Gülsüm postawiła przed nią kawę. — A badania? Jasemin może coś podejrzewać. Dokument potwierdza ciążę, wynik jest pozytywny, ale termin się nie zgadza. Jeśli doktor Jasemin zacznie porównywać daty… Mukadder uderzyła dłonią w blat. — Wystarczy! Nie chcę słuchać o kolejnych problemach. Masz dopilnować, aby Beyza zachowywała się przekonująco. Żadnych gwałtownych ruchów, żadnego przebierania przy otwartych drzwiach i żadnych wyjść bez ciebie.

— A jeśli prawda wyjdzie na jaw? Mukadder utkwiła w niej lodowate spojrzenie. — Wtedy wszyscy zapłacimy. Ty również. Gülsüm pobladła. — Zrobiłam wszystko, o co mnie poproszono. — Dlatego wciąż tu jesteś. Dopilnuj, żeby tak pozostało.

Analiza dr Jasemin i wizyta Hancer w gabinecie

W tym samym czasie po drugiej stronie miasta Jasemin siedziała w swoim gabinecie lekarskim. Przed nią leżały wyniki badań laboratoryjnych. Na pierwszej stronie widniało nazwisko Beyza Kandemir. Poniżej znajdowało się jedno słowo: Positive. Jasemin przesunęła palcem po tabeli wyników. Sama obecność hormonu ciążowego nie budziła wątpliwości – problem stanowiły wartości. Były zbyt niskie w stosunku do zaawansowania ciąży, o którym mówiła Beyza, a jednocześnie kolejne wyniki nie wykazywały prawidłowego przyrostu. — To niemożliwe — szepnęła.

Ponownie sprawdziła datę pobrania próbki. Potem sięgnęła po telefon i wybrała numer Beyzy. Po kilku sygnałach połączenie zostało przekierowane do poczty głosowej. Jasemin rozłączyła się i odsłuchała otrzymaną wcześniej wiadomość. Głos brzmiał słabo i nerwowo: „Pani doktor, dziś nie przyjdę. Mukadder źle się czuje, nie mogę zostawić jej samej. Proszę nie dzwonić do Cihana, nie chcę go niepokoić. Umówimy się w innym terminie”. Jasemin zmarszczyła brwi. — Beyza, co ty ukrywasz?

W tej chwili ktoś zapukał do drzwi. — Proszę. Do gabinetu weszła Hancer. Jej twarz była blada, oczy podkrążone, a dłonie nerwowo zaciskały się na pasku torebki. Jasemin natychmiast odsunęła dokumenty Beyzy na bok. — Hancer, co się stało? — Przepraszam, że przyszłam bez zapowiedzi. — Nie przepraszaj, usiądź.

Hancer zajęła krzesło naprzeciwko biurka, lecz przez dłuższą chwilę milczała. — Pokłóciłaś się z Cihanem? — zapytała ostrożnie Jasemin. — Żeby się pokłócić, trzeba najpierw ze sobą rozmawiać. — Więc nie rozmawiacie? Hancer uśmiechnęła się smutno. — On pojawia się wtedy, gdy próbuję o nim zapomnieć, a znika dokładnie w chwili, gdy zaczynam wierzyć, że jeszcze coś dla niego znaczę.

Jasemin obeszła biurko i usiadła obok niej. — Opowiedz mi wszystko. Hancer wzięła głęboki oddech. — Cihan postawił mi warunek. — Jaki? — Powiedział, że jeśli chcę poznać całą prawdę o tym, co wydarzyło się w dniu naszego rozstania, muszę spotkać się z nim sama. Bez Deryi, bez ciebie, bez nikogo. — Gdzie? — W letnim domu. Jasemin natychmiast spoważniała. — To nie brzmi jak Cihan. — Właśnie dlatego nie wiem, co myśleć. Może chce powiedzieć mi coś, czego nie może wyznać przy rodzinie. A może chce mnie przekonać, żebym zniknęła z jego życia. — I zamierzasz tam pójść? — Napisałam mu, że akceptuję jego warunek. — Hancer, jesteś pewna, że to rozsądne? — Nie, ale rozsądek już dawno przestał mi pomagać. Próbowałam odejść, milczeć, udawać obojętność. Każdego dnia budzę się z tymi samymi pytaniami: dlaczego pozwolił mi odeść? Dlaczego zgodził się być przy Beyzie? Dlaczego patrzy na mnie tak, jakby cierpiał równie mocno, a potem zachowuje się, jakbym była dla niego obca?

