“Właśnie to miało dla Bei szczególne znaczenie.
Chciała zobaczyć, jak kobieta, z którą od tak dawna rywalizowała, musi przyjąć do wiadomości decyzję Ciana.
Ale kiedy drzwi wreszcie się otworzyły, nie zobaczyła w nich mężczyzny, którego oczekiwała.
Stał tam Jid, jego kierowca, trzymał obrączki, a sam Cihan nie zamierzał przyjechać.
To, co za chwilę powiedział przez telefon, sprawiło, że uroczyste spotkanie zamieniło się w otwartą wojnę.

Ten wieczór od początku miał w sobie coś niepokojącego. Mukadder, Sinem i Hanser przyjechały do domu Nuśreta, aby w imieniu Ciana poprosić o rękę Bejzy.
Nie była to jednak zwyczajna rodzinna uroczystość, podczas której wszyscy z radością czekają na przyszłość młodej pary.
Między zebranymi od dawna narasta nieufność. Każdy wiedział, że w tej historii chodzi o znacznie więcej niż o pierścionek.
Bea chciała potwierdzenia swojej pozycji. Mukadder pragnęła wreszcie zażegnać konflikt, który rozsadzał rodziny od środka.
Hanser przyszła z poczuciem obowiązku i z nadzieją, że uda jej się choć trochę naprawić to, co wydarzyło się wcześniej.
Sinem znalazła się pośród ludzi, których wybory wpływały także na jej własne życie.
W salonie panowała cisza, w której wyraźnie słychać było oczekiwanie.
Bukiet czerwonych róż leżał na stoliku, gotowy na chwilę, która w innych okolicznościach mogłaby być naprawdę piękna.
Bea patrzyła w stronę wejścia i zapewne wyobrażała sobie, jak Cihan przekracza próg.
Przecież postawiła warunek. Chciała, żeby wszystko odbyło się tak, jak sobie zażyczyła, i żeby Hanser była świadkiem tej chwili.
W jej przekonaniu samo przybycie rywalki stanowiło dowód, że Cong wreszcie zaakceptował narzucone mu zasady.
Nie brała pod uwagę, że on może zinterpretować te zasady zupełnie inaczej. Tymczasem kolejne sekundy mijały, a Ciana nadal nie było.
Wreszcie pojawił się człowiek z jego otoczenia. Nienarzeczony, lecz kierowca.
Widok gościa z małym pudełeczkiem był dla Bejzy pierwszym ciosem.
Nie potrzebowała długich wyjaśnień, by zrozumieć, że coś poszło nie po jej myśli.
Nie dostała uroczystego gestu ani publicznego potwierdzenia uczuć. Dostała obrączki przysłane przez posłańca.
Co gorsza, wszystko działo się na oczach Hanser, właśnie tej kobiety, przed którą Bea najbardziej pragnęła pokazać swoją przewagę.
Jej twarz zmieniła się natychmiast.
Niedowierzanie ustąpiło miejsca gniewowi. Nie chodziło już nawet o same zaręczyny.
Chodziło o to, kto w tej rozgrywce ma ostatnie słowo, a zachowanie Ciana dawało bolesną odpowiedź. Na pewno nie Bejza.
Nuśret nie zamierzał spokojnie patrzeć na upokorzenie córki. Sięgnął po telefon i zadzwonił do Ciana.
Pytał ostro, gdzie się znajduje i dlaczego zamiast pojawić się osobiście, wysłał kierowcę z obrączkami.
Było w jego głosie oburzenie człowieka, który nie tylko broni córki, lecz także uważa, że jego dom został potraktowany bez szacunku.
Cihan nie zaczął jednak przepraszać. Nie tłumaczył się korkami ani obowiązkami.
Zapytał tylko, czy Bejza stoi obok, a potem polecił włączyć głośnik.
To jedno żądanie wiele mówiło o jego zamiarach. Nie chciał rozmowy w cztery oczy.

Chciał, aby usłyszeli go wszyscy, którzy zebrali się tego wieczoru w salonie.
Kiedy jego głos rozległ się przez telefon, był spokojny, niemal lodowaty.
Zwrócił się prosto do Bejzy i powiedział, że wszystko przebiega dokładnie tak, jak tego chciała.
Przypomniał, że kiedyś Hanser również przeżyła zaręczyny bez obecności przyszłego męża.
Wszyscy znali jej odpowiedź. Bea domagała się takiego samego potraktowania, więc właśnie je otrzymała.
Teraz sama mogła zdecydować, co zrobi. W tych słowach nie było czułości, nie było też śladu wahania.
Cong wykorzystał podobieństwo sytuacji, aby postawić Bejzę przed lustrem.
Chciała zająć miejsce Hanser, ale nie przewidziała, że będzie musiała przyjąć także doświadczenie, które wcześniej spotkało jej rywalkę.
Potem Cihan po prostu zakończył połączenie. Przez moment nikt nie umiał się odezwać.
W salonie znalazło się wszystko, co miało symbolizować nowy początek, lecz po telefonie atmosfera przypominała raczej koniec czegoś, co jeszcze na dobre się nie zaczęło.
