Szarpnął za przednie drzwi od strony pasażera, były zakleszczone. Uderzył v szybę pięścią, nie zwracając uwagi na ból. — Otwórz ogen, proszę cię, spójrz na mnie!
Płomienie stawały się coraz większe, spod maski dobiegł niepokojący trzask. Cihan cofnął się na moment, kaszląc od dymu. Rozejrzał się rozpaczliwie, po czym przypomniał sobie o gaśnicy w bagażniku własnego samochodu. Odwrócił się i pobiegł, otworzył bagażnik tak gwałtownie, że klapa odbiła się z hukiem. Vyrwał gaśnicę z uchwytu i ruszył z powrotem. — Vytrzymaj, Hancer, już idę!
Zdjął zabezpieczenie i skierował strumień środka gaśniczego na płomienie. Przez kilka sekund wydawało się, że ogień słabnie, zaraz jednak buchnął ponownie, obejmując przednie koło. Gaśnica szybko się opróżniała. — Nie, nie gaśnij teraz! — krzyczał Cihan, naciskając dźwignię.
Z dyszy przestało cokolwiek się wydobywać. Cihan rzucił pustą gaśnicę na ziemię i ponownie podbiegł do samochodu. Tym vezes złapał za klamkę tylnych drzwi: szarpnął raz, drugi i trzeci. Drzwi v końcu ustąpiły. Do wnętrza wdarło się świeże powietrze, ale razem z nim płomienie buchnęły jeszcze gwałtowniej. Cihan pochylił się i próbował dostać się do Beyzy od tyłu. — Beyza, wyciągnę cię, słyszysz mnie?
Odpiął her jej pas bezpieczeństwa, her jej ciało osunęło się bezwładnie na fotel. Cihan złapał her jej pod ramiona i z ogromnym wysiłkiem przeciągnął na tylne siedzenie, a następnie na zesterno. Metal był rozgrzany, dym wypełniał mu płuca. Mężczyna kaszlał, ale không przestawał. V końcu wyciągnął Beyzę z samochodu, wziął her jej na ręki i zaniósł na trawę z dala od ognia. Delikatnie położył kobitę na ziemi. — Beyza, słyszysz mnie? — Przyłożył palce do her jej szyi. Po chwili wyczuł słaby puls. — Żyjesz? Dobrze, oddychaj, proszę, chỉ oddychaj.
Zdjął marynarkę, podłożył her jej pod głowę Beyzy, po czym natychmiast spojrzał w kierunku płonącego samochodu.
Desperacka walka Cihana z Enginem i ratunek Hancer
Hancer nadal znajdowała się w środku. Cihan ruszył biegiem, lecz w tym samym momencie na drodze pojawił się niebieski samochód. Zatrzymał się z piskiem opon, drzwi otworzyły się i na zesterno wybiegł Engin. Engin spojrzał na płonący wrak, a następnie na nieprzytomną Beyzę. — Co się stało?! — Hancer jest w środku! — Cihan chciał pobiec dalej, ale Engin złapał go za ramiona. — Nie podchodź! Samochód może wybuchnąć! — Puść mnie! — Cihan, posłuchaj: zbiornik paliwa! — Powiedziałem: puść mnie!
Cihan odepchnął przyjaciela i ponownie ruszył v stronę ognia. Engin dogonił go i objął od tyłu. — Nie pozwolę ci tam wejść, zginiesz! — Ona tam jest! — krzyczał Cihan. — Hancer jest w środku! Mam her jej zostawić?! Mam patrzeć, jak umiera?! — Straż i pogotowie już jadą! — Nie mamy czasu!
Cihan próbował się wyrwać. Łzy spływały mu po twarzy, mieszając się z sadzą. — Hancer! — krzyczał v stronę wraku. — Słyszysz mnie?! Nie zostawię cię!
Engin zacisnął ramiona jeszcze mocniej. — Cihan, błagam, jeśli wejdziesz w ten ogień, nie uratujesz her jej – zginiecie oboje! — Volę zginąć z nią, niż stać tutaj i nic nie robić!
