
Zamarła, gdy usłyszała dwa słowa, które mogły odmienić całe jej życie.
Sara ukrywała prawdę o ciąży. Matka Sinana walczyła o życie po tragicznym wypadku, a Poyraz coraz mocniej czuł, że każde kolejne rozstanie z Naną boli bardziej, niż powinno. Tymczasem jedna wiadomość głosowa i jedno niewysłane wyznanie mogły zniszczyć wszystko, co oboje próbowali ukrywać.
Witajcie przyjaciele. Nazywam się Robert i zapraszam was do historii, w której największe tajemnice rodzą się nie z kłamstw, lecz z uczuć, przed którymi bohaterowie uciekają coraz szybciej. Bo czasem człowiek robi wszystko, aby zapomnieć o kimś, a los sprawia, że właśnie wtedy spotyka go na każdym kroku.
Scena I: Gorzkie pożegnanie Sinana i ucieczka Nany
Po burzliwej rozmowie z matką Sinan długo nie potrafił się uspokoić. Wiedział, że kobieta zamierza wyjechać i nie chciała już nawet spojrzeć mu w oczy. Kiedy pojawił się przed jej pokojem, spodziewał się zamkniętych drzwi. Nie spodziewał się jednak, że walizki będą już spakowane. — Myślałem, że jeszcze porozmawiamy. — Nie mamy już o czym — jej głos był chłodny. — Mam pokój w hotelu. Przyjechałam tylko po swoje rzeczy. Sinan nie ruszył się z miejsca. — Naprawdę wyjedziesz bez jednego pytania? Nie chcesz wiedzieć, dlaczego skłamałem? Matka spojrzała na niego z głębokim bólem. — Nawet gdyby nie było tego kłamstwa, i tak znalazłabym powód do kłótni. — Naprawdę tak mnie widzisz? — Sinan spuścił wzrok. — Chciałem tylko, żebyś choć raz wyjechała stąd szczęśliwa.
Te słowa nie zatrzymały jednak kobiety. Odeszła, zostawiając syna samego z poczuciem, że właśnie definitywnie stracił zaufanie najważniejszej osoby w swoim życiu.
W tym samym czasie Nana podjęła własną, twardą decyzję. Uznała, że im mniej czasu będzie spędzać z Poyrazem sam na sam, tym łatwiej będzie jej zapomnieć o uczuciach, których nie chciała w sobie zaakceptować. Dlatego następnego ranka pojawiła się w kawiarni znacznie wcześniej niż zwykle. — Lepiej być tutaj, niż siedzieć w domu. Przynajmniej nie będę tyle myśleć — bąknęła pod nosem, próbując otworzyć drzwi. — Chyba zgubiłam klucz.
Po chwili za jej plecami pojawił się Poyraz. — Już od świtu? Nie mogłaś spać? Nana natychmiast odwróciła wzrok, by nie patrzeć mu w oczy. — Jest dużo pracy. Pomyślałam, że wcześniej zaczniemy sprzątanie. Poyraz uśmierchnął się ciepło. — To dobrze. Przynajmniej spędzimy razem więcej czasu. Nana zareagowała zbyt szybko, niemal panicznie: — Chodziło mi tylko i wyłącznie o sprzątanie!
Poczuła, że policzki zaczynają jej płonąć. Każde niewinne zdanie Poyraza stawało się dla niej coraz większą torturą. Nie minęła godzina, a Nana ponownie zaczęła szukać pretekstu do ucieczki. Kiedy tylko skończyła część obowiązków, rzuciła w pośpiechu: — Mam jeszcze mnóstwo pracy na mieście. — Przecież dopiero zaczęliśmy. — Właśnie dlatego muszę się pospieszyć!
Poyraz patrzył z głębokim zdziwieniem, jak kobieta niemal ucieka z kawiarni. Zupełnie nie rozumiał jej zachowania. Jeszcze kilka dni wcześniej sama szukała jego towarzystwa, a teraz robiła wszystko, by zostać samą. Całą tę scenę z boku obserwował ich wspólny znajomy. — Dlaczego ona znowu tak nerwowo unika mojego spojrzenia? — zapytał sam siebie Poyraz. — To tylko sprawy związane z pracą i stresem — próbował tłumaczyć go kolega. — Naprawdę wierzę, że chodzi wyłącznie o obowiązki w kawiarni.
Jednak nawet drobne gesty wywoływały kolejną falę napięcia. Koszula, którą Nana podarowała wcześniej Poyrazowi, stała się iskrą, która mogła doprowadzić do otwartego konfliktu w rodzinie. Nikt jeszcze nie krzyczał, nikt nikogo otwarcie nie oskarżył, ale wszyscy zaczynali patrzeć na siebie z coraz większą nieufnością.
Scena II: Szokująca wiadomość o ciąży Aynur i sekret z przeszłości
W międzyczasie do jednej z osób z bliskiego otoczenia zaczęły regularnie docierać anonimowe wiadomości na telefon z pogróżkami. Ktoś wyraźnie dawał do zrozumienia, że doskonale zna całą prawdę o ich przeszłości, obserwuje każdy ich krok i że jego cierpliwość właśnie się kończy. Najbardziej przerażające było jednak to, że nikt nie miał pojęcia, kto stoi po drugiej stronie. Czy anonimowy prześladowca zamierza jedynie zastraszyć swoje ofiary, czy może podczas zbliżającej się uroczystości ujawni sekret, który zniszczy zarówno plany zawodowe bohaterów, jak i kruche zaufanie między Naną a Poyrazem?
Słowa, które miały być tylko rolą do odegrania, z każdą kolejną próbą zacierały granicę między udawaniem a prawdą. Sinana niepokoiło to znacznie bardziej niż sama oficjalna ceremonia, bo jeśli on sam przestawał powoli wierzyć we własne kłamstwa, jak długo zdoła jeszcze skutecznie przekonywać wszystkich wokół?
