
Cą traci kontrolę po rozwodzie. Bójka z Melichem wstrząsa rezydencją. W 139 odcinku Panny Młodej wszystkie skrywane emocje wybuchną z ogromną siłą.
Po podpisaniu porozumienia rozwodowego CON spędza noc samotnie w gabinecie, przekonany, że bezpowrotnie stracił Hanser. Kiedy Engine próbuje wyjaśnić swoje intencje, załamany mężczyzna żąda tylko jednego – natychmiastowego rozpoczęcia procedury rozwodowej.
Tymczasem misternie zbudowane kłamstwo Bezy zaczyna się rozpadać. Jasemin nakazuje jej powtórzyć badanie krwi i osobiście zamierza dostarczyć próbkę do niezależnego laboratorium. Czy prawda o fałszywych wynikach wreszcie wyjdzie na jaw?
Sytuacja staje się jeszcze bardziej niebezpieczna, gdy tajemniczy obserwator fotografuje Tajara przekazującego ciężarnej Jons pieniądze oraz bilet umożliwiający ucieczkę.
Największy dramat rozgrywa się jednak w rezydencji. Cong żąda od Melia informacji o miejscu, do którego zawiózł Hanser. Gdy kierowca odmawia złamania danego jej słowa, między mężczyznami dochodzi do gwałtownej bójki. Krzyki służby nie są w stanie ich powstrzymać, a dopiero stanowcza reakcja mu kader przerywa starcie.
Chwilę później Melich opuszcza dom i niespodziewanie wyznaje Gulsum, że jego serce należy już do innej kobiety. Kim jest tajemnicza wybranka Melia? Czy Cią naprawdę pozwoli Hanser odejść? I czy Bea zdoła zatrzymać prawdę, zanim wyniki badań trafią w ręce Jasemin?
Panna Młoda – odcinek 139. Kłamstwa zaczynają się rozpadać.
Nowy dzień przywitał mieszkanie Nuśreta ciężką, duszną atmosferą. Choć za wysokimi oknami świeciło blade jesienne słońce, do przestronnego salonu nie przedostawało się niemal żadne światło. Grube zasłony pozostawały zaciągnięte, jakby mieszkańcy domu próbowali odgrodzić się od całego świata.
W pomieszczeniu panowała cisza tak napięta, że zdawała się ciążyć na ścianach. Bejza stała pośrodku pokoju z założonymi rękami.

Miała na sobie elegancki płaszcz, którego nawet nie zdążyła zdjąć. Jej twarz była blada, lecz oczy płonęły gniewem. Patrzyła na Tajara z mieszaniną niedowierzania, pogardy i coraz trudniejszego do ukrycia strachu.
Mężczyzna unikał jej wzroku. Stał ze spuszczoną głową, nerwowo pocierając palcami brzeg marynarki. Przypominał ucznia oczekującego na karę, ale wiedział, że tym razem konsekwencje mogły być znacznie poważniejsze niż zwykła nagana.
Nuśre chodził powoli wzdłuż kanapy. Raz po raz poprawiał mankiet koszuli, a każdy jego krok odbijał się głuchym echem od drewnianej podłogi. Nie podnosił głosu, nie musiał. Jego milczenie było bardziej niepokojące niż krzyk.
Bea w końcu nie wytrzymała. „To niewiarygodne” – odezwała się lodowatym tonem. „Naprawdę niewiarygodne.” Tajar zacisnął usta.
– Pani Bejo…
– Nie skończyłam.
Zrobiła krok w jego stronę.
– Właśnie wtedy, kiedy wszystko zaczęło układać się po naszej myśli, ty gubisz Jonkę. Dziewczynę, od której zależy całe moje życie, moja przyszłość, moje małżeństwo… wszystko.
– Nie zgubiłem jej – zaprotestował cicho Tajar. – Ona po prostu zniknęła wcześniej, niż się spodziewałem.
Bea roześmiała się krótko, lecz w tym śmiechu nie było nic zabawnego.
– Posłuchaj samego siebie. „Po prostu zniknęła.” Jakbyś mówił o zgubionym kluczu albo parasolu. Ta kobieta zna prawdę. Wie o ciąży, wie o dziecku, wie dlaczego ją ukrywaliśmy. Jeśli pójdzie na policję albo znajdzie Hanser…
Urwała, bo sama myśl o takim scenariuszu odebrała jej oddech.
Tajar podniósł niepewnie wzrok.
– Nie pójdzie do Hanser.
– Skąd możesz to wiedzieć?
– Jonka się jej boi. Boi się również pana Ciana.
– Ona boi się przede wszystkim o siebie – odparła Beza. – A człowiek, który walczy o własne życie, potrafi zrobić wszystko.
Podeszła jeszcze bliżej. Jej twarz znalazła się zaledwie kilka centymetrów od twarzy Tajara.