Bea stała nieruchomo. Być może próbowała zrozumieć, czy usłyszała właściwie, a może szukała słów, które pozwolą jej odzyskać kontrolę.
Kiedy wreszcie przemówiła, nie pytała już o pierścionek. Oskarżyła obecne kobiety, że od początku wiedziały o planie Ciana.
Według niej wszystkie odegrały swoje role, aby mogła zostać upokorzona we własnym domu.
Szczególnie łatwo było jej uwierzyć, że Hanser przyjechała nie z dobrą wolą, lecz po to, by zobaczyć jej porażkę.
Mukadder zareagowała pierwsza. Odłożyła małego Cihana Gurura na kanapę i stanowczo zaprzeczyła, jakoby wiedziała o zamiarach syna.
Powiedziała wyraźnie, że nigdy nie dopuściłaby do takiej sytuacji, gdyby została wcześniej uprzedzona.
Jednak Bei to nie uspokoiło. Przeniosła całą złość na Hanser. Przypomniała jej wcześniejsze słowa i gotowość do spełnienia warunków.
Teraz uznała tę zgodę za dowód oszustwa.
W jej oczach Hanser nie mogła zachowywać się szczerze, ponieważ sama Bejza nie potrafiła uwierzyć, że rywalka mogłaby pomóc bez ukrytego celu.
To właśnie zazdrość zmieniała każdy gest w podejrzany sygnał. Nawet milczenie Hanser wydawało jej się przyznaniem do winy.
Hanser podniosła się z kanapy. Była dotknięta oskarżeniami, ale nie zamierzała odpowiadać podobną agresją.
Zapewniła, że mówiła szczerze, nie przyjechała po to, żeby oglądać czyjeś upokorzenie.
Bea natychmiast odrzuciła te słowa, przekonana, że cała sytuacja została uzgodniona z Cihanem.
Wtedy Hanser spojrzała w stronę dziecka i powiedziała coś bardzo prostego.
Nie przyszła dla Bei.
Przyszła dla niego.
To krótkie wyjaśnienie zmieniało sens jej obecności. Hanser nie próbowała wygrać rodzinnego sporu, lecz pamiętała, że pośród dorosłych pochłoniętych wzajemnymi pretensjami znajduje się mały chłopiec.
Jego przyszłość była ważniejsza niż to, która z kobiet wyjdzie z salonu jako zwyciężczyni.
Bea nie chciała tego słyszeć. Zarzuciła Hanser udawanie osoby bez skazy. Im spokojniej mówiła rywalka, tym bardziej narastała jej wściekłość.
Wreszcie Mukadder wkroczyła między nie, by zakończyć kłótnię. Przypomniała Bei, że skoro Ciana tutaj nie ma, to ona reprezentuje go podczas spotkania.
Sięgnęła po pudełeczko z obrączkami i próbowała doprowadzić uroczystość do końca.
Poleciła Bejzie, żeby nie urządzała scen i założyła pierścionek. Można było odnieść wrażenie, że Mukadder wierzy jeszcze, iż wystarczy dokończyć zaplanowany rytuał, a później wszyscy ochłoną.
Tyle że w oczach Bejzy pierścionek zdążył już stracić znaczenie obietnicy. Stał się dowodem, że Cihan nie pozwolił jej dyktować warunków.
Bea odpowiedziała z pogardą.
Oświadczyła, że przynajmniej w jednym nie będzie podobna do Hanser. Sama nie włoży pierścionka na palec.
To zdanie wymierzyła w rywalkę, lecz w rzeczywistości opowiedziała nim o własnym upokorzeniu.
Odmówiła przyjęcia roli, którą Cihan dla niej przygotował. Kazała wszystkim zabrać pierścionki i wyjść.
Mukadder przypomniała, że przecież to Bejza postawiła warunek i że rodzina go spełniła.
Teraz powinna dotrzymać słowa. Jednak każda próba przekonania jej działała odwrotnie.
Im mocniej naciskano, tym zdecydowaniej Bea odmawiała. Nie zamierzała uznać sytuacji, w której Cihan przebywa gdzieś indziej, a ona ma udawać, że nic niezwykłego się nie stało.
Nagle Bea chwyciła bukiet czerwonych róż. Te same kwiaty, które jeszcze przed chwilą miały podkreślać uroczysty charakter spotkania, zamieniły się w narzędzie kolejnej przykrości.
Wcisnęła je Hanser w ręce i kazała zatrzymać na pamiątkę tego dnia. Hanser nie odpowiedziała.
Przyjęła kwiaty, choć w jej oczach pojawił się wyraźny ból. To był jeden z tych momentów, gdy milczenie mówi więcej niż kolejna sprzeczka.
Hanser nie miała wpływu na decyzję Ciana, a mimo to ponosiła jej konsekwencje. Zgodziła się przyjechać, licząc, że pomoże uspokoić sytuację.
Znalazła się w samym środku konfliktu i została oskarżona o jego wywołanie. Ale prawdziwe trudności miały zacząć się dopiero wtedy, gdy postanowiła porozmawiać z Cihanem osobiście.