Aynur również nie potrafiła zachować spokoju. Patrzyła na prezent otrzymany od Sinana i przypomniała sobie historię zegarka podarowanego mu kiedyś przez brata. To nie był zwykły przedmiot – to była bezcenna pamiątka rodzinna, której nigdy nie zamierzał oddać obcej osobie. Dlaczego więc właśnie jej tak bardzo zaufał? Czy naprawdę chodziło wyłącznie o wiarygodność ich medialnego przedstawienia przed matką? — Ta pamiątka jest dla ciebie bardzo ważna, Sinan. Dlatego właśnie idealnie pasuje do naszej zmyślonej historii. — A jeśli ktoś z bliskich uwierzy w tę opowieść znacznie bardziej, niż my sami w nią wierzymy? Sinan nie odpowiedział. To głębokie milczenie powiedziało znacznie więcej niż kolejne słowne zapewnienia.
Scena III: Tajemnica Sary i diagnoza lekarska
Kilka ulic dalej Ali zauważył coś, czego Sara nie potrafiła już dłużej ukryć przed partnerem. Od samego rana kompletnie nic nie jadła i była blada. Przyniósł jej do pokoju ulubione jedzenie, kładąc talerz na stole. — Wiedziałem doskonale, że znowu przez te policyjne obowiązki zapomnisz o samej sobie i o swoim zdrowiu, Sara. Sara uśmiechnęła się do niego blado, bez sił: — Dziękuję ci, Ali, ale naprawdę nie jestem ani trochę głodna… — Przecież od wczoraj nic nie miałaś w ustach, to do ciebie zupełnie niepodobne.
Nagle, pod wpływem nagłych nudności, gwałtownie odsunęła talerz na bok. Sam intensywny zapach potrawy sprawił, że zrobiło jej się potwornie niedobrze. Ali natychmiast mocno spoważniał, łapiąc ją za dłoń. — Koniec tego, Sara. W tej chwili pakujemy się i jedziemy prosto do szpitala na badania. — Przestań, Ali, to na pewno tylko zwykłe przemęczenie organizmu, nic takiego… — Nie, widzę wyraźnie, że coś jest bardzo nie w porządku z twoim zdrowiem! Jedziemy.
Kilka godzin później Sara siedziała sama w gabinecie ginekologicznym, naprzeciwko starszego lekarza. Pod żadnym pozorem nie spodziewała się, że za chwilę usłyszy z jego ust słowa, które całkowicie, o sto osiemdziesiąt stopni odmienią jej całą przyszłość. Lekarz przejrzał wyniki analiz laboratoryjnych i uśmiechnął się do niej wyjątkowo ciepło. — Gratuluję pani z całego serca. Sara spojrzała na niego całkowicie zdezorientowana, marszcząc brwi. — Chyba… Chyba pan doktor musiał pomylić kartoteki pacjentek. Przecież ja przyszłam tu, bo podejrzewałam u siebie grypę albo zatrucie… — Nie ma mowy o żadnej pomyłce, pani Saro. Pod żadnym pozorem nie jest pani na nic chora.
V gabinecie na moment zapadła głęboka, paraliżująca cisza. — Jest pani w ciąży. Wyniki badań krwi są jednoznaczne.
V tym samym ułamku sekundy cały świat wokół niej dosłownie zatrzymał się w miejscu. Sara nie była w stanie usłyszeć już żadnego kolejnego słowa lekarza. Przed oczami miała w tym momencie tylko i wyłącznie twarz Aliego – mężczyny, który jeszcze przed chwilą z taką czułością martwił się o jej stan zdrowia. Mężczyzny, który nie miał zielonego pojęcia, że za kilka krótkich chwil jego dotychczasowe życie zmieni się na zawsze. Sara delikatnie, z niedowierzaniem położyła dłoń na swoim płaskim brzuchu. Łzy wzruszenia same napłynęły jej do oczu. — O mój Boże… Ja naprawdę zostanę mamą…
Jednak zamiast czystej radości, w jej sercu momentalnie pojawił się paraliżujący strach. Jak ma teraz o tym powiedzieć Aliemu, skoro sama jeszcze nie potrafiła w pełni uwierzyć w tę nagłą prawdę? Nie mogła oderwać wzroku od medycznego dokumentu. Jeszcze rano była święcie przekonana w duchu, że te poranne nudności i osłabienie ciała to zwykłe przemęczenie po ostatnich dramatycznych wydarzeniach związanych z wybuchem bomby na akcji. Teraz lekarz mówił o nowym życiu, które rozwijało się pod jej sercem. — To… To na pewno musi być jakaś pomyłka w laboratorium… — bąknęła. Lekarz uśmiechnął się spokojnie, kładąc dłoń na jej aktach: — Zapewniam panią, że nie ma tu mowy o żadnym błędzie. Będzie pani mamą, proszę dbać o siebie.
Te słowa jak potężne echo odbijały się w jej głowie jeszcze bardzo długo po wyjściu z gabinetu na korytarz. Sara delikatnie gładziła się po brzuchu. Przez całe swoje dorosłe życie jako policjantka ścigała groźnych przestępców, podejmowała śmiertelne ryzyko na akcjach i wielokrotnie patrzyła śmierci prosto w oczy bez mrugnięcia okiem. Nigdy jednak w swoim życiu nie bała się tak potwornie, jak w tej jednej sekundzie. — Naprawdę zostanę matką… — wyszeptała. — Ale jak mam o tym powiedzieć Aliemu?
Nieświadomy niczego Ali wrócił właśnie z bufetu szpitalnego, niosąc w rękach dwie szklanki z gorącą herbatą. Podszedł do niej z troską. — No i jak tam po badaniu, Sara? Co powiedział lekarz? Zrobili ci usg? Sara, widząc go, w panice szybko schowała medyczny dokument głęboko do swojej torebki, maskując zmieszanie. — Nic poważnego, Ali… Lekarz powiedział, że to tylko zwykłe, lekkie przeziębienie i osłabienie organizmu po stresie. Przepisał mi witaminy. Ali odetchnął z głęboką ulgą, podając jej szklankę. — Kamień z serca! Wiedziałem doskonale, że z twoim silnym organizmem wszystko musi być w porządku. Musisz po prostu więcej odpoczywać w domu.