Jasemin ścisnęła jej dłoń. — Miłość nie zawsze oznacza, że trzeba wracać do człowieka, który nas zranił. — Wiem, ale czasami prawda jest jedyną rzeczą, która pozwala naprawdę odeść. Hancer wyjęła telefon. — Wysłałam wiadomość. Jeszcze nie odpowiedział.

Jasemin chciała ją powstrzymać, lecz dostrzegła w oczach przyjaciółki determinację. Wiedziała, że zwykły zakaz niczego nie zmieni. — Obiecaj mi, że będziesz ostrożna. — Obiecuję.

Podstęp Engina w biurze holdingu

W nowoczesnym biurze Cihan przeglądał dokumenty, a Engin stał przy jego biurku, omawiając szczegóły kontraktu. — Dostawca z Bursy chce zmienić warunki płatności — wyjaśniał Engin. — Twierdzą, że ceny surowców wzrosły. — Niech prześlą nową ofertę — odpowiedział Cihan. — Nie podpiszemy niczego bez analizy. — Przydałaby ci się przerwa. Chodźmy na kawę. — Nie mam czasu. — Od tygodnia mówisz, że nie masz czasu. — Bo go nie mam. Jadę do fabryki. Wyślij mi pliki dotyczące zamówienia dla Ankary.

Engin westchnął. — Dobrze, ale kiedyś będziesz musiał przestać traktować pracę jak schronienie. Cihan rzucił mu chłodne spojrzenie. — Zajmij się plikami.

Wstał, zabrał teczkę i wyszedł. Po kilku krokach na korytarzu wszedł do windy. Drzwi prawie się zamknęły, gdy odruchowo sięgnął do kieszeni marynarki. Telefonu nie było. — Świetnie — mruknął i nacisnął przycisk otwierania drzwi.

W biurze Engin zobaczył urządzenie leżące na skraju biurka. Ekran rozświetlił się w chwili, gdy nadeszła wiadomość. Nadawcą była Hancer. Engin zawahał się. Wiedział, że nie powinien czytać cudzej korespondencji, lecz ciekawość zwyciężyła. Podniósł telefon i spojrzał na podgląd wiadomości: „Akceptuję twój warunek. Przyjdę wieczorem do letniego domku”.

Twarz Engina zmieniła się natychmiast. — Jaki warunek? — wyszeptał. Przez sekundę wyglądał na autentycznie zaskoczonego. Później w jego oczach pojawiła się chłodna kalkulacja. Od dawna obserwował Cihana i Hancer. Wiedział, że oboje cierpią, ale ich duma, rodzinne intrygi i niedopowiedzenia nie pozwalały im odbyć jednej szczerej rozmowy. Engin wmówił sobie, że ktoś musi zmusić ich do spotkania. Nie zastanawiał się jednak nad tym, jaką cenę mogą zapłacić za jego manipulację.

Odblokował telefon kodem, który znał z firmowych sytuacji awaryjnych, otworzył rozmowę i napisał: „Przyjdę”. Wysłał odpowiedź, po czym usunął całą konwersację. Usłyszał kroki na korytarzu, odłożył telefon dokładnie w tym samym miejscu i sięgnął po dokumenty. Cihan wszedł do gabinetu. — Zostawiłem telefon. — Tutaj jest — odpowiedział Engin swobodnym tonem. — Nawet nie zauważyłeś, że bez niego przeżyłeś całe trzy minuty. Cihan zabrał urządzenie. — Wyślij pliki przed siedemnastą. — Oczywiście.

Kiedy wyszedł, Engin odprowadził go wzrokiem. Na jego twarzy pojawił się ledwo zauważalny uśmiech. — Czasem trzeba pomóc przeznaczeniu — powiedział sam do siebie.

