Hanser próbuje rozpocząć nowe życie z dala od rezydencji, lecz wspomnienia o Cihanie nie pozwalają jej zaznać spokoju. Kiedy Cemil wręcza jej maleńkie, własnoręcznie wykonane buciki dla nienarodzonego dziecka, kobieta nie potrafi dłużej ukrywać bólu. Przytula je do piersi, jakby razem z nimi chciała ocalić ostatnią nadzieję na rodzinę, którą niemal już straciła.

Tymczasem Beyza zdobywa zdjęcie przedstawiające Hanser u boku tajemniczego mężczyzny. Fotografia wywołuje prawdziwą burzę. Sinem jest tak wstrząśnięta, że upuszcza telefon, a między kobietami dochodzi do gwałtownej kłótni. Beyza natychmiast kontaktuje się z Nusretem, przekonana, że znalazła dowód, który pozwoli jej ostatecznie odsunąć Hanser od Cihana. Nikt jednak nie wie, jaka jest prawda kryjąca się za tym zdjęciem.

W tym samym czasie Cihan nie potrafi zapomnieć wspólnych chwil z Hanser. Wracają do niego obrazy ich bliskości, czułych rozmów, obietnic oraz dnia, w którym stanęli naprzeciw siebie w sądzie. Choć oboje zgodzili się na rozstanie, żadne z nich nie uwolniło się od uczucia, które nadal ich łączy.

Gdy spotykają się w parku, dawna miłość szybko zamienia się w pełną gniewu konfrontację. Hanser odrzuca żądania Cihana, a on, nie mogąc znieść jej sprzeciwu, zatrzymuje ją, chwytając za ramię. Chwilę później wykonuje tajemniczy telefon do Beyzy, która przyjmuje jego słowa z wyraźną satysfakcją. Czy naprawdę zawarł z nią układ przeciwko kobiecie, którą wciąż kocha?

W rezydencji sytuacja również wymyka się spod kontroli. Sinem rzuca się na Mukadder. Beyza próbuje przejąć władzę nad domem, a ciężarna Yonca ukrywa przed Nusretem coś, co może zmienić ich przyszłość. Kiedy jednak samotna kobieta zaczyna odczuwać coraz silniejszy ból i bezskutecznie błaga o pomoc, dochodzi do dramatycznego zdarzenia. Osuwa się na kolana w pustym salonie dokładnie w chwili, gdy w drzwiach pojawia się Nusret.

Czy zdąży uratować ją i dziecko? Co naprawdę przedstawia zdjęcie Hanser? Dlaczego Cihan skontaktował się z Beyzą zaraz po ich burzliwym spotkaniu? I czy maleńkie buciki staną się symbolem utraconej miłości, czy zapowiedzią pojednania, na które Hanser w głębi serca wciąż czeka?


Wieczór powoli osiadał nad miastem, a blade światło przenikające przez cienkie zasłony nadawało niewielkiemu salonowi przygaszony, niemal żałobny charakter. W pokoju panowała cisza, której nie zakłócał nawet szum samochodów dochodzący z ulicy. Wszystko wydawało się nieruchome – stary zegar na ścianie, filiżanki pozostawione na stoliku, zasunięte zasłony i troje ludzi siedzących na długiej, wyblakłej kanapie.

Hanser zajmowała miejsce pośrodku. Jej dłonie spoczywały na wyraźnie zaokrąglonym brzuchu, jakby nieustannie próbowała chronić dziecko przed światem, który w ostatnich tygodniach nie szczędził jej bólu. Miała bladą twarz, podkrążone oczy i włosy związane niedbale z tyłu głowy. Wyglądała tak, jakby od wielu nocy nie zaznała spokojnego snu.

Obok niej siedział Cemil. Mężczyzna przez chwilę nerwowo obracał w dłoniach niewielkie zawiniątko owinięte czarną folią w jasne paski. W końcu westchnął i położył pakunek na kolanach Hanser. Kobieta drgnęła.

– Co to jest? – zapytała cicho.

Cemil nie odpowiedział od razu. Spojrzał na Derię siedzącą na drugim końcu kanapy, ale ona tylko spuściła wzrok. Jej milczenie było bardziej wymowne niż jakiekolwiek słowa.

– Otwórz – powiedział w końcu Cemil.

Hanser przyglądała się pakunkowi, jakby pod cienką folią kryło się coś niebezpiecznego. Jej palce uniosły się, lecz zaraz opadły.

– Nie wiem, czy potrafię.

– To tylko prezent – odparł Cemil. – Niczego od ciebie nie wymaga.

– Teraz każdy prezent czegoś ode mnie wymaga – wyszeptała. – Każde dobre słowo ma swoją cenę. Każdy gest przypomina mi o tym, czego już nie mam.

