CON popełnia wielki błąd. Hanser udowadnia, kto naprawdę zasługuje na fundację. Cion jest przekonany, że wybór bezy na czele fundacji zapewni spokój i jedność, ale Engine brutalnie uświadamia mu, że właśnie oblał najważniejszy test.
W tym samym czasie Hanser nie oczekując żadnych pochwał ani stanowiska otwiera drzwi rezydencji przed Silą kobietą, która została sama, bez pieniędzy i bez bezpiecznego miejsca do życia. Jej szczera rozmowa z silą pokazuje, czym naprawdę jest bezinteresowna pomoc.
Kiedy Cą z dystansu obserwuje Hanser, zaczyna rozumieć, że być może poparł niewłaściwą osobę. Czy przed jutrzejszym głosowaniem zmieni zdanie i stanie po stronie Hanser? A może Beza wykorzysta fundację, by jeszcze bardziej umocnić swoją pozycję?
Scena 1. Hall rezydencji. Cisza przed kolejnym konfliktem. Poranek w rezydencji zaczynał się wyjątkowo spokojnie. Przez wysokie okna wpadało jasne światło odbijające się od wypolerowanej marmurowej podłogi. W ogromnym holu panowała niemal idealna cisza. Jedynie od czasu do czasu dobiegał stłumiony odgłos kroków któregoś z pracowników domu.
Na środku tego eleganckiego wnętrza stał engine. W jednej dłoni trzymał telefon, w drugiej ciemną teczkę wypełnioną dokumentami. Co kilka sekund zerkał na ekran, jakby sprawdzał godzinę albo czekał na wiadomość. Po jego minie można było jednak wywnioskować, że to niespóźnienie ciana było największym problemem. Engine wyglądał na człowieka, który od dłuższego czasu nosił w sobie coś niewypowiedzianego.
Nagle z głębi korytarza dobiegł stukot obcasów. Engine uniósł głowę. Po chwili zobaczył Bey. Kobieta szła w jego stronę spokojnym, niemal triumfalnym krokiem. Na jej twarzy pojawił się uprzejmy uśmiech, ale w oczach jak zwykle kryła się czujność.
- Engine — odezwała się z lekkim zdziwieniem. — Dlaczego stoisz tutaj? Przecież to nie biuro. Możesz wejść do salonu. Engine schował telefon do kieszeni.
- Dziękuję. Czekam na ciana. Za chwilę wychodzimy.
Bejza zatrzymała się przed nim.
- I dlatego musisz czekać przy drzwiach jak obcy człowiek?
- Tak mi wygodniej — odpowiedź była krótka.
Beja przez moment mu się przyglądała. Wiedziała, że Engine nigdy nie należał do ludzi, którzy łatwo ukrywają swoją niechęć. Potrafił zachowywać się profesjonalnie, ale trudno było nie zauważyć, że w ostatnich tygodniach między nimi pojawił się dystans.
Engine nagle przypomniał sobie o trzymanej teczce.
- Właściwie dobrze, że cię spotkałem. Otworzył ją i wyciągnął kilka starannie uporządkowanych dokumentów.
- Co to jest? — zapytała Bea.
- Materiały dotyczące jutrzejszego głosowania fundacji, podstawowe informacje, procedury, regulamin, zakres obowiązków zarządu i kilka kwestii, które mogą pojawić się podczas posiedzenia.
Bea natychmiast się zainteresowała, wzięła dokumenty i zaczęła przeglądać pierwsze strony.
- Czyli wszystko jest już przygotowane?
- W zasadzie tak.
- A media? — Engine spojrzał na nią. — Media, prasa, telewizja, portale, wywiady — Bejza zamówiła coraz bardziej entuzjastycznie. — Jeżeli zaczynamy nowy etap działalności fundacji, warto to odpowiednio przedstawić. Zwłaszcza jeśli będziemy realizować większe projekty charytatywne.
Engine nie zdążył odpowiedzieć, bo właśnie wtedy na schodach pojawił się Co. Mężczyzna szybko zszedł na dół, poprawiając mankiet marynarki.
