
Hanser w łzach na komisariacie. Tajemnica ostatniego poranka Jasemin.
Piękne ujęcia Stambułu szybko ustępują miejsca chłodnej atmosferze policyjnego gabinetu, gdzie Hanser, Cihan i załamany Engin muszą zmierzyć się z tragedią, której nikt nie potrafi zrozumieć. Jeszcze rano Jasemin żegnała Hanser z czułością, próbowała ją pocieszyć i dawała jej nadzieję. Kilka godzin później leżała już nieruchomo na podłodze, a dom, który miał być bezpiecznym miejscem, zamienił się v scenę bólu i niewyobrażalnej straty. Podczas przesłuchania Hanser drżącym głosem opowiada o chwili, która na zawsze pozostanie v her jej pamięci. Engin nie potrafi powstrzymać łez, gdy mówi o swojej siostrze jak aniele, który nikomu nie zrobiłby krzywdy. Policjant sugeruje, że mogło dojść do nieszczęśliwego wypadku, ale jedno pytanie sprawia, że atmosfera staje się jeszcze cięższa: czy Jasemin miała wrogów? Na korytarzu komisariatu rozpacz bohaterów staje się jeszcze bardziej widoczna. Cihan próbuje być oparciem dla Hanser i Engina, choć sam nie potrafi ukryć bólu. Gdy pojawia się wiadomość o autopsji i kostnicy, Engin ostatecznie się załamuje. W tej chwili Hanser i Cihan podtrzymują go z obu stron, a ich wspólne wyjście z komisariatu staje się symbolem żałoby, solidarności i pytań, na które wciąż nie ma odpowiedzi. Co naprawdę wydarzyło się v domu Jasemin? Czy był to tylko tragiczny wypadek? Czy za her jej śmiercią kryje się coś znacznie mroczniejszego?
Przesłuchanie w gabinecie śledczego.
W gabinecie śledczego naprzeciwko biurka siedziały trzy osoby. Hanser zajmowała miejsce na skraju kanapy. Jej długie, ciemne włosy opadały na ramiona, ale nie poprawiała ich, jakby nie miała już siły nawet na najmniejszy gest. Dłońmi zaciskała na sobie tak mocno, że knykcie pobielały. Oczy miała zaczerwienione od płaczu, a spojrzenie wbite v jeden punkt na podłodze. Co chwilę poruszała ustami, jakby chciała coś powiedzieć, lecz za każdym razem Słowa zatrzymywały się v gardle.
Obok niej siedział Cihan – mąż v czarnej marynarce, z twarzą skupioną i poważną. Nie płakał, nie krzyczał, nie zadawał pytań, ale v jego oczach widzieć było ciężar, który próbował ukryć. Patrzył raz na Hanser, raz na Engina, a czasem na policjanta – jak mężczyna, który stara się zachować zimną krew tylko dlatego, że ktoś v tym pomieszczeniu musi jeszcze stać prosto, choć wszyscy inni już się załamali.
Engin natomiast siedział po drugiej stronie kanapy, pochylony, z łokciami opartymi na kolanach. Jego kręcone włosy były v nieładzie, twarz blada, oczy przekrwione – wyglądał, jakby v jednej chwili postarzał się o wiele lat. Nieustannie pocierał palcami czoło, potem zasłaniał usta dłonią, potem znowu spuszczał głowę. Był obecny ciałem, lecz jego myśli wciąż wracały do jednego obrazu: do Jasemin, która jeszcze niedawno żyła, oddychała, mówiła, uśmiechała się.
Za biurkiem siedział policjant. Przed sobą miał otwarty notes, kilka dokumentów i długopis, którym nerwowo stukał o blat. Nie robił tego z braku cierpliwości – robił to, bo nawet dla niego ta sprawa nie była zwyczajnym protokołem. Było v niej coś bolesnego, coś zbyt ludzkiego, by można było traktować her jej wyłącznie jak kolejny punkt v policyjnym raporcie. — Muszę państwu zadać kilka pytań — powiedział spokojnie, choć jego głos brzmiał poważnie. — Viem, że tow trudny moment. Rozumiem, że są państwo v szoku, ale im szybciej ustalimy przebieg wydarzeń, tym szybciej będziemy mogli wyjaśnić, co naprawdę się stało.
