
Poranek zaczyna się od ostrego starcia Ciana z Melichem, gdy Cą przyjeżdża po Hanser i bez dyskusji każe jej jechać z nim do firmy. To jednak dopiero początek napięcia. W rezydencji Gulsum traci cierpliwość wobec Bey i daje jej jasno do zrozumienia, że nie pozwoli obrażać Hanser.
Upokorzona Beza nie zamierza jednak odpuścić. Patrząc na odjeżdżającą rywalkę składa cichą obietnicę. – Hanser może dziś czuć się zwyciężczynią, ale jej miejsce na szczycie wkrótce zostanie wystawione na poważną próbę.
Hanser wsiada do samochodu Ciana, a BA szykuje zemstę. Stambuł dopiero budził się ze snu.
- Pierwsze promienie słońca przesuwały się po kopułach błękitnego meczetu, a nad Bosforem unosiła się lekka poranna mgła. Z oddali słychać było pierwsze samochody, pojedyncze krzyki mew i miasto, które powoli zaczynało żyć.
Ale tego ranka spokój miał potrwać wyjątkowo krótko, bo zanim Hanser zdążyła otworzyć oczy, przed jej domem zatrzymał się samochód, którego pojawienie się natychmiast postawiło wszystkich na nogi. – Za kierownicą siedział Cio, nie przyjechał jednak po to, by grzecznie zapukać do drzwi. Przyjechał, by zabrać Hanser ze sobą i nie zamierzał przyjąć odmowy.
Najgorsze było jednak to, że kilka kilometrów dalej Bea już zaczynała rozumieć, dokąd Cią pojechał. – A kiedy zrozumiała, że Hanser może właśnie zajmować miejsce, które ona uważała za swoje, w jej głowie narodziła się myśl, która miała zamienić ten zwyczajny poranek w początek nowej wojny.
W salonie niewielkiego domu panowała cisza. Na stole leżały porozrzucane dokumenty, otwarte teczki, notatki, kalkulator, kilka długopisów oraz laptop.
- Wszystko wskazywało na to, że ktoś pracował tutaj niemal przez całą noc. Tą osobą była Hanser.
Kobieta spała przy stole z głową opartą na skrzyżowanych ramionach. Na jej plecach leżał niebiesko-biały koc. – Wyglądała na wyczerpaną. Jeszcze kilka godzin wcześniej przeglądała dokument za dokumentem, próbując zrozumieć sprawy firmy, które nagle znalazły się na jej głowie.
Nie zamierzała dać Cihanowi satysfakcji. Wiedziała, że czeka tylko na jej błąd. – Dlatego czytała każdą stronę dwa razy. Sprawdzała każdą liczbę, robiła notatki, aż w końcu organizm powiedział: “Dość”.
Melich wszedł do salonu niemal bezszelestnie. Kiedy zobaczył śpiącą Hanser, zatrzymał się. – Przez chwilę patrzył na dokumenty, później na jej zmęczoną twarz.
Pokręcił głową. – Hanser szepnął pod nosem. Znowu siedziałaś tutaj całą noc.
Nie chciał jej budzić. Podszedł nawet do krzesła, by poprawić zsuwający się z jej ramion koc. I właśnie wtedy ter ciszę rozdarł długi dźwięk klaksonu.
- Melich zamarł. Hanser poruszyła się przez sen.
Po kilku sekundach Klakson odezwał się ponownie. Jeszcze dłużej, jeszcze bardziej natarczywie. – Melich gwałtownie odwrócił głowę w stronę okna. Kto do diabła robi coś takiego o tej godzinie?
Hanser powoli podniosła głowę. Była kompletnie zdezorientowana. – Co się dzieje? Trb.
Melich zacisnął szczękę. – Zaraz się dowiem. W tym samym momencie na schodach pojawiła się siła.
Zaspana dziewczyna przeczęsywała włosy dłonią, próbując jednocześnie otworzyć oczy. Czy komuś się coś stało? – Nie odpowiedział Melich, ale komuś najwyraźniej zaraz może.