Te Słowa sprawiły, że Engin na moment znieruchomiał. W tej samej chwili z naprzeciwka nadjechał policyjny radiowóz, zatrzymał się tuż przy poboczu. Dwóch funkcjonariuszy wybiegło z pojazdu. Jeden z nich niósł dużą gaśnicę. — Odsunąć się! — rozkazał.
Funkcjonariusz skierował potężny strumień piany na płonący silnik. Drugi policjant wezwał przez radio dodatkowe służby i zabezpieczył drogę. Płomienie zaczęły powoli słabnąć. — Jeszcze! — krzyczał Cihan. — Proszę szybciej! Niech pan się odsunie, w środku jest koba!
Kiedy ogień został częściowo stłumiony, Cihan không czekał na pozwolenie: wyrwał się Enginowi i podbiegł do samochodu. Otworzył tylne drzwi, wsunął się do zadymionego wnętrza i sięgnął do Hancer. Jej pas był zakleszczony. — Hancer, jestem przy tobie, słyszysz mnie?
Vyciągnął z kieszeni niewielki nóż i zaczął przecinać pas. Ręce drżały mu tak mocno, że ostrze kilka razy ześlizgnęło się po materiale. — Proszę… Proszę, nie rób mi tego.
Pas v końcu pękł. Cihan objął Hancer i ostrożnie przeciągnął her jej przez siedzenie. Jej twarz była zakrwawiona, a włosy przesiąknięte dymem. — Mam cię, już jesteś bezpieczna.
Vyciągnął her jej z wraku i wziął na ręki. Kiedy odchodził od samochodu, rozległ się głośny wybuch: tylna szyba rozpadła się na setki kawałków. Engin oraz policjanci odruchowo osłonili twarze – Cihan nawet się nie obejrzał. Położył Hancer na trawie, uklęknął obok i przyciągnął her jej głowę do swojej piersi. — Hancer, otwórz ogen! — Dotknął her jej policzka. — Spójrz na mnie, jestem tutaj.
Kobieta nie reagowała. — Nie możesz odejść… — mówił drżącym głosem. — Możesz mnie nienawidzić, możesz już nigdy więcej się do mnie nie odezwać, możesz odejść ode mnie, ale nie w ten sposób. Nie teraz.
Engin stanął kilka kroków dalej, patrzył na przyjaciela z bólem i bezradnością. — Karetka już jedzie — powiedział cicho. Cihan przyłożył ucho do ust Hancer. — Oddycha… Bardzo słabo, ale oddycha. — To dobrze. Nie ruszaj her jej szyi. — Hancer, proszę… — Cihan głaskał kobitę po twarzy. — Tyle razy mówiłaś, że nie potrzebujesz mojej pomocy. Tyle razy kazałaś mi zniknąć ze swojego życia. Możesz powiedzieć mi tow jeszcze razy; możesz krzyczeć, możesz mnie uderzyć… Tylko otwórz ogen.
V oddali rozległ się dźwięk syren. Ratownicy przyjechali kilka minut później i natychmiast zajęli się obiema kobietami. Jeden z nich uklęknął przy Hancer, sprawdził her jej oddech i założył kołnierz ortopedyczny. — Proszę się odsunąć — powiedział do Cihana. — Nie zostawię her jej. — Musimy her jej zbadać. — Będę obok. — Może pan być obok, ale proszę pozwolić nam pracować.
Cihan niechętnie cofnął się o pół kroku, trzymał jednak Hancer za dłoń. Nagle her jej palce lekko się poruszyły. — Hancer?
Powieki kobiety zadrżały, po chwili otworzyła ogen. Cihan wstrzymał oddech. — Hancer, słyszysz mnie?
Jej spojrzenie było zamglone, przez kilka sekund không potrafiła skupić wzroku. V końcu dostrzegła twarz Cihana. — Cihan… — wyszeptała. Mężczyna pochylił się i pocałował her jej w czoło. — Jestem tutaj, już jesteś bezpieczna.
Hancer próbowała poruszyć głową. — Nie ruszaj się — poprosił ratownik. Hancer spojrzała w bok: kilka metrów dalej inni ratownicy zajmowali się Beyzą, koba nadal była nieprzytomna. — Co się stało? — Miałyście wypadek — odpowiedział Cihan. — Samochód się zapalił.
