
Beyza wykorzystuje dziecko, by odzyskać Cihana. On jednak potajemnie śledzi Hancer.
Beyza uznała, że niemowlę stanie się jej najpotężniejszą bronią w walce o Cihana i majątek rodziny Develioglu. Szybko jednak okazuje się, że kobieta zupełnie nie potrafi poradzić sobie z rolą troskliwej matki. Zniecierpliwiona płaczem dziecka traci panowanie nad sobą, a dopiero powrót Nusreta ratuje sytuację. Mężczyzna nie tylko uspokaja malucha, lecz także bezlitośnie przypomina Beyzie, że najmniejszy błąd może ujawnić ich wielkie oszustwo.
Nusret przedstawia jej kolejny etap intrygi: Beyza ma udawać idealną matkę, wzbudzić współczucie Cihana i przekonać go, by zabrał ją wraz z dzieckiem do rezydencji. Dla niej nagrodą ma być miłość mężczyzny, dla Nusreta zaś – ogromna fortuna. Vszystko wydaje się zmierzać zgodnie z planem, dopóki Beyza nie wykonuje najważniejszego telefonu. Cihan nie odbiera. Nie dlatego jednak, że nie słyszy dzwonka. Siedząc w samochodzie, świadomie ignoruje połączenie, ponieważ całą uwagę skupia na Hancer, którą potajemnie obserwuje na zamglonej ulicy. Dlaczego śledzi kobietę wchodzącą do punktu kurierskiego? Co Hancer zamierza wysłać lub odebrać? I co stanie się z planem Beyzy, gdy odkryje, że nawet dziecko nie zdołało wymazać jej rywalki z serca Cihana?
Scena I: Dziecko jako klucz do fortuny Develioglu
Poranek w rezydencji był dziwnie cichy, lecz cisza ta nie miała w sobie niczego kojącego. Przeciwnie – wydawała się napięta, ciężka i złowroga, jakby cały dom wstrzymywał oddech, czekając na kolejne kłamstwo, które miało zostać wypowiedziane pod jego dachem. Elegancki salon połączony z nowoczesną kuchnią lśnił w bladym świetle wpadającym przez ogromne okna. Marmurowe blaty, jasne meble i starannie dobrane dekoracje tworły obraz luksusu, o jakim większość ludzi mogła jedynie marzyć. Jednak pośrodku tego perfekcyjnego wnętrza stała Beyza, która ani trochę nie pasowała do harmonijnego otoczenia.
Jej włosy były niedbale związane, pod oczami widniały ciemne cienie, a na twarzy malowało się skrajne wyczerpanie. V ramionach trzymała niemowlę owinięte w błękitny kocyk. Dziecko płakało głośno i rozpaczliwie, raz po raz zaciskając maleńkie dłonie. Jego krzyk rozchodził się po przestronnym pomieszczeniu, odbijał od wysokiego sufitu i zdawał się doprowadzać Beyzę na granicę wytrzymałości. Kobieta próbowała kołysać malucha, ale robiła to nerwowo i niezdarnie. Jej ruchy nie miały w sobie delikatności – były szybkie, gwałtowne i pełne zniecierpliwienia. — Przestań już! — syknęła, patrząc na czerwoną od płaczu twarz dziecka. — Słyszysz mnie? Przestań płakać!
Niemowlę odpowiedziało jeszcze głośniejszym krzykiem. Beyza przymknęła oczy i zacisnęła usta. Przez chwilę próbowała się opanować, lecz po kilku sekundach jej cierpliwość całkowicie się wyczerpała. — Dość! — wyrzuciła z siebie. — Naprawdę mam już dość. Nie chcesz jeść, tow nie jedz. Nie będę cię błagać. Nie mam siły się z tobą męczyć przez cały dzień i całą noc! — Dziecko poruszyło główką, jakby szukało ciepła i bezpieczeństwa, których nie znajdowało w jej ramionach. — Niech ktoś sprawi, żeby tow dziecko wreszcie zamilkło! — krzyknęła kobieta, rozglądając się bezradnie. — Gdzie wszyscy są, kiedy są potrzebni?! Dlaczego wszystko zawsze spada na mnie?
Jej głos zabrzmiał tak, jakby niemowlę celowo próbowało pokrzyżować jej plany. Nie widziała w nim bezbronnego człowieka, zależnego od jej opieki – widziała jedynie problem, kolejną przeszkodę na drodze do ponownego zdobycia Cihana i bezpiecznego miejsca w rodzinie Develioglu.
