Rozejrzał się nerwowo.
– Czy Cihan wie, że tu przyszłaś?
– Nie.
To jedno słowo wystarczyło, by poczuł jeszcze większy niepokój.
– Jeśli ktoś cię śledził…
– Nikt mnie nie śledził. Byłam ostrożna.
– Nie powinnaś była przychodzić sama.

– A gdzie miałam pójść? Do domu, w którym wszyscy chcą decydować za mnie? Do Cihana, który nie pozwala mi nawet dokończyć zdania?
Melich zauważył, że jej dłonie lekko drżą.
– Co się stało?
Sinem przez chwilę milczała.
td4729
– Muszę z tobą porozmawiać. Nie tutaj. Proszę.
W jej głosie było coś, co sprawiło, że Melich od razu potraktował sprawę poważnie.
Poinformował kolegów, że wróci za jakiś czas, po czym razem z Sinem ruszył w stronę spokojniejszej części miasta, prowadzącej do nadmorskiego parku.
Szli obok siebie w milczeniu. Między nimi pozostawał niewielki dystans, który tego dnia wydawał się większy niż kiedykolwiek wcześniej.
Melich czuł, że wydarzyło się coś ważnego. Nie wiedział jeszcze, czy rozmowa przyniesie mu największe szczęście, czy odbierze ostatnią nadzieję.
Park znajdował się zaledwie kilka minut drogi od postoju taksówek. Było to miejsce, gdzie miejski hałas ustępował szumowi morza, krzykom mew i spokojnym rozmowom spacerowiczów.
Melich i Sinem szli powoli wzdłuż nadmorskiej alejki. Przez dłuższą chwilę żadne z nich się nie odzywało. Melich coraz bardziej martwił się zachowaniem kobiety.
W końcu przerwał milczenie.
– Sinem, przestraszyłaś mnie.
– Nie chciałam.
– Pojawiasz się nagle na postoju, prosisz o rozmowę, a potem przez całą drogę nic nie mówisz. Jak mam się nie martwić?
– Musiałam zebrać myśli.
– I nadal je zbierasz?
Sinem westchnęła ciężko.
– To, co chcę powiedzieć, nie jest łatwe.
Melich spojrzał na nią uważnie.
– Czy coś stało się z Mine?

– Nie. Z nią wszystko w porządku.
Na jego twarzy pojawiła się wyraźna ulga.
– W takim razie chodzi o Cihana?
Kobieta skinęła głową.
– Wrócił z podróży i rozmawiałam z nim.
– Powiedziałaś mu o nas?
Sinem zatrzymała się przy kamiennej balustradzie i spojrzała na morze.
– Powiedziałam mu, że chcę ponownie wyjść za mąż.
Melich zesztywniał.
– I co odpowiedział?
– Najpierw patrzył na mnie tak, jakbym powiedziała coś niewybaczalnego. Jakbym zdradziła rodzinę tylko dlatego, że chcę być szczęśliwa.
– Czy wie, że chodzi o mnie?
– Nie. Nie zdążyłam mu powiedzieć.
– Dlaczego?
– Bo nie chciał słuchać. Nie zapytał, kim jesteś. Nie zapytał, od kiedy cię znam. Nie interesowało go, co do ciebie czuję. Wystarczyło mu jedno słowo – małżeństwo.
Melich spuścił wzrok.
– Może gdyby znał moje imię…
Sinem uśmiechnęła się gorzko.
– Myślisz, że to by coś zmieniło? Dla niego jesteś tylko taksówkarzem bez wielkiego nazwiska.
Melich milczał.
Oboje wiedzieli, że Cihan należał do ludzi, którzy oceniali innych przez pryzmat pochodzenia, majątku i pozycji społecznej.
– Chciałem od początku porozmawiać z nim osobiście – powiedział Melich. – Powinien usłyszeć prawdę ode mnie.
– Nie dopuściłby cię nawet do drzwi.
– Mimo wszystko spróbowałbym.
– A potem? Spojrzałby na ciebie tak samo jak na wszystkich ludzi, których uważa za gorszych od siebie.
– Nie obchodzi mnie jego spojrzenie.
– Mnie też nie powinno. A jednak boli mnie to bardziej, niż chciałabym przyznać.
W jej oczach pojawiły się łzy.
– Powiedz mi wszystko – poprosił Melich.
Sinem wzięła głęboki oddech.
– Weszłam do jego gabinetu. Rozmawiał spokojnie, dopóki mówiłam o codziennych sprawach. Ale kiedy wspomniałam o ślubie, wszystko się zmieniło.
Przypomniała sobie tamtą rozmowę.
Cihan odłożył dokumenty i spojrzał na nią chłodno.
– Chcesz wyjść za mąż?
– Tak.
– To niemożliwe.
td4729
– Dlaczego?
– Bo masz córkę. Bo należysz do tej rodziny. Nie możesz podejmować takich decyzji bez zastanowienia.
– Myślałam o tym bardzo długo.
– Najwyraźniej za krótko.
Sinem wróciła myślami do teraźniejszości.
– Powiedział, że nie wiem, czego chcę. Wyobrażasz sobie? Przez lata sama wychowywałam Mine, sama podejmowałam wszystkie decyzje. A teraz nagle jestem dzieckiem, które nie rozumie własnych uczuć.
– Może po prostu się o ciebie boi – próbował powiedzieć Melich.
– Można się bać inaczej. Można pytać. Można próbować zrozumieć. On nawet nie chciał poznać człowieka, którego wybrałam.
– Co jeszcze powiedział?
Sinem zacisnęła dłonie.
– Powiedział, że nazwisko Develioglu nie może zostać wystawione na pośmiewisko.
Melich poczuł gniew.
– Nie zapytał, czy mnie kochasz. Nie zapytał, czy będę dobry dla Mine. Nie zapytał nawet, czy jestem przy tobie szczęśliwa. Najważniejsze było nazwisko.
– Dla niego rodzina zawsze była najważniejsza.
– Jeśli rodzina oznacza tylko majątek, pozycję i dumę, to nie chcę być częścią takiej rodziny.
Jej głos zadrżał.
– Najbardziej boli mnie to, że człowiek, którego uważałam za brata, nie potrafi zobaczyć we mnie dorosłej kobiety.