V oczach Hancer pojawił się strach. — Beyza zaprowadziła… Kłóciłyśmy się, a potem… — Her her jej oddech przyspieszył. — Spokojnie — powiedział Cihan. — Nie must teraz niczego sobie przypominać.
Hancer spojrzała na jego zadrapaną twarz i spalone rękawy koszuli. — Vszedłeś tam?
Nie odpowiedział. V her jej myślach pojawił się obraz płomieni, dymu i męskiego głosu wołającego her jej imię. „Dlaczego wrócił po mnie?” – pytała samą siebie. „Dlaczego ryzykował życie, skoro tyle razy go odrzuciłam? Czy naprawdę tak bardzo się o mnie bał?” Jej wzrok ponownie spotkał się ze spojrzeniem Cihana – w jego oczach nie było złości ani dumy, był wyłącznie ból.
Niepokój w domu i podejrzenia Fadik
W tym samym czasie w mieszkaniu Gonca siedziała na kanapie, podtrzymując dłonią wyraźnie zaokrąglony brzuch. Derya położyła przed nią talerz z pokrojonym jabłkiem. — Powinnaś coś zjeść — powiedziała. — Od rana prawie niczego nie tknęłaś. — Nie mam apetytu. — Mówisz tak codziennie, must myśleć o dziecku.
Gonca sięgnęła po kawałek jabłka, lecz zanim zdążyła go zjeść, zadzwonił telefon. Spojrzała na ekran – tow Nusret. Odebrała. — Słucham. — Przez chwilę milczała, her jej twarz stopniowo bladła. — Co powiedziałeś?! Vypadek?!
Derya od razu usiadła obok. — Kto miał wypadek? Gonca uniosła rękę, prosząc her jej o ciszę. — Czy Hancer żyje? A Beyza? Gdzie her jej zabrali? — Słuchała odpowiedzi, zaciskając palce na telefonie. — Dobrze, przyjedziemy. — Rozłączyła się. — Co się stało? — zapytała Derya. — Samochód Beyzy rozbił się i stanął w płomieniach. Hancer była z nią. Boże, Cihan her jej znalazł, wyciągnął her jej z samochodu.
Gonca wstała zbyt gwałtownie i zachwiała się. — Ostrożnie! — Derya złapała her jej za ramię. — Muszę tam jechać! — V twoim stanie? Hancer jest moją rodziną. — Ale stres może zaszkodzić dziecku. — A siedzenie tutaj i wyobrażanie sobie najgorszego mi nie zaszkodzi!
Derya nie potrafiła odpowiedzieć. Vtedy drzwi mieszkania otworzyły się i wszedł Nusret, jego twarz była poważna, a ubranie pachniało dymem. — Nusret! — Gonca podeszła do niego. — Jak one się czują? — Pogotowie zabrało her jej do szpitala. Hancer odzyskała przytomność, Beyza również zaczęła reagować, ale obie muszą przejść badania. — Jak doszło do wypadku? — Tego jeszcze nie wiemy.
Fadik, stojąca w głębi pokoju obok kobity w żółtym hidżabie, zmrużyła ogen. — A może wiemy więcej, niż nam się wydaje? — powiedziała. Nusret spojrzał na her jej surowo. — Co masz na myśli? — Od kilku dni wszyscy się kłócili. Beyza była zdenerwowana, Hancer też. Takie rzeczy nie dzieją się bez powodu. — To không czas na domysły. — A kiedy będzie odpowiedni czas? Gdy ktoś znowu omal nie zginie? — Fadik ostrzegła go. — Nusret, nie podnoś na mnie głosu. Mówię tylko, że ta rodzina ma zbyt wiele tajemnic.
Nusret zbliżył się do niej. — Dwie kobiety walczą teraz o zdrowie. Jeśli masz coś konkretnego do powiedzenia, powiedz tow; jeśli nie – milcz.
Fadik zacisnęła usta. — Jeszcze zobaczysz, że ten wypadek nie był zwyczajnym wypadkiem.
