
Hanser położyła obie części zdjęcia na kolanach, oderwała kawałek przezroczystej taśmy i ostrożnie zbliżyła do siebie poszarpane krawędzie. Jej palce drżały tak mocno, że pierwsza próba się nie udała.
— Spokojnie — wyszeptała do siebie. — Muszę tylko połączyć te dwa kawałki.
Próbowała ponownie. Tym razem przykleiła taśmę nierówno. Odkleiła ją ostrożnie, obawiając się, że uszkodzi fotografię jeszcze bardziej.
— Nawet zdjęcie nie chce już być całe — powiedziała ze smutnym uśmiechem.
Po chwili ponownie dopasowała obie połówki. Cihan i Hanser stali obok siebie tak jak kiedyś. Linia rozdarcia pozostała jednak widoczna. Taśma mogła połączyć papier, lecz nie była w stanie usunąć śladu zniszczenia. Hanser patrzyła na fotografię, a jej oczy powoli wypełniały się łzami. Jedna z nich spłynęła po policzku i zatrzymała się na brodzie. Potem pojawiła się następna. Kobieta przycisnęła dłoń do brzucha.
— Widzisz tego mężczyznę? — zapytała cicho. Jej głos załamał się już przy pierwszych słowach. — To twój ojciec. — Przesunęła palcami po twarzy Cihana na zdjęciu. — Kiedyś patrzył na mnie tak, jakby chciał ochronić mnie przed całym światem. Myślałam, że przy nim nic złego nie może mnie spotkać. Wierzyłam, że bez względu na wszystko będziemy razem. — Otarła łzy, lecz natychmiast napłynęły kolejne. — Gdybyś zobaczyło go wtedy, zrozumiałobyś, dlaczego tak bardzo go pokochałam. Był surowy, uparty i czasami strasznie niesprawiedliwy. Ale potrafił też być dobry. Tylko nikt nie powinien tego wiedzieć, zwłaszcza on sam. — Na ustach Hanser pojawił się słaby uśmiech, który szybko zgasł. — Teraz już tak na mnie nie patrzy. W jego oczach nie ma miłości. Jest tylko gniew, może nawet nienawiść. — Opuściła głowę, przyciskając dłoń mocniej do brzucha. — Nigdy nie zobaczysz go takiego jak na tym zdjęciu. Nie zobaczysz, jak się uśmiecha, kiedy myśli, że nikt na niego nie patrzy. Nie usłyszysz, jak mówi do ciebie przed snem. Nie poczujesz jego dłoni na moim brzuchu.
Hanser urwała, ponieważ szloch odebrał jej głos. Przez dłuższą chwilę walczyła o oddech.
— Wybacz mi — wyszeptała do dziecka. — Wybacz, że odbieram ci ojca. Może kiedyś pomyślisz, że postąpiłam źle. Może będziesz miało do mnie żal, ale ja chcę cię tylko ochronić. Jeśli prawda wyjdzie na jaw, wszyscy zaczną o ciebie walczyć. Staniesz się częścią ich zemsty, ich gniewu i ich ambicji. Nie mogę na to pozwolić. — Przyłożyła sklejone zdjęcie do piersi i zamknęła oczy. — Twój ojciec nigdy się nie dowie, jak bardzo go kochałam. Pozwolę mu wierzyć, że o nim zapomniałam. Pozwolę, żeby mnie nienawidził, jeśli dzięki temu będzie mógł żyć spokojnie. — Jej ramiona drżały. — A ja zachowam tę miłość tutaj — dodała, dotykając serca. — Ukryję ją tak głęboko, że nikt jej nie odnajdzie. Będę ją nosić aż do śmierci. Tylko ty będziesz wiedzieć, że twoja matka nigdy nie przestała kochać twojego ojca.
W pokoju rozbrzmiała przejmująca muzyka, wypełniając ciszę. Nad Stambułem zapadało późne popołudnie. Promienie słońca przesuwały się po kopułach Błękitnego Meczetu, zabarwiając niebo odcieniami złota i różu. Na wodach Bosforu kołysały się statki, a Wieża Leandra wyglądała z daleka jak samotna strażniczka pilnująca tajemnic miasta.
