Kiedy wszyscy byli przekonani, że wynik głosowania jest już przesądzony, Hançer dokonała ruchu, którego nikt się nie spodziewał. Rozpoczęła się walka o władzę, honor i ostatnią wolę Yasemin, a konsekwencje tej decyzji będą odczuwalne przez wszystkich.
W sali konferencyjnej panowało napięcie, które można było wyczuć w każdym spojrzeniu. Rodzina zajęła miejsca, a Engin przygotowywał się do rozpoczęcia głosowania nad wyborem nowego przewodniczącego fundacji. Większość obecnych była przekonana, że wszystko jest już ustalone i że stanowisko trafi do Beyzy lub Deniz. Nagle drzwi otworzyły się, a do środka weszła Hançer. Jej pojawienie się wywołało natychmiastowe poruszenie. Niektórzy patrzyli na nią z niedowierzaniem, inni z otwartą wrogością. Nikt nie rozumiał, dlaczego przyszła na spotkanie, skoro wcześniej odmówiła przyjęcia propozycji Yasemin.
Wtedy Hançer spokojnym głosem wypowiedziła słowa, które zatrzymały wszystkich w miejscu: „Nie przyszłam tutaj głosować. Przyszłam spełnić ostatnią wolę Yasemin. Kandyduję”. Przez chwilę zapadła kompletna cisza. Beyza natychmiast zaprotestowała, twierdząc, że kandydaci zostali już wybrani i że Hançer nie ma prawa zmieniać zasad w ostatniej chwili. Jednak Engin szybko wyjaśnił, że spotkanie formalnie jeszcze się nie rozpoczęło, a z prawnego punktu widzenia nic nie stoi na przeszkodzie, aby Hançer zgłosiła swoją kandydaturę.
Rozpoczęło się głosowanie. Każdy oddawał głos zgodnie ze swoimi przekonaniami i interesami. Kiedy wszystkie głosy zostały policzone, okazało się, że Hançer nie zdobyła wystarczającej przewagi. Sytuacja wydawała się rozstrzygnięta, a jej przeciwnicy zaczęli już odczuwać satysfakcję. Wtedy Engin ponownie zabrał głos. Przypomniał wszystkim o czymś, co zostało niemal całkowicie pominięte – Yasemin posiadała symboliczny udział w fundacji, a jej ostatnia wola również miała znaczenie. Jako prawnik rodziny wyjaśnił, że głos Yasemin może zostać uwzględniony. To oznaczało jedno: remis.
Na sali natychmiast wybuchła kolejna fala emocji. Nusret i Beyza byli przekonani, że ktoś próbuje manipulować wynikiem wyborów. Oskarżenia zaczęły padać z każdej strony, lecz Engin pozostawał niewzruszony. Wtedy ujawnił kolejną niespodziankę – istniał jeszcze jeden głos, który mógł rozstrzygnąć wszystko. Kilka dni wcześniej Engin skontaktował się z Melihem. Wyjaśnił mu, że jeśli Hançer zdecyduje się kandydować, nie będzie mogła oddać głosu na samą siebie. Jedynym rozwiązaniem było czasowe przekazanie udziałów komuś, komu ufa najbardziej. Tą osobą okazał się właśnie Melih. Mężczyzna długo się wahał – nie chciał żadnych udziałów, nie interesowały go stanowiska ani wpływy. Jednak kiedy zrozumiał, jak ważne jest to dla Hançer i dla pamięci Yasemin, zgodził się pomóc. Teraz wszyscy poznali prawdę. „Hançer przekazała swoje udziały Melihowi, dlatego ma on prawo głosować” – wyjaśnił Engin.
Sala natychmiast eksplodowała gniewem. Beyza oskarżyła wszystkich o oszustwo. Twierdziła, że wykorzystano lukę w przepisach tylko po to, aby odebrać jej zwycięstwo. Mukadder również nie kryła oburzenia, a kolejne słowa stawały się coraz bardziej agresywne. Jednak Engin pozostał spokojny. Przypomniał wszystkim, że zasady zostały wcześniej przekazane na piśmie, a każdy kandydat miał identyczne prawa. Gdyby Beyza miała osobę, której ufa równie mocno, mogła zrobić dokładnie to samo. To tylko jeszcze bardziej rozwścieczyło przeciwników Hançer.