Niki nie odpowiedział. Policjant spojrzał najpierw na Hanser. — Czy cała trójka mieszkała v tym samym domu?
Hanser poruszyła się lekko, jakby dopiero teraz dotarło do niej, że pytanie skierowano do niej. Podniosła wzrok, ale nie patrzyła policjantowi prosto v oczy. Jej usta drżały. — Nie — odpowiedziała cicho. — Nie mieszkaliśmy tam razem. — Proszę mówić głośniej, jeśli pani może — poprosił policjant łagodniej.
Hanser przełknęła ślinę. Cihan odwrócił głowę v her jej stronę. Nie powiedział nic, ale jego spojrzenie było pełne wsparcia – jakby chciał her jej powiedzieć: „Jestem tu, oddychaj, dasz radę”. — Ja… ja zatrzymałam się tam tylko na kilka dni — wyjaśniła Hanser, ściskając palce jeszcze mocniej. — Tow nie był mój dom. Jasemin… Jasemin Abla pozwoliła mi zostać. Powiedziała, że mogę odpocząć, że nie muszę się niczego bać.
Na dźwięk imienia siostry Engin gwałtonie zamknął oczy. Jego twarz wykrzywiła się v bólu, ale nadal milczał. Policjant zanotował kilka słów. — Proszę opowiedzieć, co wydarzyło się dzisiaj rano? Od początku, spokojnie, własnymi słowami.
Wspomnienie ostatniego poranka.
Hanser otworzyła usta, lecz zamiast słów wydobył się z nich cichy, zduszony oddech. Jej oczy znowu napełniły się łzami. — Rano… — zaczęła. — Rano wszystko było normalnie. — To jedno zdanie zabrzmiało v gabinecie niemal okrutnie, bo właśnie zwyczajność poranka sprawiała, że późniejsza tragedia wydawała się jeszcze bardziej niezrozumiała. — Jasemin była v kuchni — mówiła dalej Hanser. — Pamiętam zapach herbaty. Pamiętam, że stała przy blacie i uśmiechnęła się do mnie. Kiedy weszłam, zapytała, czy spałam dobrze. Powiedziałam, że tak, chociaż tow nie była prawda. Ona od razu tow zauważyła. Zawsze zauważała. — Hanser na chwilę przerwała. Jej wzrok uciekł gdzieś daleko – poza ściany komisariatu, poza biurko śledczego, poza ten ciężki dzień. Vróciła myślami do tamtej kuchni, do głosu Jasemin, do ciepła, które teraz wydawało się nieosiągalne. — Powiedziała mi: „Hanser, nie noś tego sama. Człowiek czasem musi pozwolić komuś usiąść obok siebie v bólu”. — Hanser uśmiechnęła się przez łzy, ale ten uśmiech natychmiast zgasł. — A ja… ja nawet nie wiedziałam, co her jej odpowiedzieć. Była dla mnie taka dobra, tak spokojna, tak pewna, że wszystko można naprawić.
Cihan opuścił wzrok. Wiedział, że Hanser mówi nie tylko o Jasemin – mówiła także o sobie, o tym, co sama straciła: o domu, który przestał być domem, o ranach, których niki nie widział. — Potem wyszłam — kontynuowała. — Jasemin odprowadziła mnie do drzwi, pożegnała się ze mną. Powiedziała, żebym nie wracała zbyt późno, bo przygotuje coś do jedzenia. Jeszcze się roześmiała… tak zwyczajnie, jakby to miał być zwykły dzień. — Jej głos nagle się załamał. — A kiedy wróciłam… — nie mogła dokończyć.