Rozmowa telefoniczna dr Jasemin z Enginem

W gabinecie Jasemin telefon Hancer wydał krótki dźwięk. Dziewczyna spojrzała na ekran. Jej źrenice rozszerzyły się, a oddech przyspieszył. — Odpisał — powiedziała cicho. Hancer skinęła głową i pokazała wiadomość: „Przyjdę”.

Jasemin wstała. — Nie podoba mi się to. — Sama mówiłaś, że powinnam poznać prawdę. — Powiedziałam, że powinieneś porozmawiać, nie, że masz jechać nocą do pustego domu. To tylko letni domek, w którym będziecie sami. — Właśnie o to chodzi. W rezydencji zawsze ktoś słucha: Mukadder, Beyza, Gülsüm. Tam Cihan nie może powiedzieć mi niczego szczerze. — Albo ktoś chce, żebyś tak myślała.

Hancer schowała telefon. — Pójdę niezależnie od tego, co powiesz. Jasemin zamknęła oczy i westchnęła. — W takim razie zadzwoń do mnie, gdy dotrzesz na miejsce, i natychmiast wyjdź, jeśli wydarzy się coś niepokojącego. — Dobrze.

Hancer zebrała rzeczy i ruszyła do drzwi. — Hancer! — zatrzymała ją Jasemin. — Nie pozwól, żeby tęsknota zdecydowała za ciebie. Hancer odwróciła się. — Obawiam się, że ona już dawno to zrobiła.

Kiedy została sama, Jasemin chodziła nerwowo po gabinecie. W końcu wybrała numer Engina. Mężczyzna odebrał niemal natychmiast. — Jasemin, miła niespodzianka. — To nie jest towarzyski telefon. Czy wiesz coś o spotkaniu Cihana i Hancer? Engin udał zdziwienie. — Jakim spotkaniu? — W letnim domu dziś wieczorem.

Przez krótką chwilę milczał, starannie dobierając słowa. — Naprawdę Cihan nic mi nie mówił. Hancer wysłała mu wiadomość, a on odpisał, że przyjdzie. Może wreszcie postanowili porozmawiać. — Nie podoba mi się sposób, w jaki to zorganizowano. Hancer wspomniała o jakimś warunku. Jest zdenerwowana i bardzo podatna na zranienie. — Jasemin, oni są dorośli. — Nie mów do mnie tym protekcjonalnym tonem! — Próbuję cię uspokoić. — W takim razie zadzwoń do Cihana i dowiedz się, co planuje.

Engin spojrzał na pusty fotel przy biurku. — Dobrze, zajmę się tym. — Obiecujesz? — Obiecuję. Nie pozwolę, żeby stało się coś złego.

Po zakończeniu rozmowy Engin odłożył telefon. Jego uśmiech zniknął. Po raz pierwszy poczuł niepokój. Chciał doprowadzić do spotkania, lecz nie przewidział, że sytuacja może wymknąć się spod kontroli.

Doświadczenie z symulatorem ciąży u Jasemin i szał Beyzy przed lustrem

Wieczorem Jasemin wróciła do domu z zakupami i bukietem czerwonych róż. Kwiaty miały być prezentem od jednego z pacjentów, ale ich intensywny zapach nie poprawił jej nastroju. W kuchni czekała Fadik, która pomagała jej w sprawie dotyczącej Beyzy. Jasemin położyła torby na blacie, po czym wyjęła z jednej z nich miękki przedmiot wyposażony w tasiemki. Fadik spojrzała na niego z niedowierzaniem. — Co to jest? — Symulator ciążowego brzucha. Używamy takich w klinice podczas szkoleń. — Po co go przyniosłaś?

Jasemin zawiązała tasiemki wokół manekina stojącego przy ścianie. — Chcę ci coś pokazać. Jeśli kobieta założy taki brzuch pod luźną sukienkę, prawie nikt nie zauważy różnicy. Fadik pobladła. — Myślisz, że Beyza…? — Nie mam jeszcze pewności. Wynik badania jest pozytywny, ale wartości nie odpowiadają temu, jak zaawansowaną ciążę pokazuje jej ciało. Możliwe, że była w ciąży, ale coś się wydarzyło. Możliwe również, że ciąża jest znacznie wcześniejsza, a brzuch został sztucznie powiększony. — Dlaczego miałby to robić? — Żeby zatrzymać Cihana, żeby zyskać ochronę Mukadder, żeby nikt nie odważył się jej wyrzucić z domu.