– Jeśli Jonka zniknie na dobre, jestem skończona. Rozumiesz? Cian nie zostawi na mnie suchej nitki, jeśli odkryje całą tę grę. Nie chodzi tylko o rozwód. On odbierze mi wszystko: nazwisko, pieniądze, dom, a potem dopilnuje, żebym odpowiedziała za każde kłamstwo.
Tajar nerwowo splótł dłonie.
– Szukam jej. Moi ludzie sprawdzają dworce, hotele i wszystkie miejsca, w których mogłaby się ukryć. To tylko kwestia czasu.
– My nie mamy czasu! – podniosła głos Bea. – Każda godzina działa przeciwko nam. Nie wiesz, z kim może się skontaktować. Nie wiesz, co może powiedzieć. Nie wiesz nawet, czy nadal jest w mieście.
– Właśnie dlatego musimy zachować spokój.
– Nie mów mi, żebym zachowała spokój.
Beja gwałtownie chwyciła leżącą na stoliku szklankę. Przez moment wyglądało na to, że rzuci nią o ścianę, lecz w ostatniej chwili odstawiła ją z drżeniem.
Nuśre zatrzymał się nagle i spojrzał na Tajara twardym, nieprzeniknionym wzrokiem.
– Słyszałeś, co powiedziała moja córka?
– Tak, panie Nuśrecie.
– A więc rób wszystko, co w twojej mocy. Bo ja mam wrażenie, że robisz zdecydowanie za mało.
W jego głosie nie było krzyku. Był za to chłód tak przenikliwy, że Tajar natychmiast się wyprostował.
– Proszę mi wierzyć. Do jutra wszystko rozwiążę. Obiecuję.
Nuśre przez dłuższą chwilę patrzył mu prosto w oczy, jakby próbował ocenić, czy człowiek stojący przed nim nadal jest lojalnym wykonawcą poleceń, czy też stał się zagrożeniem.
– Obietnice nic nie znaczą, Tajarze. Liczą się rezultaty.
– Przyniosę panu rezultat.

Lepiej, żebyś dotrzymał słowa, bo jeśli Jonka pojawi się przed Cihanem albo Hanser, nie będziesz miał już dokąd wracać.
Tajar przełknął ślinę.
– Rozumiem.
– Nie sądzę – odpowiedział Nuśre, robiąc krok w jego stronę. – Gdybyś naprawdę rozumiał, nie stalibyśmy teraz tutaj i nie rozmawialibyśmy o twojej porażce.
Bejaza spojrzała na ojca, a potem ponownie na Tajara.
– Musisz ją znaleźć natychmiast. Nie obchodzi mnie, czy będzie na lotnisku, na statku czy pod ziemią. Masz ją sprowadzić.
– A kiedy ją znajdę? – zapytał Tajar.
W salonie zapadła nagła cisza. Bejza zmrużyła oczy.
– Co masz na myśli?
– Pytam, co mam zrobić później. Przywieźć ją tutaj? Zamknąć ponownie? Przekazać komuś innemu?
Nuśre przyjrzał mu się uważnie.
– Najpierw ją znajdź. Potem otrzymasz instrukcje.
– Oczywiście.
Tajar skinął głową, lecz wyraźnie pobladł. Przez kilka sekund wyglądał, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze, jednak ostatecznie się powstrzymał.
Nuśre machnął ręką.
– Dobrze. Idź i zajmij się tym.
– Tak jest.
Tajar lekko się ukłonił i niemal natychmiast opuścił mieszkanie. Kiedy zamykał za sobą drzwi, jego dłoń drżała. Bejza odprowadziła go pełnym nieufności spojrzeniem.
– W ogóle mu nie ufam – powiedziała z goryczą. – On niczego nie doprowadzi do końca. Zawsze wygląda, jakby zaraz miał się rozpłakać albo przyznać do wszystkiego.
Nuśre podszedł do barku, wyjął szklankę i nalał sobie wody.
– Dlatego nie polegam wyłącznie na nim.
Bejza zmarszczyła brwi.
– Co zrobiłeś?
– Przydzieliłem człowieka, który go obserwuje. Śledzę Tajara od wczoraj. Każdy jego krok, każde spotkanie, każdy telefon.
Bejza przez chwilę milczała.
– Podejrzewasz go o zdradę?
Nuśre upił niewielki łyk wody.
– Podejrzewam każdego, kto zaczyna zadawać zbyt wiele pytań. Tajar od pewnego czasu zachowuje się inaczej. Jest nerwowy. Unika rozmów o Jons. A kiedy wspominam o dziecku, robi się blady.
– Może ma wyrzuty sumienia?
– Wyrzuty sumienia są luksusem dla ludzi, którzy nie mają nic do stracenia.
