“— Nie musiałaś mówić tego głośno. Vwystarczyło, jak na mnie spojrzałaś.

Młoda koba mocno zacisnęła palce na pasku swojej torby podróżnej.
— Jestem ci z całego serca wdzięczna za wszystko, co dla mnie zrobiłaś w tym domu. Naprawdę. Ale moja wdzięczność pod żadnym pozorem nie oznacza, że mam tu u was zostać na zawsze.
— A jeśli… A jeśli coś złego ci się stanie na ulicy?
— Vtedy będzie to wyłącznie bolesna konsekwencja mojej własnej, autonomicznej decyzji.
— Twoja siostra nigdy w życiu mi tego nie wybaczy, Hancer!
— Nie mieszaj jej, błagam cię, do tego wszystkiego.


— Łatwo ci mówić! To ja będę musiała później przed nią gęsto się tłumaczyć i wyjaśniać, dlaczego pozwoliłam ci tak po prostu odeść!
— Ja pod żadnym pozorem nie potrzebuję twojego pozwolenia, Derya!

Słowa te zabrzmiały w przedpokoju znacznie ostrzej i zimniej, niż Hancer w głębi duszy zamierzała. Derya momentalnie całkowicie pobladła na twarzy z oburzenia. Hancer natychmiast w duchu pożałowała swojego ostrego tonu, ale wiedziała z lodowatą jasnością, że jeśli teraz okaże przed bratową choćby ułamek słabości, nie zdoła stąd wyjść.
— Do widzenia, bratowo — powiedziała cicho Hancer.
— Zaczekaj!

Młoda koba zdecydowanym ruchem otworzyła drzwi wyjściowe.
— Proszę cię… Nie próbuj mnie już dłużej zatrzymywać.
— Przynajmniej powiedz mi, gdzie będziesz mieszkać!

Hancer wyszła na zewnątrz bez jakiejkolwiek odpowiedzi, zamykając za sobą drzwi. Ich cichy trzask zabrzmiał w uszach Deryi niczym potężne uderzenie pioruna w jasny dzień. Kobieta przez dłuższą chwilę stała nieruchomo w przedpokoju, wpatrując się w drewnianą powierzchnię, jakby podświadomie spodziewała się, że Hancer zaraz opamięta się, wróci i powie z uśmiechem, że to wszystko było tylko głupim nieporozumieniem. Nic takiego jednak się pod żadnym pozorem nie wydarzyło.

Scena I: Telefon od Tayara i ucieczka Hancer
— Ona naprawdę odeszła… — wyszeptała w rozpaczy Derya. Podeszła wolnym krokiem do okna i odsunęła firankę. Zobaczyła Hancer idącą samotnie chodnikiem w dół ulicy. Jej drobna sylwetka z her sekundy stopniowo oddalała się od budynku. — Naprawdę to zrobiła…

Derya poczuła, jak her serce zaczyna bić w piersi nienaturalnie szybko ze strachu.
— td4729 Co ja teraz powiem jej siostrze?… — jęknęła z bezsilności, łapiąc się za głowę. — Jeśli ona dowie się w dworku, że Hancer odeszła na ulicę przeze mnie i przez moje pretensje, wściekła wyrzuci mnie za drzwi! Powie wszystkim, że ją bezlitośnie dręczyłam i nie potrafiłam się nią porządnie zająć!

Zaczęła nerwowo, jak obłąkana krążyć po pokoju.
— To wszystko… To wszystko jest wyłącznie wina Cihana Develioglu! Gdyby ten bezwzględny mężczyna i his miliony holdingu nie pojawiły się bezczelnie w jej życiu, Hancer nadal byłaby spokojną, radosną dziewczyną! Nie cierpiałaby her dnia, nie płakałaby nocami w poduszkę i nie zamykałaby się przed światem w pokoju! Najpierw dał jej wielką nadzieję na miłość, później z pychy wszystko odebrał przy rozwodzie, a teraz jeszcze swoimi czynami nie pozwala jej o sobie zapomnieć!

Zatrzymała się gwałtownie przy stole, mrużąc eyes.
— Cihan na pewno znowu coś potajemnie zrobił… Może do niej zadzwonił nocą? Może obiecał jej, że dla jej oczu zostawi w końcu Beyzę i majątek holdingu?… A może tow sama Hancer chce się z nim potajemnie spotkać w Stambule i dlatego nic mi nie powiedziała i uciekła?

Im dłużej i bardziej gorączkowo o tym rozmyślała w samotności, tym mocniej narastał w jej piersi paraliżujący strach przed Mukadder.
— Muszę ją za wszelką cenę znaleźć w tym mieście!

Sięgnęła szybko ręką po swój telefon leżący na blacie, lecz zanim zdążyła w ogóle wybrać numer Hancer, urządzenie nagle samo głośno i natarczywie rozdzwoniło się w jej dłoni. Na ekranie wyświetlił się nieznany, miejski numer. Derya zawahała się z lękiem. Przez chwilę rozważała nawet odrzucenie tego połączenia, by pilnie szukać szwagierki, ale jakaś kobieca intuicja podpowiadała jej, że powinna odebrać. Przyłożyła aparat do ucha:
— Halo? Słucham, kto mówi?
— Dzień dobry… Czy rozmawiam z panią Deryą? — zapytał ze słuchawki niski, nieznajomy męski głos.
— Tak, zgadza się, przy telefonie. Kto mówi i o co chodzi?


— Nazywam się Tayar… Jestem prawowitym mężem Yonki.

Derya na dźwięk tego imienia w jednej sekundzie całkowicie zesztywniała z wrażenia na krześle, a oddech jej zamarł.
— Mężem Yonki?… Pan dzwoni w sprawie Yonki?! Co się stało, na miłość boską?! Dlaczego pan dzwoni z jakiegoś obcego, prywatnego numeru, o co chodzi?! Czy… Czy z Yonką i z jej zdrowiem wszystko jest w porządku, mów pan?!