Nuśret próbował jeszcze ratować atmosferę. Zwrócił uwagę, że wszyscy są zdenerwowani, i zaproponował, aby najpierw się uspokoili, a później spokojnie porozmawiali.
Była to rozsądna propozycja, lecz Bea nie chciała żadnej dyskusji.
Oświadczyła, że nie założy pierścionka, dopóki Cihan nie przyjdzie we własnej osobie.
Następnie odwróciła się i wyszła z salonu. Uroczystość dobiegła końca bez zaręczyn, bez pojednania i bez żadnej pewności co do dalszego losu ich związku.
Została tylko cisza. Mukadder poprosiła Sinem i Hanser, żeby wyszły przed nią.
Sama miała jeszcze coś do powiedzenia bratu.
Kiedy kobiety opuściły pomieszczenie, na pierwszy plan wróciło dziecko, o którym podczas gwałtownej sprzeczki prawie zapomniano.
Mukadder wzięła Cihana Gurura na ręce i podeszła do Nuśreta. Nie kryła już zniecierpliwienia.
Poprosiła go, by przekonał córkę do zmiany zachowania. Ostrzegła, że jeśli ten konflikt potrwa dłużej, Cihan naprawdę może doprowadzić do rozwodu.
Nie była to groźba rzucona pod wpływem chwili. Mukadder znała charakter syna i widziała, że jego upór rośnie z każdym kolejnym starciem.
Nuśret także był zmęczony. Przyznał, że nie chce już stać pośrodku tej wojny.
Wiedział jednak, że Bea nie słucha jego rad.
Zazdrość o Hanser stała się dla niej obsesją, a wszystkie pozostałe sprawy schodziły na dalszy plan.
Nawet ten wieczór, który miał dotyczyć jej małżeństwa, został całkowicie podporządkowany rywalizacji z inną kobietą.
Mukadder spojrzała na chłopca i powiedziała, że Bejza powinna bardziej interesować się własnym dzieckiem.
Nie mogła zrozumieć, jak matka może zostawić syna na kanapie i wybiec obrażona z pokoju, jakby był przedmiotem, który można odłożyć, kiedy przestaje się o nim pamiętać.
Jej słowa były ostre, ale wypowiedziane z prawdziwego niepokoju. Mukadder obawiała się, że Cihan, widząc podobne zachowanie, zacznie ponownie wątpić w sens pozostawania z Bejzą.
Dla niej los chłopca nie był dodatkiem do kłótni dorosłych. To właśnie on powinien skłaniać wszystkich do rozsądku.
Problem polegał na tym, że w tej rodzinie nawet troska o dziecko stawała się argumentem w kolejnej sprzeczce.
Nuśret nie zgodził się, by całą odpowiedzialność zrzucać na córkę.
Przypomniał siostrze, że również popełnił błędy i że to jego postępowanie przyczyniło się do cierpienia Bejzy.
Właśnie tego wieczoru wszyscy widzieli, jak potraktował jej uczucia. Nuśret nie próbował usprawiedliwiać każdego zachowania córki.
Domagał się jednak, żeby Mukadder spojrzała także na postępowanie własnego syna. A ona, choć broniła Ciana, nie udawała, że jego decyzja była idealna.
Przyznała, że wybrał złą drogę.
Jednocześnie uważała, iż chciał dać Bejzie do zrozumienia, że nie pozwoli sobą manipulować.
Oboje mieli więc trochę racji, lecz żadne z nich nie potrafiło wskazać sposobu, który naprawdę zakończyłby spór.
Nuśret powiedział wreszcie, że po dzisiejszym wieczorze Bejza z pewnością go nie posłucha.
Jeżeli ktoś ma jeszcze szansę do niej dotrzeć, to Cihan, jej własny mąż.
Mukadder wiedziała jednak, jak bardzo mało prawdopodobne jest, że syn nagle zmieni stanowisko.
Przyznała, że jeśli dobrze go zna, spali za sobą wszystkie mosty i nie włoży pierścionka na palec Bejzy.
Te słowa wybrzmiały jak ponure podsumowanie spotkania. Jeszcze niedawno wszyscy czekali na potwierdzenie związku.
Teraz rozmawiali o możliwości jego definitywnego rozpadu. Mukadder przekazała dziecko Nuśretowi, zabrała torebkę i wyszła.
Bukiet i obrączki pozostały w pamięci uczestników jako symbole dnia, którego nikt nie będzie chciał wspominać z radością.
Hanser nie mogła jednak po prostu wrócić do codzienności i udawać, że nic się nie wydarzyło.
Najbardziej bolało ją to, że znalazła się w sytuacji, której nie planowała, a Cihan nawet nie uprzedził jej o swoim zamiarze.
Przez cały wieczór musiała słuchać oskarżeń Bei i tłumaczyć się z decyzji innego człowieka.
Dlatego przyszła do gabinetu Cihana zdecydowanym krokiem. Nie szukała czułych słów ani kolejnego wyjaśnienia dotyczącego pierścionka.
Przyszła powiedzieć mu, jak bardzo ją zranił. Cihan siedział za biurkiem i na widok Hanser od razu zapytał chłodno, czy nie powinna być teraz u Bejzy.
