
Nadejdzie noc, kiedy w pokoju starszego brata, pomiędzy starannie poukładanymi rzeczami, Cihan znajdzie szarą, zaschnięta plamę, podobną do cementu. Nie będzie jeszcze wiedział, że trzyma w dłoni jedyny ślad prowadzący do kobiety, której nikt w rodzinie nie szuka.
Metin, starszy syn Mukadder, wrócił do rezydencji Develioglu po ośmiu latach, gdy wszyscy uważali go za zmarłego. Jego żona Sinem zniknęła – Metin ogłosił, że wyjechała, żeby poukładać sobie myśli, i kazał córce Minę spakować dla mamy walizkę.
A potom służąca Gulsum znalazła tę walizkę w kontenerze na śmieci razem z piżamką, którą dziewczynka włożyła na wierzch, żeby mama nie tęskniła za jej zapachem. Gulsum drżąc ze strachu poszła z tym do Cihana, błagając tylko o jedno: żeby Metin się nie dowiedział.
Tymczasem Sinem siedzi przywiązana do krzesła w ciemnym pokoju, którego nikt nie zna, z nadgarstkami otartymi do krwi i myślami tylko o córce.
Wieczorem Cihan stoi w salonie rezydencji naprzeciwko brata. Na ekranie telewizora zatrzymana bajka o królikach, a w powietrzu wciąż unosi się słodki zapach szamponu Minę.
- To może powiedz to wprost! Niezrównoważony mąż, który wyszedł z psychiatryka, celowo skrzywdził żonę – to chcesz powiedzieć?! Teraz myślisz o swoim bracie?!
- Dowiedziałem się czegoś, co nie pozwala mi myśleć inaczej.
Za uchylonymi drzwiami do kuchni Gulsum przyciska dłoń do ust, przerażona, że Cihan wyjawi jej imię.
- Czego się dowiedziałeś? Mów!
- Nie będę owijał w bawełnę. Spakowałeś rzeczy bratowej i wyrzuciłeś je na śmietnik. Prawda czy nie?
Metin milczy przez dłuższą chwilę.
- Skoro nie odpowiadasz, to znaczy, że prawda. Co ty próbujesz zrobić, bracie? W co próbujesz nas wszystkich wmanewrować? Skoro nie zamierzałeś wysłać tych rzeczy, to po co je pakowałeś? Dlaczego okłamałeś Minę?
Cisza się przeciąga. Metin powoli opada na kanapę, pochyla się, opiera łokcie o kolana i ukrywa twarz w dłoniach. Kiedy znowu się odzywa, jego głos jest cichy i złamany.
- Pytasz, w co chciałem was wmanewrować? To ci powiem. Chciałem, żebyście uwierzyli, że nie jestem żałosnym człowiekiem, że nikt mnie nie porzucił.
- …
- Nie udało mi się, przyłapałeś mnie na gorącym uczynku. Zadowolony? Odeszła twoja bratowa. Zostawiła mnie.
Cihan zamiera i nie potrafi wydobyć z siebie ani słowa. Cała jego złość rozsypuje się w jednej chwili.
- Bracie, ja nie wiem, co powiedzieć…
- Nie ma co mówić. Stało się, daj spokój. Nie wiem, gdzie jest Sinem. Uciekłem się do tej gry, żeby moja córka nie cierpiała, żeby przestała płakać, żeby nie obwiniała matki i jej nie znienawidziła. Chciałem tylko jakoś opanować sytuację.
- …
- Ale potom gniew wziął górę. Poczułem się upokorzony. Kiedy wynosiłem z domu tę walizkę, udając, że wiozę ją Sinem, znienawidziłem samego siebie i wyrzuciłem ją na śmietnik. Teraz ci lżej?
- Nie wiedziałem, że między wami jest aż tak źle…
- Masz prawo tak myśleć. Gulsum też ma prawo podejrzewać. Nawet Sinem ma rację. Jedyną osobą, która tu nie ma racji, jestem ja. Widać nie jestem człowiekiem, którego można kochać.