Za długim stołem w sali urzędu stanu cywilnego siedzieli Hanser i Melih. Hanser miała na sobie delikatną białą suknię z koronkowymi rękawami. Wyglądała jak panna młoda, ale w jej twarzy nie było ani śladu szczęścia. Nie uśmiechała się, nie rozglądała po sali. Jej wzrok pozostawał nieruchomy i pusty. Obok niej siedział Melih w eleganckim czarnym garniturze. Jego plecy były wyprostowane, lecz splecione dłonie zdradzały napięcie. Co pewien czas spoglądał na Hanser, jakby chciał upewnić się, że kobieta nie zmieniła zdania. Po drugiej stronie siedział Ertugrul, starszy mężczyzna pełniący rolę świadka. Patrzył na młodą parę z powagą, ale również z trudnym do ukrycia niepokojem. Urzędnik w czerwonej todze ze złotymi lamówkami otworzył księgę małżeństw.
— Zebraliśmy się tutaj, aby zgodnie z obowiązującym prawem zawrzeć związek małżeński pomiędzy panią Hanser a panem Melihem — oznajmił oficjalnym tonem.
Melih lekko pochylił się w stronę Hanser.
— Jeśli chcesz się wycofać, to ostatnia chwila — szepnął.
Kobieta nie spojrzała na niego.
— Nie wycofam się. — Nie musisz tego robić z poczucia obowiązku. — Nie robię tego dla siebie.
Melih zacisnął usta.
— Wiem — odpowiedział. — Robisz to dla dziecka.
Hanser drgnęła.
— Nie mów o nim tutaj. — Dobrze, ale chcę, żebyś wiedziała, że dotrzymam słowa. Nie pozwolę, aby ktokolwiek cię skrzywdził.
Dopiero wtedy Hanser spojrzała na niego.
— Nawet jeśli tym człowiekiem będzie Cihan? — Zwłaszcza wtedy.
W jej oczach pojawił się ból.
— Nie chcę, żebyście ze sobą walczyli. — Ta walka zaczęła się na długo przed dzisiejszym dniem — odpowiedział Melih. — Ja tylko nie zamierzam oddać mu kontroli nad twoim życiem.
Urzędnik przerwał ich cichą rozmowę.
— Panie Melih, czy z własnej i nieprzymuszonej woli bierze pan panią Hanser za żonę?
Melih odpowiedział bez wahania:
— Tak.
Jedno krótkie słowo zabrzmiało w sali z niezwykłą mocą. Urzędnik zwrócił się do Hanser:
— Pani Hanser, czy z własnej i nieprzymuszonej woli bierze pani pana Meliha za męża?
Zapadła cisza. Hanser spojrzała na urzędnika, ale w rzeczywistości zobaczyła przed sobą twarz Cihana. Przypomniała sobie dzień swojego pierwszego ślubu, jego spojrzenie, dotyk dłoni i obietnice, które składali sobie, wierząc, że będą trwać wiecznie. „Powiedz: nie!” — wołało jej serce. „Musisz to zrobić” — odpowiadał strach. Melih czekał, nie naciskając. Ertugrul opuścił wzrok.
— Pani Hanser? — ponowił pytanie urzędnik.
Kobieta zacisnęła palce na materiale sukni.
— Tak — odpowiedziała wreszcie niemal bezgłośnie. — Proszę mówić wyraźniej.
W oczach Hanser pojawiły się łzy.
— Tak — powtórzyła. — Zgadzam się.
Urzędnik przesunął księgę w stronę Meliha.
— Proszę złożyć podpis.
Melih wziął długopis i podpisał dokument zdecydowanym ruchem. Następnie księga znalazła się przed Hanser. Kobieta zacisnęła dłoń na długopisie. Jego końcówka zawisła nad pustym miejscem. Wszystko wokół ucichło. Nie słyszała urzędnika ani oddechów zebranych. Słyszała jedynie głos Cihana: „Dlaczego mi to zrobiłaś?”. Jej dłoń zadrżała. Melih pochylił się ku niej:
— Hanser… — Nie mów nic — wyszeptała. — Możemy wyjść? — Nie. Jeśli teraz wyjdę, nie będę miała dokąd pójść. — Zawsze będziesz miała miejsce przy mnie. — Ale moje serce nigdy nie będzie należało do ciebie — powiedziała uczciwie.