Cemil zmarszczył brwi.

– Masz dziecko.

Hanser odruchowo objęła brzuch.

– Mam je tylko tak długo, jak długo los pozwoli mi je przy sobie zatrzymać.

– Nie mów tak – wtrąciła Deria. – Nie przyciągaj złych myśli.

Hanser spojrzała na nią ze smutkiem.

– Złe rzeczy nie potrzebują zaproszenia, Derio. Przychodzą same. Wchodzą przez drzwi, których człowiek nie zdąży zamknąć.

Powoli rozwinęła folię. Jej ruchy były ostrożne, niemal ceremonialne. W środku znajdowała się para maleńkich, zrobionych na drutach bucików. Były niebieskie z brązowymi obwódkami i niewielkimi sznureczkami. Hanser zamarła.

Przez długą chwilę tylko patrzyła na buciki, jakby nie rozumiała, czym są. Potem jej usta zaczęły drżeć. Uniosła je do twarzy, dotknęła miękkiej włóczki policzkiem i zamknęła oczy.

– Są takie małe – szepnęła. – Jak to możliwe, że czyjeś całe życie może zmieścić się w czymś tak małym?

Cemil odwrócił wzrok.

– Sinem zrobiła je dawno temu. Dla dziecka, którego nigdy nie miała okazji nimi ubrać. Chciała je wyrzucić, ale nie pozwoliłem.

Po

– Pomyślałem, że może teraz powinny należeć do ciebie.

Hanser przycisnęła buciki do piersi. Łza spłynęła po jej policzku, potem druga.

– Nie wiem, czy powinnam przyjmować coś, co niesie tyle bólu.

– Ból czasem zmienia właściciela – powiedział Cemil. – I wtedy staje się nadzieją.

Deria przesunęła się bliżej i położyła dłoń na ramieniu Hanser.

– Twoje dziecko je założy. Zobaczysz. Będziesz trzymała je na rękach, a ono będzie poruszać tymi maleńkimi nóżkami. Będziesz narzekała, że nie daje ci spać, a ja będę przychodzić i mówić, że sama tego chciałaś.

Hanser zaśmiała się przez łzy, lecz jej śmiech natychmiast przerodził się w szloch.

– Tak bardzo się boję – wyznała. – Kiedy zamykam oczy, widzę Cihana. Widzę, jak odchodzi. Widzę salę sądową. Słyszę własny głos mówiący, że zgadzam się na rozwód. A potem budzę się i zastanawiam, czy naprawdę to zrobiłam.

– Zrobiłaś to, żeby ochronić siebie – powiedziała Deria.

– Nie. Zrobiłam to, bo chciałam, żeby cierpiał tak samo jak ja. A teraz cierpimy oboje.

Cemil wstał.

– Czasem miłość nie kończy się wtedy, gdy ludzie się rozstają. Kończy się dopiero wtedy, gdy przestają o siebie walczyć.

Hanser otworzyła oczy i spojrzała na niego.

– A jeśli ta walka niszczy wszystkich dookoła?

– Wtedy trzeba znaleźć inną drogę.

Nie powiedział nic więcej. Wyszedł, pozostawiając kobiety w ciszy. Hanser wciąż trzymała buciki przy sercu, jakby były jedyną rzeczą, która nie pozwalała jej rozsypać się na kawałki.


W rezydencji Mukadder panowała zupełnie inna atmosfera. Przestronna sypialnia Beyzy była jasna, elegancka i niemal sterylna. Każdy przedmiot znajdował się na właściwym miejscu. Na toaletce stały równo ustawione flakony perfum, a na łóżku nie było ani jednej fałdy. Jedynie dwie kobiety stojące naprzeciwko siebie burzyły ten sztuczny porządek.

Beyza chodziła nerwowo po pokoju, ściskając telefon.

– Musisz to zobaczyć.

Sinem stała przy oknie z założonymi rękami.

– Nie interesują mnie kolejne twoje oskarżenia.

– Tym razem to nie są oskarżenia. Mam dowód.

Beyza podeszła do niej i pokazała zdjęcie. Na ekranie widać było Hanser stojącą przed skromnym budynkiem w towarzystwie Meliha. Zdjęcie wykonano z daleka, dlatego sytuacja mogła wyglądać znacznie bardziej intymnie, niż była w rzeczywistości. Melih pochylał się w stronę Hanser, a ona trzymała jego dłoń.

Sinem zesztywniała.

– Skąd to masz?

– To nie jest najważniejsze. Pytam: skąd masz to zdjęcie? Ktoś mi je wysłał.

– Kto?

– Osoba, która nie chce, żebyśmy nadal były ślepe.

