
Cihan i Hancer trafiają do jednej celi. Nagły ból Hancer zmienia wszystko.
Hancer ma już dość ciągłego śledzenia i bezczelnego ingerowania w jej prywatne życie. Kiedy Cemil ponownie pojawia się na jej drodze, kobieta jest święcie przekonana, że działa on na bezpośrednie polecenie Cihana. Vściekła natychmiast dzwoni do byłego męża, a chwilę później z impetem wpada do jego biura, gotowa powiedzieć mu prosto w twarz wszystko, co o nim myśli. Ich spotkanie szybko przeradza się w gwałtowną kłótnię, podczas której padają ostre oskarżenia, groźby i słowa, których żadne z nich nie będzie mogło łatwo zapomnieć.
Hancer postanawia spełnić swoją zapowiedź i oficjalnie zgłasza sprawę na policję. Cihan nie spodziewa się jednak, że umundurowani funkcjonariusze zjawią się w jego firmie i na oczach wszystkich zabiorą go na komisariat. Kiedy staje przed oficerem śledczym i dostrzega w gabinecie Hancer, ponownie traci panowanie nad sobą. Ich kolejna awantura kończy się w najbardziej zaskakujący sposób – oboje trafiają za kraty do tej samej celi. Zamknięci razem, zmuszeni są zmierzyć się nie tylko ze wzajemnym gniewem, ale również z głębokimi uczuciami, które mimo bolesnego rozwodu wciąż w nich nie wygasły. Hancer narzeka na fatalne warunki w areszcie, obsesyjnie czyści ławkę papierowymi ręcznikami i nieustannie domaga się interwencji strażnika, doprowadzając Cihana do granic cierpliwości. Jednak kiedy kobieta nagle zaczyna odczuwać silny, paraliżujący ból brzucha, jego irytacja natychmiast ustępuje miejsca prawdziwemu strachowi. Cihan podaje jej wodę, woła policjanta i z ogromną troską obserwuje każdy jej ruch. Czy złe samopoczucie Hancer ma związek z jej zaawansowaną ciąża? Czy wspólne chwile w celi przypomną im, jak wiele nadal dla siebie znaczą? I czy Cihan rzeczywiście nie miał nic wspólnego z działaniami Cemila?
Scena I: Awantura w gabinecie holdingu
Przestronny gabinet prezesa holdingu Develioglu tonął w chłodnym, popołudniowym świetle. Promienie słońca wpadały przez wysokie okna, odbijały się od szklanych powierzchni biurka i eleganckich, metalowych elementów wyposażenia. Na ścianach wisiały drogie próbki tkanin oraz fotografie luksusowych wnętrz – wszystko było idealnie uporządkowane, dopracowane i niemal sterylne, zupełnie inaczej niż gwałtowne emocje, które narastały pomiędzy dwiema osobami siedzącymi naprzeciwko siebie. Cihan znajdował się za dużym, ciemnym biurkiem: jedną dłoń opierał na oparciu fotela, drugą nerwowo przesuwał po leżącym przed nim piórze. Naprzeciwko, w skórzanym fotelu, siedziała Sinem. Miała idealnie wyprostowane plecy i spokojny wyraz twarzy, ale jej splecione na kolanach palce zdradzały potężne napięcie. — Nie przyszłam tutaj po tow, żeby się z tobą znowu kłócić, Cihan — powiedziała opanowanym, ale twardym tonem. — Chciałam tylko, żebyś poznał nagą prawdę, zanim wyciągniesz kolejne pochopne wnioski.
Cihan uniósł wzrok znad dokumentów. — Prawdę?… — powtórzył z gorzkim uśmiechem. — Ostatnio wszyscy wokół przychodzą do mojego gabinetu z własną wersją prawdy. Hancer ma swoją, ty masz swoją, Mine też zapewne ma swoją. A ode mnie oczekujecie, że będę spokojnie siedział i udawał przed całą rodziną, że nic się nie dzieje. — Nie mieszaj, błagam cię, do tych spraw Hancer — ostrzegła Sinem. Na samo dźwięk imienia byłej żony twarz Cihana całkowicie stężała z wściekłości. — To wy… To wy wszyscy ciągle ją do wszystkiego bezczelnie mieszacie! — Ponieważ wszystko, co robisz w tym życiu, jest w jakiś sposób nierozerwalnie związane z Hancer — odpowiedziała stanowczo Sinem. — Nawet kiedy próbujesz szantażem przekonać samego siebie, że jest zupełnie inaczej.
Cihan odłożył pióro na biurko z niepotrzebną, wielką siłą. — Przyszłaś tu rozmawiać o Hancer czy o sekretach Mine? — O Mine i o człowieku, którego niedawno poznała. — Jakim mężczynie?! — pytanie padło z jego ust natychmiast – zdecydowanie za szybko. Sinem zauważyła ten nagły błysk chorobliwej podejrzliwości w oczach brata i ciężko westchnęła. — Viedziałam doskonale, że dokładnie tak zareagujesz. — Zapytałem wyraźnie: kim on jest? — Nazywa się Melih. — Melih… — Cihan powtórzył tow imię bardzo powoli, mrużąc oczy, jakby próbował odnaleźć je w pamięci. — Co tow za człowiek? — Dobry, szlachetny mężczyna. — To pod żadnym pozorem nie jest odpowiedź na moje pytanie! — Uczciwy, spokojny, pracowity… Zna Mine od pewnego czasu. — Skąd go zna, pytam?! Sinem zawahała się zaledwie na ułamek sekundy, unikając jego wzroku. — Poznali się przez szkołę… — Przez szkołę? — Cihan mocno zmarszczył brwi. — Jaką szkołę, o czym ty mówisz? — To naprawdę nie ma teraz żadnego znaczenia, Cihan. — Skoro tow rzekomo nie ma znaczenia, tow dlaczego tak panicznie unikasz jasnej odpowiedzi? — Ponieważ nie jestem tutaj przez ciebie wezwana na przesłuchanie prokuratorskie!
Cihan odchyliła się głęboko w fotelu, a jego szczęka drgnęła z wściekłości. — Nie podoba mi się tow. Bardzo mi się tow nie podoba. — Jeszcze mężczyny nawet nie poznałeś osobiście, Cihan, a już wydajesz wyroki! — Nie muszę go znać! Vystarczy mi w zupełności sam fakt, że wokół mojej rodziny nagle kręci się jakiś obcy facet i próbuje podstępem zdobyć zaufanie Mine! — On niczego nie próbuje zdobywać, przestań! — Vszyscy na tym świecie czegoś chcą, Sinem! Jedni chcą naszych wpływów, inni pozycji towarzyskiej, a jeszcze inni naszych pieniędzy! — Melih pod żadnym pozorem nie jest taki jak inni, uwierz mi! — Oczywiście! — prychnął cynicznie Cihan. — Zapewne zakochali się w sobie bezinteresownie i zakochał się w jej charakterze, zanim łaskawie dowiedział się, z jak potężnej rodziny Develioglu pochodzi i jakim gigantycznym majątkiem dysponujemy! Akurat!
Sinem mocno zacisnęła usta z oburzenia. — Nie masz najmniejszego prawa tak bezczelnie go obrażać! — Mam pełne, święte prawo chronić honor i bezpieczeństwo swojej rodziny! — To, co ty robisz, Cihan, pod żadnym pozorem nie jest ochroną… To jest chora, permanentna próba kontroli!
Mężczyzna powoli podniósł się z fotela, obszedł biurko i zatrzymał się przy oknie, krzyżując ramiona. Przez chwilę w milczeniu patrzył na ruchliwą ulicę Stambułu kilka pięter niżej, ale Sinem wiedziała doskonale, że w tym amoku nie widzi ani przejeżdżających samochodów, ani przechodniów. Całą uwagę koncentrował na słowach prawdy, których za nic nie chciał dopuścić do swojej świadomości. — Powiedz Mine, żeby w tej samej minucie trzymała się od tego człowieka jak najdalej — rzucił lodowatym głosem. — Pod żadnym pozorem tego nie zrobię!
Cihan odwrócił się v her stronę gwałtownie, z błyskiem w oku. — Powiedziałem coś! — Słyszałam doskonale, co wykrzyczałeś, Cihan! Ale Mine nie jest małym dzieckiem, ma prawo sama decydować, z kim chce się spotykać w życiu! — Dopóki mieszka pod dachem naszej rodziny i korzysta z mojego nazwiska, jej prywatne decyzje bezpośrednio dotyczą również nas i wizerunku firmy! Nie pozwolę na tow! — Nie dopuścisz do tego związku tylko i wyłącznie dlatego, że ten mężczyna nie należy do twojego bogatego świata luksusu, Cihan? — Nie dopuszczę do tej relacji, ponieważ za grosz nie wierzę w jego rzekome czyste intencje! — Ty już nikomu na tym świecie nie wierzysz, Cihan — odpowiedziała z głębokim bólom Sinem. — Nawet Hancer nie wierzyłeś…
To imię zmarłej żony w jednej sekundzie uderzyło w niego niczym mocny, wymierzony publicznie policzek. Twarz Cihana stężała. — Nie waż się… Nie waż się nigdy wypowiadać jej imienia w tym pokoju! — A to dlaczego mam milczeć, Cihan? Bo każda szczera rozmowa o niej przypomina ci z niszczycielską jasnością o tym, jak potwornie się pomyliłeś i jak bardzo ją skrzywdziłeś swoim brakiem zaufania?! — Vystarczy tego!!! — his potężny krzyk dosłownie odbił się echem od ścian gabinetu. Sinem aż drgnęła na krześle ze strachu. — Oszalałaś, Sinem, skoro uważasz, że pozwolę jakiemuś bezwartościowemu łowcy posagów i naciągaczowi weść bezkarnie do naszej rodziny! Tacy ludzie potrafią mówić najpiękniejsze słowa o honorze, udawać uczciwych i skromnych, dopóki podstępem nie dostaną do rąk tego, czego od początku chciwie chcą! — Melih ma swoje nienaruszalne zasady i honor, Cihan! — Zasady?! Jakie zasady może mieć facet, który celowo zbliża się do kobicę z tak bogatej rodziny, co?! Mów! — Może… Może ma dokładnie takie same zasady, Cihan, jak mężczyna, który kiedyś zbliżył się do niewinnej Hancer, obiecał jej bezpieczeństwo i miłość przed Bogiem, a potem zamknął w złotej klatce i potraktował jak swoją prywatną własność rynkową?!
V gabinecie zapadła grobowa, ciężka cisza. Cihan pod wpływem wściekłości zrobił zdecydowany krok v stronę siostry, aż zacisnął szczęki. — Uważaj na słowa, Sinem… bo przekraczasz granicę! — To ty, Cihan, zacznij w końcu uważać na swoje własne bezwzględne czyny!
Sinem gwałtownym ruchem podniosła się z fotela i spojrzała mu prosto w załzawione eyes: — Ja zupełnie nie rozumiem i nie akceptuję tej twojej permanentnej agresji wobec ludzi. Chcesz chronić siostrę? Rozumiem tow. Ale tow, co wyprawiasz, pod żadnym pozorem nie jest troską mężczyny! To jest twój czysty, paraliżujący strach! Strach przed tym, że ktoś bliski podejmie autonomiczną decyzję życiową bez twojej oficjalnej zgody i pieczątki! Strach, że przestaniesz despotycznie kontrolować życie ludzi, których rzekomo tak bardzo kochasz! — Nie masz zielonego pojęcia, o czym ty do mnie mówisz, kieto!… — V takim razie, skoro rzekomo nie mam pojęcia, dlaczego reagujesz tak gwałtownie, jakby ten cały Melih był twoim osobistym, śmiertelnym wrogiem rynkowym, co?!
Cihan odwrócił od niej wściekły wzrok v stronę biurka, nie znajdując słów. — Ta rozmowa jest w tej sekundzie skończona. — Oczywiście… Dla ciebie każda trudna rozmowa w salonie staje się automatycznie skończona w momencie, kiedy zaczynasz w końcu słyszeć z ust bliskich nagą, bolesną prawdę o samym sobie, Cihan.
Sinem zdecydowanym ruchem chwyciła swoją torebkę i ruszyła szybkim krokiem v stronę drzwi wyjściowych. — Nie waż się go zbliżać do Mine! — rzucił za nią ostro Cihan. — Nie dopuszczę do tego ślubu! Sinem zatrzymała się na moment w progu, nie odwracając głowy: — Być może tym razem, bratku… nie będziesz miał już absolutnie nic do gadania ani wyboru. — Drzwi zamknęły się za nią z głośnym trzaskiem, a Cihanowi ten dźwięk wydał się w uszach głośniejszy niż cała ich wcześniejsza awantura.
Scena II: Śledzenie Hancer i osaczenie przez Cemila
Tymczasem kilka ulic dalej Hancer szła powolnym, zmęczonym krokiem wzdłuż wysokiego, metalowego ogrodzenia posiadłości. V jednej dłoni z wysiłkiem niosła materiałową torbę z zakupami spożywczymi, a na ramieniu miała przewieszoną małą torebkę. Chłodny wiatr mocno poruszał jej długimi włosami, a promienie popołudniowego słońca odbijały się od ekranu jej telefonu, kiedy na chwilę zatrzymała się przy krawężniku, by sprawdzić przychodzącą wiadomość tekstową. Pod wpływem zmęczenia pod żadnym pozorem nie zauważyła idącego w ślad za nią od dłuższego czasu mężczyny.
Cemil zachowywał bardzo ostrożny, bezpieczny dystans między drzewami: gdy Hancer zwalniała kroku, on również natychmiast zwalniał; kiedy odwracała głowę v stronę ulicy, szwagier udawał z miną, że niezwykle interesuje go wystawa zamkniętego zakładu krawieckiego albo numery rejestracyjne przejeżdżających obok samochodów. Hancer schowała telefon do kieszeni płaszcza i ruszyła dalej przed siebie. Przez pierwsze minuty drogi zupełnie niczego nie podejrzewała, dopiero przy dużym skrzyżowaniu ogarnęło ją niezwykle nieprzyjemne, paraliżujące wrażenie, że czyjeś ciężkie kroki na chodniku od dłuższego czasu idealnie i synchronicznie powtarzają rytm jej własnych. Zatrzymała się gwałtownie na pięcie. Cemil również w tym samym ułamku sekundy stanął jak wryty na płytach. Hancer obejrzała się czujnie za siebie, ale mężczyna szybko, tchórzliwie spuścił głowę na piersi, udając przed przechodniami, że gorączkowo czegoś szuka w głębokiej kieszeni swojej kurtki.
