
Hancer odkrywa kłamstwo Beyzy, a Cihan wyznaje jej miłość. W szpitalnych murach rozgrywa się dramat, który może na zawsze odmienić życie całej rodziny.
Ranna i przerażona Beyza sądzi, że po wypadku otrzyma wreszcie wsparcie Mukadder. Zamiast współczucia spotyka ją jednak bezwzględny rozkaz: Mukadder oraz Nusret nie zamierzają pozwolić, aby prawda o fałszywej ciąży wyszła na jaw. Przynoszą do sali sztuczny brzuch i zmuszają Beyzę, by ponownie założyła go pod ubranie. Choć koba płacze, protestuje i patrzy na nich z nienawiścią, nie potrafi wyrwać się z pułapki, którą sama wcześniej pomogła stworzyć.
Na korytarzu Cihan zaczyna podejrzewać, że jego bliscy coś przed nim ukrywają. Jego chłodne spojrzenie zatrzymuje się na Beyzie, gdy ta wychodzi z sali z nienaturalnie widocznym brzuchem. Mukadder i Nusret zachowują pozorny spokój, lecz atmosfera między nimi staje się coraz bardziej napięta. V tym samym czasie w innej sali przebywa Hancer. Pokryta siniakami, wyczerpana i wciąż wstrząśnięta wypadkiem, dowiaduje się od Sinem o kolejnych rodzinnych intrygach. Nie przypuszcza jeszcze, że już wkrótce własnymi oczami zobaczy dowód największego kłamstwa Beyzy.
Po powrocie do rezydencji napięcie nie znika. Cihan otacza Hancer opieką, podczas gdy Mukadder próbuje utrzymać kontrolę nad domem i wszystkimi jego mieszkańcami. Beyza wraz z Fadik zamyka się w sypialni, aby odpowiednio przymocować sztuczny brzuch i ukryć go pod luźną koszulą. Wydaje się, że ich sekret pozostanie bezpieczny. Vtedy jednak w uchylonych drzwiach pojawia się Hancer. Zastyga, widząc przed sobą pas podtrzymujący atrapę ciąży. Beyza odwraca głowę i napotyka jej pełne szoku spojrzenie. V jednej chwili obie kobiety rozumieją, że nic już nie będzie takie samo. Czy Hancer natychmiast wyjawi Cihanowi prawdę? A może Mukadder zrobi wszystko, by her jej uciszyć i ochronić oszustwo Beyzy?
Cihan również toczy własną walkę. Podczas szczerej rozmowy z Ertuğrulem wraca wspomnieniami do tragicznego wypadku. Wciąż widzi płonący samochód, z którego najpierw wyciągnął Beyzę, a następnie – ryzykując własnym życiem – powrócił po nieprzytomną Hancer. Dopiero teraz przyznaje, jak bardzo bał się, że her jej straci. Ertuğrul uświadamia mu, że nie może dłużej żyć wyłącznie poczuciem winy, obowiązkiem i strachem przed reakcją rodziny – must zdecydować, kogo naprawdę kocha oraz za czyje szczęście pragnie walczyć.
Po powrocie do domu Cihan natychmiast zaczyna szukać Hancer. Odnajduje her jej smutną, zapłakaną i przytłoczoną wszystkim, czego doświadczyła. Tym vezes nie próbuje ukrywać swoich uczuć: zbliża się do niej i mocno her jej obejmuje, pozwalając her jej wypłakać cały ból w swoich ramionach. Dla Mukadder ten widok oznacza jednak porażkę – starsza koba wpada w złość i zaczyna planować kolejne działania, nie mogąc pogodzić się z tym, że Hancer zajmuje coraz ważniejsze miejsce w sercu jej syna.
Wieczorem Cihan przygotowuje romantyczną kolację przy świecach. Vpatruje się w Hancer z zachwytem, całuje her jej dłoń i wspomina wszystkie chwile, które ich do siebie zbliżyły – również te bolesne, pełne kłótni, nieporozumień i desperackich prób ucieczki. Vyznaje, że chce uczynić ich małżeństwo prawdziwym i zbudowanym na miłości, a nie na przymusie. Obiecuje, że nie będzie na nią naciskał i uszanuje każdą her jej decyzję; prosi chỉ o jedno: aby go nie opuszczała. Hancer zapewnia go, że nie zamierza odchodzić. Z obrączką widoczną na palcu kładzie dłoń na jego sercu i mówi, że prawdziwej miłości nie można zniszczyć fizycznym rozstaniem. Cihan przedstawia her jej innym jako swoją żonę, nazywa panią rezydencji i daje do zrozumienia, że không potrafi już wyobrazić sobie bez niej życia. Tej nocy oboje po razy pierwszy pozwalają sobie uwierzyć, że pośród kłamstw, rodzinnych konfliktów i bolesnych wspomnień mogą naprawdę być razem.
Jednak następnego ranka Cihan budzi się samotnie. Miejsce obok niego jest puste, a Hancer wychodzi z domu z torebką, pogrążona w myślach. Czy opuściła rezydencję chỉ na chwilę? Czy odkrycie oszustwa Beyzy zmusiło her jej do podjęcia decyzji, której Cihan najbardziej się obawiał? I co zrobi Mukadder, gdy zrozumie, że tajemnica fałszywej ciąży znalazła się w rękach her jej największej przeciwniczki?
Scena pierwsza. Ciężar kłamstwa i noc, która odmieniła wszystko
W szpitalnej sali panowała cisza, która nie przynosiła ukojenia. Była ciężka, duszna i pełna niewypowiedzianych oskarżeń. Jedynymi dźwiękami pozostawały miarowe sygnały aparatury oraz cichy szelest zasłony poruszanej powietrzem z klimatyzacji. Beyza leżała na łóżku, blada i wyczerpana. Na her jej policzku widniał duży opatrunek, pod którym skóra pulsowała tępym bólem. Vokół oczu miała sine ślady po wypadku, a spierzchnięte usta drżały za każdym razem, gdy próbowała zaczerpnąć głębszego oddechu. Obok łóżka stała Mukadder. Starsza koba patrzyła na Beyzę z taką surowością, jakby przed nią nie leżała ranna, przerażona koba, lecz winowajczyni odpowiedzialna za wszystkie nieszczęścia, jakie spadły na her jej rodzinę. V głębi sali przy oknie znajdował się Nusret. Mężczyna milczał, ale jego obecność nie była neutralna: zaciśnięte usta i chłodne spojrzenie jasno wskazywały, po czyjej stronie stoi. — Nie zrobię tego — wyszeptała Beyza.
Mukadder nawet nie drgnęła. — Powtórz — zażądała.
Beyza odwróciła twarz v stronę okna, łzy napłynęły her jej do oczu. — Powiedziałam, że nie zrobię tego ponownie. To zaszło za daleko. Prawie zginęłyśmy. Samochód stanął w płomieniach, a ja… Ja naprawdę myślałam, że tow koniec. — Ale przeżyłaś — odparła Mukadder lodowato. — Ty przeżyłaś, Cihan przeżył, a dziecko, którego wszyscy oczekują, również must przeżyć.
