Hanser udaje niewidomą i zastawia pułapkę na Melia. Cion pada przy stole po zatrutym leku.
Hanser traci wzrok po tajemniczym wypadku samochodowym, a wszystkie ślady niespodziewanie prowadzą do ciana. Gdy Melich staje się jej najbliższym opiekunem, nikt nie podejrzewa, że zatroskliwą maską może skrywać się człowiek odpowiedzialny za jej tragedię.
Wszystko zmienia się, gdy Hanser odzyskuje wzrok, lecz postanawia zachować to w tajemnicy. Udając nadal niewidomą, zaczyna obserwować Melia i odkrywa coś znacznie bardziej przerażającego niż sabotaż hamulców: ukryte listy ciana, podmienione lekarstwa i plan, którego finałem ma być jego śmierć.
Największym zaskoczeniem okazuje się jednak Bea, która niespodziewanie staje po stronie Hanser i pomaga jej przygotować pułapkę. Podczas rodzinnej kolacji Melich jest przekonany, że właśnie odniósł ostateczne zwycięstwo.
Wtedy C nagle chwyta się za serce i pada na podłogę. A kiedy Melich próbuje pozbyć się ostatniego dowodu, Hanser odrzuca białą laskę, zdejmuje ciemne okulary i patrzy mu prosto w oczy.
Czy Melich sam ujawni prawdę o wypadku? Czy Hanser zdoła uratować Ciana? I czy po wszystkich zdradach tych dwoje będzie jeszcze potrafiło rozpocząć życie od nowa, tym razem na własnych zasadach?
Tego popołudnia Stambuł wydawał się dziwnie spokojny. Może połyskiwało w słońcu, a wiatr wpadający przez uchylone okno samochodu rozwiewał włosy Hanser.
Siedziała obok Ciana, lecz między nimi nie było już dawnego napięcia. Po raz pierwszy od bardzo dawna jechali gdzieś bez mukader, bejzy, prawników, rodzinnych sporów i dokumentów, które przez miesiące decydowały o ich życiu.
Cong zatrzymał samochód przed niewielkim domem niedaleko wybrzeża. Hanser spojrzała na niego zaskoczona.
— Dlaczego mnie tu przywiozłeś?
Cion wyjął z kieszeni klucz.
— Bo mam dość tego, że o naszym życiu zawsze decyduje ktoś trzeci.
— Co masz na myśli?
Podał jej klucz.
— Ten dom jest twój. Nie jako prezent od rodziny Develoglu, nie jako część żadnej umowy. Chcę ci go oddać bez warunków.
Hanser długo patrzyła na metalowy klucz leżący na jego dłoni.
— A ty, jeśli mi pozwolisz, chciałbym kiedyś tutaj z tobą zamieszkać.
Hanser uniosła wzrok. Co mówił spokojnie, bez zwykłej pewności siebie: bez mojej matki, bez bejzy, bez ochroniarzy stojących pod drzwiami, bez kontraktów małżeńskich, bez ludzi mówiących nam co wypada.
— Myślisz, że wystarczy zmienić dom, żeby zapomnieć o wszystkim?
— Nie. — Cią pokręcił głową. — Ale gdzieś trzeba zacząć.
Hanser weszła do pustego salonu. Przesunęła palcami po drewnianym parapecie, z okna było widać morze.
Przez kilka sekund pozwoliła sobie wyobrazić życie, którego nigdy nie miała: zwykłe poranki, wspólne śniadania, kłótnie o drobiazgi zamiast o spadki, dzieci i rodzinne tajemnice.
— Boję się ci uwierzyć — powiedziała cicho.
Cion stanął obok niej.
— Wiem.
— Za każdym razem, kiedy ti wierzę, coś się rozpada.
— W takim razie tym razem niczego ci nie obiecuję. — Spojrzała na niego. — Chcę tylko szansy, żeby pokazać ci, że potrafię żyć inaczej.
W drodze powrotnej Hanser była pogrążona w myślach. Cong raz po raz zerkał na nią, ale nie przerywał ciszy.
Nagle nacisnął hamulec, lecz nic się nie stało. Zmarszczył brwi i spróbował ponownie — pedał opadł bez oporu.
— Co jest? — zapytała Hanser.
Cij gwałtownie zmienił bieg.
— Zapnij pas mocniej.
