Cą jest o krok od utraty wszystkiego. Bea zabiera jego syna i znika, pewna, że tym razem zmusi męża do uległości. Nie wie jednak, że w domu, w którym się ukrywa, czeka na nią Jonka, kobieta, która coraz mniej zamierza tolerować jej grę.

Tymczasem Hanser widzi rozpacz Ciana i dochodzi do wniosku, że nie ma prawa powiedzieć mu jeszcze jednej najważniejszej prawdy, że także ich nienarodzone dziecko potrzebuje ojca. Zamiast walczyć o własne szczęście, postanawia odnaleźć Bejzę i przekonać ją do powrotu. A kiedy Co, przepełniony gniewem uderza Engina, emocje wymykają się spod kontroli.

Czy ból po stracie syna ostatecznie oddzieli Ciana i Hanser, czy właśnie teraz ujawni, jak silne uczucia wciąż ich łączą.

Bea była przekonana, że tym razem to ona rozdaje karty. Siedziała spokojnie na kanapie, jakby nic niezwykłego się nie wydarzyło, a przecież kilka godzin wcześniej zabrała ciana gurura i zniknęła z domu. Dla Ciana był to cios w najczulsze miejsce. Jego syn, dziecko, któremu obiecał, że zawsze będzie przy nim, nagle znalazł się poza jego zasięgiem.

Co gorsza, Beza dobrze wiedziała, co robi. Nie uciekła pod wpływem chwili. Miała plan. Chciała, żeby Cią cierpiał, szukał jej, dzwonił, prosił, a na końcu, jak sama sobie wyobrażała, przyszedł do niej z opuszczoną głową i spełnił jej warunki.

Tyle, że miejsce, które wybrała na kryjówkę, wcale nie było bezpieczną przystanią. Była tam Jomka, ta sama Jonka, która oddała dziecko Beie z przekonaniem, że zapewni mu lepsze życie, ale która teraz patrzyła na nią z coraz większą nieufnością.

Kiedy Bea pojawiła się w jej domu, Jonka od razu chciała wiedzieć, czego od niej chce. Przecież miały już ustalenia. Jonka dogadała się z Mukader i przyjęła jej warunki. W zamian oczekiwała spokoju, braku kolejnych niespodziewanych wizyt i przede wszystkim pewności, że nikt nie wciągnie jej ponownie w rodzinne wojny.

Bea jednak nawet nie próbowała udawać, że chodzi o zwykłą wizytę. Ostrzegła jące, żeby nie dzwoniła do Mukader, bo ciotka nie miała pojęcia, gdzie ona jest. Nikt nie mógł się dowiedzieć. Potrzebowała tylko kilku dni, podczas których Cio miał dojść do granicy wytrzymałości.

  • Chcę, żeby Cią padł przede mną na kolana — oznajmiła bez większego wahania.

Jonka patrzyła na nią tak, jak patrzy się na człowieka, którego zamiarów nie sposób przewidzieć. Wiedziała, że Bea potrafi mówić jedno, myśleć drugie, a robić jeszcze coś zupełnie innego. Dlatego od razu zaznaczyła, że nie chce żadnych kłopotów. Nie zamierzała stać się częścią kolejnej intrygi.

Wtedy Bea zrobiła coś, co natychmiast pokazało, jak dobrze rozumie słabość Jonsi. Wstała i chłodno stwierdziła, że skoro nie jest mile widziana, zabierze dziecko i pójdzie gdzie indziej.

Jonka zerwała się na równe nogi. Nie mogła pozwolić, by mały zniknął jej z oczu. Bea posunęła się jeszcze dalej. Z udawaną obojętnością powiedziała, że nie potrafi być matką, nie rozpoznaje, kiedy dziecko jest głodne i jeśli jej się znudzi, może je gdzieś zostawić, a potem powiedzieć, że zostało porwane.

To wystarczyło. Jonka pobladła i ustąpiła. Pozwoliła jej zostać, ale tylko ze względu na ciana gurura.

Bea przyjęła tę zgodę z triumfem. Dla niej wszystko układało się idealnie. Jonka będzie opiekować się dzieckiem, a ona w tym czasie będzie prowadzić swoją grę z Canichanem.