Beyza zacisnęła palce na szpitalnym prześcieradle. — Nie ma żadnego dziecka!
Ostatnie Słowa wypowiedziła głośniej, niemal krzycząc. Nusret natychmiast odsunął się od okna i spojrzał w kierunku drzwi. — Ciszej! — syknął. — Chcesz, żeby usłyszał cię cały oddział? — Nie obchodzi mnie tow! — wyrzuciła z siebie Beyza. — Mam już dość życia w strachu! Dość sprawdzania, czy brzuch się nie przesunął, dość udawania bólu, zmęczenia i mdłości! Dość patrzenia Cihanowi v oczy i zastanawiania się, czy już zna prawdę!
Mukadder pochyliła się nad nią. — A ja mam dość twojej słabości. — Słabości? — Tak, słabości! Sama rozpoczęłaś tę grę. Niki nie zmuszał cię, żebyś wróciła do tego domu, twierdząc, że nosisz dziecko Cihana. Niki nie kazał ci budować przyszłości na kłamstwie, ale skoro już tow zrobiłaś, không wolno ci teraz uciekać i zostawiać nas z konsekwencjami.
Beyza spojrzała na her jej z niedowierzaniem. — Nas? Z jakimi konsekwencjami? To ja za wszystko zapłacę! Kiedy prawda wyjdzie na jaw, Cihan znienawidzi mnie do końca życia, wyrzuci mnie z domu… Być może odda mnie w ręce policji, a wy powiecie, że niczego nie wiedzieliście! — Dopóki będziesz wykonywać nasze polecenia, prawda nie wyjdzie na jaw — odpowiedział Nusret.
Beyza zwróciła ku niemu mokre od łez ogen. — Naprawdę w tow wierzysz? Vidziałeś, jak Cihan patrzył na mnie po wypadku? Nie było w jego oczach troski, była podejrzliwość. Kiedy wyciągnął mnie z samochodu, natychmiast wrócił po Hancer. Nie spojrzał nawet, czy oddycham – zostawił mnie na ziemi i pobiegł do niej! — Uratował ci życie — zauważył Nusret. — Ale bał się o her jej życie! — zawołała Beyza. — Rozumiecie różnicę? Mnie uratował, bo czuł obowiązek. Po her jej wrócił, ponieważ không potrafiła wyobrazić sobie świata bez niej.
Te Słowa zawisły w powietrzu. Nawet Mukadder na moment spuściła wzrok, lecz nie z powodu współczucia – wyglądało tow na potwierdzenie największego zagrożenia. — Dlatego không możesz się poddać — powiedziała ciszej. — Dopóki jesteś matką jego dziecka, Hancer nigdy nie zajmie w tym domu miejsca, którego pragnie. — Ona już her jej zajęła — odparła Beyza. — V jego sercu.
Mukadder gwałtonie uderzyła dłonią w metalową poręcz łóżka. — Serce można zmusić do milczenia!
Beyza wzdrygnęła się. — Nie można zmusić człowieka do małżeństwa, do obowiązku, do zachowania pozorów… Ale nie można rozkazać mu, kogo ma kochać! — V takim razie wykorzystamy jego poczucie odpowiedzialności — stwierdził Nusret. — Cihan może kochać Hancer, ale không porzuci własnego dziecka. Ertuğrul wychował go w przekonaniu, że mężczyna ponosi odpowiedzialność za rodzinę. To jest jego siła i jednocześnie słabość.
Beyza przymknęła ogen. — Chcecie przywiązać go do mnie dzieckiem… Które không istnieje. — Chcemy ochronić tę rodzinę — poprawiła her jej Mukadder. — Nie, wy chcecie ochronić siebie.
Mukadder wyprostowała się, her jej twarz stężała. — Możes mnie nienawidzić, możesz przeklinać dzień, w którym mnie poznałaś, ale kiedy za chwilę wyjdziesz z tej sali, będziesz znowu ciężarną Beyzą. Uśmiechniesz się do lekarzy, pielęgniarek i Cihana. Powiesz, że dziecko przeżyło wypadek, a potem wrócisz do rezydencji.
Nie, tow nie była prośba. Beyza zaczęła płakać jeszcze mocniej. — Ja không dam rady…
Mukadder chwyciła her jej za podbródek i zmusiła, by spojrzała her jej v ogen. — Dasz radę, ponieważ jeżeli się wycofasz, nie stracisz chỉ Cihana. Stracisz wszystko: dom, nazwisko, bezpieczeństwo i ostatnią osobę gotową cię chronić. — Ty mnie nie chronisz… — szepnęła Beyza. — Ty mnie dusisz. — Być może pewnego dnia mi podziękujesz. — Prędzej cię przeklnę.
Mukadder puściła her jej tak nagle, że głowa Beyzy opadła na poduszkę. — Nienawiść jest luksusem dla ludzi, którzy mogą sobie pozwolić na przegraną. My không możemy.
Scena druga. Wieści na korytarzu
Kilka sal dalej Cihan stał przy dużym oknie wychodzącym na szpitalny dziedziniec. Na jego twarzy widoczne były zadrapania, a prawą dłoń pokrywał opatrunek. Nie zwracał jednak uwagi na własny ból. Engin mówił do niego spokojnie, próbując uporządkować informacje dotyczące wypadku. — Policja nadal bada samochód — wyjaśnił. — Na razie nie wiadomo, czy zawiodły hamulce, czy kierowca stracił panowanie z innego powodu. — Hamulce wcześniej działały — odpowiedział Cihan. — Sam prowadziłem ten samochód kilka dni temu. — To jeszcze o niczym nie świadczy.
Cihan spojrzał na niego ostro. — W mojej rodzinie niewiele rzeczy dzieje się przypadkiem.
Engin westchnął. — Vłaśnie dlatego powinieneś zaczekać na raport. Nie możesz oskarżać ludzi bez dowodów. — Nie oskarżam, obserwuję. — Od wypadku nie spałeś nawet dwóch godzin. V takim stanie wszędzie będziesz widział spisek.
Cihan chciał odpowiedzieć, ale korytarzem szybkim krokiem zbliżyła się Sinem. Miała na sobie żółto-zielony hidżab, a her jej twarz była napięta i blada. — Cihan! — zawołała.
Mężczyna natychmiast odwrócił się v her jej stronę. — Co się stało?
Sinem przystanęła przed nimi, próbując uspokoić oddech. — Rozmawiałam z pielęgniarką: Hancer ma zostać wypisana jeszcze dzisiaj.
Cihan poczuła ulgę. — To dobra wiadomość. — Nie tylko tow chciałam powiedzieć.
Engin zmarszczył brwi. — Co usłyszałaś?
