- Bejza wyznaje Nuśretowi prawdę o Jasemin. Odnaleziony list może ujawnić wszystko.
Beja jeszcze nie wie, co dokładnie znajduje się w kopercie pozostawionej przez Jasemin, ale sam fakt, że list powstał dzień przed jej śmiercią wystarcza, by strach odebrał jej spokój. W tym samym czasie Hanser próbuje chronić siebie i nienarodzone dziecko przed kolejną prowokacją.
A Deria i Jonka zaczynają układać plan oparty na tajemnicy, która może zachwiać całą rodziną Develoglu. Najbardziej niebezpieczny moment przychodzi jednak wtedy, gdy Bea zostaje sama z Nuśretem i po raz pierwszy mówi ojcu, co naprawdę wydarzyło się z Jasemin.
Czy jej wyznanie okaże się początkiem końca i dlaczego Engine, zanim otworzy kopertę, sprowadza do firmy właśnie Hanser? Gdy wszyscy zajmują miejsca przy jednym stole, staje się jasne, że tego ranka nikt nie wyjdzie stamtąd taki sam.
- W sali konferencyjnej panuje cisza tak ciężka, że każdy najmniejszy ruch wydaje się zbyt głośny.
Engine trzyma przed sobą białą kopertę, a Cihan patrzy na nią z napięciem. Mukader blednie, Nuśret zaciska dłonie na krześle, a Beja robi wszystko, by nie pokazać, jak bardzo się boi.
Największe zaskoczenie dopiero jednak nadchodzi. Do pomieszczenia wchodzi Hanser, wezwana przez Engina specjalnie po to, by usłyszeć treść listu Jasemin.
Cihan natychmiast reaguje gniewem, ale Engine ucina wszelkie pytania jednym zdaniem: ten list dotyczy przede wszystkim Hanser. Wtedy Beja rozumie, że koszmar, przed którym uciekała od śmierci Jasemin, może właśnie wrócić.
Engine wsuwa palec pod zagięcie koperty — jeszcze chwila i wszyscy poznają słowa napisane dzień przed tragedią. Tylko że zanim dojdzie do tego spotkania, wydarzy się coś, co pokaże, jak wiele osób w tej historii ma już własny plan.
Tego samego dnia rano w niewielkim domu Dery panuje zupełnie inna atmosfera. Od wczesnych godzin kobieta krząta się po salonie i przygotowuje śniadanie, jakiego Cemil dawno nie widział na ich stole.
Pojawia się biały ser, oliwki, jajka, pomidory, ogórki, świeże pieczywo, pączki, jajecznica z sucukiem, a nawet miseczka prawdziwego miodu. Deria cofa się o krok i z satysfakcją patrzy na stół, wiedząc, że wszystko wygląda niemal świątecznie.
Kiedy Cemil wchodzi do pokoju, zatrzymuje się w progu. Najpierw patrzy na jedzenie, potem na żonę i od razu staje się podejrzliwy.
- Pyta, skąd wzięła pieniądze i czy znowu czegoś nie kombinuje.
Deria natychmiast udaje oburzenie i przekonuje, że żona może przecież raz przygotować porządne śniadanie bez przesłuchania. Cemil nie daje się jednak łatwo zbyć, bo znają się zbyt dobrze, i żartuje, że jeszcze chwila i pomyśli, iż wygrali na loterii.
Deria odpowiada, że miała trochę oszczędności na czarną godzinę. Cemil zaczyna więc pytać, czy właśnie nadeszła ta czarna godzina, czy wybuchła wojna, kolejna epidemia, albo może kończy się świat.
Deria śmieje się i tłumaczy, że wręcz przeciwnie — życie jest krótkie i czasem trzeba sprawić sobie odrobinę przyjemności. Z dumą pokazuje mu miód, potem ser z Karsu i zapewnia, że wszystko kupiła na promocji.
Cemil kręci głową, ale w końcu na jego twarzy pojawia się lekki uśmiech, co Deria natychmiast wykorzystuje. Jeszcze raz zachwala miód, ser i promocję, jakby chciała przekonać męża, że całe to niezwykłe śniadanie naprawdę nie ma żadnego drugiego dna.