Właśnie wtedy na schodach pojawił się Nusret. Mężczyzna schodził powoli, ciągnąc za sobą niewielką walizkę. Zatrzymała się na jednym ze stopni, gdy usłyszał krzyk Beyzy. Przez krótką chwilę obserwował ją w milczeniu. V jego oczach pojawiło się niezadowolenie, ale także cień cynicznego rozbawienia. Nie był zaskoczony tym, co zobaczył – od początku wiedział, że Beyza nie ma ani cierpliwości, ani instynktu potrzebnego do zajmowania się dzieckiem. Liczył jednak, że strach przed utratą Cihana zmusi ją do większego wysiłku.
Beyza dostrzegła go dopiero, gdy zszedł na ostatni stopień. — Vreszcie jesteś! — zawołała. — Zrób coś z nim. Płacze bez przerwy! Nusret uniósł brew. — „Z nim”? — powtórzył. — Mówisz o tym dziecku tak, jakby było zepsutym urządzeniem, które trzeba po prostu wyłączyć. — Nie zaczynaj — odpowiedziała ostro. — Nie spałam przez całą noc. — Czyżby? — zapytał kpiąco. — A ja myślałem, że macierzyństwo tow największe szczęście w twoim życiu. Przynajmniej tak zamierzasz przedstawić tow Cihanowi. Beyza spojrzała na niego ze złością. — Nie musisz teraz ze mnie drwić. Pomóż mi.
Scena II: Lekcja bezwzględnego wyrachowania
Nusret zostawił walizkę obok schodów i podszedł bliżej. Dziecko nie przestawało płakać. Mężczyzna wyciągnął ręce i powiedział stanowczo: — Daj mi je.
Beyza nie protestowała. Niemal natychmiast przekazała mu niemowlę, jakby z ulgą pozbywała się ciężaru. Nusret przejął dziecko pewnym ruchem, uważnie podtrzymując jego główkę. Potem przytulił je do piersi i zaczął powoli kołysać. — Cicho, spokojnie, już dobrze… — szepnął łagodnie. Z jego ust wydobyło się ciche, miarowe syczenie.
Nusret poruszał się po salonie powoli, wykonując niewielkie kroki. Jego zachowanie kontrastowało z nerwowością Beyzy: nie szarpał dzieckiem, nie podnosił głosu, nie próbował z nim walczyć. Ku zdumieniu kobiety płacz zaczął słabnąć. Najpierw rozpaczliwy krzyk zmienił się w ciche kwilenie, potem niemowlę westchnęło, przymknęło oczy i uspokoiło się zupełnie. Beyza patrzyła na tę scenę z niedowierzaniem. — Jak ty to zrobiłeś? — zapytała. Nusret spojrzała na nią z ironią. — Nie zrobiłem niczego niezwykłego. Po prostu nie krzyczałem mu prosto w twarz. — Ja też nie krzyczałam. — Słyszałem cię z góry — mężczyna zatrzymał się i przeszył ją wymownym spojrzeniem. — Byłam zdenerwowana! — To dziecko także było zdenerwowane, tyle że ono ma do tego pełny powód. Jest głodne, zagubione i nie rozumie, dlaczego osoba trzymająca je na rękach traktuje je jak największe nieszczęście.
Beyza odwróciła wzrok. — Nie wiedziałam, że tow będzie takie trudne. — A czego się spodziewałaś? — zapytał Nusret. — Że niemowlę będzie leżało nieruchomo w łóżeczku, uśmiechało się na zawołanie i płakało tylko wtedy, gdy będzie tow pasować do naszego planu? — Myślałam, że będzie więcej spało. — „Vięcej spało”? — powtórzył z niedowierzaniem. — To nie jest dekoracja do twojego nowego życia, tow żywe dziecko.
Beyza zacisnęła ramiona na piersi. — Nie jestem jego prawdziwą matką. Nie możesz oczekiwać, że nagle poczuję z nim jakąś niezwykłą więź.
Nusret spojrzał na śpiące niemowlę, po czym przeniósł wzrok na kobietę. — Nie oczekuję od ciebie uczuć. Oczekuję rozsądku. To powinno być dla ciebie prostsze, bo od początku chodziło o grę. Masz grać matkę, Beyza, i masz robić tow tak przekonująco, żeby niki nie zadał ani jednego niewygodnego pytania. — Staram się. — Nie, ty narzekasz. — Łatwo ci mówić. Nie siedziałeś z nim przez całą noc. Co chwilę się budziło, płakało, wierciło się, nie chciało jeść. Nie wiedziałam, czego potrzebuje! — Vłaśnie dlatego powinnaś była obudzić Gülsüm.