- Gotowy? — zapytał Engina.
- Tak.
Bea natychmiast odwróciła się w jego stronę.
- Co, właśnie rozmawialiśmy o fundacji. Con zatrzymał się. Jego spojrzenie przesunęło się z bejzy na dokumenty w jej rękach.
- Engine przyniósł materiały na jutro — wyjaśniła.
- Wiem. Uważam jednak, że zanim officially wskażemy kandydatów i zaczniemy działać, powinniśmy przeanalizować dotychczasową działalność fundacji.
Cion zmarszczył brwi.
- Co dokładnie masz na myśli?
- Jej wizerunek, rozpoznawalność, kontakty z mediami, możliwości zdobywania sponsorów — Bea podeszła kilka kroków bliżej. — Fundacja pomaga ludziom, ale prawie nikt o tym nie wie. To nie jest dobre.
- A dlaczego miałby wiedzieć?
Bea zaskoczona spojrzała na niego. Co mówił spokojnie, ale bardzo stanowczo.
- Fundacja nie została stworzona po to, żeby ktokolwiek robił sobie zdjęcia podczas rozdawania paczek potrzebującym.
- Nie mówię o robieniu sobie zdjęć, ale dokładnie do tego prowadzi to, o czym mówisz.
Bejaza westchnęła.
- Co, żyjemy w innych czasach. Jeżeli ludzie nie wiedzą co robimy, nie będą chcieli nas wspierać.
- Nie potrzebuję oklasków za pomaganie ludziom.
- Tu nie chodzi o oklaski.
- Dla mnie zasada jest bardzo prosta — CON spojrzał jej prosto w oczy. — Lewa ręka nie powinna wiedzieć, co daje prawa.
Na twarzy Bey pojawiło się lekkie zniecierpliwienie.
- To piękne powiedzenie, ale nie odpowiada na pytanie, skąd fundacja ma brać pieniądze.
Engin milczał, obserwował ich wymianę zdań i coraz bardziej odnosił wrażenie, że dyskusja wcale nie dotyczyła jedynie pieniędzy. Bea chciała wejść do fundacji ze swoją wizją. Cion zaś z jakiegoś powodu pozwalał jej zajmować coraz więcej miejsca.
- Jeśli będziemy działać po cichu — kontynuowała bea — sponsorzy nie przyjdą sami. Ludzie muszą wiedzieć komu powierzają pieniądze. Muszą zobaczyć efekty.
- Efekty zobaczą ci, którym pomagamy. A reszta… reszta nie musi niczego oglądać.
Bejza uśmiechnęła się gorzko.
- Czasami mam wrażenie, że za wszelką cenę próbujesz utrudnić rozwój tej fundacji. Co natychmiast spoważniał:
- Uważaj na słowa.
- Po prostu mówię, co myślę.
- A ja mówię ci, że fundacja nie stanie się narzędziem do budowania czyjegokolwiek wizerunku.
Przez kilka sekund patrzyli na siebie w milczeniu. Engine w końcu przerwał tę wymianę spojrzeń.
- Powinniśmy jechać. Cio natychmiast odwrócił się w jego stronę.
- Masz rację.
Bea jeszcze raz spojrzała na dokumenty.
- Przeczytam wszystko przed jutrzejszym spotkaniem. Cio jedynie skinął głową.
- Zrób to.
Mężczyźni skierowali się do wyjścia. Bea została sama w holu. Obserwowała ich do chwili, gdy drzwi się zamknęły. Jej uśmiech zniknął. Spojrzała na dokumenty dotyczące fundacji, a następnie zacisnęła na nich palce. Ta fundacja znaczyła dla niej znacznie więcej niż działalność charytatywna — była kolejnym miejscem, w którym mogła umocnić swoją pozycję i być może właśnie dlatego tak bardzo zależało jej na zwycięstwie.
Scena dwie. Przed rezydencją Engine uderza w najczulszy punkt Ciana.
Co i Engine wyszli przez wysokie, kute drzwi. Na zewnątrz panował przyjemny poranek. Ogród był skąpany w słońcu, a lekki wiatr poruszał liśćmi drzew. Przez pierwszych kilka metrów obaj szli w milczeniu.