Sara uśmiechnęła się do niego z najwyższym trudem, odwracając wzrok. To był pierwszy raz w ich relacji, kiedy okłamała go w sprawie tak fundamentalnej dla ich wspólnej przyszłości. Pod żadnym pozorem nie zrobiła tego dlatego, że mu nie ufała jako partnerowi – po prostu sama psychicznie nie była jeszcze gotowa, by wypowiedzieć tę prawdę głośno. Kiedy Ali na chwilę odwrócił wzrok, by sprawdzić telefon, Sara ponownie ukradkiem spojrzała na schowany w torbie dokument. — Jeszcze nie teraz, Ali… Błagam, daj mi tylko trochę czasu, bym sama się z tym oswoiła…
Scena IV: Usunięta wiadomość głosowa i podsłuchane słowa
Tymczasem Nana konsekwentnie realizowała swój plan, który miał pomóc jej za wszelką cenę zapomnieć o Poyrazie. Od samego świtu pracowała ciężko w kawiarni, wymyślając sobie kolejne obowiązki, sprzątanie zaplecza i układanie towaru – wszystko po to, by pod żadnym pozorem nie zostać z nim sam na sam w jednym pomieszczeniu. Poyraz zauważył jej uniki niemal natychmiast i podszedł do niej przy barze. — Od samego rana przed czymś rozpaczliwie uciekasz, Nana. O co chodzi? — Przed niczym nie uciekam, wymyślasz coś — odpowiedziała szorstko, nie patrząc na niego. — V takim razie wyjaśnij mi, dlaczego od kilku dni nie jesteś w stanie usiąść obok mnie przy stole nawet na pięć minut, by normalnie porozmawiać? Nana odwróciła się do niego plecami, wycierając blat szmatką. — Mamy teraz w kawiarni mnóstwo pracy przed otwarciem, muszę się zająć obowiązkami. — Prawdziwej pracy, Nana… czy po prostu szukasz kolejnych wygodnych wymówek, by mnie unikać?
To proste pytanie ugodziło ją w samo serce i zabolało znacznie mocniej, niż była gotowa przed nim przyznać. Nie odpowiedziała mu ani słowa, zaciskając usta. Im dłużej z nim rozmawiała na te tematy, tym trudniej było jej ukrywać przed nim swoje autentyczne, głębokie emocje. Całej tej napiętej sytuacji z boku, zza stolika przyglądał się ich bliski przyjaciel Mert. Kiedy tylko Nana odeszła na zaplecze, Mert wstał i z mądrym uśmiechem podszedł do Poyraza. — Ty nadal kompletnie nic z tego nie rozumiesz, prawda, przyjacielu? — Czego niby mam nie rozumieć, Mert? Dziewczyna ma mnie dość i tyle. — Ona pod żadnym pozorem nie oddala się od ciebie dlatego, że nic do ciebie nie czuje, Poyraz! Jest dokładnie odwrotnie. Ona ucieka przed tobą tylko i wyłącznie dlatego, że potwornie boi się momentu, w którym całkowicie przestanie nad swoimi uczuciami panować.
Poyraz w milczeniu pokręcił głową, nie dając wiary jego słowom. — Za dużo sobie w głowie dopowiadasz, Mert. To tylko umowa między nami. — Nie, Poyraz. To ty od wielu długich miesięcy za wszelką cenę nie chcesz otworzyć oczu i zobaczyć tego, co dla wszystkich wokół nas jest już jasne jak słońce.
Te słowa Merta utkwiły mu w pamięci na resztę dnia i nie dawały spokoju. Kilka godzin później, będąc na zapleczu, Nana otrzymała na telefon wiadomość tekstową od Aynur. Przyjaciółka próbowała się z nią skontaktować od dłuższego czasu, martwiąc się o jej stan. Nana westchnęła ciężko, siadając na krześle. — Muszę jej w końcu wyznać całą prawdę, nie dam rady tego dłużej dusić w sobie… — powiedziała cicho i włączyła w komunikatorze funkcję nagrywania wiadomości głosowej. Zaczęła mówić drżącym od płaczu głosem: — Aynur… Ja już jestem całkowicie, kompletnie zagubiona w tym wszystkim… Pamiętasz doskonale, jak jeszcze kilka tygodni temu z dumą wmawiałam ci, że nic do niego nie czuję i to tylko czysty obowiązek? Chyba… Chyba wtedy najbardziej na świecie okłamywałam samą siebie. Dzisiaj w nocy śnił mi się Poyraz… V tym koszmarze płakałam i błagałam go, żeby mnie na zawsze zostawił w spokoju, żebym w końcu mogła bez tego ciężaru normalnie oddychać. A kiedy rano obudziłam się z krzykiem, z lodowatą jasnością zrozumiałam, że tow wcale nie jego obecność mnie w tym domu dusi… Mnie dusi mój własny, paraliżujący strach przed tym, co ja tak naprawdę głębokiego do niego czuję w sercu! Cały czas powtarzałam w kółko jak mantrę, że muszę chronić tow nasze fikcyjne małżeństwo wyłącznie dla dobra i przyszłości małego Yusufa… Ale dzisiaj sama już przed sobą nie wiem, gdzie w tym wszystkim kończy się mój czysty obowiązek, a gdzie zaczyna się prawdziwa, wielka miłość…
Nana gwałtownym ruchem zatrzymała nagranie, a her serce biło w piersi jak szalone ze strachu. Vyraz twarzy miała przerażony. — O mój Boże… Co ja najlepszego wyprawiam?… — przestraszyła się własnych, wypowiedzianych na głos słów.
Pod wpływem paniki natychmiast nacisnęła przycisk „usuń wiadomość”. — Nie… Pod żadnym pozorem nie mogę tego wysłać Aynur. Jeśli ktokolwiek na tym świecie usłyszy te słowa, uzna mnie za kompletną wariatkę, która straciła rozum…
Nie miała jednak zielonego pojęcia, że dokładnie w tym samym ułamku sekundy, gdy nagrywała te słowa, ciężkie drzwi wejściowe do kawiarni były lekko uchylone. Poyraz właśnie wracał z zakupów i stał w progu przedpokoju. Pod żadnym pozorem nie usłyszał całego jej długiego nagrania, ale przez szczelinę w drzwiach do jego uszu wyraźnie dotarło to jedno, ostatnie zdanie wypowiedziane przez Nanę: „…ale dziś już sama nie wiem, gdzie kończy się obowiązek, a zaczyna miłość…”. Mężczyzna zatrzymała się w bezruchu na korytarzu, jak rażony piorunem. Nie miał pojęcia, do kogo Nana nagrywała tę prywatną wiadomość, ale po razy pierwszy w życiu zaczął mocno wierzyć w tow, że jej zranione serce może w głębi duszy mówić dokładnie tow samo, co jego własne.