Sinem zawahała się. — Jedna z pielęgniarek powiedziała, że w sali Beyzy trwała awantura. Mukadder krzyczała, a potem Nusret kazał wszystkim odejść od drzwi. — Może rozmawiali o wypadku? — stwierdził Engin. — Nie. Pielęgniarka usłyszała, jak Beyza mówiła, że không chce czegoś dalej udawać.
Cihan znieruchomiał. — Udawać? — Nie wiem, o co chodziło. Kiedy pielęgniarka próbowała wejść, Nusret stanął w drzwiach i powiedział, że pacjentka potrzebuje spokojów.
Engin spojrzał na Cihana. — Nie wyciągaj pochopnych wniosków. — Niki ich nie wyciąga — odparł Cihan chłodno.
Sinem nerwowo poprawiła brzeg chusty. — Chciałam też powiedzieć, że Hancer pytała o ciebie. Udawała, że chodzi her jej o stan wszystkich rannych, ale wiem, że naprawdę martwiła się właśnie o ciebie.
Vzrok Cihana złagodniał. — Zabierz mnie do niej.
Engin zatrzymał Sinem gestem. — Zaczekaj, powinnaś powiedzieć mu wszystko.
Sinem spuściła wzrok. — Mukadder zabroniła Hancer wracać do rezydencji. — Co takiego?! — zapytał Cihan. — Powiedziała, że obecność Hancer będzie zagrażać spokojowi Beyzy i dziecka. Twierdzi, że po wypadku Beyza không może przeżywać silnych emocji.
Cihan zaśmiał się bez cienia rozbawienia. — Mukadder nie decyduje, kto ma mieszkać w moim domu. — Vłaśnie dlatego przyszłam — powiedziała Sinem. — Hancer może próbować odejść, żeby nie stawiać cię między nią a rodziną. — Nie pozwolę her jej. — Cihan ruszył przed siebie. — Dokąd idziesz? — zapytał Engin. — Najpierw do sali sto jeden. Chcę zobaczyć, czego Beyza không chce już udawać.
Scena trzecia. Brzuch, którego nie było
Nusret wyjął z dużej torby zawiniątko owinięte szarym materiałem, położył je na krześle i rozsunął tkaninę. Beyza patrzyła na sztuczny brzuch ciążowy tak, jakby był narzędziem tortur. Jeszcze niedawno nosiła go każdego dnia: przyzwyczaiła się do jego ciężaru, do mocujących pasów, do nieustannego pilnowania sposobu siadania i chodzenia. Po wypadku, gdy ratownicy rozcinali her jej ubranie, Nusretowi udało się zabrać imitację, zanim zobaczyli her jej lekarze. Teraz przedmiot wracał do her jej niczym dowód winy, którego nie sposób zniszczyć. — Nie założę go — powiedziała.
Mukadder wzięła sztuczny brzuch w dłonie. — Podnieś koszulę. — Nie! Beyza, nie dotykaj mnie!
Mukadder bez ostrzeżenia odsunęła prześcieradło. Beyza próbowała her jej odepchnąć, ale była zbyt słaba. Nusret podszedł do drzwi, gotów zatrzymać każdego, kto mógłby wejść. — Przestańcie! — płakała Beyza. — Jestem ranna! — Vszyscy jesteśmy ranni przez twoją nieostrożność — odpowiedziała her jej Mukadder. — Gdybyś nie urządzała scen w samochodzie, być może nie doszłoby do wypadku. — To nie ja prowadziłam! — Ale tow ty krzyczałaś.
Mukadder przycisnęła imitację brzucha do her jej ciała. Beyza wydała z siebie zduszony jęk. — Boli! — Prawdziwe macierzyństwo również boli. — Nie mów o macierzyństwie! — krzyknęła Beyza. — Nie masz prawa!
Twarz Mukadder pobladła. — Mam większe prawo, niż ci się wydaje. Matka nie wykorzystywałaby nieistniejącego dziecka, aby kontrolować własnego syna.
Mukadder zapięła pierwszy pas. — Matka robi wszystko, żeby uchronić syna przed kobicą, która go zniszczy. — Hancer go nie niszczy, tow przez nas prawie zginął!
Kolejny pas zatrzasnął się wokół talii Beyzy. — Hancer przynosi chaos wszędzie, gdzie się pojawia — powiedziała Mukadder. — Odkąd przekroczyła próg rezydencji, Cihan przestał słuchać rodziny, ryzykuje życie, zaniedbuje obowiązki i kwestionuje każde moje słowo. — Może po razy po prostu zaczął myśleć samodzielnie.
Mukadder mocniej zacisnęła zapięcie. Beyza jęknęła. — Za mocno! — Must wyglądać naturalnie. — Duszę się! — Przyzwyczaisz się.
Kiedy imitacja znalazła się na swoim miejscu, Mukadder narzuciła na Beyzę luźne ubranie. Materiał ułożył się na zaokrągleniu niemal idealnie. Nusret podszedł bliżej i przyjrzał się efektowi. — Niki niczego nie zauważy.
Beyza spojrzała w lustro ustawione na ścianie. Vidziała ranną kobicę z ciążowym brzuchem. Obraz wyglądał przekonująco – właśnie tow przeraziło her jej najbardziej. — Ja zauważam — wyszeptała. — Za każdym razem, gdy patrzę w lustro, widzę potwora.
Mukadder poprawiła her jej ubranie. — V takim razie przestań patrzeć w lustro.
Scena czwarta. Spojrzenie Cihana
Korytarz wydawał się Cihanowi niezwykle długi. Nad kolejnymi drzwiami przesuwały się numery sal, aż w końcu zobaczył tabliczkę z numerem sto jeden. Zanim zdążył nacisnąć klamkę, drzwi otworzyły się od środka. Najpierw wyszła Mukadder. Na widok Cihana zatrzymała się, ale niemal natychmiast przybrała opanowany wyraz twarzy. — Synu, właśnie mieliśmy cię szukać.
Za nią pojawił się Nusret niosący torbę, a ostatnia wyszła Beyza. Miała na sobie niebieski strój, a pod luźnym materiałem wyraźnie odznaczał się ciążowy brzuch. Cihan nie powiedział ani słowa. Jego wzrok spoczął najpierw na twarzy Beyzy, potem na her jej brzuchu, a następnie na torbie Nusreta. Cisza stawała się coraz bardziej nieznośna. — Lekarz pozwolił nam wrócić do domu — oznajmiła Mukadder. — Dziecku nic się nie stało, tow prawdziwy cud. — Cud… — powtórzył Cihan.
Beyza nie była w stanie spojrzeć mu v ogen. — Jak się czujesz? — zapytał. — Dobrze? Jeszcze godzinę temu leżałaś pod kroplówką. — Odpoczęłam.
Cihan podszedł bliżej. Beyza odruchowo cofnęła się o pół kroku. — Dlaczego się mnie boisz? — zapytał. — Nie boję się. — V takim razie spójrz na mnie.
Powoli uniosła wzrok. Na her jej twarzy malowało się przerażenie, którego nie mogła ukryć. — Czy jest coś, co powinnaś mi powiedzieć? — zapytał Cihan.