Engin zerknął na przyjaciela.
- Mam jedno pytanie. Co nawet na niego nie spojrzał:
- Pytaj.
- Wiedziałeś, że dziewczyna ze szpitala jest tutaj?
Cong zwolnił krok. Doskonale wiedział o kim mówi Engine.
- Siła? Tak, wiedziałem. Engine uniósł brwi.
- Od kiedy?
- Przyjechała zeszłej nocy i została. Jak widzisz.
- Dlaczego?
Cong wyraźnie nie miał ochoty rozwijać tego tematu.
- Miała problemy, nie miała dokąd pójść. Engine zatrzymał się na chwilę.
- Hanser ją przyjęła?
- Tak.
Na twarzy Engina pojawił się delikatny uśmiech.
- Oczywiście. Conion spojrzał na niego podejrzliwie.
- Co to ma znaczyć?
- Nic. Engine powiedziałem tylko, że mnie to nie dziwi.
Ruszyli dalej.
- To typowe dla Hanser — kontynuował engine. — Ktoś pojawia się przed nią z problemem, a ona natychmiast próbuje pomóc. Czasami zbyt szybko.
Engine spojrzał na niego uważniej.
- Co masz na myśli? Cong wzruszył ramionami.
- Nie można przyjmować do domu każdej osoby, której się współczuje.
- To nie jest każda osoba. Zna ją od niedawna i nic o niej nie wie.
Engin niemal natychmiast wyczuł, dokąd zmierza ta rozmowa.
- Czyli to o to chodzi. Cong odwrócił głowę.
- O co?
- O Hanser. Ci westchnął.
- Nie zaczynaj.
- Właśnie zacznę — Engine zatrzymał się na środku podjazdu. — Bo mam wrażenie, że od kilku dni robisz wszystko, żeby znaleźć argument przeciwko niej.
Cong spojrzał na niego chłodno.
- Nie szukam żadnych argumentów.
- Naprawdę?
- Naprawdę.
- W takim razie porozmawiajmy o fundacji.
Cą natychmiast zrozumiał.
- Nie mamy o czym.
- Mamy — engine podszedł bliżej. — Dlaczego popierasz beję?
- Nie popieram bejy.
- Popierasz. Hanser sama zaproponowała jej kandydaturę.
- Wiem.
- Więc gdzie widzisz problem?
- W tobie.
Con spojrzał na przyjaciela z niedowierzaniem.
- We mnie?
- Tak — Engine mówił już znacznie ostrzej. — Hanser powiedziała, że Beza może zostać przewodniczącą, bo nie chciała wojny w zarządzie. Nie chciała konfliktu, nie chciała kolejnego powodu do kłótni w tej rodzinie.
- Dokładnie.
- A ty nawet przez sekundę nie zastanowiłeś się, dlaczego to zrobiła.
- Nie muszę.
- Właśnie powinieneś.
CON zacisnął szczękę. Engine nie odpuszczał.
- Znasz ją. Wiesz, że kiedy Hanser komuś ustępuje, często robi to nie dlatego, że czegoś nie chce, tylko dlatego, że nie chce ranić innych.
- To jej decyzja.
- Nie — Engine pokręcił głową. — To był test.
Ci zmarszczył brwi.
- Jaki test?
- Twój.
Przez chwilę zapanowała cisza i właśnie go oblałeś. Słowa Engina trafiły w ciana znacznie mocniej niż ten chciał pokazać.
- Uważaj na co…
- Naprawdę nie wiesz o czym mówisz.
- Wiem wystarczająco dużo — Engine zrobił jeszcze jeden krok. — Hanser mogła powiedzieć: “Niech Beza zostanie przewodniczącą”. Ale ty mogłeś odpowiedzieć: “Nie, to ty zasługujesz na te funkcje”.
Cion spuścił wzrok.
- Fundacja nie jest konkursem popularności.
- Właśnie dlatego Hanser byłaby odpowiednią osobą.
