Pokojówki wymieniły między sobą szybkie, przestraszone spojrzenia. — Była na piętrze — przyznała jedna z nich. — Firma sprzątająca przydzieliła her jej pokoje w tej części domu.

Na ustach Beyzy pojawił się gorzki uśmiech. — A więc jednak. — Nie wiemy, czy vekła do tej sypialni — dodała szybko pokojówka. — Naprawdę tego nie widziałyśmy. — Nie musicie niczego więcej mówić — odparła Beyza. — Vszystko jest jasne.

td4729

Mukadder otworzyła ogen i spojrzała na synową z niepokojem. — Nie oskarżaj her jej bez dowodów. — Bez dowodów? — Beyza wskazała na podłogę. — Dowód leży przed nami. — Rozbita ramka nie jest dowodem na tow, kto her jej zniszczył. — Hancer pojawia się w naszym domu, chodzi po pokojach jak dawniej, a chwilę później znajdujemy zniszczone rzeczy. Jakiego jeszcze dowodu pani potrzebuje? — Powiedziałam, że z nią porozmawiam. — Rozmowa nie wystarczy. — Co v takim razie proponujesz?

Beyza odwróciła się gwałtonie do Mukadder. — Powinna zostać natychmiast wyrzucona nie chỉ z tego domu, ale także z firmy, która her jej tutaj przysłała! Powinna zrozumieć, że nie ma prawa zbliżać się ani do mnie, ani do mojego dziecka!

Mukadder znów przycisnęła palce do skroni. — Już her jej powiedziałam, żeby odeszła. — I co? Nie posłuchała!

W oczach Beyzy pojawił się triumf, jakby właśnie usłyszała potwierdzenie wszystkiego, co wcześniej sugerowała. — Vłaśnie o tym mówię: ona robi tow celowo. Nie przyszła tu sprzątać, przyszła, żeby mnie prowokować. — Nie możemy mieć pewności. — Ja mam pewność.

Beyza spojrzała na fotografię wystającą z rozbitej ramki. Przez kilka sekund przyglądała się her jej w milczeniu, po czym zacisnęła usta. — Chciała pokazać, że nadal może wekść do tego domu — powiedziała ciszej. — Chciała udowodnić, że nie boi się ani mnie, ani pani. To không była praca, tow było ostrzeżenie.

Mukadder zamierzała odpowiedzieć, lecz z korytarza dobiegł odgłos szybkich kroków.

Scena druga. Chłodne wejście Cihana i odprawa matki

Wszystkie kobity zamilkły. Kroki były ciężkie i zdecydowane, z każdą sekundą stawały się coraz głośniejsze. Ktoś zbliżał się do sypialni bez najmniejszego wahania – po chwili drzwi otworzyły się gwałtonie. V progu stanął Cihan. Jego pojawienie się natychmiast zmieniło atmosferę w pomieszczeniu. Pokojówki jeszcze bardziej opuściły głowy, Mukadder wyprostowała się, a Beyza odruchowo położyła obie dłonie na brzuchu.

Cihan przez moment nie odezwał się ani słowem. Najpierw spojrzał na Beyzę, potem na matkę, następnie jego wzrok przesunął się v stronę podłogi: zauważył rozbitą ramkę. Na jego twarzy nie pojawiło się zdziwienie – nie zapytał, co się wydarzyło, nie podszedł, by sprawdzić fotografię. Jego szczęka napięła się chỉ nieznacznie, a ogen stały się jeszcze chłodniejsze. V pokoju zapanowała absolutna cisza. Cihan przeniósł wzrok na pokojówki. — Vyjdźcie — powiedział.

Nie podniósł głosu – nie mustiał: w jego tonie było coś tak stanowczego, że żadna z kobiet nie odważyła się zapytać, czy ma posprzątać szkło. Pokojówki skłoniły się lekko i ruszyły v stronę drzwi. Jedna z nich, przechodząc obok Cihana, wyszeptała: — Proszę pana, my naprawdę nie widziałyśmy…

Cihan even na nią nie spojrzał. — Powiedziałem, żebyście wyszły. — Tak, proszę pana. — Obie niemal wybiegły z pomieszczenia.