Sinem wyrwała telefon z dłoni Beyzy. Powiększyła zdjęcie, a jej twarz pobladła.

– To Melih?

– Tak, twój Melih.

– On nie jest mój.

– Ale przez wiele miesięcy zachowywałaś się tak, jakby był. Broniłaś go, ufałaś mu. Wyrzucałaś mnie z domu, gdy mówiłam, że coś ukrywa.

– Hanser musiała potrzebować pomocy.

Beyza roześmiała się pogardliwie.

– Oczywiście. Hanser zawsze potrzebuje pomocy i zawsze znajduje się jakiś mężczyzna, który gotów jest poświęcić dla niej wszystko. Najpierw Cihan, potem Cemil, teraz Melih. Ilu jeszcze?

Sinem uniosła wzrok.

– Uważaj na słowa.

– Dlaczego? Bo prawda boli?

– Bo nie znasz prawdy.

– A ty ją znasz?

Beyza zrobiła krok do przodu.

– Wiedziałaś, że spotykają się za twoimi plecami?

Sinem popatrzyła ponownie na ekran. Jej palce zaczęły drżeć. Nagle telefon wyślizgnął się z jej dłoni, upadł na marmurową podłogę i roztrzaskał się. Na ekranie pojawiła się pajęczyna pęknięć.

– Zwariowałaś?! – krzyknęła Beyza.

– Mam dość – odpowiedziała Sinem. – Mam dość ciebie, twoich zdjęć, podejrzeń i intryg. To nie ja spotykałam się z Melihem. Nie wiesz, po co tam był.

– A ty nie chcesz wiedzieć?

Sinem chwyciła Beyzę za nadgarstek.

– Słuchaj mnie uważnie. Jeżeli okaże się, że to zdjęcie zostało zrobione przez kogoś, kogo wynajęłaś… Jeśli okaże się, że próbujesz zniszczyć Hanser tylko po to, żeby odzyskać Cihana, przysięgam, że…

– Co zrobisz? – przerwała jej Beyza. – Uderzysz mnie tak jak wszyscy, którzy nie potrafią zmierzyć się z prawdą?

– Nie muszę cię uderzać. Ty sama zniszczysz się swoim jadem.

Beyza wyszarpnęła rękę.

– Hanser nie jest niewinna. Prędzej czy później wszyscy to zrozumieją.

– Nawet jeśli Hanser popełniła błąd, nie masz prawa urządzać nad nią sądu.

– Mam prawo walczyć o rodzinę.

– Nie masz rodziny, Beyzo. Masz obsesję.

Te słowa uderzyły w Beyzę mocniej niż policzek.

– Wyjdź.

– Z przyjemnością.

Sinem ruszyła do drzwi, lecz zatrzymała się na progu.

– I jeszcze jedno. Nie pokazuj tego zdjęcia Cihanowi.

Beyza uśmiechnęła się chłodno.

– Za późno.


Nusret siedział samotnie w salonie. Jasna, pikowana kanapa, na której zwykle rozkładał się wygodnie, tym razem wydawała się wyjątkowo niewygodna. Mężczyzna pochylał się do przodu, opierając łokcie na kolanach. Wpatrywał się w wygaszony ekran telewizora.

Telefon zadzwonił. Na wyświetlaczu pojawiło się imię Beyzy.

– Słucham.

– Musimy działać natychmiast – powiedziała bez powitania.

– Co się stało?

– Mam zdjęcie Hanser z Melihem.

Nusret przymknął oczy.

– Jakie zdjęcie?

– Takie, które może przekonać Cihana, że Hanser prowadzi podwójne życie.

– „Może przekonać” nie oznacza, że pokazuje prawdę.

– Od kiedy interesuje cię prawda?

– Od chwili, gdy nasze kłamstwa zaczęły obracać się przeciwko nam.

Beyza zamilkła.

– Boisz się?

– Jestem ostrożny. Cihan nadal ją kocha. Jeśli czegoś nie zrobimy, sprowadzi ją z powrotem do tego domu.

– Rozwiedli się.

– Papier nie zmienia uczuć, a zdjęcie nie zmienia faktów.

– Nusret, nie potrzebuję wykładu. Potrzebuję twojej pomocy.

– W czym?

– Chcę, żeby Cihan uwierzył, że dziecko Hanser może nie być jego.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

– Posunęłaś się za daleko – powiedział w końcu Nusret.

– To ty nauczyłeś mnie, że wygrywa ten, kto nie boi się przekroczyć granicy.

– Pewne granice istnieją po to, by ocalić człowieka przed nim samym.

– Nie udawaj sumienia rodziny. Nie pasuje ci ta rola.

Nusret zacisnął dłoń na telefonie.

– Nie wciągaj mnie w to.