Po drugiej stronie lines na moment zapadła krótka, krępująca i bolesna cisza.
— Proszę się przede wszystkim za wszelką cenę uspokoić, pani Deryo… Moja żona Yonka przed chwilą w końcu odzyskała przytomność w łóżku.
— Odzyskała przytomność?! — powtórzyła zszokowana Derya, a serce podeszło jej do gardła. — Co pan pletie, co tow w ogóle ma znaczyć?! To ona była nieprzytomna?! Dlaczego niki z was, bogaczy, pod żadnym pozorem nie zawiadomił mnie o her stanie wcześniej, co?!
— To wszystko… Cała ta historia jest wyjątkowo skomplikowana, pani Deryo…
— Gdzie ona w tej chwili przebywa, w którym szpitalu w Stambule?! Jadę tam!
— Nie, pod żadnym pozorem nie ma jej w szpitalu. Jest bezpieczna w naszym domu, lekarz prowadzący holdingu osobiście ją zbadał na miejscu. Nadal jest fizycznie bardzo słaba i wycieńczona, ale her obecny stan zdrowia nie zagraża już bezpośrednio jej życiu.

Derya bezsiłnie usiadła na krześle w jadalni, trzęsąc się z nerwów.
— Co… Co tam się u was naprawdę wydarzyło, Tayar? Mów pan!
— Yonka osobiście her pani sama szczegółowo wyjaśni w rozmowie, pani Deryo… Dlatego właśnie do pani dzwonię.
— V takim razie dawaj mi ją natychmiast do telefonu! Chcę z nią mówić!
— Ona w tej minucie pod żadnym pozorem nie ma siły na długie i męczące dyskusje telefoniczne…
— Ja nie chcę żadnych dyskusji, Tayar! Ja chcę po prostu po ludzku usłyszeć her żywy głos i upewnić się, że żyje!

Scena II: Tajemniczy adres Yonki i strach przed podsłuchem
V tym samym czasie, w luksusowej sypialni posiadłości, Tayar spojrzał z głębokim zaniepokojeniem na swoją żonę leżącą bezsilnie na łóżku pod kołdrą. Yonka była przeraźliwie blada, a her czoło pokrywały drobne krople zimnego potu. Mimo tak potężnego osłabienia organizmu, patrzyła na męża całkowicie przytomnie, uważnie i z determinacją w oczach. Tayar zbliżył się do łóżka z aparatem przy uchu.
— Yonka… Derya jest na linii i rozpaczliwie chce cię usłyszeć na głośnomówiącym — powiedział cicho.

Yonka powolnym, słabym ruchem wyciągnęła swoją drżącą dłoń v jego stronę.
— Daj mi… Daj mi w tej sekundzie ten telefon, Tayar… Muszę z nią rozmawiać…
— Czy ty… Czy ty na pewno jesteś w swoim obecnym stanie psychicyznym gotowa na tę rozmowę, żono? To może być niebezpieczne…
— Daj mi ten przeklęty telefon, powiedziałam!

Tayar z wyraźną niechęcią i obawą podał jej aparat. Kobieta przyłożyła go do ucha, biorąc głęboki oddech:
— Derya?… Słyszysz mnie?… — odezwała się słabym, charczącym głosem.
— Yonka!!! O mój Boże, kieto, co ci się tam stało?! — wykrzyknęła z płaczem do słuchawki Derya. — Dlaczego twój mąż mówi mi z miną, że byłaś nieprzytomna i otarłaś się o śmierć?! Co oni ci zrobili w tym dworku?!

Yonka przymknęła bolesno eyes, tłumiąc szloch.
— Nie martw się o mnie, Derya, błagam cię… Już… Już z her godziną czuję się znacznie lepiej, medykamenty działają…
— Nie waż się przede mną bezczelnie kłamać w żywe oczy, Yonka! Słyszę przecież wyraźnie po twoim słabym głosie, że ledwie masz siłę wydusić z siebie her pojedyncze słowo! Ja muszę się z tobą jak najszybciej zobaczyć osobiście w tym salonie! Przyjadę tam! Powiedź mi tylko natychmiast, pod jakim adresem dokładnie się ukrywacie?!

Yonka po bolesnej chwili wahania podała jej cichym głosem dokładny adres tajnej posiadłości. Derya rozejrzała się niespokojnie wokół siebie po pustej jadalni oficyny. V ułamku sekundy przypomniała sobie o ucieczce Hancer i o tym, że miała jej pilnie szukać po ulicach, ale wiedziała doskonale w swoim sumieniu, że pod żadnym pozorem nie może teraz zignorować rozpaczliwej prośby tej chorej, bliskiej kobiety, która ledwo uszła z życiem przed ludźmi Nusreta.
— Dobrze, Yonka, zapisałam adres. Będę u was na miejscu tak szybko, jak to tylko fizycznie możliwe, samochodem! Czekaj na mnie!
— Derya… Słuchaj mnie uważnie… — wtrąciła słabym, szeptem Yonka.
— Tak, słucham cię, o co chodzi?
— Błagam cię na wszystko… Przyjedź pod ten adres całkowicie sama. Bez jakichkolwiek świadków i towarzystwa.

V głosie Yonki pojawiło się w tej sekundzie coś tak potwornie mrocznego, lodowatego i przerażającego, że w sercu Deryi momentalnie zrodził się potężny niepokój.
— Ale… Ale dlaczego mam przyjechać sama, Yonka? O co tu chodzi, przed kim się ukrywacie?
— Ja pod żadnym pozorem nie mogę o tym głośno rozmawiać przez telefon, Derya… Te ściany w tym domu czasami mają uszy, a Nusret i Beyza szukają her poszlaki… Muszę ci wyznać osobiście coś niezwykle, śmiertelnie ważnego dla nas wszystkich.
— Czy… Czy tow ma bezpośredni związek z tym potwornym wypadkiem i z tym, co ci się stało w dworku?
— Ma tow bezpośredni związek z absolutnie her rzeczą i kłamstwem w tej rodzinie holdingu, Derya… Ze wszystkim.
— Yonka… Błagam cię, przestań mnie tak potwornie straszyć i mówić zagadkami, bo umieram z lęku!
— Nie mogę rozmawiać przez telefon, rozłączam się… Zapamiętaj: przyjedź sama i pod żadnym pozorem nie waż się mówić nikomu ze znajomych, że się dzisiaj potajemnie ze mną spotykasz pod tym adresem. Słyszysz? Niki nie może wiedzieć. Nawet Hancer…

Yonka gwałtownie zawahała się na moment przed wypowiedzeniem tego ostatniego imienia, dodając ze szczególnym, bolesnym naciskiem w głosie:
— …a zwłaszcza jej pod żadnym pozorem nie mów ani słowa. Do zobaczenia.