Fadik usiadła ciężko przy stole. — Jeśli to prawda, w rezydencji wybuchnie piekło. — Dlatego musimy działać ostrożnie.

Tymczasem w eleganckiej sypialni Gülsüm pomagała Beyzie założyć prawdziwą protezę używaną w oszustwie. Beyza stała przed lustrem w białej koszuli, unosząc materiał, podczas gdy Gülsüm zaciskała paski na jej plecach. — Za mocno! — syknęła Beyza. — Nie mogę oddychać. — Jeśli poluzuję, brzuch się przesunie. Wczoraj wyglądał lepiej. — Wczoraj miałaś grubszą sukienkę.

Beyza opuściła koszulę i przyjrzała się sobie w lustrze. — Czy wygląda naturalnie? — Tak. — Nie pytam, czy chcesz mnie uspokoić. Pytam, czy wyglądam jak kobieta w ciąży? Gülsüm westchnęła. — Z daleka tak, ale musisz przestać dotykać brzucha w ten sam sposób. Prawdziwe ciężarne nie sprawdzają co chwilę, czy dziecko nadal jest na miejscu.

Beyza odwróciła się gwałtownie. — Nie kpij ze mnie! — Nie kpię. Próbuję ci pomóc.

Usiadły w fotelach. Gülsüm podała Beyzie kawę, lecz ta tylko wpatrywała się w filiżankę. — Myślisz, że jestem potworem? — zapytała cicho. — Nie mnie to oceniać. — To dlaczego patrzysz na mnie w ten sposób? — Bo się boję. Kłamstwo jest jak pęknięcie w szybie. Na początku prawie go nie widać, ale z czasem rozchodzi się na całą powierzchnię.

Beyza zacisnęła palce na porcelanie. — Nie miałam wyboru. Gdybym powiedziała prawdę, Cihan natychmiast pobiegłby do Hancer. A teraz jest z tobą. Beyza spojrzała na nią ze złością. Gülsüm spuściła wzrok. — Przepraszam. — Cihan jeszcze zrozumie, że rodzina jest najważniejsza. Potrzebuje tylko czasu.

Zasłabnięcie Mukadder i nagłe odwołanie spotkania na przystani

W innej części domu Mukadder leżała w łóżku. Jej stan pogorszył się gwałtownie. Próbowała wstać, lecz gdy tylko postawiła stopy na podłodze, świat zawirował. Chwyciła krawędź szafki. — Cihan… — wyszeptała. Zrobiła kilka kroków w stronę drzwi, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Osunęła się na podłogę, tłumiąc krzyk.

Gülsüm, która przechodziła korytarzem, usłyszała hałas i wbiegła do pokoju. Starsza kobieta płakała, bezradnie próbując się podnieść. — Pani Mukadder! — Nie mogę, nie mam sił… — Proszę się nie ruszać.

Gülsüm pomogła jej wrócić do łóżka, poprawiła poduszki i podała wodę. — Wezwę lekarza. — Nie! — Mukadder chwyciła ją za nadgarstek. — Zadzwoń do Cihana. — Powinien obejrzeć panią lekarz. — Powiedziałam, żebyś zadzwoniła do mojego syna!

Gülsüm skinęła głową, lecz z jej oczu popłynęły łzy. Po raz pierwszy zobaczyła w Mukadder nie bezwzględną panią domu, lecz przerażoną, samotną matkę.

W pobliżu nadmorskiej przystani Hancer czekała na Cihana. Wiatr poruszał połami jej beżowego płaszcza. Kiedy zobaczyła go idącego ścieżką, jej serce zabiło szybciej. Cihan zatrzymał się kilka kroków przed nią. — Co ty tutaj robisz? Hancer zmarszczyła brwi. — Przyszłam, bo mnie zaprosiłeś. Nie udawaj zaskoczonego, Cihan. — Nie wiem, o czym mówisz. Wyjęła telefon i pokazała mu wiadomość. — Napisałam, że akceptuję twój warunek. Odpowiedziałeś, że przyjedziesz.

