— Przeczytaj jeszcze raz ten fragment — powiedział, zachowując rzeczowy ton. — Podpis właściciela gruntu nie wystarczy. Do przeprowadzenia rozbiórki potrzebna jest również zgoda osoby, na którą zapisano budynek.

Cihan siedział w skórzanym fotelu, wpatrywał się w dokumenty, lecz jego wzrok pozostawał nieobecny. Doskonale znał treść wniosku. Nie sprowadził Engina do gabinetu po wyjaśnienia. Chciał jedynie usłyszeć, że jego decyzja zostanie wykonana.

— Wiem — odpowiedział chłodno. — Dlatego właśnie z tobą rozmawiam.

Engin wyprostował się.

— Akt własności domu nadal jest zapisany na Hanser.

Na dźwięk jej imienia mięśnie twarzy Cihana wyraźnie się napięły. Trwało to zaledwie sekundę, ale Engin natychmiast to zauważył.

— W takim razie Hanser podpisze wniosek — oznajmił Cihan. — Skontaktuj się z nią i załatw to jeszcze dzisiaj.

Engin milczał przez chwilę. Patrzył na przyjaciela z niedowierzaniem, szukając w jego twarzy choćby śladu wahania. Nie znalazł go. Cihan przybrał maskę człowieka, dla którego wyburzenie starego domu było zwykłą decyzją administracyjną, podobną do wymiany okien albo uporządkowania magazynu.

— Nie — odpowiedział w końcu Engin.

Cihan powoli uniósł wzrok.

— Co powiedziałeś? — Powiedziałem, że tego nie zrobię. — Chyba zapominasz, do kogo mówisz. — Przeciwnie, właśnie dlatego odmawiam. Wiem, kim jesteś. Wiem też, dlaczego chcesz zburzyć ten dom.

W gabinecie znów zapadła cisza. Cihan oparł dłonie na podłokietnikach fotela.

— Chcę oczyścić ogród. Budynek jest stary, nieużywany i nie pasuje do planów zagospodarowania terenu. Nie doszukuj się ukrytych powodów tam, gdzie ich nie ma.

Engin uśmiechnął się gorzko.

— Naprawdę sądzisz, że uwierzę w te historie? Znam cię od lat. Gdyby chodziło wyłącznie o wygląd ogrodu, dawno zleciłbyś remont. Ten dom przeszkadza ci nie dlatego, że jest stary. Przeszkadza ci, bo mieszkała w nim Hanser.

Cihan zerwał się z fotela tak gwałtownie, że krzesło odsunęło się i uderzyło o ścianę.

— Uważaj na słowa.

Engin nawet nie drgnął.

— Zburzenie ścian nie sprawi, że zapomnisz, co wydarzyło się w ich wnętrzu. — Nie prosiłem cię o analizowanie mojego życia. — Ale prosisz mnie, żebym pomógł ci zniszczyć część życia Hanser. — Jesteś moim prawnikiem — głos Cihana wypełnił cały gabinet. — Twoim zadaniem jest wykonywać moje polecenia i zajmować się formalnościami. Nie płacę ti za moralne wykłady.

Engin spojrzał mu prosto w oczy.

— Jestem prawnikiem, a nie narzędziem do prowadzenia twoich prywatnych wojen. — To nie jest prywatna wojna. — Więc co? Inwestycja, porządkowanie majątku? — Engin ponownie wskazał dokumenty. — Możesz oszukiwać pracowników, rodzinę, a nawet samego siebie, ale nie mnie. Odkąd dowiedziałeś się, że przy Hanser pojawił się Melih, zachowujesz się tak, jakby ktoś odebrał ti coś, co wciąż należy do ciebie. Najpierw ją odpychasz, potem śledzisz każdy jej krok, oskarżasz ją, ranisz, a gdy sądzisz, że może ułożyć sobie życie bez ciebie, próbujesz zniszczyć miejsce, które dawało jej poczucie bezpieczeństwa.