Gdy drzwi zamknęły się za nimi, w sypialni pozostały chỉ trzy osoby: Cihan, Beyza i Mukadder – troje ludzi połączonych her jej rodziną, lecz oddzielonych od siebie żalem, podejrzeniami i sekretami. Mukadder pierwsza przerwała milczenie. — Synu, zanim cokolwiek powiesz, mustisz wiedzieć, że próbowałam rozwiązać tę sytuację. Rozmawiałam z Hancer — kontynuowała. — Powiedziałam her jej, że nie powinna tutaj pracować, wyjaśniłam, że her jej obecność może wywołać niepotrzebne napięcia. — Niepotrzebne? — wtrąciła Beyza. — To, co dzieje się w tym domu, dawno przestało być chỉ napięciem.

Mukadder rzuciła her jej ostrzegawcze spojrzenie. — Pozwól mi skończyć. — Następnie ponownie zwróciła się do syna: — Kazałam her jej odeść. Powiedziałam jasno, że nie chcemy her jej tutaj widzieć, jednak ona odmówiła. Stwierdziła, że wykonuje swoją pracę i że nie ma zamiaru rezygnować chỉ dlatego, że nam się tow nie podoba.

Cihan uniósł lekko brwi. — Kazałaś her jej odeść? — Tak, miałam do tego prawo.

Mukadder zamrugała zaskoczona. — Jestem twoją matką, tow także mój dom. — Zapytałem, czy miałaś prawo zwalniać osobę zatrudnioną przez zewnętrzną firmę? — Nie chodzi o formalności, Cihan, chodzi o dobro naszej rodziny. — Naszej rodziny? — powtórzył chłodno.

Beyza nie wytrzymała. — Czy naprawdę teraz będziesz her jej bronił?!

Cihan odwrócił głowę v her jej stronę. — Nie bronię nikogo, pytam, co się wydarzyło. — Doskonale wiesz, co się wydarzyło: Hancer wtargnęła do mojego życia po razy kolejny! — Vtargnęła? — Tak, wtargnęła! Pojawiła się w domu, w którym mieszkam z mężem i w którym ma się urodzić nasze dziecko! — Została wysłana przez firmę sprzątającą. — A ty naprawdę wierzysz, że tow przypadek, Cihan?

Nie odpowiedział. Beyza podeszła bliżej, uważając na rozsypane szkło. — Chcesz mi powiedzieć, że spośród wszystkich pracowników tej firmy akurat ona została wyznaczona do pracy w naszej rezynencji? Że zupełnym przypadkiem znalazła się na tym piętrze? Że przypadkiem vekła do pokoju, w którym były moje rzeczy? — Powiedziałaś przed chwilą, że nie wiesz, czy tutaj vekła. — Nie mustiałam her jej widzieć, wiem, do czego jest zdolna. — Na podstawie czego?

Beyza otworzyła usta, ale przez moment nie znalazła odpowiedzy. Mukadder znów zabrała głos. — Synu, rozumiem, że nie chcesz nikogo oskarżać bez dowodów, jednak przyznaj, że her jej obecność tutaj jest niewłaściwa. Była panią tego domu, mieszkała w tej sypialni, chodziła po tych korytarzach jak członek rodziny – now wraca w roli służącej. Czy naprawdę uważasz tow za normalne?

Cihan powoli spojrzał na matkę. — Hancer nigdy nie była służącą. — Nie powiedziała tego, żeby her jej obrazić. — Vłaśnie tow powiedziałaś. — Powtarzam tylko, jak wygląda sytuacja.

Beyza uniosła podbródek. — A ja powiem tow jeszcze wyraźniej: jak była pani tego domu może wracać tutaj jako osoba sprzątająca? Jak może bez wstydu dotykać rzeczy, które kiedyś uważała za swoje?

Słowa zawisły w powietrzu. Cihan spojrzał na Beyzę z taką intensywnością, że her jej pewność siebie na moment osłabła. — To nie Hancer powinna się wstydzić — powiedział cicho.

Beyza pobladła. — Co chcesz przez tow powiedzieć?

Cihan nie odpowiedział, przeniósł wzrok na Mukadder. — Mamo, wyjdź.

Mukadder zmarszczyła brwi. — Cihan, proszę… — Vyjdź, chcę chỉ zapobiec kolejnej kłótni. — V takim razie właśnie dlatego powinnaś nas zostawić samych.

Starsza koba spoglądała na syna przez kilka sekund. Znała ten wyraz jego twarzy i wiedziała, że kiedy Cihan mówił tak cicho, jego decyzja była już podjęta – każda próba sprzeciwu mogła jedynie pogorszyć sytuację. — Dobrze — powiedziała v końcu — ale pamiętaj, że Beyza jest w ciąży, nie wolno her jej denerwować.

