I w tym momencie rusza najgroźniejsza, bezwzględna część planu. Zatruty berek ma zostać natychmiast dostarczony pod drzwi Hancer – kobiety, która niczego nie podejrzewa i która po tej koszmarnej nocy myśli, że najgorsze chwile ma już za sobą. Prawda jest taka, że śmiertelne niebezpieczeństwo właśnie puka do jej drzwi.
Scena II: Paraliżujący ból w ogrodzie i ratunek Cihana
Tego poranka wszystko wyglądało bezpiecznie tylko z bardzo daleka. V małym domu Hancer panował cichy, przygnębiający bałagan po tej trudnej nocy: potężne wycieńczenie, bolesne, niedopowiedziane słowa i paraliżujący wstyd po upokorzeniu na kolacji. Hancer nie miała pojęcia, że katastrofa nie zacznie się od głośnej awantury, ale od niewinnego, anonimowego pakunku zawieszonego na klamce drzwi wejściowych.
W tym samym czasie Cihan w biurze znajduje na swoim biurku duże zdjęcie – fotografię z kolacji, którą ktoś tam celowo podrzucił. Zdjęcie, które dla obcych byłoby miłą pamiątką, dla niego jest bezczelną, bolesną prowokacją. Patrzy na uśmiechniętą na siłę Hancer i czuje, jak wściekłość rozrywa go od środka – ktoś próbuje za wszelką cenę zmusić go do zaakceptowania tego gigantycznego kłamstwa. td4729 Jakby cały świat chciał mu bezczelnie wykrzyczeć prosto w twarz: „Zobacz, Cihan! Hancer ułożyła sobie życie, jest szczęśliwa u boku innego mężczyny, na zawsze zniknęła z twojego świata!”.
Współpracownik próbuje głupio obrócić sytuację w żart, mówiąc, że przecież wszyscy wyszli na tym ujęciu bardzo cywilizowanie i elegancko, i że Cihanowi na pewno zdjęcie się spodoba, bo za każdym razem, gdy na nie spojrzy, przypomni sobie, jak piękną parą są Hancer i jej mąż. Ale Cihan nie ma najmniejszego zamiaru grać w tę farsę. — To ja, i wyłącznie ja, będę decydował o tym, co ma prawo stać na moim prywatnym biurku! — ucina lodowatym, ostrym tonem. V jego głosie nie ma już tylko ślepej zazdrości – jest tam potężny, nieokiełznany gniew mężczyny, który czuje, że obcy ludzie próbują nim sterować w tym całym teatrze fałszu.
td4729 Zabiera dokumenty, ostentacyjnie chowa je do teczki i opuszcza firmę: będzie pracował w samotności, w domu. Nie dlatego, że nie ma siły na zarządzanie korporacją – po prostu z każdym kolejnym dniem coraz trudniej jest mu znosić obecność ludzi, którzy bezczelnie kpią z jego cierpienia.
Hancer spotyka się z Enginem. Nadal płonie ze wstydu po minionym wieczorze i z całego serca przeprasza go za tow, co wydarzyło się przy stole. Miało być spokojnie, a zamieniło się w upokarzające widowisko. Engin nie obwinia jej wprost, ale wypowiada słowa, które trafiają jak nóż prosto w jej serce: — Gdyby wszyscy ludzie w końcu przestali się tak uparcie i bezwzględnie ranić i po prostu wycofali się w swoje strony, może wreszcie na świecie byłoby lepiej…
Hancer słucha tego w milczeniu, nie potrafiąc odpowiedzieć. Bo jak, u licha, ma się całkowicie wycofać i zapomnieć, skoro jest związana z Cihanem niewidzialną, nierozerwalną nicią? Jak ma odeść na zawsze, skoro nosi głęboko pod sercem jego własne dziecko?
td4729 Po chwili wraca do domu – jest skrajnie głodna, wykończona fizycznie i psychicznie rozbita. Mówi sobie w duchu, że zje cokolwiek od razu, nawet bez przebierania się z wyjściowych rzeczy. V kuchni widzi jedzenie, zakupy i ten nieszczęsny pakunek z ciastem, który znalazła na klamce. V tym momencie dzwoni jej bliski, pytając z troską, czy wszystko u niej w porządku, czy nie potrzebuje pomocy ani zakupów. Hancer odpowiada słabo, że jest już bezpieczna w domu, jedzenia ma pod dostatkiem i nagle wspomina o berek: — Jem właśnie ten pyszny berek z cukrem pudrem, który mi rano zostawiłeś na klamce. Bardzo mi się przydał, dziękuję.