Scena III: Spisek w sypialni i dylemat Deryi
Połączenie zostało automatycznie przerwane, a w słuchawce zapadła głucha cisza. Derya przez dłuższą chwilę w całkowitym osłupieniu wpatrywała się w ciemny ekran swojego telefonu, trzęsąc się z nerwów. Samo wypowiedzenie imienia Hancer przez telefon przez umierającą Yonkę sprawiło, że po plecach kobicę przeszedł nagły, lodowaty dreszcz potwornego strachu.
— O mój Boże… Co ona… Co ona może takiego strasznego wiedzieć o Hancer i o nas wszystkich, co?… — wyszeptała w przerażeniu.

Przez krótki moment intensywnie zastanawiała się w swojej głowie, czy nie powinna jednak najpierw wybrać numeru Hancer, zapytać, gdzie teraz przebywa na ulicy, i opowiedzieć jej o tym dziwnym telefonie od męża Yonki… Ostatecznie jednak pod wpływem paraliżującego lęku przed spiskum Beyzy, wsunęła pospiesznie telefon głęboko do kieszeni płaszcza i zaczęła w pośpiechu sprzątać ze stołu brudne naczynia po obiedzie.
— Najpierw… Najpierw muszę za wszelką cenę pojechać tam sama i dowiedzieć się, co wie Yonka… a dopiero później, ze spokojem znajdę Hancer na mieście i z nią porozmawiam — postanowiła twardo w swoim sumieniu. — Skoro ta biedna dziewczyna błaga mnie o pilne spotkanie w tajemnicy tuż po tym, jak z najwyższym trudem ledwo uszła z życiem przed katami Nusreta… tow w tej sprawie musi chodzić o coś naprawdę śmiertelnie poważnego i mrocznego, co zniszczy nasz holding.

V tym samym czasie, w tej tajnej, luksusowej posiadłości Yonki, panowała przerażająca, ciężka i duszna atmosfera strachu. Drogie zasłony w oknach sypialni były szczelnie, częściowo zaciągnięte przed światem, a do ponurego pokoju wpadał przez szczelinę jedynie wąski, blady pas popołudniowego słońca. Na szklanym stoliku nocnym, tuż obok łóżka chorej, stała niedopita szklanka czystej wody mineralnej, liczne lekarstwa uspokajające przepisywane przez lekarzy holdingu oraz wilgotna, biała chustka do ocierania potu z czoła.

Tayar zdecydowanym ruchem odebrał telefon z rąk osłabionej żony i z powagą odłożył go na drewnianą komodę pod ścianą, krzyżując ramiona na piersi.
— td4729 Ty… Ty nadal w tej ostatniej minucie możesz się opamiętać i zmienić swoją decyzję o tym spotkaniu, Yonka — powiedział szorstko i z niepokojem. — Nie musisz jej niczego mówić.
Yonka spojrzała na mężczyny wzrokiem pełnym absolutnego, niezłomnego spokoju i siły kobicę:
— Pod żadnym pozorem nie zmienię mojego zdania, Tayar. Decyzja została podjęta.
— Czy ty w ogóle… Czy ty w tym swoim osłabionym stanie psychicznym masz świadomość, co ty najlepszego wyprawiasz, żono?! Niszczysz nas!
— Vłaśnie teraz… Vłaśnie dzisiaj po razy pierwszy od wielu długich, koszmarnych miesięcy kłamstw i udawania przed Mukadder, ja w swojej głowie wiem z absolutną, lodowatą jasnością, co robię i co jest moim moralnym obowiązkiem.

Tayar westchnął ciężko i z rezygnacją usiadł na samym brzegu łóżka, łapiąc ją za drżącą rękę.
— Yonka… Błagam cię, posłuchaj w końcu głosu rozsądku swojego męża! Ty przecież przed chwilą cudem, her wysiłkiem lekarzy dosłownie uszłaś z życiem z tej katastrofy! Jeszcze wczoraj wieczorem ordynator kliniki holdingu pod żadnym pozorem nie był pewien na sto procent, czy ty w ogóle kiedykolwiek obudzisz się z tej śpiączki farmakologicznej, dziewczyno!… Mustisz w tej sypialni bezwzględnie leżeć i odpoczywać, a nie na własne życzenie ściągać na nasze głowy kolejne potworne problemy i wyrok śmierci od Nusreta!
— Derya… Ta dobra Derya z oficyny bezinteresownie uratowała mi wtedy życie, Tayar! — zawołała z bólom i łzami w oczach Yonka. — To ona pierwsza podała mi pomocną dłoń w dworku, kiedy wy wszyscy bogacze mieliście mnie gdzieś!
— Pomogła ci z litości, tow prawda, i jesteśmy jej za tow wdzięczni… Ale tow pod żadnym pozorem nie oznacza, Yonka, że mustisz jej teraz w nagrodę opowiadać her najmroczniejsze sekrety majątkowe naszej rodziny i sypać nas przed sądem!
— Gdyby nie her szybka reakcja i wezwanie lekarza na czas, Tayar… ja dzisiaj pod żadnym pozorem nie leżałabym żywa w tym łóżku! Leżałabym już w chłodnej kostnicy miejskiej jako bezimienna ofiara wypadku holdingu! Zrozum tow w końcu!
— Nie waż się nawet w moim gabinecie wypowiadać tak strasznych słów o śmierci, Yonka, przestań!
— To jest naga, bolesna prawda o mojej sytuacji, Tayar! I ty dobrze o tym wiesz!