Cihan zacisnął pięści.

— Nie wiesz, o czym mówisz. — Wiem więcej, niż chciałbym wiedzieć. Widzę człowieka, który cierpi, lecz zamiast się do tego przyznać, zamienia własny ból w broń przeciwko kobiecie, którą podobno już przestał kochać. — Dosyć! — Cihan z całej siły uderzył dłonią w biurko. Długopis potoczył się po szklanym blacie i spadł na podłogę.

Engin spuścił wzrok na leżący przedmiot, po czym westchnął.

— Właśnie o tym mówię. Wystarczy wymówić jej imię, a tracisz panowanie nad sobą. Jak długo jeszcze zamierzasz udawać, że Hanser jest ti obojętna? — Nie obchodzi mnie, co robi, ani z kim jest. Chcę tylko zamknąć pewien rozdział. — Rozdziału nie zamyka się, podpalając książkę. — Nie potrzebuję twoich metafor. Potrzebuję podpisu Hanser, więc sam go zdobądź.

Cihan zmrużył oczy.

— Odmawiasz wykonania polecenia służbowego? — Tak. — W takim razie zastanów się, czy nadal chcesz pracować dla tej firmy.

Engin popatrzył na niego z rozczarowaniem. Jeszcze niedawno wierzył, że pod warstwą gniewu Cihana wciąż znajduje się człowiek zdolny przyznać się do błędu. Teraz widział przed sobą kogoś, kto pragnął wymierzyć karę całemu światu za własną samotność.

— Nie muszę się zastanawiać — powiedział spokojnie. — Moje usługi prawne w tej sprawie kończą się właśnie tutaj. Nie będę uczestniczył w zemście na Hanser. — Wyjdź. — Wyjdę. Ale zanim to zrobię, posłuchaj mnie po raz ostatni. Nadejdzie dzień, w którym będziesz chciał cofnąć dzisiejszą decyzję. Wtedy może się okazać, że nie wszystko da się odbudować. — Powiedziałem: wyjdź.

Engin zamknął teczkę i przesunął ją w stronę Cihana.

— Zdobądź jej podpis sam. A kiedy spojrzysz jej w oczy, spróbuj przynajmniej nie okłamywać samego siebie.

Odwrócił się i ruszył do drzwi. Przed wyjściem zatrzymał się jeszcze na moment.

— Dom nie jest twoim prawdziwym problemem, Cihanie. Problemem jest to, że wciąż pamiętasz, jak wyglądała w nim Hanser, i że każde z tych wspomnień boli cię bardziej, niż potrafisz znieść.

Drzwi zamknęły się za nim. Cihan został sam. Przez dłuższą chwilę stał nieruchomo za biurkiem. Gniew, który jeszcze przed momentem pulsował w jego skroniach, zaczął ustępować miejsca czemuś znacznie trudniejszemu do zniesienia. Spojrzał na dokumenty. W wyobraźni zobaczył stary dom, wąskie schody, drewniane drzwi i okno, przy którym kiedyś stała Hanser. Pamiętał jej uśmiech. Pamiętał również łzy, których przyczyną zbyt często był on sam. Zacisnął powieki, jakby mógł w ten sposób odpędzić obrazy.

— To tylko budynek — wyszeptał. — Nic więcej.

Ale słowa zabrzmiały niewiarygodnie nawet dla niego. Sięgnął po telefon. Próbował dodzwonić się do Hanser już wcześniej, lecz nie odbierała. Jej milczenie doprowadzało go do furii, choć najbardziej drażniła go myśl, że być może nie była sama. Może rozmawiała z Melihem, może słuchała jego obietnic, może planowała przyszłość, w której dla Cihana nie było już miejsca. Wybrał numer ponownie.