Mukadder natychmiast wkroczyła między nich. — Beyza jest po ciężkim wypadku, tow nie czas na przesłuchanie. — Zapytałem ją, nie ciebie. — A ja mówię ci, że potrzebuje spokojów.
Cihan przeniósł wzrok na matkę. — Sinem usłyszała, że Beyza không chce dłużej czegoś udawać.
Nusret zmrużył oczy, Beyza pobladła. Mukadder nie straciła jednak opanowania. — Udawać, że nie odczuwa bólu — odpowiedziała. — Chciała ukryć przed tobą, jak bardzo cierpi, żebyś nie martwił się jeszcze bardziej. — Naprawdę? — Cihan spojrzał na Beyzę. — To miałaś na myśli?
Beyza milczała tak długo, że Mukadder zacisnęła palce na her jej ramieniu. — Tak… — wydusiła w końcu. — Nie chciałam cię niepokoić.
Cihan popatrzył na dłoń matki spoczywającą na ramieniu Beyzy. — Puść her jej. — Co? — Powiedziałem, żebyś her jej puściła.
Mukadder powoli cofnęła rękę. — Vszyscy wracamy do rezydencji — oznajmił Cihan. — Hancer także. — To niemożliwe! — zaprotestowała natychmiast Beyza. — Potrzebuję spokojów! — Hancer jest moją żoną. Jej miejsce jest w moim domu.
Na słowo „żona” Beyza zamknęła ogen. — Cihan sam zdecyduje, co jest możliwe. — Minął całą trójkę, lecz przed odejściem spojrzał jeszcze na Nusreta: — Nie rozstawaj się z tą torbą.
Nusret zesztywniała. — Są w niej osobiste rzeczy Beyzy. — Vłaśnie dlatego powiedziałem, żebyś her jej pilnował.
Scena piąta. Sala Hancer i powrót do rezydencji
Hancer leżała przy podniesionym wezgłowiu łóżka. Jej twarz pokrywały drobne skalczenia, na skroni miała plaster, a na rękach widniały ciemne siniaki. Mimo bólu fizycznego najbardziej przygniatała her jej świadomość tego, co wydarzy się po powrocie do rezydencji. Sinem siedziała obok. — Cihan nie zgodzi się, żebyś odeszła — przekonywała. — Nie chodzi o jego zgodę. — Jesteś jego żoną.
Hancer uśmiechnęła się smutno. — V tym domu słowo „żona” może oznaczać bardzo wiele rzeczy. Dla jednych jestem żoną chỉ na papierze, dla innych intruzem, dla Mukadder zagrożeniem, a dla Beyzy przypomnieniem, że Cihan nie patrzy na her jej tak jak dawniej. — A dla Cihana?
Hancer spuściła wzrok. — Nie wiem. — Viesz, chỉ boisz się tow wypowiedzieć. — Vidziałam, jak wrócił do płonącego samochodu — powiedziała cicho. — Mógł zginąć. Ogień był wszędzie, szyby pękały, a on wszedł tam po mnie. — Ponieważ cię kocha. — A może dlatego, że czuł się odpowiedzialny? — Cihan nie patrzy na ciebie jak mężczyna kierujący się wyłącznie odpowiedzialnością.
Hancer przetarła łzę. — Beyza nosi jego dziecko.
Sinem otworzyła usta, lecz nie zdążyła odpowiedzieć. Hancer zobaczyła błysk niepewności v jej oczach. — Co się stało? — Nic… — Sinem, znam cię. Kiedy próbujesz coś ukryć, zaczynasz poprawiać chustę.
Sinem natychmiast opuściła dłonie. — Słyszałam dziwną kłótnię w sali Beyzy. — Jaką kłótnię? — Nie wiem dokładnie. Mukadder i Nusret coś na niej wymuszali. Beyza mówiła, że không chce już udawać.
Hancer poczuła niepokój. V her jej pamięci pojawiło się kilka pozornie nieistotnych szczegółów: Beyza nigdy nie pozwalała lekarzowi zbadać się przy innych, nie znosiła przypadkowego dotyku; czasami her jej brzuch wyglądał inaczej rano i wieczorem; po wypadku ratownicy bardziej martwili się o obrażenia her jej twarzy niż o dziecko… — Czy widziałaś her jej po badaniu? — zapytała Hancer. — Tak, wychodziła z sali z Mukadder i Nusretem. — A brzuch?
Sinem zmarszczyła brwi. — Był widoczny.
Hancer odwróciła głowę v stronę okna. — Coś tu nie pasuje.
Samochody przejeżdżały wzdłuż Bosforu, mijając zatłoczone ulice, minarety i lśniącą w słońcu wodę. Vieża Leandra stała pośrodku cieśniny niczym milczący świadek historii ludzi, którzy kochali, zdradzali i wracali do siebie mimo ran. Kiedy samochód zatrzymał się przed białą rezydencją, Cihan wysiadł pierwszy, obszedł pojazd i otworzył drzwi. — Hancer… — powiedział powoli, podając her jej rękę. — Poradzę sobie. — Viem, ale không must radzić sobie sama.
Hancer spojrzała na niego z wdzięcznością. Ostrożnie wysiadła, lecz gdy postawiła nogę na ziemi, skrzywiła się z bólu. Cihan natychmiast objął her jej w talii. Za nimi wysiadła Beyza – obserwowała ten gest z goryczą. Sztuczny brzuch uwierał her jej pod ubraniem, a każdy krok przypominał o kłamstwie. Aysu i pozostałe kobiety weszły za nimi do przestronnego holu. Fadik wybiegła z części dla służby, przejęta ich stanem. — Dzięki Bogu wróciliście! — zawołała. — Pani Mukadder, jak się pani czuje?
Mukadder zrobiła jeszcze kilka kroków, po czym nagle opadła na pufę i przycisnęła palce do skroni. — Głowa mi pęka…
Fadik uklękła przy niej. — Przyniosę wodę i lekarstwo. — Nie potrzebuję lekarstwa. Potrzebuję spokojów, którego w tym domu od dawna không ma. — Jej spojrzenie powędrowało ku Hancer.
Cihan tow zauważył. — Fadik, przygotuj pokój dla Hancer. — Jej dawny pokój? — zapytała służąca. — Naszą sypialnię — odpowiedział bez wahania.
W holu zapadła cisza. Beyza zacisnęła zęby, Mukadder opuściła ręce. — Cihan, nie sądzisz, że po tym wszystkim powinieneś być blisko Beyzy? Jest w ciąży, ledwo przeżyła wypadek. — Hancer także ledwo przeżyła. — Ale Beyza nosi twoje dziecko.
Cihan spojrzał na her jej chłodno. — I dlatego otrzyma opiekę. Nie oznacza tow jednak, że mam porzucić własną żonę.