— Cią…
— Hamulce nie działają.
W oczach Hanser pojawił się strach. Samochód nabierał prędkości na opadającej ku morzu drodze.
— Zwolnij!
— Próbuję!
Cą szarpnął kierownicą, próbując ominąć jadące przed nimi auto. Klaksony, krzyk Hanser, pisk opon — przed nimi pojawiła się bariera oddzielająca drogę od skalistego wybrzeża.
Cio miał sekundę na decyzję. Skręcił tak, by jego strona samochodu przyjęła większą część uderzenia.
Rozległ się potężny huk, a szkło rozsypało się po wnętrzu. Samochód zatrzymał się bokiem przy barierze.
Cion przez chwilę nic nie słyszał poza wysokim piskiem w uszach. Odwrócił głowę — Hanser była nieprzytomna, a na jej skroni pojawiła się krew.
— Hansel! — Cong próbował odpiąć pas, ale jego ręce drżały.
Kilka minut później ktoś otworzył drzwi od strony pasażera. Był to Melich.
— Boże, Hanser…
Cion spojrzał na niego oszołomiony.
— Co ty tutaj robisz?
Melich nie odpowiedział od razu.
— Jechałem załatwić sprawy w okolicy i zobaczyłem samochód. — Wyjął telefon. — Wzywam karetkę.
Co nie miał wtedy siły zastanawiać się, dlaczego Melich znalazł się dokładnie na tej samej drodze.
W szpitalu Hanser odzyskała przytomność kilka godzin później. Pierwsze co zrobiła, to poruszyła ręką.
— Co…
Cong siedział przy łóżku.
— Jestem.
— Dlaczego jest ciemno?
Zamarł. Hanser mrugnęła kilka razy.
— Cą, włącz światło.
W sali paliły się wszystkie lampy. Jej oddech przyspieszył.
— Dlaczego nic nie widzę?
Lekarz natychmiast podszedł do łóżka. Po badaniach jego twarz nie pozostawiała złudzeń.
— Uraz głowy spowodował zaburzenie funkcjonowania nerwów wzrokowych. Na tym etapie uważamy, że może to być stan przejściowy.
— Może… — wyszeptała Hanser. Lekarz milczał. — Czy odzyskam wzrok?
— Nie potrafię tego dziś zagwarantować.
Hanser zaczęła płakać. Cion wyciągnął rękę.
— Jestem przy tobie.
Odsunęła dłoń i wtedy po raz pierwszy pomiędzy nimi pojawiła się ciemność, której żadne z nich nie potrafiło jeszcze zrozumieć.
Wszystkie dowody prowadzą do ciana. Następnego dnia policja przekazała rodzinie pierwsze ustalenia.
W układzie hamulcowym wykryto ślady celowej ingerencji; to nie była awaria, ktoś przeciął przewód hamulcowy. Co więcej, w bagażniku samochodu znajdowała się skrzynka z narzędziami, na których znaleziono odciski palców ciana.
Mukader natychmiast zaprotestowała.
— To jego samochód, oczywiście, że dotykał własnych narzędzi!
Policjant odpowiedział spokojnie:
— Nie oskarżamy nikogo, sprawdzamy wszystkie możliwości.
Cemil nie był jednak tak spokojny. Spotkał Melia na korytarzu.
— Powiedz mi prawdę, myślisz, że CO mógł to zrobić?
Melich zrobił zatroskaną minę.
— Nie chcę nikogo oskarżać, ale… — Westchnął. — Con zawsze reagował źle, kiedy tracił kontrolę nad Hanser.
— To nie znaczy, że próbował ją zabić.
— Może nie chciał jej zabić. — Melich ściszył głos. — Może chciał ją tylko przestraszyć, zatrzymać przy sobie i pokazać jej, że bez niego nie jest bezpieczna.
Te słowa szybko zaczęły krążyć między ludźmi i dotarły także do Hanser. Kiedy Cong przyszedł do szpitala, ochroniarz Cemila zagrodził mu drogę.
— Hanser nie chce pana widzieć.
C zacisnął szczękę.
— Muszę z nią porozmawiać.
Z sali dobiegł głos Hanser:
— Słyszę cię.
Cion zatrzymał się przy drzwiach.
— Hanser, nie wchodź. — Zamknął oczy. — Posłuchaj mnie chociaż przez minutę.