Cemil słucha, lecz wciąż patrzy na nią z miną człowieka, który wie, że prędzej czy później usłyszy prawdziwy powód. I właśnie wtedy Deria wspomina, że mają gościa.
Nie chce od razu powiedzieć kogo; zamiast tego stawia dodatkowy talerz i z tajemniczym uśmiechem nazywa tę osobę bożym gościem. Cemil kompletnie nie rozumie, co żona ma na myśli, i pyta raz jeszcze, kto ma przyjść i dlaczego nikt go o tym nie uprzedził.
Deria przeciąga moment, jakby celowo chciała zobaczyć jego reakcję. Cemil już ma zażądać konkretnej odpowiedzi, gdy z korytarza dobiegają ciche kroki.
Oboje odwracają głowy — w przejściu stoi Jonka. Jej twarz jest blada, a w oczach wciąż widać niepokój po wydarzeniach poprzedniej nocy.
Cemil zamiera z kawałkiem pieczywa w dłoni. Spogląda na Jonkę, potem na Derię, później znowu na Jonkę, jakby nie wiedział, czy naprawdę się obudził.
- Jonka spuszcza wzrok i cicho mówi: „Dzień dobry, bracie Cemilu”.
Kilka minut później cała trójka siedzi już przy stole. Deria je z apetytem, jakby urządziła rodzinne święto, natomiast Jonka jest spięta i bez przerwy obraca w dłoniach szklankę herbaty.
Cemil próbuje zachować powagę, ale co chwilę zerka na nią ze współczuciem. Wtedy rozmowa schodzi na dziecko Jonki.
Deria wyjaśnia, że maleństwo od chwili narodzin przebywa w inkubatorze, bo ciąża nie przebiegała prawidłowo i dziecko przyszło na świat słabe oraz niedożywione. Jonka nie mogła go nawet zobaczyć — nie wie, czy otworzyło oczy, czy płakało, czy w ogóle poczuło obecność swojej matki.
- Kiedy wypowiada te słowa, ból w jej głosie jest tak wyraźny, że Cemil natychmiast przestaje żartować.
Pyta, czy lekarze dają nadzieję, na co Deria odpowiada, że tak — dziecko ma wyzdrowieć, potrzebuje tylko czasu i odpowiedniej opieki.
Jonka słucha tego w milczeniu. W jej oczach widać jednak, że słowo „czas” wcale jej nie uspokaja, bo dla matki, która nie może dotknąć własnego dziecka, każda godzina wydaje się wiecznością.
Cemil patrzy na nią dłuższą chwilę. Nie wypytuje o przeszłość, nie ocenia jej decyzji i nie próbuje rozstrzygać, kto zawinił, bo interesuje go to, co można zrobić teraz.
Milczy przez kilka sekund, po czym podejmuje decyzję, której Deria najwyraźniej się spodziewała. Oświadcza, że Jonka zostanie w ich domu tak długo, aż dziecko wyjdzie ze szpitala, gdyż nie ma sensu, żeby w takiej chwili została sama i martwiła się o dach nad głową.
Deria od razu zaczyna przesadnie wychwalać dobroć swojego męża. Mówi, że ludzie pytają ją, co w nim widzi, a ona mogłaby odpowiedzieć: wszystko.
Cemil, wyraźnie zawstydzony, próbuje ją uciszyć. Jonka po raz pierwszy lekko się uśmiecha, wyglądając w tym krótkim momencie, jakby naprawdę uwierzyła, że znalazła bezpieczne miejsce.
Cemil musi jednak iść do kawiarni. Przed wyjściem przypomina, że sytuacja jest tylko tymczasowa — dziecko w końcu opuści szpital i wtedy Jonka będzie musiała zdecydować, gdzie zamieszka.
Deria zapewnia, że wszystko przemyślą. Drzwi się zamykają i w domu nagle zapada cisza.
Deria odprowadza męża wzrokiem i dopiero wtedy na jej twarzy pojawia się zadowolony uśmiech, bo pierwsza część planu się udała. Jonka jednak nie zamierza udawać, że niczego nie zauważa.
Patrzy na nią uważnie i pyta wprost, co chodzi jej po głowie. Nie wierzy, że Deria przyjęła ją pod dach wyłącznie z dobroci serca.