Scena V: Dramat matki Sinana i wyrok kalectwa
V tym samym czasie Sinan próbował za wszelką cenę uporządkować chaos po nagłym odwołaniu ich zaręczyn z Aynur. Na jego biurku zadzwonił telefon – był tow oficjalny organizator przyjęcia. — Panie Sinan, melduję, że na sali wszystko jest już idealnie przygotowane na wieczór. Czy życzy pan sobie wprowadzić jeszcze jakieś nagłe zmiany w menu albo dekoracji? Sinan zmęczony zamknął eyes, przecierając twarz dłonią. — Żadnych zmian nie będzie… Vypożyczenie sali i całe przyjęcie zaręczynowe zostaje w tej minucie oficjalnie odwołane. — Słucham?… Czy coś się stało? — Vszystko zostało anulowane, sprawa zamknięta. — Rozłączył się.
Jeszcze nie zdążył odłożyć telefonu na blat biurka, gdy aparat w jego dłoni ponownie głośno i natarczywie rozdzwonił się. Na ekranie wyświetlił się nieznany, miejski numer. Odebrał zniecierpliwiony: — Słucham, Sinan przy telefonie. — Dzień dobry, panie Sinan. Dzwonię do pana pilnie z izby przyjęć szpitala wojewódzkiego. Pańska rodzona mama przed chwilą miała bardzo poważny, tragiczny wypadek samochodowy na trasie. Trafiła do nas w stanie krytycznym i jest właśnie operowana przez neurochirurgów. Proszę natychmiast przyjechać na miejsce!
Telefon pod wpływem szoku niemal wypadł mu z drżącej dłoni na podłogę. Jeszcze rano stała przed nim w przedpokoju, pełna gniewu i rozgoryczenia pakowała walizki, odchodząc od niego na zawsze bez słowa wybaczenia… A teraz, po kilku godzinach, doświadczeni lekarze walczyli o her życie na stole operacyjnym. Sinan wybiegł z biura, goniąc resztkami sił v stronę swojego samochodu. V jego głowie jak potężny młot pulsowała jedna, paraliżująca myśl: „Czy ta nasza poranna, bolesna kłótnia w pokoju naprawdę okaże się naszą ostatnią rozmową w życiu na zawsze?… Czy już nigdy nie będę mógł poprosić jej o wybaczenie?”.
Sinan pędził suvem przez zatłoczone ulice miasta v stronę szpitala, łamiąc wszelkie przepisy drogowe i pod żadnym pozorem nie pamiętając nawet, jak pokonał kolejne skrzyżowania. V głowie wciąż słyszał te bolesne słowa matki, pełne żalu i rozgoryczenia. Była przekonana, że rodzony syn z premedytacją ją oszukał w sprawie zaręczyn. Nie przypuszczał jednak w najczarniejszych scenariuszach, że ich bolesne pożegnanie zakończy się tragicznym telefonem ze szpitala. Gdy z piskiem opon zaparkował przed kliniką i z impetem wbiegł na korytarz bloku operacyjnego, lekarze właśnie kończyli wielogodzinną operację. Podbiegł do wychodzącej pielęgniarki: — Błagam panią, co z moją mamą?! Jak ona się czuje?! Żyje?! — Proszę pana o spokój, operacja właśnie dobiega końca, doktor zaraz wyjdzie i pani wszystko wyjaśni. Proszę czekać.
Każda kolejna minuta oczekiwania w ciszy korytarza wydawała się dla niego nieskończoną wiecznością. Sinan chodził nerwowo od ściany do ściany, rycząc z bólom i bezsilności. — To wszystko… To wszystko jest wyłącznie moja wina! — oskarżał sam siebie w duchu, uderzając pięścią w ścianę. — Gdybym tylko rano schował swoją męską dumę do kieszeni i osobiście odwiózł ją samochodem na lotnisko, pod żadnym pozorem nie doszłoby do tego wypadku!…
Nikt z personelu nie był w stanie go uspokoić. Kilka godzin później ciężkie drzwi sali operacyjnej w końcu się otworzyły i na korytarz wyszedł starszy neurochirurg. Na jego twarzy pod żadnym pozorem nie było widać uśmiechu ani optymizmu, co napełniło Sinana jeszcze większym lękiem. — Panie Sinan?… — Tak, panie doktorze! Błagam, mów pan, co z mamą?! — Sama operacja ratowania życia zakończyła się z medycznego punktu widzenia pełnym powodzeniem.
Sinan na te słowa odetchnął z głęboką, potężną ulgą, składając dłonie: — Dziękuję Bogu… Dziękuję panu z całego serca, doktorze!… — Proszę jednak poczekać i wysłuchać mnie do końca, panie Sinan, sytuacja jest bardzo poważna — przerwał mu chłodno lekarz. — Udało nam się z najwyższym trudem uratować jej funkcje życiowe… — V gabinecie zapadła długa, paraliżująca cisza. — Ale pod wpływem potężnego uderzenia w samochodzie doszło do nieodwracalnego, bardzo poważnego uszkodzenia rdzenia kręgowego w odcinku piersiowym.
Sinan momentalnie całkowicie pobladł na twarzy, a kolana pod nim zadrżały ze strachu. — Co… Co tow konkretnie oznacza dla her zdrowia, doktorze? Mów pan! Lekarz spojrzał mu prosto w eyes wzrokiem pełnym surowej powagi: — Istnieje, niestety, bardzo duże, wręcz graniczące z pewnością prawdopodobieństwo medyczne, że pańska mama już nigdy w swoim życiu nie będzie w stanie samodzielnie stanąć na własne nogi. Będzie sparaliżowana.
Te proste Słowa lekarza ugodziły Sinana z niszczycielską siłą, miliard razy mocniej niż wszystko, co usłyszał w swoim życiu wcześniej – odebrały mu sens istnienia. — Nie… Nie, błagam pana, tow jest absolutnie niemożliwe!… To nie może być prawda!… — Oparł się bezsilnie obiema dłońmi o chłodną ścianę korytarza, by nie upaść, a łzy zalały mu twarz. Przez cały czas oskarżał siebie w duchu o tę tragedię.