Co nie odpowiedział. Engine kontynuował:
- Widziałeś co zrobiła dziś rano? Przyjęła do domu obcą dziewczynę. Pomogła człowiekowi, który nie miał dokąd pójść.
- To dom engine, nie schronisko.
- A fundacja czym jest?
Cion zamilkł. Engine natychmiast wykorzystał moment.
- Powiedz mi, jaki jest sens fundacji?
- Pomaganie potrzebującym.
- Właśnie — Engine wskazał dłonią w kierunku rezydencji. — Tam, w tym domu, znajduje się kobieta, która zrobiła dokładnie to, do czego została stworzona wasza fundacja.
Cion patrzył na niego bez słowa.
- Zobaczyła kogoś bez pieniędzy, bez rodziny, bez miejsca do spania i powiedziała: “Zostań”.
- Działalność fundacji wymaga odpowiedzialności, oczywiście procedur, tak, profesjonalizmu.
Engine parsknął cicho.
- I właśnie tutaj popełniasz błąd.
- Jaki?
- Mylisz chłód z profesjonalizmem.
To zdanie na moment całkowicie zatrzymało ciana. Engin spojrzał mu prosto w oczy.
- Hanser nie jest nieprofesjonalna dlatego, że ma serce.
- Nie powiedziałem tego.
- Ale dokładnie tak ją oceniasz.
Cią odwrócił wzrok.
- Czasami podejmuje decyzję pod wpływem emocji.
- A może czasami właśnie emocje pozwalają jej zobaczyć coś, czego ty nie widzisz?
Cong chciał odpowiedzieć, ale Engine mu nie pozwolił.
- Posłuchaj mnie. Zamiast stać tutaj i wymyślać, dlaczego Hanser zrobiła coś źle, idź do niej.
- Po co?
- Zapytaj.
- O co?
- O wszystko — Engin uśmiechnął się lekko. — Dlaczego przyjęła sile? Dlaczego zrezygnowała z kandydatury? Dlaczego uważa, że Bea powinna dostać te funkcje?
Cio milczał.
- Porozmawiaj z nią jak człowiek — dodał Engine. — Bez osądzania, bez wydawania wyroku, zanim usłyszysz odpowiedź.
C spojrzał w stronę domu. Przez moment wyglądał tak, jakby naprawdę rozważał powrót. Ale jego duma ponownie zwyciężyła.
- Jedziemy. Engine westchnął.
- Oczywiście, mamy pracę. Zawsze masz pracę, kiedy trzeba powiedzieć Hanser coś ważnego.
Cion rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie.
- Engine podniósł ręce.
- Już nic nie mówię.
Ale było już za późno. Słowa zostały wypowiedziane i Cong wiedział, że będzie o nich myślał jeszcze długo.
Scena trzy. Jedno spojrzenie wystarcza, by obudzić podejrzenia.
Cong ruszył w stronę zaparkowanego białego samochodu. Jego twarz pozostawała nieruchoma, ale słowa Engina powtarzały się w jego głowie: “Mylisz chłód z profesjonalizmem? Idź do niej, zapytaj”.
Cą otworzył drzwi samochodu, lecz wtedy zauważył ruch w ogrodzie. Ścieżką prowadzącą obok krzewów szła siła. Dziewczyna miała spuszczoną głowę. W jej ruchach wciąż było widać niepewność osoby, która nie czuje się bezpiecznie nawet wtedy, gdy nikt jej nie zagraża.
Nagle z drugiej strony pojawiła się Hanser.
- Siła! Dziewczyna zatrzymała się. Hanser szybko do niej podeszła.
Cion pozostał obok samochodu. Nie słyszał ich rozmowy, widział jednak twarz Hanser. Nie było na niej podejrzliwości, nie było irytacji — była troska. Hanser powiedziała coś spokojnie, po czym wskazała w kierunku tarasu.
Siła przez chwilę wyglądała na zawstydzoną, jakby chciała odmówić. Hanser uśmiechnęła się i delikatnym gestem ponownie zaprosiła ją do środka ogrodu.
Cion otworzył drzwi samochodu, usiadł za kierownicą. Engine zajął miejsce obok.