— Nie wiem już czego mam słuchać: ciebie, policji, Cemila, Melia?
— Nie przeciąłem hamulców.
— W twoim samochodzie znaleziono twoje narzędzia.
— Ktoś je tam zostawił!
Hanser zaśmiała się gorzko.
— Oczywiście, zawsze ktoś… — Położył dłoń na drzwiach.
— Przysięgam ci, że nie zrobiłbym ti krzywdy.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Wreszcie Hanser powiedziała:
— Nie mogę teraz zobaczyć twojej twarzy, Co, ale chyba pierwszy raz widzę wyraźnie, jak niebezpieczne stało się moje życie, odkąd pojawiłeś się w nim ty.
Te słowa zabolały bardziej niż cokolwiek innego. Cą odpowiedział cicho:
— Mogę znieść, że mnie nienawidzisz. Mogę znieść, że nigdy mi nie wybaczysz. Ale proszę cię o jedno.
— O co?
— Nie powierzaj swojego życia człowiekowi, który naprawdę zrobił to z samochodem.
Hanser milczała. C odwrócił się — na końcu korytarza stał Melich. Ich spojrzenia spotkały się, a Melich miał na twarzy niemal niezauważalny uśmiech.
Melich staje się oczami Hanser. Po wypisaniu ze szpitala Hanser zamieszkała u Cemila, a pierwsze dni były dla niej koszmarem.
— Każdy krok wymaga pamięci i ostrożności. Trzy kroki do stołu… — mówił Melich. — Jeszcze jeden. Dobrze, teraz w prawo.
Hanser zaciskała palce na białej lasce.
— Nienawidzę tego.
— Czego?
— Tego, że muszę pytać, gdzie stoi krzesło.
Melich pomagał jej usiąść.
— To minie.
— Nie wiesz tego.
— Wiem, że nie będziesz sama. — Często trzymał ją za rękę dłużej, niż było to konieczne.
Hanser początkowo nie zwracała na to uwagi. CON tymczasem pisał do niej codziennie: “Nie proszę cię o wybaczenie. Chcę tylko, żebyś wiedziała, że szukam osoby odpowiedzialnej za wypadek. Byłem dziś pod twoim domem, ale nie wszedłem — obiecałem Cemilowi, że uszanuję twoją decyzję. Jeśli kiedykolwiek będziesz chciała, przeczytam ci wszystkie raporty policji. Nie będę niczego ukrywał.”
Żaden list nie trafił do Hanser, gdyż Melich przejmował koperty. Pewnego wieczoru usiadł przy niej.
— Przyszedł list od Ciana.
Hanser drgnęła.
— Przeczytaj.
Melich rozłożył kartkę, którą wcześniej napisał własną ręką: “Hanser, nie mogę dalej ponosić odpowiedzialności za twoje życie. To, co się stało, pokazało mi, że powinniśmy przestać się spotykać. Najlepiej będzie, jeśli każdy z nas pójdzie własną drogą.”
Hanser zacisnęła usta.
— To wszystko?
— Jest jeszcze jedno zdanie.
— Jakie?
Melich zawahał się teatralnie:
— “Nie pisz do mnie.”
Hanser odwróciła twarz.
— Daj mi ten list.
Melich zesztywniał.
— Po co?
— Chcę go mieć. Daj…
Wsunął jej kartkę w dłonie. Nie mogła widzieć, że papier pochodził z zupełnie innego notesu niż listy ciana.
— Naprawdę to napisał? — zapytała.
Melich przykucnął.
— Przykro mi.
— Nie brzmi jak on.
Melich ścisnął jej dłoń.
— Może po prostu pierwszy raz powiedział ti prawdę.
Tej nocy Hanser długo płakała, a Melich siedział w swoim samochodzie przed domem i patrzył na światło w jej oknie.
— Jeszcze trochę… — wyszeptał. — Jeszcze trochę i przestaniesz za nim tęsknić.
Wzrok powraca. Dziesięć dni później, podczas kontroli, lekarz skierował światło w źrenicę. Hanser nagle drgnęła.
— Proszę poczekać.
— Co się stało?
— Coś widziałam.
Lekarz przesunął latarkę. Hanser zobaczyła białą plamę, potem zarys ręki, a kilka godzin później zaczęła rozpoznawać przedmioty.
— Wieczorem widziałam już twarz lekarza.