Scena VI: Wyrok matki i mur Nany
Niedługo później matka Sinana w końcu odzyskała przytomność na sali pooperacyjnej. Pierwszą osobą, którą zobaczyła po otwarciu oczu w świetle lamp, był właśnie jej rodzony syn, siedzący zapłakany przy łóżku. Pod żadnym pozorem nie przywitała go jednak ciepłym, matczynym uśmiechem ani nie zapytała z lękiem o stan swojego zdrowia. Jej wzrok był lodowaty, a głęboki głos był chłodny i pełen jadu: — Przez ciebie… Przez ciebie i twoje kłamstwa tow wszystko się stało…
Sinan momentalnie zamarł na krześle, a serce rozdarło mu się z bólom. — Mamo… Błagam cię… — Gdybym… Gdybym przez ciebie i twoją oszustkę nie była tak potwornie zdenerwowana i rozbita po naszej kłótni w pokoju, pod żadnym pozorem nie straciłabym panowania nad kierownicą i nie doszłoby do tego wypadku na drodze! — Każde jej słowo wbijało się w jego serce niczym naostrzony sztylet. — Teraz… Teraz przez twoją głupotę na zawsze straciłam swoją upragnioną podróż życia… Przez ciebie i twoje intrygi moje całe życie już nigdy, do końca moich dni nie będzie takie samo!… Nienawidzę cię…
Sinan pod żadnym pozorem nie próbował się w żaden sposób bronić ani tłumaczyć – wiedział doskonale w głębi duszy, że żaden rynkowy argument czy słowo nie zdołają zagłuszyć potwornego cierpienia fizycznego i psychicznego kobiety leżącej bezwładnie na szpitalnym łóżku. Przyjmował każde her bolesne oskarżenie w głębokim milczeniu, ze spuszczoną głową, jakby sam w swoim sumieniu uznał je za jedyny, sprawiedliwy wyrok na samego siebie.
V tym samym czasie Sara wróciła do swojego skromnego mieszkania z tą wielką, tajemniczą wiadomością o ciąży, której pod wpływem strachu nie była w stanie dłużej unosić sama w tajemnicy przed Alim. Usiadła na łóżku i delikatnie, z nieskończoną czułością położyła dłoń na swoim brzuchu. — Czy ty… Czy ty naprawdę tam w środku jesteś, moje maleństwo?… — wyszeptała, a na her blado twarzy pojawił się na moment pierwszy, słaby uśmiech szczęścia.
Jednak po sekundzie uśmiech natychmiast zniknął, zastąpiony przez paraliżujący strach. Przed oczami stanęła jej twarz Aliego. Jak ma mu o tym w ogóle powiedzieć? Jeszcze rano w biurze żartował sobie wesoło, że od teraz sam osobiście będzie her najlepszym lekarzem pierwszego kontaktu i nie pozwoli jej chorować. Nie miał przecież zielonego pojęcia, że koba nosi pod swoim sercem jego własne, nienarodzone dziecko. Sara z lękiem spojrzała na swój telefon leżący na stole – kilkakrotnie miała już szczery zamiar wybrać his numer i wyznać wszystko, ale za każdym razem pod wpływem strachu odkładała aparat z powrotem na blat. — Jeszcze nie teraz, to zbyt ważne… — mówiła do siebie. — Muszę najpierw sama, w samotności psychicznie się z tą myślą oswoić, zanim mu powiem…
Ali tymczasem pod żadnym pozorem nie miał pojęcia, dlaczego Sara nagle z dnia na dzień stała się tak potwornie zamknięta w sobie, chłodna i unikała z nim dłuższego kontaktu. Próbował do niej wielokrotnie dzwonić z komisariatu, ale uparcie nie odbierała jego połączeń. Kiedy w końcu wieczorem spotkali się przypadkowo na ulicy przed domem, mężczyna uśmiechnął się do niej wyjątkowo ciepło i troskliwie: — Sara, kochanie… Nadal tak potwornie źle się czujesz? Martwię się o ciebie. — Już… Już jest ze mną znacznie lepiej, Ali, dziękuję ci… — Na pewno tow tylko zwykłe, niegroźne przeziębienie i przemęczenie po akcji z bombą, zobaczysz, przejdzie ci po witaminach.
Ali bezgranicznie uwierzył w her słowa, a Sara ze wstydem odwróciła od niego wzrok. To kolejne, drobne kłamstwo wobec ukochanego mężczyny bolało her sumienie z her kolejną godziną coraz bardziej.
Scena VII: Rozmowa przy stole i mur Nany
Tymczasem Nana w swoim domu coraz mocniej i bardziej desperacko walczyła z własnymi, autentycznymi uczuciami do Poyraza. Po trwałym usunięciu tamtej nieszczęsnej wiadomości głosowej z telefonu, miała w głębi duszy ogromną nadzieję, że wszystko w ich relacji wróci do dawnego, bezpiecznego i chłodnego tonu umowy. Nic takiego jednak się pod żadnym pozorem nie stało – wręcz przeciwnie. Każdego kolejnego dnia Poyraz swoimi czynami i zachowaniem dobitnie udowadniał jej na każdym kroku, że myśli przede wszystkim o zapewnieniu bezpiecznej przyszłości dla małego Yusufa. Załatwił dla chłopca najlepszą szkołę w okolicy, osobiście rozmawiał godzinami z dyrektorem i nauczycielami, a teraz przygotował na stole szczegółowy, profesjonalny plan nauki i nadrabiania zaległości. Vieczorem usiedli razem przy stole w jadalni, przeglądając dokumenty szkolne. — Mały Yusuf musi jak najszybciej, sumiennie nadrobić te wszystkie programowe zaległości z poprzednich miesięcy… — powiedział spokojnie Poyraz, wskazując papiery. Nana patrzyła na niego z kompletnym niedowierzaniem i podziwem w oczach: — Ty… Ty naprawdę sam z siebie załatwiłeś to wszystko dla niego, Poyraz? Bez niczyjej pomocy? Poyraz skinął z powagą głową. — Chcę po prostu, żeby ten chłopiec miał w życiu najlepszą możliwą przyszłość i start. Nic więcej się nie liczy.