Wtedy zadzwonił telefon. Na ekranie pojawiła się wiadomość od Ciana. Bea odsłuchała ją z uśmiechem. Con domagał się rozmowy. Ostrzegał, że jeśli nadal będzie milczeć, pójdzie na policję.

Dla niego sytuacja stawała się coraz poważniejsza. Dla niej był to dowód, że plan działa.

  • Idź dokąd chcesz, cianie — mruknęła pod nosem. — I tak na końcu przyjdziesz do mnie.

Nie zdawała sobie jednak sprawy, że podczas gdy ona wyobrażała sobie własne zwycięstwo, właśnie tracił kontrolę nad sobą w zupełnie innym miejscu. Bea widziała tylko rezultat, który chciała osiągnąć. Nie obchodziło jej, co dzieje się z Cichaem po drodze. Każdy nieodebrany telefon, każda godzina bez syna i każda kolejna groźba miały osłabiać jego opór.

W jej przekonaniu im bardziej będzie cierpiał, tym łatwiej zgodzi się na jej warunki. To właśnie czyniło tę sytuację tak niebezpieczną. Dla Ciana chodziło o bezpieczeństwo dziecka, a dla bejzy o zwycięstwo w konflikcie, którego nie chciała zakończyć inaczej niż na własnych zasadach.

Nie zdawała sobie sprawy również z tego, że CO nie był już człowiekiem zdolnym spokojnie analizować każdy ruch. Strach o syna mieszał się w nim z poczuciem winy, gniewem i bezradnością. Właśnie dlatego wystarczył jeden impuls, by wszystkie te emocje wybuchły naraz.

W firmowym gabinecie napięcie eksplodowało. Cion przez cały dzień gromadził w sobie strach, bezsilność i gniew. Nie wiedział, gdzie jest jego syn, nie wiedział czy Bea o niego dba i nie potrafił znieść świadomości, że każdy kolejny telefon pozostaje bez odpowiedzi.

I kiedy stanął naprzeciwko Engina, wszystkie te emocje skupiły się na jednym człowieku. C uderzył go tak mocno, że Engine upadł na podłogę. Po chwili do gabinetu wbiegły Hanser i Siła.

Widok był jednoznaczny. Engine siedział oszołomiony, a Cion stał nad nim, wciąż napięty, jakby dopiero teraz docierało do niego, co zrobił. Siła natychmiast pomogła Enginowi wstać i wyprowadziła go z pomieszczenia. Hanser została z Cichaem sama.

Nie przestraszyła się jego gniewu. Patrzyła na niego z bólem, ale też ze stanowczością.

  • Co ty zrobiłeś? — zapytała.

Cą odpowiedział zdaniem, które odsłoniło znacznie więcej niż sam wybuch złości:

  • To, co chciałem zrobić samemu sobie, przez ciebie nie poznaję już samego siebie.

Chciał odejść, lecz Hanser go zatrzymała. Nie zamierzała pozwolić, by znowu uciekł od tego, co naprawdę czuje.

Powiedziała mu wprost, że problemem nie jest Engine. Problemem jest ona. To ona naciskała na Engina, to ona rozpaliła podejrzenia i z uporem próbowała udowodnić, że Ciąg Gurur nie jest dzieckiem bezy. Engine stracił siostrę i chwycił się nadziei, która wydawała mu się prawdziwa, ale ostatecznie to Hanser popychała go do kolejnych działań. Pokud więc C szuka kogoś, kogo może obwinić, powinien patrzeć właśnie na nią.

Hanser zrobiła nawet krok dalej. Stanęła przed nim i powiedziała, że jeśli chce ją ukarać, niech to zrobi. Niech nie uderza w innych tylko dlatego, że nie potrafi zranić jej bezpośrednio.

Było w tym coś desperackiego. Hanser nie broniła siebie. Przeciwnie, brała na siebie cały ciężar, jakby chciała w ten sposób odkupić cierpienie ciana. Ale jego odpowiedź była zupełnie inna niż mogła się spodziewać.