Beyza zaparskała śmiechem. — A potem co? Miałabym jej powiedzieć, że nie potrafię nakarmić własnego dziecka? Przecież od razu zaczęłaby coś podejrzewać! — Gülsüm podejrzewa wszystkich i wszystko — odpowiedział chłodno Nusret. — To nie ma znaczenia. Ważne, żeby nie zobaczyła, że odpychasz dziecko i krzyczysz, aby zamilkło.
Mężczyzna podszedł do kanapy i ostrożnie usiadł. Nadal trzymał niemowlę blisko piersi. Dziecko spało spokojnie, jakby jego wcześniejsza rozpacz nigdy nie miała miejsca. Beyza spojrzała na nie z mieszaniną ulgi i zazdrości. — Przy tobie uspokoiło się od razu — powiedziała cicho. — Bo wyczuwa napięcie. Chcesz powiedzieć, że mnie nie lubi? — Chcę powiedzieć, że nie jesteś centrum świata każdego człowieka, Beyza. Nawet tak małego.
Kobieta zmrużyła oczy. — Bardzo cię tow bawi, prawda? — Nie, wręcz przeciwnie. Martwi mnie, że wszystko może runąć przez twoją niecierpliwość. — Nusret ponownie spoważniał, a jego spojrzenie stało się twarde i wyrachowane. — Posłuchaj mnie uważnie: od tego planu nie ma już odwrotu. Zaszliśmy za daleko. Dziecko jest tutaj, dokumenty są przygotowane, a wszyscy mają uwierzyć, że urodziłaś syna Cihana. Nie możesz nagle stwierdzić, że jesteś zmęczona i już ci się nie chce. — Nie powiedziałam, że rezygnuję! Ale co mam zrobić? Przecież nie będę zajmować się nim sama przez cały czas. — Oczywiście, że nie — odpowiedział Nusret. — Gdy niki nie będzie patrzył, oddawaj dziecko Gülsüm. Ona ma doświadczenie, wie, jak karmić, przewijać i uspokajać niemowlęta. Możesz udawać, że boli cię głowa albo że musisz odpocząć po trudnym porodzie. — Gülsüm nie zrobi tego bez pytań. — Zrobi, jeśli odpowiednio tow przedstawisz. Powiesz, że jesteś słaba, że lekarz kazał ci odpoczywać i że potrzebujesz kilku godzin snu. A przede wszystkim będziesz jej wdzięczna. Nie rozkazuj jej, nie patrz na nią z góry – masz wzbudzić w niej współczucie.
Beyza westchnęła. — Nienawidzę prosić jej o pomoc. — V takim razie naucz się tow ukrywać. Później sytuacja stanie się łatwiejsza. — Co masz na myśli? — Kiedy już znajdziesz się w rezydencji Develioglu jako żona Cihana i matka jego syna, zaczniesz odgrywać rolę wyczerpanej kobiety, która nie radzi sobie po porodzie. Powiesz, że nie przesypiasz nocy, że jesteś osłabiona i potrzebujesz profesjonalnego wsparcia. Vtedy zatrudnicie nianię.
Oczy Beyzy rozjaśniły się. — Nianię… — Tak. Kogoś, kto będzie wykonywał całą czarną robotę, podczas gdy ty będziesz pozować do rodzinnych obrazków. Będziesz brać dziecko na ręce, kiedy Cihan wejdzie do pokoju, całować je w czoło przy Mukadder i mówić wszystkim, że jest twoim największym szczęściem. A gdy tylko zostaniesz sama, oddasz je opiekunce.
Na twarzy Beyzy pojawił się pierwszy od rana szczery uśmiech. — To brzmi znacznie lepiej. — Ale jeszcze nie jesteśmy w rezydencji — ostrzegł Nusret. — Dopóki nie osiągniemy celu, musisz znosić obecność dziecka i grać swoją rolę bez najmniejszego błędu. — Mężczyzna rozejrzał się po salonie. Jego uwagę zwróciła stojąca na stole puszka mleka modyfikowanego oraz butelka z przygotowanym pokarmem. — Co tow jest? — zapytał. — Mleko. — Vidzę, że mleko. Dlaczego butelka jest pełna?
Beyza wzruszyła ramionami. — Próbowałam je nakarmić i nie chciało jeść. — Jak długo próbowałaś? — Vystarczająco długo. — Ile dokładnie?