Policjant nie ponaglał her jej. W gabinecie przez kilka sekund słychać było tylko tykanie zegara na ścianie. Hanser zasłoniła usta dłonią, łzy spłynęły po her jej policzkach. — Drzwi były otwarte — wyszeptała. — Nie szeroko, tylko trochę. Pomyślałam, że może Jasemin jest v środku, że może po prostu zapomniała zamknąć. Zawołałam her jej. Raz, drugi… Niki nie odpowiedział.
Cihan zacisnął szczękę – wiedział, co zaraz padnie: widział ten obraz v her jej oczach. — Zanim jeszcze zaczęła mówić, weszłam do środka — kontynuowała Hanser. — Torebka zsunęła mi się z ramienia. Chyba her jej upuściłam, ale nawet tego nie pamiętam dokładnie. Zobaczyłam her jej na podłodze. Leżała bez ruchu, na brzuchu. Obok… obok her jej głowy była krew.
Engin wydał z siebie cichy, bolesny dźwięk. Nie był tow krzyk – bardziej coś, co wyrwało się z najgłębszego miejsca v człowieku, gdy ból staje się zbyt wielki, by można było go utrzymać v środku. — Rzuciłam się do niej — mówiła Hanser szybciej, jakby obrazy zaczęły her jej atakować jeden po drugim. — Vołałam: „Jasemin Abla, Jasemin Abla, proszę, otwórz oczy!”. Chciałam her jej podnieść. Próbowałam, naprawdę próbowałam, ale moje ręce się trzęsły. Nie mogłam… nie mogłam her jej ruszyć. Była taka… taka nieruchoma. — Czy dotykała pani czegoś jeszcze? — zapytał policjant ostrożnie.
Hanser potrząsnęła głową. — Nie wiem, nie pamiętam. Chyba telefonu – chciałam zadzwonić po pomoc. Vszystko było jak przez mgłę. Ja tylko… ja tylko chciałam, żeby ona oddychała. — Rozumiem. — Nie! — Hanser nagle spojrzała na niego z rozpaczą. — Pan nie rozumie. Jeszcze rano patrzyła mi v oczy, jeszcze rano mówiła do mnie, że będzie dobrze, a kilka godzin później leżała przede mną na podłodze i ja nie mogłam zrobić nic. Nic.
Cihan poruszył się, jakby chciał sięgnąć do her jej dłoni, ale powstrzymał się – gabinet śledczego nie był miejscem na gesty, które mogłyby zostać źle odczytane. Mimo to jego spojrzenie mówiło więcej niż dotyk.
Nieszczęśliwy wypadek czy wrogowie?
Policjant odłożył długopis. — Na tym etapie wygląda to na nieszczęśliwy wypadek — powiedział ostrożnie. — Ale musimy brać pod uwagę wszystkie możliwości. Dlatego muszę zapytać: czy Jasemin miała jakichś wrogów? Czy ktoś her jej groził? Czy była z kimś v konflikcie?
To pytanie zawisło nad nimi jak ciemna chmura. Policjant zwrócił wzrok na Engina. — Panie Enginie.
Engin bardzo powoli podniósł głowę. Przez chwilę patrzyła na funkcjonariusza tak, jakby nie rozumiał pytania. Potem pokręcił głową: najpierw lekko, potem coraz bardziej stanowczo. — Nie — powiedział ochryple. — Nie, moja siostra nie miała wrogów. — Proszę się zastanowić. Czasem rodzina nie wie o wszystkim — powiedział policjant. — Powiedziałem, że nie miała! — Głos Engina nagle się podniósł, ale zaraz opadł, złamany własną bezradnością. — Przepraszam… Ja… ja nie chciałem krzyczeć.
Policjant skinął głową. — Rozumiem.