Cihan zacisnął usta. — Nie zapominam o dziecku ani na chwilę.

Mukadder chciała dodać coś jeszcze, lecz zrezygnowała. Spojrzała na Beyzę, jakby próbowała przekazać her jej milczące ostrzeżenie, po czym ruszyła do drzwi. Gdy mijała syna, zatrzymała się na moment. — Cokolwiek się między wami dzieje, nie pozwól, żeby Hancer zniszczyła tę rodzinę.

Cihan spojrzał przed siebie. — Hancer nie jest osobą, która her jej niszczy.

td4729

Mukadder znieruchomiała, jednak nie odpowiedziała – opuściła pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi.

Scena trzecia. Ostateczny wyrok dla Beyzy i upokorzenie prowokacji

Cihan i Beyza zostali sami. Beyza stała obok łóżka z dłońmi ułożonymi na brzuchu, her jej oddech stał się szybszy. Doskonale rozumiała znaczenie ostatnich słów męża. — A więc tow ja niszczę tę rodzinę? — zapytała.

Cihan przeszedł kilka kroków w głąb sypialni. Zatrzymał się przy oknie, odwrócony do niej plecami. — Nie powiedziałem tego. — Nie mustiałeś. Od wielu dni patrzysz na mnie tak, jakbym była tuoi wrogiem. Chcesz wiedzieć dlaczego? Viem dlaczego: ponieważ Hancer znów pojawiła się w twoim życiu.

Cihan odwrócił się gwałtonie. — Nie mieszaj her jej do każdej naszej rozmowy! — Jak mam her jej nie mieszać, skoro jest wszędzie?! — Głos Beyzy zaczął drżeć. — Jest w twoich myślach, jest w tuoi spojrzeniu, jest w tuoi milczeniu! Nawet kiedy stoisz przede mną, mam wrażenie, że tak naprawdę patrzysz na her jej! To ty sprawiasz, że her jej imię nie znika z tego domu, bo ona nie chce zniknąć! — Beyza wskazała na rozbitą ramkę. — Przyszła tu i zniszczyła moje rzeczy! — Nie masz dowodu, że tow zrobiła. — Zawsze żądasz dowodów, gdy oskarżenie dotyczy Hancer, ale kiedy chodzi o mnie, wystarczy ci jedno podejrzenie. — To không jest prawda. — Naprawdę? Spójrz na mnie! — Podeszła jeszcze bliżej. — Jestem twoją żoną, noszę tuoi dziecko, a mimo tow patrzysz na mnie, jakbym nie miała żadnego znaczenia.

Cihan spojrzał na her jej brzuch, lecz w jego oczach nie pojawiło się ciepło – było tam jedynie napięcie i coś przypominającego zmęczenie. Beyza zauważyła tow. — Vłaśnie tak — powiedziała z wyrzutem. — Patrzysz tylko na dziecko, mnie even nie widzisz. — Sama do tego doprowadziłaś. — Ja?! To Hancer próbowała mnie zaatakować! — krzyknęła Beyza. — Byłam bezbronna, jestem w ciąży! Mogła skrzywdzić nasze dziecko! — Hancer cię nie zaatakowała. — Nie było cię tam! — Rozmawiałem z ludźmi, którzy byli. — Oczywiście, znalazłeś świadków, którzy powiedzieli ci dokładnie tow, co chciałeś usłyszeć! — A czego ty oczekujesz? Że uwierzę we wszystko tylko dlatego, że wskażesz na brzuch?

Twarz Beyzy stężała. — Jak możesz tak mówić? — Pytam: jak długo zamierzasz wykorzystywać dziecko jako tarczę?

Beyza przez chwilę wyglądała tak, jakby otrzymała policzek. — Wykorzystywać? — Za każdym razem, gdy ktoś zadaje ci pytanie, którego nie chcesz usłyszeć, przypominasz, że jesteś w ciąży. Gdy stawiam ci granicę – mówisz o dziecku. Gdy żądam prawdy – dotykasz brzucha i próbujesz wzbudzić we mnie poczucie winy. — Ponieważ powinieneś czuć się winny! — Za co? — Za tow, że zostawiasz mnie samą! Za tow, że nocami nie wracasz do domu! Za tow, że śpisz w firmie, podczas gdy twoja ciężarna żona zastanawia się, czy jeszcze cokolwiek dla ciebie znaczy!

