CON zatrzymuje Beję i syna. Hanser podejmuje bolesną decyzję. Narodziny dziecka, które miały przynieść radość, stają się początkiem dramatycznego rozstania.

Bea po raz ostatni próbuje przekonać Ciana, by spojrzał na swojego nowonarodzonego syna. Lecz jego chłodne słowa odbierają jej resztki nadziei.

Wszystkiemu ze schodów przygląda się Hanser, rozdarta między własnymi uczuciami a współczuciem dla niewinnego dziecka.

Kiedy Bea postanawia odejść, niespodziewanie to właśnie Hanser każe Cihanowi ruszyć za nią.

Przed rezydencją dochodzi jednak do gwałtownej konfrontacji z Nusretem.

Padają bolesne oskarżenia, a spokojna rozmowa szybko zamienia się w niebezpieczną przepychankę.

Cihan broni Hanser, lecz jednocześnie wypowiada słowa, które ostatecznie łamią serce Bei.

Czy Cihan naprawdę pozwoli swojemu synowi zniknąć z jego życia?

Dlaczego Hanser mimo własnego cierpienia próbuje ocalić więź między ojcem a dzieckiem?

I czy odjazd Bei oznacza definitywny koniec, czy dopiero początek jeszcze większego dramatu?


W domu panowała cisza, która nie miała nic wspólnego ze spokojem. Była ciężka, duszna i pełna niewypowiedzianych słów.

Każdy oddech zdawał się odbijać od wysokich ścian rezydencji, a każdy krok brzmiał jak zapowiedź czegoś nieodwracalnego.

Cihan stał u szczytu schodów, nieruchomy jak kamienny posąg.

Miał na sobie czarną koszulę i ciemną marynarkę, lecz elegancki strój nie potrafił ukryć chaosu, który rozgrywał się w jego wnętrzu.

Jego twarz była napięta, szczęki zaciśnięte, a w ciemnych oczach mieszały się gniew, strach i ból.

Kilka kroków przed nim stała Bea.

Trzymała w ramionach nowonarodzone dziecko zawinięte w miękki niebieski kocyk.

Niemowlę poruszyło się niespokojnie, wydając z siebie cichy, niemal bezbronny dźwięk.

Ten drobny odgłos sprawił, że Cihan na moment przestał oddychać.

Jego spojrzenie mimowolnie przesunęło się na twarz dziecka.

Chłopiec spał spokojnie, nieświadomy tego, że pojawił się na świecie pośród ludzi rozdzieranych przez dawne urazy, niespełnione obietnice i miłość, której nikt nie potrafił już uporządkować.

Bea zauważyła zmianę w oczach Cihana.

Zrobiła niepewny krok w jego stronę.

– Nie zbliżaj się – powiedział natychmiast.

Jego głos był chłodny, ale nie tak stanowczy, jak pragnął.

Pod szorstkimi słowami kryło się drżenie.

Bea zatrzymała się.

Jej twarz pobladła.

– Nie zbliżać się? – powtórzyła z niedowierzaniem.

– Cihan… ja nie przyszłam tutaj sama.

– Spójrz, kogo trzymam.

– Powiedziałem, żebyś została tam, gdzie jesteś.

– Dlaczego? – zapytała, a w jej oczach pojawiły się łzy.

– Boisz się na niego spojrzeć?

– Bo jeśli zobaczysz jego twarz, przypomnisz sobie, że jesteś jego ojcem.

Cihan odwrócił głowę.

– Nie próbuj mną manipulować.

– Manipulować? – Bea zaśmiała się gorzko.

– Od wczoraj próbuję się z tobą skontaktować.

– Dzwoniłam do ciebie tyle razy, że przestałam je liczyć.

– Wysyłałam wiadomości.

– Prosiłam, żeby ktoś cię znalazł.

– Chciałam tylko powiedzieć, że twój syn przyszedł na świat.

Cihan zacisnął dłonie.

– Nie wiedziałem.

– Oczywiście, że nie wiedziałeś.

Jej głos stawał się coraz bardziej łamiący.

– Byłeś zbyt zajęty wszystkim innym.

– Zbyt zajęty nią.

Na słowo „nią” twarz Cihana stwardniała.

– Nie wciągaj w to Hanser.

– Nie muszę jej wciągać.

– Ona już jest w samym środku naszego życia.

Cihan spojrzał na Beę ostrzegawczo.

– Uważaj na słowa.