— To bardzo szybka poprawa — powiedział. — Jeśli nie wystąpią komplikacje, wzrok może wrócić niemal całkowicie.
Hanser zaczęła się śmiać przez łzy. Chciała zadzwonić, lecz drzwi się otworzyły i wszedł Melich.
Hanser odruchowo chciała powiedzieć: “Widzę cię”, ale wtedy zauważyła coś dziwnego. Melich podszedł do stolika z lekami i spojrzał na nią. Hanser zamknęła oczy, udając sen.
Melich wyjął z kieszeni małą buteleczkę i zamienił ją z tą stojącą obok jej łóżka. Potem nachylił się bardzo blisko.
— Jeszcze trochę — wyszeptał. — Tylko trochę. Potem nie będziesz potrzebowała ciana ni nikogo… Będziesz miała tylko mnie.
Serce Hanser zaczęło walić. Melich poprawił rękaw, a na mankiecie widniała ciemnozielona plama oleju. Hanser pamiętała rozmowę policjantów: “Przy przewodzie hamulcowym znaleźliśmy ślady zielonego smaru technicznego.”
Melich wyszedł. Hanser otworzyła oczy, a jej twarz zmieniła się całkowicie.
— Doktorze… — Lekarz podszedł. — Tak, nikt nie może się dowiedzieć, że widzę.
— Dlaczego?
Hanser spojrzała na zamknięte drzwi.
— Bo człowiek, który prawdopodobnie odebrał mi wzrok, nadal wierzy, że jestem ślepa.
Hanser rozpoczyna najtrudniejszą rolę w swoim życiu. Od tej chwili Hanser musiał grać: w domu zakładała ciemne okulary, liczyła kroki, celowo uderzała laską o framugi, a czasami wyciągała rękę kilka centymetrów obok szklanki.
Melich obserwował ją coraz pewniej. Nie wiedział, że kiedy siedział obok niej, Hanser widziała każdy jego gest.
Pewnego wieczoru jej telefon zabrzęczał. Na ekranie pojawiło się: “Proszę, przeczytaj chociaż jedną wiadomość.”
Melich wszedł do pokoju. Hanser natychmiast odłożyła telefon.
— Ktoś pisał?
— Reklama — odpowiedziała.
Melich wziął aparat, a Hanser obserwowała go zza ciemnych szkieł. Otworzył wiadomości i usunął wszystko od ciana. Potem usiadł obok niej.
— Nic ważnego.
Tej nocy Hanser przeszukała jego rzeczy. W dolnej części szafy znalazła pudełko, w którym były dziesiątki listów — wszystkie od ciana. Otworzyła pierwszy: “Hanser, nie wiem, czy moje listy docierają. Jeśli je czytasz, chcę, żebyś wiedziała jedno: nie zrezygnowałem z ciebie.”
Drugi: “Byłem dziś u mechanika. Ktoś musiał wiedzieć dokładnie, jaki model przewodu hamulcowego jest w samochodzie.”
Trzeci: “Nie wierzę, że Melich znalazł się tam przypadkiem.”
Hanser przycisnęła list do ust, a łzy spłynęły jej po policzkach. Cą… Wtedy wszystko zrozumiała: nie tylko Melich próbował odebrać jej wzrok, próbował odebrać jej także prawdę.
Kilka dni później poszła za nim. Melich wszedł nocą do rezydencji Develoglu, a Hanser trzymała się w cieniu. Zobaczyła, jak wchodzi do gabinetu Ciana.
Melich wyjął z szuflady lekarstwa i zamienił jedną butelkę, po czym zadzwonił.
— Wypadek nie wystarczył. Co nadal wraca do niej jak pies. Tym razem będzie prościej: jego serce już jest osłabione, każdy uwierzy, że organizm nie wytrzymał stresu. Kiedy umrze, Hanser nie będzie miała dokąd wrócić.
Hanser przycisnęła dłoń do ust, a po jej policzku spłynęła łza. Teraz wiedziała, że gra nie dotyczy już tylko jej — Cion był w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Najbardziej nieoczekiwany sojusz. Kiedy Hanser wychodziła z gabinetu, usłyszała kroki.
— Bea? Kto tam jest?
Hanser próbowała odejść, ale Bea zapaliła światło.