- Jedziemy? — zapytał.
Cio nie odpowiedział. Patrzył przez przednią szybę. Hanser i siła właśnie odchodziły razem w stronę tarasu. Engine zauważył jego spojrzenie. Nie powiedział ani słowa, nie musiał.
Cong w końcu uruchomił silnik. Samochód ruszył, ale kiedy wyjeżdżał przez bramę, C jeszcze raz zerknął w lusterko. Hanser zniknęła już za zielenią ogrodu, a jednak jej obraz pozostał w jego myślach.
Scena 4. Herbata na tarasie. Historia, która porusza Hanser.
Na zadaszonym tarasie panował przyjemny półcień. Hanser postawiła na plecionym stole małą tacę z herbatą.
- Usiądź.
Siła zawahała się.
- Naprawdę nie musisz.
- Siła — Hanser spojrzała na nią z uśmiechem. — Herbata nie jest przesłuchaniem.
Dziewczyna po raz pierwszy od kilku minut delikatnie się uśmiechnęła, usiadła. Hanser nalała ciemnoczerwonej herbaty do dwóch charakterystycznych tulipanowych szklanek. Przesunęła jedną w stronę sili.
- Cukier?
- Nie, dziękuję.
Przez chwilę obie milczały. Hanser nie chciała jej naciskać; wiedziała, że człowiek, który przez dłuższy czas żyje w strachu, potrzebuje przede wszystkim poczucia, że sam decyduje, kiedy zacznie mówić.
W końcu Hanser odezwała się bardzo spokojnie:
- Wiem, że byłaś mężatką. Siła natychmiast znieruchomiała. Jej dłonie zacisnęły się wokół szklanki.
- Skąd?
- Prawnik wspomniał mi o kilku rzeczach. Engine. Hanser skinęła głową.
Siła odwróciła wzrok.
- Nie chciałam o tym mówić.
- Nie musisz.
- Ale teraz już wiesz.
- Wiem tylko tyle, ile ktoś mi powiedział. Nie znam twojej historii.
Siła gorzko się uśmiechnęła.
- Moja historia nie jest specjalnie interesująca.
- Czasami najtrudniejsze historie właśnie tak się zaczynają.
Siła spojrzała na nią. Hanser nie zadawała kolejnego pytania, czekała. Po dłuższej chwili siła westchnęła.
- Mój mąż nie jest dobrym człowiekiem. Hanser spoważniała.
- Skrzywdził cię?
Siła przygryzła wargę.
- Powiedzmy, że potrafił sprawić, że człowiek zaczynał bać się własnego domu — jej głos lekko zadrżał. — Nigdy nie wiedziałam, w jakim humorze wróci. Czasami był spokojny, czasami wystarczył źle postawiony kubek albo telefon, którego nie odebrałam od razu.
Hanser słuchała bez ruchu.
- Najgorsze nie było nawet to, że się złościł — mówiła siła. — Najgorsze było czekanie.
- Czekanie?
- Tak — siła spojrzała w dal. — Siedzisz wieczorem i słyszysz klucz w zamku. I w tej jednej sekundzie zastanawiasz się, który człowiek wejdzie przez drzwi. Ten, który zapyta jak minął dzień, czy ten, którego spojrzenie od razu mówi, że za chwilę wszystko będzie twoją winą.
Hanser opuściła wzrok. Doskonale rozumiała, że niektóre rany są niewidoczne.
- Dlaczego nie odeszłaś wcześniej? Siła uśmiechnęła się smutno.
- Dokąd?
Jedno słowo wystarczyło; Hanser zrozumiała.
- Ludzie często pytają: “Dlaczego nie odejdziesz?”, tak jakby za drzwiami czekało na człowieka drugie życie — siła pokręciła głową. — Nie czeka. Czasami za drzwiami czeka tylko ulica.
Hanser wyraźnie poruszyły te słowa. Siła kontynuowała:
- Wiesz jak wygląda noc, kiedy nie masz gdzie spać? Hanser milczała.
- Wszystko wygląda inaczej. Nawet zwykły chodnik.