– A ty uważałeś na swoje czyny? – zapytała.

– Uważałeś, kiedy zostawiałeś mnie samą?

– Kiedy rodziłam twojego syna i nie wiedziałam, czy wszystko będzie dobrze.

– Kiedy lekarz mówił, żebym oddychała spokojnie, a ja wciąż patrzyłam na drzwi, wierząc, że może jednak wejdziesz.

Niemowlę poruszyło się w jej ramionach.

Bea natychmiast przycisnęła je bliżej piersi i zaczęła delikatnie kołysać.

– Cicho, maleńki – wyszeptała. – Mama jest przy tobie.

Cihan ponownie spojrzał na dziecko.

Tym razem nie zdołał odwrócić wzroku tak szybko.

Bea dostrzegła to.

Powoli podniosła kocyk, odsłaniając twarz chłopca.

– Ma twoje brwi – powiedziała ciszej. – Kiedy marszczy czoło, wygląda dokładnie jak ty.

– Pielęgniarka też to zauważyła.

– Powiedziała, że od razu widać, do kogo jest podobny.

Cihan przełknął ślinę.

Przez chwilę w jego oczach pojawiło się coś niemal czułego, coś, czego Bea od dawna w nich nie widziała.

Jednak zanim zdążyła zrobić kolejny krok, mężczyzna ponownie przybrał chłodny wyraz twarzy.

– Po co tutaj przyszłaś?

Pytanie uderzyło w nią mocniej niż krzyk.

– Po co? – powtórzyła cicho.

– Naprawdę pytasz mnie, po co przyprowadziłam twojego syna do jego ojca?

– Wiedziałaś, jaka jest sytuacja?

– Wiedziałam, że między nami nie ma miłości.

Bea otarła policzek ramieniem, ponieważ obie ręce miała zajęte dzieckiem.

– Wiedziałam, że twoje serce należy do kogoś innego.

– Ale mimo wszystko wierzyłam, że narodziny syna coś zmienią.

– Nie wszystko.

– Nie oczekiwałam cudu.

– Chciałam tylko, żebyś choć raz spojrzał na nas jak na rodzinę.

– Nie jesteśmy rodziną.

Słowa wypowiedziane przez Cihana zabrzmiały ostro i bezlitośnie.

Bea zamknęła oczy.

Przez kilka sekund stała nieruchomo, próbując opanować oddech.

Kiedy ponownie spojrzała na Cihana, jej twarz była spokojniejsza, lecz w tym spokoju kryło się całkowite załamanie.

– W takim razie spójrz na niego ostatni raz.

Cihan uniósł głowę.

– Co to ma znaczyć?

– To znaczy dokładnie to, co powiedziałam.

Bea spojrzała na dziecko.

– To twoje pierwsze i ostatnie spotkanie z synem.

– Nie masz prawa podejmować takich decyzji.

– A ty miałeś prawo nie być przy jego narodzinach?

– Miałeś prawo odrzucić go, zanim jeszcze wziąłeś go na ręce?

– Nigdy nie powiedziałem, że odrzucam dziecko.

– Nie musisz tego mówić.

– Pokazujesz to każdym spojrzeniem, każdym krokiem w tył i każdym słowem, które kierujesz do mnie.


W tym samym czasie na schodach stała Hanser.

Początkowo zamierzała zejść na dół, ale kiedy zobaczyła Beę z dzieckiem, zatrzymała się w pół kroku.

Jasny płaszcz otulał jej szczupłą sylwetkę, a dłonie spoczywały na drewnianej poręczy.

Nie chciała podsłuchiwać.

Nie chciała być świadkiem tej rozmowy.

Jednak nie potrafiła odejść.

Patrzyła na dziecko w ramionach Bei i czuła, jak jej serce ściska się z bólu.

To niewinne maleństwo nie było winne żadnej z decyzji dorosłych.

Nie rozumiało gniewu, zdrady, rozczarowania ani skomplikowanej historii swoich rodziców.

Hanser spojrzała na Cihana.

Widziała, że mężczyzna cierpi.

Widziała również, że próbuje ukryć to cierpienie pod maską chłodu.

Znała go wystarczająco dobrze, aby dostrzec drżenie dłoni i napięcie ramion.


Bea odwróciła się.

– Nie będę cię już prosić – powiedziała.

– Nie będę błagała, żebyś pokochał mnie albo choć udawał, że ci na mnie zależy.