  • Mam cię ukarać, mam cię skrzywdzić? Ty naprawdę nic nie rozumiesz. Moja dusza cierpi za każdym razem, kiedy cię ranię.

Te słowa zatrzymały Hanser. Co nie mówił już jak człowiek wściekły. Mówił jak ktoś, kto jest rozdarty pomiędzy miłością i bólem. Przyznał, że próbuje o niej zapomnieć. Obiecał swojemu synowi, że nie będzie miał nikogo poza nim, a teraz syn zniknął z jego ramion i za każdym razem, gdy patrzy na Hanser, widzi osobę, z którą łączy całe to cierpienie.

Potem padło zdanie, które uderzyło w nią najmocniej:

  • Jeśli masz choć odrobinę sumienia, nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy.

Cong wyszedł, zostawiając Hanser samą. Jej twarz była mokra od łez. Mogła usłyszeć w jego słowach nienawiść, ale chwilę wcześniej usłyszała także coś, czego Cią nie potrafił już całkowicie ukryć: ranienie jej raniło również jego.

I właśnie to czyniło wszystko jeszcze trudniejszym. Hanser nie wiedziała jeszcze, że tego samego dnia będzie musiała podjąć decyzję, która może oddalić ją od cę jeszcze bardziej.

Po wyjściu Ciana została z jednym szczególnie bolesnym wspomnieniem. Chwilę wcześniej usłyszała, że on cierpi, kiedy ją rani, a zaraz potem kazał jej zniknąć z jego życia. Dla Hanser nie było w tym sprzeczności. Doskonale rozumiała, że Cią jednocześnie coś do niej czuje i obarcza ją odpowiedzialnością za swoje cierpienie.

To właśnie dlatego nie mogła po prostu pobiec za nim i domagać się wyjaśnień. Wiedziała, że w tej chwili każde słowo o miłości zabrzmiałoby jak próba odciągnięcia jego uwagi od zaginionego syna. Im mocniej chciała się do niego zbliżyć, tym wyraźniej dochodziła do wniosku, że powinna zrobić coś odwrotnego: cofnąć się i pomóc mu odzyskać to, co teraz uważał za najważniejsze.

Tymczasem w zupełnie innej części miasta Deria zajmowała się własną sprawą. Zatrzymała się przed salonem fryzjerskim, o którym wcześniej tyle słyszała i zobaczyła zamknięte drzwi. Dla niej od razu było to podejrzane. Nie wierzyła, że mu kader dała jąc pieniądze na zakup całego lokalu. Skoro sama Deria dostała zaledwie bransoletki, trudno było jej uwierzyć, że Jonka nagle stała się właścicielką salonu.

IA zaczepiła przechodzącego mężczyznę i zapytała, kiedy zakład zostanie ponownie otwarty. Odpowiedź natychmiast poprawiła jej humor. Właścicielka wyjechała kilka tygodni wcześniej, spakowała rzeczy i zamknęła interes. Od tamtej pory nikt się tam nie pojawiał.

Deria uznała to za potwierdzenie swoich podejrzeń. W jej oczach Jonka znowu coś zmyślała. Już miała odejść, gdy z lokalu wyszli dwaj mężczyźni. Jeden z nich wyglądał na właściciela, drugi na pośrednika. Deria usłyszała, że lokal ma zostać opróżniony i wynajęty komuś nowemu.

Wtedy jej podejrzliwość ustąpiła miejsca zupełnie innej myśli. A może to właśnie była jej szansa? Może marzenie o własnym salonie fryzjerskim, które wydawało się nierealne, nagle znalazło się bliżej niż kiedykolwiek wcześniej.

Deria uśmiechnęła się do siebie. W tym samym czasie inni bohaterowie walczyli o miłość, dzieci i zaufanie, a ona dostrzegała drzwi, które właśnie zaczynały się przed nią otwierać. Dla niej ta krótka rozmowa przed zamkniętym salonem miała znaczenie większe niż mogłoby się wydawać. Jeszcze kilka minut wcześniej przyszła tam głównie po to, by sprawdzić Jonce i udowodnić sobie, że jej opowieść o salonie nie trzyma się kupy.