Beyza odwróciła twarz v stronę okna. — Kilka minut! Odpychało smoczek językiem i kręciło głową. Co miałam zrobić, wlewać mu mleko na siłę? — Miałaś próbować spokojnie, a nie poddawać się po pierwszej chwili. — Zje, kiedy naprawdę zgłodnieje — odpowiedziała obojętnie. — Nie mam zamiaru znosić jego kaprysów.
Nusret zesztywniał. — Kaprysów? Viesz w ogóle, o czym mówisz? — Nie, Beyza, nie wiem — jego głos stał się niebezpiecznie spokojny. Ostrożnie poprawił kocyk wokół niemowlęcia, po czym spojrzał na kobietę z niedowierzaniem. — Czy ty postradałaś zmysły? To jest niemowlę. Ono nie urządza ci przedstawienia, żeby cię celowo zdenerwować. Nie potrafi powiedzieć, co je boli, czego się boi ani dlaczego nie chce jeść. — Nie musisz mówić do mnie jak do idiotki! — Najwyraźniej muszę, skoro uważasz, że tak małe dziecko powinno samo decydować, kiedy zasługuje na jedzenie.
Beyza poderwała się z miejsca. — Nie dramatyzuj, nic mu nie jest. Przecież widzisz, że teraz śpi. — Śpi, bo zmęczyło się płaczem. — To chyba dobrze. Przynajmniej przez chwilę będzie spokój.
Nusret podniósł głowę. V jego oczach pojawił się głęboki gniew. — Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie: jeśli ktokolwiek zobaczy, jak traktujesz tow dziecko, cała nasza historia rozpadnie się w kilka minut. — Beyza chciała odpowiedzieć, lecz mężczyna nie pozwolił jej dojść do słowa. — Prawdziwa matka może być zmęczona, może płakać, złościć się, a nawet czuć, że nie daje sobie rady. Ale ty nie możesz pozwolić sobie nawet na jeden nieostrożny gest, ponieważ ludzie w dworku już ci nie ufają. Hancer ci nie ufa, Gülsüm ci nie ufa, Sinem patrzy ci na ręce, a Cihan zna cię lepiej, niż chciałabyś przyznać.
Na dźwięk imienia Cihana twarz Beyzy się zmieniła. — Cihan uwierzy, gdy zobaczy dziecko. — Uwierzy tylko wtedy, gdy zobaczy również matkę — podkreślił Nusret. — Czułą, opiekuńczą, gotową oddać życie za swojego syna. Masz patrzeć na tow dziecko tak, jakby poza nim nie istniał dla ciebie świat. V obecności innych będziesz je kołysać, całować, sprawdzać, czy nie jest mu zimno, i natychmiast reagować na każdy płacz. — Przecież nie jestem zawodową aktorką! — Od dawna nią jesteś. Całe twoje życie opiera się na udawaniu kogoś, kim w rzeczywistości nie jesteś.
Słowa te uderzyły ją bolesnym rykoszetem. — Uważaj, Nusret! — To ty musisz uważać.
Beyza odwróciła się i podeszła do kuchennego blatu. Oparła o niego dłonie, próbując opanować drżenie palców. — Nie naciskaj na mnie — powiedziała po chwili znacznie ciszej. — Ta noc była koszmarna nie tylko przez dziecko. Nusret zmrużyła oczy. — Co się wydarzyło? Beyza obejrzała się przez ramię. — V pewnym momencie usłyszałam dziwny hałas. — Jaki hałas? — Jakby coś uderzyło w okno. Jakby ktoś rzucił małym kamieniem.
Na twarzy Nusreta pojawiło się czujne zainteresowanie. — Kiedy? — Późno w nocy, nie wiem dokładnie, która była godzina. Dziecko płakało, więc początkowo myślałam, że tylko mi się wydawało. Potem usłyszałam drugi dźwięk. — Sprawdziłaś tow? — Podeszłam do okna, ale na zewnątrz było ciemno, nikogo nie widziałam. Zasłony były zasunięte. Beyza zawahała się. — Nie całkiem.
Nusret mocno zacisnął szczękę. — Ile razy mam ci powtarzać, żebyś była maksymalnie ostrożna? — Przecież nie mogłam siedzieć przez całą noc w całkowitej ciemności! — Mogłaś dokładnie zasłonić okna. — A może ktoś stał na zewnątrz i słuchał? — zapytała nagle, a w jej głosie pojawiła się panika. — Może usłyszał, jak rozmawiamy o dziecku? Może ktoś wie, że ono nie jest moje? — Uspokój się. — Skąd możesz mieć pewność?! — Bo gdyby ktoś coś widział albo słyszał, już byśmy o tym wiedzieli. — Niekoniecznie. Mógł odeść i teraz czekać na odpowiedni moment. — Beyza, przestań tworzyć wybujałe historie. — To nie jest historia, słyszałam ten hałas!