– Zrozumiałam, że nie ma we mnie niczego, co mogłoby cię zatrzymać.

– Ale łudziłam się, że on będzie dla ciebie wystarczającym powodem.

Cihan milczał.

Bea czekała jeszcze przez moment.

Jedna sekunda.

Druga.

Trzecia.

Każda z nich odbierała jej resztki nadziei.

W końcu spuściła wzrok i ruszyła w dół schodów.

Gdy przechodziła obok Hanser, zatrzymała się na ułamek chwili.

Kobiety spojrzały sobie w oczy.

W spojrzeniu Bei nie było już gniewu.

Było jedynie zmęczenie i niewyobrażalny smutek.

Hanser otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie znalazła żadnych słów.

„Przepraszam” brzmiałoby zbyt banalnie.

„Nie chciałam tego” nie zmieniłoby rzeczywistości.

„Zostań” byłoby okrutne.

Bea minęła ją bez słowa i ruszyła w stronę wyjścia.


Cihan pozostał na górze schodów.

Patrzył za nią, lecz nie uczynił ani jednego kroku.

Hanser odwróciła się do niego gwałtownie.

– Co ty robisz?

Cihan zmarszczył brwi.

– Hanser, nie mów mojego imienia.

– Idź za nią.

– To nie jest takie proste.

– Właśnie, że jest.

– Ona wychodzi stąd z twoim dzieckiem.

– Nie mogę dać jej tego, czego ode mnie chce.

– Może teraz nie chodzi o to, czego chce Bea.

– Może chodzi o to, czego potrzebuje twój syn.

Cihan spojrzał na drzwi.

– Powiedziałem jej od początku, że między nami nie będzie miłości.

I myślisz, że to zwalnia cię ze wszystkiego? Nie osądzaj mnie. Nie osądzam cię. Hanser podeszła bliżej. Próbuję cię obudzić. Widziałam, jak patrzyłeś na to dziecko. Widziałam, jak bardzo chciałeś do niego podejść. Nie wiesz, czego chciałem. Wiem. Więcej niż ci się wydaje. Wiem, jak wygląda człowiek, który boi się zrobić jeden krok, bo potem nie będzie już potrafił się cofnąć.

2

Cion spuścił wzrok. Jeśli za nią pójdę, pomyśli, że daję jej nadzieję. W takim razie powiedz jej prawdę, ale nie pozwól, żeby odjechała przekonana, że jej syn jest dla ciebie nikim. Hanser, idź za nią – powtórzyła stanowczo. Nie rób czegoś, czego będziesz żałował do końca życia.

3

Cong przez kilka sekund patrzył na Hanser. W jego oczach pojawiło się pytanie, którego nie wypowiedział. Czy naprawdę chciała, żeby poszedł za inną kobietą? Hanser odczytała to spojrzenie. Nie patrz tak na mnie – powiedziała łamiącym się głosem. To dziecko nie jest naszym wrogiem. Ono niczego nam nie odebrało.

4

Słowo „nam” przeszyło Ciana. Ciężko westchnął, po czym ruszył w dół schodów. Początkowo powoli, jakby nadal walczył sam ze sobą, ale po chwili przyspieszył. Hanser została sama. Patrzyła za nim, czując, że właśnie własnymi rękami popchnęła ukochanego mężczyznę w stronę życia, w którym być może nie było dla niej miejsca.

5

Przed rezydencją Bea podchodziła już do niebieskiego samochodu. Chłodne powietrze owiało jej mokre od łez policzki. Drzwi pojazdu otworzyły się i wysiadł z niego Nuśre. Starszy mężczyzna od razu zauważył stan córki. Jego twarz ściągnęła się z niepokoju.

6

– Bea, co się stało?

Kobieta nie odpowiedziała od razu. Podeszła do niego i niemal bezradnie oparła głowę o jego ramię, wciąż trzymając dziecko.

– Tato, zabierz nas stąd.

Nuśre spojrzał na niemowlę, a następnie na drzwi willi.

– Co on ci zrobił?

– Proszę, nie pytaj. Po prostu nas zabierz. Jak najdalej.

7

– Rozmawiałaś z nim?

Beja kiwnęła głową.

– To nie ma znaczenia. Wszystko się skończyło.

– Nic się nie skończyło – powiedział Nuśre gniewnie. – Ten człowiek ma obowiązki. Nie może udawać, że nie ma żony i syna.