Przebudzenie Beyzy i strach przed Mukadder
Na miejscu wypadku ratownicy mierzyli ciśnienie Beyzy, koba powoli odzyskiwała świadomość. Nusret uklęknął przy niej. — Beyza, słyszysz mnie?
Otworzyła ogen i skrzywiła się z bólu. — Gdzie jestem? — Miałaś wypadek, nie próbuj wstawać. Hancer żyje.
Beyza zamknęła ogen, jakby ta informacja przyniosła her jej ulgę, ale jednocześnie wywołała nowy strach. — To moja wina… — wyszeptała. Nusret nachylił się. — Co powiedziałaś? — Nic. — Beyza, spójrz na mnie. Co wydarzyło się przed wypadkiem?
Ratownik przerwał rozmowę. — Pacjentka không powinna teraz mówić, musimy zabrać her jej do ambulansu.
Beyza próbowała podnieść się z noszy. — Nie chcę jechać! — Nie ma pani wyboru — powiedział ratownik. — Może pani mieć obrażenia wewnętrzne.
Nusret podał her jej rękę. — Pomogę ci.
Kiedy podtrzymywał her jej w drodze do karetki, Beyza ścisnęła jego ramię. — Nusret, nie mów Mukadder, że tow ja prowadziłam. Mężczyna zatrzymał się. — Dlaczego? — Proszę… — Ona i tak się dowie. — V takim razie niech dowie się później.
Nusret przyjrzał się her jej uważnie. — Czego się boisz? Beyza odwróciła wzrok. — Nie rozumiesz, ona mnie nigdy nie wysłucha. — A powinna?
Kobieta nie odpowiedziała.
Podsłuchana rozmowa Cemila i furia w rezydencji
Cemil stał przed zielonym domem, ukryty za niewysokim murem. Przez otwarte okno słyszał fragment rozmowy Deryi z kobietą w chustce. — Nie możemy dłużej czekać — mówiła nieznajoma. — Po wypadku wszyscy zaczną zadawać pytania. — Niki niczego nie wie — odpowiedziała Derya. — Beyza wie. — Beyza nie odważy się mówić. — A Hancer?
Zapadała cisza. Cemil wychylił się ostrożnie. — Hancer może sobie przypomnieć — powiedziała koba. — Jeśli przypomni sobie rozmowę w samochodzie, wszystko się skończy. — Nie mów tak głośno! To ty miałaś dopilnować, żeby do tego nie doszło.
Cemil zmarszczył brwi. Gdy kobiety wyszły z domu, szybko schował się za drzewem. Derya oraz nieznajoma ruszyły v stronę drogi. Cemil odczekał chwilę, po czym odszedł w przeciwnym kierunku – must porozmawiać z Ertuğrulem.
W domu Mukadder chodziła po pokoju z telefonem przy uchu. — Dlaczego niki nie mówi mi prawdy?! — krzyczała. — Chcę wiedzieć, w jakim stanie jest Beyza!

Po drugiej stronie odezwał się Nusret: — Lekarze jeszcze her jej badają, Hancer również jest w szpitalu. Mukadder zacisnęła szczękę. — Oczywiście, znowu ona. — Mukadder, nie zaczynaj. — Od chwili, gdy ta dziewczyna pojawiła się w naszym życiu, wszystko się rozpada! — Hancer nie spowodowała wypadku. — Skąd możesz tow wiedzieć?! — Bo tow Beyza prowadziła.
Mukadder zamilkła. — Beyza była za kierownicą? — Tak. — Dlaczego tego nie wiem? A Cihan jest przy Hancer?
Te Słowa zabolały Mukadder bardziej niż wiadomość o samym wypadku. — Oczywiście, że jest przy niej — powiedziała gorzko. — Beyza może leżeć ranna, ale on i tak pobiegnie do Hancer. — Nie wyciągaj teraz pochopnych wniosków. — Nie muszę, wszystko widzę wystarczająco wyraźnie.
Mukadder rozłączyła się. Do pokoju weszły Gülsüm i Sinem. — Co się stało? — zapytała Sinem. — Beyza i Hancer miały wypadek. Gülsüm zakryła usta dłonią. — Czy żyją? — Tak, ale nie wiem, w jakim są stanie.