Deria przez chwilę spokojnie je jajko, jakby zastanawiała się nad najprostszą odpowiedzią. W końcu mówi tylko jedno słowo: szantaż.
Jonka sztywnieje, pewna, że źle usłyszała. Pyta, czy Deria oszalała, ta jednak zachowuje całkowity spokój i powtarza bez wahania: szantaż.
- Co więcej, nie chodzi jej o jedną osobę.
Gdy Jonka pyta, kogo właściwie zamierzają szantażować, Deria odpowiada: wszystkich. Potem wymienia nazwiska powoli i z naciskiem: Cihan, Bejza, Mukader.
Każde z nich ma coś do stracenia i każde jest częścią tajemnicy, którą Deria uważa za znacznie cenniejszą niż jakiekolwiek oszczędności. Według niej prawda, którą mają w rękach, jest warta fortuny, a ona nie zamierza zmarnować takiej okazji.
Jonka wciąż wygląda na zszokowaną, lecz Deria jest już myślami kilka kroków dalej. W jednej chwili gościnne śniadanie zamienia się w początek planu, którego konsekwencji żadna z nich nie potrafi jeszcze przewidzieć.
W tym samym czasie Hanser próbuje zająć myśli pracą. Chodzi po domu ze ściereczką i środkiem do czyszczenia, przeciera balustradę i porządkuje kolejne miejsca, ale nie potrafi uwolnić się od wydarzeń ostatnich dni.
Rozstanie, ślub z Melichem, Cihan, szepty, spojrzenia i kolejne napięcia sprawiają, że czuje się wyczerpana emocjonalnie. W końcu siada na oparciu kanapy przy oknie.
Odruchowo kładzie dłoń na brzuchu i od razu łagodnieje. Cicho mówi do dziecka, nazywając je swoją małą fasolką.
Zapewnia, że jeśli mama jest smutna, to tylko na chwilę, i obiecuje, że będzie silna. Poradzi sobie z każdą przeszkodą i z każdym człowiekiem, który stanie jej na drodze.
Najważniejsze jest jedno: dziecko ma urodzić się bezpiecznie i w spokoju. Ten krótki moment czułości przerywa dzwonek do drzwi.
Hanser schodzi na dół i pyta, kto przyszedł, słysząc po drugiej stronie znajomy głos: „To ja, sąsiadka”. Przez chwilę zastanawia się, czy w ogóle otwierać, ale ostatecznie naciska klamkę.
- Bejza stoi w progu elegancka, pewna siebie i uśmiechnięta w sposób, który natychmiast zdradza, że nie przyszła z pokojowymi zamiarami.
Trzyma małą różową torbę i oznajmia, że skoro ich mężowie poszli do pracy, mogłyby razem napić się porannej kawy, twierdząc nawet, że przyniosła prezent.
Hanser chłodno przypomina, że jej nie zapraszała. Bejza odpowiada, że sąsiedzi nie potrzebują zaproszeń, po czym bez pytania wchodzi do środka.
Zachowuje się tak swobodnie, jakby znajdowała się we własnym domu. Idzie na piętro, rozgląda się po salonie i zaczyna komentować wystrój.
Mówi, że Hanser niczego nie zmieniła — meble, zasłony i dodatki pozostały po byłym mężu. Z drwiącym uśmiechem dodaje, że były i obecny mąż Hanser najwyraźniej mają dokładnie taki sam gust.
Hanser każe jej wyjść, ale Bejza spokojnie siada na kanapie. Oświadcza, że przyniosła kawę i oczekuje, że gospodyni ją przygotuje.
- Prowokuje coraz bardziej, przypominając kolację, podczas której Hanser siedziała przy jej stole ze swoim nowym mężem.
Skoro ona wtedy zachowała się z szacunkiem, teraz oczekuje tego samego, a na koniec dodaje jeszcze, żeby Hanser nie żałowała cukru, bo lubi słodką kawę.
Hanser najchętniej wyrzuciłaby ją za drzwi, ale wie, że Bejza odebrałaby to jako zwycięstwo. Po kilku minutach wraca więc z jedną filiżanką, a Bejza od razu pyta, dlaczego tylko jedną i czy przypadkiem nie ma w niej trucizny.