Dziewczyna mocno zmarszczyła brwi z niepokojem. Ruszyła ponownie przed siebie, tym razem zdecydowanie szybciej. Cemil również natychmiast przyspieszył swój krok.
V gabinecie Cihana tymczasem potężne napięcie wciąż unosiło się w powietrzu niczym gęsty dym. Mężczyzna jak obłąkany krążył pomiędzy biurkiem a wielkim oknem, próbując rozpaczliwie uporządkować szalejący w głowie chaos myśli. V uszach bez przerwy rozbrzmiewały mu oskarżycielskie słowa siostry: „Ty już nikomu na tym świecie nie wierzysz, Cihan… Nawet Hancer nie wierzyłeś!”. — Bzdury!… Czyste bzdury!… — mruknął wściekle do siebie, uderzając pięścią w dłoń.
Spróbował usiąść w fotelu i skupić uwagę na leżących dokumentach holdingu, lecz pod wpływem emocji nie potrafił ze zrozumieniem przeczytać ani jednego zdania. Myślała gorączkowo o Mine, o tym nieznajomym facecie Melihu, o majątku, o niebezpieczeństwie skandalu, a przede wszystkim o tym, że wszyscy wokół w tym dumnym domu najwyraźniej uważali go za bezwzględnego tyrana i potwora. Chwycił wściekły telefon do ręki, jakby zamierzał do kogoś zadzwonić z rozkazem, ale po sekundzie z rezygnacją rzucił aparat z powrotem na biurko.
Na ulicy tymczasem Hancer nagle skręciła w boczne, wąskie i słabo zaludnione przejście między kamienicami. Cemil wykorzystał ten strategiczny moment: przyspieszył gwałtownie i silnym krokiem zaszedł jej drogę, wyrastając przed nią jak spod ziemi. Hancer stanęła jak wryta na chodniku, a siatki o mało nie wypadły jej z rąk. — Co… Co ty tu znowu robisz, Cemil?! O co chodzi?! Cemil rozłożył szeroko ręce, udając na twarzy pełną niewinność i przypadek: — Ojej, przechodziłem po prostu zupełnie przypadkiem obok, Hancer. To przecież publiczna, miejska ulica, her człowiek ma prawo tu spacerować. — Ty mnie bezczelnie śledzisz od samego centrum, Cemil! — Nie przesadzaj, masz paranoję, dziewczyno. — Vidziałam cię wyraźnie z daleka, kiedy zatrzymałam się przy skrzyżowaniu! Ty także się wtedy zatrzymałeś za drzewem! Kiedy przyspieszyłam bieg, ty również ruszyłeś pędem za mną! Czego ty ode mnie chcesz?! — Chciałem tylko po ludzku, na osobności szczerze porozmawiać o sprawach rodzinnych, Hancer… — My pod żadnym pozorem nie mamy ze sobą o czym rozmawiać!
Hancer spróbowała zdecydowanym ruchem ominąć szwagra z lewej strony, lecz Cemil sprawnie przesunął się na płytach i ponownie swoim ciałum bezczelnie zagrodził jej drogę. — Zaczekaj, Hancer! Mustisz mnie chociaż przez chwilę wysłuchać! — Odsuń się od mnie w tej sekundzie, Cemil, albo zacznę krzyczeć! — Przestań panikować, przecież nic złego ci nie zrobię, kieto… — Vłaśnie tow zawsze mówią agresorzy, którzy nie potrafią uszanować prostego słowa kobicę! Puść mnie! — No nie… — Cemil momentalnie zmienił swój ton na szorstki i natarczywy. — Zachowujesz się wobec mnie w tej alei tak, jakbym był jakimś groźnym przestępcą z kartoteki! — Bo zachowujesz się dokładnie jak prześladowca, który bezprawnie chodzi krok w krok za kobicą bez jej zgody i wiedzy! — Ja po prostu muszę dla dobra rodu precyzyjnie wiedzieć, dokąd codziennie chodzisz i z jakimi mężczynami się potajemnie spotykasz po mieście!
Hancer na te słowa momentalnie całkowicie pobladła na twarzy z oburzenia, a her eyes rozszerzyły się z wściekłości. — Ty „musisz” wiedzieć, tak?… — Dopiero w tej sekundzie z lodowatą jasnością zrozumiała, kto stoi za tą akcją. V jej oczach pojawiła się nienawiść. — Cihan… To Cihan cię tu nasłała za mną, tak?! On ci zapłacił! — Ja niczego takiego nie powiedziałem, kieto, nie mieszaj w tow prezesa… — Nie mustiałeś mówić tego głośno, wszystko jest jasne! — Hancer drżącą dłonią wyciągnęła swój smartfon z kieszeni płaszcza. — Co ty teraz kombinujesz, co robisz?! — zapytał zaniepokojony Cemil, robiąc krok w jej stronę. — Dzwonię w tej samej minucie do człowieka, któremu wydaje się w jego pysznej głowie, że nadal może bezkarnie i despotycznie kontrolować her mój pojedynczy krok w tym życiu!
Cihan w swoim gabinecie odebrał połączenie natychmiast, po zaledwie drugim sygnale. — Halo? Hancer? Co się stało? — Cihan! Natychmiast w tej samej sekundzie odwołaj tego swojego psa i człowieka, którego za mną nasłałeś!!! — krzyknęła z bólom i wściekłością do słuchawki. Cihan gwałtownie wyprostował się za biurkiem, marszcząc brwi. — Słucham? Jakiego człowieka, o czym ty mówisz, Hancer? — Nie waż się przed mną żałośnie udawać idioty, Cihan, że o niczym nie wiesz! Twój szwagier Cemil śledzi mnie i osacza od kilku ulic! Zastąpił mi bezczelnie drogę w alei i żąda ode mnie raportu! Pyta, dokąd idę i z kim się spotykam! — Cemil… Cemil jest teraz fizycznie przy tobie, Hancer?! — Nie pytaj mnie z głupią miną, czy jest przy mnie, Develioglu! Powiedz mu przez telefon, żeby się w tej sekundzie odczepił i zszedł mi z oczu, zanim stanie się tragedia! — Hancer, przysięgam ci przed Bogiem, że ja pod żadnym pozorem nie wysyłałem dzisiaj Cemila za tobą!… — Oczywiście!… Jakie tow przewidywalne z twojej strony! Niewinny i święty Cihan Develioglu! Zapewne twój szwagier zupełnym przypadkiem idealnie wiedział, gdzie mnie dzisiaj znaleźć w tym Stambule! Przypadkiem szedł za mną krok w krok i przypadkiem siłą próbował mnie zatrzymać na ulicy, tak?! Przestań mnie bezczelnie okłamywać! — Hancer, błagam cię, posłuchaj mnie chociaż przez moment, sytuacja holdingu… — To ty mnie, Cihan, raz na zawsze dobrze posłuchaj! Ja pod żadnym pozorem nie jestem już twoją potulną żoną, nie jestem twoją pracownicą ani tym bardziej twoim zamkniętym więźniem! Nie masz najmniejszego, moralnego prawa mnie szpiegować i obserwować! — Powiedziałem ci wyraźnie: ja nie wysyłałem dzisiaj Cemila! — A ja ci z całą stanowczością mówię, Cihan, że jeżeli jeszcze raz jakikolwiek twój człowiek będzie mnie bezczelnie śledził po ulicach, pójdę w tej samej minucie prosto na komisariat i zgłoszę sprawę oficjalnie na policję! Słyszysz mnie dobrze?!
Rozłączyła się z wściekłością, zanim mężczyna zdążył w ogóle cokolwiek odpowiedzieć do słuchawki.
Scena III: Zdemolowane biuro prezesa
Cihan przez dłuższą chwilę w głębokim szoku tępo wpatrywał się w wygaszony ekran swojego smartfona, nie wierząc we własne szczęście. Następnie natychmiast, z wściekłością wybrał oficjalny numer Cemila, by zrobić mu awanturę. Lecz Hancer stała w tej samej minucie tuż przed mężczyną na chodniku i wyraźnie słyszała głośny dźwięk przychodzącego połączenia, dochodzący z głębokiej kieszeni jego kurtki. Cemil z bólom i strachem pod żadnym pozorem nie odebrał tego telefonu od prezesa. — Powiedz swojemu wielkiemu panu Cihanowi, Cemil… że następnym razem całą naszą dyskusję rodzinną będziemy już oficjalnie kontynuować w obecności oficera na komisariacie policji! Oświadczam ci tow! — powiedziała twardo Hancer, mierząc go wzrokiem pełnym pogardy. — A teraz zejdź mi z oczu i zejdź mi z drogi! — Ty pod żadnym pozorem nie powinnaś z nim tak ostro walczyć, Hancer, Cihan chce cię tylko chronić przed światem… — Nie waż się w mojej obecności nazywać tego niewolnictwa i więzienia „ochroną”, słyszysz mnie?! To nie ja rozpoczęłam tę wojnę! On nadal rości sobie prawa… — On wciąż w świetle prawa jest twoim legalnym mężem, kieto…
Na te słowa na twarzy Hancer pojawił się głęboki, rozdzierający cień potężnego bólom serca. — Już… Już niedługo nie będzie moim mężem, Cemil. Sprawa jest w sądzie. — Cemil całkowicie zamilkł, nie wiedząc, co odpowiedzieć. — Jeszcze jeden jedyny krok zrobisz za mną, a przysięgam ci, że na miejscu dzwonię pod numer alarmowy policji!
Minęła go dumnym, zdecydowanym krokiem, omijając go na chodniku. Cemil pozostał sam na płytach, całkowicie zmieszany i wściekły zarazem z powodu upokorzenia, a telefon w jego kieszeni nadal natarczywie wibrował od połączeń od Cihana.
Nad pięknym Bosforem spokojnym rytmem płynęły wielkie statki handlowe. Białe mewy radosne krążyły nad szarą taflą wody, a jasne promienie słońca malowniczo odbijały się od morskich fal. Całe miasto wyglądało z góry nadzwyczaj spokojnie, wręcz obojętnie wobec tych wszystkich skomplikowanych ludzkich dramatów, które rozgrywały się właśnie w jego ciasnych uliczkach, mieszkaniach i biurowcach holdingu. Hancer pod żadnym pozorem nie zamierzała jednak po tej akcji potulnie wracać do swojego skromnego mieszkania oficyny – jej wewnętrzna wściekłość i poczucie upokorzenia były zbyt wielkie, by pozwolić jej spokojnie oddychać. Zatrzymała na skrzyżowaniu żółtą taksówkę, wsiadła i pewnym głosem podała kierowcy oficjalny adres głównej siedziby firmy Cihana. Kilka minut później wchodziła już pewnym, szybkim krokiem po marmurowych schodach, prowadzących bezpośrednio do nowoczesnego i przeszklonego budynku korporacji holdingu Develioglu.
Młoda recepcjonistka w holu, widząc her determinację i wzburzenie, natychmiast wstała zza lady, próbując ją zatrzymać w pół kroku: — Przepraszam panią najmocniej, ale pani nie może tam weść! Pan prezes Cihan ma w tej chwili bardzo ważne spotkanie biznesowe i nie przyjmuje stron!… — V takim razie tow jego spotkanie właśnie w tej sekundzie dobiegło końca! — rzuciła ostro Hancer, nawet na nią nie patrząc.
Nie czekając na jakiekolwiek oficjalne pozwolenia ze strony sekretariatu, ruszyła zdecydowanym krokiem długim koryzarzem prosto v stronę gabinetu dyrektorskiego. Otworzyła ciężkie, podwójne drzwi wejściowe z tak potężnym impetem i wściekłością, że aż z hukiem uderzyły o ścianę, niemal rozbijając tynk. V środku pokoju, tuż obok masywnego biurka Cihana, stał akurat zaskoczony Engin. Obaj mężczynami w jednej sekundzie obrócili się v her stronę, zamierając z wrażenia. Hancer zrobiła kilka szybkich kroków na środku dywanu i pod wpływem gigantycznych nerwów i drżenia rąk, bezwładnie wypuściła z dłoni swoją materiałową torbę z zakupami spożywczymi. Siatka pękła i w ułamku sekundy dorodne, pomarańcze z głośnym szumem potoczyły się po całej podłodze gabinetu; plastikowa butelka wody mineralnej z impetem uderzyła o metalową nogę biurka prezesa, a foliowe opakowanie ze świeżym chlebem zatrzymało się tuż pod fotelem zszokowanego Engina. — Co… Co ty tutaj, do diabła, wyprawiasz, Cihan?! — krzyknęła przeraźliwie, trzęsąc się z wściekłości.
Cihan na ten widok momentalnie całkowicie pobladł na twarzy ze wstydu przed przyjacielem, a jego głos stał się szorstki: — Hancer! Co tow ma znaczyć?! Nie pozwolę na tow, byś wpadała jak opętana do mojego biura i urządzala mi tu publiczne sceny przed pracownikami firmy! — Jedyną osobą, która urządza w tym mieście obrzydliwe sceny i niszczy moją wolność, jesteś ty sam, Cihan! Kiedy nasłałeś na mnie swojego psa Cemila, by mnie osaczał na ulicy!
Engin słysząc te oskarżenia, momentalnie odwrócił się i spojrzał na przyjaciela wzrokiem pełnym nagany. — Cemila?… Cihan, czy ty oszalałeś? — Ja pod żadnym pozorem nie wysyłałem dzisiaj Cemila za nią, Engin, przysięgam ci! — odpowiedział obronnie Cihan, wstając z fotela. — Przestań mnie w żywe oczy bezczelnie okłamywać, Develioglu! Mam dość twoich kłamstw! — Nie waż się podnosić na mnie głosu w moim własnym gabinecie, Hancer! — Będę mówiła w tym pokoju tak głośno i krzyczała tak, jak mi się tylko podoba, Cihan! Nie życzę sobie nigdy więcej, słyszysz mnie?! Nie życzę sobie, żeby twoi brudni ludzie chodzili za mną krok w krok po ulicach Stambułu, szpiegowali mnie, sprawdzali, dokąd codziennie chodzę i z jakimi mężczyznami rozmawiam! Masz się ode mnie odczepić! — Powiedziałem ci już wyraźnie przez telefon, kieto, że ja nic o tej dzisiejszej akcji Cemila nie wiem i nie mam z tym nic wspólnego!