Wtedy wydarzyło się coś, czego nie przewidział absolutnie nikt. Cihan nagle zmienił swoją decyzję. Patrząc prosto na wszystkich obecnych, oznajmił: „Swój głos oddaję na Hançer”. Słowa te spadły na salę niczym piorun. Beyza zamarła, Mukadder nie mogła uwierzyć własnym uszom, a Nusret patrzył na siostrzeńca z niedowierzaniem. Natomiast Hançer nie była w stanie ukryć wzruszenia. Po raz pierwszy od bardzo dawna ktoś z rodziny Develioglu publicznie stanął po jej stronie.
Decyzja została podjęta. Hançer wygrała wybory i została nową przewodniczącą fundacji. Jednak zamiast świętowania rozpoczęła się otwarta wojna. Beyza, czerwona z gniewu, rzucała kolejne oskarżenia. Twierdziła, że wszyscy działali przeciwko niej, że została oszukana i upokorzona. Nusret nie krył rozczarowania, a Mukadder otwarcie obrażała Hançer i jej otoczenie. Wśród tych wszystkich krzyków i oskarżeń jedna rzecz stała się jednak oczywista – to nie był koniec tej historii. To był dopiero początek, a zwycięstwo Hançer miało sprawić, że jej życie stanie się jeszcze trudniejsze niż dotychczas.
Po zakończeniu głosowania atmosfera w siedzibie firmy była bardziej napięta niż kiedykolwiek wcześniej. Zwycięstwo Hançer nie przyniosło spokoju ani pojednania. Wręcz przeciwnie – dla wielu osób było początkiem otwartej wojny, a pierwsze ataki pojawiły się niemal natychmiast. Mukadder nie potrafiła ukryć furii. W jej oczach Hançer nie tylko zdobyła stanowisko, które według niej nigdy nie powinno trafić w jej ręce, ale również odważyła się przeciwstawić całej rodzinie Develioglu. Kobieta nie szczędziła gorzkich słów ani Hançer, ani Melihowi. Szczególnie Melih stał się celem jej gniewu, ponieważ to właśnie jego głos przesądził o wyniku wyborów.
Hançer widziała, jak kolejne oskarżenia spadają na ludzi, którzy stanęli po jej stronie. Zaczęła mieć wyrzuty sumienia – przez nią Melih musiał wysłuchiwać tylu upokorzeń. Kiedy zostali sami, przyznała, że coraz bardziej żałuje całego zamieszania i zastanawia się, czy rzeczywiście warto było walczyć o stanowisko. Melih jednak nawet przez chwilę nie okazał wahania. Powiedział jej, że nie zrobił niczego, czego musiałby się wstydzić. Przypomniał, że przez całe życie utrzymywał się wyłącznie z własnej pracy i nigdy nie wyciągał ręki po cudzy majątek: „Nigdy nie przełknąłem nawet kawałka chleba, na który sam nie zapracowałem. Nie interesują mnie ich pieniądze ani udziały. Pomogłem tylko dlatego, że wierzę w ciebie”. Te słowa poruszyły Hançer bardziej niż wszystkie gratulacje, które usłyszała tego dnia.
Wkrótce do rozmowy dołączył Engin. Prawnik nie ukrywał zadowolenia z przebiegu wydarzeń. Przyznał, że spełnił ostatnią wolę swojej siostry i właśnie dlatego uważa ten dzień za wyjątkowo ważny. Jednocześnie zapewnił Hançer, że od tej chwili nie zostanie sama. Był przekonany, że czekają ją trudne miesiące, ponieważ zdobyła stanowisko, o które walczyły osoby przyzwyczajone do władzy i wpływów. Mimo to wierzył, że ma w sobie siłę, by sprostać wszystkim wyzwaniom.
Tymczasem po drugiej stronie konfliktu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Beyza nie potrafiła pogodzić się z porażką. Wróciła do domu przepełniona gniewem i upokorzeniem. Była przekonana, że została okradziona ze zwycięstwa, które należało do niej. Najbardziej bolało ją jednak zachowanie Cihana. W jej oczach to właśnie on odebrał jej stanowisko – gdyby nie zmienił głosu w ostatniej chwili, wynik mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Nusret próbował uspokoić córkę, ale jego słowa nie przynosiły żadnego skutku. Beyza była zdecydowana walczyć dalej i nie zamierzała pozwolić Hançer cieszyć się sukcesem.