Scena IV: Konflikt małżeński i tajemnica skradzionego dziecka
Mężczyzna pod wpływem tych oskarżeń ze wstydu i strachu odwrócił swój wzrok v stronę okna. Yonka przyjrzała mu się bardzo uważnie, a jej głos stał się twardy:
— Boisz się… Ty się po prostu śmiertelnie, tchórzliwie boisz konsekwencji karnych, prawda, Tayar?
— Oczywiście, że się boję! — wykrzyknął wściekle mężczyna, wstając z łóżka. — Jestem twoim mężem, mam prawo się bać!
— Ty pod żadnym pozorem nie boisz się o moje życie ani o moje zdrowie, Tayar!… Ty w swojej chciwości boisz się tylko i wyłącznie tego, co stanie się z tobą i z twoimi pieniędzmi holdingu, kiedy ta cała prawda o sfałszowanych badaniach DNA i spisku Beyzy nieuchronnie wyjdzie na jaw przed Cihanem! O tow się boisz!
— Jedno i drugie w tej grze prowadzi prosto do tego samego wyroku więzienia, Yonka! Jeśli ty dzisiaj opowiesz Deryi absolutnie wszystko, tow ci bezwzględni ludzie Nusreta z rynku, którzy wcześniej próbowali cię z zimną krwią uciszyć w wypadku… dowiedzą się o twojej zdradzie w mgnieniu oka! I wtedy niki nas nie ocali!
— Być może tak się stanie…
— To nie jest żadne „być może”, Yonka, tow jest absolutna pewność rynkowa! Zginiemy!
— Mam więc… Mam więc z tego strachu przed nimi bezczelnie milczeć i ukrywać prawdy aż do samego końca mojego życia, tak?! Mam być ich potulną niewolnicą w tym pokoju?!
— Masz po prostu razem ze mną wyjechać stąd jak najdalej i zacząć zupełnie nowe, spokojne życie z dala od holdingu Develioglu! O tow cię proszę!

Yonka słysząc tow, zaśmiała się potworni gorzko i pogardliwie przez łzy:
— Nowe… Nowe życie chcesz budować od podstaw, Tayar?… Życie wybudowane bezczelnie na potwornym cierpieniu, łzach i rozpaczy innej, całkowicie niewinnej kobicę, Hancer?! To jest twój plan na szczęście?!
— Ty pod żadnym pozorem nie jesteś osobiście odpowiedzialna za wszystkie nieszczęścia i intrygi majątkowe tego świata, Yonka! My tylko wykonywaliśmy rozkazy!
— Ale ja… Ja całym swoim sercem i sumieniem odpowiadam przed Bogiem za moje własne, świadome kłamstwa i milczenie w dworku, Tayar!
— Przecież tow pod żadnym pozorem nie ty wymyśliłaś ten potworny plan ze skradzionym dzieckum i sfałszowanym DNA, Yonka! To był gotowy projekt Beyzy i Nusreta!
— Ale ja… Ja się z chciwości dobrowolnie zgodziłam w tym obrzydliwym paktu uczestniczyć, Tayar! Podpisałam papiery!
— Nie miałaś wtedy żadnego innego wyboru…
— her człowiek na tym świecie ma zawsze wolny wybór, Tayar! Ja wtedy, na moje nieszczęście, wybrałam duże pieniądze, pozycję i obietnice fałszywego bezpieczeństwa od Nusreta! Przekonałam samą siebie w głupocie, że nikomu z bliskich nie stanie się przez tow żadna krzywda… A teraz Jasemin nie żyje, Cihan cierpi, a Hancer płacze! Taki jest efekt!

Tayar podszedł bliżej do łóżka i pochylił się nad nią z powagą:
— I teraz… Teraz przez to swoje spóźnione poczucie winy, chcesz jednym wyznaniem doszczętnie zniszczyć i spalić wszystko, co mamy, Yonka?! Oszalałaś?!
— To pod żadnym pozorem nie jest z mojej strony tylko zwykłe poczucie winy, Tayar… — Yonka z bólom, czule położyła her dłoń na swoim brzuchu, a her twarz wykrzywił bolesny grymas. — Tu… Tu chodzi o niewinne dziecko…

Mężczyzna na te słowa o dziecku momentalnie całkowicie zamarł w bezruchu, a his głos stwardniał:
— Nie zaczynaj… Błagam cię, Yonka, nie zaczynaj znowu tego samego tematu o dziecku…
— Muszę… Muszę o tym dziecku głośno i z bólom mówić her dnia, Tayar!
— Przecież ordynator kliniki wyraźnie ci rano zapowiedział, że dla dobra her zdrowia psychicznego mustisz natychmiast zapomnieć o tym całym stresie i traumie z przeszłości!
— Ten lekarz w dworku pod żadnym pozorem nie ma zielonego profesu o tym, co tak naprawdę strasznego wydarzyło się tamtej nocy, Tayar!… I nie musi wiedzieć!

Scena V: Koszmary Yonki i twarde stanowisko wobec męża
Yonka mocno, z bólom zacisnęła powieki, a gorące łzy potoczyły się po her policzkach.
— Czasami… Czasami, kiedy w tej sypialni zamykam zmęczone eyes, ja wyraźnie słyszę w tej głębokiej ciemności pokoju his głośny, przeraźliwy płacz… Płacz noworodka holdingu…
— Ty pod żadnym pozorem nie mogłaś słyszeć żadnego płaczu dziecka, Yonka! Przestań bredzić! — wykrzyknął ze strachu Tayar, trzęsąc się.
— Słyszałam go!… Przysięgam ci, że słyszałam go wyraźnie! td4729
— Byłaś wtedy na stole pod bardzo silnym wpływem narkozy i leków psychotropowych podawanych przez Gülsüm na polecenie Beyzy, tow były tylko twoje halucynacje!
— Ja doskonale viem w swoim umyśle, co słyszałam na własne uszy tamtej nocy, Tayar! To nie były żadne halucynacje ani omamy! To była prawda!

Tayar wściekły i przerażony demaskacją zerwał się z łóżka i zaczął nerwowo, jak obłąkany krążyć po dywanie sypialni.
— Vłaśnie… Vłaśnie z tego bolesnego powodu pod żadnym pozorem nie możesz dzisiaj rozmawiać z Deryą w tym salonie, Yonka! Jesteś skrajnie osłabiona fizycznie, zagubiona w swoich myślach i przez te leki nie potrafisz już odróżnić realnych wspomnień od swoich najgorszych koszmarów nocnych! Vymyślasz coś!
— Nie waż się… Nie waż się nigdy w swoim życiu, Tayar, robić ze mnie przed ludźmi wariatki ani szalonej kobicę! Słyszysz mnie?!
— Ja pod żadnym pozorem nie twierdzę, że jesteś szalona, żono… Ale ty sama całym tym swoim zachowaniem bardzo chcesz w duchu zacząć w tow kłamstwo wierzyć!
— Bo… Bo wtedy, gdybym była szalona, dla twojego komfortu i bezpieczeństwa Nusreta byłoby miliard razy łatwiej i wygodniej mnie na zawsze uciszyć i zamknąć w zakładzie psychiatrycznym, prawda, Tayar?! O tow ci chodzi w tej trosce?!