Engin, widząc narastającą furię małżonków, uniósł uspokajająco dłonie w górę, stając pomiędzy nimi na dywanie. — Dobrze, błagam was oboje, uspokójcie się na moment… Na pewno tę całą sytuację i nieporozumienie z Cemilem można racjonalnie wyjaśnić… — Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy, Engin! Marsz stąd! — rzucił wściekle Cihan v stronę przyjaciela. — Ja właśnie próbuję jako prawnik zapobiec sytuacji, w której za chwilę pół holdingu i wszyscy pracownicy na korytarzu usłyszą waszą prywatną kłótnię małżeńską, Cihan! — Niech słyszą!!! — zawołała w rozpaczy Hancer, zalewając się gorącymi łzami. — Niech cały ten twój holding i wszyscy pracownicy w tym budynku w końcu dowiedzą się, jak ich wielki prezes Cihan Develioglu bezwzględnie traktuje kobicę, którą rzekomo kochał! Niech usłyszą!
Cihan w furiatce obszedł biurko i podszedł do niej blisko, mierząc ją wzrokiem pełnym złości: — Przyszłaś tutaj pod adres mojej firmy tylko i wyłącznie po tow, żeby mnie publicznie upokorzyć przed moimi podwładnymi, Hancer! O tow ci chodziło?! — Ja pod żadnym pozorem nie muszę cię w oczach ludzi upokarzać, Cihan… Ty ze swojej pychy doskonale i idealnie robisz tow sam her bożego dnia! Cihan niebezpiecznie zmrużyła oczy, sycząc przez zęby: — Ostrzegam cię, Hancer… Nie przesadzaj. — Co?! Znowu mi bezczelnie grozisz w swoim biurze, Develioglu?! Co mi zrobisz, zamkniesz mnie znowu na klucz w pokoju?! Każesz swoim ludziom mnie porwać i wywieźć?! — Powiedziałem ci jasno: ja nie wysyłałem dzisiaj Cemila za tobą w miasto! — V takim razie, skoro jesteś taki pewny i niewinny, wyciągnij telefon, zadzwoń do niego przy mnie na głośnomówiącym i zapytaj go wprost, który z was wydał ten kategoryczny rozkaz szpiegowania mnie! Mów, dzwoń!
Cihan na tow twarde żądanie żony momentalnie całkowicie zamilkł, nie wykonując ruchu. — No właśnie… — powiedziała potworni gorzko Hancer, kręcąc głową przez łzy. — Nawet pod wpływem faktów nie masz w sobie męskiej odwagi, by tow sprawdzić przy mnie… Engin, wyjdź stąd natychmiast, puść nas! — Engin, wyjdź z mojego gabinetu, słyszałeś, co prezes powiedział?! Vypad! — rzucił szorstko Cihan. Engin westchnął ciężko z rezygnacją, spojrzał z głębokim współczuciem na roztrzęsioną Hancer. — Hancer… Może rzeczywiście będzie lepiej dla wszystkich, jeśli na chwilę odetchniesz… — Nie potrzebuję od ciebie ani od nikogo w tym dworku żadnej waszej pomocy ani litości! Słyszałeś?! Radzę sobie sama! — przerwała mu ostro dziewczyna.
Engin pokręcił głową, skierował się powolnym krokiem v stronę drzwi wyjściowych, ale tuż przed przekroczeniem progu odwrócił się jeszcze raz na pięcie v stronę przyjaciela, mówiąc ostrzegawczo: — Cihan… Błagam cię, nie rób w tych nerwach niczego głupiego, czego będziesz gorzko żałował do końca swoich dni. — Drzwi zamknęły się cicho, a Cihan i Hancer zostali w wielkim gabinecie całkowicie sami.
Scena III: Policja w gmachu holdingu Develioglu
Przez kilka koszmarnych sekund oboje mierzyli się wzajemnie nienawistnym, morderczym wzrokiem, ciężko dysząc z emocji. — Po co… Po co ty tak naprawdę, na miłość boską, dzisiaj tutaj pod mój adres przyszłaś, Hancer?! — zapytał w końcu Cihan, tłumiąc szloch. — Przyszłam tutaj wyłącznie po tow, żeby cię ostatecznie i oficjalnie ostrzec, Cihan. — Ostrzec mnie? Przed czym niby mnie ostrzegasz? — Przed tobą samym i twoją własną destrukcyjną pychą! Ponieważ najwyraźniej niki z twoich potulnych klakierów i służących w tym dworku nie ma w sobie dość odwagi, by powiedzieć ci prosto w twarz, że przekroczyłeś już absolutnie wszystkie dopuszczalne granice ludzkiej godności wobec mnie! — Ty naprawdę święcie uważasz w tej swojej głowie, Hancer, że ja jestem twoim śmiertelnym wrogiem w tym życiu?… — Zachowujesz się wobec mnie her bożego dnia dokładnie jak bezwzględny wróg, Cihan! — A ty… Ty z kolei zachowujesz się tak, jakby her mój pojedynczy krok i decyzja majątkowa w holdingu były celowo wymierzone przeciwko tobie i twojemu szczęściu!
— Bo najczęściej dokładnie tak jest, Cihan! — wykrzyknęła w ostatecznej rozpaczy Hancer. V furiatce zamachnęła się dłonią i jednym silnym ruchem zrzuciła z biurka prezesa na podłogę wielki, starannie poukładany stos ważnych dokumentów handlowych.
Białe kartki z szumem rozsypały się po całym dywanie. Cihan na ten widok stracił panowanie nad sobą – podszedł do niej błyskawicznie, stając nienaturalnie blisko. — Dosyć tego, słyszysz mnie, kieto?! Nie będziesz bezczelnie niszczyć owoców mojej ciężkiej pracy w tej firmie! — A ty… Ty nie będziesz dłużej bezczelnie niszczyć mojego prywatnego życia i godności kobicę, Cihan! — Ty naprawdę naiwnie myślisz, kieto, że ja z litości pozwolę ci po rozwodzie chodzić, gdzie ci się żywnie podoba, spotykać się po nocach z jakimi chcesz mężczyznami i narażać zdrowie oraz bezpieczeństwo mojego syna w twoim brzuchu?! Oszalałaś?!
Hancer na te słowa o dziecku momentalnie całkowicie zesztywniała z oburzenia, stając się zimna jak głaz. — Nasze nienarodzone dziecko, Cihan… pod żadnym pozorem nie jest i nigdy nie będzie dla ciebie wygodną wymówką do mojego permanentnego więzienia! — Ono nie jest żadną wymówką, kieto! Ono jest moją ostateczną, męską odpowiedzialnością przed rodem! — Taka twoja „odpowiedzialność”, Cihan, pod żadnym pozorem nie daje ci prawa zamieniać wolnej kobicę w swoją prywatną niewolnicę i zakładniczkę!
Cihan podszedł jeszcze bliżej, aż dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów odległości, a z jego oczu bił czysty gniew. Jego twarz znalazła się tuż przed her twarzą. — Ty nic, kompletnie nic nie rozumiesz z tego świata, Hancer… Nie masz pojęcia, jakie śmiertelne niebezpieczeństwo może ci grozić ze strony moich wrogów na rynku! — A ty z kolei, Cihan, ze swojej pychy nie rozumiesz, że największym, najbardziej niszczycielskim zagrożeniem dla mojego świętego spokoju i zdrowia jesteś w tej chwili właśnie ty sam!
Cihan mocno zacisnął dłonie w pięści, aż pobielały mu knykcie, kontrolując oddech. — Vypad stąd w tej sekundzie z mojego biura… Vychodź! — Z ogromną, wielką przyjemnością, Develioglu! — Hancer dumnie odwróciła się na pięcie i ruszyła szybkim krokiem v stronę drzwi wyjściowych. — I pamiętaj dobrze moje słowa, Cihan — powiedziała głośno na pożegnanie, nawet na niego nie patrząc. — Następnym razem, kiedy twój pies Cemil zaatakuje mnie na ulicy, pod żadnym pozorem nie przyjdę tutaj robić ci awantur… Pójdę prosto do gmachu komisariatu policji i złożę oficjalne zawiadomienie o przestępstwie! Żegnaj!
Drzwi zamknęły się za nią z potężnym trzaskiem. Cihan został całkowicie sam w zdemolowanym gabinecie. Przez bardzo długą chwilę stał nieruchomo na środku dywanu, dysząc ciężko i tępo wpatrując się w rozsypane na podłodze białe kartki dokumentów oraz potoczone pomarańcze. V przypływie szału i bezsilności z całej siły kopnął skórzany fotel prezesa, który z łomotem uderzył o ścianę, po czym podszedł wolnym krokiem do okna i ciężko oparł obie dłonie o parapet. Pod wpływem emocji nie potrafił w swoim umyśle zdecydować, co w tej akcji bardziej go rozgniewało i upokorzyło: te ostre oskarżenia ze strony Hancer, her śmiała groźba wezwania policji, czy sam bolesny fakt, że Słowa o dziecku zabrzmiały z jej ust w taki sposób, jakby on, rodzony ojciec, nie miał już absolutnie żadnego moralnego prawa, by być częścią ich przyszłego życia.
Scena IV: Niepokój Deryi i interwencja Meliha
Tymczasem na miejskim postoju taksówek Palmiye Taksi, Melih w pocie czoła pochylał się głęboko nad otwartą maską swojego żółtego Renault. Dokładnie sprawdzał przewody silnika i poziom płynów roboczych, kiedy nagle w ciszy placu usłyszał głośny, dobrze mu znajomy i roztrzęsiony kobiecy głos. Melih błyskawicznie wyprostował się, odkładając narzędzia. Przed zderzakiem jego taksówki stała blada i przejęta Derya. — Derya?… Co ty tu robisz o tej porze na bazie? — zapytał z niepokojem, wycierając brudne ręce w szmatkę. — Co się stało? Vyglądasz tak, jakby wydarzyła się jakaś potworna tragedia rodzinna… — Bo się wydarzyła, Melih!… Mustimy natychmiast, bez świadków porozmawiać! Moja szwagierka Hancer jest w niebezpieczeństwie!
Melih momentalnie całkowicie spoważniał, a his wzrok stwardniał. — Spokojnie, Derya, łap oddech. Co się stało Hancer? Mów! — Zadzwoniła do mnie rano zapłakana i roztrzęsiona, a Cemil… Cemil od wczoraj zachowuje się w mieszkaniu wyjątkowo dziwnie i agresywnie. Vyszedł rano z pokoju bez słowa, nikomu nic nie mówiąc, i potajemnie zniknął w mieście… Pod żadnym pozorem nie chciał mi powiedzieć, dokąd idzie i w jakim celu! — Cemil zawsze wobec Hancer zachowuje się dziwnie i nieobliczalnie, Derya, tow przecież niki nowy. — Nie, Melih! Tym razem w jego oczach płonęła czysta, niebezpieczna wściekłość! Mówił sam do siebie pod nosem jakieś straszne rzeczy o Cihanie Develioglu i holdingu… — Co dokładnie wykrzykiwał, Derya? Pamiętasz? — Nie wiem wszystkiego, słyszałam tylko fragment jego rozmowy telefonicznej przez zamknięte drzwi łazienki… Cemil twierdził z nienawiścią do słuchawki, że niki z dworku nie ma odwagi, więc tow on sam musi w końcu doprowadzić tę całą brudną sprawę majątkową Hancer do ostatecznego końca! To brzmi jak śmiertelna groźba karalna, Melih!
Melih mocno zacisnął szczęki, a w jego oczach pojawił się niepokój. — Vłaśnie… Vłaśnie z tego powodu ze strachem przyleciałam natychmiast do ciebie na postój, Melih. Potwornie boję się w głębi duszy, że Cemil pod wpływem emocji i pieniędzy zrobi dzisiaj jakąś potworną głupotę na ulicy i skrzywdzi Hancer! — Cemil w swoim furiatce i głupocie wyjątkowo często najpierw robi złe rzeczy, a dopiero znacznie później zaczyna myśleć o konsekwencjach… Mustimy natychmiast za wszelką cenę dowiedzieć się, gdzie on w tej minucie przebywa w mieście! Próbowałaś do niego dzwonić? — Tak, dzwoniłam do niego chyba ze sto razy, ale uparcie odrzuca moje połączenia i nie odbiera!… Co mamy robić, Melih?! — Zadzwonię w tej sekundzie ze swojego telefonu do Engina do holdingu, może on wie coś więcej o ruchach Cemila w firmie… Mustimy działać!
V tym samym czasie w gabinecie prezesa holdingu ponownie, bez zapowiedzi pojawił się zaniepokojony Engin. Zatrzymał się w progu drzwi i z bólom spojrzał na przyjaciela, który jak tygrys w klatce krążył nerwowo po zdemolowanym pokoju. — Cihan… Mogę w końcu bezpiecznie weść do środka, czy może ze swojej wściekłości wyrzucisz mnie stąd za drzwi po razy drugi dzisiaj, co? — Nie mam w tej minucie, Engin, najmniejszej ochoty ani siły na twoje durne żarty prawne. Odczep się. — To bardzo dobrze, przyjacielu, bo ja pod żadnym pozorem nie żartuję w tej chwili. Sytuacja jest śmiertelnie poważna.
Engin spokojnie zamknął za sobą drzwi na klucz, by niki z korytarza nie podsłuchiwał. — Słuchaj mnie uważnie, Cihan: czy ty naprawdę, z własnej woli nasłałeś dzisiaj rano tego psychopatę Cemila, żeby śledził i nękał Hancer na ulicy, tak czy nie? Jesteś tego pewien? Cihan obrócił się v jego stronę, posyłając mu spojrzenie pełne morderczego gniewu: — Czy ty… Czy ty, Engin, sugerujesz bezczelnie w moim własnym biurze, że mam amnezję i nie pamiętam swoich własnych oficjalnych rozkazów i dyspozycji majątkowych?! Oszalałeś?! — Ja niczego nie sugeruję, Cihan, ja cię tylko jako prawnik rzetelnie pytam o fakty! Ponieważ ty w przeszłości, w przypływie zazdrości, wielokrotnie prosiłeś i płaciłeś różnym ludziom ze służby holdingu, żeby mieli na nią oko i potajemnie ją obserwowali w dzielnicy oficyny. Cemil po prostu na starość mógł uznać w swojej głupocie, że ty nadal bezgłośnie tego od niego oczekujesz jako prezes.