W tym samym czasie Cihan również znalazł się pod ogromną presją. Mukadder zarzucała mu zdradę rodziny. Nie mogła zrozumieć, dlaczego pomógł kobiecie, którą jeszcze niedawno oskarżali o rozbicie ich świata. Jednak Cihan pozostawał niewzruszony. Oświadczył, że nie działa za plecami innych ludzi i nie prowadzi brudnych gier. Skoro Hançer zdecydowała się walczyć uczciwie, on również postanowił zachować się uczciwie: „Chcieli wojny, więc ją dostaną. Teraz wszyscy zobaczymy, czy Hançer naprawdę nadaje się do tej funkcji”. Były to słowa, które zaskoczyły nawet najbliższych członków rodziny.
Wkrótce Hançer otrzymała wiadomość od Cihana – mężczyzna chciał spotkać się z nią sam na sam. Kiedy usłyszała tę prośbę, zrozumiała, że zwycięstwo w wyborach było dopiero początkiem znacznie trudniejszej drogi. Przed wejściem do gabinetu próbowała zachować spokój, jednak w jej sercu trwała prawdziwa burza. Doskonale wiedziała, że od tej chwili ich relacja będzie wyglądała inaczej. Nie będą już byłymi małżonkami próbującymi poradzić sobie z bólem przeszłości. Staną się współpracownikami, ludźmi zmuszonymi codziennie patrzeć sobie w oczy mimo wszystkich ran, które sobie zadali. Engin próbował dodać jej odwagi, żartując, że za chwilę do pokoju wejdzie rozwścieczony smok ziejący ogniem. Hançer uśmiechnęła się tylko na moment, ale doskonale wiedziała, że rozmowa z Cihanem nie będzie łatwa. Mimo wszystko nie zamierzała się wycofać. Po raz pierwszy od bardzo dawna poczuła, że walczy nie tylko o siebie, ale również o pamięć Yasemin i o ludzi, którym fundacja miała pomagać. Nie wiedziała jeszcze, że najgłośniejsze słowa tego dnia dopiero miały paść i że spotkanie z Cihanem otworzy stare rany, które nigdy tak naprawdę się nie zagoiły.
Po zakończeniu wszystkich formalności Hançer została oficjalnie nową przewodniczącą fundacji. Jednak zamiast cieszyć się zwycięstwem, musiała niemal natychmiast zmierzyć się z człowiekiem, którego kiedyś kochała bardziej niż własne życie. Cihan poprosił ją o rozmowę w swoim gabinecie. Kiedy weszła do środka, atmosfera była chłodna i napięta. Nie było już miejsca na dawne uczucia, wspomnienia ani słowa pełne czułości. Po jednej stronie siedział właściciel holdingu Develioglu, a po drugiej kobieta, która właśnie weszła do jego świata jako nowa przewodnicząca fundacji.
Cihan od początku dał jej jasno do zrozumienia, że nie zamierza traktować jej w wyjątkowy sposób. Przypomniał, że choć fundacja działa pod własnym szyldem, jest częścią struktury związanej z holdingiem. Oznacza to, że każdy pracownik znajdujący się w budynku podlega określonym zasadom, a on oczekuje bezwzględnej lojalności, profesjonalizmu i dyscypliny. Mówił spokojnie, lecz każde kolejne zdanie brzmiało jak ostrzeżenie. Wyjaśnił, że świat biznesu nie jest miejscem dla ludzi kierujących się emocjami. Tutaj liczą się wyniki, odpowiedzialność i umiejętność podejmowania trudnych decyzji. Nikt nie będzie miał czasu zajmować się czyimiś urazami ani osobistymi problemami.
Hançer wysłuchała wszystkiego w milczeniu. Nie zamierzała wdawać się w kolejną kłótnię. W pewnym momencie odpowiedziała jednak słowami, które głęboko poruszyły Cihana: „Kiedy poznaliśmy się po raz pierwszy, przede mną siedział dokładnie ten sam człowiek. Teraz widzę, że nigdy się nie zmieniłeś. Zawsze byłeś taki sam”. Przez chwilę w gabinecie zapanowała cisza. Cihan patrzył na nią długo, jakby próbował odnaleźć dawną Hançer, którą kiedyś znał. Tymczasem ona widziała przed sobą mężczyznę, który nie patrzył już na nią jak na ukochaną kobietę, lecz jak na kolejnego pracownika.