Melih przyjął te słowa bez gniewu.
— Nie proszę o twoje serce. Proszę tylko, żebyś pozwoliła mi dać ci bezpieczeństwo.
Hanser zamknęła oczy, po czym złożyła podpis. Każda litera jej imienia wyglądała jak pożegnanie. Po niej dokument podpisał Ertugrul. Urzędnik zamknął księgę, a następnie podniósł czerwoną książeczkę.
— Na mocy udzielonych mi uprawnień stwierdzam, że od tej chwili jesteście państwo małżeństwem.
Nie rozległy się oklaski. Nie było śmiechu, kwiatów ani radosnych życzeń. W sali panowała cisza przypominająca atmosferę pogrzebu. Urzędnik podał akt małżeństwa Hanser. Kobieta otworzyła książeczkę. Wewnątrz znajdowały się dwa zdjęcia: jej i Meliha. Patrzyła na nie tak samo jak poprzedniej nocy na sklejoną fotografię z Cihanem. Tyle że teraz między nią a Cihanem nie przebiegała już tylko linia rozdarcia. Stanęło między nimi nowe nazwisko, nowy podpis i nowa obietnica. Hanser zamknęła dokument. Melih spojrzał na nią kątem oka.
— Żałujesz? — zapytał szeptem. — Nie wolno mi żałować — odpowiedziała. — Nie po tym, co właśnie zrobiłam. — To nie była odpowiedź.
Hanser ścisnęła czerwoną książeczkę.
— Nie pytaj mnie o rzeczy, o których oboje znamy prawdę.
Melih odwrócił wzrok. Wiedział, że formalnie została jego żoną, lecz jej serce pozostało w gabinecie pewnej rezydencji przy mężczyźnie, który tej samej nocy nie potrafił usunąć ich wspólnych zdjęć.
Na łóżku w innej sypialni, pod cienką kołdrą, leżała Beyza. Miała na sobie czerwoną piżamę w jasne, roślinne wzory. Jej twarz była mokra od łez, a oczy spuchnięte od długiego płaczu. Wpatrywała się w pustą przestrzeń. Na stoliku obok łóżka leżał telefon. Ekran był ciemny. Nikt nie dzwonił, nikt nie pytał, co czuje, nikt nie próbował jej pocieszyć.
— Przegrałam — wyszeptała, odwracając twarz w stronę poduszki. — Zawsze przegrywam z kobietą, której nawet tutaj nie ma.
Beyza wiedziała, że małżeństwo Hanser z Melihem powinno przynieść jej ulgę. Hanser należała teraz do innego mężczyzny. Droga do Cihana powinna być dla niej zamknięta. A jednak Beyza zrozumiała coś, czego nikt nie chciał powiedzieć na głos: podpis może zakończyć małżeństwo, lecz nie potrafi zakończyć miłości. Cihan nadal kochał Hanser i właśnie ta świadomość była dla Beyzy znacznie boleśniejsza niż samotność.
Opowieść cofnęła się do dnia, w którym uruchomiony został ciąg wydarzeń prowadzących do dramatycznej ceremonii. Za oknami gabinetu świeciło słońce. Cihan stał przy biurku w ciemnoniebieskiej koszuli i eleganckiej marynarce. Wyglądał na człowieka, który podjął ostateczną decyzję, lecz wciąż musiał zmuszać się, aby uwierzyć w jej słuszność. Do pomieszczenia wszedł Engin.
— Chciałeś ze mną rozmawiać?
Cihan odwrócił się do niego.
— Rozmawiałem już z Hanser i nie mam zamiaru więcej się przed nią tłumaczyć. Nie będę też słuchał kolejnych wymówek.
Engin przyjrzał mu się uważnie.