Hanser odpowiada, że nie zamierza z nią pić, a kawa jest jedynie rewanżem za kolację — Bejza ma ją wypić i wyjść. Wtedy rozmowa zmienia ton: Bejza mówi, że właściwie przyszła podziękować.
Hanser nie rozumie za co. Odpowiedź jest dokładnie tak bolesna, jak chciała tego Bejza.
Twierdzi, że dzięki Hanser i Melichowi jej małżeństwo z Cihanem odżyło. Według niej Cihan dopiero wtedy, gdy zobaczył Hanser z innym mężczyzną, zrozumiał, jak wiele znaczy dla niego kobieta, która zawsze była przy nim.
Bejza nie poprzestaje na jednym zdaniu. Opowiada, że Cihan miał powiedzieć jej: „Prawdziwa miłość była tuż obok mnie, a ja byłem ślepy”.
Nie wiadomo, czy powtarza jego słowa dokładnie, czy celowo dobiera je tak, żeby zranić Hanser najmocniej. Dla Hanser nie ma to jednak większego znaczenia, bo sam obraz Cihana mówiącego coś takiego wystarcza, by na moment straciła pewność siebie.
Hanser odwraca wzrok i prosi, żeby Bejza przestała, lecz rywalka tylko się uśmiecha, widząc, że trafiła w czuły punkt. Mówi, że to dopiero początek.
Dodaje, że poprzedni wieczór przypominał drugi miesiąc miodowy, wszystko było magiczne i oboje bardzo za sobą tęsknili. Na koniec wypowiada zdanie, które ma być ostatecznym ciosem: całą noc spędziła w ramionach Cihana.
Hanser próbuje zachować kamienną twarz. Nie chce dać Bejzie satysfakcji, ale im spokojniej usiłuje wyglądać, tym wyraźniej widać, że prowokacja działa.
Bejza przygląda się jej uważnie, czekając na reakcję i niemal delektując się ciszą, która zapada między nimi. To już za wiele — Hanser gwałtownie odbiera jej filiżankę, aż kawa rozlewa się na spodek, i każe Bejzie natychmiast wyjść.
Bejza zamiast się przestraszyć, pyta tylko, czy zabolało. Hanser zapewnia, że nie interesuje ją życie rywalki, ale wtedy pada pytanie, którego kompletnie się nie spodziewała: „W takim razie co robiłaś w środku nocy w moim domu?”.
Hanser zamiera. Jeszcze sekundę wcześniej była przekonana, że to ona kończy tę rozmowę, a teraz sama zostaje zaskoczona.
Była pewna, że nikt jej nie widział, kiedy pojawiła się w rezydencji nocą. Przez moment naprawdę nie potrafi znaleźć odpowiedzi i dopiero po chwili odzyskuje panowanie nad sobą.
Próbuje zaprzeczać, mówiąc, że Bejza opowiada bzdury i nie ma żadnych dowodów. Bejza jednak przestaje udawać uprzejmą sąsiadkę.
Jej głos staje się lodowaty. Każe Hanser nie grać z nią w tę grę i oświadcza, że jako pani rezydencji ma oczy i uszy wszędzie.
Nie zamierza nawet tłumaczyć, skąd wie. Sam fakt, że zna szczegóły nocnej wizyty Hanser, wystarcza, by odzyskać przewagę.
Zaczyna oskarżać Hanser, że uśpiła nowego męża i pobiegła do byłego. Sugeruje, że liczyła na to, iż Cihan znów się do niej zwróci.
Twierdzi, że Hanser zobaczyła ich razem i pękło jej serce — żałuje rozwodu i swojej decyzji, ale jest już za późno. Hanser coraz mocniej zaciska pięści i żąda, by Bejza przestała ją obrażać, ta jednak robi krok bliżej i wypowiada groźbę.
Jeśli jeszcze raz zobaczy Hanser w pobliżu Cihana, pożałuje tego. Potem przypomina dzień, kiedy obie jechały razem samochodem, mówiąc, że była gotowa zaryzykować własne życie dla Cihana.
Właśnie wtedy przekracza granicę, której Hanser nie pozwoli nikomu przekroczyć. Bejza kładzie dłoń na jej brzuchu i mówi, że następnym razem zapłaci nie tylko Hanser, ale także dziecko, które nosi.