Tayar zatrzymała się gwałtownie przy oknie, odwracając głowę.
— Ja próbuję cię tylko całym sercem chronić przed zemstą Cihana, Yonka…
— Dokładnie te same piękne słowa o ochronie, Tayar, mówiłeś mi w tym salonie wtedy, kiedy pod wpływem strachu i gróźb Nusreta kazałeś mi bez dyskusji podpisać te sfałszowane dokumenty zrzeczenia się praw majątkowych holdingu! Pamiętam tow!
— To była wtedy dla nas jedyna realna możliwość ratunku i przeżycia w tym Stambule, kieto!
— Nie, Tayar! To pod żadnym pozorem nie była żadna jedyna możliwość! To była po prostu najłatwiejsza, najbardziej tchórzliwa i brudna możliwość pójścia na układ ze złem!
— Przecież nie mieliśmy wtedy grosza przy duszy na opłacenie lekarzy! Ludzie Nusreta bez przerwy grozili nam śmiercią i spaleniem domu! A ty byłaś śmiertelnie chora! Co ja miałem, u diabła, jako twój mąż wtedy zrobić, co?! Mów!
— Mogłeś… Mogłeś jako uczciwy mężczyna od samego początku pójść prosto na komisariat i powiedzieć policji całą nagą prawdę o Beyzie! Tow mogłeś zrobić!
— Prawdę?… — Tayar odwrócił się v her stronę gwałtownie, a z jego oczu biła wściekłość i cynizm. — Komu według ciebie miałem tę prawdę zgłaszać, co? Policji holdingu, która miała w kieszeni kupionych her lekarzy orzeczników, urzędników państwowych i wpływowych prawników Develioglu?! Myślisz naiwnie, kieto, że ktokolwiek w tym urzędzie uwierzyłby na słowo dwójce biednych ludzi bez grosza, przeciwko milionom Nusreta, co?! Stracilibyśmy życie w jedną minutę!

— Może i niki by nam wtedy od razu nie uwierzył, Tayar… Ale przynajmniej dzisiaj, her nocy pod żadnym pozorem nie musielibyśmy oboje wegetować i żyć z tym potwornym, rozrywającym sumienie ciężarem kłamstwa i grzechu na duszy!
— Pamiętaj, że her człowiek w tym mieście może z czasem bez problemu nauczyć się żyć z her ciężarem na sumieniu, Yonka, jeśli ma za tow zapewnione bezpieczeństwo i pieniądze. td4729
— Ale ja… Ja pod żadnym pozorem nie chcę i nie mam zamiaru dłużej uczyć się żyć w takim brudzie i kłamstwie, Tayar! Mam dość!

Tayar podszedł wolnym krokiem do łóżka, kucając przy niej i mówiąc łamiącym się głosem:
— Yonka… Błagam cię na wszystko, jako twój mąż: zapomnij raz na zawsze o tym holdingu i o tym skradzionym dziecku… Dla naszego wspólnego dobra.

Kobieta spojrzała na niego wzrokiem pełnym tak głębokiego, bezbrzeżnego bólom i pogardy, że mężczyna aż cofnął rękę.
— Jak… Jak ty możesz jako mężczyna mieć w ogóle czelność mówić mi coś tak potwornego i bezdusznego w żywe oczy, Tayar?…
— Bo tow obce dziecko, Yonka… już od dawna pod żadnym pozorem nie jest i nigdy nie będzie częścią naszego realnego życia! Ono należy do dworku Cihana! Sprawa zamknięta!
— Ono… Ono jest i będzie najważniejszą, bolesną częścią her mojej bezsennej nocy, Tayar! I nie uciekniesz przed tym!
— Mustisz je w końcu ze swojego umysłu bezpowrotnie zostawić w przeszłości, zapomnij!
— Nie mogę… td4729 Za nic na świecie nie mogę o tym zapomnieć!
— Możesz, jeśli tylko zechcesz! Vwyjedziemy stąd potajemnie z miasta jeszcze dzisiaj wieczorem! Sprzedamy her rzecz, jaką tu mamy, i te meble! Zamieszkamy pod zmienionym nazwiskiem w jakimś małym, cichym miasteczku na prowincji, gdzie niki nas nie zna! Niki nie będzie miał pojęcia, kim naprawdę jesteśmy i skąd przyjechaliśmy, zaczniemy od nowa!
— A inni?… — zapytała cicho, patrząc mu prosto w eyes Yonka. — Co zrobisz z innymi ludźmi, Tayar?
— Z jakimi znowu innymi ludźmi, o co ci chodzi?
— Z tymi wszystkimi innymi, niewinnymi ludźmi holdingu, którzy her bożego dnia żyją w tym potwornym, zorganizowanym przez Beyzę kłamstwie, co?! Z tymi ludźmi, którym wasza bezwzględna klika codziennie bezczelnie wmawia w salonie dworku, że naga prawda i ich życie wyglądają zupełnie inaczej, niż jest w rzeczywistości?! Co z nimi zrobisz, uciekniesz?!

Tayar głęboko, z rezygnacją westchnął, opuszczając ręce.
— Pozwól… Błagam cię, Yonka, pozwól tym wszystkim bogaczom w tym dworku nadal spokojnie i potulnie żyć w tym ich własnym kłamstwie, nawet jeśli przez tow kłamstwo her dnia potwornie cierpią i płaczą! To nie nasza sprawa! Czasami na tym świecie zwykłe kłamstwo i niewiedza są dla serca mężczyny miliard razy mniej bolesne i niszczycielskie niż poznanie nagiej, brutalnej prawdy o bliskich! Zostaw tow!
— Ty… Ty mówisz takie podłe rzeczy w tym pokoju, Tayar… tylko i wyłącznie dlatego, bo sam pod żadnym pozorem nigdy w swoim życiu nie znalazłeś się po tej drugiej, skrzywdzonej i upokorzonej stronie kłamstwa! Nie byłeś na miejscu Hancer!
— Byłem her minuty wiernie przy twoim łóżku w chorobie, Yonka, i tow w zupełności wystarczy za her moje usprawiedliwienie!