Tym pytaniem pokazał, że doskonale zdaje sobie sprawę z napięcia, jakie wywołał.
Nie zamierzał jednak rozpocząć rozmowy od przeprosin.
Hanser zarzuciła mu, że korzysta z każdej okazji, aby ją upokorzyć. Chciała przecież naprawić własny błąd, a została wykorzystana jak pionek w cudzej grze. td4729
W jej głosie słychać było gniew, ale pod gniewem kryło się rozczarowanie. Nie oczekiwała, że Cihan będzie zawsze postępował zgodnie z jej życzeniem.
Oczekiwała jedynie, że nie wciągnie jej w plan wymierzony w Bejzę. Cihan natychmiast wstał zza biurka.
Nie podobało mu się, że Hanser przyszła go oceniać. Zapytał ostro, czy zamierza go pouczać.
Ona odpowiedziała pytaniem, czy naprawdę nie ma do tego prawa. Dla Hanser odpowiedź była oczywista.
Skoro to ona poniosła konsekwencje jego decyzji, nie mogła pozostawać obojętna. Cihan obstawał przy swoim.
Stwierdził, że to, co zrobił, dotyczy wyłącznie jego. Przypomniał, że Hanser chciała uwolnić się od poczucia winy, a on dał jej taką możliwość.
Cała reszta według niego nie powinna jej interesować. Te słowa jedynie zwiększyły jej oburzenie.
Jak miała uznać, że sprawa jej nie dotyczy, skoro Bea właśnie oskarżyła ją o współudział? Hanser wyjaśniła, że została potraktowana jak osoba, która od początku znała plan.
Bea była przekonana, że przyjechała tylko po to, aby patrzeć na jej poniżenie. Dla Hanser ta niesprawiedliwość była nie do zniesienia.
Starała się postąpić właściwie, a wyszła na kogoś, kto pod osłoną uprzejmości cieszy się z nieszczęścia drugiej kobiety.
Wtedy na twarzy Cihana pojawił się gorzki uśmiech. Powiedział krótko, że Bea jest bardzo mądra.
Hanser nie mogła uwierzyć własnym uszom.
Czy on naprawdę sugerował, że Bea dobrze odczytała całą sytuację? Czy chciał sprowokować ją do jeszcze większej złości? Nie wyjaśnił tego wprost.
Hanser ruszyła w jego stronę, poruszona tym, co usłyszała. Odruchowo uniosła dłonie, jakby chciała uderzyć go w pierś, dając ujście nagromadzonym emocjom.
Cihan chwycił ją za nadgarstki i przyciągnął bliżej. Nagle odległość, którą tak uparcie próbowali zachować, zniknęła.
Pozostało napięcie i pytania, których oboje od dawna nie umieli sobie spokojnie zadać.
Cong spojrzał Hanser w oczy i zapytał, czy naprawdę nie domyślała się, jak to wszystko się skończy.
Czy nie rozumiała, że nie podporządkuje się żadnej kobiecie poza nią?
Wypowiedział te słowa bez uciekania wzrokiem.
Hanser zamarła. Jeszcze przed chwilą chciała go oskarżać, domagać się odpowiedzialności i zapewnić, że nie będzie uczestniczyć w jego rozgrywkach.
Teraz usłyszała wyznanie, które nie pasowało do żadnego prostego wyjaśnienia. Cihan był przecież mężem Bei, a jednak w najostrzejszym momencie sporu mówił Hanser, że to ona pozostaje osobą, wobec której potrafi ustąpić.
Nie była to deklaracja wolna od gniewu.
Brzmiała jak mieszanka miłości, dumy i potrzeby odzyskania kontroli. Cong posunął się jeszcze dalej.
Przypomniał, że jest Cihanem Develioğlu i zawsze dotrzymuje słowa.
Zapowiedział, że ta historia zaczęła się od Hanser i na niej się zakończy.
Oświadczył również, że odtąd każdy, kto stanie mu na drodze, przegra.
Nawet w tym krótkim wyznaniu mieściła się cała sprzeczność jego postępowania.
Z jednej strony nie potrafił ukryć, jak ważna jest dla niego Hanser. Z drugiej mówił językiem człowieka, który nie chce nikomu pozwolić decydować o swoim losie.
Hanser patrzyła na niego bez słowa.
Mogła usłyszeć w jego zdaniach obietnice, ale równie łatwo ostrzeżenie.
Trudno przyjąć czyjąś miłość, kiedy zostaje wyrażona w sposób, który budzi jednocześnie nadzieję i lęk.
Cong wreszcie puścił jej ręce. Całe napięcie nie zniknęło, ale jego głos stał się spokojniejszy.
Polecił Hanser wracać do domu, bo ktoś na nią czeka. Nie wyjaśnił, co dokładnie miał na myśli.
Ona też nie pytała. Odwróciła się i ruszyła ku drzwiom. Zatrzymała się jeszcze na chwilę, jakby rozważała, czy powinna się obejrzeć i powiedzieć coś, co zatrzyma tę rozmowę przy życiu.
Ostatecznie wyszła. Cong został sam w gabinecie. Mógł mieć poczucie, że postawił granicę Bejzie i powiedział Hanser to, co nosił w sercu.
