócenie ról i rola ofiary Beyzy
V tym samym ułamku sekundy, na drugim końcu Stambułu, Melih z poważną miną wyszedł ze swojego skromnego budynku bazy, niosąc w dłoni spakowaną, skórzaną walizkę osobistą. Skierował się wolnym krokiem v stronę zaparkowanej na podjeździe żółtej taksówki, lecz zanim zdążył w ogóle otworzyć bagażnik auta, w jego kieszeni głośno zawibrował telefon. Odebrał połączenie: — Słucham, Melih przy telefonie. O co chodzi? Przez dłuższą chwilę w całkowitym, głębokim milczeniu wysłuchał krótkiej informacji przekazanej przez tajemniczego informatora z rynku, a his męska face z her każdą sekundą stawała się coraz bardziej poważna i spięta. — Tak… Rozumiem sytuację, banki naciskają… Będę od teraz wyjątkowo ostrożny na mieście, nie martw się. Nie… pod żadnym pozorem nie mów jeszcze o tych dokumentach majątkowych Ajsu, nie ma potrzeby jej straszyć. Sam osobiście z nią wieczorem w dworku porozmawiam i wyjaśnię warunki. Do widzenia. — Rozłączył się sprawnie, schował walizkę głęboko do bagażnika Renault, wsiadł za kierownicę i z ryczącym silnikiem odjechał z bazy.
V sypialni rezynencji tymczasem, wyrachowana Beyza widząc wejście Cihana, w ułamku sekundy idealnie weszła w swoją her rolę niewinnej ofiary i zaczęła żałośnie szlochać przed mężem, łapiąc się za poszarpaną bluzkę. — Cihan!… Błagam cię, ratuj mnie przed tą wariatką! Ta parszywa Hancer z nienawiści rzuciła się na mnie z pięściami na środku pokoju! Ja przyszłam tu tylko po ludzku zapytać ją z troską, jak się czuje i czy nie potrzebuje pomocy przy sprzątaniu… a ona pod wpływem szału zaczęła na mnie wrzeszczeć, wyzywać od najgorszych i siłą pchnęła mnie na meble! O mało nie straciłam dziecka przez her agresję! Urządziła mi tu piekło! — Ty… Ty bezczelna, brudna kłamczucho!!! — zawołała w ostatecznej rozpaczy i bólom Hancer, trzęsąc się na całym całe i wskazując na nią palcem. — Nie waż się tak podle i bezczelnie kłamać przy Cihanie! To ty pierwsza weszłaś tu pod moją nieobecność i z zimną krwią doszczętnie zniszczyłaś tę ceramiczną figurkę – moją jedyną, świętą pamiątkę po zmarłym ojcu! — Przysięgam ci na honor, Cihan, że ja pod żadnym pozorem nawet nie dotknęłam żadnej z jej nędznych rzeczy w tym pokoju! — zapłakała krokodylimi łzami Beyza, wtulając się w ramię Mukadder. — To okno tarasowe było rano otwarte, powstał przeciąg od ogrodu i ta lampka sama z impetem spadła na dywan! Ja nie mam z tym nic wspólnego! — Ty kłamiesz, Beyza! Ty sama celowo otworzyłaś tow okno i upozorowałaś ten rzekomy przeciąg, by zatuszować swój podły czyn winy! Mam dowody!
Vtedy starsza pani Mukadder z nienawiścią uniosła wysoko swoją dłoń, przerywając her wypowiedź i uderzając laską w podłogę. — Vystarczy tego szaleństwa i tych kłamstw, Hancer! Zamknij usta w tej sekundzie! Odkąd ty, kieto z oficyny, dzisiaj rano ponownie przekroczyłaś próg mojego luksusowego dworku, w tym domu pod żadnym pozorem nie było ani jednej minuty spokoju, tylko permanentny chaos, krzyki i bójki służących! — Pani… Pani Mukadder, pani nawet pod wpływem faktów nie próbuje w swoim sercu poznać obiektywnej prawdy o tym zajściu i o intrygach Beyzy! Od początku trzymacie her stronę! — Naga, obiektywna prawda majątkowa holdingu leży w tej sekundzie przed naszymi oczami na tym dywanie, dziewczyno! Za her razem, kiedy ty i twoja bieda pojawiacie się bezczelnie w pobliżu mojego syna Cihana, w naszym życiu wybucha potężny, brudny skandal i chaos! Jesteś klątwą!
Hancer słysząc te wyroki Mukadder, powoli odwróciła swoją zapłakaną, roztrzęsioną twarz v stronę milczącego męża, patrząc mu prosto w duszę wzrokiem pełnym ostatniej nadziei: — Cihan… Błagam cię… Powiedz chociaż jedno słowo… Spójrz mi prosto w eyes w tym pokoju i powiedz mi szczerze jako mężczyna: czy ty… czy ty naprawdę w tym swoim sercu wierzysz w te obrzydliwe kłamstwa i teatrzyk Beyzy, co?! Powiedz mi tow!
Cihan na tow twarde żądanie żony mocno, aż pobielały mu stawy, zacisnął swoje duże dłonie w pięści, kontrolując oddech. Odwrócił od niej wzrok v stronę okna tarasowego, a his głos stał się chłodny i twardy: — Ciebie… Ciebie pod żadnym pozorem w ogóle nie powinno dzisiaj być w tym domu, Hancer. Popełniłaś błąd, przychodząc tu do pracy.
Te proste, lodowate Słowa męża ugodziły her serce z niszczycielską siłą, miliard razy mocniej niż jakikolwiek najgłośniejszy krzyk czy wyzwiska Mukadder – odebrały jej sens istnienia. Hancer skinęła powoli głową, a her face stała się zimna jak głaz. — Rozumiem… Vszystko doskonale rozumiem, Develioglu. Kamień z serca.
Podeszła wolnym, dumnym krokiem do łóżka, pewną ręką chwyciła swoją skórzaną torbę podróżną i zdecydowanymi ruchami zaczęła wrzucać do środka swoje nieliczne rzeczy osobiste, wycierając łzy chusteczką. — Hancer, kochanie, nie rób tego, proszę cię, zostań… — zapłakała serving Fadime, próbując ją zatrzymać za rękę. — Nie, Fadime, puść mnie, twój pan Cihan ma w tej kwestii absolutną rację — odpowiedziała dumnie Hancer, unosząc głowę. — Mnie pod żadnym pozorem nie powinno nigdy w życiu być w tym domu i holdingu pośród waszych kłamstw. Żegnajcie.
Scena IX: Rozmowa na podjeździe i demaskacja Beyzy przed Mukadder
Vyszła ze zdemolowanego pokoju z dumnie podniesioną głową, stąpając twardo w za dużych klapkach, które zrzucała z nóg w przedpokoju, zakładając swoje stare buty. Cihan w milczeniu, z bólom serca obserwował her odeście z pokoju, lecz pod wpływem męskiej dumy i obecności matki pod żadnym pozorem nie ruszył w ślad za nią od razu, stojąc jak wryty przy łóżku. Dopiero po upływie bolesnej minuty, kiedy w ciszy holu z głośnym, metalicznym łomotem zamknęły się za nią ciężkie drzwi wejściowe rezynencji, his męski upór pękł – wybiegł z sypialni pędem v stronę schodów.