– Jesteś już w to wciągnięty.

– Ostrzegam cię, Beyzo. Jeżeli zrobisz krzywdę dziecku…

– To tylko zdjęcie.

– W rękach kogoś takiego jak ty zdjęcie może stać się bronią.

Rozłączył się. Przez chwilę siedział nieruchomo, potem spojrzał przez okno na nocne miasto.

Oświetlony most nad Bosforem przecinał ciemność tysiącami świateł, jakby łączył dwa światy, które nigdy nie miały się spotkać. W oddali bielił się budynek, w którym Cihan spędzał kolejną samotną noc.

W domu Nusreta Yonca z trudem przechadzała się po salonie. Ciąża była już bardzo zaawansowana, a każdy krok kosztował ją coraz więcej wysiłku. Zatrzymała się, przyłożyła dłoń do lędźwi i syknęła z bólu.

Jej telefon zawibrował. Na ekranie pojawiła się krótka wiadomość:

„Przygotuj rzeczy. Jutro rano wyjeżdżasz. Nie możesz dłużej tam zostać.”

Yonca rozejrzała się niespokojnie, jakby nadawca wiadomości mógł obserwować ją zza okna. Schowała telefon i podeszła do drewnianej szafy. Wyciągnęła kilka koców – fioletowy, kremowy i mały różowy, przygotowany dla dziecka.

Usłyszała kroki na schodach. Nusret zatrzymał się na półpiętrze. Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu.

– Co robisz? – zapytał.

Yonca odwróciła się gwałtownie.

– Nic.

– Człowiek zazwyczaj nie wyciąga wszystkich koców z szafy bez powodu.

– Chciałam je przewietrzyć.

– W środku nocy?

– Nie mogłam spać.

Nusret zszedł kilka stopni niżej.

– Kto do ciebie pisał?

Yonca przycisnęła różowy koc do brzucha.

– Nikt.

– Widziałem telefon w twojej dłoni.

– Wiadomość z banku.

– Pokaż.

– Nie masz prawa sprawdzać mojego telefonu.

– Mieszkasz w moim domu.

– To nie daje ci prawa do kontrolowania mnie.

– Podnosisz głos, ponieważ kłamiesz.

Yonca poczuła, że robi jej się gorąco. Zacisnęła palce na miękkiej tkaninie.

– Przygotowuję rzeczy dla dziecka.

– To wszystko dla dziecka… czy do wyjazdu?

Jej twarz zdradziła zbyt wiele. Nusret zbliżył się.

– Dokąd chcesz jechać?

– Nigdzie.

– Yonca…

– Nie wiem! – wybuchła. – Może po prostu nie chcę urodzić w domu, w którym każdy każdego podejrzewa. Może nie chcę wychowywać dziecka wśród kłamstw, podsłuchów i gróźb. Może mam dość udawania, że wszystko jest w porządku.

Nusret spojrzał na jej brzuch.

– Kto ci grozi?

– Nikt. Znowu kłamiesz, bo prawda tutaj nikogo nie obchodzi. Interesuje was tylko to, jak możecie ją wykorzystać.

– Ja próbuję ci pomóc.

– Ty? Nawet kiedy pytasz, co się ze mną dzieje, nie patrzysz na mnie. Patrzysz na dziecko i zastanawiasz się, czy może być dla ciebie użyteczne.

Nusret pobladł.

– Nie mów tak.

– Dlaczego? Bo zabolało? Mnie boli od miesięcy.

Mężczyzna wyciągnął ręce.

– Daj mi te koce. Nie powinnaś ich nosić.

– Sama je zaniosę.

– Nie będziesz wchodziła po schodach z pełnymi rękami.

Zabrał od niej koce mimo protestów.

– Nusret, oddaj mi je!

– Idź do sypialni. Położę je na górze.

Ruszył po schodach. Yonca została na dole, ściskając telefon w dłoni. Patrzyła za nim z niepokojem. Nie wiedziała, czy Nusret naprawdę próbował jej pomóc, czy chciał sprawdzić, co jeszcze ukryła w pokoju.


W eleganckiej kuchni Mukadder kroiła warzywa równymi, zdecydowanymi ruchami. Nóż uderzał o deskę w regularnym rytmie. Obok Asu mieszała zupę w dużym garnku.

Drzwi otworzyły się z hukiem. Do kuchni wpadła Sinem.

– Jak mogłaś?! – krzyknęła.

Mukadder nawet się nie odwróciła.

– W tym domu nie podnosi się na mnie głosu.

– Po tym, co zrobiłaś, nie zasługujesz na szacunek.

Asu znieruchomiała przy kuchence. Mukadder odłożyła nóż.

– Co według ciebie zrobiłam?