Siła mówiła już coraz swobodniej, jakby nagle otworzyła drzwi, za którymi przez długi czas trzymała wszystkie swoje wspomnienia.
- Ludzie idą do swoich domów. W oknach gasną światła, restauracje się zamykają. Autobusy jeżdżą coraz rzadziej. A ty nagle zdajesz sobie sprawę, że dla wszystkich innych dzień się skończył — jej oczy zaszkliły się. — Tylko dla ciebie nie.
Hanser powoli przesunęła w jej stronę pudełko chusteczek. Siła nie wzięła żadnej.
- Miałam przyjaciółkę ze szpitala — kontynuowała. — Przynajmniej myślałam, że była przyjaciółką.
- Co się wydarzyło?
- Powiedziała, że mogę zostać u niej kilka dni — siła gorzko się zaśmiała. — Byłam taka szczęśliwa, wyobrażasz sobie? Człowiek cieszy się z kanapy w czyimś salonie jak z hotelu.
Hanser patrzyła na nią ze smutkiem.
- Przyszłam do niej, dała mi coś do jedzenia, rozmawiałyśmy. Myślałam, że chociaż przez kilka nocy będę mogła spać bez strachu, ale coś się stało. Siła skinęła głową.
- Około północy zadzwonił jej telefon — przerwała. — Powiedziała, że przyjedzie ktoś, kogo się nie spodziewała, i… i poprosiła mnie, żebym wyszła.
Hanser nie mogła uwierzyć.
- W środku nocy?
- Tak.
- Wiedziała, że nie masz gdzie iść?
- Wiedziała i mimo to cię wyrzuciła. Siła wzruszyła ramionami.
- Powiedziała: “Przepraszam, ale naprawdę nie mogę cię teraz zatrzymać”.
Hanser zacisnęła usta.
- Co zrobiłaś?
- Wyszłam sama. A z kim? Hanser spuściła wzrok.
- Nie miałam nawet pieniędzy na taksówkę — siła uśmiechnęła się przez łzy. — Zatrzymałam jedną i powiedziałam kierowcy prawdę.
- Jaką?
- Że nie mam pieniędzy.
- I zabrał cię?
- Najpierw chciał odjechać — siła przetarła oczy. — Powiedziałam mu: “Proszę, może pan mnie wysadzić gdziekolwiek, byle nie tutaj”. Hanser poczuła ścisk w gardle.
- Co odpowiedział?
- Patrzył na mnie przez kilka sekund — siła zawahała się. — Potem otworzył drzwi.
- Niczego nie chciał?
- Nie.
- Zabrał cię za darmo?
- Tak — siła pokiwała głową. — Dlatego czasami jeszcze próbuję wierzyć, że istnieją dobrzy ludzie — spojrzała na Hanser. — Ale później przypominam sobie inne rzeczy.
Na tarasie ponownie zapadła cisza. Hanser powoli położyła dłoń na stole.
- Siła! Dziewczyna podniosła wzrok.
- Nie martw się teraz swoim mężem.
Siła natychmiast zesztywniała.
- Łatwo powiedzieć.
- Wiem.
- Jeśli mnie znajdzie…
- Nie zostaniesz sama.
- Nie znasz go.
- Nie muszę go znać, żeby wiedzieć, że nie pozwolę cię stąd wyrzucić.
Siła patrzyła na nią z niedowierzaniem.
- Dlaczego? Hanser była zaskoczona pytaniem.
- Co?
- Dlaczego? Dlaczego to robisz?
- Co?
- Wszystko — siła rozejrzała się po pięknym tarasie. — Przyjęłaś mnie do swojego domu, dałaś mi pokój, jedzenie. Teraz siedzisz tutaj i słuchasz moich problemów.
- To nic niezwykłego.
- Właśnie, że niezwykłego — siła pochyliła się lekko do przodu. — Ludzie nie zachowują się tak wobec obcych.
Hanser zastanawiała się chwilę.
- Może powinni? Ta odpowiedź całkowicie zaskoczyła silę.