— Hanser…
Hanser wiedziała, że nie zdoła już udawać. Powoli zdjęła okulary i spojrzała prosto na Bezę, która zbladła.
— Ty widzisz? Widzisz mnie od dziesięciu dni, więc wszystkich oszukujesz?
— Tak.
— Dlaczego?
Hanser podeszła bliżej.
— Bo Melich próbował mnie zabić, a teraz próbuję zabić Ciana.
Bejza zamilczała. Po chwili wyszeptała:
— Widziałam go.
— Gdzie?
— Przy garażu w noc przed wypadkiem.
Hanser zesztywniała.
— Dlaczego nic nie powiedziałaś?
Bejza zacisnęła szczękę.
— Bo myślałam, że chcę tylko uszkodzić samochód. Wtedy nienawidziłam cię tak bardzo, że uznałam, iż nie będę się wtrącać.
— I teraz nagle masz sumienie?
Bejza spojrzała jej w oczy.
— Nie chcę, żeby Cią umarł.
Zapadła długa cisza. Bea otworzyła laptop.
— Jest jeszcze coś. — Uruchomiła nagranie z kamery. — Założyłam ją w garażu dawno temu.
— Po co?
Bejza uśmiechnęła się gorzko.
— Żeby śledzić ciana.
Na ekranie pojawił się Melich. Wyraźnie było widać, jak otwiera maskę samochodu, jak wyjmuje narzędzia, jak pochyla się nad układem hamulcowym.
Hanser poczuła chłód.
— Mamy go.
Bejza pokręciła głową.
— Mamy dowód na sabotaż. Nie mamy dowodu, że chce zabić Ciana.
Hanser spojrzała na nią.
— W takim razie sprawimy, żeby sam to powiedział.
Bejza zmarszczyła brwi.
— My?
Hanser odpowiedziała:
— Nie ufam ci.
— Ja tobie też nie.
— Doskonale.
— To dlaczego mam ci pomagać?
Hanser zbliżyła się.
— Bo obie wiemy, co znaczy kochać człowieka, który potrafi doprowadzić nas do szaleństwa. — Bea milczała. Hanser dodała: — Ale nawet ty nigdy nie chciałaś jego śmierci.
Bejaza spuściła wzrok.
— Nie, nigdy.
Tak powstał sojusz, którego nikt w rodzinie nie byłby w stanie sobie wyobrazić.
Ostatnia pułapka. Kilka dni później Hanser ogłosiła, że chce przekazać Melichowi pełnomocnictwo do zarządzania swoim majątkiem i sprawami osobistymi.
Mukader była oburzona, Cemil zaniepokojony, Cą wściekły — tylko Melich promieniał. Kolację zorganizowano w rezydencji.
Hanser weszła w czarnych okularach, podpierając się laską. Melich prowadził ją pod ramię. Przy stole siedzieli Cią, Mukader, Sinem, Cemil i Beizza.
Cion wyglądał źle: był blady, pod oczami miał cienie — od kilku dni zażywał podmienione tabletki. Kiedy Hanser usiadła, C ją nie wytrzymał.
— Nie podpisuj tego.
Hanser skierowała głowę w jego stronę.
— Nie pytałam cię o zdanie.
— Hanser, możesz mnie nienawidzić, ale nie dawaj Melichowi prawa do decydowania za ciebie!
Melich przerwał:
— Ona podjęła decyzję.
Cą uderzył dłonią w stół.
— Nie rozmawiam z tobą!
Hanser zacisnęła palce pod obrusem. Musiała zachować spokój.
— Co?
— Tak?
Jej głos był lodowaty:
— Melich był przy mnie, kiedy pogrążyłam się w ciemności.
Ją zbladł jeszcze bardziej.
— A ja…
Hanser wypowiedziała prepared zdanie:
— Ty przyniosłeś tę ciemność do mojego życia.
Cio opuścił wzrok. To bolało również ją. Chciała zerwać okulary i powiedzieć mu wszystko, lecz nie mogła — jeszcze nie.
Melich położył przed nią dokument.
— Wystarczy podpis.
Hanser dotknęła długopisu.
— Najpierw chcę wiedzieć jedno.
Melich nachylił się.
— Pytaj.
— Jeśli cią zniknie z naszego życia, zabierzesz mnie stąd?
Melich uśmiechnął się.
— Dokąd tylko zechcesz.
— Naprawdę?