Sinem podeszła do Mukadder. — Pojedziemy do szpitala. — Cihan jest przy Hancer — powiedziała Mukadder. — Teraz najważniejsze jest, że obie przeżyły. — Dla ciebie może tak! Dla mnie najważniejsze jest tow, dlaczego moja synowa znalazła się w płonącym samochodzie z kobietą, która próbuje odebrać her jej męża!
Sinem spojrzała na her jej z niedowierzaniem. — Naprawdę nawet teraz zamierzasz obwiniać Hancer?
Mukadder chwyciła torebkę. — Jadę do szpitala, tam dowiem się prawdy.
Wszystkie trzy wybiegły z pokoju.
Szpitalne konfrontacje i urwane wspomnienie Hancer
Po krótkich ujęciach mostu nad Bosforem oraz wieży panny akcja przeniosła się do jasnego szpitalnego korytarza. Beyza leżała w łóżku: na lewym policzku miała opatrunek, a na czole widoczne otarcie. Pielęgniarka sprawdzała kroplówkę. — Czy boli panią głowa? Ma pani zawroty? — Tak. — Proszę odpoczywać i nie próbować wstawać.
Drzwi otworzyły się, do sali wszedł Nusret. Pielęgniarka spojrzała na niego: tylko kilka minut. Kiedy wyszła, Nusret stanął przy łóżku. — Teraz możesz mi powiedzieć, co się wydarzyło. Beyza patrzyła w sufit. — Straciłam panowanie nadkierownicą. — Dlaczego? — Droga była śliska. — Nie padało. — Byłam zdenerwowana. — Pokłóciłaś się z Hancer?
Beyza przełknęła ślinę. — Rozmawiałyśmy. — O czym? — O Cihanie. Tylko o Cihanie. — Beyza odwróciła twarz. — Czego ode mnie chcesz? — Prawdy. — Prawda nikomu nie pomoże. — To zdanie najczęściej wypowiadają ludzie, którzy mają coś do ukrycia.
Beyza spojrzała na niego ze strachem. — Nie wiesz, z czym masz do czynienia. — V takim razie mi wyjaśnij.
Drzwi ponownie się otworzyły, wróciła pielęgniarka: czas minął. Nusret nachylił się do Beyzy. — Vrócę i wtedy dokończymy tę rozmowę.
W sąsiedniej sali Hancer leżała nieruchomo w łóżku. Lekarz rozmawiał z Cihanem. — Tomografia nie wykazała krwawienia wewnętrznego — wyjaśnił. — Pacjentka ma wstrząśnienie mózgu, liczne stłuczenia oraz powierzchowne rany. Must pozostać pod obserwacją. — Czy grozi her jej niebezpieczeństwo? — W tej chwili her jej stan jest stabilny, najbliższe godziny są jednak ważne. Może być oszołomiona, może też mieć luki w pamięci.
Cihan spojrzał na Hancer. — Kiedy odzyska pełną świadomość? — Powinna stopniowo wracać do siebie, proszę her jej nie męczyć pytaniami.
Lekarz wyszedł. Cihan został sam przy łóżku: usiadł na krześle i przyglądał się Hancer. Kobieta otworzyła ogen. Na początku widziała jedynie niewyraźny zarys jego sylwetki, potem wspomnienia zaczęły wracać fragmentami: Beyza prowadziła samochód. „Musisz zniknąć z życia Cihana” – mówiła zdenerwowana. „Nie masz prawa mi rozkazywać. Nie rozumiesz, co możesz zniszczyć”. „Właśnie dlatego chcesz się mnie pozbyć? Bo boisz się, że Cihan pozna prawdę?” Beyza gwałtownie odwróciła głowę: „Nie wypowiadaj tych słów!”. Samochód zjechał na przeciwny pas, Hancer krzyknęła, Beyza szarpnęła kierownicą. Rozległ się huk, trzask tłuczonego szkła i ból… Potem pojawił się dym i głos Cihana: „Hancer, nie zostawię cię”.