Odeszła jednak z zupełnie nowym pomysłem. Pusty lokal przestał być dowodem w cudzej historii, a stał się możliwym początkiem jej własnej. Deria nie miała jeszcze żadnej pewności, że uda się wynająć to miejsce. Usłyszała tylko, że właściciel szuka nowego najemcy. Ale czasem właśnie taka drobna informacja wystarcza, by ktoś poczuł, że sytuacja może się odwrócić. Iia zamierzała te szanse zapamiętać.

Największe emocje wciąż jednak skupiały się wokół ucieczki Bey. Sinem spotkała się z Melichem w parku i bez długiego wstępu powiedziała mu, co się stało. Bea zabrała dziecko i uciekła z domu. Melich nie potrafił tego zrozumieć. Przecież testy miały już zakończyć spór. Skoro udowodniono, że Beza jest matką, dlaczego miałaby teraz uciekać z synem?

Sinem znała odpowiedź. W jej oczach nie chodziło o macierzyństwo, chodziło o zemstę.

  • Bea wie gdzie uderzyć, żeby najbardziej zabolało — wyjaśniła. — Jej celem jest Cią.

Sinem była przekonana, że CO nie pozwoli, by dziecko stało się kartą przetargową. Jej zdaniem następny krok był niemal oczywisty: rozwód. Małżeństwo Ciana i Bejzy dotarło do punktu, z którego może już nie być powrotu.

I właśnie wtedy rozmowa niespodziewanie przestała dotyczyć wyłącznie Ciana i bejzy. Melich zauważył, że Hanser przez cały czas milczy, bo nie chce być osobą, która zniszczy ich małżeństwo. Jeśli jednak rozwód nastąpi niezależnie od niej, sytuacja się zmieni. Co i Hanser znowu mogliby mieć przed sobą jakąś drogę.

Sinem dopowiedziała to, czego Melich nie powiedział na głos:

  • A ty też staniesz się wolny.

W tej jednej chwili pojawił się temat, który oboje odsuwali od siebie od dawna. Sinem zebrała się na odwagę i zapytała, czy może także dla nich istnieje jeszcze jakaś szansa. Od razu dodała, że jeśli Melich już nic do niej nie czuje, nie będzie do tego wracać.

Melich nie pozwolił jej długo żyć w niepewności.

  • W życiu kochałem tylko ciebie — powiedział. — Zawsze tak było i nic z tego nie zmieni.

Na twarzy Sinem pojawił się nieśmiały uśmiech. Po raz pierwszy od dawna między nimi nie było tylko żalu i niedopowiedzianych pretensji. Pojawiła się nadzieja, ale ta nadzieja zależała od decyzji innych osób, a przede wszystkim od tego, jak zakończy się wojna Bichaem.

To wyznanie Melia nie rozwiązywało ich problemów, lecz zmieniało ton całej relacji. Sinem nie musiała już zastanawiać się, czy uczucie zgasło. Teraz wiedziała, że ono wciąż istnieje. Jednocześnie oboje rozumieli, że nie mogą po prostu zacząć od nowa, dopóki życie Hanser jest związane z Melichem, a małżeństwo Ciana z Bejzą formalnie trwa.

Ich własna przyszłość została więc zawieszona pomiędzy cudzymi decyzjami. Paradoksalnie ucieczka Bejzy, która miała zranić ciana, mogła uruchomić zmiany daleko wykraczające poza ich małżeństwo.

Kiedy Sinem i Melich pozwalali sobie choć przez chwilę myśleć o wspólnej przyszłości, siła opatrywała twarz Engina. Ślad po uderzeniu Ciana był wyraźny. Siła była oburzona. Nie mogła zrozumieć, dlaczego Engine po prostu przyjął cios i nie próbował się bronić.

Engin odpowiedział spokojnie, że obaj tego potrzebowali. On zasłużył na lanie, a CO musiał gdzieś wyrzucić swoją złość.

Siła natychmiast zaprotestowała. Nie chciała słuchać jak engine bierze na siebie winę za wszystko co robi base i właśnie wtedy powiedziała o jedno zdanie za dużo. Zapytała, który to już raz, gdy Bea ucieka z domu.