Tymczasem Hanser szła mało uczęszczaną ulicą. Miała na sobie długi beżowy płaszcz, który chronił ją przed chłodnym wiatrem znad Bosforu. Poruszała się powoli, pogrążona w myślach. Ostatnie dni odebrały jej niemal całą siłę. Nie wiedziała, dokąd powinna pójść, ani komu jeszcze mogła zaufać. Każda droga zdawała się prowadzić z powrotem do Cihana, chociaż najbardziej pragnęła uwolnić się od jego gniewu.

Kiedy telefon zadzwonił, odruchowo sięgnęła do torebki. Na ekranie zobaczyła napis “Cihan Bey”. Zatrzymała się, przez kilka sekund tylko patrzyła na wyświetlacz. Serce natychmiast zaczęło bić szybciej. Wiedziała, że jeśli odbierze, znów usłyszy w jego głosie chłód albo oskarżenie. Jeżeli jednak odrzuci połączenie, Cihan nie przestanie dzwonić. Potrafił ścigać ją pytaniami, dopóki nie otrzymał odpowiedzi. W końcu przesunęła palcem po ekranie.

— Słucham. — Nareszcie — odezwał się Cihan. — Zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie patrzysz w telefon swojego przyszłego męża i dlatego nie możesz znaleźć własnego.

Hanser zamknęła oczy. Pierwsze zdanie wystarczyło, by poczuła znajome ukłucie bólu.

— Jeśli dzwonisz tylko po to, żeby mówić o Melihu, rozłączę się. — Dlaczego tak się denerwujesz? Jest przy tobie?

Rozejrzała się po pustej ulicy.

— Nie, nie ma go tutaj. — Jesteś pewna? Może stoi obok i czeka, aż skończysz rozmawiać z byłym mężem? — Cihanie, czego chcesz? — Próbuję się z tobą skontaktować od rana. Nie odbierasz telefonu, więc musiełem wydzwaniać do ludzi z twojego otoczenia. Czy tak trudno zachowywać się odpowiedzialnie? — Nie mam obowiązku meldować ci, gdzie jestem i z kim rozmawiam. — Kiedy potrzebuję twojego podpisu, masz obowiązek odebrać.

Hanser poczuła niepokój.

— Jakiego podpisu?

Cihan zamilkł na moment. Mógł wyjaśnić jej wszystko przez telefon, lecz wtedy nie zobaczyłby jej reakcji. Nie dowiedziałby się, czy stary dom naprawdę jest dla niej ważny. Nie zobaczyłby, czy w jej oczach pojawi się cień wspomnień, które być może wciąż ich łączyły.

— Przyjedź do firmy — powiedział. — Teraz, natychmiast. — Najpierw powiedz, o co chodzi. — Dowiesz się na miejscu. — Nie możesz rozkazywać mi, żebym porzucała wszystko i biegła do ciebie za każdym razem, gdy sobie tego zażyczysz. — Mogę. Jeśli sprawa dotyczy czegoś, co formalnie należy do ciebie. — Powiedz mi wprost. — Skoro tak bardzo nie chcesz słyszeć mojego głosu, po prostu zrób to, co ti powiedziałem. Przyjedź do firmy, podpisz dokument i więcej nie będziesz musieła mnie słuchać.

Hanser zacisnęła palce na telefonie.

— Zawsze robisz to samo. — Co takiego? — Wydajesz rozkaz, a potem udajesz, że pozostawiłeś mi wybór.

Przez chwilę żadne z nich się nie odezwało.

— Czekam w gabinecie — oznajmił w końcu Cihan i zakończył połączenie, zanim zdążyła odpowiedzieć.

Hanser powoli opuściła telefon. Stała na chodniku, wpatrując się w wygaszony ekran. Miała złe przeczucie. Cihan nie powiedział, czego dotyczy dokument, ale w jego głosie usłyszała coś więcej niż zwykłą niecierpliwość. Brzmiał jak człowiek, który podjął decyzję w gniewie i teraz zamierzał zmusić ją, by poniosła jej konsekwencje.

— Czego jeszcze ode mnie chcesz? — wyszeptała. Nie otrzymała odpowiedzi.