— Co dokładnie powiedziała? — To bez znaczenia. — Skoro wzywasz mnie jako prawnika, szczegóły mogą mieć znaczenie. — Powiedziałem, że chcę zakończyć tę sprawę. Ona milczała jak zwykle. Patrzyła na mnie tym swoim niewinnym wzrokiem, jakby to ja był winny wszystkiemu. — Może nie potrafiła odpowiedzieć. — Zawsze znajdujesz dla niej usprawiedliwienie. — Nie usprawiedliwiam jej. Próbuję zrozumieć sytuację, zanim przygotuję dokumenty. Cihan podszedł do okna. — Przygotuj pozew rozwodowy.
Engin zmarszczył brwi.
— Jesteś pewien? — Tak. — Nie pytam, czy jesteś wściekły. Widzę, że jesteś. Pytam, czy naprawdę chcesz rozwodu.
Cihan odwrócił się gwałtownie.
— Powiedziałem wyraźnie: przygotuj pozew i załatw tę sprawę. — Kiedy go podpiszesz? — Natychmiast, kiedy mi go przyniesiesz. — A jeśli jutro zmienisz zdanie? — Nie zmienię. — Cihan, podejmujesz decyzję, która wpłynie nie tylko na ciebie. — To moje małżeństwo i moje życie. — Właśnie dlatego próbuję upewnić się, że nie działasz pod wpływem gniewu.
Cihan podszedł bliżej.
— Nie jesteś moim terapeutą, jesteś moim prawnikiem.
Na twarzy Engina pojawiło się rozczarowanie.
— Dobrze, przygotuję dokumenty jak najszybciej. — Skinął głową i ruszył do drzwi. Zanim wyszedł, zatrzymał się na moment. — Można rozwieść się z człowiekiem, Cihan. Trudniej rozwieść się z własnymi wspomnieniami.
Cihan nic nie odpowiedział. Drzwi zamknęły się za Enginem. Kilka sekund później na biurku zadzwonił telefon. Cihan spojrzał na ekran, a następnie odebrał połączenie.
Na spokojnym osiedlu Hanser szła obok Meliha. Poruszali się powoli środkiem niemal pustej ulicy. Kobieta była zamyślona, a jej twarz zdradzała napięcie. Nagle zadzwonił telefon Meliha. Mężczyzna spojrzał na ekran.
— To Cihan — powiedział.
Hanser zatrzymała się.
— Nie odbieraj. — Jeśli nie odbiorę, zadzwoni ponownie. Na pewno chodzi o pozew. — Wiem.
Melih odebrał i przyłożył telefon do ucha.
— Słucham.
Głos Cihana był zimny i rozkazujący:
— Daj telefon Hanser. — Nie. — Nie pytałem cię o zdanie. Powiedziałem, żebyś przekazał jej słuchawkę.
Melih spojrzał na stojącą obok kobietę.
— Ona nie chce z tobą rozmawiać. — Nie masz prawa decydować za nią. — A ty masz? Przez całe jej życie ktoś decydował za Hanser. Najpierw rodzina, potem ty. To się skończyło.
Cihan zerwał się z fotela.
— Nie mieszaj się w sprawy między mną a moją żoną. — Skoro chcesz się z nią rozwieźć, przestań nazywać ją swoją żoną.
Po drugiej stronie zapadła krótka, ciężka cisza.
— Dokumenty zostaną dostarczone — powiedział Cihan. — Ma je podpisać. — Nie podpisze.
Hanser spojrzała na Meliha z niepokojem i chwyciła go za rękaw.
— Melih, nie prowokuj go — szepnęła.
Cihan usłyszał jej głos.
— Ona jest obok ciebie. Daj ją do telefonu. — Nie ma potrzeby. Usłyszałeś odpowiedź. — Dlaczego odmawia? Czego jeszcze chce? — Nie wszystko można załatwić rozkazem. — Jeśli chodzi wam o pieniądze, powiedzcie to wprost.
Melih zmrużył oczy.
— Co powiedziałeś? — Podaj cenę, ile chcecie: większego odszkodowania, domu, samochodu, konta w banku? Powiedz, ile kosztuje jej podpis, i skończmy tę farsę.
Hanser pobladła. W jej oczach pojawiły się łzy.