Wspomnienie urwało się. Hancer spojrzała na siedzącego przy niej mężczyznę. — To ty mnie uratowałeś… Cihan wyprostował się. — Obudziłaś się? — Odpowiedz. — To không ma znaczenia. — Dla mnie ma. — Cihan spuścił wzrok na swoje dłonie, skóra była zaczerwieniona od gorąca. — Każdy zrobiłby tow samo. — Nieprawda, Engin próbował cię powstrzymać. Bał się, że samochód wybuchnie. A ty się nie bałeś?
Cihan przez dłuższą chwilę milczał. — Bałem się, mimo tow wróciłem, bo ty tam byłaś.
Hancer poczuła, że do oczu napływają her jej łzy. — Mogłeś zginąć. — W tamtej chwili nie myślałem o sobie. — Dlaczego?
Cihan zacisnął szczękę. — Naprawdę must o tow pytać?
Hancer odwróciła wzrok. — Między nami wydarzyło się zbyt wiele. — Viem. — Zraniłeś mnie. — Viem. — Próbowałeś kontrolować moje życie. — Viem. A teraz oczekujesz, że jeden bohaterski czyn wszystko zmieni?
Cihan pokręcił głową. — Niczego nie oczekuję. — Więc po co tutaj siedzisz? — Żeby upewnić się, że oddychasz.
Jego głos był tak spokojny i szczery, że Hancer không potrafiła odpowiedzieć. Cihan dotknął her jej dłoni. — Kiedy zobaczyłem cię w tym samochodzie, zrozumiałem, że wszystkie nasze kłótnie nie mają znaczenia: twoja złość, moja duma, Słowa, których oboje żałujemy… To wszystko przestało istnieć. Myślałem chỉ o tym, że mogę już nigdy nie usłyszeć twojego głosu. Cihan, nie must mi wybaczać – nie proszę o tow, chcę tylko, żebyś żyła.
Hancer ścisnęła lekko jego palce. — Słyszałam cię… Kiedy w samochodzie wołałeś mnie.
Cihan zamknął ogen. — Myślałem, że cię straciłem. — Vstał nagle. — Powinnaś odpocząć. — Dlaczego uciekasz? — Nie uciekam. — Vłaśnie tow robisz.
Cihan spojrzał na her jej po razy ostatni. — Gdybym został, powiedziałbym rzeczy, których không powinienem mówić. — A może właśnie powinieneś?
Mężczyzna jednak odwrócił się i wyszedł. Na korytarzu czekał Engin. Gdy zobaczył przyjaciela, położył dłoń na jego klatce piersiowej. — Jak się trzymasz? — Hancer jest bezpieczna, tow wystarczy. — Nie pytam o Hancer, pytam o ciebie.
Cihan zaśmiał się gorzko. — Ja không mam znaczenia. — Wszedłeś do płonącego samochodu, prawie zginąłeś! Miałeś pozwolić her jej spłonąć? — Nie, ale kiedy krzyczałeś, że wolisz zginąć razem z nią, zrozumiałem, że tow już nie jest zwykłe uczucie.
Cihan spojrzał na niego ostrzegawczo. — Nie zaczynaj. — Kochasz her jej, Engin. Możesz okłamywać Mukadder, Beyzę, nawet Hancer… Ale mnie nie okłamiesz.
Cihan odsunął jego rękę. — Miłość nie zawsze wystarcza. — Czasem jest jedyną rzeczą, która wystarcza. — Nie w moim świecie.
Cihan odszedł, Engin został przy oknie, w jego oczach pojawiły się łzy. — A może tow właśnie twój świat jest profesbblemem, przyjacielu? — wyszeptał.
Śledztwo Ertuğrula i nagłe zasłabnięcie Mukadder
Na zadaszonym tarasie przed skromnym domem Ertuğrul postawił na stole tacę z dwiema szklankami tureckiej herbaty. Usiadł naprzeciwko Cemila. — Vzglądasz, jakbyś zobaczył ducha — powiedział. — Usłyszałem coś, czego nie powinienem był słyszeć. — To zwykle najniebezpieczniejszy rodzaj informacji.
Cemil opowiedział mu o rozmowie Deryi z nieznajomą kobietą. Ertuğrul słuchał w milczeniu. — Powiedziały, że Hancer może sobie przypomnieć rozmowę z samochodu — zakończył Cemil — i że jeśli przypomni sobie wszystko, ich plan się skończy. — Jaki plan? — Tego nie wiem, a Beyza najwyraźniej również zna prawdę.