Wiatr poruszył połami jej płaszcza, a gdzieś w oddali przejechał samochód. Hanser westchnęła głęboko i ruszyła w stronę głównej ulicy.

Nad Stambułem przesuwały się ciężkie, szare chmury. Most nad Cieśniną wyglądał jak ogromna linia łącząca dwa brzegi, które mimo bliskości pozostawały od siebie oddzielone. Samochody płynęły po nim nieprzerwanym strumieniem, a statki przecinały ciemną powierzchnię Bosforu.

Wkrótce przed Hanser wyrosła monumentalna fasada Develioglu Holding. Szklane ściany budynku odbijały pochmurne niebo. Złote litery nad wejściem przypomniały jej świat Cihana. Potężny, chłodny i pozornie niezniszczalny. Zatrzymała się przed drzwiami. W tym budynku spędziła wiele chwil, które dziś wydawały się należeć do zupełnie innego życia. Kiedyś wchodziła tutaj jako jego żona. Teraz była jedynie kobietą wezwaną po to, by złożyć podpis.

W recepcji przywitano ją uprzejmym skinieniem głowy. Niektórzy pracownicy patrzyli na nią z ciekawością, inni natychmiast odwracali wzrok. Hanser poczuła na sobie ciężar niewypowiedzianych pytań, wyprostowała ramiona i ruszyła do windy. Kiedy znalazła się przed gabinetem Cihana, jej dłoń na moment zawisła nad klamką. Nie chciała pokazywać mu strachu. Nie chciała również pozwolić, by znów sprowokował ją do łez. Zapukała.

— Wejść — usłyszała.

Otworzyła drzwi. Cihan stał przy oknie, odwrócony do niej plecami. Gdy usłyszał jej kroki, powoli się odwrócił. Przez długą chwilę patrzyli na siebie bez słowa. Hanser zauważyła, że wyglądał na zmęczonego. Pod oczami miał delikatne cienie, a w jego spojrzeniu kryło się napięcie. On z kolei dostrzegł bladość jej twarzy. Jego wzrok na moment przesunął się po jej sylwetce, jakby chciał upewnić się, że nic jej nie jest. Natychmiast jednak przypomniał sobie o Melihu i przybrał chłodny wyraz twarzy.

— Przyszłaś — powiedział. — Rozkazałeś mi przyjechać. — Nie wszystko, co mówię, musi być rozkazem. — W twoich ustach prawie wszystko nim jest.

Cihan wrócił za biurko. Hanser pozostała przy drzwiach.

— Mów szybko — poprosiła. — Mam inne sprawy na głowie.

Słowa zabolały go bardziej, niż powinny. Inne sprawy mogły oznaczać Meliha. Cihan nie zamierzał pytać, ale zazdrość już zdążyła zatruć jego myśli.

— Oczywiście — odparł z ironią. — Nie chciałbym zabierać ti czasu, który mogłabyś poświęcić komuś ważniejszemu. — Jeżeli wezwałeś mnie tutaj, żeby znów mnie obrażać, wychodzę. — Usiądź. — Postoję.

Cihan otworzył teczkę, wyjął dokument i umieścił go na podkładce. Położył na nim długopis, a następnie wyciągnął wszystko w stronę Hanser.

— Podpisz.

Nie ruszyła się z miejsca.

— Najpierw chcę wiedzieć, co to jest. — Wniosek o zgodę na rozbiórkę. — Jaką rozbiórkę?

Cihan spojrzał jej prosto w oczy.

— Starego domu na terenie posiadłości.

Hanser znieruchomiała. Przez moment wydawało jej się, że źle usłyszała.

— Jakiego starego domu? — Doskonale wiesz, o którym mówię. — Chcesz zburzyć mój dom? — To nie jest już twój dom. Od dawna w nim nie mieszczasz, ale akt własności jest na mnie, dlatego potrzebuję twojego podpisu.