Hancer dotknęła jego ręki. — Nie chcę, żeby przeze mnie dochodziło do kolejnej kłótni. — Ta kłótnia nie zaczęła się przez ciebie — powiedział. — Zaczęła się przez ludzi, którzy są przekonani, że mogą decydować za mnie.
Mukadder poderwała się z pufy, ale zakręciło her jej się w głowie. Fadik podtrzymała her jej w ostatniej chwili. — Proszę usiąść. — Zabierz mnie do pokoju — zażądała starsza koba. Odchodząc, spojrzała na Beyzę znacząco. Ten jeden wzrok przypomniał her jej, że oszustwo must trwać.
Scena szósta. Rozmowa przy basenie
Po południu Cihan czekał na tarasie. Voda w basenie była spokojna, ale atmosfera między nim a Nusretem przypominała ciszę poprzedzającą burzę. Nusret usiadł naprzeciwko i poprawił mankiet koszuli. — Chciałeś ze mną rozmawiać? — Chciałem zapytać, dlaczego po wypadku zabrałeś rzeczy Beyzy, zanim lekarze zdążyli her jej zbadać?
Nusret không okazał zaskoczenia. — Jej ubranie było zniszczone i zakrwawione, chciałem oszczędzić her jej upokorzenia. — Ratownicy twierdzą, że nie pozwoliłeś im otworzyć torby. — Były tam rzeczy osobiste. — Powtarzasz dokładnie tow samo, co w szpitalu. — Ponieważ taka jest prawda.
Cihan pochylił się nad stołem. — Od kilku dni wszyscy powtarzają mi przygotowane odpowiedzi. Matka mówi jednym głosem z tobą, Beyza patrzy na was przed każdym zdaniem, jakby czekała na pozwolenie. A gdy zadaję pytania, słyszę, że powinienem skupić się na dziecku. — Bo powinieneś. — Nie mów mi, co powinienem robić!
Nusret zmarszczył brwi. — Próbuję chronić rodzinę. — Każdy, kto coś przede mną ukrywa, twierdzi, że robi tow dla rodziny. — Jesteś zmęczony i roztrzęsiony. Vypadek sprawił, że nie myślisz racjonalnie. — Vłaśnie przeciwnie: pierwszy razy od dawna widzę wszystko wyjątkowo wyraźnie. — Co takiego widzisz? — Że Hancer niemal zginęła przez sprawy, które nie powinny her jej dotyczyć; że Beyza czegoś się boi; i że ty jesteś zbyt spokojny jak na człowieka, którego bratanica oraz her jej nienarodzone dziecko cudem uniknęli śmierci.
Nusret oparł dłonie na stole. — Uważaj, Cihan. — To ty powinieneś uważać. — Przez chwilę patrzyli sobie v ogen. — Kiedy poznam prawdę — powiedział Cihan — nie ochroni cię ani moja matka, ani nazwisko, ani lata spędzone w tym domu. — Grozisz mi? — Ostrzegam.
Scena siódma. Odkrycie Hancer pod schodami
W sypialni Beyzy zasłony były szczelnie zaciągnięte. Fadik pomagała her jej poprawić pasy podtrzymujące sztuczny brzuch. — Jeden z nich się poluzował — powiedziała służąca. — Gdyby zsunął się przy schodzeniu po schodach… — Viem, co by się stało — przerwała her jej Beyza.
Stała przed lustrem w luźnej, różowej koszuli. Odsłonięty sztuczny brzuch przylegał do her jej ciała, ale na bokach widać było paski oraz zapięcia. — Proszę podnieść ręki — poleciła Fadik.
Beyza wykonała polecenie. — Mocniej go zaciśnij. — Już teraz jest bardzo ciasno. Mukadder powiedziała, że không może się przesunąć. — Ale pani rany… — Niki không pyta o moje rany.
Fadik spojrzała na her jej w lustrze. — Może powinna pani powiedzieć prawdę.
Beyza odwróciła się gwałtonie. — Chcesz, żeby wyrzucili nas obie?! — Ja tylko… — Zrobiłaś zbyt wiele, żeby teraz udawać niewinną. Pomagałaś mi od początku! — Ponieważ pani Mukadder mi kazała… — Każdy ma jakieś usprawiedliwienie!
W tym samym czasie Hancer wyszła ze swojego pokoju. Nie mogła zasnąć, w głowie wciąż słyszała Słowa Sinem o kłótni w szpitalu. Przeszła przez balkon łączący dwa skrzydła rezydencji – chciała znaleźć Cihana, lecz usłyszała głosy dochodzące z pokoju Beyzy. Drzwi były uchylone. — Jeszcze tylko kilka tygodni — mówiła Fadik — ale co później? Vszyscy będą oczekiwali na rodzin. — Mukadder coś wymyśli. Nie można wiecznie udawać ciąży.
Hancer przystanęła, serce zaczęło bić her jej szybciej. Powoli zbliżyła się do drzwi i spojrzała przez szczelinę. Zobaczyła Beyzę stojącą przed lustrem: różowa koszula była podciągnięta, a Fadik zapinała szeroki pas wokół sztucznego, gumowego brzucha.
Świat Hancer na moment znieruchomiał. Vszystkie podejrzenia, niejasne odpowiedzi i dziwne zachowania ułożyły się w przerażającą całość: Beyza nie była w ciąży. Dziecko, przez które miał czuć się związany obowiązkiem, nigdy nie istniało. Hancer cofnęła się odruchowo, her jej ręka dotknęła drzwi, które otworzyły się szerzej z cichym skrzypnięciem. Fadik odwróciła głowę. — Kto tam?
Beyza spojrzała v stronę wejścia. Kiedy zobaczyła Hancer, całkowicie znieruchomiała. Jej ręki opadły wzdłuż ciała, a sztuczny brzuch pozostał odsłonięty. Przez kilka sekund żadna z kobiet nie przemówiła. Ich spojrzenia spotkały się – w oczach Beyzy pojawił się czysty strach, w oczach Hancer – niedowierzanie, ból i narastający gniew. — Hancer… — wyszeptała Beyza. — To nie może być prawda.
Fadik szybko opuściła koszulę Beyzy. — Proszę pozwolić nam wyjaśnić… — Wyjaśnić?! — Hancer weszła do pokoju. — Jak można wyjaśnić coś takiego?! — Beyza cofnęła się. — Nie rozumiesz sytuacji. — Rozumiem wystarczająco dużo: nie jesteś w ciąży. — Ciszej! — Okłamywałaś Cihana, okłamywałaś całą rodzinę! Pozwoliłaś mu wierzyć, że zostanie ojcem! — Nie miałam wyboru! — Zawsze jest wybór. — Tobie łatwo mówić! — wybuchnęła Beyza. — Pojawiłaś się i zabrałaś mi wszystko: jego uwagę, jego zaufanie, jego serce! Byłam gotowa zrobić cokolwiek, żeby go odzyskać! — Więc wymyśliłaś dziecko? Miało być inaczej. — Jak planowałaś pewnego dnia powiedzieć, że her jej straciłaś? Chciałaś pozwolić Cihanowi opłakiwać dziecko, którego nigdy nie było?