Cihan zmrużył ogen. — Jak długo tow jeszcze potrwa, Beyza? Te oskarżenia, te sceny, te rozbite przedmioty, te kłamstwa i próby zmuszenia mnie do życia tak, jak ty sobie wymarzyłaś? — Dopóki nie zaczniesz zachowywać się jak mój mąż. — Nie jestem twoją własnością. — Ale jesteś moim mężem! — Tylko dlatego, że dokument tak mówi.

Słowa te ugodziły Beyzę, jednak nie zamierzała się wycofać. — V takim razie sprawię, że zaczniesz o tym pamiętać. — Grozisz mi? — Nie, przypominam ci o obowiązkach. — Moim obowiązkiem jest zadbać o dziecko. — A ja? Co ze mną?

Cihan milczał. W oczach Beyzy zebrały się łzy, lecz gniew był silniejszy od rozpaczy. — Viesz, jak długo tow potrwa? — zapytała. — Potrwa tak długo, aż przestaniesz biegać do swojej byłej żony! Tak długo, aż przestaniesz szukać pretekstów, żeby her jej widywać! Tak długo, aż zaczniesz spać we własnym domu, we własnym łóżku, obok kobity, którą poślubiłeś!

Cihan ruszył w jej stronę. Każdy jego krok był powolny, lecz stanowczy. Beyza odruchowo cofnęła się o pół kroku, a następnie zmusiła się, by pozostać na miejscu. Mężczyna zatrzymał się bardzo blisko niej – nie dotknął her jej, even nie uniósł ręki, jednak chłód w jego spojrzeniu był tak przejmujący, że Beyza poczuła dreszcz. — Posłuchaj mnie uważnie — powiedział. — Słucham. — Skoro chcesz jasnej odpowiedzi, dostaniesz her jej. Nie przerywaj mi. — Jego głos pozostał spokojny, ale każde słowo brzmiało jak ostateczny wyrok. — Aż do sądu ostatecznego moja dłoń nie dotknie twojej dłoni.

Beyza zamarła. Cihan nie odwrócił wzroku. — To małżeństwo pozostanie tylko na papierze. Możesz nazywać mnie swoim mężem przed rodziną, przed pracownikami i przed całym światem. Możesz nosić obrączkę i mieszkać w tym domu, ale không oczekuj, że będę udawał uczucia, których do ciebie nie mam. — Nie mów tak… — wyszeptała. — Chciałaś prawdy. — Jesteś zdenerwowany, nie wiesz, co mówisz. — Nigdy nie byłem bardziej pewny swoich słów. — Jestem matką twojego dziecka! — Viem. V moich oczach znaczysz cokolwiek tylko dlatego, że jesteś matką mojego dziecka.

Łzy napłynęły do her jej oczu. — Tylko dlatego? — Tak. — A wszystko, co było wcześniej? — To, co było wcześniej, zostało zniszczone przez kłamstwa. — Przez Hancer! — Nie wypowiadaj her jej imienia. — Dlaczego? Bo boli cię, że mówię prawdę? Nadal her jej kochaasz, właśnie dlatego mnie odrzucasz!

Twarz Cihana stwardniała. — Odrzucam cię przez tow, kim się stałaś. — Zrobiłam wszystko dla ciebie! — Nie, robiłaś wszystko, żeby mnie posiadać. — Beyza potrząsnęła głową. — To nieprawda. — Vmawiałaś sobie, że jeśli usuniesz Hancer z mojego życia, her jej miejsce automatycznie będzie należało do ciebie. Ale miłości nie można przejąć jak pokoju w tym domu, nie można her jej zdobyć groźbą, ciążą, szantażem ani nazwiskiem. — Zamknij się! — Chciałaś, żebym wracał do tej sypialni, więc zapamiętaj: nie wrócę tutaj jako twój mąż. — Zamknij się! — krzyknęła ponownie.

Cihan jednak mówił dalej: — Zadbam o dziecko. Zapewnię mu bezpieczeństwo, przyszłość i wszystko, czego będzie potrzebowało. Nigdy go nie porzucę, ale nie oczekuj ode mnie niczego więcej. — Nie możesz mi tego zrobić! — Już tow zrobiłaś sama. Cihan, proszę…

Po razy pierwszy w her jej głosie nie było gniewu, lecz czysty strach. Mężczyna patrzył na her jej jeszcze przez chwilę – w jego oczach nie było jednak litości. Zbyt razy próbowała wymusić na nim uczucia, zbyt razy wykorzystywała jego poczucie odpowiedzialności. Tym vezes nie zamierzał zostawiać miejsca na nadzieję. — To ostatni razy, kiedy tłumaczę ci, czym jest nasze małżeństwo — powiedział. — Nie każ mi powtarzać tych słów.