Te proste, przepełnione szlachetnością Słowa męża poruszyły jej kobiece serce miliard razy mocniej, niż była gotowa przed samą sobą przyznać w tym pokoju. — Ja… Ja naprawdę bardzo, z całego serca ci dziękuję za tę troskę, Poyraz… — powiedziała cicho. After a second, however, natychmiast przypomniała sobie w duchu o ich zbliżającym się rozwodzie i ugodzie, co z bólom sprowadziło ją na ziemię. — Ale przecież… Przecież ten cały nasz wspólny układ i umowa kiedyś się w końcu definitywnie skończą, Poyraz… Ty będziesz miał swoje własne, wolne życie w tym dworku, a ja i Yusuf będziemy mieli swoje własne sprawy daleko stąd…
Poyraz na te słowa nagle zatrzymał się i spojrzał na nią z głębokim zaskoczeniem oraz żalem w oczach. — Ty… Ty naprawdę, Hancer, wierzysz w te swoje słowa i w taki scenariusz rozstania? — Tak… Tak po prostu wygląda nasza realna rzeczywistość prawna, nie ma co udawać. — Nie, Nana, mylisz się całkowicie — odpowiedział niski, twardym głosem Poyraz, patrząc jej prosto w eyes. — Gdziekolwiek na tym świecie będziecie po rozwodzie, przysięgam ci, że nigdy, ani na jedną minutę nie zostawię ani ciebie, ani Yusufa bez mojej pełnej pomocy i opieki finansowej. Zapamiętaj tow sobie.
Nana poczuła w tej sekundzie, jak her serce zabiło w piersi jak szalone z emocji. Szybko jednak, pod wpływem strachu przed własną słabością, schowała twarz i opanowała wzruszenie, budując mur chłodu. — Proszę cię… Nie wybiegajmy z obietnicami tak potwornie daleko w przyszłość, Poyraz… Żyjmy teraźniejszością.
Poyraz zauważył od razu, że koba znowu z premedytacją buduje między ich sercami niewidzialny, chłodny mur dystansu, ale tym razem w głębi duszy pod żadnym pozorem nie zamierzał się tak łatwo poddać i odpuścić walki o nią.
Scena VIII: Pytanie Poyraza i ostateczne zawieszenie
Vieczorem w swoim pokoju Nana bardzo długo, godzinami analizowała w głowie całą tę intymną rozmowę przy stole. — Dlaczego… Dlaczego ja znowu tak potwornie szorstko i chłodno mu odpowiedziałam? — pytała sama siebie w rozpaczy, chodząc od ściany do ściany.
Przypomniała sobie ze szczegółami absolutnie wszystko, co ten mężczyna bezinteresownie zrobił dla niej i dla dobra Yusufa w ostatnich miesiącach: tę szkołę, codzienne wsparcie finansowe, obronę przed matką i stałą, czułą troskę o her bezpieczeństwo… Powoli, z lodowatą jasnością zaczynała w końcu rozumieć, że jej wewnętrzna złość pod żadnym pozorem nie jest skierowana przeciwko osobie Poyraza – ona była wściekła na swoją własną słabość i na samą siebie. Ponieważ im bardziej Poyraz her dnia czynem udowadniał, że jest przy nich całkowicie bezinteresownie i z miłości, tym trudniej było jej samej uwierzyć w tow, że po oficjalnym rozwodzie naprawdę będzie miała w sobie dość siły, by spakować walizki i na zawsze od niego odeść.
V tej samej sekundzie her telefon głośno zawibrował na stole – na ekranie wyświetliło się imię Aynur. Nana momentalnie całkowicie pobladła na twarzy ze strachu. Przypomniała sobie z przerażeniem tamtą potworną, usuniętą w kawiarni wiadomość głosową z wyznaniem miłości do Poyraza i nagle w jej głowie zrodziło się jedno, paraliżujące pytanie: „Czy ja… Czy ja na pewno zdążyłam wtedy sprawnie skasować i usunąć to nagranie z systemu, zanim Aynur albo co gorsza Poyraz zdążyli je odsłuchać?!”. Telefon w her dłoni zaczął niebezpiecznie drżeć z nerwów, a na ekranie wciąż paliło się imię przyjaciółki. Przez kilka długich sekund Nana w bezruchu tępo wpatrywała się w wyświetlacz, a her serce biło tak mocno, że sama słyszała his rytm w uszach. — Nie… Przecież nacisnęłam przycisk „usuń dla wszystkich”… Na pewno zdążyłam… Ale czy na pewno?… — To potworne pytanie nie dawało jej spokoju.
Przypominała sobie w panice tamten moment nagrywania wyznania na zapleczu: swoje drżące dłonie, łzy rozpaczy, pośpiech i paniczne usuwanie pliku z czatu… V końcu, trzęsąc się, odebrała połączenie: — Halo… Aynur? — Halo, Nana, wszystko w porządku u ciebie? Słyszysz mnie? — Tak… Tak, wszystko u mnie w jak najlepszym porządku, Aynur. Dlaczego pytasz? — Sama nie wiem, kochanie… Mam po prostu od kilku dni takie dziwne, nieodparte wrażenie, że coś potężnego i bolesnego przed mną ukrywasz.
Nana mocno zamknęła eyes z bólom, opierając się o ścianę. — Nie… Nic przed tobą pod żadnym pozorem nie ukrywam, Aynur… Vszystko okej. — Nie musisz mnie przecież na siłę okłamywać, Nana, znam cię zbyt dobrze i za długo, by dać się nabrać na ten twój sztuczny głos.
Przez jedną krótką chwilę Nana miała już ogromną, rozpaczliwą chęć pęknąć i wyznać jej przez telefon całą nagą prawdę: powiedzieć głośno, że z własnej głupoty szaleńczo zakochała się w mężczynie, z którym według umowy miała stworzyć przed sądem tylko i wyłącznie czasowe, sztuczne pozory rodziny… ale her wygórowana duma i strach wygrały. Nie potrafiła wykrztusić tego wyznania. — Jestem po prostu… bardzo zmęczona tymi sprawami Yusufa, Aynur, tow wszystko… Aynur westchnęła ciężko do słuchawki: — Dobrze, Nana, nie naciskam. Kiedy sama będziesz wewnętrznie gotowa, na pewno mi o wszystkim opowiesz. Trzymaj się, pa.