Nusret ostrożnie wstał. Dziecko poruszyło się w jego ramionach, więc zaczął je ponownie miarowo kołysać. — Być może gałąź uderzyła w szybę, być może coś spadło z dachu. V nocy każdy dźwięk wydaje się groźniejszy, zwłaszcza gdy jesteś zmęczona i przerażona własnymi kłamstwami. — Nie jestem przerażona! — Jesteś, i bardzo dobrze. Strach powinien ci przypominać, jak wiele możesz w jednej sekundzie stracić.
Beyza patrzyła na niego w milczeniu. — Niki niczego nie widział — kontynuował Nusret z pewnością siebie. — Niki niczego nie słyszał, a nawet gdyby ktoś kręcił się w pobliżu, nie ma na tow żadnego dowodu. Mustisz przestać zachowywać się jak osoba winna, bo właśnie takie zachowanie najbardziej przyciąga uwagę. — Łatwo ci mówić. To ja mam stanąć przed Cihanem i powiedzieć mu, że urodziłam jego dziecko. — I dokładnie tego przecież zawsze chciałaś.
Beyza opuściła wzrok. — Chciałam, żeby sam do mnie wrócił. Nusret zaśmiał się bez krzty radości. — Cihan nigdy nie wróciłby do ciebie z własnej woli. Nie wtedy, gdy w jego sercu wciąż jest Hancer.
Twarz Beyzy stężała. — Nie wypowiadaj jej imienia! — Dlaczego? Bo prawda boli? Cihan w końcu o niej zapomni. Być może, ale tylko dzięki temu dziecku. — Nusret podszedł bliżej i spojrzał jej prosto w oczy. — Pamiętaj, po co tow robimy. Ty chcesz Cihana, chcesz jego nazwiska, jego domu, jego uwagi i luksusowego życia, które twoim zdaniem zawsze powinno należeć do ciebie. Ja chcę fortuny Develioglu – chcę nieograniczonego dostępu do ich majątku, wpływów i wszystkiego, czego przez długie lata mi odmawiano. Viesz o tym, nie? Czasami zachowujesz się tak, jakbyś o tym zapominała. To dziecko jest jedynym kluczem, który może otworzyć nam drzwi do tamtego domu. Bez niego jesteś dla Cihana tylko częścią przeszłości, której chce się jak najszybciej pozbyć. Z nim stajesz się matką jego syna, kobietą, od której nie może się odwrócić bez narażenia własnego sumienia i reputacji rodziny.
Beyza spojrzała na śpiące niemowlę. Tym razem w jej oczach nie było irytacji – pojawiła się chłodna kalkulacja. — Kiedy zobaczy swojego syna, wszystko się zmieni — powiedziała cicho. — Tak, Mukadder także mnie poprze. Zwłaszcza Mukadder – dla niej dziedzic rodziny będzie najważniejszy. Nawet jeśli mnie nie lubi, zrobi wszystko, żeby dziecko znalazło się pod dachem Develioglu. A Hancer… Hancer zostanie ostatecznie odsunięta. — Na ustach Beyzy pojawił się lekki uśmiech. — Cihan nie będzie mógł jej wybrać, gdy zobaczy mnie z jego własnym dzieckiem. — Dokładnie. Ale pod warunkiem, że będziesz zachowywać się jak kochająca matka, a nie jak koba, której przeszkadza zwykły płacz.
Beyza powoli skinęła głową. — Dobrze, będę ostrożna. — To za mało. Będziesz czuła. Będziesz udawała, że świata poza nim nie widzisz. — I nie popełnię więcej takich błędów, obiecuję.
Nusret przyglądał jej się jeszcze przez chwilę, jakby próbował ocenić, ile warte jest jej zapewnienie. — V takim razie przestań zachowywać się jak rozkapryszone dziecko i w końcu dorośnij — powiedział. — Mamy ważniejsze rzeczy do zrobienia. Na przykład: zadzwoń do swojego męża.
Beyza uniosła głowę. — Do Cihana? — A do kogo? Masz mu przekazać radosną nowinę. — Myślałam, że powinniśmy jeszcze trochę poczekać. — Czekaliśmy wystarczająco długo. Każda kolejna godzina zwiększa niepotrzebnie ryzyko. Cihan ma przyjechać tutaj, zobaczyć dziecko i zabrać swoją żonę oraz syna do domu.