Po drugiej stronie linii zapada nagła, lodowata cisza. — td4729 Jaki berek, Hancer? Pod żadnym pozorem nie zostawiałem ci dzisiaj żadnego jedzenia ani paczki…
Hancer momentalnie zastygła w bezruchu, a widelec wypadł jej z dłoni. V tym samym ułamku sekundy v jej ciele zaczyna dziać się coś potwornego. Początkowo próbuje rozpaczliwie bagatelizować sytuację przed rozmówcą, mówiąc, że tow na pewno jakaś głupia pomyłka, kurier pomylił adres albo sąsiedzi zostawili pakunek pod złymi drzwiami. Próbuje mówić normalnym tonem, ale jej głos zaczyna gwałtownie drżeć, a w żołądku pojawia się rozdzierający, potworny skurcz. Przełknięty kęs ciasta w jednej chwili zamienia się w palący kamień. — Chyba… Chyba coś mi potwornie zaszkodziło… Zrobiło mi się nagle strasznie ciężko… — rzuca słabo i bezwładnie odkłada telefon na stół.
Próbuje desperacko złapać choćby jeden haust powietrza. Myśli w panice, że wyjście na zewnątrz, do ogrodu, na świeże powietrze pomoże jej zwalczyć te nagłe nudności – przecież jest w ciąży, organizm mógł po prostu gwałtownie zareagować na jedzenie. Ale niszczycielski ból narasta z sekundy na sekundę z potworną siłą. Hancer z jękiem chwyta się obiema rękami za brzuch, a jej twarz staje się całkowicie, śmiertelnie blada. Oddech się urywa, a paraliżujący strach rozlewa się po jej ciele szybciej niż zabójcza trucizna. — Boże… Mój brzuch… Dziecko… — skomli w niebogłosy.
Wychodzi resztkami sił do ogrodu, ale na trawniku przed altaną jej nogi ostatecznie odmawiają posłuszeństwa. Świat wokół rozmazuje się v ułamku sekundy, dłonie opadają bezwładnie, a ciało przestaje słuchać rozkazów umysłu. Hancer osuwa się bez przytomności prosto na ziemię – samotna, przerażona, z jedną ostateczną, rozpaczliwą myślą o ratowaniu dziecka.
I dokładnie w tej samej sekundzie w ogrodzie pojawia się Cihan, który przyjechał, by szukać z nią rozmowy. Na ten widok nie ma już miejsca na rynkową dumę, urazy, ślepą zazdrość czy zranione męskie ego: widzi Hancer leżącą bez ruchu na ziemi i cały jego gniew paruje v mgnieniu oka. Zostaje tylko czysty, pierwotny, najbardziej brutalny strach człowieka, który v uświadomił sobie, że właśnie traci absolutnie wszystko, co nadawało sens jego życiu. — Hancer!!! Hancer, błagam cię, otwórz oczy!!! — krzyczy w szale, dopada do niej, bierze jej bezwładną głowę w dłonie i zaczyna rozpaczliwie potrząsać jej ciałem. V jego głosie jest dzika panika, której nie da się w żaden sposób sfałszować. To nie jest chłodny pracodawca ani obcy mężczyzna – tow jest mężczyna, który kocha ją ponad własne życie i który v tej jednej sekundzie zapomina o jakiejkolwiek dumie.
Scena III: Nagranie Gülsüm i cyniczny uśmiech Beyzy
W rezydencji Develioglu natychmiast wybucha potworne poruszenie. Ajsu wbiega do salonu z krzykiem, że Hancer otruła się i zemdlała w ogrodzie, a przerażony Cihan próbuje ją ratować. Fadik wpada w totalne przerażenie, upuszczając naczynia, a Mukadder zaczyna głośno się modlić. Vszyscy rozumieją, że w dworku rozgrywa się śmiertelny dramat. — Boże, chroń ją i to niewinne dziecko!… — niesie się krzyk przez korytarze.td4729
Ale pod żadnym pozorem nie wszyscy mieszkańcy modlą się ze szczerą intencją. Sinem patrzy na to całe zamieszanie z boku i zamiast jakiegokolwiek współczucia czuje jedynie głęboką irytację. Przecież Hancer odeszła, sprawa wydawała się zamknięta, a her nieszczęścia i problemy znowu spadają na ten dom jak klątwa, nie pozwalając im spokojnie oddychać. Dla Sinem Hancer nadal jest tylko toksycznym problemem, który generuje nieustanne kłopoty.