Hansel kontynuowała:
- Nie wiem przez co dokładnie przeszłaś. Nie wiem też ile czasu będziesz potrzebowała, żeby to wszystko uporządkować, ale wiem jedno — jej ton stał się stanowczy. — Nie będziesz spała na ulicy.
Siła zamarła.
- Możesz zostać tutaj.
- Na jak długo?
- Tak długo, jak będzie trzeba.
Siła zamrugała kilka razy.
- Nie rozumiesz? Ja nie mam pieniędzy.
- Nie pytałam o pieniądze.
- Nie wiem kiedy znajdę pracę.
- Nie pytałam o pracę.
- Mogę mieć problemy.
- Każdy ma problemy.
Siła pokręciła głową.
- Mój mąż może tutaj przyjść. Hanser spojrzała jej prosto w oczy.
- W takim razie będzie musiał porozmawiać z nami.
- To nie jest człowiek, z którym się rozmawia.
- Każdy człowiek musi kiedyś nauczyć się słuchać słowa “nie”.
Siła była coraz bardziej poruszona.
- A jeśli przeze mnie ty będziesz miała problemy?
- To będzie mój problem. Hanser, posłuchaj… — Hanser przesunęła swoją szklankę na bok. — Możesz zostać tutaj dopóki nie staniesz na nogi.
Siła patrzyła na nią bez słowa.
- Znajdziesz pracę, uporządkujesz swoje sprawy. Jeżeli trzeba, prawnik ci pomoże. Ale nie będziesz podejmowała decyzji ze strachu przed tym, gdzie będziesz spała następnej nocy.
Po policzku sili spłynęła łza.
- Nikt nigdy czegoś takiego dla mnie nie zrobił. Hanser uśmiechnęła się delikatnie.
- W takim razie najwyższy czas, żeby ktoś zrobił.
Siła spuściła głowę. Przez chwilę próbowała opanować emocje.
- Wiesz jaka jesteś?
- Jaka?
- Dziwna. Hanser roześmiała się.
- To miał być komplement?
Siła również się uśmiechnęła.
- Tak — po chwili spoważniała. — Jesteś niezwykła. Hanser pokręciła głową.
- Nie jestem.
- Jesteś — siła otarła łzę. — Większość ludzi przechodzi obok cudzych problemów, bo uważa, że nie są ich sprawą. Ty bierzesz je na siebie.
Hanser zamyśliła się.
- Może dlatego, że sama kiedyś potrzebowałam, żeby ktoś się zatrzymał. Siła przyjrzała jej się uważnie.
- Ty też miałaś trudne życie?
Na twarzy Hanser pojawił się cień.
- Każdy ma swoją historię. Siła zrozumiała, że tym razem to Hanser nie chciała mówić, i nie naciskała.
Po chwili Hanser ponownie się uśmiechnęła.
- Herbata ti wystygła. Siła spojrzała na szklankę.
- Nawet nie zauważyłam.
- Zrobię świeżą.
- Nie — siła położyła dłoń na ręce Hanser. — Zostań. Hanser spojrzała na nią.
- Chcę tylko przez chwilę tutaj posiedzieć.
- Dobrze.
Obie kobiety siedziały więc w ciszy. Tym razem nie była to jednak ciężka cisza. Po raz pierwszy od dawna siła znajdowała się w miejscu, w którym nie musiała zastanawiać się, co wydarzy się za godzinę. Nie musiała liczyć pieniędzy, nie musiała szukać noclegu, nie musiała spoglądać za siebie… A Hanser, obserwując ją, jeszcze raz utwierdziła się w przekonaniu, że podjęła właściwą decyzję.
Nie wiedziała jednak, że jej dobroć właśnie stała się przedmiotem zupełnie innej dyskusji.
Kilka kilometrów dalej Cong siedział w samochodzie obok Engina, patrzył przez szybę, lecz myślami wciąż znajdował się w rezydencji. Przypominał sobie słowa przyjaciela: “To dokładnie to, do czego została stworzona fundacja”.