– Wysłałaś człowieka, żeby śledził Hanser.

– Nie wiem, o czym mówisz.

– Nie kłam. Beyza dostała zdjęcie Hanser i Meliha. Tylko ty mogłaś kazać komuś ją obserwować.

Mukadder uniosła brwi.

– Hanser sama wystarczająco często daje powody do podejrzeń.

– To była ciężarna, samotna kobieta prosząca o pomoc.

– Ty zawsze potrafisz znaleźć dla niej usprawiedliwienie.

– Bo ktoś musi, skoro ty widzisz w niej tylko wroga.

– Hanser zniszczyła życie mojego syna.

– Nie. To ty zniszczyłaś ich małżeństwo.

Mukadder uderzyła dłonią w blat.

– Dość!

– Nie, jeszcze nie skończyłam. Wmawiałaś Cihanowi, że Hanser jest niegodna.

Upokarzałaś ją przy służbie, wyrzucałaś z domu, straszyłaś odebraniem dziecka, a teraz próbujesz zrobić z niej niewierną kobietę.

– Uważaj, Sinem.

– To ty powinnaś uważać. Pewnego dnia Cihan pozna całą prawdę.

– I kto mu ją powie? Ty? Kobieta, która nie potrafi uporządkować własnego życia?

Sinem zacisnęła szczęki.

– Nie mieszaj w to Meliha.

– To ty go w to wmieszałaś, broniąc człowieka, który spotyka się z Hanser za twoimi plecami.

– On jej pomagał.

– Oczywiście. Każdy mężczyzna tylko jej pomaga.

Sinem ruszyła na Mukadder. Chwyciła ją za ramiona.

– Cofnij te słowa!

Mukadder odepchnęła ją.

– Puść mnie!

Sinem ponownie wyciągnęła ręce, ale Asu natychmiast stanęła między nimi.

– Przestańcie! Błagam, uspokójcie się!

– Odsuń się, Asu! – krzyknęła Sinem.

– Nie pozwolę wam się bić.

Sinem próbowała wyrwać się z jej uścisku. Mukadder poprawiła ubranie i spojrzała na nią z pogardą.

– Widzisz? Właśnie pokazałaś, kim naprawdę jesteś.

– A ty pokazałaś to już dawno.

Wtedy w drzwiach pojawiła się Beyza.

– Dosyć! – powiedziała stanowczym głosem.

Wszystkie trzy kobiety odwróciły się w jej stronę. Beyza weszła spokojnie do środka.

– Ten krzyk słychać w całym domu.

– To przez ciebie – rzuciła Sinem. – Pokazałaś mi zdjęcie, wiedząc, co wywołasz.

– Pokazałam ci prawdę.

– Nie wiesz, czym jest prawda.

– Wiem natomiast, że Melih spotkał się z Hanser.

– I co z tego?

– To, że nie powinnaś ufać ani jemu, ani jej.

Sinem spojrzała na Mukadder, potem na Beyzę.

– Jesteście takie same. Jedna wydaje rozkazy, druga wykonuje brudną robotę.

Beyza uśmiechnęła się chłodno.

– A ty jesteś zazdrosna.

Sinem ruszyła w jej stronę, ale Asu ponownie ją zatrzymała.

– Wyjdę – powiedziała Sinem. – Ale najpierw ostrzegam was obie. Jeżeli wykorzystacie to zdjęcie przeciwko Hanser, sama powiem Cihanowi, kto naprawdę za tym stoi.

Mukadder zmrużyła oczy.

– Grozisz mi?

– Nie. Obiecuję.

Odwróciła się i wyszła.


W tym samym czasie Melih wszedł do niewielkiego biura przy postoju taksówek. Pomieszczenie było skromne, zniszczone i przepełnione zapachem kawy oraz dymu papierosowego. Na ścianie wisiał stary grafik dyżurów, a obok biurka stał niewielki model czerwonego samochodu.

Melih usiadł i bezmyślnie przesuwał zabawkę po blacie. Telefon zadzwonił. Odebrał natychmiast.

– Przepraszam, że dzwonię tak późno – powiedziała Hanser.

– Nic się nie stało. Jak się czujesz?

– Nie wiem. Cemil przyniósł mi buciki dla dziecka.

Melih uśmiechnął się smutno.

– To dobrze.

– Kiedy je zobaczyłam, zrozumiałam, że ono naprawdę niedługo się urodzi, a ja nie mam dla niego domu.

– Masz dom.

– Skromny pokój nie jest domem. Domem jest miejsce, w którym ktoś na ciebie czeka.

– A jeżeli nikt nie czeka… ja przyjadę, jeśli będziesz czegoś potrzebowała.

Hanser zawahała się.