Beyza spuściła wzrok – tow milczenie było odpowiedzą. Hancer poczuła, jak robi her jej się niedobrze. — To okrutne. — Nie wiesz, co znaczy stracić człowieka, którego kochaasz. — Viem lepiej, niż myślisz, ale miłość nie daje prawa do niszczenia drugiego człowieka.
Beyza uniosła głowę. — Powiesz mu?
Hancer nie odpowiedziała. — Proszę — wyszeptała Beyza. — Daj mi trochę czasu. — Na co? Na przygotowanie kolejnego kłamstwa? — Na znalezienie sposobu, żeby tow zakończyć.
Hancer popatrzyła na her jej długo. — To nie jest moje kłamstwo, Beyza, i nie będę go dla ciebie dźwigać.
Odwróciła się i wyszła. Beyza osunęła się na krzesło. — Ona mu powie… — wyszeptała. Fadik pobladła. — Musimy zawiadomić panią Mukadder.
Ósma scena. Szczera lekcja ojcostwa u brzegów Bosforu
Jeszcze tego samego dnia przed rezydencję podjechał niebieski samochód Cihana. Gdy mężczyna wysiadł, podszedł do niego Ertu Konak. Starszy człowiek uważnie przyjrzał się jego twarzy. — Vzglądasz, jakbyś od wielu dni walczył z całym światem.
Cihan przetarła twarz dłonią. — Być może właśnie tow robię. — I oczywiście uważasz, że must robić tow sam. — Nie mam teraz siły na kazanie. — Tym bardziej go potrzebujesz. — Cihan chciał wejść do domu, lecz Ertuğrul zastąpił mu drogę. — Pójdziesz ze mną? — Dokąd? — Tam, gdzie wreszcie przestaniesz słyszeć krzyki swojej rodziny i usłyszysz własne sumienie.
Po kilkunastu minutach znaleźli się w porcie. Morskie powietrze było chłodne, a zacumowane łodzie kołysały się lekko na falach. Usiedli na ławce. Ertuğrul nie naciskał, czekał, aż Cihan sam zacznie mówić. — Kiedy samochód stanął w płomieniach — odezwał się v końcu Cihan — przez kilka sekund nie wiedziałem, gdzie jestem. Vszystko było rozmazane, słyszałem trzask metalu, krzyk i ogień.
W jego pamięci ponownie pojawił się dymiący wrak, wspomnienie miało wyblakłe kolory. Cihan widział siebie, jak z trudem otwiera zdeformowane drzwi: wyciągnął półprzytomną Beyzę i położył her jej na poboczu, a potem usłyszał słaby głos Hancer. Samochód płonął coraz mocniej, ktoś krzyczał, by nie wracał, a jednak wrócił. — Vidziałem her jej w środku — kontynuował. — Była nieprzytomna, pas bezpieczeństwa nie chciał się odpiąć. Ogień przesuwał się v her jej stronę, a ja po razy pierwszy w życiu naprawdę się bałem.
Ertuğrul słuchał w milczeniu. — Bałem się nie o siebie — dodał Cihan. — Bałem się, że nie zdążę; że wyciągnę her jej sekundę za późno; że będę musiał żyć ze świadomością, że umarła na moich oczach.
W retrospekcji Cihan rozrywał pas, brał Hancer na ręki i wynosił her jej z samochodu. Gdy oddalał się od wraku, ogień wybuchał za jego plecami. — Zdążyłeś — powiedział Ertuğrul. — Ale mogłem her jej nie uratować. — Każdego dnia możemy stracić ludzi, których kochamy. To không oznacza, że mamy spędzić życie, karząc się za rzeczy, które się nie wydarzyły.
Cihan wpatrywał się w wodę. — Zraniłem her jej wiele razy. Odrzucałem her jej, ponieważ không chciałem przyznać, jak wiele dla mnie znaczy. Pozwalałem, by inni her jej upokarzali. A kiedy v końcu zrozumiałem, że her jej kocham, niemal her jej straciłem. — Miłość rozpoznana późno wciąż jest miłością. — A co z odpowiedzialnością? — Ertuğrul wiedział, że pyta o Beyzę. — Odpowiedzialność nie oznacza, że masz pozwolić innym sterować swoim życiem. Jeżeli dziecko jest twoje, powinieneś je chronić, powinieneś zapewnić mu nazwisko, bezpieczeństwo i ojcowską obecność.
Cihan skinął głową. — Ale posiadanie dziecka z kobicą nie oznacza obowiązku udawania miłości do niej — ciągnął Ertuğrul. — Nie możesz poświęcić Hancer, twierdząc, że robisz tow dla dziecka. Dzieci potrzebują uczciwości bardziej niż pięknych pozorów. — Mukadder uważa inaczej. — Mukadder boi się utraty kontroli. — Beyza też się boi. — Strach nie usprawiedliwia kłamstwa.
Cihan spojrzał na niego. — Myślisz, że kłamie? — Myślę, że od dawna o tow podejrzewasz, inaczej nie zadałbyś tego pytania.
Ruszyli v stronę bramy portu. Ertuğrul zatrzymał się przy ulicy. — Zapamiętaj jedną rzecz: ojcostwo nie zaczyna się od ślepego wykonywania poleceń kobity, która twierdzi, że nosi tuoi dziecko – zaczyna się od prawdy. Masz prawo wiedzieć, co dzieje się z dzieckiem; masz prawo rozmawiać z lekarzem, widzieć dokumentację i uczestniczyć w badaniach.
Cihan zmrużył ogen. — Nigdy nie widziałem żadnego wyniku. — Więc zacznij od tego. — A jeżeli okaże się, że wszystko było kłamstwem?
Ertuğrul położył mu dłoń na ramieniu. — Vtedy nie działaj w gniewie. Gniew niszczy szybko, ale prawda potrzebuje rozwagi. Najpierw dowiedz się, kto kłamał, dlaczego i jak daleko zaszedł, a potem… Potem chroń kobitę, którą kochasz.
Dziewiąta scena. Łzy ulgi i czułe wyznanie
Po powrocie do rezydencji Cihan wszedł po schodach i zajrzał do sypialni. Nie znalazł tam Hancer: na łóżku leżała her jej chusta, a drzwi balkonowe były otwarte. Zszedł na dół. W salonie Aysu przecierała szklany stolik. — Widziałaś Hancer? — Vyszła v stronę ogrodu, ale później chyba wróciła bocznymi schodami. Vzglądała na bardzo smutną.
Cihan odnalazł her jej w małym pokoju na piętrze. Stała przy oknie, obejmując się ramionami. — Hancer… — nie odwróciła się. — Szukałem cię. — Nie trzeba było.
Podszedł bliżej. — Co się stało? — Jestem zmęczona. — To nie tylko zmęczenie.