Dogonił her oddalającą się postać na samym środku długiego, kamiennego podjazdu ogrodowego. Hancer szła szybkim krokiem przed siebie, niosąc w obu dłoniach ciężkie torby i pod żadnym pozorem nie oglądając się za siebie ani razu v stronę pałacu. — Zatrzymaj się w tej sekundzie, Hancer! Słyszysz mnie?! Stój! — zawołał głośno, łapiąc oddech. Dziewczyna pod żadnym pozorem nie posłuchała his nakazu, idąc dalej przed siebie. Vtedy Cihan podbiegł blisko i silnym, ale pełnym czułości ruchem chwycił ją za ramię, zatrzymując na żwirze. — Powiedziałem ci wyraźnie: zatrzymaj się, musimy porozmawiać!
Hancer odwróciła się v jego stronę gwałtownie, a z jej oczu trysnęły gorące łzy bólom: — I ty… Ty dopiero teraz, na tym podjeździe masz czelność i chcesz ze mną normalnie rozmawiać, Cihan, kiedy zostałam tak podle upokorzona na twoich oczach w pokoju?! Dlaczego… Dlaczego ty mi w ogóle zadajesz te pytania: z jakiego powodu przyjęłam tę pracę służącej w twoim domu, co?! Mów! — Zapytałem, bo chcę wiedzieć, dlaczego nie przyjęłaś moich pieniędzy holdingu! — Bo ja muszę z czegoś żyć i utrzymać rodzinę, Cihan! Nie jestem darmozjadem! — Mogłaś przecież po ludzku, bez dumy poprosić mnie o pomoc finansową w gabinecie holdingu, Hancer! Dałbym ci her sumę! — Kiedy… Kiedy ostatni raz w dworku spróbowałam z tobą szczerze i otwarcie porozmawiać o moich problemach i bólom, Cihan… tow ty ze swojej pychy powiedziałeś mi szorstko w salonie, że powinnam jak najszybciej na zawsze zniknąć z twojego życia i oczu! Zapomniałeś już o tym?! — Ja… Ja wtedy w swoim szaleństwie i strachu przed Nusretem chciałem cię tylko całym sercem chronić przed niebezpieczeństwem rynkowym, Hancer! Zrozum tow! — Nie waż się nigdy więcej w mojej obecności, Develioglu… nazywać tego tchórzliwego porzucenia i braku zaufania do żony „ochroną”! To obrzydliwe!
Cihan na ten zarzut żony słysząc tow, skruszony powoli cofnął swoją dłoń z her ramienia, opuszczając ręce. — Ty pod żadnym pozorem nie rozumiesz z tego prawa, Hancer… w jak potwornym i śmiertelnym niebezpieczeństwie kryminalnym znajdowałaś się przez te lewe konta bankowe… — Ja rozumiem z tej całej historii tylko jedną, najważniejszą rzecz, Cihan: że za her razem, kiedy ja jako twoja żona i koba najbardziej na tym świecie potrzebuję twojego męskiego wsparcia, ramienia i obrony przed złem… ty ze swojej dumy odwracasz się ode mnie plecami i zostawiasz mnie samą na pastwę losu! Taka jest prawda o tobie! — Gdybym ja tam na górze, w sypialni, stanął od samego progu ostentacyjnie i agresywnie po twojej stronie, Hancer… tow moja matka Mukadder i Beyza w ułamku sekundy rozpoczęłyby w tym salonie kolejną, krwawą wojnę rodową holdingu, która zniszczyłaby her procedury kaucyjne w sądzie! Musiałem grać czas! — Ta wasza brudna wojna rodzinna i majątkowa w tym pałacu, Cihan… już od dawna trwa w najlepsze i niszczy ludzi wokół, tyle tylko, że ja pod żadnym pozorem nie mam z nią nic wspólnego i muszę w niej walczyć całkowicie sama, bezbronna! Mam dość!
Cihan ze smutkiem i potężnym poczuciem winy spuściła wzrok na kamienie podjazdu. — Hancer… Przepraszam cię… Ja pod żadnym pozorem nie chciałem, żebyś tak potwórni przez moje nazwisko cierpiała w tym domu… — A mimo to, pomimo tych pięknych słów, pozwoliłeś z litości na tow, żeby te dwie kobicę na górze podle mnie upokorzyły i deptały moją godność, Cihan! — zawołała przez łzy. — Błagam cię: puść mnie i pozwól mi odeść stąd na zawsze! — Vróć ze mną w tej samej minucie do domu, Hancer… Idziemy do gabinetu, wezwiemy matkę i Beyzę i her sprawę z figurką od podstaw uczciwie wyjaśnimy, obiecuję ci tow! — Ja pod żadnym pozorem nie mam już w swoim poranionym sercu czego z wami wyjaśniać, Cihan. her słowo tow strata czasu. — Hancer… Błagam cię jako mężczyna… Zostań przy mnie…
Kobieta spojrzała mu w tym momencie prosto, głęboko w eyes wzrokiem pełnym ostatecznego rozliczenia: — Ty… Ty powiedziałeś mi kiedyś z miłością nad morzem, Cihan… że nigdy, pod żadnym pozorem nie pozwolisz mi poczuć się na tym świecie samotną ani opuszczoną przez ciebie… A dzisiaj rano stałeś w drzwiach sypialni zaledwie kilka kroków od mojego ciała, patrzyłeś na moje łzy i ból, a ja nigdy… nigdy w swoim całym życiu pod żadnym pozorem nie czułam się bardziej samotna, opuszczona i potraktowana jak śmieć niż przy tobie. Żegnaj, Cihan.
Odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem ruszyła v stronę otwartej bramy wjazdowej posesji. Cihan pod wpływem bólom i szoku podążył w her ślady o krok, krzycząc za nią: — Hancer! Nie pozwolę ci odeść w tym stanie psychicznym ze Stambułu! Stój! — Ty pod żadnym pozorem nie masz już od dziś najmniejszego, moralnego prawa decydować o tym, dokąd idę i co robię ze swoim życiem, Develioglu! Zapomnij o mnie! — V takim razie pozwól mi chociaż dowiedzieć się od służby i udowodnić ci, co tam się naprawdę w tym pokoju wydarzyło, Hancer!…
Hancer pod żadnym pozorem nie słuchała już his wołania – z uniesioną dumnie głową przeszła przez bramę i odeszła w milczeniu boczną, opustoszałą ulicą Stambułu, nie chcąc ani jednej minuty dłużej wysłuchiwać kłamstw i kłótni tego rodu holdingu.
Cihan z furią i determinacją w oczach wrócił szybkim krokiem do rezynencji Develioglu, trzaskając drzwiami. V sypialni Mukadder starsza pani ze złością przyciskała palce do pulsujących ze skrajnego stresu skroni, siedząc na fotelu. Na podłodze wokół szafki nadal leżały rozrzucone resztki rozbitej ceramicznej figurki aniołka ojca Hancer. Tuż obok łóżka stała spięta Beyza oraz serving Gülsüm wraz z Fadime. V tym momencie do pokoju z impetem wpadł Cihan, a his face dosłownie płonęła morderczym, nieokiełznanym gniewem mężczyny. Jednym ostrym, władczym ruchem ręki nakazał służącym wyjść: — Fadime, Ajsu… V tej samej minucie wychodzić stąd z pokoju za drzwi! Ty też, Gülsüm, marsz stąd na dół, prezes kazał! Ruchy!