V oczach Beyzy zapłonęła ekscytacja. — Kiedy wypowiesz tow na głos, brzmi tak, jakby wszystko już się udało. — Nic się jeszcze nie udało — ostrzegł ją ostro Nusret. — Sukces przyjdzie dopiero wtedy, gdy przekroczysz próg rezydencji Develioglu z tym dzieckum na rękach.
Beyza podeszła do stołu i wzięła smartfon. — Od tej chwili jesteśmy prawdziwymi wspólnikami — powiedziała. — Ty wykonasz swoją część, ja wykonam swoją. Vszystko ułoży się idealnie, o ile nie stracisz panowania nad sobą.
Kobieta zignorowała jego uwagę, spojrzała na niemowlę i wyciągnęła palec, delikatnie dotykając jego kocyka. — Powinno mnie polubić — powiedziała pod nosem. — Przynajmniej na tyle, żeby nie płakać za każdym razem, gdy biorę je na ręce. — Dziecko nie jest kolejną osobą, którą możesz zmusić do sympatii. — Ciebie też nie lubiło, a teraz śpi. — Ono potrzebowało spokoju, nie mojej aprobaty.
Beyza przewróciła oczami i odblokowała telefon. — Zadzwonię do Cihana. Kiedy usłyszy mój głos i dowie się o synu, przyjedzie natychmiast. Nusret nie odpowiedział. Viedział, że pewność siebie Beyzy opiera się na złudzeniach, lecz właśnie te złudzenia były mu w tej chwili potrzebne: bez nich mogłaby się załamać, popełnić fatalny błąd albo spróbować się wycofać. Kobieta odnalazła numer Cihana i nacisnęła ikonę połączenia.
Scena III: Cihan w cieniu na zamglonej ulicy
W tym samym czasie, daleko od eleganckiego salonu, po zamglonej ulicy jechał luksusowy samochód. Cihan siedział za kierownicą, ale nie wyglądał jak człowiek zmierzający do konkretnego, wyznaczonego celu. Poruszał się powoli, jakby sam nie wiedział, dlaczego znalazł się właśnie w tej części miasta. Jego twarz była poważna, zmęczona i maksymalnie skupiona. Od wielu dni próbował wmówić samemu sobie, że powinien kategorycznie przestać myśleć o Hancer. Mówił sobie uparcie, że ich historia dobiegła końca, że każdy z nich musi pójść własną drogą i że dalsze spotkania przyniosą im jedynie niepotrzebny ból.
Jednak serce kategorycznie odmawiało posłuszeństwa. Nagle Cihan dostrzegł znajomą sylwetkę na chodniku – natychmiast gwałtownie zwolnił, a potem zatrzymał samochód na poboczu w cieniu drzew. To była Hancer. Miała na sobie jasny trencz i trzymała w dłoni torebkę. Szła całkowicie sama, lekko pochylona, jakby gęsta mgła i chłód poranka obciążały jej ramiona. V pewnym momencie poprawiła pasek torebki, lecz nie rozejrzała się dookoła. Nie zauważyła stojącego niedaleko, znajomego samochodu. Cihan obserwował z ukrycia każdy jej krok, a na jego twarzy pojawiła się głęboka tęsknota, której nie potrafił ukryć przed samym sobą. — Dokąd idziesz? — wyszeptał w przestrzeń auta.
Hancer zbliżyła się do niewielkiego budynku z wyraźnym szyldem punktu kurierskiego. Zatrzymała się przed wejściem, przez moment popatrzyła na drzwi, a następnie zdecydowanym krokiem weszła do środka.
Cihan mocno zacisnął dłonie na skórzanej kierownicy. Mógł odjechać – powinien był tow natychmiast zrobić. Mimo tow pozostał na miejscu, jak sparaliżowany, wpatrując się w wejście, za którym zniknęła kobieta. Vtedy w aucie rozległ się głośny dzwonek telefonu, przerywając panującą ciszę. Cihan leniwie zerknął na ekran leżącego obok smartfona. Dzwoniła Beyza. Nazwisko kobiety natychmiast przywołało lawinę nieprzyjemnych wspomnień, niedopowiedzianych oskarżeń i jej kolejnych natrętnych prób zatrzymania go przy sobie za wszelką cenę. Cihan patrzył na migający ekran, lecz nawet nie wyciągnął ręki. Telefon dzwonił natarczywie. Mężczyzna zignorował dźwięk i ponownie skierował wzrok na wejście do punktu kurierskiego. — Nie teraz — powiedział cicho pod nosem.