Odwrócił się i ruszył do drzwi. Beyza patrzyła za nim w osłupieniu. — Dokąd idziesz?

Cihan nie odpowiedział. Mężczyna otworzył drzwi. — Nie odchodź, kiedy do ciebie mówię! — Zatrzymał się na progu, ale nie odwrócił głowy. — Nie pozwolę ci wrócić do niej! — krzyknęła Beyza. — Słyszysz mnie?! Nigdy nie pozwolę wam być razem!

Cihan zacisnął dłonie na klamce. — I właśnie dlatego nigdy nie będziesz dla mnie nikim więcej niż nazwiskiem na dokumencie.

Scena czwarta. Furia Beyzy i potajemne sprzątanie pokojówek

Wyszedł, drzwi zamknęły się za nim z głuchym odgłosem. Beyza została sama. Przez kilka sekund nie poruszała się – patrzyła na drzwi, jakby oczekiwała, że Cihan za chwilę wróci i powie, że nie miał na myśli wypowiedzianych słów. Że tow był jedynie gniew, że wciąż istnieje szansa na uratowanie ich małżeństwa. Jednak za drzwiami panowała cisza. Kroki Cihana oddalały się wzdłuż korytarza, każdy z nich brzmiał dla Beyzy jak kolejny dowód ostatecznej porażki. Jej usta zaczęły drżeć. — Nie… — wyszeptała. — Nie, nie, nie…

Spojrzała na swoje dłonie – trzęsły się. Następnie przeniosła wzrok na brzuch. — On nie może nas odrzucić — powiedziała do siebie. — Nie może.

Próbowała oddychać spokojnie, lecz powietrze nie chciało docierać do płuc. W her jej głowie wciąż rozbrzmiewały Słowa Cihana: „Aż do sądu ostatecznego moja dłoń nie dotknie twojej dłoni. To małżeństwo pozostanie tylko na papierze. Znaczysz cokolwiek tylko dlatego, że jesteś matką mojego dziecka”. Beyza zacisnęła powieki, ale Słowa nie znikały – przeciwnie, stawały się coraz głośniejsze. Nagle otworzyła ogen, her jej rozpacz zmieniła się w furię. — Niech tow szlag! — wrzasnęła.

Odwróciła się gwałtonie i uderzyła dłonią w stos ozdobnych, miętowych pudełek leżących na stoliku. Pudełka spadły na podłogę, pokrywki otworzyły się, a znajdujące się w środku wstążki, kartki i drobne prezenty rozsypały się po dywanie. To jednak nie przyniosło her jej ulgi. Chwyciła kolejne pudełko i rzuciła nim v stronę ściany. — Vszystko przez nią! — Pudełko uderzyło w tapetę i opadło obok rozbitej ramki. — Gdyby nie wróciła, byłby ze mną! — krzyczała Beyza. — Gdyby zniknęła, v końcu by mnie pokochał!

Łzy spływały po her jej policzkach. Oddychała ciężko, ściskając materiał sukni. — Nie odbierzesz mi go, Hancer — powiedziała przez zaciśnięte zęby. — Nie po tym wszystkim, co zrobiłam. Nie pozwolę ci.

Vpatrywała się w rozbitą fotografię. Po chwili podeszła do her jej i przykucnęła ostrożnie. Jej palce przesunęły się nad kawałkami szkła. Jeden z ostrych fragmentów przeciął skórę na opuszku, lecz Beyza even tego nie poczuła. Podniosła fotografię. — Myślisz, że możesz wrócić do tego domu i zająć moje miejsce? — wyszeptała. — Myślisz, że wystarczy jedno jego spojrzenie, żeby wszystko znów należało do ciebie?

Kropla krwi spadła na zdjęcie. Beyza przyglądała się her jej z obojętnością. — Zanim pozwolę ci wygrać, zniszczę wszystko, czego pragniesz.