Podszedł do okna, odsunął firankę i w jednej chwili jego wyraz twarzy się zmienił. Pod domem stało szampańskie Porsche. – Rejestracja 34 DVC 4586.
Za kierownicą siedział człowiek, którego Melich najmniej chciał zobaczyć przed swoim domem o świcie. C Melich wypuścił powietrze. – Oczywiście Hanser natychmiast zrozumiała. Co?
Melich nie odpowiedział. Już szedł w stronę drzwi. Kilka sekund później znalazł się przed domem.
- Cion właśnie wysiadał z samochodu. czarny płaszcz, spokojny krok, kamienna twarz. Wyglądał tak, jakby był właścicielem nie tylko samochodu, ale również ulicy, domu i wszystkich ludzi znajdujących się wokół.
Melich ruszył prosto w jego stronę. – Co ty wyprawiasz? Cion zamknął drzwi samochodu. Nie odpowiedział.
Pytam cię. Ciągnął Melich. – Wiesz która jest godzina? Ludzie tutaj mieszkają, śpią. To nie jest podjazd pod twoją rezydencją.
Co nawet na niego nie spojrzał. Melich podszedł bliżej. – Możesz mieć najdroższy samochód w Stambule, ale to nie znaczy, że kupiłeś sobie prawo do braku kultury.
Dopiero wtedy Cong skierował na niego wzrok. – Chłodny, obojętny i właśnie to rozwścieło Melia jeszcze bardziej. Bo dla Ciana ta rozmowa nie była nawet kłótnią. Melich był przeszkodą, którą należało ominąć.
C rzucił krótko. – Zawołaj swoją żonę. Melich zmarszczył brwi. Co powiedziałeś?
Hanser, zawołaj ją. – Po co? Cion spojrzał na zegarek. Jedziemy do pracy.
Melich przez moment patrzył na niego, jakby nie wierzył w to, co słyszy. A później parsknął ironicznym śmiechem. – Jedziecie? Tak.
Ty naprawdę przyjechałeś tutaj o świcie? trąbisz pod domem, a potem wydajesz mi rozkaz, żebym zawołał Hanser Cong zrobił krok w jego stronę. – Nie mam czasu na rozmowę z tobą. I wtedy drzwi domu otworzyły się.
Na zewnątrz wyszła Hanser. Na ramiona narzuciła jasny sweter. Tuż za nią pojawiła się siła.
- Hanser spojrzała najpierw na Melia, potem na Ciana. Co tutaj robisz? Cą nawet się nie przywitał.
Przyjechałem po ciebie, po mnie? Jedziemy do firmy. – Hanser popatrzyła na stojący obok samochód. Przecież mówiłam, że pojadę sama.
Zmieniłem zdanie. Melich natychmiast wszedł między nich. – Jak to? Zmieniłem zdanie.
Ty jesteś jej szefem czy kierowcą? C przeniósł wzrok na niego. – Melich nie ustępował. Jeśli bardzo chcesz ją wozić, zatrudnij się jako szofer.
Melich próbowała uspokoić go Hanser, ale było już za późno. Cion spojrzał bezpośrednio na Hanser. – Za 15 minut wyjeżdżamy.
Cią powiedziałam ci, że dam sobie radę. Nie pytałem czy dasz sobie radę. – Na twarzy Hanser pojawiło się niedowierzanie.
Słucham, jestem szefem. Jeśli chcę, żebyśmy pojechali razem, pojedziemy razem. – Zapadła cisza. Siła spojrzała na Melia, Melich na Hanser, a Hanser nie spuszczała wzroku ściana.
Jeszcze kilka miesięcy wcześniej takie słowa mogłyby ją zranić. – Teraz jednak wywołały coś zupełnie innego. Upór.
Nie muszę ci się tłumaczyć powiedziała. – Spokojnie. Co uniósł lekko brwi.
Hanser kontynuowała i pojadę z tobą tylko dlatego, że nie zamierzam tracić czasu na bezsensowną kłótnię przed domem. Odwróciła się. – Daj mi chwilę. Wróciła do środka.