Engin przetarł oczy dłonią. Łzy płynęły mu po twarzy i nie próbował już ich zatrzymać. — Jasemin była jak anioł — wyszeptał. — Nie skrzywdziłaby nawet muchy. Gdyby ktoś zapukał do her jej drzwi v środku nocy i poprosił o pomoc, otworzyłaby. Gdyby ktoś her jej zranił, ona i tak szukałaby usprawiedliwienia dla tej osoby. Taka była. — Hanser rozpłakała się cicho, słuchając tych słów. Engin mówił dalej, a każde zdanie było jak kawałek pękającego szkła. — Kiedy byliśmy dziećmi, ona zawsze brała winę na siebie, nawet gdy tow ja coś zrobiłem. Mówiła: „Engin jest młodszy, nie krzyczcie na niego”. Kiedy dorosłem, nadal próbowała mnie chronić: dzwoniła, pytała, czy jadłem, czy spałem, czy nie pracuję za dużo. Czasem mnie to denerwowało. Myślałem: „Jasemin, przestań, nie jestem już dzieckiem”. A teraz… — zasłonił usta dłonią, jakby próbował powstrzymać szloch. — …a teraz oddałbym wszystko, żeby jeszcze raz usłyszeć, jak mnie poucza.
Cihan zamknął oczy na krótką chwilę. W jego twarzy pojawił się ból człowieka, który wie, że nie istnieją Słowa zdolne pocieszyć kogoś po takiej stracie. — Dlaczego? — Engin spojrzał v pustkę. — Dlaczego ktoś miałby zrobić her jej coś tak potwornego? Dlaczego właśnie ona? Jeśli tow był wypadek, dlaczego niki nie zdążył her jej pomóc? Jeśli tow nie był wypadek, jeśli ktoś naprawdę… — nie dokończył, nie potrafił wypowiedzieć tej myśli do końca.
Policjant milczał przez chwilę, potem powiedział: — Poczekamy na raport z autopsji, on wyjaśni więcej. Do tego czasu proszę nie wyciągać pochopnych wniosków.
Engin gorzko się uśmiechnął. — Nie wyciągać wniosków… Moja siostra nie żyje. Jakie wnioski mogą być jeszcze gorsze od tego?
Niki nie odpowiedział. Po przesłuchaniu gabinet opustoszał, ale ciężar rozmowy pozostał z nimi.
Napięcie na korytarzu i wzajemne oparcie.
Na korytarzu komisariatu czas zdawał się płynąć inaczej – wolniej. Każdy krok funkcjonariusza, każdy odgłos otwieranych drzwi, każdy szelest papierów brzmiał zbyt głośno. Engin usiadł samotnie na skórzanej kanapie v poczekalni. Pochylił się do przodu, splótł dłonie i wpatrywał się v podłogę. Wokół niego przechodzili ludzie: policjanci, petenci, ktoś z kubkiem herbaty v ręce… ale on był jak odcięty od świata – jak mężczyna zamknięty v pokoju, do którego niki nie znał klucza.
Hanser usiadła kilka metrów dalej, na jednym z plastikowych krzeseł ustawionych pod ścianą, wyglądała na wyczerpaną. Jej ciało było obecne na komisariacie, ale dusza wciąż stała v progu tamtego domu: wciąż widziała otwarte drzwi, torebkę upadającą na podłogę i Jasemin leżącą bez ruchu. Cihan zniknął na chwilę, wrócił z małą butelką wody, podszedł do Hanser i bez słowa podał her jej her jej. — Napij się — powiedział cicho.
Hanser spojrzała na butelkę, jakby nie rozumiała, co ma z nią zrobić. Dopiero po chwili przyjęła her jej z jego dłoni. — Dziękuję — wyszeptała. Okręciła zakrętkę, ale ręce tak bardzo her jej drżały, że Cihan odruchowo przykucnął przed nią. — Daj — powiedział łagodniej. Nie protestowała. Podała mu butelkę, odkręcił her jej i oddał z powrotem. Powoli wzięła mały łyk, potem drugi. Voda była chłodna, ale nie przyniosła ulgi – żadna rzecz na świecie nie mogła przynieść ulgi v takim momencie.