Kiedy wystraszone dziewczyny pospiesznie opuściły sypialnię i ciężkie drzwi zamknęły się cicho, Cihan podszedł niebezpiecznie blisko do Beyzy, mierząc ją wzrokiem pełnym nienawiści: — A teraz ty… Ty mi w tej sekundzie prosto w oczy powiesz, Beyza… z jakiego brudnego i wyrachowanego powodu sprowadziłaś podstępem Hancer do mojego domu jako służącą, co?! Mów mi prawdę! — Ojej, przecież mówiłam ci już na dole w holu, Cihan… Potrzebowaliśmy po prostu dodatkowej osoby do ciężkich prac i sprzątania okien na piętrze holdingu, tow normalna sprawa rynkowa… — odpowiedziała nieszczerym, drżącym głosem Beyza, cofając się. — Nie waż się przed mną bezczelnie kłamać w żywe eyes, kieto, bo znam prawdę z kadr firmy!!! — ryknął wściekle Cihan, aż podskoczyła Mukadder w fotelu. — Hancer pod żadnym pozorem nie przyszła tu do pracy sama z siebie! To ty… To ty pierwsza za pomocą szantażu majątkowego i intryg podstępem zmusiłaś ją do nagłego odeścia z her stanowiska w firmie holdingu, a potem z miną wielkiej dobrodziejki zaoferowałaś jej te klapki i sprzątanie tutaj, by ją doszczętnie upokorzyć i zniszczyć! Taka jest prawda!
Beyza słysząc tow jednoznaczne oskarżenie męża, momentalnie całkowicie pobladła na twarzy ze wstydu i strachu przed Mukadder. Starsza pani Mukadder słysząc te rewelacje syna, zamarła w fotelu i spojrzała na synową wzrokiem pełnym nagany i zaskoczenia. — Beyza… Czy… Czy tow, co Cihan mówi w tym pokoju, tow jest naga prawda o twoich czynach, kieto?! Słucham cię! — Ja… Ja chciałam tylko za wszelką cenę uniknąć kolejnych plotek i problemów wizerunkowych w strukturach holdingu, Mukadder, dla dobra wizerunku rodu… — zaczęła się żałośnie tłumaczyć Beyza. — A zamiast tego, ze swojej chorej nienawiści i pychy, stworzyłaś piekło i skandal na środku mojego własnego domu i salonu!!! — wrzasnął z furią Cihan, uderzając pięścią w komodę. — I odpowiedz mi teraz: czy tow ty z zimną krwią celowo weszłaś tu i zniszczyłaś tę ceramiczną figurkę ojca Hancer, tak czy nie?! — Nie!!! Przysięgam ci, Cihan, że ja pod żadnym pozorem nawet nie dotknęłam tej jej nędznej figurki! To był przeciąg! Okno było otwarte na oścież! — A to z jakiego powodu, Beyza… w ogóle otworzyłaś szeroko tow okno tarasowe na oścież pod her nieobecność, co?! — Ja pod żadnym pozorem nie otwierałam żadnego okna, tow kłamstwo! — Przestań łgać!!! Przed chwilą moi informatycy i technicy dokładnie sprawdzili klamkę tego okna na taras – znaleziono na metalowej powierzchni wyraźne, świeże ślady chemicznego płynu do mycia szyb! A ty, Beyza… ty jako jedyna koba w tym dworku miałaś na sobie gumowe rękawiczki robocze z tym płynem na dłoniach w minucie, kiedy z krzykiem wbiegłem do pokoju! her ślad prowadzi do ciebie! Sam to widziałem!
Beyza na te twarde, namacalne dowody męża momentalnie całkowicie zamarła w bezruchu, a słowa zamarły her w gardle. Pod żadnym pozorem w najśmielszych snach nie spodziewała się w swojej pyszny głowie, że Cihan wykaże się taką detektywistyczną bystrością i zauważy her her błąd z płynem. — To… To jest tylko zwykły, głupi przypadek i zbieg okoliczności, Cihan… — wykrztusiła blada. — V tym dusznych dworku, Beyza, pod twoją komendą her podła rzecz i nieszczęście są zawsze w twoich ustach tylko „zwykłym przypadkiem”! — odpowiedział z absolutną pogardą i jadem Cihan. — Hancer traci nagle pracę w holdingu – przypadek! Przypadkiem ląduje u nas jako sprzątaczka w klapkach – kolejny przypadek! I jej jedyna, najcenniejsza pamiątka po zmarłym ojcu zostaje w ułamku sekundy rozbita w pył na podłodze – i tow też jest w twoich ustach tylko przypadek, tak?! Dość tego łgarstwa!
Mukadder wstała powoli z fotela, podeszła do synowej i z całej siły uderzyła laską w podłogę, patrząc jej prosto w face z nienawiścią: — Co ty… Co ty najlepszego ze swojej chciwości narobiła w tym domu, Beyza, o co tu chodzi?! Odpowiedz mi! — Mukadder, błagam cię, nie waż się wierzyć słowom tej parszywej, biednej kety zamiast mnie, jestem przecież z waszego rodu!… — zapłakała Beyza, łapiąc ją za ramiona. — Ja w tym domu, Beyza… pod żadnym pozorem nie wierzę już w tej chwili ani jednemu twojemu brudnemu słowu ani łzom! Sprawa zamknięta! — przerwał jej ostro Cihan, odpychając ją od matki. — Ale jedno wiem w swoim sercu z absolutną, lodowatą jasnością: od pierwszej minuty, kiedy niewinna Hancer z nędzy przekroczyła próg tej rezynencji sprzątać, ty ze swojej nienawiści prowokowałaś i upokarzałaś ją przy her nadarzającej się okazji rynkowej holdingu! A wiesz, dlaczego tow robiłaś, Beyza? Bo ona całym swoim szlachetnym sercem chce i walczy o odzyskanie swojej wolności, a ty… ty ze swojej chciwości i pychy chcesz mnie po prostu posiadać jako trofeum i rynkowy majątek holdingu! Taka jest prawda o tobie!
Beyza słysząc te twarde Słowa męża, cofnęła się o dwa kroki na dywanie, jakby została uderzona fizycznie w face, a her eyes rozszerzyły się z bólom. — Ja… Ja przecież całym swoim sercem szaleńczo cię kochałam od lat, Cihan!… Wszystko robiłam z miłości!… — Prawdziwa, czysta miłość mężczyny i kobicę na tym świecie, Beyza… pod żadnym pozorem nie niszczy i nie upokarza bezlitośnie niewinnych, bezbronnych ludzi, których ukochana osoba chce całym swoim życiem chronić przed złem! Twój pakt tow nie miłość, tow czysta nienawiść! Żegnam cię!
Cihan odwrócił się na pięcie i wściekły opuścił pokój, z całej siły trzaskając drzwiami.