Melich patrzył za nią, a później zwrócił się do ciana. Nie wiem, co próbujesz udowodnić. – Cą milczał, ale pamiętaj o jednym. Hanser nie jest już kobietą, której możesz wydać rozkaz, a ona spuści głowę.
Cion spojrzał na niego i wtedy na jego ustach pojawił się ledwie widoczny uśmiech. Wiem. – Melich zamilkł, bo odpowiedź była zupełnie inna niż się spodziewał.
Jeszcze dziwniejsze było to, że przez krótką chwilę Cą spojrzał w stronę drzwi, za którymi zniknęła Hanser. I w jego oczach nie było gniewu. – Było coś znacznie bardziej niebezpiecznego. Zainteresowanie.
Tymczasem w rezydencji Ciana poranek zaczynał się równie burzliwie. Bejza schodziła po szerokich schodach razem z Gulsum. – Obudził mnie klakson. Mówiła beza. Myślałam, że ktoś przyjechał.
Gulsum słuchała w milczeniu. Zeszłam na dół, ale zobaczyłam tylko samochód Ciana. – Bejza zmarszczyła brwi. Wyjechał bardzo wcześnie.
Gulsum zatrzymała się. Bea zrobiła jeszcze dwa kroki, zanim zorientowała się, że kobieta nie idzie za nią. – Odwróciła się, co? Gulsum patrzyła na nią w sposób, który natychmiast odebrał Beie pewność siebie.
Gdzie byłaś wczoraj wieczorem? – Co masz na myśli? Doskonale wiesz.
Bejza odwróciła wzrok. Nie wiem o czym mówisz. – Gulsum podeszła bliżej. Widziałam cię.
Bejaza znieruchomiała. Stałaś pod drzwiami pokoju Hanser. – Przez sekundę w oczach Bey pojawił się strach.
Szybko jednak ukryła go za pogardliwym uśmiechem. – I co z tego? Gulsum zmrużyła oczy.
Czego tam szukałaś? Niczego. – Podsłuchiwałaś? Nie bądź śmieszna.
Bejza chciała ją ominąć. Nie zdążyła. – Gulsum nagle chwyciła ją i przycisnęła do ściany. Wszystko wydarzyło się w jednej sekundzie.
Bea otworzyła szeroko oczy. Gulsum, dłoń Gulsum znalazła się na jej szyi. – Zapytałam cię, czego tam szukałaś.
Puść mnie. Najpierw odpowiedz. – Beja próbowała odsunąć jej rękę. Zwariowałaś?
Gulsum była jednak tak wściekła, że niemal jej nie słyszała. – Myślisz, że nie widzę? Co robisz? Kręcisz się wokół Hanser, sprawdzasz z kim rozmawia, gdzie idzie. Co robi?
Bejza z trudem nabierała powietrza. – Bo, bo nie ufam tej kobiecie. Gulsum poluzowała uścisk.
Tylko trochę beza wykorzystała moment. Wszyscy nagle traktujecie ją jak królową. – Hanser tu, Hanser tam. Niedługo jeszcze będziecie przed nią klękać.
Uważaj. Dlaczego? – Bejza spojrzała jej prosto w oczy. Bo boicie się prawdy. Jakiej prawdy?
Na ustach Bejzy pojawił się szyderczy uśmiech. Ta Pacos nagle chce zostać panią domu. – Twarz Gulsum stężała. Co powiedziałaś?
Bea już wiedziała, że posunęła się za daleko, ale nie potrafiła się zatrzymać. – Dobrze słyszałaś? Kim ona właściwie jest? Jeszcze niedawno nie miała niczego, a teraz wszyscy zachowują się tak, jakby należała do tej rodziny bardziej niż ja.
Gulsum ponownie zacisnęła palce. – Jeszcze raz nazwiesz Hanser w ten sposób pochyliła się do uchazy. A wyrwę ci ten język.
Bejza zbladła. Gulsum puściła ją. – Bejza natychmiast złapała się za szyję i zaczęła kaszleć.
Gulsum poprawiła ubranie, jakby nic się nie wydarzyło. – Trzymaj się od niej z daleka. Odwróciła się.