Cihan spojrzał na ekran. — Nie wysłałem tego. — Znowu kłamiesz? — Nie mam powodu. — Więc kto odpowiedział z twojego telefonu?

Cihan przypomniał sobie chwilę w biurze: telefon pozostawiony na biurku i Engina, który był sam w gabinecie. Jego twarz stężała. — Engin… Co on ma z tym wspólnego?

Zanim zdążył odpowiedzieć, zadzwonił jego telefon. Na ekranie pojawił się numer rezydencji. — Słucham. Głos Fadik drżał: — Cihan, musisz wrócić. Twoja matka zasłabła, nie chce lekarza. Ciągle powtarza twoje imię. Cihan pobladł. — Czy jest przytomna? — Tak, ale jest bardzo słaba. — Już jadę.

Rozłączył się i spojrzał na Hancer. — Muszę wracać. Moja matka źle się czuje. — Oczywiście — odpowiedziała z goryczą. — Zawsze pojawia się powód, kiedy mamy porozmawiać. — Tym razem to prawda. — Nie wiem już, co w twoich słowach jest prawdą.

Cihan zrobił krok w jej stronę. — Hancer, nie wysłałem tej wiadomości, ale dowiem się, kto to zrobił. — Nie musisz. Mam dość waszych tajemnic. Odwróciła się, lecz chwycił ją delikatnie za ramię. — Zaczekaj na mnie w letnim domu. Przyjadę, gdy upewnię się, że mama jest bezpieczna. — Dlaczego miałabym ci wierzyć? — Bo mimo wszystkiego, co się między nami wydarzyło, nigdy świadomie nie zostawiłbym cię samej z takimi pytaniami.

Hancer spojrzała mu w oczy. Przez moment znów zobaczyła człowieka, którego kochała. — Masz jedną szansę, Cihan. — Wiem.

Decyzja Hancer o wyjeździe i spiski Yonki oraz Deryi

W mieszkaniu Jasemin czekała na powrót Hancer. Gdy dziewczyna weszła, była wzburzona. — Spotkałaś się z nim? — zapytała Jasemin. — Tak, twierdzi, że nie wysłał wiadomości. — Wierzysz mu? — Nie wiem. Musiał wrócić do Mukadder, podobno zasłabła. — A ty? — Jadę do letniego domu. Powiedział, że tam przyjedzie. — Hancer, nie rób tego. — Muszę zakończyć tę historię. Dziś, niezależnie od tego, jaki będzie koniec. Chwyciła torebkę i wyszła, zanim Jasemin zdążyła ją zatrzymać.

W tym czasie Yonca krążyła po salonie z telefonem w dłoni. Kilka razy wybierała numer starszego mężczyzny spotykającego się z Nusretem, ale nie miała odwagi nacisnąć zielonej słuchawki. W końcu zadzwoniła. Telefon odezwał się w nowoczesnym salonie, w którym Nusret prowadził poważną rozmowę. Starszy mężczyzna spojrzał na ekran. — Yonca — powiedział cicho. Nusret zmrużył oczy. — Odbierz, może ma dla nas ważne informacje. Mężczyzna zawahał się, a potem przyjął połączenie. — Słucham. — Musimy się spotkać — powiedziała Yonca. — Odkryłam coś dotyczącego Beyzy. Coś, co może zniszczyć cały plan Mukadder. Nusret usłyszał każde słowo. Na jego twarzy pojawiło się zainteresowanie.

td4729W domu Deryi trwała kolejna kłótnia. Cemil próbował tłumaczyć, gdzie spędził cały dzień, ale Derya nie zamierzała mu wierzyć. — Miałeś szukać pracy! — krzyczała. — A wracasz wieczorem bez pieniędzy i bez żadnej konkretnej odpowiedzi! — Rozmawiałem z człowiekiem, który może mi pomóc. — Ty zawsze rozmawiasz z kimś, kto może ci pomóc, tylko jakoś nigdy nic z tego nie wynika.