A Gülsüm? Gülsüm w swojej sypialni umiera ze strachu: wie z absolutną, przerażającą pewnością, że tow nie był żaden nieszczęśliwy przypadek, a berek nie był zwykłą pomyłką kuriera – wie, że w cukrze pudrze osobiście ukryła substancję, która miała zniszczyć życie. Jej ręce drżą tak potwornie, że nie może utrzymać szklanki, a serce wali v piersi jak oszalałe. Biegnie natychmiast na piętro do pokoju Beyzy i zamykając drzwi na klucz, powtarza łamiącym się głosem jedno zdanie, które brzmi dla niej jak ostateczny wyrok: — Zostałam morderczynią… Słyszysz mnie, Beyza?! Zostałam morderczynią!!!
Beyza karze jej natychmiast zamknąć usta i mówić konkretne fakty. Gülsüm, szlochając, opowiada, że zrobiła wszystko dokładnie tak, jak jej kazano, Hancer zjadła ciasto, a potem v strasznych męczarniach upadła bez przytomności przy ogrodowej altanie, skąd zakrwawioną Cihan zabrał ją na sygnale do szpitala. Dziewczyna wyglądała jak martwa, jej ręce były całkowicie bezwładne. Gülsüm załamuje się psychicznie: — Przecież pani mi, na miłość boską, uroczyście obiecywała, że Hancer nic się nie stanie! Że ten proszek ma usunąć tylko dziecko v jej brzuchu! A teraz ona umiera!!!
Ale Beyza pod żadnym pozorem nie płacze – na her ustach pojawia się lodowaty, triumfalny uśmiech satysfakcji. — A może tow i miliard razy lepiej, jeśli ta dziewczyna umrze, Gülsüm? — odpowiada z jadowitym spokojem. — Vtedy pozbędziemy się tego problemu z życia Cihana raz na zawsze!
To jedno zdanie dobitnie pokazuje, że w tej kobiecie nie zostało już absolutnie nic ludzkiego – żadne moralne granice ani strach przed ostatecznym potępieniem. Jej radość jest tak nieludzka i zimna, że Gülsüm patrzy na nią v totalnym osłupieniu, jak na najgorszego potwora. Beyza próbuje ją uciszyć pieniędzmi, mówiąc, że jeśli ten plan się powiedzie, czeka ją gigantyczna nagroda finansowa. Ale Gülsüm w tym momencie z lodowatą jasnością rozumie, że w tej zbrodni nie ma żadnego „my” – kiedy przyjdzie nieuchronna kara i policja, Beyza bez mrugnięcia oka zrzuci całą winę wyłącznie na nią. I dokładnie tow się dzieje. — To nie my popełniłyśmy ten grzech, Gülsüm. To ty, i tylko ty, osobiście go popełniłaś — mówi jej prosto w twarz Beyza z ironicznym uśmiechem. — To ty zaniosłaś pakunek pod drzwi, ty zatrułaś ciasto i ty dokonałaś tego czynu. Ja byłam cały czas w swoim pokoju.
Ale Gülsüm pod żadnym pozorem nie jest tak bezbronną ofiarą, jak Beyza naiwnie zakładała. Vyciera łzy i unosi dumnie podbródek: — Nie wywinie się pani z tego tak łatwo, pani Beyzo… Mam na telefonie twarde nagranie naszej rozmowy.
Beyza momentalnie całkowicie blednie z wściekłości. Gülsüm potajemnie nagrała jej głos, nagrała precyzyjne instrukcje dotyczące sypania trucizny pod cukier puder. Viedziała doskonale, że prędzej czy później zostanie sama z wyrokiem, więc zabezpieczyła twardy dowód zbrodni. V jednej sekundzie role się odwracają – Beyza traci całą swoją pewność siebie i z furią rzuca się na służącą, szarpiąc ją za ubranie i grożąc, że osobiście ją zniszczy i zabije. Nagle jednak przypomina sobie o czymś znacznie gorszym: opakowanie po zatrutym berek. Jeśli policja wejdzie do domu Hancer i zabezpieczy karton ze śladami biologicznymi, całe śledztwo natychmiast trafi do rezynencji. Beyza, trzęsąc się ze strachu, rozkazuje Gülsüm natychmiast wrócić na miejsce zbrodni i za wszelką cenę usunąć pakunek. Służąca panicznie boi się tam wracać, ale Beyza brutalnie przypomina jej o układzie sił: ona ma miliony, ochronę prawników i potężnego ojca, a Gülsüm nie ma absolutnie nikogo na tym świecie – jeśli nie usunie dowodów, zgnije w ciężkim więzieniu do końca swoich dni. Przerażona dziewczyna rusza, by sprzątać ślady własnego grzechu.