Po zakończeniu rozmowy Nana bardzo długo siedziała w całkowitej ciszy na łóżku. Z każdym kolejnym dniem coraz trudniej i bolesnej było jej walczyć z własnym sercem.
Tymczasem Poyraz w swoim pokoju również pod żadnym pozorem nie był w stanie przestać intensywnie myśleć o Nanie. Od tamtej pamiętnej minuty w kawiarni, gdy przez uchylone drzwi przypadkowo usłyszedł tow jedno, wyrwane z kontekstu zdanie jej wiadomości głosowej: „…gdzie kończy się obowiązek, a zaczyna miłość…”, wszystkie dotychczasowe dziwne zachowania dziewczyny zaczęły się w jego głowie układać w jedną, logiczną całość: her permanentna zazdrość o inne kobicę, her paniczne próby ucieczki z pokoju i tow nieustanne, gorączkowe szukanie jakiejkolwiek pracy na mieście – wszystko po tow, byle tylko pod żadnym pozorem nie zostać z nim sam na sam w dworku. V tym momencie do pokoju ponownie wszedł Mert, przerywając jego głębokie rozmyślania. — No i co, Poyraz? Nadal będziesz mi tu uparcie twierdził, że jej zachowanie tow czysty, głupi przypadek i obowiązek? — Ja… Sam już nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć, Mert… — odpowiedział cicho Poyraz. — Ty doskonale viem w głębi duszy, jaka jest prawda, przyjacielu… Ty się po prostu śmiertelnie i tchórzliwie boisz w tę jej miłość uwierzyć, ot co! Poyraz spojrzał na przyjaciela wzrokiem pełnym bólu: — A jeśli… A jeśli się całkowicie mylę w moich domysłach, Mert? Jeśli źle zinterpretowałem jej słowa i narobię sobie złudnej nadziei? — A pomyślałeś o tym, co się stanie, jeśli przez ten swój chory strach przed odrzuceniem stracisz na zawsze kobietę, która w tej samej sekundzie próbuje w rozpaczy przed tobą uciekać, co?!
Po razy pierwszy w swoim życiu Poyraz pod żadnym pozorem nie znalazł w głowie ani jednego racjonalnego argumentu na swoją obronę. Kilka godzin później, późnym wieczorem, wrócił do dworku. V salonie zastał Nanę, która w półmroku siedziała przy stole, pilnie porządkując dokumenty i wnioski dotyczące nowej szkoły Yusufa. Przez dłuższą chwilę w całkowitym milczeniu, z zachwytem obserwował her skupioną twarz z progu. — Ty… Ty nadal pracujesz nad tymi papierami, Nana? Jest już bardzo późno, powinnaś odpocząć — powiedział cicho, podchodząc bliżej. — Chcę po prostu przygotować wszystko idealnie na jutro rano dla dyrektora… — Nie musisz pod żadnym pozorem robić absolutnie wszystkiego w tym domu sama, Nana. Jestem przy tobie.
Nana na te słowa uniosła głowę i delikatnie, wyjątkowo ciepło uśmiechnęła się do niego. — Viem o tym, Poyraz… Dziękuję ci.
To jedno krótkie słowo „wiem” zabrzmiało w uszach mężczyny zupełnie inaczej niż kiedykolwiek wcześniej w tym salonie – pod żadnym pozorem nie było już chłodne, zdawkowe ani oficjalne; było pełne nieskończonej, szczerej wdzięczności kobicę. Poyraz usiadł na krześle naprzeciwko niej, nie odrywając od niej wzroku. — To ja… To ja dziękuję ci z całego serca, Nana, że jesteś tak wiernie i cudownie przy małym Yusufie w tych trudnych chwilach. Nana spojrzała mu prosto w eyes z nieskończoną czułością: — Ty… Ty robisz dla tego chłopca znacznie, znacznie więcej niż ja, Poyraz. Jesteś wspaniałym mężczyną.
V pokoju między nimi zapadła nagle długa, głęboka i niezwykle intymna cisza. To był pierwszy raz od wielu długich, koszmarnych tygodni separacji, kiedy żadne z nich pod żadnym pozorem nie próbowało nerwowo uciekać od rozmowy ani maskować emocji. Jednak właśnie w tej magicznej minucie Nana nagle jakby się ocknęła i przypomniała sobie o swoich własnych, bolesnych słowach o nieuchronnym rozwodzie. Ten strach momentalnie sparaliżował her serce – gwałtownym ruchem odsunęła krzesło i wstała od stołu, zbierając papiery: — Ja… Ja powinnam już chyba iść natychmiast do swojego pokoju odpocząć… Jestem zmęczona…
Poyraz z bólom zauważył, że koba w ułamku sekundy znowu z lękiem buduje między nimi ten sam chłodny mur dystansu. Im bliżej duchowo byli siebie i im mocniej topniał lód, tym szybciej i bardziej panicznie Nana próbowała się od niego oddalić na bezpieczną odległość, bojąc się własnego serca.
V szpitalu Sinan pod żadnym pozorem nie opuszczał łóżka swojej sparaliżowanej matki ani na jedną minutę, czuwając przy niej dzień i noc. Doświadczeni lekarze i rehabilitanci rozpoczęli już na oddziale pierwsze procedury przygotowawcze do wielomiesięcznej, ciężkiej rehabilitacji ruchowej, ale starsza koba za nic na świecie nie potrafiła i nie chciała pogodzić się z tą straszną diagnozą o paraliżu nóg. — Ja… Ja nie chcę i nie mam zamiaru żyć na tym świecie na wózku inwalidzkim, jako roślina, z bolesną litością innych ludzi wokół mnie! — płakała z wściekłością. — Mamo, błagam cię, to pod żadnym pozorem nie jest żadna litość ze strony lekarzy… — odpowiedział cicho Sinan, łkając. — V takim razie co tow według ciebie jest, co?! Jak mam tak wegetować?!