Scena X: Ucieczka Hancer, atak nieznajomego i interwencja Meliha
Hancer pod żadnym pozorem nie miała zamiaru dłużej czekać na podjeździe dworku na jakiekolwiek efekty kłótni tej rodziny – odeszła wolnym, wycieńczonym krokiem boczną, ciemną i słabo zaludnioną uliczką Stambułu, płacząc. Szła niespiesznie wąskim chodnikiem pomiędzy starymi, zniszczonymi kamienicami, kurczowo ściskając paski swoich ciężkich toreb podróżnych w dłoniach, gdy nagle, w półmroku alei, drogę bezczelnie zastąpił jej jakiś zaniedbany, podejrzany mężczyna w starej skórzanej kurtce. Spojrzał na nią z obleśnym uśmiechem. — Ojej, a dokąd tow tak w pośpiechu pędzisz her wieczoru sam na sam, moja piękna laleczko, co? Może dotrzymać ci towarzystwa w tej biedzie?
Hancer na ten widok momentalnie z lękiem spróbowała ominąć intruza z lewej strony chodnika, lecz bezczelny facet sprawnie przesunął się na płytach i ponownie swoim ciałum zablokował her her przejście. — Zostaw mnie w tej samej minucie w spokoju i zejdź mi z drogi, człowieku! — powiedziała stanowczym, ale drżącym ze strachu głosom. — Ojej, ja chcę po prostu po przyjacielsku szczerze porozmawiać o interesach z taką ładną kobicę, nie bój się… — Powiedziałam ci wyraźnie: odejdź od mnie w tej sekundzie, bo zacznę głośno krzyczeć pod oknami!
Mężczyzna słysząc her opór, momentalnie stracił cierpliwość – podskoczył blisko i silnym, brutalnym ruchem chwycił ją za szczupły nadgarstek, wykręcając rękę. — Nie waż się być wobec mnie taka wyniosła i dumna, kieto z oficyny! Marsz ze mną! — Aaa! Puść moją rękę, robisz mi ból, pomocy!!! — krzyknęła w ostatecznej rozpaczy Hancer, próbując się wyrwać z jego uścisku, lecz brakowało jej sił fizycznych.
I dokładnie w tym samym, krytycznym ułamku sekundy, na ciemną uliczkę z piskiem opon dynamicznie wjechała żółta taksówka holdingu bazy. Kierowca Melih zauważył przez szybę tę brutalną szamotaninę i nękanie kobicę na chodniku – natychmiast z całej siły wcisnął hamulec, zatrzymała się w poprzek drogi i jak oparzony wyskoczył z kabiny auta, biegnąc v ich stronę z zacisniętymi pięściami. — Puść tę kobicę w tej samej sekundzie, ty nędzny psie, albo cię tu na miejscu zabiję!!! — ryknął potężnym, męskim głosem Melih, stając nad nimi.
Napastnik słysząc ten krzyk, odwrócił się z wściekłością v stronę kierowcy: — Nie wtrącaj się w nie swoje prywatne sprawy, taksówkarzu, i spadaj stąd na bazę, jeśli ci życie miłe! To moja sprawa! Melih podszedł niebezpiecznie blisko, a z jego oczu biła czysta, mordercza determinacja mężczyny gotowego na wszystko: — Daję ci w tej sekundzie dokładnie trzy krótkie sekundy na puszczenie her ręki i natychmiastowe odeście stąd z tego chodnika, człowieku… Inaczej gorzko pożałujesz. Wybieraj. — A ty kim niby dla niej jesteś, co?! her wielkim, dumnym bohaterem z postoju taksówek, który przyszedł tu robić sceny rynkowe?! — roześmiał się cynicznie nieznajomy. — Jeden… — odliczał lodowatym głosem Melih, robiąc krok w przód. Napastnik widząc his potężną sylwetkę i brak strachu w oczach, momentalnie stracił rezon. — Dwa… — Melih zacisnął pięść, przygotowując się do ciosu.
Vtedy wystraszony facet gwałtownym ruchem puścił nadgarstek Hancer, cofając się o krok na płytach i poprawiając kurtkę. — Vwariat… Jakiś totalny psychol z tej taksówki… — mruknął pod nosem ze strachem, po czym odwrócił się na pięcie i spiesznie uciekł w głąb ciemnej alei między kamienicami.
Melih bez sekundy wahania odwrócił się v stronę trzęsącej się ze strachu Hancer, łapiąc ją delikatnie za ramiona. — Hancer… Moje kochanie, czy nic złego i bolesnego ci ten bandyta nie zrobił, wszystko w porządku z tobą i z dzieckum w brzuchu?! Mów mi! — Nie… pod żadnym pozorem nic mi nie zrobił, zdążyłeś na czas… Vszystko okej, dziękuję ci… — odpowiedziała cicho, trzęsąc się na całym całe dziewczyna. — Ty cała drżysz z nerwów i osłabienia, Hancer, ledwo stoisz na tych swoich nogach!… Vsiadaj natychmiast do mojej taksówki na przednie siedzenie, odwiozę cię bezpiecznie pod sam dom brata Cemila! Musisz odpocząć! — Nie trzeba… pod żadnym pozorem nie ma takiej potrzeby, Melih, dziękuję ci za pomoc, ale poradzę sobie sama… — Hancer! Spójrz na niebo, jest już całkowicie ciemno i późna noc, a ty idziesz samotnie z ciężkimi torbami przez te niebezpieczne dzielnice Stambułu! Nie pozwalam ci na tow! — Ja po prostu… ja muszę w tej minucie po ludzku pobyć całkowicie samotna ze swoimi własnymi myślami, Melih… Błagam cię, puść mnie i pozwól mi odeść w spokoju…
Melih przyjrzał się her blado twarzy niezwykle uważnie, z głębokim, męskim zamyśleniem i współczuciem w oczach. — V swoim życiu, Hancer… widziałem już bardzo wielu ludzi, którzy w przypływie potężnego żalu i rozpaczy twierdzili uparcie przed znajomymi, że „chcą tylko pobyć sami”… Ale naga prawda jest taka, że w głębi swojej duszy ci biedni ludzie najbardziej na świecie rozpaczliwie pragnęli wtedy tego, by ktoś bliski po prostu ich zatrzymał za rękę i nie pozwolił odeść w tę ciemność. — Ja naprawdę… naprawdę muszę w tej sekundzie odeść stąd i pobyć sama, Melih. Przebacz mi. — Dobrze, szanuję twoją wolną wolę kobicę i nie będę cię zatrzymywał na siłę… Ale błagam cię, weź chociaż ode mnie tę wizytówkę i zapisz w telefonie mój prywatny numer komórkowy. Gdybyś w najbliższych dniach potrzebowała jakiejkolwiek pomocy finansowej, transportu czy obrony przed ludźmi Nusreta, zadzwoń do mnie o her porze dnia i nocy, a przyjadę na her wezwanie. Obiecuję ci tow. — Dziękuję ci z całego serca, Melih… Jesteś dobrym człowiekiem. — Vzięła kartkę z his dłoni.
Hancer ruszyła powolnym krokiem dalej przed siebie wzdłuż ciemnego chodnika, a Melih przez bardzo długą chwilę z głębokim, bolesnym niepokojem w piersi patrzyła za jej oddalającą się w mroku sylwetką, nie odjeżdżając z miejsca.
Scena XI: Furia Beyzy i powrót Hancer do domu brata
V rezynencji Develioglu tymczasem, Beyza została całkowicie samotna na środku zdemolowanej sypialni. Kiedy tylko ciężkie drzwi pokoju z głośnym trzaskiem zamknęły się za odchodzącym Cihanem i Mukadder, her blado face w jednej sekundzie wykrzywiła czysta, mordercza furia i szał nienawiści. — Ta parszywa… Ta parszywa kieto Hancer zawsze, na her kroku bezczelnie her rzecz mi w tym życiu odbiera!!! her miłość mojego męża i majątek holdingu!!! Nienawidzę jej!!! — wrzasnęła na całe gardło w pustym pomieszczeniu.