Po wyjściu z gabinetu Hançer próbowała zachować spokój, lecz w jej wnętrzu trwała prawdziwa walka. Nie mogła przestać myśleć o tym, jak bardzo zmieniła się ich relacja. Jeszcze niedawno marzyła o wspólnej przyszłości, teraz każde spojrzenie Cihana przypominało jej, że w jego oczach stała się kimś obcym. Melih i Engin szybko zauważyli, że coś jest nie tak. Próbowali dowiedzieć się, jak przebiegła rozmowa, ale Hançer nie chciała wracać do bolesnego tematu. Powiedziała jedynie, że Cihan wyjaśnił jej zasady funkcjonowania firmy i że od tej chwili będzie traktowana dokładnie tak samo jak każdy inny pracownik. Te słowa zabolały bardziej, niż chciała przyznać.
W tym samym czasie pojawił się kolejny temat, który zaczął budzić zainteresowanie wszystkich wokół. Sıla nadal mieszkała w domu Hançer i Meliha. Engin wyraził swoje obawy. Przyznał, że właściwie nic nie wiedzą o młodej dziewczynie – nie znają jej przeszłości, rodziny ani powodów, dla których znalazła się sama w obcym mieście. Zaproponował nawet sprawdzenie jej danych w szpitalu. Hançer stanowczo odmówiła. Była przekonana, że Sıla nie stanowi zagrożenia. Widziała w niej zagubioną dziewczynę, która potrzebowała pomocy i odrobiny zaufania. Tymczasem sama Sıla zaczynała coraz mocniej przywiązywać się do domu, który dał jej schronienie. Po raz pierwszy od długiego czasu czuła się bezpiecznie. Jednak gdy zostawała sama, na jej twarzy pojawiał się niepokój. Widać było, że skrywa tajemnicę, o której nie powiedziała jeszcze nikomu.

Równolegle Melih podjął ważną decyzję dotyczącą udziałów, które otrzymał od Hançer na potrzeby głosowania. Wyjaśnił Enginowi, że nie chce ich zatrzymywać. Przyznał, że po narodzinach dziecka zamierza przekazać wszystko prawowitemu właścicielowi, ponieważ uważa, że majątek należy do przyszłego potomka: „Jestem tylko tymczasowym opiekunem. Kiedy dziecko przyjdzie na świat, oddam mu wszystko”. Słowa Meliha po raz kolejny pokazały, że nigdy nie kierował się chciwością ani własnym interesem. Podczas gdy jedni walczyli o władzę i wpływy, on myślał wyłącznie o bezpieczeństwie rodziny.
Tymczasem gdzieś indziej rozgrywał się jeszcze bardziej bolesny dramat. Engin nie potrafił przestać myśleć o Sinem. W samotności wspominał przeszłość, zastanawiając się, jak mogło dojść do sytuacji, w której stracili siebie nawzajem. Był przekonany, że gdyby wtedy podjęli inne decyzje, ich życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Żal mieszał się z poczuciem winy, a wspomnienia nie dawały mu spokoju. Nie wiedział jeszcze, że podobne uczucia towarzyszą również Hançer. Choć zdobyła stanowisko, o które walczyła, w jej sercu nie było zwycięstwa – był jedynie ból po człowieku, którego nadal nie potrafiła całkowicie wyrzucić ze swoich myśli. I właśnie wtedy, gdy wszyscy próbowali odnaleźć się w nowej rzeczywistości, kolejne sekrety zaczęły powoli wychodzić na powierzchnię.
Po powrocie do domu Hançer została przywitana przez Sılę, która od rana zajmowała się porządkowaniem całego domu. Dziewczyna nie potrafiła siedzieć bezczynnie i chciała w jakiś sposób odwdzięczyć się za pomoc, jaką otrzymała. Kiedy dowiedziała się, że Hançer wygrała wybory i została przewodniczącą fundacji, ucieszyła się bardziej niż ktokolwiek inny. Była przekonana, że nikt nie zasługuje na to stanowisko bardziej od kobiety, która bez chwili wahania otworzyła przed nią drzwi swojego domu. Sıla spojrzała na nią z podziwem i powiedziała, że przy jej boku stoi silny i uczciwy mężczyzna, dlatego z pewnością poradzi sobie z każdym wyzwaniem. Te słowa sprawiły, że Hançer choć na moment mogła zapomnieć o wszystkich upokorzeniach, których doświadczyła tego dnia.