— Tak.
— A jeśli on nie przestanie wracać?
Melich spojrzał na ciana, potom pochylił się do ucha Hanser.
— Po dzisiejszym wieczorze już nie będzie mógł.
Hanser poczuła, jak serce przyspiesza.
— Co to znaczy?
— Dokończę tylko to, czego nie udało się zrobić na nadmorskiej drodze.
W sąsiednim pomieszczeniu Beizza nagrywała każde słowo. Nagle światło urządzenia odbiło się w kieliszku.
Melich zobaczył czerwony punkt, zamarł, spojrzał w stronę drzwi i natychmiast zmienił ton:
— Oczywiście żartuję. — Wyprostował się. — Mówię tylko to, co chcesz usłyszeć.
Bejza zaklęła pod nosem. Melich podszedł do drzwi.
— Wyjdź.
Bejza pojawiła się z urządzeniem w ręku.
— Sprytne — powiedział Melich. — Ale niewystarczające.
Con patrzył na nich zdezorientowany.
— Co się tutaj dzieje?
Melich uśmiechnął się.
— Nic, po prostu dwie kobiety próbują zrobić ze mnie przestępcę.
Hanser wiedziała, że Melich poczuł się zagrożony, a zagrożony człowiek popełnia błędy.
Cion pada przed stołem. Kilka minut później Cong złapał się za klatkę piersiową.
Mukader natychmiast wstała.
— Co?
— Nic mi nie jest… — Próbował nabrać powietrza, ból się nasilał.
Melich spokojnie podszedł do szafki.
— Powinieneś wziąć lekarstwo. — Wyjął buteleczkę.
Hanser rozpoznała ją — tę samą, którą widziała w jego rękach kilka dni wcześniej.
— Nie! — niemal krzyknęła.
Wszyscy spojrzeli na nią. Hanser natychmiast się poprawiła:
— Chciałam powiedzieć… Może powinien poczekać na lekarza.
Melich nalał wody.
— To jego normalne leki. — Podał tabletkę Cihanowi.
Hanser nie mogła zareagować bez ujawnienia planu. Cą połknął.
Minęło kilka sekund. Jego twarz nagle pobladła, szklanka wypadła mu z ręki i Cio upadł na podłogę.
Mukader krzyknęła. Sinem pobiegła po telefon.
— Dzwońcie po karetkę!
Melich uklęknął przy cianie. Jego dłoń przesunęła się w stronę butelki z lekami — chciał ją zabrać.
Wtedy stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Hanser wstała prosto, bez laski, bez wahania. Rzuciła białą laskę na podłogę i złapała Melia za nadgarstek.
— Szukasz tego?
Melich zamarł. W całej jadalni zapadła absolutna cisza. Mukader patrzyła na Hanser, Cemil miał otwarte usta, Sinem przestała wybierać numer.
Melich wyszeptał:
— Ty…
Hanser zdjęła okulary. Jej spojrzenie było ostre i pewne.
— Tak.
Melich cofnął się.
— Ty widzisz?
— Widzę od dziesięciu dni.
— To niemożliwe…
— Widziałam, jak kasowałeś wiadomości od Ciana. — Melich pobladł. — Widziałam listy, które ukryłeś. — Krok w jego stronę. — Widziałam, jak zmieniłeś moje lekarstwo w szpitalu. — Jeszcze krok. — Widziałam cię w gabinecie Ciana.
— Zamknij się!
— Widziałam, jak podmieniłeś jego tabletki!
Melich potrząsnął głową.
— Kłamiesz!
Hanser podniosła buteleczkę.
— I przed chwilą widziałam, jak próbowałeś usunąć ostatni dowód po tym, jak Cią upadł. — Spojrzała mu prosto w oczy. — Przez cały ten czas myślałeś, że jestem bezbronna. — Melich oddychał coraz szybciej. — A ja patrzyłam na każdy twój ruch.
Prawda pojawia się na ekranie. Bejaza podeszła do telewizora.
— Skoro słowa nie wystarczą, pokażmy obraz. — Uruchomiła nagranie.
Na ekranie pojawił się garaż, Melich, maska samochodu, narzędzia, przecięcie przewodu hamulcowego. Potem inne nagranie: samochód Melia jadący kilka minut za Cihanem i Hanser.
Mukader zakryła usta. Cemil rzucił się na Melia.