– Nie chcę już niczego od niego.

– Ty może nie, ale dziecko ma prawo do ojca.

– Ojciec, który patrzy na własnego syna jak na ciężar, nie jest nam potrzebny.

8

Nuśre otworzył tylne drzwi samochodu.

– Wsiadaj. Najpierw zawiozę was do domu, a potem sam z nim porozmawiam.

– Nie, tato. Nie chcę kolejnej awantury.

– Awantura już się zaczęła. Tylko on jeszcze nie zrozumiał, że będzie musiał odpowiedzieć za to, co zrobił.

9

W tej samej chwili drzwi rezydencji otworzyły się gwałtownie.

– Bea! – rozległ się głos Ciana. – Zatrzymaj się!

Bejza zesztywniała. Nuśre natychmiast stanął przed córką, zasłaniając ją własnym ciałem.

10

Cons biegł po schodach prowadzących na podjazd.

– Powiedziałem, żebyś się zatrzymała.

– Nie masz już prawa wydawać mi poleceń – odpowiedziała Bea, nie patrząc na niego.

– Musimy porozmawiać.

– Rozmawialiśmy. Usłyszałam wystarczająco dużo.

11

Con zrobił krok w jej stronę, lecz Nuśre zagrodził mu drogę.

– Ani kroku dalej.

– Zejdź mi z drogi.

– Najpierw wyjaśnisz mi, dlaczego moja córka wychodzi z twojego domu zapłakana dzień po narodzinach twojego syna.

– To sprawa między mną a Bejzą.

– Już nie.

12

– Kiedy krzywdzisz moje dziecko i mojego wnuka, staje się to moją sprawą.

Cion zacisnął szczęki.

– Nie skrzywdziłem dziecka.

– Nie?

Nuśre wskazał na niemowlę.

– Nawet go nie wziąłeś na ręce.

13

Cion spojrzał na Beję.

– Pozwól mi go zobaczyć.

Bejza przytuliła chłopca mocniej.

– Widziałeś go? Chcę z nim zostać przez chwilę.

– Teraz? – zapytała z gorzkim uśmiechem. – Dopiero kiedy wybiegłeś za mną, bo Hanser ci kazała?

14

Cią drgnął.

– To nie ma znaczenia.

– Dla mnie ma. Sam nie chciałeś ruszyć się z miejsca. To ona musiała przypomnieć ci, że jesteś ojcem.

15

Nuśre spojrzał na Ciana z pogardą.

– A więc to prawda. Sprowadziłeś tutaj tę kobietę, podczas gdy moja córka rodziła twoje dziecko.

– Uważaj, jak o niej mówisz.

– Bronisz jej w tej chwili? Bronisz właśnie jej?

– Hanser nie ma nic wspólnego z tym, co wydarzyło się między mną a Bejzą.

16

– Nie ma nic wspólnego?

Nuśre roześmiał się szyderczo.

– Twoja żona stoi przed domem z nowonarodzonym synem, a inna kobieta spaceruje po twojej rezydencji jak jej właścicielka. I ty twierdzisz, że nie ma z tym nic wspólnego?

– Nie waż się jej obrażać.

– A ty nie waż się podnosić głosu na mnie.

17

Mężczyźni stanęli naprzeciwko siebie. Bejza spróbowała ich rozdzielić słowami.

– Tato, proszę, chodźmy stąd.

– Nie, Bejza. On musi usłyszeć prawdę.

– Prawdy nie poznasz! – krzyknął Cio.

18

– Prawda jest prosta. Porzuciłeś żonę i syna dla innej kobiety. Nie masz honoru!

C chwycił Nuśreta za klapy marynarki.

– Powtórz to!

Nuśre natychmiast złapał go za ubranie.

– Nie masz honoru! Człowiek z honorem nie odwraca się od kobiety, która właśnie urodziła mu dziecko.

19

– Przestańcie! – zawołała Bea. – Dziecko się boi!

Niemowlę zaczęło płakać. Jego głos był coraz głośniejszy, ale ogarnięci gniewem mężczyźni zdawali się go nie słyszeć.

20

Na zewnątrz wyszła Gulsum, niosąc w dłoniach złożony koc. Gdy zobaczyła szarpiących się Ciana i Nuśreta, materiał wypadł jej na ziemię.

– O Boże…

Cią odepchnął Nuśreta, lecz starszy mężczyzna natychmiast ponownie ruszył w jego stronę.