Tymczasem w zupełnie innym miejscu Gonca zaczęła coraz poważniej myśleć o przyszłości. Marzyła o tym, by zabrać dziecko i zniknąć z życia wszystkich ludzi, którzy dotąd wykorzystywali ją do własnych celów. Coraz wyraźniej mówiła o rozpoczęciu nowego życia z dala od konfliktów, szantaży i rodzinnych intryg. Jednak Derya nie zamierzała tak łatwo rezygnować z pieniędzy, które obie miały zdobyć. Kiedy Gonca wyszła na targ, Derya postanowiła działać samodzielnie. Przypadkiem trafiła do salonu kosmetycznego prowadzonego przez przedsiębiorczą kobietę, która właśnie przygotowywała się do przeprowadzki do większego lokalu. Właścicielka opowiadała o świetnie prosperującym biznesie, stałych klientach i wysokich zyskach. Ku zaskoczeniu Deryi, kobieta zaczęła traktować ją bardzo poważnie. Przyznała nawet, że widzi w niej potencjał i chętnie przekazałaby jej cały interes, gdyby tylko znalazła odpowiednie środki finansowe. Derya nie mogła uwierzyć własnym uszom. Po raz pierwszy ktoś spojrzał na nią jak na osobę zdolną do prowadzenia własnego biznesu, a nie jak na kobietę żyjącą z cudzych pieniędzy i nieustannych kombinacji.
Jednak największe emocje rozgrywały się w firmie. Beyza wciąż nie mogła pogodzić się z przegraną i postanowiła znaleźć winnego swojej porażki. Za cel obrała Engina. Wpadła do jego gabinetu pełna gniewu i oskarżyła go o zdradę. Była przekonana, że prawnik od początku działał przeciwko niej i celowo doprowadził do zwycięstwa Hançer. Engin próbował zachować spokój. Przypomniał jej, że jedynie spełnił ostatnią wolę Yasemin i że jego decyzje były podyktowane szacunkiem dla zmarłej siostry. Nie miało to jednak żadnego znaczenia. Beyza nie chciała słuchać żadnych wyjaśnień. Przysięgła, że Hançer i Melih bardzo szybko pożałują swojego zwycięstwa, a ona zrobi wszystko, by usunąć ich z firmy.
Równolegle Cihan próbował przekonać samego siebie, że podjął właściwą decyzję. Choć publicznie zachowywał chłód i dystans, w głębi serca nie potrafić całkowicie odciąć się od Hançer. Gdy Engin wspomniał, że Melih chce zwrócić udziały i nigdy nie miał zamiaru wykorzystać całej sytuacji dla własnych korzyści, Cihan nie wyglądał na przekonanego. Był pewien, że prawdziwe intencje Meliha wyjdą na jaw wcześniej czy później.
Nie wiedział jednak, że w tym samym czasie ktoś inny przeżywał znacznie większy dramat. Sinem została sama ze swoimi wyrzutami sumienia. Wspominała wszystkie błędy, które doprowadziły do rozpadu jej relacji z Enginem. Coraz bardziej uświadamiała sobie, jak wiele straciła i jak bardzo zraniła ludzi, których kochała. Łzy mieszały się z poczuciem winy: „Straciłam ciebie. Straciłam wszystko” – powtarzała w samotności. Wiedziała, że przez własne decyzje odebrała mu szansę na rodzinę, o której kiedyś wszyscy marzyli.
Podczas gdy Sinem pogrążała się w rozpaczy, Sıla coraz mocniej zadomawiała się u Hançer i Meliha. Dziewczyna sprawiała wrażenie wdzięcznej i szczerej. Jednak kiedy zostawała sama, na jej twarzy pojawiał się niepokój. Wyraźnie było widać, że ukrywa coś bardzo ważnego – coś, czego nie odważyła się jeszcze nikomu wyznać. I właśnie ten sekret może wkrótce całkowicie zmienić życie wszystkich mieszkańców rezydencji.