— To ty…
Melich odsunął go.
— Nie rozumiecie?
Hanser patrzyła na niego z odrazą.
— To ty znalazłeś nas po wypadku.
— Uratowałem cię!
— …bo jechałeś za nami, żeby sprawdzić, czy przeżyliśmy.
Melich wybuchł:
— Zrobiłem to dla ciebie! C niszczył cię miesiącami! Widziałem, jak przez niego cierpiałaś! Za każdym razem wracał i znowu cię łamał!
Hanser krzyknęła:
— Więc postanowiłeś mnie oślepić?!
— Chciałem, żebyś wreszcie zobaczyła, że tylko ja przy tobie zostaję!
Hanser zaśmiała się przez łzy.
— Zobaczyła… — Melich zamarł. — Właśnie o to chodzi, Melich. Odebrałeś mi wzrok, a potom chciałeś zostać jedynym człowiekiem, który prowadzi mnie za rękę. — Podeszła jeszcze bliżej. — To nie jest miłość.
— Kocham cię!
— Nie, chciałeś mnie posiadać.
Melich zacisnął pięści.
— Co na ciebie nie zasługuje.
— Możliwe. — Melich spojrzał na nią zaskoczony. — Ale to ja zdecyduję, komu wybaczę, komu zaufam i z kim będę żyła. — Hanser wskazała na niego. — Ty chciałeś odebrać mi nawet możliwość wyboru.
Melich ruszył w stronę wyjścia. Sinem stanęła przed drzwiami.
— Odsuń się.
— Nie. — Sinem spojrzała na niego ze łzami. — Całe życie myślałam, że znam swojego brata. — Zdjęła pierścionek, który kiedyś jej podarował, i rzuciła go na podłogę. — Ale ty nie skrzywdziłeś tylko Hanser. Zrobiłeś z miłości wymówkę dla własnej obsesji.
Za drzwiami pojawili się policjanci wezwani wcześniej przez Beję. Melich spojrzał jeszcze raz na Hanser.
— Pewnego dnia zrozumiesz, że zrobiłem to dla ciebie.
Hanser odpowiedziała spokojnie:
— Tego dnia nie będzie.
Policja założyła mu kajdanki. Po raz pierwszy Melich wyglądał naprawdę bezradnie i po raz pierwszy nikt nie wyciągnął do niego ręki.
Walka o życie ciana. W szpitalu lekarze natychmiast zabrali ciana na oddział intensywnej terapii. Hanser siedziała na korytarzu z buteleczką w dłoni. Lekarz wyszedł po ponad godzinie.
— Kto podał mu ten lek?
— Melich — odpowiedziała.
— Co dokładnie się stało?
Hanser opisała wszystko: godzinę, dawkę, moment utraty przytomności. Lekarz spojrzał na butelkę.
— To uratowało nam czas, wiemy, z czym mamy do czynienia.
Mukader podeszła.
— Czy mój syn przeżyje?
— Środek spowodował gwałtowny spadek częstotliwości pracy serca. Podaliśmy antidotum, teraz musimy czekać.
Mukader osunęła się na krzesło. Hanser została pod drzwiami. Bea stanęła obok niej.
— Uratowałaś go.
Hanser pokręciła głową.
— Pozwoliłam mu połknąć tę tabletkę.
— Gdybyś zareagowała wcześniej, Melich zorientowałby się, że widzisz.
— A jeśli C się nie obudzi?
Bea nie odpowiedziała.
Po wielu godzinach Hanser weszła do sali. Cion był blady. Usiadła przy łóżku.
— Przepraszam — wyszeptała. — Musiałam cię okłamywać.
Kilka minut później jego palce lekko drgnęły. Hanser poderwała głowę. Cion otworzył oczy, a pierwsze, co zobaczył, to jej twarz.
— Hanser…
— Jestem.
Cą zmarszczył brwi.
— Ty… — Spojrzał w jej oczy. — Widzisz mnie?
Hanser uśmiechnęła się przez łzy.
— Widzę.
— Od kiedy?
— Od jakiegoś czasu.
— I nic mi nie powiedziałaś?
— Musiałam dowiedzieć się, kto kłamie.
Cion zamknął oczy.
— I dowiedziałaś się.
— Tak.
Po chwili zapytał:
— Co widzisz teraz?
Hanser długo milczała.