- Bracie, nie mów tak.
- Wiem, co mówię. Proszę cię tylko o jedno: ta sprawa zostanie tajemnicą między nami. Ani ty, ani Hancer nie będziecie się w to w żaden sposób mieszać. To bardzo prywatna sprawa między mężem a żoną. Niech Sinem sama się zastanowi i sama zdecyduje.
- Dobrze, bracie. Jak sobie życzysz.
- Czy Minę może dziś przenocować u was? Nie mogę patrzeć, jak jest smutna, serce mi się kraje.
- Oczywiście, że może. Zajmiemy się nią. Dobranoc.
Cihan idzie przez ciemny ogród, czując wstyd, że uwierzył służącej bardziej niż własnemu bratu. Przez szybę małego domku widzi Hancer i Minę wtulone w siebie przy telewizorze i postanawia dotrzymać obietnicy i dać bratu spokój.
Tymczasem Metin stoi przy oknie w salonie, a jego oczy znów stają się zimne jak szkło. Wyjmuje chusteczkę, ociera twarz i mruczy do własnego odbicia, że przygotował idealną historię na wypadek znalezienia walizki.
Późną nocą, gdy dom zasypia, Metin skrada się do małego pokoju Gulsum za kuchnią. Uchyla drzwi z cichym skrzypnięciem.
- Wiem, że nie śpisz. Brawo, tak trzymaj. Nawet jeśli nie śpisz, zamknij te swoje ciekawskie oczy. Widzisz to? Nie widzisz, rozumiesz?
- …
- Bo potom patrzysz, a tu się okazuje, że i dla ciebie spakowaliśmy walizkę. Tylko że tym razem nikt jej nie znajdzie na śmietniku.
Drzwi zamykają się cicho. Przerażona Gulsum leży bez ruchu aż do świtu.
O świcie Gulsum wykrada się do starej komórki na narzędzia, gdzie ukryła walizkę. Po odsuńęciu plandeki widzi tylko puste miejsce – walizka i piżamka zniknęły.
Guslum pojmuje, że Metin wie o wszystkim i od tej pory będzie żyła w domostwie jak w klatce.
Jeszcze tej samej nocy Cihan wchodzi do pokoju Metina, szukając pendrive’a z dokumentami firmy. W idealnie uporządkowanym pokoju jego uwagę przykuwa jedna rzecz leżąca z boku.
Cihan podnosi ją do światła i zauważa szarą, chropowatą plamę zaschniętą w twardą skorupę, z której sypie się pył przypominający cement.
- Co ty robisz w moim pokoju? Dlaczego wchodzisz bez pukania?
- Spokojnie, bracie. Przyszedłem się przywitać, nie widziałem cię, więc już wychodziłem.
- Jako dziecko też taki byłeś. Wchodziłeś bez pozwolenia do mojego pokoju, grzebałeś w moich rzeczach, doprowadzałeś mnie do szału. Widać niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.
- Jako dziecko nie grzebałem w twoich rzeczach, ale ty zawsze chowałeś te, które były dla ciebie cenne. Teraz też się spiąłeś, jakbyś coś ukrywał.
- Dokładnie tak. Ukrywam przed wami skarb!
- Ta rozmowa idzie w złą stronę. Dobranoc, bracie.
Cihan wychodzi, ale zapamiętuje szary, chropowaty pył pachnący kurzem i wapnem.
Rano w jadalni Gulsum ze zdenerwowania tłucze szklankę na marmurowej posadzce. Mała Minę pyta o mamę, a Gulsum ze łzami sprząta odłamki szkła, szepcząc pod nosem z rozpaczą.
- Kto wie, gdzie jest twoja mama i w jakim stanie…
- Coś mówiłaś, Gulsum?
- Nie, nic. Mówię do siebie, jaka jestem niezdarna.
- Na pewno nic przede mną nie ukrywasz?
- Nie, nic.