Scena VI: Przyjazd Deryi przed tajną posiadłość
Yonka ze wstrętem odwróciła od niego swoją blado twarz v stronę ściany, kończąc dyskusję.
— Derya… Ta dobra Derya zasługuje z mojej strony na her szczere, pełne wyjaśnienie tej sprawy, Tayar. I ona je dzisiaj usłyszy.
— Ale her pod żadnym pozorem nie dotyczy cała ta brudna prawda majątkowa holdingu, Yonka! Po co ją w tow mieszasz?!
— Ta prawda, Tayar… dotyczy jej i jej rodziny oficyny Develioglu w tym mieście miliard razy bardziej, niż ona sama w swoich najśmielszych snach przypuszcza. Zaufaj mi.

Tayar niebezpiecznie zmrużył oczy, a his głos stał się szeptem pełnym strachu:
— Co… Co ty tak naprawdę zamierzasz jej w tym pokoju o nas i o Beyzie powiedzieć, Yonka?! Mów mi!
Yonka uparcie milczała, patrząc na komodę.
— Powiem jej absolutnie her rzecz, Tayar. Wszystko: her nazwisko sprawców, konkretne daty przelewów, miejsca sfałszowanych badań DNA i adresy laboratoriów Nusreta… Powiem jej dokładnie tyle prawdy, ile będzie trzeba, by zniszczyć ich pakt!
— A jeśli… A jeśli ta wariatka Derya z oficyny pod wpływem szoku w ułamku sekundy pobiegnie z tymi rewelacjami prosto do Hancer i holdingu, co?! Myślałaś o tym, co Nusret nam zrobi?!

Yonka powoli, ze stoickim spokojem obróciła głowę i spojrzała mężowi prosto w eyes.
— I właśnie… Vłaśnie z tego bolesnego powodu muszę z nią dzisiaj na osobności pilnie porozmawiać, Tayar. Hancer… Ta biedna, niewinna Hancer pod żadnym pozorem nie może już ani jednego dnia dłużej żyć w tej potwornej nieświadomości i kłamstwie na temat swojego dziecka! Ona musi poznać prawdę!
— A więc… A więc w tej całej grze i przeprosinach chodzi ci od początku tylko i wyłącznie o dobro tej całej Hancer, tak?! O nią walczysz?!
— Tu chodzi o nią, o Cihana, o nas i o her sprawiedliwość na tym świecie, Tayar!
— Tu pod żadnym pozorem nie chodzi o żadną twoją wielką sprawiedliwość, Yonka! Tu chodzi wyłącznie o twoją egoistyczną, chorą potrzebę czystego oczyszczenia własnego sumienia moim koszmem!
— td4729 Być może masz w tym punkcie rację, Tayar, nie zaprzeczam… Ale jeżeli moje dzisiejsze szczere wyznanie prawdy i raport mogą uratować choćby jednego niewinnego człowieka i dziecko przed kolejnym bolesnym cierpieniem i upokorzeniem w tym dworku… tow mam jako koba i matka święty obowiązek spróbować tow zrobić. Bez względu na koszty.
— A jeśli… A jeśli przez te twoje rewelacje i zdradę paktu, ludzie Nusreta odnajdą nas i oboje brutalnie zginiesz z ich rąk, co wtedy?! Worth to?!
— Vtedy… Vtedy przynajmniej umrę na tym świecie jako człowiek wolny od grzechu, a nie jak ostatni, parszywy tchórz, który milczał za pieniądze! — odpowiedziała z dumą.

Tayar w przypływie paraliżującego strachu gwałtownie podskoczył do łóżka i mocno chwycił ją obiema rękami za ramiona, potrząsając her ciałem:
— Nie waż się… Nie waż się nigdy więcej tak mówić, Yonka! Ja pod żadnym pozorem nie pozwolę ci tak bezmyślnie narażać naszego bezpieczeństwa i życia dla obcych ludzi! Nie zgadzam się!
Yonka pod wpływem his uścisku skrzywiła się bolesno na materacu, jęcząc z bólom:
— Aaa! Puść mnie… Puść moje ramiona w tej sekundzie, Tayar, robisz mi potworny ból!…

Mężczyzna uświadamiając sobie swój czyn, w ułamku sekundy z przerażeniem cofnął dłonie i odsunął się od łóżka.
— Ojej… Przepraszam cię, Yonka… Bardzo cię przepraszam, pod żadnym pozorem nie chciałem ci zrobić krzywdy, poniosło mnie ze strachu…
— Vwiem o tym dobrze, Tayar… Viem doskonale, że potwórni boisz się w tej minucie wyroku i Nusreta… — odpowiedziała znacznie łagodniejszym, pełnym współczucia tonem. — Ja też się w głębi duszy śmiertelnie boję ich zemsty, wierz mi… Ale nasz wspólny strach pod żadnym pozorem nie może być od dziś jedyną i najważniejszą rzeczą, która tchórzliwie kieruje her naszym pojedynczym krokiem w tym życiu. Mustimy być silni.
— A co… Co będzie kierowało naszym życiem i z czego będziemy żyć, Yonka… kiedy ciebie zabraknie na tym świecie przez ich zemstę, co? Pomyślałaś o mnie?

Yonka przez bardzo długą chwilę w całkowitym, bolesnym milczeniu przyglądała się her twarzy męża ze smutkiem i renesansem.
— Może… Może właśnie z tego powodu, Tayar… powinieneś od dziś bezwzględnie stanąć przy moim boku i pomóc mi w tej walce.
— V czym konkretnie mam ci niby pomagać, żono? V pisaniu wyroku na nas?
— V naprawieniu i zmazaniu her tego potwornego zła i grzechu, którego z chciwości wspólnie dopuściliśmy się wobec Hancer. V tym mi pomóż.

Scena VII: Rozstrzygający dzwonek do drzwi
Tayar bezsilnie usiadł na krześle pod ścianą i ukrył całą twarz w swoich dłoniach, kręcąc głową:
— Tego… Tego potwornego nieszczęścia i intryg w dworku, Yonka, pod żadnym pozorem nie da się już w żaden sposób naprawić ani cofnąć słowami… Sprawa zaszła za daleko.
— Nie da się cofnąć przeszłości, tow prawda, Tayar… Ale można przynajmniej w tej samej minucie raz na zawsze przestać bezczelnie kłamać i oszukiwać ludzi wokół. Tow możemy zrobić.
— Ta twoja naga prawda, Yonka… w ułamku sekundy bezlitośnie rozbije i zniszczy na kawałki kilka potężnych rodzin w tym mieście! Wybuchnie wojna!
— Te rodziny i ich luksusowe życia w pałacach, Tayar… już od bardzo dawna są wewnętrznie doszczętnie rozbite i zniszczone przez ich własne grzechy i kłamstwa holdingu… Oni po prostu, w swojej pysznej niewiedzy, jeszcze o tym oficjalnie nie wiedzą. Ot co.