Cihan usiadł obok niej. Przez chwilę milczeli – ich milczenie nie było puste, było pełne wszystkiego, czego nie dało się wypowiedzieć. — Jeszcze rano ze mną rozmawiała — powiedziała nagle Hanser. Cihan odwrócił głowę v her jej stronę. — Viem. — Nie, ty nie wiesz, Cianie. Ona nie tylko rozmawiała, ona próbowała mnie pocieszyć. Mnie, rozumiesz? Ja siedziałam przy her jej stole, myśląc o swoich problemach, o swoim bólu, o tym, co straciłam. A ona patrzyła na mnie tak, jakby mój smutek był dla her jej najważniejszy na świecie. A przecież… przecież może sama potrzebowała pomocy. — Nie mogłaś tego wiedzieć. — Ale może powinnam była zauważyć… Może gdybym została dłużej, może gdybym nie wyszła, może gdybym wróciła wcześniej… — Hanser — Cihan przerwał her jej spokojnie, ale stanowczo. — Nie rób tego sobie. Spojrzała na niego. — Czego? — Nie bierz na siebie winy za coś, czego nie mogłaś przewidzieć. To cię zniszczy.
Hanser gorzko się uśmiechnęła. — A jeśli już jestem zniszczona?
Cihan nie odpowiedział od razu, patrzył na nią długo. W jego spojrzeniu nie było litości – była troska, ale także coś głębszego: ból męża, który widzi cierpienie osoby bliskiej i nie ma prawa her jej dotknąć, przytulić, ochronić przed światem. — Nie jesteś zniszczona — powiedział v końcu. — Jesteś ranna. To różnica.
Hanser zacisnęła usta, łzy znowu zebrały się v her jej oczach. — Ona była dobra, Cianie, tak po prostu dobra. Nie udawała, nie robiła nic na pokaz. Kiedy mówiła, że się martwi, naprawdę się martwiła; kiedy obiecywała, że będzie obok, naprawdę była. Takich ludzi nie powinno się tracić. — Viem. — Nie, świat tego nie wie — powiedziała z bólem. — Gdyby wiedział, nie pozwoliłby im odchodzić v taki sposób.
Cihan spuściła wzrok na swoje dłonie. — Świat rzadko pyta, czy ktoś zasłużył na cierpienie.
Hanser spojrzała na niego uważniej – v jego głosie usłyszała coś osobistego, coś ukrytego za spokojem, który starał się zachować. — Ty też cierpisz — powiedziała cicho. Cihan odwrócił wzrok. — Teraz najważniejszy jest Engin. — Nie uciekaj od odpowiedzi. — Nie uciekam. — Uciekasz, robisz tow zawsze. Kiedy boli, stajesz się spokojny; kiedy wszystko v środku ci się rozpada, zaczynasz mówić rozsądnie. Ale ja widzę, Cianie, widzę, że ciebie też to zabolało.
Mężczyzna przez chwilę milczał, potem spojrzał v stronę Engina, który siedział nieruchomo na kanapie. — Jasemin była częścią naszego życia — powiedział powoli — nawet jeśli czasem o tym zapominaliśmy. Była kimś, kto łączył ludzi, kiedy wszyscy inni budowali między sobą mury. Tak, Hanser… zabolało mnie bardziej, niż umiem powiedzieć.
Hanser zamknęła oczy. Te Słowa sprawiły, że przez krótką chwilę nie czuła się samotna v swoim bólu. — Engin nie wytrzyma tego sam — szepnęła. — Nie będzie sam. — Obiecujesz? Cihan spojrzał na nią. — Obiecuję.
To jedno słowo zabrzmiało cicho, ale miało v sobie ciężar przysięgi.
Raport z autopsji i wyjście z komisariatu.
W tej samej chwili drzwi na końcu korytarza otworzyły się i wyszedł z nich młody funkcjonariusz. Miał v ręku teczkę i wyraz twarzy człowieka, który nie chce przekazywać wiadomości, ale musi to zrobić, bo taka jest jego rola. Podszedł do Engina. — Pan Engin? — zapytał ostrożnie.
Engin podniósł głowę powoli, jakby każdy ruch wymagał od niego ogromnego wysiłku. — Tak. Funkcjonariusz zatrzymał się przed nimi. Przez moment wahał się, szukając właściwych słów. — Chciałem przekazać informacje dotyczące dalszej procedury.