A jednak trudno było nazwać to zwycięstwem. Po jego słowach żadna z kobiet nie była spokojniejsza, a najważniejsze decyzje nadal pozostawały nierozstrzygnięte.
Następnego dnia pozorna cisza, jaka zapadła po nieudanych zaręczynach, nie przyniosła nikomu ulgi. td4729
Hanser znajdowała się w starym domu, podeszła do okna i lekko odsunęła firankę, chcąc spojrzeć na dziedziniec.
Wtedy zobaczyła Melicha. Mężczyzna szedł w stronę rezydencji tak ostrożnie, jakby zależało mu, żeby nikt go nie zauważył.
Samo przejście przez ogród nie musiało oczywiście oznaczać niczego podejrzanego. Jednak Hanser zdążyła go dobrze poznać.
Zwróciła uwagę na pośpiech, sposób, w jaki się rozglądał, i na to, że nie kierował się do niej.
Po wieczorze pełnym niedomówień taki widok wystarczył, by obudzić w niej niepokój.
Jeszcze nie znała odpowiedzi, ale zaczynała przeczuwać, że Melich ma przed nią tajemnicę.
Za rezydencją Melich spotkał się z Sinem. Wybrali miejsce na uboczu, z dala od rodzinnego salonu i spojrzeń osób, które mogłyby natychmiast zacząć zadawać pytania.
Sinem była wyraźnie spięta. Niebieska chusta wyróżniała się na tle zieleni ogrodu, lecz ona sama najchętniej stałaby się w tej chwili niewidzialna.
Nerwowo rozglądała się dookoła. Zanim rozmowa zdążyła nabrać osobistego tonu, poprosiła Melicha, aby nie dzwonił do niej td4729 więcej w ciągu dnia.
Nie mówiła tego dlatego, że nie chciała go słyszeć. Przeciwnie, właśnie dlatego, że każde połączenie mogło zdradzić, jak bardzo zależy jej na tym mężczyźnie.
Ich bliskość przestała być sprawą, którą dało się bez trudu ukrywać zwyczajnymi spotkaniami.
Melich patrzył na Sinem z czułością, ale nie miał zamiaru wycofywać się z rozmowy. Powiedział, że nie potrafi dłużej wytrzymać bez niej ani minuty.
Zapytał, czy nie stracili już wystarczająco dużo czasu i czy przemyślała jego propozycję.
W jego słowach była tęsknota, ale także coraz większa niecierpliwość. Melich nie chciał kolejnych niejasnych obietnic.
Pragnął wreszcie usłyszeć decyzję. Sinem odwróciła jednak wzrok. Wiedziała, że odpowiedź nie dotyczy wyłącznie ich dwojga.
Każdy krok w stronę wspólnego szczęścia miał wpływ na Hanser, a po wydarzeniach ostatniej nocy ta odpowiedzialność wydawała jej się jeszcze cięższa niż wcześniej.
Zamiast odpowiedzieć na pytanie o przyszłość, zmieniła temat i wspomniała o zaręczynach Bejzy.
Melich właśnie wrócił po nocnej zmianie i nie wiedział, co się wydarzyło. Nie zdążył nawet porozmawiać z Hanser.
Sinem opowiedziała mu, że Cihan zgromadził wszystkich u Nuśreta, lecz sam nie pojawił się na spotkaniu.
Melich zareagował irytacją. Nie rozumiał, dlaczego Cihan po raz kolejny postępuje w sposób, który pogłębia cierpienie ludzi wokół niego.
Sinem odpowiedziała smutno, że być może nawet sam Cihan nie do końca rozumie własne decyzje.
Była przekonana tylko o jednym. Jest bardzo nieszczęśliwy.
To spostrzeżenie było ważne.
Sinem nie patrzyła na nieudane zaręczyny jedynie jak na triumf jednej strony nad drugą.
Dostrzegała człowieka, który rozpaczliwie próbuje rozwiązać swoje problemy, a każdym kolejnym gestem jeszcze mocniej je komplikuje.
Melich nie pozwolił jednak, by cała rozmowa znów zaczęła krążyć wokół Cihana.
Zrobił krok bliżej i zapytał o nich samych.
Co z ich szczęściem? Jak długo jeszcze mają żyć w niepewności? Powiedział Sinem, że mogą być razem i że wszystko zależy teraz od niej.
Nie brzmiało to jak lekka propozycja rzucona pod wpływem chwilowego wzruszenia. Melich podjął w myślach decyzję i pragnął, by Sinem przestała się bać.
Problem polegał na tym, że ona nie umiała oddzielić własnych uczuć od lojalności wobec Hanser.
Gdy Melich mówił o przyszłości we dwoje, Sinem widziała także kobietę, która w trudnych chwilach polegała na jego pomocy.
I choć sama bardzo chciała przyjąć jego propozycję, nie potrafiła wymazać tego obrazu.
Kolejny raz rozejrzała się po ogrodzie i poprosiła, żeby odeszli, zanim ktoś ich zobaczy.
Ruszyła w stronę frontowego wejścia, ale Melich zastąpił jej drogę. Przypomniał, że muszą wreszcie podjąć decyzję.