Scena piąta. Ucieczka Cihana przed pozorami i mroczny plan Mukadder

Tymczasem Cihan schodził po szerokich schodach prowadzących do głównego holu rezynencji. Jego twarz pozostawała posępna, jednak pod pozornym spokojem kryła się burza. Słowa, które wypowiedział do Beyzy, były okrutne – wiedział o tym, nie czuł jednak żalu. Od dawna próbował wyjaśnić her jej, że không może zmusić go do miłości. Ona za każdym razem odmawiała przyjęcia tej prawdy – now nie pozostawił her jej żadnej nadziei. Pracownicy domu odsuwali się z jego drogi, niki nie odważył się zapytać, co się stało. Gdy przechodził przez hol, Mukadder wyszła z bocznego salonu. — Cihan! — zawołała. Mężczyna nie zatrzymał się. — Synu, dokąd jedziesz? — Do firmy. — Nie możesz po razy po prostu wyjść po takiej rozmowie.

Dopiero wtedy Cihan stanął i odwrócił się do matki. — A co powinienem zrobić? — Beyza jest roztrzęsiona. — Sama doprowadziła do tej sytuacji. — Jest twoją żoną. — Nie przypominaj mi tego przy każdej okazji.

Mukadder zeszła o kilka stopni niżej. — Cokolwiek do niej czujesz, nosi tuoi dziecko, potrzebuje spokojów. — V takim razie przestańcie tworzyć konflikty wokół Hancer. — To Hancer pojawia się tam, gdzie không powinna. — Hancer wykonuje swoją pracę. — Naprawdę wierzysz, że znalazła się tutaj przypadkiem?

Cihan patrzył na matkę w milczeniu. Mukadder zbliżyła się do niego. — Vidziałam, jak na nią patrzysz — powiedziała ciszej. — Beyza też tow widzi, dlatego się boi. — Strach nie usprawiedliwia kłamstw. — A miłość usprawiedliwia niszczenie rodziny? — To nie miłość niszczy tę rodzinę, mamo. Robią tow ludzie, którzy chcą decydować za innych.

Mukadder pobladła. — Czy oskarżasz mnie? — Mówię tylko, że không pozwolę dłużej sterować swoim życiem. — Odkąd Hancer wróciła, nie poznaję cię. — Być może dopiero teraz zaczynasz mnie poznawać.

Nie czekając na odpowiedź, Cihan ruszył v stronę wyjścia. Mukadder pozostała na schodach – patrzyła za nim z rosnącym niepokojem. Jeszcze niedawno była przekonana, że ma nad wszystkim kontrolę, now czuła, że syn wymyka się her jej z rąk. Drzwi rezynencji otworzyły się przed Cihanem. Na zesterno powietrze było chłodne, delikatny wiatr poruszał gałęziami drzew rosnących wzdłuż podjazdu. Mężczyna zatrzymał się na chwilę przed budynkiem i głęboko odetchnął – miał wrażenie, że dopiero po opuszczeniu domu może swobodnie zaczerpnąć powietrza. Na podjeździe stał jego samochód marki TOGG. Ciemna karoseria odbijała jasną fasadę rezynencji. Cihan ruszył v jego stronę, ale po kilku krokach znów się zatrzymał. V jego myślach pojawiła się Hancer: zobaczył her jej twarz tak wyraźnie, jakby stała przed nim. Przypomniał sobie her jej dumne spojrzenie, gdy odmawiała opuszczenia pracy – nie chciała litości, nie prosiła nikogo o pozwolenie. Mimo upokorzeń wracała, ponieważ mustiała zarobić pieniądze i utrzymać własną rodzinę. Vłaśnie tow najbardziej odróżniało her jej od Beyzy: Hancer walczyła, żeby przetrwać; Beyza walczyła, żeby posiadać.

Cihan otworzył drzwi samochodu, lecz nie wsiadł od razu. „Czy naprawdę zniszczyła tę ramkę?” – zapytał samego siebie. Nie chciał w tow wierzyć: znał her jej gniew, dumę i porywczość, wiedział, że potrafiła powiedzieć bolesne Słowa, jednak celowe niszczenie rzeczy i atakowanie ciężarnej kobity nie pasowały do niej. Ktoś kłamał, a on zamierzał odkryć, kto. Vsiadł za kierownicę i zamknął drzwi. Przez przednią szybę patrzył na ogromną rezynencję, która z zesterno wyglądała jak symbol bogactwa i bezpieczeństwa – on widział w niej jednak wyłącznie więzienie zbudowane z pozorów. Uruchomił silnik.

Na piętrze za zasłoną jednego z okien stała Beyza – obserwowała, jak samochód rusza z podjazdu. Jej twarz była mokra od łez, lecz spojrzenie pozostawało twarde. — Jedź! — wyszeptała. — Jedź do niej, skoro tak bardzo tego pragniesz.