Bea spojrzała za nią z nienawiścią. – Jeszcze zobaczymy. Wyszeptała.
Ale Gulsum już odeszła. Bejza została sama. – Przynajmniej tak jej się wydawało, bo największy problem nie polegał na tym, że Gulsum ją ostrzegła.
Największy problem polegał na tym, że Gulsum miała rację. – Bejaza rzeczywiście stała poprzedniego wieczoru pod drzwiami Hanser i rzeczywiście próbowała czegoś się dowiedzieć. A jeśli choć fragment tego, co usłyszała, był prawdą, Hanser mogła stać się dla niej znacznie większym zagrożeniem niż ktokolwiek przypuszczał.
Kilka minut później Bea wyszła przed rezydencję. – Na dziedzińcu szumiała fontanna. Poranne słońce odbijało się od jasnych kamiennych płyt.
Bejza powoli przeszła alejką. Cały czas dotykała szyi w miejscu, gdzie przed chwilą zaciskała się dłoń Gulsum, ale fizyczny ból był niczym w porównaniu z tym, co czuła w środku. – Upokorzenie, zazdrość i strach. Dokąd pojechałeś, Cio? Wyszeptała, spojrzała w stronę bramy.
Samochodu już dawno nie było i wtedy w jej głowie pojawiła się możliwość, której nie chciała dopuścić do siebie. Nie potrząsnęła głową. – Nie mów mi, że pojechałeś po nią.
Tymczasem przed domem Hanser napięcie wciąż nie opadało. Cion stał oparty o samochód. – Melich obserwował go z werandy. Siła stała obok. Nie podoba mi się to. Powiedziała cicho.
Melich nawet na nią nie spojrzał. Mnie też. – Myślisz, że Hanser powinna z nim jechać?
Nie chodzi o samochód, więc o co? – Melich zacisnął szczękę. O to, że Cong zawsze musi mieć kontrolę.
Siła spojrzała w stronę auta, a jeśli tym razem chodzi o coś innego, Melich odwrócił się do niej. – Co masz na myśli? Siła wzruszyła ramionami. Nic, ale jej wzrok mówił coś innego.
Co mógł udawać obojętnego, mógł wydawać rozkazy, mógł zasłaniać się pracą. – Jednak nawet siła zauważała, że odkąd Hanser ponownie pojawiła się w jego życiu, zachowywał się inaczej. I Melich też to widział, dlatego był tak zdenerwowany.
Po chwili drzwi domu ponownie się otworzyły. Hanser wyszła na zewnątrz. – Tym razem wyglądała zupełnie inaczej. biała koszula, jasny tręcz, elegancka torebka. W jednej dłoni trzymała kilka teczek z dokumentami.
Na jej twarzy nie było już śladu senności. – Wyglądała jak kobieta gotowa wejść do firmy i udowodnić wszystkim, że nie znalazła się tam przypadkiem.
Cion wyprostował się i przez chwilę po prostu na nią patrzył. – Hanser zauważyła to. Co? Nic. To przestań się tak patrzeć.
Cią otworzył samochód. Wsiadaj. – Melich zszedł z werandy.
Hanser, kobieta zatrzymała się. – Melich podszedł do niej. Pamiętaj, co ci mówiłem. Cion przewrócił oczami.
Melich zignorował go. – Nie pozwól mu się zmiażdżyć. Hanser spojrzała na niego. Nie pozwolę.
I pamiętaj, że to nie jest twoja praca. – Hanser przez chwilę milczała.
Później spojrzała na teczki w swojej dłoni. – Nie robię tego dla nich. Więc dla kogo?
Spojrzała Melichowi prosto w oczy. – Dla siebie Cion słyszał każde słowo. Nie skomentował.
Hanser ruszyła w stronę samochodu. – Hanser, odezwał się jeszcze Melich. Odwróciła się.
Gdyby cokolwiek się stało, zadzwoń. – Cio natychmiast odpowiedział: “Nic się nie stanie”.