Beja odwróciła się w stronę okna.
– Myślisz, że znajdzie Jonkę?
– Znajdzie ją – odpowiedział Nuśre bez wahania. – Nawet gdyby miała ukryć się w mysiej norze.
– A jeśli Tajar spróbuje jej pomóc?
Nuśre spojrzał na córkę ponad krawędzią szklanki.
– Wtedy rozwiążemy dwa problemy jednocześnie.
Bea powoli odwróciła głowę. Znała ojca wystarczająco dobrze, by zrozumieć ukryte znaczenie jego słów.
– Nie chcę wiedzieć, co zamierzasz zrobić.
– To dlaczego pytasz?
– Bo się boję.
Słowa wyrwały się z jej ust, zanim zdążyła je powstrzymać.
Nuśre odstawił szklankę i podszedł bliżej.
– Czego dokładnie?
– Że wszystko zaczyna się rozpadać. Hanser wymknęła nam się z rąk. Cion przestał mi ufać. Jasemin patrzy na mnie tak, jakby znała każdy mój sekret. Selen nie odbiera telefonu. Teraz jeszcze Jonka zniknęła.
– Dosyć, tato. Powiedziałem dosyć. Strach nie może kierować twoimi decyzjami. Masz wrócić do rezydencji i zachowywać się tak, jakby nic się nie wydarzyło. Nie możesz pokazać Cihanowi, że jesteś zdenerwowana.
– On i tak prawie na mnie nie patrzy.
– Tym lepiej. Człowiek pogrążony w rozpaczy zauważa mniej szczegółów.
Bea mocniej zacisnęła dłonie na pasku torebki.
– Hanser podpisała porozumienie rozwodowe. Powinnam być szczęśliwa. Powinnam czuć, że wygrałam. A jednak mam wrażenie, że to dopiero początek czegoś gorszego.
Nuśre położył dłonie na jej ramionach.
– Posłuchaj mnie. Nie zaszłaś tak daleko, żeby teraz się wycofać. Cą będzie twój. Dom będzie twój. Nazwisko będzie twoje. Musisz tylko przetrwać kilka najbliższych dni.
– A jeśli wyniki badań…
– Selen się tym zajmie.
– Nie odbiera telefonu.
– Odbierze.
– Skąd ta pewność?
– Ponieważ wszyscy w końcu odbierają, kiedy rozumieją, ile mogą stracić.
Bejza chciała odpowiedzieć, lecz zrezygnowała. Chwyciła torebkę i ruszyła do wyjścia.
– Powinnam już wracać. Nie mogę zbyt długo znikać.
– Pole nie może pozostać puste. Pamiętaj, córko – powiedział Nusre. – Nie okazuj słabości.
Beja otworzyła drzwi.
– Zrobię, co trzeba.
Kiedy jednak drzwi zamknęły się za nią, na jej twarzy nie było już śladu pewności siebie. Został jedynie głęboki, paraliżujący strach, że misternie budowane kłamstwo zaczyna wymykać się spod kontroli.
Drzwi gabinetu otworzyły się cicho. Engine wszedł do środka, poprawiając krawat. W jednej ręce trzymał teczkę z dokumentami, w drugiej kubek świeżej kawy. Nie zdążył jednak zrobić dwóch kroków, gdy gwałtownie się zatrzymał.
W pomieszczeniu panował półmrok. Rolety były opuszczone, a poranne światło z trudem przebijało się przez wąskie szczeliny. Na stoliku leżała pusta szklanka, kilka zgniecionych kartek i telefon. Pod ścianą, na skórzanej kanapie, leżał Cihan. Koszulę miał rozpiętą pod szyją, włosy w nieładzie, a marynarkę niedbale rzuconą na oparcie. Wyglądał tak, jakby przez całą noc nie zmrużył oka, albo za każdym razem budziły go wspomnienia rozmowy z Hanser.
Engine odstawił kawę na biurko.
– Cihanie…
Mężczyzna nie zareagował.
– Co ty tutaj robisz? Nie wróciłeś do domu?
Cihan powoli otworzył oczy. Przez kilka sekund patrzył w sufit, jakby nie pamiętał, gdzie się znajduje. Potem przeniósł wzrok na Engina. Było w nim coś tak zimnego, że Engine natychmiast poczuł narastający niepokój.
– Nie mieszaj się więcej w moje sprawy.
Engine zamrugał.
– Co słyszę?
Cihan usiadł, oparł łokcie na kolanach i przetarł twarz dłońmi.
– Nie chcę już więcej twoich planów, niespodzianek ani prób ratowania mojego małżeństwa.
– Cihanie, ja tylko…
– Twój plan nie wypalił.
Cihan zaśmiał się krótko, ale w tym śmiechu nie było ani odrobiny rozbawienia.