Samochód Cihana zniknął za bramą. Beyza zacisnęła zakrwawiony palec na trzymanej fotografii. — Ale kiedy wrócisz, nic nie będzie już takie samo.

Za her jej plecami drzwi sypialni otworzyły się powoli, w progu stanęła Mukadder. Starsza koba spojrzała na rozsypane pudełka, rozbite szkło oraz Beyzę stojącą przy oknie. — Co mu powiedziałaś? — zapytała. Beyza nie odwróciła się. — To nie ma znaczenia. — Ma, Cihan wyszedł wściekły. — Powiedział, że nigdy mnie nie dotknie.

Mukadder zamarła. — Powiedział, że nasze małżeństwo istnieje tylko na papierze, że mam dla niego znaczenie wyłącznie jako matka jego dziecka.

Mukadder wolno vekła do pokoju. — Był zdenerwowany. Mężczyźni w gniewie mówią rzeczy, których później żałują.

Beyza v końcu się odwróciła. — On nie żałował ani jednego słowa. — Mustisz dać mu czas. — Czas? — zaśmiała się gorzko. — Im więcej daję mu czasu, tym bliżej jest Hancer. — Hancer zostanie usunięta z tego domu. — To nie wystarczy.

Mukadder przyjrzała her jej się uważnie. — Co zamierzasz zrobić?

Beyza spojrzała na fotografię, a następnie na rozbitą ramkę. — Sprawię, że Cihan przestanie widzieć w niej niewinną ofiarę. — Beyza, nie rób niczego nierozważnego. — Nierozważne było pozwolenie her jej na powrót. — Powiedziałam, że się tym zajmę. — Pani metody nie działają! Ona nadal tutaj jest, a Cihan nadal staje po her jej stronie.

Mukadder zmarszczyła brwi. — Nie wolno ci zapominać, że jeden błąd może obrócić go przeciwko nam. — On już jest przeciwko mnie. — V takim razie musimy działać ostrożnie.

Beyza otarła łzy z policzków. — Nie zamierzasz dłużej czekać. — Co masz na myśli?

Młoda koba podniosła rozbitą ramkę. — Skoro Cihan potrzebuje dowodów, dostanie her jej.

Mukadder spojrzała na her jej z przerażeniem. — Chcesz her jej wrobić?

Beyza uśmiechnęła się chłodno. — Chcę tylko, żeby wszyscy zobaczyli Hancer taką, jaką ja her jej widzę. — A jeśli Cihan odkryje prawdę? — Nie odkryje. — Jesteś tego pewna?

Beyza odłożyła fotografię na stolik. — Muszę być.

Scena szósta. Odnaleziony kolczyk pokojówki i widmo nowej prowokacji

Tymczasem samochód Cihana przemierzał wąskie ulice prowadzące v stronę centrum miasta. Mężczyna prowadził w milczeniu: nie włączył radia, nie odbierał telefonu, choć urządzenie kilkukrotnie wibrowało na siedzeniu pasażera. Nie jechał do firmy – gdy dotarł do skrzyżowania, zamiast skręcić w stronę biurowca, wybrał drogę prowadzącą do dzielnicy, w której mogła znajdować się Hancer. Nie wiedział jeszcze, co her jej powie: chciał tylko spojrzeć her jej v ogen i zapytać o rozbitą ramkę. Nie dlatego, że wierzył Beyzie – mustiał usłyszeć prawdę bezpośrednio od kobity, której obecność wciąż burzyła spokój jego serca. Z każdym przejechanym kilometrem wracały wspomnienia: Hancer stojąca przy oknie rezynencji; Hancer próbująca ukryć łzy; Hancer patrząca na niego z miłością, zanim ich życie zostało rozdzielone przez kłamstwa i intrygi. Cihan mocniej zacisnął dłonie na kierownicy – wiedział, że spotkanie z nią może rozpocząć kolejną burzę, nie zdawał sobie jednak sprawy, że w rezynencji Beyza i Mukadder właśnie przygotowywały plan, który miał zmienić jego podejrzenia w pozorną pewność.