- Rozlega się głośny policzek — głowa Bey odskakuje w bok.
Przez moment w pokoju nie słychać niczego. Hanser drży ze złości i mówi bardzo cicho, ale każde słowo brzmi jak ostrzeżenie: „Nie waż się. Nigdy więcej nie mów o moim dziecku”.
W jej oczach pojawiają się łzy, lecz nie cofa się ani o krok. Przypomina, przez co przeszła, by chronić to dziecko, i mówi Bejzie, że nie ma żadnego prawa nawet o nim wspominać.
Wskazuje schody i każe jej wynosić się z domu. Bejza przykłada dłoń do piekącego policzka.
W jej spojrzeniu pojawia się czysta nienawiść. Zamiast jednak odpowiedzieć kolejną awanturą, bierze żakiet i rzuca tylko, żeby Hanser nie dawała jej powodu do ponownego przyjścia.
Chwilę później trzaskają drzwi i Hanser zostaje sama. Dopiero wtedy napięcie z niej schodzi.
Obejmuje brzuch ramionami, siada na kanapie i bierze głęboki, drżący oddech. Przed chwilą obiecywała dziecku spokój, a teraz już wie, że o ten spokój będzie musiała walczyć.
A tymczasem w innym domu Deria i Jonka zastanawiają się, jak wykorzystać cudze sekrety dla własnej korzyści. Deria od razu wyklucza Hanser ze swojego planu, tłumacząc, że nie ma sensu mówić jej prawdy, ponieważ Hanser nie zapłaci — zamiast tego pobiegnie ratować wszystkich dookoła.
- Potrzebują kogoś, kto będzie miał wystarczająco dużo do stracenia, by kupić ich milczenie.
Bejza również odpada, bo Deria uważa ją za nieobliczalną i niebezpieczną, a z taką osobą nie da się spokojnie negocjować.
Nuśret jest jeszcze gorszym wyborem. Deria bez wahania nazywa go bezlitosnym człowiekiem, który gdy poczuje zagrożenie, może po prostu pozbyć się problemu.
Cihan nie wchodzi w grę — jeśli odkryłby manipulacje, nie zapomniałby im tego. Zostaje więc jedna osoba: Mukader.
Kiedy Jonka wypowiada jej imię, Deria natychmiast się ożywia, bo właśnie na tę odpowiedź czekała. Jej zdaniem Mukader jest idealnym celem nie dlatego, że jest słaba, lecz dlatego, że ma jeden wyjątkowo czuły punkt.
Deria przypomina, że to właśnie Mukader dała jej telefon, gdy była w ciąży, żeby mogła uciec. Nie zrobiła tego bez powodu — sama nie chciała tego dziecka w rezydencji i z pewnością wie więcej, niż mówi.
Jonka nadal nie rozumie, dlaczego Mukader miałaby płacić za milczenie dwóch kobiet, skoro jest częścią potężnej rodziny i mogłaby po prostu im zagrozić. Deria odpowiada, że pieniądze są najmniej ważną częścią tej układanki, bo najważniejszy jest strach.
Trzeba tylko znaleźć rzecz, której Mukader boi się stracić bardziej niż majątku i reputacji — Cihana. Jeśli prawda wyjdzie na jaw, a syn dowie się, że matka pomagała ukrywać przed nim tak wielkie kłamstwo, może jej tego nie wybaczyć.
Deria jest przekonana, że Mukader zrobi wszystko, by nie dopuścić do utraty syna, więc zapłaci. Jonka zaczyna patrzeć na ten pomysł inaczej — przed chwilą była przerażona słowem „szantaż”, a teraz na jej twarzy pojawia się coraz wyraźniejszy uśmiech.
Tajemnica, którą posiadają, może zachwiać rodziną Develioglu, i obie zaczynają wierzyć, że da się ją zamienić na pieniądze.
Wieczorem w rezydencji Cihan siada w salonie naprzeciwko Mukader i Bey. Atmosfera od początku jest dziwna, bo żadna z kobiet nie wie, po co je wezwał.