– To wszystko przez tę Hanser! – krzyknął Nuśre. – Odkąd pojawiła się w twoim życiu, straciłeś resztki rozsądku.

– Zamknij się! – ryknął Cio.

21

– Oni się pozabijają… Naprawdę się pozabijają…

Gulsum odwróciła się i pobiegła do domu. Nie zatrzymała się ani w holu, ani na schodach. Wpadła do sypialni Mukader bez pukania.

22

Starsza kobieta siedziała na łóżku, pogrążona w myślach. Na widok zdyszanej służącej natychmiast się wyprostowała.

– Co się stało?

– Pani Mukader, proszę szybko na zewnątrz! Pan Cio i pan Nuśre…

– Co z nimi?

– Walczą, trzymają się za ubrania, krzyczą. Zaraz zaczną się bić.

23

Mukader zerwała się z łóżka.

– Dlaczego?

Gulsum zawahała się.

– Przez panią Beę, dziecko i Hanser.

Twarz Mukader natychmiast stwardniała.

– Wiedziałam. Wiedziałam, że odkąd ta dziewczyna ponownie przekroczyła próg tego domu, nic dobrego się nie wydarzy.

24

– Co mamy zrobić?

– Zawołaj Fadajim natychmiast. Ona chyba jest w kuchni, więc nie stój tutaj. Biegnij!

Gulsum ruszyła do drzwi, ale Mukader chwyciła ją za ramię.

– Czy dziecko jest bezpieczne?

– Pani Bea trzyma je na rękach. Ale wszyscy krzyczą. Maleństwo zaczęło płakać.

Mukader pobladła.

– Chodź. Musimy ich powstrzymać.

25

Obie kobiety pospiesznie opuściły sypialnię. Tymczasem Hanser stała przy oknie salonu. Widziała Ciana i Nuśreta na podjeździe. Nie słyszała każdego słowa, ale podniesione głosy docierały do niej wyraźnie.

26

– Sprowadziłeś ją tutaj bez wstydu! – krzyczał Nuśre. – Pozwalasz jej mieszkać pod tym dachem, kiedy twoja żona rodzi ci syna!

– Ona nie ma z tym nic wspólnego – odpowiedział Cią. – Jeśli chcesz kogoś oskarżać, oskarżaj mnie.

– Oczywiście, że ma. Wiedziała, że masz żonę.

Hanser drgnęła, jakby otrzymała cios.

27

– Nie wypowiadaj jej imienia! – krzyknął Cą. – To ja podejmowałem decyzje. To ja odpowiadam za wszystko.

– Broniąc jej, poniżasz moją córkę jeszcze bardziej.

– Nie pozwolę ci oczerniać niewinnej kobiety.

28

„Niewinnej?”

Hanser zamknęła oczy. Czy naprawdę była niewinna? Nie zdradziła nikogo, nie składała fałszywych obietnic i nigdy nie chciała rozbijać rodziny. A jednak jej obecność stała się źródłem bólu. Bea patrzyła na nią jak na kobietę, która odebrała jej męża. Nuśre oskarżał ją o zniszczenie przyszłości jego córki. Mukader od dawna widziała w niej zagrożenie.

29

Hanser przycisnęła dłoń do ust. Przypomniała sobie spojrzenie Bejzy na schodach. Nie było w nim nienawiści. To właśnie bolało najbardziej. Gdyby Bea ją zaatakowała, oskarżyła albo obraziła, Hanser mogłaby się bronić. Jednak tamto milczące spojrzenie było pełne cierpienia, którego nie dało się odeprzeć żadnym argumentem.

30

– To przeze mnie… – wyszeptała.

Z podjazdu dobiegł kolejny krzyk.

– Gdyby nie Hanser, moja córka nie stałaby teraz na ulicy z dzieckiem!

Hanser cofnęła się od okna. Łzy spłynęły po jej policzkach. Próbowała je otrzeć, ale pojawiały się kolejne. Nogi nagle odmówiły jej posłuszeństwa. Podeszła do kanapy i ciężko na niej usiadła.

31

– Nie chciałam tego – powiedziała do pustego pomieszczenia. – Nigdy nie chciałam, żeby ktokolwiek cierpiał.

Przez chwilę słyszała jedynie własny nierówny oddech. Potem pojawiła się myśl, której najbardziej się obawiała. Może jej miłość do Ciana nie była uczuciem, o które należało walczyć. Może czasami kochać oznaczało odejść, zanim cierpienie pochłonie wszystkich.