Engine spojrzał na nią uważniej:

  • Skąd wiesz, że uciekała już wcześniej?

Siła na moment zamarła. Zdała sobie sprawę, że zdradziła wiedzę, której teoretycznie nie powinna mieć. Szybko wyjaśniła, że po prostu wywnioskowała to z rozmów z Hanser.

Engine nie naciskał dalej. Chwycił ją tylko delikatnie za rękę, gdy próbowała odejść i podziękował jej za to, że jest obok. Powiedział, że wciągnęli ją w cudze problemy, a mimo to przejmuje się wszystkim tak, jakby była częścią rodziny.

Siła odpowiedziała, że nie ma za co dziękować. Dzięki Enginowi ma dach nad głową i pracę. Pomogli sobie nawzajem.

Jednak chwilę później zwykła troska zamieniła się w zupełnie inną emocję. Kiedy zaniosła przybory opatrunkowe do pokoju Engina, otworzyła szufladę nocnej szafki. W środku zobaczyła eleganckie pudełko przewiązane ciemną kokardą.

Zatrzymała wzrok na prezencie dłużej niż zamierzała. Dla kogo Engine coś kupił? Dlaczego schował to w szufladzie?

Siła natychmiast powiedziała sobie, że to nie jej sprawa. Zamknęła szufladę i wyszła. Problem w tym, że ciekawość już została obudzona i nie zamierzała tak łatwo zniknąć.

Siła próbowała nadać całej sprawie rozsądne znaczenie. Może prezent był dla krewnej, może dla znajomej, może Engine po prostu chciał komuś podziękować. Każde logiczne wyjaśnienie brzmiało jednak słabiej w chwili, gdy przypominała sobie starannie przewiązaną kokardę. Pudełko wyglądało zbyt elegancko, by było przypadkowym drobiazgiem.

Siła nie chciała przed samą sobą przyznać, dlaczego tak bardzo ją to interesuje. Jeszcze niedawno powiedziałaby, że życie uczuciowe Engina nie ma z nią nic wspólnego. Teraz wystarczył jeden ukryty prezent, by zaczęła zastanawiać się, kim jest kobieta, dla której ktoś wybrał coś z taką uwagą. Ta niewinna ciekawość miała jeszcze wrócić z większą siłą.

Najtrudniejsza rozmowa tego wieczoru czekała jednak. Hanser siedziała na kanapie ze spuszczoną głową. Kiedy Melich przysiadł obok i zapytał, czy wszystko w porządku, nie było. Hanser miała wrażenie, że wszystko wokół niej się rozpada. Opowiedziała Melichowi o chaosie w firmie, o tym, że Beza zabrała dziecko i powiedziała Cihanowi, że już nigdy więcej nie pozwoli mu go zobaczyć, a potem wypowiedziała słowa, które pokazywały jak głęboko tkwi w poczuciu winy:

  • Co ma rację, że mnie nienawidzi.

Melich od razu próbował ją powstrzymać. Nie chciał, by obwiniała się za wszystko. Hanser jednak nie potrafiła oderwać się od obrazu cierpiącego ciana. Wiedziała, jak bardzo tęskni za synem. I właśnie dlatego prawda, którą nosiła w sobie stawała się jeszcze cięższa.

  • My też będziemy mieli dziecko — przyznała. — Chciałabym mu powiedzieć, że ono również go potrzebuje. Płonę z pragnienia, żeby wyznać mu prawdę, ale nie mogę.

To był jeden z najbardziej bolesnych paradoksów całej sytuacji. Hanser nosiła dziecko Ciana, lecz zamiast pójść do niego i powiedzieć mu, że wciąż może zostać ojcem także w innym sensie, postanowiła milczeć. Uważała, że najpierw musi odpokutować swoje błędy. Chciała pomóc mu odzyskać ciana gurura. Dopóki sytuacja się nie uspokoi, nie będzie mogła myśleć o sobie.