Mukader pierwsza pyta, co się stało. Cihan odpowiada spokojnie, ale jego słowa natychmiast zmieniają wszystko: jutro rano wszyscy mają stawić się w firmie, bo Engine odnalazł list Jasemin napisany dzień przed jej śmiercią.
Bejza sztywnieje. Przez ułamek sekundy nie słyszy już ani Cihana, ani Mukader.
- Wraca pamięcią do domu Jasemin, do jej spanikowanej twarzy, drżących dłoni i chwili, kiedy próbowała ją powstrzymać przed wyjściem.
Tamtego dnia Jasemin była zdecydowana, mówiąc, że gra dobiegła końca i wszyscy dowiedzą się o kłamstwie Bejzy.
Chciała wyjść i powiedzieć prawdę, a Bejza próbowała ją zatrzymać. Gdy Jasemin ruszyła w stronę drzwi, Bejza odruchowo szarpnęła róg dywanu.
Miała ją tylko zatrzymać na moment, jednak jedna sekunda wystarczyła, żeby wszystko wymknęło się spod kontroli. Jasemin straciła równowagę, potknęła się, zachwiała i upadła, uderzając głową o kant pianina — ten głuchy dźwięk Bejza pamięta do dziś.
Głos Cihana przywraca ją do rzeczywistości, gdy pyta, czy wszystko w porządku. Bejza ukrywa drżące dłonie, próbuje brzmieć naturalnie i natychmiast chce wiedzieć, co Jasemin napisała.
Cihan odpowiada, że nie wie, bo Engine niczego mu nie zdradził. Powiedział jedynie, że wszyscy mają być obecni przy odczytaniu listu.
Mukader nie rozumie, dlaczego pismo pojawiło się dopiero teraz. Cihan wyjaśnia, że w klinice długo szukano lekarza na miejsce Jasemin i dopiero niedawno opróżniono jej gabinet.
Jedna z pielęgniarek znalazła list w szufladzie biurka i przekazała go Enginowi. Każde zdanie sprawia, że Bejza oddycha coraz szybciej.
Próbuje dowiedzieć się, dlaczego także ona ma być obecna. Cihan nie zna odpowiedzi, po czym przypomina sobie jeszcze jedno: Bejza ma zadzwonić do ojca, bo Nuśret również musi przyjść.
To wystarcza, by twarz Bey zupełnie pobladła. Pyta dlaczego, a Cihan odpowiada, że według Engina treść listu dotyczy całej ich rodziny.
W głowie Bey pojawia się tylko jedna myśl: jeśli Jasemin zdążyła zapisać prawdę, wszystko może runąć — małżeństwo, pozycja w rezydencji i życie, które tak długo próbowała zbudować. Wstaje nagle i pod pretekstem sprawdzenia, czy Gurur nie jest głodny, wychodzi z salonu.
Dopiero na korytarzu pozwala sobie na głębszy oddech. Nogi drżą jej tak mocno, że ledwo idzie, wiedząc, że następny dzień może być najgorszym dniem jej życia.
W pokoju dziecięcym zatrzaskuje za sobą drzwi i opiera się o nie plecami. Przez kilka sekund stoi nieruchomo, próbując uspokoić oddech.
Wokół panują ciepłe pastelowe barwy, a na ścianach namalowane są zwierzątka nad białą kołyską z baldachimem. To powinno być miejsce spokoju i bezpieczeństwa, lecz dla Basy staje się klatką, w której nie może uciec przed własnymi wspomnieniami.
- Zaczyna chodzić po pokoju i zadawać sobie pytania: „Co Jasemin napisała? Czy wspomniała, że podejrzewała Bejzę? Czy opisała badanie? Czy zdążyła napisać o wynikach i o tym, że ciąża była kłamstwem? Czy zostawiła dowód, którego nie da się podważyć?”.
Każde pytanie prowadzi do następnego. Bejza łapie się za głowę i wyrzuca sobie, że po śmierci Jasemin nie sprawdziła wszystkiego dokładniej.
Powinna była przejrzeć każdą szufladę, każdy dokument, każdy skrawek papieru. Powinna była przewidzieć, że kobieta tak zdeterminowana, by ujawnić prawdę, mogła coś po sobie zostawić.