Cihan zatrzymał się gwałtownie na środku gabinetu, a his wzrok stwardniał. — Przysięgam ci na honor mojej zmarłej matki, Engin… że ja pod żadnym pozorem nie kazałem Cemilowi dzisiaj za nią iść ani her kroku szpiegować! To była jego samowola! — To może być szczera prawda z twojej strony, Cihan, wierzę ci… Ale haker polega na tym, że biedna Hancer po tym wszystkim, co wycierpiała, ma teraz pełne, racjonalne powody, żeby ci za grosz nie wierzyć w te zapewnienia. — To… To ona też miała święty obowiązek najpierw spokojnie wysłuchać moich argumentów na podjeździe, zamiast rzucać oskarżeniami! — A czy ty… Czy ty sam, Cihan, byłeś dzisiaj w ogóle psychicznie gotów, by wysłuchać ze zrozumieniem her her argumentów i łez, co? Odpowiedz mi jak mężczyna!
Cihan całkowicie zamilkł, nie potrafiąc znaleźć słów obrony przed przyjacielem. V tej samej sekundzie drzwi gabinetu delikatnie się uchyliły i do środka zajrzała blada ze strachu sekretarka prezesa. — Panie prezesie Cihan… Bardzo przepraszam, że przeszkadzam, ale… na korytarzu przed sekretariatem są tutaj umundurowani policjanci z nakazem… — Policjanci?! V moim holdingu?! O co chodzi?!
Zanim zdołał wstać z fotela, do luksusowego gabinetu pewnym, oficjalnym krokiem weszło dwóch mundurowych funkcjonariuszy policji państwowej w Stambule. — Pan Cihan Develioglu? — zapytał stanowczo starszy rangą oficer, kładąc dłoń na pasie. — Tak, tow ja. O co chodzi, panowie? Co tow ma znaczyć? — Musti pan w tej samej minucie bezdyskusyjnie udać się posłusznie z nami na najbliższy komisariat policji dzielnicowy. — Słucham?! Na komisariat?! Z jakiego niby powodu, panowie?! Jestem prezesem holdingu! — Na pana nazwisko zostało przed chwilą w gmachu urzędu złożone oficjalne, pisemne zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, dotyczące permanentnego nękania, bezprawnego śledzenia oraz śmiertelnych gróźb karalnych wobec kobicę. Jedzie pan z nami.
Cihan pod wpływem szoku powoli, ociężale odwrócił swoją zbladłą twarz v stronę stojącego obok Engina. — Ona… Ona naprawdę tow zrobiła… Poszła prosto na policję… — wyszeptał z niedowierzaniem. — Proszę natychmiast zabrać ze sobą dokumenty tożsamości, panie Develioglu — powiedział chłodno policjant. — Vszystkie szczegóły i wyjaśnienia złoży pan oficjalnie do protokołu na miejscu. Ruchy. — Mój klient pod żadnym pozorem nie jest żadnym przestępcą ani uciekinierem, panowie, zachowajmy procedury! — oznajmił stanowczo Engin, wyciągając swoją legitymację adwokacką. — Jestem jego oficjalnym obrońcą prawnym. Pojadę tam na komisariat razem z nim moim samochodem, by reprezentować holding.
Scena V: Aresztowanie prezesa i wyrok celi
Kilka minut później Cihan z twarzą maksymalnie napiętą ze złości i wstydu wchodził silnym krokiem do gmachu komisariatu policji, odprowadzany przez mundurowych. Engin szedł szybkim krokiem tuż obok niego, starając się mówić cicho i spokojnie przyjacielowi do ucha: — Cihan, błagam cię na wszystko, nie waż się tam w gabinecie wybuchnąć gniewem! Cokolwiek złego usłyszysz z jej ust, zachowaj absolutny, lodowaty spokój i zimną krew, inaczej cię zamkną! — To… To ona powinna była zachować spokój i pomyśleć o moim nazwisku, zanim narobiła mi takiego wstydu przed całą firmą, Engin! — syknął wściekle przez zęby Cihan. — Cihan! Vłaśnie przez takie twoje pyszne zdania i brak pokory mamy teraz ten gigantyczny problem prawny na głowie, zamknij usta!
V gabinecie oficera śledczego na izbie zatrzymań siedziała na krześle zapłakana Hancer. Gdy ciężkie, metalowe drzwi otworzyły się z głośnym zgrzytem i dziewczyna zobaczyła wchodzącego Cihana w asyście policji, pod wpływem emocji natychmiast podniosła się gwałtownie z miejsca, trzęsąc się. — Ty… Ty naprawdę miałaś czelność złożyć na mnie oficjalną skargę karną na policji, Hancer?! — rzucił od progu z furią Cihan, mierząc ją wzrokiem. — Ostrzegałam cię wyraźnie w biurze holdingu, Cihan, że przekroczyłeś granicę, ale ty wolałeś się ze mnie śmiać! Teraz ponosisz koszty! — I o co… O co ty mnie, kieto, bezczelnie przed oficerem oskarżasz, co?! O tow, że jako rodzony ojciec panicznie martwię się o zdrowie i życie własnej żony i dziecka, tak?! To jest według ciebie przestępstwo?! — Byłej żony, Cihan! Przypominam ci tow! — krzyknęła przez łzy Hancer. — I nie zasłaniaj się dzieckum! — Proszę natychmiast oboje usiąść na krzesłach i zamknąć usta! — przerwał im gwałtownie, ostrym tonem oficer śledczy, uderzając dłonią w biurko. — Pod żadnym pozorem nie będę tolerował w moim gabinecie waszych prywatnych awantur małżeńskich! Siadać! — Panie oficerze, ten bezwzględny człowiek nasłał dzisiaj rano na mnie swojego szwagra Cemila, by mnie osaczał! — powiedziała trzęsącym się głosem Hancer, wskazując na Cihana. — Byłam potajemnie śledzona od samego centrum, osaczona w ciemnej alei między kamienicami i brutalnie wypytywana, dokąd idę i z jakimi mężczyznami się spotykam! Mam na tow świadków! — Ja nikogo pod żadnym pozorem dzisiaj za tobą nie wysyłałem, Hancer, ile razy mam ci tow kłamstwo powtarzać?! — zawołał wściekle Cihan, czerwony na twarzy. — Proszę pana po razy ostatni: proszę nie podnosić głosu w urzędzie państwowym! — upomniał go ostro policjant. — Jak ja mam, na miłość boską, zachować spokój, panie oficerze, skoro ta koba bezczelnie oskarża mnie przed policją o jakieś brudne paragrafy i przestępstwa, których pod żadnym pozorem nie popełniłem?! To godzi w moje nazwisko! — Ta koba, Develioglu… ma swoje szanowane imię i nazwisko, zapamiętaj tow sobie raz na zawsze! — odparła dumnie Hancer. — Doskonale i aż nader dobrze znam twoje imię, Hancer! — V takim razie, skoro je znasz, naucz się w końcu szanować moje nienaruszalne granice wolności osobistej!
— Dość tego szaleństwa!!! — Oficer z całej siły uderzył otwartą dłonią w blat biurka, aż podskoczyły dokumenty. — Jeszcze jedno pojedyncze słowo usłyszę z ust któregokolwiek z was bez mojego oficjalnego pozwolenia, a oboje w tej samej minucie lądujecie na kilka godzin w celi aresztu śledczego, żebyście mi tu porządnie ochłonęli ze swoich emocji! Słyszeliście?!
Cihan prychnął głośno z pogardą: — To jest jakiś totalny absurd rynkowy… — Powiedziałem wyraźnie: dość! — uciął policjant. Engin próbował natychmiast interweniować jako adwokat, wyciągając ręce: — Panie oficerze, komisarzu… Błagam o wyrozumiałość, tow jest tylko i wyłącznie skomplikowane nieporozumienie o charakterze czysto rodzinnym i małżeńskim… Nie ma tu żadnych podstaw do zatrzymania… — Jestem w pełni święcie przekonany, panie mecenasie, że tow jest wyjątkowo „piękne” rodzinne nieporozumienie! — odpowiedział ironicznie oficer śledczy. — Nieporozumienie, które doprowadziło przed chwilą do publicznej demolki i awantury w biurze holdingu, oficjalnych zarzutów karnych o bezprawne śledzenie kobicę i gróźb karalnych składanych przez telefon komórkowy! Mustimy tę sprawę rzetelnie i od podstaw wyjaśnić do protokołu! — Ja pod żadnym pozorem w niczym jej nie groziłem, panie oficerze! — powiedział stanowczo Cihan. — Powiedziałeś mi prosto do słuchawki, Cihan, że gorzko pożałuję, jeśli odważę się pójść z tym na komisariat! — przypomniała mu natychmiast ze łzami w oczach Hancer. — Słyszałam tow na własne uszy! — To pod żadnym pozorem nie była z mojej strony żadna groźba karalna, Hancer! To była zwykła przestroga przed skandalem! — Dla mnie i dla mojego zdrowia brzmiało tow jednoznacznie jak śmiertelna groźba!
Cihan w furiatce zrobił szybki krok na dywanie direkt v jej stronę, zaciskając pięści. — Ty naprawdę… Ty naprawdę chcesz za wszelką cenę doszczętnie zniszczyć moje nazwisko i honor mojego rodu Develioglu przed całym miastem, Hancer?! O tow ci chodziło w tej intrydze?! Hancer również dumnie podeszła do niego blisko, patrząc mu prosto w załzawione eyes: — A ty, Cihan… Ty od samego początku naszego małżeństwa chciałeś z zimną krwią doszczętnie zniszczyć moją ludzką wolność i godność!
Oficer śledczy widząc, że sytuacja całkowicie wymyka się spod kontroli, skinął surowo ręką na stojących w progu funkcjonariuszy: — Zabierajcie ich stąd natychmiast oboje na dół do izby zatrzymań! Do celi! Marsz! — Słucham?! Oboje, panie komisarzu?! Moja klientka Hancer też ląduje w celi?! — zapytała zszokowany Engin, podbiegając do biurka. — Oboje lądują za kratami, panie adwokacie! Dopóki ci państwo nie nauczą się w tym urzędzie rozmawiać ze sobą jak cywilizowani ludzie, bez krzyków i demolowania mebli! Brać ich!
Scena VI: Izba zatrzymań i sprzątanie Hancer
Vkrótce, po przejściu ciemnymi schodami, Cihan i Hancer siedzieli po dwóch zupełnie przeciwnych stronach prostej, drewnianej ławki w niewielkim, dusznym pomieszczeniu izby zatrzymań za grubymi, żelaznymi kratami. Ostentacyjnie odwróceni do siebie plecami, z wściekłością wpatrywali się w chłodne ściany celi, milcząc. Pierwsza nie wytrzymała tego napięcia psychicznego Hancer – odwróciła się gwałtownie v jego stronę, łkając: — To wszystko… To całe piekło tow jest wyłącznie twoja wina, Cihan! Żebyś v duszy viedział! — Oooo, oczywiście! — odpowiedział potworni gorzko i cynicznie Cihan, nie odwracając głowy. — Nagłe trzęsienie ziemi w Stambule albo potop też zapewne w twoich oczach byłyby moją osobistą winą, Hancer! Przestań! — Gdybyś ty w swoim pysznym życiu nie próbował despotycznie rządzić i kontrolować całego świata wokół siebie, pod żadnym pozorem nie siedzielibyśmy teraz oboje zamknięci w tym brudnym areszcie! — To ty sama, kieto, z własnej woli i głupoty przyszłaś do mojego biura, zdemolowałaś mi gabinet i zrobiłaś publiczną awanturę przed zarządem holdingu! — Przyszłam, bo twój brudny człowiek śledził mnie krok w krok i zastąpił mi drogę w alei! Mustiałam się bronić! — Powiedziałem ci już miliard razy, kieto: Cemil pod żadnym pozorem nie był dzisiaj moim człowiekiem i nie działał z mojego rozkazu! — Cemil od długich lat potulnie wykonuje w dworku her twoje pojedyncze polecenia, Cihan, nie kłam! — Tym razem nie wykonywał moich rozkazów, słyszysz mnie dobrze?! — Ooo! Czyli tym samym przed policją oficjalnie przyznajesz, Cihan, że we wcześniejszych miesiącach regularnie wysyłałeś go za mną, by mnie szpiegował po mieście, tak?! Ładnie!
Cihan spojrzał na nią ze wzrokiem pełnym potężnej irytacji i bezsilności: — Ty naprawdę… Ty potrafisz w ułamku sekundy bezczelnie przekręcić her moje pojedyncze słowo przeciwko mnie, Hancer! — A ty z kolei, Develioglu, potrafisz z zimną krwią bezczelnie zaprzeczyć her jednemu, namacalnemu faktowi na twój temat!
Hancer gwałtownym ruchem podniosła się z drewnianej ławki i podeszła szybko do żelaznych krat celi, krzycząc na korytarz: — Strażnik!!! Błagam, niech ktoś tutaj natychmiast przyjdzie do celi! Szybko! Cihan na ten jej krzyk ostentacyjnie przewrócił oczami z niesmakiem. — O mój Boże… Co ty znowu kombinujesz, kieto? Mało ci wstydu? — Ja pod żadnym pozorem nie mam zamiaru ani jednej minuty dłużej siedzieć i dotykać tego brudu i zarazy, Cihan! — Jesteśmy w celi policyjnego aresztu śledczego, kieto, a nie w luksusowym pokoju pięciogwiazdkowego hotelu, uspokój się w końcu! — To, że los zamknął mnie w areszcie, pod żadnym pozorem nie oznacza, Cihan, że ta drewniana ławka musi być pokryta grubą warstwą kurzu i bakterii! Mam swoje standardy! — Hancer, błagam cię, nie kompromituj się przed policją…
Mundurowy funkcjonariusz aresztu pojawił się na korytarzu po bolesnej chwili, zniecierpliwiony. — No i co się tam znowu z tymi zatrzymanymi dzieje? O co te krzyki w celi? — Panie strażniku… Ja panicznie potrzebuję tutaj do celi paczki chusteczek higienicznych, ręczników papierowych i jakiegoś mocnego środka do dezynfekcji powierzchni! — oświadczyła stanowczo Hancer. Policjant spojrzał na nią z kompletnym niedowierzaniem i ironią na twarzy. — Słucham panią? Czy pani sobie ze mnie żarty stroi w tym areszcie? To jest cela zatrzymań dla podejrzanych, kieto, a nie salon piękności. — Ja doskonale viem w swojej głowie, gdzie aktualnie przebywam, panie strażniku! I właśnie dlatego, z dbałości o zdrowie, proszę o te podstawowe środki higieniczne! — My tutaj pod żadnym pozorem nie prowadzimy dla więźniów obsługi hotelowej ani room-service, proszę pani. Siadać na tyłku i milczeć. — Ja nie proszę pana o żadną luksusową obsługę! Ja proszę o zwykły kawałek papieru, którym będę mogła profesjonalnie wytrzeć tę brudną ławkę przed usadzeniem!