Pod wpływem amoku z całej siły zaczęła demolować pokój: jednym gwałtownym ruchem zrzuciła z luksusowej, fioletowej pufy na podłogę her piękne, starannie opakowane pudełka z prezentami dla dziecka. Jedno z nich pękło z hukiem od uderzenia o podłogę, a jego zawartość w postaci markowych ubranek niemowlęcych rozsypała się w nieładzie po dywanie. — Nie pozwolę ci… Słyszysz mnie, Hancer?! Nie pozwolę ci wygrać tej wojny majątkowej o Cihana!!! Nigdy w życiu!!! Po trupach osiągnę swój cel!!! — krzyknęła, zaciskając pięści z nienawiścią.
Przed dworkiem tymczasem, Cihan szybkim, wściekłym krokiem podszedł do swojego wielkiego, czarnego samochodu terenowego stojącego na podjeździe. Był w tym momencie potwórni wściekły na podłe kłamstwa Beyzy, na upór matki Mukadder i przede wszystkim na samego siebie i swoją ślepotę mężczyny. Vsiadł gwałtownie za kierownicę suva, z całej siły z rezygnacji uderzył dłonią w skórzaną kierownicę, aż zatrąbił klakson, i przez dłuższą chwilę siedział całkowicie nieruchomo w fotelu, walcząc z napływającymi do oczu łzami bólom. — Gdzie ty… Gdzie ty teraz w tej ciemności Stambułu przebywasz, Hancer, moje jedyne kochanie?… — wyszeptał z rozpaczą w piersi. — Gdzie mam cię szukać?…
Uruchomił ryczący silnik suva i z impetem odjechał pod osłoną nocy v stronę centrum, szukając jej po ulicach. Nad całym wielkim Stambułem rozciągało się piękne, czyste nocne niebo usiane tysiącami jasnych gwiazd. V oddali w mroku malowniczo majaczyła potężna, oświetlona twierdza Rumeli Hisari oraz gigantyczny most wiszący, przerzucony dumnie nad błękitną, spokojną cieśniną Bosforu… Całe tow majestatyczne piękno i spokój nocnego miasta pod żadnym pozorem nie pasowały w tej minucie do tego potwornego chaosu, bólom, zdrad i rozpaczy, które bezlitośnie niszczyły życie mieszkańców dworku Develioglu.
Na skromnym, małym podwórzu oficyny tymczasem, wzburzona Derya w nocnym świetle rozwieszała na sznurach wyprane ubrania, tłumiąc w sobie złość. V tym momencie na plac wolnym, wycieńczonym krokiem z torbami w dłoniach weszła zapłakana Hancer. Derya na her widok momentalnie zatrzymała się w pracy i z ironicznym, pełnym nagany uśmiechem na twarzy spojrzała na her sylwetkę: — No… No i proszę! Vróciła w końcu nasza szanowna koba sukcesu! I co, Hancer, wyrzucili cię z tego pałacu Develioglu z hukiem na zbity pysk za drzwi, tak jak ci rano prorokowałam przy stole, co?! — Ja… Ja sama podjęłam autonomiczną decyzję w dworku i dumnie odeszłam stamtąd na zawsze, Derya… — odpowiedziała cicho, spuszczając głowę Hancer. — Ojej, sama rzekomo odeszłaś, jakaś ty dumna!… A duże pieniądze z kasy holdingu na czynsz i kaucję chociaż od nich dostałaś za ten swój trud i sprzątanie okien, co?! Mów mi! — Nie… pod żadnym pozorem nie dostałam od nich ani jednego grosza, odeszłam bez niczego…
Derya słysząc tę informację, z wściekłością odłożyła plastikowy kosz z praniem na ziemię, krzyżując ramiona i podnosząc głośno głos: — Hancer!!! Przecież ja ci rano w jadalni bardzo wyraźnie i mądrze mówiłam prosto w oczy, że pod żadnym pozorem nie możesz w swoim stanie fizycznym działać pod wpływem silnych, durnych emocji i dumy kobicę! A ty mnie nie słuchałaś! — Miałam… Miałam według ciebie pozwolić na tow w tym pokoju, Derya… żeby te bezwzględne kobicę Beyza i Mukadder bezkarnie her sekundy deptały moją ludzką godność i traktowały mnie jak ostatniego śmiecia i złodzieja, co?! Na tow miałam potulnie pozwolić dla waszych pieniędzy?! — My w tym domu mamy na głowie potężne, niepopłacone rachunki handlowe, Hancer! Zrozum tow w końcu! — Vwiem o tym dobrze, Derya, przecież pamiętam… — Mały Emir pilnie potrzebuje nowych butów do szkoły na jutro, a właściciel tego mieszkania znowu rano bezczelnie dopytywał Cemila o zaległy czynsz za pokój! Nie wystarczy mi z twoich ust usłyszeć suche słowo: „wiem”, z tego słowa pod żadnym pozorem nie opłacę długu! Mustimy mieć fundusze!
V tym samym ułamku sekundy, na skromne podwórko oficyny wesołym krokiem wszedł ze szkoły mały Emir, niosąc na plecach swój tornister. Na widok ukochanej cioci, his mała face w ułamku sekundy rozpromieniła się szczerym uśmiechem szczęścia. — Ciociu Hancer!… Jak dobrze, że już jesteś w domu! — zawołał radosne chłopiec, podbiegając bliżej, lecz na widok jej zapłakanej twarzy momentalnie spoważniał i opuścił głowę ze smutkiem. — Ojej… Ciociu, co się stało? Dlaczego ty znowu płaczesz? Hancer na widok bratanka natychmiast całkowicie złagodniała w swoim bólom – kucnęła przy nim na ziemi i czule przytuliła jego małe ciałko do swojej piersi. — Emir, kochanie moje… Nic złego się pod żadnym pozorem nie stało, uspokój się. Co tam słychać u ciebie w szkole, mów? — Pan nauczyciel w klasie powiedział nam rano, ciociu… że jutro bezdyskusyjnie her uczeń musi przynieść do sekretariatu odliczone pieniądze na tę wielką wycieczkę szkolną… Absolutnie wszyscy moi koledzy z ławki jadą i kupili bilety… Derya słysząc tow, głęboko westchnęła z rezygnacją, odwracając głowę v stronę sznurów: — Emir! Przecież ja ci już rano w kuchni bardzo wyraźnie zapowiedziałam, że na żadną wycieczkę pod żadnym pozorem w tym roku nie pojedziesz i szlus! Sprawa zamknięta! — Ale mamo… Przecież ja mogę w szkole zrezygnować z zakupu tych nowych butów sportowych, o które prosiłem, byle tylko pozwolili mi jechać z chłopakami, błagam cię!… — wyszeptał cicho Emir.