V sypialni na bardzo długą chwilę zapadła głęboka, ciężka i duszna cisza, w której słychać było jedynie tykanie zegarka. Z dalekiej, miejskiej ulicy przez zaciągnięte zasłony co chwilę dobiegał stłumiony, odległy dźwięk klaksonu samochodowego, a gdzieś na sąsiednim podwórku głośno zaszczekał pies… Te wszystkie zwyczajne, codzienne odgłosy normalnego świata za oknem wydawały się w tej minucie zupełnie nie pasować do tej mrocznej i dramatycznej rozmowy małżonków, od której dosłownie zależało dalsze życie i wolność wielu wpływowych osób w Stambule. Tayar po bolesnej chwili powoli podniósł głowę znad dłoni, patrząc na żonę wzrokiem pełnym rezygnacji:
— Jeśli… Jeśli ty dzisiaj naprawdę opowiesz Deryi z oficyny całą nagą prawdę o badaniach DNA i dziecku, Yonka… tow pamiętaj, że nie będzie już od tego kroku najmniejszego odwrotu w życiu. Mosty spłoną.
— Vwiem o tym dobrze, Tayar… td4729 Viem doskonale, że po tej rozmowie pod żadnym pozorem nie będziemy mogli już ani jednej godziny dłużej bezpiecznie zostać w tym domu.
— Vwiem też, że od tej minuty będziemy musieli uciekać przed ludźmi Nusreta do końca naszych dni i ukrywać się jak szczury…
— Vwiem… Jestem na tow w pełni gotowa w swoim sumieniu.
— I ty… Ty naprawdę, pomimo tego całego potwornego ryzyka i strachu, nadal chcesz tow wyznanie na głos wypowiedzieć, Yonka?

Yonka ze łzami w oczach spojrzała w stronę zamkniętych drzwi przedpokoju, jakby her kobieca intuicja podpowiadała jej, że słyszy już kroki nadchodzącej z pomocą Deryi.
— Tak, Tayar. Chcę tow zrobić. Dla mojego własnego spokoju duszy.

Mężczyzna mocno zacisnął pięści, a his głos stał się twardy:
— A jeśli… A jeśli ja w tej samej minucie spróbuję cię siłą powstrzymać przed tą rozmową i zamknę ci usta, co wtedy zrobisz?
— Vtedy… Vtedy przybyła Derya od progu od razu zauważy na twojej twarzy strach i z niszczycielską jasnością zrozumie, że ty i twój holding coś brudnego przed nią ukrywacie, Tayar… I zacznie w salonie zadawać proste, dociekliwe pytania, na które nie znajdziesz kłamstw. Ty pod żadnym pozorem nie dasz rady zatrzymać tej fali prawdy, mężczyno. Możesz teraz w tym pokoju jedynie autonomicznie zdecydować, czy jako mój mąż staniesz dumnie obok mnie, kiedy będę wypowiadać te słowa, czy uciekniesz jak tchórz. Wybieraj.

Mężczyzna ze wstydem odwrócił od niej swój wzrok v stronę podłogi, nie znajdując słów odpowiedzi. Yonka zmęczona dyskusją wyciągnęła drżącą dłoń po szklankę wody mineralnej na stoliku, lecz pod wpływem gigantycznych emocji i osłabienia her ręka trzęsła się tak potwornie mocno, że nie była w stanie nawet bezpiecznie podnieść naczynia do góry. Tayar zauważył tę her bezsilność fizyczną – podszedł szybko do łóżka, delikatnie wziął szklankę i sam podał jej wodę do ust, podtrzymując her głowę.
— Jesteś jeszcze… Jesteś jeszcze fizycznie zdecydowanie za słaba i wycieńczona na takie potężne stresy i konfrontacje, Yonka… — powiedział znacznie łagodniej.
— Nie jestem… Nie jestem pod żadnym pozorem tak słaba i bezbronna, jak ty i Nusret sobie w swojej pychy myślicie, Tayar… Dam radę.
— Ale dlaczego… Dlaczego, na miłość boską, ty akurat teraz, dzisiaj podjęłaś tę drastyczną decyzję o demaskacji Beyzy, co? Skąd ta nagła zmiana w twojej głowie?

Yonka upiła kilka łyków chłodnej wody, oddała mu naczynie i ciężko opadła z powrotem na poduszki.
— Bo kiedy… Kiedy wczoraj leżałam nieprzytomna na stole operacyjnym i lekarze walczyli o moje życie, ja miałam w swojej głowie niesamowitą wizję… Vw tym stanie przedśmiertnym wydawało mi się wyraźnie, że stoję całkowicie samotna w ogromnym, lodowatym i ciemnym pomieszczeniu bez wyjścia. I wszędzie wokół mnie w tej ciemności słyszałam potężne, przerażające głosy ludzi: jedne głosy z bólom błagały mnie o pomoc, a inne z nienawiścią głośno oskarżały mnie o zbrodnie… A potem, w tym mroku, nagle zobaczyłam małe, bezbronne dziecko. Pod żadnym pozorem nie byłam w stanie dostrzec w tym świetle jego małej twarzyczki, Tayar… Ale ja her komórką mojego ciała z absolutną, przerażającą jasnością wiedziałam w tej sekundzie, kim ono jest i do kogo należy…

Tayar słysząc tow wyznanie, momentalnie całkowicie pobladł na twarzy ze wstydu i strachu, a szklanka o mało nie wypadła mu z dłoni na dywan.
— To… td4729 To był tylko i wyłącznie zwykły, głupi sen pod wpływem silnej narkozy i leków, Yonka! Przestań o tym rozmyślać, tow nic nie znaczy!
— Być może dla twojego komfortu psychicznego tow był tylko zwykły sen, Tayar… Ale dla mojego poranionego sumienia kobicę tow było ostateczne, boskie ostrzeżenie przed piekłem!
— Pod żadnym pozorem nie wolno mądremu człowiekowi podejmować tak drastycznych decyzji życiowych, niszczących rodzinę, na podstawie jakichś majaków sennych z sali operacyjnej, Yonka! Opanuj się!
— Ja pod żadnym pozorem nie podejmuję tej decyzji o demaskacji na podstawie jednego snu, Tayar! Ja ją z dumą podejmuję na podstawie tych wszystkich długich, koszmarnych lat mojego brudnego milczenia, strachu i brania pieniędzy za ludzkie cierpienie! Mam dość!