Scena IV: Walka o życie na korytarzu i bolesny sen Hancer td4729
W tym samym czasie Cihan wbiega na sygnale do izby przyjęć szpitala z nieprzytomną Hancer na rękach, krzycząc wniebogłosy o natychmiastową pomoc lekarzy. Personel błyskawicznie przejmuje dziewczynę i kładzie ją na nosze. Cihan ze łzami w oczach błaga, by uważali przy każdym ruchu, bo koba jest w zaawansowanej ciąży. Dla lekarzy tow nagły, skrajnie niebezpieczny przypadek zatrucia toksycznego. Dla Cihana – ostateczny koniec świata, który rozpada się na kawałki na jego własnych oczach. Wielkie wahadłowe drzwi sali reanimacyjnej z trzaskiem zamykają się przed jego twarzą, a on zostaje sam na chłodnym korytarzu. Nie wie, czy kobieta, którą kocha ponad wszystko, przeżyje tę noc; nie wie, czy ich nienarodzone dziecko przetrwa działanie toksyn, i pod żadnym pozorem nie domyśla się, że ktoś z jego najbliższego otoczenia v rezydencji właśnie z zimną krwią spróbował odebrać im całą wspólną przyszłość.
Cihan siedzi na krześle, całkowicie złamany psychicznie – nie ma już w nim tego dumnego, chłodnego mężczyny, który jeszcze kilka godzin wcześniej próbował na siłę udowodnić samemu sobie, że potrafi utrzymać dystans wobec żony. Teraz wygląda jak żywy trup, któremu nagle wyrwano serce z piersi. Lekarz wychodzi do niego dopiero po koszmarnie długim czasie, a Cihan natychmiast zrywa się na równe nogi, chwytając go za fartuch. V jego głosie jest miks dzikiego strachu i bezbrzeżnej rozpaczy: — Co z Hancer?! Błagam pana, co z moim dzieckiem?! — Pacjentka została celowo lub przez rażące zaniedbanie potwornie otruta czymś, co zjadła — wyjaśnia z powagą lekarz. — Na całe szczęście pańska reakcja i transport były błyskawiczne. Przeprowadziliśmy natychmiastowe płukanie żołądka, podaliśmy silne odtrutki i na ten moment jej stan oraz parametry życiowe są stabilne.
To jedno słowo – „otruta” – dosłownie eksploduje w głowie Cihana z niszczycielską siłą. Zwykłe omdlenie mogło być dziełem przypadku, ciąża mogła przynieść chwilowe osłabienie organizmu, nawet ogromny stres rynkowy mógł złamać barierę odpornościową. Ale otrucie? Otrucie oznaczało z absolutną, lodowatą pewnością, że ktoś podniósł rękę na jej życie z pełną premedytacją. A Cihan zbyt dobrze znał realia swojego bezwzględnego świata, by wierzyć w takie przypadki – tam niki nie ginął bez wyraźnego powodu. Lekarz zaczyna zadawać szybkie, rutynowe pytania: który to dokładnie tydzień ciąży, grupa krwi, alergie, przyjmowane na stałe medykamenty…
I właśnie w tym momencie Cihan, człowiek, który zawsze chorobliwie kontrolował każdy szczegół, z przerażeniem uświadamia sobie, że nie wie o jej obecnym życiu niemal nic. Wie doskonale, jak bardzo Hancer cierpi, wie, że dziewczyna ukrywa przed nim potężny sekret, wie, że za nic nie potrafi przestać jej kochać – ale nie zna elementarnych szczegółów jej codzienności. Nie wie, jakie witaminy przyjmuje, przy jakich myślach zasypia ze strachem nocą i co je, kiedy źle się czuje. To uświadomienie uderza w niego mocniej niż jakikolwiek fizyczny cios: emocjonalnie i duchowo tow on czuje się jej prawdziwym mężem, ale formalnie odpowiada na pytania personelu chaotycznie, niepewnie i ze skrajnym poczuciem winy: — Przepraszam… Spanikowałem, nie potrafię teraz sobie tego przypomnieć…
Lekarz odchodzi, a Cihan zostaje sam w korytarzu, dręczony jedną, potworną myślą: kto miałby motyw, by uciszyć Hancer raz na zawsze?