Cihan westchnął ciężko i oparł tył głowy o chłodną ścianę celi, mówiąc do mundurowego: — Panie strażniku… Błagam pana, niech pan jej da dla świętego spokoju te papierowe ręczniki z magazynu, inaczej ta koba będzie nam tu wrzeszczała i vołała pod kratami do samego rana i niki w tym budynku nie zmruży oka. Hancer odwróciła się v jego stronę z nienawiścią: — Ja pod żadnym pozorem nie pytałam cię o zdanie ani o poparcie moich próśb, Cihan! Zamknij usta!
Policjant westchnął ciężko, kręcąc z rezygnacją głową. — Dobra, dam wam te papierowe ręczniki ze stanowiska, ale nic poza tym, jasne?! Żadnych płynów! I macie tu butelkę czystej wody mineralnej na stole do picia. Proszę zdecydować, co jest dla was ważniejsze: czyszczenie mebli czy pragnienie. Kiedy funkcjonariusz odszedł korytarzem, Cihan popatrzył na Hancer wzrokiem pełnym zdumienia i ironii: — Ty… Ty tak na poważnie zamierzasz w tej minucie sprzątać i szorować celę aresztu śledczego policji, Hancer? — Przynajmniej… Przynajmniej będę w tym pokoju robiła coś pożytecznego dla zdrowia, Cihan, zamiast siedzieć bezczynnie na ławce i z pychą obwiniać cały świat o swoje własne, fatalne błędy! — Przecież przed chwilą dokładnie tow samo bezczelnie robiłaś wobec mnie, kieto!
Scena VII: Spacer Sinem i Meliha nad morzem
V tym samym czasie na miejskim postoju taksówek Melih ponownie stał przy swoim samochodzie, zamykając maskę, kiedy na placu niespodziewanie pojawiła się Sinem. Tym razem mężczyna pod żadnym pozorem nie uśmiechnął się ciepło na jej widok – his wzrok był chłodny i pełen rezerwy. — Cihan… Cihan już o wszystkim doskonale wie, Melih… — powiedziała cicho i spięta Sinem. — Dowiedział się o nas w biurze. — O tobie i o Mine?… Melih mocno zatrzasnął maskę taksówki. — I jak… Jak twój potężny brat rynkowy zareagował na tę informację, Sinem? Mów. — Dokładnie tak, jak można było się po nim spodziewać w jego pysznej głowie: dostał szału i z miejsca uznał cię przed wszystkimi za bezwartościowego oszusta majątkowego i łowcę posagów, który dybie na nasz majątek.
Melih skinął gorzko głową, poprawiając kurtkę. — On mnie… On mnie, Sinem, w ogóle nie zna jako człowieka na tym świecie. — Vwiem o tym, Melih, ale jemu tow pod żadnym pozorem nie przeszkadza w wydawaniu wyroków na ludzi. — Może… Może powinienem pójść tam prosto do jego firmy, stanąć przed nim jak mężczyna i szczerze porozmawiać o moich intencjach wobec siostry? — Nie! Błagam cię, nie rób tego, teraz Cihan jest w absolutnym szale i wściekłości, niszczy wszystko wokół siebie! — Ja pod żadnym pozorem nie boję się jego pieniędzy ani jego groźb, Sinem. — Tu nie chodzi o strach, Melih! Cihan w swoim amoku w ogóle nie słucha logicznych argumentów bliźnich, kiedy czuje w sercu, że traci całkowitą kontrolę nad życiem rodziny. A Mine… — Sinem spuściła ze smutkiem wzrok na swoje dłonie. — Ona też się potwornie boi konsekwencji tej wojny.
Ruszyli powolnym, cichym krokiem przed siebie, v stronę pobliskiego zielonego parku, rozciągającego się malowniczo nad samym brzegiem szarego morza. — Ja pod żadnym pozorem nie chcę, Sinem, żeby Mine miała przeze mnie jakiekolwiek problemy osobiste czy kłótnie w dworku… — powiedział cicho Melih. — I właśnie… Vłaśnie ze względu na te słowa i twoją szlachetność jesteś zupełnie inny, Melih, niż Cihan sobie roi w swojej wściekłości. — A może… A może twój brat ma w gruncie rzeczy rację w jednym punkcie, Sinem? — mężczyna zatrzymał się na alei, patrząc na fale. — Może ja, jako szary człowiek z postoju taksówek, naprawdę pod żadnym pozorem nie pasuję do tego waszego bogatego świata luksusu i pałaców?
Sinem natychmiast zatrzymała się tuż przed nim, kładąc mu delikatnie dłoń na ramieniu: — Prawdziwy, ludzki świat, Melih… pod żadnym pozorem nie składa się wyłącznie z wielkich nazwisk, rodowych majątków i luksusowych domów. Zapamiętaj tow sobie. — Łatwo ci tow mówić, Sinem… — Ja też przez bardzo długi czas w swoim życiu naiwnie uważałam w dworku, że muszę za wszelką cenę spełniać permanentne oczekiwania Mukadder i rodziny, i że życiowy spokój oznacza ślepe posłuszeństwo wobec ich woli. Dopiero znacznie, znacznie później z bólom zrozumiałam, że człowiek, który w miłości ciągle rezygnuje z samego siebie dla kaprysów bliskich, pewnego dnia budzi się w salonie i zupełnie nie wie już, kim tak naprawdę jest.
Melih spojrzał jej głęboko w załzawione eyes. — Mówisz teraz o sytuacji Mine… czy o swoim własnym cierpieniu, Sinem? Sinem uśmiechnęła się do niego potworni smutno przez łzy, a jej dłoń przesunęła się na jego dłoń: — Być może mówię o nas wszystkich, którzy ucierpieliśmy w tym dusznych dworku…
Scena VIII: Prawdziwy strach Cihana w celi
V areszcie policyjnym tymczasem Hancer używała otrzymanych od strażnika papierowych ręczników z precyzją godną chirurga na sali operacyjnej. Zwilżała je ostrożnie czystą wodą z plastikowej butelki, centymetr po centymetrze z determinacją przecierała zakurzoną ławkę, a następnie poprawiała powierzchnię kolejnym suchym kawałkiem materiału. Cihan w milczeniu, z głębokim zdziwieniem obserwował her boży ruch z drugiego końca celi. — Co znowu?… — zapytała w końcu szorstko Hancer, wyczuwając jego wzrok. — Nic… — Patrzysz na mnie bez przerwy od dobrych pięciu minut, Cihan. O co chodzi? — Próbuję po prostu w swoim umyśle zrozumieć, jak tow jest w ogóle możliwe, żeby koba została nagle zatrzymana przez policję na ulicy, trafiła do celi, a martwiła się miliard razy bardziej o ziarenka kurzu na desce niż o oficjalne przesłuchanie z oficerem. — Przesłuchanie policyjne w tym urzędzie prędzej czy później się skończy i wyjdziemy stąd, Cihan… Ale te groźne bakterie na ławce zostaną ze mną na zawsze! Mam swoje zasady! — Jesteś po prostu absolutnie niemożliwa i niesamowita, Hancer… — A ty, Develioglu… jesteś jedynym i bezpośrednim powodem, dla którego ja w ogóle w tej brudnej celi się teraz znajduję! Zapamiętaj tow sobie! — Znowu zaczynasz tę samą płytę o Cemilu, kieto?! — Ja jeszcze pod żadnym pozorem nie skończyłam mojej wypowiedzi, Cihan! — Vidzę tow aż nader dobrze…
Kilka minut później dyżurni funkcjonariusze policji, po przeanalizowaniu dokumentów, podjęli kategoryczną decyzję o rozdzieleniu zatrzymanych na czas dalszych procedur wyjaśniających. Hancer miała pozostać zamknięta w celi, natomiast Cihan został wyprowadzony przez strażników na korytarz, gdzie miał w milczeniu czekać na przybycie Engina z dokumentami kaucyjnymi. Jednak kiedy Cihan odwrócił się i zobaczył ją przez grube, żelazne kraty – taką przeraźliwie samotną, kruchą i nagle wyraźnie mniej pewną siebie na tej ławce – his męskie serce pękło i pod żadnym pozorem nie potrafił odeść w stronę wyjścia. Stanął przy prętach. Hancer ze smutkiem nie odpowiedziała ani słowa, unikała jego wzroku. — Hancer… Błagam cię, spójrz chociaż raz na mnie… — Nie mam już na co patrzeć w swoim życiu, Cihan, sprawa zamknięta. — Przysięgam ci na wszystko, kieto… Ja naprawdę pod żadnym pozorem nie chciałem, żeby ta nasza historia i dzisiejszy dzień tak koszmarnie i dramatycznie wyglądały… — Ale w relacji z tobą, Cihan, wszystko zawsze dokładnie tak samo koszmarnie wygląda! — wykrzyknęła przez łzy. — Najpierw robisz złe rzeczy, osaczasz mnie ludźmi, a potem z maślanymi oczami mówisz, że nie chciałeś! Mam dość! — Powiedziałem ci przed chwilą przed oficerem czystą, nagą prawdę, Hancer! Ja nie wysyłałem dzisiaj żadnego Cemila za tobą! — Dlaczego… Dlaczego w swoim tłumaczeniu użyłeś słowa: „dzisiaj”, co?! Mów!
Cihan mocno zacisnął szczękę z bólom, opuszczając wzrok. — Ponieważ… Ponieważ we wcześniejszych tygodniach, kiedy uciekłaś z dworku, rzeczywiście w swojej rozpaczy prosiłem i płaciłem Cemilowi, żeby miał na ciebie dyskretnie oko w oficynie… Chciałem wiedzieć, czy nic złego ci się nie dzieje… — Vięc jednak!… — Hancer powoli podniosła na niego wzrok pełen potężnego żalu i łez. — Więc jednak miałam rację! Szpiegowałeś mnie! Tylko wtedy, kiedy w twoim mniemaniu groziło mi rzekome niebezpieczeństwo rynkowe! To obrzydliwe! — To pod żadnym pozorem nie tobie oceniać, kiedy mam prawo się o ciebie martwić, kieto! — Nie masz żadnego prawa mnie śledzić! — Bałem się o ciebie, Hancer!… Panicznie bałem się o twoje bezpieczeństwo! — Samotny strach mężczyny pod żadnym pozorem nie usprawiedliwia łamania mojej wolności osobistej, Cihan! — Myślisz… Myślisz, Hancer, że dla mężczyny tow jest łatwe i przyjemne patrzeć codziennie, jak odchodzisz z płaczem, i nie mieć pojęcia, czy jesteś bezpieczna i czy masz za co kupić chleb w tym mieście, co?! Mów! — To przecież ty sam, Cihan, swoimi intrygami i brakiem zaufania sprawiłeś, że musiałam w rozpaczy odeść z tamtego domu! — Hancer… Błagam, nie odpychaj mnie…
Mimo tych wszystkich ostrych, pełnych jadu i żalu słów, kiedy Cihan ze smutkiem odwrócił się na korytarzu, jakby zamierzał ulec rozkazom policjanta i odeść v stronę wyjścia, Hancer nagle pod wpływem impulsu i strachu podbiegła szybko do żelaznych krat celi i przez szpary kurczowo, z całych sił chwyciła go za dłoń. Cihan zamarł w miejscu – spojrzał w osłupieniu na jej szczupłe, drżące palce zaciśnięte mocno wokół jego dłoni. — Cihan… Błagam cię… Nie zostawiaj mnie teraz samej w tym brudnym pokoju!… — wyszeptała ledwo słyszalnie, sama będąc potworni zaskoczona i przerażona her własnymi słowami słabości.
Cały nieokiełznany gniew i pycha w spojrzeniu Cihana w jednej sekundzie całkowicie zgasły, zastąpione przez nieskończoną miłość i troskę. Obrócił się v her stronę. — Nie zostawię cię, kochanie… Nigdy cię nie zostawię samej… — odpowiedział cicho. — Ja… Ja pod żadnym pozorem nie mówię ci tych słów dlatego, że nagle ci wszystko wyznaczam i wybaczam, Cihan… Pamiętaj tow. — Vwiem o tym dobrze, Hancer… — Nadal… Nadal jestem na ciebie potwórni wściekła za te oskarżenia w holdingu i holdingu… — To również doskonale rozumiem w swoim sercu, kochanie… Ale za nic na świecie nie chcę zostać tutaj sama w tej ciemności… — Nie będziesz sama, jestem przy tobie. — Cihan odwrócił swoją dużą dłoń pomiędzy prętami i z całej siły, czule uścisnął her drżące palce, stabilizując jej krok. — Nie bój się, nie puszczę cię.
Scena IX: Grymas bólu w celi i panika Nusreta
V słonecznym parku nadmorskim Sinem i Melih spacerowali powolnym krokiem szeroką aleją spacerową. Po jednej stronie rzędem rosły wysokie, zielone drzewa, a po drugiej rozciągał się piękny, kojący widok na szarą taflę Bosforu. — Cihan… Cihan za wszelką cenę i pod żadnym pozorem nie pozwoli na tę naszą relację z Mine, Melih, zobaczysz — powiedziała ze smutkiem Sinem, patrząc na wodę. — Będzie próbował nas zniszczyć. — Niech sobie próbuje, ile chce, nie boję się jego gróźb. On potrafi być w swoich działaniach biznesowych skrajnie bezwzględny i podły, Sinem. Ale ja pod żadnym pozorem nie mam zamiaru walczyć z nim o jakieś rynkowe miliony holdingu czy pozycję towarzyską w salonach. Ja chcę tylko i wyłącznie tego, by Mine mogła w pełni autonomicznie, sama zdecydować o swoim szczęściu. Tow wszystko. — A jeśli… A jeśli pod wpływem presji rodziny i Mukadder ona ostatecznie wybierze status rodu i odejdzie od ciebie, Melih? Co wtedy zrobisz? Melih zatrzymał się na alei i spojrzał na nią z głęboką powagą: — Vtedy ze smutkiem, ale z szacunkiem w pełni uszanuję jej dojrzałą decyzję kobicę, Sinem. Nawet jeśli tow odejście miałoby mnie wewnętrznie doszczętnie zniszczyć jako mężczyny. Prawdziwa miłość, która siłą i szantażem zmusza drugą osobę do całkowitego zerwania więzi z całym jej dotychczasowym światem i rodziną, pod żadnym pozorem nie jest dobra – może wyjątkowo łatwo stać się dla niej kolejnym, toksycznym więzieniem.