Sinan usiadł blisko na brzegu łóżka i delikatnie spróbował uścisnąć jej bezwładną dłoń. — Ja chcę po prostu… całym swoim sercem być przy tobie w tej chorobie i ci pomóc, mamo.
Starsza koba przez bardzo długą chwilę milczała w chłodzie, patrząc na syna. I choć w głębi duszy nadal pod żadnym pozorem nie potrafiła mu wybaczyć tej porannej kłótni o zaręczyny, tow po razy pierwszy od wypadku nie wyrwała wściekle swojej ręki z jego uścisku ani nie odwróciła od niego wzroku v stronę ściany. Był tow w jej stanie na pozór niewielki, skromny gest, ale dla zranionego poczuciem winy Sinana znaczył w tej minucie miliard razy więcej niż jakiekolwiek najpiękniejsze słowa świata – dawał mu słabą nadzieję na przyszłość. Wiedział doskonale w duszy, że pełne odbudowanie ich zniszczonej relacji matki i syna będzie trwało wyjątkowo długo i bolesno, jednak podjął twardą decyzję, że nie opuści jej szpitalnej sali ani na sekundę, nawet jeśli każdego dnia będzie musiał mierzyć się z jej największym gniewem i jadem.
Sara również stanęła w swoim pokoju przed ostateczną decyzją, której pod wpływem sumienia nie mogła już ani minuty dłużej odkładać na bok. Spojrzała po razy tysięczny na medyczny wynik badań laboratoryjnych z czerwonym napisem o ciąży, a potem na zdjęcie uśmiechniętego Aliego wyświetlone w jej telefonie. — Nie mogę… Nie mogę w nieskończoność bezczelnie ukrywać przed nim tej nagiej prawdy… To jego dziecko, ma prawo wiedzieć — powiedziała stanowczo do siebie.
Schowała ostrożnie dokument głęboko do skórzanej torebki, podejmując twardą decyzję. — Jeszcze dzisiaj wieczorem powiem mu o wszystkim prosto w oczy.
Ale w jej głowie natychmiast pojawiła się nowa fala niepokoju: jak ma mu tow właściwie delikatnie przekazać, by go nie zszokować? Sara pod żadnym pozorem nie chciała opowiadać mu o ciąży w pośpiechu, przypadkiem, między policyjnymi obowiązkami na komisariacie czy kolejnymi ważnymi sprawami służbowymi holdingu. Marzyła w głębi serca o stworzeniu pięknej, intymnej chwili we dwoje, którą oboje z miłością zapamiętają na całe swoje życie… Nie miała jednak pojęcia, że ślepy los przygotował dla ich dwójki zupełnie inny, dramatyczny scenariusz wydarzeń.
Vieczorem w swoim pokoju dworku Nana siedziała całkowicie sama na łóżku, w półmroku, tępo wpatrując się w swój złoty pierścionek ślubny na palcu. Jeszcze niedawno, kilka tygodni temu, marzyła całym sercem o tym, by jak najszybciej zdjąć go z dłoni i rzucić mu pod nogi przy rozwodzie. Teraz, po tych wszystkich dniach, pod żadnym pozorem nie potrafiła już sobie nawet wyobrazić w głowie tej strasznej chwili, w której naprawdę miałaby tow zrobić i odeść od niego na zawsze. Przypomniała sobie ze szczegółami absolutnie wszystkie słowa i czyny Poyraza: tow, jak z ojcowską miłością troszczył się o małego Yusufa, jak układał jego przyszłość, i tow, że w tym całym układzie ani jeden jedyny razy nie pomyślał egoistycznie wyłącznie o swoich własnych korzyściach majątkowych czy wygodzie. I nagle z lodowatą jasnością zrozumiała coś niezwykle ważnego dla kobicę: tow wcale nie poczucie obowiązku czy ugoda sprawiły, że zaczęła mu bezgranicznie ufać jako mężowi – tow były jego codzienne, ciche, szlachetne czyny mężczyny.
Poyraz w tym samym czasie stał samotnie przy dużym oknie swojego gabinetu holdingu, patrząc w ciemność nocy. V jego męskim umyśle coraz częściej, natarczywie powracało jedno, fundamentalne pytanie: „Czy warto… Czy warto na siłę nadal udawać przed nią i przed sądem, że tow wszystko między nami jest tylko i wyłącznie fikcyjną umową rynkową i papierem, skoro moje własne serce już bardzo, bardzo dawno temu przestało przestrzegać jakichkolwiek ustalonych zasad układu i kocha tę kobicę nad życie?”. Nie znał jeszcze w tej minucie dobrej odpowiedzi na tow pytanie, ale wiedział z absolutną pewnością jedną rzecz: pod żadnym pozorem nie zamierzał pozwolić na tow, by strach przed odrzuceniem zdecydował o ich przyszłości za nich.
Czasami zarówno Nana, jak i Poyraz wciąż byli w głębi duszy mocno przekonani, że ich wspólna, fikcyjna droga kiedyś się w końcu skończy rozwodem. Paradoks całej tej sytuacji polegał jednak na tym, że właśnie teraz, gdy oboje z bólom podświadomie przygotowywali się psychicznie na ostateczne rozstanie, ślepy los z her sekundą coraz mocniej i bardziej nierozerwalnie splatał ze sobą ich życia. Prawdziwe, wielkie uczucia na tym świecie bardzo rzadko pojawiają się przecież nagle i spektakularnie – najczęściej rodzą się powoli, w ciszy, w codziennych, drobnych gestach, bezinteresownej trosce, anielskiej cierpliwości i stałej gotowości, by po prostu fizycznie być przy drugiej osobie, nawet wtedy, gdy nie oczekuje się od niej absolutnie niczego w zamian. I właśnie takie czyste uczucia jest mężczynie i kobiecie najtrudniej na tym świecie później porzucić.
Dziękuję wam z całego serca, że byliście dzisiaj ze mną przy tej historii. Jeśli podobał wam się ten emocjonujący odcinek analizy, zostawcie koniecznie łapkę w górę pod tekstem, zasubskrybujcie nasz kanał i włączcie powiadomienia, aby pod żadnym pozorem nie przegapić kolejnych, niesamowitych i pełnych potężnego napięcia historii naszych bohaterów! Do zobaczenia już wkrótce!