Hanser powoli podeszła do biurka, spojrzała na dokument, lecz litery rozpływały się przed jej oczami.

— Dlaczego? — Powiedziałem, budynek zostanie wyburzony. — Pytam, dlaczego podjąłeś taką decyzję? — Chcę oczyścić ogród.

Podniosła na niego wzrok.

— Oczyścić ogród? — Dom jest stary, zaniedbany i niepotrzebny. Zajmuje miejsce, które można lepiej wykorzystać. — Niepotrzebny dla kogo? — Dla wszystkich.

Hanser pokręciła głową.

— Nie, dla ciebie. To tobie przeszkadza. — Czy to ma jakieś znaczenie? — zapytał, wzruszając ramionami. — Budynek zostanie rozebrany, teren uporządkowany, a równowartość domu zostanie przelana na twoje konto. Nie poniesiesz żadnej straty.

W jej oczach pojawiły się łzy.

— Naprawdę sądzisz, że chodzi mi o pieniądze?

Cihan widział jej ból. Każda łza osłabiała mur, który z taką determinacją budował wokół siebie. Powinien był przerwać. Powinien powiedzieć prawdę, że widok domu przypominał mu o niej, że nie potrafił znieść myśli o chwilach, których już nie odzyska, i że zazdrość o Meliha odbierała mu rozsądek. Zamiast tego wybrał okrucieństwo.

— Skoro nie chodzi o pieniądze, to o co? — zapytał. — Łączą cię z tym miejscem jakieś szczególnie cenne wspomnienia?

Hanser patrzyła na niego z niedowierzaniem.

— Ty naprawdę musisz o to pytać? — Może w tym domu planowałaś już przyszłość z Melihem? — Nie mieszaj go do tej sprawy. — Dlaczego? Przecież podobno ma zostać twoim mężem. Z pewnością powinien mieć coś do powiedzenia w kwestii twojego majątku. — Melih nie ma nic wspólnego z tym domem. — Jeszcze nie, ale może powinnaś skonsultować z nim decyzję. W końcu pieniądze trafią na twoje konto. Uważaj tylko, żeby twój przyszły mąż ich nie zabrał i nie zniknął.

Słowa zawisły w powietrzu niczym policzek. Hanser odsunęła się o krok. Łzy napłynęły jej do oczu, ale nie pozwoliła im jeszcze spłynąć.

— Jak możesz tak mówić? — Mówię tylko, żebyś była ostrożna. — Nie, próbujesz mnie upokorzyć. — Jeśli prawda cię upokarża, to nie moja wina. — Jaka prawda? — jej głos zadrżał. — Nie wiesz nic o mojej relacji z Melihem. Nie wiesz, co czuję, ani czego pragnę. Wymyślasz sobie historię, a potem karzesz mnie za to, że w nią uwierzyłeś.

Cihan zacisnął szczękę.

— Widziałem wystarczająco dużo. — Co widziałeś? Człowieka, który podał mi rękę wtedy, gdy ty mnie odrzuciłeś? Człowieka, który nie patrzył na mnie jak na ciężar? Czy właśnie to tak bardzo cię rozgniewało? — Nie interesuje mnie, kto podaje ti rękę. — W takim razie dlaczego przy każdej rozmowie wypowiadasz jego imię?

Cihan odwrócił głowę.

— Rozmawiamy o domu. — Nie, rozmawiamy o twojej złości. Ten dom nic ti nie zrobił. To tylko ściany, dach, kilka starych okien. Ale ja tam mieszkałam, więc chcesz go zniszczyć tak, jak próbujesz zniszczyć wszystko, co ti o mnie przypomina. — Nie przeceniaj swojego znaczenia.

Tym razem łza spłynęła po policzku Hanser.

— Kiedyś potrafiłeś ranić mnie nawet w milczeniu. Teraz najwyraźniej cisza już ti nie wystarcza.

Cihan spojrzał na nią i przez moment w jego oczach pojawił się żal.