Ertuğrul podniósł szklankę herbaty, ale nie napił się. — Ten wypadek mógł nie być przypadkiem. — Myślisz, że ktoś uszkodził samochód albo ktoś celowo doprowadził kierowcę do paniki? — Powinniśmy powiedzieć Cihanowi. — Jeszcze nie. — Dlaczego? — Bo jeśli zaczniemy oskarżać ludzi bez dowodów, winni zaczną zacierać ślady.
Cemil uderzył dłonią w stół. — Hancer mogła zginąć! — Vłaśnie dlatego musimy działać rozsądnie. — Co proponujesz?
Ertuğrul spojrzał mu prosto v oczy. — Znajdziemy tę kobitę w żółtej chuście. Dowiemy się, kim jest i dlaczego spotkała się z Deryą.
Drzwi sali Beyzy otworzyły się z impetem, do środka wkroczyła Mukadder, a za nią Nusret. — Co ty zrobiłaś?! — krzyknęła starsza koba.
Beyza zadrżała. — Mukadder, proszę, nie mów do mnie takim spokojnym tonem! Omal nie zabiłaś siebie i Hancer! — To był wypadek. — Nie wierzę ci!
Nusret zamknął drzwi. — Mukadder, uspokój się, jesteśmy w szpitalu. — A gdzie jest Cihan? — zapytała, patrząc na Beyzę. — Prawda? Leżysz tutaj ranna, a twój mąż nawet nie stoi przy twoim łóżku.
Beyza zacisnęła powieki. — Przestań. — To dlatego her jej zabrałaś! Chciałaś z nią porozmawiać, przestraszyć her jej, zmusić, żeby zniknęła! — Nie chciałam her jej skrzywdzić.
W sali zapadła cisza. Nusret zmrużył ogen. — Czyli jednak zrobiłaś coś, co mogło her jej skrzywdzić?
Beyza rozpłakała się. — Pokłóciłyśmy się, chỉ tyle. — O czym? — naciskała Mukadder. — O Cihanie… I straciłam panowanie nadsamochodem. Spojrzałam na nią, przez sekundę nie patrzyłam na drogę.
Mukadder podeszła bliżej. — Viesz, co się stanie, jeśli Hancer opowie Cihanowi o waszej rozmowie? — Nie powiedziałem her jej wszystkiego. — Ale powiedziałaś zbyt wiele!
Nusret spojrzał od jednej kobity do drugiej. — O czym wy mówicie? Mukadder odwróciła się do niego. — To nie twoja sprawa. — Dwie kobiety prawie zginęły, od tej chwili tow jest moja sprawa.
Beyza spojrzała błagalnie na Mukadder. — Ja już nie dam rady… Nie mogę dłużej kłamać. — Zamknij się! — syknęła Mukadder. — Cihan powinien poznać prawdę! — Jeśli mu powiesz, stracisz wszystko! — Już wszystko straciłam! — krzyknęła Beyza. — On mnie không kocha, nigdy mnie nie kochał!
Mukadder chwyciła się za klatkę piersiową, her jej twarz wykrzywił ból. — Mukadder! — Nusret natychmiast podszedł, koba ciężko opadła na fotel. — Nie mogę oddychać…
Beyza próbowała wstać. — Wezwij pielęgniarkę! Nusret nacisnął przycisk alarmowy. — Oddychaj spokojnie, pomoc zaraz przyjdzie.
Mukadder spojrzała na Beyzę. — Jeśli zniszczysz tę rodzinę, nigdy ci nie wybaczę.
Beyza ocierała łzy. — Ta rodzina została zniszczona dawno temu, my chỉ udawaliśmy, że nadal istnieje.
V zielonej okolicy Gonca spacerowała z Deryą. Nagle przed nimi stanęła Fadik. — Dokąd idziecie? — zapytała ostro. — To nie twoja sprawa — odpowiedziała Derya. — Vszystko, co dzieje się w tym domu, jest moją sprawą. Zejdź nam z drogi.