– Nie powinieneś.

– Dlaczego?

– Ktoś zrobił nam zdjęcie.

Melih wyprostował się.

– Jakie zdjęcie?

– Deria usłyszała od Cemila, że Beyza komuś je pokazała. Podobno wygląda tak, jakby…

– Jakby co?

– Jakby między nami coś było.

Melih zacisnął dłoń.

– To absurd. Dla ludzi nie liczy się prawda. Liczy się to, w co chcą uwierzyć.

– Powiem Sinem wszystko.

– Nie. To tylko pogorszy sytuację.

– Ona ma prawo wiedzieć.

– A Cihan?

Melih zamilkł.

– Boisz się, że zobaczy to zdjęcie?

– Nie obchodzi mnie, co pomyśli.

Hanser spojrzała na niego w milczeniu.

– Dobrze… obchodzi mnie. Wciąż mnie obchodzi, choć nie powinno. Nienawidzę siebie za to.

– Nie musisz nienawidzić siebie tylko dlatego, że nadal kochasz ojca swojego dziecka.

– On wybrał inną drogę.

– A ty?

Hanser spojrzała na buciki leżące na jej kolanach.

– Ja stoję w miejscu. I chyba właśnie to jest najgorsze.

– W takim razie zrób pierwszy krok.

– Dokąd?

– W stronę życia. Nie Cihana, nie Beyzy, nie Mukadder. W stronę własnego życia.

Hanser milczała.

– Deria wspominała o agencji – powiedziała po chwili. – Podobno szukają kobiet do reklamy odzieży ciążowej. To mogłaby być szansa.

– Nie chcę, żeby ludzie patrzyli na mój brzuch.

– Będą patrzyli na kobietę, która mimo wszystkiego wciąż stoi na nogach.

– A jeśli się przewrócę?

– Wstaniesz. Tak jak zawsze.


Tej nocy Cihan długo chodził po pustej kuchni. W szklanych drzwiach odbijała się jego zmęczona twarz. Co jakiś czas zatrzymywał się przy blacie, zaciskał dłonie, a potem znów zaczynał chodzić.

Wspomnienia wracały bez zaproszenia. Widział Hanser leżącą na fioletowej kanapie i gładzącą brzuch. Widział ją przed domem, gdy próbowała powiedzieć mu, że się boi. Przypominał sobie jej spojrzenie w sypialni, kiedy delikatnie dotknął jej twarzy.

– Nie musisz udawać przede mną silnej – powiedział wtedy.

– Jeżeli przestanę być silna, rozsypię się.

– Ja cię pozbieram.

– A jeśli to ty mnie rozbijesz?

Nie umiał wówczas odpowiedzieć.

W kolejnym wspomnieniu stali razem przy mównicy podczas uroczystości. Ludzie bili brawo, a Hanser uśmiechała się do niego tak, jakby świat naprawdę mógł należeć do nich. W tłumie Beyza i Yonca obserwowały ich z mrocznymi minami, ale wtedy nie miało to znaczenia.

Potem przyszło wspomnienie sypialni. Leżeli pod fioletową kołdrą. Hanser przytulała twarz do jego piersi.

– Przy tobie się nie boję – szepnęła.

Pocałował ją w czoło.

– Nigdy nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził.

Ta obietnica zabrzmiała teraz w pustej kuchni jak oskarżenie. Cihan zamknął oczy. Natychmiast zobaczył salę sądową.

Siedzieli po przeciwnych stronach. Sędzia zapytała Hanser, czy podtrzymuje decyzję o rozwodzie. Hanser miała łzy w oczach, lecz jej głos był stanowczy.

– Tak. Zgadzam się.

Cihan nie powiedział nic.

Cihan tylko patrzył, jak kobieta, którą kochał, kończy ich małżeństwo jednym słowem. Telefon zawibrował na blacie. Na ekranie pojawiła się wiadomość od Beyzy i załączone zdjęcie.

Cihan spojrzał na fotografię przedstawiającą Hanser i Meliha. Jego twarz natychmiast stężała.


Następnego ranka w bogato zdobionej jadalni Mukadder i Beyza siedziały naprzeciwko siebie przy masywnym białym stole. Fadime nalewała im zupę, a druga pracownica układała pieczywo.

– Nie powinnyśmy były wysyłać tego zdjęcia Cihanowi bez żadnego wyjaśnienia – powiedziała Mukadder.

Beyza przewróciła oczami.

– Wczoraj miałaś inne zdanie.

– Wczoraj nie wiedziałam, jak daleko zamierzasz się posunąć.

– Chcę tylko, żeby zobaczył prawdziwą twarz Hanser.

– A jeśli zdjęcie niczego nie dowodzi?