Teraz jest już za późno — koperta znajduje się w rękach Engina, a ona nie ma do niej dostępu. Po raz pierwszy czuje się całkowicie bezsilna wobec kawałka papieru.
W końcu spogląda na kołyskę. Gurur śpi spokojnie pod błękitnym kocykiem, nie wiedząc nic o burzy, która gromadzi się wokół niego.
Bejza pochyla się nad dzieckiem i szepcze, że nie pozwoli nikomu odebrać sobie życia, o które tak długo walczyła. Nie pozwoli, by wyrzucono ją z rodziny, ale tej nocy po raz pierwszy od dawna nie zastanawia się nad tym, jak wygrać — zastanawia się tylko, jak przetrwać następny dzień.
Rano w siedzibie firmy panuje nienaturalna cisza. Przy długim stole siedzą już Cihan, Mukader i Bejza, każde pogrążone we własnych myślach.
Wtedy do sali wchodzi Nuśret i od progu pyta, po co został wezwany tak wcześnie. Bejza natychmiast podnosi się z miejsca, mówiąc, że wyjaśni mu wszystko na zewnątrz.
W jej głosie jest coś, co sprawia, że Nuśret bez dyskusji idzie za córką. Na korytarzu Bejza najpierw rozgląda się na obie strony, by mieć pewność, że nikt ich nie słyszy.
Nuśret od razu zauważa jej drżące dłonie i pyta, co się stało. Bejza odpowiada, że chodzi o Jasemin, na co ojciec momentalnie poważnieje.
Bejza zaczyna od słów, że wydarzyło się coś strasznego, próbując nazwać to wypadkiem. Nuśret żąda konkretów.
Wtedy córka mówi prawdę, której tak długo przed nim nie ujawniała: Jasemin odkryła wszystko i zmusiła Bejzę do wykonania testu. Tym razem nie udało się podmienić wyników.
Jasemin dowiedziała się, że Bejza wcale nie jest w ciąży, i chciała natychmiast powiedzieć Cihanowi. Doszło do kłótni, w której Bejza błagała ją o milczenie, ale Jasemin nie zamierzała ustąpić.
Bejza na chwilę traci głos, po czym wypowiada zdanie, które sprawia, że Nuśret zamiera: „A potem przypadkowo ją zabiłam”. Nuśret przez kilka sekund tylko na nią patrzy, nie będąc pewien, czy dobrze usłyszał.
- Kiedy dociera do niego znaczenie tych słów, jego twarz blednie.
Bejza nie daje mu jednak czasu na długą reakcję, mówiąc, że Jasemin zostawiła list dla Engina, który został znaleziony dopiero teraz, i właśnie dlatego wszyscy są w firmie.
Nuśret pyta, czy w liście jest mowa o wynikach testu. Bejza nie wie, bo nigdy nie widziała koperty i nie potrafi powiedzieć, ile Jasemin zdążyła napisać przed śmiercią.
Ta niewiedza jest najgorsza. Ojciec zaczyna tracić panowanie nad sobą — najpierw odwraca głowę i przeciera czoło, jakby próbował poukładać w myślach to, co usłyszał.
Potem gniew bierze górę: wyrzuca córce, że całe życie sprząta po jej błędach, a tym razem wciągnęła w nie również jego. Pyta, dlaczego nie powiedziała mu wcześniej — gdyby wiedział, być może mógłby coś zrobić, zanim list trafił do Engina.
Teraz nie mają już czasu ani przewagi. Bejza odpowiada tylko, że się bała.
Nuśret syczy, że jeśli Jasemin opisała wyniki testu, sytuacja nie skończy się na rodzinnym skandalu. Wtedy w jego głosie pojawia się prawdziwy lęk, gdy wypowiada jedno słowo: więzienie.
Bejzie robi się słabo. Właśnie wtedy na końcu korytarza pojawia się sekretarka i oznajmia, że Cihan prosi ich do sali konferencyjnej.
Ojciec i córka patrzą na siebie bez słowa, wiedząc, że nie da się już niczego zatrzymać. Kiedy wracają do środka, atmosfera jest jeszcze cięższa.