— On naprawdę tak o mnie myśli? — zapytała cicho.
Melih odwrócił się od niej, próbując zapanować nad gniewem.
— Nie chodzi o pieniądze — powiedział do telefonu. — Ale ty nigdy tego nie zrozumiesz, bo przyzwyczaiłeś się, że każdy człowiek ma swoją cenę. — Nie pouczaj mnie. Hanser niczego mi nie podpisze. Ona sama ma mi to powiedzieć. — Powiedziałem ci wszystko, co powinieneś wiedzieć. — Jeśli natychmiast nie dasz jej telefonu… — To co zrobisz? Przyjedziesz tutaj? Będziesz jej groził? Zaciągniesz ją siłą do swojego biura? — Uważaj na słowa, Melih. — To ty uważaj. Hanser nie jest już sama.
Cihan uderzył dłonią w biurko.
— Myślisz, że możesz stanąć między nami? — Nie muszę. Sam zbudowałeś mur między sobą a Hanser.
Melih zakończył połączenie. Przez chwilę patrzył na wygaszony ekran, po czym schował telefon do kieszeni. Hanser stała nieruchomo.
— Nie powinieneś był z nim tak rozmawiać. — Ktoś wreszcie musi. — Nie znasz go, kiedy wpada w gniew. — Nie boję się go. — Ja nie boję się o ciebie. Boję się tego, co on zrobi samemu sobie.
Melih spojrzał na nią z mieszaniną bólu i zazdrości.
— Nawet po wszystkim nadal się o niego martwisz.
Hanser spuściła wzrok.
— Nie potrafię przestać. — A jednak musisz iść dalej. — Wiem. — Mamy własny plan — przypomniał. — Nie podpiszesz dokumentów, dopóki nie upewnimy się, że jesteś bezpieczna. Potem zrobimy to na naszych warunkach. — On pomyśli, że chcę pieniędzy. — Niech myśli, co chce. Najważniejsze, żeby nie odkrył prawdy.
Hanser ponownie dotknęła brzucha.
— Jeśli dowie się o dziecku, nie pozwoli mi odejść. — Dlatego nie może się dowiedzieć. — Czasami mam wrażenie, że już coś podejrzewa. — Nie martw się — powiedział Melih. — Nie jesteś sama. Dopóki jestem przy tobie, nikt nie odbierze ci prawa do decydowania o własnym życiu.
Hanser skinęła głową, lecz słowa Cihana wciąż dźwięczały jej w uszach: „Podaj cenę”. Wiedziała, że jedyną rzeczą, jakiej pragnęła, była jego miłość, a tej nie mogłaby kupić za żadne pieniądze świata.
W gabinecie Cihan patrzył z niedowierzaniem na telefon.
— Rozłączył się — powiedział. — Ten łajdak naprawdę się rozłączył.
Drzwi otworzyły się i do pomieszczenia ponownie wszedł Engin, trzymając w ręku teczkę.
— Co się stało?
Cihan rzucił telefon na biurko.
— Melih zachowuje się, jakby miał prawo decydować za Hanser. — Rozmawiałeś z nim? — Próbowałem. Odmówili. Nie chcą podpisać dokumentów. — To normalne, że druga strona konsultuje pozew. — Nie chodzi o konsultacje. Grają ze mną. Odrzucili propozycję finansową i teraz czekają, aż zaoferuję więcej. — Skąd wiesz, że chodzi o pieniądze? — A o co innego może chodzić?
Engin położył teczkę na biurku.
— Może Hanser nie jest jeszcze gotowa na rozwód?
Cihan spojrzał na niego ostro.
— Broniła Meliha. Wybrała jego. — To nie jest odpowiedź na moje pytanie. — Nie interesują mnie jej uczucia. — Gdyby cię nie interesowały, nie byłbyś teraz tak wściekły.
Cihan zrobił krok w jego stronę.
— Uważaj, Engin.
Engin nie cofnął się.
— Nie, tym razem ty mnie posłuchasz. Nie możesz jechać do Meliha i urządzać kolejnej konfrontacji. — On mnie upokorzył, rozłączył telefon. — To nie jest powód, żeby niszczyć komuś życie. — Nie chodzi tylko o telefon. — Wiem. Chodzi o Hanser. Zawsze chodzi o nią.