– Wystarczy, że wzbudzi wątpliwość.

Mukadder odłożyła łyżkę.

– Wątpliwość jest jak trucizna. Kiedy raz dostanie się do człowieka, nie da się jej łatwo usunąć.

– Właśnie o to chodzi.

– Zapominasz, że to dziecko Cihana.

Beyza uśmiechnęła się chłodno.

– O ile naprawdę jest jego.

Mukadder spojrzała na nią tak przenikliwie, że Beyza natychmiast przestała się uśmiechać.

– Nigdy więcej nie powtarzaj tego przy mnie.

– Dlaczego? Bo sama o tym nie pomyślałaś?

– Bo są rzeczy, których nawet ja nie pozwolę ci zrobić.

– Zaskakujące. Nagle odkryłaś moralność.

– A ty nagle straciłaś rozsądek.

Fadime i druga pracownica wymieniły niespokojne spojrzenia.


Tymczasem Hanser siedziała na kanapie, próbując dokończyć drugi bucik. Druty drżały w jej dłoniach. Kilka razy pomyliła oczka, aż w końcu odłożyła robótkę i sięgnęła po telefon. Nie było żadnej wiadomości od Cihana.

Ta cisza bolała bardziej niż oskarżenie. Odchyliła głowę i zaczęła płakać. Łzy spływały po jej skroniach i znikały we włosach.

Deria weszła z tacą, na której stała miska zupy i kromki chleba.

– Hanser…

Kobieta szybko otarła twarz.

– Nie jestem głodna.

– Musisz coś zjeść. Dla dziecka.

Hanser spojrzała na nią z bólem.

– Wszyscy mówią tylko: „dla dziecka”. Jedz dla dziecka. Śpij dla dziecka. Nie płacz dla dziecka. A czy ktoś pomyślał, że ja też jestem człowiekiem?

Deria postawiła tacę na stole.

– Wiem, że jesteś.

– Nie, nie wiesz. Czuję się jak naczynie. Jak ktoś, kto ma tylko bezpiecznie donosić ciążę, urodzić i zniknąć.

– Cihan tak nie myśli.

– Skąd możesz wiedzieć?

– Bo człowiek, który nie kocha, nie patrzy w taki sposób.

– Miłość nie wystarczyła, żeby mi zaufał.

– A ty mu zaufałaś?

Hanser spuściła wzrok.

– Nie.

– Więc może oboje zawiniliście. Wina nie zawsze rozkłada się po równo, ale przebaczenie może.

Hanser pokręciła głową.

– On dostał zdjęcie.

Deria zamarła.

– Skąd wiesz?

– Czuję to. Gdyby go nie dostał, zadzwoniłby. Teraz milczy, bo znowu uwierzył w najgorsze.

Deria usiadła obok niej.

– Zadzwoń do niego.

– Nie będę tłumaczyć się z czegoś, czego nie zrobiłam.

– Duma nie ogrzeje cię w nocy.

– A upokorzenie mnie ogrzeje?

Deria nie odpowiedziała.


W rezydencji Beyza weszła do przygotowanego pokoju dziecięcego. Na ścianach znajdowały się malunki zwierząt – żyraf, słoni i kolorowych ptaków. Białe łóżeczko stało przy oknie, a obok ustawiono pluszowego niedźwiedzia.

Beyza przesunęła dłonią po krawędzi łóżeczka.

– Ten pokój miał należeć do mojego dziecka.

– Nigdy nie był twój – odezwała się Mukadder, stojąc w drzwiach.

Beyza odwróciła się.

– Czego chcesz?

– Porozmawiać.

– Nie mam ochoty.

– Nie pytałam o ochotę.

Mukadder weszła do środka.

– Wysłałaś zdjęcie Cihanowi?

– Tak.

– Bez konsultacji ze mną.

– Nie potrzebuję twojej zgody.

– Dopóki mieszkasz w tym domu i korzystasz z mojego nazwiska, potrzebujesz jej. To Cihan podejmie decyzję.

– Jaką decyzję? Żeby znienawidzić matkę swojego dziecka? Może wtedy przestanie do niej wracać.

– A jeśli przez ciebie odwróci się od własnego dziecka?

– Nie odwróci się.

– Nie znasz go tak dobrze, jak sądzisz. Cihan może wybaczyć zdradę sobie, ale nie wybaczy jej innym.

Beyza podniosła głos.

– Hanser nie zasługuje na niego!

– To nie ty o tym decydujesz.

– A ty decydowałaś przez całe życie. Wybierałaś mu przyjaciół, narzeczone, pracę, nawet sposób, w jaki miał się ubierać. Nie udawaj teraz obrończyni jego wolności.

Mukadder zrobiła krok naprzód.

– Uważaj.