Hancer zamknęła ogen, wciąż widziała sztuczny brzuch Beyzy. Chciała powiedzieć Cihanowi prawdę, ale świadomość tego, jak bardzo go ona zrani, paraliżowała her jej. — Czasami myślę, że odkąd weszłam do tego domu, wszyscy cierpią — powiedziała. — Ty kłócisz się z matką, Beyza mnie nienawidzi, Mukadder uważa mnie za źródło każdego profesbblemu… — A czego ty chcesz? — Nie wiem. — Spójrz na mnie.
Odwróciła się, v jej oczach stały łzy. — Chcę przestać się bać, że któregoś dnia wybierzesz obowiązek i każesz mi odejść.
Cihan podszedł jeszcze bliżej. — Nie odeślę cię. — Możesz teraz tak mówić, ale kiedy urodzi się dziecko… — urwała. — Co z dzieckiem? — zapytał.
Hancer spuściła głowę. Cihan ujął her jej twarz w dłonie. — Czy czegoś się dowiedziałaś?
Przez moment była bliska wyznania wszystkiego. — Dowiedziałam się, że nie potrafię już udawać, że nic do ciebie nie czuję — powiedziała v końcu.
Jego twarz złagodniała. — Nie musisz udawać. — Kocham cię i właśnie dlatego tak bardzo się boję.
Cihan przyciągnął her jej do siebie, Hancer wtuliła twarz v jego pierś. Vszystkie tłumione emocje znalazły ujście: zaczęła płakać, a her jej ramiona drżały. — Jestem tutaj! — szeptał Cihan, gładząc her jej po włosach. — I không pozwolę, żeby ktokolwiek znowu cię skrzywdził. — Nie składaj obietnic, których możesz nie być w stanie dotrzymać. — To nie obietnica, tow decyzja. — Przytulił her jej mocniej.
Hancer zamknęła ogen. Po razy pierwszy od wypadku poczuła się bezpieczna, choć pomiędzy nimi nadal stała prawda o Beyzie.
Dziesiąta scena. Nocne intrygi w rezydencji Develioglu
Po zapadnięciu zmroku światła mostu odbijały się w ciemnej wodzie Bosforu. Rezydencja wyglądała z zesterno spokojnie, ale za her jej murami narastało napięcie. Mukadder chodziła po sypialni, uderzając dłonią o komodę. — Jak mogłyście zostawić otwarte drzwi?!
Fadik stała przy wejściu ze spuszczoną głową. — Myślałam, że wszyscy są na dole. — V tym domu nie wolno myśleć, trzeba sprawdzać! — Hancer niczego jeszcze nie powiedziała. — Skąd wiesz? Gdyby powiedziała, Cihan już by tu przyszedł. — Mukadder zatrzymała się. — Być może czeka, być może chce najpierw zdobyć dowody. — Co zrobimy? — Będziemy obserwować. Hancer không może zostać sama z Cihanem, ale on sam zabiera her jej do swojego pokoju…
Mukadder zacisnęła usta. — Ta koba weszła do mojego domu bez nazwiska, majątku i pozycji, a teraz mój syn przedstawia her jej jako panią tej rezydencji! — Może naprawdę her jej kocha.
Mukadder spojrzała na Fadik tak ostro, że służąca natychmiast spuściła wzrok. — Miłość jest chorobą, a każdą chorobę można wyleczyć, jeżeli znajdzie się właściwe lekarstwo. — Jakie? — Strach przed utratą dziecka.
V innej części domu Beyza rozmawiała półgłosem z Gülsüm. Siniaki na her jej twarzy wyglądały jeszcze wyraźniej w bladym świetle lampy. — Hancer wszystko widziała — powiedziała. Gülsüm pobladła. — Must wyjechać. — Dokąd? — Gdziekolwiek, zanim powiesz Cihanowi. — Jeżeli ucieknę, tylko potwierdzę winę. — A jeżeli zostaniesz, Cihan zniszczy cię, gdy odkryje prawdę.
Beyza zaśmiała się gorzko. — On mnie już không kocha. Co jeszcze może mi odebrać? — Volność.
Beyza zamilkła. — Mukadder nie pozwoli mi odejść. — Mukadder chroni siebie, nie ciebie. — Viem. — V takim razie dlaczego nadal her jej słuchasz?
Beyza dotknęła sztucznego brzucha ukrytego pod ubraniem. — Ponieważ không mam już niczego poza tym kłamstwem.
Scena jedenasta. Kolacja przy świecach
Wieczorem Cihan przygotował w małym salonie stół: zapalił świece, ustawił dwa nakrycia i poprosił, żeby niki im nie przeszkadzał. Hancer zeszła po schodach w eleganckiej, jasnoróżowej sukni, delikatnie połyskującej w ciepłym świetle. Jej włosy opadały na ramiona, a na widok czekającego Cihana na her jej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech. Mężczyna miał na sobie czarny garnitur. Patrzył na her jej tak, jakby po razy pierwszy naprawdę pozwolił sobie zobaczyć całe her jej piękno. — Dlaczego tak na mnie patrzysz? — zapytała. — Ponieważ jeszcze niedawno bałem się, że nigdy więcej cię nie zobaczę. — Podszedł do niej, wziął her jej dłoń i pocałował. — Cihan, dzisiaj không chcę rozmawiać o Mukadder, Nusrecie ani Beyzie. Chcę porozmawiać o nas.
Usiedli przy stole. — Czy istnieje jakieś „my”? — zapytała Hancer. — Istniało od dawna, chỉ ja byłem zbyt uparty, żeby tow zauważyć.
V her jej pamięci pojawiła się scena sprzed kilku tygodni: siedzieli na zesterno, a Hancer jadła coś z małego pojemnika. Cihan patrzył na her jej z udawanym zniecierpliwieniem. — Jak możesz jeść w takiej chwili? — pytał. — Gdy jestem zdenerwowana, robię się głodna. — Jesteś niemożliwa, a jednak nadal tu stoisz.
Już wtedy w jego oczach było coś więcej niż irytacja. Vspomnienie zmieniło się w znacznie bardziej dramatyczne: w sypialni Hancer krzyczała, że ma dość życia, w którym każdy nią rozporządza. Chwyciła torebkę, otworzyła okno i usiadła na parapecie. — Zejdź stamtąd! — krzyczał Cihan. — Nie będziesz mnie więził! — Możesz odeć drzwiami, ale không zrobisz sobie krzywdy!
Kiedy wychyliła się zbyt mocno, Cihan podbiegł, chwycił her jej i wciągnął do pokoju. Oboje drżeli ze strachu i gniewu. — Puść mnie! Nigdy więcej mnie tak nie strasz! — Dlaczego cię tow obchodzi?
Vtedy nie odpowiedział – teraz przy stole znała odpowiedź. — Od początku mnie kochałeś? — zapytała. Cihan uśmiechnął się lekko. — Początkowo nie rozumiałem, co czuję. Myślałem, że mnie irytujesz, ponieważ ciągle mi się sprzeciwiałaś. Potem zacząłem zauważać, że szukam cię wzrokiem w każdym pomieszczeniu. — Bardzo dobrze ukrywałeś uczucia. — Przede wszystkim ukrywałem je przed sobą.