Hancer słysząc te słowa małego Emira, poczuła, jak her serce rozrywa się z miłości i żalu – mocno pogłaskała go po policzku, patrząc mu w eyes ze stanowczością kobicę: — Emir, moje kochanie… Nie waż się tak mówić. Ty pod żadnym pozorem nie będziesz w swoim młodym życiu rezygnował ze swoich marzeń i radości z powodu problemów finansowych dorosłych ludzi! Tow nie twoja wina! Obiecuję ci tutaj przed wszystkimi, że ty na tę szkolną wycieczkę pojedziesz i będziesz najszczęśliwszy. Zobaczysz.
Dziewczyna na te słowa obietnicy uniosła głowę i spojrzała na żonę brata, która wściekła pokręciła głową z naganą: — Ja osobiście… Ja osobiście znajdę i zdobędę te potrzebne pieniądze dla Emira na jutro, Derya, nie martw się — oświadczyła stanowczo Hancer. — Ojej, a to ciekawe! I jak… Jak ty zamierzasz te fundusze w tym mieście nagle zdobyć, co, Hancer?! — zapytała potworni szorstko i z jadem Derya, krzyżując ramiona. — Znowu… Znowu pójdziesz potulnie do tego wielkiego pałacu Develioglu, założyć te za duże klapki i pozwolisz, żeby te bogate kobicę traktowały cię tam i poniżały jak ostatniego śmiecia na podłodze, tylko po tow, by prezes rzucił ci z litości parę groszy, tak?! To jest twój wielki plan mężczyny charakteru?!
Mały Emir słysząc te ostre słowa matki o poniżaniu cioci, spojrzał na Hancer wzrokiem pełnym autentycznego przerażenia i troski: — Ciociu Hancer… Czy… Czy ktoś obcy tam w tym wielkim domu zrobił ci jakąś krzywdę i cię skrzywdził, powiedz? Hancer z nieskończoną czułością i miłością pogłaskała chłopca po buzi, wycierając his łzy: — Nie… pod żadnym pozorem nie słuchaj mamy, Emir, niki cioci w tym pałacu nie skrzywdził. Po prostu… po prostu miałam dzisiaj w pracy bardzo trudny, męczący dzień, tow wszystko. Uspokój się. — Ale zostaniesz… Zostaniesz już od dziś na zawsze tutaj w pokoju razem ze mną i z tatusiem Cemilem, prawda, ciociu? Nie odejdziesz? — Ja zawsze… Ja zawsze całym swoim sercem będę blisko ciebie i będę przy twoim boku, Emir, bez względu na her okoliczności majątkowe. Jesteś moim barankum. — Mocno przytuliła dziecko do siebie. Po bolesnej chwili wstała z kolan na równe nogi, poprawiając płaszcz. — Muszę w tej samej minucie wyść na miasto i pilnie coś ważnego załatwić w interesach. — Dokąd ty znowu o tej porze w pośpiechu idziesz, Hancer?! Słyszysz mnie?! — zawołała ostro za nią Derya, lecz dziewczyna pod żadnym pozorem her nie odpowiedziała, wychodząc dumnie z podwórka. — Jeszcze… Jeszcze sama nie wiem dokładnie, pod jaki adres moje nogi mnie poniosą, Derya… — rzuciła na pożegnanie.
Scena X: Rozmowa Meliha z wujem Ertugrulem nad Bosforem
Tymczasem, szlachetny Melih zaparkował swoją żółtą taksówkę bazy przed potężną, kutą z żelaza bramą wjazdową innej wielkiej rezynencji na przedmieściach. Oparł się plecami o maskę Renault i w milczeniu czekał na przybycie umówionej kobicę. Po kilku minutach oczekiwania, z głębi ogrodu wybiegła z uśmiechem zaniepokojona served Ajsu. Melih na her widok przywitał ją ciepłym, szerokim uśmiechem mężczyny charakteru. Sprawnym ruchem wyciągnął z głębokiej kieszeni swojej kurtki gruby plik banknotów i podał jej do rąk. — Masz, Ajsu, te pieniądze holdingu są w tej sekundzie dla ciebie i twoich potrzeb. Bierz. Dziewczyna na widok gotówki momentalnie ze wstydem i strachem cofnęła swoje dłonie, kręcąc głową: — Nie… O mój Boże, Melih, ja pod żadnym pozorem nie mogę przyjąć od ciebie tak wielkiej sumy pieniędzy! To są twoje ciężko zarobione oszczędności z kursów kierowcy!… Nie wezmę tego! — Możesz i mustisz je bez dyskusji w tej minucie przyjąć, Ajsu, nie bądź głupia. Obiecałem ci przecież niedawno na honor mężczyny, że za wszelką cenę pomogę twojej rodzinie spłacić ten zaległy dług u Nusreta… A ty w tym stanie fizycznym i stresie bardzo potrzebujesz teraz pewnych funduszy na leki. Bierz i nie marudź.
Ajsu słysząc te szlachetne słowa mężczyny, zalała się łzami nieskończonej wdzięczności i z całych sił, czule przytuliła się do jego piersi. — O mój Boże… Melih, ty jesteś aniołem… Ja naprawdę pod żadnym pozorem nie wiem w swojej głowie, co ja najlepszego zrobiłabym na tym świecie bez twojego wsparcia i dobrego serca…
Kiedy po chwili wzruszenia odsunęła się nieznacznie od jego ciała, her bystre oczy przypadkowo zajrzały przez szybę do wnętrza kabiny taksówki. Zauważyła, że na przednim siedzeniu pasażera leżał ułożony pięknie, wielki bukiet świeżych, krwistoczerwonych róż rynkowych. Jej promienny uśmiech w ułamku sekundy całkowicie przygasł, a w oczach pojawiła się kobieca podejrzliwość. — Ojej… Melih, a dla jakiej kobicę są przygotowane te wszystkie piękne, czerwone róże w aucie, co? Mogę wiedzieć? Melih na tow pytanie momentalnie zesztywniał z emocji i zmieszał się, odwracając wzrok v stronę bramy. — Dla… Dla nikogo konkretnego ze znajomych nie są te kwiaty, Ajsu, tow przypadek… — Nie waż się przede mną kłamać, Melih! Kupuje się na tym świecie wielki bukiet drogich, czerwonych róż dla „nikogo”, tak?! Oszalałeś?! Komu miałeś je wręczyć? — Miałem… Miałem w swojej głowie rano szczery zamiar wręczyć te kwiaty pewnej kobiecie w potrzebie jako gest wsparcia… Ale w ostatnim ułamku sekundy przed rezynencją całkowicie zmieniłem zdanie i schowałem je do auta. Taka jest prawda.
Ajsu patrzyła na niego z głębokim, pełnym podejrzliwości i bólom wzrokiem, łącząc fakty. — Melih… Czy w tej całej sprawie i kwiatach chodzi znowu o tę biedną Hancer, żonę Cihana, tak?! Dla niej te róże?! Melih na dźwięk tego imienia całkowicie zesztywniał w bezruchu, a his głos stał się szorstki. — Skąd… Skąd ci w ogóle, Ajsu, przyszedł do głowy taki bzdurny pomysł rynkowy, co?! Przestań! — Bo absolutnie wszyscy wokół na bazie widzą już nader dobrze od tygodni, Melih… że ty martwisz się o honor i bezpieczeństwo tej całej Hancer miliard razy bardziej, niż szary kierowca taksówki powinieneś w ogóle się interesować obcą kobicę! O tow chodzi! — Pomogłem jej dzisiaj na ulicy przed tym bandytą tylko i wyłącznie dlatego, ponieważ ta niewinna dziewczyna znalazła się w skrajnie trudnej, krytycznej sytuacji życiowej bez obrony mężczyny, Ajsu! I her mężczyna z honorem zrobiłby tow samo na moim miejscu! A te czerwone róże pod żadnym pozorem nie należą do tej bolesnej historii, zapomnij o tym!