Melich spojrzał na niego. Nie ciebie pytałem. – Hanser westchnęła. Dam sobie radę.
Cio otworzył drzwi pasażera. – Możemy już zakończyć tę scenę pożegnania. Hanser spojrzała na niego. Nikt nie każe ci tutaj stać.
Stoję, bo czekam na ciebie. – To twój problem. Hanser C patrzyli na siebie kilka sekund.
Siła niemal się uśmiechnęła. – Melich zdecydowanie nie. W końcu Cią powiedział: “Wsiadaj.
Nie będę cały dzień użerał się z twoimi fochami. – Twarz Hanser natychmiast się zmieniła. Moimi fochami. Tak.
Hanser podeszła jeszcze bliżej. – To ty przyjechałeś pod mój dom. Zacząłeś trąbić. Obudziłeś wszystkich. Nakazałeś mi wsiąść do samochodu. A teraz twierdzisz, że to ja mam fochy.
Cong spojrzał jej prosto w oczy. – Skończyłaś? Nie. Świetnie. Możesz kontynuować w samochodzie.
Odwrócił się. – Hanser wyglądała tak, jakby za chwilę miała rzucić w niego jedną z teczek.
Siła zakryła usta dłonią. – Melich zrobił krok do przodu, ale wtedy Hanser niespodziewanie się uśmiechnęła. Bardzo lekko.
Dobrze. C zatrzymał się. – Dobrze, pojadę. podeszła do samochodu.
Ale skoro już tak bardzo chciałeś być moim kierowcą, podała mu teczki. – Cion spojrzał na nie. Potem na nią.
To możesz również potrzymać moje rzeczy. – Siła nie wytrzymała. Odwróciła głowę ukrywając śmiech.
Melich również uniósł kącik ust. – Cą jednak nie wyglądał na rozbawionego.
Hanser, co? – Wsiadaj. Najpierw teczki.
Przez chwilę żadne z nich się nie poruszyło i wtedy wydarzyło się coś, czego Melich kompletnie się nie spodziewał. – Co wziął dokumenty bez słowa.
Hanser otworzyła drzwi i usiadła w samochodzie. – Melich spoważniał. Siła również, bo właśnie zobaczyli coś, czego jeszcze niedawno nikt nie potrafiłby sobie wyobrazić.
Cion podporządkował się Hanser. – Może tylko w drobnej sprawie, może tylko na kilka sekund. Ale Melich doskonale wiedział, że w świecie ciana takie drobiazgi nigdy nie były naprawdę drobiazgami.
Cong schował dokumenty, obszedł samochód i zajął miejsce za kierownicą. – Silnik Porsche ożył.
Hanser patrzyła przed siebie. – Con zerknął na nią. Pas.
Hanser powoli odwróciła głowę. – Słucham. Zapnij pas.
Wiem. Jak jeździć samochodem? – Najwyraźniej nie wiesz jak być pasażerem. A ty najwyraźniej nie wiesz jak przestać wydawać rozkazy.
Hanser, już zapinam. – Kliknięcie pasa przerwało dyskusję. Cion ruszył.
Melich obserwował samochód dopóki nie zniknął za zakrętem. – Siła spojrzała na niego. Wszystko dobrze? Tak, ale ton głosu mówił coś zupełnie przeciwnego.
Melich nadal patrzył na pustą ulicę, bo jedna myśl nie dawała mu spokoju. – Dlaczego Cong naprawdę przyjechał osobiście po Hanser?
Przecież mógł wysłać kierowcę, mógł kazać jej przyjechać taksówką, mógł nawet zadzwonić. – Tymczasem zjawił się osobiście o świcie i czekał.
W tym samym czasie Bea stała na końcu alejki prowadzącej od rezydencji. – W dłoni trzymała telefon. Przez kilka minut próbowała przekonać samą siebie, że C pojechał do firmy, że przesadza, że Hanser nie ma z tym nic wspólnego, ale zazdrość nie pozwalała jej odpuścić.
Odblokowała ekran, zawahała się, w końcu wybrała numer. – Po kilku sygnałach ktoś odebrał.