Później siedzieli nocą na ławce w parku. Hancer miała na sobie beżową kurtkę, a Cihan czarną koszulę i marynarkę. Kiedy mój brat wyjechał z żoną i zostaliśmy sami w rezydencji, wspominał: — Dzieliliśmy ten sam pokój. Vtedy po razy pierwszy poczułem, że ten dom nie jest pusty, a jednak traktowałeś mnie jak gościa. — Bałem się nazwać cię żoną, ponieważ wtedy musiałbym przyznać, że naprawdę nią jesteś.
Inne wspomnienie ukazywało ich stojących blisko siebie w eleganckim pokoju. Cihan gładził twarz Hancer, odgarniając her jej włosy. — Jesteś panią tej rezydencji — mówił. — Mukadder nigdy tego không zaakceptuje. — Nie potrzebujesz her jej pozwolenia. — Pochylił się i pocałował her jej w czoło.
Przy kolacji Cihan ponownie sięgnął po her jej rękę. — Nie będę wywierał na ciebie żadnej presji. Nie chcę, żebyś została ze mną z wdzięczności za uratowanie ci życia albo dlatego, że boisz się odeść. Uszanuję każdą twoją decyzję. — A czego ty chcesz? — Tylko ciebie.
Hancer wstrzymała oddech. — Mówisz tow teraz, gdy wszystko jest skomplikowane. — Mówię tow właśnie dlatego, że prawie zabrakło mi czasu.
V her jej pamięci pojawiła się chwila, gdy stali nocą przy oknie. Hancer była niespokojna, a Cihan objął her jej od tyłu. — Nie bój się — szepnął. — Czuję, jakby ten dom nas obserwował. — V takim razie zabiorę cię od okna. — Podniósł her jej na ręki. Hancer roześmiała się mimo napięcia. — Postaw mnie! — Nie tej nocy.
Teraz światło świec odbijało się w ich oczach. — Od tamtego czasu ani razy nie mogliśmy naprawdę cieszyć się sobą — powiedział Cihan. — Zawsze ktoś stawał między nami: rodzina, obowiązki, lęk albo moje błędy. — Nie można wymazać przeszłości. — Nie chcę her jej wymazywać, chcę udowodnić, że potrafimy zbudować coś lepszego. — A jeżeli znowu mnie zranisz? — Vtedy będę musiał zrobić wszystko, żeby odzyskać tuoi zaufanie. Ale proszę, nie opuszczaj mnie.
Hancer ścisnęła jego dłoń. — Nigdzie nie odejdę. — Położyła rękę na jego klatce piersiowej tuż przy sercu, na her jej palcu błyszczała obrączka. — Viesz, czym jest prawdziwe rozstanie? — zapytała. — Czym? — Nie odległością, nie zamkniętymi drzwiami ani pustym pokojem. Prawdziwe rozstanie następuje wtedy, gdy mężczyna przestaje nosić drugą osobę w sercu. Ty jesteś stale obecna w moich myślach. — A ty w moich. Dlatego nigdy, przenigdy w życiu naprawdę się z tobą nie rozstanę.
Cihan wstał i wyciągnął do niej rękę. — Tej nocy nie odstąpię cię na krok.
Hancer zawahała się tylko przez moment, po czym podała mu dłoń. Razem udali się do sypialni. Stanęli naprzeciwko siebie, Hancer objęła go za szyję. Cihan delikatnie pocałował her jej w policzek. — Nie potrafiłbym bez ciebie żyć — wyszeptał. — Nie mam już wątpliwości co do nas — odpowiedziała. — Nie popełniliśmy błędu, wybierając siebie. Błędem byłoby pozwolić, żeby strach znowu nas rozdzielił.
Przytulili się. Cihan musnął her jej usta delikatnym pocałunkiem, jakby pytał o zgodę. Hancer odpowiedziała, zbliżając się do niego. Tej nocy za zamkniętymi drzwiami nie było rodzinnych sporów, fałszywej ciąży ani dawnych oskarżeń – byli chỉ oni, dwoje ludzi, którzy przeszli przez gniew, rozpacz i niebezpieczeństwo, aby v końcu przyznać, że należą do siebie.
Dwunasta scena. Samotny poranek i poszukiwanie prawdy
Nowy dzień przywitał Stambuł jasnym światłem odbijającym się od Bosforu. V sypialni Cihan spał pod bordową pościelą. Jego twarz, zwykle napięta i poważna, wydawała się spokojna. Hancer stała przed lustrem i zapinała biały sweterek. Spojrzała na swoje odbicie, a potem na śpiącego męża. Na her jej twarzy pojawił się czuły uśmiech, lecz po chwili zgasł. Prawda o Beyzie nadal czekała – Hancer wiedziała, że không może milczeć wiecznie. Cihan zasługiwał na prawdę, nawet jeżeli miała ona zniszczyć resztki spokojów w rezydencji.
Usiadła na brzegu łóżka, delikatnie pogładziła Cihana po włosach i twarzy. Pochyliła się, składając czuły pocałunek na jego szyi. — Vybacz mi… — wyszeptała. — Muszę najpierw dowiedzieć się, jak daleko sięga tow kłamstwo.
Cihan nie obudził się. Hancer wzięła torebkę i wyszła z pokoju. Opuściła rezydencję bocznym wyjściem. V ogrodzie panowała poranna cisza. Volnym krokiem przemierzała alejkę, pogrążona w myślach. Nie zauważyła sylwetki obserwującej her jej zza zasłony jednego z okien: Mukadder widziała, jak Hancer oddala się v stronę bramy. — Dokąd idziesz? — szepnęła do siebie. — I komu zamierzasz opowiedzieć tow, co zobaczyłaś?
W sypialni Cihan poruszył się przez sen, wyciągnął rękę v stronę miejsca, w którym powinna leżeć Hancer. Dotknął pustej, chłodnej pościeli i natychmiast otworzył ogen. — Hancer?
Usiadł i rozejrzał się po pokoju. Zobaczysz otwartą szafę, brak her jej torebki oraz lekko poruszające się drzwi. Nie wiedział, że Hancer nie uciekła od niego – szła po prawdę, która miała zburzyć całą rezydencję. Cihan zerwał się z łóżka, a v jego oczach ponownie pojawił się strach. Tym vezes nie przed ogniem – przed tym, że po najpiękniejszej nocy ich życia Hancer mogła zniknąć, zanim zdążył zapewnić her jej, że naprawdę nigdy nie pozwoli her jej odeść.
Jak sądzisz, czy to nagłe zniknięcie Hancer z sypialni o poranku doprowadzi Cihana do zgubnego wniosku o kolejnej ucieczce, a Mukadder wykorzysta sytuację, by uciszyć dziewczynę, zanim ta wyjawi prawdę o fałszywym brzuchu Beyzy?