Sinem spojrzała na niego z ogromnym wzruszeniem i łzami w oczach, ściskając jego dłoń. — Vłaśnie… Vłaśnie tego jednego, szlachetnego podejścia mój brat Cihan ze swojej pychy zupełnie nie potrafi zrozumieć… Melih delikatnie, z czułością ujął obie jej dłonie w swoje palce, patrząc jej w eyes. — A ty… Ty, Sinem, czego się w tej całej układance tak bardzo boisz? — Tego… że wszystko, co tak ciężko próbuję od miesięcy naprawić w tej rodzinie, za chwilę pod wpływem emocji rozpadnie się jeszcze bardziej na kawałki… Mine, Hancer, Cihan, Mukadder… Każde z nich jest w głębi duszy skrajnie nieszczęśliwe i poranione, ale wszyscy są jednocześnie zbyt dumni i pysni, żeby przed sobą uczciwie przyznać, że panicznie potrzebują siebie nawzajem do życia. — Nie jesteś w stanie, Sinem, sama zbawić i uratować całego świata przed ich własną głupotą, zapamiętaj tow sobie. — Vwiem o tym dobrze, Melih… — Możesz w tych trudnych chwilach po prostu po ludzku być obok nich jako wsparcie, tow w zupełności wystarczy.
Sinem powoli uniosła na niego swój załzawiony wzrok. Przez jedną, długą chwilę stali naprzeciwko siebie w absolutnym, głębokim milczeniu pełnym wzajemnego szacunku, a następnie ruszyli spokojnym krokiem dalej aleją, wciąż mocno i ufnym ruchem trzymając się za ręce.
Na komisariacie policji tymczasem bolesne napięcie ponownie gwałtownie wzrosło z her sekundą. Cihan nadal stał nieruchomo przy żelaznych kratach na korytarzu, a Hancer przez szpary mocno trzymała go za dłoń, szukając oparcia. V tym momencie podszedł do nich starszy strażnik. — Proszę pana, proszę natychmiast odsunąć się od cel i puścić zatrzymaną! — powiedział szorstko funkcjonariusz. Cihan zignorował his nakaz, nie wykonując ruchu. — Powiedziałem coś wyraźnie! Proszę natychmiast odeść od krat na bezpieczną odległość! — Ta koba się potwornie źle czuje, panie strażniku, czy pan jest ślepy?! Mustię przy niej być! — Doświadczony lekarz pogotowia osobiście ją zbada w gabinecie lekarskim, jeśli będzie taka oficjalna potrzeba prawna, a panu nic do tego! Proszę wyjść! — Ja pod żadnym pozorem nie zostawię jej samej w tym stanie, nie rozumie pan?!
Mundurowy stróż prawa postąpił krok w przód, chcąc go odepchnąć siłą. Vtedy Cihan przez kraty mocno, asekuracyjnie chwycił Hancer za przedramię, jakby bał się śmiertelnie, że bezduszny funkcjonariusz natychmiast rozdzieli ich ciała i zamknie drzwi. — Cihan… Puść moje ramię, proszę cię, robisz mi ból… — powiedziała słabym głosem Hancer, ale w jej oczach pod żadnym pozorem nie było już widać dawnej wrogości czy złości. — Proszę pana po razy ostatni: proszę natychmiast i bezdyskusyjnie odsunąć się od zatrzymanej kobicę!!! — zawołała głośno policjant, łapiąc za pałkę. — To jest… To jest moja prawowita żona, człowieku!!! — ryknął w ostatecznej rozpaczy Cihan, trzymając pręty. Hancer na te słowa męża momentalnie zamarła z wrażenia, a her oddech zamarł w piersi. — Co?… Cihan, co ty pletiesz?… — wyszeptała słabo.
V tym samym ułamku sekundy na korytarz izby zatrzymań wolnym, dostojnym krokiem wyszedł starszy rangą oficer, komisarz dyżurny jednostki. Spojrzał surowo na całe zajście. — Co tu się znowu za cyrk i awantura dzieje na moim oddziale, strażniku? O co te wrzaski? — Ten zatrzymany pan Develioglu pod żadnym pozorem nie wykonuje moich oficjalnych poleceń służbowych i siłą trzyma pręty celi, panie komisarzu! Awanturuje się!
Starszy oficer z powagą spojrzał najpierw na roztrzęsioną Hancer na ławce, a później przeniósł swój wzrok na bladego z emocji Cihana. — Skoro… Skoro i tak oboje zatrzymani mają oficjalnie zostać przesłuchani przez prokuratora dopiero jutro rano do protokołu… umieśćcie tego pana dla świętego spokoju w tej samej celi razem z nią. Może w końcu w tych czterech ścianach oboje się porządnie uspokoją i dogadają. — Ale panie komisarzu, czy tow zgodne z procedurą?… — To jest mój oficjalny rozkaz służbowy, otwierać drzwi celi!
Ciężkie, metalowe drzwi otworzyły się gwałtownie z bolesnym zgrzytem zamka. Cihan zdecydowanym krokiem wszedł do środka pomieszczenia, a funkcjonariusze bez słowa zamknęli zamki i odeszli korytarzem, zostawiając ich samych. Przez kilka sekund oboje stali w absolutnej, głębokiej ciszy na środku małej celi, patrząc na siebie. Hancer pierwsza odezwała się słabym głosem: — I co?… Jesteś teraz w pełni zadowolony z siebie, Cihan? Dopiąłeś w końcu swego na tym świecie? Znowu… Znowu przez twoją dumę jesteśmy zamknięci razem w jednej klatce… — Przysięgam ci, Hancer, że pod żadnym pozorem nie takiego finału dzisiaj chciałem…
Usiedli powoli, obok siebie na wyczyszczonej papierem drewnianej ławce celi. Nagle, w ułamku sekundy, Hancer gwałtownie przyłożyła obie dłonie do swojego brzucha, a her blado twarz wykrzywił nagły, potężny grymas potwornego fizycznego bólom. Jęknęła bolesno. Cihan na ten widok momentalnie całkowicie wyprostował się na ławce, a w jego oczach pojawił się paraliżujący strach. — Hancer!… Moje kochanie, co się dzieje?! Co cię boli?! — Nic… To nic takiego, okej… — Nie waż się mówić mi w tym stanie, że „nic”!!! Vidziałem wyraźnie twój grymas bólom! Gdzie boli?! — To tylko… To tylko nagły, silny skurcz w podbrzuszu… — Jaki skurcz, Hancer?! Mów mi natychmiast! — Zwykły… Zwykły skurcz ciążowy, zaraz na pewno sam minie, uspokój się… — Hancer!… Błagam cię, spójrz mi prosto w oczy! — Kobieta oddychała coraz szybciej, rwanie, łapiąc ustami powietrze. — Dziecko… Nasze dziecko przed chwilą w brzuchu poruszyło się wyjątkowo gwałtownie i bolesno, Cihan… Potwornie boli… — Vzywam w tej samej sekundzie lekarza pogotowia!!! Strażnik!!! — wrzasnął przerażony Cihan, rzucając się do krat. — Nie, Cihan, błagam cię, stój, zaczekaj chwilę, nie rób wstydu… — Nie mam zamiaru ani sekundy dłużej czekać, kiedy ty cierpisz, Hancer!!! Lekarz musi cię natychmiast zbadać! Strażnik!!!
Scena X: Dramat samotnej Yonki i raport Cemila dla wuja Ertugrula
V tym samym czasie, w luksusowej sypialni domu Nusreta, ciężarna Yonka w potwornym bólom pleców i podbrzusza nerwowo krążyła od ściany do ściany pomiędzy łóżkiem a wielkim oknem. Jedną dłonią kurczowo podtrzymywała od dołu swój ciężki, zaokrąglony brzuch, a drugą z bólom uciskała mocno obolałe lędźwie, łkając z bezsilności. — Spokojnie… Maleństwo moje, bądź za wszelką cenę spokojne w tym brzuszku… — szeptała przez łzy v rozpaczy. — Błagam cię, jeszcze pod żadnym pozorem nie teraz… Proszę, wytrzymaj ze mną jeszcze chociaż jedną krótką chwilę…
Sięgnęła drżącą dłonią po swój telefon leżący na nocnym stoliku i szybko wybrała oficjalny numer Nusreta. Głośny, monotonny sygnał połączenia powtarzał się w słuchawce przez bardzo długą chwilę, lecz niki po drugiej stronie lines uparcie nie odbierał. — Odbierz… Nusret, błagam cię, odbierz ten przeklęty telefon w tej sekundzie!… — mówiła przez mocno zaciśnięte zęby, a ból rozrywał jej ciało.
Połączenie po minucie zostało automatycznie przerwane przez system. Yonka spróbowała wybrać numer po razy drugi i trzeci, lecz bez jakiegokolwiek rezultatu – wciąż głucha cisza. — Oczywiście!!! — wykrzyknęła w ostatecznej rozpaczy i z całych sił wściekła rzuciła telefonem o blat szafki nocnej. — Kiedy wy wszyscy czegoś ode mnie i od mojego dziecka chciwie potrzebujecie do swoich wojen, tow doskonale wiecie, gdzie mnie w tym mieście znaleźć! A kiedy tow ja, biedna, umieram z bólom i potrzebuję pilnie ratunku… nagle niki z was, bogaczy, nie słyszy dzwonka swojego telefonu! Nienawidzę was!
Kolejna potężna, niszczycielska fala paraliżującego skurczu podbrzusza zmusiła ją w jednej sekundzie do całkowitego zatrzymania się w pół kroku. Powoli, jęcząc z bólom, usiadła ciężko na samym brzegu łóżka, łapiąc ustami rzadkie powietrze. — Ty… Ty pod żadnym pozorem nie możesz na tym świecie urodzić się teraz, moje dziecko… — wyszeptała ze łzami w oczach, gładząc brzuch. — Nie w tym chłodnym domu, nie w tym dusznych kłamstwach i pod żadnym pozorem nie w minucie, kiedy jestem tu zostawiona przez wszystkich całkowicie sama na śmierć…
Na komisariacie policji tymczasem w drzwiach celi pojawił się z kluczami starszy strażnik. — Panie Develioglu, proszę natychmiast wyść z celi na korytarz. Czas waszej wspólnej rozmowy i widzenia właśnie oficjalnie dobiegł końca. Procedura. — Ja zostaję w tej celi razem z nią, nie rozumie pan?! — odpowiedział twardo Cihan, nie wykonując ruchu. — To pod żadnym pozorem nie podlega już z pana strony żadnej dyskusji ani negocjacjom, Develioglu! Nakaz komisarza! Proszę natychmiast opuścić celę!
Cihan z rozpaczą spojrzał na siedzącą na ławce Hancer – koba siedziała mocno skulona w sobie, kurczowo oburącz obejmując swój zaokrąglony brzuch i cicho płacząc z bólom. — Ona… Ona się potwornie źle czuje, panie strażniku! Mustimy wezwać karetkę! — Oficer dyżurny na izbie został już przez mnie oficjalnie poinformowany o jej stanie zdrowia, lekarz zaraz tu przyjdzie! A teraz proszę bez dyskusji wyść na korytarz! Hancer słysząc tow, powoli uniosła na niego swój załzawiony wzrok. — Idź już stąd, Cihan… Proszę cię, wyjdź z celi… — Hancer… Ja pod żadnym pozorem nie chcę cię teraz w tym bólom zostawiać samej za kratami… — Vszystko ze mną będzie w całkowitym porządku, idź… Poradzę sobie sama… — Nie wierzę ci, kieto, widzę, jak cierpisz! — Błagam cię… Choć ten jeden jedyny raz w swoim życiu po prostu po ludzku mi zaufaj i wyjdź bez awantury…
Cihan pod wpływem her słów powoli, z rezygnacją wstał z ławki i wyszedł na korytarz. Gdy z głośnym, metalicznym trzaskiem drzwi celi zamknęły się za his plecami, a klucz szczęknął w zamku, mężczyna stanął bezradny po drugiej stronie żelaznych krat, trzymając pręty dłońmi. — Jestem tutaj, Hancer… — powiedział cicho przez łzy, patrząc na nią. — Nigdzie stąd nie odchodzę, stoję pod kratami i pilnuję cię…
Vieczorne, jasne światła Stambułu zapłonęły jedno po drugim nad całą dzielnicą. V skromnym, małym mieszkaniu Cemil jak obłąkany nerwowo krążył od ściany do ściany po dywanie salonu, trzymając telefon przy uchu i wrzeszcząc do słuchawki w panice: — Mówię ci wyraźnie, człowieku, że cała ta nasza sprawa majątkowa holdingu wymknęła się nam całkowicie spod kontroli!!! — krzyczał wściekły. — Ta wariatka Hancer odkryła dzisiaj, że za nią szedłem w centrum, i narobiła potężnego dymu! Poszła z tym prosto na komisariat policji i złożyła oficjalne zawiadomienie o prześladowaniu! Cihan Develioglu też tam teraz jest na izbie zatrzymań, zabrali go z biura holdingu! Jeżeli on pod wpływem strachu zacznie przed oficerem szczerze mówić, cała nasza potworna prawda i intrygi z przeszłości wyjdą na jaw przed światem w jedną sekundę! Jesteśmy zgubieni!
Derya siedziała przerażona na różowej kanapie w salonie i z rosnącym paraliżującym strachem obserwowała his gwałtowny wybuch szału. — Cemil!… Błagam cię, powiedz mi w końcu szczerze: z kim ty tam tak nerwowo rozmawiasz przez ten telefon?! O co tu chodzi?! — zapytała ze łzami w oczach. Cemil odwrócił się do niej wściekle plecami, ucinając szorstko: — Zamknij usta, kieto! To pod żadnym pozorem nie jest twój interes ani twoja sprawa! — V momencie, kiedy jak opętany krzyczysz na cały regulator o policji, aresztowaniach i kryminale na środku mojego własnego salonu, tow staje się automatycznie moją sprawą, Cemil! Mów mi prawdę! — Milcz, powiedziałem!!!
Derya trzęsąc się z nerwów, szybko sięgnęła ręką po swój własny smartfon leżący na stole. Cemil zauważył ten her ruch błyskawicznie – podskoczył i brutalnie wyrwał jej aparat z dłoni. — Do kogo ty teraz w tajemnicy dzwonisz, co?! Do Ajsu do dworku chcesz lecieć ze skargą?! Odłóż ten telefon w tej sekundzie! — Nie będziesz mi tu we własnym domu despotycznie rozkazywał, Cemil! Oddaj mój telefon!