Gulsum zbiera szkło, wiedząc, że jedno słowo więcej może ściągnąć na nią nieszczęście.
W szpitalu lekarka kończy przeglądać wyniki Mukadder.
- Wyniki są bardzo dobre.
- Czuję się dobrze. Nie mogłabym już wyjść do domu?
- Niestety musimy panią jeszcze trochę obserwować. Zrobimy ostatnie badanie krwi i porozmawiamy.
Lekarka wychodzi, a w drzwiach staje Metin z bukietem białych lilii.
- Metin, synku, witaj! Jak dobrze, że przyszedłeś.
- Naprawdę? Nie wiem, po przebudzeniu zawołałaś Cihana. Pomyślałem, że może nie chcesz mnie widzieć.
- Jak możesz tak mówić? Martwiłam się o Hancer i o wnuka, dlatego o nich pytałam, ale na ciebie czekałam tu z utęsknieniem.
- Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Przeżyłaś coś wielkiego, Bóg cię nam oszczędził. Szkoda, że wujek nie miał tyle szczęścia, co ty.
- Co się stało z twoim wujem?
- Nie żyje. Bejza zabiła własnego ojca, kiedy próbowała uciec z kliniki.
- O Boże… Jaka straszna śmierć, umrzeć z ręki własnego dziecka!
- Kto chodzi po błocie, temu się ono przykleja, prawda? Wujek też niejednemu zaszkodził, niejednego skrzywdził. Chociaż ty pewnie wiesz to lepiej.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Znasz go lepiej, to w końcu twój brat. Wiem, że między wami nie było żadnych tajemnic.
- A Bejza?
- Złapali ją. Jest w szpitalu psychiatrycznym, jej stan jest bardzo zły. Założyli jej kaftan bezpieczeństwa. Taki chyba jest obłęd – w jednej chwili tracisz rozum, matki nie poznajesz.
- Nie czuję się dobrze…
- Przepraszam cię. Przyszedłem jak zwiastun nieszczęścia, ale prędzej czy później i tak byś się dowiedziała. Przynajmniej usłyszałaś to ode mnie.
- Mogłabym trochę odpocząć?
- Oczywiście. Porozmawiamy później. Długo porozmawiamy.
Metin wychodzi, a Mukadder zostaje sama, patrząc z niepokojem na ciężkie, duszace białe lilie stojące przy łóżku.
W ukrytym pokoju Sinem słyszy zgrzyt klucza w zamku. Metin wchodzi z papierową torebką w dłoni.
- Czego ty ode mnie chcesz?! Dlaczego mnie męczysz?! Jeśli chcesz mnie zabić, zabij i niech się skończy ta tortura!
- Nie, umieranie nie jest takie łatwe. Są rzeczy gorsze od śmierci.
- Dosyć, dosyć! Nie wytrzymam! Jeśli chcesz mi odebrać życie, to odbierz albo puść mnie! Błagam, pozwól mi wrócić do córki!
- Nie trać na to oddechu. Przyniosłem ci kanapkę.
- Jeśli zjesz, nie chcę od ciebie niczego.
- Na twoim miejscu nie mówiłbym tak pewnie. Prawdziwa niespodzianka czeka na ciebie później. Przyniosłem ci coś takiego, że jak to zobaczysz, aż podskoczysz z radości.
- Przywiozłeś mi Minę? Moją córkę?!
- Minę? Nie ma tu czego szukać. To nie ona, ale i tak bardzo się ucieszysz.
- Dosyć! Zabierz mi życie, jeśli chcesz! Mam już dość!
- Nie jestem mordercą, ale to, co mi zrobiłaś, nie może pozostać bez kary, prawda?
Metin wychodzi i przekręca klucz, zostawiając kanapkę na podłodze poza zasięgiem spętanej Sinem. Sinem szarpie się na krześle, próbując dosięgnąć jedzenia, i zastanawia przerażona, co gorszego od śmierci przygotował dla niej mąż.