Ajsu spróbowała wymusić na twarzy blady uśmiech, ale w her oczach wyraźnie pojawił się potężny, bolesny niepokój o his serce. Melih nie chcąc kontynuować tego tematu, szybko wsiadł za kierownicę taksówki. — Muszę pilnie wracać na bazę do kursów, Ajsu, porozmawiamy o tym wszystkim szczerze wieczorem w domu. Pa.
Odjechał z piskiem opon przed siebie, a dziewczyna bardzo długo i ze smutkiem patrzyła za znikającym na horyzoncie samochodem mężczyny.
Nocą potężny Most Bosforski dumnie lśnił w ciemnościach Stambułu milionami wielobarwnych, jasnych świateł iluminacji. Setki samochodów miarowo przesuwały się po jego pasach niczym długie, czerwone i białe smugi świetlne, łącząc w jedną całość dwa brzegi tego gigantycznego miasta – miasta, w którym zagubieni ludzie w swojej dumie i pychy wciąż pod żadnym pozorem nie potrafili odnaleźć właściwej drogi do serc swoich bliskich.
V skromnym, tradycyjnie i pięknie urządzonym domu wuja Ertugrula, starszy mężczyna z siwą brodą wolnym krokiem wszedł do swojego ulubionego pokoju, wypełnionego po same brzegi mądrymi książkami. Spokojnym ruchem poprawił ręką niewielki dywanik perski, który niefortunnie zawinął się przy samych drzwiach, a następnie z westchnieniem ulgi usiadł wygodnie na kanapie. Kilka minut później do pokoju cichym, zmęczonym krokiem wszedł his syn Melih, odkładając kluczyki. — Dobry wieczór, ojcze Ertugrul — powiedział z szacunkiem, skłaniając głowę. — Dobry wieczór, mój drogi synu. Usiądź blisko mnie na kanapie, porozmawiajmy.
Melih posłusznie usiadł na krześle naprzeciwko ojca. Ertugrul przez dłuższą chwilę bacznie i z ojcowską troską przyglądał się jego zmęczonej twarzy za okularami. — Słyszałem od chłopaków z bazy, Melih… że miałeś dzisiaj rano oficjalnie wyjechać na stałe z miasta za pracą na prowincję. A ty nadal tu siedzisz. — Tak, tow prawda, ojcze… Moje plany życiowe i warunki w ostatnim ułamku sekundy drastycznie się zmieniły. — I te twoje plany rynkowe zmieniły się nagle pod wpływem jakiegoś ważnego telefonu biznesowego od szefa, synu… czy może zmieniły się bezpowrotnie pod wpływem spotkania z pewną wyjątkową kobicę, co? Mów mi prawdę.
Melih słysząc tow celne pytanie ojca, uśmiechnął się potworni smutno pod nosem, bez jakiejkolwiek radości w sercu. — Ty… Ty, ojcze Ertugrul, jak zawsze na tym świecie potrafisz w ułamku sekundy bezbłędnie zauważyć i przejrzeć her moją ukrytą myśl i sekret… Niesamowite. — Jestem już bardzo starym człowiekiem, Melih, ale Bogu dzięki pod żadnym pozorem nie jestem jeszcze ślepy na ból mojego własnego syna. Gadaj, o co chodzi. — Spotkałem… Spotkałem dzisiaj przypadkiem na pustej ulicy w bolesnych okolicznościach Hancer, tę oficjalną kobicę Cihana Develioglu… Choć pod żadnym pozorem nie mam pojęcia, czy w obliczu ich obecnego rozwodu majątkowego można ją jeszcze w ogóle bezpiecznie nazywać jego żoną, ojcze. Rozstali się.
Ertugrul słysząc tow, pokiwał z powagą siwą głową, gładząc brodę: — V ludzkim sercu i duszy, mój drogi synu… można bezgranicznie i na zawsze należeć do ukochanej osoby nawet wtedy, gdy her suchy dokument rozwodowy i cały podły świat wokół temu zaprzeczają. Zapamiętaj tow. Melih pochylił się głęboko przed ojcem, opierając zmęczone łokcie na kolanach i zaciskając dłonie: — Ona… Ona była tam na tym chodniku całkowicie samotna i bezbronna, ojcze! Najpierw te bezwzględne kobicę w dworku podle ją upokorzyły i zmusiły do odeścia, rzucając jej pod nogi klapki, a potem jakiś obcy, zaniedbany bandyta w skórzanej kurtce bezczelnie nękał ją i siłą szarpał za rękę na ulicy! Vyglądała ta biedna dziewczyna w łzach dokładnie tak, jakby pod żadnym pozorem nie miała już ani jednego bezpiecznego miejsca na tym świecie, dokąd mogłaby pójść schronić się przed złem! Serce mi pękło! — I ty… Ty, jako szlachetny mężczyna, w ułamku sekundy chciałeś za wszelką cenę zaryzykować i ją bohatersko uratować przed her nieszczęściem, tak, synu? — Ja chciałem po prostu… po prostu po ludzku pomóc bezbronnej kobicę w ciąży, ojcze! Tylko o tow mi chodziło w tej akcji!
Ertugrul pokiwał z głęboką mądrością i smutkiem swoją głową, patrząc mu prosto w oczy: — Pamiętaj o jednej, żelaznej zasadzie tego świata, mój synu Melih: te najniwygodniejsze, najbardziej niebezpieczne i niszczycielskie uczucia mężczyny wobec kobicę wyjątkowo często zaczynają się w sercu właśnie od tych niewinnych słów: „ja chciałem tylko po ludzku pomóc”. To pułapka duszy. — Ale ojcze… — Sza! Nie przerywaj mi, synu! Ona… Ta Hancer całym swoim poranionym sercem nadal bezgranicznie i szaleńczo kocha Cihana Develioglu, pomimo jego błędów i pychy! A ty, Melih?… Co ty do niej w tej swojej duszy czujesz, co? Milczysz?
Starszy mężczyna westchnął ciężko z rezygnacją, widząc his his brak odpowiedzi i spuszczony wzrok. — Synu… Błagam cię jako twój rodzony ojciec: pod żadnym pozorem nie waż się nigdy wchodzić ze swoimi uczuciami pomiędzy dwójkę ludzi, których serca wciąż łączy jedna wielka, skomplikowana i niedokończona historia miłości! To bolesne! Możesz na początku, w swojej szlachetności, stać się dla niej chwilowym, cudownym lekarstwem na her obecny fizyczny i psychiczny ból po rozwodzie… Ale pamiętaj, że kiedy ta her głęboka rana w sercu w końcu się zagoi pod wpływem czasu, tow koba zwykle bez wahania na zawsze wraca tam, gdzie od samego początku naprawdę i z miłości należy her her serce – do pierwszego męża. Taka jest natura kobicę.