– Gratuluję. Chciałeś, żebyśmy zostali sami. Zostaliśmy. Chciałeś, żebyśmy porozmawiali. Porozmawialiśmy. Wczoraj wieczorem podpisaliśmy z Hanser porozumienie rozwodowe.
Słowa zawisły ciężko w powietrzu.
Engine znieruchomiał.
– Co?
– Nie każ mi tego powtarzać.
– Podpisaliście dokumenty?
– Tak. Oboje.
Cihan podniósł na niego wzrok.
– Czy wyglądam, jakbym miał ochotę żartować?
Engine odstawił teczkę. Nagle poczuł, że brakuje mu powietrza. Wszystko miało wyglądać inaczej. Kiedy aranżował ich spotkanie w domu letniskowym, był przekonany, że wystarczy kilka godzin z dala od rodziny, intryg i oskarżeń. Mieli spojrzeć sobie w oczy. Mieli przypomnieć sobie, dlaczego kiedyś walczyli o każde wspólne marzenie. Był niemal pewien, że o świcie wrócą razem. Tymczasem doprowadził ich prosto do końca.
– Gdzie są dokumenty? – zapytał cicho.
– Zostały w domu letniskowym. Leżą na stole w salonie. Możesz po nie pojechać i natychmiast rozpocząć procedury rozwodowe.
– Natychmiast?
– Pani Hanser bardzo się spieszy – odpowiedział Cihan lodowato. – Nie każ jej czekać.
Engine chwycił się za nasadę nosa.
– Musiało wydarzyć się coś jeszcze.
Cihan gwałtownie wstał.
– Nic więcej nie musiało się wydarzyć. Ona podjęła decyzję.
– A ty?
– Ja ją zaakceptowałem.
– Nie pytam, co podpisałeś. Pytam, czego chcesz.
Cihan podszedł do okna i szarpnął roletę. Do gabinetu wpadło ostre światło. Mężczyzna zmrużył oczy.
– To już nie ma znaczenia.
– Dla ciebie ma. Nie kochasz jej.
Cihan odwrócił się tak gwałtownie, że Engine aż cofnął się o krok.
– Nie wypowiadaj jej imienia w ten sposób, jakby miłość mogła cokolwiek naprawić.
– Ale przecież miłość nie wystarczyła. Nie wystarczyła, kiedy wybrała odejście. Nie wystarczyła, kiedy spojrzała mi w oczy i powiedziała, że nie chce już być moją żoną. Nie wystarczyła, kiedy wzięła długopis i podpisała dokument.
Engine milczał. Cihan podniósł marynarkę z kanapy, lecz zamiast ją założyć, przez chwilę ściskał materiał w dłoni.
– Wiesz, co jest najgorsze? – zapytał ciszej.
Engine nie odpowiedział.
– Przez całą drogę do domu letniskowego wierzyłem, że to szansa. Wiedziałem, że jest na mnie zła. Wiedziałem, że mi nie ufa, ale gdzieś w środku myślałem, że kiedy zostaniemy sami, przypomni sobie wszystko.
– Może nadal pamięta.
– Pamiętała. I właśnie dlatego było jej tak łatwo mnie zranić.
– Nie sądzę, żeby chciała cię zranić.
– Oczywiście, że chciała! – wybuchł Cihan. – Chciała, żebym poczuł to samo, co ona. Chciała, żebym wiedział, jak to jest zostać odrzuconym. I udało jej się.
Engine przyglądał mu się w milczeniu.
– Co powiedziała?
Cihan opuścił wzrok. Przed oczami ponownie zobaczył Hanser stojącą przy stole, jej drżącą dłoń, łzy, których nie chciała mu pokazać, i sposób, w jaki przycisnęła długopis do papieru, jakby podpisywała nie dokument, lecz wyrok na samą siebie.
– Powiedziała, że nie potrafi żyć w domu, w którym każdego dnia musi udowadniać swoją niewinność. Że ma dość mojej matki, Bejzy i wszystkich kłamstw. Powiedziała, że kocham ją tylko wtedy, kiedy zachowuje się tak, jak tego oczekuję.
– A ty co odpowiedziałeś?
– Że jeśli chce odejść, nie będę jej zatrzymywał.
Engine westchnął.
– Czyli oboje powiedzieliście dokładnie to, czego tak naprawdę nie chcieliście powiedzieć.
– Nie zaczynaj, Enginie.
– Podpisałeś dokument ze złości.
– Podpisałem, bo nie będę błagał kobiety, która mnie nie chce.
– A może czekała, aż ją zatrzymasz?
Cihan ruszył w jego stronę.
– Przestań szukać nadziei tam, gdzie już jej nie ma.
– Widziałem was razem. Widziałem, jak na siebie patrzycie. To nie jest małżeństwo ludzi, którzy przestali się kochać. To jest małżeństwo ludzi, którzy zniszczyli wszystko, co między nimi było. Jeszcze nie jest za późno. Jedź do niej.