Melich zwrócił uwagę na konsekwencje: jeśli Hanser będzie milczyć zbyt długo, sama oddzieli swoje dziecko od ojca. Ale Hanser nie zmieniła zdania. Nie potrafiła powiedzieć Cichanowi o ciąży w chwili, gdy on walczy o odzyskanie syna. W jej oczach byłoby to egoistyczne i niesprawiedliwe. Tym bardziej, że sama przyczyniła się do rozpętania całego zamieszania, kiedy z uporem chciała udowodnić, że Ciąg Gurur nie jest dzieckiem Bejzy.

Dlatego postanowiła zrobić coś, co dla niej samej było niemal nie do zniesienia: odszukać Bejzę, przeprosić ją, przekonać, by wróciła do domu z dzieckiem.

Melich aż nie dowierzał:

  • Czyli chcesz, żeby Cio i Bea nadal byli małżeństwem?

Hanser odpowiedziała smutno, że musi to zrobić, ponieważ wierzy, iż ich małżeństwo rozpadło się przez nią. Potem spojrzała na Melia i dodała coś jeszcze. Jeśli on jest już zmęczony, jeśli nie chce dłużej uczestniczyć w całej tej sytuacji, zrozumie. Dał jej nazwisko, został przy niej, nie uciekł od odpowiedzialności. Zrobił więcej niż mogła oczekiwać. Jeśli zechce, może odzyskać wolność.

Melich był poruszony. Zaprzeczył jakoby myślał o odejściu. Powiedział, że zależy mu na szczęściu Hanser. Ona jednak zauważyła, że od pewnego czasu jest zamyślony i nieobecny. Zapytała delikatnie, czy ma to związek z kobietą, którą kocha.

Melich natychmiast temu zaprzeczył. Nie chciał jeszcze mówić o Sinem. Odpowiedział, że skupia się na Hanser i dziecku. A jeśli Bea i Cą się rozwiodą, Hanser wreszcie będzie mogła mieć życie, na jakie zasługuje.

Wtedy Hanser powiedziała coś, co wyjaśniało jej decyzję lepiej niż wszystkie wcześniejsze argumenty. Sama dorastała bez matki i ojca. Wiedziała, co oznacza brak rodziców. Dlatego nie chciała miłości, która miałaby oddzielić dziecko od ojca.

Jej intencja była szlachetna, ale sytuacja stawała się coraz bardziej skomplikowana. Hanser chciała ratować więciana z synem, nawet kosztem własnego szczęścia. Nie wiedziała jednak, co naprawdę dzieje się w kryjówce bezy.

Najbardziej tragiczne było to, że Hanser podejmowała te decyzje w oparciu o obraz rodziny, który w rzeczywistości już prawie nie istniał. Chciała odbudować małżeństwo Ciana i Bejzy dla dobra dziecka, podczas gdy Bea właśnie wykorzystywała tego samego chłopca do wywierania presji na jego ojca.

Hanser myślała kategoriami winy i naprawiania szkód. Be zamyślała kategoriami zwycięstwa. Co myślał tylko o odzyskaniu syna. Każde z nich patrzyło więc na tę samą sytuację z zupełnie innego miejsca. I dlatego plan Hanser, choć pełen poświęcenia, mógł doprowadzić ją prosto do kolejnego bolesnego zderzenia z rzeczywistością.

Tam cierpliwość Joni właśnie się kończyła. Con Gurur zaczął głośno płakać. Bea leżała na turkusowej kanapie ze słuchawkami w uszach. Włączyła muzykę i niemal całkowicie odcięła się od dziecka. Jonka zostawiła małego pod jej opieką zaledwie na kilka minut, ale kiedy wróciła, zastała bejzę niewzruszoną, podczas gdy chłopiec zanosił się od płaczu.

Jonka chwyciła poduszkę i rzuciła nią w bejzę. Była wściekła, zostawiła syna na 5 minut i oczekiwała tylko odrobiny odpowiedzialności.

Bea wzruszyła ramionami. Stwierdziła, że dziecko jest przyzwyczajone do płaczu i ona nie będzie do niego biegać za każdym razem, gdy wyda z siebie dźwięk.

Dla Joni to było za dużo. Przypomniała Beie, że ten chłopiec jest jej ratunkiem.

Bea odpowiedziała z ironią, że dla Joni również. Zapytała ile właściwie dostała za oddanie dziecka.