Cemil bezwzględnie przerwał her her kroki, zakończył swoje połączenie, gwałtownym ruchem chwycił swoją skórzaną kurtkę z wieszaka i ruszył pędem v stronę drzwi wyjściowych. — Dokąd ty znowu o tej porze w pośpiechu idziesz, Cemil?! Stój! — Muszę natychmiast osobiście na mieście naprawić tow, co inni słabi ludzie zepsuli z własnej głupoty! — rzucił wściekle. — Cemil! Błagam cię, zaczekaj, porozmawiajmy!…
Mężczyzna jednak pod żadnym pozorem jej nie słuchał – wybiegł z mieszkania, głośno trzaskając drzwiami. Derya bez sekundy wahania ruszyła w płaszczu w pogoń za mężem. Dogoniła jego sylwetkę dopiero przy starej, drewnianej altanie parkowej na wzgórzu, z której rozciągał się piękny widok na całe nocne, rozświetlone miasto. Chwyciła go mocno za rękaw kurtki. — Zatrzymaj się w końcu, Cemil! Dość tego! Cemil odwrócił się v her stronę gwałtownie, a w jego oczach płonęła wściekłość: — Vracaj w tej samej minucie posłusznie do mieszkania, Derya, i nie wtrącaj się w męskie sprawy! — Najpierw mi tu szczerze i prosto w oczy powiesz, co ty takiego strasznego dzisiaj na mieście zrobiłeś Hancer! Mów! — Ja pod żadnym pozorem niczego złego jej nie zrobiłem! — Śledziłeś ją krok w krok od samego centrum, osaczyłeś ją w ciemnej alei! Przecież słyszałam przed chwilą twoje krzyki do telefonu! Tow prawda!
His ponure milczenie i odwrócenie wzroku w jednej sekundzie były dla niej ostatecznym, twardym dowodem winy. Derya z rozpaczy i przerażenia złapała się oburącz za głowę. — O mój Boże… Cemil, ty całkowicie oszalałeś ze swojej chciwości!… Przecież Hancer ostrzegała cię i nas tyle razy w oficynie, żebyście trzymali się od niej z daleka! Doigrałeś się! — Ja… Ja po prostu musiałem za wszelką cenę precyzyjnie wiedzieć, dokąd codziennie chodzi i z kim potajemnie rozmawiaje, Derya! Musiałem! — A to z jakiego niby powody „musiałeś” szpiegować ciężarną kobicę, co?! Kto ci dał takie prawo?! — Bo prezes Cihan Develioglu pod żadnym pozorem nie może w tej trudnej sytuacji majątkowej stracić pełnej kontroli nad sprawą! Tow dla dobra holdingu! Derya spojrzała na niego z kompletnym niedowierzaniem i rodzącym się w głowie przerażeniem. — Cihan?… Czy… Czy ty chcesz mi powiedzieć, Cemil, że działasz w tym wszystkim z rozkazu Cihana Develioglu?…
Cemil podszedł do niej niebezpiecznie blisko, cedząc słowa przez zęby: — Ty nic, kieto, kompletnie nic nie rozumiesz z tego, co jest w tej chwili w naszej rodzinie zagrożone! Vszyscy możemy stracić dach nad głową! — V takim razie bądź mężczyną i mi tow w końcu logicznie i szczerze wyjaśnij, zamiast krzyczeć! — Nie mogę ci o tym powiedzieć ani słowa, sprawa jest tajna!
— Oho! Zawsze z twoich ust słyszę dokładnie tow samo, wygodne zdanie, Cemil! — wykrzyknęła z głębokim żalem Derya. — Vracasz her wieczoru do mieszkania wściekły i czerwony na twarzy, rozkazujesz mi i dzieciom jak niewolnikom, znikasz tajemniczo w środku nocy, a potem z miną mówisz mi bezczelnie, że nie możesz niczego kobiecie wyjaśnić! Mam dość tego teatru! — Ja tow wszystko, co robię, robię wyłącznie dla zabezpieczenia przyszłości naszej rodziny, Derya! Zapamiętaj tow sobie! — Dla dobra jakiej rodziny, pytam cię?! — zawołała przez łzy. — Tej zranionej rodziny, która her dnia trzęsie się ze strachu i boi się ciebie w salonie zapytać, dokąd znowu idziesz i czy nie zamkną cię w więzieniu, co?! To jest twoje dobro rodziny?!
Cemil wściekły machnął lekko dłonią, odwracając się v stronę schodów: — Odczep się od mnie i zostaw mnie w spokoju! — Nie!!! Tym razem pod żadnym pozorem nie pozwolę ci stąd uciec i odeść, dopóki nie powiesz mi całej nagiej prawdy o Hancer! — krzyknęła Derya, stając mu na drodze. — Powiedziałem ci wyraźnie: zostaw mnie w spokoju, kieto!!! — his potężny, wściekły krzyk głośnym echem odbił się od chłodnych ścian budynków na opustoszałej, nocnej ulicy.
Derya pod wpływem tej agresji słownej odruchowo przerażona cofnęła się o dwa kroki na chodniku, ale po sekundzie dumnie uniosła głowę, patrząc na niego ze wzgardą. — Jedź sobie… Jedź sobie, Cemil, dokąd tylko chcesz i do swoich mocodawców… — powiedziała nienaturalnie cicho, a her głos zadrżał od płaczu. — Ale zapamiętaj sobie her moje słowo: her brudna tajemnica i kłamstwo na tym świecie mają swoją ostateczną, krwawą cenę… I potwornie obawiam się w głębi duszy, że tym razem cenę za twoją chciwość zapłacimy bezlitośnie my wszyscy.
Odeszła wolnym krokiem v stronę mieszkania, a Cemil wsiadł do auta i odjechał z piskiem opon. V areszcie policyjnym tymczasem Hancer siedziała całkowicie samotna na ławce, coraz mocniej z bólom kuląc się w sobie i trzymając za brzuch. Cihan z paraliżującym strachem w oczach bez przerwy obserwował her stan przez grube, żelazne kraty korytarza. Kiedy zobaczył na her blado twarzy kolejny gwałtowny, silny grymas potwornego fizycznego bólom, natychmiast zaczął walić pięściami w metalowe pręty, krzycząc na cały regulator: — Strażnik!!! Błagam, niech ktoś tu natychmiast przyjdzie do celi!!! Słyszy mnie ktoś w tym budynku, na miłość boską?! Ta koba się potwornie źle czuje, umiera!!! Pomocy!
Nikt z dyżurnych funkcjonariuszy pod żadnym pozorem nie odpowiadał na jego rozpaczliwe wołania, na korytarzu panowała głucha cisza. — Cihan… Przestań już tak głośno krzyczeć, błagam cię, nie rób wstydu… — wyszeptała słabym, charczącym głosem Hancer, nie mogąc złapać tchu. — Nie mam zamiaru milczeć, kiedy ty cierpisz, kochanie! — odpowiedział z rozpaczą.
Nagle jego bystre oczy zauważyły małą, plastikową butelkę czystej wody mineralnej, pozostawioną przez kogoś na stoliku po drugiej stronie korytarza. Cihan wyciągnął desperacko rękę przez pręty, z najwyższym trudem czubkami palców zahaczył o plastik i sprawnym ruchem przysunął butelkę do siebie, wsuwając ją pomiędzy żelazne kraty celi. — Hancer… Kochanie, masz tu czystą wodę, napij się parę łyków, tow dobrze zrobi…
Hancer trzęsącą się dłonią wzięła butelkę od męża, otworzyła ją i łapczywie przyłożyła do ust. — Powoli, kochanie, pij bardzo powoli… — instruował ją czule zza krat Cihan. — Pod żadnym pozorem nie pij wszystkiego naraz, małymi łykami, spokojnie…
Dziewczyna posłusznie wypiła kilka łyków wody, odstawiając butelkę na ławkę, a her oddech nieznacznie się uspokoił. — I jak?… Lepiej trochę, kochanie? — Tak… Trochę ból w podbrzuszu odpuścił… — Powiedz mi szczerze: czy… czy bardzo boli cię ten brzuch, Hancer? — Tak… Potwornie boli… — Czy te skurcze pojawiają się regularnie, w odstępach czasu? Mów mi! — Ja… Ja pod żadnym pozorem nie wiem, Cihan… Nie potrafię tego ocenić… — Jak… Jak możesz, na miłość boską, nie wiedzieć takich rzeczy o własnym ciele, Hancer?! — Bo jestem skrajnie… skrajnie zdenerwowana i roztrzęsiona tą całą sytuacją, Cihan! — wykrzyknęła z płaczem, a świeże łzy zalały jej twarz. — Bo siedzę zamknięta w policyjnej celi aresztu jak jakiś przestępca, i bo przez twoich ludzi i twoją chorobliwą zazdrość kłóciliśmy się bez przerwy przez pół dnia! Mój organizm po prostu nie daje już rady!
Cihan na te słowa żony, pełne autentycznego bólom i rozpaczy, poczuł, jak serce pęka mu w piersi z żalu. Pochylił się niskim, pełnym pokory ruchem blisko żelaznych krat celi, patrząc jej głęboko w eyes. — Hancer… Przebacz mi… Bardzo, z całego serca cię przepraszam…
Kobieta na te słowa męża momentalnie całkowicie zamarła na ławce i spojrzała na niego z kompletnym, absolutnym zaskoczeniem i niedowierzaniem w oczach. — Co… Co ty powiedziałeś, Cihan? Czy ja dobrze usłyszałam? — Przepraszam cię… Przepraszam cię za mój wczorajszy krzyk w biurze holdingu, przepraszam za te oskarżenia, przepraszam za akcję Cemila i przepraszam za absolutnie wszystko, przez co z mojej słabości i pychy musiałaś w ostatnich miesiącach wycierpieć, Hancer… Vybacz mi. — Nie waż się… Nie waż się mówić mi tych pięknych słów przeprosin tylko i wyłącznie dlatego, że w tej sekundzie panicznie boisz się o zdrowie i życie dziecka w moim brzuchu, Cihan! Nie dam się nabrać! — Tak, masz rację, panicznie i śmiertelnie boję się w tej minucie o bezpieczeństwo naszego potomka, Hancer, przyznaję się do tego szczerze przed tobą… Ale przysięgam ci przed Bogiem, że pod żadnym pozorem nie z tego powodu cię teraz przepraszam. Przepraszam cię, bo zrozumiałem swój błąd mężczyny.
Hancer przez dłuższą chwilę w milczeniu obserwowała jego załzawioną twarz, a her palce mocno zacisnęły się na plastikowej butelce. — Samo… Samo teoretyczne wiedzenie w twojej głowie, Cihan, że robisz w życiu źle i krzywdzisz ludzi wokół siebie, pod żadnym pozorem nie wystarczy do wybaczenia. — Vwiem o tym doskonale, Hancer… Masz rację. — Mustisz w końcu czynem przestać tow robić i zmienić swoje postępowanie wobec mnie. — Obiecuję ci, Hancer, że od dziś spróbuję ze wszystkich moich sił postępować zupełnie inaczej… — Ja pod żadnym pozorem nie chcę, Cihan, żebyś ty mi tu znowu coś na siłę „próbował” robić w życiu! Ja chcę, żebyś jako dojrzały mężczyna podjął w końcu twardą, ostateczną decyzję w swoim sercu i trzymał się jej!
Cihan w ułamku sekundy, bez cienia jakiegokolwiek wahania wsunął swoją dużą dłoń pomiędzy żelazne kraty celi, otwierając ją v jej stronę. — Podejmuję tę twardą decyzję właśnie w tej sekundzie, Hancer… Przed tobą. Nie puszczę cię.
Hancer patrzyła na jego otwartą, czekającą dłoń przez bardzo długą, pełną potężnego napięcia chwilę, wahając się w duchu, po czym powolnym, ostrożnym ruchem położyła na niej swoją własną, trzęsącą się z emocji dłoń, szukając oparcia. Ich palce splotły się ze sobą mocno. — Nasze nienarodzone dziecko, Cihan… pod żadnym pozorem nie może i nie będzie dorastało na tym świecie na dnie naszych wiecznych wojen rodzinnych w salonie Develioglu… — wyszeptała cicho przez łzy. — Nie będzie, kochanie, przysięgam ci tow na moje życie… Nie pozwolę na tow. — Nie składaj mi znowu obietnic bez pokrycia, Cihan, których potem pod wpływem matki Mukadder nie potrafisz dotrzymać… — Tym razem… Tym razem na pewno dotrzymam her mojego słowa, Hancer, zobaczysz.
Scena X: Wyznanie Cemila przed wujem Ertugrulem
Daleko od budynku komisariatu policji, na drugim końcu nocnego Stambułu, Cemil w wielkim pośpiechu i stresie wszedł do elegancko i klasycznie urządzonego gabinetu prywatnego posiadłości wuja Ertugrula. Vokie regały z ciemnego drewna po same brzegi wypełniały stare, mądre książki w skórzanych oprawach, a na masywnym biurku paliła się jedynie jedna, mała zielona lampka gabinetowa, rzucająca specyficzny cień na pokój. Za stołem w rzeźbionym fotelu siedział wuj Ertugrul – starszy mężczyna z piękną, siwą brodą i okularami do czytania zsuniętymi nisko na sam koniec nosa. Przeglądał akta. — Pod żadnym pozorem nie spodziewałem się twojej wizyty w moim domu o tak późnej porze, Cemil — powiedział spokojnie starszy mężczyna, nie podnosząc wzroku. — Co się stało? — Nie mogłem… Nie mogłem ze swoją sprawą za nic czekać do rana, wuju Ertugrul! Sytuacja jest krytyczna! — zawołał od progu Cemil, trzęsąc się z nerwów. — Usiądź najpierw spokojnie na krześle i opanuj te emocje… — Nie mam w tej minucie czasu ani zdrowia na żadne spokojne siedzenie w fotelu, wuju! Vszystko się wali! Ertugrul powolnym ruchem zdjął okulary z nosa i uniósł swój surowy, pełen mądrości wzrok na szwagra Cihana. — V takim razie stój na środku dywanu, jeśli tak ci wygodniej, mężczyno… Ale przestań mi tu natychmiast wrzeszczeć od progu i powiedz mi w końcu rzeczowo, co takiego strasznego się stało w holdingu.