Telefon Deryi zadzwonił. Na ekranie pojawiło się imię Hancer. Derya natychmiast odebrała i włączyła głośnik. — Hancer, co się stało? — Derya… — głos dziewczyny był cichy. — Jestem w drodze do letniego domu. Sama. Cihan ma przyjechać później. Cemil przestał gestykulować i spojrzał na żonę. — Dlaczego brzmisz, jakbyś płakała? — zapytała Derya. — Bo nie wiem, czy jadę odzyskać prawdę, czy stracić ostatnią nadzieję.

Deria ścisnęła telefon. — Posłuchaj mnie: nie błagaj go o miłość. Nie pozwól, żeby znowu obarczył cię winą. — Chcę tylko wiedzieć, dlaczego wszystko się rozpadło. Cemil odezwał się niespodziewanie: — Hancer, jeśli poczujesz, że coś jest nie tak, wyjdź stamtąd. Nieważne, co Cihan powie. Derya spojrzała na niego zaskoczona, ale tym razem nie zaprotestowała. — Zadzwoń po spotkaniu — poprosiła. — Będę czekać.

Samotność i płacz Mukadder w rezynencji

W kuchni rezydencji Fadik kroiła pomidory, gdy wbiegła Gülsüm. — Nie wiem, co robić! — powiedziała spanikowana. — Pani Mukadder jest coraz słabsza. Beyza zamknęła się w pokoju, a Cihan nie odbiera. Fadik odłożyła nóż. — Uspokój się. Czy Mukadder ma gorączkę? — Nie, ale nie chce jeść, nie chce lekarza. Patrzy tylko na zdjęcie Cihana. — To nie jest wyłącznie choroba ciała — stwierdziła Fadik. — Ona się boi. — Czego? — Że traci syna, że wszystkie jej decyzje obróciły się przeciwko niej. — Co mam zrobić? — Przestań biegać i mówić wszystkim, że nadchodzi katastrofa. Przygotuj wodę, sprawdź leki i zostań przy niej.

Gülsüm skinęła głową, lecz zanim wyszła, wyszeptała: — Fadik, jeśli w tym domu wyjdzie na jaw pewna prawda, Mukadder może tego nie przeżyć. Fadik spojrzała na nią uważnie. — Jaka prawda? — Nie mogę powiedzieć. — W takim razie nie wspominaj o niej.

Gülsüm odeszła, pozostawiając Fadik z jeszcze większym niepokojem.

W sypialni Mukadder leżała pod zielonym kocem, wpatrzona w sufit. Beyza weszła ostrożnie i stanęła przy łóżku. — Mamo Mukadder. Starsza kobieta nie odpowiedziała. Beyza usiadła obok niej i położyła dłoń na sztucznym brzuchu. — Wiem, że martwisz się o Cihana. Ja również, ale musimy być silne dla niego, dla dziecka. Mukadder powoli praniosła na nią wzrok. — Czy on kiedyś będzie szczęśliwy? — zapytała słabo. Beyza zamarła. — Oczywiście. — Nie pytam, czy będzie odpowiedzialny. Pytam, czy będzie szczęśliwy. — Z czasem pokocha nasze dziecko. — Kiedy je pokocha, nie mówiłam o dziecku. Beyza spuściła wzrok.td4729

Mukadder zaczęła płakać. — Całe życie myślałam, że wiem, co jest dla niego najlepsze. Podejmowałam decyzje, zanim zdążył powiedzieć, czego pragnie. Teraz patrzy na mnie jak na obcą osobę. — To przez Hancer. — Nie — Mukadder pokręciła głową. — To przeze mnie.

Beyza próbowała coś powiedzieć, lecz nie znalazła słów. Wstała i opuściła pokój. Na korytarzu spotkała Fadik. — Jak się czuje? — zapytała Fadik. — Źle. Wezwałyśmy lekarza, nie chce. Fadik przyjrzała się brzuchowi Beyzy. Przez chwilę jej spojrzenie zatrzymało się na nienaturalnym załamaniu materiału sukienki. Beyza zauważyła to i odruchowo zasłoniła brzuch dłonią. — Dlaczego tak patrzysz? — Martwię się o panią Mukadder — odpowiedziała Fadik, po czym zeszła schodami.