– Nie boję się ciebie. Powinnaś bać się tego, kim się stajesz.

Beyza zaśmiała się gorzko.

– Staję się tobą.

Mukadder zesztywniała.

– I właśnie dlatego przegram – dodała Beyza. – Bo ty zawsze wygrywałaś.


Wieczorem Sinem przygotowywała małą Mine do snu. Dziewczynka siedziała na łóżku, trzymając telefon.

– Ciociu, kiedy wrócimy do domu?

– Jesteśmy w domu.

– Nie. W tamtym domu. Z wujkiem Cihanem i Hanser.

Sinem poprawiła jej kołdrę.

– Czasem ludzie muszą mieszkać osobno, żeby przestać się ranić.

– A potem wracają?

– Czasami.

– Hanser wróci?

Sinem westchnęła.

– Mam nadzieję.

– A Melih?

Sinem zatrzymała się.

– Dlaczego pytasz o Meliha?

– Bo powiedział, że jeśli będę grzeczna, zabierze mnie czerwoną taksówką nad morze.

– Kiedy ci to powiedział?

– Wczoraj, kiedy rozmawiał przez telefon z Hanser.

Sinem poczuła niepokój.

W tym momencie trzasnęły drzwi wejściowe. Cemil wrócił do mieszkania. Był zmęczony, przygnębiony i przemoczony deszczem. Oparł się o futrynę, słuchając rozmowy.

– Mine, śpij – powiedziała Sinem.

– Nie jestem śpiąca.

Cihan wszedł do salonu powoli, nie zdejmując nawet mokrego płaszcza.

Cemil spojrzał na niego uważnie.

– Co się stało?

Cihan przez chwilę milczał.

Wyjął telefon i położył go na stole.

Na ekranie wciąż widniało zdjęcie Hanser i Meliha.

– Wysłała to Beyza.

Cemil zmarszczył brwi.

– I uwierzyłeś?

– Nie wiem, w co mam wierzyć.

Usiadł ciężko na fotelu.

– Każdego dnia odkrywam coś nowego. Każdy mówi inną wersję wydarzeń.

Cemil westchnął.

– A Hanser?

– Milczy.

– A ty zapytałeś ją o prawdę?

Cihan spuścił wzrok.

– Nie.

– Więc nie masz prawa jej osądzać.

Zapadła długa cisza.

Po chwili telefon Cihana ponownie zawibrował.

Tym razem była to krótka wiadomość.

„Jeśli naprawdę chcesz poznać prawdę o zdjęciu, przyjedź sam. Bez Beyzy. Bez matki.”

Nie było podpisu.

Cihan patrzył na ekran przez kilka sekund.

– Kto to wysłał? – zapytał Cemil.

– Nie wiem…

– Ale pojadę.

Kilka ulic dalej Hanser siedziała przy oknie.

Maleńkie buciki leżały obok niej.

Nagle poczuła silny skurcz.

Przyłożyła dłoń do brzucha.

– Jeszcze nie… proszę…

Oddech przyspieszył.

Deria natychmiast podbiegła.

– Hanser! Wszystko dobrze?

– Chyba… to tylko stres…

Kolejny ból sprawił jednak, że zgięła się wpół.

Deria pobladła.

– Zadzwonię po lekarza.

Hanser złapała ją za rękę.

– Nie mów Cihanowi…

– Dlaczego?

– Bo jeśli przyjedzie tylko z litości… nie chcę go widzieć.

W tym samym czasie Beyza otworzyła szufladę swojej toaletki.

Wyjęła kopertę.

Znajdowały się w niej kolejne fotografie.

Nie tylko zdjęcia Hanser i Meliha.

Były tam również fotografie Nusreta spotykającego się z tajemniczym mężczyzną oraz dokument z wynikami badań DNA.

Beyza uśmiechnęła się do siebie.

– Jeszcze nie teraz…

Schowała wszystko z powrotem.

– Najpierw niech wszyscy uwierzą w pierwsze kłamstwo.

Dopiero potem pokażę drugie.

Za drzwiami stała jednak Sinem.

Usłyszała ostatnie zdanie.

Jej twarz momentalnie pobladła.

– Więc naprawdę wszystko zaplanowałaś…

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Marcin Kwaśny jest bratem prezydenta popularnego miasta. Oto co wyjawił

Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat” Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat”, by opowiedzieć o swoim debiυcie reżyserskim, którym jest film “Odzyskaпy”. Towarzyszyła mυ…

Odrzucony posiłek i wyznanie wobec braku wyboru Gdy Gülsüm przychodzi do salonu z powiadomieniem o kolacji przygotowanej z inicjatywy Beyzy, Cihan w chłodnych słowach odrzuca posiłek i…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page