32

Na podjeździe sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Mukader i Fadajm wybiegły przed dom. Gulsum zatrzymała się nieco dalej, zbyt przerażona, by ponownie podejść.

– Co?! – zawołała Mukader. – Natychmiast go puść!

C rozluźnił chwyt, ale Nuśre nie zamierzał ustąpić.

– Niech pani lepiej zapyta syna, co zrobił.

33

Mukader spojrzała na Bejzę i dziecko. Na moment jej twarz złagodniała.

– Bejza, daj mi wnuka. Jest zimno.

Bejaza cofnęła się.

– Nie.

– Nie chcę ci go zabrać. Martwię się o niego.

– Za późno na troskę. Kiedy potrzebowałam tej rodziny, nikt przy mnie nie był.

34

Mukader zacisnęła usta.

– Nie mów tak. To dziecko jest częścią naszej rodziny…

– Ale jego matka już nie.

– Nie powiedziałam tego.

– Nie musiała pani. W tym domu zawsze byłam kimś, kogo można było przesunąć na bok, kiedy pojawił się ktoś ważniejszy.

Potem podszedł do miejsca, w którym jeszcze przed momentem stał samochód, i położył dłonie na własnej głowie. Gniew wciąż w nim buzował, ale nie miał już na kogo go skierować. Nie mógł obwinić Bejzy, ponieważ miała prawo czuć się odrzucona.

Nie mógł obwinić NŚreta, ponieważ starszy mężczyzna bronił córki. Nie mógł obwinić Hanser, ponieważ to ona kazała mu pobiec za odchodzącą matką jego dziecka.

Nie mógł obwinić nawet Mukader, choć jej naciski przez wiele miesięcy komplikowały każdą decyzję. Pozostawał tylko on sam.

Si zacisnął dłonie w pięści i ponownie uderzył nimi w maskę stojącego nieopodal drugiego samochodu. Metal wydał głuchy dźwięk.

Na jego twarzy pojawił się grymas wściekłości, bólu i bezradności. – Do diabła! – krzyknął. Jego głos odbił się echem od murów rezydencji.

W salonie Hanser zamknęła oczy. Wiedziała, że cierpi. Wiedziała też, że gdy wejdzie do domu, będzie potrzebował kogoś, kto pomoże mu odnaleźć drogę do syna.

Jednocześnie po raz pierwszy tak wyraźnie poczuła, że jej obecność może stać się przeszkodą.

Podeszła do kanapy, na której wcześniej siedziała, i spojrzała na pozostawioną obok torebkę.

W jej głowie pojawiła się bolesna decyzja. „Może powinnam odejść?” – wyszeptała.

Na zewnątrz uniósł głowę i spojrzał w stronę okna. Nie widział już Hanser.

Dostrzegł jedynie swoje odbicie w szybie – samotnego mężczyznę stojącego przed wielkim domem, który nagle wydawał się całkowicie pusty.

Przed chwilą trzymał los swojej rodziny na wyciągnięcie ręki. Teraz pozostała mu tylko cisza, oddalający się obraz samochodu oraz świadomość, że jego syn rozpoczął życie z dala od niego.

C jeszcze raz spojrzał na bramę. Jego twarz była napięta, a oczy pełne gniewu, lecz pod gniewem krył się strach.

Strach, że Beza naprawdę nie wróci. Strach, że Hanser obwini się o wszystko i również odejdzie.

Strach, że próbując nie kłamać żadnej z kobiet, straci obie. Stał więc pośrodku podjazdu, otoczony luksusem, który nie był w stanie dać mu odpowiedzi na najprostsze pytanie.

Jak uratować miłość, nie niszcząc przy tym życia własnego dziecka? I właśnie z tym pytaniem, wypisanym bólem na jego twarzy, kończyła się ta pełna napięcia chwila.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Marcin Kwaśny jest bratem prezydenta popularnego miasta. Oto co wyjawił

Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat” Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat”, by opowiedzieć o swoim debiυcie reżyserskim, którym jest film “Odzyskaпy”. Towarzyszyła mυ…

Odrzucony posiłek i wyznanie wobec braku wyboru Gdy Gülsüm przychodzi do salonu z powiadomieniem o kolacji przygotowanej z inicjatywy Beyzy, Cihan w chłodnych słowach odrzuca posiłek i…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page