Beyza została sama. Serce biło jej jak szalone.

Sam na sam w letnim domu i bolesne wyznania

Wieczorem oświetlony most nad cieśniną odbijał się w ciemnej wodzie. Czerwona willa z basenem, nazywana przez rodzinę letnim domem, wyglądała na całkowicie opuszczoną. Cihan otworzył drzwi i wszedł do środka, trzymając teczkę. Wcześniej wrócił na krótko do rezydencji, upewnił się, że lekarz jedzie do Mukadder, a potem natychmiast ruszył do Hancer. W pustej kuchni paliło się światło. — Hancer! — zawołał. Kobieta pojawiła się w drzwiach prowadzących do jadalni. — Jednak przyszedłeś. — Obiecałem. — Twoje obietnice nie mają już dla mnie takiej wartości jak dawniej.

Cihan zamknął drzwi. — Rozumiem, że jesteś zła. — Nie, Cihan, ty niczego nie rozumiesz. Zostawiłeś mnie z pytaniami. Potem pozwoliłeś wszystkim wierzyć, że wybrałeś Beyzę, a dziś twierdzisz, że ktoś wysyła wiadomości z twojego telefonu. — Podejrzenia kieruję na Engina. — Dlaczego miałby to robić? — Sam go o to zapytam.

Jakby wywołany jego słowami, Engin pojawił się nagle we wspomnieniu Cihana: chwila, w której podawał mu telefon, niewinny ton głosu, zbyt spokojna twarz. Cihan wyjął urządzenie i spojrzał na brak rozmowy z Hancer – konwersacja została usunięta. — Przeze mnie, nie wiem…

Przeszli do jadalni i oboje zatrzymali się zaskoczeni. Na okrągłym stole paliły się czerwone świece. Stały dwa talerze, kieliszki i starannie przygotowane potrawy. Przy jednej ze szklanek oparta była mała kartka. Cihan podniósł ją i przeczytał: „Nie zmarnujcie kolejnej szansy tylko dlatego, że oboje boicie się powiedzieć prawdę”. Podpisu nie było.

Hancer zaśmiała się gorzko. — A więc to wszystko jest przedstawieniem. — Nie wiedziałem o kolacji. — O wiadomości też nie wiedziałeś, o spotkaniu też. Za chwilę powiesz, że nie wiedziałeś również o ciąży Beyzy.

Cihan spojrzał na nią ostro. — Nie używaj tego przeciwko mnie! — To ty użyłeś tej ciąży, żeby mnie odsunąć! — Chciałem cię chronić! — Przed czym? — Przed prawdą! Przed moją rodziną! — wybuchnął. — Przed Nusretem, przed skandalem, przed ludźmi, którzy byli gotowi zrobić wszystko, żebyś zniknęła.

td4729

Hancer zamilkła. — Wiedziałeś, że mi grożono? — Dowiedziałem się za późno. Kiedy próbowałem wszystko naprawić, ty już podjęłaś decyzję o odejściu, bo powiedziałeś mi, że dziecko Beyzy jest twoim obowiązkiem. — Jest, ale obowiązek nie jest miłością.

W jej oczach pojawiły się łzy. — Dlaczego nigdy nie powiedziałeś tego wcześniej? — Bo za każdym razem, gdy próbowałem, ktoś stawał między nami. A później sam zacząłem wierzyć, że zasługujesz na życie z dala ode mnie i mojego chaosu. — Nie miałeś prawa decydować, na jakie życie zasługuję. — Wiem. To ciche wyznanie rozbroiło ją bardziej niż jakiekolwiek tłumaczenie.

W sypialni rezydencji Fadik przyniosła Mukadder tacę z gorącym Manti, postawiła ją na łóżku i pogładziła starszą kobietę po włosach. — Proszę zjeść choć trochę. Mukadder pokręciła głową. — Nie jestem głodna. — Musi pani odzyskać siły.