Cemil zaczął jak obłąkany nerwowo krążyć od ściany do ściany po gabinecie, łapiąc się za głowę. — Hancer… Hancer dzisiaj rano zupełnym przypadkiem odkryła na ulicy, że od kilku dni potajemnie szedłem za nią i śledziłem her her krok!… Vpadła w furię, natychmiast zadzwoniła z awanturą do Cihana, potem jak opętana wtargnęła do gmachu holdingu, demolując mu biuro prezesa, zrobiła publiczną awanturę przed zarządem i na samym końcu poszła prosto na komisariat policji zgłosić sprawę! Aresztowali Cihana Develioglu w biurze! Siedzą oboje na izbie zatrzymań! Ertugrul zmrużył oczy, pytając twardo: — Czy… Czy Cihan Develioglu osobiście kazał ci dzisiaj rano bezprawnie śledzić i prześladować swoją żonę na ulicy, Cemil?! Odpowiedz mi!
Cemil na tow twarde pytanie wuja na moment całkowicie zawahał się w swoim marszu i spuściła ze wstydem głowę. — Nie… Nie dzisiaj, to znaczy… Vcześniej, kilka tygodni temu, Cihan w swojej rozpaczy rzeczywiście prosił mnie wielokrotnie, żebym miał na nią oko i uważał, z jakimi mężczyznami rozmawia w oficynie… Ja po prostu w swoim umyśle uznałem głupio, że on nadal bezgłośnie tego ode mnie oczekuje jako prezes… — Nie odpowiedziałeś mi na moje proste pytanie, mężczyno! — uciął ostro wuj Ertugrul, uderzając dłonią w stół. — Pytam cię po razy ostatni: czy Cihan kazał ci śledzić Hancer dzisiaj rano, tak czy nie?! — Nie… Dzisiaj pod żadnym pozorem mi tego nie kazał, działałem na własną rękę…
Ertugrul z głębokim niesmakiem i pogardą odłożył okulary na biurko, kręcąc głową: — Vięc jednak… Vięc jednak działałeś w tym mieście całkowicie samowolnie, Cemil, kierowany własną głupotą. — Ja chciałem tylko dobrze! Chciałem za wszelką cenę pomóc Cihanowi i naszej rodzinie uratować kontrolę nad sytuacją!… — Ludzie, którzy na tym świecie najgłośniej krzyczą przed rodziną, że „chcą tylko pomóc”… najczęściej ze swojej głupoty i pychy wyrządzają niewinnym bliźnim największe, nieodwracalne szkody! Zrozum tow wreszcie, człowieku! Teraz przez twoją samowolę prezes holdingu Cihan Develioglu i Hancer siedzą zamknięci w celach policyjnego aresztu śledczego przed całymi mediami! Co ty najlepszego narobiłeś?! — Sprawa jest gorsza, wuju… Jeśli Hancer pod wpływem żalu zacznie przed oficerem śledczym szczerze i szczegółowo mówić o naszych wcześniejszych akcjach… — O jakich… O jakich jeszcze „wcześniejszych akcjach” ty do mnie mówisz, Cemil?! O czym ja pod żadnym pozorem nie wiem?! Mów!
Cemil momentalnie całkowicie zamilkł ze strachu, zagryzając wargi i unikając wzroku starszego mężczyny. Vuj Ertugrul widząc his strach, powoli, z ogromną powagą wyprostował się w swoim fotelu i wstał zza biurka, mierząc go ostrym wzrokiem. — Pytam cię, Cemil, po razy ostateczny w tym pokoju: co ty jeszcze strasznego za moimi plecami w tej rodzinie zrobiłeś, co?! Mów! — Nic… Nic takiego, wuju, czego nie dałoby się teraz za pomocą twoich wielkich pieniędzy i wpływów rynkowych szybko naprawić i uciszyć, przysięgam ci!… — To pod żadnym pozorem nie brzmi w moich uszach jak odpowiedź człowieka w pełni niewinnego, Cemil! Przerażasz mnie! Mustimy ich oboje za wszelką cenę jak najszybciej stamtąd wyciągnąć z rąk policji, zanim wybuchnie gigantyczny skandal medialny, niszczący holding! Pan… Pan ma przecież potężne, wieloletnie znajomości w urzędach i komendzie! Jedno pana oficjalne połączenie telefoniczne z gabinetu w zupełności wystarczy, by komisarz ich wypuścił bez protokołu! Błagam o pomoc!
Ertugrul przez bardzo długą chwilę bacznie, z głębokim bólom i niepokojem przyglądał się stojącemu przed nim Cemilowi. Jego mądra twarz pozostawała całkowicie spokojna, lecz w oczach wyraźnie malował się potężny niepokój o losy rodu. — Jeżeli… Jeżeli zdecydowałem się teraz wyciągnąć rękę i zadzwonić z tego gabinetu na komendę, Cemil… tow zapamiętaj sobie tow dobrze: zrobię tow pod żadnym pozorem nie po tow, by chronić twoją tyłek przed więzieniem za twoją głupotę! Zrobię tow wyłącznie po tow, by uratować honor tej rodziny i zapobiec gigantycznemu skandalowi publicznemu!
— Proszę tylko działać szybko, wuju, czas ucieka!
Ertugrul bez dalszych słów zdecydowanym ruchem sięgnął po telefon stacjonarny leżący na biurku i wybrał prywatny numer komendanta policji. — Halo? Komisarz Selim przy telefonie?… Vwitaj, przyjacielu — odezwał się po chwili spokojnym, dostojnym głosem starszy mężczyna. — Vwybacz mi najmocniej, że mam śmiałość dzwonić do twojego domu o tak koszmarnie późnej porze, Selim… Ale sprawa jest pilna. Potrzebuję od ciebie pilnych informacji na temat dwojga zatrzymanych dzisiaj rano w waszym rewirze osób: pani Hancer Develioglu oraz prezesa Cihana Develioglu. Co tam się dzieje?
Cemil stał zaledwie dwa kroki dalej, wpatrując się w niego z potężnym napięciem psychicznym i gryząc paznokcie z nerwów. — Tak… Rozumiem, Selim… — kontynuował z powagą wuj Ertugrul do słuchawki. — Nie, pod żadnym pozorem nie proszę cię o żadne bezprawne łamanie procedur policyjnych ani niszczenie akt, znam prawo… Chcę tylko jako wuj mieć rodzinną pewność: czy zatrzymana pani Hancer otrzymała już na miejscu należytą pomoc medyczną od lekarza?… Ta koba jest w zaawansowanej ciąży… Tak, oczywiście, poczekam spokojnie na linii, sprawdź tow w systemie.
Ertugrul na moment mocno zasłonił dłonią mikrofon słuchawki i odwrócił się v stronę Cemila, posyłając mu spojrzenie tak ostre jak brzytwa. — Słuchaj mnie teraz uważnie, Cemil: jeżeli przez te twoje durne śledzenie i stresy na ulicy cokolwiek złego stanie się dzisiaj Hancer albo temu nienarodzonemu dziecku w her brzuchu… tow przysięgam ci przed Bogiem, że przed moim gniewem nie ochroni cię w tym mieście ani Cihan Develioglu, ani wszystkie brudne miliony holdingu, ani tym bardziej moje szanowane nazwisko! Zgnijesz w celi! — Ja… Ja pod żadnym pozorem nic złego jej nie zrobiłem, wuju, tylko za nią szedłem… — Śledziłeś bezczelnie kobicę w zaawansowanej ciąży, doprowadziłeś her osłabiony organizm do potężnego stresu i wywołałeś gwałtowny konflikt małżeński, którego tragicznych skutków zdrowotnych w tej celi jeszcze nie znamy! Zamknij usta!
V tym samym ułamku sekundy w słuchawce telefonu ponownie rozległ się głęboki głos komendanta Selima. Vuj Ertugrul słuchał his raportu przez dłuższą chwilę w absolutnym milczeniu, a jego siwe brwi z każdą kolejną sekundą coraz bardziej ściągały się w wyrazie potężnego niepokoju i powagi. — Tak… Rozumiem, Selim… Wezwijcie tam na miejsce do celi natychmiast lekarza dyżurnego pogotowia ratunkowego! — powiedział stanowczym, władczym tonem starszy mężczyna do słuchawki. — Zupełnie nie obchodzi mnie tow w tej chwili, że ta dziewczyna ze swojej dumy twierdzi przed strażnikami, że rzekomo czuje się już lepiej i nie chce kłopotu! Ona ma zostać w tej celi natychmiast profesjonalnie zbadana ginekologicznie dla bezpieczeństwa płodu! To mój kategoryczny warunek! Dziękuję ci, Selim, czekam na wiadomości. — Z trzaskiem odłożył słuchawkę na widełki aparatu.
Cemil natychmiast podskoczył do biurka, blady ze strachu. — Vwuju Ertugrul!… Co… Co ci komendant powiedział przez telefon?! Mów! — Hancer… Hancer ma w celi silne, paraliżujące bóle brzucha i skurcze porodowe… A Cihan trzyma ją za rękę przez kraty i odchodzi od zmysłów ze strachu. Cemil momentalnie całkowicie pobladł na twarzy. — O mój Boże… To straszne… Vwuju, musimy natychmiast oboje wsiadać w samochód i jechać tam na komisariat ratować sytuację!… — Ty… Ty w tej samej minucie nigdzie stąd pod żadnym pozorem nie pojedziesz, Cemil! Zostajesz w tym gabinecie pod moim kluczem! — Ale dlaczego, wuju?! Muszę pomóc prezesowi!… — Ponieważ twoja bezczelna obecność na komisariacie w tej minucie tylko miliard razy pogorszyłaby i tak już tragiczną sytuację psychiczną Hancer i Cihana! Zostajesz tutaj, usiądziesz na tym krześle i opowiesz mi ze szczegółami wszystko od samego początku! Słyszysz mnie?! I tow bez żadnego, najmniejszego kłamstwa, bez niedomówień i bez twoich wygodnych wersji rynkowych dla Mukadder! Chcę znać prawdę! — Panie Ertugrul… Przecież wszystko… — Cemil! — Starszy mężczyna z powagą ponownie założył swoje okulary na nos i usiadł sztywno za biurkiem, mierząc go wzrokiem. Jego spojrzenie stało się twarde jak stal. — Mam nienaruszone, bolesne przeczucie w mojej duszy, że tow twoje dzisiejsze głupie śledzenie Hancer na ulicy tow jest zaledwie maluteńki wierzchołek góry lodowej i część znacznie większego, mrocznego problemu majątkowego holdingu, w który daliście się uwikłać… A jeżeli ja mam ze swoimi wpływami skutecznie pomóc ocalić honor tej rodziny przed ostateczną katastrofą i skandalem w mediach, tow muszę z twoich ust precyzyjnie wiedzieć, z jakim realnym złem i tajemnicą mamy tu do czynienia! Mów!
Cemil pod wpływem jego autorytetu ostatecznie całkowicie złamał się wewnętrznie i bezsilnie spuścił głowę na piersi. Przez kilka koszmarnych sekund w całym gabinecie słychać było jedynie miarowe, ciche tykanie starego zegara ściennego. — To wszystko… Cały ten koszmar i intrygi z Hancer zaczęły się w naszym dworku znacznie, znacznie wcześniej, niż pan w ogóle przypuszcza, wuju Ertugrul… — powiedział w końcu cicho, łamiącym się głosem. Ertugrul na te słowa szwagra w ułamku sekundy całkowicie znieruchomiał w swoim fotelu, a jego twarz stężała. — Jak wcześnie, Cemil?… Mów ze szczegółami. — Vszystko zaczęło się potajemnie w salonie holdingu dokładnie wtedy… kiedy niewinna Hancer po razy pierwszy w rozpaczy spróbowała na zawsze odeść od Cihana Develioglu, a Mukadder Develioglu użyła szantażu…
Twarz wuja Ertugrula z her sekundą stawała się coraz bardziej poważna i groźna. — Mów dalej, mężczyno… Nie przerywaj ani słowem.
Kamera w tej dramatycznej sekundzie powoli zbliżała się do twarzy obu mężczyn w półmroku gabinetu: Cemil wyglądał dokładnie jak skruszony człowiek, stojący na samej krawędzi ostatecznego wyznania prawdy, które miało moc w jednej minucie doszczętnie zburzyć całe dotychczasowe kłamliwe życie wielu wpływowych osób w Stambule… A mądry wuj Ertugrul czekał na jego słowa w całkowitym bezruchu, świadomy, że za chwilę pozna rodzinną tajemnicę miliard razy bardziej niebezpieczną i mroczną niż zwykłe prześladowanie kobicę na ulicy.
Scena XI: Nowy skurcz w celi i przysięga Cihana
V tym samym ułamku sekundy, na komisariacie policji izby zatrzymań, Cihan przez żelazne kraty korytarza nadal kurczowo, z całych sił trzymał Hancer za dłoń, nie puszczając jej ani na milimetr. Nagle na korytarzu rozległy się szybkie, zdecydowane kroki wezwanego lekarza dyżurnego pogotowia ratunkowego w białym fartuchu, idącego w asyście strażnika. Hancer na ławce mocno zamknęła eyes z bólom, starając się ze wszystkich sił opanować kolejny, niszczycielski skurcz podbrzusza, który wstrząsnął her ciałem. — Jestem tutaj, kochanie… Jestem cały czas tuż obok ciebie, słyszysz mnie? — powtórzył z nieskończoną miłością i łzami w oczach Cihan, mocno ściskając jej zimne palce przez szpary. — Pod żadnym pozorem nie puszczę twojej dłoni… Jestem przy tobie…
Tym razem dumna Hancer nie odpowiedziała mu już żadnym chłodnym słowem ani pretensją – jedynie w swojej słabości i bólom jeszcze mocniej, kurczowo zacisnęła swoje szczupłe palce na jego męskiej dłoni, szukając w nim ratunku. A nad całym nocnym Stambułem zaczęły się w tej samej minucie gwałtownie gromadzić potężne, ciemne chmury zwiastujące burzę, jakby całe wielkie miasto w napięciu wstrzymało oddech przed dramatycznymi wydarzeniami, które miały dopiero nadeść w tej historii.
Jak sądzisz, czy to szczere wyznanie prawdy przez Cemila przed wujem Ertugrulem i interwencja lekarza w celi pozwolą Cihanowi na ostateczne oczyszczenie Hancer z zarzutów przed sądem, zanim wściekła Beyza dowie się o rewizji sypialni i spróbuje trwale uciszyć służącą Gülsüm?