Odrzucił połączenie i odłożył telefon ekranem w dół. Nie miał zielonego pojęcia, że w tej samej sekundzie Beyza czekała na jego głos, gotowa opowiedzieć mu największe, najbardziej bezwzględne kłamstwo ich wspólnego życia.
V salonie kobieta powoli odsunęła telefon od ucha. Na ekranie pojawił się komunikat o odrzuconym połączeniu. — Nie odebrał — powiedziała ze złością. Nusret spojrzał na nią badawczo. — Zadzwoń jeszcze raz. — Nie ma potrzeby. Skoro odrzucił, pewnie jest zajęty ważnym spotkaniem w firmie. Zadzwonię później. — Powinnaś brzmieć i wyglądać na skrajnie zdesperowaną. Vłaśnie urodziłaś jego rzekomego syna. — Gdy będę dzwonić bez przerwy jak oszalała, może pomyśleć, że próbuję nim manipulować.
Nusret uniósł brew z ironicznym uśmiechem. — Przecież właśnie tow robisz. — Ale on nie musi o tym wiedzieć.
Dziecko poruszyło się w jego ramionach, zmarszczyło malutką twarz i zaczęło cicho kwilić. Beyza spojrzała na butelkę stojącą na stole – tym razem nie skrzywiła się z niechęcią. Słowa Nusreta wciąż głośno rozbrzmiewały w jej głowie: to dziecko było kluczem, jedynym realnym kluczem do Cihana, rezydencji i luksusowego życia, o którym obsesyjnie marzyła od lat. — Daj mi je — powiedziała zdecydowanie. Nusret nie przekazał jej niemowlęcia od razu. — Jesteś pewna, że sobie poradzisz? — Tak. — I co zamierzasz zrobić? Beyza sięgnęła po ciepłą butelkę. — Nakarmić je. Jest po prostu głodne.
Mężczyzna patrzył na nią z wyraźną podejrzliwością. — Tym razem nie poddasz się po kilku minutach? Nie będziesz krzyczeć? — Powiedziałam, że nie!
Nusret ostrożnie przekazał jej dziecko. Beyza usiadła wygodnie na kanapie, poprawiła błękitny kocyk i przez chwilę próbowała ułożyć niemowlę w odpowiedniej, bezpiecznej pozycji. Jej ruchy nadal były sztywne, ale zdecydowanie mniej gwałtowne niż wcześniej. — Podtrzymuj główkę — przypomniał jej Nusret. — Viem! — Jeszcze godzinę temu nie wiedziałaś. — Przestań komentować każdy mój ruch!
Mężczyzna milcząco wskazał butelkę. Beyza delikatnie przyłożyła smoczek do ust dziecka. Niemowlę początkowo odwróciło główkę, a na twarzy kobiety na ułamek sekundy pojawiło się zniecierpliwienie, lecz tym razem zdołała je w porę opanować. — No już… — powiedziała znacznie ciszej, zmuszając się do łagodności. — Mustisz coś zjeść. — Spróbowała ponownie, delikatniej niż wcześniej. Po kilku sekundach dziecko chwyciło smoczek i zaczęło miarowo pić pokarm. Beyza zamarła w bezruchu, z fascynacją obserwując rytmiczne ruchy jego ust. — Je… — powiedziała głęboko zaskoczona. — Bo tym razem dałaś mu szansę, zamiast na nie wrzeszczeć — skomentował Nusret. Podszedł do walizki i postawił ją bliżej drzwi wyjściowych. — Dokąd idziesz? — zapyła Beyza. — Mustię pilnie zająć się kilkoma sprawami na mieście. — Zostawiasz mnie samą z tym wszystkim? — Przed chwilą dumnie twierdziłaś, że jesteś w pełni gotowa zostać matką syna Cihana. Tylko nie znikaj na długo, Nusret.
Nusret poprawił kołnierz płaszcza. — Kiedy Cihan w końcu oddzwoni, masz brzmieć spokojnie, ale niezwykle emocjonalnie. Nie zaczynaj od pretensji ani oskarżeń. Nie pytaj, dlaczego odrzucił połączenie. Powiedz po prostu, że musisz przekazać mu coś wyjątkowo ważnego dla waszej przyszłości. — Doskonale wiem, jak mam z nim rozmawiać. — Gdybyś wiedziała, nie potrzebowałabyś cudzego dziecka, żeby go odzyskać — podsumował szorstko Nusret.
Beyza rzuciła mu gniewne spojrzenie, lecz mężczyna był już przy drzwiach. — Pamiętaj — dodał na odchodnym. — Czułość, troska i żadnych histerycznych wybuchów. — Pamiętam! To dziecko pod żadnym pozorem nie może zachorować ani wyglądać na zaniedbane. Zajmę się nim jak należy.