C chciał je odrzucić. Chciał wmówić sobie, że postąpił racjonalnie, że wybór Bey był tylko kwestią organizacyjną, że Hanser sama zrezygnowała. Ale im bardziej próbował przekonać samego siebie, tym bardziej przed oczami pojawiał mu się obraz z podjazdu — Hanser zatrzymująca silę, Hanser prowadząca ją na taras. Hanser, która bez dokumentów, stanowiska i głosowania już wykonywała to, czego od przyszłej przewodniczącej oczekiwała fundacja. Pomagała. Po prostu pomagała.
C zacisnął dłonie. Engine kątem oka zauważył jego zamyślenie.
- Nadal o tym myślisz?
- O czym? Engine uśmiechnął się.
- Właśnie dlatego wiem, że myślisz.
C rzucił mu zirytowane spojrzenie.
- Jedźmy w ciszy.
- Jak chcesz — Engin odwrócił głowę w stronę okna. Po kilku sekundach dodał jednak: — Jutro jest głosowanie. Cio nic nie powiedział.
- Jeszcze masz czas…
- Engine.
- Już milczę.
Tym razem naprawdę zamilkł. C nie odzyskał jednak spokoju, bo po raz pierwszy zaczął zadawać sobie pytanie, którego dotychczas unikał: Czy rzeczywiście poparł kandydaturę Bey dlatego, że była najlepszym wyborem? Czy może dlatego, że zaakceptowanie Hanser jako przewodniczącej oznaczałoby przyznanie przed samym sobą, jak bardzo ją podziwia?
Tymczasem na tarasie siła podniosła wzrok.
- Hanser, tak? Mogę ci coś obiecać?
- Co?
- Że nie zostanę tutaj na zawsze? Hanser uśmiechnęła się.
- Mam nadzieję.
Siła wyglądała na zaskoczoną. Hanser szybko wyjaśniła:
- Mam nadzieję, że nadejdzie dzień, kiedy wyjdziesz stąd dlatego, że będziesz miała własny dom, własną pracę i własne życie. Nie dlatego, że ktoś cię wyrzucił.
Siła przełknęła ślinę.
- Chciałabym w to wierzyć.
- To zacznij.
- Tak łatwo?
- Nie — Hanser pokręciła głową. — Wcale nie będzie łatwo.
- Więc dlaczego tak mówisz?
- Bo trudne nie znaczy niemożliwe.
Siła długo patrzyła na siedzącą naprzeciwko kobietę. Było w Hanser coś, czego dawno nie spotkała — nie litość, litość znała. Ludzie litowali się przez 5 minut, a później wracali do swoich spraw. Hanser patrzyła inaczej, jakby naprawdę wierzyła, że człowieka można podnieść z ziemi, jeśli tylko poda mu się rękę.
I właśnie w tej chwili siła po raz pierwszy od wielu miesięcy pomyślała, że być może jej życie naprawdę nie musi już zawsze wyglądać tak samo.
Kamera zatrzymywała się na jej spokojniejszej twarzy, następnie przesuwała się na Hanser, która obserwowała dziewczynę z ciepłym, wspierającym uśmiechem.
A jednak ostatnie sekundy przynosiły zupełnie inny obraz: Co i Hanser, dwoje ludzi stojących naprzeciw siebie. Bez słów, bez uśmiechu. Ich spojrzenia spotykały się w ciszy, w której ukrytych było więcej emocji niż w najdłuższej rozmowie.
C patrzył na Hanser, jakby po raz pierwszy od dawna próbował zobaczyć ją nie przez pryzmat ich konfliktów, dawnych błędów czy własnej urażonej dumy. A Hanser patrzyła na niego spokojnie, nie wiedząc jeszcze, że następnego dnia jedno głosowanie może zmienić nie tylko przyszłość fundacji. Może także zmusić Ciana do odpowiedzi na znacznie trudniejsze pytanie: Czy będzie potrafił publicznie poprzeć kobietę, którą prywatnie wciąż próbuje trzymać na dystans? I czy wreszcie dostrzeże to, co Engine widział od dawna — że Hanser nie potrzebowała stanowiska, by udowodnić, że potrafi pomagać ludziom. Potrzebowała jedynie możliwości, a być może największą przeszkodą na jej drodze nie była wcale Bejza.