— Hanser, nie pozwól mi mówić… — Wezwałeś mnie tutaj, więc teraz mnie wysłuchasz. W tym domu przeżyłam chwile, o których próbuję zapomnieć, ale również takie, których nie chcę utracić. Tam pierwszy raz uwierzyłam, że może znajdę miejsce, do którego należę. Tam czekałam na ciebie, nawet gdy nie przychodziłeś. Tam płakałam przez ciebie, lecz również modliłam się, żebyś pewnego dnia zrozumiał, że nie jestem twoim wrogiem.

Cihan opuścił wzrok na dokumenty.

— Wspomnienia nie znikną tylko dlatego, że zburzysz budynek — kontynuowała. — Ale może właśnie dlatego to robisz. Chcesz, żeby zniknęły ślady po mnie, bo łatwiej zniszczyć dom, niż przyznać, że kiedyś coś dla ciebie znaczyłam. — Nie rob z tego melodramatu. — Masz rację. Dla ciebie to tylko formalność. Jeden podpis, kilka maszyn, jeden dzień pracy. Ściany runą i ogród będzie czysty. Czy właśnie tego chcesz? Czystego miejsca, w którym nic nie będzie ti przypominało o tym, jak bardzo mnie skrzywdziłeś?

Cihan podniósł głowę.

— A może chcę usunąć miejsce, w którym mnie okłamywano? — Nadal wierzysz tylko w to, co pozwala ti mnie nienawidzić. — A ty zawsze przedstawiasz siebie jako niewinną ofiarę. — Nigdy nie powiedziałam, że nie popełniłam błędów, ale za każdy z nich zapłaciłam. Straciłam dom, małżeństwo i spokój. Straciłam człowieka, którego kochałam bardziej niż własną dumę. Czego jeszcze ode mnie oczekujesz?

Ostatnie zdanie złamało jej głos. Cihan zacisnął palce na krawędzi biurka. Chciał zapytać, czy nadal go kocha. Pytanie niemal wyrwało mu się z ust. Powstrzymał je w ostatniej chwili, ponieważ bał się odpowiedzi. Gdyby zaprzeczyła, coś w nim pękłoby. Gdyby potwierdziła, musiałby zmierzyć się ze wszystkimi własnymi decyzjami.

— Oczekuję tylko podpisu — powiedział lodowato.

Hanser patrzyła na niego długo, jakby właśnie te słowa zabolały ją najbardziej. W końcu wzięła podkładkę i dokumenty. Nie sięgnęła jednak po długopis.

— Nie podpiszę tego teraz. — Dlaczego? Musisz zapytać Meliha o pozwolenie?

Zamknęła oczy, próbując zapanować nad łzami.

— Nawet teraz nie potrafisz przestać. — Zadałem proste pytanie. — A ja udzielę ti prostej odpowiedzi. Muszę się zastanowić, ponieważ ten dom jest częścią mojego życia. Być może dla ciebie bezwartościową, ale dla mnie ważną. — Ile czasu potrzebujesz? — Nie wiem.

Cihan spojrzał na zegarek, udając obojętność.

— Czy jutrzejszy wieczór wystarczy? Odeślij wtedy podpisane dokumenty. — A jeśli odmówię? — Znajdę inne rozwiązanie. — Zawsze znajdujesz rozwiązanie, kiedy chcesz postawić na swoim. — A ty zawsze komplikujesz najprostsze sprawy.

Hanser przycisnęła dokumenty do piersi.

— Skoro to wszystko, wychodzę.

Ruszyła w stronę drzwi. Każdy krok kosztował ją wiele wysiłku. Cihan patrzył za nią, czując, że wraz z nią z gabinetu uchodzi całe powietrze. Kiedy położyła dłoń na klamce, odezwał się. Hanser zatrzymała się, lecz się nie odwróciła. Cihan chciał ją przeprosić. Chciał powiedzieć, żeby zostawiła dokumenty i zapomniała o całej sprawie. Pragnął podejść, otrzeć łzę z jej policzka i zapytać, dlaczego każde ich spotkanie kończyło się kolejną raną. Z jego ust nie wydobyło się jednak żadne z tych zdań.