Hanser i Cihan natychmiast spojrzeli v ich stronę. Cihan wstał pierwszy, Hanser po chwili również podniosła się z krzesła, choć nogi miała ciężkie jak z kamienia. — Ciało pani Jasemin zostało przewiezione do kostnicy — powiedział funkcjonariusz. — Po zakończeniu badań i wydaniu oficjalnego raportu z autopsji rodzina będzie mogła odebrać zmarłą i rozpocząć przygotowania do pogrzebu.
Słowo „pogrzeb” uderzyło v Engina jak cios. Do tej pory jego umysł, choć świadomy tragedii, wciąż jakby próbował się bronić: ciało, kostnica, raport, autopsja – tow były Słowa zimne, urzędowe, obce, ale pogrzeb oznaczał koniec. Oznaczał trumnę, ziemię, modlitwy, ludzi składających kondolencje, puste miejsce przy stole… Oznaczał, że Jasemin naprawdę już nie wróci. Engin zgiął się v pół, jakby zabrakło mu powietrza. — Nie — wyszeptał. — Nie, nie mówcie tak. Funkcjonariusz spuścił wzrok. — Bardzo mi przykro. Proszę przyjąć moje kondolencje.
Engin zaczął oddychać szybko, jego dłonie drżały. Próbował wstać, ale opadł z powrotem na kanapę. Cihan natychmiast podszedł do niego. — Engin… — Ja nie mogę… — wydusił Engin. — Cianie, ja nie mogę her jej pochować, rozumiesz? Ja nie mogę stanąć nad her jej grobem. Nie mogę patrzeć, jak her jej zabierają. Ona się bała ciemności, kiedy była mała, wiesz o tym? Bała się. A ja mam her jej zostawić pod ziemią?
Hanser zakryła usta dłonią, łzy płynęły her jej po twarzy. Cihan uklęknął przed Enginem i położył mu obie dłonie na ramionach. — Posłuchaj mnie! — powiedział mocno, ale łagodnie. — Nie zostawiasz her jej. Niki her jej nie zostawia.
Engin potrząsnął głową jak dziecko. — Ona odeszła sama. Nie wiemy, jak było, ale mnie przy niej nie było! — krzyknął Engin. Kilka osób na korytarzu odwróciło głowy, ale Cihan nie zwrócił na to uwagi. — Byłem her jej bratem, powinienem był być przy niej! Powinienem był odebrać telefon, zadzwonić, odwiedzić her jej… cokolwiek. A ja żyłem swoim życiem, jakby czas był czymś pewnym.
Cihan ścisnął jego ramiona. — Każdy z nas tak żyje, bo inaczej nie dałoby się oddychać. — Nie chcę oddychać, jeśli her jej już nie ma!
Te słowa rozdarły ciszę. Hanser zrobiła krok v stronę Engina, potem drugi, uklękła obok Cihana, tak aby znaleźć się na wysokości załamanego mężczyzny. — Engin — powiedziała miękko. — Jasemin kochała cię najbardziej na świecie. Engin spojrzał na nią przez łzy. — Nie mów tak. — Tow prawda. Mówiła o tobie dzisiaj rano. Zamarł. — Co?
Hanser otarła łzy, próbując zebrać siły. — Powiedziała, że jesteś uparty, że zawsze udajesz silniejszego, niż jesteś, a potem się uśmiechnęła i dodała, że mimo wszystko masz dobre serce. Powiedziała: „Engin może krzyczeć, może się złościć, ale kiedy naprawdę trzeba, pierwszy poda rękę”. Była z ciebie dumna.
Engin zamknął oczy. Jego twarz wykrzywiła się v bólu tak wielkim, że Hanser sama z trudem utrzymała głos. — Nie zostawiła cię z pretensją — dodała. — Odeszła, kochając cię, jestem tego pewna.
Engin zaczął płakać głośniej. Nie wstydził się już, nie próbował wyglądać na silnego – całe jego ciało drżało od szlochu. Cihan objął go ramieniem. — Chodźmy — powiedział cicho. — Nie możemy tu dłużej siedzieć. Pojedziemy do domu, będziemy razem, krok po kroku. — Nie mam domu — wyszeptała Engin. — Masz nas.