– Dosyć!
Głos Cihana rozdarł ciszę gabinetu.
– Przestań. Dobrze? Nie zostało już nic, nad czym można się zastanawiać. Masz wykonać swoją pracę, odebrać dokumenty, złożyć wniosek i doprowadzić rozwód do końca.
Engine patrzył na niego przez dłuższą chwilę.
– Nie wybaczysz mi, jeśli to zrobię.
– Nie wybaczę ci, jeśli znowu spróbujesz ingerować.
Cihan założył marynarkę, podniósł kluczyki ze stolika i skierował się do drzwi. Przy wyjściu zatrzymał się na moment.
– Cihanie – odezwał się Engine. – Jeżeli naprawdę chcesz zakończyć to małżeństwo, spójrz mi w oczy i powiedz, że już jej nie kochasz.
Cihan znieruchomiał. Przez kilka sekund nie poruszył się ani o centymetr. Engine czekał.
Cihan jednak nie odwrócił głowy.
– Po prostu to zakończ.
Po tych słowach wyszedł, zostawiając Engina samego pośród przytłaczającej ciszy.
Na biurku wciąż stała nietknięta kawa. Engine podszedł do okna i spojrzał na ulicę. Zobaczył, jak Cihan wsiada do samochodu, a chwilę później odjeżdża z piskiem opon.
– Nie… – wyszeptał Engine. – Tego nie można tak zakończyć.
Sięgnął po telefon, lecz zawahał się, widząc na ekranie numer Hanser.
Tymczasem Bejza szła wąską ulicą, nerwowo stukając palcami o ekran telefonu. Jesienne powietrze było chłodne, a wiatr rozwiewał jej włosy, lecz ona zdawała się tego nie zauważać. Co kilka kroków wybierała ten sam numer – Selen.
Za każdym razem słyszała identyczny komunikat. Telefon pozostawał wyłączony.
– Odbierz… – syknęła. – No dalej, odbierz.
Kolejna próba. Nic. Z każdą minutą oddech Bejzy stawał się coraz płytszy.
W głowie Bejzy kłębiły się pytania. Czy Selen została odkryta? Czy Jasemin zaczęła coś podejrzewać? Czy pielęgniarka uciekła z pieniędzmi? A może postanowiła powiedzieć prawdę?
Bea zatrzymała się przy witrynie zamkniętego sklepu i spojrzała na swoje odbicie. Wyglądała na przestraszoną. Natychmiast poprawiła włosy i uniosła podbródek.
– Nie możesz się teraz rozsypać. Jeszcze nie.
Nagle telefon zawibrował. Bea niemal go upuściła. Spojrzała na ekran i momentalnie zesztywniała. Dzwoniła Jasemin.
Przez chwilę wahała się, czy odebrać. Gdyby zignorowała połączenie, lekarka mogłaby zadzwonić do Cihana, a tego nie mogła ryzykować.
Przesunęła palcem po ekranie.
– Słucham.
Głos Jasemin był spokojny. Zdecydowanie zbyt spokojny.
– Wyniki są gotowe, Bejzo.
Bejza mocniej zacisnęła palce na telefonie.
– Tak szybko?
– Laboratorium pracowało dziś bardzo sprawnie.
– Czy jest jakiś problem?
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
– Nie – odpowiedziała w końcu Jasemin. – Ale wygląda na to, że laboratorium popełniło błąd. Muszę poprosić cię o ponowne badanie krwi.
Bejza gwałtownie zatrzymała się na środku chodnika.
– Jak to możliwe?
– Czasami próbka zostaje źle opisana albo zanieczyszczona.
– Co to za niekompetencja?! – wybuchła Bejza. – Ci idioci nie potrafią nawet prawidłowo zbadać krwi. Płacimy fortuny za prywatną opiekę, a oni nie umieją wykonać najprostszego testu.
– Masz rację. Sama jestem zdenerwowana – powiedziała Jasemin. – Ale błędy się zdarzają.
– Przyjdę innym razem.
– Nie.
Bejza zmarszczyła brwi.
– Słucham?
– Powiedziałam, że musimy powtórzyć badanie.
– Nie mam teraz czasu.
– Rozumiem. W takim razie mogę zadzwonić do Cihana i przekazać mu wyniki ostatnich badań. Być może pomoże nam znaleźć dogodny termin.
Na dźwięk jego imienia Bejza natychmiast spoważniała.
– Po co miałabyś dzwonić do Cihana?
– Jest ojcem dziecka. Powinien znać stan zdrowia swojej żony.
– Ostatnio ma dużo na głowie.
– To prawda. Zwłaszcza po tym, co wydarzyło się z Hanser.
Bejza poczuła ukłucie niepokoju.