Jej wzrok spoczął na fotografii Cihana stojącej na szafce nocnej. — Kiedy był mały, zawsze przychodził do mnie, gdy się bał — wyszeptała. — Wystarczyło, że przytuliłam go na chwilę, wierzył, że potrafię ochronić go przed wszystkim. — Nadal panią kocha. — Ale już mi nie ufa. Fadik nie umiała temu zaprzeczyć. Zabrała tacę i wyszła, zamykając cicho drzwi.

W letnim domu Cihan i Hancer usiedli przy stole. Romantyczne światło świec kontrastowało z chłodem między nimi. Hancer zaczęła jeść powoli, bardziej po to, by zająć czymś dłonie, niż z głodu. Cihan nie tknął posiłku, wpatrywał się w płomień świecy. — Czy kochasz Beyzę? — zapytała nagle. — Nie. — Czy kiedykolwiek ją kochałeś? — Nie tak, jak ona tego chciała. — A dziecko? — Jeśli jest moje, zrobię dla niego wszystko.

Hancer odłożyła widelec. — Jeśli? Cihan uniósł wzrok. — Ostatnio pojawiły się wątpliwości. Daty się nie zgadzają, Beyza unika badań. Nie chcę nikogo oskarżać bez dowodów.

Hancer poczuła, jak serce zamiera jej w piersi. — Myślisz, że kłamie? — Myślę, że w tym domu każdy coś ukrywa. Ty również. — Tak? — Ukrywałem, że każdego dnia żałuję, iż pozwoliłem ci odejść.

Hancer odwróciła wzrok. Łza spłynęła po jej policzku, ale szybko ją otarła. — To za mało, Cihan. — Wiem, słowa nie naprawią wszystkiego. Wiem, nie mogę po prostu wrócić, jakby nic się nie wydarzyło. — Nie proszę cię o to. — Więc czego chcesz?

Cihan przez chwilę milczał. — Jednej szansy, żebym mógł wreszcie powiedzieć ci całą prawdę. Bez decyzji Mukadder, bez intryg Beyzy, bez manipulacji Nusreta i bez pomocy Engina. Tylko ty i ja.

Hancer spojrzała na niego. Wciąż była zraniona, wciąż nieufna, lecz po raz pierwszy od dawna zobaczyła przed sobą człowieka, który nie uciekał. — Zacznij od początku — powiedziała cicho. — I tym razem nie pomijaj niczego. Cihan skinął głową.

Za oknami wiatr poruszał gałęziami drzew. Świece drżały, rzucając ich cienie na ściany. Na stole stygła kolacja przygotowana przez kogoś, kto postanowił zabawić się ich losem. Hancer ponownie wzięła do ręki widelec. Cihan spuściła wzrok, zbierając odwagę do opowiedzenia historii, która mogła ich połączyć albo rozdzielić na zawsze.

W rezydencji Mukadder wciąż wpatrywała się w fotografię syna. Beyza nerwowo poprawiała paski sztucznego brzucha. Gülsüm płakała samotnie w kuchni. Jasemin analizowała wyniki badań, coraz bardziej przekonana, że ktoś dopuścił się wielkiego oszustwa. Engin siedział w pustym biurze, zastanawiając się, czy jego plan był pomocą, czy niewybaczalną ingerencją. Yonca przygotowywała się do ujawnienia informacji, która mogła zniszczyć Beyzę, a Nusret już obmyślał, jak wykorzystać nadchodzący skandal.

Tymczasem przy romantycznie nakrytym stole dwoje ludzi siedziało naprzeciwko siebie w ciężkiej ciszy. Hancer jadła powoli, czekając na odpowiedzi. Cihan milczał, świadomy, że każde następne słowo będzie miało znaczenie. I żadne z nich nie wiedziało, że noc, która miała zakończyć ich niepewność, była dopiero początkiem znacznie większej burzy.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Marcin Kwaśny jest bratem prezydenta popularnego miasta. Oto co wyjawił

Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat” Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat”, by opowiedzieć o swoim debiυcie reżyserskim, którym jest film “Odzyskaпy”. Towarzyszyła mυ…

Odrzucony posiłek i wyznanie wobec braku wyboru Gdy Gülsüm przychodzi do salonu z powiadomieniem o kolacji przygotowanej z inicjatywy Beyzy, Cihan w chłodnych słowach odrzuca posiłek i…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page