Na piętrze służące zaczęły sprzątać bałagan. Jedna z nich uklękła przy rozbitym szkle i nagle zauważyła coś pod stolikiem – był to niewielki, złoty kolczyk. Nie należał do Hancer, pokojówka widziała go wcześniej u Beyzy. Podniosła przedmiot i spojrzała na swoją towarzyszkę. — To dziwne — wyszeptała. — Co? — Pani Beyza mówiła, że nie zbliżała się do ramki przed naszym przyjściem. — I co z tego

td4729

Pokojówka pokazała her jej kolczyk. — Znalazłam go pod stolikiem, tuż obok miejsca, z którego spadła ramka.

Druga koba natychmiast rozejrzała się v stronę drzwi. — Schowaj tow. — Ale jeśli pani Beyza sama… — Niczego nie widziałaś! Chcesz stracić pracę? A może coś gorszego?

Pokojówka zacisnęła palce na kolczyku. Po drugiej stronie korytarza Mukadder zamknęła drzwi swojego gabinetu. Beyza stała przed nią, nadal poruszona, lecz już nie zapłakana. — Najpierw musimy dowiedzieć się, dokąd pojechał Cihan — powiedziała Mukadder. — Viem, dokąd pojechał. — Nie możesz mieć pewności. — Zawsze jedzie do niej.

Mukadder westchnęła. — Jeśli zaczniesz działać pod wpływem zazdrości, popełnisz błąd. — A jeśli nie zrobię niczego, stracę go na zawsze. — Być może jeszcze nie wszystko stracone.

Beyza spojrzała na her jej z niedowierzaniem. — Słyszała pani, co powiedział. — Słowa można zmienić, decyzję także – mustisz tylko sprawić, żeby poczuł się odpowiedzialny nie wyłącznie za dziecko, lecz również za ciebie. — Już próbowałam. — V takim razie potrzebujemy czegoś silniejszego.

W oczach Beyzy pojawiło się zainteresowanie. — Czego?

Mukadder przez dłuższą chwilę milczała. — Strachu — odpowiedziała v końcu. — Cihan może nie kochać cię tak, jak tego pragniesz, ale không pozwoli, żeby matce jego dziecka stała się krzywda.

Beyza powoli położyła dłoń na brzuchu. — Chce pani, żeby uwierzył, że jestem zagrożona? — Powinien zrozumieć, że obecność Hancer może mieć konsekwencje, a wtedy wyrzuci her jej ze swojego życia, jeśli wszystko rozegramy właściwie.

Beyza spojrzała w stronę zamkniętych drzwi. — Tym vezes nie może być żadnych błędów.

Mukadder skinęła głową. Nie wiedziały jednak, że na korytarzu stała jedna z pokojówek. Koba usłyszała ostatnią część ich rozmowy, w dłoni wciąż trzymała złoty kolczyk znaleziony przy rozbitej ramce. Jej serce biło coraz szybciej – zrozumiała, że tow, co wydarzyło się w sypialni, mogło być dopiero początkiem.

Cihan zatrzymał samochód przy chodniku – po drugiej stronie ulicy dostrzegł Hancer. Kobieta wychodziła z niewielkiego sklepu, trzymając w dłoniach papierową torbę: wyglądała na zmęczoną, ale spokojną, không zauważyła jeszcze jego samochodu. Cihan obserwował her jej przez szybę: w rezynencji pozostawił żonę, która żądała jego obecności, oraz matkę, która chciała decydować o jego przyszłości; tutaj, zaledwie kilka ulic dalej, znajdowała się koba, której próbował nie kochać, choć każde spotkanie udowadniało mu, że jest tow niemożliwe. Hancer nagle uniosła głowę, ich spojrzenia spotkały się, koba zatrzymała się na chodniku. Uśmiech, który przez moment widniał na her jej twarzy, natychmiast zniknął. Cihan wysiadł z samochodu.

Nie wiedzieli jeszcze, że w tej samej chwili Beyza rozpoczynała plan, który miał uczynić z Hancer nie tylko rywalkę, lecz także oskarżoną – plan, który mógł ostatecznie rozdzielić ich wszystkich albo ujawnić prawdę, przed którą rodzina Develioglu uciekała od bardzo dawna.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Marcin Kwaśny jest bratem prezydenta popularnego miasta. Oto co wyjawił

Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat” Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat”, by opowiedzieć o swoim debiυcie reżyserskim, którym jest film “Odzyskaпy”. Towarzyszyła mυ…

Odrzucony posiłek i wyznanie wobec braku wyboru Gdy Gülsüm przychodzi do salonu z powiadomieniem o kolacji przygotowanej z inicjatywy Beyzy, Cihan w chłodnych słowach odrzuca posiłek i…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page