Cihan odwrócił wzrok. Engin mówił dalej, już spokojniej:
— Musisz się opamiętać. Teraz masz dziecko. Jego bezpieczeństwo powinno być twoim priorytetem. Każdy skandal, każda bójka i każda nierozważna decyzja odbiją się także na nim. — Nie mieszaj do tego dziecka. — Właśnie ty musisz zacząć o nim myśleć. Nie jesteś już samotnym mężczyzną, który może walczyć ze wszystkimi, nie licząc się z konsekwencjami.
Cihan zacisnął pięści.
— Mam pozwolić, żeby ten człowiek się ze mnie śmiał? — Masz pozwolić prawnikowi wykonywać jego pracę — Engin wskazał na siebie. — Ja zajmę się Melihem. Porozmawiam z nim, ustalę, dlaczego Hanser odmawia, i znajdę legalne rozwiązanie. Ty nie będziesz się do niego zbliżał. — Zakazujesz mi? — Tak, jako prawnik i jako przyjaciel.
Cihan roześmiał się gorzko.
— Myślisz, że dokumenty go powstrzymają? — Prawo istnieje właśnie po to, aby ludzie nie rozwiązywali problemów zemstą. — On zabrał mi żonę. — A może sam ją odepchnąłeś?
Te słowa uderzyły Cihana mocniej niż policzek. Mężczyzna podszedł do Engina tak blisko, że niemal zetknęli się twarzami.
— Nie wypowiadaj się o rzeczach, których nie rozumiesz. — Rozumiem więcej niż myślisz. Widziałem, jak na nią patrzyłeś, i widzę, co dzieje się z tobą teraz. To nie jest nienawiść, Cihan. To zraniona miłość. — Miłość umarła. — Gdyby umarła, Melih nie byłby dla ciebie wrogiem.
Cihan milczał. Jego pierś unosiła się w gwałtownym oddechu. Engin podniósł teczkę.
— Obiecaj mi, że nie pojedziesz do niego.
Cihan odwrócił się w stronę okna. W jego oczach płonął gniew.

— Nie mogę ti tego obiecać. — Cihan… — Ten człowiek myśli, że wygrał. Myśli, że może zabrać Hanser, ukryć ją przede mną i dyktować mi warunki. — Nie rób niczego, czego później będziesz żałował.
Cihan spojrzał na swoje odbicie w szybie.
— Zniszczę go. — Posłuchaj siebie… — Zniszczę Meliha — powtórzył wolniej. — Odbiorę mu wszystko, na czym mu zależy. Sprawię, że pożałuje dnia, w którym stanął mi na drodze.
Engin patrzył na przyjaciela z rosnącym przerażeniem. Wiedział, że nie przemawia już do rozsądnego człowieka. Cihan został pochłonięty przez gniew, pod którym ukrywał rozpacz. Nie dostrzegał jeszcze najokrutniejszej prawdy: próbując zniszczyć Meliha, mógł ostatecznie zniszczyć również Hanser, własne dziecko i samego siebie.
Ostatni obraz przyniósł całkowicie inną atmosferę. Na tle falujących białych tkanin stał Cihan ubrany na czarno. Obejmował Hanser, która miała na sobie jasną, delikatną kreację. Jego dłoń spoczywała przy jej ramieniu, a ona znajdowała się tak blisko, jakby nic nigdy ich nie rozdzieliło. Było to jednak tylko promocyjne zdjęcie, nieruchome wspomnienie świata, w którym mogli być razem. W prawdziwym życiu dzieliły ich kłamstwa, nowe małżeństwa, niewypowiedziane tajemnice oraz dziecko, którego istnienie mogło zmienić wszystko.
Muzyka powoli ucichła, a obraz zniknął w ciemności, pozostawiając pytanie: czy miłość Cihana i Hanser rzeczywiście dobiegła końca, czy też ich nienawiść była jedynie maską skrywającą uczucie silniejsze niż wszystkie podpisane dokumenty?