Ich szczęście, jak powiedział, znajduje się w jej rękach. To zdanie mogło brzmieć pięknie, gdyby nie okoliczności.
Sinem czuła przecież, że nie chodzi wyłącznie o wybór pomiędzy samotnością a miłością.
Obawiała się, że jej odpowiedź może odebrać Hanser poczucie bezpieczeństwa. Mimo to Melich oczekiwał od niej odwagi.
Chciał wiedzieć, czy kobieta, którą kocha, zdecyduje się postawić własne życie na pierwszym miejscu.
Nie wiedzieli jeszcze, że w tym samym momencie ich sekret zaczyna wymykać się spod kontroli.
Na alejce pojawiła się Hanser.
Zatrzymała się, gdy dostrzegła Melicha i Sinem stojących naprzeciw siebie.
Nie musiała usłyszeć każdego słowa, by zorientować się, że rozmowa nie przypomina zwykłego przypadkowego spotkania.
Ich spojrzenia, niepokój Sinem i sposób, w jaki Melich próbował ją zatrzymać, tworzyły obraz trudny do zignorowania.
Sinem zauważyła Hanser i natychmiast zamarła. Wyszeptała do Melicha, że zostały zauważone.
Potem, nie czekając na wyjaśnienia, weszła do rezydencji. Jej pośpiech był wymowniejszy niż jakiekolwiek zapewnienie.
Hanser została na dziedzińcu z Melichem, a między nimi zawisło pytanie, którego on najwyraźniej nie chciał usłyszeć.
Hanser zapytała wprost, o czym rozmawiał z Sinem. Melich odwrócił wzrok tylko na moment, ale ten krótki gest trudno było przeoczyć.
Odpowiedział, że nie chodziło o nic ważnego. Po prostu spotkali się i przywitali.
Dodał, że całą noc prowadził samochód, jest wyczerpany i chce odpocząć. Potem poszedł w stronę starego domu.
Nie próbował nawet przekonać Hanser dłuższym wyjaśnieniem. Nie powiedział, dlaczego Sinem tak się przestraszyła ani czemu spotkanie odbyło się z dala od innych.
Pozostawił ją samą z tym, co zobaczyła, a Hanser nie uwierzyła mu. Znajomość Melicha sprawiała, że potrafiła odczytać jego zachowanie.
W jej oczach było jasne, że wspólnie z Sinem coś ukrywają. Najbardziej bolesne w tej sytuacji było to, że Melich dotąd stanowił dla Hanser oparcie.
Kiedy inni odwracali się od niej albo wikłali ją w kolejne kłótnie, to właśnie przy nim szukała spokoju.
Teraz po raz pierwszy zaczęła patrzeć na niego inaczej. Nie miała dowodu, co dokładnie łączy go z Sinem.
Nie słyszała propozycji, o której rozmawiali, i nie wiedziała, jak poważnie traktują wspólną przyszłość.
Wiedziała natomiast, że ktoś bliski unika szczerej odpowiedzi. Po doświadczeniu z Cihanem było to szczególnie dotkliwe.
Jednego dnia została wciągnięta w plan, o którym nie miała pojęcia. Następnego odkrywała, że kolejny ważny dla niej człowiek zachowuje przed nią coś w tajemnicy.
Czy mogła jeszcze ufać własnej ocenie sytuacji?
Tymczasem Sinem zamknęła za sobą drzwi pokoju i dopiero wtedy pozwoliła sobie okazać emocje.
Zdjęła płaszcz, usiadła na brzegu łóżka i spojrzała na splecione dłonie. Na zewnątrz próbowała być rozsądna.
W obecności Melicha mówiła ostrożnie i nie dawała mu jasnej odpowiedzi. Teraz, kiedy nikt jej nie słuchał, przestała udawać, że uczucia można kontrolować samą siłą woli.
Przyznała przed sobą, że kocha Melicha.
Bardzo mocno bała się myśli o kolejnym rozstaniu.
Nie była obojętna na jego prośbę ani na wyobrażenie życia, w którym wreszcie mogliby być razem.
Tyle że zaraz po tym wyznaniu pojawiło się drugie pytanie.
Co stanie się wtedy z Hanser?
Sinem wróciła myślami do chwili, gdy ich spojrzenia spotkały się na dziedzińcu.
Wspominała, jak ogarnął ją strach i jak trudno było jej zachować opanowanie.
Nie bała się wyłącznie tego, że tajemnica wyjdzie na jaw. Bała się także oceny Hanser, ponieważ jej własne spojrzenie na całą historię zdążyło się zmienić.
Przez długie miesiące Sinem obwiniała Hanser. Wierzyła, że to ona odebrała jej mężczyznę, którego kochała. Teraz dostrzegała, że rzeczywistość nie była tak prosta. Melich nie stanął przy Hanser po to, aby świadomie zranić Sinem.
Został jej podporą, gdy była osamotniona i potrzebowała pomocy. Tak zaczęła rozumieć to, co wcześniej widziała wyłącznie przez pryzmat własnego cierpienia.
To odkrycie wcale nie ułatwiało Sinem decyzji. Wręcz przeciwnie, zwiększało poczucie winy.