Engine siedzi z zamkniętą kopertą przed sobą — nie bawi się nią, nie otwiera jej wcześniej i nie próbuje uspokajać zebranych. Jest poważny, skupiony i spokojny jak człowiek, który wie, że za chwilę będzie musiał przeczytać słowa zmarłej siostry przed ludźmi, których mogą one dotknąć najbardziej.
Cihan od kilku minut bębni palcami o blat, aż w końcu traci cierpliwość. Skoro wszyscy są już na miejscu, chce wiedzieć, dlaczego Engine nie zaczyna czytać.
Mukader spogląda raz na syna, raz na kopertę. Bejza siedzi sztywno i pilnuje każdego oddechu.
Nuśret udaje opanowanego, choć po rozmowie na korytarzu wie już, że w kopercie może znajdować się coś znacznie groźniejszego niż rodzinne wspomnienie. Engine odpowiada, że nie wszyscy dotarli.
Cihan pyta, kto jeszcze ma przyjść. Engine mówi tylko, że osoba, która powinna usłyszeć ten list równie wyraźnie jak pozostali.
W sali zapada cisza, a Bejza czuje, że serce znów jej przyspiesza. Nuśret zaciska szczękę.
Wtedy drzwi się otwierają. Sekretarka oznajmia, że gość Engina już jest, a za nią pojawia się Hanser.
Młoda kobieta zatrzymuje się w progu, ściskając pasek torebki, bo nie wie, dlaczego została wezwana. Cihan na jej widok natychmiast sztywnieje, a zaskoczenie szybko zmienia się w gniew.
Pyta ostro, co Hanser tutaj robi. Engine pozostaje spokojny i odpowiada, że Hanser musi być obecna, ponieważ treść listu dotyczy przede wszystkim jej.
- Te słowa działają na wszystkich: Mukader gwałtownie się prostuje, Bejza czuje, jak krew odpływa jej z twarzy, a Nuśret rzuca córce krótkie spojrzenie.
Oboje rozumieją, że sprawa jest jeszcze poważniejsza, niż zakładali.
Hanser także jest zaskoczona i pyta cicho: „Mnie?”. Engine potwierdza i prosi, żeby usiadła.
Hanser zajmuje miejsce obok Mukader, dokładnie naprzeciwko Bey. Ich spojrzenia spotykają się tylko na moment.
Bejza pierwsza odwraca wzrok, nie będąc w stanie patrzeć na kobietę, która może za kilka minut poznać prawdę zdolną zmienić życie wszystkich obecnych. Engine kładzie dłoń na kopercie.
Wyjaśnia, że otrzymał ją poprzedniego dnia po tym, jak odnaleziono ją podczas opróżniania gabinetu Jasemin w klinice. Najważniejsze jest jednak to, kiedy list powstał: dzień przed jej śmiercią.
Nikt się nie odzywa, nawet Cihan milczy. Bejza czuje zimny dreszcz na plecach, Nuśret zaciska dłonie na oparciach krzesła, Mukader blednie, a Hanser wstrzymuje oddech.
Cihan patrzy na kopertę tak, jakby przeczuwał, że za chwilę usłyszy coś, czego nie będzie już można cofnąć. Engine powoli otwiera kopertę, podczas gdy wszyscy wstrzymują oddech.
- Bejza wie już, że nie ma dokąd uciec.
Hanser nie wie jeszcze, dlaczego słowa Jasemin dotyczą właśnie jej, a Cihan nie podejrzewa, że kilka zdań może podważyć wszystko, co dotąd uważał za prawdę.
Deria i Jonka, daleko od tej sali, planują wykorzystać inny sekret, nieświadome, że prawdziwa eksplozja może wydarzyć się właśnie tutaj. Engine rozkłada kartkę, spuszcza wzrok na pierwszą linijkę i zaczyna czytać.
I właśnie w tym momencie wszystko się urywa — treść listu pozostaje jeszcze nieznana. Wiadomo tylko jedno: Jasemin napisała go dzień przed śmiercią.
Wezwała przez swoje słowa całą rodzinę do jednego stołu, a Engine uznał, że Hanser jest osobą, której ten list dotyczy najbardziej. Dla Basy to może być koniec bezpiecznej iluzji, a dla Hanser — początek odpowiedzi, których nawet nie wiedziała, że powinna szukać.