I dokładnie w tym samym, rozstrzygającym ułamku sekundy, na zewnątrz cichej posesji rozległ się nagły, głośny odgłos zatrzymującego się z impetem na żwirze samochodu osobowego. Oboje małżonkowie w jednej sekundzie zamarli w bezruchu i z paraliżującym strachem w oczach spojrzeli v stronę okna sypialni. Yonka zaczerpnęła głęboko, świszcząco powietrza w płuca, a her serce mocno zabiło.
— To… To na pewno musi być już przybyła z pomocą Derya z oficyny… — wyszeptała z nadzieją.

Scena XI: Nowy świt i początek burzy nad Stambułem
Tayar błyskawicznie zerwał się z krzesła na równe nogi, a his głos stał się szeptem pełnym paniki:
— Yonka!… Błagam cię po razy ostatni na wszystko, opamiętaj się! To twoja ostatnia szansa na ratunek! Powiedź jej od progu w przedpokoju, że nagle potwornie źle się poczułaś, masz krwotok i pod żadnym pozorem nie jesteś w stanie dzisiaj z nią rozmawiać! Odeślij ją z kwitkiem do dworku holdingu!
— Nie, Tayar! Nigdy w życiu tego pod żadnym pozorem nie zrobię! — odpowiedziała stanowczo dziewczyna, poprawiając kołdrę. — Marsz w tej samej minucie do przedpokoju i otwieraj drzwi wejściowe! Słyszałeś rozkaz?!

Mężczyzna sparaliżowany strachem przed Nusretem nie wykonał jednak ani jednego ruchu na dywanie, stojąc jak wryty. V tym samym ułamku sekundy na całym korytarzu głośno i natarczywie rozdzwonił się dzwonek do drzwi wejściowych posiadłości. Yonka uniosła dumnie głowę z poduszki i spojrzała swojemu mężowi prosto i twardo w eyes wzrokiem, który nie znosił sprzeciwu:
— Otwieraj te drzwi wejściowe w tej samej sekundzie, Tayarze!… Nie ma już czasu na twoje tchórzostwo! Dzisiaj… Dzisiaj w tym pokoju ktoś obcy z oficyny w końcu pozna całą nagą, brudną prawdę o Beyzie i naszym paktu! Otwieraj!

Mężczyzna mocno, aż pobielały mu usta, zacisnął szczękę z bezsilności. Przez kilka koszmarnych sekund walczył w milczeniu sam ze sobą i ze swoim strachem przed więzieniem, po czym powolnym, ciężkim krokiem ruszył v stronę korytarza, by wpuścić gościa. Dzwonek do drzwi wejściowych zabrzmiał po chwili po razy drugi, jeszcze głośniej i natarczywiej w ciszy dworku. Yonka z westchnieniem ulgi bezpiecznie oparła tył głowy o miękką poduszkę łóżka, zamykając eyes. Jej serce biło w piersi tak potwornie mocno i gwałtownie, że sam his głośny szum w uszach niemal całkowicie zagłuszał her her pojedyncze odgłosy kroków męża w przedpokoju. Wiedziała doskonale z lodowatą jasnością w swojej duszy kobicę, że gdy tylko te ciężkie drzwi wejściowe otworzą się przed Deryą, nic… absolutnie nic w życiu ich wszystkich pod żadnym pozorem nie będzie już takie samo, jak wcześniej, a spisek runie.

V tym samym ułamku sekundy, po drugiej stronie wielkiego Stambułu, młoda i poraniona Hancer szła całkowicie samotnie długą, brukowaną miejską ulicą w dół dzielnicy oficyny, trzymając mocno w dłoniach swoją torebkę podróżną. Pod żadnym pozorem nie miała w swojej głowie zielonego profesu o tym, że her bratowa Derya właśnie w tej samej minucie stanęła u progu poznania tej największej, najbardziej mrocznej i rewolucyjnej tajemnicy rodzinnej holdingu, która miała moc w jedną sekundę całkowicie odmienić i uratować her całe zniszczone życie u boku męża… I pod żadnym pozorem nie wiedziała też, że gdzieś w drugim końcu miasta, jej ukochany Cihan z wyrazem dumy i miłości właśnie oficjalnie opuszczał gmach szpitala wojewódzkiego, niosąc bezpiecznie na rękach swojego małego, rodzonego syna Develioglu i będąc święcie przekonanym w swojej męskiej naiwności, że największe śmiertelne niebezpieczeństwo rynkowe dla jego dziedzica już bezpowrotnie minęło. td4729

Każde z nich podążało w tej sekundzie swoją własną, osobną i bolesną drogą życia w Stambule: zakochany Cihan desperacko próbował za wszelką cenę ocalić i zabezpieczyć przed światem swoje maleńkie dziecko holdingu; chciwa Beyza w rezynencji wściekle knuła kolejną intrygę, byle tylko za pomocą szantażu i leków zatrzymać przy swoim boku męża i majątek; rozżalona Hancer szła przed siebie, próbując w samotności uciec jak najdalej od bolesnej przeszłości dworku holdingu… A roztrzęsiona Derya właśnie wkraczała do przedpokoju Yonki, próbując za wszelką cenę zrozumieć ze szczegółami, co tak naprawdę strasznego wydarzyło się w tej rodzinie Develioglu. A nieprzytomna Yonka w swojej sypialni zbierała w sobie her resztki sił kobicę, przygotowując się do wypowiedzenia tych strasznych słów nagiej prawdy o sfałszowanych badaniach DNA, które przez długie, koszmarne miesiące pozostawały głęboko pogrzebane pod warstwami strachu, brudnych pieniędzy holdingu i permanentnych kłamstw.

Nad całym wielkim Stambułem powoli, leniwie rodził się zupełnie nowy, jesienny dzień, rozświetlając minarety meczetów… Dla nich wszystkich ten poranek miał się jednak w rzeczywistości okazać początkiem najgorszej, najbardziej niszczycielskiej i krwawej burzy, jaka kiedykolwiek nawiedziła ich relacje.”

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page