Gdyby Hanser rzeczywiście była bezwzględną rywalką, znacznie łatwiej byłoby usprawiedliwić odejście Melicha.
Ale Sinem wiedziała już, że Hanser zmaga się z własnym bólem. Co więcej, spodziewa się dziecka.
W takiej sytuacji wsparcie nie jest czymś, z czego można po prostu zrezygnować bez konsekwencji.
Sinem wyobrażała sobie, że przyjmując propozycję Melicha, pozbawi Hanser jedynej osoby, na której obecnie może polegać.
Sama pragnęła szczęścia, a jednocześnie nie chciała budować go na czyjejś samotności.
Była rozdarta między miłością i sumieniem. Każda droga wydawała jej się prowadzić do cierpienia kogoś bliskiego.
W samotności Sinem przyznała, że znalazła się w ślepym zaułku. Z jednej strony nie potrafiła zapomnieć Melicha i perspektywy wspólnego życia.
Z drugiej nie chciała postąpić wobec Hanser w sposób, którego sama kiedyś tak bardzo się obawiała.
Zwróciła się do Boga, prosząc o wskazanie właściwej drogi. Nie była to prośba o łatwe zwycięstwo nad rywalką.
Raczej rozpaczliwa próba znalezienia rozwiązania, w którym uczucie do Melicha nie będzie oznaczało porzucenia Hanser w najtrudniejszym momencie.
Sinem wiedziała już, czego pragnie. Nie wiedziała tylko, czy wolno jej po to sięgnąć.
Nie przeczuwała, że właśnie tego dnia Hanser sama podejmie decyzję, która mogłaby wszystko zmienić.
Po powrocie do starego domu Melich znalazł się z Hanser w salonie. Ona wyglądała na zmęczoną, a atmosfera po wydarzeniach ostatniej nocy ciążyła im obojgu.
Melich zaczął łagodnie. td4729 Zapytał, jak minęła noc i czy Hanser czuje się choć trochę lepiej.
Nie uzyskał odpowiedzi. Jej spuszczona głowa mówiła wystarczająco dużo. Melich zrozumiał, że nadal cierpi.
Był przy niej przez wiele trudnych chwil, więc potrafił dostrzec, kiedy słowa są zbędne.
Jednak tym razem sam miał przed nią tajemnicę, przez którą ich dotychczasowa bliskość przestała być taka prosta.
Hanser przez moment milczała, później podniosła wzrok i powiedziała coś, czego Melich zupełnie się nie spodziewał.
Zaproponowała, żeby wyprowadzili się z tego miejsca. Nie kiedyś, nie po zakończeniu kolejnej rodzinnej kłótni, lecz jak najszybciej.
Powiedziała, że Melich miał rację. Nie muszą dłużej znosić cierpienia, które wiąże się z przebywaniem tak blisko rezydencji.
Chciała zacząć gdzieś indziej, z dala od codziennych napięć, oskarżeń i spotkań, po których pozostawały tylko łzy.
Kiedyś taka propozycja prawdopodobnie ucieszyłaby Melicha. td4729 Sam przecież rozważał opuszczenie tego miejsca.
Chciał ochronić Hanser i jej dziecko, dać im choć odrobinę spokoju. Teraz jednak wiadomość, której dawniej wyczekiwał, spadła na niego jak niespodziewany ciężar.
Przez moment nie wiedział, co odpowiedzieć. Zapytał z niedowierzaniem, czy Hanser naprawdę chce wyjechać natychmiast.
td4729 Ona potwierdziła: jeszcze dziś, jeśli tylko będzie to możliwe. Wierzyła, że im dłużej pozostaną w obecnym otoczeniu, tym więcej cierpienia czeka zarówno Melicha, jak i jej nienarodzone dziecko.
Nie zamierzała już czekać, aż ktoś inny postanowi o jej losie.
Przez długi czas próbowała znosić sytuacje, na które nie miała wpływu.
Dziś chciała wreszcie podjąć własną decyzję. Ta determinacja nie wynikała z braku strachu.
Hanser dobrze wiedziała, że zmiana miejsca zamieszkania przed narodzinami dziecka będzie trudna.
Mimo to myśl o pozostaniu obok wszystkich konfliktów wydawała jej się jeszcze trudniejsza.
Melich próbował ją powstrzymać. Zapytał o poród. Przypomniał, że najpierw powinna bezpiecznie urodzić dziecko, a dopiero później szukać nowego domu i układać życie od początku.
Te argumenty miały sens i Hanser mogła je zrozumieć. Nie zmieniało to jednak jej stanowiska.
Odpowiedziała, że poradzą sobie z przeprowadzką, wynajmą mieszkanie lub dom, kupią najpotrzebniejsze rzeczy i z czasem zbudują nową codzienność.
Nie potrzebowała luksusów, potrzebowała spokoju i poczucia, że nie musi każdego dnia mierzyć się z cudzymi decyzjami.
Słuchając jej, Melich coraz mocniej odczuwał sprzeczność. Przecież właśnie o takim bezpieczeństwie dla Hanser myślał, gdy wcześniej zdecydował się ją chronić.