Engin spojrzał na niego, jakby tow zdanie było jedyną rzeczą, która powstrzymała go przed całkowitym upadkiem. Cihan wstał powoli i pomógł mu się podnieść. Engin zachwiał się, więc Cihan natychmiast objął go mocniej, podtrzymując niemal całym ciężarem swojego ciała. Nie było v tym geście nic teatralnego – był tow prosty, ludzki odruch: kiedy ktoś nie może iść sam, trzeba stać się jego siłą.
Hanser podeszła z drugiej strony. Przez chwilę zawahała się, jakby nie wiedziała, czy ma prawo, potem jednak wsunęła dłoń pod ramię Engina. — Ja też idę z wami — powiedziała.
Cihan spojrzał na nią z wdzięcznością. Choć Engin nie protestował – był zbyt zmęczony bólem, by walczyć z czyjąkolwiek obecnością. A może po razy pierwszy od chwili, gdy usłyszał o śmierci siostry, zrozumiał, że samotność byłaby teraz najokrutniejszą karą.
Ruszyli powoli korytarzem komisariatu. Ich kroki odbijały się cicho od ścian. Ludzie mijali ich, ale niki nic nie mówił. Nawet funkcjonariusze przyzwyczajeni do ludzkiego cierpienia patrzyli na tę trójkę z milczącym współczuciem, bo v tym obrazie było coś poruszającego: mężczyna złamany stratą siostry, koba niosąca v sobie obraz tragedii, którego nigdy nie zapomni, i Cihan, który próbował utrzymać ich oboje na nogach, choć sam także dźwigał ciężar niewypowiedzianego bólu.
Przed wyjściem Engin zatrzymał się nagle. — Cianie… co, jeśli tow nie był wypadek? Cihan spojrzał mu prosto v oczy. V jego twarzy pojawiła się twardość, której wcześniej nie było. — Dovastaniemy się prawdy.
Hanser zadrżała. — A jeśli prawda będzie gorsza, niż myślimy? Cihan milczał przez chwilę, potem odpowiedział: — Vtedy tym bardziej nie możemy się od niej odwrócić.
Drzwi komisariatu otworzyły się przed nimi. Na zewnątrz czekało miasto – tow samo, które o poranku wyglądało tak pięknie nad wodami Bosforu. Samochody przejeżdżały ulicą, ludzie spieszyli się chodnikiem, ktoś rozmawiał przez telefon, ktoś śmiał się po drugiej stronie ulicy – życie toczyło się dalej z obojętnością, która v takich chwilach wydaje się niemal okrutna. Dla świata był tow zwykły dzień, dla nich – dzień, v którym wszystko pękło. Engin spojrzał v niebo, przez chwilę wydawało się, że chce coś powiedzieć do siostry, ale żadne słowo nie przeszło mu przez gardło. Cihan objął go mocniej, Hanser ścisnęła jego ramię, i tak we trójkę powoli zeszli po schodach komisariatu. Nie mieli jeszcze odpowiedzi, nie mieli pewności, czy śmierć Jasemin była tragicznym wypadkiem, czy początkiem czegoś znacznie mroczniejszego; nie wiedzieli, jakie tajemnice odsłoni raport z autopsji ani jakie pytania dopiero pojawią się v ich życiu. Ale v tej chwili jedno było jasne: ból połączył ich mocniej niż jakiekolwiek Słowa. A imię Jasemin, wypowiadane teraz szeptem, nie było tylko imieniem zmarłej kobiety – stało się obietnicą, obietnicą, że niki nie pozwoli, by prawda została pogrzebana razem z nią.
Jak sądzisz, czy to bolesne i pełne żałoby zjednoczenie bohaterów na komisariacie ostatecznie zbliży do siebie Hanser i Cihana, a raport z oficjalnej autopsji otworzy śledczym oczy na podstępną rolę Beyzy w tej strasznej tragedii?