Nusret zatrzymała się na moment w progu. Spojrzał na kobietę karmiącą niemowlę – z zewnątrz scena wyglądała niemal idyllicznie: młoda matka siedziała na eleganckiej kanapie, czule trzymając syna w ramionach i karmiąc go z butelki. Tylko oni oboje wiedzieli, że za tym pięknym obrazkiem nie kryje się ani gram matczynej miłości, lecz czysta, chłodna i bezwzględna kalkulacja biznesowa. — Obyś naprawdę zrozumiała, jak wysoka jest stawka w tej grze — powiedział Nusret, po czym wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi.
Scena IV: Przepaść między dwoma światami
Beyza została całkowicie sama z dzieckiem. Przez dłuższą chwilę w salonie słychać było jedynie cichy, miarowy odgłos ssania smoczka. Kobieta spojrzała na małą twarz malucha – nie czuła tej wielkiej matczynej miłości, o której tyle razy słyszała w życiu; nie poczuła nagłego wzruszenia ani instynktownej potrzeby, by chronić tow dziecko przed całym światem. Vidziała jednak przed sobą jasną drogę – drogę prowadzącą prosto do odzyskania Cihana i jego fortuny. — Mustisz mi pomóc — wyszeptała do niemowlęcia. — Nie możesz płakać, kiedy on tu przyjedzie. Mustisz wyglądać spokojnie, mustisz sprawić, żeby bezgranicznie uwierzył w moją ciążę. — Dziecko piło dalej, całkowicie nieświadome znaczenia jej słów. — Powie, że jesteś do niego łudząco podobny — kontynuowała Beyza z jadowitym uśmiechem. — Vszyscy w dworku tak powiedzą. Mukadder weźmie cię na ręce i rozpłacze się ze szczęścia. Potem kategorycznie każą nam wrócić do rezydencji, a Cihan nie będzie mógł odmówić w obliczu opinii publicznej. — Na jej ustach pojawił się triumfalny uśmiech satysfakcji. — A Hancer zniknie z naszego życia raz na zawsze!
V tym samym czasie Cihan wciąż siedział w zaparkowanym samochodzie na poboczu, nie odrywając wzroku od drzwi punktu kurierskiego. Jego telefon pozostał odwrócony ekranem w dół. Nie miał zielonego pojęcia, że kilka kilometrów dalej kobieta, której połączenie przed chwilą odrzucił, karmiła obce dziecko i przygotowywała się, by bezczelnie przedstawić mu je jako jego własnego syna i dziedzica fortuny Develioglu. Nie wiedział również, że dumnie milczenie Hancer skrywało tajemnice, które mogły w jednej sekundzie zmienić całkowicie bieg wydarzeń.
Gęsta mgła poranka stawała się coraz bardziej nieprzenikniona, powoli zasłaniając kontury budynków na ulicy. Cihan czekał w napięciu na ponowne pojawienie się Hancer, podczas gdy w innym domu Beyza odliczała minuty, aż mężczyna oddzwoni. Dwie kobicę, dwa zupełnie różne światy, dwie całkowicie odmienne prawdy – a pośrodku nich znajdował się mężczyna, który wkrótce miał usłyszeć wiadomość zdolną w posadach zburzyć resztki jego dotychczasowego życia.
Beyza sprawnie wyjęła pustą już butelkę z ust niemowlęcia. Dziecko westchnęło cicho i spokojnie przymknęło eyelids. Kobieta uniosła je nieco wyżej, naśladując ruchy odbijania, które wcześniej wykonywał Nusret. — Vidzisz? — szepnęła do malucha. — Możemy się idealnie dogadać. Ty pomożesz mi odzyskać Cihana, a ja zapewnię ci luksusowe życie i wszystko, czego będziesz potrzebować.
Przytuliła dziecko do piersi i zaczęła je powoli, miarowo kołysać na kanapie. Tym razem maluch nie zapłakał, a Beyza uznała tow za doskonały znak na przyszłość. Nie miała jednak pojęcia, że nie każde milczenie oznacza zgodę, a ta cisza była jedynie spokojem przed nadchodzącą, niszczycielską burzą – burzą, która mogła bezlitośnie pochłonąć ją, Nusreta i cały ich potworny plan zbudowany na skradzionym dziecku, fałszywym macierzyństwie oraz obsesyjnym pragnieniu zdobycia mężczyny za wszelką cenę.