— Człowieka, który popełnił bardzo wiele błędów…
Cong gorzko się uśmiechnął.
— Zasłużenie.
— …człowieka upartego, porywczego, czasem niemożliwego do zniesienia. — Hanser pauzowała. — Ale widzę też człowieka, który pisał do mnie codziennie, kiedy myślałam, że mnie porzucił.
W oczach Ciana pojawiły się łzy.
— Nigdy cię nie porzuciłem.
— Wiem.
— Nie chciałem, żebyś przez mnie cierpiała.
Hanser ścisnęła jego dłoń.
— Sama miłość nie wystarczy, Cią. Jeśli mamy jeszcze kiedyś spróbować, musi być inaczej.
— Powiedz jak.
— Nie wrócę do rezydencji. — Cion patrzył na nią. — Nie chcę ochroniarzy pod drzwiami, nie chcę twojej matki podejmującej decyzje za nas, nie chcę dokumentów mówiących mi, co mi wolno. Chcę pracować, chcę mieć własne pieniądze, własne zdanie, własne życie.
— Dobrze.
Hanser uniosła brew.
— Tak łatwo się zgadzasz?
C uśmiechnął się słabo.
— Prawie umarłem. To pomaga zrozumieć, co naprawdę jest ważne.
Hanser ścisnęła jego rękę mocniej.
— Chcę być z tobą jako partnerka, nie jako kobieta, którą musisz ratować.
Cią odpowiedział:
— A ja chcę wreszcie nauczyć się być człowiekiem, który nie musi kontrolować wszystkiego, żeby czuć się potrzebny.
Hanser pochyliła się i pocałowała go w czoło. Po raz pierwszy ich pojednanie nie było obietnicą wielkiej miłości — było umową dwóch ludzi, że nauczą się kochać inaczej.
Nowe początki. Kilka miesięcy później wiele rzeczy w rodzinie Develoglu wyglądało inaczej.
Bea zdecydowała się wyjechać ze Stambułu. Przed wyjazdem odwiedziła Hanser i przyniosła pudełko.
— Co to?
— Listy.
Hanser otworzyła. W środku znajdowały się wszystkie wiadomości od Ciana, które Melich próbował ukryć.
— Znalazłam je w jego rzeczach po aresztowaniu.
Hanser spojrzała na Beję. Bejza uśmiechnęła się smutno.
— Nigdy nie sądziłam, że kiedyś to usłyszę od ciebie.
— Ja nie sądziłam, że kiedyś będę miała powód, żeby to powiedzieć.
Przez chwilę obie milczały. Bejza wreszcie powiedziała:
— Nie będziemy przyjaciółkami.
Hanser parsknęła cicho.
— Na pewno nie.
— Ale chyba nie musimy już być wrogami.
Hanser wyciągnęła rękę.
— To mi wystarczy.
Mukader także musiał zmienić swoje życie. Pewnego dnia przyszła do małego domu Hanser i Ciana. Stała w progu długo, jakby przekroczenie go było dla niej trudniejsze niż wejście do własnej rezydencji.
— Mogę wejść?
Hanser odpowiedziała:
— Jeśli przyszła pani jako matka Ciana, tak.
Mukader spojrzała na nią.
— A jeśli jako Mukader Develoglu?
— Wtedy nie.
Starsza kobieta po raz pierwszy się uśmiechnęła.
— W takim razie przyszłam jako matka.
To było niewiele, ale dla nich wszystkich znaczyło bardzo dużo.
Hanser sama prowadzi. Ostatnia scena rozegrała się kilka miesięcy później: ta sama droga, to samo morze, to samo miejsce, w którym kiedyś samochód przebił barierę.
Tym razem za kierownicą siedziała Hanser, a Cion znajdował się na fotelu pasażera. Hanser prowadziła spokojnie.
Cion spojrzał na prędkościomierz.
— Mogłabyś trochę zwolnić.
Hanser spojrzała na niego kątem oka.
— Boisz się?
— Po ostatnim doświadczeniu mam prawo.
Zaśmiała się.
— A przecież miałeś nie kontrolować wszystkiego.
Co natychmiast uniósł ręce.
— Nic nie mówię.
Jechali jeszcze chwilę w ciszy. Kiedy mijali miejsce wypadku, Hanser odruchowo zwolniła i spojrzała na barierę.