Halo, Beza milczała przez sekundę. – Czy CO jest już w firmie? Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
Odpowiedź była wystarczająca. – Ciana jeszcze tam nie było. Bejza zakończyła rozmowę bez pożegnania.
Jej dłoń zacisnęła się na telefonie. – Wiedziałam. Przed oczami stanęła jej Hanser.
Hanser siedząca przy stole z dokumentami. – Hanser wchodząca do firmy. Hanser podejmująca decyzję. Hanser zajmująca coraz więcej miejsca.
A teraz jeszcze Cion osobiście jeżdżący po nią oświcie. – Nie. Bea pokręciła głową. Nie pozwolę na to.
Tymczasem samochód Ciana sunął ulicami Stambułu. – Przez pierwsze minuty żadne z nich się nie odzywało. Hanser patrzyła za okno. Cong koncentrował się na drodze.
W samochodzie panowała napięta cisza. – W końcu Hanser odezwała się pierwsza.
Mogłeś zadzwonić? – Mogłem. Mogłeś wysłać kierowcę.
Mogłem. – Mógłeś po prostu powiedzieć, że chcesz, żebym pojawiła się wcześniej. Mogłem.
Hanser odwróciła się do niego, więc dlaczego tego nie zrobiłeś? – Cą milczał.
Cio, bo chciałem mieć pewność, że przyjedziesz. – Hanser parsknęła. Nie ufasz mi? W pracy. Nie chodzi o zaufanie.
Oczywiście chodzi o odpowiedzialność. – Nie. W twoim przypadku zawsze chodzi o kontrolę.
Con spojrzał na nią kątem oka. – A ty masz problem z każdym, kto próbuje ci coś powiedzieć.
Mam problem z ludźmi, którzy próbują decydować za mnie. – To nie to samo. Dla mnie dokładnie to samo.
C zwolnił przed światłami. – Samochód się zatrzymał. odwrócił się do Hanser. W firmie nie będę traktował cię ulgowo.
Nie proszę o to. – Jeśli popełnisz błąd, powiem ci to świetnie. Jeśli czegoś nie będziesz wiedziała.
Zapytam. – Ty na twarzy ciana pojawił się cień ironii. Hanser uniosła brwi. Co to ma znaczyć?
Nic. Powiedz. – Jesteś ostatnią osobą, która przyznaje, że czegoś nie wie.
A ty jesteś ostatnią osobą, która potrafi przyznać, że nie zawsze ma rację. – Światło zmieniło się na zielone. Cą ruszył.
Tym razem na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. – Hanser go zauważyła. Z czego się śmiejesz? Z niczego.
Znowu to robisz? – Co? Zachowujesz się tak, jakbyś wiedział coś, czego ja nie wiem.
C przez chwilę milczał. – Może wiem.
Hanser spoważniała. – Co? Dowiesz się w firmie?
Spojrzała na niego podejrzliwie. – Cą, ale on nie odpowiedział i właśnie wtedy Hanser po raz pierwszy pomyślała, że ten poranny przejazd może wcale nie być najważniejszą niespodzianką, jaką Cią przygotował dla niej tego dnia.
Kilka kilometrów dalej Beza chodziła nerwowo wokół fontanny. – Jej myśli pracowały coraz szybciej. Przypomniała sobie słowa Gulsum. Trzymaj się od niej z daleka.
Bejza zaśmiała się gorzko. – To ona powinna trzymać się z daleka ode mnie. Spojrzała na telefon. Przez chwilę wahała się.
Później otworzyła listę kontaktów, przesunęła palcem po ekranie, zatrzymała się przy jednym numerze. – Jeszcze nie zadzwoniła, ale sam fakt, że rozważała tę możliwość oznaczał, że przekroczyła kolejną granicę.
W tym samym czasie Porsche Ciana wyjechało na szerszą drogę prowadzącą w stronę centrum. – Hanser poprawiła teczkę leżącą między nimi. Powiesz mi przynajmniej, dlaczego jedziemy tak wcześnie?