To zdanie trafiło w najczulszy punkt. Jonka stwierdziła, że nie miała wyboru. Oddała syna, bo chciała zapewnić mu dobre życie. Nie chciała, żeby skończył tak jak ona.

Bea nie wykazała ani odrobiny zrozumienia i wtedy Jonka straciła panowanie nad sobą. Rzuciła się na bejzę, chwyciła ją za włosy, a potem wykręciła jej rękę. Ostrzegła, że jeśli jeszcze raz zobaczy jak Bea źle traktuje dziecko, konsekwencje będą poważne.

Beja próbowała ją sprowokować. Zapytała, czy Jonka zamierza pobiec do Ciana i opowiedzieć mu prawdę.

Jonka odpowiedziała słowami, które po raz pierwszy naprawdę przestraszyły Bejzę. Oznajmiła, że groźby się skończyły. Jeżeli Bejza skrzywdzi dziecko, Jonka sama ją ukaże. Jej gniew był tak wielki, że mówiła o śmierci i o miejscu, w którym nikt by jej nie znalazł. Wspomniała nawet ogród ojca Bejzy.

Bejza pobladła. Do tej pory to ona straszyła innych. To ona manipulowała, szantaszowała i ustawiała ludzi tam, gdzie chciała. Teraz po raz pierwszy zobaczyła, że Jonka w kwestii dziecka może być naprawdę nieprzewidywalna.

Jonka nie oczekiwała od Bejzy wielkiej miłości do chłopca. Powiedziała tylko, że wystarczyłaby odrobina czułości. A jeśli Bea nie potrafi tego czuć, niech przynajmniej udaje. Potem wzięła małego na ręce i wyszła.

Cong Gurur uspokoił się niemal natychmiast. Bejaza została sama i dopiero wtedy wypuściła powietrze. Jeszcze przed chwilą była pewna, że kontroluje sytuację. Teraz zaczynała rozumieć, że jej kryjówka może stać się miejscem, w którym to ktoś inny zacznie dyktować warunki.

Jonka była dla niej potrzebna, bo potrafiła zająć się dzieckiem. Ale właśnie ta więź między Jonką i Cichaem Gururem oznaczała, że Beza nie może robić wszystkiego, na co ma ochotę. Każde zaniedbanie będzie obserwowane, a każda próba wykorzystania chłopca może wywołać następną awanturę.

Co więcej, reakcja dziecka była wymowna. Kiedy Jonka wzięła je na ręce, uspokoiło się niemal od razu. Bea mogła udawać, że nic jej to nie obchodzi, lecz trudno było zignorować różnicę między własną obojętnością a instynktowną troską Jonsi.

Jej plan wciąż działał, ale pojawiła się w nim pierwsza poważna rysa. Ale noc miała przynieść jeszcze jedną tajemnicę. Tym razem nie w domu Joni, lecz w mieszkaniu Engina.

Siła próbowała zapomnieć o pudełku w jego szufladzie. Bez skutku — myśl o eleganckim prezencie wracała do niej bez przerwy. W końcu ciekawość zwyciężyła. Upewniła się, że nikogo nie ma w pobliżu. Weszła ponownie do pokoju Engina i ostrożnie wysunęła szufladę.

Pudełko wciąż tam leżało, granatowe, eleganckie, przewiązane satynową kokardą. Siła przez chwilę walczyła sama ze sobą, po czym uniosła wieczko. W środku zobaczyła piękną apaszkę z drobnym kwiatowym wzorem. Było oczywiste, że nie jest to przypadkowo kupiona rzecz. Ktoś wybrał ją starannie z myślą o konkretnej kobietach.

  • Dla kogo ją kupił? — wyszeptała.

Wtedy zauważyła kopertę. Gdyby ją otworzyła, być może natychmiast poznałaby odpowiedź. Wyciągnęła rękę, ale w tej samej chwili usłyszała kroki na korytarzu. Zamarła.

Szybko odłożyła kopertę, zamknęła pudełko i wsunęła je z powrotem do szuflady. Potem wyszła z pokoju tak cicho, jak tylko potrafiła i schroniła się w kuchni.