— Dokumenty mają wrócić jutro — powiedział cicho.

Ramiona Hanser lekko zadrżały. Powoli odwróciła głowę. W jej spojrzeniu nie było już gniewu. Pozostał jedynie głęboki zawód.

— Kiedyś myślałam, że pod twoją złością ukrywa się człowiek, który boi się kochać — wyszeptała. — Dziś zaczynam się zastanawiać, czy ten człowiek jeszcze istnieje.

Cihan nie odpowiedział. Ich spojrzenia spotkały się po raz ostatni. Oczy Hanser błyszczały od łez. Cihan odwrócił wzrok, ponieważ wiedział, że jeśli będzie patrzył choć sekundę dłużej, jego maska obojętności runie szybciej niż dom, który zamierzał zburzyć.

Hanser otworzyła drzwi i wyszła. Kiedy ucichł odgłos jej kroków, powoli osunął się na fotel. W gabinecie zabrzmiała melancholijna muzyka, delikatna, lecz przepełniona bólem. Mężczyzna spojrzał na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała Hanser. Na biurku pozostał długopis. Cihan wziął go do ręki i ścisnął tak mocno, że pobielały mu palce. Słowa Engina powróciły z przerażającą wyrazistością: “Nadejdzie dzień, w którym będziesz chciał cofnąć dzisiejszą decyzję”.

Tymczasem Hanser szła pustym korytarzem, przyciskając dokumenty do piersi. Gdy drzwi windy zamknęły się za nią, nie musieła już udawać silnej. Oparła plecy o metalową ścianę, zakryła usta dłonią i pozwoliła łzom swobodnie spłynąć po twarzy. Płakała nie tylko z powodu starego domu. Płakała po miłości, która kiedyś wydawała się silniejsza od wszystkich przeszkód, a teraz zamieniła się w serię ran zadawanych przez dwoje ludzi, którzy nadal nie potrafili przestać na siebie patrzeć.

Cihan chciał oczyścić ogród z jej wspomnień. Nie rozumiał jednak, że najtrwalszy ślad Hanser nie znajdował się w starych murach. Pozostał w nim, i żadne maszyny nie mogły go zburzyć.

Related Posts

Badania medyczne dowodzą, że biologiczna matką skradzionego dziecka jest Yonca, a Beyza sfałszowała całą ciążę. Beyza zostaje aresztowana i wyprowadzona przez funkcjonariuszy, a niemowlę wraca do rąk…

Cihan próbuje ripostować i zarzuca Melihowi czerpanie korzyści z obecności Hanser, lecz Hanser odcina się, wytykając Cihanowi jego milczenie w chwila, gdy matka oferowała jej pieniądze za…

Panna Młoda – Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Panna Młoda – 😱 Mukadder Poznaje Prawdę o Ciąży Hançer! Jej Reakcja Zaskakuje Wszystkich!

Tymczasem Melih nadal igra z ogniem. Nawet jeśli uważa, że działa w dobrej wierze, każdy jego kolejny krok tylko pogarsza sytuację. Popełnia błąd za błędem. Krzywdzi Sinem…

Marcin Kwaśny jest bratem prezydenta popularnego miasta. Oto co wyjawił

Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat” Marciп Kwaśпy zawitał do stυdia “halo tυ polsat”, by opowiedzieć o swoim debiυcie reżyserskim, którym jest film “Odzyskaпy”. Towarzyszyła mυ…

Odrzucony posiłek i wyznanie wobec braku wyboru Gdy Gülsüm przychodzi do salonu z powiadomieniem o kolacji przygotowanej z inicjatywy Beyzy, Cihan w chłodnych słowach odrzuca posiłek i…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page