Tymczasem nieprzytomna Hancer dryfuje gdzieś na granicy jawy i snu. V tym głębokim półśnie widzi Cihana – ale nie tego chłodnego, dumnego pracodawcę, który ranił ją słowami. Vidzi Cihana pełnego nieskończonej troski i czułości, który pochyla się nad nią na kwiecistej łące, jak za ich najlepszych dni. — Hancerim… Piękna moja, błagam, słyszysz mój głos? — pyta jej postać z miłością. Ona otwiera oczy w tym sennym widzeniu i chwyta go mocno za dłoń: — Ty… Ty naprawdę tutaj jesteś, Cihan? — Tak, jestem i zawsze będę. Pod żadnym pozorem nie mógłbym cię zostawić samej.
To nie jest zwykła, salonowa rozmowa – tow jest autentyczny dialog dwóch poranionych dusz, które w realnym świecie zaplątały się w sieć dumy, bolesnych kłamstw i cudzych, obrzydliwych intryg. V tym sennym azylu Hancer nie ma już ani grama siły, by udawać obojętność: pyta go ze szlochem, czy Cihan nadal jest na nią w głębi duszy wściekły, a on odpowiada jej z najczystszą miłością: — Jak miałbym być na ciebie wściekły, moje kochanie?…td4729
Ale zaraz potem senna wizja zaczyna boleśnie pękać. Cihan ze smutkiem mówi, że coś w środku nie pozwala mu jej do końca zaufać, bo czuje, że Hancer ukrywa przed nim potężną prawdę, która może skazać ich oboje na wieczne nieszczęście. — Błagam cię, Hancer… Powiedz mi wreszcie, co przede mną tak desperacko ukrywasz? I wtedy Hancer, na tej granicy między życiem a śmiercią, pęka całkowicie i wykrzykuje tow, czego panicznie bała się wyjawić na jaw: — Zrobiłam tow tylko dla twojego dobra, Cihan! Żebyś wreszcie był wolny od nacisków rodziny i żeby moja osoba nie była kolejnym ciężarem u twoich stóp! Cihan patrzy na nią z bólom miliard razy większym niż jakikolwiek gniew: — Wolny?… Odkąd odeszłaś z rezydencji, moje życie jest jednym wielkim wygnaniem i piekłem, Hancer! Błagam cię o prawdę, inaczej oboje zostaniemy na zawsze uwięzieni w tym dusznych kłamstwach! I wtedy Hancer wypowiada słowa, które w realnym świecie zmieniłyby absolutnie wszystko: — To jest twoje dziecko, Cihan!!! To jest nasze wspólne, rodzone dziecko!!!
V tej samej sekundzie cały świat powinien się zatrzymać, wszystkie obrzydliwe intrygi Beyzy, fałszywa ciąża i ta cała mistyfikacja powinny runąć jak domek z kart – ale tow był niestety tylko sen. Głos udręczonej duszy Hancer nie zdążył dotrzeć do realnego Cihana, bo w tym momencie dziewczyna gwałtownie otwiera oczy na sali wybudzeń, a nad nią pochyla się jedynie obca pielęgniarka, która informuje ją chłodno, że znajduje się w szpitalu po ciężkim zatruciu. Pierwsze, paniczne pytanie Hancer nie dotyczy jej samej: — Moje dziecko… Błagam panią, czy moje dziecko żyje?! Pielęgniarka natychmiast ją uspokaja, mówiąc, że płód jest całkowicie bezpieczny, a lekarz prowadzący zaraz przyjdzie z wizytą. Hancer odpływa z głęboką ulgą, ale strach matki przed utratą „małego talizmanu” nadal paraliżuje her serce.
Scena V: Strach ojca i triumfalny powrót do rezydencji
Do szpitala na sygnale przyjeżdża zaalarmowana Mukadder. Cihan jest głęboko zaskoczony jej obecnością, ale starsza koba pod żadnym pozorem nie udaje już obojętności – z wielkim przejęciem pyta o stan zdrowia Hancer i nienarodzonego maleństwa. Kiedy słyszy z ust syna, że najgorsze minęło, gorąco dziękuje Bogu. Bo choć w rezynencji wielu ludzi traktowało Hancer jak toksyczny problem, Mukadder jako matka widzi w niej teraz przede wszystkim kobietę, która nosi pod sercem jej prawowitego wnuka – nowe życie, którego nie wolno traktować jak bezwartościowego pionka w tej całej rodzinnej wojnie.