Mamy spotkanie z kim? – Dowiesz się. Zaczynasz mnie denerwować. Dopiero zaczynam.
Hanser spojrzała na niego z niedowierzaniem. – Niesamowite. Potrafisz żartować. Nie przyzwyczajaj się.
Bez obaw. – Przez chwilę ponownie panowała cisza, ale atmosfera była już inna, mniej wroga, bardziej niebezpieczna, bo czasami łatwiej było Hanser walczyć z Cichanem, kiedy był zimny i bezwzględny.
Znacznie trudniej było jej zrozumieć go w takich momentach, kiedy na kilka sekund opuszczał gardę, kiedy prawie się uśmiechał, kiedy patrzył na nią tak, jakby zapominał, dlaczego właściwie powinni być przeciwnikami. – Hanser ponownie zwróciła twarz w stronę okna. Nie chciała, żebym zauważył jej zmieszanie. Nie wiedziała jednak, że zerknął na nią dokładnie w tej samej chwili.
Tymczasem Bea w końcu podjęła decyzję. – Wybrała numer, przyłożyła telefon do ucha. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci, ktoś odebrał.
Słucham. – Na twarzy bey pojawił się chłodny uśmiech. Potrzebuję twojej pomocy.
Po drugiej stronie ktoś coś odpowiedział. – Bea odwróciła się w stronę rezydencji, upewniając się, że nikt jej nie słyszy. Chodzi o Hanser.
Jej uśmiech zniknął. – Chc wiedzieć wszystko, z kim rozmawia, jakie dokumenty podpisuje, co planuje i przede wszystkim Bejza ściszyła głos. Co Cią zamierza jej dać.
Rozłączyła się. – Jeszcze przez moment patrzyła na ekran, potem uniosła wzrok w stronę drogi, jakby mogła zobaczyć samochód Ciana oddalony o wiele kilometrów.
Ciesz się tym dniem, Hanser. – Jej głos był niemal szeptem. Ciesz się póki możesz.
W wyobraźni zobaczyła Hanser siedzącą w fotelu prezesa, ludzi słuchających jej poleceń. – ciana stojącego obok to wystarczyło. Myślisz, że weszłaś na sam szczyt?
Bejaza uśmiechnęła się lodowato. – Tak cię zrzucę z tego fotela, że z drogi, którą dzisiaj jedziesz samochodem. Ciana zrobiła krótką pauzę. Wrócisz na własnych nogach.
W tym samym momencie samochód Ciana zatrzymał się przed światłami. – Hanser nagle poczuła dziwny niepokój. Spojrzała przez szybę.
Coś się stało? Zapytał Cią. – Nie, na pewno. Hanser przez chwilę milczała.
Po prostu mam złe przeczucie. – Są spojrzał na nią poważniej. Jakie?
Hanser nie zdążyła odpowiedzieć. – Telefon Ciana zaczął dzwonić. spojrzał na ekran i jego twarz natychmiast się zmieniła.
Hanser to zauważyła. Kto dzwoni? – Cią nie odpowiedział. Odrzucił połączenie.
Telefon po chwili zadzwonił ponownie. Ta sama osoba. – Hanser spojrzała na ekran, ale Cią zdążył odwrócić urządzenie. Co, to nic ważnego.
Skoro ktoś dzwoni drugi raz, chyba jednak jest ważny. – Światło zmieniło się na zielony. C ruszył.
Telefon zadzwonił po raz trzeci. – Tym razem Hanser nie odrywała od niego wzroku.
Cion zacisnął dłoń na kierownicy, bo wiedział coś, czego Hanser jeszcze nie wiedziała. – Ten poranek miał być dla niej początkiem nowego etapu, ale ktoś już próbował sprawić, żeby zakończył się, zanim na dobre się rozpoczął.
Aiza właśnie wykonała pierwszy ruch. – Nie wiedziała tylko jednego. Tym razem Hanser nie była już kobietą, którą można było łatwo wypchnąć z gry. I kiedy w firmie miała dowiedzieć się, dlaczego CO naprawdę przyjechał po nią osobiście, wszystko miało się zmienić. M.