Chwilę później pojawił się tam Engine. Zapytał, dlaczego wstała. Siła skłamała, że chciało jej się pić. Engine odpowiedział, że zgłodniał i przyszedł zrobić sobie tosty.

Siła odruchowo powiedziała, że mogłaby je przygotować, gdyby ją poprosił. Engin spojrzał na nią z niedowierzaniem. Nie był przecież kimś, kto budzi drugą osobę w środku nocy, tylko po to, żeby podała mu jedzenie.

Siła wycofała się z tego zdania, tłumacząc, że to przecież jej praca. Engin zaproponował, że zrobi tosty również dla niej. Odmówiła i wróciła do swojego pokoju, tyle że nie wróciła już do poprzedniego spokoju.

Teraz wiedziała, że w pudełku znajduje się prezent dla kobiety. Wiedziała też, że obok niego leży koperta, która prawdopodobnie wyjaśnia wszystko. Nie znała tylko najważniejszej odpowiedzi: dla kogo Engine przygotował apaszkę?

I właśnie na tym polegała największa ironia tego dnia. W jednym domu Bea była przekonana, że zmusi ciana do kapitulacji. W innym Hanser postanawiała poświęcić własne szczęście, żeby pomóc mu odzyskać syna. Melich i Sinem po raz pierwszy od dawna pozwolili sobie na nadzieję. Deria dostrzegła szansę na własny salon, a siła stanęła przed tajemnicą, która mogła całkowicie zmienić jej relacje z Enginem.

Największe pytanie wciąż jednak pozostawało bez odpowiedzi. Jak długo Bea zdoła ukrywać się z dzieckiem, skoro Cią jest gotów pójść na policję? Czy Jonka rzeczywiście pozwoli jej dalej używać chłopca jako narzędzia zemsty? I co zrobi Hanser, kiedy stanie twarzą w twarz z kobietą, którą chce przeprosić, mimo że sama cierpi przez jej decyzję?

Cion chce odzyskać syna. Hanser chce naprawić własne błędy. Bea chce wygrać. Jonka chce chronić dziecko. Każda z tych osób ciągnie sytuację w inną stronę. A kiedy wszyscy są przekonani, że działają z właściwych powodów, właśnie wtedy jeden nieprzewidziany ruch może rozsypać cały plan.

I wygląda na to, że ten ruch jest coraz bliżej.

Related Posts

Panna młoda odc. 225: Sila zastawia pułapkę na Beyzę! Melih nie przestaje walczyć o Sinem!

Sila szła szpitalпym korytarzem pewпym, spokojпym krokiem. Tego dпia wyglądała zυpełпie iпaczej пiż zwykle. Miała пa sobie elegaпcki szary płaszcz, bordową blυzkę i dopasowaпą spódпicę. Na szyi…

Hanser wchodzi do biura Ciana z jednym celem – chce wiedzieć, dlaczego została wciągnięta w jego rozgrywkę z Bejzą. Zgodziła się zrobić coś, co miało pomóc jej…

To znaleziono w mieszkaniu męża Emilii Koprowskiej podczas przesłuchania. Z tego się już nie wytłumaczy

Sprawa zaginięcia Emilii Koprowskiej wciąż jest przedmiotem działań policji i prokuratury. Śledczy prowadzą kolejne czynności, które mają pomóc w ustaleniu, co wydarzyło się z kobietą i jaki…

Kawałek dalej samochodowy karambol

Na obwodnicy Zawiercia i Poręby w ciągu DK 78 doszło do wstrząsającej serii wypadków. Wśród nich karambol z udziałem kilku samochodów, najechanie na przyczepę, a także –…

Na stole leży małe czarne pudełko, a w nim dwa złote pierścionki. Dla Bezy powinny oznaczać zwycięstwo, ale Nuśret widzi w nich raczej ostatnią szansę, zanim wszystko…

Panna młoda, odcinek 229

Serial “Panna młoda” skupia się na losach Hancer, która by pomóc bratu w opłaceniu leczenia, zgadza się na ślub z Cihanem. Z czasem to zaaranżowane małżeństwo zamienia…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page