– Co masz na myśli?
– Nic szczególnego. Wiem tylko, że atmosfera w rezydencji jest trudna.
– Nie mieszaj Hanser do mojej ciąży.
– Nie mieszam. Zastanawia mnie jedynie, dlaczego tak bardzo denerwuje cię zwykłe pobranie krwi.
– Nie denerwuje mnie badanie. Denerwuje mnie niekompetencja twoich pracowników.
– W takim razie przyjedź i pokażemy, że nie masz nic do ukrycia.
Bejza zacisnęła szczękę.
– Przyjdę innym razem.
Ton Jasemin stał się twardszy.
– Nie innym razem, Bejzo. Przyjedziesz teraz.
Zapadła cisza. Bejza poczuła, jak lodowaty niepokój ściska jej żołądek.
– Dobrze – odpowiedziała w końcu wymuszonym głosem. – Już jadę.
Rozłączyła się i ciężko westchnęła. Przez moment stała nieruchomo, patrząc przed siebie nieobecnym wzrokiem. Potem ponownie zadzwoniła do Selen.
Telefon nadal był wyłączony.
– Nie możesz mi tego zrobić. Nie teraz…
Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę kliniki. Tym razem szła znacznie wolniej.
Godzinę później siedziała w gabinecie zabiegowym, oparta o jasny fotel. W pomieszczeniu pachniało środkami dezynfekującymi. Na metalowym stoliku leżały gaziki, rękawiczki i zapakowane igły. Pielęgniarka w różowym uniformie sprawnie przygotowywała strzykawkę, a Bea obserwowała każdy jej ruch z wyraźnym napięciem.

– Proszę rozluźnić rękę – powiedziała pielęgniarka.
– Jest rozluźniona.
– Mięśnie są bardzo napięte.
– Nie lubię igieł.
Pielęgniarka uśmiechnęła się uprzejmie.
– To potrwa tylko chwilę.
Bea spojrzała w stronę drzwi.
– Siostra Selen jest dzisiaj w pracy?
Pielęgniarka spojrzała na nią z lekkim zaskoczeniem.
– Nie. Jest na urlopie. Wraca dopiero jutro.
Bea powoli wypuściła powietrze. Przynajmniej jeszcze nie wszystko było stracone. Jeśli Selen wróci jutro, być może nadal będzie mogła dostać się do wyników. Może podmieni próbkę, może usunie raport, może znowu uda się oszukać wszystkich.
– Zna pani Selen? – zapytała pielęgniarka.
– Kilka razy pobierała mi krew.
– Rozumiem.
Pielęgniarka założyła stazę na ramię Bejzy.
– Proszę zacisnąć pięść.
Igła wbiła się w skórę. Bea syknęła z bólu, lecz nie odwróciła wzroku od probówki. Obserwowała, jak wypełnia się ciemnoczerwoną krwią, jakby patrzyła na dowód własnej winy.
Drzwi gabinetu otworzyły się. Do środka weszła Jasemin. Miała na sobie biały fartuch, ale jej spojrzenie było chłodne i przenikliwe.
Bejza natychmiast zesztywniała.
– Już prawie gotowe – powiedziała pielęgniarka.
Jasemin skinęła głową. Gdy pobieranie dobiegło końca, podeszła do stolika i własnoręcznie odebrała probówkę.
– Tym razem wyślę próbkę do innego laboratorium – oznajmiła spokojnie.
Bejza poruszyła się niespokojnie.
– Dlaczego do innego?
– Żeby wykluczyć kolejny błąd.
– To niepotrzebne. Możecie zbadać ją tutaj.
– Wolę mieć całkowitą pewność.
Jasemin obróciła fiolkę w dłoni i sprawdziła nazwisko na etykiecie.
– Co więcej, zawiozę ją osobiście.
Bejza zamarła.
– Osobiście?
– Tak.
– Chyba przesadzasz.
– Zdrowie pacjentki i dziecka nigdy nie jest przesadą.
Jasemin spojrzała jej prosto w oczy.
– W ten sposób uzyskamy najbardziej wiarygodne wyniki. Prawda, Bejzo?
Na twarzy Bejzy przez ułamek sekundy pojawił się czysty strach. Szybko próbowała go ukryć, ale było już za późno. Jasemin zauważyła wszystko.
– Oczywiście. Nie mam nic przeciwko.
– Cieszę się.
– Kiedy będą wyniki?
– Najpóźniej wieczorem.
Bea gwałtownie podniosła głowę.
– Tak szybko?
– To bardzo dobre laboratorium.
– Może nie trzeba się spieszyć…
– Przed chwilą byłaś oburzona, że pierwsze wyniki okazały się niewiarygodne.
– Jestem zmęczona.
– Rozumiem.
Jasemin włożyła probówkę do specjalnego pojemnika.