Cihan prowadzi matkę na salę Hancer. Atmosfera w pokoju jest niezwykle krucha, cicha i nieśmiała. Mukadder podchodzi do łóżka i mówi ze szczerym wzruszeniem, że za nic nie mogła spokojnie siedzieć w dworku, wiedząc, że her życie było zagrożone. Hancer odpowiada jej jedynie długim spojrzeniem pełnym autentycznej wdzięczności. To nie jest odpowiednia chwila na rozliczanie dawnych krzywd – tow moment, w którym duma musi ustąpić przed faktem ocalenia życia.
Engin, który przez cały czas wiernie trwał przy przyjacielu na korytarzu, również wchodzi, by serdecznie pożegnać się z Hancer i życzyć jej szybkiego powrotu do zdrowia. Jednak przed wyjściem zostawia po sobie jedno, niezwykle zagadkowe zdanie, które na nowo uruchamia w głowie Cihana spiralę podejrzeń: — Kiedy wreszcie wrócicie bezpiecznie do domu i znajdziecie wolną chwilę, powinniście koniecznie zagrać w tę grę, którą wam niedawno podarowałem… Wyraźnie oboje bardzo mocno jej teraz potrzebujecie.
Hancer natychmiast zmieszała się i próbuje obrócić wszystko w żart, a gdy zaciekawiony Cihan pyta ją ostro, co takiego Engin miał na myśli, dziewczyna odpowiada krótko i wymijająco: — Nic… Po prostu życzył mi zdrowia, tow wszystko. Ale Cihan z każdym dniem coraz mniej wierzy w takie niewinne „nic” z jej ust.
Kiedy wracają do rezydencji, wiadomość o celowym otruciu Hancer spada na wszystkich mieszkańców jak potężny grom z jasnego nieba. Jedni oddychają z ulgą, że dziewczyna i nienarodzony „mały talizman” przeżyli tę noc, inni – jak triumfująca dotąd Beyza – muszą natychmiast ukryć panikę pod maską jadowitej obojętności. Kiedy Cihan staje na środku salonu i ogłasza twardo, że oficjalne analizy lekarskie potwierdziły celowe zatrucie substancją w jedzeniu, stojąca w kącie Gülsüm prawie mdleje ze strachu, nie będąc w stanie opanować drżenia rąk. Beyza udaje chłodny dystans, ale w środku aż zamiera ze strachu przed nagraniem, które służąca trzyma jako polisę ubezpieczeniową. Ich plan nie tylko spalił na panewce, ale stał się dla nich śmiertelną pułapką, która w każdej chwili może zatrzasnąć się z hukiem.td4729
Później, w ciszy gabinetu, Mukadder rozmawia z synem znacznie spokojniej, dotykając strun, których Cihan wcześniej pod żadnym pozorem nie rozumiał. Mówi mu z mądrością dojrzałej kobiety, że prawdziwe ojcostwo tow nie jest tylko radosne oczekiwanie – tow przede wszystkim ciągły, paraliżujący lęk o życie dziecka, ból ukryty głęboko pod sercem i pełna świadomość, że od momentu przyjścia na świat potomka, mężczyna już nigdy do końca swoich dni nie zazna całkowicie spokojnego snu.
Cihan słucha jej w głębokim milczeniu, ale w jego oczach widać wyraźnie, że ta koszmarna noc w ogrodzie i na szpitalnym korytarzu bezpowrotnie coś w nim zmieniła. Może nie zna jeszcze laboratoryjnej prawdy, może Hancer nadal dumnie milczy z miłości, a całe otoczenie traktuje nienarodzone dziecko jako owoc innego związku – ale Cihan tej nocy całą swoją duszą poczuł autentyczny strach ojca, zanim ktokolwiek oficjalnie pozwolił mu tym ojcem zostać. I teraz najważniejsze pytanie brzmi: jak długo jeszcze Hancer zdoła ukrywać przed nim prawdę o „małym talizmanie”, skoro każde kolejne zagrożenie i intryga Beyzy przybliżają Cihana do niej coraz bardziej?