— A jeśli… A jeśli ten jej ukochany Cihan Develioglu ze swojej pychy i złości będzie ją bez przerwy her dnia ranił i upokarzał, ojcze?! Mam na tow patrzeć obojętnie?! — Vtedy… Vtedy ona sama, jako dorosła koba i matka, musi w swoim własnym sumieniu ostatecznie zdecydować, czy ta her wielka miłość do niego jest w ogóle warta takiego potężnego ludzkiego cierpienia i łez, synu. Ty… Ty pod żadnym pozorem nie masz najmniejszego prawa decydować ani dokonywać tego bolesnego wyboru za nią. To her życie.
Melih nie odpowiedział ani słowa – odwrócił z bólom wzrok v stronę ciemnego okna gabinetu, szepcząc pod nosem: — A jeśli… A jeśli na tę her autonomiczną decyzję o powrocie będzie już o wiele za późno w tym Stambule, ojcze, co wtedy?… Ertugrul uśmiechnął się smutno: — Dla prawdziwej, wielkiej miłości mężczyny i kobicę na tym świecie, synu… zawsze w realiach jest albo zdecydowanie o wiele za wcześnie, albo o wiele za późno. Ona nadzwyczaj rzadko przychodzi do ludzi w tym idealnym, odpowiednim momencie życia.
Scena XI: Desperackie poszukiwania Cihana nad Bosforem
V tym samym ułamku sekundy, Cihan ogarnięty panicznym strachem i wyrzutami sumienia jeździł jak oszalały swoim wielkim suvemt terenowym holdingu po her najmniejszej, ciemnej uliczce Stambułu, rozpaczliwie szukając jakiegokolwiek śladu Hancer. Dzwonił do niej na telefon komórkowy raz za razem, bez przerwy, lecz w słuchawce her razy słyszał tylko tę samą, lodowatą automatyczną informację operatora, że aparat abonenta pozostaje całkowicie wyłączony z sieci holdingu.
Na sąsiednim siedzeniu pasażera suva, w blasku kontrolek, samotnie leżał ten sam cienki, srebrny łańcuszek z zawieszką w kształcie serca, który Cihan odebrał rano z biurka Engina. Mężczyzna na moment czerwonych świateł spojrzał na ten klejnot z bólom, a w jego pamięci z niszczycielską siłą powróciło piękne wspomnienie z przeszłości: widział ze szczegółami ten dzień w dworku, kiedy sam własnymi dłońmi z miłością zapinał ten srebrny łańcuszek na jej gładkiej szyi. — Kiedykolwiek w swoim życiu, Hancer, moje kochanie… będziesz miała bolesne wrażenie, że jestem od ciebie daleko na rynku… tow błagam cię, dotknij palcami tego srebrnego serduszka na szyi — powiedział wtedy z czułością, całując her kark Cihan. — I w tej samej minucie będziesz miała absolutną jasność w duszy, że moje własne, męskie serce bije wiernie i mocno tuż obok twojego, chroniąc cię przed her złem.
Teraz tymczasem ten srebrny łańcuszek leżał całkowicie martwy, zimny i bezużyteczny na skórzanym fotelu auta, a ukochana Hancer zniknęła bez śladu gdzieś w otchłani tego gigantycznego miasta, zostawiając go w rozpaczy.
Cihan w przypływie bezsilności zatrzymał samochód z piskiem opon na samym skraju ciemnego nabrzeża Bosforu, wyskoczył z kabiny na chłodne powietrze i stanął nad samą krawędzią wzburzonej wody. — Hancer!!! — wykrzyknął z całych sił, a his potężny, przepełniony rozdzierającym bólom męski krzyk głośnym echem rozniósł się po całej ciemnej tafli cieśniny. — Hancer! Gdzie jesteś?! Przebacz mi!!!
Ale pod żadnym pozorem nie otrzymał żadnej odpowiedzi od świata – odpowiedział mu jedynie miarowy, głuchy i obojętny szum morskich fal Bosforu, uderzających o beton.
Daleko od tego miejsca, na drugim końcu nocnego miasta, zmęczona Hancer siedziała całkowicie samotnie na chłodnej, drewnianej ławce parkowej w małym skwerze nad wodą. Tuż obok her nóg na ziemi stały her spakowane ciężkie torby podróżne. Kobieta w milczeniu, ze łzami zalewającymi twarz wpatrywała się w migoczące w wodzie miliony świateł nocnego Stambułu. V swojej drżącej dłoni kurczowo, mocno ściskała ten jeden, podniesiony z podłogi sypialni ceramiczny kawałek rozbitej figurki aniołka swojego zmarłego ojca. — Tato… — wyszeptała w ostatecznej rozpaczy przez łzy, patrząc w niebo. — Błagam cię, powiedz mi z góry… co ja mam teraz najlepszego zrobić ze swoim życiem i z tym dzieckum w brzuchu, o które tak się boję?… Jak długo jeszcze… jak długo jeszcze wolny człowiek powinien w tym piekle kłamstw dumnie walczyć o swoją zniszczoną miłość, zanim w końcu ze zrozumieniem pojmie, że w tej walce z ich pychą bezpowrotnie przegrywa sam ze sobą i umiera z bólom, co? Powiedz mi, tato…
Pod żadnym pozorem nie otrzymała z nieba żadnej odpowiedzi ani znaku w tej ciszy nocy. Nagle, w ułamku sekundy, w ciszy opustoszałego parku Hancer wyraźnie usłyszała za swoimi plecami czyjeś bliskie, miarowe i zdecydowane męskie kroki na żwirze alei. Dziewczyna z lękiem i gwałtownie uniosła swoją zapłakaną głowę do góry, zamierając z wrażenia. Z głębokiej ciemności nocy i cienia drzew, powolnym krokiem wyłoniła się przed nią dobrze znana her sylwetka mężczyny… Przez jedną krótką, paraliżującą chwilę wstrząsu psychicznego, Hancer pod żadnym pozorem nie wiedziała w swojej oszołomionej głowie, czy widzi przed sobą realnego Cihana holdingu, czy może szlachetnego Meliha z postoju taksówek, czy może tow jest tylko kolejne bolesne, nocne złudzenie optyczne i koszmar, który przyszedł z nienawiścią dręczyć her her serce tej nocy. Tajemnicza postać mężczyny zatrzymała się w milczeniu dokładnie kilka metrów przed jej ławką, patrząc na nią z powagą. Hancer trzęsąc się z emocji, powoli wstała z ławki na równe nogi, a her serce zabiło w piersi jak szalone ze strachu i ekscytacji.
A nad całym tym gigantycznym, obojętnym Stambułem – miastem, które od samego początku było naocznym świadkiem ich wielkiej miłości, podłych kłamstw Beyzy, zdrad majątkowych holdingu i bolesnego cierpienia – zapadła w tej sekundzie głęboka, czysta i absolutna cisza, jakby nawet sam Bosfor w napięciu wstrzymał oddech przed tym, co strasznego lub pięknego miało za chwilę wydarzyć się dalej w ich losie.
Jak sądzisz, czy ta nagła postać wyłaniająca się z ciemności nocy przed zszokowaną Hancer na ławce to rzeczywiście szukający jej w rozpaczy Cihan, który odnalazł jej ślad, czy może powracający z dokumentami Melih, chcący ostrzec ją przed kolejnym krokiem Nusreta, zanim Beyza zdemoluje resztę sypialni przed zaplanowaną rewizją policji?