– Odpocznij. Zadzwonię, gdy tylko otrzymam raport.
– Zadzwoń do mnie, nie do Cihana.
– Dlaczego?
– Powiedziałam ci, że ma problemy.
– A jeśli nie odbierzesz?
– Odbiorę. Mam nadzieję.
Bejza wstała z fotela i poprawiła rękaw.
– Nie podoba mi się sposób, w jaki na mnie patrzysz.
– A jak na ciebie patrzę?
– Jakbym była podejrzana.
Jasemin przez chwilę milczała.
– Czasami strach pojawia się na twarzy człowieka wcześniej niż prawda na papierze.
Bejza pobladła.
– Uważaj na słowa. Twoją pracą jest leczyć, a nie oskarżać.
– Nikogo jeszcze nie oskarżyłam.
Bejza ruszyła do drzwi.
– Bejzo…
Kobieta odwróciła głowę.
– Tak?
– Tym razem nikt nie zmieni tych wyników.
Przez moment obie patrzyły sobie prosto w oczy. Bejza nic nie odpowiedziała. Wyszła, trzaskając drzwiami.
Jasemin spojrzała na pojemnik z próbką.
– Zobaczymy, jak długo jeszcze będziesz kłamać – wyszeptała.
Jonka biegła wąską, niemal pustą drogą. Co kilka sekund oglądała się przez ramię. Jej oddech był urywany, a jedna dłoń kurczowo obejmowała wyraźnie zaokrąglony brzuch.
Każdy szelest liści wydawał jej się odgłosem kroków. Każdy przejeżdżający samochód budził przerażenie. Od wielu godzin zmieniała miejsca pobytu. Nie spała prawie wcale. Bała się wejść do hotelu, ponieważ musiałaby pokazać dokumenty. Bała się dworca, bo wiedziała, że ludzie Nuśreta mogą tam czekać.
Kiedy w końcu dotarła do umówionego miejsca ukrytego za gęstymi zaroślami i starymi drzewami, zwolniła dopiero na widok Tajara.
Mężczyzna stał przy opuszczonym budynku gospodarczym, z rękami w kieszeniach marynarki. Co chwilę rozglądał się wokół.
– Jonka…
– Śledzili mnie? – zapytała natychmiast.
– Nie sądzę.
– Nie sądzisz?
– Sprawdzałem drogę kilka razy.
– Oni mnie znajdą.
– Uspokój się.
– Jak mam się uspokoić? Wiesz, do czego zdolny jest Nuśre?
– Nie złapie cię.
– Obiecałeś mi to już wcześniej.
Tajar opuścił wzrok.
– Tym razem naprawdę mam rozwiązanie.
Jonka próbowała uspokoić oddech.
– Jakie?
Mężczyzna sięgnął do kieszeni.
– Mam dla ciebie bilet. Wyjedziesz jutro rano.
Dziewczyna spojrzała na niego z niedowierzaniem.
– Naprawdę?
Tajar skinął głową.
– Autobus odjeżdża o szóstej rano. Najpierw pojedziesz do Edirne, a stamtąd ktoś przewiezie cię przez granicę.
– Udało ci się wszystko zorganizować?
– Tak.
Na twarzy Jonki pojawiła się ulga tak wielka, że omal się nie rozpłakała.
– Nie wiem, jak ci dziękować.
– Nie dziękuj mnie.
– Uratowałeś mi życie.
– Jeszcze nie.
Tajar rozejrzał się nerwowo.
– Musisz być bardzo ostrożna. Nie używaj telefonu. Nie dzwoń do rodziny. Nie kontaktuj się z nikim, kogo znałaś wcześniej.
– A co z tobą? Co zrobi Nuśre, kiedy odkryje, że mi pomogłeś?
Tajar odwrócił twarz.
– To nie ma znaczenia.
– Ma. Ryzykujesz wszystko.
Po chwili odpowiedział cicho:
– Podziękuj dziecku, które nosisz. Robię to tylko dlatego, że ono jest niewinne. Nie pozwolę, żeby stała mu się krzywda.
Jonka położyła dłoń na brzuchu. Jej oczy zaszkliły się od łez.
– A ja? – zapytała cicho. – Czy ja nie jestem niewinna?
Tajar nie odpowiedział od razu.
– Znalazłaś się w złym miejscu i zaufałaś niewłaściwym ludziom.
Ty też jesteś jednym z nich. Słowa zabolały go bardziej niż chciał pokazać. Tajar przyznał, że pilnował Jonki, zamknął ją w domu i odbierał jej telefon, tłumacząc się wykonywaniem rozkazów. Dziewczyna odparła, że to zawsze najłatwiejsza wymówka. Mężczyzna wyznał, że próbuje naprawić swój błąd. Wręczył jej grubą kopertę z pieniędzmi i biletem oraz wyjaśnił, że po przekroczeniu granicy ktoś zapewni jej bezpieczne schronienie.