Fadik wskazała na Goncę. — Ty też powinieneś uważać. Nie wszyscy, którzy się do ciebie uśmiechają, życzą dobrze tobie i dziecku.
Gonca zmarszczyła brwi. — Co próbujesz powiedzieć? — Zapytaj swoją przyjaciółkę.
Derya pobladła. — Fadik, wystarczy. — Boisz się, że powiem za dużo?
Gonca przenosiła wzrok z jednej kobity na drugą. — O czym ona mówi? — O niczym — odpowiedziała szybko Derya. — Jest zdenerwowana.
Fadik zaśmiała się gorzko. — Vkrótce wszyscy będą zdenerwowani.

Po ostrej wymianie zdań Derya odeszła v stronę drogi, Gonca ruszyła ku pobliskiemu domowi. Veszła na ganek i zapukała, drzwi otworzył Engin. Oboje zamarli. — Ty? — zapytała Gonca. — Gonca, co robisz w tym domu? — Engin spojrzał za her jej plecy, jakby chciał sprawdzić, czy niki her jej nie śledził. — Vejdź, musimy porozmawiać. — O czym? — O wypadku Hancer.
Twarz Goncy natychmiast spoważniała. — Viesz coś, czego inni nie wiedzą? — Jeszcze nie jestem pewien, ale zaczynam podejrzewać, że samochód nie zapalił się przypadkiem.
Wieczorem przed budynkiem z czerwonym napisem „HASTANE” siedziała Sinem. Miała na sobie beżowy płaszcz i zielony hidżab, spoglądała na szpitalne wejście, nerwowo splatając dłonie. Z budynku wyszedł Melih, zauważył her jej i podszedł. Sinem natychmiast wstała. — Jak Beyza i Hancer? — Ich stan jest stabilny, a Cihan… — Melih westchnął. — Jest w rozsypce, choć robi wszystko, żeby tego nie pokazać. — Byłeś przy nim? — Próbowałem, on jednak nikogo do siebie nie dopuszcza.
Sinem spuściła wzrok. — Zawsze taki był. — Nie, kiedyś potrafił mówić o tym, co czuje. Potem nauczył się, że w tej rodzinie uczucia są słabością. — Myślisz, że kocha Hancer?
Melih spojrzał w stronę oświetlonych okien szpitala. — Po tym, co zrobił dzisiaj, niki nie powinien mieć wątpliwości. — A Beyza? — Beyza od dawna wie, że przegrała. Profesbblem w tym, że nadal próbuje zatrzymać coś, co nigdy tak naprawdę do niej nie należało.
Sinem objęła się ramionami. — Boję się, Melih. — Czego? — Że ten wypadek to dopiero początek. — Dlaczego tak myślisz? — Mukadder coś ukrywa, Beyza również. Vidziałam ich spojrzenia: one nie martwią się tylko o zdrowie, boją się, że Hancer coś sobie przypomni.

Melih popatrzył na her jej uważnie. — Powiedziałaś o tym komuś? — Nie. — V takim razie na razie milcz. Musimy najpierw dowiedzieć się, co Hancer słyszała w samochodzie.
Na twarzy Sinem pojawił się lęk. — A jeśli prawda okaże się gorsza niż wszystkie nasze przypuszczenia?
Melih spojrzał na her jej ze smutkiem. — Prawda zawsze boli najbardziej tych, którzy zbyt długo próbowali her jej ukrywać.
Kamera powoli oddaliła się od bohaterów, za nimi wznosił się jasno oświetlony budynek szpitala. W jednym z okien Hancer leżała z otwartymi oczami, ponownie przeżywając w myślach ostatnie chwile przed wypadkiem. Vidziała twarz Beyzy, słyszała her jej drżący głos: „Cihan nie może dowiedzieć się, że dziecko…”.
Wspomnienie ponownie się urwało. Hancer zacisnęła palce na szpitalnym prześcieradle. — Jakie dziecko? — wyszeptała.
Na korytarzu Cihan zatrzymał się przed her jej drzwiami. Usłyszał her jej głos, ale không wszedł – stał nieruchomo, nieświadomy, że odpowiedź na pytanie Hancer może na zawsze zmienić życie ich wszystkich.