Dlaczego teraz nie potrafił powiedzieć: „Dobrze, wyjedźmy”?
Odpowiedź była związana z Sinem.
Melich nie powiedział tego jednak Hanser. Zamiast odsłonić prawdziwy powód wahania, zasłonił się zmęczeniem.
Przypomniał, że nie spał po nocnej zmianie i boli go głowa. Poprosił, żeby wrócili do rozmowy później, po czym odszedł do swojego pokoju.
Hanser pozostała bez jasnej odpowiedzi.
Nie otrzymała zgody, na którą liczyła, ale też nie usłyszała otwartej odmowy.
Dla niej ta nagła zmiana postawy musiała być zagadką. Melich, który wcześniej chciał wydostać ją z trudnej sytuacji, teraz szukał argumentów, aby się nie spieszyć.
A ona miała w pamięci poranne spotkanie z Sinem. Dwa pozornie niezależne wydarzenia zaczynały układać się w niepokojącą całość.
Melich usiadł na łóżku i wreszcie przestał oszukiwać samego siebie. W myślach przyznał, że dawniej pojechałby z Hanser bez chwili zastanowienia.
Gdyby zaproponowała mu przeprowadzkę wcześniej, nie szukałby wymówek.
Wszystko zmieniło ponowne zbliżenie z Sinem.
Nie potrafił pogodzić się z myślą, że miałby znów ją stracić. Wiedział, że Sinem go potrzebuje i że oboje stanęli przed szansą, której tak długo nie mieli.
Wyjazd z Hanser oznaczałby oddalenie się od kobiety, którą kochał. Co więcej, mógłby zostać odczytany jako ostateczny wybór życia u boku Hanser, choć jego serce podążało już w inną stronę.
I właśnie tego Melich bał się najbardziej. Wspominał początki swojej decyzji, by stanąć przy Hanser.
Była wtedy osamotniona. Chciał podać jej rękę, zapewnić ochronę i pomóc jej przejść przez okres, w którym nie miała na kogo liczyć.
W jego zamiarach nie chodziło o odebranie Sinem szczęścia ani o to, by kogokolwiek ukarać.
Uwierzył, że małżeństwo z Hanser pozwoli ochronić ją i dziecko, a także uchronić Sinem przed dalszym cierpieniem.
Sądził, że w ten sposób znajdzie rozwiązanie skomplikowanej sytuacji. Teraz musiał przyznać, że było inaczej.
Ich decyzja nie zakończyła problemów.
Sprawiła, że jeszcze mocniej splątały się losy osób, które chciały dla siebie czegoś zupełnie innego.
Najtrudniejsze było to, że intencje Melicha mogły być dobre, a skutki i tak okazały się bolesne.
Melich myślał o twarzy Sinem, o jej lęku i o uczuciu, którego oboje nie potrafili już dłużej wypierać.
Powiedział sobie, że nie może zawieść jej po raz kolejny. A jednak za ścianą znajdowała się Hanser, która właśnie zebrała się na odwagę i poprosiła go o wspólny wyjazd.
Była przekonana, że mogą zacząć nowe życie, jeśli tylko on stanie przy niej tak jak dotychczas.
Melich wiedział, że nie da się już dłużej odkładać prawdy bez ranienia kogoś bliskiego.
Im bardziej próbował ochronić wszystkich, tym trudniej było mu znaleźć wyjście, które nie wymagałoby bolesnej rozmowy.
Nie chodziło już o odległość między starym domem a rezydencją. Chodziło o to, gdzie naprawdę znajduje się jego serce i czy starczy mu odwagi, by przyznać to Hanser.
Tymczasem nad wszystkimi tymi wydarzeniami wciąż wisiał cień słów Ciana. Bejza zaczekała, aż mąż sam pojawi się z pierścionkiem.
Mukadder obawiała się, że do pojednania może już nigdy nie dojść. Hanser próbowała uciec od miejsca, które codziennie przypominało jej o bólu.
Sinem walczyła ze sobą, choć kochała Melicha. A Melich zamiast przygotowywać przeprowadzkę, rozważał, jak nie stracić tej miłości po raz drugi.
Każde z nich pragnęło szczęścia, lecz niemal wszyscy próbowali je osiągnąć, nie mówiąc całej prawdy osobom stojącym najbliżej.
I to właśnie te przemilczenia okazywały się groźniejsze niż najbardziej gwałtowne kłótnie.
Czy Bejza zdecyduje się ustąpić, skoro Cihan pokazał, że nie zamierza spełniać jej żądań? Czy Hanser zrozumie, dlaczego Melich nagle przestał chcieć wyjechać? I czy Sinem znajdzie odwagę, aby spojrzeć Hanser w oczy i opowiedzieć jej o uczuciach, których tak długo się wstydziła?
Po tym dniu jedno stało się jasne. Pierścionek nie wystarczy, by odbudować zaufanie, a przeprowadzka sama w sobie nie rozwiąże problemów ukrytych w ludzkich sercach.
Cong wypowiedział już swoje warunki.
Hanser podjęła decyzję o wyjeździe.
Teraz wszystko zależy od tego, kto jako pierwszy odważy się przestać uciekać przed prawdą.”