Jonka ze łzami w oczach dziękowała mu za uratowanie życia. Tajar poprosił, by zapomniała o nim, o Nuśrecie, Bejzie i całym koszmarze oraz zaczęła nowe życie. Gdy zapytała, czy Bejza naprawdę chciała odebrać jej dziecko, po długim milczeniu potwierdził. Przyznał też, że Cihan i Hanser nie znają całej prawdy. Jonka chciała ich ostrzec, lecz Tajar powstrzymał ją, tłumacząc, że naraziłaby siebie i dziecko na śmiertelne niebezpieczeństwo.
Nie zauważyli, że z ukrycia ktoś fotografuje ich spotkanie. Szpieg przesłał zdjęcia Nuśretowi wraz z wiadomością, że Tajar pomaga dziewczynie uciec. Otrzymał rozkaz, by ich nie zatrzymywać, lecz śledzić. Tajar wskazał Jonce drogę ucieczki i pożegnał ją, nie wiedząc, że plan został już odkryty.
Cihan wrócił do rezydencji, wciąż przygnębiony podpisaniem porozumienia rozwodowego z Hanser. W holu spotkał Melicha i natychmiast zażądał wyjaśnień, dokąd poprzedniego dnia zawiózł jego żonę. Kierowca odmówił zdradzenia sekretu, twierdząc, że obiecał Hanser dochować dyskrecji. Między mężczyznami szybko wybuchła kłótnia. Melich zarzucił Cihanowi, że nie słucha własnej żony i traktuje ją jak swoją własność.
Słowa Melicha doprowadziły Cihana do furii. Najpierw chwycił go za koszulę, a chwilę później uderzył. Melich oddał cios i w holu wywiązała się brutalna bójka. Na miejsce wbiegły przerażone domowniczki, lecz żadna nie była w stanie ich rozdzielić. Dopiero stanowczy krzyk Mukader przerwał walkę.
Mukader zganiła obu mężczyzn, lecz podczas kłótni oskarżyła Hanser o wszystkie nieszczęścia, które spotkały rodzinę. Gdy Melich stanął w jej obronie, kobieta upokorzyła go, przypominając mu, że jest tylko kierowcą i powinien znać swoje miejsce. Ajsu próbowała zaprotestować, lecz było już za późno. Zraniony Melich odszedł z domu, a Cihan również opuścił hol, pozostawiając rodzinę pośród ciszy i rozbitej porcelany.
Przed rezydencją Ajsu dogoniła Melicha i błagała, by nie odchodził. Próbowała tłumaczyć matkę, lecz Melich był przekonany, że Mukader powiedziała to, co naprawdę myśli. Zapewnił siostrę, że musi odejść, ponieważ jego obecność tylko pogarsza sytuację. Obiecał jednak, że zawsze wróci, jeśli będzie go potrzebowała. Po wzruszającym pożegnaniu odszedł.
Kilka chwil później zatrzymała go Gulsum. Namawiała go, by spotkał się z Merf, która wciąż na niego czeka. Melich stanowczo odmówił, wyjaśniając, że jego serce należy już do kogoś innego. Gdy Gulsum domyśliła się, że chodzi o Hanser, próbowała go sprowokować. Melich nakazał jej przestać wspominać Hanser i poprosił, by przekazała Merf, że powinna ułożyć sobie życie z kimś innym. Zaskoczona Gulsum została sama na ulicy, coraz bardziej przekonana, że Melich zakochał się właśnie w Hanser.
W tym samym czasie Nuśret otrzymał zdjęcia dokumentujące spotkanie Tajara z Jonką. Widząc kopertę przekazywaną ciężarnej dziewczynie, zrozumiał, że Tajar go zdradził. Rozkazał swoim ludziom śledzić Jonkę, ale nie podejmować żadnych działań do jego przyjazdu. Następnie zadzwonił do Bejzy.
Bejza obserwowała właśnie Jasemin opuszczającą klinikę z pojemnikiem na próbkę krwi. Podczas rozmowy z ojcem dowiedziała się, że Tajar pomaga Jonce uciec. Chwilę później poinformowała Nuśreta o jeszcze większym problemie — Jasemin powtórzyła badania i osobiście wiezie próbkę do innego laboratorium. Nuśret natychmiast nakazał córce śledzić lekarkę i nie dopuścić, by wyniki dotarły do Cihana.
Bejza ruszyła za samochodem Jasemin, nie wiedząc, że lekarka przewidziała taki ruch. Pojemnik z próbką został wcześniej przekazany zaufanemu kurierowi, który opuścił klinikę bocznym wyjściem. Walka o ujawnienie prawdy właśnie weszła w decydującą fazę.